PRACowniA

18 Luty 2013

Kosmiczne intencje. Komety i rogi Mojżesza.

Laura Knight-Jadczyk
Sott.net
15 lutego 2013 04:55 CST

[Od redakcji: Zważywszy na naprawdę alarmujący wzrost liczby meteorów i kometarnych fragmentów, jakie wpadały w naszą atmosferę w ciągu ostatnich 10 lat, oraz zadziwiającą detonację meteoru nad Rosją dziś rano, zdecydowanie najwyższy już czas, żeby każdy uświadomił sobie realne i oczywiste zagrożenie, jakie dla całego życia na Ziemi stanowią ci kosmiczni “goście’. W tym celu Laura Knight-Jadczyk wydała ostatnio pierwszą książkę z nowego cyklu, przedstawiającego niepodważalne dowody, że nie tylko ludzka historia była regularnie przerywana (czy też ‘przebijana’) “deszczami ognia z niebios”, ale kolejna tura kosmicznej katastrofy może już być spóźniona.

Poniżej prezentujemy krótki urywek na ten temat, zaczerpnięty z tego tomu: Comets and the Horns of Moses [Komety i rogi Mojżesza] (książka jest dostępna na wszystkich stronach Amazon).]

Kiedy w poszukiwaniu materiału do tego cyklu przebijam się przez stosy książek o archeologii, historii (tej hipotetycznej i tej racjonalnie zrekonstruowanej na podstawie danych), a zwłaszcza przez wkład w naukę takich jej dziedzin, jak astronomia, geologia i genetyka – które powinny dokładnie iść w parze z archeologią i historią, ale zazwyczaj tak nie jest z tych wszystkich powodów, które omówiliśmy do tej pory – coraz bardziej oczywiste staje się, że wciąż i wciąż od nowa nasza planeta jest bombardowana przez różne ciała, wśród których najbardziej powszechnymi są te typu Tunguskiej, czyli napowietrzne wybuchy fragmentów komet. Wydarzenia te wielokrotnie rzuciły na kolana całe kultury, narody, a nawet cywilizacje. Nieuchronnym tego efektem są Wieki Ciemne, a potem, kiedy społeczeństwo zaczyna się odradzać, powstają mity, rodzą się religie – albo odradzają, w przekręconej, pełnej wypaczeń wersji – i zawsze – zawsze – fakty z poprzedniej ery zniszczenia są tuszowane i ukrywane za zasłoną metafor i alegorii.

Dlaczego? Co to za obłęd?

To bardzo proste. Dawniej, kiedy ludzie zaczynali dostrzegać atmosferyczne, geologiczne i klimatyczne zakłócenia oraz wszystkie nieszczęścia, jakie sprowadzają one na społeczeństwo, w tym głód, plagi i zarazy, zaczynali – indywidualnie i zbiorowo – oglądać się na swoich przywódców w oczekiwaniu, że ci wszystko naprawią. Stąd właśnie wzięło się pojęcie boskiego króla – król miał być w stanie wstawić się za swoim ludem do bogów. Jeśli królowi nie powiodło się wstawiennictwo, trzeba było znaleźć jakieś rozwiązanie. Składano ofiary, odprawiano rytuały i, oczywiście, kiedy i to nie działało, a bogowie wciąż byli zagniewani, król musiał umrzeć. Za taką reakcją stał prawdopodobnie ten sam mechanizm, swego rodzaju przełącznik w mózgu, który napędza do szukania ulgi w stresie: jeśli bogowie są źli, należy znaleźć kozła ofiarnego. A kiedy zagrożony jest naród, najbardziej oczywistym winnym są król i jego elity. Co więcej, oni instynktownie wiedzą, jak nieodporni są na taką reakcję ludu.

Zważywszy na to, że ludzka historia wydaje się być definiowana przez kolejne mniej lub bardziej zdegenerowane elity rządzące, i jeśli przyjmiemy, że taka degeneracja (oraz jej rozprzestrzenianie się w całym społeczeństwie) jest mechanizmem odpowiedzialnym za to, że cywilizacja ściąga na siebie kosmiczną katastrofę, obwinianie i usuwanie elity jest dobrym rozwiązaniem. Problem jednak w tym, że ludzie nie rozumieją tego mechanizmu, innymi słowy ​​brakuje im wiedzy, że – jeśli mają zapobiec dalszym zniszczeniom – muszą za wszelką cenę nie dopuścić do tworzenia się w przyszłości zdegenerowanych elit.

W końcu, zarówno narody, jak i elity szukają paradygmatu, który bagatelizuje cykliczne katastrofy, ale robią to z różnych powodów. Ludzie chcą ulgi w ogromnym stresie, z jakim wiąże się pewny, acz nieprzewidywalny poważny kataklizm, a elity chcą utrzymać się u władzy. Kompromisem, który służy obydwu stronom, jest iluzja, że elita jest w stanie uchronić ludzi od wszelkich katastrof. To złudzenie może przybierać różne formy – rytuałów, mających uspokoić bogów, rewizji historii, tak żeby ukazywała uniformistyczną i bezwypadkową ewolucję ludzkości, i dużo, dużo propagandy.

To kłamstwo działa dobrze w okresach spokoju między dwoma dużymi kataklizmami. Jednak historia pokazuje, że gdy spadają głód, trzęsienia ziemi i plagi i zbierają ogromne żniwo, gdy wybuchają wulkany, na niebie płoną komety albo nasilają się burze meteorów i pogodowe anomalie, iluzja rozwiewa się, raison d’être elit (czyli ochrona ludzi) zawala się i na celownik ostatecznie bierze się – zawsze i niezmiennie – klasy panujące. I oni o tym wiedzą. Dlatego też, gdy np. Anaksagoras, Sokrates czy Kritias wspominali o tych niewygodnych faktach, byli uciszani przez wyszydzanie i zniesławianie, a nawet śmierć.

Oznaki zwiększonej aktywności komet są przez elity systematycznie tuszowane i przedstawiane jako zjawiska wywołane przez człowieka. Smugi kondensacyjne powstałe wskutek podwyższonego stężenia pyłu kometarnego w atmosferze przedstawia się jako „chemtrails”, rozpylane przez agencje rządowe. Coraz częstsze napowietrzne eksplozje kometarne prezentowane są jako testy rakiet. Zmiany klimatu spowodowane zmniejszoną aktywnością Słońca, wywołaną zbliżaniem się jego towarzysza i towarzyszącego mu roju komet, nazywa się „antropogenicznym globalnym ociepleniem”.

Przypisując przyczynę tych kosmicznie wywołanych zdarzeń ludziom, elity podtrzymują iluzję, że mają sprawy pod kontrolą. „Chemtrails” można przerwać, jeśli skończą się „opryski”, testy rakiet można przerwać, jeśli uda się zmusić do tego wojsko, globalne ocieplenie może zostać zredukowane poprzez kontrolowanie emisji gazów cieplarnianych.

Jednak smugi wywołane zwiększoną aktywnością komet, ich napowietrznymi eksplozjami i kosmicznie indukowanymi zakłóceniami pogody i aktywności słonecznej nie mogą być zmienione przez elity. Nie tylko to, bowiem jeśli społeczeństwo zda sobie z tego sprawę, może znowu zacząć myśleć, że „bogowie są zagniewani”, i próbować odkryć prawdziwy tego powód, dochodząc ostatecznie do wniosku, że są nim korupcja i przemoc elit, służące jej do uzyskania, utrzymania i zwiększenia władzy.

Gdyby ludzkość poznała prawdziwe przyczyny tych zjawisk, pociągnęłoby to za sobą odkrycie bezsilności elit, a zatem koniec ich „mandatu niebios”.

Mike Baillie komentuje:

Chińczycy wierzyli, że cesarz może panować tylko wtedy, kiedy cieszy się Mandatem Niebios, to znaczy, kiedy „troszczy się o swój lud”. Gdyby z jakiegoś powodu nie udało mu się zapewnić ludowi pomyślności, niebiosa wycofałyby swój mandat i cesarz – prawdopodobnie wraz ze swoją rządzącą dynastią – zostałby usunięty z urzędu. […] Lud poznałby, że niebiosa wycofują swój mandat, po pociemniałym niebie, nieurodzaju i głodzie, przynoszących śmierć. Cesarz, winny czy nie, zostaje obwiniony za to, że zawiódł zaufanie. W następstwie pojawienia się katastrofalnej zasłony z pyłu [kometarnego, wulkanicznego itp.] niepokoje polityczne mogły łatwo doprowadzić do detronizacji rządzącego reżimu.

Oczywiście na początku tych trudnych czasów ludzie chcą wierzyć, że ich rząd – ich królowie i rządząca elita – są wystarczająco silni, lub wystarczająco czyści, żeby kontrolować naturę, tak że powodzie, pożary, trzęsienia ziemi i erupcje wulkanów ustaną i wszystko wróci do normy. A elita to w takich czasach wykorzystuje, próbując znaleźć kozły ofiarne wśród innych narodów, mniejszości we własnym kraju lub wśród swoich osobistych wrogów – w tym tych, którzy wskazują, że być może to zepsucie ściąga wszelkie zło – ażeby odciągnąć uwagę większości społeczeństwa od swoich własnych grzechów – swoich czynów bądź zaniechań. Oznacza to, że w takim okresie mogą pojawić się długie wojny i towarzyszące im niezbędne obciążenie podatkami, prześladowania tej czy innej grupy, rosnąca ogólna histeria społeczna i zamieszki, aż w końcu, pewnego dnia, ludzie, jako całość, obudzą się i zobaczą, że ich władcy postępowali bardzo źle, i wszystkie winy zostaną przypisane im. To ironia, ponieważ antropocentryczny światopogląd, gdzie człowiek wierzy, że wszystko jest pod jego kontrolą, odgradza ludzi – nawet tych u władzy – od świadomości realiów naszego istnienia na tej planecie, które obejmują zagładę cywilizacji przez kosmiczne wydarzenia.

Victor Clube napisał w Kosmicznej zimie:

W okresie późnego średniowiecza katastrofa na wielką skalę była już w toku nawet przed nadejściem Czarnej Śmierci. Rzeczywiście, mroźne okresy wykraczały znacznie poza okres […] dżumy. Liczbę takich wahań można znaleźć w zapisach historycznych i istnieją mocne dowody, że te klimatyczne obciążenia są powiązane nie tylko z głodem, ale także z czasami wielkiego społecznego niepokoju, wojen, rewolucji i masowych migracji.

Rogi Mojżesza: Wkradająca się mechanizacja

W tym pobieżnym przeglądzie rozwoju idei leżących u podstaw zachodniej cywilizacji łatwo daje się zauważyć stopniowo wkradająca się tendencja mechanizacji wszystkiego. Postrzegając ten świat jako naprawdę „realny” – naprawdę fizyczny, co stanowi podstawę podejścia naukowego – środowisko akademickie subtelnie, krok po kroku, degradowało kosmos i wszystko, co się w nim zawiera, do czegoś, co jest niczym więcej niż samonapędzającym się systemem, na który, co kuriozalne, świat zewnętrzny – również uznany za naprawdę prawdziwy – nie ma żadnego wpływu! Czyż to nie zdumiewające? Świat stał się tworem ewolucyjnym, napędzanym samą ewolucją, wewnętrzną w stosunku do systemu, bez jakiegokolwiek powiązania z czymkolwiek poza tą durnotą, a zwłaszcza z czymkolwiek spoza Ziemi! Rozwój tych idei w starożytnej Grecji podczas chaotycznego okresu formowania się imperium, w połączeniu z tendencją do uznawania filozofów za „bezużytecznych”, położył kres wolnym dociekaniom. Co prawda pojawiło się w tym czasie kilka idei, między innymi heliocentryczna kosmologia Filolausa, Heraklidesa z Pontu i Arystarcha z Samos, ale choć poprawne, idee te nie zostały podchwycone, a poparcie zdobyła sobie arystotelesowska szkoła myślenia. To ona awansowała, z wykluczeniem wszystkiego innego.

Oczywiście, Arystoteles był pod wieloma względami mądrym facetem, ale jego astronomia i kosmologia (nie wspominając o jego poglądach na różnice między płciami) były strasznie ignoranckie. Twierdził on, że z Ziemi nieustannie uwalniają się dwa rodzaje „wyziewów”: mokre, lub zaparowane, oraz suche i zadymione. To miało wystarczyć do wyjaśnienia wszystkiego, co dzieje się w atmosferze i na niebie. Następnie dodał, że „nasi odlegli przodkowie przekazali swojemu potomstwu pozostałości w mitycznej formie, sprowadzającej się mniej więcej do tego, że te [ciała niebieskie] są bogami i że element boski obejmuje cały wszechświat”. Innymi słowy, mówi on, że podstawowe substancje są boskie i znajdują się w niebie, ale już ogniste substancje, które wznoszą się, by stać się zjawiskami atmosferycznymi, są wyłącznie ziemskiego pochodzenia i natury!

Nie trzeba chyba dodawać, że po Arystotelesie kosmologiczne spekulacje podupadły. Szkoła aleksandryjska przyjęła pogląd arystotelesowski i, jak już wspomniano, panował on niekwestionowanie przez prawie dwa tysiące lat.

Plan

W kolejnych tomach tego cyklu książek wyruszymy na polowanie na komety w historii. Zamierzam stworzyć chronologię, zawierającą – a nawet podkreślającą – te niezwykle ważne elementy środowiska, w szczególności środowiska astronomicznego, i ich udział w wydarzeniach historycznych. Chronologia ta obejmie tak kompleksową listę wydarzeń astronomicznych, geologicznych i klimatycznych, jak tylko będę w stanie zgromadzić. Są wśród nich są zapisy chińskich astronomów, które ujawniają, że wiele się działo na niebie, czego albo nikt w Europie nie zarejestrował, albo zapisy te zostały „utracone” – przypadkowo lub celowo – z kilkoma wyjątkami. Będę przeplatać ten materiał wybranymi wydarzeniami społecznymi i politycznymi, tak że na końcu będziemy mogli ocenić, czy istnieje związek między tym, co się dzieje na Ziemi, i tym, co zdarza się w niebiosach.

W następnym tomie najpierw zajmę się Cesarstwem Rzymskim – ofiarą naszej ostatniej epoki Wieków Ciemnych, kiedy to, jak dowodzi archeologia, katastrofalnie zmniejszyła się populacja i na bardzo długo przerwane zostały tzw. procesy cywilizacyjne.

Następnie będziemy zbierać i oceniać dowody wskazujące na to, że rzeczywiście istnieje tajemna historia (na więcej sposobów niż jeden), i podzielę się z Czytelnikami kilkoma bardzo interesującymi odkryciami, jakich dokonałam w trakcie zbierania materiałów do tej chronologii. Myślę, że to, co odkryłam, dowodzi celowego wymazywania niektórych zapisów, w tym wiedzy o tym, co naprawdę przyniosły Wieki Ciemne. Widzieliśmy już, co Grecy, w służbie racjonalności i polityki, zrobili z wiedzą o naszej rzeczywistości. Myślę, że potrafię wykazać, poprzez samą historię, że to, co później zostało zrobione na tym fundamencie, było niezwykłym procesem regresji, zdominowanym przez tę szczególną postać w historii zachodniej cywilizacji – Mojżesza.

Sam fakt, że prymitywnemu, mrocznemu, plemiennemu bogu Bliskiego Wschodu udało się zdobyć tak wiele miejsca w świadomości twórców zachodniej cywilizacji, jest tak zaskakujący jak fakt, że prymitywny patologiczny dewiant doszedł do władzy w Niemczech w połowie XX wieku i niemal powalił na kolana całą planetę. W rzeczywistości, te dwa zdarzenia mogą mieć pewne cechy wspólne. Hitler – i obecni oprawcy dążący do tego samego celu – nie byłby w stanie zrobić tego, co zrobił, gdyby nie było Mojżesza i wypaczonego światopoglądu, który zrodził się z kombinacji bliskowschodnich modeli imperializmu z urojeniowymi wynikami greckich astralizatorów platońskich i rzymskiego ego. [astralizacja – kojarzenie religii, bogów i herosów z ciałami i cyklami niebieskimi – przyp.]

Będę pisać o ważnych starożytnych źródłach, jakie mamy dla interesujących nas okresów, ale, jak zobaczycie, zostaną przedstawione dość wybiórczo pod kątem tematu. Fakt, że zrobiłam to w ten sposób, w istocie doprowadził do zaskakującego odkrycia związanego z jednym z tych źródeł, a także do rozwiązania bardzo tajemniczej zagadki liczącej sobie już 2000 lat. Myślę, że spodoba wam się ten sposób patrzenia na historię, bo próba poznania, co się naprawdę stało, gdy istnieje tyle konkurujących ze sobą celów manipulowania prawdą, dawnych i obecnych, jest tak ekscytujące, jak zabawa w detektywa!

Tłumaczenie: PRACowniA

– –

Ten artykuł jest przekładem oryginału zamieszczonego w języku angielskim na stronie:

Celestial Intentions: Comets and the Horns of Moses

dokonanym przez polskich tłumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.

Materiał ten został opublikowany przez Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala się na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz żródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

28 komentarzy »

  1. Byłoby super, gdyby książka Laury „Komety i rogi Mojżesza” była przetłumaczona na język polski 🙂

    Komentarz - autor: margo0307 — 20 Luty 2013 @ 17:53

  2. „Zważywszy na to, że ludzka historia wydaje się być definiowana przez kolejne mniej lub bardziej zdegenerowane elity rządzące, i jeśli przyjmiemy, że taka degeneracja (oraz jej rozprzestrzenianie się w całym społeczeństwie) jest mechanizmem odpowiedzialnym za to, że cywilizacja ściąga na siebie kosmiczną katastrofę, obwinianie i usuwanie elity jest dobrym rozwiązaniem. Problem jednak w tym, że ludzie nie rozumieją tego mechanizmu, innymi słowy ​​brakuje im wiedzy, że – jeśli mają zapobiec dalszym zniszczeniom – muszą za wszelką cenę nie dopuścić do tworzenia się w przyszłości zdegenerowanych elit.”

    Może ktoś rzuci mi trochę światła zrozumienia na ten fragment.
    Rozumiem, że kosmiczne bombardowanie jest cykliczne. Czy cykl jest determinowany przez degenerację elit? Jeśli ludzkość nie dopuści do tworzenia się zepsucia to zakłóci cykl?
    Rozumiem, że jesteśmy częścią Wszystkiego Co Jest, ale….

    Komentarz - autor: ufoludek — 22 Luty 2013 @ 14:23

  3. @ufoludek

    Może nie tyle przerwie cykl bombardować, co zakłóci cykl ludzkiej (albo i nieludzkiej) ignorancji i egoizmu prowadzącej do zagłady. Ludzkość działając wreszcie wspólnie i w oparciu o prawdę, znajdzie sposób na uchronienie się przed ‚kosmicznym bombardowaniem’. Nie będzie odczuwać strachu przed katastrofą, tylko będzie starać się zrozumieć znaczenie i naturę zjawiska, a to moim zdaniem podstawowy i milowy krok do rozwiązania wszelkich problemów.

    Pozdrawiam

    Komentarz - autor: fox — 22 Luty 2013 @ 15:40

  4. @fox
    Nie czytam biegle po angielsku, więc nie mogę zrobić porównania tłumaczenia z oryginałem. Ten fragment: „Zważywszy na to, że ludzka historia wydaje się być definiowana przez kolejne mniej lub bardziej zdegenerowane elity rządzące, i jeśli przyjmiemy, że taka degeneracja (oraz jej rozprzestrzenianie się w całym społeczeństwie) jest mechanizmem odpowiedzialnym za to, że cywilizacja ściąga na siebie kosmiczną katastrofę, obwinianie i usuwanie elity jest dobrym rozwiązaniem”, sugeruje jednoznacznie, że ludzkość ściąga na siebie katastrofę, jest „karana” za swoje czyny.

    Jeśli autorka (Laura) miała w istocie co innego na myśli to warto, dla ‚mało obeznanych” czytelników, sprawę wyjaśnić.
    Tak dla lepszego zrozumienia.

    Pozdrawiam.

    Komentarz - autor: ufoludek — 22 Luty 2013 @ 17:00

  5. Ech… stoi tam „…jeśli przyjmiemy…”.
    Trza być czujnym i rozumnym.

    Ale i tak chętnie poczytam opinię innych.

    Komentarz - autor: ufoludek — 22 Luty 2013 @ 17:06

  6. @fox
    Zgadzam się.

    @ufoludek
    Jesteś blisko, ale nie patrzyłabym na to w kontekście „kary”, która to idea została wszczepiona nam przez monoteistyczne religie. Co więcej, jest bardzo antropocentrycznym sposobem patrzenia na rzeczywistość. Ja raczej patrzę na to z perspektywy praw ezoterycznych, np. „jak na górze tak na dole” (albo raczej: jak na dole, tak na górze”).

    Kiedy wnikliwie studiuje się historię, tak jak robi to Laura, rzuca się w oczy pewien schemat: że postępująca degenaracja elit (a w następstwie i całych społeczności) występowała w cyklach. Było odradzanie się po katastrofie, rozwój, złota era, powolny schyłek i wreszcie upadek. Z jakiejś przyczyny te cykle dość dokładnie pokrywają się z cyklami klęsk żywiołowych, plag i katastrof kometarnych. Ostateczny upadek cywilizacji następuje nie dlatego, że ludzie się nawzajem wybijają, ale raczej dlatego, że kiedy władcy pochłonięci są wojnami, szerzeniem kłamstw i walką o dominację, a społeczeństwo jest otumanione, zrezygnowane i podzielone, ludzie nie są w stanie stawić czoła nadciągającym nieszczęściom.

    Można snuć różne hipotezy. Na przykład, że cały Wszechświat jest Informacją. Albo Świadomością (mniej więcej na jedno wychodzi). Niemal nie ulega wątpliwości, że jest czymś w rodzaju żywego organizmu. Może cykle kometarne są „układem immunologicznym” Wszechświata? Kiedy pojawia się duże zaburzenie w systemie informacji, czy też w organizmie, trzeba je jakoś usunąć. Coś w tym rodzaju… Czy walka z anginą jest „karaniem” jej? Czy organizm „strzela” ciałami odpornościowymi, kiedy wszystko jest w nim w porządku?

    Można też na to patrzeć z perspektywy energii. Wygląda na to, że rządzącą we Wszechświecie energią jest energia elektryczna. My nią jesteśmy, komety nią są, wszystko jest energią. Zmiany w jednym polu energii pociągają za sobą zmiany w środowisku i potencjałach innych ciał/ obiektów. Kolejne pole do spekulacji, bo dziedzina jak na razie jest ledwo tknięta i spychana na margines. A szkoda.

    Ten fragment:
    „Problem jednak w tym, że ludzie nie rozumieją tego mechanizmu, innymi słowy ​​brakuje im wiedzy, że – jeśli mają zapobiec dalszym zniszczeniom – muszą za wszelką cenę nie dopuścić do tworzenia się w przyszłości zdegenerowanych elit.”

    rozumiem trochę tak jak w powiedzeniu „ryba psuje się od głowy”. Kiedy rozpoczyna się kolejny cykl po kolejnym kataklizmie, początkowo ci, którzy przetrwali, pielęgnują pamięć przeszłych wydarzeń. Jednak bez wiedzy o wynaturzeniach i psychopatii, dopuszczają do tego, że na czoło wysuwają się jednostki patologiczne […] Resztę pewnie potrafisz sobie sam dopowiedzieć. 🙂

    Pozdrawiam.

    Komentarz - autor: iza — 22 Luty 2013 @ 17:44

  7. @ufoludek

    W kosmosie zachodzą zjawiska elektryczne, które regulują zachowania ciał niebieskich. Ciało człowieka produkuje pole elektromagnetyczne. Z kolei masy ludzkie tworzą całą elektrosferę, która może mieć wpływ na Ziemię i to jaki otrzymuje „status” w kosmosie. Podobno wirusy produkują prąd elektryczny z energii kinetycznej, a organizm wytwarza energię kinetyczną podczas przekształcania tego co jemy, białek, węglowodanów, tłuszczów. Uogólniając, masy ludzkie oddziałują polem elektromagnetycznym wskazującym na to, że są wirusami.

    Komentarz - autor: Corran Horn — 22 Luty 2013 @ 18:17

  8. Uogólniając, masy ludzkie oddziałują polem elektromagnetycznym wskazującym na to, że są wirusami.

    Jakieś źródło? Brzmi frapująco, ale jak wiemy, diabeł kryje się w szczegółach. 🙂

    Komentarz - autor: iza — 22 Luty 2013 @ 19:10

  9. „Jakieś źródło? Brzmi frapująco, ale jak wiemy, diabeł kryje się w szczegółach. :)”

    Winien był napisać: „Możliwe, że…”

    Jak coś znajdę ciekawe, to z chęcią się podzielę.

    Komentarz - autor: Corran Horn — 22 Luty 2013 @ 19:33

  10. „Uogólniając, masy ludzkie oddziałują polem elektromagnetycznym wskazującym na to, że są wirusami.

    Jakieś źródło? Brzmi frapująco, ale jak wiemy, diabeł kryje się w szczegółach.”

    W artykule Gabrieli Segury: http://www.sott.net/article/257631-On-viral-junk-DNA-a-DNA-enhancing-Ketogenic-diet-and-cometary-kicks
    czytamy:

    „The greatest shock of genomic science was to find that the human genome contains more viral than „human” genes. That is, the human genome is made from thousands of viruses that infected our distant ancestors”

    Czyli, że ludzki genom zawiera więcej genów typu wirusowego niż „ludzkiego”, co oznacza, że ludzki genom powstał z tysiąca wirusów, którymi zostali zainfekowani nasi odlegli przodkowie….

    Komentarz - autor: Kasia — 22 Luty 2013 @ 22:17

  11. Cykle kosmicznych katastrof i degeneracyjny cykl elit rządzących mają własną okresowość, jednakże nakładają się na siebie i interferują w ten sposób, że kosmiczny cykl planetarnych katastrof przerywa postępującą degenerację (oraz możliwy wzrost) elit, a co za tym idzie, degenerację (wzrost) całych społeczeństw rządzonych przez te elity.
    Ta prawidłowość i moment zaistnienia katastrofy nie są skorelowane w sposób w jaki niektórzy sugerują, tzn na zasadzie tworzenia się przeciwciał w środowisku objętym chorobą lub jako karę. Jest to zbliżone do wyjaśnienia Izy, do którego można dodać uwagę iż początek cyklu degeneracji elit ma wspólny punkt z masą ludzką, z której się przecież wywodzą. Innymi słowy, w momencie wyboru, poziom moralny elit jest determinowany poziomem moralności społeczeństwa. Więc moralność (lecz nie poziom wykształcenia, umiejętności czy zdolności) elit nie może być wyższa lub niższa od moralności społeczeństwa w swej uśrednionej warstwie. Dalej wszystko toczy się w myśl zasady, że „ryba psuje się od głowy” co powoduje, że staczanie się elit pociąga za sobą całe społeczeństwo. Spadek może być na tyle szybki, że upadek cywilizacji następuje przed nadejściem okresu katastrof i jest niejako wynikiem osiągnięcia takiego poziomu degeneracji, że następuje tu automatyczny kolaps cywilizacyjny – samodestrukcja. Jeśli jest powolny, to ostateczny upadek przychodzi z pojawieniem się globalnych katastrof. Po czym następuje „regeneracja” – odbudowa, która wyzwala w ludziach konieczność współdziałania. Ta pokatastroficzna trauma na pewien czas znosi różne (nieistotne w tym momencie) podziały wewnętrzne i wznosi ludzkość na wyższe poziomy świadomości i szlachetności, z których wywodzą się kolejne elity. Jeśli ten poziom jest wyższy niż ten po poprzednim upadku, to jest szansa, że w momencie nadejścia kolejnego zewnętrznego kataklizmu, ludzkość będzie w stanie poradzić sobie z jego skutkami. Jeśli tak by się stało, to poprzez start z wyższego pułapu, mielibyśmy większą szansę na niezakłócony, swobodny rozwój i osiągnięcia jeszcze wyższego poziomu, do czasu pojawienia się kolejnych cyklicznych katastrof, aż rozwój technologii dał by nam możliwość ich uniknięcia.
    Obecnie technologiczny rozwój mógłby być pomocny w zapobieżeniu katastrofy kosmicznej lub niwelacji jej skutków, jednocześnie sam w sobie jest zagrożeniem dla ludzkości, bo mógłby przynieść jej samozagładę. Sądzę, że panuje tu pewien konsensus ustalony przez siły spoza poziomu ludzkości (STS, STO), które kontrolują i powstrzymują jej rozwój chociaż z różnych pobudek. Dla jednych jest to zagrożeniem utraty kontroli i ujawnienia istnienia, a dla drugich ryzykiem samozniszczenia przez niezbyt rozwiniętego moralnie i duchowo człowieka. Na pocieszenie zostaje nam myśl, że – jak mawiają Kasiopeanie – jesteśmy Wami w przyszłości, co sugeruje iż poradzimy sobie z tymi wszystkimi nadchodzącymi problemami.

    Komentarz - autor: Ram — 23 Luty 2013 @ 14:39

  12. piękne to opisałeś Ram, podobnie sobie to wyobrażam i zainspirowany Twoim postem chciałbym moje myśli domorosłego filozofa tu przedstawić. Jestem otwarty i liczę na jakiekolwiek opinie bo nie wiem czy mam chaotyczny umysł napędzany nabrzmiałą wyobraźnią i kreatywnym „układaniem” wszystkiego czego się dowiaduję, czy też ocieram się o jakieś głębsze spojrzenie na naszą rzeczywistość i mam szansę na jakieś poprawne zsyntetyzowanie wiedzy 😉

    Więc widzę to tak: my (my z przyszłości) patrzymy na siebie (na nas tutaj w 2013 roku) z przyszłości/poziomu, gdzie już osiągneliśmy tak wysoki rozwój, że nie żyjemy w iluzji czasu. My (my z przyszłości) oraz STS zaglądamy w dziejącą się historię (teraźniejszość dla nas tutaj z 2013roku) – i teraz w jakim celu: ta dziejąca się historia roku 2013 i następnych lat wpływa na naszą (my w przyszłości) teraźniejszość w której współistniejemy z siłami STS. STS żywią się negatywną energią/emocjami więc w ich interesie jest utrzymanie biegu historii (naszej teraźniejszości w 2013 roku i dalej) w kierunku produkowania dużej ilości ich pożywienia (negatywnych energii). Ponieważ wszystko wskazuje, że tym razem im się to nie uda – zagrożone jest ich istnienie w teraźniejszości w której współistnieją z nami (my w przyszłości) i rywalizują o byt. Czy byt STS lub STO może być zakończony? Jeśli dobrze rozumiem Ram, to samozagłada tutaj w 2013 roku „odcina” źródło istnienia nas (nas w przyszłości). I teraz tak – piszę o konkretnej możliwej wersji teraźniejszości(tej gdzie jesteśmy „my w przyszłości” oraz STS), na którą składa się konkretny przebieg historii, o który to przebieg rywalizujemy my (my z przyszłości) z STS (mógłbym tą teraźniejszość nazwać „całością”). Nie wiem czy to dobrze sobie wyobrażam, ale tą konkretną wersję „przyszłej teraźniejszości”/całości można nazwać wymiarem? Wymiarów jest tyle ile mozliwości wszystkiego; świadomość (znajomość) wszystkich tych możliwości to jakby de facto wiedza absolutna i obiektywna. Znajomość tylko niektórych możliwości to spojrzenie nieobiektywne, wybiórcze – zdaje się takie prezentują siły STS? Czyli tak jakby nie byli świadomi/nie uznawali wymiarów/”wersji całości” w których nie istnieją – zatem najzwyczajniej sens ma tylko spojrzenie bliższe STO, ponieważ obejmuje „wszystko” ( i daje gwarancję braku niespodzianek ;). Czy jest to spojrzenie absolutu, do którego powinniśmy zmierzać? Po to, by potem ten absolut znów rozdzielił się na niezliczone fragmenty świadome tylko wycinka „wszystkiego”(absolutu), rozwijające się, łączące i osiagające większą świadomość aż do ponownej integracji w świadomość absolutu – od zawsze nieskończonej i trwającej jednocześnie, równolegle we wszystkich możliwościach egzystencji? 🙂

    Komentarz - autor: Pablo — 24 Luty 2013 @ 02:41

  13. @Ram

    Dobrze powiedziane. Ale osobiście dostrzegam pewne luki.

    „(…) w momencie wyboru, poziom moralny elit jest determinowany poziomem moralności społeczeństwa. Więc moralność (lecz nie poziom wykształcenia, umiejętności czy zdolności) elit nie może być wyższa lub niższa od moralności społeczeństwa w swej uśrednionej warstwie.”

    Myślę, że nie do końca jest tak jak mówisz. Moralność elit jest na poziomie „moralności” psychopaty. Średni przedstawiciel społeczeństwa, to człowiek „w miarę” normalny, tzn. taki który nie byłby w stanie wysyłać drony, aby mordować dzieci, albo torturować innych ludzi. To, co determinuje elitę do tego co robią jest czarna dziura mieszcząca się u samym środku ich psychopatycznej esencji, którą elity usilnie starają się załatać stając się bardziej i bardziej chciwi, silniej i coraz silniej dążąc do dominacji. G. Orwell napisał: „Władza to nie śro­dek do ce­lu; władza to cel. Nie wpro­wadza się dyk­ta­tury po to, by chro­nić rewolucję; wzmac­nia się re­wolucję w ce­lu narzu­cenia dyk­ta­tury. Ce­lem prześla­dowań są prześla­dowa­nia. Ce­lem tor­tur są tor­tu­ry. Ce­lem władzy jest władza.” Załóżmy, że ktoś powie, że zaatakowano Mali ze względu na zasoby naturalne, które tam są. Nie zgodzę się. Takie Mali czy inny kraj nie atakuje się ze względu ropę czy coś w tym stylu, atakuje się, dla zdobycia większej władzy i dla dokonania ludobójstwa, jeśli dostrzegają w ludziach coś co może sprawiać problemu w zdobyciu władzy nad nimi, to, że zagrabią złoto czy coś innego to tylko dodatek.

    O tym czy elita utrzyma swoją pozycję i będzie robić, to co robi zależy od tego, czy ludzie wiedzą co się tak na prawdę dzieję, i jeśli wiedzą, to to czy coś z tym zrobią. Można mieć zepsutą elitę i zdrowe społeczeństwo (w sensie moralnym), ale mimo, to elita jest w stanie pociągnąć społeczeństwo na dno. Ludzie mogą nie wiedzieć, co się tak na prawdę dzieje, mogą myśleć, że jest i będzie wszystko w porządku, i w związku z tym nie podejmą żadnych działań.

    „Na pocieszenie zostaje nam myśl, że – jak mawiają Kasiopeanie – jesteśmy Wami w przyszłości, co sugeruje iż poradzimy sobie z tymi wszystkimi nadchodzącymi problemami.”

    Można się tak pocieszać, to zależy jak to interpretujemy. Kasjopeanie wspominali, że żyjemy w rozszerzonej teraźniejszości, osobiście interpretuje to jako proces, w którym tworzenie się przyszłości jest w toku, a zarazem przyszłość już zaszła, tzn. ona istnieje potencjalnie, jest realna sama dla siebie, ale dla nas jest „złudzeniem”, i nigdy nie stanie się rzeczywistością, to znaczy, że tak powiem, cykl się nigdy nie dopełni, jeśli nie zostaną podjęte odpowiednie kroki, to znaczy, aby przyszłość np. dla ludzi na Ziemi, zaistniała, musi zostać nabyta i musi zostać zużytkowana odpowiednia wiedza. My ludzie, tu i teraz na Ziemi poradzimy sobie z problemami kiedy, tak jak to Kasjopeanie powiedzieli (parafrazując): przeżyją Ci, co zastosują wiedzę. Mówiąc krócej, przyszłość już zaszła i istnieje, a zarazem jej nie ma. Poza tym z teraźniejszości można też przesunąć się w przeszłość. Miejmy nadzieję, że my przesuniemy się w przyszłość.

    Komentarz - autor: Corran Horn — 24 Luty 2013 @ 20:27

  14. Słuchajcie a czy książki „The Apocalypse: Comets, Asteroids and Cyclical Catastrophes” i „Comets and the Horns of Moses ” i to bardzo różne pozycje? Nie powielają dużej ilości informacji czy ta druga po prostu nie rozszerza/uzupełnia tą pierwszą?

    Komentarz - autor: Satro — 25 Luty 2013 @ 15:00

  15. @Satro
    Różne. Można powiedzieć, że „Apocalypse” powstała na bazie artykułów z cyklu kometarmego. Artykuły powstawały stopniowo, w miarę gromadzenia wiedzy. Książka tę wiedzę porządkuje i nieco uzupełnia.

    Natomiast „Rogi Mojżesza” to drugi tom „The Secret History”, przy czym książka jest niezależna – nie musisz koniecznie znać pierwszego tomu, żeby czytać drugi, choć tu i ówdzie pojawiają się odwołania.

    Spis rozdziałów „Rogów Mojżesza”:

    Chapter One: The Moses Myth in History
    Chapter Two: Perception, Reality and Religion
    Chapter Three: Comet Swarms and Plasma Cosmology
    Chapter Four: Legends of the Fall and Genetic Mutations
    Chapter Five: Comet Hunting – The Origin of Astrology
    Chapter Six: Comets in Mythology
    Chapter Seven: The Greek Philosophers – What Did They Know?
    Chapter Eight: Cynics and Stoics
    Chapter Nine: Good Versus Evil – The Cosmic Connection

    Komentarz - autor: iza — 25 Luty 2013 @ 15:44

  16. @Pablo

    Jestem otwarty i liczę na jakiekolwiek opinie

    Spróbuję na zasadzie porówniania z tym, jak ja sobie to „tłumaczę”, choć nigdzie bynajmniej nie jest powiedziane, że moje „rozumienie” jest lepsze od Twojego.

    Więc widzę to tak: my (my z przyszłości) patrzymy na siebie (na nas tutaj w 2013 roku) z przyszłości/poziomu, gdzie już osiągneliśmy tak wysoki rozwój, że nie żyjemy w iluzji czasu. My (my z przyszłości) oraz STS zaglądamy …

    Ja nie zakładam, że „ja w przyszłości” nie jestem wśród STS – nie mam do takiego założenia żadnych podstaw. Na razie wszyscy jesteśmy STS. Czy, kiedy i na co się to zmieni, pozostaje sprawą otwartą. Każda z czterech możliwości jest równie prawdopodobna na tym etapie.

    … w dziejącą się historię (teraźniejszość dla nas tutaj z 2013roku) – i teraz w jakim celu: ta dziejąca się historia roku 2013 i następnych lat wpływa na naszą (my w przyszłości) teraźniejszość w której współistniejemy z siłami STS. STS żywią się negatywną energią/emocjami więc w ich interesie jest utrzymanie biegu historii (naszej teraźniejszości w 2013 roku i dalej) w kierunku produkowania dużej ilości ich pożywienia (negatywnych energii).

    Patrz wyżej.

    Ponieważ wszystko wskazuje, że tym razem im się to nie uda

    A dokładnie co? Bo ja nie widzę NIC, co miałoby im w tym przeszkodzić.

    – zagrożone jest ich istnienie w teraźniejszości w której współistnieją z nami (my w przyszłości) i rywalizują o byt. Czy byt STS lub STO może być zakończony? Jeśli dobrze rozumiem Ram, to samozagłada tutaj w 2013 roku “odcina” źródło istnienia nas (nas w przyszłości).

    Samozagłada, czy po prostu zagłada, najprawdopodobniej nie będzie kompletna. W każdym razie jak dotąd i na ile znamy historię – nie była. Jakaś część ludzkości przeżywała, przynajmniej w tej rzeczywistości (może ich być więcej). Poza tym, nawet jak wyginęły jakieś gatunki, to w ich miejsce pojawiały się inne. Może i my nie jesteśmy nie do zastąpienia?

    Poza tym – czego nie jesteśmy w stanie rozumieć – teraźniejszość i przyszłość toczą się, a raczej istnieją, „jednocześnie” i zależą od tego, co robimy tu i teraz, w każdym „teraz”. A to oznacza, że wojna, którą toczymy (to znaczy ci, którzy toczą, bo większość zaledwie reaguje i przeżywa z dnia na dzień), jest wojną o naszą przyszłość w tym życiu i wielu następnych.

    Komentarz - autor: iza — 25 Luty 2013 @ 16:38

  17. @Kasia

    Cienka jestem z genetyki. Znalazłam artykuł Zimmera, na którego badania powołuje się Gabriela. Artykuł był opublikowany w Discover Magazine, więc ma chwytliwy tytuł: We Are Viral From the Beginning. Zimmer pisze w nim:

    Viruses are constantly swarming into our bodies. Sometimes they make us sick; sometimes our immune systems vanquish them; and sometimes they become a part of ourselves. A type of virus called a retrovirus makes copies of itself by inserting its genes into the DNA of a cell. The cell then uses those instructions to make the parts for new viruses. HIV makes a living this way, as do a number of viruses that can trigger cancer.

    On rare occasion, a retrovirus may infect an egg. Now something odd may happen. If the egg becomes fertilized and gives rise to a whole adult individual, all the cells in its body will carry that virus. And if that individual has offspring, the virus gets carried down to the next generation.

    At first, these so-called endogenous retroviruses lead a double life. They can still break free of their host and infect new ones. Koalas are suffering from one such epidemic. But over thousands of years, the viruses become imprisoned. Their DNA mutates, robbing them of the ability to infect new hosts. Instead, they can only make copies of their genes that are then inserted back into their host cell. Copy after copy build up the genome. To limit the disruption these viruses can cause, mammals produce proteins that can keep most of them locked down. Eventually, most endogenous retroviruses mutate so much they are reduced to genetic baggage, unable to do anything at all. Yet they still bear all the hallmarks of viruses, and are thus recognizable to scientists who sequence genomes. It turns out that the human genome contains about 100,000 fragments of endogenous retroviruses, making up about eight percent of all our DNA.

    Szczerze mówiąc, nie wiem, jak to ostatnie stwierdzenie pogodzić z tym, że „the human genome contains more viral than “human” genes”. Próbuję się szybko douczyć podstaw.

    Ale niezwykle ciekawe jest przytoczone przez Zimmera odkrycie Pfaffa. O ile dobrze rozumiem, geny wirusów w organizmie ssaka działają jak promotory i potrafią czasowo uruchamiać „magiczny stan” zwykłej komórki, kiedy zachowuje się ona jak komórka macierzysta (dokładniej: totipotentna).

    @ Corran

    Podobno wirusy produkują prąd elektryczny z energii kinetycznej, a organizm wytwarza energię kinetyczną podczas przekształcania tego co jemy, białek, węglowodanów, tłuszczów. Uogólniając, masy ludzkie oddziałują polem elektromagnetycznym wskazującym na to, że są wirusami.

    Im dłużej o tym myślę, tym mniej mi się to podoba. Ani nie zachwyca mnie konkluzja (pewnie mam jakieś uprzedzenia), ani dziury we wnioskowaniu. Krótko mówiąc, nie rozumiem. 🙂

    Komentarz - autor: iza — 25 Luty 2013 @ 17:45

  18. Z babylon wiki:

    Totipotencja
    Totipotencja (totipotencjalność, ekwipotencjalność rozwojowa) jest zdolnością pojedynczej komórki do zróżnicowania się w każdy typ komórkowy organizmu. Z definicji komórką totipotencjalną jest zygota. U ssaków totipotipotencją charakteryzują się komórki macierzyste i komórki zarodkowe węzła zarodkowego blastocysty. U roślin własność totipotencji mają komórki merystematyczne, choć potencjalnie każda komórka roślinna może ulec odróżnicowaniu w procesie regeneracji do kallusa i osiągnąć stan toti- lub pluripotencji.

    Komentarz - autor: iza — 25 Luty 2013 @ 18:21

  19. @Iza.

    Dzięki za odp. Abstrahując od mojego założenia przynależności chcę zrozumieć sens działań STO, bo w STS zdaje się być to jasne. Piszesz o możliwości niekompletności samozagłady lub wymienności gatunku ludzkiego – założyłem dużą wagę ludzi dla Kasjo/STO na podstawie koncepcji Rama:


    pewien konsensus ustalony przez siły spoza poziomu ludzkości (STS, STO), które kontrolują i powstrzymują jej rozwój chociaż z różnych pobudek. Dla jednych jest to zagrożeniem utraty kontroli i ujawnienia istnienia, a
    dla drugich ryzykiem samozniszczenia przez niezbyt rozwiniętego moralnie i duchowo człowieka

    gdzie Ram jak rozumiem wskazuje na jakieś pochodzenie/zależność Kasjo/STO od ludzi. (przyznam nie pamiętam/nie doczytałem jeszcze – co w ogóle piszą o swoim wsparciu Kasjo?)

    Co do „Ponieważ wszystko wskazuje, że tym razem im się to nie uda” powinienem napisac: wszystko, co pamiętam ze słów Kasjo nt temat:


    P: (L) Jeśli jesteśmy dla nich źródłem pożywienia i pracy, to dlaczego nas po prostu nie hodują w zagrodach na swojej planecie?
    O: Robią to.
    P: (L) Skoro jest nas tutaj tak wiele, dlaczego oni nie wejdą i nie przejmą tego interesu?
    O: Taki mają zamiar. Taki był ich zamiar przez całkiem długi czas. Podróżowali tam i z powrotem w czasie – jakim wy go znacie – aby ustalić warunki
    dla maksymalnej absorpcji negatywnej energii podczas przejścia z trzeciego poziomu na czwarty, czego ta planeta doświadczy, w nadziei, że będą mogli
    przejąć nad wami kontrolę na czwartym poziomie i w ten sposób dokonać następujących rzeczy:
    1 – zachować swoją rasę jako gatunek zdolny do życia,
    2 – zwiększyć swoją liczebność,
    3 – powiększyć swoją potęgę,
    4 – rozszerzyć swoją rasę w rzeczywistości czwartej gęstości.
    Aby to wszystko osiągnąć, wpływali na zdarzenia przez okres, który odmierzylibyście na swoich kalendarzach jako mniej więcej 74 tysiące lat. I
    robili to po cichu podróżując podczas tej pracy w czasie i przestrzeni tam i z powrotem, według własnej woli. Co jest jednak interesujące, to
    wszystko się nie uda.
    P: (L) Jak możecie być tacy pewni, że to się im nie uda?
    O: Ponieważ to widzimy. My widzimy wszystko, nie tylko to co chcemy widzieć. Ich słabością jest to, że widzą tylko to, co chcą widzieć. Innymi słowy
    jest to najwyższa możliwa manifestacja tego, co nazywacie „myślenie życzeniowe”. A życzeniowe myślenie na czwartym poziomie gęstości staje się dla
    tego poziomu rzeczywistością. Czy wiecie, jak myślicie życzeniowo? Cóż, dla was to nie jest jeszcze rzeczywistością, ponieważ jesteście na trzecim
    poziomie, ale gdybyście byli na czwartym poziomie, i mielibyście pełnić tę samą funkcję, to naprawdę taka byłaby wasza świadomość rzeczywistości.
    Dlatego oni nie mogą zobaczyć tego, co my widzimy, ponieważ my Służymy Innym w przeciwieństwie do służenia sobie, a ponieważ jesteśmy na szóstym
    poziomie, możemy zobaczyć wszystko, co jest, jakie jest w każdym szczególe, a nie jakim byśmy chcieli, by było.

    źródło: http://quantumfuture.net/pl/wniebowstapienie.htm

    A tak w ogóle mam pytanie czy tu tak działacie incognito czy jakiś kontakt do was też można złapać, bo ten adres email z boku strony zdaje się być nieobsługiwany. pozdrawiam

    Komentarz - autor: Pablo — 25 Luty 2013 @ 19:06

  20. P.S. wybaczcie formatowanie tekstu, trochę popsułem odstępy.

    Komentarz - autor: Pablo — 25 Luty 2013 @ 19:08

  21. @ Iza

    W tym artykule jest mowa o prądzie z wirusów: _http://www.eureknews.pl/index.php/technologie-przyszlosci/1236-prad-z-wirusa.html

    Zastanawia mnie to czy są takie wirusy, które naturalnie same z siebie, pobierają energię z komórki i produkują energię elektryczną. Impulsy elektryczne przebiegają przez układ nerwowy człowieka. Takie wirusy mogłyby zakłócać lub wzmacniać te sygnały i co za tym idzie wpływać na myślenie, zachowanie itd. u człowieka. Teoretycznie liczba wirusów jest ogromną. Mają dużą zdolność do przenikania. Mogą zniszczyć organizm w bardzo krótkim czasie, albo żyć po cichu. Może są takie.

    Komentarz - autor: Corran Horn — 25 Luty 2013 @ 20:03

  22. @Pablo

    Uporządkujmy to trochę.

    1.
    Abstrahując od mojego założenia przynależności chcę zrozumieć sens działań STO, bo w STS zdaje się być to jasne.

    a) Co do zrozumienia STO – Fala 8:

    O: Widzisz, moja droga, kiedy przybędziesz do 4-ej gęstości, wtedy zobaczysz.
    P: (L) Jak u licha mam się tam dostać, jeśli nie mogę tego „pojąć”?
    O: Kto mówi, że musisz to „pojąć” zanim się tam dostaniesz?

    O: Nie. To jest tak: gdzie pójdziesz po zakończeniu wszystkich swoich lekcji w „trzeciej klasie”?

    P: Przechodzi się do czwartej klasy.
    O: W porządku, a teraz – czy musisz już być w czwartej klasie, żeby pozwolono ci tam pójść? Odpowiedz.
    P: (L) Nie. Ale musisz znać te wszystkie sprawy 3-ej gęstości…
    O: Tak. A nawet więcej, jeśli o to chodzi: musisz nauczyć się wszystkich tych lekcji.

    b) „sens działań STS zdaje się być jasny” – naprawdę rozumiesz w całości sens swoich działań?

    2. ad: „nie uda im się”

    Napisałeś wcześniej:

    STS żywią się negatywną energią/emocjami więc w ich interesie jest utrzymanie biegu historii (naszej teraźniejszości w 2013 roku i dalej) w kierunku produkowania dużej ilości ich pożywienia (negatywnych energii). Ponieważ wszystko wskazuje, że tym razem im się to nie uda – zagrożone jest ich istnienie w teraźniejszości w której współistnieją z nami (my w przyszłości)

    Kasjo natomiast mówią tylko, że nie uda im (4D STS) się zaburzyć równowagi (zdominować 4D), która to równowaga wydaje się być siłą rządzącą w tym interesie. (Przeczytaj uważnie do końca linkowany przez Ciebie tekst, tam jest trochę o równowadze).

    3.

    „Dla jednych jest to zagrożeniem utraty kontroli i ujawnienia istnienia, a dla drugich ryzykiem samozniszczenia przez niezbyt rozwiniętego moralnie i duchowo człowieka”

    gdzie Ram jak rozumiem wskazuje na jakieś pochodzenie/zależność Kasjo/STO od ludzi. (przyznam nie pamiętam/nie doczytałem jeszcze – co w ogóle piszą o swoim wsparciu Kasjo?)

    W tym miejscu nie zgadzam się ze stwierdzeniem Rama. „Człowiek” jest istotą żyjącą tu, na Ziemi, w swoim ciele i w fizyczności 3D. Jedno ciało ma duszę, inne nie jej nie ma. Tak czy owak, ciało się nie liczy. Jeśli Twoja zindywidualizowana dusza jest częściowo w 6D (‚jesteśmy wami w przyszłości’), częściowo w 3D (w ciele, ucząc się lekcji), może częściowo w 4D (czemu nie?), to zagłada ciała niczego nie zmienia, co najwyżej może powodować konieczność powrotu i dokończenia lekcji. Tam gdzieś, w 4D czy 6D, nie ma „ludzi”. Kasjo – my w przyszłości – są zunifikowanymi formami myślowymi (cokolwiek to znaczy, pewnie jakaś część jednej wielkiej świadomości), nie „ludźmi”. „Ludźmi” jesteśmy tylko przejściowo. Dusze, które nie odrabiają tu lekcji, będą wracać, aż je odrobią. Tyle.

    4. Poza tym uważałabym z tą „rywalizacją”.

    5. A tak w ogóle mam pytanie czy tu tak działacie incognito czy jakiś kontakt do was też można złapać, bo ten adres email z boku strony zdaje się być nieobsługiwany. pozdrawiam

    Jest obsługiwany – głównie przeze mnie i w miarę możliwości. Jesteśmy do dyspozycji tu, na Pracowni, i na forum Cass.

    Komentarz - autor: iza — 25 Luty 2013 @ 23:00

  23. It turns out that the human genome contains about 100,000 fragments of endogenous retroviruses, making up about eight percent of all our DNA.

    Szczerze mówiąc, nie wiem, jak to ostatnie stwierdzenie pogodzić z tym, że “the human genome contains more viral than “human” genes”. Próbuję się szybko douczyć podstaw.

    NIEWYKLUCZONE, ŻE LICZBA OK. 100 000 DOTYCZY GENÓW POCHODZENIA WIRUSOWEGO KODUJĄCYCH BIAŁKO. LICZBA GENÓW „LUDZKICH” KODUJĄCYCH BIAŁKO JEST SZACOWANA – W ZALEŻNOŚCI OD ŹRÓDŁA – NA 20 000-40 000.

    Ale niezwykle ciekawe jest przytoczone przez Zimmera odkrycie Pfaffa. O ile dobrze rozumiem, geny wirusów w organizmie ssaka działają jak promotory i potrafią czasowo uruchamiać “magiczny stan” zwykłej komórki, kiedy zachowuje się ona jak komórka macierzysta (dokładniej: totipotentna).

    GENY POCHODZENIA WIRUSOWEGO, KTÓRE STANOWIĄ TEŻ CZĘŚĆ DNA „ŚMIECIOWEGO”, REGULUJĄ PODOBNO NIE TYLKO PROCES MULTIPLIKACJI KOMÓREK MACIERZYSTYCH, ALE TAKŻE KOMÓREK RAKOWYCH.

    Im dłużej o tym myślę, tym mniej mi się to podoba. Ani nie zachwyca mnie konkluzja (pewnie mam jakieś uprzedzenia), ani dziury we wnioskowaniu. Krótko mówiąc, nie rozumiem.

    WIRUSY, ALE RÓWNIEŻ DNA I RNA WYTWARZAJĄ ENERGIĘ ELEKTRYCZNĄ NA ZASADZIE EFEKTU PIEZOELEKTRYCZNEGO, CZYLI POD WPŁYWEM NAPRĘŻEŃ, ŚCISKANIA, ROZCIĄGANIA CZY SKRĘCANIA MATERIAŁU, W TYM PRZYPADKU BIAŁKA. GENEROWANY W TEN SPOSÓB PRĄD KOMÓRKOWY PROWADZI DO EMISJI POLA ELEKTROMAGNETYCZNEGO, CZYLI BIOPOLA (PROF. W. SEDLAK) CZY JAK KTO WOLI AURY. TO, ŻE LUDZKIE KOMÓRKI EMITUJĄ POLE ELEKTROMAGNETYCZNE NIE IMPLIKUJE BEZPOŚREDNIO TEGO, ŻE LUDZIE SĄ WIRUSAMI :), NIEMNIEJ JEDNAK Z INFORMACJI, KTÓRE DO TEJ PORY UDAŁO MI SIĘ ZGROMADZIĆ WYNIKA, ŻE WIRUSY ODGRYWAŁY I NADAL ODGRYWAJĄ PIERWSZORZĘDNĄ ROLĘ W MODYFIKOWANIU LUDZKIEGO MATERIAŁU GENETYCZNEGO.

    Komentarz - autor: Kasia — 25 Luty 2013 @ 23:12

  24. Zastanawia mnie to czy są takie wirusy, które naturalnie same z siebie, pobierają energię z komórki i produkują energię elektryczną. Impulsy elektryczne przebiegają przez układ nerwowy człowieka. Takie wirusy mogłyby zakłócać lub wzmacniać te sygnały i co za tym idzie wpływać na myślenie, zachowanie itd. u człowieka. Teoretycznie liczba wirusów jest ogromną. Mają dużą zdolność do przenikania. Mogą zniszczyć organizm w bardzo krótkim czasie, albo żyć po cichu. Może są takie.

    TO CZY WIRUSY, KTÓRYCH JESTEŚMY NOSICIELAMI, JAK RÓWNIEŻ TE, NA KTÓRE MOŻEMY BYĆ NARAŻENI, STANĄ SIĘ PATOGENAMI I ZACZNĄ ROBIĆ SPUSTOSZENIA W ORGANIŹMIE (POBIERAĆ Z NIEJ ENERGIĘ), ZALEŻY GENERALNIE OD POZIOMU STRESU, JAKIEGO DOŚWIADCZAMY ORAZ OD NASZEJ DIETY. NOWE WIRUSY, PRZYNIESIONE NP. PRZEZ KOMETY, PODOBNO WCALE NIE MUSZĄ BYĆ DLA NAS PATOGENNE, POD WARUNKIEM, ŻE BĘDZIEMY PRZYGOTOWANI NA ICH OBECNOŚĆ; CO WIĘCEJ – DLA NIEKTÓRYCH MOGĄ BYĆ NAWET CZYNNIKIEM PRZYSPIESZAJĄCYM ICH SZEROKO POJĘTY ROZWÓJ.

    Komentarz - autor: Kasia — 25 Luty 2013 @ 23:44

  25. @iza

    Pozwolę dorzucić swoje 3 grosze… ad. pkt 3:

    Kasjopeania wyraźnie podkreślają, że czas jest tylko naszym trójgęstościowym złudzeniem. Interpretuję to tak, że idzie sobie łeb połamać, ale wszystko po prostu JEST tu i teraz. Dla mnie najogólniej i najkrócej rzecz biorąc STS to dzielenie, STO to unifikacja (z całą głębią tego pojęcia). Czytałem kiedyś książki Roberta Monroe o jego podróżach poza ciałem. Monroe w swoich doznaniach „out of body experience”, spotkał się, jak to sam określił z manifestacją swojej wyższej jaźni. Co ciekawsze, o wyższej jaźni wyraźnie (choć okropnie zawiłym językiem) wspomina również Carla Rueckert, Don Elkins i James McCart w tzw. materiałach Ra. Wyższa jaźń, wg tego o czym wszyscy powyżej piszą, odpowiada za naukę, „nakierowywanie” i podsuwanie lekcji dla danej osoby. Z tym, że nasza ‚osobowość’ jest najprawdopodobniej złożonym kompleksem wielu ciał, warstw, energii czy co tam jeszcze, działającej w wielu wcieleniach i na wielu poziomach.

    Następnie pojawiają się Kasjopeanie, którzy mówią: „Jesteśmy wami w przyszłości”. Ale zarazem z uporem wciąż wspominają, że czas jako taki nie istnieje. W takim razie muszą odnosić się albo do przestrzeni, albo do poziomów, wymiarów? Według mnie, stwierdzeniem tym wskazują, że są po prostu nami (być może Laurą) w wyższej gęstości i wcale nie musi tu być zachowana kolejność i przyczynowość. Idąc tym tropem dalej i biorąc pod uwagę, że cały ten eksperyment jest jednym wielkim tutorialem na temat naszej rzeczywistości, uważam, że to kolejny przykład działania wspomnianej Wyższej Jaźni, czy to Laury, czy może całej społeczności wokół niej zgromadzonej.

    Pozdrawiam

    Komentarz - autor: fox — 25 Luty 2013 @ 23:46

  26. @Iza

    1.
    b) „sens zdaje się być jasny” to trochę mniej radykalne wyrażenie niż „rozumienie sensu w całości”. Jest w końcu ten podział na ‚to self’ i ‚to others’, oba typy czymś się charakteryzują przy czym STS zdaje się mi być bardziej zrozumiały (może własnie przez to, że jednak bliższy)
    2.
    podejrzewałem, że coś tu uprościłem
    3
    co do stwierdzenie Rama, wyobrażam sobie to tak, że człowiek z ciałem na Ziemi to dobre „miejsce” dla duszy, przydatne w jej rozwoju i umożliwiające właśnie przejście na wyższy poziom. Czyli ludzkość jako stan pośredni w którym kiedyś rozwijali się np Kasjopeanie, zanim rozwój doprowadził ich do „jednej, wspólnej wiedzy i postrzegania wszystkiego” (to moje spojrzenie na zunifikowane formy myślowe). Stąd jakby ta waga dla ludzi – nas(ich kiedyś) jako przystanku przed tym, czym są (my możemy się stać).
    4
    No nie wiem jak określić przeciwstawne działania podejmowane w odrębnych intencjach.
    5
    incognito 😉 Robicie dobrą robotę, dzięki.

    Komentarz - autor: Pablo — 26 Luty 2013 @ 02:35

  27. Oczywiście fizyczna likwidacja ludzkości w tej czasoprzestrzeni nie zniszczy naszych Zunifikowanych Form Myślowych będących w 6 gęstości. Zablokuje jedynie strumień przepływu energii z tego i do tego punktu (Ziemia) i spowoduje otwarcie innego w jakiejś innej rzeczywistości.
    Cyrkulacja energii nie może ulec zatrzymaniu, bo to jej cecha permanentna. Pierwotna Boska Świadomość (energia pozytywna), rzutując siebie (fragmentując) w kolejne coraz niższe poziomy (gęstości), w procesie zejścia fali życia, samoogranicza się aż do nieświadomości (zamyka w materii), tworząc drugi biegun pola doświadczenia (negatyw). Po czym następuje defragmentacja (unifikacja) i powrót (poprzez pole doświadczenia) do Źródła. Ponieważ jest to ciągły proces w pierwotnym cyklu, to każdy poziom już istnieje i może wspomagać lub wykorzystywać innego siebie (zgodnie z wolną wolą) na niższym stopniu rozwoju, co widać na przykładzie choćby Kasiopean (pomaganie). Ale i my w obecnej formie możemy coś zrobić dla zwierząt i roślin o ile zechcemy.
    Pozytyw to dawanie innym, negatyw – gromadzenie. Laura nazwała 4 poziom STS Panami entropii. Gromadzą bowiem oni, odpowiednio dla swoich potrzeb zabarwioną, energię i próbują utrzymać jej dominację. Nie osiągną jednak tego bo nie istnieją w izolowanym układzie, gdzie byłoby to możliwe. Wszechświat jako taki jest zrównoważony (jako całość, ale nie lokalnie) i jest zewnętrzny do ich światów, więc nie mogą ustrzec się jego wpływu. Jeśli zwiększają w jakimś punkcie negatywność (rozprzestrzeniają się) następuje natychmiastowy napływ równoważącej energii o polaryzacji pozytywnej, tworząc różnicę potencjałów. Im jest ona większa tym gwałtowniejsze siły równoważące przepływają między nimi, co w naszym świecie objawiać się może konfliktami, wojnami, masowymi morderstwami, chorobami i innymi objawami dużego niezrównoważenia, aż do upadku cywilizacji włącznie.
    Więc o ile opanują (w zasadzie już panują) naszą czasoprzestrzeń, to będzie to tylko chwilowy sukces ( w kategoriach istnienia wszechświata). Jednak nie sądzę by byli zainteresowani jej całkowitym zniszczeniem, bo skądś muszą brać energię. Raczej zależy im na status quo (utrzymaniu ludzi w niewiedzy) i temu podporządkowują swoje działania. My jednak nie „wypadliśmy sroce spod ogona” i nie jesteśmy całkowicie bezbronni, a oni nie są wszechmogący. Poza tym jak mawiają Kasiopeanie – wszystko to są tylko lekcje:)

    Komentarz - autor: Ram — 26 Luty 2013 @ 20:28

  28. W tym artykule jest mowa o prądzie z wirusów: _http://www.eureknews.pl/index.php/technologie-przyszlosci/1236-prad-z-wirusa.html

    No dobra, jeśli dobrze rozumiem, są to takie zminiaturyzowane konie pociągowe albo woły zaprzęgnięte do kołowrotu. I ciągle wymaga ingerencji z zewnątrz, czyli przyłożenia siły ściskającej.

    A tu mamy kolejny krok: Wykorzystywanie ludzi jako źródła prądu, czyli ludzkie baterie:
    In Japan, The Matrix is now reality as humans are used as living batteries

    [In Japan] electricity will soon become so unaffordable only those who are invested in the daily 2% Nikkei surges will be able to electrify their immediate surroundings.

    So what is Japan’s solution? A quite ingenious one: as Geek.com and ASR both report, Japan’s Fujifilm has created organic printed sheet that harvests energy from body heat, or in other words, converts body heat to electricity. Finally, at least one key part of the Matrix „reality” is now fully operational – the use of human beings as batteries.

    Specifically, Fujifilm Corp. and the National Institute of Advanced Industrial Science and Technology (AIST) have developed a resin sheet that generates electricity, utilizing the temperature difference between human body and the air.

    The power-generating sheet developed by Fujifilm and AIST could be used to provide additional power for portable devices.

    Nie zdziwcie się, kiedy wkrótce ktoś was zaczepi i poprosi o potrzymanie laptopa…

    Komentarz - autor: iza — 27 Luty 2013 @ 23:11


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: