PRACowniA

29 Październik 2012

Jak psycholodzy załatwiają ruchy demokratyczne

Bruce E. Levine
ZMagazine
20 października 2012 10:10 CDT

W latach 80. ubiegłego wieku, kiedy ukończyłem studia z zakresu psychologii klinicznej, stało się dla mnie jasne, że zawód psychologa coraz bardziej polegał na zaspokajaniu potrzeb „struktury władzy” w zakresie utrzymania status quo, co było dla psychologów jedyną drogą prowadzącą do zdobycia pozycji społecznej, prestiżu i innych profitów.

Psychologia uniwersytecka w latach 1970-1980 wcale nie była doskonała. Dominującą siłę stanowili behawioryści – specjaliści od manipulacji, lubiący rządzić innymi – którym największą frajdę sprawiało warunkowanie ludzi, jakby byli szczurami w labiryncie. Jednakże, była również znacząca grupa ludzi, takich jak Erich Fromm, którzy wierzyli, że autorytarne i niedemokratyczne społeczeństwo prowadzi do alienacji i jest źródłem problemów emocjonalnych. Fromm był zaniepokojony faktem, że specjaliści od zdrowia psychicznego pomagają ludziom przystosować się do społeczeństwa, bez cienia myśli o tym, jak odczłowieczającym stało się to ​​społeczeństwo. W tamtych czasach  Fromm nie był marginalną postacią, jego idee były traktowane poważnie. Miał na koncie wydane bestsellery i występował w telewizji.

Jednak już w 1985 roku, kiedy sam otrzymałem tytuł Ph.D. (doktora) – z programu psychologii klinicznej zatwierdzonego przez Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne – ludzie z ideami podobnymi ideom Fromma byli już zepchnięci na margines. Skupiano się głównie na konkurencji – który typ leczenia najszybciej umieści pacjentów z powrotem na linii produkcyjnej. Zwycięzcami konkursu – wyłonionymi znacznie bardziej dzięki public relations niż wartości naukowej – były terapie poznawczo-behawioralna w psychologii i biochemiczna w psychiatrii. W połowie lat 80. firmy farmaceutyczne zaczęły anektować psychiatrię i formować to, co mamy obecnie – „psychiatryczno-farmaceutyczny kompleks przemysłowy”. Coraz bardziej marginalizowana była idea, że leczenie, na które składały się manipulacja i napychanie wyobcowanych ludzi lekami, żeby dostosowali się do tego szalonego wyścigu szczurów, a tym samym utrzymali status quo, było aktem politycznym – bardzo problematycznym dla tych, którym na sercu leżała demokracja.

Moje taktyczne wycofanie się

Po ukończeniu studiów wydało mi się oczywiste, że akademicka psychologia kliniczna oraz wydziały psychiatrii, szpitale i świat mainstreamowych instytucji klinicznych znacznie bardziej przygnębią mnie, wytłumią, zniszczą i rozwścieczą, niż ja zdołam cokolwiek osiągnąć w próbie zreformowania ich, więc podjąłem decyzję o „taktycznym wycofaniu się” w prywatną praktykę. Dopiero kilkanaście lat później, pod koniec lat 90., zacząłem pojawiać się na scenie publicznej – pisząc artykuły i książki, udzielając wywiadów i rozmawiając o problemach zawodu związanego z ochroną zdrowia psychicznego.

Główną motywacją do wystąpień publicznych było moje zażenowanie kierunkiem, jaki obrała moja profesja, i chciałem się od niego odciąć. Pamiętam, jak pomyślałem, pół serio, że gdy wszystkie te dzieci, które miały problem z dopasowaniem się do dehumanizującego środowiska i które były coraz bardziej naszprycowane lekami – najpierw psychostymulującymi, a następnie przeciwdepresyjnymi i przeciwpsychotycznymi – dorosną i zorientują się, co się z nimi stało, dostaną szału. Jeżeli kiedykolwiek miałaby wybuchnąć jakaś rewolucja i przypominałaby rewolucję francuską, to zamiast głów królów, królowych i kapłanów pod gilotynę podkładano by głowy psychiatrów. I pomyślałem, że jeśli zabiorę głos, to być może zostanę oszczędzony.

Na przestrzeni wielu lat odkryłem garstkę innych psychologów – a nawet kilku odważnych psychiatrów – którzy również wypowiadali się przeciwko głównemu nurtowi psychologii i psychiatrii. Większość z nich zapłaciła za to wysoką cenę zawodowej marginalizacji. Natknąłem się również na autorów książek psychologicznych, o których rutynowo milczało środowisko głównych specjalistów od zdrowia psychicznego, a których ja poważałem. Jednym z takich autorów psychologów-aktywistów był Ignacio Martin-Baró, psycholog społeczny i ksiądz w Salwadorze, który spopularyzował termin „psychologia wyzwolenia” i który został ostatecznie zamordowany w 1989 roku przez wyszkolone przez Amerykanów salwadorskie szwadrony śmierci. Martin-Baró zauważył m.in., że „w celu uzyskania pozycji społecznej i rangi, amerykańska psychologia układała się z władzą, w jaki sposób wyjdzie naprzeciw potrzebom jej ustalonych struktur”. Jak widzimy, robi to na wiele sposobów.

Zaspokajanie potrzeb struktury władzy

Jak psycholodzy dla uzyskania pozycji i rangi społecznej zaspokajają potrzeby struktury władzy, wyraźnie odzwierciedla  polityka Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego (APA). Przez szereg lat APA nie tylko akceptowało, ale wręcz przyklaskiwało pomocy psychologów w śledztwach / torturach przeprowadzanych w Guantanamo i podobnych mu miejscach. Kiedy wyszło na jaw, że psycholodzy współpracowali z armią USA i z CIA nad doskonaleniem brutalnych metod przesłuchań, w 2005 roku APA zmontowało zespół zadaniowy w celu zbadania sprawy i stwierdziło, że pomagając wojsku psycholodzy odegrali „cenną i etyczną rolę”. W 2007 r. Rada Reprezentantów APA podtrzymała tę linię polityczną, przegłosowując ogromną ilością głosów odrzucenie uregulowań, które zakazałyby członkom APA udziału w brutalnych przesłuchaniach zatrzymanych. Dopiero w 2008 roku członkowie APA przegłosowali zakaz konsultacji w śledztwach.

Na czubku tej góry lodowej znajdują się wysiłki chyba najbardziej znanego psychologa akademickiego w USA, byłego przewodniczącego APA, człowieka, który kiedyś nawet zrobił coś wartościowego w temacie wyuczonej bezradności. Oczywiście mówię o Martinie Seligmanie, który niedawno prowadził konsultacje w zakresie kompleksowego programu poprawy sprawności amerykańskich żołnierzy (US Army Comprehensive Soldier Fitness) – tym razem nie tylko dla podniesienia swojej pozycji społecznej i rangi, ale i dla kilku milionów dolarów dla jego Centrum Psychologii Pozytywnej na University of Pennsylvania, jak podaje gazeta Philadelphia Inquirer, cytując słowa Seligmana: „Dążymy do stworzenia nieustraszonego wojska”.

Aby podać przykład, jak pozytywna psychologia jest wykorzystywana w tym kompleksowym programie sprawności żołnierza, w jednym z ćwiczeń polegających na odgrywaniu roli sierżant jest proszony o zabranie swoich wyczerpanych ludzi na jeszcze jedną trudną misję. Początkowo sierżant jest zły i mówi: „To nie fair”, ale w przedstawieniu zostaje „zrehabilitowany” i ma przeformułować otrzymane polecenie tak, żeby brzmiało jak komplement i powiedzieć: „Może wybrał nas, bo wie, że można na nas polegać”.

Tego typu „pozytywne przeformułowywanie” oraz wykorzystywanie psychologii i psychiatrii do manipulowania ludźmi i napychania ich pigułkami (co szósty członek amerykańskich sił zbrojnych bierze co najmniej jeden lek psychiatryczny, częstokroć w strefach walki), żeby dostosowali się do dehumanizujących środowisk, od dość dawna martwiły wielu krytycznie myślących, od Aldousa Huxleya w Nowym wspaniałym świecie przez Ericha Fromma w The Sane Society, a bardziej ostatnio, Barbarę Ehrenreich w Bright-Sided.

Jak psycholodzy załatwiają ruchy demokratyczne

Główny problem, który mnie martwi, to powszechne patologizowanie antyautorytarian i robienie z nich chorych. Jest to przerażające, ponieważ antyautorytarianie są absolutnie kluczowi dla demokracji i ruchów demokratycznych. Chcę przedstawić, jak to jest robione, ale najpierw zdefiniuję autorytaryzm i antyautorytaryzm.

Autorytaryzm to bezwarunkowe posłuszeństwo wobec autorytetów*. Osobowości autorytarne na pozycji władzy wymagają bezwzględnego posłuszeństwa, a autorytarni podwładni stosują się do tego bezwarunkowego posłuszeństwa. Dla kontrastu, antyautorytarianie kwestionują zasadność autorytetu przed potraktowaniem go poważnie. Czy autorytet wie, co mówi, czy nie wie? Mówi prawdę, czy kłamie? Czy dba o ludzi, którzy biorą go na poważnie, czy jest to wyzysk? I jeśli antyautorytarianie ocenią autorytet za bezzasadny, rzucają mu wyzwanie i stawiają opór. Poprzez patologizowanie i „leczenie” antyautorytarian, psycholodzy i inni spece od zdrowia psychicznego usuwają ich z „pola walki o demokrację”.

[*authority – w j. ang. oznacza zarówno autorytet (znawca, ekspert), jak i władzę, urząd, zwierzchnictwo. Kiedy mowa o autorytaryzmie, oba znaczenia mają zastosowanie]

Zacząłem myśleć o tym problemie patologizowania antyautorytarian przez psychologów na początku lat 80., będąc jeszcze na studiach. W latach 70. – kiedy specjaliści od zdrowia psychicznego szli naprzód zamiast do tyłu – psychiatria, w odpowiedzi na presję działaczy gejowskich, usunęła homoseksualizm z listy chorób psychicznych w swojej biblii diagnostyki, DSM. Ale 1980 był smutnym rokiem – zmarł Erich Fromm, Ronald Reagan został prezydentem, także DSM III opublikowano w 1980 roku – moim drugim roku studiów.

DSM III miało ogromny rozrost zaburzeń psychicznych, z o wiele większą liczbą diagnoz chorób dzieci i młodzieży. Od razu zauważyłem, że DSM III patologizowało upór, bunt i antyautorytaryzm. Niektóre z tych nowych jednostek chorobowych subtelnie patologizowały bunt, ale w przypadku jednej z nich bunt został spatologizowany wprost – „zaburzenie opozycyjno-buntownicze” (ODD).

Dzieci ODD nie robią nic nielegalnego. Dzieciaki ODD to nie te, które kiedyś nazywano „młodocianymi przestępcami” – to są „zaburzenia zachowania”. Oficjalne objawy ODD to „często aktywnie się przeciwstawia lub odmawia zastosowania się do polecenia dorosłych lub do zasad” i „często kłóci się z dorosłymi”.

Kiedy odkryłem ODD, powiedziałem niektórym z moich profesorów, że już wcześniej wstydziłem się za moją profesję, ale teraz jestem naprawdę zażenowany – czy psycholodzy nie zdają sobie sprawy, że niemal każdy wybitny działacz amerykański, od Saula Alinsky’ego przez Harriet Tubman po licznych wybitnych artystów i naukowców, aż po naukowców-działaczy, takich jak Albert Einstein, byłoby zdiagnozowanych jako ODD? W odpowiedzi zdiagnozowano u mnie „problem z autorytetami”. Zdecydowanie mam problem z autorytetami, które nie wiedzą, co to do cholery mówią. To był kolejny powód, dla którego wycofałem się ze świata zawodowego zdrowia psychicznego.

Antyautorytarianie

Rozpocząłem zatem prywatną praktykę i trafiało do mnie mnóstwo młodzieży z diagnozą ODD, odsyłanej do mnie przez kolegów, którzy czuli się nieswojo z tymi dzieciakami. Kiedy pracowałem z tymi dziećmi, odkryłem, że nie tylko lubię większość z nich, ale również zdecydowaną większość z nich szanuję za ich prawdziwą odwagę. Nie podporządkowują się autorytetom, które uważają za nieuzasadnione, a ja przeważnie zgadzałem się z ich oceną. Jeśli poważają autorytet, nie są nieznośne i zwykle podnoszą wrzawę o dorosłych, których mogą szanować i którzy rzeczywiście szanują ich. Te dzieci nie tylko nie są chore psychicznie, ale wiele z nich reprezentuje sobą to, co uważam za nadzieję narodu.

Przez lata pracowałem nie tylko z nastolatkami ODD, ale również z osobami dorosłymi z rozpoznaniem depresji, zaburzeń lękowych i uzależnień, oraz z ludźmi, którzy byli poddani leczeniu psychiatrycznemu z powodu zdiagnozowania u nich różnych psychoz. Nie da się zignorować tego, jak wiele osób z rozpoznaniem zaburzeń psychicznych to zasadniczo osoby o antyautorytarnej osobowości. Stanowią oni potencjalnie całkiem sporą armię antyautorytarnych działaczy, których spece od zdrowia psychicznego trzymają z dala od walki o demokrację, przekonując ich, że ich depresja, lęk i gniew są wynikiem choroby psychicznej, a nie – po części – skutkiem ich bólu spowodowanego życiem w środowisku pozbawiającym ich ludzkiej godności.

Napisałem w tym roku artykuł dla AlterNet zatytułowany „Would We Have Drugged Up Einstein?” (Czy nafaszerowalibyśmy lekami Einsteina?). Pisałem w nim o tym, dlaczego u antyautorytarian rozpoznaje się choroby psychiczne. Artykuł spotkał się z ogromnym oddźwiękiem i dostałem wiele e-maili od ludzi z rozpoznaną depresją i zaburzeniami lękowymi, którzy szczególnie pozytywnie zareagowali na zdanie: „Często najsilniejszym w ich życiu bólem, który napędza ich lęk lub depresję, jest strach, że ich pogarda dla nieuzasadnionych autorytetów zepchnie ich na finansowy i społeczny margines, ale jednocześnie obawiają się, że uległość wobec takich samozwańczych autorytetów przyniesie im egzystencjalną śmierć”.

W ciągu tych lat umacniałem się więc w przekonaniu, że istnieje ogromna grupa antyautorytarnych aktywistów, którzy są pacyfikowani przez specjalistów od ochrony zdrowia psychicznego i odsuwani od pola walki o demokrację. Myślę, że to jest jeden z ważnych powodów tak niskiej liczby Amerykanów czynnie zaangażowanych w ruchy demokratyczne.

Nieunikniona decyzja polityczna psychologów

Jeśli spojrzeć na historię cywilizacji hierarchicznej, rzeczywistość jest taka, że ​​zawsze istniały struktury władzy. Istniała struktura władzy rządzącej, będąca kombinacją monarchii i Kościoła. Dzisiaj w Stanach Zjednoczonych i wielu innych krajach struktura władzy rządzącej to korporatokracja – gigantyczne korporacje, bogata elita i współpracujący z nimi politycy.

Na przestrzeni historii wszystkie struktury władzy starały się wykorzystywać grupy ludzi, zwłaszcza spośród tak zwanych specjalistów, którzy kontrolowaliby populację pod względem buntu wobec niesprawiedliwości. Struktury władzy wykorzystywały duchownych – to dlatego duchowni, którzy troszczyli się o sprawiedliwość społeczną i byli zawstydzeni swoim zawodem, stworzyli „teologię wyzwolenia”. Oczywiście struktury władzy wykorzystywały policję i wojsko, jak to miało miejsce w całej historii Ameryki, kiedy próbowano złamać ruch robotniczy w Stanach Zjednoczonych. Teraz struktura władzy USA używa specjalistów od zdrowia psychicznego do manipulowania ludźmi i faszerowania ich chemią, żeby się  przystosowali i dostosowali, a tym samym do utrzymania status quo, bez względu na to, jak szalone jest to status quo.

Specjaliści od zdrowia psychicznego mają więc wybór. Mogą zaspokajać potrzeby władzy po prostu skupiając się na przystosowaniu i dostosowaniu do – moim zdaniem – coraz bardziej szalonego amerykańskiego społeczeństwa. Przez „szalone” rozumiem tu wiele bezsensownych wojen, których cel pozostaje niewiadomą dla Amerykanów. Przez „szalone” rozumiem też korporacje komercyjnych więzień, takie jak Correction Corporation of America, kupująca więzienia od poszczególnych stanów i domagająca się w zamian gwarancji 90-procentowej ich obsady (tak rzeczywiście się stało ostatnio w moim stanie Ohio). I tak dalej.

Specjaliści od zdrowia psychicznego mogą też postąpić zupełnie inaczej. Lekarze kliniczni mogą uznać, że liczni spośród ich pacjentów z rozpoznaniem depresji, zaburzeń lękowych czy uzależnień, nie są zasadniczo biochemicznie chorzy, ale są zasadniczo antyautorytarianami. Nie wszyscy, ale wielu z nich. I że autodestrukcyjne zachowania są podsycane przez różne bóle, a jeden taki ból jest wywoływany bezpośrednio i pośrednio przez samozwańcze autorytety na wszystkich poziomach w życiu ludzi. A zbolali antyautorytarianie mogą natknąć się na ideę, że wiele osób na przestrzeni historii – znanych i mniej znanych, od Buddy po Malcolma X – przekształciło swój ból i autodestrukcyjne zachowania w zachowania konstruktywne poprzez sztukę, duchowość i aktywizm.

Kiedy ból i antyautorytaryzm antyautorytarian zostanie uzasadniony, a oni sami poczują się mniej rozdarci, mogą przestać być tak defensywni i nabrać poczucia bezpieczeństwa. To właśnie wtedy rozpoczyna się prawdziwa zabawa, możemy bowiem przejść do kolejnego etapu – możemy nauczyć się ze sobą dogadywać. Kiedy antyautorytarianie odzyskają energię do walki z korporatokracją i nauczą się ze sobą dogadywać – możemy rzeczywiście osiągnąć coś bliższego demokracji w Stanach Zjednoczonych.

Artykuł na SOTT.net: How Psychologists Subvert Democratic Movements

3 komentarzy »

  1. Nic dodać nic ująć – świetny artykuł.

    Ukończyłem psychologię i teraz z pełną świadomością mogę o niej powiedzieć tyle że w 80% to naciągany stek bzdur.

    A propos… Niedługo ODD zostanie zdiagnozowane u każdego w okresie prenatalnym – tak na wszelki wypadek

    Komentarz - autor: Tymek — 30 Październik 2012 @ 03:18

  2. @Tymek
    … prenatalnym
    😀

    Mam nadzieję, że nikt nie myśli, że to problem tylko amerykański. To samo – na swój własny pokręcony sposób – dzieje się w Polsce i pewnie w każdym innym państwie.

    We Francji jest może jeszcze gorzej, bo do tej pory nie wyszli poza psychoanalizę i Freuda. Dopóki masz rozwiązłe myśli /życie, skłonności pedofilskie, używasz życia nie zważając na innych, jesteś OK i nic ci nie grozi (poza egzystencjalną martwotą). No i jeśli masz we krwi „filozofowanie”, co w praktyce oznacza pleść trzy po trzy, jałowizna ubrana w wymyślne słowa, byle tylko nie zgodzić się z rozmówcą i wykazać swoją intelektualną wyższość nad nim. Wszelkie próby niezależności w myśleniu i postępowaniu są powszechnie donoszone autorytetom i ścigane głównie przez Miviludes – francuskie szwadrony do polowania na czarownice. Nie ma w tym ani słowa przesady. Mieszanka średniowiecza z faszyzmem, rządząca totalnie egocentrycznym, szowinistycznym i auturytarnym narodem.

    Komentarz - autor: iza — 30 Październik 2012 @ 14:57

  3. Pan urodziłby się w Europie, to już w wieku 15 lat wiedziałby o romantyźmie. Słaby tekst i aż się prosi o zrównanie z ziemią za nieuprawnione założenia, ale nie chce mi się pisać. Zdecydowanie Europy mu brakuje. No i jak można – mówiąc o urabianiu/warunkowaniu – pominąć media? Jeśli szukać siły, która liczy się w skali społeczeństwa i buduje narrację, to właśnie media. Psychologia niczego nowego w tym sensie nie tworzy ani nie narzuca, a outsiderzy zawsze mają trudniej i jeśli nie potrafią żyć w zgodzie ze sobą, to przykre, ale nikt ich siłą nie przystosowuje do świata. Sami sobie nie radzą.

    Komentarz - autor: asdasdasa — 2 Listopad 2012 @ 05:17


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: