PRACowniA

15 Marzec 2012

#Kony2012 show

Filed under: Różne,Świat wokół nas — iza @ 12:05
Tags: , , ,

Przekład cytowanego w poprzednim wpisie postu Elliota Rossa

The #Kony2012 show
By Elliot Ross
7 marca 2012

© Glenna Gordon - Granica Sudan-Congo , kwiecień 2008

Chłopak stracił brata, a kiedy płakał przed kamerą Jasona Russella, Jason Russell zaczesywał mu luźne kosmyki jego wspaniałej blond fryzury (kto go zagra w wersji filmowej?). I powiedział do chłopca przyciszonym głosem: „Już dobrze. Już dobrze”. Jason Russell obiecał chłopakowi, że on, Jason Russell, zrobi wszystko, co w jego mocy, nic go nie powstrzyma, przeniesie góry, jeśli będzie trzeba, żeby doprowadzić do tego, że wszyscy na świecie wreszcie poznają nazwisko Jasona Russella.

Ojej, przepraszam! Nazwisko Josepha Kony’ego. Przecież tu chodzi o Josepha Kony’ego. Nie o Jasona Russella. Nie, to nie ma zupełnie nic wspólnego z nim.

Pewnie właśnie dlatego, że „Kony 2012” jest o Josephie Konym, a nie o Jasonie Russellu, jest w nim tak dużo zdjęć młodego syna Jasona Russella, Gavina, wielbiącego Jasona Russella na trampolinie i na plażach, i przy stołach kuchennych, i wyrażającego nadzieję, że któregoś dnia, jak już dorośnie, będzie taki jak Jason Russell.

Jasne! To znaczy, jak inaczej, do cholery, można robić film o Lord’s Resistance Army?

I tak to było, że Jason Russell przyszedł zrobić film (no, jedenastą wersję), w którym bohaterski Jason Russell robi film, żeby każdy na świecie w końcu poznał nazwisko światowej sławy, globalnie cieszącego się złą sławą, zdecydowanie już słynnego watażki, Josepha Kony’ego. Miała to być nieopowiedziana dotąd historia człowieka, którego postać i czyny są już w ogromnym stopniu opisane.

Jakby to wyzwanie nie było wystarczająco trudne, Jason Russell wziął na siebie również przekonanie wreszcie świata, że Kony, człowiek, który do tej pory był jedynie na samym czubku listy Międzynarodowego Trybunału Karnego najbardziej poszukiwanych ludzi (z 33 oskarżeniami, w tym o zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości, umieszczony tam siedem lat temu), że ten człowiek powinien zostać aresztowany.

Wielki Manitu! Dlaczego wcześniej nikt o tym nie pomyślał?

No i mamy „Kony 2012” show, a cała ta sprawa jest nędznym oszustwem.

Ma to być film „podnoszący świadomość”. Tymczasem jest to studium bandy próżnych i nieświadomych młodych ludzi, którzy potrafią myśleć i czuć tylko komunały i wydają się ciężko harować, przekonani, że zarówno współczucie, jak i demokrację, wynalazł  dla nich Mark Zuckerberg gdzieś około 2004 roku.

Chcą wam dodać siły. I jako grupa uprzywilejowanych białych Amerykanów, wiedzą dokładnie, czym jest prawdziwa siła. To dlatego dają wam szansę – w oparciu o zerową wiedzę i maksymalnie histeryczne bicie piany o niegodziwości jednej zagranicznej postaci – domagania się, żeby Ameryka wypowiedziała kolejną krwawą wojnę. Tak właśnie wygląda demokracja według Jasona Russella: moc zadecydowania na Twitterze i Facebooku, kto ma być następnym celem amerykańskiego polowania na ludzi, a wszystko to z błogosławieństwem komitetu posłusznych rozkazom gwiazd.

Mówicie, że Zooey Deschanel napisała na tweeterze, że chce zatrzymać Josepha Kony’ego? Mówicie, że Kony zamienił Vanessę Hudgens w kałużę łez? Ależ oczywiście, musimy wysłać tam drony.

Pisarz z północnej Ugandy, Musa Okwonga, wyraża nadzieję w brytyjskim Independent, że Niewidzialne Dzieci „znajdą w tej kampanii zachętę do zadania szerszych i głębszych pytań na temat zupełnie niewłaściwego sposobu rządzenia w tym obszarze Afryki”.

I taki, generalnie, pogląd wyrażali ci myślący ludzie, którzy uważają film za czysty idiotyzm, ale mają nadzieję, że podniesiona przez niego „świadomość” doprowadzi do inteligentnego angażowania się w przyszłości.

Niestety jest to kompletnie nieporozumienie. Celem filmu absolutnie nie jest zachęta do głębszych rozważań nad rządami w Ugandzie. Nazwiska żywego prezydenta Ugandy, Yoweri Museveniego, nigdzie nie można znaleźć. Zamiast tego, celem jest „dosłownie wypłakiwanie oczu” (zob. Twittera passim), zostanie wpędzonym w szał moralnej jasności przez dość odrażającą mieszankę uogólnionego obrzydzenia do czarnej Afryki, zauroczenia prawością i wyższością technologiczną białego Amerykanina oraz dozy dobrej staroświeckiej żądzy krwi. (Do tego sprowadza się wzywanie do zabójstwa.)

Następnie idziesz głosić swoje zapożyczone markowe poczucie dobra i zła (w końcu wartości z tego filmu są także twoimi wartościami), rozsyłając link do filmu. Wszyscy z wyjątkiem Josepha Kony’ego poczują, że stoją na słusznej pozycji, a Jason Russell z przyjaciółmi zyskuje sławę jako dobry koleś.

Problem z argumentem „świadomości” tkwi w sugerowaniu, że zainteresowanie wojną w Ugandzie można oddzielić od doświadczenia intensywnie obciążonej kwestiami rasowymi i napędzanej charyzmą moralnej masturbacji – doświadczenia, które okazuje się być przede wszystkim jednym z tych najbardziej satysfakcjonujących doświadczeń prowadzących do formowania się tożsamości.

„Walcz o to” – wygłasza jeden z mówców, nie rozwijając jednak, czym jest owo „to”, „ponieważ jest to coś, co ma zmienić ten świat i co nas określa”.

Prosić ludzi, żeby zeszli z wyżyn kampanii „Kony 2012” (pamiętacie, jak spadamy w Ugandę z niebiańskiego świata facebookowej strony Jasona Russella?), miejsca gdzie mogą poczuć się uświęceni i ważni, i naprawdę zstąpili w błoto historii i niepewność, to prosić o zbyt wiele. Byłoby to nudne i trudne, a dodatkowo nie chodziłoby wtedy o Facebook, Angelinę Jolie, kolorową opaskę na nadgarstku, czy o „mnie”. Gdy wyparuje euforia, a wszechświat Twittera osuszy łzy (prawdopodobnie do końca tygodnia), pozostanie jedynie kolejny potężny mit o degradacji Afryki pod zachodnimi rządami – a Jason Russell będzie sławny i bogaty.

Walki blogów, które wybuchły w ciągu ostatnich kilku dni, są mile widziane. Jest się  dyskutowanym, a kontrowersje, a także kampania, stają się wielką sprawą.

Na internetowej stronie Foreign Policy zamieszczony został znakomity gościnny post (studenta z Oxfordu, Michaela Wilkersona), gdzie autor oddaje się dokładnemu prześwietleniu faktów (więc Kony i LRA nie są w Ugandzie, a co mi tam), wskazuje na wątpliwe pochodzenie finansów Niewidzialnych Dzieci (a to niespodzianka!), linkuje do mocnego artykułu ugandyjskiego dziennikarza Angelo Izamy i zadaje ponadczasowe pytanie: jakie są konsekwencje uruchomienia tylu tryskających energią aktywistów uzbrojonych w tak niewiele faktów?

Jedną z konsekwencji tego wszystkiego jest to, że w przyszłości będziemy musieli się przyzwyczaić do polityki zagranicznej bazującej na głosach tłumu, która przyjdzie z masą obciążeń białego człowieka i najprawdopodobniej z wygranymi i przegranymi w medialnych konkursach popularności, na przykład: Zmiany na szczycie piramidy Twittera, #stopKony2012 błyskawicznie wyprzedziło #Kony2012.

A co do Jasona Russella i Niewidzialnych Dzieci: Zaprzyjaźniony pisarz z Ugandy napisał dziś do mnie ze znużeniem, ale trafiając w samo sedno:

Organizacja Niewidzialne Dzieci jest dość znana. Nadal tkwią w starej, „seksownej” historii Kony’ego, pomimo tego, że ugandyjskie dzieci umierają teraz na tajemniczą chorobę [choroba kiwania głową]. Zdecydowanie nie chcą iść dalej. Człowieku, ci faceci zrobili kasę na marketingu tej idei. To obrzydliwe.

Przekład: PRACowniA

Advertisements

Dodaj komentarz »

Brak komentarzy.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: