PRACowniA

22 października 2012

Dlaczego dieta niskowęglowodanowa musi zawierać dużo tłuszu

Filed under: Nauka,Zdrowie — koliber @ 14:40
Tags: , , , , ,

second-opinions.co.uk
Barry Groves, PhD
11 czerwca 2005

Tłuszcz jest najwartościowszym pożywieniem dla człowieka
– prof. John Yudkin

Czym zastąpić na diecie low-carb (niskowęglowodanowa) węglowodany – białkiem czy tłuszczami? A jeśli tłuszczami, to jakimi?

Węglowodany powinny być zastąpione tłuszczami – i to głównie pochodzenia zwierzęcego. Nasze ciało używa węglowodany tylko do jednego celu – dostarczenia energii. Kiedy ograniczymy węglowodany, energia musi pochodzić z innego źródła. Wybory są dwa – białka lub tłuszcze.

Ani glukoza ani tłuszcz nie są paliwem dla komórek – jest nim ATP [Wiki pl].

Przeciętne, typowa ludzka komórka może posiadać prawie miliard molekuł ATP – i mogą być one zużyte i wytworzone ponownie co 3 min. Tak duże zapotrzebowanie na ATP oraz historia naszej ewolucji spowodowały rożne metody pozyskiwania tej chemicznej substancji.

Tlen i mitochondria

Żywe organizmy produkują energię niezbędną do życia na dwa sposoby: poprzez fermentację – czyli tak jak organizmy prymitywne, które nie potrzebują tlenu (sposób anaerobowy – beztlenowy). W ten sposób np. funkcjonują bakterie rozbijając glukozę by wytworzyć energię. Nasz organizm również może wykorzystać tę metodę. Inny sposób to sposób tlenowy (aerobowy) – za pomocą komórek eukariotycznych. Wykorzystują go organizmy bardziej skomplikowane niż bakterie – dlatego wszystkie zwierzęta potrzebują tlenu. Kiedy wdycham powietrze, płuca pozyskują z niego tlen i przekazują go do krwiobiegu, który rozprowadza go po całym ciele. Mitochondria – małe „siłownie” wytwarzające większość energii w naszym ciele używają tlenu. To proces oddychania (respiracji). I to one wytwarzają ATP. Ich ilość możne się różnić w zależności od rodzaju komórki, ale stanowią one na ogół przynajmniej połowę objętości wszystkich komórek – i co najważniejsze – są ukształtowane tak, by używać tłuszcz.

Więc który materiał bazowy jest najlepszy?

Które źródło jest najzdrowsze? Mamy 3 warianty:

  • glukoza pochodząca głównie z węglowodanów – choć białka również mogą być na nią przetwarzane, gdy jest to niezbędne,
  • tłuszcze z pożywienia i z tkanki tłuszczowej,
  • ketony będące wynikiem metabolizmu tłuszczów.

Nie wszystkie komórki naszego ciała używają tego samego paliwa:

  • Tłuszcz najbardziej lubią te, które mają wiele mitochondriów – np mięśnie serca. Mogą one wytwarzać energie tak z tłuszczów, glukozy, jak i ketonów – ale mając wybór – wybiorą tłuszcze.
  • Komorki które nie używają tłuszczów maja od wyboru glukozę albo ketony – i mając taki wybór wybiorą ketony. One także maja mitochondria.
  • Ale mamy też komórki które mitochondriów nie maja dużo lub wcale – np. białe krwinki, jądra, części nerek, czerwone krwinki (w ogóle nie maja) jak również część komórek oka (siatkówka). Zależą one całkowicie od glukozy i musi być im ona dostarczona.

Oznacza to, że kiedy ograniczamy węglowodany, większość energii musi pochodzić z kwasów tłuszczowych oraz z wytwarzanych z nich ketonów, a znacznie mniej energii pochodzi z glukozy,

Źródła glukozy

Proces jedzenia u człowieka wygląda w ten sposób, że jemy, trawimy, głodniejemy, jemy ponownie. W czasie naszej ewolucji zdarzały się okresy gdy człowiek nie dojadał lub wręcz głodował. Jesteśmy na to przygotowani. Po pierwsze organizm musi posiadać odpowiednia ilość energii, by utrzymać najważniejsze ograny zależne od glukozy. Zaliczyć by do nich można mózg i centralny układ nerwowy – które mimo swojej dość niedużej masy pochłaniają od 20 do 50% całej energii organizmu w czasie spoczynku. Tak się jednak szczęśliwie składa, ze mózg potrafi wykorzystywać również ciała ketonowe pochodzące z tłuszczów. W czasie głodowania czy niedojadania poziom glukozy w krwi jest zachowany poprzez zużywanie glikogenu z wątroby i mięśni i z produkcji glukozy z protein powstałych w wyniku rozpadu tkanki mięśniowej (glikogeneza).

Ale przecież nie chcemy rozpadu tej cennej tkanki – to by nas osłabiło. Wolimy dostarczyć glukozę z jedzeniem. Cześć jej będzie pochodziło z węglowodanów – a cześć z białek. Nasz organizm potrzebuje stałego dowozu protein, by utrzymać odpowiednio zdrową strukturę – wymaga to dziennej podaży białka rzędu 1 – 1,5 g na 1 kg beztłuszczowej masy ciała. To całkowicie ochroni naszą masę mięśniową przed rozpadem. Białko powyżej tej dawki zostanie wykorzystane do produkcji glukozy.

Białko z pożywienia jest przetwarzane na glukozę z wydajnością ok. 58%, co oznacza, że ze 100 g białka może powstać 58 g glukozy (proces glikogenezy). W czasie długotrwałej głodówki glicerol powstały w wyniku rozpadu trójglicerydów z tkanki tłuszczowej może stanowić ok. 20% glikogenezy. Tkanka tłuszczowa ma postać trójglicerydów – które zbudowane są z 3 kwasów tłuszczowych i glicerolu. Kwasy tłuszczowe użyte są bezpośrednio jako paliwo, pozostawiając glicerol, który jednak nie zostanie zmarnowany. Stanowi on ok. 10% wagi trójglicerydów i 2 molekuły glicerolu łączą się, by stworzyć 1 molekułę glukozy – tym samym stanowiąc jej źródło.

Korzyści płynące z pozyskiwania energii z tłuszczu i ketonów

Wielu ludzi sądzi, ze dieta niskowęglowodanowa oparta jest na białku. To nieprawda. Wszystkie oparte na mięsie diety (mięsożerców) – spożywane czy to przez ludzi, czy przez zwierzęta – są bardziej tłuszczowe niż białkowe, ze stosunkiem ilości kalorii pochodzących z tłuszczów do kalorii z białek jak 80% (T) do 20% (B). Podobnie – podstawowym paliwem na diecie niskowęglowodanowej powinny być tłuszcze pozyskiwane z pożywienia i tkanki tłuszczowej. Doświadczenie wskazuje, że na dietach low-carb wolnych kwasów tłuszczowych jest więcej we krwi niż przy dietach tradycyjnych.

Ale tłuszcze produkują również bardzo ważny rodzaj paliwa – ciała ketonowe. Zostały one po raz pierwszy odkryte w moczu cukrzyków w połowie XIX w. i długo po tym uważane były przez wielu za nienormalne produkty uboczne niepełnej oksydacji tłuszczu. Na początku XX w. zostały jednak rozpoznane jako normalne metabolity (wyniki metabolizmu) wytwarzane przez wątrobę i wykorzystywane przez tkanki ciała. Są one bardzo ważnym substytutem glukozy. W czasie dłuższych okresów głodowania kwasy tłuszczowe powstają jako wynik rozpadu trójglicerydów z tkanki tłuszczowej. Na diecie low-carb kwasy tłuszczowe dostarczane są z pożywieniem – a jeśli jest ich za mało – to z tkanki tłuszczowej.

Wolne kwasy tłuszczowe są przetwarzane na ketony przez wątrobę  – i dostarczają energii wszystkim komórkom z mitochondriami. W samych komórkach służą do produkcji ATP. A tam, gdzie glukoza wymaga „interwencji” bakterii, ketony mogą być wykorzystywane bezpośrednio (od razu). Redukcja węglowodanów stymuluje syntezę ketonów z tkanki tłuszczowej. To dlatego ograniczanie węgli jest tak ważne. Innym ważnym powodem jest ten, że ograniczenie W i B prowadzi również do ograniczenia wydzielania insuliny – co z kolej ogranicza ryzyko insulinooporności i zespołu metabolicznego (Metabolic Syndrome).

Wytwarzanie ketonów i przestawienie się na spalanie kwasów tłuszczowych przez organizm znacznie redukuje zapotrzebowanie na glukozę. Nawet w trakcie bardzo intensywnego treningu dieta low-carb ma tzw „glukoochronny” efekt. Oznacza to, że ciała ketonowe potrafią zaspokoić zapotrzebowanie organizmu, a tym samym ochronić tkankę mięśniowa przed pobieraniem z niej białka. Ketony są także preferowanym paliwem przez aktywne tkanki – takie jak serce i mięśnie.

To wszystko sprawia, że dla mózgu i innych zależnych od glukozy organów pozostaje więcej glukozy (nie jest wykorzystywana przez organy/tkanki, które wola inne paliwo)

Dlaczego wytwarzanie energii z białek jest niekorzystne

Wiemy już, że tłuszczem z pożywienia zaspokoić możemy energetyczne potrzeby organizmu – czy to za pomocą kwasów tłuszczowych, czy ciał ketonowych. Ale skoro tyle się mówi o ryzyku jedzenia tłuszczów – to czemu nie zagrać asekurancko i nie pochłaniać większej ilości białka?

Z prostej przyczyny – mimo że organizm możne wykorzystywać białko jako źródło energii (w sytuacjach kryzysowych) metoda ta na dłuższą metę nie jest zdrowa. Każdy węglowodan składa się z trzech pierwiastków – węgla, wodoru i tlenu. Tłuszcze składają się z tym samych 3 pierwiastków. Jednak białka posiadają dodatkowo azot i inne pierwiastki. Gdy wykorzystywane są jako paliwo – tych dodatkowych pierwiastków i azotu trzeba się jakoś pozbyć. To nie tylko mało „ekonomiczne” (powodujące straty), ale i również potencjalnie szkodliwe, szczególnie dla wątroby i nerek.

Nadmierne spożycie azotu może prowadzić w krótkim czasie do nadmiaru azotu w krwi. To jest toksyczne dla mózgu. Wiele kultur żyje wyłącznie na żywności pochodzenia zwierzęcego, jednak jest ona bogata w tłuszcze. Dieta oparta na chudym mięsie nie może być tolerowana – prowadzi do mdłości w przeciągu mniej niż 3 dni, symptomów głodowania i ketozy w ciągu 7-10 dni, poważnego osłabienia po 12 dniach i możliwości zgonu po paru tygodniach. Dieta bogata w tłuszcze jest z kolej całkowicie zdrowa również przy zastosowaniu nawet przez cale życie.

(Yudkin Groves przytacza tu przykłady z wypraw Vilhjalmur Stefanssona – tego jak chorowali gdy jedli jedynie chude mięso – i tego jak niepożądane objawy minęły już po 2 dniach od dodania tłuszczów. Yudkin Groves przypomina też, że Stefansson poddał się badaniom klinicznym udowadniając, że mięsna dieta nie przynosi negatywnych efektów)

Dieta niskowęglowodanowa wysokotłuszczowa i utrata wagi

Jeśli chcesz stracić na wadze to tak naprawdę oznacza, że chcesz stracić tkankę tłuszczową. Aby to zrobić, powinieneś przestawić organizm ze spalania glukozy na spalanie tłuszczów – w tym twojego własnego. To kolejny powód, aby nie używać bialka jako substytutu węglowodanów – jako że jest ono przetwarzane na glukozę.

Zwróć uwagę na to, że Natura przechowuje nadmiar energii w postaci tłuszczu a nie białka. Tak więc sensowne byłoby używanie tego co chciała Natura. Czyli tłuszczu.

Zatem ile potrzebujemy węglowodanów, tłuszczów i białek?

Badania kliniczne i badania nad dietami low-carb dokonane w czasie ostatniego stulecia sugerują, że każdy z nas ma pewien próg, przy którym następuje przestawienie się ze spalania glukozy na spalanie tłuszczów i ketonów. Granica ta waha się miedzy 65 a 180g W dobowo. Gdy jesz węglowodany poniżej tej granicy, twoje tkanka tłuszczowa zacznie się rozpadać, by wytworzyć ketony dla mózgu i innych tkanek/organów, które używają glukozę.

We wczesnych badaniach nad otyłością węglowodany ograniczano do ok. 10% kcal co dawało średnio 50-60 g przy 2000 kcal całkowitej podaży.

Przy cukrzycy ten poziom powinien być jeszcze niższy, by przeciwdziałać insulinooporności. Typowy poziom W przy cukrzycy typu II wynosi ok. 50g dobowo – przy cukrzycy typu I powinien być na poziomie 30g. (kłania się Bernstein – to był mój przypisek – on poleca – w sumie bardziej zaleca ok 36g)

Polski lekarz – dr Jan Kwaśniewski – używa od lat diety low-carb do leczenia pacjentów z rożnymi dolegliwościami. Proponuje on stosunek – 1 część węglowodanów na 2 części białka i 3-4 części tłuszczu (wagowo). Nie widzę powodu, by się z tym nie zgodzić. (Tzw złota proporcja wg dr. Kwaśniewskiego to 1B : 2,5-3,5T : 0,5W czyli na 1 gram białka przypada 2,5 do 3,5 gramów tłuszczu i 0,5 grama węglowodanów)

W praktyce oznacza to, że przy diecie 2000kcal powinniśmy spożywać:
– 10-15% kcal z W
– 20-30% kcal z B
– 60-70% kcal z T

Inaczej mówiąc, 50-75 g W dobowo a reszta to mięso, ryby, jajka, sery i pochodzące z nich naturalne tłuszcze.

(Potem Yudkin Groves wspomina o diecie Eskimosów – Inuitów – którzy są właściwie na zerowym poziomie W – jedząc wyłącznie pożywienie zwierzęce – nie maja żadnych „chorób cywilizacyjnych” takich jak otyłość, choroby serca czy cukrzyca – mimo ze ilość cholesterolu i kwasów tłuszczowych w pożywieniu jest bardzo wysoka – jednak poziom ich trójglicerydów jest bardzo niski.

Źródło tłumaczenia: WiRAHA – forum menshealth.pl  (tłumaczenie nieznacznie uzupełnione przez Pracownię)

Bibliografia i odnośniki do niej dostępne w artykule oryginalnym.

Parę uwag od Pracowni:

Nie jest prawdą, że mózg wymaga wyłącznie glukozy jako paliwa. Nie jest też prawdą, że bez węglowodanów nie można się obejść, choć jakaś niewielka ich ilość jest wskazana.

Krótkie fragmenty z książki “Primal Body, Primal Mind” Nory Gedgaudas, zaczerpnięte z Forum i na szybko przetłumaczone:

Extraits de Primal Body, Primal mind / Excerpt from PBPM

Str. 230
W stanie ketozy mózg używa ketonów. Wykorzystywanie ketonów przez mózg przeważa na przykład u niemowląt karmionych mlekiem matki bogatym w tłuszcze. Przestawienie się mózgu na konieczność polegania na glukozie następuje dopiero po wprowadzeniu węglowodanów do diety dziecka.

Str. 231
Zawsze, kiedy tylko pojawi się w organizmie nadwyżka cukru, ciało ją specjalnie szybko spala, głównie dlatego, żeby za wszelką cenę pozbyć się tej szkodliwej substancji. Cukier, czy glukoza, będą również dominować jako źródło paliwa dla mózgu w sytuacjach awaryjnych, kiedy występuje gwałtowne zapotrzebowanie na dużą ilość energii. Ale na taką okoliczność organizm zawsze posiada dostateczną ilość węglowodanów zgromadzonych w formie glikogenu w wątrobie. Nikt nie musi konsumować węglowodanów w celu pozyskania glukozy, która będzie w razie potrzeby dostępna dla mózgu. Nigdy.

Str. 232
Tylko w ciągu ostatniego stulecia ludzki mózg zmniejszył o 10%, najprawdopodobniej w wyniku zmniejszonej ilości dostarczanych mu DHA i EPA i zwiększonej konsumpcji przetwarzanej żywności. (Leonard et al. 2003).

Ketoza jest również zalecana jako zasadnicza lub wspomagająca terapia przy cukrzycy, chorobie alzheimera, padaczce, depresji, chorobach mitochondrialnych, choromach metabolicznych i wielu innych. Interesującym faktem jest, że to komórki rakowe mogą się żywić wyłącznie glukozą!

W artykule “Your Brain On Ketones: How a High-fat Diet Can Help the Brain Work Better”  Emily Deans pisze m.in.:

To prawda, że niektóre komórki mózgu mogą spalać jedynie gluozę, ale na szczęście nasze ciało może przerobić białko na glukozę w procesie glikogenezy. Ten fakt oznacza, że chociaż istnieje istotne zapotrzebowanie zarówno na tłuszcz, jak i na białko, (co znaczy, że umarlibyśmy nie jedząc choćby małych ich ilości), możemy dobrze żyć nie spożywając kompletnie żadnych węglowodanów. Nie oznacza to, że dieta całkowicie pozbawiona węgli (“zero carb”) nie przyniesie jakichś niekorzystnych skutków ubocznych, jednakże nie doprowadzi ona do poważnych problemów zdrowotnych i śmierci – jak to ma miejsce przy diecie całkowicie pozbawionej białka i tłuszczu.

[…] GABA jest głównym hamującym neuroprzekaźnikiem w układzie nerwowym ssaków. Otóż okazuje się, że GABA jest zbudowana z glutaminianu, który z kolei jest głównym neuroprzekaźnikiem pobudzającym. Potrzebujemy ich obu, ale nadmiar glutaminianu wpędza nas w kłopoty. Nadmiar pobudzenia w mózgu oznacza toksyczność neurologiczną, której skrajnym przypadkiem jest padaczka. Ale tak różne choroby neurologiczne, jak depresja, zaburzenie dwubiegunowe, migreny, ALS (stwardnienie boczne zanikowe) czy demencja  – wszystkie łączone są w jakiś sposób z toksycznością neurologiczną.
Glutaminian ma kilka zadań, podobnie jak jak tryptofan. Może przekształcić się w GABA (hamujący) albo w kwas asparaginowy (pobudliwy, a w nadmiarze neurotoksyczny). Przy dietach ketogenicznych glutaminiam znacznie chętniej staje się GABA niż kwasem asparaginowym. Nikt nie wie dokładnie, dlaczego tak się dzieje, ale ma to coś wspólnego m.in. ze sposobem metabolizmu ciał ketonowych i tym, jak ketoza faworyzuje octan (w końcu acetylooctan jest jednym z ciał ketonowych) jako paliwo. Octan staje się glutaminianem, zasadniczym prekursorem GABA.

Dla ciała ketoza oznacza spalanie tłuszczu (hip hip hura!). Dla mózgu – oznacza mniejsze ryzyko wystąpienia padaczki i lepsze środowisko, sprzyjające zdrowieniu i naprawie komórek nerwowych.

I jeszcze fragmencik z artykułu Metabolism and ketosis:

Ketony są zasadniczo tłuszczami rozpuszczalnymi w wodzie (czyli rozpuszczają się w krwi), które są źródłem energii dla wielu tkanek, w tym mięsni, mózgu i serca. W istocie, ketony działają jak substytut cukru w mózgu. Chociaż ketony nie mogą całkowicie zastąpić wszystkich cukrów, jakich mózg potrzebuje, mogą zastąpić większość z nich. Obniżając zapotrzebowanie ciała na cukier, zmniejsza się również zapotrzebowanie na białka, co pozwala znacznie dłużej zachować się masie mięśniowej (rezerwuar białka) bez uszczuplenia jej. I ketony są paliwem preferowanym przez serce, które na ketonach działa około 28% sprawniej.

Świetnym uzupełniem tematu jest artykuł “We Really Can Make Glucose From Fatty Acids After All! O Textbook, How Thy Biochemistry Hast Deceived Me!” obalający przesąd, że organizm nie jest w stanie produkować glukozy z kwasów tłuszczowych. Otóż – wbrew temu, czego powszechnie naucza się na kursach biochemii – może i to z ogromnym pożytkiem i znacznie efektywniej.

Advertisements

55 komentarzy »

  1. Człowiek ewolucyjnie jest przecież owocożerny. Nasz przewód pokarmowy najbardziej zbliżony jest anatomicznie do przewodu pokarmowego małp owocożernych. Jest zaprogramowany na odżywianie się owocami. Stało się jednak tak, że w odległych dziejowo czasach, ludzie rozpoczęli swój exodus z miejsc ciepłych, dających owocowe pożywienie przez cały rok, do miejsc chłodnych, takich jak na przykład nasza Europa, gdzie owoce występują tylko przez pewną część roku. Gdy zabrakło owoców, człowiek zaczął przystosowywać inne dostępne mu produkty. Ale, tak naprawdę, dopiero zdobycie umiejętności korzystania z ognia pozwoliło ludziom na korzystanie z innych pokarmów, które wcześniej na surowo były niejadalne. I tak człowiek zaczął odżywiać się niezgodnie ze swoim gatunkiem.
    Należy uczyć się od Natury. Zwierzęta przebywające na wolności jedzą zawsze zgodnie ze swoim przeznaczeniem. Nie mieszają pokarmów, na ogół jedzą monotematycznie – cały czas ten sam rodzaj pokarmu i nie martwią się o niedobory żywieniowe, jedzą wcale nie tak dużo w porównaniu ze swoją wagą ciała i nie tak często i regularnie. Jedzą intuicyjnie wybierając taki pokarm, jaki przygotowała dla nich Matka-Natura. Człowiek jedzący zdrowy pokarm, nie mieszający zbytnio składników również po pewnym czasie nabiera intuicji, co jadać, aby organizm funkcjonował w zdrowiu.
    Ja sam jestem wegetarianem( vitarianininem) od 14 lat weganem od 8 …od lat nie wiem co to choroby…
    życzę dużo zdrowia osobom odżywiającym się wg zasad diety wysokotłuszczowej

    Komentarz - autor: pawson — 30 października 2012 @ 22:44

  2. w odległych dziejowo czasach, ludzie rozpoczęli swój exodus z miejsc ciepłych, dających owocowe pożywienie przez cały rok, do miejsc chłodnych, takich jak na przykład nasza Europa, gdzie owoce występują tylko przez pewną część roku. Gdy zabrakło owoców, człowiek zaczął przystosowywać inne dostępne mu produkty. Ale, tak naprawdę, dopiero zdobycie umiejętności korzystania z ognia pozwoliło ludziom na korzystanie z innych pokarmów, które wcześniej na surowo były niejadalne. I tak człowiek zaczął odżywiać się niezgodnie ze swoim gatunkiem.

    Wiele wskazuje na to, że Twoja teoria mija się z rzeczywistością i było dokładnie odwrotnie niż to tutaj przedstawiłeś. Weźmy na przykład te oto badania – Adaptive Evolution of the FADS Gene Cluster within Africa – według których pewna mutacja genetyczna pozwoliła Homo sapiens opuścić wodne obszary środkowej Afryki, które zamieszkiwali przez prawie 100 000 lat żywiąc się rybami i owocami morza (będącymi źródłem kwasu dokozaheksaenowego (DHA) – wielonienasyconego kwasu tłuszczowego omega-3, niezbędnego w procesie rozwojowym mózgu). Mutacja genetyczna umożliwiła naszym przodkom włączenie do swojego jadłospisu warzywa i owoce, i dzięki temu właśnie mogli rozpocząć – jak piszesz – swój exodus z miejsc ciepłych. Można w tym miejscu również powtórzyć …i tak człowiek zaczął odżywiać się niezgodnie ze swoim gatunkiem.

    Komentarz - autor: koliber — 31 października 2012 @ 09:36

  3. @pawson

    Człowiek ewolucyjnie jest przecież owocożerny.

    A jakieś wiarygodne źródło na potwierdzenie tej i pozostałych ‚mądrości’?

    Komentarz - autor: iza — 31 października 2012 @ 17:12

  4. Jesteśmy tym co jemy. Gdy przestajemy żywić się cierpieniem innych istot sami przestajemy cierpieć. Frutarianizm ,veganizm itp to nie tylko dieta, to styl życia. Człowiek, który wybiera taki styl wzrasta duchowo, zaczyna odczuwać większą świadomość ekologiczną, jedność z planetą i wszystkimi żywymi istotami…

    Komentarz - autor: pawson — 31 października 2012 @ 23:15

  5. No ale tak na dobrą sprawę, to nie odpowiedziałeś ani na mój, ani na Izy komentarz, prawda? Jeżeli w ten sposób będziemy prowadzić dyskusję, żadnego pożytku z tego nie będzie.

    Komentarz - autor: koliber — 2 listopada 2012 @ 00:02

  6. @pawson

    Jesteśmy tym co jemy.

    Niezupełnie się zgadzam. Myślę, że przynajmniej część z nas jest czymś więcej.
    Ale w pewnym fizycznym aspekcie jest to prawda. Dlatego wolę pozostać krwią, mięsem i kośćmi niż stać się rzodkiewką.

    Gdy przestajemy żywić się cierpieniem innych istot sami przestajemy cierpieć.

    Naprawdę? Z jakiej planety spadłeś? Nie cierpisz widząc ludobójstwo, gwałt, wyzysk i tysiące tragicznych historii dziejących się na tym świecie w każdej sekundzie, od setek lat? Bardzo egocentryczny to komfort.

    Coś musisz jeść. Życie wymaga zabijania – tak jest ten trzeciogęstościowy świat skonstruowany. Co Ci zrobiła rzodkiewka, że nie masz problemu z jej zabiciem? Bo nie może się bronić ani uciekać? Rośliny żyją, czują i komunikują się ze sobą. Cierpią, podobnie jak inne żyjące istoty. Tyle że dla nas cierpią bezgłośnie, my ich nie słyszymy. Wystarczy Ci, żeby mieć czyste sumienie?

    Frutarianizm ,veganizm itp to nie tylko dieta, to styl życia. Człowiek, który wybiera taki styl wzrasta duchowo, zaczyna odczuwać większą świadomość ekologiczną, jedność z planetą i wszystkimi żywymi istotami…

    Tak, to styl życia – bardzo niezdrowy fizycznie, psychicznie i duchowo. To życie w zakłamaniu i ignorancji.

    Przez 2,5 mln lat ludzkość się rozwijała. Od kiedy pre-ludzie zaczęli jeśc mięso, zaczął im się powiększać mózg i zaczęli się coraz bardziej różnić od owocożernej małpy. Zaczęli wytwarzać narzedzia. Powstałe społeczeństwa łowiecko-zbieracze nie znały ucisku, wyzysku, dominacji. Były egalitarne. Tak było przez 2 miliony lat, aż przyszła rewolucja nowolityczna i początki agrokultury. Od tego czasu (czyli w ciągu ostatnich 10 tysięcy lat):
    – człowiekowi skurczył się mózg (o 20%, o ile mnie pamięć nie myli)
    – człowiek zaczął maleć, dopiero ostatnio powrócił do dawnego wzrostu
    – agrokultura przyniosła ludzkości chroniczne choroby, nierówność społeczną, wyzysk, niewolnictwo, ucisk, elity, wreszcie wojny, które pojawiły się wraz z powstaniem pierwszych organizacji państwowych, imperializm, chroniczny głód
    – agrokultura kompletnie zniszczyła glebę i ekosystem Ziemi, nawet bardziej niż przemysł; zabiła nieprawdopodobną ilość zwierząt, bezpośrednio i poprzez pozbawienie ich miejsca do życia. Każde kolejne pole pod uprawy to dziesiątki, setki lub tysiące martwych zwierząt. Wystarczyłoby ich na utrzymanie swojej populacji i wyżywienie znacznie większej ilości ludzi, niż może wyżywić się z tego pola, które zrównało z ziemią ich ostoję.

    ITD…. To tylko kilka drobnych faktów, przykładów na to, jaką cenę przyszło zapłacić Ziemi i żywym istotom za płatki owsiane i chleb, o których wegetarianie wolą nie wiedzieć. Bo tak łatwiej jest żyć w iluzji o własnej wspaniałości, wyższości i „przebudzonej świadomości”. Konia z rzędem temu, kto uczciwie zgłębiwszy temat, nie zmieni zapatrywań. Tylko poznanie prawdy może prowadzić do jakiegokolwiek przebudzenia – a nie zamykanie na nią oczu.

    Komentarz - autor: iza — 2 listopada 2012 @ 02:29

  7. Czy człowiek jest z natury istotą mięsożerną? Badania anatomii ludzkiego organizmu, a dokładnie części ciała odpowiedzialnych za przyswajanie pokarmów dają jednoznaczną odpowiedź. Człowiek posiada cechy charakterystyczne dla stworzeń owocożernych, brak natomiast przesłanek, które mogłyby zestawic go z istotami mięsożernymi. Po pierwsze zęby ludzkie mają budowę przystosowaną do rozgniatania i przeżuwania pokarmu. Mamy płaskie trzonowce i dobrze rozwinięte siekacze. Tymczasem uzębienie drapieżników charakteryzują dobrze rozwinięte, ostre trzonowce, co pozwala na roszarpywanie kawałków mięsa. Kolejnymi cechami świadczącymi na rzecz niemięsożernej natury ludzkiej jest zawartość i odczyn śliny, długośc przewodu pokarmowego, długość jelit, czynności wątroby, kształt, struktura i działanie żoładka. Poza tym stworzenia drapieżne posiadają charakterystyczne ostre, twarde pazury, przenaczone do zabijania zwierząt i rozdzierania mięsa.
    Pozostaje jeszcze charakterystyczna cecha skóry owocożerców, mianowicie pory skórne, przez które wydzielany jest pot. Skóra stworzeń mięsożernych nie ma porów, a temperatura ciała regulowana jest przez oddech.

    Czy człowiek okazałby się anatomicznie i emocjonalnie przygotowany do zjadania mięsa, gdyby założyć, że miałby osobiście upolować zwierzę, rozszarpać jego mięso, zjeść na surowo, wyssać wnętrzności, wypić krew, jak czynią to mięsożerni drapieżcy?

    Komentarz - autor: pawson — 2 listopada 2012 @ 13:21

  8. Na nieszczęście dla smakoszy mięsa, proces jego przetwarzania w tak lubiane parówki, pasztety, kiełbasy, ale także sprawianie sztuk mięsa w polędwiczki czy karkówki to zjawisko czysto chemiczne. Do peklowania mięsa stosuje się azotyny z dodatkiem kwasu askorbinowego (witamina C), które są zasadniczymi składnikami przy powstawaniu w organizmie rakotwórczych nitrozoamin. Są one szczególnie niebezpieczne w obecności alfatoksyn (produkowanych przez pleśnie), zwłaszcza przy niedoborze w organizmie witaminy C i E (producenci wędlin chyba o tym wiedzą, skoro dodają witaminy C do peklowania). Stwierdzono także, że acetylowe pochodne nitrozoamin wywołują powiększenie tarczycy. Stosowane powszechnie środki spulchniające, pompowanie mięsa wodą powoduje, że obecnie z kilograma mięsa robi się 130 dkg. Szynki, gdzie jeszcze 10 lat temu można było uzyskać 70 dkg. To właśnie te chemiczne polepszacze smaku, zapach i koloru sprawiają, że lubimy mięso i jesteśmy od niego uzależnieni! Weźmy również pod uwagę antybiotyki, sterydy i hormony, które producenci dodają do pokarmu zwierząt dla przyspieszenia ich wzrostu, czy samą bazę pokarmową zwierząt: najróżniejsze odpady i odchody innych zwierząt, bądź ich szczątki. Nie łudźmy się, że kontrola sanitarna jest w stanie kontrolować każdą sztukę mięsa wypuszczaną na rynek; regularnie wybuchają afery o karmieniu zwierząt produktami niejadalnymi (szczątki kotów i psów uśpionych barbiturantami) czy toksycznymi (dioksyny powstałe ze spalania odpadów z tworzyw sztucznych i tłuszczy). Tego rodzaju „ulepszacze” to już kwestia poważna, ze względu na ryzyko chorób i epidemii w stylu BSE.

    Komentarz - autor: pawson — 2 listopada 2012 @ 13:29

  9. @pawson
    Zgadzam się całkowicie z Twoim ostatnim komentarzem. Nigdy nie broniłam przemysłu mięsnego ani hodowli przemysłowej. Jedno i drugie to kolejne osiągnięcia rewolucji nowolitycznej. Jedno i drugie jest czymś potwornym – dla Ziemi i dla zwierząt. To jednak wcale nie znaczy, że należy wylewać dziecko z kąpielą. Hodowla i przetwórstwo przemysłowe nie mają (a przynajmniej nie powinny mieć) NIC wspólnego z wyborem diety. Zwróć uwagę, że Twój komentarz będzie tak samo prawdziwy, kiedy w miejsce mięsa podstawisz nabiał, pieczywo, owoce, orzechy, nasiona, itd. Szczerze mówiąc nie wiem, czy jeszcze gdzieś można spotkać niemodyfikowaną genetycznie soję (która zresztą i bez GMO jest szkodliwa dla człowieka). O ile wiem, już wszystkie nasiona soi będące w obrocie są GMO.

    Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego mniej więcej od lat 60. wegetarianizm jest tak mocno promowany przez mainstream? Jeśli nie, to pomyśl, co by się stało z wytwórcami „żywności” i supermarketami, gdyby ludzie ograniczyli swoją dietę do nieprzetwarzanej wieprzowiny i okazjonalnie paru listków sałaty. (Na marginesie, przy diecie ketogenicznej nie trzeba zjadać pół świniaka dziennie. Przeciętnie 100-200g mięsa wystarcza w zupełności na cały dzień.) Co by się stało z BigFarmą, gdyby przestali chorować, porzuciwszy przetwarzaną żywność, gluten, cukier i nabiał wraz z wszystkimi ich przetworami. Uruchom wyobraźnię i spróbuj zobaczyć konsekwencje. To ciekawe ćwiczenie i nic nie kosztuje. Wystarczy na chwilę wypuścić na pastwisko swoją świętą krowę.

    Zupełnie natomiast nie zgadzam się z Twoim przedostatnim komentarzem. Zanim człowiek nauczył się polować i gotować był padlinożercą. Ale ogień i narzędzia miał już milion lat temu. Jednego i drugiego używał – do polowania i pieczenia mięsa, a nie do zrywania i pieczenia jabłek. Poczytaj o rewolucji neolitycznej – nawet angielska Wikipedia ma całkiem przyzwoity wpis na ten temat. A przede wszystkim przeczytaj „The Vegetarian Myth” Lierre Keith (20 lat była weganką). Wtedy możemy wrócić do rozmowy. [Kolejną wartą polecenia książką jest „Primal Body Primal Mind” Nory Gedgaudas.]

    I na koniec, z poprzedniego komentarza:

    Czy człowiek okazałby się anatomicznie i emocjonalnie przygotowany do zjadania mięsa, gdyby założyć, że miałby osobiście upolować zwierzę, rozszarpać jego mięso, zjeść na surowo, wyssać wnętrzności, wypić krew, jak czynią to mięsożerni drapieżcy?

    Człowiek wykształcił mózg, który pozwolił mu poradzić sobie z tym problemem. Nie musi rozszarpywać zwierząt pazurami i zjadać ich na surowo – od miliona lat. Nie twierdzę, że po trwającym 10 tysięcy lat programowaniu, że od zabijania zwierząt są rzeźnicy, a ostatnio, że mięso pochodzi z fabryk i stamtąd trafia do supermarketów, jest to łatwe emocjonalnie. Zbyt daleko odeszliśmy od własnej prawdziwej natury. Straciliśmy z oczu Całość. Dla złudnego poczucia komfortu zamietliśmy pod dywan prawdę o tym świecie – że życie jest nierozerwalnie związane ze śmiercią. Ale czy odnalezienie jej i wyjście poza programowanie nie jest właśnie przedmiotem rozwoju duchowego?

    Jeśli mogę mieć prośbę – nie odpowiadaj, a przynajmniej nie od razu. Pomyśl, poczytaj. Jeśli oczywiście szukanie Prawdy jest tym, o co Ci chodzi.

    Pozdrawiam.

    Komentarz - autor: iza — 2 listopada 2012 @ 20:49

  10. Posłuchaj Izo..Celowo nie wchodzę z Tobą w polemikę ( powodów nie wyjawię )Pozwoliłem tutaj sobie jedynie wkleić kilka tekstów – jako opozycje do promowania niewegetariańskiego stylu życia i tyle. ..
    Natomiast teraz coś ode mnie i o mnie -w temacie..
    A więc – nie potrzebuje już żadnej wiedzy n/t żywienia. Nie potrzebuje już naukowych wywodów ..co jest zdrowe a co nie..Nie jem przetworzonej żywności. Potrzeba jedzenia chleba, pizzy,pączków ciast i innych niepotrzebnych rzeczy jak mięso ,mleko,słodycze ,smażone, długo gotowane itd…po prostu naturalnie zniknęła wraz z wiekiem. Oczywiście wspierałem ten proces przemiany. Jem to co wyrośnie na mojej działce lub na działkach moich sąsiadów. W sklepie kupuje praktycznie tylko przyprawy ,jakiś olej (tłoczony na zimno) …W przyszłym roku będziemy sami tłoczyć rzepak :)))…Jem to co w danej chwili urosło -dojrzało..( Latem jest najfajniej..wiadomo) ..natomiast obecnie i przez najbliższe 6- 7 miesięcy będę jadł zgromadzone zapasy: jabłka ,suszone owoce -śliwki, winogron,mrożone – maliny ( zamiast aspiryny hehe) orzechy włoskie i laskowe słonecznik ,kasze( gryczana,jęczmienna ,jaglana) żyto , fasole,soczewice ,groch, marchew buraki, ziemniaki kapusta,seler , pietruszka dynia,(i jej nasiona) kabaczek ..Nasion też nie kupuje- staram się podtrzymywać swojskie ..geny roślinek ..z pokolenia na pokolenie.
    No i to tyle w zasadzie. Robimy przetwory- kiszona kapusta,ogórki,papryka, konserwujemy groszek. Nie zajmuje to dużo czasu ,jakby myśleli niektórzy…mniej niż tracą go ludzie na zakupy w marketach i oglądanie tv… Zresztą czasu mam sporo – bo nie muszę zarabiać ..dużo pieniędzy..:) nie wydaje ich zbyt wiele. 90 % wydatków to ciuchy i zabawki dla dzieci, art. szkolne oraz sporadyczne wycieczki.
    Nie jem tego co nie wyrosło w naszym klimacie ..no poza oliwkami sporadycznie…Bo i po co…Nie pije sztucznego alkoholu (czasami piję swój – choć zwykle częstuje nim gości :),kawy herbaty też nie….nie muszę zresztą … pobudzać się…Mam wystarczająco dużo energii. Zresztą używki uniemożliwiają praktykowanie głębokich stanów..koncentracji ( Joga)
    Od wielkiego dzwonu jak mi się zachce „coś” to kupuje to.. ale 95 % mojej szamy to właśnie OWN STUFF…..
    Niczego więcej nie potrzebuje, czuje się najedzony, wyglądam normalnie choć dużo młodziej jak twierdzą inni wokół … nie choruje , nie przeziębiam się… a dodam, że zimą wchodzę do przerębli i próbuje w spokoju wytrzymać tak nawet 2 minuty -extreme meditation 🙂 Zresztą ciepłej wody raczej nie używam – chyba że razem z żoną w wannie..albo w jakuzzi na basenie …wole zimny prysznic..ot takie zboczenie :)moje dzieci także wychowywane są w tego typu „klimacie” …w całym swoim życiu były tylko raz szczepione… no i też mają się całkiem dobrze 🙂 ..A żyjemy na obrzeżach sporej metropolii ..nie gdzieś w rezerwacie 😉 Do 17 – roku życia byłem typowym śmieciojadem- dużo mięsa (uwielbiałem tłuste żarcie ) mało warzyw, dużo mleka .. .Nie byłem otyły-wręcz przeciwnie… ale często chorowałem – mimo ,że żarcie było w 90% tzw. swojskie…Rodzice mieli 3 ogródki działkowe ( nienawidziłem ich -tzn działek..i w ogóle warzyw ani owoców) a przy domu mały kurnik-kury kaczki i dwie,trzy świnki..:) które to sympatyczne istotki były moim ulubionym pokarmem ..plus warzywa które rodzicom udało się we mnie wepchnąć – ja sam lubiłem tylko kiszone ogórki, kiszoną kapustę i gotowane buraczki..tylko to.. W latach 80 nie było fastfodów czipsów, frytek i całej gamy słodyczy więc raczej nie było wyboru. Po tragicznej śmierci ojca coś się zmieniło.. I zacząłem od nowa swoje życie…najpierw jako zbuntowany aktywista – nastolatek..ciągle eksperymentowałem z wegetariańskimi dietami…a dziś jako dorosły człowiek… zbliżyłem się do natury do Ziemi, której całym sercem… zaufałem szanując tym samym wszystkich Jej mieszkańców… Czego wszystkim Ziemianom życzę 🙂

    Komentarz - autor: pawson — 3 listopada 2012 @ 18:39

  11. @pawson

    Szanuję Twoje prawo do własnego wyboru i dziękuję za niezaognianie polemiki. 🙂

    Komentarz - autor: iza — 3 listopada 2012 @ 23:07

  12. a ..prawie zapomniałem,…oczywiście jeśli nie macie nic przeciw, to jeszcze słowko na temat tłuszczu… Oto frahment wykładu

    EDIT: Link usunięty

    Komentarz - autor: pawson — 3 listopada 2012 @ 23:38

  13. pawson,

    Mamy. Wybacz, ale link usunęłam. Facet albo jest niedouczony i nie wie, o czym mówi, albo świadomie sieje niebezpieczną dezinformację.

    Tak jak nie trzymam w domu żadnych zbóż czy nabiału i nie zgadzam, się by goście to przynosili, tak i do tego wirtualnego domu nie przyjmuję promocji treści, z którymi się nie zgadzam. Proszę, uszanuj to. Granica pomiędzy dyskusją a promocją na siłę jest czasem płynna, ale gdzieś trzeba ją ustalić. Ty nie chcesz się niczego nowego dowiedzieć, więc odpuść też przepychanie swojego stanowiska.

    Komentarz - autor: iza — 4 listopada 2012 @ 14:11

  14. Ciekawa dyskusja pogladow z wiedza. Niestety jak widac niektorym poglady sie myla z wiedza a u tak zideologizowanego srodowiska jak wegetarianie wiedzy prozno szukac. W kazdym razie chcialbym sie zapytac czy cos wiadomo na temat planow wydania ksiazek wyzej wymienionych autorek („The Vegetarian Myth” Lierre Keith i „Primal Body Primal Mind” Nory Gedgaudas) u nas w Polce?

    Komentarz - autor: zerozero — 11 grudnia 2012 @ 14:28

  15. @zerozero
    Ciekawa dyskusja pogladow z wiedza. Niestety jak widac niektorym poglady sie myla z wiedza a u tak zideologizowanego srodowiska jak wegetarianie wiedzy prozno szukac.

    Cieszę się, że ktoś to widzi. Jest kilka głównych tematów tabu, gdzie dyskusja jest niemożliwa, i wegetarianizm niestety do nich należy. Fakty i wiedza się nie liczą. Liczą się emocje i emocjonalne przywiązanie do ślepo przyjętego stanowiska. Przykre to, ale prawdziwe.

    W kazdym razie chcialbym sie zapytac czy cos wiadomo na temat planow wydania ksiazek wyzej wymienionych autorek (“The Vegetarian Myth” Lierre Keith i “Primal Body Primal Mind” Nory Gedgaudas) u nas w Polce?

    Książka The Vegetarian Myth jest w tej chwili tłumaczona na francuski. Nie słyszałam, żeby ktoś zabiegał o prawa do polskiego przekładu. O ewentualnych planach przekładu książki N.G. nic nie wiem, jak dotąd książka dostępna jest tylko w j. ang.

    Komentarz - autor: iza — 11 grudnia 2012 @ 21:37

  16. @iza

    „Cieszę się, że ktoś to widzi. Jest kilka głównych tematów tabu, gdzie dyskusja jest niemożliwa, i wegetarianizm niestety do nich należy. Fakty i wiedza się nie liczą. Liczą się emocje i emocjonalne przywiązanie do ślepo przyjętego stanowiska. Przykre to, ale prawdziwe.”

    Zgadza się. Wydaje mi się, że wszystko byłoby w porządku, gdyby tzw. wegetarianie uświadomili sobie wreszcie, że ich dieta wcale nie ubogaca ciała, a faktycznie go wyniszcza. Jednak wbrew pozorom to jest w zgodzie z ich ideologią, czego większość nie dostrzega. Wegetarianizm, to w istocie wyrzeczenie się, w pewnym sensie poświęcenie się, na rzecz istot żywych (nie wnikam tu czy to ma jakiś wymierny sens, nie to chcę tu podkreślić). Może to w jakiś sposób ubogacać duchowo (też nie miałbym serca zarżnąć ukochanego świniaka :] ), ale niech nam nie wmawiają, że gratis ciało również jest zdrowsze. Podejrzewam zresztą, że tzw. symboliczne 70% populacji, wybiera wegetarianizm z podświadomych pobudek egoistycznych (hipotetycznie lepsze zdrowie), dodatkowo czyniąc z tego jedynie-słuszny-wybór, dla dodatkowego podsycenia swego pysznego ego.

    W efekcie mamy mnóstwo pseudowegetarian, którzy nie zaakceptują szkodliwości diety bezmięsnej, ze względu na powód dla jakiego go wybrali i garstkę świadomych (czyli definitywnych wegetarian), którzy być może wiedzą (lub dopiero się dowiedzą), że brak mięsa w diecie wcale nie pomaga. Nie przeszkodzi im to jednak w trwaniu przy swoim wyborze, bo to nie ich własne zdrowie było punktem decyzyjnym.

    Podsumowując…

    …niechże się Ci wszyscy wegetarianie zastanowią czy faktycznie są wegetarianami, czy tylko szukają usprawiedliwiającej otoczki ich nieprzemyślanego wyboru.

    Pozdrawiam

    Komentarz - autor: fox — 12 grudnia 2012 @ 14:16

  17. @fox

    Wydaje mi się, że wszystko byłoby w porządku, gdyby tzw. wegetarianie uświadomili sobie wreszcie, że ich dieta wcale nie ubogaca ciała, a faktycznie go wyniszcza

    Do tego potrzebne byłoby albo silne dążenie do poznania prawdy i solidny świadomy wysiłek pokonania wewnętrznych oporów i uprzedzeń, albo…. porzucenie najpierw diety wegetariańskiej, bo pierwszą jej ofiarą jest mózg.

    niechże się Ci wszyscy wegetarianie zastanowią czy faktycznie są wegetarianami, czy tylko szukają usprawiedliwiającej otoczki ich nieprzemyślanego wyboru.

    Bingo! Wszystkim gorąco polecam wzięcie sobie do serca tych treści: tak ci się tylko wydaje.

    Komentarz - autor: iza — 12 grudnia 2012 @ 14:52

  18. jestem z was dumna z waszej polemiki myslalam juz ze polacy nie potrafia sie bronic kazdy broni swojego a tak naprawde to i owoce i miesko jest niezbedne dla naszego marnego zycia

    Komentarz - autor: mlotkowska ewa — 5 lutego 2013 @ 02:33

  19. @ewa

    Jeżeli potrafisz, wyjaśnij proszę dlaczego owoce są niezbędne dla naszego życia.

    Komentarz - autor: koliber — 5 lutego 2013 @ 10:27

  20. @mlotkowska ewa

    a tak naprawde to i owoce i miesko jest niezbedne dla naszego marnego zycia

    Dla marnego – pewnie tak. Natomiast kiedy komuś zależy na życia jakości, bez uprzedzeń szuka informacji i możliwości wprowadzenia ulepszeń, nawet – a może zwłaszcza – jeśli stoją w sprzeczności z głęboko zakorzenionymi, acz bezpodstawnymi przekonaniami.

    Pozdrawiam!

    Komentarz - autor: iza — 6 lutego 2013 @ 15:35

  21. W odniesieniu do wielu powyższych komentarzy: człowiek nie jest typowo owocożerny, ani typowo mięsożerny. CZŁOWIEK JEST TYPOWYM PRZYKŁADEM ZWIERZĘCIA WSZYSTKOŻERNEGO. W jego diecie powinny znajdować się produkty pochodzenia zwierzęcego i roślinnego, jednak pragnę zauważyć, że składniki odżywcze pochodzące z produktów odzwierzęcych są dużo lepiej przyswajalne. Produkty pochodzenia zwierzęcego są bogatym źródłem większości witamin. Wyjątkiem jest witamina C – jednak mało kto wie, że np. wątróbka zawiera jej duże ilości. Niestety owocożerność człowieka jest wymysłem bez poparcia. Owoce są dobrym źródłem witaminy C i błonnika, jednak ubogim źródłem pozostałych (nie licząc awokado). Mówię to nie tylko na podstawie zawartości witamin i minerałów, ale również na podsrawie ich lichej przyswajalności.
    Największym bogactwem witamin i minerałów cechują się: jaja, mieso (zwłaszcza podroby), ryby, orzechy, migdały, słonecznik; z warzyw przede wszystkim: brokuły, warzywa cebulowe, pomidory. Najlepsze źródło wapnia to sery (nie dość, że duża zawartość to też rewelacyjna przyswajalność).
    Wymienione produkty stanowią w przybliżeniu 90% mojej diety – niskowęglowodanowej. Czasem jem owoce o małej zawartości cukru, takie jak truskawki, maliny, jagody. Kilka razy w miesiącu pozwalam sobie na mały grzeszek typu kawałek czekolady, jednak częściej sama wyrabiam łakocie z migdałów lub orzechów, słodzone ksylitolem.
    Interesuję się tematem od jakiegoś czasu i codziennie zestawiam swój jadłospis w tabeli uwzględniającej kaloryczność, zawartość tłuszczu, białka i węglowodanów, witamin i minerałów. Nie przekraczam 50 g węglowodanów dziennie (przy czym mowa o strawialnych węglowodanach), a przy tym spożywam ponad 20 g błonnika, czyli zgodnie z powszechnymi zaleceniami dietetycznymi. Warzywa lub orzechy/słonecznik/pestki jem do każdego posiłku. Prawie codziennie udaje mi się pokryć dzienne zapotrzebowanie na wszystkie witaminy i minerały. Jesli jakiegoś dnia dostarczę np. za mało magnezu, to następnego dnia staram się dostarczyć go więcej. Nie piję kawy, jedynie słabą herbatę zieloną, wodę. Czasem świeże soki owocowe.
    Dodam, że uprawiam sporty (pływanie, bieganie, ćwiczenia siłowe). Dieta niskowęglowodanowa, jeśli jest odpowiednio skomponowana, stanowi najzdrowszą alternatywę 🙂 Niestety wielu ludzi od razu kojarzy ją z pierszą fazą diety Dukana, albo Atkinsa, które służą schudnięciu, a nie są stałą metodą odżywiania.

    Komentarz - autor: Incisivi — 26 marca 2014 @ 12:53

  22. Ze względu na to, że:
    – informacje zamieszczane pod odnośnikiem „Lista wszystkich” [książek] nie ukazują się jako nowe komentarze, a nie wiem jak wielu z Czytelników tego bloga systematycznie tam zagląda
    – jest to jedyny tekst na PRACowni, który listuje się w opcji „szukaj” pod hasłem: „GEDGAUDAS”
    informuję, że książka „Pierwotne ciało, pierwotny umysł” Nory Gedgaudas jest od dziś w sprzedaży.
    http://www.bialywiatr.com/index.php?id_product=72&controller=product
    To chyba najlepsza książka, od czasu polskiego wydania „Życie bez pieczywa”, która ukazała się na naszym rynku wydawniczym.
    Sprawcie sobie i swoim bliskim fantastyczny prezent „pod choinkę”. Naprawdę warto!

    Komentarz - autor: Magia — 13 listopada 2014 @ 17:31

  23. To świetna wiadomość.
    Zastanawiałem się niedawno, dlaczego jeszcze nie została wydana u nas.
    Z książek ( już) wydanych w Polsce jest chyba faktycznie jak dotąd najlepsza.
    „Dlaczego tyjemy…”, Gary Taubes’a, choć niezła, jest jednak zawężona tematycznie i według mnie, miejscami kiepsko przetłumaczona. Ciekawe czy ktoś pokusi się o wydanie „pełnej wersji”, czyli Good Calories, Bad Calories”

    Komentarz - autor: Art — 13 listopada 2014 @ 20:53

  24. Wiem, że pierwotny komentarz pawsona ma już dwa lata, ale nie mogłem się oprzeć istotnemu sprostowaniu.
    Jeśli porównamy naszych nabliższych krewnych wśród naczelnych (szympansy i goryle – zgodność z ludzkim DNA 98%), ich jelito grube stanowi nieco ponad 50% całkowitej pojemności jelit. Znajduje się w nim siedlisko mikrobów i bakterii, które fermentują błonnik uzyskując z niego „zdemontowane” wielocukry i kwasy tłuszczowe zaspokajające 65% zapotrzebowania energetycznego tych ssaków. U ludzi jelito grube stanowi 17% pojemności jelit więc ma proporcjonalnie mniej flory bakteryjnej, co oznacza, że w wyniku fermentacji błonnika ludzkie ciało może pozyskać jedynie 10% energii.

    Ponieważ fermentacja jelita grubego dostarcza szympansom (czy gorylom) większość ich energii (to najważniejszy organ energetyczny), umrą po jego amputacji (udowodnione). U ludzi, to jelito cienkie jest miejscem, w którym proces wchłaniania wartości odżywczych zachodzi najintensywniej i to ono dostarcza energii – z tego powodu ludzie mogą żyć bez jelita grubego (np. po zabiegu kolektomii, który wykonuje się przy nowotworach jelita grubego i odbytnicy). To jeden z wielu oczywistych faktów znanych antropologom, jednak dietetycy nie umieją (albo nie chcą) do takich faktów sięgać, mylnie zalecając spożywanie surowych roślin jako podstawowego (i zdrowego) źródła energii dla ludzi.

    Tutaj moja szersza polemika dotycząca diety wegetariańskiej.

    Komentarz - autor: Rafał — 18 listopada 2014 @ 21:10

  25. Odnośnie „Pierwotne ciało, pierwotny umysł” Nory Gedgaudas, na stronie bodajże 223 jest zachwalany filtr grawitacyjny wody (Berkeyfilters.com, wydajność 11000 litrów). Czy ktoś to może ściągał z USA, może używa? Z dodatkowym filtrem fluoru wychodzi 258,50$, plus przesyłka z USA do Polski (może jeszcze dojść cło). Wysyłają tylko na terenie USA, więc do nas trzeba ściągać pośrednio, przymierzam się do przesyłki w _polameronline.com

    Komentarz - autor: koliber — 3 grudnia 2014 @ 10:39

  26. @Koliber
    Ja ściągnęłam już ponad 2 lata temu, przez brytyjskiego pośrednika. Mam wersję ze stali (nota bene fantastycznej jakości) o pojemności 2,1 galona (czyli jakieś 8 litrów). Jest to wystarczająca pojemność dla 4-osobowej rodziny. Koszt zakupu i odprawy celnej (cło+VAT+opłaty za usługę dla agencji celnej) zwrócił się po niespełna roku, jak to ostatnio policzyłam.

    O ile mi wiadomo pośrednik brytyjski, z którego usługi skorzystałam, trzyma już teraz własne zapasy magazynowe i wysyła bezpośrednio z GB, co oznacza, że nie trzeba się męczyć z papierologią przy odprawie celnej. Zamawiasz, płacisz (cenę już powiększonej o cło+VAT) i dostajesz do domu.
    Powiem tak: nie spodziewałam się, że ten filtr będzie tak rewelacyjnie działał, a działa tylko na dwóch kolumnach filtrujących. Ten zakup, to jedno z moich najbardziej przyjemnych zdziwień. 🙂

    Komentarz - autor: Magia — 3 grudnia 2014 @ 21:28

  27. @Magia

    Wielkie dzięki za te fantastyczne wieści! Znalazłem autoryzowanego dystrybutora na UE tutaj _berkeywaterfilterseurope.com Cena danego urządzenia z wliczonym VAT-em i kosztami przesyłki, mam nadzieję że również z cłem. Model na ok.6l kosztuje 255E (1100zł), ja przymierzam się do tego na 8l za 285E z dodatkowymi filtrami fluoru za 79E.

    Komentarz - autor: koliber — 4 grudnia 2014 @ 09:20

  28. @Koliber
    To ten sam, przez którego i ja zamawiałam. Tylko, że wtedy sprzęt leciał bezpośrednio z USA. Tak więc, masz jeszcze dodatkową opinię: sprawdzona firma, szybko i uczciwie obsłużyła moje zamówienie.

    ps. Jak jest VAT, to i cło jest wliczone. GB jest członkiem UE, czyli:
    1) w przypadku produktów spoza UE, cło jest naliczane w kraju pierwszego importera, w tym wypadku GB
    2) między krajami UE stawki celne są zerowe

    Komentarz - autor: Magia — 4 grudnia 2014 @ 17:13

  29. Uff, to tylko pozostaje czekać cierpliwie. Wydajność 11000 litrów dotyczy 1 filtra, a w urządzeniu mamy ich dwie sztuki (w większych 4), czyli mamy wydajność rzędu 22000 litrów. Starczy z grubsza na 9lat przy zużyciu 7l dziennie, omg 🙂

    Komentarz - autor: koliber — 5 grudnia 2014 @ 09:32

  30. Polskie tłumaczenie książki Nory Gedgaudas pozostawia sporo, niestety, do życzenia.
    Przykład (niejedyny) ze str 279:

    „Koniecznie należy też wiedzieć, że tłuszcze nienasycone są kluczowym czynnikiem w ochranianiu, transportowaniu…”

    Oczywiście w oryginale chodzi o tłuszcze nasycone.
    „Kluczowy czynnik”….a jednym drobnym „nie” – kto by się tam przejmował… 😉

    Komentarz - autor: Art — 24 grudnia 2014 @ 12:32

  31. Dzięki za ostrzeżenie, Art!

    Może warto powiadomić wydawnictwo? I zamieścić ostrzeżenia dla czytelników w recenzjach na stronach księgarni online, które oferują książkę i udostępniają miejsce na recenzje?

    Znalazłam nazwisko tłumaczki. To p. Agata Staszewska. Ciekawe, kto robił korektę, o ile w ogóle ktoś robił.

    Za to na stronie wydawnictwa Biały Wiatr znalazłam wywiad z Norą Gedgaudas z polskimi napisami:

    Komentarz - autor: iza — 24 grudnia 2014 @ 14:47

  32. Żeby nie było gołosłowia, odnalazłam rzeczone zdania w oryginale:

    It is also critical to note that saturated fat is an essential factor in the protection, transportation, and use of these important and fragile oils [chodzi o EPA and DHA, kwasy tłuszczowe Omega-3] and should not be overly restricted in the diet, particularly in children. Cholesterol, too, is utterly vital to the neurological functioning of children and adults alike.

    Komentarz - autor: iza — 27 grudnia 2014 @ 01:10

  33. Iza, ja tym tłumaczeniem jestem przerażony!

    Tylko z dwóch stron:

    ——————————
    str 154

    tłumaczenie: „ok 0,8 g/kg idealnej masy ciała dziennie”

    oryginał: roughly 0.8 g/ kg of ideal body weight per day, 25– 30 g of pure protein, or 2– 3 ounces of meat, fish, eggs, etc., per meal
    ———————————————

    str 155
    tłumaczenie: 152 mln ton
    oryginał: 154 million tons
    ———————————————–

    str 155
    tłumaczenie: tłumaczka była łaskawa w ogóle nie przetłumaczyć tego fragmentu

    oryginał: High fructose corn syrup is now estimated to be the number-one source of calories in the American diet! Increases in obesity, heart disease, cancer, and diabetes correlate almost perfectly with the introduction of HFCS nearly thirty years ago. The average person is consuming 1/ 3 of a pound of sugar each and every day, which is 5 ounces or 150 grams— half of which is fructose (sucrose is made up half and half of glucose and fructose). This is roughly 300 percent more than the amount that can trigger biochemical chaos. Our physiology has no defense against this sort of onslaught. Fully 90 cents out of every US food dollar is spent on processed food, and HFCS (the most glycating sugar of them all) is in nearly every single processed food product. Remember , too, that these sugar consumption amounts are considered average and that many consume more than twice this amount. Based on the most updated 2011 USDA estimates, the average American consumes roughly 12 teaspoons of sugar a day, which is the equivalent of about 3,550 pounds of sugar in a lifetime (close to two tons—picture an overflowing dumpster or a large pickup truck load filled with granulated sugar). If you want to get a mental picture of the average annual consumption of sugar picture a large, overflowing wheelbarrow (Toney 2011, Taubes 2011, and Lustig 2011). None of these statistics begins to include the amount of sugar in our diets from other sources of dietary carbohydrate— starches such as cereals , bread, pasta, grains, potatoes, rice, or so-called natural sweeteners such as honey, maple syrup, agave, or others—or from excess protein consumption (which significantly converts to sugar). When you truly add it all up it is literally astonishing that the obesity, diabetes, cancer, and heart disease (to name a few sugar-related diseases and conditions) epidemics aren’t far worse than they are . Our ancestors wouldn’t even know how to begin to comprehend this sort of insanity.

    Dwie strony!

    Komentarz - autor: Art — 29 grudnia 2014 @ 01:05

  34. @Art
    Jesteś wielki! Zebrałam to wszystko „do kupy”, sprawdziłam, dodałam numerację stron z angielskiego wydania z 2011 roku, ubrałam w słowa i wysłałam do Wydawcy.
    O dziwo, odpowiedź dostałam niemal natychmiast. Wydawca serdecznie dziękuje za Twoją pracę i obiecuje, że wszystkie te błędy zostaną wyeliminowane przy najbliższym dodruku książki. Jest też dla Ciebie nagroda/prezent Noworoczny. Skontaktuj się z Izą – Jej przekażę szczegóły.

    Komentarz - autor: Magia — 29 grudnia 2014 @ 16:10

  35. @ Magia

    Dzięki za powiadomienie Wydawnictwa.
    Chciałem to zrobić „kompleksowo”, ale zdałem sobie sprawę, że oznacza to sprawdzenie całej książki, od początku do końca. A to przecież nie nasza rola.
    Dlatego mam nadzieję, że przesłane uwagi będą wystarczającym bodźcem do podjęcia tej
    ( kosztownej) decyzji przy następnym wydaniu.

    Problem nie dotyczy tylko tej książki. Widziałem błędy w tłumaczeniach książek Taubsa, Mosleya, Wolfa, Cordaina, Davisa. Być może potrzebni są tłumacze z dostateczną wiedzą problemową, a nie tylko słownikiem tematycznym pod ręką..?

    W każdym razie konkretny przykład najlepiej chyba uświadamia Czytelnikom potrzebę nauki języków i docierania do źródeł, bowiem z każdym pośrednikiem, chcąc czy nie chcąc, rośnie prawdopodobieństwo zafałszowania przekazu.

    Za prezent Wydawnictwu dziękuję i zrzekam się go na rzecz, powiedzmy, „bardziej potrzebującego”, wedle uznania Pracowni. 🙂

    Komentarz - autor: Art — 29 grudnia 2014 @ 19:23

  36. @ Magia

    Swietna robota (Twoja) i bardzo pozytywna reakcja Wydawnictwa.

    @ Art
    Zgadza się, korekta należy do redaktorów. Swoje zrobiliśmy (tzn. Ty i Magia i chwała Wam za to). A Ty się tak łatwo od prezentu-nagrody nie wymawiaj, chyba że faktycznie tam nic dla siebie nie znajdujesz. Choć to bardzo ładnie z Twojej strony, że pomyślałeś o innych, bardziej potrzebujących. Może się ktoś taki faktycznie odezwie w najbliższych dniach. Jak nie, to może zmienisz zdanie?

    Dobrego Nowego Roku życzę – Wam dwojgu i wszystkim, którzy tu zaglądają.

    Komentarz - autor: iza — 31 grudnia 2014 @ 00:28

  37. Super Art & Magia! Do Siego Roku!

    Komentarz - autor: corhorn — 31 grudnia 2014 @ 15:34

  38. Albo strona 134 i bardzo ważny schemat przekształceń kwasów tłuszczowych – prekursorów prostaglandyn poszczególnych serii.

    Już na samej górze z lewej strony jest błąd wielki: LA to kwas linolowy, nie linolenowy.
    Dalej również kłopoty z nazewnictwem: kwas DHA 22:6 (n-3) otrzymuje poprawną końcówkę ” aenowy”, ale już kwas EPA 20:5 (n-3) błędną końcówkę „aneowy”.

    Niechlujstwo i jeszcze raz niechlujstwo. Czytając książkę w zaproponowanym tłumaczeniu nie można być spokojnym o cokolwiek, niestety. Całość – do korekty.

    Komentarz - autor: Art — 3 stycznia 2015 @ 07:08

  39. Ja chętnie przygarnę nagrodę, jak rozumiem książkę? Art jest bogaty to może sobie kupić co chce, ja jestem idealistą i na koncie mam debet. Art zgadzasz się dać mi książkę?

    Komentarz - autor: iluminat — 5 stycznia 2015 @ 15:31

  40. @iluminat

    Jak się Art nie zgodzi, to możemy zrobić zrzutę na Pracowni na książkę dla Ciebie.

    Komentarz - autor: corhorn — 5 stycznia 2015 @ 21:43

  41. bardzo ciekawy artykuł o tym co jedli nasi przodkowie
    http://www.czytelniamedyczna.pl/4684,dieta-paleolityczna-czesc-i-cechy-charakterystyczne.html

    Komentarz - autor: seeking true — 20 lutego 2015 @ 23:05

  42. @ seeking true

    Może i ciekawy, nie przeczytałam jeszcze całości, ale pierwsze, co sprawdziłam, to tłuszcze. Oto, co piszą:

    Tłuszcze

    Tłuszczami zalecanymi we współczesnej diecie paleolitycznej są te, które obfitują w jedno- i wielonienasycone kwasy tłuszczowe. Najlepszym źródłem JNKT dla hominidów był szpik kostny. W zmodernizowanej wersji diety głównym źródłem JNKT jest oliwa z oliwek, olej rzepakowy, orzechy oraz awokado. Kwasy n-3 w diecie praludzi czerpane były w dużych ilościach z mózgów upolowanych zwierząt. We współczesnym wariancie diety kwasy n-3 powinny pochodzić z ryb, owoców morza, oleju lnianego, roślin liściastych i kapsułek z olejem rybnym (1). Warto w tym miejscu przypomnieć, że dobrym źródłem kwasu alfa-linolenowego, należącego do rodziny n-3, jest także olej rzepakowy (11).

    Nie wiem, o jakiej „współczesnej diecie paleo” piszą, ale najlepsze (w sensie najzdrowsze) tłuszcze to tłuszcze zwierzęce, w tym z ryb, i olej kokosowy (o ile nie jest się nań uwrażliwionym). Oleje lepiej ograniczyć do minimum. A o oleju rzepakowym – zapomnieć. Podstawą powinny być tłuszcze nasycone – to z nich głównie zbudowany jest mózg, błony komórkowe, to one są potrzebne do właściwego funkcjonowania wątroby i nerek, itd, itp…

    Ale możliwe, że nie doczytałam czegoś istotnego w tej pracy.

    Polecam m.in. książkę Mary Enig pt. „Eat Fat, lose Fat”, niestety chyba nie została wydana po polsku. Można też zajrzeć tutaj:
    http://optymalni.poznan.pl/nexus/mity-wegetarianizmu-cz-ii

    Przy okazji, rozumiejącym angielski polecam obejrzeć film dokumentalny „Heart of the Matter”. Zdjęty z YT przez korporacje medyczno-farmaceutyczne, teraz dostępny na Vimeo w dwóch częściach. Doskonały!

    https://alethonews.wordpress.com/2015/02/18/heart-of-the-matter/

    Transkrypt pierwszej części jest na SOTT:
    http://www.sott.net/article/268211-Heart-of-the-matter-The-Cholesterol-Myth-Dietary-Villains-and-Cholesterol-Drug-War

    Komentarz - autor: iza — 21 lutego 2015 @ 00:10

  43. Do:@pawson; odnośnie pierwszego wpisu, nie wszystko miałam czas przeczytać.:
    Czy wiesz, że awokado lub np. słonecznik to tłuszcz? Nie musisz jeść mięsa, by go sobie dostarczać.
    Weganizm nie oznacza, że w twojej diecie nie ma tłuszczu.

    Komentarz - autor: ewa k. — 29 maja 2015 @ 19:07

  44. Poczytałam Wasze komentarze jedni maja racje (?) i drudzy maja racje (?). Tak można się spierać jak się jest zdrowym! To ja opowiem swoja historie jako ta, która choroba dotknęła „nieuleczalna” w/g współczesnej medycyny. Przez pól wieku żywiłam się „smieciowo”. Męczyłam się z alergiami, uczuleniami na słonce, egzema na dłoniach a jakże leczona byłam maściami sterydowymi, które tylko na chwile pomagały nie było mowy o wyleczeniu. Kiedy w wieku 50 lat leczona na RZS (reumatyczne zapalenie stawów) stałam się wrakiem człowieka, nie mogłam chodzić, ból towarzyszył mi 24 godz. na dobę. A w perspektywie miałam stawy biodrowe do wymiany. Ocknęłam się, postanowiłam przygotować się do operacji bo bylam pewna, ze jej nie przezyje. Zaczelam od diety warzywno – owocowej dr Ewy Dabrowskiej. Potem wykluczylam cukier, mleko, zboża, mieso. Powolutku wracalam do zrowia a kiedy wlaczylam urynoterapie odzyskalam sily zyciowe, zniknela depresja. Minelo 2 lata i chociaż mój stan zdrowia byl zadawalajacy (operacje stawu biorowego przeszlam bez zadnych problemow), zniknela miazdzyca dolnych konczyn, unormowało się cisnienie 120/80 (dwa lata bralam leki na wysokie cisnienie), calkowicie zniknely bole stawow, glowy. Zastanawialam sie dlaczego nie chudnę (udalo mi sie utrzymac 7 kg na minusie po 4 dietach Dabrowskiej, ale to byla kropla w morzu, bo marzeniem moim jest mieć wagę idealna) poglebily sie takze moje nietolerancje (teraz juz 2 lyki wina lub 2 kromki chleba orkiszowego upieczonego na zakwasie czy odrobina białego sera powodowala rzut RZS. Wiedzialm jedno, ze nie zregenerowaly sie moje nieszczelne jelita. Znalazlam informacje, ze można je wyleczyć rosołem gotowanym na kosciach np. wolowych szpikowych, baranich, kozlecych. Gotowalam (ma sie pyrkac 20 godz), piłam. Oj działo się jest to szok dla organizmu tak sa zniszczone jelita a powoduje to brak KOLAGENU w naszym pozywieniu. Przez 2 tygodnie rozpuszczały się kamienie i złogi w przewodach zolciowych (mocz byl metny i smierdzacy), po och tygodniach zolty pozbawiony zapachu. A przeciez przez 2 lata odżywiałam się „niennagannie”, pilam soki warzywne po 1,5 litra dziennie, jadlam surowki, salatki i owoce. Owszem oczyscil sie organizm na poziomie komorkowym ale kamienie w nerkach, watrobie – woreczku zolciowym, wyrzuci tylko tluszcz. Tkanki laczne zbudowane sa z kolagenu jego brak zafunduje ci chorobe. Nawet raka o czym pisze w swoich ksiazkach dr Rath i dr Aleksandra Niedzwiecki. Do diety włączyłam nóżki, golonkę, skorki wieprzowe i rosol. Zniknely nietolerancje, uczulenia na slonce, nikiel a takze egzema podobno potrafia się zregenerować stawy (na to własnie czekam). Ale zostal mi jeszcze jeden problem – nadwaga. Zastosowalam diete wysokotluszczowa i nic. Na blogu Rafała Mróz przeczytałam, ze insulinoodpornosc jest przyczyna tycia. Dopoki jest insuliuna we krwi, jej przeciwienstwo glukagon hormon, który uwalnia kwasy tłuszczowe z naszych „znienawidzonych zapasow” w tkance tluszczowej nie wypusci ani grama, zeby nakarmic glodne komorki. Mamy napad „wilczego głodu” i zjadamy (weglowodany), trzustka produkuje insuline, nakarmia komorki, nadwyzka przetwarzana na trojglicerydy trafia do komórek tłuszczowych. I tak od lat. Zadne tam piec malych posilkow ani trenowanie na silowni ani bieganie nie sprawi, ze glukagon wypuści nadwyżki. Pomogłam „biedakowi” bo obijal sie 30 lat. Zjadam jeden solidny posilek na dobe. Po raz pierwszy w zyciu nie jestem głodna. Moj organizm cztery godziny trawi 20 zywi sie nadwyzkami bez zadnych najmniejszych objawow glodu czy innych sensacji. A ja czuje ze nareszcie jest szczęśliwy bo jego wlascicielka przestala go katowac weglowodanami kilka razy dziennie. A trzustka wyrzuca tylko raz na dobę insulinę do surówki, która zjadam z zoltkami lub watrobka lub tlusciutkim miesem. Chudne 70 dkg dziennie z czasem bedzie mniej. A i co najwazniejsze to jest chudniecie bez efektu jojo, bo spalane sa trojglicerydy. Tak jak widzicie mnie obie te diety sie bardzo przydaly. Nalezy obserwowac swoj organizm jeśli coś się z nim dzieje dokonaj zmian. Moze chce odpoczac od bialka, moze od weglowodanow w postaci warzywek czy owocow. Najgorsze nie dokonac zmian kiedy jest jeszcze czas.

    Komentarz - autor: Szczesliwa — 28 września 2015 @ 13:54

  45. @ Szczesliwa

    Przede wszystkim gratuluję osiągniętych celów i determinacji.
    Jest jednak kilka istotnych szczegółów, które według mnie wymagają wyjaśnienia:

    „Dopoki jest insuliuna we krwi, jej przeciwienstwo glukagon hormon, który uwalnia kwasy tłuszczowe z naszych „znienawidzonych zapasow” w tkance tluszczowej nie wypusci ani grama, zeby nakarmic glodne komorki.”

    Niezupełnie. To nie system zero-jedynkowy. Drzwi nie są zamknięte albo otwarte. Są w różnym stopniu uchylone. Poza nielicznymi, skrajnie patologicznymi przypadkami. Para insulina/glukagon reguluje lipolizę/lipogenezę cały czas. W każdej sekundzie zachodzi miliony reakcji w obie strony. Z różnymi wypadkowymi oczywiście. Innymi w wątrobie, w tkance mięśniowej i tkance tłuszczowej. To że nie traciłaś wagi, nie było prawdopodobnie spowodowane „blokadą” tkanki tłuszczowej, tylko nie obniżającym się „set-pointem” ( patrz poniżej)
    Poza tym lipoliza nie jest tożsama jeszcze z beta oksydacją. To, że we krwi pojawiły się wolne kwasy tłuszczowe z tkanki tłuszczowej, jeszcze nie oznacza, że już się ich pozbyło. Są dostępne, ale wciąż przecież podlegają drugiemu prawu termodynamiki. Wliczają się do puli „calories in”, razem ze spożytym pożywieniem. Jeśli nie nastąpi adekwatny wydatek energetyczny – część, całość albo nawet i więcej ( z pożywienia) – wróci do tkanki tłuszczowej.

    „A i co najwazniejsze to jest chudniecie bez efektu jojo, bo spalane sa trojglicerydy.”

    Przy efekcie jojo też spalane są trójglicerydy. Nie w tym rzecz. Efekt jojo nastąpi wówczas, gdy pomimo chwilowej utraty trójglicerydów z tkanki tłuszczowej, nie nastąpi jednocześnie adekwatne obniżenie set-pointu tkanki tłuszczowej, czyli mózg będzie dalej bronił poprzedniego jej poziomu i z każdego kęsa spożytego pożywienia będzie część zużywał na odbudowę tkanki tłuszczowej, jednocześnie wzmagając apetyt. Dopiero, gdy wzmożony apetyt nie spowoduje kolejnych dostaw pożywienia, będzie stopniowo uwalniał trójglicerydy z tkanki tłuszczowej. Co nie znaczy, że się poddał. Przy kolejnej dostawie jedzenia zadziała w ten sam sposób. Dzieje się tak dopóty, dopóki mózg „jest przekonany”, że ma do czynienia z okresem „głodu”. Proces jest skomplikowany i związany jest ze skomplikowanym zestawem hormonalno- enzymatycznym.
    Ale, jak widzę, ten problem został już pokonany.

    I na koniec kwestia diety Dąbrowskiej.
    Dokładnie – postrzeganie jej w kategoriach zero-jedynkowych, nie wydaje mi się właściwe. Co oczywiście nie oznacza, że jest ona optymalna. W krótkiej perspektywie czasowej jej dodatni, per saldo, bilans, jest przecież udokumentowany. Ale w dłuższej perspektywie…
    Zwrócę uwagę na jej potencjalne niebezpieczeństwo.
    Połączenie kwasów wielonienasyconych z cukrami, przede wszystkim fruktozą ( i/lub alkoholem) – to niealkoholowe stłuszczenie wątroby. Jak w banku. Kwestia czasu. A takie połączenie jest na tej diecie faktem. Przy tym połączeniu wątroba ma kłopoty z wyekspediowaniem na zewnątrz lipoprotein VLDL i sama się otłuszcza.
    Skąd tłuszcze wielonienasycone w dużej ilości? Z tkanki tłuszczowej właśnie. W tkance tłuszczowej Polaka jest obecnie około 30% ( o zgrozo!) wielonienasyconych kwasów tłuszczowych.
    To rezultat idiotyzmu ( wspieranego przez koncerny) powtarzanego przez dietetyków-kretynów, którzy „niezbędność” wielonienasyconych kwasach tłuszczowych ( która zostaje osiągnięta na poziomie 1% energii), przekuli na dogmat: im więcej, tym „lepiej”.

    Jeszcze raz gratuluję efektów.

    Komentarz - autor: Art — 29 września 2015 @ 12:31

  46. @Art
    „To, że we krwi pojawiły się wolne kwasy tłuszczowe z tkanki tłuszczowej, jeszcze nie oznacza, że już się ich pozbyło. Są dostępne, ale wciąż przecież podlegają drugiemu prawu termodynamiki. Wliczają się do puli „calories in”, razem ze spożytym pożywieniem. Jeśli nie nastąpi adekwatny wydatek energetyczny – część, całość albo nawet i więcej ( z pożywienia) – wróci do tkanki tłuszczowej.”

    To nie to, że całkowicie nie zgadzam się z tym, co napisałeś ale… organizm ludzki nie jest systemem zamkniętym.
    „According to the calorie myth, in order to lose weight all you need to do is follow the equation of „eat less, move more.” But this simply isn’t true. […] Part of the problem is a fundamental error in the understanding of the law of thermodynamics. Energy is actually used up in making nutrients available in your body.”

    Więcej: http://articles.mercola.com/sites/articles/archive/2015/09/07/nutritional-value-beats-calorie-count.aspx
    Bardzo polecam obejrzenie wykładu dr Zoe Harcombe.

    @Szczęśliwa
    Gratulacje! Ja też jem nie więcej niż 2 razy dziennie, z przynajmniej 16 godzinną przerwą. Ale uważaj na dietę Dąbrowskiej. Dokładnie przeanalizuj to, co napisał o tym Art. To bardzo ważne uwagi.

    Komentarz - autor: Magia — 29 września 2015 @ 16:26

  47. @ Magia

    /…ale… organizm ludzki nie jest systemem zamkniętym./

    Jasne, ale….mówiąc o II prawie, miałem na myśli tylko to, że jest spełnione.
    Znana kwestia, którą postawił Taubes, czy tyjemy DLATEGO, że się nie ruszamy, czy nie ruszamy się DLATEGO, że tyjemy – jest według mnie rozstrzygnięta. Ale… to nie daje wszystkich odpowiedzi.
    Pewnie, że dobrze byłoby, gdyby kwasy tłuszczowe pojawiały się we krwi DLATEGO, że są właśnie w tej chwili potrzebne do spalenia. Ale obawiam się, że w kompletnie rozregulowanym organizmie – to niekoniecznie jedyna przyczyna. Dlatego trzeba uważać…

    Dzięki za link.

    Komentarz - autor: Art — 29 września 2015 @ 16:47

  48. Bardzo ciekawy artykuł. Jestem na wspomnianej wyżej Diecie Optymalnej ponad rok i muszę powiedzieć ze nigdy nie miałem tak spektakularnych i trwałych efektów utraty wagi. 156kg przed a po roku 120! Odnośnie komentarzy o ewolucyjnym przystosowaniu człowieka do spożywania owoców proponuję osobom które to głoszą przeczytać książkę „Dieta Optymalna Dieta Idealna”. Jest tam pięknie wyjaśnione w rozdziale „zęby owocożerców” jak to się stało że naczelny nagle zrezygnował z owoców na rzecz mięsa. To ze najbliżej nam do szympansów to nie znaczy że nimi jesteśmy 😉 Pozdrawiam

    Komentarz - autor: Michal Matuszewski — 28 lutego 2016 @ 13:39

  49. Hmmm… już 15 lat na tłuszczach, bez owoców, bez chleba, bez lekarzy, bez gryp i przeziębień. Nie wrócę już na pastwisko jeść trawę – za dużo miałem wtedy kłopotów ze zdrowiem…

    Komentarz - autor: Mirek — 5 marca 2016 @ 23:44

  50. Witam Was serdecznie, bardzo ciekawy artykul.
    Rok temu dowiedzialam sie, ze mam insulinoodpornosc, przeszlam na diete strikte niskoglikemiczna (choc juz od dawna ograniczylam weglowodany – jestem uczulona na pszenice, to pomaga:), w ciagu roku schudlam 5 ciu miesiecy schudlam 4 kilo i waga stanela !
    Uprawiam sporty, jem nieprzetworzona zywnosc i nic nie chce zadzialac.
    Bardzo bym byla wdzieczna za przyklad diety, przykladowy dzien : co jesc, zeby zachowac dobre proporcje miedzy W/B/T ?
    pozdrawiam serdecznie
    yul

    Komentarz - autor: yul — 28 marca 2016 @ 20:31

  51. Wiesz mogę Ci polecić to co ja robiłem – w rok pozbyłem się cukrzycy i nadciśnienia oraz zrzuciłem 39kg. Zachowuję proporcję BTW 1:2:0,5, na śniadanie zjadam ok 40g boczku wędzonego na łyżce masła i 4 żółtka. Obiad to zazwyczaj fasolka szparagowa albo frytki smażone na smalcu + 150g karkówki również smażonej. Na kolacje same węgle ale nie fruktoza tylko w postaci brokuła, ziemniaka czy co kto lubi. Poszukaj na facebooku „klasyczna dieta optymalna”. Pozdrawiam

    Komentarz - autor: Michal Matuszewski — 28 marca 2016 @ 20:58

  52. oh jej… nie sadze, zebym przezyla karkowke na smalcu ! lol 🙂

    jeeej, nie jestem przyzwyczajona do tak ciezko strawnej diety… Jem i mieso i ryby i owoce morza (mieszkam nad Atlantykiem), warzywa, sery, ale smazonego unikam, po frytkach zle sie czuje, a smalec odbija mi sie przez 2 dni ! (przepraszam za bezposredniosc)…

    Uzywam duzo olei i masla, ale raczej dodaje na koniec, jak juz jest ugotowane/upieczone/usmazone bez dodatku tluszczu/

    na sniadanie przewaznie zjadam 3 kromki Wasa 100% zytnia z bialym serem (takim jaki tu dostane, bo s polskim niestety nie porownywalny – czasem robie swoj ser)
    na obiad mieso lub ryba z warzywami (brokuly, cukinie, fasola szparagowa) / czasem soczewica
    na podwieczorek garsc midgalow lub pochodne
    np. jajecznica na pomidorach (z dodanym maslem po usmazeniu)

    Czy taka dieta wydaje Wam sie w dobrych proporcjach ?

    poszukam za chwile info o diecie optymalnej, dziekuje Michale !!

    pozdrawiam Swiatecznie !
    yul

    Komentarz - autor: yul — 28 marca 2016 @ 21:23

  53. też mieszkam nad Atlantykiem w Portugalii. To mit że „po tłustym” to się choruje bo wątroba uwielbia tłuszcz, hormony potrzebują cholesterolu za to węglowodany wybitnie szkodzą. W grupie na FB jest sporo osób które były weganami/wegetarianami które zostały „zmuszone” przez zdrowie do przejścia na dietę LCHF i później same są zaskoczone jak to możliwe że po 2 tygodniach przestawienia się nagle wszystko zaczyna smakować, wątroba po pozbyciu się piachu i kamyków (jeśli jakieś były) wraca do zdrowia a takie choroby jak cukrzyca, Hashimoto, nadciśnienie same ustępują bez leków. Odnośnie pieczywa WASA – tektury nie tykam, szkoda pieniędzy i zdrowia. Lepiej samemu zrobić sobie omlet z żółtek albo upiec chleb „oopsies ” (proszę wpisać w Google „chlebek oopsies” i kliknąć na 2 link). Mam w grupie osoby które są 17 albo 25 lat na Diecie Optymalnej i nie zamieniły by jej na żadną inną. A i jeszcze jedno odnośnie takiej „zawrotnej” ilości tłuszczu – mimo że nie liczę kalorii bo to bzdura to prowadzę dziennik produktów na kompie i dla Twojej ciekawości mimo tego „tłustego” jedzenia kalorii jest tylko 1700 przy wzroście 191 😉 Pozdrawiam Świątecznie również.

    Komentarz - autor: Michal Matuszewski — 28 marca 2016 @ 23:11

  54. a i jeszcze jedno odnośnie ciężkostrawności – tłuszcz trawi się dużo łatwiej niż węgle 😉

    Komentarz - autor: Michal Matuszewski — 28 marca 2016 @ 23:15

  55. dzieki za info, poczytam o wszystkim na spokojnie

    i ja nie mowie, ze potlustym sie zle czuje, tylko po smazonym 🙂 tluste uwielbiam i nie mam z tym problemu i boczek i kielbase i ser, po prostu frytki, smalec, nawet warzywa smazone w oleju… nie ma opcji – umieram z bolu zoladka i watroby…

    a wase jem, bo mi nie szkodzi i bo mozna ja kupic, mam bardzo zajmujaca prace (faza nie pracuje i faza pracuje 18h/dobe) wiec pieke swoje chleby czasem, ale musze tez

    1700 Kcal przy 191 to bardzo malo… ja nie licze na codzien, wiec nie wiem ile dokladnie spozywam, ale wiem, ze przy tym ile uprawiam sportu to obliczlam, ze mam zapotrzebowanie na miedzy 2000 a 2500 (choc na pewno spozywam duzo mniej,nie chudne, wiec kalorie… eh…)

    weglowodanow jem malo, bardzo malo i to od lat…

    tylko tez nie do konca rozumiem te weglowodany… jestem humanistka-artystka 😉 i te wszystkie opis bio-chemiczne brzmia dla mnie zbyt abstrakcyjnie, gubie sie juz w tym, wiem, ze ryz, maki i cukry sa „be”

    ale co z kasza ? jaglana ? quinoa ? gryczana ?

    co z fasola szparagowa ? co z soczewica ?

    w zaleznosci od jezyka w ktorym czytam a propos weglowodanow inaczej to sie wszystko przedstawia…

    pozdrawiam

    yul

    PS. ja mieszkam we Fracji – w Portugali zazdroszcze jezyka ! przepiekny 🙂

    Komentarz - autor: yul — 29 marca 2016 @ 00:58


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: