PRACowniA

16 Maj 2013

Uciekłam do przodu z toksycznego związku

W związku z ukazaniem się na polskim rynku nowej książki o toksycznych związkach i sposobie uwolnienia się z nich – „Moje dwie głowy” Mai Friedrich – przedstawiamy poniżej fragment wywiadu z autorką.  Książkę dodaliśmy do listy Naszych Lektur (z odnośnikiem do sprzedawcy).

Autor: Małgorzata Osipczuk
Źródło: http://www.psychotekst.pl, mojedwieglowy.blogspot.com

Z autorką książki „Moje dwie głowy” i bloga pod tym samym tytułem, Mają Friedrich, rozmawia psychoterapeutka Małgorzata Osipczuk

Jeśli tylko posiadasz coś cennego, co mogłoby zainteresować „łowcę cudzych zasobów” – nie czuj się bezpiecznie. Psychopaci polują tuż obok, na nas. Sprawiają dobre wrażenie, bez trudu pozyskują zaufanie i bezpardonowo je sprzeniewierzają. Możesz ich spotkać w pracy, w rodzinie, wśród znajomych i nowo poznanych. Tylko część spośród nich to przestępcy czy brutalne osiłki. Większość żyje wśród nas, nie wzbudzając podejrzeń. I mogłoby Cię to nie obchodzić, ot, jedno z wielu zjawisk tego świata, zarezerwowanych dla znawców tematu. Ale co, jeśli jeden z nich weźmie sobie Ciebie na swój widelec i uzna, że potrzebuje właśnie takiej, jak Ty, partnerki?

Jeśli już żyjesz w bolesnym, krzywdzącym Cię związku, to w książce „Moje dwie głowy” Mai Friedrich nie znajdziesz pomysłu na to, jak sprawić, by partner lepiej Cię traktował. Autorka bezlitośnie odziera ze złudzeń potencjalne czytelniczki, które liczą na jakiś magiczny lub specjalistyczny sposób na „odtrucie” ich toksycznego, zdeprawowanego partnera. Recepta jest krótka: „UCIEKAJ! Byle do przodu!”, choć jak się okazuje nie tak łatwa do zrealizowania. Jednak możliwa – na podstawie własnego doświadczenia i przetrawienia „tony” fachowej literatury Maja daje nie tylko nadzieję na powodzenie takiej zdrowej ucieczki, ale też i cały wachlarz przećwiczonych na samej sobie bardzo życiowych, zaskakująco konkretnych wskazówek. To nie ckliwy amerykański poradnik, pełen trywialnych sloganów – to zestaw survivalowy, opracowany własnym potem i łzami. Przy okazji fantastyczna śmiechoterapia.

Małgorzata Osipczuk: Maju, pogadajmy o rdzeniu książki, czyli o Twoim doświadczeniu. „Z toksycznego związku nie da się WYJŚĆ. Z toksycznego związku się UCIEKA. Cała filozofia polega na tym, żeby UCIEKAĆ DO PRZODU” – cytuję podtytuł Twojej książki i motto Twojego bloga. A Tobie mogła się przydarzyć ucieczka „do tyłu”?

Maja Friedrich: Oczywiście. Przecież mi się przydarzała. Na przestrzeni wielu miesięcy cofałam się za każdym razem, kiedy dawałam się przekonać mojemu byłemu partnerowi, że wszystko, co się w tym związku wydarzyło to „nic takiego, nic wielkiego”. Za każdym razem, jak dawałam się nabrać na kolejne przysięgi, obietnice i „miodowe miesiące”, po których następowała intensyfikacja jego emocjonalnej agresji, kolejnych kłamstw i poniżeń – cofałam się. Tych charakterystycznych dla związku z toksykiem huśtawek i sinusoid przeżyłam wiele. Tak rozchwiana emocjonalnie kobieta podejmując decyzję o ucieczce jeszcze długo nie może mieć pewności, jaki numer wywiną jej własne emocje, które ciągle próbują kolaborować ze światem czczych deklaracji przemocowego partnera i uzależniły się już nawet na poziomie chemicznym od takiego rollercoastera. Nie jestem lepsza od innych ofiar przemocy, a przecież nie udaje się uciec do przodu ogromnej rzeszy kobiet uwikłanych w takie relacje silniej niż byłam ja: wieloletnie związki, dzieci, zależność finansowa.

Małgorzata Osipczuk: To, o czym piszesz na blogu i w książce można by podciągnąć pod różne terminy, jak np.: toksyczne związki, kobiety, które kochają za bardzo (KKZB), przemoc emocjonalna, współuzależnienie, życie z osobą z zaburzeniami osobowości, życie z psychopatą, relacja sprawca-ofiara. Które z tych terminów najbardziej do Ciebie przemówiły, gdy zaczęłaś dla siebie szukać ratunku, tkwiąc jeszcze po uszy w związku z krzywdzącym Cię partnerem? Nie gubiłaś się w tym bogatym nazewnictwie?

Maja Friedrich: Na początku tak. W miarę jednak tego, jak osoba będąca w przemocowym związku szuka odpowiedzi na pytanie: „co tu się, do cholery, działo?”, te terminy zaczynają się układać jak puzzle w spójny obrazek, bo tak naprawdę te zjawiska wynikają z siebie i są w związku przyczynowo-skutkowym. Dziewczynki wywodzące się z domu, gdzie królowało współuzależnienie, wyrastają na kobiety kochające za bardzo, mające większą skłonność do wchodzenia w związki z osobnikami zaburzonymi emocjonalnie. Ci znów mają na nie ustawiony swój radar. To z kolei prowadzi do powstania relacji ofiara-sprawca i kółko się zamyka. Kiedyś, na początku tej drogi, te słowa-klucze nie mówiły mi nic. Były hasłami zbliżonymi do kręgów istot nieradzących sobie ze swoim życiem, niezaradnych, podporządkowanych emocjonalnie, czyli kogoś, z kim ja absolutnie się nie utożsamiałam. To była nie moja bajka. Ja byłam ta Maja-Zaradna, Maja-Buldożer, Maja-Przenikliwa, która nigdy nie da się nabrać na charyzmatyczne gierki, błyskawicznie rozszyfruje każdą manipulację i nie da się uwikłać emocjonalnie i finansowo w związek z patologicznym kłamcą. „Mnie to nie dotyczy” – tak myśli duża część kobiet, które pozostają w takich związkach.

Małgorzata Osipczuk: Skąd Twoje upodobanie do słowa PSYCHOFAG?

Maja Friedrich: Ta nomenklatura to nie upodobanie, tylko laicka konieczność. PSYCHOFAG to zapożyczenie ze strony specjalnego projektu badawczego Quantum Future Group i odnosi się do psychopatów. U mnie psychofag zyskuje nieco inne, zbiorowe znaczenie i przyznaję, że na swój sposób „psychofaga” polubiłam i czuję się matką chrzestną tego terminu użytego w kontekście przemocowych związków. Kobiecie żyjącej z kimś, kto ją sukcesywnie wykańcza, obraża, zdradza, a jednocześnie stosuje całą gamę technik na przyciąganie, jest naprawdę wszystko jedno, czy jej partner zostałby zdiagnozowany jako narcyz, mizogin, socjopata, borderline, czy seksoholik. Taka kobieta nie może stawiać diagnoz, może jednak pewne rzeczy u swojego partnera zidentyfikować i bronić się. Ja, na potrzeby bloga, książki i komunikacji z innymi kobietami dotkniętymi życiem z partnerami o różnych zaburzeniach emocjonalnych, musiałam przyjąć jakieś w miarę czytelne, zbiorcze określenie sprawcy. Jeśli w związku z kimś takim, to my jesteśmy szeroko pojętym DAWCĄ, a partner BIORCĄ, jeśli ten związek nas degraduje psychicznie i fizycznie, a partner w tym samym czasie kwitnie – nie pozostaje nic innego, jak porównanie takiej relacji do związku pasożytniczego: karmiciel i pasożyt. PSYCHE – dusza, FAG – pasożyt.

Małgorzata Osipczuk: Czy ludzie z Twojego bliskiego otoczenia dostrzegali oznaki tego, że „coś jest nie tak”? Że cierpisz a partner jest tego przyczyną? Czy dawali o tym znać?

Maja Friedrich: Zaledwie jedna przyjaciółka natychmiast rozszyfrowała jego zachowania. Oczywiście bardzo szybko mojemu byłemu partnerowi udało się mnie przekonać, że ona jest nieodpowiednim dla mnie towarzystwem. Mój opór nie trwał długo. Chwała jej, bo wytrwała przy mnie bez względu na jego desant, a po jego zakończeniu mnie reanimowała. Z czasem takich „nieodpowiednich” przyjaciół i znajomych okazywało się w moim otoczeniu coraz więcej. Sukcesywnie moje wcześniejsze kontakty z ludźmi zostały zredukowane do niezbędnego minimum: najbliższej rodziny i koleżanek z pracy. To dla nich przeznaczone były rzadkie acz sugestywne spektakle: On-Uroczy, On-Ujmujący, On-Kochający. Sama w nich chętnie grałam, bo były ostatnimi wysepkami mojej iluzji tego – onegdaj jakże romantycznego – związku. Gdy „publiczność” znikała z oczu, charyzmatyczny teatrzyk się zamykał. Zostawał chłodny, wycofany, agresywny człowiek i zdezorientowana ja. Wtedy jednak skoczyłabym do oczu każdemu, kto próbowałby mi powiedzieć, że coś tu nie gra.

Małgorzata Osipczuk: Teraz, z perspektywy czasu, własnych doświadczeń i własnej pracy nad tematem – jak sądzisz, co i jak warto powiedzieć kobiecie uwikłanej w związek z psychofagiem? Jak być dla takiej osoby użytecznym wsparciem?

Maja Friedrich: To jest właśnie dramat każdej z tych, które ten etap zamknęły, dopracowały się wniosków i tej swoistej postpsychofażej mądrości i… nie znajdują sposobu, na przekazanie podstawowego pakietu informacji komuś, kto tkwi w takiej relacji. Opór materii jest niebywały. Zdaje się, że każda ofiara przemocy, dowolnej przemocy, najpierw sama musi dojść do określonego punktu granicznego (czyli sięgnąć swojego własnego dna i granic psychicznej wytrzymałości) i dopiero w tym punkcie otwiera się w niej gotowość na zaakceptowanie pewnych oczywistych oczywistości. Nie ma takich słów, a nawet przykładów, które mogłyby ją do tego skłonić wcześniej. Przy takiej kobiecie można jedynie trwać w gotowości i czekać aż ten moment wreszcie nastąpi. Trzeba się też liczyć z tym, że może nie nastąpić nigdy.

Małgorzata Osipczuk: Ale Maju chwileczkę, przecież sama opracowałaś obszerną listę tzw. czerwonych lampek ostrzegawczych – zachowań partnera będących swoistym ostrzeżeniem i zapowiedzią poważnych kłopotów, które wystąpią w związku z osobą tak się prezentującą na wstępie. Założyłam więc, że Twoją intencją jest profilaktyka – edukowanie kobiet ZANIM uwikłają się w toksyczny związek. Teraz mówisz o konieczności sięgnięcia dna przez ofiarę przemocy. Napisałaś też, cyt. „dorosłam do myśli, że tak naprawdę nikogo nie da się ostrzec”. To bardzo pesymistyczne założenie. Liczę na to, że Twoja książka może być pewną psychoprofilaktyką, porcją wiedzy, która pozwoli potencjalnym ofiarom uchronić się przed wejściem w destrukcyjny dla nich związek, albo pomoże wywikłać się z niego na wczesnym etapie strat.

Maja Friedrich: Nie wierzę w profilaktykę i w uchronienie kogokolwiek przed wejściem w przemocowy związek mimo ostrzeżeń. Ba! Nie wierzę nawet, że można otworzyć oczy komuś, kto w takim związku już tkwi, ale nie osiągnął stanu gotowości, żeby zdać sobie sprawę z charakteru tej relacji i rozpocząć odwrót. Wierzę jednak, że można pomóc tym, które zaczynają dostrzegać pewne niezdrowe prawidłowości w swoim związku, łączyć w logiczną całość pewne fakty, zachowania partnera, swój stan, reakcje dzieci i rodziny, niepokojące sygnały z zewnątrz. W tym momencie przeczytanie, „Głów” czy innej pozycji z literatury, z której ja korzystałam i wymieniłam w książce, może ułatwić podejmowanie decyzji. […]

Ciąg dalszy na blogu Moje dwie głowy.

Z tegoż bloga:

Złota przEMOCowa dwudziestka

 Czy jest Ci (boleśnie) znajomy, któryś z poniższych symptomów?
  1. Wszelkimi sposobami starasz się uświadomić partnerowi niewłaściwość jego zachowań, z których wynika Twoje rozgoryczenie i smutek. Tłumaczysz, namawiasz do terapii, perswadujesz, piszesz, odwołujesz się do uczuć wyższych, posuwasz się do szantażu emocjonalnego, żeby tylko zostać przez niego usłyszaną i zrozumianą.
  2. Mimo zapewnień, nie doczekujesz się żadnych zmian, jakie ustaliliście i jakich słusznie oczekiwałaś i wbrew logice to Ty podejmujesz starania, żeby „naprawić” siebie.
  3. Wyświadczasz mu rozmaite „przysługi”, żeby zasłużyć na jego uważność i żeby zobligować go do adekwatnych działań na rzecz Ciebie i waszego związku.
  4. Tłumaczysz go przed otoczeniem i chronisz go przed konsekwencjami jego destrukcyjnych działań albo zaniedbań, karkołomnych posunięć finansowych, skutków jego uzależnienia itp.
  5. W obawie przed jego złością (krytyką, nieprzychylnością, kolejnym ciągiem alkoholowym lub kolejnymi zdradami) znosisz z trwogą jego poirytowanie, albo wbrew sobie udajesz zachwyt, gdy przedstawi Ci kolejny pomysł na wasze życie, który z daleka pachnie problemami albo zwyczajnie Ci się nie podoba.
  6. Ostatecznie poddajesz się w swoich próbach nawiązania komunikacji, gdy po raz kolejny wspólne ustalenia łamane są w krótkim czasie od ich podjęcia i, mimo Twoich wysiłków, wszystkie problemy, które starasz się zażegnać nie znikają, a wręcz się nasilają.
  7. Głupiejesz na skutek coraz bardziej irracjonalnej i coraz bardziej agresywnej argumentacji w dowolnym sporze.
  8. Doznajesz frustracji, kiedy pomimo kilku trafnych samokrytycznych spostrzeżeń partnera na temat błędów, jakie popełniał, i deklaracji zmian, błędy owe popełnia nadal i z jeszcze poważniejszymi konsekwencjami, za które nie chce wziąć odpowiedzialności i winą obarcza Ciebie.
  9. Z niedowierzaniem słuchasz wygłaszanych przez niego przy znajomych lub rodzinie historii o jego rzekomych sukcesach w pracy lub wizjach fenomenalnych transakcji, a każda Twoja realistyczna uwaga odnośnie nieprawdziwości bądź iluzoryczności owych osiągnięć traktowana jest jak napaść, upierdliwość i brak wiary w jego możliwości. W pewnym momencie przestajesz już oponować, bo nie dajesz już wiary własnemu osądowi sytuacji.
  10. Jesteś zdezorientowana ciągłym wypieraniem jednych lub przekręcaniem innych faktów (od tych małej wagi po te kluczowe) oraz tym, że sieć jego większych i mniejszych kłamstw zatacza coraz szersze kręgi.
  11. Czujesz się zmuszana do akceptowania jego irracjonalnych pomysłów.
  12. Jesteś wyczerpana przemiennością jego euforii i stanów depresyjnych, miłości i zaraz potem pogardliwego chłodu, wizjonerstwa i kolejnych rażących potknięć.
  13. Narasta w Tobie poczucie, że jesteś całkowicie lekceważona na każdym polu, a Twoje uwagi na ten temat traktowane są przez partnera pogardliwie i protekcjonalnie.
  14. Swoje porażki partner usprawiedliwia ingerencją osób trzecich albo fatalnymi zbiegami okoliczności. Swoje naganne, obraźliwe, agresywne, lekceważące zachowania wobec Ciebie usprawiedliwia tym, co robisz Ty („Zobacz, do czego mnie doprowadzasz.”)
  15. Zawsze znajduje „logiczne” wytłumaczenie dla swojego braku zaangażowania w waszą relację i żerowania na Twoim zaangażowaniu, wymuszonym jego agresywną biernością (nadmiar pracy, choroba, zły nastrój, Twoje rzekomo niewłaściwe zachowanie).
  16. Niektóre jego zachowania zaczynają Cię przerażać.
  17. Odczuwasz, że nie masz kontroli nad swoim życiem, sferą finansową, emocjonalną, a Twój umysł nie odpoczywa, bo trwa w oczekiwaniu na kolejne „atrakcje”.
  18. Przeżywasz stres widząc, że partner stosuje podwójną moralność – inne zasady głosi wobec otoczenia, inne stosuje w rzeczywistości oraz nakłania Cię do tego samego. Twój opór charakteryzuje jako brak elastyczności i wymierzoną przeciwko niemu zrzędliwość. Narasta rozdźwięk między tym, jak postrzegają go ludzie z zewnątrz, a tym, co widzisz Ty.
  19. Czujesz się osamotniona i odizolowana od znajomych i rodziny na skutek jego ciągłego ich dyskredytowania i kpienia z Twoich relacji ze światem zewnętrznym.
  20. Wyraźnie czujesz się wykorzystywana i zauważasz też interesowność cieplejszego stosunku partnera wobec Ciebie, gdy chce uzyskać od Ciebie pomoc i zaangażowanie w jakieś jego potrzeby.
 Jeśli znasz ten pakiet – witamy w klubie. Masz sporo do zrobienia.

~ .  ~

Wpisy o zbliżonej tematyce na Pracowni:

Diabły w przebraniu

Kolumna Sandry L. Brown – Nowe początki

– –  Sam fakt, że w coś wierzysz, nie czyni tego prawdziwym

– –  Prawdziwa miłość a nie tylko prawdziwe zauroczenie

– – Wyobraźnia i jej wpływ na twoją rzeczywistość

Sandra L. Brown – Women Who Love Psychopaths:

– Wstęp (eng)

Kobiety, które kochają psychopatów

„Dam sobie radę”: O przemocy w związkach, niezależności i możliwościach

Dyktatorzy emocjonalni. Jak radzić sobie z ludźmi, którzy chcą kontrolować nasze życie

Nie od rzeczy będzie przypomnieć sobie przy tej okazji o potrzebnej umiejętności samowspółczucia:

Samowspółczucie – najważniejsza umiejętność w życiu?

Współczucie wobec samego siebie

Samowspółczucie w praktyce

Reklamy

21 Komentarzy »

  1. tylko mężczyźni psychopaci? …a co gdy facetowi jego kobieta 20/20 odpowiedzi daje „tak” – walczyć kosztem dziecka?

    Komentarz - autor: Damian — 18 Maj 2013 @ 11:07

  2. tylko mężczyźni psychopaci?

    Gdzie jest powiedziane, że tylko? Chociaż psychopatia występuje trzy razy częściej wśród mężczyzn niż wśród kobiet, toksyczne związki to nie tylko związki z psychopatami. Praktycznie dokładnie to samo dzieje się w związkach z osobami z NPD (narcystyczne zaburzenie osobowości) i innymi poważnymi charakteropatiami, które równiej niż psychopatia dotykają obie płcie. Niestety mężczyźni nie piszą wiele na ten temat, a trudno się dziwić, że kobiety piszące o tym problemie, piszą z własnej – kobiecej – perspektywy. Chociaż nie wszystko da się bezpośrednio przenieść na przypadek odwrotny, mężczyźni borykający się tym samym problemem mogą wiele się z tych książek nauczyć. Wystarczy chcieć i odłożyć na bok pretensje typu „tylko mężczyźni”.

    Jedyna znana mi książka o zbliżonej tematyce, napisana przez psychologa-mężczyznę, to „Nasty Women” Jaya Cartera.

    a co gdy facetowi jego kobieta 20/20 odpowiedzi daje “tak” – walczyć kosztem dziecka?

    Kosztem? Dziecko jest pierwszą i największą ofiarą toksycznego związku. Dorośli łatwiej się otrząsają, u dzieci toksyczny związek pozostawia trwałe ślady w psychice, zwłaszcza jeśli trwa przez całe ich dzieciństwo i okres dorastania. Nie mówiąc o tym, że dorośli mogą uzbroić się w wiedzę, podjąć decyzję i uwolnić się z takiego związku; dzieci są bezradne i całkowicie zdane na patologię rodzica z jednej strony, i rozsądek oraz miłość (lub ich brak) ze strony drugiego rodzica.

    Dzieci uczą się głównie z obserwacji i wzorce wyniesione z domu rodzinnego powtarzają w swoim dorosłym życiu. Jeśli chcesz, żeby Twoje dziecko w przyszłości umiało się obronić przed toksycznym związkiem, musisz mu na swoim przykłądzie pokazać (1) że jest to właściwe wyjście i (2) jak to robić, żeby koszt psychiczny był jak najmniejszy dla wszystkich uwikłanych w ten problem. Konieczna do tego jest wiedza i dobra strategia.

    Pozdrawiam!

    Komentarz - autor: iza — 18 Maj 2013 @ 14:53

  3. Pewnie masz rację, skoro dziecko nie może mieć szcześliwej rodziny to niech chociaż ma jakikolwiek dostęp do dobrych wzorców. Tyle, że ja nawet nie wiem gdzie szukać wiedzy/rad w tych kwestiach(jak najskuteczniej ojciec może pomóc dziecku). Za linka oczywiście dzięki, aczkolwiek ciekawe czy jakieś kobiety potrafiły zbadać temat trochę szerzej niż ze swojego punktu widzenia. Mentalność i stereotypy społeczne mogą kobiecej ofierze jeszcze pomóc, ja pewnie będę samotnie przecierać szlaki… pozdrawiam

    Komentarz - autor: Damian — 18 Maj 2013 @ 15:24

  4. @Damian

    Poszukaj grup samopomocy ojców walczących o prawa rodzicielskie. Nie mam linków, ale gdzieś, kiedyś, się natknęłam na informację o takich grupach. Jestem przekonana, że jeśli takie grupy faktycznie istnieją, poruszają szeroką tematykę, nie tylko stricte prawne aspekty. Jeśli znasz angielski, szukaj także na anglojęzycznych stronach. Nawet jeśli nie wszystko da się żywcem przenieść na grunt polski, sporo się pewnie da, a wsparcie emocjonalne ma również ogromne znaczenie. Może znalezienie dobrego psychoterapeuty siedzącego w temacie toksycznych związków byłoby dobrym krokiem na początek. I dbaj o dziecko, zwłaszcza emocjonalnie. Traktuj poważnie jego problemy – nawet poważniej niż swoje własne. Bardzo często, kiedy żyjemy w stresie, spychamy dzieci na dalszy plan i zamiast zainteresować się i zająć ich problemami, mamy tendencję do traktowania ich jak kolejny problem. Staraj się nie popełnić tego błędu. Powodzenia!

    Komentarz - autor: iza — 18 Maj 2013 @ 15:45

  5. Jeszcze jedno:

    jak najskuteczniej ojciec może pomóc dziecku

    Bądź dla dziecka żywym przykładem, co to znaczy być dobrym i mądrym człowiekiem. Nie próbuj zdobyć sobie jego przyjaźni, dziecko potrzebuje wzoru mężczyzny i ojca. Na przyjaźń przyjdzie czas później, kiedy będzie dorosłe. Cokolwiek robisz, zastanawiaj się, czy chciałbyś, żeby właśnie tak w przyszłości postępowało Twoje dziecko w podobnych okolicznościach. Bo będzie, niezależnie od tego, czy robisz rzeczy słuszne, czy mniej słuszne, czy wręcz głupie lub niestosowne.

    Przeczytaj uważnie nasze posty zlinkowane pod wpisem.

    Komentarz - autor: iza — 18 Maj 2013 @ 15:59

  6. „Cokolwiek robisz, zastanawiaj się, czy chciałbyś, żeby właśnie tak w przyszłości postępowało Twoje dziecko w podobnych okolicznościach” – tak właśnie staram się myśleć. Eh no mam kogo i czego szukać i nad czym się zastanawiać. Angielski raczej nie jest problemem, może i na forum sott poruszę temat… Chyba będę też musiał w końcu wygospodarować trochę czasu na Eiriu Eolas… za pomysły i opinie Iza dziękuję.

    Komentarz - autor: Damian — 18 Maj 2013 @ 16:29

  7. Witam serdecznie, bardzo mi się podoba twój blog. Temat mi bardzo bliski, gdyż sama tkwiłam przez cztery lata w toksycznym zawiasku z alkoholikiem, w którym była obecna przemoc psychiczna i fizyczna. Wiem jak trudno się z takiej relacji wydostać, Najgorsze dla mnie było bezkresne poczucie wstydu, i pogardy dla samej siebie. Zdołałam jednak sama wydostać się z tej sytuacji. Miałam przyjaciół wokół siebie ale przez lata nawet oni nie wiedzieli co tak naprawdę się wtedy działo. Odzyskanie szacunku do samej siebie, praca nad swoimi podświadomymi nawykami, terapia medytacja,uwalnianie starych emocji zajmuje to czas ,ale czuje zmianę w sobie….bardzo trudno mi się nauczyć jak być dobra dla samej siebie. Wybaczać, należy…ale we właściwy sposób. Wybaczanie to tak naprawdę uwalnianie negatywnych emocji, Dużo czasu zajęło mi ,nauczenie się faktu ,iż nie wszyscy ludzie są aż tak wrażliwi jak ja i nie zawahają się mnie skrzywdzić ponownie o ile dam im szanse. Jako ,iż uwielbiam C.G Junga i studiuje go muszę przyznać ,ze twój artykuł jest w dużej synchroniczności z materiałami które docierają do mnie z rożnych innych źródeł akurat w tym samym czasie:))) Chciałabym polecić film, przesłany przez przyjaciela i zapytać o możliwość, przelogowania niektórych Twoich artykułów na mojego bloga. Film jest po angielsku ale jest to bardzo niszowy dokument o psychopatach pracujących w korporacjach….ciekawe choć trochę straszne:))))http://www.fisheadmovie.com/watch-the-movie (trzeba wpisać hasło: fhmovie )

    Komentarz - autor: Inner Goddess — 23 Maj 2013 @ 00:42

  8. @Inner Goddess
    Współczuję Ci z powodu trudnych przeżyć i jednocześnie gratuluję podjęcia walki o siebie. To faktycznia żmudna praca, ale zdecydowanie warta wysiłku.

    Wybaczanie to tak naprawdę uwalnianie negatywnych emocji

    Po części. Ale przede wszystkim – moim zdaniem – wybaczanie to zrozumienie. Zrozumienie, że z takiego czy innego powodu nie byłyśmy wcześniej w stanie zrobić nic więcej. Nie miałyśmy dość wiedzy, albo dość motywacji, albo „liczyłyśmy na cud”, albo coś nam to załatwiało, albo odgrywałyśmy scenariusz wyniesiony z domu rodzinnego, albo… itd. To trochę tak, jakby mieć pretensje do ucznia z podstawówki, że nie rozwiązał zadania z matury. Fakt, że kilka lat później dał radę je rozwiązać, nie znaczy, że mógł zrobić to wcześniej.

    Za link dziękuję, faktycznie film wart obejrzenia, zwłaszcza jako wprowadzenie do problemu psychopatii. Co nie znaczy, że jest doskonały – ma też swoje słabe strony. Bardzo przyzwoitą jego analizę przeprowadził amerykański psychiatra Howard Ditkoff i można ją przeczytać tu:

    A Very Detailed Synopsis and Review of I Am Fishead: Are Corporate Leaders Egotistical Psychopaths?

    Co do reblogowania – oczywiście zgoda, z podaniem autorów i linków zwrotnych. W przypadku tekstów zapożyczonych przez nas z innych stron i blogów, tak jak w przypadku powyższego wpisu, lepiej korzystać z oryginalnego źródła i do niego linkować – nie chcielibyśmy uzurpować sobie praw, których nie mamy. Jeśli chcesz zwrócić uwagę swoich czytelników na nasze komentarze, możesz dodatkowo podać link do Pracowni, będzie nam miło. Chyba ma to sens? 🙂

    Komentarz - autor: iza — 23 Maj 2013 @ 17:37

  9. Dziękuje za możliwość przelogowania, jak najbardziej ma to sens:)

    Co do mojego życia, zgadzam się ,ze wybaczanie jest tez zrozumieniem… Patrząc po czasie, moje przeżycia nauczyły mnie wiele. Na pewno nie ma we mnie czegoś takiego co ja nazywam świadomością ofiary. To jest przeszłość, można żałować samej siebie, albo przerabiać to na kapitał. Żałowanie samej siebie to coś odwrotnego to samopoczucia – i tu z dziękuję za przypomnienie tego ważnego tematu. W życiu są wzloty i upadki, A błędy popełnia się tak naprawdę tylko wtedy, kiedy po raz kolejny robi się to samo. C.G Jung miał trochę inne podejście do depresji niż psychoanalitycy. Uważał to za pewien etap, który często nazywała brzuchem wieloryba, kiedy libido czyli energia życiowa i psychiczna kierowały się do środka w głąb psychiki. Depresja jest czasem pracy wewnętrznej, Bez niej nie było by rozwoju i wzrastania. Oczywiście jak się pracowało nad tym w sposób świadomy każdy jeden spadek libido jest mniej bolesny, Niemniej jednak jest motywacja do sięgania głębiej i głębiej w siebie. Pozdrawiam i dziękuję.

    Komentarz - autor: Inner Goddess — 23 Maj 2013 @ 20:00

  10. Depresja jest czasem pracy wewnętrznej, Bez niej nie było by rozwoju i wzrastania.

    🙂
    Pewnie znasz książki prof. Kazimierza Dąbrowskiego? Jeśli nie, to polecam, jestem pewna, że przypadną Ci do gustu. O depresjii jako punkcie startowym rozwoju możesz też poczytać na forum SOTT:

    Depression As A Stepping Stone (to Soul Growth)

    Pozdrawiam!

    Komentarz - autor: iza — 23 Maj 2013 @ 20:28

  11. Wpadłam, żeby powiedzieć, że byłam tu i pozdrawiam 🙂
    Naprawdę świetne miejsce tu masz.

    Co do wybaczania… Przyznam szczerze, że mam mieszane uczucia. Bo czyż wybaczenie nie wiąże się po części z rozgrzeszeniem i zrozumieniem (winnego)?
    Nie wybaczyłam i chyba nie planuję, bo (paradoksalnie) zrozumiałam siebie i swoje własne błędy, które popełniłam w relacji z socjopatą i to okazało się główną częścią tego zadania. A podstawowe, co zrozumiałam to to, że miałam do zaofiarowania empatię i ufność (zbyt dużo), gotowość do pomocy (nadmiernej) i nieumiejętność przyglądania się współmierności w dawaniu i braniu w tej relacji. I to właśnie zostało wykorzystane. Taką nieumiarkowaną skłonność do bycia dawcą można postrzegać jako formę emocjonalnego inwalidztwa. A kim jest ktoś, kto wykorzystuje inwalidę? To tak jakby wydać reszty niewidomemu w sklepie w nominale 10 zł zamiast 100 zł korzystając z tego, że nie widzi, co bierze. Ja odzyskałam wzrok i zorientowałam się, że trzymam w ręku dychę, ale czy fakt, że odzyskałam wzrok umniejsza podłość tego, który oszukał?
    Inną sprawą jest pielęgnowanie w sobie złych emocji. To jest rzeczywiście toksyczne. Jednak próba wybaczenia na siłę może dla wielu ofiar okazać się jeszcze bardziej toksyczna, bo czasem wmawia się nam, że wybaczenie jest miarą naszego ucywilizowania a to już jest wtórna wiktymizacja. Nie wiem. Może jeszcze zmienię zdanie, ale wydaje mi się, w naszej kulturze albo języku brakuje jakiegoś etapu pośredniego, który oznacza jednocześnie wyzwolenie z się kurczowego trzymania się krzywdy (bo to nadal łączy ofiarę ze sprawcą) i nie-zapomnienia swojej krzywdy. Choćby po to, żeby dawać świadectwo złu.
    Jeśli chodzi o fishead, to zapraszam na linki do dwóch przetłumaczonych przez męża mojej przyjaciółki zwiastunów filmu:

    Komentarz - autor: Maja — 25 Maj 2013 @ 09:53

  12. @ Maja

    Ojoj, w odpowiedzi można by napisać książkę! Więc w telegraficznym skrócie i z konieczności w dużym uproszczeniu:

    Wybaczanie… Mamy tu dwie osobne kwestie – wybaczenie byłemu partnerowi i wybaczenie sobie – bardzo różne, a jednak podobne w tym, że nic na siłę i wszystko przychodzi stopniowo, wraz z rosnącym zrozumieniem.

    Czyż mamy pretensje do huraganu o spowodowane zniszczenia? Nie. Musimy się jedynie nauczyć rozpoznawać jego nadejście, zabezpieczać, co się da i schodzić mu z drogi. Nie zmieni to zniszczeń, które spowodował, kiedy zignorowaliśmy znaki (z niewiedzy, myślenia życzeniowego, że nas nie dotknie, że nie będzie tak źle, itp.) i nie zareagowaliśmy w porę, ale jeśli wyciągniemy wnioski z pierwszej katastrofy, następnym razem postąpimy inaczej. Socjopaci, psychopaci, NPD są takim huraganem i nie mogą być niczym innym. Co im mamy wybaczyć? Jak długo jest to dla nas kwestia wybaczenia lub nie, nie zrozumieliśmy problemu w pełni i wciąż tkwimy w pułapce, jesteśmy uwikłani emocjonalnie. Tak myślę, a spędziłam 13 lat w BARDZO toksycznym związku ze skrajnym typem narcyza, który nie stronił od przemocy fizycznej, bo „taki był wrażliwy”.

    Z wybaczeniem sobie jest nieco inaczej, zwłaszcza kiedy w wyniku naszej ignorancji ucierpiały dzieci. Jedyne i najlepsze, co im możemy w takiej sytuacji zaoferować, to szczere przyznanie, że wszyscy popełniamy błędy, a życie polega na braniu za nie odpowiedzialności, wyciąganiu z nich nauczki, nie powtarzaniu ich i naprawianiu wyrządzonych krzywd – na ile to możliwe. A siebie z przeszłości trzeba traktować jak dziecko, które zbłądziło, bo nie miało dość wiedzy o dżungli, jaką jest ten świat ludzi i „ludzi”. Łatwo się pisze, trudniej wcielić w życie, ale krok po kroku…

    Taką nieumiarkowaną skłonność do bycia dawcą można postrzegać jako formę emocjonalnego inwalidztwa.

    Raczej inwalidztwa kognitywnego – braku wiedzy i kontroli nad wyrażaniem emocji. Są sytuacje bezpieczne, gdzie pozwalanie sobie na bycie dawcą jest jak najbardziej na miejscu, i są sytuacje, gdzie nie należy tego robić, bo karmimy czarną dziurę. Sama skłonność do dawania jest tym, co czyni nas ludźmi, więc nie nazywałabym tego kalectwem. Zwłaszcza wobec obecnego trendu pt. „warto być psychopatycznym” czy też „czego możemy nauczyć się od psychopatów”. Grrr!

    wydaje mi się, w naszej kulturze albo języku brakuje jakiegoś etapu pośredniego, który oznacza jednocześnie wyzwolenie z się kurczowego trzymania się krzywdy (bo to nadal łączy ofiarę ze sprawcą) i nie-zapomnienia swojej krzywdy. Choćby po to, żeby dawać świadectwo złu.

    Kultura to „chodzące nieszczęście”, podstawowe narzędzie programowania. Wybaczanie, nadstawianie drugiego policzka, „prawda/racja zawsze leży po środku”, idea grzechu i pokuty, „to od kobiety zależy, jaki jest związek” (tiaa…). Dopóki nauka o charakteropatiach i psychopatii, oraz o rządzących naszym zachowaniem mechanizmach nie trafi do elementarza i nie będzie kontynuowana przez lata, tak długo nic się nie zmieni na lepsze. Co do „nie-zapomnienia swojej krzywdy”, ja bym przeformułowała to na „nie-zapomnienie swojego doświadczenia”. Chyba zdrowiej i korzystniej.

    Przy okazji, skoro o kulturze mowa – gorąco polecam film „Atanarjuat: The Fast Runner”. Długi, powolny, magiczny i dramatyczny zarazem, i pełen „pierwotnej” mądrości, jak społeczność powinna radzić sobie z psychopatami. Krótki opis stąd:

    Inuit storytelling stands as one of the world’s oldest art forms. For more than 4,000 years the natives of the North have passed all their knowledge, values, philosophy and culture from generation to generation without a written language. To keep listeners spellbound, the stories are naturally entertaining and suspenseful, while carrying complex cultural information hidden within multiple layers of meaning and possible interpretation. „Atanarjuat (The Fast Runner)”, the first feature film ever made in the Inuit language Inuktitut, is part of this continuous stream of oral history. This film is a moving story about the individual and the community in which it is his destiny to live. It is the story of a love that violates the age-old tradition, and of inevitable, destructive revenge. Featuring an all-Inuit cast of experienced actors and first-time performers, Atanarjuat was shot by an almost entirely Inuit crew on location in the North Baffin region of the Canadian Arctic. Costumes, props and sets were handmade by local artists and elders, who also advised on every stage of the scriptwriting process to ensure cultural accuracy and genuineness. Norman Cohn’s cinematography captures the vast expanse of sky, the unique colors of the North and the sprawling sea ice, tundra and rocky flatlands with evocative beauty. Winner of the Caméra d’Or for best first feature at Cannes as well as many other prizes.

    Trailer:

    Komentarz - autor: iza — 26 Maj 2013 @ 16:29

  13. No tak, tyle że huragan nie podszywa się pod człowieka i nie działa intencjonalnie.
    Myślę, że z wybaczeniem klęsce żywiołowej poszłoby mi łatwiej.
    Jedno jest pewne – sobie wybaczyć jest najtrudniej. Ale na wszystko przyjdzie czas.

    Komentarz - autor: Maja — 26 Maj 2013 @ 22:37

  14. Łatwiej, bo akceptujesz naturę klęski żywiołowej. A tu zakładasz, że psychopata odróżnia krzywdzenie od niekrzywdzenia („intencjonalnie”?). Oni tacy są, żyją na podstawie tego jak mogą widzieć świat i możesz się obrażać na daltonistę, że widzi inne kolory, tłumaczyć itd ale to jego percepcji nie zmieni. Ty możesz zmienić swoją w stosunku do nich, tak jak do huraganu, który niszczy bo po prostu taka jest jego natura.

    Komentarz - autor: Satro — 30 Maj 2013 @ 23:47

  15. Mój pogląd na ten temat, znakiem tego, jest odmienny u podstaw. Uważam, że psychopata doskonale wie, co jest dobre a co złe. Gdyby tego nie wiedział, to nie sprawiałoby mu frajdy krzywdzenie ludzi, a jednakowoż oni tę frajdę czerpią właśnie z ludzkiej, przez siebie wygenerowanej krzywdy. To, o czym piszesz, Satro, to model traktowania psychopaty, jak dziecka nieświadomego znaczenia kategorii dobra i zła. Z tym nie mogę się zgodzić. Zbyt dużo satysfakcji w oczach człowieka, którego opisałam, widziałam za każdym razem, kiedy doprowadzał innych do rozpaczy i zwątpienia.

    Komentarz - autor: Maja — 31 Maj 2013 @ 12:31

  16. Wydaje mi się, że dalej nie rozumiesz. Porównujesz psychopatę do dziecka sugerując chyba mi twierdzenie, że należy się im akceptacja tego co robią, pobłażliwość i tolerancja. Otóż nie – tak jak i daltonista powinien mieć ograniczenia w prawach dotyczących sfer, gdzie jego nienaturalne postrzeganie kolorów jest zagrożeniem dla innych, tak i analogicznie powinni być traktowani psychopaci (oby kiedyś). Niestety tak jak Ty masz satysfakcję gdy pomożesz innym, tak i oni mają satysfakcję, że udało im się zaadaptować do tego niezrozumiałego dla nich świata (obserwują od małego co robić by wyglądali „na dobrych”, a co z ich natury maskować bo dla większości to „złe”) i z sukcesem dla siebie w nim funkcjonować. Jak pójdziesz w las i drapieżnik pożre Ci psa na wycieczce, a potem będzie najedzony z „satysfakcją” wylegiwał się w słońcu to też powiesz, że wie co jest dobre a co złe? Raczej nie – albo następnym razem weźmiesz strzelbę, albo tam nie będziesz wchodzić – bo taka natura drapieżnika.

    Komentarz - autor: Satro — 31 Maj 2013 @ 13:56

  17. No, parę rzeczy o psychopatach jednak udało mi się zrozumieć pisząc o nich książkę i żyjąc z jednym znich. Uważam, że porównywanie ich do drapieżników jest niesprawiedliwe. Dla drapieżników. Natomiast jeśli jesteśmy już przy porównaniach odzwierzęcych, to zgadzam się z tymi źródłami, które porównują ich mózgi do mózgu gada: „Gadom brakuje limbicznej części mózgu, gdzie rezydują wspomnienia, emocje, uspołecznienie i instynkty rodzicielskie. Psychopaci są opisywani jako “zimnokrwiści”.

    Komentarz - autor: Maja — 31 Maj 2013 @ 14:24

  18. Krótko mówiąc, do rozróżniania między dobrem a złem potrzebne jest sumienie, a jest to organ, którego psychopaci – z definicji – nie posiadają. Krzywda doświadczana przez ofiarę jest skutkiem ubocznym, pozostającym POZA możliwością pojmowania psychopaty. Satysfakcję czerpią z zaspokajania własnych popędów, zupełnie nie dbając o efekty, jakie to wywołuje u ofiary – przy czym nie dbają o to nie z wyboru, a z czystej niezdolności.

    Z drugiej strony, pychopata może się nauczyć, co jest przez normalnych ludzi uważane za „złe”, i będzie to z wyrachowania maskować. Ale znowu, nie dlatego, że rozumie, co to znaczy „złe”, ale dlatego, że bez maski nie uda mu się osiągnąć zaspokojenia własnych impulsów. Chyba że dochodzi do ostateczności – np. zabijania – wtedy maskę można na czas akcji odrzucić. Opuszczając miejsce zbrodni, z powrorem zakładają maskę.

    Maju, to, co odbierasz jako czerpanie satysfakcji z wygenerowanej krzywdy, jest w rzeczywistości satysfakcją z poczucia władzy nad „nędznym robakiem” lub osiągnięcia jakiegoś swojego celu (np. ofiara przestaje się mu przeciwstawiać, schodzi z drogi, usługuje mu itp.). Krzywda jest dla psychopaty pojęciem całkowicie abstrakcyjnym, podobnie jak cierpienie, smutek, żal, wyrzuty sumienia i każda inna emocja/uczucie. Jednym słowem projektujesz na nich swój „naturalny światopogląd psychologiczny”, jak to nazywa Łobaczewski, podczas gdy ichni jest w dużym stopniu zubożony. Podobnie zresztą, jak ich podłoże instynktowe.

    Łobaczewski:

    Analizując odmienny sposób przeżywania, jaki demonstrują tacy osobnicy, dochodzimy do wniosku, że defektywne jest u nich filogenetyczne podłoże życia psychicznego, że istnieją w nim pewne luki, braki naturalnych odpowiedzi syntonicznych powszechnie w gatunku Homo sapiens spotykanych. Na ułomnym podłożu instynktowym kształtują się deficyty uczuciowości wyższej, zubożone i zniekształcone pojęcia psychologiczne, moralne i społeczne – korespondujące z tymi jego lukami.

    Potem nasz naturalny świat pojęć wydaje się takim osobnikom jakąś trudno zrozumiałą konwencją, która nie ma uzasadnienia w ich doświadczeniu psychologicznym. Nasz obyczaj i zasady uczciwości wydają się im systemem obcym i przez kogoś wymyślonym i narzuconym (pewnie przez księży), niemądrym a uciążliwym, czasem śmiesznym. Równocześnie dostrzegają łatwo słabizny naszego naturalnego języka pojęć psychologicznych i moralnych, co może przypominać spojrzenie na te sprawy współczesnego psychologa – ale w karykaturze.

    Clecley w przekładzie Łobaczewskiego:

    „Pamiętajmy, że jego typowe zachowanie udaremnia to, co wydawało się być jego własnymi celami. Czy to nie on sam jest głęboko oszukiwany przez swoją pozorną normalność? Chociaż on przemyślnie oszukuje innych i jest prawie świadomy swoich kłamstw, okazuje się niezdolny aby odróżniać trafnie swoje własne pseudointencje, pseudowyrzuty sumienia, pseudomiłość, et cetera, od naturalnych reakcji normalnej osoby. Jego widoczny brak wglądu wskazuje na to, jak mało docenia naturę swojej nienormalności. Kiedy inni nie akceptują od razu jego „słowa honoru jako dżentelmena”, jego zdumienie, jak sądzę, jest często niekłamane. Jego subiektywne doświadczenie jest tak odbarwione od głębszego uczucia, że on jest niepokonalnie nieświadom tego, co znaczy życie dla innych ludzi.

    Jego świadomość istnienia czegoś odwrotnego do zakłamania jest tak niematerialnie teoretyczna, że to staje się wątpliwe, czy należy mu przypisywać to, co my nazywamy zakłamaniem. Jeżeli on sam nie zna wyższych wartości, czy można o nim powiedzieć, że on pojmuje odpowiednio naturę i jakość urazów, jakie jego postępowanie zadaje innym?”

    Komentarz - autor: iza — 31 Maj 2013 @ 14:38

  19. Nie musicie mnie przekonywać, to tez oczywistych, z którymi i ja się zgadzam. Do tego, że kontrola nad emocjami i zachowaniami innymi jest motorem ich działania oraz że nie są w stanie odczuwać ani empatii, ani wstydu, ani do tego, że brak tych umiejętności muszą maskować, żeby wtopić się w otoczenie.
    Ja mówię o tym, że oni na dość wczesnym etapie rozwoju załapują ten specyficzny kod zachowań własnych, jakim muszą się posłużyć, żeby u innych wywołać pożądane przez nich – satysfakcjonujące ich reakcje (lęk, smutek, podporządkowanie).
    W ich świecie nie ma dobre-złe (dobry-zły), tylko pożyteczne-zbyteczne (ofiara-wróg). Doskonale zdają sobie sprawę ze skutków swoich działań i planowo je realizują i to nazywam intencjonalnocią. Żeby robić coś celowo wcale nie trzeba się wczuwać w odczucia i emocje drugiej strony. To jest działanie zero-jedynkowe. Akcja-reakcja.

    Komentarz - autor: Maja — 31 Maj 2013 @ 14:59

  20. Bożena 6.07.2015 12:52

    Witam, ja tkwiłam w toksycznym związku ponad 7 lat …poznałam mojego partnera przez koleżankę i miedzy nami coś zaiskrzyło …zaczęliśmy się spotykać …był przystojny,elokwentny ,szarmancki ,miły ,czuły po prosu wyjątkowy … dużo ze sobą rozmawialiśmy i esemesowaliśmy, ale pózniej z jego strony przerodziło się to w jakąś obsesję na moim punkcie .Zaczęły się telefony kontrolne w dzień i w nocy esy ,ale ja sobie jeszcze nie zdawałam z tego sprawy ,bo myślałam ,ze to jest z troski o mnie i tak było przez lata ! Dopiero koleżanki zaczęły mi uświadamiać, ze to nie jest normalne i że z nim jest coś nie tak ,bo to jest kontrola oraz zaborcza toksyczna miłość z jego strony! Manipulował mną jak chciał ,kłamał i wymyślał historie których nie było, aby zrobić mi tylko awanture ,bo wtedy sie lepiej czuł ! obwiniał mnie i wszystkich za to ze nam sie nie układa ! Chciał odsunąc ode mnie wszystkich znajomych i rodzinę im bardziej próbowałam wyluzować to on dopiero sie nakrecał…przywoził do pracy i odwoził do domu …czekał czasami na mnie 8-9 godzin w samochodzie przed moja pracą ! Śledził mnie…czułam sie jak zaszczuty pies …byłam szczesliwa jak był w pracy , bo przynajmniej miałam spokój…po kazdej awanturze zrywałam z nim a on płakał i groził mi ,ze sie zabije ,wiec pozwalam mu wracac i tak w kółko rozstania i powroty 😦 pózniej było tylko gorzej ! doszły najgorsze wyzwiska jakie w zyciu mogłam usłyszec ! gnoił mnie fizycznie i psychicznie , az mnie w koncu złamał i sie poddałam i dopiero sie zaczeło piekło na ziemi śmiał mi się w twaqrz , że mówi mi to co chcę usłyszeć i że, jest dobrym aktorem ,bo umie manipulować ludzmi ! Miał stany od euforii , aż po wielką agresję …ze skrajnośći w skrajność… tego roku w marcu przyszła kolezanka a on był w pracy…po pracy wpadł jak oszalały wrzeszczał ,wyzywał i powiedział coś takiego ,ze moją koleżąnkę zmroziło ,,ty suko zobaczysz przyprowadze do naszej sypialni dziwke i bede ją pieprzył ,a ty bedziesz musiała tego słuchac ,,:( to było straszne…działo sie tak do 9.06.2015 w tym dniu przyjechał do mnie do pracy ! dostał szału , bo nie chciałam wyjsc na zewnątrz …wyzywał mnie krzyczał walił rekami po witrynie ja byłam rozczesiona i płakałam i w tedy zaczeła interweniowac moja kierowniczka a on zaczła ją wyzywac ,to był koszmar i ona zadzwoniła po policje a on sie smiał jej w twarz i wrzeszczał ,ze jest smieszna i gdzie jest ta policja ! i wtedy zobaczyłam w nim coś takiego ,ze nie mogłam uwierzyć z kim byłam tyle lat!?? przyjechała policja a pan L zmienił twarz i się rozpłakał ,ze on tylko przyszedł ,bo chciał po rozmawiać ze mną ! Policjanci nie wiedzieli o co chodzi , bo zobaczyli dwie rozczęsione kobiety i płaczącego faceta ,to była jakaś masakra ! pojechalismy na komisariat w radiowozie płakał i prosił mnie ,ze przez wzglad na te 7 lat i na to jak on bardzo mnie kocha ,abym powiedziała policjantom zeby sie zatrzymali i wypuścili nas i zrobiło mi sie go szkoda i chciałam zatrzymać ten radiowóz , ale jak spojrzałam w jego oczy dostrzegłam , ze mną manipuluje i zapaliła mi sie lampka ,ze jezeli wysiądę ,to będzie po mnie a on nigdy nie da mi spokoju! Na komendzie złożyłam obszerne zeznania w tym dniu tez założyłam mu NIEBIESKĄ KARTĘ ! Wszystkie esy które miałam pokazałam policji i jeden przykuł uwage cyt.,,Moje dwa gołąbki …urządzę wam taki spektakl ,a to bedzie spektakl dla ludzi o mocnych nerwach ,,po tym esie go zatrzymali ! Nie założyłam mu sprawy karnej, ale złozyłam oświadczenie , aby mnie nie nachodził ,aby przestał mnie nękać i nie stalkingował i aby dał mi po prostu spokój ! Gdy schodziłam po schodach zobaczyłam go w kajdankach zamkniętego w klatce ! Patrzył na mnie ,a ja myślałam ,ze mi serce pęknie i to był ostani raz kiedy go widziałam ! TAK SIĘ ZAKOŃCZYŁ MÓJ SIEDMIOLETNI ZWIĄZEK :((( !Zawsze mi mówił ,ze powinnam być brzydsza ,aby się na mnie nikt nie patrzył, bo jak się ktoś popatrzył to miałam awanturę !Po tym wszystkim co się wydarzyło w moim życiu Powoli dochodzę do siebie i korzystam z terapii psychologicznej ! Mam nadzieję , że wyjdę z tego dołka szybko i wrócę do równowagi i odzyskam swoją godność …jestem dobrej myśli 🙂 Oto moja historia i życie z psychopatą …dawno powinnam uciekać z tego związku ,ale psycholog mi uświadomił ,że on bardzo mnie uzależnił od siebie i to prawda , bo czuję się teraz jakbym była na detoksie ! Jeżeli żyjesz w takim związku ,to uciekaj jak najszybciej , bo uwierz mi lepiej nie będzie !!!

    Komentarz - autor: Bożena — 8 lipca 2015 @ 15:54

  21. @Bożenko.
    Dobrze, że zdecydowałaś się w końcu uwolnić. Wszystkiego dobrego!

    Komentarz - autor: Magia — 9 lipca 2015 @ 20:12


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: