PRACowniA

27 Luty 2013

Autorytaryzm i orientacja na dominację społeczną na gruncie polskim

Obszerny fragment znalezionej w sieci pracy o autorytaryzmie z anlizą występowania i skali tego problemu w Polsce. Mamy nadzieję, że Autor wybaczy nam usunięcie w wypożyczonym fragmencie odniesień do naukowców i ich prac. Jedynym ku temu powodem jest chęć uprzystępnienia tego ważnego opracowania nieprofesjonalnym czytelnikom. Z pełnym tekstem artykułu, z odniesieniami i obszerną bibliografią, można zapoznać się ściągając plik PDF ze strony uniwersytetu rzeszowskiego.

Dr Jarosław Klebaniuk
Instytut Psychologii
Uniwersytet Wrocławski

Autorytaryzm i orientacja na dominację społeczną jako źródła zagrożeń dla gospodarki opartej na wiedzy

[…] Na przestrzeni kilkudziesięciu lat przeprowadzono liczne badania nad autorytaryzmem, a ostatnie kilkanaście lat przyniosło także badania nad orientacją na dominację społeczną. Zjawiska te rzadko łączy się z gospodarką opartą na wiedzy. Próba odnalezienia takich związków zostaje podjęta poniżej.

Autorytaryzm jako zagrożenie

Racjonalność dokonywanych wyborów, w tym również decyzji związanych z podejmowaniem i prowadzeniem działalności gospodarczej, wymaga niezależności i autonomii. […] Brak autonomii należy więc uznać za jeden z czynników ograniczających możliwości pełnego wykorzystania własnego potencjału przez przedsiębiorcę. Nie zawsze jest to czynnik leżący w politycznych i makroekonomicznych warunkach, które panują w danym kraju. Niekiedy mamy do czynienia z wewnętrznym mechanizmem osobowościowym.

Badania nad autorytaryzmem zostały zainspirowane masowym poparciem dla dyktatury nazistowskiej w Niemczech w latach trzydziestych XX wieku. […] Współcześnie dominuje poznawcze rozumienie autorytaryzmu, w myśl którego stanowi on swoisty zespół reguł organizacji i przetwarzania informacji określający opis i wartościowanie rzeczywistości społecznej. Jadwiga Koralewicz, autorka polskich prac i badań, wyróżnia  warstwę normatywno-wartościującą autorytaryzmu – „przekonanie o konieczności podporządkowania się wyidealizowanym autorytetom”, a także poznawczo-deskryptywną – „przekonanie jednostki o braku wpływu na swój los i świat i kontroli nad nimi”. Za przeciwieństwo autorytaryzmu uważa autorka syndrom demokratyczny, którego istotą jest wizja świata, w której ludzie połączeni są ponadgrupową wspólnotą oraz odczuwają potrzebę decydowania o swoim losie i żywią przekonanie, że są w stanie wpływać na rzeczywistość i własne życie.

W krajach Zachodu, choć (zapewne ze względów politycznych) nie w Polsce, najbardziej wpływowa jest koncepcja prawicowego autorytaryzmu kanadyjskiego badacza Boba Altemeyera. Autorytaryzm jest w niej określany jako orientacja osobowościowa składająca się z kilku kluczowych postaw, których wspólnym rdzeniem jest oparta na dominacji i podporządkowaniu relacja między jednostką a autorytetem (władzą). Osoby autorytarne z jednej strony są podporządkowane autorytetowi i dogmatom przez niego głoszonym, z drugiej zaś gotowe są przejawiać agresję wobec grup zewnętrznych, gdy autorytet na to pozwala, co może wynikać z poczucia zagrożenia z ich strony. Orientacja taka jest wynikiem społecznego uczenia się, a więc rezultatem procesów naśladowania, wzmacniania i warunkowania, kształtujących postawy i zachowania jednostki. Rodzice, którzy nalegają na ścisłe posłuszeństwo i rygorystycznie kontrolują kontakty dziecka ze światem zewnętrznym, uprawdopodobniają uformowanie się orientacji autorytarnej. Sprzyja temu także dogmatyczna religijność i wskazywanie, że grupy odmienne pod względem wyznawanych wartości są niebezpieczne, wrogie i godne potępienia. Obok rodziców dużą rolę mogą odegrać również rówieśnicy, media i retoryka polityczna przeważająca w dyskursie publicznym.

Altemeyer wyróżnił trzy wzory postaw, które wspólnie składają się na RWA: autorytarne podporządkowanie, autorytarny konwencjonalizm i autorytarną agresję. Pierwsza z nich to ogólna akceptacja dla ustanowionej w danym społeczeństwie struktury władzy i gotowość podporządkowania się wymaganiom stawianym przez rządzących. Posłuszeństwo, konformizm i szacunek do władz uznawane są za zalety, zaś krytyczny stosunek do władz – za szkodliwy dla ich stabilnego trwania. Z kolei autorytarny konwencjonalizm polega na silnym przestrzeganiu tradycyjnych norm społecznych, obowiązujących w społeczeństwie i w grupie, do której należy jednostka. Zazwyczaj oznacza to przekonanie o słuszności podziałów na role płciowe i rodzinne, restrykcyjną obyczajowość seksualną i fundamentalizm religijny . Reguły życia społecznego nie są przy tym spostrzegane jako względne czy arbitralnie ustanowione. Przekonanie o własnej słuszności, oburzenie z powodu kwestionowania przekonań przez innych, a  także poczucie prawomocności własnego postępowania – wszystko to prowadzi do silnego przeciwstawiania się jakimkolwiek próbom wprowadzenia zmian do istniejącego (lub jedynie uznawanego za pożądany) porządku. Opór  ten może przybrać gwałtowną i spektakularną formę autorytarnej agresji, a więc predyspozycji do wyrządzania komuś krzywdy. Zgodnie z prezentowaną teorią agresja ta zazwyczaj jest popierana przez władze i pomaga podtrzymać panujące stosunki społeczne. Osoby autorytarne dążą do kontrolowania zachowania innych ludzi poprzez karanie, zarówno w domu, jak i w różnych publicznych okolicznościach (np. w sądach, poprzez fizyczną napaść na demonstrantów czy w trakcie działań wojennych). Ofiarami są zazwyczaj członkowie wyróżniającej się mniejszości, ludzie niekonwencjonalni czy też tak zwane grupy odmieńców (deviant groups). Grupy te uznawane są za zagrożenie dla istniejącego porządku społecznego. Nic zatem dziwnego, że w licznych badaniach empirycznych stwierdzono związki pomiędzy autorytaryzmem a uprzedzeniami do różnych grup rasowych i etnicznych, homoseksualistów, osób niepełnosprawnych i chorych na AIDS, a także w stosunku do ruchów proekologicznych i feministycznych.

W eksperymencie Altemeyera symulującym przyszłość świata nazwanym Gra w Globalną Zmianę (Global Change Game) jednego wieczoru 67 studentów, którzy uzyskali wyniki w dolnej ćwiartce skali RWA, zrezygnowało z państwa opiekuńczego w zamian za to angażując się we współpracę międzyregionalną na niespotykaną skalę. Zaowocowało to względnie stabilną, dostatnią, przyjazną środowisku naturalnemu przyszłością, choć niestety 400 milionów ludzi ucierpiało od głodu i chorób zakaźnych na przestrzeni 40 lat objętych symulacją. Następnego wieczoru 68 studentów o wysokich wynikach w skali RWA (górna ćwiartka) wzięli udział w takiej samej symulacji. Gra skończyła się w dramatyczny sposób. Wszyscy zginęli w wyniku zagłady nuklearnej. Również druga próba zakończyła się niezbyt pomyślnie dla mieszkańców Ziemi. Gracze doprowadzili do tragedii, wywołując klęskę głodu, epidemie i wojny konwencjonalne, w których zginęły pond dwa miliardy ludzi.

Czy w rzeczywistości coś podobnego mogłoby się zdarzyć?

Oczywiście demokratyczne instytucje sprawują kontrolę nad działaniem gremiów decyzyjnych, jednak i one mogą składać się z ludzi autorytarnych, a należy podkreślić, że właśnie takie osoby najprawdopodobniej są skłonne inicjować działania prawicowych ugrupowań ekstremistycznych i brać aktywny udział w „pracach” takich organizacji.

Przedstawiony obraz pozwala określić osobę w wysokim stopniu autorytarną jako uprzedzoną do większości ludzi (poza – ewentualnie – członkami grupy własnej), a więc nieufną wobec nich, wrogą, a nawet agresywną. O tym, jakie konsekwencje ma tego typu postawa może przekonać się obserwator polskiej sceny medialnej i poczynań niektórych polityków na początku drugiego pięciolecia XXI wieku. To, co wydaje się w życiu publicznym najcenniejsze: wymiana poglądów, dyskusja, deliberacja w kierunku takich rozwiązań problemów, które będą korzystne dla ogółu – to wszystko ustępuje nieskrywanej niechęci, opartej na emocjach krytyce, totalnemu potępieniu rzeczywistych bądź domniemanych przeciwników, wreszcie sięganiu po wszelkie dostępne środki w ich zwalczaniu. Wynikająca stąd atmosfera zagrożenia, braku wzajemnego szacunku, czarno-białych podziałów społecznych opartych na silnym wartościowaniu grupy własnej i grup zewnętrznych – to wszystko z pewnością nie sprzyja konstruktywnym działaniom zmierzającym do lepszego konstruowania życia publicznego.

Autorytaryzm Polaków i jego konsekwencje

Czy jednak Polacy są autorytarni i czy możemy mówić o realnym zagrożeniu konsekwencjami tego stanu rzeczy? Badania prowadzone przez krajowych badaczy dotyczyły autorytaryzmu jako orientacji ewaluatywnej polegającej na przeświadczeniu o hierarchicznej organizacji stosunków międzyludzkich oraz o konieczności podporządkowania się autorytetom i rezygnacji z własnej podmiotowości. Wyniki badań prowadzonych na przestrzeni kilkunastu lat wskazują, że wielu Polaków przejawia autorytarny typ osobowości. Na przykład od lat niezmiennie większość respondentów zgadza się z twierdzeniem, że „najważniejsze, czego trzeba nauczyć dzieci, jest całkowite posłuszeństwo wobec rodziców”. Przyczyn takiego stanu rzeczy można szukać w tradycyjnym wychowaniu, słabym wykształceniu, wysokim poziomie religijności i silnych wpływach Kościoła jako instytucji, a także w długotrwałych doświadczeniach z autorytarnym systemem politycznym. W porównaniu z przełomem lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wielu w połowie lat dziewięćdziesiątych zaobserwowano wprawdzie spadek autorytaryzmu, ale tylko u młodzieży. W pokoleniu rodziców orientacja autorytarna się nie zmniejszyła, a w przypadku ojców nawet nieznacznie wzrosła. Co ciekawe, w kilka lat po zmianie systemu polska inteligencja okazała się bardziej autorytarna niż  była w latach 1978-1980 i skłonna przekazywać swoim dzieciom bardziej konformistyczne wartości niż w czasach socjalizmu. Robotnicy natomiast są po zmianie ustroju mniej autorytarni niż byli kiedyś i bardziej cenią u swoich dzieci wartość samosterowania. Zaskakujący autorytaryzm inteligencji można uważać za formę adaptacji tej grupy społecznej do wymagań polskiego kapitalizmu, który skłania do konformizmu i autorytarnego konserwatyzmu w stopniu znacznie większym niż to wynikać może z oficjalnie głoszonej ideologii.

Dla gospodarki opartej na wiedzy zagrożenia  płynące z powszechności postawy autorytarnej są wielorakie. Po pierwsze, postawa autorytarna jest jednym z mechanizmów odpowiedzialnych za powszechny wśród Polaków brak zaufania interpersonalnego. W różnych próbach badanych na przestrzeni ostatniego dziesięciolecia od 80 do 90% osób zgadzało się z twierdzeniem: „w stosunkach z innymi ludźmi ostrożności nigdy nie jest za wiele”, a nie zgadzało się z tym, że „na ogół ludziom można ufać”.

W przypadku osobowości autorytarnej ten pełen rezerwy, cyniczny obraz ludzi jest pochodną tłumienia własnych negatywnych impulsów (zwłaszcza ambiwalentnych uczuć wobec rodziców) i rzutowania ich na innych. Zgeneralizowana nieufność związana z takim obrazem bliźnich jest źródłem postaw obronnych i zachowawczości w wielu dziedzinach życia codziennego, społecznego i politycznego. Autorytarna nieufność prowadzi więc do wyboru rozwiązań bardziej konserwatywnych, sprawdzonych, zaakceptowanych przez autorytety. Opcje innowacyjne jako ryzykowne zazwyczaj są odrzucane. Osoby autorytarne nie podejmują działań, które wiążą się z możliwością popełnienia pomyłki lub czasowej utraty własnej pozycji. Chcą bowiem zachować własną siłę i przewagę w stosunkach z innymi ludźmi. Osoby nieautorytarne, ufające ludziom, nie pragną za wszelką cenę okazywać swojej nieomylności i wyższości. Częściej są więc skłonne podejmować ryzyko związane z działaniami twórczymi czy innowacyjnymi. Chętniej też wspierają innych, bez wcześniejszego sprawdzania, czy nie zostaną przez nich wykorzystani. Ten brak nadmiernej ostrożności  wydaje się być czynnikiem pozwalającym bardziej skutecznie podejmować wyzwania, które niesie ze sobą działalność gospodarcza. Również relacje międzyludzkie stają się łatwiejsze, bardziej owocne i zorientowane na zadanie.

Brak zaufania, który wprawdzie nie musi wynikać z osobowości samych biznesmenów, ale z dyspozycji osobowościowej części jego klientów, kontrahentów, a także polityków i urzędników stanowiących prawo i wydających decyzje administracyjne, znacznie utrudnia zarówno relacje w sferze gospodarki, jak i postępowanie zgodnie z prawem. Przykładem typowej pułapki nadmiernego braku zaufania jest sytuacja kontroli (skarbowej lub jakiejkolwiek innej), której wykonawcą jest przejawiający autorytarną nieufność urzędnik.

Po drugie, autorytaryzm związany jest z biernością. Korzystanie wyłącznie z konwencjonalnych prawd i dyrektyw pochodzących od autorytetów ogranicza pole aktywności zazwyczaj do przestrzegania norm i wykonywania poleceń. Regulacja zachowania w oparciu o zakazy i nakazy czyni z człowieka raczej bierny przedmiot manipulacji, zmagający się z  ciężarem  nałożonych na niego zobowiązań, niż  aktywnego sprawcę własnych działań. Zgodnie z teorią Deciego i Ryana orientacja na kontrolę, w której motywatorem zachowania jest presja wydarzeń inicjujących i kontrolujących działanie, prowadzi albo do ustępliwości i uległości, albo do nieposłuszeństwa i konfliktu wobec kontroli zewnętrznej. W przypadku osób autorytarnych częściej będzie miała miejsce ta pierwsza możliwość. Bierność pracowników autorytarnych związana jest z ich posłuszeństwem wobec przełożonych, ale też z koncentracją na przestrzeganiu norm, a więc zakazów i nakazów. Oczywiście nie w każdym przypadku czynnikiem odpowiedzialnym jest autorytarny rys osobowości. Często decydują zmienne sytuacyjne, takie jak rodzaj zadania do wykonania czy styl kierowania przejawiany przez konkretnego przełożonego. Ponadto autorytarne podporządkowanie może w określonych przypadkach być wręcz źródłem intensywnej aktywności. Gorliwi wyznawcy autorytetu potrafią działać z niespotykanym wręcz zaangażowaniem. Problem polega jednak na tym, że tego rodzaju aktywność rzadko bywa koherentna z powszechnie aprobowanymi celami społecznymi i gospodarczymi.

Inne jeszcze zagrożenie  wynikające z autorytaryzmu wiąże się z treścią przekonań przyjmowanych za autorytetami. Liczne badania wskazują, że osoby autorytarne mają raczej prawicowe poglądy polityczne i opowiadają się za zamkniętym państwem narodowo-wyznaniowym, pełniącym niektóre funkcje opiekuńcze. Są też bardziej sceptyczne wobec demokracji, tzn. słabiej akceptują strategie demokratyczne i instytucje demokratyczne, niechętnie odrzucają stosowanie przymusu i mniej zdecydowanie opowiadają się za przestrzeganiem zasad demokratycznych. Uznanie procedur demokratycznych wydaje się niezbędnym warunkiem zgodnego z prawem, obyczajem i zdrowym rozsądkiem funkcjonowania w społeczności. Popieranie rządów totalitarnych i dyktatorskich prowadzić może m.in. do aktów agresji i dyskryminacji niektórych grup zaangażowanych w procesach gospodarczych. Zachowania takie są tylko niektórymi z przykładów postępowania irracjonalnego, niezgodnego ani z interesem zbiorowości, ani z interesem własnym.

Irracjonalność poglądów osób autorytarnych może wiązać się także z ich religijnością. Autorytety religijne opierają swoje twierdzenia na tekstach, kulturach dalekich od naukowej przejrzystości, logiki i mających zazwyczaj ograniczone związki z rzeczywistością empiryczną. Typowym przykładem irracjonalnych przekonań jest apoteoza rozrodczości i postulaty daleko posuniętej ochrony zarodka i płodu przy jednoczesnej dyrektywie unikania zapłodnień innych niż tradycyjne. Można wprawdzie przypuszczać, że  przedsiębiorcy potrafią rozgraniczyć sferę racjonalną od nieracjonalnej, jednak łatwo sobie wyobrazić, jak mogłaby się skończyć próba poradzenia sobie z problemem o charakterze ekonomicznym za pomocą autorytarnie wyuczonych praktyk religijnych, zamiast środkami o świeckim charakterze, zogniskowanymi raczej wobec źródła kłopotów.

Jedną ze składowych autorytaryzmu jest autorytarna agresja. Jej przejawy możemy obserwować w środkach masowego przekazu, gdzie ludzie o odmiennych poglądach są atakowani werbalnie, a także w trakcie pochodów o charakterze ideologicznym i demonstracji ulicznych, kiedy to bojówki wyznawców określonych autorytetów używają  przemocy fizycznej wobec nie tolerowanych przez siebie innych. Atmosfera przyzwolenia dla tego typu działań, bezkarność agresji czy eksponowanie jej przejawów w dyskursie publicznym – to wszystko stwarza warunki niekorzystne nie tylko dla odmienności ideologicznej, ale też dla nietradycyjnych stylów życia oraz innowacyjności gospodarczej, wychodzącej naprzeciw potrzebom wynikającym z tych stylów.

Agresja interpersonalna może wynikać także z międzygrupowej niechęci. Często przyczyny można poszukiwać wówczas w innej dyspozycji psychologicznej – orientacji na dominację społeczną.

Orientacja na dominację społeczną

Teoria dominacji społecznej (social dominance theory – SDT) opiera się na obserwacji, że właściwie wszystkie społeczeństwa, historyczne i obecne, zorganizowane zostały w sposób hierarchiczny. Niektóre grupy społeczne mają przewagę nad innymi. Ich uprzywilejowanie polega na większym dostępie do takich pozytywnych wartości społecznych (positive social value), jak: władza, opieka zdrowotna, wykształcenie, bezpieczeństwo socjalne, stosunkowo lekka i dobrze płatna praca, wygodne czy nawet luksusowe życie. Natomiast grupy dyskryminowane nie tylko mają utrudniony dostęp do wymienionych dóbr, ale narażone są na mieszkanie w złych warunkach, penalizację zachowań (w tym pozbawienie wolności i warunki więzienne), niższy poziom życia, choroby i patologię społeczną. Podziały między grupami są przy tym tradycyjnie oparte o kryteria rasowe (w Stanach Zjednoczonych) czy klasowe (Europa), ale mogą także dotyczyć płci (patriarchalna dominacja mężczyzn nad kobietami).

Względna stabilność systemów społeczno-politycznych, która w ustrojach totalitarnych może wynikać ze strachu przed represjami, w krajach demokratycznych, gdzie teoretycznie istnieje możliwość przeciwstawienia się nierównościom, zdaniem Jima Sidaniusa i Felicii Pratto jest możliwa dzięki istnieniu tzw. legitymizujących mitów, a więc postaw, wartości, stereotypów i ideologii, które dostarczają intelektualnego i moralnego usprawiedliwienia dyskryminacyjnych praktyk społecznych.

Obok tych wzmacniających hierarchię mitów (hierarchy enhancing legitimizing myths) istnieją też przeciwne im mity osłabiające hierarchię (hierarchy attenuating LM), ale nie one decydują o ostatecznym kształcie relacji międzygrupowych. Ludzie różnią się pod względem poziomu akceptacji tych mitów, a co za tym idzie – nierówności grupowych jako takich. Płaszczyzna opisu tych różnic została stworzona dzięki wprowadzeniu kategorii orientacji na dominację społeczną (social dominancie orientation – SDO). Wyraża ona stosunek do nierównościowych i hierarchicznie ustrukturowanych relacji między grupami społecznymi (jej wysoki poziom oznacza wysoką akceptację dla nierówności i porządku hierarchicznego) i jest względnie stałą orientacją osobowościową, choć pozostaje także pod wpływem czynników kontekstowych, takich jak zaktywizowane w danej chwili poczucie przynależności do określonej grupy społecznej. Na jej genezę, obok procesów socjalizacyjnych składają się czynniki uznane przez autorów za temperamentalne (agresja, empatia), a także – w dużym stopniu – pełnione aktualnie role społeczne. Osoby swoją pracą zawodową wspierające hierarchiczną organizację społeczeństwa (np. policjant, biznesmen, dziennikarz głównego nurtu) mają tendencję do wyższej orientacji na dominację, a te, które pracują w zawodach służących wyrównywaniu nierówności (np. pracownik socjalny, obrońca z urzędu, pielęgniarka) są mniej zorientowane na dominację. Związek przyczynowo-skutkowy jest tutaj obustronny: osoby akceptujące hierarchiczny porządek lepiej czują się i radzą sobie w rolach mu sprzyjających, a samo usytuowanie profesjonalne powoduje stopniową zmianę postawy. Badania sugerują, że pierwszy kierunek zależności wydaje się jednak silniejszy: np. studenci, którzy wybrali kierunek studiów niezgodny ze swoją orientacją na dominację uzyskiwali gorsze wyniki w nauce i częściej odpadali ze studiów.

Pomimo że dostrzegana hierarchiczność relacji między grupami jest wspólnym elementem RWA i SDT, prawicowy autorytaryzm i orientacja na dominację społeczną nie są zupełnie niezależne. Szereg badań empirycznych (choć nie wszystkie!) wskazuje na słabe (do umiarkowanych), ale istotne korelacje między nimi: osoby bardziej autorytarne są nieco bardziej dominujące. Przedmiotem zainteresowania stała się także grupa osób osiągająca wysokie wyniki w obu skalach. W kanadyjskich badaniach studentów i ich rodziców, przy kryterium obu wyników w górnej jednej czwartej rozkładu, około 8% próby było zaliczanych do tej kategorii, po około 18% osiągało wysokie wyniki w RWA lub SDO, ale nie w obu na raz, zaś pozostałe 56% nie osiągało wysokich wyników w żadnej ze skal. Osoby o wysokim autorytaryzmie i dominacji przejawiały bardziej negatywną postawę wobec kobiet i wobec feminizmu oraz surowość wobec zamachowców z Oklahomy, niż osoby z pozostałych trzech grup. Ponadto przejawiały większy etnocentryzm, wrogość wobec francuskojęzycznych Kanadyjczyków niż badani z pozostałych grup za wyjątkiem tej o wysokiej SDO, a także większą wrogość wobec homoseksualistów niż osoby z pozostałych grup, za wyjątkiem tej o wysokim RWA. Dane te pozwalają postawić ogólną tezę, że w wielu przypadkach osoby jednocześnie autorytarne i zorientowane na dominację będą bardziej uprzedzone i wrogie niż osoby z innych grup (autorytarne, ale nie zorientowane na dominację, zorientowane na dominację, ale nie autorytarne, wreszcie – ani nie autorytarne, ani nie dominujące).

Z kolei z danych dotyczących stosunku osób o wysokim RWA i SDO do zamachowców (Militia scale Altemeyera) wynika, że są one bardziej niż inne osoby skłonne do użycia siły, wszelkich dostępnych środków czy oddania władzy w ręce silnej jednostki w celu poradzenia sobie ze sprawcami kłopotów (w rodzaju żydów,  komunistów, feministek i homoseksualistów). Prawie wszyscy studenci i ich rodzice, którzy osiągnęli wysokie wyniki w tej skali, należeli do grupy „autorytarnych–dominujących”. Stąd można wnosić, że osoby tego typu będą akceptowały rywalizację, a zwłaszcza walkę (rywalizacja zakłada pewną równość roszczeń do zwycięstwa, walczyć zaś, a właściwie zwalczać można kogoś gorszego) jako sposób postępowania w relacjach z innymi ludźmi, w tym również z partnerami biznesowymi. Jeśli tak, to nie tylko możliwości związane ze współpracą czy indywidualną realizacją zostają zaprzepaszczone, ale również rywalizacja może przybrać bardzo zaciekłe formy.

Osoby o wysokiej orientacji na dominację mają większą motywację do wywierania wpływu i  sprawowania władzy. W łatwiejszy też sposób władzę też uzyskują. W jednym z eksperymentów w parach, w których jedna kobieta była dobrana wg kryterium wysokiego lub niskiego SDO, a druga – wg kryterium wysokiego lub niskiego RWA (łącznie cztery warunki eksperymentalne), negocjacje prowadziły zazwyczaj do ustanowienia kobiety o wysokiej orientacji na dominację społeczną liderem dwuosobowego zespołu, który miał rozwiązywać różne problemy biznesowe. Co więcej, uczestniczkom tym było szczególnie łatwo uzyskać kierowniczą funkcję, gdy ich partnerką była osoba o wysokim poziomie prawicowego autorytaryzmu.

Orientacja na dominację społeczną, podobnie jak autorytaryzm, wiąże się z przyjmowaniem pewnych niekorzystnych dla funkcjonowania społeczności postaw. Osoby o wysokich wynikach w skali SDO w większym stopniu niż inne skłonne są do dyskryminowania członków grup obcych i preferowania grupy własnej, zwłaszcza gdy wyraźny jest międzygrupowy kontekst sytuacji. Orientacja na dominację społeczną może więc być przyczyną konfliktów międzygrupowych. Konsekwencją dyskryminacji jest bowiem dyskomfort i stres członków grup „gorszych”, wzrost poczucia zagrożenia,  obniżenie  poziomu samooceny, a także wrogość i agresja skierowana ku grupie dominującej. Zwłaszcza w warunkach konkurowania o ograniczone dobra może doprowadzić to do trwałej wrogości międzygrupowej.

Refleksja podsumowująca

Przedstawione zagrożenia sprawiają, że istotne staje się pytanie o przyczyny silnego autorytaryzmu i orientacji na dominację społeczną i ewentualne środki zaradcze.

Na szczęście polscy przedsiębiorcy, przynajmniej ci, którym się dobrze powodzi i których firmy się rozwijają, są mniej autorytarni a bardziej niezależni niż większość Polaków. Mają też bardziej elastyczny stosunek do norm społecznych i prawnych. W pewnym sensie, wykraczając poza tradycyjne normy kulturowe, dokonują więc transgresji. Ułatwia to im sukces, z drugiej jednak strony wyobcowuje i naraża na społeczną krytykę.

Natomiast większy autorytaryzm związany jest przede wszystkim z brakiem wykształcenia, a także częściej występuje u osób płci męskiej, starszych, dzieci mniej wykształconych ojców, u osób osiągających niższe dochody, deklarujących się jako wierzące i praktykujące. Silniejszy jest też u rencistów i gospodyń domowych niż wśród studentów. Mechanizm wyjaśniający ujemny związek wykształcenia i autorytaryzmu jest dosyć prosty: wiedza i umiejętność racjonalnego posługiwania się informacjami uniezależnia od konieczności korzystania z treści przekonań propagowanych przez autorytety. Ponadto logiczne myślenie, które staje się jedną z aktywności osób wykształconych zarówno w trakcie zdobywania formalnych szczebli edukacji, jak i w poznawczym przetwarzaniu późniejszych doświadczeń zawodowych i życiowych, pozwala na krytyczną ocenę autorytarnych idiosynkrazji. Ponieważ źródła irracjonalnych przekonań często mają charakter zinstytucjonalizowanych kultów religijnych, emancypacja od tych ludowych i narodowych źródeł bezrefleksyjnej tożsamości staje się bardziej prawdopodobna, gdy posiadana wiedza pozwala na konstatację faktu, że istnieją zarówno alternatywne źródła informacji, jak i bardziej atrakcyjne ośrodki tożsamości  społecznej. W związku z tym wydaje się zasadne dbanie o utrzymanie powszechnego (i bezpłatnego!) dostępu nie tylko do oświaty, ale też do edukacji na poziomie wyższym, a także – co w świetle postępującej w Polsce klerykalizacji życia publicznego może być trudne – o świecki charakter szkolnictwa. Przekonanie o odkryciach naukowych jak o podstawie systemu edukacji wydaje się w Polsce zagrożone, w związku z czym warto artykułować nawet tak trywialny postulat jak zachowanie racjonalnego charakteru przekazywanej wiedzy.

Drugie z wymienionych tu zagrożeń  dla systemu gospodarczego opartego na wiedzy – orientacja na dominację społeczną – jest trudniejsze do uniknięcia jako zjawisko masowe, zwłaszcza wśród przedsiębiorców i inteligencji. Przekonanie o wyższości własnej grupy może mieć bowiem nie tylko rasistowskie (jak to bywa w USA), ale również „klasistowskie”, np. merytokratyczne podłoże. Jeżeli – a tak często bywa – idą za nim konkretne działania mające na celu osiąganie nieuczciwych korzyści dla grupy własnej i dyskryminowania grup obcych, to zaczynają się problemy, które w skrajnym nasileniu mogą doprowadzić do destabilizacji systemu. Brak poszanowania dla norm sprawiedliwości, czy to tych opartych na potrzebach (właściwych dla bliskich relacji międzyludzkich), czy to tych opartych na wynagradzaniu wkładu i zasług (właściwych dla relacji biznesowych i produkcyjnych), rodzi konflikty. Uniknięcie tych konfliktów jest możliwe, jeśli poszczególne strony są w stanie chwilowo przyjąć perspektywę oponenta, a zabieg ten jest łatwiejszy, gdy członków grup obcych uznaje się za wartościowych i pod niektórymi przynajmniej względami równych sobie. Prowadzi to do postulatu włączenia wiedzy o relacjach międzyludzkich i międzygrupowych do systemu edukacji, jednak nie w taki sposób, jak w chwili obecnej robi się to na lekcjach religii, historii i wychowania do życia w rodzinie. Nadawanie poszczególnym grupom wyznaniowym, narodowościowym czy kulturowym silnej wartościowości (negatywnej lub pozytywnej) staje się bowiem podstawą stratyfikacji grupowych właściwych dla orientacji na dominację społeczną.

Problemem dla gospodarki opartej na wiedzy jest także akceptacja niezwykle głębokich nierówności społecznych, która wg ideologii neoliberalnej jest rzekomo nieuchronnym warunkiem postępu gospodarczego. Wśród wielu mechanizmów psychologicznych odpowiedzialnych za tę akceptację jest i orientacja na dominację społeczną. Ponieważ zarówno poziom, jak i jakość życia w społeczeństwach bardziej egalitarnych, jest wyższy,  wyciągnięcie z tego faktu odpowiednich konsekwencji dla praktyki społecznej i edukacyjnej wydaje się bardzo istotne. Będzie to o tyle trudne, że przedstawiciele warstw uprzywilejowanych: politycy, biznesmeni, właściciele i pracownicy środków masowego przekazu, zazwyczaj przejawiają ponadprzeciętnie wysoką orientację na dominację społeczną. Jednak mity legitymizujące system oparty na niezasadnej przewadze jednych ludzi nad innymi są jedynie mitami i jako takie powinny być traktowane w społeczeństwie ceniącym wiedzę. […]

źródło: http://www.univ.rzeszow.pl/pliki/Zeszyt10/21.pdf

3 komentarzy »

  1. „Na szczęście polscy przedsiębiorcy, przynajmniej ci, którym się dobrze powodzi i których firmy się rozwijają, są mniej autorytarni a bardziej niezależni niż większość Polaków”.

    Niewykluczone, że polscy przedsiębiorcy, ogólnie rzecz ujmując, są mniej autorytarni (czy raczej autorytatywni) niż przeciętny Polak wychowany na serialach, tańcach w gwiazdami i propagandzie informacyjnej TVN-u, ale jeśli mowa o ich sposobie myślenia czy działaniach podejmowanych przez nich w sferze biznesu, to niestety sytuacja nie przedstawia się aż tak różowo. Myślę, że poniższy fragment zaczerpnięty z tegoż artykułu, z grubsza przedstawia status quo tej kwestii w odniesieniu do sfery biznesu:

    „W przypadku osobowości autorytarnej ten pełen rezerwy, cyniczny obraz ludzi jest pochodną tłumienia własnych negatywnych impulsów (zwłaszcza ambiwalentnych uczuć wobec rodziców) i rzutowania ich na innych. Zgeneralizowana nieufność związana z takim obrazem bliźnich jest źródłem postaw obronnych i zachowawczości w wielu dziedzinach życia codziennego, społecznego i politycznego. Autorytarna nieufność prowadzi więc do wyboru rozwiązań bardziej konserwatywnych, sprawdzonych, zaakceptowanych przez autorytety. Opcje innowacyjne jako ryzykowne zazwyczaj są odrzucane. Osoby autorytarne nie podejmują działań, które wiążą się z możliwością popełnienia pomyłki lub czasowej utraty własnej pozycji. Chcą bowiem zachować własną siłę i przewagę w stosunkach z innymi ludźmi”.

    „Mają też bardziej elastyczny stosunek do norm społecznych i prawnych. W pewnym sensie, wykraczając poza tradycyjne normy kulturowe, dokonują więc transgresji. Ułatwia to im sukces, z drugiej jednak strony wyobcowuje i naraża na społeczną krytykę”.

    Ciekawe, co autor miał na myśli pisząc, że mają oni [polscy przedsiębiorcy] „bardziej elastyczny stosunek do norm społecznych i prawnych”.

    Jak dla mnie artykuł jest mało spójny, chaotyczny, za dużo zagadnień w jednym miejscu, no i jeszcze w tytule odniesienie do wyświechtanego, niewiele znaczącego terminu „gospodarka oparta na wiedzy”….brrr…

    Komentarz - autor: Kasia — 27 Luty 2013 @ 16:08

  2. @Kasia

    Jak dla mnie artykuł jest mało spójny, chaotyczny, za dużo zagadnień w jednym miejscu, no i jeszcze w tytule odniesienie do wyświechtanego, niewiele znaczącego terminu “gospodarka oparta na wiedzy”….brrr…

    Zgoda, jest chaotyczny, są powtórzenia Uprzedzeń do ‚gospodarki opartej na wiedzy’ nie mam, pewnie dlatego, że nie natykałam się na ten termin i nie wiem, do czego był wykorzystywany. Poza tym, jakoś wolę jak coś jest oparte na wiedzy niz kiedy jest oparte na przekrętach czy myśleniu życzeniowym.

    Co mi się spodobało, to sam fakt zajęcia się tematem osobowości autorytarnej i odniesienia go do polskiego podwórka. Na bezrybiu i rak ryba. Nie umknęło jednak mojej uwadze, że nie ma tam ani słowa o genetycznym podłożu. Ale to pewnie z tego samego (niezrozumiałego dla mnie) powodu, dla którego w polskiej psychologii wciąż dominuje pogląd, że psychopatów robi trudne dzieciństwo. To dopiero brrr…

    Komentarz - autor: iza — 27 Luty 2013 @ 23:23

  3. Z jednej strony to dobrze – tak jak napisałaś – że ktoś w Polsce zwrócił uwagę na zagadnienie osobowości autorytarnej i chwała mu za to, ale już kontekst, w jakim je ujęto – niestety – nie przemawia do mnie, mówiąc delikatnie. To, że tego typu artykuły działają na mnie trochę jak płachta na byka wynika z dwóch powodów:

    po pierwsze, znam niemalże od podszewki wielu polskich przedsiębiorców, ich sposób myślenia i postępowania w biznesie, no i właściwie na co dzień mam z nimi pośrednio do czynienia…

    po drugie: miałam bezpośredni kontakt ze środowiskiem naukowym, w którym tzw. pracownicy naukowi zajmują się tematyką szeroko pojętego biznesu, znam również realia powstawania prac tzw. naukowych na ten temat…w skrócie, mój kiluletni udział w tej farsie skończył się tym, że z własnej inicjatywy dałam sobie spokój z pisaniem doktoratu, który właściwie był już niemalże dopięty na ostatni guzik, bo – niestety – koniec końców nie mogłam uznać tej pracy za swoją. Większość moich pomysłów, przemyśleń, odniesień uznano za nienaukowe, a pierwotne ujęcie pracy za nazbyt interdyscyplinarne, a to, co zaproponowano mi w zamian, nie przemawiało do mnie, miałam wrażenie, że powstał kolejny gniot…Może któregoś dnia ponownie spóbuję coś sensownego napisać, uwzlędniając wiedzę, którą posiadam teraz, a o której wówczas nie miałam pojęcia, ale jest jeden warunek – muszę znaleźć otwartego, odważnego i mądrego promotora, a to – niestety – nie jest takie proste..

    Komentarz - autor: Kasia — 28 Luty 2013 @ 11:27


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: