PRACowniA

16 Lipiec 2012

Panowanie ognia: Meteoryty, pożary lasów, chaos i szóste wymieranie

Joe Quinn and Niall Bradley
Sott.net
5 lipca 2012

© Reuters – „Przeklęta al-Kaida!” 2 lipca 2012 – amerykańska flaga powiewająca przed domem zrównanym z ziemią przez pożar w Mountain Shadows, dzielnicy Colorado Springs, w stanie Kolorado.

W ciągu ostatnich 18 miesięcy coraz bardziej niepokoiliśmy się o przyszłość życia na Ziemi. Jasne, sygnały, że robi się coraz gorzej, były widoczne już przez jakiś czas, ale z początkiem 2011 roku zaczęliśmy się niepokoić na dobre, kiedy na całym świecie zaczęły spadać z nieba martwe ptaki. Zjawisko utrzymywało się przez kilka miesięcy, a ptaki nadal umierają z oficjalnie nieznanych powodów. Żaden z martwych ptaków nie wykazał jakichkolwiek śladów przebytej choroby, ale w kilku wypadkach zwierzęta miały „zewnętrzne obrażenia”, jakby zostały „uderzone jakimś tępym narzędziem”. Oferowano wszelkiego rodzaju możliwe przyczyny (jak fajerwerki lub zderzanie się ptaków ze sobą nawzajem), nie obyło się też bez łatwych do przewidzenia prób zbagatelizowania przez „specjalistów” znaczenia tych dziwnych wydarzeń. Ale wśród całej lawiny spekulacji jedna rzecz szczególnie się wyróżniała.

Główny meteorolog stacji NewsChannel5, Mark Johnson, postanowił przyjrzeć się obrazom z radaru dopplerowskiego z nocy w Beebe, w stanie Arkansas, kiedy na ziemię spadło mnóstwo martwych kosów, i odkrył coś ciekawego.

– Dostrzegłem ogromne pasmo turbulencji nad ptactwem nad Beebe, dokładnie wtedy, kiedy rozpoczęły swój szaleńczy lot – powiedział Johnson.

Turbulencja nad stadem pojawiła się na wysokości około 2-3,5 km. Johnson doszedł do wniosku, że zjawisko to można wyjaśnić tylko na kilka sposobów.

A jednak, trafiwszy na prawdopodobną przyczynę, Johnson wstawia jakieś bzdury:

Ptaki nie latają tak wysoko, szybko wykluczył działania wojskowe, huk związany z przekroczeniem bariery dźwięku przez samolot, deszcz meteorów i inwazję obcych.

Chociaż możemy zrozumieć, dlaczego Johnson wykluczył działania wojskowe lub huk odrzutowca (w owym czasie nie było żadnych lotów nad tym obszarem), to nie wyjaśnia on, dlaczego wykluczył „deszcz meteorytów”, choć możemy zrozumieć intencję wtrącenia „inwazji obcych” – takie zestawienie miało na celu ośmieszenie przy okazji idei „deszczu meteorów” lub innego związanego z meteorytami zjawiska.

Dalej, Johnson powiedział:

– Tamtej nocy w atmosferze nad Beebe zdarzyło się coś tajemniczego […] I jestem przekonany, że miało to swój udział w poderwaniu się ptaków do lotu, a następnie ich śmierci.

Rzeczywiście, ale mając odpowiedź pod samym nosem, Johnson przestaje myśleć racjonalnie:

Badanie przeprowadzone przez Johnsona ujawniło niespotykaną inwersję temperatury dokładnie nad miejscem ptasiego noclegu, na wysokości około 500 metrów nad ziemią. Ta „inwersja” temperatury zadziałała jak megafon, wzmacniając wszystkie hałasy dochodzące w tym czasie z Beebe. Kiedy eksplodowały fajerwerki, dźwięk został wzmocniony przez inwersję i stał się o wiele głośniejszy niż normalnie. To zaskoczyło ptaki tak bardzo, że zerwały się do lotu, wpadając na siebie i na pobliskie budynki. Następnie tysiące zdezorientowanych ptaków runęło na ziemię, umierając z powodu odniesionych tępych urazów.

© Obraz z radaru dopplerowskiego wykorzystany przez Johnsona do wyjaśnienia śmierci ptaków. Dodaliśmy niebieską strzałkę, ilustrującą trajektorię meteoru osiągającego tę wysokość, zanim wybuchł w niższych warstwach atmosfery.

Inwersja temperatury? Na 500 metrach? Ale wcześniej Johnson stwierdził, że „zawirowania” wystąpiły między 2000 i 3500 metrów. Stworzył nawet wykres z obrazów radaru dopplerowskiego, który to pokazuje. Chociaż inwersje temperatury się zdarzają i mogą wzmocnić dźwięk, to jednak zaskoczone hałasem ptaki zazwyczaj nie wpadają masowo na siebie i na budynki. Najbardziej prawdopodobne jest to, że wypadki śmierci ptaków ze stycznia 2011 r. (i późniejsze) były spowodowane wybuchem meteorytu lub fragmentu komety (MoCF) w atmosferze, a ptaki zabiła albo fala uderzeniowa (powodując trwałe tępe urazy), albo związane z tym zjawiskiem efekty „usmażenia” ich „obwodów”. Ten elektryczny efekt może również wyjaśniać masową śmierć ryb w tym samym czasie [i w tym samym stanie]. Weźmy ten dzisiejszy raport o dwójce dzieci tajemniczo porażonych prądem ze skutkiem śmiertelnym podczas kąpieli w jeziorze w stanie Missouri w dniu 4 lipca. Tysiące martwych ryb znalezionych na Sylwestra 2010 r. w rzece powyżej Beebe także mogły mieć usmażone obwody z powodu silnego wyładowania elektrycznego, jakie towarzyszyło nadziemnej eksplozji fragmentu kosmicznej skały. A teraz spójrzcie na tę symulację eksplozji tunguskiej, sporządzoną przez laboratorium Sandia. Nadlatujący bolid, eksplodujący w atmosferze, wywołałby falę uderzeniową w promieniu proporcjonalnym do siły wybuchu. Prawdopodobnie również strąciłby z nieba samoloty – więcej o tym poniżej

Dlaczego naszym zdaniem teoria o meteorycie bądź fragmencie komety jest najbardziej prawdopodobna? Otóż głównie z powodu olbrzymiego wręcz wzrostu ilości tego typu obserwacji oraz nadziemnych eksplozji w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Mało który tydzień w tych latach wolny był od doniesień z całego świata o bolidach czy tajemniczych wybuchach trzęsących domami. Wiele takich doniesień odnotowano w miesiącach poprzedzających wymieranie ryb i ptaków ze stycznia 2011, jak i późniejszych. Więcej dowodów znajdziecie na blogu Sott.net.

Rok 2011 miał zatem bardzo niepokojący początek, ale i przez kolejne miesiące stwarzał światu okazję do poważnej zadumy. Tylko czy ktokolwiek z niej skorzystał?

W zeszłym roku byliśmy świadkami „największego w historii” cyklonu Yasi, który spustoszył zachodnią Australię; potężnego trzęsienia ziemi, które nawiedziło Nową Zelandię; 9-stopniowego trzęsienia i tsunami w Japonii, skutkujących katastrofą elektrowni atomowej (w dalszym ciągu nie opanowaną); oraz potężną erupcją zespołu wulkanicznego Puyehue-Cordón Caulle w Chile.

© Unknown – Zarejestrowana przez radar dopllerowski duża plama nad Beebe w Arkansas.

Poprzedni rok obfitował też w anomalia pogodowe na całym świecie, począwszy od wielkich mrozów i śnieżyc w USA, Wlk. Brytanii czy Azji, po niespotykane dotąd powodzie, które nawiedziły Amerykę, Wyspy Brytyjskie oraz Chiny. Wprawdzie trzęsienia ziemi spotykane są dość często, podobnie jak cyklony i erupcje wulkanów, ale kiedy ostatni raz nasza planeta doświadczyła takiego splotu katastrof naturalnych w ciągu zaledwie jednego roku? O czym to może świadczyć? Pozostając przy trzęsieniach, czy wiedzieliście, że w latach 1980-1999 na całym świecie odnotowano 106 wstrząsów o sile 5 stopni i większej, a w okresie 2000-2011 było ich już 429?

Jak mogliście (lub powinniście byli) zauważyć, zabawa nie skończyła się 31 grudnia 2011. W tym samym bowiem dniu, dokładnie rok po zdarzeniu z Beebe, na to miasto ponownie spadł deszcz martwych ptaków, a obraz z radaru ponownie ukazał „dużą masę nad Beebe” na krótko przed spadnięciem ptaków. Tak jak piorun może dwa razy trafić to samo miejsce, nie powinno się wykluczyć powtórzenia podniebnej eksplozji z udziałem kosmicznych kamieni.

W pierwszym półroczu 2012 roku północną półkulę nawiedziły fale coraz ostrzejszych mrozów, a śnieg zawitał w lutym nawet na Saharę. Lato przyszło do Europy i wschodniej części USA wcześnie, bo pod koniec marca, jednak już po kilku tygodniach nagle ustąpiło miejsca zimie, co wiąże się z poważnymi konsekwencjami dla tegorocznych zbiorów. Następnie na Wyspach Brytyjskich mieliśmy powodzie z praktycznie niespotykanymi tam tornadami i „superkomórkami” burzowymi. Przyczyny tego pogodowego chaosu meteorolodzy upatrują w nietypowym przebiegu polarnego prądu strumieniowego, który przesuwał się coraz bardziej na południe, przynosząc ze sobą zimne masy powietrza na niższe niż do tej pory szerokości geograficzne. Ale dlaczego polarny prąd strumieniowy zachowuje się tak dziwnie – tego meteorolodzy albo nie wiedzą, albo nie chcą zaakceptować.

Na ziemski klimat w dużym stopniu wpływa słoneczne (oraz kosmiczne) promieniowanie. Dosięga nas ono w postaci naładowanych cząstek emitowanych przez plamy słoneczne, rozbłyski, włókna, dziury koronalne, etc. Owe cząstki mają bezpośredni wpływ na ziemskie pole magnetyczne, które oddziałuje na prądy oceaniczne i prądy strumieniowe, co z kolei może doprowadzić do ekstremalnej pogody i zmian w zachowaniu ludzi. Chociaż możemy zaobserwować słoneczne wybuchy itp, znaczna część tego promieniowania jest niewidzialna dla naszych oczu, stąd o jego obecności lub wzroście aktywności musimy wnioskować na podstawie skutków, jakie odczuwa nasza planeta. Biorąc pod uwagę chaos, jaki od kilku lat panuje na Ziemi, możemy wysnuć wniosek, że jesteśmy faktycznie bombardowani wysoką dawką słonecznego i kosmicznego promieniowania. Wystarczy dodać, że ziemski klimat zdaje się przygotowywać do radykalnej zmiany, najpewniej w postaci nowej epoki lodowcowej. A jak niedawno odkryto, podczas ostatniego zlodowacenia półkula północna została skuta lodem w ciągu zaledwie kilku miesięcy.

W celu uzmysłowienia sobie, jak chaotyczne stało się życie na ziemi, przejrzyjcie tę listę anomalii, zebraną z zaledwie dwóch ostatnich miesięcy.

W czerwcu USA doświadczyły zarówno rekordowo wysokich, jak i rekordowo niskich temperatur. Wschodnie Wybrzeże nawiedziły pod koniec czerwca gwałtowne i potężne burze, które pozbawiły miliony ludzi prądu na co najmniej tydzień, podczas gdy na zachodzie, w Kolorado, „wybuchły” wielkie pożary. Obok tego wszystkiego, nie przestały pojawiać się doniesienia o meteorach czy podniebnych „eksplozjach”, słyszanych i obserwowanych niemal każdego dnia. (Pod tym linkiem znajdziecie szokującą liczbę obserwacji meteorów i innych obiektów, dokonanych w samym tylko kwietniu, maju i czerwcu b.r.).

Tsunami w Japonii, marzec 2011. Dwa potężne i niszczycielskie tsunami w ciągu siedmiu lat to jasny znak, że dzieje się coś szczególnego.

Przykładowo, 20 czerwca mieszkańcy stanu Kolorado dostrzegli za dnia oślepiający meteor, kiedy strażacy walczyli z pożarem w okolicy Lake George na terenie lasu im. Zebulona Pike’a, jednym z wielu dzikich, „apokaliptycznych” i „potężnych” pożarów lasów, jakie nawiedziły przedmieścia Colorado Springs. Doszczętnie spłonęły setki domów, a setki tysięcy mieszkańców zostało zmuszonych do ewakuacji.

To był jeden z owych „niezwykle rzadkich, dziennych meteorów” (w rzeczywistości czwarty taki znany nam obiekt, widziany nad USA w tym roku), który przecinając zadymione niebo napędził strachu strażakom z całego stanu i tymczasowo uziemił wszystkie samoloty strażackie. Te ponownie zostały uziemione 1 lipca po katastrofie maszyny C-130 walczącej z pożarem w rejonie Black Hills w Dakocie Południowej. Siły Powietrzne USA natychmiast nakazały wylądować pozostałym siedmiu samolotom. Co prawda przy tej okazji nie było żadnej wzmianki o „nieczystym zagraniu” ze strony kosmicznych kamieni, ale zastanawiając się, czy to nie one były przyczyną nagłego uziemienia maszyn, natrafiliśmy na istotną wskazówkę. Otóż dzisiaj (5 lipca) opublikowano „końcowy raport techniczny” dotyczący przyczyn katastrofy lotu 447 linii Air France nad Atlantykiem z maja 2009 roku. Czas jego opublikowania, staranne przesiewanie informacji na temat katastrofy, ciągłe ukrywanie jej prawdziwej przyczyny oraz przeciągające się śledztwo, które dopiero po trzech latach zakończono wnioskiem o „winie pilotów” i „problemach technicznych”, jedynie wzmacniają teorię Joe Quinna, że katastrofę lotu 447 mógł spowodować meteor lub fragment komety.

© Don Davis – Ilustracja możliwego wyglądu i skutków wybuchu fragmentu kometarnego nad Tunguską z 30 czerwca 1908 roku. Zauważcie, że bolid nie musiał uderzyć w ziemię, by spowodować tak olbrzymie spustoszenie okolicy.

20 czerwca, w dniu obserwacji owego jaskrawgo obiektu, szeryf z hrabstwa Chaffee W. Peter Palmer otrzymał kilka zgłoszeń, że jakiś kamień z kosmosu faktycznie uderzył w ziemię. Szef ochrony pożarowej tego hrabstwa Jim Wingert wyraził zaniepokojenie, że pożar mógł wywołać fragment komety lub meteorytu. Jako że meteory obserwowano na całym Środkowym Zachodzie, a niektóre doniesienia dzieliło tylko kilka godzin, bardziej wiarygodne wydają się wcześniejsze relacje o dużej liczbie bolidów, jakie spadły na tym obszarze, niż wersja o pojedynczym obiekcie. Dla przykładu, załogi dwóch samolotów komercyjnych zaobserwowały meteor lub kometę przelatującą nad Kansas, podczas gdy Denver Post doniósł o „jakichś kulach ogniach na niebie”.

Niedawno słychać było inny głośny wybuch nad Kolorado, więc kolejna możliwość jest taka, że doszło do eksplozji pojedynczego, większego obiektu, i rozsypania jego licznych fragmentów na większym obszarze. W tym doniesieniu Associated Press bez ogródek stwierdza się, że przyczyną pożaru w Kolorado był jeden lub więcej meteorów/fragmentów komet. Na chwilę obecną wydaje się prawdopodobne, że większość, jeśli nie wszystkie, tych pożarów spowodował deszcz kosmicznych kamieni. Być może więc ptaki i ryby nie są jedynymi stworzeniami zagrożonymi wymarciem, a ludzie wcale nie są tak wyjątkowi?

Jeśli pożary rzeczywiście były wynikiem „ognia z niebios”, niedopuszczenie dziennikarzy do stref pożarowych zaczyna nabierać sensu (jednego dziennikarza wręcz aresztowano w jednej z takiech stref). Nasze podejrzenia, że amerykański rząd zmaga się z czymś więcej niż pożary lasów, potwierdziła ta niezwykle na czasie informacja z oficjalnego periodyku „al Kaidy”, Inspire, wedle której ulubieni przez CIA bliskowschodni „terroryści” wezwali dżihadystów z całego świata do „podpalania lasów w ramach islamskiej wojny z Zachodem”. W ślad za tym Departament Bezpieczeństwa Krajowego wydał „najnowszy raport”, gdzie podano, że od ponad dekady „międzynarodowe grupy terrorystyczne i ich zwolennicy rozważały pomysł podpaleń na terenie USA jako taktyki mającej spowodować straty ekonomiczne, zubożenie surowców, a także zasiać strach i stworzyć kryzys humanitarny”. Cóż za zbieg okoliczności! Jakże przydatni są ci terroryści z al-Kaidy.

W międzyczasie program COINTELPRO ruszył pełną parą pomagając rządowi USA wykiwać społeczność alternatywnych portali, zarzucając ją sprawdzonym chłamem o supertajnej broni skalarnej (sic), plazmowej czy broni HAARP, testowanej na nieświadomych niczego mieszkańcach stanu Kolorado.

© Google Crisis Response – Zasięg pożarów na Środkowym Zachodzie USA z 3 lipca 2012

W artykule Laury Knight-Jadczyk opublikowanym na Sott.net w Sylwestra zeszłego roku, wśród prognoz na rok 2012 znalazł się taki scenariusz: „Istnieje też możliwość, że nadziemne eksplozje komet zostaną przypisane terrorystom”. I stało się, w połowie 2012 roku słyszymy doniesienia o bolidzie (lub kilku) odpowiedzialnym za pożary w stanie Kolorado, a zaraz potem „al-Kaida” i Departament Bezpieczeństwa Krajowego „przestrzegają” obywatelską masę przed terrorystami planującymi zmasowane podpalenia w pobliżu zaludnionych obszarów w całych Stanach.

Jako że pożary szaleją już od Montany po meksykańską granicę, bolidy raczej nie są odpowiedzialne za wszystkie te przypadki. Jednakże warunki sprzyjające pożarom, jakie panują przy powierzchni ziemi, złowróżbnie przypominają opisy duszącego żaru, „spontanicznych zapłonów” i „zjawisk elektrycznych” z czasów wielkiego pożaru w Chicago z 1871 roku (który strawił znaczną część Wisconsin, Michigan i Illinois), kiedy to resztki z ogona komety w połączeniu z suszą doprowadziły do pożarów „pochłaniających budynki od środka”.

© Unknown

Nie przypadkowo tym nagłym i ekstremalnym falom upałów, połączonym z niezwykle intensywnymi burzami – przy których niebo wygląda jakby płonęło [wideo zostało usunięte z YouTube – przyp.] – towarzyszą liczne obserwacje bolidów. Nie potrzeba przy tym komety przelatującej akurat teraz blisko Ziemi. „Spadające gwiazdy”, inaczej „deszcze meteorów”, to efekt okresowych kontaktów naszej planety z pyłem i odłamkami pozostawianymi przez komety (lub ich pozostałości), których orbity przecinają naszą. Wobec tak wielu niespodziewanych obserwacji bolidów na niebie można spokojnie przyjąć, że przechodzimy przez o wiele gęstszy pas kosmicznego gruzu niż zazwyczaj, i stąd się bierze coraz większy ruch na górze. Mainstreamowe media przez ostatnich dziesięć lat ignorowały to zagrożenie, jednak teraz, w obliczu kosmicznych kamieni sypiących się na naszą planetę w alarmującym tempie, muszą w końcu zmierzyć się z tym problemem.

Jednym z głównych tematów kasjopeańskich przekazów, który pojawił się już w latach 90., jest cykliczność globalnych katastrof wywoływanych rojem komet przechodzącym przez Układ Słoneczny co 3600 lat. Wynika to z przebiegu orbity mniejszego i ciemniejszego towarzysza naszego Słońca, który pozostawia po sobie dostrzegalne ślady – te same zjawiska, które, jak wykazały badania geologiczne, poprzedzają epoki lodowcowe. Teoria słonecznego towarzysza jest dość powszechnie znana i prawdopodobna. Co prawda naukowcy próbują zlokalizować taką gwiazdę, jednak tego typu badania zostały utajnione, od kiedy armia amerykańska zabroniła naukowcom dostępu do danych satelitarnych dotyczących zbliżających się skał kosmicznych. Nie oczekujmy zatem, by informacja o odkryciu takiego towarzysza pojawiła się w najbliższym czasie w nagłówkach gazet.

Nadzorcy tego świata posuną się do wszystkiego, byleby społeczeństwo nie odkryło, że rządzący, ani ich przełożeni z kręgów międzynarodowej finansjery, nie mogą nic zrobić, by zatrzymać kosmiczne koło, które już ruszyło i które zagraża CAŁEMU życiu na Ziemi. W starożytności instynktowna potrzeba zawierzenia autorytetom i powierzenia im swojego losu, jaką  odczuwali „zwolennicy autorytaryzmu”, miała charakter religijny – namaszczeni przez bóstwa przywódcy byli pośrednikami społeczeństwa w jego relacjach z bogami. Gdy nastawały ciężkie czasy, społeczeństwa te usuwały swoich przywódców w przeświadczeniu, że ci NIE byli umiłowani bogom. Innymi słowy, w każdym społeczeństwie przywódcy pełnią rytualną rolę, a gdy ludzie zorientują się, że rytuał nie spełnia swoich funkcji, pozbywają się przywódcy. To dlatego „terroryści” i groźby wojen tak bardzo przydają się obecnie rządom. Ustanowiona władza może zapewniać społeczeństwu ochronę tylko przed niebezpieczeństwem, które sama stworzyła. Ale kosmiczne bombardowanie i groźba szóstego wymarcia, nadchodząca „z góry”? To akurat jest całkowicie poza ich zasięgiem, a gdy ludzie w końcu to dostrzegą, z miejsca porzucą swoją zależność i oddanie wobec władz.

W raporcie zleconym przez amerykańskie Siły Powietrzne brytyjski astronom Victor Clube, autor książek The Cosmic Serpent oraz The Cosmic Winter, zwięźle podsumował fundamentalną zasadę geopolityki:

„Nie potrzeba nam zagrożenia z kosmosu do zamaskowania Zimnej Wojny; to Zimna Wojna jest potrzebna, by zamaskować kosmiczne zagrożenie!”

Nie, Clube nie miał na myśli kosmitów i statków kosmicznych – mówiąc o zagrożeniu z kosmosu miał na myśli znaki pojawiające się na naszym niebie w czasach przełomu i wstrząsów społecznych, ostrzegające przed niepewną przyszłością ludzkości. Owe znaki obejmują też wszelkiego rodzaju dziwne zjawiska, jak choćby tajemnicze dźwięki dochodzące z nieba czy inne elektromagnetyczne anomalie, coraz częstsze i intensywniejsze. Zalewająca Internet dezinformacja o smugach chemicznych przekonała niektórych, że rządy są w stanie naśladować najgroźniejsze siły Natury. Dla całej reszty wystarczy straszak w postaci terrorystów czy globalnego ocieplenia z winy człowieka, by nie zapomniała, dlaczego potrzebuje Wielkiego Brata.

Roztargnieni mieszkańcy Colorado Springs stoją bezradnie i obserwują jak silne wiatry rozprzestrzeniają pożar z Waldo Canyon na rejony Garden of the Gods i Mountain Shadows.

Prawdziwe oblicze zmyślonej Wojny z Terrorem odsłoniła ostatnia próba zamaskowania realnego zagrożenia z kosmosu fałszywą groźbą ze strony al-Kaidy. Wizja faszystowskiego przejęcia w tym roku planety, przewidzianego przez Laurę Knight-Jadczyk, która odczytała prawdziwy sens „końca świata w 2012 roku” właśnie w tym kontekście, sprawdza się co do joty:

Jeśli  bombardowanie naszej planety przez krótkookresowe komety bądź pył kometarny jest rzeczywiste (a coraz bardziej na to wygląda), zaś skutki takich zdarzeń są ekstremalnie zgubne, i jeśli faktycznie kolejny spektakl takich wizytacji już się spóźnia (na co również wygląda), jaki efekt może wywrzeć na status quo planety społeczna świadomość owych wydarzeń? Czy nie straciłaby na znaczeniu fałszywa „wojna z terrorem” i czy ludzie na całym świecie nie zażądaliby natychmiast od swoich politycznych przywódców powtórnego rozważenia priorytetów i podjęcia wszystkich możliwych działań w celu zmniejszenia tego zagrożenia? A jeśli polityczni przywódcy odmówiliby i stałoby się jasne, że to poważne zagrożenie dla życia miliardów ludzi od dawna było powszechnie znane wśród politycznych elit (wraz z konsekwencjami, jakie niesie), co wtedy? Rewolucja? Ostatnie hura przed szóstym wymarciem?

Kto wie. Wiemy jedynie, że wiedza ta, w całej rozciągłości, jest zatajana i marginalizowana.

Prawda jest taka, że nasza planeta i wszystko, co na niej żyje, tworzą razem inteligentny i żyjący system, w obrębie którego istnieje mechanizm regulujący każde zaburzenie równowagi w jego funkcjonowaniu. Spójrzmy chociażby na świat zwierząt, utrzymywany pod kontrolą w naturalny sposób przez drapieżniki lub choroby. Mechanizm ten ma na celu ochronę systemu jako całości i niedopuszczenie, by jakikolwiek czynnik pokrzyżował ewolucyjny plan żyjącego systemu. Ludzie dotarli w swojej ewolucji do punktu, gdzie nie ma dla nich naturalnych drapieżników i chociaż każdego roku choroby nadal pochłaniają wiele ofiar, współczesnej medycynie udało się (jak dotąd) zapobiec takiej pandemii, która zmiotłaby ludzkość z powierzchni ziemi. Jednak nierozsądnie byłoby myśleć, że ów „żyjący system” przeoczył rodzaj ludzki, jeśli chodzi o przywrócenie równowagi po wyrządzonych przez ludzkość szkodach, stanowiących zagrożenie dla celu całego systemu. Naszym zdaniem wszystko to, co napisano powyżej, powinno być wystarczającym dowodem, że „system” zaczął się już o nas upominać.

Mamy również nadzieję, że nie ulega wątpliwości, iż ludzkość jako gatunek poważnie zachwiała równowagę systemu, zarówno w odniesieniu do samej planety i żyjących na niej istot, jak i do własnej ewolucji, rozumianej jako rozwój wiedzy i świadomości. Mówiąc prościej, ludzkość zatrzymała się w rozwoju. Mało tego, nasz gatunek zdaje się cofać w alarmującym tempie, głównie w wyniku oddziaływania wypaczonej ideologii, szerzonej przez psychopatów u władzy na całym świecie. Wystarczy przypomnieć, że miliardy ludzi uwierzyły w kłamstwo, jakim jest psychopatyczna „wojna z terrorem”, i wspierają je; kłamstwo, służące za pretekst do mordowania i rozciągnięcia kontroli nad możliwie największą liczbą niewinnych ludzi. Cóż więc sam ten fakt (pośród wielu innych oszustw, łykanych przez większość) mówi o poziomie wiedzy i świadomości całej ludzkości?

~ * ~ * ~

Interesujący komentarz czytelnika SOTT.net:

Już ponad rok śledzę wiadomości o bolidach zaobserwowanych nad USA, od kiedy po raz pierwszy zwróciło moją uwagę wyraźne ich nasilenie się. Miejcie na uwadze, że te dane dotyczą tylko USA, czyli ułamka światowych wydarzeń.

Pracując z bazą danych ams.org i badając wcześniejsze raporty sięgające stu lat wstecz, odkryłem, że częstotliwość odnotowywania bolidów przez bardzo długi czas utrzymywała się na stałym poziomie, około 1,2 – 1,3 dziennie.

Począwszy od roku 2006, z wyjątkiem roku 2009, obserwujemy następujący schemat stałego wzrostu:

2005 – 1,28
2006 – 1,41
2007 – 1,61
2008 – 1,98
2009 – 1,90
2010 – 2,59
2011 – 4,46

I jak dotąd, na rok 2012, do dnia 2 lipca: 5,03

Wykreślcie te punkty, a otrzymacie dość strome nachylenie.

Zaczynam podejrzewać, że kalendarz „Majów”, który wcale nie jest Majów, ponieważ odziedziczyli go po Olmekach, którzy dostali go od bóg wie kogo, jest w rzeczywistości kalendarzem odliczającym punkciki przecięcia z gęstym strumieniem fragmentów kometarnych, który spowodował nastanie młodszego dryasu jakieś 12,5 tysiąca lat temu.

Moje rozumowanie jest takie, że jeśli impakty, które prawdopodobnie zabiły megafaunę i kulturę Clovis, rozgrywały się przez pewien okres czasu, powiedzmy miesiąc, a nie kilka godzin, wówczas jest możliwe, że ci ludzie, a właściwie ci, którzy przeżyli, byli w stanie określić orbitę i odkryć, że orbita ta jest bardzo długa.

Jak ostrzeglibyście przyszłość, gdybyście wiedzieli, że za kilka tysięcy lat ma powrócić coś niszczycielskiego?

Niemalże jedyną rzeczą, która miałaby szansę wytrzymać próbę czasu, byłby system kalendarzowy. Jeśli więc skonstruujecie kalendarz, który kończy się na początku przecięcia, jest jakaś mała nadzieja, że zaintryguje to ludzi i będą zwracali większą uwagę na to, co się wokół nich dzieje, wyłapią znaki ostrzegawcze. Niewielka to nadzieja, ale lepsza taka niż żadna.

Taka jest w każdym razie moja teoria, cokolwiek ona warta.

Mam nadzieję, że się mylę, ale zważywszy na tak gwałtownie rosnącą częstotliwość występowania bolidów, nie jestem wcale pewny, że faktycznie się mylę. Myślę, że wchodzimy obecnie w przednią gęstą chmurę skał lub fragmentów komet i do grudnia sprawy przybiorą mocno na sile.

Myślę, że wzrost tej aktywności ma wiele wspólnego z dziwaczną pogodą na całym świecie; do górnych i średnich warstw atmosfery wędruje tyle dodatkowej energii, a wyraża się ona właśnie w zjawiskach pogodowych. Nie wspominając o tym, że sami porządnie podgrzewamy atmosferę tu na dole. W połączeniu z dodatkową dawką promieniowania słonecznego, spowodowaną większą aktywnością plam słonecznych, całość zdaje się zwiastować bardzo nieprzyjemną pogodę na przyszłość.

Większość ludzi martwi się, że w naszą planetę przyrżnie jakaś duża asteroida i zabije wszystko za jednym zamachem. Co do mnie, martwi mnie raczej perspektywa efektu wystrzału ze śrutówki – trafianie nas przez znacznie mniejsze fragmenty przez długi okres czasu.

Uwaga na głowy!

– –

Ten artykuł jest przekładem oryginału zamieszczonego w języku angielskim na stronie:

dokonanym przez polskich tłumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.

Materiał ten został opublikowany przez SOTT.NET – projekt Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala się na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz żródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

8 komentarzy »

  1. Chyba w 21 wieku czytałem, że majowie mieli rozwiniętą, astronomie, ale byli zacofanie w rolnictwie. Już wtedy coś mi nie pasowało w tym. Tutaj przeczytałem w tym dodatkowym komentarzu, że to nie ich kalendarz więc wysoce prawdopodobne że i nie ich astronomia, wszystko jakoś zastanawiająco pasuje z moimi wątpliwościami dotyczącymi rozbieżności w zaawansowaniu między rolnictwem i astronomią.

    Komentarz - autor: Gmork — 18 Lipiec 2012 @ 21:06

  2. Hm… A co, jeśli rozwój rolnictwa jest wielkim krokiem wstecz w naszym rozwoju?

    Komentarz - autor: ufoludek — 19 Lipiec 2012 @ 16:31

  3. @ufoludek
    Bingo! 🙂
    Z rolnictwem (z biegiem czasu) przyszło niewolnictwo, pieniądze, gromadzenie dóbr, choroby ‚cywilizacyjne’ i zakaźne, niszczenie ekosystemu, imperializm.

    Na szybko przetłumaczonych parę fragmentów artykułu Origins of Agriculture – Did Civilization Arise to Deliver a Fix?

    Nie istnieje ogólnie przyjęty model tłumaczący pochodzenia rolnictwa. W istocie, coraz większa liczba argumentów z ostatnich lat sugeruje, że rolnictwo wcale nie stanowiło naturalnego kroku w przód, a w rzeczywistości doprowadziło powszechnie do obniżenia jakości życia.

    Myśliwi i zbieracze zazwyczaj wykonują mniej pracy dla zdobycia tej samej ilości pożywienia, są zdrowsi i mniej podatni na klęski głodu, niż prymitywni rolnicy.

    Ostatnie odkrycia potencjalnie psychoaktywnych substancji w niektórych produktach rolnych – zbożu i mleku – stawiają w nowym świetle kwestię wprowadzenia rolnictwa i – w konsekwencji – zmian behawioralnych („cywilizacji”).

    W ciągu kilku tysięcy lat od wprowadzenia uprawy zbóż styl organizacji społecznej łowców-zbieraczy zaczął się pogarszać. Pojawiły się duże, hierarchicznie zorganizowane społeczeństwa, tworząc wsie i ówczesne miasta. Wraz z powstaniem cywilizacji i państwa przyszły też klasy społeczne, specjalizacja w pracy, rządy i armie.

    Wielkość populacji żyjących jako skoordynowane jednostki rosła dramatycznie powyżej norm przed-rolniczych. Podczas gdy myśliwi i zbieracze żyli w egalitarnych, autonomicznych grupach po około 20 blisko spokrewnionych osób, z co najwyżej plemiennym poziomem organizacji, wczesne wioski rolnicze miały od 50 do 200 mieszkańców, a wczesne miasta – 10 tysięcy lub więcej. Ludzie „musieli się nauczyć trzymać w ryzach głęboko zakorzenione siły, które działały w kierunku rosnącego konfliktu i przemocy w dużych grupach” (Pfeiffer 1977).

    Rolnictwo i cywilizacja oznaczało koniec szukania – które było metodą utrzymania się przy życiu z krótkoterminowym celem i nagrodą – i początek (dla większości) regularnej żmudnej pracy zorientowanej na przyszłą wypłatę i wymagania przełożonych.
    „Wraz z powstaniem dużych społeczności, rodziny przestały uprawiać ziemię dla siebie i na swoje bezpośrednie potrzeby, a zaczęły to robić dla obcych i „na przyszłość”. Ludzie ci pracowali już cały dzień – zamiast kilku godzin dziennie, jak to czynili myśliwi i zbieracze. Pojawiły się plany, kontyngenty, nadzorcy i kary za zwłokę” (Pfeiffer 1977).

    Badania w dziedzinie paleopatologii i studia porównawcze wykazują, że w populacjach, które przyjęły rolnictwo zbóż, zdrowie pogorszyło się, powracając do poziomu z czasów pre-rolniczych dopiero znacznie później. Po części stało się tak z powodu rozprzestrzeniania się infekcji w zatłoczonych miastach, ale głównie z powodu spadku jakości diety towarzyszącej rolnictwu opartemu na intensywnej uprawie zbóż. (Cohen 1989).

    Cohen podsumował problem, pytając: „Jeśli rolnictwo nie zapewnia ani lepszej diety, ani pewniejszego pożywienia, ani łatwiejszego zaspokojenia potrzeb żywnościowych, a wręcz przeciwnie – wydaje się zapewniać gorszą dietę, z mniejszą pewnością zbiorów, z większymi kosztami pracy – to dlaczego ktokolwiek się tym zajmuje?

    Egzorfiny: opioidowe substancje w żywności

    – powiązanie diety z chorobami psychicznymi (badania od końca lat 70.)
    – Badania przeprowadzone wśród niektórych społeczności zamieszkujących wybrzeże Pacyfiku wykazały, że schizofrenia stała się powszechna w tych populacjach dopiero od kiedy stały się one „częściowo zachodnie i zaczęły spożywać pszenicę, piwo jęczmienne i ryż”.
    – odkryto opioidową aktywność substancji w mące, kukurydzy i jęczmieniu (egzorfiny), oraz w krowim i ludzkim mleku (kazomorfiny), a także działanie stymulacyjne tych białek, także w owsie, życie i soi.

    Najczęściej, uzależniające leki to albo opioidy (np. heroina i morfina), albo substancje dopaminergiczne (np. kokaina i amfetamina), a działają poprzez aktywację ośrodków nagrody w mózgu. Czy to oznacza, że zboża i mleko są chemicznie satysfakcjonujące? Czy ludzie są jakoś „uzależnieni” do tych pokarmów?

    Panuje przekonanie, że przyjmowanie egzodorfin nie jest naturalną funcją dorosłego ludzkiego organizmu.

    Dlatego też skłaniamy się do interpretacji egzorfin w kategoriach patologii, przy czym substancje znajdujące się w zbożach i mleku są postrzegane jako współczesne błędy w diecie, które mogą prowadzić do schizofrenii, celiakii itp. Ale te są poważne choroby są dość rzadkie. Czy egzorfiny mogą mieć jakiś wpływ na ludzkość jako całość?

    Okazuje się, że nietolerancja na poszczególne pokarmy jest dość powszechna i wywołuje dużo różnych objawów, a wśród nich lęki, depresję, napady padaczki, hiperaktywność, epizody schizofreniczne obejmujące zmienione funkcjonowanie mózgu. Powszechne jest też odczuwanie głodu identycznego z głodem narkotykowym w razie odstawienia szkodliwych pokarmów. Badania wykazały, że 50% pacjentów z nietolerancją odczuwa silny pociąg do pokarmów, które im szkodzą.

    Warto zajrzeć (eng.):

    Agriculture and the Healthcare Debate: Inextricably Linked

    Agriculture Expanded as Farmers Pressed North, Not Because Hunter-gatherers Adopted the Practice

    The Worst Mistake in the History of the Human Race

    Lierre Keith on ‚The Vegetarian Myth – Food, Justice and Sustainability’

    Komentarz - autor: iza — 19 Lipiec 2012 @ 21:49

  4. Może nie samo rolnictwo jest krokiem wstecz, a sposób w jaki się ono rozwija i cele mu przyświecające. Naturalnym jest przejście ze zbieractwa do rolnictwa, natomiast nienaturalny (przeciwny człowiekowi) jest sposób jego rozwoju. Otóż, gdyby celem było tylko zaspokojenie potrzeb żywnościowych wzrastającej liczby ludności w zrównoważony i rozsądny sposób, byłby to postęp. Jeśli dołożymy do tego zysk (obecnie główny cel), no to mamy degradację środowiska, choroby, a więc gorszy standard życia, czyli regresję – z dodatkowym zastrzeżeniem, że nie jest ona równomiernie rozłożona na całą ludzką populację. „inteligentny i żyjący system, w obrębie którego istnieje mechanizm regulujący każde zaburzenie równowagi w jego funkcjonowaniu…” – degradacja życia ludzi jest właśnie takim mechanizmem regulującym nakierowanym na zmniejszenie wpływu na system czynnika degradującego czyli właśnie ludzi.

    Komentarz - autor: Ram — 20 Lipiec 2012 @ 20:22

  5. @Ram

    Naturalnym jest przejście ze zbieractwa do rolnictwa

    Skąd to przekonanie?

    gdyby celem było tylko zaspokojenie potrzeb żywnościowych wzrastającej liczby ludności

    A czy nie jest tak, że jest na odwrót, tzn. że wzrost liczby ludności jest skutkiem rozwoju rolnictwa? ([…]Pojawiły się duże, hierarchicznie zorganizowane społeczeństwa, tworząc wsie i ówczesne miasta. Wraz z powstaniem cywilizacji i państwa przyszły też klasy społeczne, specjalizacja w pracy, rządy i armie.[…]).

    […]byłby to postęp.

    🙂 Postęp to bardzo mocne słowo, przytoczę Ci kilka cytatów z Fragmentów Nieznanego Nauczania, posłuchaj co na temat postępu mówił Gurdżijew:

    (Rozdział II) […]– Nie istnieje żaden postęp. Wszystko jest takie, jakie było tysiące i dziesiątki tysięcy lat temu. Zmienia się zewnętrzna forma. Esencja pozostaje taka sama. Człowiek pozostaje dokładnie taki sam. “Cywilizowani” i “wychowani” ludzie maje dokładnie takie same zainteresowania jak najciemniejsi dzicy. Współczesna cywilizacja opiera się na przemocy, niewoli i pięknych słowach, ale te wszystkie piękne słowa o “postępie” i “cywilizacji” są tylko słowami.[…]

    (Rozdział III) […]Ludzkość nie postępuje naprzód, ani nie ewoluuje. To, co wydaje się nam postępem albo ewolucją jest tylko częściową modyfikacją, która może natychmiast zostać zrównoważona przez odpowiednią modyfikację w przeciwnym kierunku. Ludzkość, jak i cała reszta życia organicznego, istnieje na Ziemi dla potrzeb i celów Ziemi. I jest ona dokładnie taka, jaka powinna być, zgodnie z istniejącymi obecnie wymaganiami Ziemi. Tylko tak teoretyczna i tak odległa od rzeczywistości myśl, jak współczesna myśl europejska, mogła dopuścić możliwość istnienia ewolucji człowieka bez związku z otaczającą przyrodą, lub uważać ewolucję człowieka za stopniowy podbój przyrody.

    …Współczesna cywilizacja opiera się na przemocy, niewoli i pięknych słowach

    Tylko pomyśleć, że Gurdżijew wypowiedział te słowa prawie sto lat temu. Pozdrawiam,

    Komentarz - autor: koliber — 23 Lipiec 2012 @ 07:52

  6. To co dla Gurdżijewa jest zewnętrzną zmiana formy, dla ludzi żyjących w XXI w. jest postępem.
    Myślący człowiek powinien wyrobić sobie własne zdanie na temat obserwowanych zjawisk,a nie tylko opierać się na osądach innych. Cechą umysłu jest ciekawość i pragnienie poznania otaczającej nas rzeczywistości. Dzięki temu, początkowa całkowita zależność ludzi od przyrody przeradza się w panowanie nad nią. Jest to naturalny proces bo wynikający z natury umysłu. Za pomocą obserwacji, doświadczeń, kojarzenia i rozumowania czyli całego tego procesu poznawczego wiedza ludzkości ulega zwiększeniu – czy nie jest to z definicji postęp? Czy rozwój, wzrost, osiągnięcie wyższego etapu niezależności od przyrody i poznania w jakiejkolwiek dziedzinie nie może być nazwane postępem? To nie jest modyfikacja, chociaż i ona może przynieść nieznaczny postęp, a kontrmodyfikacja cofnięcie – z czym się zgadzam bo ewolucja nie jest linią prostą pod stałym kątem do poziomu, a bardziej poszarpaną wznoszącą się sinusoidą, a na dodatek obserwowalny efekt widoczny jest tym bardziej im większy interwał czasowy weźmiemy pod uwagę. Dlatego uważam, że osiadły tryb życia i rolnictwo jest postępem wobec całkowicie zależnego od przyrody trybu życia poszukiwacza i zbieracza. Faktem jest, że rolnictwo przyczyniło się do wzrostu populacji ludzkiej i związanych z tym nowych problemów, ale tu znów jest pole do popisu dla tegoż umysłu. Wzrost, postęp czy też zmiana formy, jak chce Gurdżijew likwiduje jedne problemy i stwarza nowe. I tak w nieskończoność bo takie jest życie i na tym polega ewolucja. To jak doświadczanie różnorodności i wybieranie najlepszego wariantu. Nie można wiecznie trwać w czymś niezmiennym bo właśnie stagnacja i brak zmian oznacza zatrzymanie się w rozwoju, którego motorem jest zmiana. Nie zawsze to co nowe jest lepsze od starego, ale ocena tego jest względna i jest to kwestia miejsca obserwacji uczestnika tego procesu. Jednym jest lepiej, innym gorzej. No i proszę zapytać siebie czy chciałbym żyć w warunkach sprzed tysięcy lat? Tak z ręką na sercu. Na linii czasu to już przeszłość i nie ma do niej powrotu. Co do ewolucji, to poza cywilizacyjną jest jeszcze duchowa.To, że Gurdżijew widział w ludziach żyjących wokół niego samych prymitywnych barbażyńców nie oznacza, że wszyscy tacy byli (a co z Gurdżijewem, bo skoro ludzkość nie ewoluuje to jest cywilizowanym, ale prymitywnym dzikim?) to tylko jego opinia. Trochę zmieniło się od tamtych czasów. Problemem jest zaważenie zmiany. Wiek czy dwa wobec rozciągniętego na tysiące lat procesu ewolucji to zbyt mało by można było mieć pewność co do kierunku. Zbyt wiele niewiadomych i zbyt wiele sił uczestniczy w tym procesie by postawić bezbłędną diagnozę stanu duchowego ludzkości. Ja osobiście nie mam takich samych zainteresowań jak „najciemniejsi dzicy”, gorzej (dla teorii braku zmian), nawet nie są one takie same jak przeciętnego współczesnego człowieka. Uważam też, że nie jestem jakimś wyjątkiem. Jest nas wielu, ale ciągle jeszcze w mniejszości. To przeczy tezie o braku zmian. Ja widzę postęp, widzę jasną przyszłość ludzkości i niewątpliwie będzie lepsza wobec dzisiejszego stanu. Gurdżijew myli się też stwierdzając, że ludzkość żyje na Ziemi dla jej potrzeb. Zgadzam się, że jej stan jest taki jaki powinien być w tej chwili, bo ludzkość jest jak kula bilardowa, w którą uderza jednocześnie wielu graczy i nie można przewidzieć jak się potoczy Jej stan jest wypadkową układu sił wpływających na ludzkość, ale na pewno nie jest to związany z wymaganiami Ziemi. A kogo? Chyba w tym gronie nie muszę tego mówić.

    Komentarz - autor: Ram — 25 Lipiec 2012 @ 18:00

  7. @Ram

    Obawiam się, że w tym momencie nie jesteśmy w stanie nawzajem się zrozumieć, byłoby to możliwe gdybyś zechciał uważnie przeczytać „Fragmenty Nieznanego Nauczania”. Dla zachęty podsunę Ci jeszcze jeden fragment z tej książki, bardziej adekwatny do tego co w głównym temacie artykułu, bo zdaje się że zaczynamy za bardzo zbaczać na coraz to inne (choć równie ciekawe) zagadnienia:

    (Rozdział II) […]”Są takie okresy w życiu ludzkości, zbiegające się z reguły z początkiem upadku kultur i cywilizacji, kiedy to masy nieodwracalnie zatracają rozsadek i zaczynają niszczyć wszystko to, co zostało stworzone przez setki i tysiące lat kultury. Takie okresy masowego obłędu często zbiegają się z kataklizmami geologicznymi, zmianami klimatu i podobnymi zjawiskami o charakterze planetarnym, i wyzwalają one olbrzymią ilość materii poznania. To z kolei powoduje, że wysiłek gromadzenia tej materii poznania staje się koniecznością, inaczej bowiem zostałoby ono utracone. Zatem praca mająca na celu zebranie porzuconej materii poznania często zbiega się z początkiem rozpadu i z upadkiem kultur i cywilizacji.

    Ten aspekt zagadnienia jest jasny. Tłum ani nie chce, ani nie szuka poznania, a przywódcy tłumu, w swoim własnym interesie, próbuje umocnić jego strach i niechęć do wszystkiego, co nowe i nieznane: Niewola, w której żyje rodzaj ludzki, opiera się na tym strachu. Trudno jest nawet sobie wyobrazić całą okropność tej niewoli. Nie rozumiemy, co ludzie tracą. By pojąć przyczynę tej niewoli, wystarczy zobaczyć, jak ludzie żyją, co stanowi cel ich istnienia, przedmiot ich pragnień, pasji, dążeń, o czym myślą, o czym mówią, czemu służą i co czczą. Weźcie pod uwagę, na co wykształcona ludzkość naszych czasów wydaje pieniądze; nawet pozostawiając na boku wojnę, zobaczcie, gdzie gromadzą się największe tłumy i czemu nadaje się najwyższą wartość. Jeśli przez chwilę zastanowimy się nad tymi pytaniami, to stanie się jasne, że ludzkość taka, jaką teraz ona jest, ze wszystkimi swoimi zainteresowaniami – nie może oczekiwać niczego innego niż to, co ma”.[…]

    pozdrawiam,

    Komentarz - autor: koliber — 26 Lipiec 2012 @ 14:40

  8. […] na najwyższych obrotach, by przekonać ludzi, że masowe wymieranie zwierząt, ekstremalna pogoda, większa liczba trzęsień ziemi – w skrócie, wszystkie elementy zmian na Ziemi, jakie dokumentujemy na SOTT.net – są […]

    Pingback - autor: Smugi chemiczne, dezinformacja i Szóste Wymieranie « PRACowniA — 23 Wrzesień 2012 @ 22:10


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: