PRACowniA

23 lutego 2012

Wieki Ciemne i inkwizycje, starożytne i współczesne, część 2

…albo dlaczego tyle rzeczy na naszej planecie jest spartaczonych, a ludzkość jest na skraju wymarcia

Laura Knight-Jadczyk
SOTT
Dark Ages and Inquisitions, Ancient and Modern – Or Why Things are Such a Mess On Our Planet and Humanity is on the Verge of Extinction
15 stycznia 2012

Kiedy korporacyjny Kościół i arystokracja zaatakowali demokratycznych katarów, lud Langwedocji nie poddał się bez walki. Ale jak to bywa we wszystkich czasach, ci, którzy walczą o prawo do wolnej woli dla wszystkich, ograniczani są przez własną humanitarność. Nie są w stanie działać z drapieżną determinacją, która odmawia innym człowieczeństwa, by móc ich bezlitośnie wyniszczyć. (Są to oczywiście okoliczności, w których byłaby bardzo przydatna właściwa wiedza psychologiczna. Nie można traktować genetycznego psychicznego dewianta jak człowieka z duszą, lecz rzecz jasna powinno się ich traktować rozważnie, podobnie jak traktuje się rzadkie, lecz niebezpieczne gatunki zwierząt.)

Papież Innocenty III potrzebował jakiegoś zapalnego incydentu, który by rozpalił społeczną wyobraźnię i uzasadniał wypowiedzenie wojny. Papież nie posiadał własnej armii, a krzyżowcy byli zasadniczo wolontariuszami. Papież nie mógł zmusić nikogo do walki, tak więc jego plan polegał na tym, by nakłonić magnatów ziemskich, dysponujących własnymi wojskami, by przyłączyli się do krucjaty. Wspomnianego pretekstu dostarczyło zamordowanie Piotra Castelnau, o które został obwiniony hrabia Rajmond. W owych czasach było to wydarzenie na miarę 9/11, pożaru Reichstagu, czy Incydentu w Zatoce Tonkińskiej. Wg opinii ekspertów historycznych istnieją bardzo mocne podstawy, aby sądzić, że Rajmond nie miał nic wspólnego z zabiciem papieskiego legata, że była to jedynie prowokacja, podobnie jak rzekomy atak „terrorystów muzułmańskich” na WTC w naszych czasach posłużył do zainicjowania globalnej wojny imperialistycznej, która ma na celu jedynie rabowanie źródeł surowcowych i narzucenie „dominacji w całej rozciągłości”.

Uruchomiono więc kampanię propagandową. Papiescy emisariusze, obnosząc z miejsca na miejsce skrwawiony habit Piotra, wylewali gorzkie łzy nad tragedią kraju, rzuconego na pastwę herezji. Był to ówczesny odpowiednik pokazywania na okrągło w TV walących się bliźniaczych wież, czemu towarzyszyła retoryka podżegająca przeciwko islamowi. Tak jak obserwujemy to w dniu dzisiejszym, tak też bywało na przestrzeni historii – tworzono i rozprzestrzeniano nieprawdopodobne oszczerstwa o katarach, podobnie jak tworzono je o żydach, później o templariuszach, a dziś o muzułmanach (by wymienić tylko tych kilka przykładów). Pomawiano ich o spożywanie prochów zmarłych dzieci i udział w kazirodczych orgiach. Katarzy byli oskarżani o homoseksualizm i sodomię. Mówiono, iż heretycy bezczeszczą kielichy mszalne i wypowiadają bluźnierstwa przeciw świętym, uznając ich wszystkich za godnych potępienia. Można by to nazwać średniowiecznymi ‚PsyOps’ i COINTELPRO.

Wysiłki propagandowe osiągnęły taką skuteczność, że ochotnicy do „kill ’em all” (pozabijać ich wszystkich) napływali ze wszystkich stron. Nie tylko rycerze bez ziemi i nadziei na zdobycie własnych posiadłości, ale również chłopi i mieszczanie. Niewątpliwie wszyscy o cechach patologicznych, włączając klasycznych psychopatów.

Ogólnie mówiąc, krucjaty przez dłuższy czas wpływały na kształtowanie się struktury społecznej zachodnioeuropejskiej arystokracji. Stało się to sposobem zagarniania ziem i plądrowania. Tym, co czyniło krucjaty tak popularnymi, była aprobata Kościoła. Ci, którzy szli „walczyć za Kościół”, mieli przeświadczenie, że uprawiając swą profesję (bojowników i morderców), w innych okolicznościach nie przyczyniliby wiele dla swego zbawienia, a tutaj nie tylko służyli Bogu, ale i zbawiali swoje dusze. Krzyżowcy cieszyli się odpustami i przywilejami i mogli otrzymać rozgrzeszenie z najpodlejszych grzechów, popełniając jednocześnie grzechy jeszcze potworniejsze, takie jak brutalny mord, żeby się dorwać do czyjegoś dorobku, i grabić, zdobywając przy okazji sławę oraz bogactwo. Bardzo wygodny układ dla psychopatów oraz ich autorytarnych wyznawców, nieprawdaż? I dziś sytuacja niewiele się różni.

Inną zachętą do krucjat było to, iż stanowiły łatwy sposób wydostawania się z długów. Dobra i mienie krzyżowca stawały się nietykalne przez cały okres jego nieobecności, wobec czego wierzyciele nie mogli niczego tknąć, niezależnie od tego, ile był im winien. Niestety, w dzisiejszych czasach nie oferuje się takich profitów żołnierzom – wysługuje się nimi, wykorzystuje ich i porzuca przy zdumiewającym braku zainteresowania ze strony rządów na całym świecie. Można by przypuszczać, że towarzystwo zjednoczy siły i zażąda dla siebie jakichś względów. Och, racja. Próbowali przecież wiele razy… ale nic się nigdy nie zmieniło i ludzie nie wydają się specjalnie mądrzejsi po szkodzie. Dalej poświęcają swoje dzieci wojnie, będąc odpowiednio mentalnie zainfekowani ‘szlachetnym patriotyzmem’ i zastraszeni złymi terrorystami, ukrywającymi się pod łóżkiem.

Wiara krzyżowców, którzy masowo mordowali swych bliźnich na chwałę Bożą, może się nam dzisiaj wydać godna pogardy, ale czy to, czego Ameryka dopuszcza się w Iraku, jest czymś innym? A w Afganistanie? Libii? Czy Iran będzie następny? Ręce Francji również nie są czyste! Podobnie jak brytyjskie. Wydaje się, że takie umysły nie mogą uznawać zwykłej ludzkiej moralności, kiedy w grę wchodzą interesy Boga. Nie mówiąc już o tym, że te ‘boskie interesy’ są zdumiewająco krwiożercze i bardzo zbliżone do interesów rządzących. Ale tak to bywa, kiedy religia jest oparta na konstrukcjach ludzkiej wyobraźni.

Wiara katolicka wśród średniowiecznych mas była głęboka, szczera i gwałtowna w swym przywiązaniu do zewnętrznych manifestacji. Był to okres ‘przyziemnych religii’, jako że tendencja do postrzegania Boga w mniej lub bardziej ludzkiej postaci i konkretnej formie, zainteresowanego zwłaszcza swymi ‘wybrańcami’, była wciąż prężnym nurtem (można tu dostrzec sugestie materialistycznych nauk). Kiedy Kościół zakazał wysublimowanego mistycyzmu starożytnych Celtów (który, nawiasem mówiąc, był zdumiewająco podobny do wierzeń katarów), zawłaszczył również związane z nimi mity i legendy, przekształcając je w fikcyjne opowieści o męczeństwie swoich – tak właśnie pozyskanych – chrześcijańskich świętych.

Świat średniowiecznego chrześcijanina był więc wypełniony żywotami świętych i odczytami ze świętych ksiąg, co zastępowało im dzisiejszy teatr, kino, czasopisma i to, co nazywamy bestsellerami. Literatura, która by nie miała charakteru religijnego, była prawie nieznana, co najwyżej stanowiąc przyjemność zarezerwowaną dla nielicznej elity. Energia twórcza całego społeczeństwa całkowicie koncentrowała się na życiu religijnym. Gorączkowa potrzeba ucieleśnienia Boskości, aby uczynić ją czymś konkretnym, sugeruje bardzo głęboki materializm; wielkie poważanie dla wartości fizycznego świata mieszał się z pogardą dla ludzkiego życia – i prawdopodobnie mnóstwem strachu! Ci, którzy byli odbiorcami słów papieskich wysłanników, niewątpliwie uważali, że złamany krucyfiks przedstawia bardziej niepokojący widok niż okaleczone ludzkie ciało.

W taki oto sposób herezja, która przeciwstawiała się przytłaczającym korporacyjnym strukturom wiary – katedrom, kościołom, zakonom oraz władzy królewskiej, nadawanej przez tę wiarę – budziła najsilniejszy sprzeciw ze strony tych, którzy gorączkowo lgnęli do swych religijnych obyczajów, jak gdyby były one uświęconą tradycją narodową. I podobnie, jak to ma miejsce w dzisiejszych czasach, był tam z pewnością spory segment ludności, którą można by określić mianem ‘autorytarnych wyznawców’ wg terminologii Boba Altemeyera – ignorancka, mechaniczna grupa ludzi, szukająca kogoś, kto im powie, co mają robić, do czego psychopaci ochoczo się zobowiązali. Mówiąc krótko, emisariusze papiescy nie mieli problemu z wznieceniem gniewu i oburzenia większych mas i katarzy stali się nagle ‘wrogami Boga’.

Wojna przeciwko katarom była zatem wojną symbolizującą szczególny pogląd na Boga i Wszechświat, wyznawany przez tych, których motywy, sentymenty i namiętności były szczególnie brutalne i korporatystyczne. Zniszczenie kataryzmu stało się możliwe wyłącznie przez unicestwienie tego wszystkiego, co stanowiło żywotną tradycję Langwedocji.

Historia krucjaty przeciwko katarom jest straszliwą opowieścią o tryumfie złego archonta świata ciemności nad Światłem Ducha i Wolności. Od tamtego czasu żyjemy w społeczeństwie prześladowców, które zostało uformowane podówczas przez zachodnie chrześcijaństwo.

Ustanowienie Inkwizycji

Wielu ludzi myśli o Inkwizycji, jako czymś, co zapoczątkowano, aby wyeliminować wiedźmy oraz czcicieli diabła, a samo słowo przywodzi obrazy stołów do naciągania stawów, żelazne pasy cnoty oraz wszelkiego rodzaju inne dziwaczne i chore narzędzia tortur. Z pewnością tortury stanowiły znaczącą część Inkwizycji, ale nie w takim stopniu, jak niektórzy mogliby sądzić. Musicie pamiętać, że Inkwizycja zaczęła się w okresie historycznym, w którym życie ludzkie traktowane było przez niektórych tak lekko, że odcinanie nosa, uszu czy dłoni albo wydłubywanie oczu, nie było niczym niezwykłym, jako legalna forma wymierzania kary.

Płaskorzeźba przedstawiająca papieża Grzegorza IX – również uhonorowanego w amerykańskim Kongresie

Po latach brutalnych rzezi, niszczeniu ziem, najokropniejszych wydarzeń w dziejach, będących świadectwem  nieludzkości człowieka względem człowieka, papież Grzegorz IX zawyrokował, że liczą się wyłącznie rezultaty końcowe. Zamierzał zetrzeć kataryzm z powierzchni ziemi. Musiał zapewne przesiadywać po nocach, żeby stworzyć aż tak dziwaczny, wkrótce wdrożony system do poradzenia sobie z herezją. Albo po prostu takie myślenie przychodzi psychopatom z łatwością.

W pierwszym rzędzie powołał specjalnych legatów papieskich, którym nadał rozległe uprawniania – podobne do tych, jakimi dziś cieszy się absurdalne Bezpieczeństwo Krajowe w Stanach Zjednoczonych czy MIVILUDES we Francji – i porozsyłał ich po całej Europie. Osobnicy wytypowani do tego zadania byli ewidentnie psychopatami, a ich zadanie polegało na szerzeniu terroru w całej Europie.

Episkopalne pałace na Południu Francji Grzegorz obsadził psychopatycznymi biskupami, którzy oferowali nagrody pieniężne każdemu, kto zadenuncjował heretyka. Taka zachęta do zdrady swego sąsiada byłaby z pewnością kusząca nawet w najlepszych czasach. A w czasach wszechobecnego głodu i zniszczenia na skutek grasujących od ponad dwudziestu lat armii krzyżowców, pokusa była prawie nie do odparcia. Ukonstytuowana praktyka polegała na tym, że własność skonfiskowaną heretykowi dzielono pomiędzy denuncjatora, kościół i koronę. Naturalnie, na ziemiach spustoszonych finansowo, na których ludność pozostała bezdomna i zagłodzona po latach ucisku przez tenże sam kościół i koronę, było mnóstwo osób sprzedających swych sąsiadów za judaszowe srebrniki. Pewnie z tego samego powodu Władza Realna zaaranżowała obecny kryzys ekonomiczny – aby zmiękczyć ludzi na tyle, żeby łatwiej było skierować ich przeciwko sobie za przysłowiowe ochłapy? Wszak o wiele łatwiej jest narzucić dominację w pełnym zakresie, kiedy społeczeństwo współpracuje z władzą!

Robert de Bourgre, alias ‘gnojek’ (przydomek sugerujący pogardę, jaką go darzyła ludność), terroryzował uprzednio pokojowo nastawioną północną Francję. Inny legat, Konrad z Marburga, wynajdywał w całej Nadrenii niczego niepodejrzewających heretyków. Tysiące ludzi były wysyłane na stos, często tego samego dnia, kiedy ich oskarżono. Cokolwiek jak MIVILUDES? A może jak „Extraordinary Rendition” (nadzwyczajne wydanie zbiega) i „Indefinite Detention” (nieokreślony czas zatrzymania), wprowadzone ustawą National Defense Authorization Act i zatwierdzone ostatnio przez prezydenta Obamę jako obowiązujące w USA prawo?

Konrad wraz z dwoma asystentami dokonywał objazdu na swym mule, sprowadzając terror do każdej wioski i miasta do których się zbliżali. Najwidoczniej nawet zwykli duchowni dostrzegli ten nonsens i w końcu zdecydowano coś z tym zrobić. 30 lipca 1233 r. mnich franciszkański, czując potrzebę zadziałania w imię sprawiedliwości, napadł na Konrada i zabił go. Tego było papieżowi już za wiele. Nie mógł wszak pozwolić, by mu ograniczano jego imperialne ambicje w tak mało zabawny sposób. Zwrócił się więc do dominikanów.

Na wiosnę 1233 r. w Tuluzie, Albi i Carcassonne wyznaczono papieskich inkwizytorów. Tym inkwizytorom udało się przetrwać w ciągłej linii przez następne 600 lat. (Pozwolę sobie na sugestię, że obecnie zostali oni zastąpieni przez MIVILUDES). Tysiące ludzi pozywano do składania zeznań przed inkwizytorami. Pytania powtarzały się w kółko, co miało zasiać wątpliwości w umyśle przesłuchiwanego odnośnie tego, co inkwizytor mógł wiedzieć i kto mógł mu to powiedzieć. (Dalibóg, sama będąc przesłuchiwana przez francuską policję już dwukrotnie, mam niezłe pojęcie, jak się to odbywa!)

Osoba podejrzewana o sympatie wobec katarów nie zawsze była informowana o zarzutach, wiszących nad jej głową. Uzmysłowiwszy sobie niebezpieczeństwo, nie miała prawa wiedzieć, kto był jej oskarżycielem, a jeśli odważyłaby się skorzystać z pomocy prawnej, jej prawnik mógł zostać oskarżony o sprzyjanie herezji.

Brzmi coraz bardziej jak MIVILUDES we Francji, wojna z terroryzmem i Guantanamo, oraz wszystkie te nowe ustawy uchwalone przez amerykańską prawicę od czasu 9/11: Nowa Inkwizycja!

Jakkolwiek brzmiał werdykt inkwizytora, który był oskarżycielem, sędzią i  zespołem orzekającym w jednej osobie, żadne odwołanie nie było możliwe. Każdy mógł być zatrzymany w więzieniu na czas nieokreślony, dla dalszych przesłuchań, bez podania powodów czy wyjaśnienia. Hmmm… czy nie jest tak i dzisiaj??!

Inkwizycja zniszczyła więzi zaufania, jakie utrzymują społeczeństwa razem. Donoszenie na sąsiada stało się nie tylko obowiązkiem, ale i niezbędną strategią przetrwania.

I tak dzieje się we Francji i Ameryce dzisiaj, w rezultacie taktyki terroru, którą posługuje się banda psychicznych dewiantów.

USA i Francja mają wspólne niektóre bardzo niepokojące idee

Przez sto lat Inkwizycja stanowiła podstawowy fakt życia w Langwedocji. Przybycie inkwizytora do miasteczka było okazją do zademonstrowania urągającemu człowieczeństwu upadku moralnego, podobnie jak pojawienie się AIPAC czy MIVILUDES stanowi okazję dla parlamentarzystów i dziennikarzy do okazania swojego tchórzostwa.

W teorii, oczywiście, nikt nie mógłby zostać ukarany, gdyby nie było denuncjatorów, ponieważ inkwizytor nie mógł działać bez pisemnego aktu oskarżenia, ale w praktyce żadna społeczność nie posiadała spójności niezbędnej do stawienia czoła potędze tajnych trybunałów. I to jest problem, przed którym masy ludzkie stoją i dziś. Ponieważ patologiczni dewianci egzystują wśród nas, a my nie posiadamy dokładnej wiedzy psychologicznej, aby ich móc rozpoznać i wyplenić, ryzykujemy nieustannie, iż zostaniemy zdradzeni przez prawicowych autorytarian, kryjących się w naszym społeczeństwie i wyczekujących okazji, żeby nas wydać, gdyż żywią do nas urazę lub pragną tego, co posiadamy.

Nawet nie muszą być genetycznymi dewiantami, żeby stanowić zagrożenie. W dzisiejszej Ameryce masy zostały starannie zaprogramowane oglądaniem programów „Reality TV” oraz „Survivor” i znają zasady działania psychopatów, żyjąc stosownie do ich reguł: podłóż innym świnię, zanim oni podłożą ją tobie. Tak samo jest we Francji, dzięki ich systemowi psychicznie traumatyzującej edukacji/indoktrynacji. I tak też było w Langwedocji, historycznym modelu tego, co obecnie ma miejsce we Francji i USA, i co miało miejsce w Niemczech za czasów Hitlera, a zostało stworzone, przetestowane i udoskonalone także na wielu innych przykładach z historii.

Po przybyciu do miasteczka inkwizytor odbywał konsultacje z lokalnym klerem. Cała populacja – męska powyżej 14 roku życia i żeńska od 12 roku wzwyż – była zmuszona dokonać aktu wyznania wiary w Kościele katolickim. Ci, którzy tego nie uczynili, byli pierwszymi przesłuchiwanymi.

Następnie inkwizytor wygłaszał mowę, w której nakłaniał wszystkich wiernych do spędzenia kilku dni na bardzo rygorystycznym przemyśliwaniu wszystkich swoich działań z przeszłości, teraźniejszości i przyszłości oraz zgłoszenie się za tydzień w celu złożenia poufnych oświadczeń. Po siedmiu dniach ci, którzy nie złożyli samoobwiniających się zeznań, otrzymywali wezwania. Kary wahały się od utraty własności do utraty życia. Jak można łatwo odgadnąć, wszyscy prześcigali się w denuncjowaniu samego siebie oraz bliźnich.

Poza główną zbrodnią przynależności do katarów, karalne było również udzielanie im schronienia, a nawet niezgłoszenie przypadku herezji.

Prawdziwym sprawdzianem szczerych bogobojnych uczuć w stosunku do Kościoła katolickiego była liczba ludzi, jaką grzesznik był w stanie zdradzić!

Zaledwie dziesięć lat zajęło Inkwizycji rozwinięcie tego dzieła kilku psychopatycznych fanatyków w wydajną biurokrację, która przetrwała przez wspominane już 600 lat. Zatrudniano setki osób, które przesłuchiwały tysiące ludzi z tak jednostajną regularnością, że został założony dla tych „pracowników” normalny „glosariusz”. Uzbrojeni w listę rzekomych uchybień, uważanych za „heretyckie” lub „wspierające herezje”, która obejmowała m.in. wiedzę o tym, że heretyk wkroczył na czyjś prywatny teren i właściciel tego nie zgłosił, inkwizytorzy zastraszyli ludność Europy na nieprawdopodobną skalę. Sama tylko liczba ludzi wzywanych do składania zeznań, i to wielokrotnie, była obezwładniająca. Zastanówcie się teraz nad rodzajem pytań, jakie TSA (Transportation Security Administration) zadaje podróżnym na lotniskach.

Dziwnym wybrykiem historycznej ironii jest to, że katarzy, którzy wierzyli, iż materialny świat jest zły i nieistotny, stali się inspiracją dla kodyfikacji państwa policyjnego – krańcowo materialnej teologii.

Sporządzone zostało kompedium zeznań wydobytych od dziesiątek tysięcy ludzi, wraz z odniesieniami źródłowymi, tworząc mapę mentalnego krajobrazu Langwedocji. Ponad pięć tysięcy transkrypcji z przesłuchań, które przetrwały do dziś, stanowi jedynie mały ułamek dzieła Inkwizycji. Tworzono podręczniki dla inkwizytorów, które miały służyć za poradniki dla rosnącej w Europie liczby sądów papieskich. Podręczniki te przypominały inkwizytorom, że działają w biznesie ratowania dusz, ale myślę, że to wyróżnienie nie robiło wrażenia na tych, którym wyroki Inkwizycji odebrały bądź zrujnowały życie.

Langwedocja stanowiła w zasadzie laboratorium represji.

© n/a – “Stawianie pytań”

Reputacja Inkwizycji została wzmocniona przez „utalentowanego” inkwizytora Tuluzy, Bernarda Gui, który stał się czarnym charakterem w powieści Umberto Eco „Imię Róży”. Inkwizytorzy nakłonili garstkę pojmanych katarów do nawrócenia i zaprzedania się. Sicard de Lunel z Albi dał zakonnikom wyczerpującą listę sympatyków kataryzmu, denuncjując nawet własnych rodziców. Ktokolwiek, kiedykolwiek pomógł mu w życiu jako katarowi, czy to pozwalając przenocować, czy dając nieco żywności, choćby tylko słoik miodu, został przedstawiony do ukarania – wyłącznie na mocy jego słów. On i kilku innych jemu podobnych zostali później umieszczeni w zamku w pobliżu Tuluzy w ramach średniowiecznej wersji „programu ochrony świadków”. Sicard został za swą perfidie dobrze opłacony i dożył sędziwego wieku.

Stosowanie tortur delikatnie określano jako „stawianie pytań”. Kolejne fale porządnie wyszkolonych inkwizytorów w Langwedocji, wspomaganych przez informatorów i torturujących, napędzane totalitarnym credo Kościoła katolickiego, ze szczegółowymi podręcznikami i rozrastającymi się rejestrami „służb wywiadowczych”, powoli, ale nieuchronnie miażdżyły kataryzm i obracały w nicość wspaniałe, produktywne społeczeństwo. Tysiące dramatów sumienia skończyło w lochach lub w ogniu, gaszonym krwią. Pod koniec wieku tylko prawdziwie heroiczne jednostki ośmielały się twierdzić, że ten świat jest zły…

Nie był to system prawa – był to system przeznaczony do wzbudzania strachu. I takim też jest „wojna z terrorem” w dzisiejszej Ameryce, zrodzona w chorych umysłach kapłanów, którzy „ratują dusze” zabijając ludzi. Na nieszczęście ta zaraza dotknęła również Francję, a pod rządami Sarkozy’ego przerzuca się za pośrednictwem nowego organu inkwizytorskiego: MIVILUDES.

Ale jaki to ma związek z Renesansem i narodzinami Nauki?

Krucjaty przeciwko katarom oraz inkwizycja szły w parze z czarną śmiercią. Jak już wykazywałam w swoim artykule „New Light on the Black Death” (Czarna śmierć w nowym świetle), cytując dendrochronologa Mike’a Baillie’go, czarna śmierć, jedna z najgorszych pandemii w historii ludzkości, która prawdopodobnie wymazała dwie trzecie ludności Europy, nie mówiąc o milionach na całej planecie, prawdopodobnie nie była dżumą dymieniczą, ale raczej śmiercią od komet(y)!  (Including Comet-borne pathogens.) (włączając w to czynniki chorobotwórcze przyniesione przez kometę). Astronom, Victor Clube pisze:

Jeden z kronikarzy nareszcie donosi nt. przyczyn plagi w 1345 r., że „pomiędzy Katajem (Chinami) i Persją spadła z nieba nawałnica ognia; opadając w postaci płatków podobnych do śniegu, paląc góry i równiny, oraz inne lądy, wraz z mężczyznami i kobietami; a wówczas wzniosły się ogromne masy dymu; i ktokolwiek był tego świadkiem, umierał w ciągu pół dnia…”  Nie ulega również wątpliwości, że globalne ochłodzenie Ziemi odegrało zasadniczą rolę w tym procesie. Czapa lodowa bieguna arktycznego rozszerzyła się, zmieniając wzorce cyklonalne, prowadząc do serii nieurodzajów. To z kolei wywołało klęski głodu o wielkich rozmiarach, śmierć i załamanie życia społecznego.

W Anglii i Szkocji powtarza się schemat opuszczanych wiosek i gospodarstw, rosnących cen zbóż i malejących populacji..

We wschodniej Europie miała miejsce seria niespotykanie mroźnych zim i głębokich śniegów. Kroniki zakonne w Polsce i Rosji wspominają o kanibalizmie, masowych grobach wypełnionych trupami i migracjach na Zachód.

Jeszcze zanim przyszła czarna śmierć, miała miejsce katastrofa ludzka o ogromnych rozmiarach w czasach późnego Średniowiecza. Niewątpliwie, nagłe przejściowe ochłodzenie  trwało dłużej, niż sam okres… plagi. Pewną ilość takich fluktuacji klimatycznych można odnaleźć w zapisach historycznych i istnieją silne dowody, że owe klimatyczne napięcia mają związek nie tylko z klęskami głodu, ale również z okresami wielkich niepokojów społecznych, wojnami, rewolucjami i masowymi migracjami ludności. (Clube, The Cosmic Winter (Kosmiczna Zima))

Jak zauważa Clube, reformacja protestancka nastąpiła częściowo na skutek tego, że ówczesna władza – Kościół katolicki – zbudował swój system kontroli w oparciu o system Arystotelesa: “Bóg jest w swoim niebie i świat będzie się miał dobrze, jak długo będziesz dobrym katolickim chrześcijaninem”. Oczywistym jest, że Kościół nie chciał mówić o rozszalałym kosmosie, nad którym ich bóg, którym się szczycili, nie miał żadnej kontroli. A okoliczność, że rozpętało się szaleństwo i Kościół nie mógł mu zaradzić (nie wspominając o korupcji Kościoła katolickiego, która była sprawą ewidentną dla mas), dostarczyła amunicji reformatorom, którzy dzięki temu byli w stanie przyciągnąć wielu zwolenników, podobnie jak chrześcijaństwo przyciągnęło Konstantyna w okresie, kiedy pogańscy bogowie nie potrafili pomóc w obliczu kometarnego bombardowania.

Protestanci zatem byli w stanie wykorzystać sytuację dla własnych korzyści, sugerując, że to “koniec czasów” i że wszystko jest częścią boskich planów, a ludzie mogą być zbawieni jedynie wówczas, gdy przejdą na stronę protestantyzmu!

Oczywiście, gdy już protestanci – że tak powiem – “wygrali swoje miejsce”, musieli również utrwalić swój autorytet i przejąć pogląd Arystotelesa! TERAZ „Bóg jest w swoim niebie i wszystko będzie w porządku i nie będzie więcej katastrof, jak długo wszyscy chodzą do kościoła, płacą dziesięciny i okazują posłuszeństwo wyznaczonym władzom!”

W 1450 roku, 100 lat po tym, jak czarna śmierć zniszczyła co najmniej połowę ludności Europy, a wojna 100-letnia dobiegała końca, rozpoczął się tzw. Renesans, jako rezultat wszystkich pytań tych ludzi,  pragnących poznać Prawdę, a wychowanych na myśli przewodniej, że istnieje Jedna Prawda, o którą wznosili modły i ku której skierowane były ich wysiłki.

Mniej więcej w tym właśnie czasie rozpoczęło się prześladowanie czarownic. Protestanci i katolicy oskarżali się nawzajem i pierwsze dekady XVII wieku zostały zainfekowane prawdziwą epidemią demonów. Trwało to do końca wojny trzydziestoletniej. Powiada się, że o ile  publikacja “Malleus Maleficarum” (Młota na czarownice) była początkiem terroru, o tyle pokój westfalski z 1648 r. był jego końcem. We współczesnych czasach „Malleus” został przeanalizowany krytycznie, jednakże nie przez jednostki posiadające jakąkolwiek wiedzę na temat wydarzeń kosmicznych tamtych czasów. Niemniej jednak, to co zaobserwowali w tym procesie, ma związek z naszym obecnym tematem: Sexy Devils

© n/a - Co faktycznie się kryło za wielkim polowaniem na czarownice w średniowieczu?

Pewnego wieczoru 10 lat temu Walter Stephens czytał Malleus Maleficarum.  Malleus, jak mówią o dziele uczeni, nie dla każdego nadawał się na lekturę czytaną do późnej nocy. Zwykle tłumaczony jako „Młot na czarownice”, po raz pierwszy został opublikowany w Niemczech w 1487 r. jako podręcznik dla polujących na czarownice w czasach Inkwizycji. Jest to tekst mrożący krew w żyłach, użytkowany przez 300 lat – prawie do połowy Oświecenia – który usprawiedliwia i opisuje w szczegółach rozpoznawanie, aresztowanie, przesłuchiwanie i egzekucję osób oskarżonych o kontakty z demonami, zawieranie paktów z diabłem i popełnianie „maleficium” (przestępstwa, występku), czyli praktykowanie niebezpiecznej magii.

„Była godz.11 w nocy – wspomina Stephens. – Moja żona poszła już spać, a na pierwszej stronie Malleusa było takie dziwne zdanie o ludziach, którzy nie wierzą w czarownice ani demony: «Przeto błądzą ci, którzy mówią, że nie ma nic takiego jak czary, że są to czcze wymysły, a sami nawet nie wierzą w diabły, które miałyby bodaj istnieć ino w umyśle ignorantów i prostaków, a naturalne wypadki, jakie zdarzają się człowiekowi, ten błędnie przypisuje onemu diabłu».”

To pogmatwane zdanie skojarzyło się Stephensowi z pewnym wersem, który znał z “Il Messaggiero”, dzieła włoskiego poety Torquato Tasso z 1582 r.: „Jeśli mistrzowie magii oraz czarownice i opętani istnieją, to i demony istnieją; nie można więc wątpić, że w każdej epoce przedstawiciele tych trzech gatunków byli znajdywani; zatem nierozumną rzeczą jest wątpić, iż demony obecne są w naturze”.

Stephens, profesor studiów włoskich w Centrum Charlesa S.Singletona na wydziale jezyków romańskich J. Hopkinsa, jest krytykiem literackim i wyczuł, że coś intrygującego kryje się pod tym tekstem z pierwszej strony. Tasso, a zwłaszcza autor Malleusa, dominikański teolog i inkwizytor o nazwisku Heinrich Kramer, zainwestował w swoim dziele piorunującą ilość energii na odpieranie niewiary w istnienie demonów. Po co to wszystko?

Przez następne osiem lat Stephens studiował każdy traktat o czarnoksięstwie, jaki wpadł mu w ręce, jak również zapisy przesłuchań, traktaty teologiczne i inne dzieła (jego bibliografia zawiera wykaz 154 głównych źródeł i ponad 200 drugorzędnych). Większość z 86 traktatów o czarnej magii, jakie przytacza, napisano w Europie Zachodniej w XV, XVI i XVII wieku i jeden po drugim (łącznie z Malleusem) zawierają opisy stosunków seksualnych z satanistycznymi duchami. Dlaczego? Czy autorzy byli aż tak niepoprawnymi mizoginami, uporczywie przedstawiającymi kobiety w możliwie najgorszym świetle? Czy też byli to zboczeni bezżenni, którzy podniecali się opisami demonicznego seksu? Stephens tak nie sądzi. Według niego teksty nie wspierają takiej konkluzji. W innym miejscu w Malleusie znalazł on kluczowe nawiązanie do oskarżanej w trakcie tortur wiedźmy, jako będącej „świadkiem, posiadającym szczególną wiedzę w zakresie realności stosunków cielesnych pomiędzy ludźmi a demonami”. Ci faceci próbują sfabrykować dowody na to, że demony naprawdę istnieją, pomyślał Stephens. Próbują przekonać sceptyków. A następnie przyszło mu na myśl, że próbują przekonać samych siebie.

Teza Stephensa w znaczącym stopniu rewiduje konwencjonalną wiedzę na temat wieków okrucieństwa i niesprawiedliwości. Wielkie europejskie polowania na czarownice – powiada – były konsekwencją poważnego kryzysu wiary. Mężczyźni, którzy pisywali książki takie jak Malleus, mężczyźni, którzy akceptowali tortury i palenie dziesiątek tysięcy niewinnych ludzi, rozpaczliwie potrzebowali wiary w czarownice, ponieważ jeśli czarownice były czymś realnym, wówczas demony były realne, a jeśli demony były realne, wówczas realny był ich bóg. Nie tylko realny, ale obecny i czujny. Jeśli się uważnie przeczyta prace sporządzone przez autorów piszących na temat czarownic – mówi Stephens – to zobaczy się, jak głęboko zaburzone były umysły tych wykształconych i inteligentnych ludzi, choćby przez sam fakt narastających wątpliwości co do tego, czy Bóg w ogóle istnieje, skoro nie przywiązuje zbyt wielkiej wagi do spraw potomków Adama.

[…]

Usankcjonowane, zorganizowane ściganie i skazywanie wiedźm, którego szczyt przypadł pomiędzy rokiem 1560 a 1630, było prawie wyłącznym fenomenem Europy Zachodniej, rozpoczętym w czasach poważnych niepokojów w łonie Kościoła rzymskokatolickiego.  Świat europejski we wczesnych latach XV wieku był ruiną. Poprzednie stulecia zostały zdefiniowane przez historyczkę Barbarę Tuchman jako “katastrofalne” i nie przesadziła w tym opisie. Począwszy od około 1315 roku, wielka klęska głodu nawiedziła większość Europy Zachodniej. Od 1347 do 1352 czarna śmierć zmiotła ponad jedną trzecią ludności kontynentu. Tych osłabionych, którym udało się przetrwać, nękały inne choroby i dodatkowe ogniska zarazy  Jakby nie wystarczały katastrofy naturalne, Anglia z Francją zdecydowały się walczyć w wojnie 100-letniej, od roku 1337 do 1453, najdłuższej wojnie w historii. Sam Kościół był rozbity, rozdarty przez wielkie zorganizowane herezje i przez schizmę, która doprowadziła do tego, że aż trzech papieży pretendowało do jednego papieskiego tronu, a każdy z nich twierdził, że jest tym prawdziwym. Jak świat stworzony przez uważnego, dobrego i zaangażowanego Boga mógł się znaleźć w stanie takiego zamętu? (Sexy Devils)

Dylemat, który z jednej strony doprowadził do polowania na czarownice, a z drugiej do Renesansu, brzmiał zatem: Jak świat stworzony przez uważnego, dobrego i zaangażowanego Boga mógł się znaleźć w stanie takiego zamętu?  Odpowiedź na to pytanie doprowadziła do narodzin Nauki.

Krótko mówiąc, w końcu Kościół katolicki przeszarżował w swej grze, a jego poczynania podczas Inkwizycji i później zrodziły wiele pytań, które doprowadziły do Renesansu, który z kolei przyniósł Reformację Protestancką, która doprowadziła do narodzin Nauki, która w dalszej kolejności została przejęta przez typy patologiczne, jak zawsze się zdarza w każdym miejscu i czasie, dopóki ludzie nie uświadomią sobie istnienia wśród nich patologicznych osobników.

Wieki Ciemne i inkwizycje, starożytne i współczesne, część 1
Wieki Ciemne i inkwizycje, starożytne i współczesne, część 3

– –

Ten artykuł jest przekładem oryginału zamieszczonego w języku angielskim na stronie:

nadesłanym i powierzonym polskim tłumaczom z grupy QFG – edytorom blogu PRACowniA.

Materiał ten został opublikowany przez SOTT.NET – projekt Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala się na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz żródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

Reklamy

3 Komentarze »

  1. Świetny artykuł, dzięki wielkie za tłumaczenie Iza.

    Chciałabym zwrócić uwagę czytelników pracowni, że właśnie teraz strona źródłowa tych wszystkich artykułów umieszczanych tu, potrzebuje pomocy nas wszystkich czytelników. Jeśli chcemy by tak ceniona przez wielu praca Sott.net dalej trwała musimy ja wesprzeć. Nie widzę jednak żeby tu na pracowni był link by złożyć donację dla Sott.net.
    Myślę, że jako Polacy, pragnący poszerzania wiedzy i życia w prawdzie też jesteśmy w stanie pomóc.
    Apeluję więc by przetłumaczyć informacje dotyczące sprawy i umieścić takowy link.

    Komentarz - autor: himsa — 23 lutego 2012 @ 17:27

  2. @himsa
    Co do tłumaczenia, tym razem przekład został nam nadesłany, co jest zaznaczone w stopce, ale pewnie nie wszyscy do stopki zaglądają, więc to dobra okazja, żeby o tym wspomnieć. Cieszę się, że artykuł się podoba, też uważam, że jest świetny.

    Co do apelu – dzięki za wspomnienie o tym i wsparcie; niestety, co do przekładu, nie mogę nic w tej chwili obiecać. Ale póki co, mogę przynajmniej podać link:

    2012 and the ‘End of the World’ – Sott.net Needs Your Help!

    Komentarz - autor: iza — 23 lutego 2012 @ 23:34

  3. @himsa

    Twój apel najwidoczniej dotarł do życzliwych czytelników i dzięki ich Pracy mogliśmy opublikować przekład artykułu. Z tego miejsca serdecznie dziękujemy i pozdrawiamy. Tylko pomyślcie, jak wiele jesteśmy w stanie wspólnie zdziałać!

    Link do artykułu:Rok 2012 i “koniec świata”. SOTT.NET potrzebuje waszej pomocy

    ps’
    Ach, naszła mnie taka myśl, że gdyby tak każda z 365 osób podjęła się solidnego przetłumaczenia zaledwie jednego artykułu w ciągu roku, to moglibyśmy przez cały rok publikować codziennie po jednym nowym artykule, który byłby dostępny dla tysięcy, dziesiątków, czy nawet setek tysięcy czytelników…

    Komentarz - autor: koliber — 1 marca 2012 @ 17:14


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: