PRACowniA

13 Listopad 2012

Ameryka – mit, rzeczywistość, szwadrony śmierci i Al-Kaida

Joe Quinn
Sott.net
10 listopada 2012

Zwolennicy Obamy podekscytowani jego reelekcją i amerykańskim snem

Muszę przyznać, że jeśli chodzi o prezydenckie przemówienia po zwycięstwie w wyborach, to mowa akceptacyjna Obamy była imponująca. Emocjonalnie prowokacyjna (podobnie dla Amerykanów, jak i nie-Amerykanów), pełna nadziei, wzywała do działania i zbiorowej odpowiedzialności „nas, narodu”. Chodziło w niej o napompowanie powszechnej dumy ze wspaniałych Stanów Zjednoczonych Ameryki jako najwspanialszego kraju na świecie. Uderzyła we wszystkie emocjonalne struny Amerykanów i przypomniała im na temat kraju, w którym żyją, bez mała o wszystkim, w co od dzieciństwa uczono ich wierzyć. Była odwołaniem się do amerykańskiego snu i amerykańskiego mitu. Obama twierdził, że „nigdy nie miał więcej nadziei co do naszej przyszłości, nigdy nie miał więcej nadziei co do Ameryki” i ogłosił, że „najlepsze jeszcze przed nami”. W skrócie, była to masa hurrapatriotycznego nonsensu, stojącego w jawnej sprzeczności z realiami życia w USA i z tym, co Stany zrobiły i nadal robią z resztą świata.

Mit Ameryki i „amerykański sen”, w wersji promowanej przez polityków i speców od mass mediów, były bardzo skuteczne w trzymaniu przeciętnego Amerykanina z dala od prawdy o tym, czym Ameryka była i jest. Ale górnolotne słowa samych polityków nie wystarczają, aby utrzymać obywateli w zadowoleniu i posłuszeństwie. Żeby roszczenia do amerykańskiej wyjątkowości i wyższości były naprawdę skuteczne, musiałyby być poparte twardymi dowodami, i w tym sensie Ameryka faktycznie była przez długi czas najbardziej zamożnym i rozwiniętym krajem na świecie.

I tu wkracza amerykański mit.

„Jakość życia” przeciętnego Amerykanina w ciągu ostatnich 100 lat stała wyżej niż w innych „rozwiniętych” krajach i znacznie wyżej niż w pozostałych częściach świata. Ten wysoki poziom standardu życia był zapewniony przede wszystkim przez dostęp do nowoczesnych technologii oraz łatwy dostęp do miejsc pracy i „osobistej zamożności”. Jak jednak Amerykanie uzyskali dostęp do technologii i dlaczego w USA praca i osobiste bogactwo były tak obfite w porównaniu do innych krajów?

Amerykanom powiedziano, a oni skrzętnie uwierzyli, że są „najwspanialszym narodem na ziemi” z racji jakości swojego życia, a z kolei jakość ich życia wynika z ich „wyjątkowego” ducha przedsiębiorczości, gdzie osobiste bogactwo i „sukces” obywatela jest bezpośrednio związany z tym, jak wiele pracy włożył w dorobienie się i odniesienie sukcesu. W Ameryce każdy może zostać prezydentem. To jest mit. Prawda o pochodzeniu amerykańskiego bogactwa i gdzie ono naprawdę spoczywa, jest mniej imponująca.

Przynajmniej od początku 1940 roku amerykańska elita na dobre rozpoczęła proces zastąpienia imperium brytyjskiego amerykańskim, a w ciągu następnych dziesięcioleci projekt mniej więcej ukończono. Podczas gdy brytyjska elita ukierunkowana była na utrzymanie swojego imperium przez bezpośrednią okupację innych narodów i ludobójczą politykę wobec ludności tubylczej, elita amerykańska wybrała głównie „tajne” wojny zastępcze o „niskiej intensywności” z udziałem finansowanych przez USA szwadronów śmierci do wykonywania brudnej roboty, i obejmujące manipulowanie zagranicznymi przywódcami lub ich usuwanie i instalowanie ich bardziej „przyjaznych” odmian. Niemniej jednak, ten nowy amerykański styl budowania imperium był równie destrukcyjny dla lokalnych populacji wziętego na celownik kraju. Były agent CIA John Stockwell szacuje, że od czasu II wojny światowej do roku 1990 zostało zabitych 6 milionów ludzi w bezpośrednim związku z interwencjami CIA (i sił zbrojnych USA) w ponad 50 krajach. Jeśli dodamy do tego operacje CIA i wojsk amerykańskich od 1990 roku, liczba ofiar będzie prawdopodobnie bliższa 12 milionów zabitych, z kolejnymi milionami cierpiącymi z powodu wysiedlenia, głodu i ucisku.

Nieuczciwie zyski

Imperium amerykańskie, podobnie jak wcześniej brytyjskie, zapewniło amerykańskiej gospodarce (i narodowi) dostęp do surowców innych krajów kosztem ich obywateli. Detronizując – bezpośrednio lub pośrednio – demokratycznie wybranych przywódców i zastępując ich dyktatorami, amerykańscy agenci Imperium byli w stanie zapewnić bardzo korzystne warunki ekonomiczne amerykańskim firmom, chcącym robić interesy z innymi krajami, oraz dostęp do bardzo tanich surowców. Ta praktyka jest zazwyczaj eufemistycznie określana jako „otwarcie się kraju na inwestycje zagraniczne”, ale bardziej precyzyjnym wyrażeniem byłoby „rozwalenie kraju w celu umożliwienia amerykańskiej (i zachodniej) grabieży”. Powinno być oczywiste, jak ta polityka bezpośrednio doprowadziła do ​​wysokiego poziomu życia Amerykanów. W istocie rzeczy, prawdopodobnie można by stworzyć wzór matematyczny dla przedstawienia bezpośredniego związku między wysokim poziomem życia dowolnego obywatela USA i niskim standardem życia, aż do śmierci włącznie, dowolnego obywatela tak „skolonizowanego” przez amerykańskie imperium kraju.

Istnienie „republik bananowych” (termin ukuty w 1904 r.) jest jednym z przykładów społeczeństw stworzonych przez ekspansję amerykańskiego imperium. Republika bananowa jest opisywana jako „państwo ekonomicznie uzależnione od eksportu ograniczonych zasobów (owoce, surowce naturalne) i zazwyczaj cechuje je społeczeństwo podzielone na klasy społeczne, takie jak liczna zubożała klasa robotnicza oraz rządząca plutokracja, składająca się z elit biznesu, polityki i wojska”. Dobrym przykładem na to, jak amerykańskie firmy doprowadziły do dosłownie pełnej kontroli nad takimi nieszczęsnymi krajami, jest United Fruit Company [Wiki pl]. Nazwa „Banana Republic”, jaką przyjęła duża amerykańska firma odzieżowa, która szyje z materiałów pochodzących z „trzeciego świata” i bezwzględnie wyzyskuje pracowników, jest odpowiednia, ale i cyniczna bądź ironiczna, choć ironia ta niewątpliwie umyka większości ludzi. Rzeczywiście, spółka macierzysta firmy „Banana Republic”, „GAP”, znajdzie się prawdopodobnie wysoko na liście przykładów wielkiego ducha przedsiębiorczości Ameryki.

Nieodłącznym elementem koncepcji amerykańskiej wyjątkowości jest idea, że zadaniem Ameryki było, i jest, szerzenie na całym świecie „wolności i demokracji”. W końcu, dlaczego najbogatszy i „najbardziej wolny” kraj nie miałby rozciągnąć takiego bogactwa i wolności na inne narody? Jeśli chodzi o przeciętnego Amerykanina, taka dobroczynność wzmacnia ideę Ameryki jako najwspanialszego narodu kiedykolwiek stąpającego po ziemi.

Amerykańskie elity tworzą dobrobyt amerykańskich obywateli kradnąc go innym narodom pod pozorem rozprzestrzenienia na świecie „wolności i demokracji”. Następnie elita mówi Amerykanom, że wygenerowane bogactwo jest wynikiem „wyjątkowej” postawy amerykańskiej, tj. umiłowania wolności i demokracji oraz ducha przedsiębiorczości, i powinno ono być naturalnie dzielone z innymi narodami. To „dzielenie się” odbywa się za pośrednictwem zarówno ukrytej, jak i jawnej interwencji wojskowej w celu obalenia obcych rządów i „zmniejszenia” praw obywatelskich grup, które odrzucają ideę konieczności kradzieży ich zasobów, aby elita USA mogła nadal pomnażać amerykańskie bogactwo, a tym samym utrzymywać Amerykanów w przekonaniu, że ich „wyjątkowa”, „krajowa” „wolność i demokracja” powinna być szerzona wśród innych narodów. Oczywiście, dla obywateli amerykańskich jest to bardzo skuteczna pułapka psychologiczna.

Kiedy jakieś kraje znajdują się w „konflikcie” lub w „stanie wojny” z USA – a dokładniej, kiedy są bombardowane i okupowane przez armię amerykańską – to prawdopodobnie z jakiegoś dziwnego powodu ludzie z pewnych innych krajów nie podzielają tego „wyjątkowego” amerykańskiego pragnienia posiadania „wolności i demokracji” oraz wszystkiego, co najlepsze, i wolą żyć pod rządami dyktatorów i grzebać w błocie Afryki lub pustyniach Bliskiego Wschodu. W tych przypadkach, ci ludzie są oczywiście tak prymitywni, że zapewne nieodzowna jest jakaś dawka bombardowań i ludobójstwa, jeśli kiedykolwiek sytuacja ma się zmienić na lepsze.

Jak długo amerykańscy przywódcy będą w stanie ukryć przed obywatelami prawdę o tym, jak i dlaczego Ameryka jest tak zamożna, system będzie działał. Gdyby Amerykanie mieli kiedyś uświadomić sobie fakt, że ich dobrobyt zależy od biedy innych i zamordowania milionów ludzi, to czy wystarczająco by ich to obchodziło, żeby coś z tym zrobić? Parafrazując znane powiedzenie, „trudno jest przekonać o czymś człowieka, jeśli wysoka jakość jego życia zależy tego, że w to NIE wierzy”.

Zbrojenie dżihadystów dla/za „wolności i demokracji”

Szanse na to, że większość Amerykanów (czy Brytyjczyków, Francuzów, Niemców itp., jako że wszyscy są w jakimś stopniu zaprogramowani do samej wiary w wyjątkowość zachodnich narodów) kiedykolwiek odkryje prawdę, dlaczego Ameryka jest tak „wspaniała” (i w związku z tym uświadomi sobie, że wcale nie jest), są znikome. Media głównego nurtu utrzymują stały ostrzał dźwiękowy, który utwierdza mit Ameryki, a większość Amerykanów (jak i większość Europejczyków) przyjmuje swoją codzienną dawkę rzeczywistości właśnie z mediów głównego nurtu. Nie znaczy to, że nigdzie nie ma dowodów wykazujących, jak naprawdę Zachód powstał – są, ale w mniej znanych książkach historycznych (z których oczywiście nie korzysta się w szkołach), a nawet w tym dziwnym artykule pochodzącym z głównych mediów:

Przemyślcie te fragmenty z artykułu New York Timesa z października 2012 r.

Na przepływie broni dla rebeliantów korzystają syryjscy dżihadyści

Większość broni dostarczanej na życzenie Arabii Saudyjskiej i Kataru, która ma dotrzeć do syryjskich grup rebeliantów walczących z rządem Baszara al-Assada, trafia do ekstremistycznych islamskich dżihadystów, a nie do bardziej świeckich grup opozycyjnych, które – według amerykańskich urzędników i dyplomatów Bliskiego Wschodu – Zachód chce wesprzeć. […]

Amerykańscy urzędnicy starali się zrozumieć, dlaczego ekstremistyczni islamiści otrzymali lwią część broni wysłanej do syryjskiej opozycji tajnym kanałem z korzeniami w Katarze i, w mniejszym stopniu, Arabii Saudyjskiej. […]

Problemy te były głównym przedmiotem zainteresowania dyrektora Centralnej Agencji Wywiadowczej, Davida H. Petraeusa, kiedy w zeszłym miesiącu potajemnie wybrał się w podróż do Turcji– powiedzieli urzędnicy.

C.I.A. nie skomentowała podróży pana Petraeusa, odbytej do regionu, który dobrze zna z czasów, kiedy był generałem armii w Dowództwie Centralnym (US Central Command), odpowiedzialnym za wszystkie amerykańskie operacje wojskowe na Bliskim Wschodzie. Urzędnicy z krajów w tym regionie mówią, że pan Petraeus był głęboko zaangażowany w próby przekierowania tych dostaw.

Trzeba trochę przepopielić ten tekst, żeby go odkręcić.

Broń idzie do „islamskich dżihadystów”, alias „Al-Kaidy”, ponieważ wielu z tych dżihadystów (przynajmniej ci kierujący „rebelią”) pracuje bezpośrednio dla CIA i MI6 i było tak przez kilka dziesięcioleci. Są to „dżihadyści”, którzy otrzymali zadanie wejścia do Syrii, poprzez zamordowanie libijskiego ambasadora Chrisa Stevensa, i zasiania tam chaosu (masowe bombardowania i zamachy), co było głównym punktem strategii USA, Izraela i Wielkiej Brytanii mającej na celu pozbycie się Assada i zamienienia Syrii w kolejną „bananową republikę”. W istocie, komentarz z artykułu NY Timesa, że USA chcą, żeby broń dostała się świeckiej opozycji, powinien zostać odwrócony o 180 stopni.

Ostatnią rzeczą, jaką USA i ich partnerzy chcą widzieć w Syrii, jest nowy post-Assadowski świecki syryjski rząd. Assad kierował świeckim rządem przez dziesięciolecia. Świecki, w tym przypadku, tak naprawdę oznacza nacjonalistyczny, to znaczy rząd, dla którego potrzeby syryjskiego narodu stałyby przed potrzebami amerykańskiego imperium. Na przestrzeni historii rządy amerykańskie zawsze demonizowały i starały się usunąć przywódców innych państw, którzy wykazywali jakiekolwiek oznaki braku chęci dostosowania się do reguł ideologii amerykańskiej wyjątkowości i amerykańskiego ekspansjonizmu.

Skrzynia z bronią wyprodukowaną na Ukrainie u syryjskich „rebeliantów”. Miejscem przeznaczenia jest Rijad, Arabia Saudyjska.

USA chodzi o prawo zadecydowania, kto będzie rządził Syrią po odejściu Assada (jeśli w ogóle odejdzie), bo będą mogły wówczas wybrać odpowiedniego człowieka, którego zadaniem będzie przekształcenie Syrii w państwo uzależnione od USA i „otwarcie kraju na inwestycje zagraniczne”. W obliczu wyboru między frakcją składającą się z prawdziwych Syryjczyków, którzy chwycili za broń przeciwko Assadowi, i wyszkolonymi przez CIA fundamentalistycznymi islamskimi bojownikami, rząd USA wybierze fundamentalistów. Jest to tak samo prawdziwe dzisiaj, jak było 60 lat temu. Jak zauważył Robert Dreyfuss w swojej książce Devil’s Game: How the United States helped unleash fundamentalist Islam (Szatańska gra. Jak Stany Zjednoczone przyczyniły się do rozpętania fundamentalistycznego islamu):

„Podczas zimnej wojny, w latach 1945-1991, wrogiem był nie tylko ZSRR. Według manichejskich zasad tej epoki, USA demonizowały przywódców, którzy nie angażowali się ochoczo w amerykański program lub którzy mogli podważyć zachodnią, a zwłaszcza amerykańską hegemonię. Podejrzane były idee i ideologie, które mogłyby zainspirować takich przywódców: nacjonalizm, humanizm, sekularyzm, socjalizm. Ale właśnie takich wywrotowych idei najbardziej obawiały się siły rodzącego się muzułmańskiego fundamentalizmu. Wcałym regionie islamska prawica toczyła zacięte batalie przeciw wyznawcom takich poglądów, nie tylko w sferze życia intelektualnego, ale i na ulicach. W ciągu trwającej dziesiątki lat walki z arabskim nacjonalizmem Stany Zjednoczone doszły do wniosku, że połączenie sił z islamską prawicą będzie politycznie rozsądnym posunięciem„. [1]

Zakładam tutaj, że w ogóle istnieją w Syrii jakieś „świeckie grupy opozycyjne”, które walczą przeciwko Assadowi. Nie zdziwiłbym się wcale, gdyby jedynymi aktywnymi grupami walczącymi w Syrii przez ostatnich 18 miesięcy byli terroryści islamscy CIA.

Ostatni punkt dotyczy odwołania dyrektora CIA, Petraeusa. Od wczoraj Petraeus jest „byłym dyrektorem CIA, ponieważ zrezygnował, rzekomo z powodu pozamałżeńskiego romansu”. Zważywszy na to, że Petraeus był bardzo zaangażowany w zbrojenie dżihadystów Al-Kaidy w Syrii i że był ostatecznie odpowiedzialny za śmierć libijskiego ambasadora Chrisa Stevensa, bowiem „ambasada”, w której zginął Stevens, była w rzeczywistości ogrodzonym obiektem CIA, a wśród tych, którzy zaatakowali obiekt, byli libijscy „dżihadyści”, z których usług Stevens korzystał wysyłając broń do Syrii, wygląda na to, że romans był najmniejszym zmartwieniem Petraeusa i jest mało prawdopodobne, aby stanowił prawdziwy powód jego nagłej rezygnacji.

Oczywiście, pozamałżeńskie romanse mogą być z łatwością ustawione przez osoby trzecie w celu wywarcia presji lub wymuszenia dymisji pewnych osób. Izraelski wywiad jest dobrze znany z wykorzystywania „słodkich przynęt” wobec amerykańskich polityków, których wymianę chętnie by zobaczyli, zazwyczaj dlatego, że nie są oni wystarczająco proizraelscy. Petraeus mógł dać się złapać w taką pułapkę, choć to nie sama pułapka jest problemem, lecz raczej towarzyszący jej rozgłos, jaki mogą jej nadać media, oraz przede wszystkim powód zastawienia takiej pułapki.

Czy owym powodem mogło być to?

„Oświadczenie gen. Davida H. Petraeusa, dowódcy Sił Zbrojnych USA i Centralnego Dowództwa USA przed senacką Komisją Sił Zbrojnych (Senate Armed Services Committee) w sprawie postawy Centralnego Dowództwa USA, 16 marca 2010.”

„Utrzymujące się wrogie działania pomiędzy Izraelem i niektórymi z jego sąsiadów stanowią wyraźne wyzwania dla możliwości postępu w realizowaniu naszych interesów […] napięcia izraelsko-palestyńskie często przeradzają się w przemoc i konfrontacje zbrojne na dużą skalę. Konflikt podburza antyamerykańskie nastroje, ze względu na postrzegane faworyzowanie Izraela przez USA. Gniew Arabów spowodowany kwestią palestyńską ogranicza siłę i głębię partnerstwa USA z rządami i narodami w tym regionie i osłabia legitymizację umiarkowanych reżimów w świecie arabskim. Tymczasem Al-Kaida i inne grupy bojowników wykorzystują ten gniew do zmobilizowania wsparcia”.

Przypisy:

1.Robert Dreyfuss, Devil’s Game: How the United States Helped Unleash Fundamentalist Islam, Henry Holt & Company Inc, Feb 2006, str. 2

– –

Ten artykuł jest przekładem oryginału zamieszczonego w języku angielskim na stronie:

dokonanym przez polskich tłumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.

Materiał ten został opublikowany przez SOTT.NET – projekt Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala się na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz źródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

8 komentarzy »

  1. Większość Polaków i tak nadal kocha i będzie kochać Amerykę…Dopóki to, co robią Stanych Zjednoczone rozdrażnia i osłabia Rosję, albo chociażby odciąga jej uwagę od spraw polskich, dopóty większość Polaków będzie usprawiedliwiać działania USA, wierzyć w propagandowe przekazy, a artykuły jak ten powyżej traktować jako nadinterpretację faktów, bądź niegroźne teorie spiskowe…

    Komentarz - autor: Kasia — 14 Listopad 2012 @ 19:57

  2. @Kasia

    Taa… 😦

    Jak pod naszym postem Współudział Europy w szerzeniu Zła przytoczył w komentarzu koliber:

    Aviation Detachment – Amerykanie w Łasku

    “Jak przypomniał szef MON „przez lata na terenie Polski przebywały już obce wojska, ale ich obecność była bez naszej woli”. Jednak “Dzisiaj amerykańscy żołnierze przybywają na nasze zaproszenie i są oczekiwanymi gośćmi”- podkreślił minister obrony narodowej.”

    A zaczyna się ta notka rządowa tak:

    Od 9 listopada 2012r. gościmy na polskiej ziemi, pierwszy stacjonarny pododdział amerykański. To również 6. rocznica przylotu do Polski pierwszych F-16.

    Ktoś kojarzy, jaki to kąsek rzucono na przynętę polskiemu narodowi kika dni wcześniej i czym żył ten naród przez ostatnie 2 tygodnie? Muszę przyznać, niezła dywersja za stosunkowo niewielki koszt – ot paru ludzi wyleciało ze stołków, a kilkadziesiąt milionów nabrało pary i wzmogło wzajemne skakanie sobie do oczu…

    A wracając do wypowiedzi szefa MON-u i generalnie polskiego stosunku do „większego brata” (nomen omen, ha ha!), powinno się lepiej uczyć w szkołach historii i mitologii. Kłania się opowieść o Koniu Trojańskim. No ale jak zapewnia stara mądrość, kto się nie uczy z historii, skazany jest na jej powtarzanie.

    Komentarz - autor: iza — 14 Listopad 2012 @ 21:57

  3. ” (…) powinno się lepiej uczyć w szkołach historii i mitologii. Kłania się opowieść o Koniu Trojańskim. No ale jak zapewnia stara mądrość, kto się nie uczy z historii, skazany jest na jej powtarzanie.”

    Kto miałby pisać obiektywne podręczniki do historii, kto miałby obiektywnie interpretować mity…nawet, jeśli znalazłby się jakiś rodzynek, to przecież MEN nie dopuściłoby tych opracowań do druku…Sott.net w Polsce czyta pewnie znikoma liczba osób…no bo w sumie po co, skoro przeciętny Polak zapewne już z góry zakłada, że to, o czym się tam pisze przedstawiane jest z czysto anglo-saskiego punktu widzenia…

    „Od 9 listopada 2012r. gościmy na polskiej ziemi, pierwszy stacjonarny pododdział amerykański. To również 6. rocznica przylotu do Polski pierwszych F-16”

    To mamy kryte..przyjaciele zza oceanu jakby co to nas obronią, tak jak po II Wojnie Światowej…

    Komentarz - autor: Kasia — 15 Listopad 2012 @ 00:08

  4. Obama wystepowal jako Bin Laden

    Komentarz - autor: alexirin — 15 Listopad 2012 @ 00:50

  5. Wmówiono amerykanom ich wielkość.. ale teraz po wyborach są inne komentarze. jeden ze znanych republikanów stwierdził iż tak dużo wpompowano dolarów w wybory a ten nadęty elektorat zachował się nie po ich myśli . Biali głosowali prawidłowo . bo aż 70 % na Romneya. a na Obamę pozostali ..czyli 30 % ,ale za to latynosi na Obamę głosowali w 100 %. i Kolorowi też w większości . Coś nie tak z tą Ameryką.- oni jednak zagłosowali za pokojem …czyli mit wielkiego mocarza który rządzi światem twardą zbrojną ręką .mija bezpowrotnie..

    Komentarz - autor: adept — 19 Listopad 2012 @ 02:30

  6. Wybór pomiędzy jednym psychopatą a drugim, nie jest żadnym wyborem, a już na pewno oddanie głosu na któregokolwiek z nich nie jest głosowaniem za pokojem, to jakiś absurd.

    Komentarz - autor: koliber — 19 Listopad 2012 @ 22:35

  7. Nie wspominając o tym, że „wybory” już dawno przestały być wyborami, a stały się wyborem z góry dokonanym przez tych, któzy pociągają za sznurki. Pozostała część przedstawienia jest zwykłą farsą na użytek gawiedzi.

    Komentarz - autor: iza — 21 Listopad 2012 @ 21:08

  8. Amerykanie nie są zbyt inteligentnym narodem – bo władzom łatwiej rządzić tępym narodem podatnym na sugestie i te szopki które są podczas każdych wyborów .

    Komentarz - autor: Piotr — 24 Listopad 2012 @ 23:39


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: