PRACowniA

23 marca 2012

Protektorzy Sarkozy’ego wykorzystują ataki w Tuluzie żeby skraść francuskie wybory

Wybaczcie chropawe tłumaczenie i ewentualne błędy.

Joe Quinn
Sarkozy’s Backers To Use Toulouse Attacks To Steal French Election – UPDATE!
Sott.net
19 marca 2012

Sarkozy przemawia w Tuluzie 19 marca 2012. “Silny przywódca w sytuacji kryzysowej”. Tylko kto stoi za tym kryzysem?

Szanse francuskiego prezydenta Sarkozy’ego na ponowny wybór w 2012 słabły prawie odkąd był ‚wybrany’ w 2007. Przez długi czas postrzegany przez Francuzów jako samozwańczy kandydat na współczesnego Napoleona, jednak wielu nie rozumiało, jak w 2007 udało mu się wygrać wyścig po fotel prezydencki, biorąc pod uwagę fakt, że rok przed wyborami badania opinii publicznej stawiały go zdecydowanie na drugim miejscu, a pomiędzy tamtym czasem i wyborami nie zrobił on nic, co by usprawiedliwiało jego rzekomy wzrost popularności, przy jego podejściu do kampanii wyborczej, z tymi wszystkimi błyskotkami na sobie, co wywracało żołądki wielu Francuzów. W dodatku, w ciągu kilku miesięcy po jego ‚zwycięstwie’ w maju 2007, popularność Sarkozy’ego spadła do około 30%, kiedy ludzie zaczęli reagować na jego surowe reformy gospodarcze, na których, zwróćcie uwagę, otwarcie oparł kampanię. Jak wyjaśnić taki nagły zwrot tak szybko po jego zwycięstwie? Dopiero w dzień wyborów jakoś ten drobny syn węgierskiego imigranta i jego „księżna Paryża” dostali prezent w postaci 5 lat w Pałacu Elizejskim.

Sfałszowane wybory?

Dziś już powszechna wiadomo (albo powinno być), że wyniki wyborów, nawet w „największych demokracjach” na świecie, mogą być łatwo „odwrócone” dzięki elektronicznym urządzeniom rejestrującym oddane głosy. Fakt, że takie maszyny zostały wprowadzone przez samego Sarkozy’ego w 2004 r. (kiedy był ministrem spraw wewnętrznych) dla około 4% francuskiego elektoratu, wywołał u niektórych konsternację i dostarczył wiarygodnego wyjaśnienia dla niespodziewanego zwycięstwa Sarkozy’ego, zwłaszcza że oficjalne prognozy podawały 53.06 % poparcia dla Sarko i 46.94 % dla Royal, dając różnicę 4% łatwą do „odwrócenia”. Uderzyło mnie również, że badania opinii publicznej i sondy wśród opuszczających punkt wyborczy były tak dokładne (na kilka miesięcy przed wyborami) w przewidywaniu, że Sarkozy wygra z Rojal w stosunku 53% do 47%.

Od 2007 roku „Sarko-Amerykanin” wzbudził coś więcej niż tylko zniesmaczenie u większości społeczeństwa francuskiego. Kiedy w 2007 roku stało się jasne, że zgodnie z obietnicami przedwyborczymi planował stopniowo zniszczyć system opieki społecznej we Francji opiekuńczego, dając ulgi podatkowe korporacjom i bogatym, miliony pracowników sektora publicznego wyszło w proteście na ulice. We wrześniu i październiku 2010 r. miliony pracowników sektora publicznego i prywatnego demonstrowało ponownie przeciwko podwyższeniu wieku emerytalnego z 60 do 62 lat. W obu przypadkach Sarkozy arogancko zerwał z tradycją (i zasadami demokracji) lekceważąc protesty jako nieistotne i parł do przodu ze swoją elitarystyczną polityką. Dodatkowo, Sarkozy był zamieszany w kilka skandali finansowych i przestępczych. Jeśli chodzi o cechy osobiste, przemądrzałość francuskiego prezydenta, częsta niezdolność do kontrolowania gniewu oraz jego brak pokory postrzega się jako niestosowne dla męża stanu, i częstokroć wywoływały pogardę większości francuskich obywateli. Wskutek tego, szanse na jego legalną reelekcję w maju bieżącego roku mieszczą się w przedziale od marnych do żadnych.

Nawet komuś takiemu jak Sarkozy nie jest obojętna świadomość niezwykle niskiego wskaźnika poparcia i kilka tygodni temu wyglądało na to, że przewidywał swoją porażkę („Prędzej zostanę mnichem karmelitańskim niż pozostanę w polityce, jeśli przegram”). Podczas gdy jest mało prawdopodobne, że Sarko wyląduje w klasztorze, niewątpliwie bardzo chętnie znikłby z radaru, jeśli wyleci z Pałacu Elizejskiego w maju. Wiecie, jako prezydent Sarkozy nie podlega on ściganiu. Jako zwykły stary Sarko, podlega, i jest wielu ludzi (Jacques Chirac and Dominique de Villepin, żeby wymienić tylko dwoje), którzy byliby aż nadto szczęśliwi, umożliwiając śledztwo w sprawie jego niezwykle dyskusyjnego biznesu i umów politycznych sprzed 20 lat. To jest faktycznie dokładnie to, co stwierdził Manuel Valls, dyrektor kampanii kandydata Partii Socjalistycznej, Francois Hollande – że  Sarkozy panicznie boi się przegrania wyborów, ponieważ straciłby wówczas immunitet.

Ale, jak wszyscy powinni już wiedzieć, niewielu, zachodnich prezydentów i premierów (o ile w ogóle tacy są) jest wybranych na bazie prawdziwej opinii publicznej, nawet jeśli ludzie tacy jak Sarkozy pozwalają sobie na tę iluzję. W rzeczywistości, w wyborach chodzi o wymyślenie historii, co zapewniają bogate grupy lobbingu, organizacje i ludzie, żywotnie zainteresowani zwycięstwem jakiegoś szczególnego typu kandydata.

Niewielu zaprzeczy, że w ciągu ostatniej dekady wiele głównych zachodnich „demokracje” wprowadziło w życie polityczne i społeczne zasady, przypominające uregulowania państwa policyjnego, to jest państwa, w którym rząd sprawuje ścisłą i represyjną kontrolę nad społecznym, gospodarczym i politycznym życiem populacji. Zarówno powodem dla większości tych społecznych mechanizmów kontroli, jak i przyczyną ich akceptacji (przez społeczeństwo) jest mityczna „al-Kaida” i tzw. „wojna z terroryzmem”, która, dla ludzi ślepo podążającym za autorytetom jest „złem koniecznym”, jednak dla ludzi myślących samodzielnie jest dosłownym przekrętem mającym usprawiedliwić imperialną agresję i grabież oraz zmusić populację do zaakceptowania tego.

Potrzeba tu szczególnego typu prezydenta czy premiera do występowania w imieniu społeczeństwa i organizowania takiej linii politycznej. Muszą to być ludzie autorytatywni, którzy potrafią przekonująco przeprowadzić procedurę „silny w kryzysie” (głównie dlatego, że sami dają wiarę własnym kłamstwom). I kryzys, oczywiście, musi zostać stworzony.

Sarkozy jest właśnie takim człowiekiem, ale po pięciu latach rzucania się i ‚wojny z terroryzmem’ mocno się wyświechtał i francuscy obywatele nie mogą się doczekać zobaczenia, jak wygląda w szatach mnicha karmelitańskiego. Z drugiej strony, potencjalny rywal Sarkozy’ego, socjalista Francois Hollande, podczas gdy konsekwentnie prowadzi w sondażach, nie jest typem faceta, który może przekonująco forsować ideę państwa policyjnego z imperialną polityką preferowaną przez te ‚żywotne interesy’. Pierwszy problem jest taki, że jest on socjalistą. Drugi problem, że musi on prowadzić kampanię w oparciu o politykę mniej więcej przeciwną do polityki Sarkozy’ego, a we Francji musiałby wywiązać się z przynajmniej części zobowiązań, żeby pozostać wiarogodnym i uniknąć powszechnych protestów. Wśród 60 propozycji wyborczych Hollande’a znajduje się podniesienie podatków dla dużych korporacji, banków i bogatych, stworzenie 60.000 miejsc pracy w edukacji, przywrócenie oficjalnego wieku emerytalnego z 62 do 60 lat, stworzenie dla młodych dotowanych miejsc pracy w regionach o wysokim bezrobociu oraz wycofanie francuskich wojsk z Afganistanu w 2012 r.

Wszystko to stwarza problem dla psychopatycznych spin doktorów i selektorów prezydentów i premierów, którzy chcieliby zobaczyć reelekcję Sarkozy’ego, aby mogli kontynuować marsz w kierunku światowego faszyzmu.

Jak zauważono poprzednio, ‚zwycięstwo’ Sarkozy’ego mogłoby, teoretycznie, być osiągnięte poprzez elektroniczne głosowanie, ale to zmieniłoby wyniki o maksimum 4%, zbyt mało, aby zapewnić mu zwycięstwo, biorąc pod uwagę jego długotrwałe tragiczne wskaźniki poparcia i fakt, że Hollande konsekwentnie sporo go wyprzedzał (co najmniej 60% -40%). Co więc robić? Wobec braku możliwości manipulowania wysokim procentem głosów elektronicznie, następna w kolejności jest odrobina inżynierii społecznej. Ale jak zachęcić ogromne ilości Francuzów, by ponownie przemyśleli swoją pogardę dla Sarko i zwrócili się do niego po ‚ochronę’?

Kryzys

Bankomat w Montauban, gdzie dwóch francuskich spadochroniarzy północnoafrykańskiego pochodzenia zostało zamordowanych przez zawodowego strzelca.

Trochę ponad tydzień temu, 11 marca, w podmiejskiej dzielnicy Tuluzy francuski żołnierz po służbie został zastrzelony przez nieznanego zamachowca, noszącego kask. Uzbrojony bandyta uciekł na skuterze T-Max Yamaha.

Następnie 15 marca ten sam bandyta zastrzelił dwóch żołnierzy i zranił trzeciego na zewnątrz koszar w Montauban (30 minut na północ od Tuluzy). Znów uciekł na skuterze.

Następnie 19 marca, ten sam bandyta przybył do szkoły żydowskiej w Tuluzie o 8 rano i zastrzelił nauczyciela rabina, jego dwóch synów i czteroletnią dziewczynkę, córkę dyrektora szkoły. Wszyscy otrzymali strzał w głowę z bliskiej odległości. Dziewczynka z pistoletu ręcznego kaliber .45. I znowu uciekł na skuterze. Francuskie służby bezpieczeństwa zdecydowanie powiązały te strzelaniny i stwierdziły, że za wszystkie trzy była odpowiedzialna ta sama osoba.

Wybór celów przez zabójcę miał zmaksymalizować oburzenie. Świadkowie zabójstwa w biały dzień w Montauban widzieli jak spokojnie przeładował broń i strzelił do jednego z nieuzbrojonych żołnierzy z bliskiej odległości, kiedy ten próbował odczołgać się. Ewidentnie zabójca był zawodowcem. Przypadkowo (albo i nie), atak na żydowską szkołę nastąpił co do dnia 9 lat po rozpoczęciu amerykańskiej inwazji na Irak.

Kadr z kamery CCTV z zabójcą na motocyklu

Następnie, wczesnym rankiem 21 marca, francuska policja otoczyła mieszkanie w cichej dzielnicy podmiejskiej Tuluzy, gdzie miał być zabójca, zidentyfikowany jako Mohammed Merah, wiek 24, algierskiego pochodzenia. Po kilku godzinach sporadycznych ‚negocjacji’ i krótkiej wymianie ognia, w której rzekomo zostało ranionych dwóch funkcjonariuszy policji, uzbrojony bandyta rzekomo grzecznie wyrzucił przez okno broń kalibru .45 (aby oczywiście ułatwić zidentyfikowanie go jako zabójcę) i oświadczył, że „podda się po obiedzie”. Według oficjalnych źródeł obwieścił (ale niespodzianka!) oddanie ‚al-Kaidzie’ i jakoby pragnął wziąć odwet za francuskie przestępstwa militarne w Afganistanie i morderstwa palestyńskich dzieci. Chyba widać, dokąd to wszystko zmierza. Każdy, kto jest zły z powodu codziennego mordowania afgańskich i palestyńskich mężczyzn, kobiet i dzieci, jest potencjalnie agresywnym radykałem z morderczymi zamiarami. Odmienne poglądy wśród ogólnej populacji zwracające się przeciwko imperialnym podżegaczom wojennym NIE będą tolerowane.

W chwili, kiedy to piszę, uzbrojony bandyta jest wciąż w mieszkaniu i „w trakcie negocjacji” z policją. Oczekuje się, że podda się dziś wieczorem (21 marca), jakkolwiek jest spora szansa na bardziej dramatyczne zakończenie. [Spodziewał się ktoś, że facet zabije się wyskakując przez okno z mieszkania na parterze? Ups, mówiliśmy o parterze? Pomyłka, zabiliśmy go w strzelaninie i biedak wypadł przez okno… a może oberwał przy próbie ucieczki? Nieważne, i tak otumaniona i przerażona publika wszystko łyknie. – przyp.]. Wydarzenie to jest w oczywisty sposób dojone ile się da (z korzyścią dla Sarkozy’ego). Ludzie muszą być sparaliżowani i być trzymani w niepewności, żeby zapamiętali ten strach – tylko tak zacznie działać programowanie. Tylko w taki sposób można zdobyć zaufanie społeczne dla ‚sekurokratycznej’ polityki Sarkozy’ego oraz zapewnić sobie zwycięstwo w wyborach w maju.

Tak jak prawie każdy inny wypadek tego typu („młody ‚dżihadysta’ uwikłany w atak terrorystyczny”), ludzie, którzy go znali mówią, że są zdumieni, że mógł on coś takiego zrobić i że nigdy nie wyraził jakiegokolwiek zainteresowania ‚dżihadem’.

„Pan Merah był ‘normalnym’ chłopakiem, który zradykalizował się przez Internet” – powiedział członek rodziny, Laela, jak podaje francuska gazeta Le Parisien.

“Kolega pana Meraha opisuje go jako ‘normalnego młodzieńca’.” “Trzy tygodnie temu był w nocnym klubie – powiedział agencji AP 31-letni Mehdi Nedder. – A dziś rano mówimy o al-Kaidzie. Jak można się tak zmienić w ciągu trzech tygodni?”

„Inny przyjaciel pana Meraha, nazwany tylko imieniem Kamel, pamięta jak grał z nim w piłkę nożną, kiedy obaj dorastali w Tuluzie. ‘Był pełen szacunku i wspaniałomyślny – powiedział agencji AP 24-letni Kamel. – Nigdy nie rozmawialiśmy o broni, religii czy polityce, tylko o samochodach, rowerach, dziewczynach i sporcie”.

Powinniśmy pamiętać, że nie da się zdecydowanie zidentyfikować osobę, która zastrzeliła żołnierzy oraz osoby dorosłe i dzieci w żydowskiej szkole, ponieważ człowiek ten miał na sobie kask przez cały czas. Naoczni świadkowie opisali zabójcę jako ‚pulchnego’, tymczasem podejrzany w mieszkaniu w Tuluzie, Merah jest chudy.

Pomimo przechwałek i całego teatru na temat bezpieczeństwa Sarkozy’ego, najwyraźniej nie tylko pojmanie tego młodzieńca było raczej prostą sprawą (użył komputera, by rzekomo skontaktować się z pierwszą ofiarą, a w nocy z 20 marca zadzwonił do programu France24 i przyznał się do zamachów), ale francuski wywiad miał go pod nadzorem przez kilka lat od kiedy w 2008 jakoby uciekł z więzienia w Afganistanie (wraz z 1000 innymi więźniami), gdzie odsiadywał wyrok trzech lat, wydany w 2007, za podłożenie bomb w Kandaharze. Od tej pory francuskie władze były poinformowane o jego historii i miały go ‚pod obserwacją’, jednak nie dostrzegły żadnych oznak jakiegokolwiek zamiaru przeprowadzenia jakiegokolwiek ataku. Jak odnotowuje Guardian, „rząd francuski i siły bezpieczeństwa staną w obliczu bardzo trudnych pytań”. Pewnie tak, ale ma co oczekiwać uczciwych odpowiedzi. Nie należy też oczekiwać jakiegokolwiek poważnego śledztwa w sprawie nagłego, dziwacznego i niespodziewanego zamachu bombowego na indonezyjską ambasadę w Paryżu tego samego poranka (21 marca),  kiedy sytuacja z ‚dżihadem’ w Tuluzie miała miejsce. Miał to być dodatkowy wstrząs dla zbiorowego układu nerwowego Francuzów, żeby tylko dotarła do nich wiadomość o „terroryzmie, strachu, zagrożeniu i potrzebie silnego przywódcy”.

Zakapturzony terrorysta funkcjonariusz policji Judiciaire przygotowuje się do akcji oblężenia mieszkania naiwniaka w Tuluzie

Faktem jest, że podejrzany, Mohammed Merah, znacznie bardziej podpada pod kategorię ‚informator wywiadu’, niż pod ten raczej rzadki typ człowieka, wybranego (zazwyczaj z powodu jego naiwności) przez zachodnie agencje wywiadu w celu użycia go, kiedy zajdzie potrzeba, do wzmocnienia ‚realności zagrożenia terrorystycznego’ przez przeprowadzanie ataków i wprowadzenia tym samym w życie podwyższonej kontroli państwa nad populacją danego narodu.

Brutalność tych ataków, szczególnie ostatniego, ze względu na dzieci, wstrząsnęła Francją i naturalnie cała uwaga zwrócona została na prezydenta – by przemówił do narodu i podjął działania w celu skutecznego znalezienia zabójcy. Powiedzieć, że te zabójstwa były, jeżeli chodzi o jego zabiegi o reelekcję, ‚darem niebios’ dla Sarkozy’ego, byłoby niedopowiedzeniem. Sarkozy nie ociągał się z zarządzeniem pełnej mocy państwa policyjnego, wzywając do pomocy tysiące policjantów i tajnych agentów wywiadu do  polowania na zabójcę. Ogłosił również najwyższy stopień zagrożenia (‚szkarłatny’) w stanie pogotowia bezpieczeństwa narodowego Francji, który nawołuje do „zawiadomienia o jakimkolwiek ryzyku większych ataków, jednoczesnych albo nie, używających niekonwencjonalnych metod i powodujących poważne spustoszenia; przygotowania odpowiednich środków ratunkowych oraz odpowiedzi, dopuszcza się środki, które w poważnym stopniu zakłócają spokój życia publicznego”. To jeden krok od stanu wyjątkowego. I taka jest odpowiedź ‚silnego człowieka w sytuacji kryzysowej’, na wypadek, gdybyście się zastanawiali.

W ciągu jednego dnia od ataku na żydowską szkołę eksperci z mediów już rozpatrywali prawdopodobny wpływ wydarzeń na wybory prezydenckie. Ogólny wniosek, zręcznie uzgodniony przez doświadczonych analityków z mediów, jest taki, że szybkie i zdecydowane przejęcie kontroli nad sytuacją przez Sarkozy’ego, pospieszenie na miejsce zbrodni i przemówienie jako prezydent republiki przyniesie mu korzyść. BBC zauważa (sarkastyczny komentarz mój):

Wezwał do minuty ciszy. Połączył żydowskich i muzułmańskich przywódców. Jego minister spraw wewnętrznych był obecny przy oblężeniu w Tuluzie, kierując operacją i informując media. W sytuacji kryzysowej urzędujący przywódcy często mają przewagę (ba!)

Zwrócono również uwagę na fakt, że zarówno Sarkozy jak i Hollande oficjalnie ‚zawiesili’ prowadzenie kampanii. Jednakże prawda jest taka, że kampania Sarkozy’ego weszła na najwyższe obroty i ataki wyraźnie podniosły jego znaczenie – dostatecznie, żeby w maju wrzucić go z impetem z powrotem do Pałacu Elizejskiego. Zbieg okoliczności?

Tego samego dnia, kiedy zaatakowana została żydowska szkoła, Sarkozy pojawił się w Tuluzie i wygłosił mowę:

Poza jego jawnym przypochlebianiem się i odwoływaniem do cnót i siły państwa francuskiego (z nim w roli zarządcy, oczywiście), (zwróćcie uwagę na teatralność jego surowego spojrzenia, kiedy zwraca się do kamery i stwierdza, że zabójca „BĘDZIE ZNALEZIONY”), muszę skomentować wypowiedź Sarko na samym końcu jego przemówienia. Powiedział:

„To obrazy, jakie widzieliśmy w innych krajach, ale nigdy nie widzieliśmy w naszym”.

Rzeczywiście. Obrazy i doniesienia o dzieciach mordowanych bez mrugnięcia okiem są obecnie na porządku dziennym. Tak naprawdę, w ciągu minionych dwóch tygodni widzieliśmy (albo powinniśmy byli widzieć) zdjęcia wielu palestyńskich mężczyzn, kobiet i dzieci rozrywanych na strzępy przez izraelskie drony. Mniej więcej w tym samym czasie, co trzy ataki we Francji, które spowodowały śmierć czterech osób dorosłych i trojga izraelskich dzieci, izraelskie wojsko zabiło 26 palestyńskich cywilów, w tym wiele kobiet i dzieci. Nie było, jednakże, żadnego prezydenckiego przemówienia opłakującego barbarzyństwo i okrucieństwo tych ataków. Przeciwnie, w dużej mierze zostały zignorowane przez cały świat (z wyjątkiem Izraela, który je oklaskiwał). O dziwo, trzeba było morderstwa w żydowskiej szkole w Tuluzie, żeby zobaczyć jakąkolwiek oficjalną wzmiankę o regularnych morderstwach i torturach dokonywanych na Palestyńczykach przez izraelskie siły.

A kiedy wzmianka została poczyniona, rząd izraelski wpadł w furię, oskarżając minister spraw zagranicznych UE, baronessę Ashton o porównywanie morderstw żydowskich dzieci we Francji z morderstwami palestyńskich dzieci w Palestynie (jak śmiała!). Avigdor Lieberman, przepełniony nienawiścią minister spraw zagranicznych Izraela, domagał się nawet, by wycofała swoje słowa, a minister spraw wewnętrznych Izraela Eli Yishai – by z powodu swojego wybuchu człowieczeństwa ludzkości i zdrowego rozsądku zrezygnowała ze swojego stanowiska w UE. Dla izraelskiego rządu nic i nigdy nie ma prawa pomniejszać, choćby tylko przez porównanie, cierpienia żydowskiego narodu. Dla informacji, oto urażające słowa minister spraw zagranicznych UE:

„Pamiętamy młodych ludzi, którzy zostali zabici we wszelkiego rodzaju potwornych okolicznościach – belgijskie dzieci, które straciły życie w strasznej tragedii, a kiedy myślimy, co zdarzyło się dziś w Tuluzie, gdy pamiętamy, co zdarzyło się rok temu w Norwegii, gdy wiemy, co zdarza się w Syrii, gdy widzimy, co zdarza się w Gazie i w innych częściach świata – pamiętamy młodych ludzi i dzieci, które tracą życie”.

Karygodne, czyż nie?

Zaufajcie nam, jesteśmy z rządu.

Oczywiście, mógłbym dalej uzupełniać komentarz Sarkozy’ego, wspominając o tysiącach Libijczyków (w tym wiele dzieci) zamordowanych w zeszłym roku przez bomby zrzucone z francuskich odrzutowców, albo codzienne zabijanie afgańskich, pakistańskich albo jemeńskich cywilów przez rakiety zrzucane z amerykańskich dronów, a wszystko przy wsparciu ze strony Sarkozy’ego i jego rządu, jako partnera w ‚wojnie z terroryzmem’. Albo mógłbym wskazać trwające mordowanie syryjskich cywilów (łącznie z dziećmi) przez ‚syryjską Free Army’ – bandę bezwzględnych najemników wynajętych i uzbrojonych przez siły zachodnie, z Francją włącznie. Tak, rzeczywiście, zdecydowanie za często w ciągu minionych dziesięciu lat oglądaliśmy zdjęcia cywilów zastrzelonych, wysadzonych w powietrze albo inaczej zaatakowanych, i zdecydowanie za często było to skutkiem działań zachodniej ‚demokracji, takiej jak Francja, więc może nie powinniśmy być tak zaszokowani, że takie wydarzenia zawitały pod francuskie drzwi.

Rano 21 marca, zaledwie kilka godzin przed pojmaniem podejrzanego, Sarkozy wygłosił kolejne teatralne przemówienie do prasy i narodu. I znowu, Sarkozy bezwstydnie wykorzystał zamordowanie francuskich obywateli do wezwania o „jedność narodową”. Oczywiście, Sarkozy zachęca tu do „jedności narodowej” skupionej wokół niego jako silnego człowieka w (w dużej mierze wyprodukowanej) sytuacji kryzysowej, a więc i „jedności narodowej” w preferencjach wyborczych, które powinny być skierowane na jedynego kandydata, który, jako silny w czasie kryzysu, może ‚ochronić’ społeczeństwo przed dzikimi ‘dżihadystami’ i innymi mglistymi i niedookreślonymi zagrożeniami dla ludności. Krótko mówiąc, jest to stara sztuczka polegająca na terroryzowaniu populacji, żeby ze strachu głosowała na prawicowy totalitarny typ przywództwa i towarzyszącą mu infrastrukturę państwa policyjnego. Nieodłączna hipokryzja Sarkozy’ego – który konsekwentnie lobbował na rzecz twardej polityki imigracyjnej i starał się podzielić Francję wzdłuż linii etnicznych, używając „jedności narodowej” do wypromować siebie jako jedynej racjonalnej opcji w nadchodzących wyborach – najwyraźniej nie dotarła do francuskiej publiczności.

Złowieszcze przewidzenie?

Jeden dzień po pierwszym zabójstwie w Tuluzie (12 marca) francuski analityk polityczny i dyrektor politycznego magazynu L’Express, Christophe Barbier, pojawił się we francuskim programie TV pt. „C dans L’Air” (to wisi w powietrzu) i podobno powiedział co następuje:

„Jedyna szansa dla Sarkozy’ego na wygranie wyborów to wydarzenie nie należące do jego kampanii. Jakieś międzynarodowe, wyjątkowe albo traumatyczne wydarzenie. Tylko kataklizm, który zdoła zebrać Francuzów wokół ich prezydenta może dać Sarkozy’emu szansę na reelekcję”.

(Artykuł zawierający powyższy cytat został usunięty ze strony internetowej tego samego dnia, kiedy został opublikowany (20/03/12). Zobacz zrzuty ekranu sprzed usunięcia.)

Christophe Barbier w programie “C dans L'Air”.

Wygląda na to, że M. Barbier miał podwójną rację. Nie tylko nastąpiło „traumatyczne wydarzenie”, ale najwyraźniej poskutkowało skupieniem się Francuzów wokół ich silnego, wojującego prezydenta. Na początku tego miesiąca sondaże wskazywały na 42% dla Sarkozy’ego i 58% dla Hollande na drugą rundę głosowania. W ciągu ubiegłego tygodnia (po pierwszym zabójstwie z 11 marca) wskaźniki Sarkozy’ego w sondażach wzrosły do magicznej liczby 47%  przeciw 53% dla Hollande’a, jeszcze raz z różnicą mieszcząca się w tym 4-procentowym marginesie do odwrócenia w e-głosowaniu.

Pokrótce, wygląda na to, że jest szansa na powtórkę z wyborów 2007, przy odrobinie pomocy od zabójcy z Tuluzy i tych cudownych elektronicznych maszyn rejestrujących wyniki głosowania. Wydaje się również, że kiedy Sarkozy zostanie ponownie wybrany, niewielu, jeśli w ogóle, Francuzów zastanowi się, jakim cudem ich trendy wyborcze mogą być dokładnie takie same jak przed 5 laty. Albo jak Nicolas Sarkozy zdołał wygrać drugą rundę, kiedy większość Francuzów spędziło ostatnie 5 lat czekając na dzień, kiedy będą mogli go wykopać. Albo jak doszło do tego, że zagłosowali na Sarkozy’ego z powodów, dla których jeszcze kilka tygodni wcześniej byli zdecydowani nie głosować na niego.

Wszyscy obywatele Francji, jednakże, dobrze zrobią, jeśli przypomną sobie słowa założyciela nazistowskiego gestapo, Hermanna Göringa, wypowiedziane podczas wywiadu przeprowadzonego z nim w jego celi w 1946 roku:

Wywiad w celi Göringa (3 stycznia 1946)

Göring: Jak to, oczywiście, że ludzie nie chcą wojny. Dlaczego jakiś biedny flejtuch na gospodarstwie chciałby narażać swoje życie na wojnie, kiedy wszystko, co może z niej mieć, to w najlepszym razie powrót na gospodarstwo w jednym kawałku. Naturalnie, zwykli ludzie nie chcą wojny. Ani w Rosji, ani w Anglii, ani w Ameryce, ani, jeśli o to chodzi, w Niemczech. To jest zrozumiane. Ale po to w końcu są przywódcy kraju, żeby ustalali politykę, i jest to zawsze dość prosta sprawa, pociągnąć za sobą ludzi, czy to jest państwo demokratyczne, czy faszystowska dyktatura, czy dyktatura parlamentarna albo komunistyczna.

Gilbert: Jest jedna różnica. W demokracji ludzie mają coś do powiedzenia w tej sprawie przez wybranych przez siebie przedstawicieli.

Göring: Och, wszystko to pięknie, ale czy mają coś do powiedzenia, czy nie, ludzi zawsze można sprowadzić do wykonywania rozkazów przywódców. To jest łatwe. Wszystko co trzeba zrobić, to wmówić im, że zostali zaatakowani i potępić pacyfistów za brak patriotyzmu i narażenie kraju na niebezpieczeństwo. To działa identycznie we wszystkich krajach.

UPDATE!

Wygląda na to, że adwokat rzekomego terrorysty z Tuluzy mówi teraz, że nie Merah nie mógł siedzieć w więzieniu w Afganistanie – ani zrobić wszystkich tych rzeczy, o których mówią francuskie władze, że zrobił – ponieważ był wtedy we francuskim więzieniu. Wiadomość najpierw pojawiła się na naszym radarze na polskiej stronie wiadomości. W ciągu mniej więcej dziesięciu minut, kiedy wróciliśmy, by ją złapać, tekst się zmienił, chociaż tytuł pozostał w adresie url.

Zobaczcie to: _http://www.tvn24.pl/-1,1738978,0,1,siedzial-w-wiezieniu—ale-francuskim—nie-afganskim,wiadomosc.html

Komentarz – PRACowniA:

Tytuł i treść artykułu zamieszczonego pod powyższym adresem zmieniły się więcej niż raz.

Zrzut ekranu fragmentów najwcześniejszej wersji, do godziny 05:43 22 marca:


O godz. 8:56 artykuł dostał nowy tytuł „Chłopak z warsztatu. Szkolili go talibowie”, a z wcześniejszych informacji o odsiadce we francuskim więzieniu w czasie kiedy według Sarko i jego tabloidów miał siedzieć w afgańskim, została tylko wzmianka o  zaprzeczeniach gubernatora Kandaharu, no ale kto by tam wierzył Afgańczykom. (Po prawej, zrzut sporo przycięty.)

Kilka godzin później pod tym samym adresem url był już taki artykuł:

13:14, 22.03.2012 /PAP, Reuters, France2, tvn24.pl

„Merah był w porządku”, „lubił korzystać z życia”

Większość poprzedniej wersji pozostała bez zmian, zmienił się pierwszy akapit, a  Merah z terrorysty szkolonego przez talibów przeistoczył się w „takiego samego młodego człowieka jak my”…

Inny artykuł, w wiadomościach izraelskich podaje tylko za adwokatem Meraha i gubernatorem Kandaharu, że Mehar nie był w więzieniu w Afganistanie, nie dołączając części o odsiadce więzieniu francuskim:

Toulouse Terrorist Wasn’t Imprisoned in Afghanistan

Polska Agencja Prasowa

Siedzial w wiezieniu, ale francuskim, nie afganskim
22.03.2012
Domniemany zabójca z Tuluzy Mohamed Merah nie siedzial w wiezieniu w Afganistanie od 2007 roku – oswiadczyl jego prawnik, dementujac wczesniejsze informacje.

Prawnik Meraha we Francji Christian Etelin ujawnil, ze jego klient siedzial we francuskim wiezieniu od grudnia 2007 do wrzesnia 2009, skazany za napad rabunkowy, wiec nie mógl byc w tym czasie w Afganistanie.

Znalazło się i coś z anglojęzycznej strefy, z Kanady:

French shooting suspect not jailed in Afghanistan

A w końcu udało się znaleźć i francuską wersję:

Mohamed Merah n’aurait pas été détenu en Afghanistan

[Zainteresowanych tymi szczegółami zapraszamy na stronę SOTT.net]

UPDATE 22 marca 11:17 (CET)

Pierwsze badanie opinii publicznej, od czasu kiedy ewidentnie wyszkolony zabójca zastrzelił w poniedziałek czterech ludzi przy żydowskiej szkole, a czterech żołnierzy w ubiegłym tygodniu, pokazało, że w pierwszej turze wyborów prezydenckich w przyszłym miesiącu prezydent Nicolas Sarkozy nieznacznie pobiłby swojego socjalistycznego rywala.

Zaczynamy już rozumieć sens tego wszystkiego? Może pomógłby obrazek…

Pytanie, jednakże, jak wielu ludzi pozwoli na to, żeby ich wolna wola została istotnie osłabiona przez „teatr terroryzmu”, niestety „teatr”, który obejmuje brutalne zabójstwo dzieci… przez kogoś…

UPDATE 22 marca 11:42 (CET)

Napływają informacje, że po 5 minutach ciężkiej strzelaniny w wykonaniu francuskiej policji Merah został zabity. Czyli to koniec. Całą klęskę okrywały ciemności i tajemnica i nikt nie usłyszy Meraha faktycznie przyznającego się do czegokolwiek. Przez francuskie media został osądzony, uznany winnym i skazany na śmierć wymierzoną przez rzeczywistych podżegaczy do tych wzbudzających wstręt przestępstw. Pokrótce, prawdziwemu zawodowemu płatnemu zabójcy (albo zabójcom) morderstwa uszły na sucho, za cichym przyzwoleniem Sarkozy’ego i państwa francuskiego. Poza niewinnymi ofiarami poświęconymi dla akcji wyborczej Sarkozy’ego, największą ofiarą jest Prawda.

UPDATE 22 marca 13:19 (CET)

Coś bardzo dziwnego dzieje się z doniesieniami o zakończeniu “oblężenia”. Pierwsze doniesienia (sprzed mniej więcej godziny) mówiły, że policja przeprowadziła szturm na mieszkanie i Merah “został znaleziony martwy w mieszkaniu”.

 

Następnie podano, cytując ministra spraw wewnętrznych Francji, że Merah zginął po wyskoczeniu przez okno ze swojego mieszkania.

Problem w tym, że jego mieszkanie jest na parterze. (“rez de chausee” to po francusku “parter”).

Wreszcie historia się poskładała w wiadomość, że Merah „wyszedł z łazienki, dziko strzelając (czegoś takiego twardy zespół SWAT nigdy jeszcze nie widział), po czym wyskoczył przez okno i został „znaleziony martwy na ziemi”. Poniżej migawka ze Sky News z chwili, kiedy wybuchła strzelanina.

Wziąwszy to wszystko razem, wygląda to na stek kłamstw z wymyślaną po drodze historią.

UPDATE 22 marca 16:00 (CET)

I w końcu…

Sarkozy zadeklarował zamiar uznania „ideologicznej indoktrynacji” za niezgodną z prawem i ogłosił, że odwiedzanie „stron internetowych zawierających nienawiść i przerażenie” ma stać się przestępstwem kryminalnym, dodając, że każdy, kto regularnie odwiedza serwisy internetowe „usprawiedliwiające terroryzm” albo „propagujące nienawiść i przemoc” będzie ścigany sądownie. Ma być wznowione dokręcenie śruby z nadzorem nad internetem (i życiem w ogólności) na mocy oklepanej starej wymówki pod tytułem „wojna z terroryzmem”. A Sarkozy wygląda na dobrze ustawionego po wygraną  kolejnych pięciu lat prezydentury we Francji, obejmując wyraźne prowadzenie przed jego najbliższym rywalem Francois Hollande.

Nagłówek: “Sarkozy chce uznać indoktrynację ideologiczną za niezgodną z prawem, a apologetów terroryzmu za przestępców kryminalnych”.

Patrząc na to od pozytywnej strony, rozum by podpowiadał, że na mocy takiego nowego prawa rządy USA, brytyjski, izraelski i francuski zostaną prawnie ukarane za swoje akty terroru w Iraku, Afganistanie, Palestine etc. i ich nieustające wymówki.

UPDATE: 22 marca, 22:00

Teraz ABC news (SOTT już złapał ich na kłamaniu i publikowaniu propagandy) mówi:

Strzelający we francuskiej szkole był na amerykańskiej liście osób z zakazem latania liniami powietrznymi

Wyższy urzędnik amerykański w rozmowie z ABC News potwierdził, że Mohamed Merah, 23-letni podejrzany w trzech francuskich atakach terrorystycznych, był na liście FBI „no-fly” oraz powiedział, że władze francuskie będą wiedziały, że USA umieściło Meraha na tej liście jako potencjalnego terrorystę.

Dalej “wyłania się” więcej informacji:

Podejrzany w sprawie strzelaniny we francuskiej szkole żydowskiej odwiedzał Izrael

Kilka godzin po śmierci Mohameda Meraha, mężczyzny podejrzanego o strzelanie w Tuluzie i Montauban, wyszły na jaw szczegóły, które zdają sie przeczyć poprzednim doniesieniom odnośnie jego tożsamości.

Według doniesienia opublikowanego w czwartek w Le Monde, Merah nie był członkiem żadnej znanej islamskiej organizacji terrorystycznej, ale przeszedł proces radykalizacji. Merah podobno też miał w paszporcie stemple z wjazdu do Izraela i innych krajów w tym regionie.

A gdyby nie dość jeszcze od tego kręciło się w głowie:

W międzyczasie do serii śmiertelnych strzelanin we Francji przyznała się mało znana ekstremistyczna grupa, mówiąc, że były one odpowiedzią na tak zwane „zbrodnie Izraela” przeciwko Palestyńczykom.

SOTT ma silne wrażenie, że Francja nie wyjdzie z tego pachnąca jak róża – podobnie Sarkozy.

UPDATE: 22 marca 22:30

Oto zwycięzca w konkurencji “najbardziej absurdalne trzy akapity w historii dziennikarstwa”:

France siege suspect Merah dead

“W chwili kiedy do łazienki została wysłana sonda z kamerą wideo, zabójca wyszedł z łazienki, strzelając z niespotykaną brutalnością” – powiedział pan Guéant.

Pan Guéant powiedział, że Merah strzelał z kilku pistoletów jednocześnie. „W końcu, Mohamed Merah wyskoczył przez okno z pistoletem w ręce, nie przestając strzelać. Został znaleziony martwy na ziemi,” – powiedział reporterom na miejscu akcji. “Dwóch policyjnych komandosów odniosło rany” – powiedział.

[Merah] strzełał jak oszalały do policji z pistoletu Colt .45, kiedy wspinał się przez okno swojego mieszkania na werandę, i spadł na ziemię z wysokości około 5 stóp (1,5 metra), według prokuratorów i policji.

Merah zginął od rany postrzałowej w głowie.

– –

Ten artykuł jest przekładem oryginału zamieszczonego w języku angielskim na stronie:

dokonanym przez polskich tłumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.

Materiał ten został opublikowany przez SOTT.NET – projekt Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala się na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz źródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

1 komentarz »

  1. „Demokracja wymorduje wszystkich, których uzna za swoich wrogów! Gdy tzw. demokracja umocni się na całej Ziemi, zacznie mordować prewencyjnie – potencjalnych wrogów demokracji.Gdy już tzw. demokracja wymorduje wszystkich potencjalnych wrogów demokracji – zacznie mordować swoich – w ramach, przezorny zawsze ubezpieczony.
    Słowem, najpierw tzw. demokracja morduje aby zawładnąć bogactwami naturalnymi a potem owa tzw. demokracja, będzie mordować aby owych bogactw starczyło jak najdłużej – dla wybranych demokratów.
    W końcu tzw. demokracja – to nic nowego!

    Komentarz - autor: nihil novi — 25 marca 2012 @ 15:09


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: