PRACowniA

16 listopada 2012

Konieczność pozbycia się iluzji

Timothy C. Trepanier
Sott.net
24 kwietnia 2012

© unknown

Nic bardziej nie smuci od śmierci iluzji. ~ Arthur Koestler

Naszym największym złudzeniem jest wiara w to, że jesteśmy tacy, za jakich się uważamy. ~H.F. Amiel

Gdybyśmy tylko poznali, czym jest Iluzja, odkrylibyśmy jej przeciwieństwo: Prawdę, a ta nas wyzwoli. ~ Borys Murawiew

Wszyscy doświadczyliśmy rozczarowań. Można śmiało powiedzieć, że każdy człowiek przeżył kiedyś moment, kiedy coś, w co wierzył, okazało się kłamstwem. Początkowy szok związany z odkryciem, że dany światopogląd ma się nijak do rzeczywistości, może przybrać formę od lekkiego rozgoryczenia po uczucie przytłaczającej psychicznej traumy.

Nieważne, jakich rozmiarów było kłamstwo, świadomość życia w nim jest bolesnym przeżyciem, nie tylko od strony psychologicznej, ale i fizycznej. Może przypominać cios pięścią w brzuch, który zabiera dech. A że nasze wyobrażenia o świecie są powiązane z innymi przekonaniami zagnieżdżonymi w mózgu, zniszczenie jednego takiego wyobrażenia często wywołuje lawinę rozpadu wielu innych.

Gdy ktoś staje przed faktami przeczącymi obecnemu systemowi przekonań, ma do wyboru dwa wyjścia. Pierwsze: przejść do stanu negacji i zaprzeczać faktom w celu utrzymania swoich wyobrażeń, a tym samym kontynuowania dotychczasowego życia. Drugie: zaakceptować nowe dane i spróbować zrekonstruować swój wewnętrzny paradygmat czy też mapę rzeczywistości, obejmującą nowy zasób wiedzy, co może oznaczać podanie w wątpliwość wszystkich innych przekonań związanych ze starym modelem.

Drugie wyjście jest trudne o tyle, że wymaga wielkiego wysiłku, aby porzucić dawne uprzedzenia i zaakceptować nową, faktyczną wiedzę. Pierwsze natomiast jest łatwe, ponieważ nie wymaga żadnego wysiłku, bólu, smutku czy przemeblowań w życiu i wartościach. Jest również wygodniejsze, a jako że ludzie zwykle wolą bezpieczeństwo od bólu, pierwsze wyjście jest często wyborem automatycznym.

W momencie, kiedy człowiek staje się świadomy faktów przeczących poglądowi, który uważał za prawdziwy, doświadcza stanu, który psychologowie określają mianem dysonansu poznawczego – to poczucie napięcia i dyskomfortu jest tak na przekór dotychczasowym poglądom, że umysł natychmiast je odrzuca, nawet jeśli fakty są niezaprzeczalne.

To właśnie w momencie doświadczania dysonansu poznawczego (które można porównać do bodźców uruchamiających odruch kolanowy) ma miejsce kluczowa bitwa między prawdą a kłamstwem. Jeśli jest się w stanie skupić świadomość i siłę woli na tyle, by się nie poddać i nie wybrać wygodnej drogi ślepego odrzucenia faktów, oraz świadomie przeżywać negatywne uczucia związane z dysonansem poznawczym, wynik może przynieść wyzwalającą transformację. Ale to trzeba przeżyć, żeby uwierzyć!

Ciekawą rzeczą związaną z naszą tendencją do kurczowego trzymania się starych poglądów, nawet w obliczu twardych faktów świadczących na ich niekorzyść, jest neurochemiczny czynnik nagrody. Badania naukowe wykazały, że doświadczenie dysonansu poznawczego (napięcie i stres wiążące się z poznaniem faktów podważających dotychczasowy sposób postrzeganie świata) wraz z decyzją (moment odruchu kolanowego), by zignorować fakty i zamieść przeciwstawne dowody pod dywan, prowokuje mózg do uwolnienia pewnych substancji chemicznych, przywracając nam błogi stan bezpieczeństwa.

Skoro więc trwanie w iluzji stwarza nam poczucie bezpieczeństwa, szczęścia i wygody, a każdy dowód ją podważający przynosi nam ból, zagubienie i smutek, co może zmotywować nas do świadomego wyboru przejścia przez proces pozbywania się iluzji?

Umiłowanie i pragnienie Prawdy

Człowiek z natury jest ciekawską istotą i w przeważającej mierze chce znać prawdę o wszystkim wokół. To dzięki zamiłowaniu i pragnieniu Prawdy lubimy zagadki i lekturę kryminałów – ponieważ czerpiemy satysfakcję z poznawania nowych rzeczy. Dreszczyk odkrywania, radość przeżywania zdumienia oraz podniecenie związane z odnajdywaniem rozwiązań zawiłych problemów są silnymi czynnikami motywującymi ludzi do poszukiwania nowych i niekonwencjonalnych sposobów myślenia.

Trudność w przyswojeniu nowych informacji pojawia się wtedy, gdy proces odkrywania koliduje z dotychczasowym, zakorzenionym światopoglądem. Jednocześnie nikt nie lubi być okłamywany, wykorzystywany czy wychodzić na durnia. Jeśli więc odkrywamy, że ktoś, komu ufaliśmy, oszukał nas, towarzyszące temu poczucie krzywdy i zdrady może być druzgocące.

Nie, Virginio, Święty Mikołaj NIE istnieje

© unknown

Weźmy przykład Świętego Mikołaja. Nikt nie skrytykuje ani nie skarci przedszkolaka za wiarę w Mikołaja. Zastąpmy dziecko człowiekiem dorosłym, który wierzy w istnienie Mikołaja, a najpewniej zostanie nazwany pomyleńcem.

Wiele dzieci może pamiętać jak zranione się czuły, gdy dowiedziały się, że Świętego Mikołaja nie ma – to uczucie zdrady, której dopuściły się wszystkie bliskie osoby, poświęcając tyle czasu i wysiłku w każdą Gwiazdkę, byleby podtrzymać iluzję o magicznym panu w czerwonym kostiumie, który przemierza świat w saniach ciągniętych przez latające renifery, dostarczając prezenty wszystkim dzieciom w ciągu jednej nocy. Nawet telewizja, gazety i radio są w to zamieszane!

Obrońcy tej postawy powiedzą, że to niegroźne kłamstewko było warte wszelkich ewentualnych negatywnych śladów pozostawionych w psychice, ponieważ małe dzieci mogły uwierzyć w czary, choćby tylko na krótko. Ale co tak naprawdę wynoszą z tego dzieci? W trudny i bolesny sposób dowiadują się, że na świecie nie ma czarów, a ludziom, którzy podobno mają być dla nich przykładem, nie można ufać.

A teraz zadajcie sobie pytanie, już jako dorośli, czy wolicie wierzyć w kłamstwa i bajki, czy raczej wolelibyście znać prawdę? Gdzieś głęboko, większość z nas zapewne cieszy się, że zna prawdę o Świętym Mikołaju, nawet jeśli początkowo przyniosło nam to pewną dozę smutku i bólu. W naszych oczach Święta polegają teraz na dawaniu i dzieleniu się (oraz ciężkiej pracy, która to umożliwi), a nie na egocentrycznym oczekiwaniu na spełnienie każdego życzenia bez żadnego wysiłku. Nasze uznanie dla tego święta jest głębsze i bogatsze, a my sami większą satysfakcję czerpiemy z dawania niż z brania (a przynajmniej powinniśmy). Oto cały sens rozczarowania: nieważne, jak przykre wydaje się w pierwszym momencie, prowadzi nas ono do prawdy. Dzięki niemu jesteśmy mądrzejsi i mamy większą i głębszą satysfakcję. Pomaga nam wydorośleć, przybliżając nas do bycia wolnymi ludźmi.

Wiara w różne iluzje jest rodzajem niewoli, trzymającej nas z dala od prawdziwego świata – i od siebie nawzajem.

Ciekawe i trafne jest porównanie ludzkiego układu nerwowego do swoistego komputera. Każdy z nas urodził się z podstawowym systemem operacyjnym, zarządzającym pracą serca, trawieniem, oddychaniem, itd. Dalej, zależnie od okoliczności towarzyszących naszym narodzinom i dorastaniu, instaluje się u nas jakieś oprogramowanie, a jest ich tyle, ilu ludzi na świecie. W niektórych przypadkach mogą pojawić się konflikty w oprogramowaniu, wirusy, czy nawet brak zgodności z systemem.

Oznacza to, że światopogląd naszych rodziców staje się naszym własnym, czy to w sferze religii, polityki, pozycji społeczno-ekonomicznej, czy też wyboru ulubionej drużyny sportowej. Naszą tożsamość narodową kształtuje miejsce urodzenia. Wszystkie nasze upodobania i antypatie, pragnienia i uprzedzenia, przesądy i przekonania są nam wpajane przez rodzinę, rówieśników, oświatę, media i społeczeństwo. Praktycznie rzecz biorąc, jesteśmy produktem rzutu geograficzną kością. Cały horyzont naszego umysłu jest skutkiem działania zewnętrznych sił. Mało która myśl jest prawdziwie unikatowa i pochodząca od nas.

Weźmy dla przykładu parę adoptowanych bliźniaków. Jedno dziecko wychowuje się w amerykańskiej rodzinie fundamentalistycznych chrześcijan. Drugie wychowuje rodzina muzułmańskich fundamentalistów w Iraku. Kiedy kończą 21 lat, zaciągają się do wojska swojego kraju i któregoś dnia idą na wojnę i stają naprzeciwko siebie jako ideologiczni wrogowie; obaj gotowi zabić się nawzajem, obaj traktujący drugiego jako dzikusa i coś gorszego od człowieka.

Co innego mogło podzielić tych bliźniaków, jeśli nie oprogramowanie instalowane w ich mózgach w trakcie dorastania? Wychowani razem, u którejkolwiek rodziny, mieliby szansę na wzajemną miłość, zrozumienie i wsparcie. Przy czym o żadnej z tych rodzin nie można powiedzieć, że „ma rację” i posiadła „Prawdę”, ponieważ one również są wytworami rodzinnego, społecznego i narodowego programowania.

W ten sposób nasze programowanie, nasze iluzoryczne systemy przekonań utrzymują nas w niewoli i w konflikcie z innymi ludźmi. Tylko kierując się silnym pragnieniem prawdy, konfrontując zaszczepione w nas przekonania i świadomie cierpiąc z powodu utraty złudzeń, mamy jakąkolwiek szansę na uwolnienie się od kłamstw narzucających nam rozdźwięk i destrukcję.

Obiektywna rzeczywistość

Świat jest jakiś, nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Prawda istnieje, ale być może lepszym dla niej określeniem jest obiektywna rzeczywistość. Wszystko się zdarza. Jest przyczyna i jest skutek. Pewne rzeczy dzieją się niezauważenie i mogą czasem powodować widoczne skutki. I odwrotnie, zauważalne rzeczy mogą powodować niewidoczne skutki. Filozofowie, fizycy, teolodzy i zwykli ludzie rozmyślają i sprzeczają się o przyczynowość i losowość od początku ludzkich dziejów. Musimy gruntownie zrozumieć i wbić sobie do głowy, że zjawiska dają się zaobserwować jedynie w zakresie wyznaczonym fizycznymi ograniczeniami obserwatora, zaś te ograniczenia mogą obejmować jego silną tendencję do rozumienia postrzeganych zjawisk w jakiś specyficzny sposób, oparty na przekonaniach zaszczepionych mu przez społeczno-kulturowe programowanie.

© unknown

Człowiek posiada pięć podstawowych zmysłów: wzrok, słuch, węch, smak i dotyk. Choć czułe na bodźce, są one ograniczone do pewnego jedynie zakresu; nie są w stanie objąć całego obrazu. Pewne fale świetlne są poza zasięgiem ludzkiego oka, podobnie jak niektóre dźwięki są niesłyszalne dla ucha. Badania wykazały, że nawet te podstawowe zmysły można zaprogramować!

Biorąc pod uwagę bardzo wąski zakres poznawczy naszych zmysłów w stosunku do zjawisk potwierdzanych przez instrumenty naukowe, można śmiało stwierdzić, że ludzie w istocie nie znają obiektywnej rzeczywistości! Ona jednak istnieje, a im więcej z niej jesteśmy w stanie zobaczyć, tym lepiej jesteśmy przygotowani, żeby świadomie – i pozycji nieco bardziej wolnego uczestnika – reagować na to, co JEST. Dzięki praktyce i analizie informacji z różnych perspektyw możemy dostroić umysł do bardziej obiektywnego postrzegania rzeczywistości, a to już gra warta świeczki.

Wyobraźcie sobie taki scenariusz: Środek nocy, samochód zjeżdża z drogi i uderza w drzewo. Ginie kierowca –jedyna osoba w samochodzie. Zdarzenie to można by wyjaśniać na wiele sposobów, ale skoro jedyny świadek zginął, nie mamy 100% pewności, co dokładnie się stało i dlaczego.

Możemy spekulować, że winny był alkohol, zmęczenie lub stan zdrowia; że kierowca gwałtownie skręcił, by ominąć jakieś zwierzę, albo też wjechał na śliską nawierzchnię – i tak dalej.

Eksperci przybywający na miejsce zdarzenia w celu ocenienie sytuacji składają wszystkie możliwe dowody mogące pomóc w wyjaśnieniu  wypadku. Dzięki swojej wiedzy i zbadaniu pozostawionych śladów są oni w stanie w miarę rozsądnie określić możliwą przyczynę zdarzenia, jednak i wówczas wnioski pozostają domysłem o pewnym stopniu prawdopodobieństwa, ponieważ eksperci nie posiadają pełnej wiedzy. Gdyby nawet w organizmie kierowcy wykryto alkohol, wcale nie musiał on być przyczyną wypadku, mógł on być spowodowany awarią samochodu lub odbiciem w bok w celu uniknięcia zderzenia ze zwierzęciem.

Obiektywna rzeczywistość tego wypadku – to, co się naprawdę wydarzyło – pozostanie na zawsze nieznana; podobnie i my musimy zaakceptować ten fakt w odniesieniu do naszej wiedzy o rzeczywistości. Jednak im więcej zebranych informacji, tym większe prawdopodobieństwo poprawnej interpretacji, przy czym zawsze należy pamiętać, że hipotezy nie są pewnikami, stąd nie powinny być brane za prawdę. Poszukiwanie prawdy oznacza zaakceptowanie prawdopodobieństwa, przybliżeń, i pozostawanie otwartym na nowe dane.

Problem dostrajania się do obiektywnej rzeczywistości robi się większy, gdy bierzemy pod uwagę oprogramowanie wgrane w naszym mózgu, pełniące rolę filtra czy zniekształconych soczewek, przez które widzimy świat. Nasze poglądy i życiowe doświadczenia mogą zmieniać sposób interpretacji codziennych zdarzeń sprawiając, że reagujemy w sposób, którego nie jesteśmy nawet świadomi i bardzo często reakcje te mogą krzywdzić nas samych lub osoby, które kochamy. To, czego nie wiemy o swoim umyśle i o świecie, może nas zranić!

Weźmy z kolei przykład rudej kierowniczki, której właśnie przydzielono grupkę pracowników biura. Jedna z tych osób miała w liceum wredną rudą wuefistkę, która poniżała ją przy innych uczniach. Trenerka innej pracownicy była życzliwym rudzielcem i pomogła jej rozwinąć sportowe pasje, które utrzymały się do dziś. Pierwsza z kobiet odebrała nową kierowniczkę bardzo negatywnie, druga – pozytywnie. Żadna z nich nie wie świadomie, skąd wzięły się tak silne uczucia względem nowej szefowej, jednak będzie to miało ogromny wpływ na ich relacje z przełożoną, ich wydajność oraz satysfakcję z wykonywanej pracy.

Nasz umysł robi to cały czas. Każdego dnia, w każdej minucie przeżywamy świat odbierany przez zniekształcone soczewki wpojonych przekonań i minionych doświadczeń, podczas gdy obiektywna rzeczywistość i prawda pozostają w wielkim stopniu nieuchwytne.

Oczywiście problem ten pozostaje problemem, dopóki nie jesteśmy go świadomi. Kiedy poznamy sposób działania umysłu, będziemy mogli świadomie dążyć do widzenia rzeczy takimi, jakie są, gromadzić fakty, stosować ten wgląd do wszystkiego, czego się nauczyliśmy i czego doświadczyliśmy, oceniać rzeczywistość w oparciu o wiele czynników i – co najważniejsze – dzielić się zdobytą tak wiedzą z innymi. Bowiem dzieląc się naszymi własnymi, unikatowymi punktami widzenia oraz prawdziwie słuchając równie unikatowych obserwacji innych, jesteśmy w stanie poszerzyć swoje horyzonty i przybliżyć się do zrozumienia obiektywnej rzeczywistości każdego wydarzenia i sytuacji.

Pamiętacie indyjską bajkę o ślepcach i słoniu?

© unknown

„Sześciu ślepców miało sprawdzić, jak wygląda słoń, dotykając każdy innej części ciała zwierzęcia. Ślepiec, który dotknął nogi, oznajmił, że słoń jest jak pień drzewa; drugi, dotykając ogona powiedział, że jest jak lina; ten, który dotknął trąby, stwierdził, że przypomina węża; dla innego, który dotknął ucha zwierzęcia, wydał się wachlarzem; jeszcze inny, dotykając boku, określił słonia jako ścianę; i wreszcie szósty ze ślepców, który dotknął kła, powiedział, że jest jak oszczep”.

Każdy ze ślepców doświadcza własnej, subiektywnej rzeczywistości słonia, jednak dzieląc się informacjami, razem mogą zbliżyć się do poznania obiektywnej rzeczywistości zwierzęcia. Nie zawsze możesz samemu zobaczyć coś w pełni, ale dysponując dodatkowymi danymi od innych ludzi, możesz stworzyć dużo lepszą jej „mapę”.

Siedem głównych iluzji naszych czasów

Skoro już lepiej rozumiemy, jak system przekonań i minione przeżycia mogą koloryzować lub całkowicie zaburzać naszą interpretację świata, skoro wiemy, że dokładnie ocenić rzeczywistość możemy tylko w kategoriach prawdopodobieństwa w oparciu o sprawdzone dane, i skoro wiemy, że dzielenie się danymi z innymi zbliża nas do zrozumienia obiektywnej rzeczywistości, możemy przejść do głównej i najważniejszej części tego eseju – do konieczności świadomego pozbycia się iluzji.

© unknown

Jeśli pragniemy poznać prawdę o naszym świecie, musimy dobrowolnie przyjąć związane z tym cierpienie. Konieczne jest, abyśmy byli w stanie patrzeć na fakty, jakimi są, mieć je na uwadze, niezależnie od tego, jak nieprzyjemne czy bolesne mogą się okazać, uświadomić sobie konsekwencje ich prawdziwości i – w niektórych przypadkach – dokonać odpowiednich zmian w swoim życiu.

Proces pozbywania się iluzji jako lekarstwo na subiektywizm oraz pragnienie prawdy jest formą świadomego cierpienia. Wkraczamy na tę drogę z własnej woli – wiedząc, że wynik tego procesu wart będzie tymczasowego bólu i smutku, ponieważ prawda, i tylko prawda, wyzwoli nas od ograniczeń nakładanych na nas od chwili narodzin i bez naszej zgody.

Poniżej przedstawię siedem bodaj największych złudzeń towarzyszących większości ludzi na świecie. Lista ta powstała w efekcie lat pracy, badań i wymiany zdań z wieloma osobami, nie jest więc ona stworzona w oparciu o iluzje hołubione przez pojedynczą osobę lub nieliczną grupkę osób. Nawet jeśli czytelnik zgodzi się z jednym czy dwoma jej elementami, prawdopodobnie znajdzie się też na niej coś, co okaże się przysłowiową solą w oku. Będzie tak dlatego, że pewne elementy listy stoją w opozycji do społeczno-kulturowego programowania, które czytelnicy przyjęli za własny system przekonań, decydujących o tym, co jest w ich oczach prawdziwe, a co nie.

Możecie skrytykować niektóre z poniższych poglądów, co jest zrozumiałe. Możecie doświadczyć nagłej awersji do kilku prezentowanych tu iluzji, kiedy głos w waszej głowie wykrzyknie „to niedorzeczność, absurd, bluźnierstwo!” To również jest w porządku, gdyż stanowi część procesu. Pamiętajcie: Nic za nic. Zawsze miejcie na uwadze to, że powszechne systemy przekonań zazwyczaj tworzone są przez klasę rządzącą dla JEJ dobra, nie waszego. Pamiętajcie, że ci na samej górze zawsze będą promować to, co utrzyma ich na szczycie.

Cierpienie pomaga nam w rozwoju – w ten sposób uczymy się swoich lekcji i zyskujemy mądrość. Musimy się potknąć i upaść, zanim nauczymy się chodzić i biegać. Musimy próbować ze wszystkich sił i upadać, zanim nam się uda. Musimy poznać ból odrzucenia, złamanego serca i zdrady, zanim nauczymy się, jak się naprawdę kocha.

Proponuję prosty eksperyment, który możecie po cichu przeprowadzić czytając poniższą listę: Jakakolwiek będzie wasza pierwsza reakcja na tych siedem punktów, spróbujcie ich z miejsca nie odrzucać. Postarajcie się przeciwstawić tendencji do wynajdywania argumentów przeciwko nim. Ta automatyczna reakcja, skądinąd normalna, jest wynikiem zakorzenionych w nas przekonań, stojąca na drodze możliwości rozwoju. Przyzwyczajenia nie lubią zmian i będą zażarcie walczyć w obronie dotychczasowego stanu rzeczy.

Proszę o to, żebyście przy poszczególnych elementach listy choćby przez parę chwil pobyli z myślą, że jest to prawda. Zwróćcie uwagę na swój wewnętrzny stan w trakcie wykonywania eksperymentu. Co czujecie? Jakie rodzą się w was pytania? Czy gdyby te stwierdzenia okazały się prawdziwe, wpłynęłoby to jakoś na wasze życie? Jak wiele innych waszych poglądów na świat jest z tym powiązanych i co jeszcze musielibyście zmienić, aby to zaakceptować? I w końcu – co byście z tym zrobili? Zastanówcie się nad tym, poszukajcie informacji na ten temat i wyciągnijcie własne wnioski.

Zaczynamy…

1) Iluzja wolnej woli

© unknown

Z tym stwierdzeniem trudno się zgodzić większości ludziom, ponieważ wydaje się ono przeczyć doświadczeniom codzienności. Każdego dnia wszyscy dokonujemy tysięcy z pozoru nieszkodliwych wyborów, przekonani, że to my decydujemy i to całkiem swobodnie. W pewien sposób to prawda, trzeba jednak pamiętać, że nasze wybory są wynikiem środowiskowego programowania, przez co mają ograniczony zakres „dopuszczalnych” opcji. Dodajmy do tego omówioną wcześniej kwestię programowania mózgu w zależności od położenia geograficznego i wpływu otoczenia na to, dlaczego i co wybieramy, a otrzymamy niezbyt różowy obrazek „wolnej woli”.

W tym kontekście pomocny jest przykład niewypełnionego postanowienia noworocznego. Chyba każdy powziął kiedyś decyzję o jakiejś zmianie w życiu, która stanowcza na początku, nie powstrzymała nas od kontynuowania nawyku, jaki chcieliśmy zmienić. Dzieje się tak, ponieważ w naszym mózgu istnieje wiele różnych programów, każdy sterowany inną motywacją. W zależności od tego, jaki program jest w danej chwili aktywny, podejmowane przez nas wybory mogą się różnić. Na program, który „wybiera” rozpoczęcie nowej diety, albo na taki, wedle którego Nowy Rok to dobry czas na podejmowanie pozytywnych życiowych decyzji, wpływa opinia społeczeństwa. Takie postanowienie jest więc przez nas dobrze odbierane w chwili jego podejmowania. Jednak później, gdy noworoczny nastrój przycichnie, inne programy mogą przejąć inicjatywę, jak np. „Harowałem cały dzień i zasługuję na kubełek lodów z ciasteczkami Oreo”; albo: „Ostatnio miałem taką stresów, że POTRZEBUJĘ czegoś dla siebie!”; czy: „Dziś moja czterdziestka i mogę zjeść te 3 kawałki tortu!” Rzecz jasna, jeśli różnorakie tego typu programy będą się z czasem uaktywniać, nasze postanowienie z początku roku zacznie słabnąć. Każdy z tych programów posiada własną argumentację i w momencie pojawienia się wymaganych bodźców zewnętrznych może przejąć kontrolę nad naszym systemem operacyjnym. Można by nawet powiedzieć, że owe zapętlone programy, te małe systemy wierzeń, są odrębnymi „osobowościami” albo częściami nas samych. Jedno „ja” postanawia zdrowo się odżywiać cały rok, ponieważ w tym momencie taka decyzja wydaje się dobra; zaś dla drugiego „ja” normalną rzeczą jest nagradzać się jedzeniem – i to również jest przyjemne! Trzecie „ja” nauczyło się od rodziny i otoczenia, że jedzenie jest pocieszycielem: „Zjedz trochę, dobrze ci to zrobi…” Czwarte „ja” ubolewa nad posuwającym się wiekiem i wie, że dodatkowy kawałek tortu rozpali neurony dobrego samopoczucia oraz pomoże zapomnieć o upływającym życiu i ulotności sukcesu.

Nasz umysł dosłownie nie należy do nas, tworzą go bowiem niezliczone pragnienia i motywacje, z których każde drze się, żeby zostało usłyszane, dążąc do przejęcia kontroli przy każdej nadarzającej się okazji. Wobec tej litanii współzawodniczących pragnień i zaprogramowanych przekonań mówiących, co nam wolno myśleć i robić, nietrudno dojść do wniosku, że w istocie nie jesteśmy wolni. W rzeczywistości jesteśmy maszynami, zaledwie reagującymi na bodźce, nie działającymi przy tym z prawdziwego centrum grawitacji.

Zanim odrzucicie tę hipotezę, spróbujcie posiedzieć przez chwilę ze świadomością braku wolności, że jesteście maszynami zaledwie reagującymi na otoczenie, niczym zaprogramowane automaty. Jak się z tym czujecie? Czy gotowi jesteście pogodzić się z możliwością bycia więźniami swoich przekonań i z tym, że nasz umysł nie należy do nas ani nie ma kontroli nad decyzjami, które z pozoru podejmujemy świadomie? A jeśli to prawda, co moglibyście w tej kwestii zrobić?

Stosowniej byłoby powiedzieć, że wolną wolę można nabyć z czasem dzięki świadomości, dyscyplinie, pilności, determinacji, wnikliwości, sile oraz wiedzy. Kiedy uświadomimy sobie fakt zniewolenia naszego umysłu przez dołączone programy i obecność rywalizujących osobowości, wówczas będziemy mogli dążyć do wzmocnienia woli, aby nasze wybory były w pełni wolne i oparte na zrozumieniu obiektywnej rzeczywistości.

2) Iluzja, że „każdy jest z natury dobry”

© unknown

Niektórzy po prostu rodzą się źli do szpiku kości i nikt nie może nic na to poradzić. Nazywa się ich psychopatami i szacuje się, że mogą stanowić co najmniej 1% światowej populacji, przy czym niektórzy badacze skłaniają się ku większemu odsetkowi, sięgającemu nawet 15%. Oznacza to, że na każdych od 7 do 100  spotkanych osób przypada przeciętnie jeden rasowy psychopata. Przemyślcie to. Jeśli spotkacie 100 osób, istnieje szansa, że wśród nich będzie przynajmniej jeden psychopata. Przy drugim scenariuszu, spośród spotkanych 7 osób jedna z nich może być psychopatą. To przerażające szacunki.

Iluzja, że „w każdym człowieku jest trochę dobra”, znajduje poklask u wielu niepoprawnych optymistów, naiwnych wyznawców New Age, czy prostodusznych religijnych osób, których tendencja do współczucia i wybaczania może sprowadzić katastrofę tak na nich, jak i na tych, których kochają. Wierzą oni, że psychopaci są tylko niedopasowanymi, niezrozumianymi ludźmi o złym dzieciństwie, których można uleczyć miłością, terapią albo, w najgorszym wypadku, czasowym pobytem w więzieniu, by „nauczyli się swojej lekcji”. Nic nie jest dalsze od prawdy.

W przeciwieństwie do obrazu obłąkanych potworów i seryjnych morderców, utrwalonego w kulturze masowej, ci z pozoru poważani “ludzie” dobrze wiedzą o swoim wyjątkowym charakterze, świadomie używając go, by żerować na innych. Opisuje się ich jako charyzmatycznych, czarujących, pewnych siebie, wygadanych, powierzchownych, aroganckich, dogmatycznych, dominujących i zarozumiałych, niemniej mogą oni grać role budzących litość, uciskanych, nieszczęsnych i bezbronnych podrzutków. Psychopaci są patologicznymi kłamcami, przez co ich relacje z innymi cechuje manipulacja i wyzysk, osiągane dzięki jawnej lub skrytej dominacji. Takimi się urodzili i takimi umrą, i nieważne jak wielkie próby zrozumienia i wpłynięcia na ich zachowanie podejmiemy – one niczego nie zmienią.

Za brak sumienia u tych społecznych drapieżników odpowiada prawdopodobna anomalia genetyczna. Nie potrafią oni odczuwać współczucia ani empatii dla innych. Szybko uczą się opartych na sumieniu społecznych konwencji, traktując je jako słabość, i wykorzystują naszą zdolność do emocjonalnych reakcji przeciwko nam, zdradzając gadzią żądzę władzy i kontroli.

Nauczyli się również rozpoznawać osobników swojego “gatunku” i korzystać z braku sumienia do kłamania, oszukiwania, kradzieży, manipulacji, zdrady i zastraszania celem zdobycia wysokich stanowisk w wielu organizacjach i instytucjach. Można bez obaw stwierdzić, że zdecydowana większość osób na szczytach władzy politycznej, religijnej, w edukacji, służbie zdrowia, wojsku, mediach i korporacjach to psychopaci. To smutny i nieunikniony element dzisiejszego świata, którym można wyjaśnić większość globalnych problemów, takich jak wojna, ucisk, ubóstwo, wyzysk i głód.

Jak się z tym czujecie? Czy znacie lub poznaliście kiedyś kogoś, kto nigdy nie wyciąga wniosków ze swoich błędów, kto wydaje się czerpać zadowolenie z cierpienia zwierząt i ludzi? Czy kiedykolwiek zetknęliście się z kimś, kto kłamał na każdym kroku, usiłował rozmyślnie podkopać wykonaną przez was pracę lub uczucia, kto dosłownie zrobiłby wszystko dla własnej korzyści, nawet kosztem innych i bez najmniejszego żalu?

Akceptując na chwilę myśl, że psychopaci istnieją i zajmują kluczowe stanowiska w naszym społeczeństwie, co byście z tym zrobili? Na ile zmieniłoby to wasz odbiór słów i działań tak zwanych przywódców, którzy mówią o pokoju, jednocześnie prowadząc wojny? Jakie inne wasze  przekonania na temat ludzkości podważy ta chwilowo zaakceptowana myśl? A co powiedzieć o twórcach hasła „wszyscy ludzie rodzą się równi”? Zaledwie kilka godzin poszukiwań w internecie może dosłownie uchronić was przed życiem w bólu, a nawet utratą życia, jeśli nie waszego, to osób, które kochacie. Zakładając, że w przeciwieństwie do psychopatów wy potraficie kochać przynajmniej jedną osobę poza sobą samym.

3) Iluzja demokracji

© unknown

To złudzenie ciężkiego kalibru, a związane jest z poprzednim. Na Zachodzie, już od chwili jego narodzin, powyższe kłamstwo nieustannie powtarzane jest przez naszych rodziców, nauczycieli, rówieśników, instytucje rządowe i media. Kłamstwo to jest tak powszechne i zakorzenione, że kwestionowanie go wydaje się absurdem. Niestety prawda jest taka, że realna demokracja nigdy nie istniała, ale sprzedawana jest jako ideologia przez jednostki u władzy, aby utrzymywać masy w niewoli pod pozorem bycia wolnymi. Podobnie jak mentalne więzienie z niewidzialnymi kratami, iluzja wyboru przywódcy państwa jest zaplanowana od początku do końca. Dla władzy realnej wynik wyborów nigdy nie jest niespodzianką, posunie się bowiem do wszystkiego dla zachowania kontroli.

Niczym igrzyska w starożytnym Rzymie, te pseudo-wybory co cztery lata są pozorowane, by wciągnąć społeczeństwo i utrwalić w masach przekonanie, że ich głosy mają znaczenie. Mecze są ustawione – zawsze były. Co to za wolność, kiedy możesz wybrać jedną ze stron tego samego medalu – psychopatów u władzy propagujących taką czy inną ideologię. To jak dać osobie umierającej z odwodnienia wybór pomiędzy colą a pepsi, w ogóle nie uwzględniając wody. I podobnie jak te sztuczne, słodkie napoje gazowane, sztuczny wybór w polityce jest równie toksyczny.

Rzeczywistość jest taka, że nie liczy się, kto stoi na czele rywalizujących ze sobą partii. Sam fakt, że dotarli do finałów, oznacza, że od dawna są opłacani przez ponadnarodowy, korporacyjny kompleks militarno-przemysłowy, który ma środki i władzę sprawiające, że jego interesy są interesami kandydatów obu stron politycznego spektrum. Czy to demokraci, czy republikanie, konserwatyści czy liberałowie, socjaliści czy nacjonaliści, możecie się założyć, że ci na samym szczycie swojej partii już na długo wcześniej zostali zweryfikowani i zaakceptowani przez ich korporacyjnych zwierzchników. A skoro psychopaci pozbawieni są empatii, co wykorzystują na wszelkie sposoby w celu zdobycia władzy, bardzo prawdopodobne, że ktokolwiek znajdzie się na liście wyborczej, nie będzie kierował się naszym dobrem. Nieważne jakie masz przekonanie, wiedz, że głosowanie to strata czasu i energii. Nic się nie zmieni, wszystko pozostanie po staremu.

A teraz, zanim wasz umysł zdąży wymyślić milion powodów, by temu zaprzeczyć, spróbujcie potraktować tę myśl jako coś prawdziwego. Co, jeśli wasz głos zawsze był bez znaczenia? Co, jeśli wszystkie te debaty i rozgardiasz związane z wyborami były podstępem wymierzonym w utrzymanie was w uśpieniu? Co wy na to? Ile czasu spędziliście kłócąc się ze znajomymi i sąsiadami o te czy inne hasła wyborcze kandydatów? Jak ta wiedza wpłynie na wasze poglądy o kandydatach? A co zrobicie przy następnych wyborach? Co można zrobić w tej kwestii? Jakie są opcje?

4) Iluzja o 9/11

© unknown

Oficjalna wersja o 9/11 to mit. Traumatyczne wydarzenia z 11 września 2001 roku były zaplanowane, sfinansowane i przeprowadzone przez kręgi amerykańskich i izraelskich tajnych służb, być może przy pełnej wiedzy, przyzwoleniu i współudziale ówczesnej rządzącej elity politycznej. Ten fakt jest bezdyskusyjny, co potwierdzi szczegółowe zbadanie dostępnych materiałów.

Boeingi 757 nie znikają w 55-metrowych dziurach bez śladu wraku. Płonące budynki nie walą się jak domek z kart w ciągu sekund i to z precyzją wymagającą użycia podłożonych wcześniej ładunków wybuchowych lub innej, zaawansowanej technologii. Pomysł, że 19 rzekomych porywaczy o niemal zerowym doświadczeniu lotniczym i uzbrojonych wyłącznie w noże do papieru zdołało zinfiltrować i przechytrzyć największy, najsilniejszy i najbardziej zaawansowany system obrony na świecie, to śmiechu warty absurd.

Miejsce oficjalnej teorii spiskowej o zamachach, stworzonej przez rząd amerykański, a wspieranej przez mass media, jest w książkach z bajkami o Świętym Mikołaju, Króliczku Wielkanocnym i Zębowej Wróżce. Mimo to ludzie nadal wolą propagandę od oczywistych faktów. Ta iluzja wydaje się oczywista. Krótkie poszukiwania i umiejętność obiektywnej, pozbawionej emocji analizy danych zwykle wystarczą, by ją całkowicie rozwiać. „Bez emocji” jest tu czymś kluczowym, a jeśli chodzi o 9/11 bardzo trudno uciec od emocjonalnego programu, jaki wam zainstalowano dni i tygodnie po zamachach poprzez celowe i przebiegłe zagrywki psychologiczne, dobrze znane naukowcom. Innymi słowy, jeśli wierzycie w teorię spiskową rządu amerykańskiego o 9/11, poddano was transmarginalnemu hamowaniu [pl], używając terminologii Iwana Pawłowa.

Zakorzeniona w naszym umyśle i połączoną z innymi podobnymi przekonaniami, ta iluzja jest niestety jedną z najtrudniejszych i najboleśniejszych do pokonania. Jak to świadczy o kraju, z którego jesteśmy tak dumni, o instytucjach i wartościach, które tak bardzo cenimy, jeśli nasi przywódcy świadomie i celowo mordują własnych obywateli w wyścigu o jakąś hegemonię? Jak wiele innych przekonań musiałoby runąć, gdybyśmy zaakceptowali taką rzeczywistość? Wasz rząd nie tylko was okłamuje, okrada, manipuluje i kontroluje – ceni was tak nisko, że bez wahania posunąłby się do zamordowania was, jeśli tylko miałby z tego korzyść. Jak się z tym czujecie? Może odczuwacie już trochę złości? Wy, wasza rodzina, przyjaciele, współpracownicy i współobywatele nic dla nich nie znaczycie. My – masy – istniejemy wyłącznie jako statystyki i udogodnienie lub przeszkoda dla ich zamierzeń. Jesteśmy workami mięsa, które porzuca się, gdy już nie ma z nich pożytku. Taka jest rzeczywistość.

A skoro już poznaliście prawdę, co z tym zamierzacie zrobić?

5) Iluzja zdrowego odżywiania

© unknown

Większość tego, co powiedzą wam eksperci na temat „zdrowej diety”, jest nieprawdą – i jest ku temu dobry powód: nasi psychopatyczni przywódcy nie chcą, byśmy byli zdrowi, ponieważ łatwiej im nas kontrolować, kiedy jesteśmy chorzy i trudno nam jasno myśleć. Chcą też wyciągnąć od nas wszystkie pieniądze sprzedając nam leki, które prędzej nas zabiją niż wyleczą.

Co do diety, prawda jest taka, że idealnym paliwem dla ludzkiego ciała są nasycone tłuszcze zwierzęce. Spożywanie ich pomaga schudnąć, zdrowo spać oraz myśleć i działać lepiej. Ekologiczna wieprzowina, wołowina, jagnięcina, drób i ryby – im tłustsze, tym lepsze – powinny wchodzić w skład każdego posiłku. Cholesterol i sól są dobroczynne i niezbędne dla zachowania optymalnego zdrowia. Idealną dietę stanowi 70% nasyconych tłuszczów i 30% białek, z ograniczeniem dziennego spożycia węglowodanów do maksymalnie 70 gramów.

Warzywa zawierają lektyny i inne antybiogeny; gluten (białko roślinne), kazeina (białko mleka), produkty sojowe i rafinowany biały cukier – wszystko to jest toksyczne dla ludzkiego organizmu. Oznacza to, że chleby, makarony, sosy, produkty zbożowe, jogurty, sery, lody, cukierki, czekolady i reszta przetworzonej żywności dosłownie sprawia, że chorujemy, tyjemy, mamy cukrzycę, zapalenia, do tego skracając nasze życie i obniżając jego jakość.

Zanim z miejsca odrzucicie te stwierdzenia, poobserwujcie przez chwilę, jak na was wpływają. Co mówią o tych wszystkich medycznych ekspertach, promujących niskotłuszczowy styl życia dla dobrego zdrowia? Gdyby powyższa hipoteza okazała się prawdziwa, nie bylibyście źli na nich za okłamywanie was przez tak długi czas? Jakie inne przekonania związane z dietą i zdrowiem musiałaby ulec zmianie, abyście mogli zaakceptować tę hipotezę?

Zajrzyjcie do lodówki i szafek kuchennych. Co musielibyście wyrzucić, jeśli powyższe stwierdzenia były prawdziwe? Co należałoby zmienić dla dobra waszego i waszej rodziny, gdyby wszystko, co wiedzieliście na temat odżywiania, okazało się przeciwieństwem prawdziwej zdrowej diety? Czy zechcecie cierpieć z powodu utraty tej iluzji na rzecz poznania prawdy o zdrowym odżywianiu? Kilka godzin internetowych poszukiwań dowodów na powyższe stwierdzenia może dosłownie uratować wasze życie, życie i zdrowie tych, których kochacie – możliwe, że i waszych dzieci – i być przyczynkiem do odnowy ekosystemu naszej planety. Czy kochacie ich na tyle, by wysilić się i dotrzeć do prawdy w tej kwestii?

6) Iluzja o linearności czasu

© unknown

Nie istnieje początek ani koniec. Wszechświat nie powstał nagle z niczego, ani też gwałtownie się nie skończy. Życie nie zaczyna się wraz z narodzinami ani nie kończy się z chwilą śmierci. Wszystko przebiega cyklicznie, powtarzając się w nieskończonych kombinacjach i wariantach – przez całą wieczność. Rodzimy się, umieramy, rodzimy, umieramy, rodzimy, umieramy… i tak w kółko.

Cykl ludzkiego życia pełen jest lekcji do nauczenia. Będziemy powtarzać ten schemat, aż nauczymy się wszystkich lekcji, a wtedy być może czekać nas będą następne. Wszechświat jest idealną szkołą, zapewniając wszelkie środki do naszego rozwoju jak długo trzeba. Ta prawda znana była i przekazywana przez mistyków, proroków, filozofów i szamanów przez tysiąclecia.

Ta prawda została także wypaczona i przeinaczona przez mainstreamową naukę i religię celem utrzymania ludzkości w kajdanach materialnego świata albo też obietnicy raju. Naukowcy powiedzą nam, że wszechświat rozpoczął się „Wielkim Wybuchem”; wszystko wyłoniło się z pustki. Duchowni każą nam wierzyć, że wszechświat stworzyło „słowo” Boga: i tu wszystko wyłoniło się z pustki. Możemy tylko zgadywać, co robił Bóg przed wypowiedzeniem „słowa” i jak długo to robił.

Chodzi o to, że zarówno poglądy kreacjonistów, jak i materialistów/ewolucjonistów są różnymi wersjami tej samej iluzji mówiącej, że wszystko zaczęło się w pewnym momencie, w odległej przeszłości i z niczego. I tak jak fałszywa dychotomia prawicy/lewicy w polityce, tak i mainstreamowa nauka i religia to dwie strony tego samego, iluzorycznego medalu. Żadne nie oferuje właściwego wyjaśnienia rzeczywistości, w której żyjemy. Zauważcie, że obie wersje tego światopoglądu – Big Bang i Boża Kreacja – wymagają, abyście bezkrytycznie uwierzyli w nie, wbrew waszym własnym obserwacjom dotyczącym cykliczności życia.

Świadomość we wszystkich swoich formach i manifestacjach jest siłą życiową natury. Jest naszym –  i całego wszechświata – raison d’etre. Świadomość przejawia się poprzez fizyczną egzystencję wszystkiego: od najmniejszych cząstek po ludzki mózg. Ewolucja jest produktem ubocznym świadomości – nie na odwrót.

Niezależnie od tego, czy jesteście ateistami uparcie wierzącymi, że każde życie kończy się z chwilą śmierci, czy religijnymi ortodoksami, na których po śmierci czeka Jezus w niebie – możecie poczuć się zawiedzeni, ponieważ od dawna karmi się nas kłamstwem na temat prawdziwej, cyklicznej, natury świadomości. Po śmierci nie ma życia wiecznego w niebie, jak sobie wyobrażają fanatycy religijni, ani też nie rozwinęliśmy się z jednokomórkowych organizmów drogą czystego przypadku, tylko po to, by rozpaść się bezpowrotnie po jednym krótkim życiu.

Jesteśmy tu, aby jak najlepiej poznać obiektywną rzeczywistość, rzeczy jakimi są, a nie jakimi chcielibyśmy je widzieć. Najlepszy sposób, by zacząć obiektywnie postrzegać rzeczywistość, to podważyć i porzucić iluzje oraz przekonania szerzone przez popularne instytucje naukowe i religijne.

To samo dotyczy poglądu na cykliczność globalnych katastrof. Wiele odmiennych od siebie kulturowych i religijnych systemów przekonań zawiera mitologię związaną ze swego rodzaju apokaliptycznym scenariuszem końca świata. I nieprzypadkowo taki archetyp istnieje, ponieważ Ziemia doświadczyła w swej historii już wielu nagłych i globalnych zmian, które ówcześni jej mieszkańcy postrzegali istotnie jako koniec świata.

Czy to platoński opis zagłady Atlantydy, czy to historia z Arką Noego, czy wreszcie biblijna bitwa Armageddonu, mity te przetrwały, ponieważ odnoszą się do faktycznych, zamierzchłych wydarzeń, o których pamięć przekazywano ustnie z pokolenia na pokolenie. Ziemią wielokrotnie targały cykliczne wstrząsy – i nadal będą – których wyznacznikami były deszcze komet niosące epidemie, ekstremalna pogoda, wulkaniczna i sejsmiczna aktywność. Wszystko to skutkowało śmiercią większości ludzkości, jednak świat – i życie – wcale się nie skończy, a Kosmos ani myśli zniknąć w Wielkim Skurczu.

Końce i początki są cykliczne. Przychodzą zawsze, gdy tylko ludzkość osiągnie punkt, w którym jej liczebność i niszczycielska działalność zagraża planecie. To tak, jakby wszechświat wiedząc, kiedy granica zostaje przekroczona, działa w taki sposób, aby odnowić równowagę. (I to jest coś, nad czym warto się zastanowić!)

Ważny przy tym jest fakt, że mimo powtarzających się globalnych kataklizmów i masowego wymierania, ani świat się nie skończył, ani czas nie zatrzymał. Nawet wtedy, gdy dawne cywilizacje, bardziej rozwinięte od naszej, były jedna po drugiej unicestwiane i wracały do epoki kamienia w ramach kosmicznej równowagi, życie nie ustało i, co więcej, przetrwa kolejne podobne kataklizmy.

Do kolejnych kataklizmów dojdzie na pewno, i to zapewne wkrótce. Macie to jak w banku, bowiem wszystkie warunki, które – jak wiadomo – poprzedzały każdą zagładę, już zostały spełnione, jest zatem wielce nieprawdopodobne, by ludzkości udało się ujść na sucho po dewastacji środowiska. Oczywiście niektórzy z pewnością przeżyją. To właśnie w takich czasach selekcja naturalna ma swoje zastosowanie. Przygotowani są ci, którzy widzą i wiedzą – dokładnie jak w czasach Noego…

Spróbujcie więc na chwilę zaakceptować możliwość tego, że życie na naszej planecie w znanej nam formie jest skazane na zagładę, że ponad 90% ludzkości najpewniej wyginie w ciągu 5 lat. Jak się z tym czujecie? Jaką realną wartość mają teraz wasze dobra materialne? Na ile trafność tego scenariusza zmieniłaby wasze priorytety i styl życia? I co najważniejsze, co byście zrobili i co powiedzielibyście znajomym i rodzinie, gdybyście wiedzieli, że większość ludzkości zostanie unicestwiona?

7) Iluzja, że ludzie stoją na szczycie łańcucha pokarmowego

© unknown

Każdy żywy organizm odżywia się czymś, aby przeżyć. Rośliny pozyskują składniki odżywcze z ziemi oraz energii słonecznej. Pokarmem jednokomórkowych organizmów są substancje chemiczne w ich otoczeniu. Niektóre zwierzęta żywią się roślinami, inne mniejszymi zwierzętami. Z kolei po śmierci zwierzęta stają się pokarmem dla jeszcze mniejszych organizmów. Równowaga w naturze opiera się zatem na nieskończonym cyklu pochłaniania i przyswajania materii, i zamiany jej w energię.

Często przyjmuje się mylnie, że człowiek stoi na końcu łańcucha pokarmowego, gdyż żywi się mniej świadomymi zwierzętami i roślinami, wyposażony jest w zaawansowaną technologię i zwykle nie pada ofiarą dzikich drapieżników. Ale czy tak trudno wyobrazić sobie, że skoro wszystko w naturze żywi się sobą nawzajem, być może istnieją istoty żywiące się nami?

Jak krowy w zagrodach są nieświadome, że są pożywieniem ludzi, tak i ludzie nie są świadomi tego, że trzyma się ich w psychicznych zagrodach jako pożywienie dla istot bytujących poza naszą postrzegalną rzeczywistością. Wiem, że brzmi to jak fragment opowieści science-fiction, jednak fakty są takie, że choć zwykle są niewidzialne i niesłyszalne, ich obecność można wykryć za pomocą śladów, jakie pozostawiają.

Szaraki, porwania przez kosmitów, biblijne cuda, Wielka Stopa, chupacabra, człowiek-ćma, potwory, wróżki, demony, duchy i inne ponadnaturalne i kryptozoologiczne istoty to zaledwie cienie i okruchy owego nadwymiarowego świata, w który wpleciona jest nasza rzeczywistość. W tym świecie większym od naszego najwyraźniej żyją istoty, które dosłownie żywią się energią wytwarzaną przez ludzi. Wszystko wskazuje na to, że istoty te wolą negatywną, emocjonalną energię i zrobią wszystko, by wywołać takie emocje w ludziach celem ich absorpcji (konsumpcji), a co za tym idzie, podtrzymania życia.

Być może ta ostatnia iluzja jest dla przeciętnego człowieka zbyt trudna do zaakceptowania, ponieważ zbyt mocno odbiega od typowych ludzkich doświadczeń. Nie oczekuję jednak, byście powyższą hipotezę potraktowali jako prawdę objawioną. Proszę tylko, żebyście uznali taką możliwość i sprawdzili, jak na was wpłynie.

A gdyby wszystkie wojny, choroby, głód, nienawiść i ból na świecie były celowo prowokowane, albo przynajmniej skrzętnie wykorzystywane, aby stać się pożywką dla negatywnych istot, których „celem życia” jest „hodowanie” rasy ludzkiej i żerowanie na niej – i stąd za wszelką cenę ukrywają tę wiedzę przed swoim źródłem pożywienia?

Ta ostatnia iluzja jest największą i być może najważniejszą ze wszystkich, stanowi bowiem źródło pozostałych. To jest właśnie ów największy sekret, o którym wiedzą najwyższe i najwęższe kręgi władzy i który desperacko starają się ukryć, ponieważ gdy większość ludzi pozna prawdę i ją jako taką zaakceptuje, ci u szczytu stracą nad nami władzę. Znajomość tej prawdy, albo przynajmniej rozważanie jej prawdziwość przy jednoczesnej obserwacji świata wokół, oznacza, że potraficie mieć otwarte oczy na jej manifestacje w waszym codziennym życiu i zapobiec im. Innymi słowy, poznanie Prawdy uczyni was wolnymi.

Psychopatyczna elita u szczytu piramidy władzy jest narzędziem, za pomocą którego owe „nadprzyrodzone istoty” (tak je nazwijmy) wpływają na nasz świat. Być może nawet obie strony w jakiś sposób komunikują się ze sobą. Niewolnicy, którzy pozostają nieświadomi swoich panów, nie są dla nich zagrożeniem, zwłaszcza gdy ci drudzy potrafią ich skutecznie zahipnotyzować, aby uwierzyli, że są wolni. Jednak wiedza jest potęgą, a niewolnicy, którzy stają się świadomi swojego więzienia, mogą połączyć siły, aby znaleźć sposób na wyswobodzenie.

Podsumowanie

To pożyteczne założenie, że wszechświat jest świadomym siebie systemem, a my jesteśmy świadomymi istotami, które doświadczają rzeczywistości, w ten sposób realizując jego samopoznanie. Zwierzętom i roślinom, które posiadają inny od ludzi rodzaj świadomości, o wiele łatwiej jest postrzegać świat obiektywnie. Intuicyjnie wiedzą, jaki pokarm jest dla nich dobry, gdzie znaleźć schronienie albo w jaki sposób reagować w obliczu zagrożenia. Ludzie natomiast składają się z niezliczonych, konkurujących ze sobą pragnień, kurczowo trzymając się swoich przekonań, w wyniku czego są w dużej mierze odpowiedzialni za obecny, godny pożałowania stan naszej planety.

Najlepszym sposobem na przywrócenie naszej planecie równowagi i zaleczenie jej ran w pierwszej kolejności będzie podjęcie przez ludzkość długiego i bolesnego wysiłku na rzecz świadomego pozbycia się iluzji. Jako gatunek musimy pozbyć się kulturowego programowania i zacząć postrzegać świat obiektywnie, takim jaki jest, ze wszystkimi tragediami i radościami, nie zaś według własnych upodobań.

Mimo że proces pozbywania się iluzji jest psychologicznie, a nawet fizycznie bolesny i może się wydawać, że wszystko, co do tej pory było dla nas drogie, traci wartość, jest on niezbędny. Nie ma innej drogi. Zbyt długo żyjemy w roli niewolników psychopatów u władzy. Musimy powstać i odzyskać naszą wolność. Choć jest nas więcej niż ich, nasza ignorancja jest ich siłą. Musimy więc świadomie podjąć decyzję, że chcemy widzieć rzeczywistość jaką jest, a we wszechświecie rozpoznać samoświadomy system – którego wszyscy jesteśmy częścią – a nasz wysiłek i poświęcenie ostatecznie zostaną wynagrodzone.

© unknown

A teraz, skoro już wiecie, co z tym zrobicie?

Timothy C. Trepanier jest wieloletnim redaktorem Sott.net. Posiada tytuł inżyniera farmacji na University of Alberta i jest współwłaścicielem księgarni Rabbit Hole Bookstore. Mieszka na farmie wraz ze śliczną partnerką i psem. Lubi muzykę, boczek i piosenki o boczku.

– –

Ten artykuł jest przekładem oryginału zamieszczonego w języku angielskim na stronie:

dokonanym przez polskich tłumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.

Materiał ten został opublikowany przez SOTT.NET – projekt Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala się na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz źródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

Advertisements

18 komentarzy »

  1. „światopogląd naszych rodziców staje się naszym własnym, czy to w sferze religii, polityki, pozycji społeczno-ekonomicznej, czy też wyboru ulubionej drużyny sportowej. Naszą tożsamość narodową kształtuje miejsce urodzenia. Wszystkie nasze upodobania i antypatie, pragnienia i uprzedzenia, przesądy i przekonania są nam wpajane przez rodzinę, rówieśników, oświatę, media i społeczeństwo. Praktycznie rzecz biorąc, jesteśmy produktem rzutu geograficzną kością. Cały horyzont naszego umysłu jest skutkiem działania zewnętrznych sił. Mało która myśl jest prawdziwie unikatowa i pochodząca od nas.”

    To jest jedna z możliwości. Jest też inna możliwość, że dostrzeżenie sprzeczności wśród rodziców uruchamia proces negowania wszystkiego co próbują wpoić rodzice. I to moim zdaniem może być bardzo dobra droga. Zmusza do tworzenia własnych myśli 😉

    Komentarz - autor: Kenny McCormick — 16 listopada 2012 @ 17:20

  2. @Kenny

    To jest jedna z możliwości. Jest też inna możliwość, że dostrzeżenie sprzeczności wśród rodziców uruchamia proces negowania wszystkiego co próbują wpoić rodzice. I to moim zdaniem może być bardzo dobra droga. Zmusza do tworzenia własnych myśli

    Czyżbyś ciągle nie doceniał potęgi adaptacyjnej podświadomości? 🙂

    Czytałeś „Psychopatie” Kępińskiego? We wstępie Kępiński przedstawia swoją ideę zrealizowanych i niezrealizowanych struktur czynnościowych w ramach DWÓCH hierarchi wartości – świadomej i nieświadomej. Choć archaiczny i daleki od współczesnej terminologii jest to chyba najlepszy znany mi opis podświadomości adaptacyjnej.

    Jasne, w większości – najczęściej w okresie młodzieńczego buntu – odrzucamy hierarchię wartości rodziców i obiecujemy sobie, że „nigdy nie będziemy tacy, jak oni”. Tworzymy sobie – świadomie – ideał, do którego zamierzamy dążyć, własną hierarchię wartości. Po czym myślimy (jesteśmy wręcz przekonani), że to właśnie nią kierujemy się w codziennym życiu.

    Dopiero po długim czasie – po kryzysie psychicznym, paru bolesnych upadkach, czy innym wstrząsającym wydarzeniu, jak choćby utrata jednego ze złudzeń – po dogłębnej samoanalizie i często z pomocą innych ludzi, którzy znają nas lepiej niż my sami, widzimy, że staliśmy się kopią jednego z rodziców albo mieszanką obojga. Czasem w karykaturalnej wręcz formie.

    Bo to adaptacyjna podświadomość/podświadoma hierarchia wartości, zawierająca wszystkie podświadomie wchłonięte wzorce oraz schematy zachowań, które pomogły nam przetrwać traumy z dzieciństwa, zarządza w istocie większością naszych zachowań.

    To tyle na temat „tworzenia własnych myśli”. 🙂

    Wtedy przychodzi czas na zamiecenie tego odkrycia pod dywan, uniknięcie bólu rozczarowania sobą i kontynuowanie życia po staremu, albo na dezintegrację i – oby – ponowną integrację na wyższym poziomie.

    Komentarz - autor: iza — 16 listopada 2012 @ 20:49

  3. „Dopiero po długim czasie – po kryzysie psychicznym, paru bolesnych upadkach, czy innym wstrząsającym wydarzeniu, jak choćby utrata jednego ze złudzeń – po dogłębnej samoanalizie i często z pomocą innych ludzi, którzy znają nas lepiej niż my sami, widzimy, że staliśmy się kopią jednego z rodziców albo mieszanką obojga. Czasem w karykaturalnej wręcz formie.”

    Kopia jednego z rodziców lub mieszanka obojga z nich często w wypaczonej formie, a jakże + aspekty transpersonalne….bez pozytywnej dezintegracji ani rusz…

    Komentarz - autor: Kasia — 17 listopada 2012 @ 00:29

  4. W reakcji na zawarty tutaj przenikliwy i rzetelny tekst o konieczności pozbywania się iluzji, a także chcąc się w jakiś sposób odnieść do komentarzy – w przekonaniu, że jest się nad czym zastanowić – zamieszczam do ogólnej wiadomości transkrypcję wystąpienia Petera Brooka podczas konferencji „W stronę esencji”, która odbyła się w Ośrodku Grotowskiego we Wrocławiu w 2001 roku (całość wystąpień dostępna w kwartalniku Konteksty nr 2/2005):

    „Grając rolę w życiu

    Gurdżijew często mówił o tym, jak ważne jest, by każdy człowiek był aktorem i nauczył się grać własną rolę w życiu. Znajdujemy się dziś w ośrodku, którego działalność poświęcona została Grotowskiemu, dlatego trzeba zrozumieć, że Gurdżijew nie mówił o teatrze. Praca w teatrze oferuje możliwości, które nas wzbogacają – jedna z nich polega na tym, że teatr pozwala zobaczyć wielkie idee w bardzo prostych sytuacjach. Jeśli przyjrzymy się relacji między jednostką a grupą, zobaczymy, że chcąc dobrze zagrać, trzeba mieć przede wszystkim otwarty i przygotowany instrument, jakim jest nasze ciało, które powinno pozostawać w gotowości. Jak powiedział Szekspir w Hamlecie: „gotowość jest wszystkim”. Cóż to jednak znaczy – gotowość ciała? Gurdżijew stale podkreślał, że ciało składa się z wielu elementów, wśród których najistotniejsze są: myślenie, czucie i ruch. Nigdy jednak nie znajdują się ze sobą w prawdziwej harmonii, w konsekwencji każde działanie pozostaje niekompletne.

    W sercu nauczania Gurdżijewa znajduje się słowo: „utożsamianie”.

    Utożsamianie jest czymś, czego rozpoznanie sprawia nam wiele bólu. Utożsamianie oznacza, że w tej chwili, siedząc tutaj i zwracając się do was, jestem całkowicie przekonany, iż osoba, która mówi, to moje prawdziwe ja. Nie jest to prawda. Jestem „przyklejony”. Przyklejony do roli, jaką w tym momencie wykonuję. Wierzę całkowicie w słowa, które wypowiadam, ponieważ jestem do nich przyklejony. Dla mnie są to moje słowa. Wierzę, że ta osoba, która tu siedzi przy nakrytym zielonym obrusem stole i patrzy na was, stanowi rzeczywistość absolutną. Całkowicie utożsamiam się z tym wizerunkiem „mnie”.

    Porównajmy to z sytuacją aktora. Aktor gra role. Jeśli jest naprawdę dobry, wszyscy oglądający go wierzą, że ta wyobrażona osoba, jaką oglądamy, każdą swą komórką staje się „postacią”. Aktorzy w niezwykle tajemniczy sposób dostosowują swoje ciało do ciała postaci, którą grają. W przypadku złego aktora dostrzegamy, jak usiłuje coś pokazać, widzimy jak przesadza, widzimy niezdarność. Postać nie może się przekonująco wyłonić, ponieważ aktor nie jest wolny.

    Nie potrafię dać wam lepszego przykładu złego aktorstwa niż to, gdy próbuje udawać, że jest Tilem, który siedzi obok mnie. Przyjrzyjcie się moim amatorskim wysiłkom! Nie jestem ani przekonujący, ani prawdziwy. Patrzę na Tila. W umyśle posiadam jasny jego wizerunek. Na darmo próbuję dostosować swoje ciało do tego wrażenia. Jestem nieprzygotowany, niewyrobiony. Jestem przyklejony do innego obrazu – do samego siebie. Nie jestem wolny. Aktor przez cały czas musi utrzymywać kontakt z wszystkimi mięśniami z osobna, z myślami i z czuciem w taki sposób, by ciało mogło stać się całkowitością. Tylko wtedy rola – w obydwu znaczeniach tego słowa – stanie się w pełni wiarygodna.

    Tym sposobem docieramy do czegoś, czego nieomal nie da się zaakceptować jako idei. Aktor prawdziwie wykonujący swoją partię znajduje się tak blisko swej roli, że wchodzi w nią całkowicie, a równocześnie pozostaje oddalony – jest zaangażowany i niezaangażowany jednocześnie. Gdzieś w środku jego organizmu znajduje się przestrzeń. I z tej otwartej przestrzeni swobody wyłaniają się impulsy, które ożywiają postać. Oglądając kukiełkę, widzimy, że lalka żyje, ponieważ w środku znajduje się prowadząca ją ręka. Nierozłączna, a jednak oddzielona. W obrębie tego paradoksu znajduje się przestrzeń wolności dla utożsamienia. Aktor wie, co się wydarzy, gra rolę w sztuce, która została wcześniej napisana i nie może jej zmienić. To postać, a nie aktor, mówi z absolutnym przekonaniem: „Kocham cię, będziemy na zawsze razem”, aktor wie jednak doskonale, że w następnej scenie odbędzie się straszliwa kłótnia, a w kolejnej zabije osobę, której wyznawał miłość do końca życia. Oznacza to – podążajcie za tym z uwagą – że nie wystarczy, by aktorzy oddali wszystko, co posiadają, na rzecz chwili pozornej szczerości, ale muszą dodatkowo zdawać sobie sprawę, że nawet jeśli w swoim sercu pragną, by sztuka się zmieniła, nie jest to możliwe. Nic nie może ulec zmianie. Aktor grający Edypa musi sprawić, by ślepota i optymizm postaci były tak realne, że publiczność – mimo iż wie, jak skończy się historia, uwierzy, że tym razem w jakiś sposób uda się uniknąć tragedii. Jako człowiek, aktor pragnie zmienić bieg sztuki. Każdą swą cząsteczką usiłuje znaleźć wyjście z sytuacji, ale wie, że musi kontynuować wykonywanie roli do samego końca. I jutro znów. I ponownie następnego dnia. To właśnie stanowi kolejny stopień w pozbywaniu się utożsamiania.

    Gurdżijew posługuje się aktorem jako metaforą, by pomóc nam zrozumieć, czym może być w pełni rozwinięty człowiek. Łatwo w tym miejscu o pomyłkę. Może wydawać się, że bycie aktorem w życiu, granie roli w życiu oznacza udawanie – udawanie, że jest się czymś innym niż w rzeczywistości. To absurdalne. W każdej chwili wszystko jest takie, jakie jest – i nie może być inne. Pragnienie zmiany teraźniejszości jest projekcją w przyszłość, która całkowicie blokuje naszą zdolność przeżywania w pełni danego momentu, w gruncie rzeczy – przeżywania naszego życia. Jednakże jeśli ktoś działa jak aktor – różnica jest zasadnicza – nie jest przyklejony do działania, które rozwija się swobodnie. W życiu słyszę jakiś straszliwy hałas na zewnątrz. Podbiegam do okna, chcąc zobaczyć, co się stało. Zostaję całkowicie pochłonięty przez nagły ruch i gonitwę uczuć. Czy możliwe jest zrobienie tego samego tak, jak uczyniłby to aktor? Oznacza to, że osoba, która siedzi spokojnie i słyszy krzyk dochodzący z zewnątrz, podbiega do okna, nie będąc całkowitym niewolnikiem reakcji. W języku angielskim dwa słowa pomagają to zrozumieć: act i react. Przez cały czas, przez całe nasze życie – reagujemy. Biorę do ręki szklankę. Nie dzieje się to w efekcie decyzji. To reakcja, ponieważ butelka przypomina mi, że chwilę wcześniej zapytałem Jamesa: „Czy chciałbyś napić się wody?”. I dodałem: „Napijmy się razem!”. Ta myśl stanowiła reakcję automatyczną. Myśl o szklance, pomysł, by zadać pytanie, zdążyły już się we mnie osadzić, doprowadzając do trzech reakcji. Teraz szklanka znajduje się w mojej ręce i odnoszę wrażenie, że jestem panem samego siebie. W rzeczywistości jednak reaguję na to, że jest gorąco, że jestem spragniony, a proponując wodę Jimowi, odreagowuję to, że rodzice nauczyli mnie dobrych manier – tym samym moje zachowanie warunkuje wspomnienie sprzed siedemdziesięciu lat. Całe nasze życie jest reagowaniem, reagowaniem, reagowaniem. Być w stanie czynić – to wielki cel. Stanowi on początek długiego terminowania. To jest Praca.

    A zatem Gurdżijew posłużył się obrazem aktora, nie miało to jednak na celu robienia lepszego teatru. Teatr jest po prostu bardzo użytecznym polem badań. Gurdżijew nazywał go „odbiciem rzeczywistości”. W tym odbiciu jesteśmy w stanie ujrzeć pewne procesy, które mogą pomóc nam – ludziom, którzy podejmują wysiłki, zrozumieć coś więcej. Bezpośrednie pytanie dotyczy przestrzeni wewnętrznej. Tylko w tej przestrzeni może istnieć centralna oś wolności. Co sprawia, że jest to możliwe? Kusi mnie, by uwierzyć we własną siłę woli. Ale decyzja, by stworzyć wolną przestrzeń w sobie samym, nie wystarcza. Spróbujcie sami. To nie działa. Coś nowego musi wstąpić w ludzki organizm – subtelniejsza energia, o której była mowa dziś rano. Potrzeba jej właśnie – i jest sprawą zasadniczą, by pojawiła się ona w polu innych energii i zaczęła harmonizować i równoważyć ich funkcjonowanie. Nic więcej nie mogę o tym powiedzieć. Wyjaśnienia są zbyteczne. Praca wewnętrzna jest praktyczna. Otwiera wielkie żywotne pytania. To stanowi punkt wyjścia w poszukiwaniach, których nikt nie może doprowadzić do końca w pojedynkę”.

    Peter Brook
    (przełożył Grzegorz Ziółkowski)

    Komentarz - autor: Mariam — 17 listopada 2012 @ 16:27

  5. Czyli stan – szerokie masy ciemiężone przez garstkę psychopatów jest naturalnym dla naszego gatunku i nigdy się nie zmieni.

    Skoro pewien odsetek psychopatów zawsze występuje, psychopaci ci znajdą się wśród elity dzięki swoim cechom i znajdując się tam będą zachowywać się tak a nie inaczej. Chyba że coś sprawi że przestaną się rodzić?

    Komentarz - autor: M — 18 listopada 2012 @ 03:15

  6. Doceniając potęgę adaptacyjnej podświadomości ( wg Kępińskiego ) i przeciwstawiając jej potęgę Rzeczywistości ( w rozumieniu Eckharta Tolle ), budzimy w ten sposób w sobie Prawdziwego Człowieka ( wg Gurdżijewa ) i tym samym pozbywamy się iluzji rzeczywistości ( jak ją rozumie Trepanier ):) Patrząc na obecny stan ludzkości, zadanie z pozoru wydaje się niewykonalne, a jednak w jakiś niewytłumaczalny sposób jestem pewny, że to się właśnie dzieje i osiągniemy swój cel.

    Komentarz - autor: Ram — 18 listopada 2012 @ 12:37

  7. „Skoro pewien odsetek psychopatów zawsze występuje, psychopaci ci znajdą się wśród elity dzięki swoim cechom i znajdując się tam będą zachowywać się tak a nie inaczej. Chyba że coś sprawi że przestaną się rodzić?”

    A czy istnieje jakiś sposób by uzdrowić psychopatów? Czy psychopata może stać się „normalny”?

    Komentarz - autor: fox — 21 listopada 2012 @ 01:02

  8. Nie wydaje się Wam, że tekst Trepaniera o pozbywaniu się iluzi jak i przytoczony tu w komentarzu tekst Petera Brooka o naukach Gurdżijewa troszkę wzajemnie się wykluczają?

    Komentarz - autor: Jog — 21 listopada 2012 @ 03:03

  9. @fox
    “[Skoro pewien odsetek psychopatów zawsze występuje, psychopaci ci znajdą się wśród elity dzięki swoim cechom i znajdując się tam będą zachowywać się tak a nie inaczej. Chyba że coś sprawi że przestaną się rodzić?]

    A czy istnieje jakiś sposób by uzdrowić psychopatów? Czy psychopata może stać się “normalny”?”

    Urodzeni psychopaci różnią się w swojej budowie od normalnych ludzi tym, że jedni posiadają centrum emocjonalne, a drudzy nie. Nie wiem czy jest możliwe, by stworzyć centrum emocjonalne, tak samo nie wiem czy są możliwe na przykład zmiany w wymiarze biologicznym psychopaty, wiemy np. że mózg psychopaty nie wykształcił odpowiednich połączeń w mózgu. Jeśli chcielibyśmy, żeby wyrastały one tak jak ma to miejsce u ludzi normalnych musielibyśmy zmanipulować ich geny. Obawiam się, że nasza dzisiejsza psychiatria jest bezradna. Psychopata to jest tak jakby inny gatunek człowieka.

    Komentarz - autor: Corran Horn — 21 listopada 2012 @ 13:01

  10. @fox

    A czy istnieje jakiś sposób by uzdrowić psychopatów? Czy psychopata może stać się “normalny”?

    Generalnie zgadzam się z Corranem. Spory problem w tym, że definicji (i nazw) psychopatii jest co najmniej tyle, ile było klasyfikacji zaburzeń psychicznych. Większość z nich zgadza się w opisie cech; rozbieżności są m.in. w przyczynach, czy też źródłach psychopatii. Jednak najznakomitsi specjaliści w tej dziedzinie (Hare, Babiak, Łobaczewski i inni) są zgodni co do tego, że psychopatia wiąże się z istotnymi zmianami w strukturze mózgu. Badania wykazują, że u osób z wysokim wymikiem w teście na psychopatię występują zauważalne różnice w ciele migdałowatym i korze czołowej i skroniowej mózgu. Nieprawidłowości w strukturze regionów czołowo-skroniowych i układzie limbicznym wiążą się m.in z upośledzonymi procesami emocjonalnymi i uczenia się.

    Zauważono też, że u osób wykazujących silne skłonności do aktów przemocy, które w teście na psychopatię osiągnęły ponad 25 punktów (na 40), występuje upośledzenie w części istoty białej mózgu (a dokładniej w jednym z rodzajów włókien o funkcji kojarzeniowej), która łączy ciało migdałowate z korą oczodołowo-czołową. Im wyższy wynik w teście, tym większe upośledzenie połączenia.

    Mimo pewnych uproszczeń, wciąż brzmi to dość technicznie, ale chodzi tu o to, że zmiany te są odpowiedzialne za brak ludzkich emocji i zupełną niepodatność na uczenie się i – przy obecnym stanie wiedzy – są nieodwracalne.

    Dla psychopatii właściwej jest to skutek odziedziczenia „genu psychopatii”. Podobne uszkodzenia i z podobnym skutkiem mogą również powstać w okresie okołoporodym.

    Tak więc zamiast działać na bazie współpracy układu limbicznego (emocje) z korą mózgową (myślenie) – ewolucyjnie młodszych części mózgu, odróżniających nas od zwierząt – zachowania psychopatów są w znacznej mierze napędzane przez ewolucyjnie najstarszą część mózgu, tzw. gadzi mózg, odpowiedzialną za proste instynktowne odruchy.

    Dr Robert Hare badał współczynnik recydywy u psychopatów kryminalnych. Okazało się, że w ogólnym przypadku współczynnik był podobnie wysoki, niezależnie od tego, czy więzień był poddany psychoterapii, czy nie (odpowiednio 87% i 90%). Jednak wśród tych wyjątkowo brutalnych pojawiła się różnica: po psychoterapii współczynnik recydywy wyniósł 77%, a bez niej- tylko 55%. Niepsychopatyczni kryminaliści mają zarówno znacznie niższy współczynnik recydywy, jak i lepiej reagują na terapię.

    Hare doszedł do wniosku, że podczas psychoterapii psychopaci dowiadują się więcej o naturze ludzkiej i uczą się nowych sposobów manipulacji, oszukiwania i wykorzystywania innych. Nie ma metody, która doprowadziłaby psychopatę do autorefleksji.

    To trochę tak, jakby próbować nauczyć daltonistę odróżniania kolorów. Nie da się i dlatego daltoniści nie mogą wykonywać pewnych zawodów. Jak ładnie i dość optymistycznie opisał to Łobaczewski:

    Daltonistów, mężczyzn z upośledzoną zdolnością odróżniania barw czerwonych i zielonych, eliminujemy dziś od zawodów, gdzie to mogłoby spowodować katastrofę. Wiemy także, że anomalii tej towarzyszy pewne zubożenie przeżyć estetycznych, a także poczucia więzi ze społeczeństwem ludzi widzących barwy normalnie. Dlatego psycholog przemysłowy zachowuje ostrożność, kiedy ma powierzyć takiemu człowiekowi stanowisko pracy, gdzie trzeba polegać na jego autonomicznym poczuciu obowiązku, bo od tego zależy bezpieczeństwo innych osób. […]

    Jak już wspomniano, anomalia ta, wyróżniona przez K. Dąbrowskiego jako psychopatia właściwa, która w rozwiniętej patokracji inspiruje całość zjawiska, zdradza biologiczne analogie z dobrze znanym zjawiskiem niedowidzenia lub ślepoty barw czerwonych i zielonych zwanym daltonizmem. W celu więc intelektualnego treningu, wyobraźmy sobie, że w jakimś kraju udało się daltonistom opanować władzę i że zabronili obywatelom normalnie widzącym odróżniać barwy zielone i czerwone, tym samym pomidory dojrzałe od zielonych. Specjalni inspektorzy ogródków, uzbrojeni w pały i pistolety, kontrolowaliby obywateli, czy nie zrywają tylko dojrzałych pomidorów. Oczywiście, tacy inspektorzy, aby mogli wypełniać swoje tak ważne zadanie, nie mogliby sami być całkowitymi daltonistami a tylko ludźmi z częściowym niedowidzeniem barw. Musieliby jednak przynależeć do klanu tych, których niepokoją rozmowy o kolorach.

    W obecności takiej władzy obywatele byliby nawet skłonni zjeść zielonego pomidora twierdząc z odpowiednim przekonaniem, że był dojrzały. Kiedy jednak surowi inspektorzy poszliby sobie do dostatecznie odległego ogródka, posypałyby się komentarze, których raczej nie wypadało by przytaczać w pracy o charakterze naukowym. Potem obywatele narwaliby sobie dobrze dojrzałych pomidorów i zrobili sałatkę z cebulą i śmietaną, zakropiwszy ją nieco rumem dla nadania aromatu.

    Przekonanie władzy patologicznej o tym, że odpowiednimi środkami pedagogicznymi, indoktrynacją, propagandą i terrorem, można nauczyć ludzi o normalnym podłożu instynktowym uczuciowości i inteligencji podstawowej, odczuwania i myślenia na sposób podobny do ich odmiennego, jest psychologicznie nierealne w nieco mniejszym stopniu od tego, że można by oduczyć ludzi widzących kolory normalnie odróżniania czerwieni od zieleni. W rzeczywistości bowiem, ludzie normalni nie mogą wyzbyć się swoich właściwości danych gatunkowi homo sapiens przez jego filogenetyczną przeszłość. Dlatego ludzie ci nie przestaną odczuwać i spostrzegać zjawisk społecznych i moralnych na sposób podobny do tego, jak to czynili ich przodkowie od setek pokoleń. Wszelkie więc próby, które mają na celu doprowadzenie do zaakceptowania przez społeczeństwa opanowane przez omawiane zjawisko tego narzucanego z patologicznym egotyzmem odmiennego sposobu przeżywania i pojmowania, są zasadniczo skazane na niepowodzenie niezależnie od tego, ile pokoleń miałoby to trwać.

    Niestety trend jest coraz wyraźniej odwrotny. Rodzi się moda na „psychopatię”. Dlatego pytanie, czy można „uzdrowić” psychopatów, wydaje mi się znacznie mniej na miejscu niż pytanie, jak uchronić normalnych ludzi przed ich dominacją. Poza tym, nawet gdyby to było teoretycznie możliwe, to jak „uzdrawiać” kogoś, kto nie widzi (bo nie może widzieć!) żadnej potrzeby, ani nie wyraża chęci bycia „uzdrowionym”? Oni postrzegają nas jako istoty ułomne i ograniczone przez naszą skomplikowaną, emocjonalną naturę.

    Komentarz - autor: iza — 21 listopada 2012 @ 20:39

  11. @iza

    „Dlatego pytanie, czy można “uzdrowić” psychopatów, wydaje mi się znacznie mniej na miejscu niż pytanie, jak uchronić normalnych ludzi przed ich dominacją.”

    Wybacz w takim razie. Posiadam psychopatę (w sensie Łobaczewskiego) w rodzinie. Na szczęście nie w tej najbliższej. Powikłania przy porodzie prawdopodobnie wywołały uszkodzenie mózgu. Niestety z ciężkim bólem serca, mogę tylko gorzko przytaknąć na temat tego co napisałaś. Wszystko zgadza się co do joty. Dlatego zapytałem czy w ogóle jest możliwe ich „leczenie”.

    Pozdrawiam

    Komentarz - autor: fox — 21 listopada 2012 @ 23:17

  12. Jog
    Odczuwana przez Ciebie nieadekwatność wynika zapewne z niezbyt szczęśliwego porównania ról odgrywanych na Ziemi do dobrego i złego aktorstwa. Kto jest tym dobrym aktorem, a kto złym? Dobry to ten ( w potocznym rozumieniu), który całkowicie utożsamia się z odgrywaną postacią, zły – odwrotnie.
    Parę linijek niżej jest jednak klarowniejsza myśl wyrażona stwierdzeniem o konieczności pozbywania się utożsamienia –

    „Tym sposobem docieramy do czegoś, czego nieomal nie da się zaakceptować jako idei. Aktor prawdziwie wykonujący swoją partię znajduje się tak blisko swej roli, że wchodzi w nią całkowicie, a równocześnie pozostaje oddalony – jest zaangażowany i niezaangażowany jednocześnie. Gdzieś w środku jego organizmu znajduje się przestrzeń. I z tej otwartej przestrzeni swobody wyłaniają się impulsy, które ożywiają postać. Oglądając kukiełkę, widzimy, że lalka żyje, ponieważ w środku znajduje się prowadząca ją ręka. Nierozłączna, a jednak oddzielona. W obrębie tego paradoksu znajduje się przestrzeń wolności dla utożsamienia. Aktor wie, co się wydarzy, gra rolę w sztuce, która została wcześniej napisana i nie może jej zmienić. To postać, a nie aktor, mówi z absolutnym przekonaniem: “Kocham cię, będziemy na zawsze razem”, aktor wie jednak doskonale, że w następnej scenie odbędzie się straszliwa kłótnia, a w kolejnej zabije osobę, której wyznawał miłość do końca życia. Oznacza to – podążajcie za tym z uwagą – że nie wystarczy, by aktorzy oddali wszystko, co posiadają, na rzecz chwili pozornej szczerości, ale muszą dodatkowo zdawać sobie sprawę, że nawet jeśli w swoim sercu pragną, by sztuka się zmieniła, nie jest to możliwe. Nic nie może ulec zmianie. Aktor grający Edypa musi sprawić, by ślepota i optymizm postaci były tak realne, że publiczność – mimo iż wie, jak skończy się historia, uwierzy, że tym razem w jakiś sposób uda się uniknąć tragedii. Jako człowiek, aktor pragnie zmienić bieg sztuki. Każdą swą cząsteczką usiłuje znaleźć wyjście z sytuacji, ale wie, że musi kontynuować wykonywanie roli do samego końca. I jutro znów. I ponownie następnego dnia. To właśnie stanowi kolejny stopień w pozbywaniu się utożsamiania.”

    Całkowite utożsamienie z rolą to właśnie iluzja bycia tym kogo się odgrywa. Oczywiście Trepanier opisał kilka powszechnych iluzji nie wyczerpując całkowicie tematu. Jest ich wiele, ale najważniejsza i podstawowa to iluzja oddzielenia, bowiem na najwyższym poziomie jesteśmy Wieloma w Jednym. Jesteśmy Świadomą Przestrzenią, w której odbywa się ten „dramat” zwany życiem. Przyjeliśmy te role wiedząc, że początkowo całkowicie się w nich zatracimy, ale ponieważ My jesteśmy jednocześnie autorami i aktorami więc precyzyjnie realizujemy ten scenariusz. Kiedy ten się zakończy, zrealizujemy następny i następny i tak bez końca. Bo końca jak i początku też nie ma. To, że nam się wydaje, że jest, to kolejna iluzja.
    Wszystko jest takie jakie powinno być (w danym momencie) i nic takie nie jest (w każdej innej chwili), zgodnie z Boską dychotomią – zrównoważoną Przestrzenią Całości.

    Komentarz - autor: Ram — 22 listopada 2012 @ 14:13

  13. @fox

    Przede wszystkim przepraszam, jeśli Cię dotknęłam. Nie miałam takiego zamiaru i powinnam była wziąć pod uwagę możliwość, że właśnie taki powód Tobą kierował.

    To, co pisałam o nieuleczalności, dotyczy zdiagnozowanych psychopatów i skrajnych przypadków NPD (narcystyczne zaburzenie osobowości). Ani ja, ani Ty nie mamy kwalifikacji do orzekania zaburzenia u członka Twojej rodziny. Rozumiem, że sprawa wygląda poważnie, ale okołoporodowe powikłania mogą prowadzić do bardzo różnych zaburzeń. Ja w takiej sytuacji skupiłabym się na uzyskaniu diagnozy (najlepiej u kilku niezależnych specjalistów) i pomocy dla niego, o ile jest to możliwe, a zdrugiej strony, na zgromadzeniu wiedzy o tym zaburzeniu i jak się bronić przed jego wpływem. Cała rodzina powinna tę wiedzę posiąść i stosować, bo tyko tak można dać skuteczny opór manipulacjom, czy czymkolwiek są związane z nim problemy.

    Pozdrawiam!

    Komentarz - autor: iza — 22 listopada 2012 @ 17:05

  14. Dziękuję Ci za odpowiedź Ram.
    Użyłeś bardzo ładnego zwrotu : „z niezbyt szczęśliwego porównania”, nie, nie uraziłeś mnie, nie myśl tak proszę, wierzę w to że nawet tego nie chciałeś, w dodatku naprawdę
    dziękuje Ci że zechciałeś zwrócić uwagę na mój komentarz.
    Postaram się krótko uzasadnić dlaczego według mnie te dwa teksty wzajemnie się wykluczają.
    Tak, to prawda że Trepanier opisał niewielka część iluzji (przynajmniej z dwiema i tak najprawdopodobniej się pomylił) a jedną z największych jeśli nie największa jest iluzja odosobnienia jednak kolejną z nich jest myślenie że każdy z nas przyszedł tutaj i ma do ODEGRANIA jakąś rolę ( wiesz… to naprawdę głupie,ROLA – to tylko słowo) ale skoro już rolę, to od razu stworzyliśmy piękne porównania jako byli byśmy aktorami, świat sceną a życie dramatem czy „dramatem” jak wolisz.
    Piękne, na prawdę piękne, tylko wiesz…trochę nudne no i przede wszystkim bardzo….próżne.
    Nie , nie mówię że jesteś próżnym, mówię że my jako ludzie tacy się staliśmy.
    Założenie Gurdżijewa jakoby każdy człowiek miał być aktorem i nauczyć się grać własną rolę w życiu nie jest zbyt udane i chyba nie do końca przemyślane a jeśli jest przemyślane to tylko i wyłącznie z ludzkiego w dodatku egocentrycznego i egoistycznego punktu widzenia.Tym czasem człowiek najprawdopodobniej jako jedyny z gatunków zamieszkujących tą planetę udowodnił po stokroć że nie zasługuje ani na miano homo sapiens ani na umiejscowienie go na szczycie piramidy intelektualnego rozwoju.
    Teatr i sztukę wymyśliliśmy właśnie my, miała być to rzekomo jakaś ILUZORYCZNA forma wyrażenia jakichś emocji lub pragnień głęboko w nas samych ukrytych, forma doświadczenia czegoś innego od tego co do tej pory nas otaczało, tak jakby do tej pory było czegoś za mało, miał być forma ILUZJI, dodatkowego wypełnienia naszego wolnego czasu i…pustki gdyż człowiek zapewne już wtedy zaczynał chylić się ku upadkowi więc musiał szybko coś znaleźć co odwróci jego uwagę od własnego upadku.
    Jeśli kiedyś uporamy się z całym bałaganem jaki tu zrobiliśmy oraz z własnymi iluzjami, jeśli pozbędziemy się raz na zawsze polityków, bankierów, architektów, religijnych guru, mocodawców, prawodawców, prawników, sędziów, filozofów, mędrców…długo mógłbym wymieniać… oraz AKTORÓW, może wtedy pełni pokory, z powrotem a może po raz pierwszy,staniemy się świadomością, wiedzą, mądrością i prawdą. Kolejna iluzja powiesz? Utopia?
    Tak naprawdę niczego co dotyczy „życia” po śmierci, oraz innych ludzi nie możemy być w stu procentach pewni. Nie możemy zakładać że każdy rodzi się dobry lub że są ludzie,którzy rodzą się już źli do szpiku kości, nie wiemy co jest w nich w momencie poczęcia, nie wiemy czy ich zło jest wynikiem ukierunkować społecznych, rodzinnych, genetycznych, nie jesteśmy w nich, nie jesteśmy nimi.
    Przepraszam ale jeżeli ktoś wysnuwa wniosek że iluzją jest to że dla człowieka jest najlepsze mięso a nie warzywa i owoce sam trochę się pogrąża.Znam wielu wegan (nie wegetarian), nie jedzą ani serów ani jajek, nic pochodzenia zwierzęcego i starają się w miarę możliwości aby ich warzywa i owoce były jak najczęściej organiczne, ci ludzie nie chorują, mają zdrową krew i wspaniałe samopoczucie, z drugiej strony jest jednak choćby dieta Kwaśniewskiego którą też nie należy według mnie lekceważyć.
    Wiecie…czy zauważyliście co się z nami stało? Siedzimy na naszych tyłkach przed jakimiś maszynami, piszemy blogi które są iluzją wolnego wyrażania naszych myśli a tak naprawdę są dowodem naszej próżności, komentujemy je, ach i och, czy kiedykolwiek zadaliście sobie pytanie co w takich chwilach nami kieruje?Spadło jabłko z nieba i mamy E=mc2, i co z tego!???! Co z tych wszystkich myśli filozofów, mędrców, naukowców!???! Przemysł, Wojny, Technologia. Czy naprawdę wierzymy, że tego potrzebowaliśmy? Czy upadliśmy już tak nisko??
    Wiecie, coś Wam powiem. W momencie pisania tylko tego komentarza w samej tylko Syrii i Palestynie wiele dzieci w wyniku wojny straciło, wiele kobiet zostało zgwałconych, a ilu ludzi umarło z głodu bądź chorób na które wcale nie musieliby zachorować. Mam prośbę może ktoś z Was będzie na tyle odważnym wybrać się do Syrii lub Palestyny i powiedzieciom które leżą poparzone bądź bez nóg że to tylko taka rola w ich życiu i że mamy komputery, prąd, że latamy na orbite i że ogólnie to naprawdę potrafimy już tak wiele!
    Tak, tak, wiem! Nie krzyczcie już: a skąd wiesz czy oni właśnie nie wybrali sami sobie takich ról, aby właśnie tego doświadczyć, aby stać się lepszymi w swojej wiecznej drodze rozwoju.
    Macie racje – nie wiem, ale wiecie co takie myślenie jest pójściem na łatwiznę i oddaniem odpowiedzialności za nasz wspólny dom, grupie kilku prawdziwych psychopatów!
    Ktoś powie : no tak, gość zagrał na najcieńszej strunie…w taki sposób to wszystko można podważyć.. A co robili od setek leci nasi mędrcy i filozofowie, podobnie jak my teraz siedzieli na swoich leniwych tyłkach i wymyślali coraz to nowsze „wielkie” idee uważając samych siebie za wybitnych. Czy którakolwiek z ich idei naprawdę przyczyniła się do poprawy życia ludzi?
    Czy jakakolwiek z tych pięknych, wspaniałych, rewolucyjnych myśli tak naprawdę przyczyniła się dla dobra ludzkości? Co że teraz wiemy że ziemia jest okrągła a nie płaska? I co z tego że to wiemy powiedzcie? To że latamy w kosmos i podróżujemy promami i samolotami? (znów przemysł?) Wiecie jakimi mordami rdzennej ludności obkupione było każde nowe nowe odkrycie geograficzne? Czy nie widzicie że wszyscy zostaliśmy potwornie oszukani?
    Samego Gurdżijewa skreśla już na początku jeden fakt. Jaki? Czułem to od zawsze i wiem że nie jestem w tym odosobniony, powiedziało to również już tak wielu ludzi, że sami na pewno nie raz z tym się zetknęliście : Nie idź za mną, nie chcę tego, nie chcę być Twoim nauczycielem, Twoim guru, idź sam, swoją drogą, doświadczaj,nikogo nie wynoś na piedestały a już na pewno nie mnie. Każdy z nas jest równy drugiemu.
    Debatujecie co zrobić z psychopatami? Wow! To bardzo szlachetne! A może zamiast próbować uleczać innych wreszcie naprawdę pojmiemy że trzeba zacząć od siebie co?
    A każdy z nas tutaj łącznie z twórcą tego bloga oraz Tobą Ram ma jeszcze wiele do nauki a zbyt mało pokory żeby to zrozumieć.
    Co do grania na najcieńszych strunach – akurat gram na grubych, jestem muzykiem i gram na kontrabasie, to mój zawód i moje życie.
    Kiedy wychodzę przed widza nie udaję jak aktor kogoś kim nie jestem, nie oszukuję go, nie daję mu kolejnej iluzji. Nie gram kogoś kim nie jestem lub kim chciałbym być, nie jesteśmy tutaj po to, bo gra dziś prawie każdy, każdy udaje kogoś kim nie jest. Podział na zły i dobry aktor? Aha, jak mnie i siebie oszukasz wtedy jesteś już dobry?
    Prawie jak każdy facet lubię motoryzację i uwielbiam prowadzić swój samochód, ale wiecie co?
    Gdybym miał możliwość wybrania życia na czystej planecie bez skażonej przemysłem wody i powietrza przemysłem i nie tylko, gdzie jako wymóg musiałbym zrezygnować ze wszystkich doczesnych wygód jako pierwszy oddałbym swój samochód i wszystkie „wygody” otaczające mnie w wielkim mieście a jeżeli trzeba by było pożegnać się z kontrabasem również jako pierwszy bym to uczynił.
    Następnie sam wybudował bym swój dom, zajął się orką i sianiem, nie, nie dla innych czy na handel, dla siebie, tylko tyle ile potrzebuję ja i moja rodzina, otoczyłbym się też zwierzętami, nie, nie po to by je jeść – po to by z nimi obcować.
    Utopia tak? Aha… wiesz utopia to też tylko słowo a my słowem nie jesteśmy. Posiadamy wszystko co potrzebujemy aby tego dokonać więc nie jest to utopia a słowo utopia wymyślili właśnie ludzie którzy żyją z innych i boją się tego że kiedyś człowiek naprawdę może powstać z kolan.
    Podobnie stwierdzenie że rodzą się ludzie źli do szpiku kości usprawiedliwia ten system i świat jaki znamy dziś.
    …bo wiecie… jeśli tego nie zrobimy to naprawdę jesteśmy odpadami i nasze miejsce jest na wysypisku śmieci historii.
    Kim zatem jesteśmy?

    Komentarz - autor: Jog — 23 listopada 2012 @ 15:00

  15. @iza

    Nie szkodzi, nic się nie stało 🙂

    Nieszczęsny osobnik ma zdiagnozowane NPD. Nie takie proste jest uświadamiać rodzinę, bo ciężko jest wytłumaczyć rodzicom, że ich dziecko może być „bezduszne”. Natomiast psychicznie umęczone rodzeństwo, może wykorzystać to do posunięcia się do skrajnych czynów. W każdym bądź razie to proces żmudny i delikatny.

    Dziękuję za porady i za pracę jaką wkładasz, wraz z resztą redakcji, w tworzenie tej witryny. Wiele moich własnych iluzji prysło dzięki tekstom tu zamieszczanym.

    Pozdrawiam serdecznie

    Komentarz - autor: fox — 23 listopada 2012 @ 19:39

  16. Jog
    Tak naprawdę to różnice między nami, w interpretacji pewnych wypowiedzi, nie są istotne.

    Istotne jest to, że tworzą one przestrzeń, w której może zachodzić wzajemna wymiana myśli i doświadczenie z tym związane.
    Psychopaci tworzą przeciwny biegun wobec normalnych ludzi więc powstaje przestrzeń dla doświadczenia. Inaczej, między złem, a dobrem wszystko się rozgrywa. Gdyby nie było zła, nie byłoby doświadczenia. gdyby wszyscy się ze sobą zgadzali, nie byłoby wymiany myśli i rozwoju. Nie jestem Twórcą tego świata:) więc nie podejmuję się wyjaśniać w Jego imieniu jego sensu.

    Użyte słowa i rozumiane przez nas ich znaczenie, nigdy w pełni nie oddadzą istoty rzeczy dotyczącej pewnych duchowych prawd, sensu naszego istnienia i roli jaką indywidualnie i grupowo, mamy do spełnienia. Skoro jednak zamknięci jesteśmy w ich ograniczającej przestrzeni, skazani jesteśmy na daleko niedoskonały przekaz myśli i idei za ich pomocą i ryzyko niezrozumienia.
    Teatr i rola to tylko pewne przybliżenie tego co jest do powiedzenia i w żadnej mierze nie wyczerpuje tematu. Stąd pierwszy wniosek, że nikt na Ziemi nie zna całej prawdy, a co najwyżej z kilku ziaren lepi sobie obraz całości i niezdarnie próbuje przekazać to innym. Jeśli nawet poznałby prawie całą prawdę to w żaden sposób nie mógłby przekazać jej innym, właśnie z powodu ograniczającego, z natury rzeczy, języka. I nie chodzi mi o poznanie tajemnic tego fizycznego świata. Poznanie nie przychodzi przez język, ani tym bardziej z niego nie wychodzi. Jest kwestią indywidualnego doświadczenia i w nim pozostaje na zawsze. Pychą więc byłoby wgłębianie się w znaczenie istnienia cierpienia i uzasadnianie z pozycji posiadacza jedynej prawdy, czy jest ono dobre czy złe, konieczne czy też nie – ogólnie lub w indywidualnych przypadkach. Cierpienie jest wszechobecne i porażające. To właśnie z egocentrycznego punktu widzenia nie ma dla niego wytłumaczenia.

    Uwikłany w iluzje człowiek reaguje emocjonalnie na wszelkie przejawy niesprawiedliwości wobec siebie i innych, ale przez swoją reaktywność jest tym, czym tlen dla pożaru – podtrzymuje ów ogień cierpienia na tej planecie. I w tej mierze Gurdżijew ma rację, bo poprzez obudzenie w sobie Prawdziwego Człowieka i okiełznanie swojego wewnętrznego „emocjonalnego konia”, zostaje zablokowany dopływ naszej emocjonalnej substancji do ogólnej pożogi cierpienia.

    Stąd kolejny wniosek – próbując zmieniać innych nie zmienimy świata, by go zmienić, musimy zacząć od siebie – co słusznie zauważyłeś.

    Chciałbym być dobrze zrozumianym. Brak reaktywności nie oznacza zgody na cierpienie i niesprawiedliwość, a jedynie nieuczestniczenie w tej sztafecie pokoleń, przekazującej sobie pałeczkę cierpienia. Z punktu widzenia „zwykłego człowieka”, brak reakcji – odwetu, jest oznaką słabości, ale tylko dlatego, że jest on ofiarą podstawowej iluzji oddzielenia od innych i Najwyższego Bytu, jakkolwiek byłby on nazwany.

    Iluzja zdrowego odżywiania związana jest z ludzką wadą polegającą na generalizowaniu. Rzeczywistość jest taka, że ciała każdego z nas mają różne potrzeby. To co dla jednego jest dobre, niekoniecznie jest takie dla innego. Stąd mnogość diet wzajemnie się wykluczających.

    Mięsna dieta jest dla wielu szkodliwa, chociaż sądzę, że nie dla wszystkich. Na poziomie fizycznym dostarcza wszystkie potrzebne składniki, ale nie uwzględnia wymiaru duchowego i emocjonalnych zależności między strachem mordowanego zwierzęcia i jedzącego jego mięso, człowieka. Jak zapewne niektórzy wiedzą, a innym ani przez myśl nie przejdzie, nasze złe emocje wpływają na stan naszego zdrowia w dużo większym stopniu, niż się powszechnie sądzi. No, ale bycie zdrowym lub chorym, to kwestia indywidualnego wyboru. Tutaj mamy kolejną iluzję – wolną wolę, z którą mógłbym się zgodzić pod pewnymi warunkami. Odnosząc to do Gurdżijewa, wolnej woli nie mają zwykli ludzie, natomiast ma ją Prawdziwy Człowiek. Widać pewne punkty styczności w tych dwóch wypowiedziach, coś w tym jest i nie wykluczałbym innych powiązań. Trochę przydługawo się zrobiło więc skończę na tym:) Pozdrawiam.

    Komentarz - autor: Ram — 23 listopada 2012 @ 20:50

  17. @fox

    Jak stoisz z angielskim?

    Może tu znajdziesz trochę przydatnych informacji?
    Narcissistic Personality Disorder: Subcriminal Psychopathy?

    W najgorszym razie warto skorzystać nawet z Google translation.

    Dziękujemy za serdeczne słowa. Trzymaj się. 🙂

    Komentarz - autor: iza — 23 listopada 2012 @ 21:04

  18. Ram, jeżeli to co piszesz to Twoje własne przemyślenia a nie cytaty z książki to jesteś bardzo ciekawym człowiekiem.
    Tak wiem, nic nie jest do końca Twoje czy moje ale wiem że rozumiesz. Najsłuszniejszą rzeczą którą poruszyłeś jest marność języka mówionego i pisanego aby móc cokolwiek tak naprawdę wyrazić, ale przemierzając moją przestrzeń w tej sekundzie nie potrafię z niczego więcej skorzystać.
    „Tak naprawdę to różnice między nami, w interpretacji pewnych wypowiedzi, nie są istotne” – jeżeli prawda jest tylko jedna to są, ponieważ tak jak piszesz pozwalają nam na wzajemną wymianę myśli i tworzą pewne doświadczenie. Gdyby różnice nie były istotne chyba nie było by tej wymiany ani doświadczenia które ona daje. Według mnie istnieje ona z jednego tylko powodu, zarówno Ty jak i ja mamy ogromną potrzebę doświadczania szczęścia i wierzę że dla wszystkich istot żywych na pewnym bardzo ważnym dla nich poziomie jest ono dokładnie tym samym, nie muszę się rozpisywać czym ono jest, wszyscy, jedni głębiej od innych to czujemy. Zdajemy sobie sprawę z tego że nie jest dobrze a wielu ma ten rodzaj odwagi żeby rozumieć że w danej rzeczy mają rację ale w innej mogą się mylić. Różnice miedzy nami powodują że kiedy już je zauważymy, traktując się nawzajem z należytym szacunkiem, reprogramujemy , porównujemy, wyciągamy wnioski i uczymy się od siebie nawzajem. Gdyby różnice nie były istotne nie powodowałyby takich pożytecznych skutków. Robimy to dlatego że to jedyna droga do naprawienia tego co naprawy wymaga, ale jeśli użyłeś stwierdzenia „nie istotne” żeby nie prowokować, to rozumiem i jest to ok z Twojej strony.
    Jeżeli natomiast nie ma czegoś takiego jak jedna uniwersalna prawda wtedy nie ma również Twórcy tego świata a dobry matematyk pokusiłby się o udowodnienie tej teorii stosownymi wzorami, twórcą świata jest każdy z nas, każdy ma swoją uniwersalną prawdę i wtedy możemy śmiało podejmować się w Swoim imieniu wyjaśniania jego sensu.
    Wróćmy jednak do pierwszego założenia – skoro Twórca to i początek skoro początek to i koniec a linarność istnieje.
    Nie wiemy czy przychodzimy tu ponownie, i znów i znów, ale wiemy ze chcemy to wiedzieć, w najczarniejszych chwilach tracimy nadzieję że poznamy odpowiedzi aby następnie znów wybuchło w nas światło poznania. Do tego jednak potrzebujemy innych. Pracy mamy mnóstwo i tu pojawia się problem, czas! Umieramy i nam go nie starcza, umysł w tym momencie znów płata figla, wymyślamy różnego rodzaju teorie ( że czas nie jest linearny) żeby znów usprawiedliwić przed samymi sobą swoje niedoskonałości. Jednak my ich wcale nie mamy a w ten sposób jeszcze bardziej pogarszamy naszą sytuację zamiast budować i tworzyć lepszy świat szukamy wymówek.
    Oczywiście mogę się mylić ale jeśli tak to naprawdę nie ma o czym pisać, rozmawiać i doświadczać a ktoś kto jest naszym Twórcą, a może właścicielem który nas hoduje, istotnie dla kpiny stworzył człowieka. A może Twórca też jest psychopatą? Przecież w takim razie nie możemy tego odrzucić.
    „Człowiek przez swą reaktywność jest tym czym tlen dla pożaru” – nie każdy człowiek wyjawia reaktywność emocjonalną tak dużą aby przypisywać jej tak wielką zasługę.

    Komentarz - autor: Jog — 24 listopada 2012 @ 03:01


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: