PRACowniA

19 kwietnia 2012

Chaos i przyzwolenie. Logistyka jednego rządu światowego – cz. 2

Laura Knight-Jadczyk
Sott.net
3 lutego 2012

(Część 1 artykułu: Chaos i przyzwolenie. Logistyka jednego rządu światowego – cz. 1)

Jest to zdumiewająca obserwacja: że zagraniczne rządy nie zdają sobie sprawy z faktu, że USA mają wobec nich ukryte plany, zupełnie tak samo, jak nazistowskie Niemcy miały plany wobec całego świata. Aż trudno uwierzyć, że oni wciąż wierzą w te łgarstwa, że ktokolwiek jeszcze daje się przekonać, iż „islamscy terroryści są wrogami całej ludzkości”. Jeśli przedstawiciele rządów, którzy powinni wiedzieć, jak sprawy faktycznie wyglądają, są w stanie ciągle wierzyć w ten fałsz, to są zbyt głupi na to, aby być w jakimkolwiek rządzie.

Po tym wszystkim nie wydaje mi się, że można obarczać winą większość tych Niemców, którzy w 1933 r. uwierzyli, że spalenie Reichstagu było dziełem komunistów. Tym, za co można ich obwiniać i co namacalnie dowiodło ich straszliwej, zbiorowej słabości charakteru, po raz pierwszy w okresie rządów nazistowskich, jest fakt, że to przesądziło o całej sprawie. Niemieccy obywatele z bezwolną uległością zaakceptowali, że w następstwie pożaru każdy z nich utracił resztki osobistej wolności oraz godności, zagwarantowanych przez konstytucję, jakby były to konieczne konsekwencje. Jeśli to komuniści spalili Reichstag, podjęcie przez rząd „zdecydowanych kroków” przeciwko wszystkim było jak najbardziej w porządku!

Właśnie! Rząd USA odebrał obywatelom wszystkie wolności, za które rzekomo tak nas mieli nienawidzić “islamscy terroryści”. Dokładnie to samo robią rządy na całym świecie, tyle że czasami na swój własny sposób. We Francji rolę tę wzięła na siebie organizacja MIVILUDES, a jej mandatem wydaje się być to samo, co promuje Jewgienij Morozow, cytowany we wcześniej wzmiankowanym artykule „Quality Control” (O kontroli jakości Internetu).

Następnego ranka omawiałem tę sprawę z kilkoma innymi aplikantami. Każdego z nich interesowało, kto popełnił tę zbrodnię, i niejeden miał wątpliwości co do oficjalnej wersji, jednak żaden z nich nie widział nic nadzwyczajnego w fakcie, że od tego momentu nasze telefony będą na podsłuchu, nasza korespondencja otwierana i że można się będzie włamywać do naszych biurek.

„Uważam to za osobistą obrazę – powiedziałem – że uniemożliwia mi się czytanie dowolnej gazety, jaką sobie życzę poczytać, jedynie dlatego, że komuniści rzekomo podpalili Reichstag. A wy?” Jeden z nich radośnie i niewinnie odparł: „Nie. Dlaczego miałbym tak uważać? Czy do tej pory czytywałeś „Forwards” albo „The Red Fag”? […]

Tak też wydaje się być w USA. Tym, co wskazuje na straszną kolektywną słabość charakteru rozmiękłego i hedonistycznego społeczeństwa Ameryki, jest akceptacja utraty swobód obywatelskich w zamian za ochronę przed tymi, którzy rzekomo „nienawidzą nas z powodu naszych swobód”. Tę samą truciznę rozsiewa we Francji wspomniana wyżej organizacja MIVILUDES. Znajomy francuski lekarz pokazał mi ostatni numer magazynu medycznego, który zawiera artykuł objaśniający lekarzom, że muszą czujnie wypatrywać ludzi, którzy myślą lub działają „odmiennie niż nakazuje norma”. Są oni oczywiście zachęcani do łamania zawodowej przysięgi Hipokratesa i denuncjowania pacjentów, którzy mogą mieć „dziwne poglądy”, takie jak choćby o szkodliwości szczepionek, dobrodziejstwie przyjmowania witamin, wpływie diety na nasze zdrowie itd. Lekarzom francuskim oferuje się nawet specjalne bonusy za udział w kursach typu „rozpoznawanie członków kultu”. Nie żartuję! Tego samego typu artykuły zamieszczane są w magazynach prawniczych, prenumerowanych przez adwokatów i sędziów. A cała ta działalność MIVILUDES jest finansowana przez rząd francuski! Ale odchodzę od tematu…

Czym jest rewolucja? Prawnicy konstytucyjni określają ją jako zmianę konstytucji metodami pozakonstytucyjnymi. Według tej definicji, rewolucja nazistowska z marca 1933 r. nie była rewolucją. Wszystko odbyło się ”zgodnie z przepisami”, czyli przy użyciu środków dozwolonych przez konstytucję. Najpierw pojawiły się „zarządzenia w wyjątkowych wypadkach”, wprowadzone przez kanclerza Rzeszy, które zostały następnie zatwierdzone przez Reichstag większością 2/3 głosów, dając rządowi nieograniczone uprawnienia legislacyjne, a wszystko to w idealnej zgodzie z zasadami przewidzianymi dla zmian konstytucji. […]

Wydarzenia stanowiły kombinację najróżniejszych składowych. Kompletnie zabrakło jakiegokolwiek aktu odwagi czy ducha u któregokolwiek z uczestników.

W marcu było już widać, że naziści osiągnęli silną, niepodważalną pozycję – poprzez terror, celebracje i retorykę, zdradę, a ostatecznie zbiorowe załamanie – miliony ludzi jednocześnie cierpiało na załamanie nerwowe. Narodzinom szeregu państw europejskich towarzyszyło więcej przelanej krwi, ale żadne z nich nie zrodziło się w podlejszy sposób.

Historia europejska zna dwie formy terroru.

Pierwszą z nich jest niekontrolowany wybuch żądzy krwi w zwycięskim, masowym powstaniu. Drugą jest zimne, wykalkulowane okrucieństwo, popełnione przez zwycięskie państwo jako demonstracja siły i metoda zastraszania. Te dwie formy terroru zazwyczaj odpowiadają odpowiednio rewolucji i represji. Pierwsza z nich jest wywrotowa. Uzasadnia ją potężny gniew społeczny, furia i gorączka chwili, okresowe szaleństwo. Druga to polityczny system represyjny, usprawiedliwiający się uprzednim rewolucyjnym okrucieństwem.

Nazistom przypadło w udziale połączenie obydwu tych form terroru w sposób, który znosi oba te uzasadnienia. W 1933 r. terror był praktykowany przez autentycznie żądne krwi grupy (czyli SA – jako że SS przystąpiło do gry dopiero później) – jednakże grupy te działały jako „wsparcie policji”, bez żadnych emocji lub spontaniczności i bez żadnego ryzyka dla siebie samych. Działali z pozycji pełnego bezpieczeństwa, wypełniając rozkazy i przy zachowaniu ścisłej dyscypliny. Z zewnątrz był to obraz rewolucyjnego terroru – dziki, nieogładzony tłum wdzierający się w nocy do domów i wlokący bezbronne ofiary do komór tortur.

Ameryka została sterroryzowana w nieco odmienny sposób. Jak już uprzednio nadmieniłam, dzisiejsi faszyści nauczyli się kilku lekcji na błędach swych poprzedników w nazistowskich Niemczech (choć nadal uważam, że ulegają złudzeniom sądząc, iż to wszystko przyniesie w końcu pożądane przez nich skutki). Zamiast brunatnych koszul i SS, wyprodukowali „islamskich fundamentalistów” oraz zorganizowali ataki terrorystyczne pod fałszywą flagą, dokonywane przez tajnych agentów działających „z pozycji pełnego bezpieczeństwa, na rozkaz i przy zachowaniu ścisłej dyscypliny”. Słowem, zewnętrzny obraz ukazuje przerażające akty chaosu i zniszczenia, dokonywane przez podstępną, nieogładzoną, fanatyczną grupę tajnych spiskowców, którzy mogą być wszędzie – Osama bin Podłóżkiem i jego gang wykwalifikowanych speców od brudnych bomb, nienawidzących amerykańskich swobód. W taki sam sposób MIVILUDES wykorzystuje „memy kultu”, jako że sztuczka z anty-muzułmańskimi terrorystami nie bardzo się udaje we Francji. Wierzcie albo nie, ale MIVILUDES opiera całą swoją „anty-kultową” ideologię na psychologicznych operacjach CIA, takich jak Jonestown, Heaven’s Gate, Solar Temple etc. (I, rzecz jasna, na specyficznych operacjach psychologicznych, opracowanych przez francuskich agentów).

Jednocześnie istnieje również obraz Abu Ghraib, który, jak twierdzę, nie wyciekł „przez przypadek”. Zrobiono to celowo, aby opinia publiczna zobaczyła, co robiło jej własne wojsko, gdyż niosło to ze sobą podprogowy komunikat: „oto, co się może spotkać także ciebie, kiedy zostaniesz uznany za wrogiego bojownika”. Miało to również stymulować PRAWDZIWY terroryzm islamski (choć do tej pory udało im się jedynie wciągnąć parę osób do lewych „terrorystycznych obozów treningowych”) skierowany przeciwko USA (i jego sojusznikom).

Wewnątrz toczył się represyjny terror: zimne, wyrachowane polecenia służbowe, wydawane przez państwo i wykonywane pod pełną ochroną policji oraz sił zbrojnych. Nie odbywało się to w podnieceniu wywołanym zwycięską bitwą lub skutecznym uniknięciem zagrożenia – gdyż nic takiego nie miało miejsca. Nie był to również akt zemsty za okrucieństwa popełnione przez stronę przeciwną – gdyż takowe nie miały miejsca. To, co się stało, było koszmarnym odwróceniem ról: rabusie i mordercy działający jako siły policyjne, cieszący się pełną ochroną władz państwowych, a ich ofiary traktowane jako zbrodniarze, już z góry osądzeni i skazani na śmierć.

Dokładnie temu ma służyć legislatura uchwalona przez Rzeszę Busha, a kontynuowana i rozszerzana przez Obamę. Na porządku dziennym mamy do czynienia z faktem, że USA i kraje partnerskie rządzone są przez zbrodniczą bandę, a cały element przestępczy w tych krajach zaczyna wynurzać się z ciemności, szukając odpowiednich dla siebie miejsc w reżimach, począwszy od lokalnych władz policyjnych aż po system sądowniczy. Czy to poprzez codzienne posługiwanie się taserami za najdrobniejsze uchybienia, czy też przez wydawanie orzeczeń, iż ich użycie było uzasadnione, element kryminalny wśród ludności świata stale rośnie.

Wydarzenie, które zostało podane do publicznej wiadomości z uwagi na swą skalę, miało miejsce kilka miesięcy później w dzielnicy Berlina o nazwie Köpenick, gdzie jeden z socjaldemokratycznych związkowców bronił się wraz z synami przed patrolem SA, który wdarł się w nocy do jego domu, aby go „aresztować”. W oczywistej samoobronie zastrzelił dwu mężczyzn z SA. W wyniku tego został z synami osaczony przez większą bojówkę SA i jeszcze tej samej nocy zostali powieszeni w szopie na podwórku. Następnego dnia patrole SA zjawiły się w Köpenick, w pełnej dyscyplinie, wtargnęły do domów wszystkich znanych socjaldemokratów i wymordowali ich na miejscu. Dokładnej liczby zabitych nigdy nie ujawniono.

Ta forma terroru posiadała tę zaletę, że stosownie do okoliczności można było albo wzruszyć ramionami i powiedzieć o „nieuniknionych, choć godnych ubolewania, ubocznych skutkach każdej rewolucji” – wykorzystując to jako usprawiedliwienie dla rewolucyjnej brutalności i okrucieństwa – albo też wskazać na ścisłą dyscyplinę i wyjaśnić, że chroniono w ten sposób prawo i porządek publiczny oraz że działania te były konieczne, żeby zapobiec szerzeniu się zamieszek rewolucyjnych w Niemczech – jako usprawiedliwienie represyjnego terroru. Obie wymówki używane były na przemian, w zależności od audytorium, do którego były kierowane.

To z powodu „terrorystów”

Rzeczywiście. Takie racjonalne przesłanki podają znane mi indywidua dla wytłumaczenia odrażających przypadków pogwałcenia praw człowieka i konstytucyjnych swobód, dokonywanego przez coraz bardziej faszystowskie siły policyjne na całym świecie, wykorzystywane przeciwko obywatelom. Prawicowcy o autorytarnej osobowości nie widzą zupełnie nic złego w takim użyciu brutalnej i nieproporcjonalnej siły z najbłahszych powodów. W końcu to rzekomo „zniechęca do łamania prawa”. A że jest to łamanie prawa w celu zastosowania kary jeszcze przed uznaniem kogoś winnym popełnienia przestępstwa, nigdy tym ludziom nie przychodzi do głowy. A jeśli nawet przyjdzie, to od razu bywa zracjonalizowane tym, że „czasy są wyjątkowe, a terroryści czyhają na każdym kroku, że nigdy nie można mieć pewności i lepiej dmuchać na zimne!” Problem w tym, że przy takim rozumowaniu zupełnie nikt nie jest bezpieczny!

Naturalnie, ten rodzaj reklamy uczynił i ciągle czyni terror nazistowski bardziej odrażającym od wszystkich innych reżimów w historii Europy. Nawet okrucieństwo może mieć chwalebny aspekt, jeśli jest stosowane z otwartym oddaniem i idealizmem – kiedy ci, którzy są okrutni, trwają przy swoich czynach z żarliwością, jak to się działo w czasach rewolucji francuskiej, rosyjskiej i w hiszpańskiej wojnie domowej.

W przeciwieństwie do tego, naziści nigdy nie pokazali niczego poza chytrym, bladym, tchórzliwym obliczem mordercy wypierającego się swych zbrodni. Podczas gdy systematycznie torturowali  i mordowali swe bezbronne ofiary, codziennie deklarowali w pięknych, szlachetnych słowach, że nikomu włos nie spadnie z głowy i że nigdy wcześniej rewolucja nie rozlała tak niewiele krwi, ani też nie była przeprowadzona bardziej humanitarnie.

A to z kolei doskonale opisuje globalny reżim psychopatyczny – szerzenie demokracji przy użyciu siły. Przypomina mi się Condoleezza Rice, opisująca izraelskie bombardowanie Libanu jako „…bóle porodowe nowego Bliskiego Wschodu”. Bez wątpienia – podstępni, tchórzliwi mordercy obwiniający ofiarę; główna cecha psychopatów; również izraelska armia, zwąca się „najbardziej moralną armią na świecie”.

Faktycznie, zaledwie parę tygodni po rozpoczęciu masakr wydano prawo zakazujące wszystkim, pod rygorem surowych kar, przyznawać, nawet w zaciszu własnego domu, że takie okrucieństwa miały miejsce.

Oczywiście wcale nie chodziło o utrzymywanie tych masakr w tajemnicy. Nie służyłyby wówczas celowi, jakim było wzniecenie ogólnego strachu, paniki i podporządkowania się. Przeciwnie, chodziło o zintensyfikowanie terroru poprzez okrycie go nimbem tajemnicy, czyniąc nawet rozmowy o nim zbyt niebezpiecznymi. Otwarte poświadczenie tego, co się działo w piwnicach SA i obozach koncentracyjnych, w publicznym przemówieniu albo w prasie mogłoby doprowadzić do rozpaczliwego oporu, nawet w Niemczech. Potajemnie szeptane pogłoski: „Uważaj, przyjacielu! Słyszałeś, co stało się z X?” były o wiele bardziej skuteczne w łamaniu ludzkich kręgosłupów. […]

Ludzie zaczęli dołączać, początkowo głównie ze strachu. Kiedy już stali się współuczestnikami, nie chcieli dłużej kierować się strachem. Wszak byłoby to podłe i godne pogardy. Dostarczana więc była niezbędna ideologia. Ta stała się duchową podstawą zwycięstwa rewolucji Narodowego Socjalizmu.

To prawda, potrzeba było czegoś więcej, aby doprowadzić do tego wszystkiego. Była tym tchórzliwa zdrada, jakiej dopuścili się wszyscy przywódcy partii i organizacji, którym zawierzyło 56% ludzi głosujących 5 marca [1933] przeciwko nazistom. Ten straszny i decydujący moment nie został w wystarczającym stopniu dostrzeżony przez resztę świata. Naturalnie naziści nie byli zainteresowani ściąganiem na siebie uwagi, jako że pomniejszyłoby to znacznie wartość ich ‘zwycięstwa’, a jeśli chodzi o samych zdrajców, no cóż, oczywiste, że oni również nie chcieli przyciągać uwagi. Jednakże w ostatecznym rozrachunku jedynie ta zdrada wyjaśnia prawie niewytłumaczalny fakt,  że wielki naród, który nie mógł się przecież składać z samych tchórzy, stoczył się bez walki w sromotną hańbę.

Zdrada była kompletna, od lewicy po prawicę. […]

Wspaniała klasa średnia, Katolicka Partia Centrum, która w ostatnich latach zyskiwała poparcie coraz większej ilości średniozamożnych protestantów, upadła już w marcu. To właśnie ta partia zapewniła głosy niezbędne do tego, aby większością dwóch trzecich „zalegalizować” dyktaturę Hitlera. Poszła śladem swego lidera, byłego kanclerza Rzeszy, Brüninga. […]

Taką samą zdradę dostrzegamy w wypadku Partii Demokratów w USA. Byliśmy tego świadkami po ostatnich „wyborach”, kiedy to pomimo woli narodu nie zdołali zająć się żadną ze spraw, których podjęcia wyborcy się od nich domagali! I dalej idą tą drogą, przypieczętowując pochód faszyzmu, co wyczytać można nawet ze słów obecnych kandydatów politycznych.

I w końcu, niemieccy nacjonaliści, prawicowi konserwatyści, którzy gloryfikowali ‘honor’ i ‘bohaterstwo’ jako główne cechy swego programu. O Boże, jakiż nieskończenie niehonorowy i tchórzliwy spektakl odegrali ich przywódcy w roku 1933 i w następnych latach! Można by oczekiwać, że kiedy ich styczniowe deklaracje co do rzekomego „okiełznania” nazistów i „uczynienia ich nieszkodliwymi” okazały się złudne, to przynajmniej będą działać jako „hamulcowi” i „uchronią przed najgorszym”. Nic z tego. Godzili się na wszystko – terror, prześladowanie Żydów, prześladowanie chrześcijan. Nie przejęli się nawet, kiedy zdelegalizowano ich własną partię, a jej członków aresztowano. […]

Podobnie jest dziś z tzw. „demokratami”… Obama jest tego przykładem. Jedną z jego obietnic wyborczych było zamknięcie więziennego obozu z Zatoce Guantanamo, a jednak jest wciąż czynny i zapełniony niewinnymi ludźmi. Mało tego, ze świeżej daty ustawą National Defense Authorization Act (NDAA) każdy bez wyjątku obywatel amerykański może się tam znaleźć razem z tzw. „terrorystami”.

Ze związkami i ligami jest to samo co z partiami. Istniała komunistyczna liga weteranów wojennych oraz centrystyczna organizacja pod nazwą Reichsbanner z czarno-czerwono-złotą flagą – w kolorach Republiki Weimarskiej. Zorganizowana na sposób wojskowy przez koalicję partii centrum, w tym socjaldemokratów, posiadała uzbrojenie i miliony członków, a ustanowiona została w celu stanowienia przeciwwagi dla SA. W całym tym okresie organizacja pozostawała zupełnie niewidoczna, bez śladu działalności. Zniknęła także bez śladu, jakby nigdy nie istniała. Opór w Niemczech przyjmował formę co najwyżej indywidualnych aktów desperacji, jak w wypadku związkowca z Köpenick.

Przywódcy Reichsbanner nie wykazali najmniejszego sprzeciwu, kiedy ich lokale zostały „przejęte” przez SA. Armia niemieckich nacjonalistów Stahlhem pozwoliła się wchłonąć, a następnie rozwiązać. Mruczeli z niezadowoleniem, ale nie stawiali żadnego oporu.

Nie było ani jednego przejawu energicznej obrony, odwagi czy obstawania przy pryncypiach. Była jedynie panika, ucieczka i odstępstwo od zasad. W marcu 1933 r. miliony ludzi były gotowe do walki z nazistami. W ciągu jednej nocy utracili swoich przywódców.

Wydaje się zatem niemal pewnym, że dojście Hitlera do władzy w Niemczech było wspierane i wspomagane przez tego samego typu naciski, jakie są obecnie stosowane w Kongresie USA, wymuszając między innymi uchwalenie praw legalizujących tortury, zniesienie habeas corpus [ustawa zabraniająca aresztowania podejrzanego bez nakazu sądu] i ustanowienie podobnych do nazistowskich trybunałów wojskowych. Naciski te obejmują również takie działania, jak przejęcie ruchu na rzecz prawdy o 9/11, alternatywnych mediów oraz rewizjonizm historyczny. Z wyjątkiem drobnych poprawek w metodologii, obraz jest niemal jota w jotę taki sam!

Ten potworny upadek moralny przywódców opozycji stanowi podstawową cechę marcowej „rewolucji” z 1933 r. Dzięki niemu zwycięstwo nazistów było niezwykle łatwe. Z drugiej jednak strony, podał w wątpliwość siłę i trwałość tego zwycięstwa. Swastyka odcisnęła swe piętno na Niemcach w sposób szczególny – nie jakby byli silną, oporną, sprężystą masą, ale jakby byli bezkształtną, łatwo poddającą się pulpą, która z łatwością może przyjąć dowolny kształt. Przyznaję, że marzec 1933 r. pozostawił otwartą kwestię, czy warto podejmować wysiłki w próbie jej przekształcenia. Moralna nieodpowiedniość niemieckiego charakteru, wykazana w owym miesiącu, jest zbyt monstrualna, aby wierzyć, że historia nie zechce ich pewnego dnia rozliczyć. […]

To samo można oczywiście powiedzieć o obecnych elitach politycznych na całym świecie, aczkolwiek niemal stratą czasu i energii wydaje się próba unaocznienia jednostkom i grupom, że to, co przydarzyło się Niemcom, może się również przydarzyć wam wszystkim – wszyscy będziecie pociągnięci do odpowiedzialności, czy to za stosowanie siły, czy za brak kręgosłupa moralnego. Będziecie znienawidzeni i opluci przez światowy trybunał, kiedy zbierze się sąd, aby was sprawiedliwie osądzić. W tej chwili ich to nie rusza, gdyż jak wszyscy dewianci, nie są w stanie wyobrazić sobie konsekwencji, nie widzą, że ci, co wojują mieczem, nieuchronnie od niego giną.

To właśnie z tej zdrady opozycji oraz uczucia bezradności, słabości i odrazy, będącego tego następstwem, zrodziła się Trzecia Rzesza. W wyborach 5 marca naziści pozostali mniejszością. Gdyby wybory odbyły się trzy tygodnie później, obywatele Niemiec z całą pewnością daliby im zdecydowaną większość. Nie był to jedynie rezultat terroru czy otumanienia… Decydującą przyczyną był gniew i odraza wobec tchórzowskiej zdrady ich własnego przywództwa. Stały się na chwilę silniejsze od wściekłości i nienawiści, skierowanych przeciwko prawdziwemu wrogowi. […]

Setki tysięcy [Niemców], którzy do tej pory pozostawali w opozycji, przyłączyło się w marcu 1933 r. do partii nazistowskiej. Naziści nadali im miano „ofiar marca”, traktując ich podejrzliwie i z pogardą. Również robotnicy w ogromnej liczbie porzucili swe socjaldemokratyczne i komunistyczne związki i dołączyli do komórek zakładowych NBSO (Nationalsozialistische Betriebszellen-Organisation) albo do SA. Uczynili to z różnych powodów, często z wielu na raz. Jakkolwiek by jednak na nie patrzeć, nie znajdzie się wśród nich ani jeden solidny, pozytywny i trwały, ani jeden, który można by uznać za wystarczający.

W każdym indywidualnym przypadku proces stawania się nazistą wykazywał nieomylne symptomy załamania nerwowego.

Najprostszym i, jeśli spojrzeć głębiej, prawie zawsze podstawowym powodem był strach. Dołączyć do bandytów, aby nie zostać przez nich pobitym.

Mniej jasne było natomiast swego rodzaju podniecenie, upojenie jednością, magnetyzm mas. Wielu odczuwało również potrzebę zemsty wobec tych, którzy ich opuścili. Pojawiła się tam jeszcze owa szczególnie niemiecka linia rozumowania: „Żadne prognozy oponentów nazistowskich się nie sprawdziły. Mówili, że naziści nie wygrają. Tymczasem wygrali. Zatem oponenci mylili się. Wobec tego naziści muszą mieć rację”.

Wytworzyło się również (zwłaszcza wśród intelektualistów) przekonanie, że mogą zmienić oblicze partii nazistowskiej, stając się jej członkami, a może nawet nadać ruchowi nowy kierunek. No i oczywiście wielu po prostu poszło za większością, chcąc mieć udział w tym, co postrzegali jako sukces.

W końcu, wśród bardziej prymitywnych, nierozumnych, prostych dusz zachodził proces, jaki mógł mieć miejsce w mitycznych czasach, kiedy to pokonane plemię porzucało swego niewiernego boga i przyjmowało za swego patrona boga zwycięskiego plemienia. Święty Marks, w którego się zawsze wierzyło, nie pomógł. Najwyraźniej święty Hitler musi być potężniejszy. Zniszczmy więc podobizny świętego Marksa na ołtarzach i zastąpmy je podobiznami świętego Hitlera. Nauczymy się modlić, że „to wszystko wina Żydów” w miejsce  „to wina kapitalistów”. Może to da nam odkupienie.

Jak widzicie, sekwencja wydarzeń nie jest taka znów nienormalna. Mieści się całkowicie w zwykłym zakresie psychologii, co pomaga wyjaśnić niemożliwe do wyjaśnienia.

Brakuje tu jedynie tego, co u zwierząt nazywa się ‘rasowością’, ‘pełną krwią’. Chodzi o solidne wewnętrzne jądro, którego nie mogą zachwiać zewnętrzne naciski i siły, coś szlachetnego i nieugiętego, zapas dumy, zasad i godności, z którego można czerpać w godzinie próby. U Niemców tego zabrakło. Jako naród okazali się słabi, nieodpowiedzialni i pozbawieni kręgosłupa. Pokazał to marzec 1933 r. W momencie prawdy, kiedy inne narody spontanicznie się dźwigały, żeby sprostać wymogom chwili, sflaczali Niemcy doznali zbiorowej zapaści. Ugięli się i skapitulowali, cierpiąc na załamanie nerwowe.

Rezultatem tego wielomilionowego załamania nerwowego jest gotowy na wszystko, ujednolicony naród, który jest dzisiaj zmorą dla reszty świata.

(Sebastian Haffner, Defying Hitler, fragmenty)

To, co właśnie przeczytaliście powyżej, dokładnie opisuje to, o czym Andrzej Łobaczewski mówi w Ponerologii Politycznej – jak działają dewianci, w jaki sposób zarzucają na ludzi swoje różnorodne sieci, jak zastraszają i jak zdobywają kontrolę… ponadto, jeśli macie oczy otwarte, rozpoznacie także zakulisowe machinacje syjonistów. Nic innego nie uzasadnia dziwnego porzucenia narodu niemieckiego na rzecz nazistów przez niegdyś ‘cenionych przywódców’ różnych innych partii, lig i ugrupowań.

Dokładnie to samo widzimy dziś na całym świecie.

Wszyscy się dziwią, dlaczego nie ma żadnego prawdziwego przywództwa, dlaczego nikt się nie sprzeciwia przejęciu władzy przez globalną elitę.

Należy tutaj podkreślić jeden ważny punkt: zjawisko to nie ma nic wspólnego z ideologiami, jakimi posługują się różni psychopatyczni gracze. Psychopaci trafiają się we wszystkich grupach – wśród Żydów, chrześcijan i muzułmanów. Druga sprawa: Fakt, że w wielu syjonistach jesteśmy w stanie rozpoznać gang psychopatycznych manipulatorów – ponieważ używają judaizmu jako swego tricku i skrywają się za masami normalnych Żydów – nie oznacza wszakże, że ich rzekomy wróg, Adolf Hitler, był „dobrym kolesiem”. Tak naprawdę nie jest rzadkim chwytem u psychopatów odgrywanie właśnie tego rodzaju gry: współpracować ze sobą za kulisami, prezentując jednocześnie na użytek mas farsę rzekomych konfrontacji.

Co sprawia, że społeczeństwo jest tak wrażliwe, podatne? Haffner opisał, co się stało, ale potrzebujemy Łobaczewskiego, żeby zrozumieć, DLACZEGO tak się stało. Jak całe społeczeństwo może cierpieć na załamanie nerwowe, pogrążyć się w stanie całkowitego upadku moralnego? Jak może stać się podatne na machinacje patologicznych dewiantów? Łobaczewski pisze:

W takich czasach wygody, pokoju i niesprawiedliwości społecznych, dziecko klas uprzywilejowanych uczy się eliminacji zbyt niewygodnych skojarzeń, które sugerują, że jego rodzice i ono samo korzystają na upośledzeniu innych ludzi. Młodzi ludzie uczą się dyskwalifikować moralne i mentalne wartości każdego, kogo pracę wykorzystują dla swych nadmiernych korzyści. Młode umysły wchłaniają w ten sposób nawyki podświadomej selekcji i substytucji danych, co prowadzi do rozwoju konwersyjnej gospodarki myślowej i do dominacji emocjonalizmu. Kiedy dorastają jako ludzie już w pewnym stopniu histeryczni, na wspomnianych już drogach przekazują to następnemu pokoleniu, które te właściwości rozwija w jeszcze większym stopniu. Powstały paradygmat histerycznego przeżywania i zachowania narasta i rozprzestrzenia się, od warstw uprzywilejowanych także w dół, aż zostanie przekroczona granica pierwszego kryterium ponerologii.

[Zanik naturalnych zdolności krytycznych w odniesieniu do jednostek patologicznych otwiera drogę dla ich aktywności i jednocześnie staje się kryterium dla rozpoznania danego zrzeszenia jako ponerogenne. Nazwijmy to pierwszym kryterium ponerogenezy].

Kiedy nawyki podświadomej selekcji i substytucji przesłanek myślenia rozprzestrzeniają się na skalę społeczeństw, kiedy dominuje egocentryczny emocjonalizm, społeczeństwo takie przestaje rozróżniać doktryny ludzi niezupełnie normalnych od opinii ludzi rozumnych, staje się skłonne do pogardliwego traktowania rzeczowej krytyki i poniżania tych, którzy biją na alarm. Wtedy pogardza się także innymi narodami, które zachowały więcej zdrowego rozsądku, i ich opiniami. Egotyczny terror myśli jest realizowany przez samo społeczeństwo i jego konwersyjnie moralizujący sposób myślenia, który bywa wewnętrznie sprzeczny. Nie trzeba wtedy urzędu cenzurującego prasę, radio i teatry, bo chorobliwie nadwrażliwy cenzor działa w samych obywatelach.

Kiedy rządzą trzy „ego”: egotyzm, egoizm i egocentryzm, zanika poczucie więzi społecznej i ludność kraju rozpada się na coraz bardziej wrogie ugrupowania. Kiedy histeryczne otoczenie przestaje rozróżniać opinie ograniczonych, niezbyt normalnych osób od tych, które są normalne i rozumne, otwiera to drzwi dla aktywizacji czynników patologicznych… ( Andrzej Łobaczewski, “Ponerologia polityczna”)

Na koniec spójrzmy na sytuację z czysto praktycznego punktu widzenia: jaka jest logistyka takiej poneryzacji społeczeństwa, całego narodu, planety?

Chaos i przyzwolenie: Nazistowskie rządy w Niemczech

W rozdziale 2 książki Lawrence’a Reesa The Nazis: A Warning From History (Naziści: Ostrzeżenie od historii) napisanej w stylu podręcznika uzupełniającego do serialu BBC o nazistach (serialu godnego polecania – pełnego rzadkiej, oryginalnej dokumentacji filmowej, która w niezrównany sposób otworzy wam oczy na to, co działo się w Niemczech; amerykańska wersja DVD tutaj), czytamy:

W oparciu o wiedzę, którą posiedliśmy na temat wyjątkowych okrucieństw popełnianych przez ten reżim, ludzie, którzy twierdzą, że byli szczęśliwsi pod rządami nazistów niż są obecnie, w najlepszym razie mogą liczyć na to, że zostaną wyśmiani. Ale jest bardzo ważną rzeczą, że tacy ludzie się wypowiadają, gdyż bez ich świadectwa mógłby przeważyć łatwiejszy, mniej kłopotliwy pogląd na nazizm, a mianowicie, że reżim ten uciskał ludność niemiecką już od samego początku.

Nie, taki system polityczny zaczyna od uciskania zaledwie pewnej części ludności. A ci, którzy tego nie dostrzegają od początku, zwykle są skazani na odczucie tego w którymś momencie na własnej skórze.

Badania naukowe wykazują, że dla przeciętnego Niemca nie jest czymś niezwykłym patrzenie na reżim z tego okresu przez różowe okulary. Ponad czterdzieści procent Niemców ankietowanych tuż po wojnie w projekcie badawczym oświadczyło, że pamiętają lata 30. XX wieku jako „dobre czasy”. Ponieważ badanie było przeprowadzone w 1951 r., kiedy Niemcy dobrze już znali pełne realia wojennych obozów zagłady, ta statystyka wiele nam mówi.

Choć odkrycie, że tylu Niemców w latach 30-tych było zadowolonych, może wydać się zaskakujące, wiadomość ta jest niczym w porównaniu z ostatnimi rewelacjami o niesławnej tajnej policji nazistów – Gestapo.

Popularny mit głosi, że Gestapo odegrało niepodważalną i straszliwą rolę wszechpotężnego, wszechobecnego instrumentu terroru, który uciskał oporną ludność. Ale jest to dalekie od prawdy. Aby odkryć prawdziwą historię, należy się wybrać do Würzburga w południowo-zachodnich Niemczech. Würzburg jest typowym niemieckim miastem, z wyjątkiem jednej szczególnej cechy – jest jednym z zaledwie trzech europejskich miast, gdzie rejestry Gestapo nie zostały zniszczone przez nazistów pod koniec wojny. W archiwach Würzburga znajduje się około 18 tysięcy gestapowskich teczek, które przetrwały dzięki szczęśliwemu przypadkowi raczej niż planowo. Gestapowcy zaczynali je palić, kiedy przybyły amerykańskie wojska. Zaczynali je palić w porządku alfabetycznym, ocalało więc niewiele kartotek zaczynających się na litery A-D. Pozostałe teczki są kompletne.

Profesor Robert Gellately z Ontario jako pierwszy odkrył tajemnice tych akt. Kiedy zaczął pracę nad dokumentacją, pewien starszy wiekiem Niemiec, który zobaczył, co on studiuje, powiedział do niego: „Może chciałby pan ze mną porozmawiać, ponieważ mieszkałem wtedy tutaj i wiele wiem na ten temat”. Profesor Gellately odbył z nim rozmowę przy filiżance kawy i zapytał go, ilu Gestapowców było w tej części Niemiec. „Byli wszędzie” – odpowiedział starszy człowiek, potwierdzając konwencjonalny pogląd na Gestapo.

A jednak po przestudiowaniu wszystkich dokumentów profesor Gellately odkrył, że Gestapo po prostu nie mogło być „wszędzie”.

Würzburg leży w Dolnej Frankonii, dystrykcie, który zamieszkuje około miliona ludzi. Na cały ten obszar przypadało dokładnie dwudziestu ośmiu funkcjonariuszy Gestapo. Z tej liczby dwudziestu dwóch ulokowanych było w Würzburgu, a mniej więcej połowa z nich zajmowała się jedynie pracą administracyjną.

Zatem pogląd, że samo Gestapo ciągle szpiegowało ludność, jest w oczywisty sposób mitem.

Jak więc było możliwym, żeby tak niewielu ludzi mogło sprawować aż taką kontrolę?

Prosta odpowiedź jest taka, że Gestapo otrzymywało ogromną pomoc ze strony zwykłych Niemców. Podobnie jak wszystkie współczesne systemy policyjne, niemiecka Tajna Policja Państwowa była zaledwie tak dobra lub zła, jak oferowana jej współpraca – a dokumenty ujawniają, że współpraca toczyła się na ogromną skalę, co uczyniło Gestapo bez wątpienia bardzo wydajną, tajną siłą policyjną.

Zaledwie 10% przestępstw politycznych, popełnionych w latach 1933-1945 zostało wykrytych faktycznie przez samą Tajną Policję; kolejne 10% przypadków wydała w ręce Gestapo zwyczajna policja albo partia nazistowska. Oznacza to, że aż około 80% wszystkich przewinień politycznych zostało wykrytych przez zwykłych obywateli, którzy przekazali informacje policji lub Gestapo. Dokumenty wykazują ponadto, że większość tej nieodpłatnej kooperacji nadeszła od ludzi, którzy nie należeli do partii nazistowskiej – byli „zwykłymi” obywatelami.

Jednak nigdy nie istniał tam obowiązek denuncjowania lub informowania. Cała ta masa dokumentów w archiwach Würzburga powstała dlatego, że jacyś bezpartyjni Niemcy dobrowolnie donosili na swoich sąsiadów. Nie będące w żadnym razie proaktywną organizacją, która by wyszukiwała politycznych przeciwników na własną rękę, Gestapo zajmowało się głównie sortowaniem dobrowolnych denuncjacji, jakie otrzymywało od ludności.

W teczkach roi się od historii, które świadczą o niezbyt pochlebnych pobudkach ludzi, którzy donosili. W jednej z nich znajduje się opowieść o würzburgskim handlarzu winem żydowskiego pochodzenia, który miał romans z nie-Żydówką, będącą od 1928 r. wdową. Od 1930 r. zostawał u niej na noc i nosili się z zamiarem zawarcia małżeństwa. Teczka ujawnia, jak moment objęcia przez Hitlera urzędu kanclerskiego zbiegł się ze sprzeciwami, jakie sąsiedzi wdowy zaczęli wyrażać wobec obecności u niej Żyda, wszczynali nawet draki na klatce schodowej. W rezultacie tego, przestał on pozostawać u wdowy na noc, ale ciągle pomagał jej finansowo i spożywał z nią posiłki.

Wówczas pewna 56-letnia kobieta, która mieszkała w tej samej kamienicy, złożyła donos na Gestapo. Jej głównym zarzutem był sam fakt istnienia związku między wdową a Żydem, choć nie było to jeszcze wtedy żadne wykroczenie. Z korespondencji między nią a policją wynika jasno, że wraz z innym sąsiadem kobieta naciskała na partię, aby ta przedsięwzięła jakieś działania. Następnie lokalna partia nazistowska zaczęła naciskać na SS, które w sierpniu 1933 r. zaprowadziło Żyda na posterunek policji z tabliczką na szyi. Tabliczka z namalowanym na czerwono tekstem wciąż była przechowywana w teczce. Wykaligrafowany na niej był tekst: „To jest Żyd, pan Müller. Żyję w stanie grzechu z niemiecką kobietą”. Herr Müller był następnie przetrzymywany w więzieniu przez kilka tygodni, po czym w 1934 r. wyjechał z Niemiec. Nie złamał żadnego z niemieckich praw.

Donosicielstwo stało się metodą, za pomocą której Niemcy mogli być usłyszani w systemie, który odwrócił się od demokracji. Widzi się kogoś, kto powinien służyć w armii, a tego nie robi, to się go denuncjuje. Słyszy się, jak ktoś opowiada żart o Hitlerze – denuncjuje się go. Donosy mogły być ponadto wykorzystane do osiągnięcia osobistych korzyści. Ktoś chce mieć mieszkanie, w którym mieszka sędziwa Żydówka, denuncjuje ją. Denerwuje nas któryś z sąsiadów – i jego się denuncjuje.

Podczas wielomiesięcznych studiów nad archiwami w Würzburgu profesor Gellately starał się znaleźć jakiegoś bohatera – kogoś, kto przeciwstawiał się reżimowi lub, jeśli wolicie, czegoś w rodzaju antidotum na ów ponury aspekt ludzkiej natury, jaki ujawnia badanie akt Gestapo. Sądził, że znalazł takiego człowieka w osobie Ilse Sonji Totzke, która w latach 30. przybyła do Würzburga jako studentka muzyki.

Jej gestapowska teczka ujawnia, że stała się obiektem podejrzeń dla swojego otoczenia.

Pierwszą osobą, która ją zadenuncjowała, był jej daleki krewny, który powiedział, że bywa ona zbyt przyjacielska wobec Żydów i że zbyt wiele wie o rzeczach, którymi kobieta nie powinna się interesować, takich jak sprawy wojskowe. Krewny stwierdził, że jako oficer rezerwy czuje się w obowiązku poinformowania o tym Gestapo (choć niczego takiego nie wymagano od oficerów rezerwy).

Totzke została oddana pod ogólny nadzór Gestapo, ale nadzór ten przyjął dziwną formę – Gestapo zwróciło się do sąsiadów, żeby mieli na nią oko.

Do archiwum trafiło mnóstwo wzajemnie sprzecznych donosów od sąsiadów. Czasami Totzke oddawała ‘hitlerowskie pozdrowienie’ (Heil Hitler), a czasami nie, ale ogólnie dawała wyraźnie do zrozumienia, że nie zamierza unikać kontaktów towarzyskich z Żydami (w tym czasie jeszcze nie było to przestępstwem). Jeden z anonimowych denuncjatorów zasugerował nawet, że Totzke może być lesbijką (‘Panna Totzke nie wydaje się mieć normalnych skłonności’). Nie istnieje jednak żadna konkretna dokumentacja o popełnieniu przez nią jakiegokolwiek wykroczenia.

Niemniej jednak Gestapo wzięło ją na przesłuchanie. Sprawozdanie z przesłuchania, znajdujące się  w aktach pokazuje, że została wyraźnie upomniana odnośnie swego zachowania, jednak Gestapo nie uznało jej winną ani szpiegostwa, ani popełnienia jakichkolwiek innych niebywałych wykroczeń, o jakie ją oskarżano. Była po prostu niekonwencjonalna. Donosy jednak napływały nadal, aż w końcu jej teczka wylądowała na biurku jednego z najbardziej krwiożerczych gestapowców w Würzburgu – Gormosky’ego z oddziału 2B, zajmującego się Żydami.

28 października 1941 r. Totzke została wezwana na przesłuchanie. Gestapo pozostawiło nienagannie sporządzone notatki z tego, co zostało powiedziane. Totzke przyjęła do wiadomości i potwierdziła: „Wiem, że jeśli dalej będę mieć cokolwiek wspólnego z Żydami, mogę się spodziewać obozu koncentracyjnego”.

Ale mimo to podtrzymywała przyjaźnie z Żydami, więc kazano jej raz jeszcze stawić się na Gestapo. Próbowała ratować się ucieczką z przyjacielem, przekraczając granicę do Szwajcarii, ale szwajcarska straż graniczna wydała ją władzom niemieckim. Podczas długiego przesłuchania, przeprowadzonego gdzieś w południowo-zachodnich Niemczech, powiedziała:

“Osobiście uważam norymberskie ustawy rasowe oraz nazistowski antysemityzm za całkowicie niedopuszczalne. Jest dla mnie nie do przyjęcia, że taki kraj jak Niemcy w ogóle istnieje i nie chcę tu już mieszkać”.

W końcu, po kolejnym szczegółowym przesłuchaniu w Würzburgu, Totzke została wysłana do obozu koncentracyjnego dla kobiet w Ravensbrück, z którego prawdopodobnie nie wróciła. Jej odwaga kosztowała ją jej życie.

Zdecydowaliśmy się pójść śladem badań profesora Gellately nad aktami i spróbować odnaleźć żyjących świadków zadenuncjowania Totzke. W końcu dotarliśmy do pani Marii Kraus, która wraz z rodzicami mieszkała niecałe 100 metrów od Totzke. Kiedy przeprowadzaliśmy z nią rozmowę, miała 76 lat i nie różniła się niczym od innych szanowanych starszych pań, które się widuje na ulicach Würzburga, miasta równie solidnego i porządnego.

Ale w aktach gestapowskich wciąż istnieje kłamliwa denuncjacja, podpisana 29 lipca 1940 r. przez dwudziestoletnią Marię Kraus. Oświadczenie rozpoczynają słowa: „Maria Theresia Kraus, urodzona 19. 05.1920, zjawiła się rano w siedzibie Tajnej Policji”.

Podczas wywiadu z nią przeczytaliśmy jej oświadczenie, które zawiera następujący ustęp:

„Ilse Sonja Totzke zamieszkuje w naszym najbliższym sąsiedztwie w domku w ogrodzie. Zwróciłam uwagę na wymienioną, ponieważ wygląda jak Żydówka. … Powinnam wspomnieć, że panna Totzke nigdy nie odpowiada na niemieckie pozdrowienia [Heil Hitler]. Z tego, co mówi, wnioskuję, że ma antyniemieckie nastawienie. Natomiast zawsze wyraża się korzystnie o Francji i Żydach. Między innymi powiedziała do mnie, że niemiecka armia nie jest tak dobrze wyposażona jak francuska… Od czasu do czasu przychodzi do niej kobieta w wieku około 36 lat wyglądająca na Żydówkę… Wg mnie panna Totzke zachowuje się podejrzanie. Pomyślałam, że może być zaangażowana w jakąś działalność, która jest szkodliwa dla Niemieckiej Rzeszy”.

Pod oświadczeniem znajduje się podpis: Resi Kraus. Zapytaliśmy panią Kraus, czy to jej podpis. Zgodziła się, że jej, ale nie mogła zrozumieć, w jaki sposób ten dokument mógł powstać. Zaprzecza złożenia tego oświadczenia i nie przypomina sobie, aby kiedykolwiek była na Gestapo. „Nie wiem – powiedziała nam. – Adres jest poprawny. Mój podpis jest poprawny. Ale skąd się to wzięło, nie wiem”.

Czy amnezja Resi Kraus jest autentyczna, czy jedynie dyplomatyczna, trudno powiedzieć. Oczywiście nie leży w niczyim interesie przyznanie się dzisiaj do denuncjowania sąsiadów na Gestapo. Wiele mówiąca była jej końcowa uwaga po naszym krótkim wywiadzie: „Rozmawiałam ze znajomą i powiedziała: ‘Dobry Boże! Pomyśleć, że odgrzebią to wszystko ponownie po 50 latach’… Co chcę powiedzieć, to że nie zabiłam nikogo. Nikogo nie zamordowałam”.

Ale tak naprawdę zrobiła to. Podobnie każdy, kto dzisiaj nie sprzeciwia się galopującemu po świecie faszyzmowi, jest tak samo winny morderstwa, jak ten, kto taki akt popełnia. Każdy Amerykanin, który nie sprzeciwia się więzieniu ludzi z pominięciem habeas corpus jest winny pogwałcenia konstytucji. Każdy, kto nie sprzeciwia się torturom, gdziekolwiek mają miejsce, jest winnym tychże tortur i śmierci, jeśli tortury kończą się śmiercią. Każdy, kto nie przeciwstawia się nielegalnej inwazji na Irak i Afganistan, jest winny śmierci ponad miliona niewinnych Irakijczyków i Afgańczyków.

Nie zapominajmy, że cały niemiecki naród został obciążony odpowiedzialnością za czyny nazistów. Tu oczywiście nasuwa się pytanie, dlaczego obecnie uznaje się za moralnie naganne obarczanie Żydów odpowiedzialnością za działania syjonistycznego rządu przeciwko Palestyńczykom lub obciążanie odpowiedzialnością amerykańskiego rządu za zniszczenie Iraku, Afganistanu, Libii, czy innych niezliczonych krajów niszczonych przez rządy USA oraz za śmierć milionów ludzi, albo też brytyjskiego rządu, odpowiedzialnego za liczne zbrodnie Imperium na całym świecie, itd, itp. Z jednej strony, oczywiście ludzie, którzy nie posiadają adekwatnej wiedzy psychologicznej, stają się ofiarami psychopatów wszędzie, zarówno Żyd, jak i Arab, Gentile czy Hotentot, ale z drugiej strony, JEST to coś, co Sebastian Haffner nazwał „breeding” – „pełną krwią”.

Jest to solidne wewnętrzne jądro, które nie może zostać wstrząśnięte przez zewnętrzne naciski i siły, coś szlachetnego i nieugiętego, rezerwa dumy, zasad i godności, z której można czerpać w godzinie próby. U Niemców tego zabrakło. Jako naród okazali się słabi, nieodpowiedzialni i pozbawieni kręgosłupa. Pokazał to marzec 1933 r. W momencie prawdy, kiedy inne narody spontanicznie się dźwigały, żeby sprostać wymogom chwili, sflaczali Niemcy doznali zbiorowej zapaści. Ugięli się i skapitulowali, cierpiąc na załamanie nerwowe. (Haffner)

Frau Kraus nie miała tej „pełnej krwi”.

Wciąż stoi mi przed oczyma obraz Frau Kraus, jaką zostawiliśmy po wywiadzie na brukowanym rynku w Wurzburgu – zupełnie zwyczajna postać i stąd tak głęboko kłopotliwa. Jeśli chcecie wierzyć, że istnieje istotna różnica pomiędzy tymi, którzy mogli wspomagać reżim nazistowski, i tymi, którzy na pewno nie robili, to spotkanie z Frau Kraus jest szokujące, gdyż pod każdym innym względem, z wyjątkiem owej denuncjacji podpisanej jej nazwiskiem, która spoczywa w aktach Gestapo, wydaje się ona zwyczajną, uczciwą kobietą – kimś kto uprzejmie wypytuje, ile lat mają moje dzieci i gdzie planujemy wyjechać na wakacje. (The Nazis: A Warning From History –  Naziści: Ostrzeżenie z historii).

Czy WY, w dzisiejszym Chaosie, przystaliście na okrucieństwa, czy też posiadacie to, co zwą ‘pełną krwią’?

Ile takich pań Kraus żyje dziś w Ameryce, Europie, na całym świecie? Skromni, zwyczajni ludzie, których umysły zostały jednak zmiękczone przez podświadomą selekcję i substytucję, poczucie należnego im stylu życia, wspieranego cierpieniami innych, zainfekowane latami psychopatycznej ‘moralności’, która pozostawiła ich niezwykle podatnymi na ten typ zorganizowanej histerii, który 65 lat temu w Niemczech doprowadził Frau Kraus do potępienia sąsiadki, niewinnej kobiety, oraz skazania jej na śmierć. Czy są tacy ludzie wśród waszych przyjaciół, członków waszych rodzin? A co ważniejsze, czy jest tam ktoś taki, kiedy spoglądacie w lustro?

– –

Ten artykuł jest przekładem oryginału zamieszczonego w języku angielskim na stronie:
Chaos and Consent: The Logistics of the One World Government

dokonanym przez polskich tłumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.

Materiał ten został opublikowany przez SOTT.NET – projekt Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala się na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz żródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

Reklamy

2 Komentarze »

  1. No i pytanie jaki procent ludzi zrozumiałby dzisiaj obie części tego artykułu? 5%, 1%, 0,5%? Masy zaślepione w cudowne USA…

    Wszystko obecnie zmierza do niezbyt przyjemnych wydarzeń w najbliższych latach… zastanawiają mnie tylko możliwe scenariusze:
    – zamachy pod fałszywą flagą -> dalsze ograniczanie wolności (stan wojenny w USA?), w międzyczasie wojny na bliskim wschodzie?
    – bankructwa państw, czyli ogołocenie całych społeczeństw, a w następstwie represje wobec sprzeciwów, upadek ładu państwowego/wojny domowe/rządy totalitarne?
    – narzucanie kontroli nad rządami osłabionych krajów? więcej wojen?

    Co się stanie na linii Chiny kontra ich dłużnik USA?
    Co się może w tym czasie dziać na naszym polskim podwórku?
    Co będzie mogło zakończyć ten okres?

    Dużo pytań bardziej do wróżki ;), ale chyba im dalej czas postępuje tym więcej widać na horyzoncie.

    Komentarz - autor: Satro — 21 kwietnia 2012 @ 14:18

  2. Co może zwyczajny człowiek wobec tyranii globalnych sił policyjnych ( mamy już licea o profilu policyjno-wojskowym, wszechogarniającą sieć kontroli i monitoringu oraz stadiony z wysokimi ogrodzeniami), zmierzającej do tego, żeby nas nieustannie przerażać i podporządkowywać?
    Może bardzo wiele poprzez ODMOWĘ współdziałania!

    By wzbudzić w sobie wolę bycia przeciw, konieczne jest uświadomienie sobie, że wymyślanie zagrożeń lub ich eksponowanie stało się źródłem utrzymania: „Od reżyserów, powieściopisarzy i mediów, po generałów, firmy ubezpieczeniowe, koncerny farmaceutyczne, ochroniarzy, tajne służby i rządy – wszyscy z tego żyją” [Antonio Negri].

    Z kolei Étienne de La Boétie tak streszcza filozofię odmowy:
    „Postanów więcej nie służyć, a od razu będziesz wolny. Nie żądam, żebyś położył swe ręce na tyranie, by go przewrócić, lecz chcę po prostu, żebyś przestał go popierać; wtedy ujrzysz go jak, niczym kolos, spod którego usunięto piedestał, wali się sam i rozbija na kawałki”.

    Uosobieniem absolutnej odmowy jest Michael K. ,główny bohater noweli J.M.Coetzeego „Życie i czasy Michaela K.” (polecam do przeczytania):
    „…K. zawsze jest na nogach, zawsze w ruchu. Michael K. jest ogrodnikiem, prostym człowiekiem, tak prostym, że wydaje się istotą nie z tego świata. W fikcyjnym kraju, podzielonym przez wojnę domową [toczącą się, o ironio o to, „żeby mniejszości też mogły decydować o własnym losie”], ciągle jest zatrzymywany przez różne klatki, bariery, punkty kontrolne, rozstawione przez władzę, ale potrafi spokojnie odmawiać poddania się kontroli, odtrąca bariery i iść dalej.
    Michael K. posuwa się naprzód nie ze względu na potrzebę ciągłego ruchu. Bariery nie są po to, by zatrzymywać ruch, wydają się zatrzymywać życie, a więc on odtrąca je absolutnie, aby utrzymać w ruchu życie. Tak naprawdę, to chce sadzić dynie i doglądać ich owocujących pnączy”. [„Z jednego nasionka cała garść: to właśnie oznaczało ‘szczodrość ziemi’”; „Co tylko rośnie, należy do nas wszystkich. Wszyscy jesteśmy dziećmi ziemi”.]

    [dwa ostatnie cytaty pochodzą z książki M. Hardta i A. Negri „Imperium” (tytuł oryginału: „Empire”), a urywki w kwadratowych nawiasach bezpośrednio z cytowanej przeze mnie powieści Coetzeego]

    Komentarz - autor: Mariam — 22 kwietnia 2012 @ 21:49


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: