PRACowniA

7 listopada 2011

NDE i związane z nim zjawiska

Filed under: Różne — koliber @ 08:55
Tags: , , ,

Danuta Adamska-Rutkowska
11 października 2011
Źródło: centrumrozwojuheurystyki.pl

Część I:

Wierzenia ludzkiej cywilizacji wiążą pojęcie świadomości z czynnikiem duchowym, pozostającym we wzajemnym związku z ciałem biologicznym podczas trwania jego życia. Konwencjonalna nauka stoi natomiast na stanowisku, że świadomość istot żywych jest wynikiem ewolucji organizmów biologicznych, a dokładniej – jest to umiejętność wykształcona w toku bardziej zaawansowanego rozwoju struktur mózgowych. Oznacza to, że nauka uważa świadomość wyłącznie za stan fizjologiczny mózgu uwarunkowany prawidłową działalnością kory mózgowej oraz pnia mózgu, który pozwala na odbiór i ocenę odbieranych bodźców. Czy jest tak rzeczywiście? Czym zatem jest zjawisko, które odczuwamy jako stan oddzielenia się świadomości od ciała biologicznego i przebywanie w jakimś innym ciele, zwanym przez ezoteryków i mistyków ciałem astralnym, ciałem duchowym, a nawet ciałem niefizycznym lub niematerialnym? Fizyka jest nauką opisującą otaczające nas obiekty rzeczywistości i zależności zachodzące między nimi. Jeśli proces eksterytoryzacji świadomości poza ciało biologiczne jest zjawiskiem realnym, uczestniczyć w nim muszą układy fizyczne, a zatem również materialne, choć mogą się one różnić w sposób istotny stanem materii. Nie ma innej możliwości. W tej sytuacji natychmiast zaczynają nasuwać się pytania:

  • W jakich okolicznościach doznajemy tego stanu lub się z nim stykamy?
  • Czy jest to tylko złudzenie?
  • Czy za tym odczuciem kryje się jakieś konkretne zjawisko fizyczne, którego doświadczamy?
  • Czy jesteśmy w stanie poddać go obserwacjom, które pomogłyby nam odpowiedzieć na te pytania?
  • Jeśli jest to realne zjawisko, czy możemy go wykorzystać w procesie poznawczym?

Każdemu badaczowi otaczającej nas rzeczywistości najzwyklejsza ciekawość nie pozwoliłaby zostawić tych pytań bez odpowiedzi. Spróbujmy więc prześledzić, jakie podjęto już próby, by sobie na nie odpowiedzieć. Zastanówmy się, czy jesteśmy w stanie wyjaśnić sobie nasuwające się wątpliwości.

Zjawisko OBE (ang. Out of the Body Experience) znane jest ludziom już od czasów starożytności. Czym jest? Jest to wrażenie przebywania poza ciałem biologicznym, które powoduje, że cała rzeczywistość przestrzenna postrzegana jest przez obserwatora z takiej właśnie zewnętrznej perspektywy. Wydzielony z ciała obserwator zwykle nie jest widziany przez ludzi wykorzystujących wyłącznie percepcję wzrokową. Zdarza się jednak, że to duchowe ciało może nie tylko być widziane, ale potrafi nawet wejść w tym stanie w kontakt dotykowy z osobami lub przedmiotami znajdującymi się w czasoprzestrzeni. Mamy wtedy do czynienia ze zjawiskiem bilokacji, czyli ze zjawami ludzi żywych. Fantom znajduje się wtedy w innej lokalizacji niż pozostawione ciało biologiczne (niekiedy nawet dość odległej), a pozostawione ciało jest wtedy zwykle osłabione i pozbawione możliwości poruszania się. To właśnie ta wersja zjawiska egzosomatycznego (z gr. ekso – na zewnątrz, soma – ciało) jako pierwsza zwróciła na siebie uwagę osób postronnych, ponieważ najczęściej wydzielonego sobowtóra obserwować mogą jedynie te osoby, których zdolność postrzegania pozazmysłowego nie ma nic wspólnego z układem optycznym oka. Wydzielony podczas przebiegu zjawiska fantom jest z pewnością obiektem materialnym, skoro dysponuje zasobem energii, która umożliwia mu przemieszczanie się w przestrzeni i interakcję z innymi obiektami czasoprzestrzennej rzeczywistości.

W jakich okolicznościach możemy zaobserwować zjawisko bilokacji? Zwykle są to stany krytyczne z punktu widzenia stanu zdrowia lub zaistniałego stanu psychicznego (np. bardzo silny niepokój spowodowany jakimś problemem). Przykładem może być tu zdarzenie opisane w XVII wieku:

Dawny sztych przedstawiający unoszące się „ciało duchowe” śpiącej dziewczyny ( Mary Evans Picture Library)

Zjawisko to może mieć miejsce na skutek intuicyjnych przeczuć (nieuświadomionej prekognicji) związanej ze zmianami, które nastąpią w niedalekiej przyszłości. Wiele takich przypadków opisano w dokumentacji SPR (Proceedings of the Society for Psychical Research). Oto jeden z nich:

Kobieta śniła wielokrotnie, że zwiedza pomieszczenia domu, którego nigdy na jawie nie widziała. W tym czasie jej mąż uznał, że powinni przenieść się do większej siedziby i zaczął poszukiwać stosownego obiektu. Podczas rozmowy o warunkach wynajmu z właścicielką wybranego domu mąż dowiedział się, że straszy w nim duch jakiejś kobiety. Dom mu jednak odpowiadał i zaakceptował tę niedogodność. Przy przeprowadzce żona rozpoznała dom ze swego snu, natomiast właścicielka domu rozpoznała w nowej lokatorce straszącego ducha.

Zdarzają się też eksterioryzacje samorzutne, najwyraźniej uwarunkowane predyspozycjami osobniczymi. Należy do nich jedna z najczęściej przytaczanych relacji tego zjawiska, opisana przez baronową Julię von Guldenstubbe:

Córka baronowej przebywała w Instytucie Wychowawczym, zwanym Pensjonatem Neuwelcke, w małym mieście Wolmar położonym niedaleko Rygi. W latach 1845-1846 jedną z wychowawczyń była Francuzka z Dijon, panna Emilia Sagee. Była inteligentna i wykształcona, a dyrektorzy Instytutu wyrażali zadowolenie z jej pracy, pilności i doświadczenia. Wkrótce zauważono, że niekiedy postać nauczycielki „rozdwaja się”, co wywołało wielką sensację. Czasami, gdy nauczycielka podniosła się z krzesła, postać sobowtóra pojawiała się na nim w pozycji siedzącej. Innym razem, gdy panna Sagee leżała chora, jedna z wychowanek czytała jej książkę. Nagle wychowawczyni znieruchomiała i zbladła. Na pytania przerażonej dziewczyny odpowiadała niezwykle słabym, gasnącym głosem. Chwilę potem pensjonarka dostrzegała zupełnie wyraźnie postać wychowawczyni przechadzającą się po pokoju. Przypadki tego rodzaju powtarzały się nieustannie i Instytut zaczął tracić wychowanki. Nauczycielkę zwolniono. Nie było to pierwsze wymówienie pracy w jej życiu.

Badania realności stanów pozacielesnych zapoczątkował Francuz Hector Durville (1849-1923). Chciał poddać weryfikacji prawdziwość dość licznych relacji opisujących pojawianie się zjaw osób żyjących, przedstawianych w przekazach historycznych oraz w czasach mu współczesnych. W celu osiągnięcia zjawiska eksterioryzacji u osób badanych wykorzystywał sugestię hipnotyczną. Wyłonione zjawy były zwykle niewidzialne, ale zdarzały się wypadki, gdy zagęszczenie fluidu stawało się wystarczające dla wykonania zdjęcia fotograficznego. Informacje o wyglądzie i zachowaniu niewidzialnej zjawy Durville uzyskiwał:

  • od osoby poddawanej eksterioryzacji, która w tym stanie mogła kontaktować się z eksperymentatorem poprzez swoje ciało biologiczne,
  • od osób odznaczających się podwyższoną percepcją (sensytywnych),
  • za pomocą ekranów pokrytych warstwą luminoforu (CaS), służących do rejestrowania tego zjawiska.

Badania testowe wykazały, że w kolejnych eksperymentach relacje osób hipnotyzowanych i sensytywnych całkowicie pokrywają się ze sobą, spełniając warunek powtarzalności wyników. Dodatkowa dokumentacja fotograficzna zjawiska sprawiła, że badania te nabrały charakteru ściśle naukowego. Ekrany luminescencyjne nie wyka­zują świecenia w ciemności, ale przy przechodzeniu zjawy przez ekran zawsze dawał się zauważyć krótkotrwały efekt rozbłysku światła (elektrony luminoforu szybko przechodziły ze stanu wzbudzenia do stanu podstawowego). Bez kontaktu ze zjawą zjawisko to nie występowało. Metoda ta pozwalała w sposób obiektywny kontrolować lokalizację zjawy i jej ruchy, weryfikując równocześnie prawdziwość informacji podawanych zarówno przez osoby poddawane eksterioryzacji jak i przez osoby sensytywne [1].

Przeprowadzone eksperymenty wykazały, że w początkowej fazie zjawiska wydzielający się z ciała sobowtór miał formę oparu przypominającego kłęby pary wodnej. W miarę postępu tego procesu opar zagęszczał się formując kształt balonu połączonego z ciałem za pomocą czegoś w rodzaju giętkiego przewodu, zaczynał świecić i w końcu przyjmował kształt ludzkiej sylwetki. Szczególnie silne światło wydzielała głowa fantoma i okolice splotu słonecznego. Mógł się wtedy od ciała biologicznego oddalić. Zdarzało się, że twarz sobowtóra przybierała wygląd odmienny niż oblicze biologicznego oryginału. Z wydzielonym fantomem można było nawiązać kontakt słowny, ponieważ sobowtór wykorzystywał w tym celu narządy mowy opuszczonego ciała. Podkreślał podczas wywiadu, że to wydzielona z ciała osobowość „myśli, wie i rozmawia, posyłając do ciała impulsy przez wstęgę, która drga”. Informował, że to „sobowtór widzi. Widzenie przekazywane jest do ciała jako impulsy elektryczne. Mózg odbiera sygnały i wtedy ciało widzi to, co zobaczył sobowtór. Wszystkie wrażenia doznawane przez sobowtóra przenoszą się do centrów mózgowych, ale one same nie doznają nic i nie czują. Można myśleć, że moje ciało słyszy, ponieważ ono odpowiada. Ale to nie jest prawda. Ono nie słyszy.”. Jest to informacja niesprzeczna z naszą obecną wiedzą o mechanizmach wykorzystywanych w percepcji zmysłowej. Jest też warta uwagi w kontekście rozwoju współpracy układu subtelnego – będącego siedliskiem świadomości – z ciałem biologicznym przystosowywanym do życia w środowisku czasoprzestrzeni. Wyjaśniałoby to w przekonujący sposób skąd ciało czerpie informacje przy wykształcaniu receptorów zmysłowych, zdolnych do odbioru impulsów ze świata zewnętrznego, oraz na podstawie jakich danych programowany jest mózg w celu skutecznej obróbki odbieranych przez te receptory sygnałów.

Na podstawie wielu poczynionych obserwacji Durville wykazał, że sobowtór wykazuje pełną zdolność myślenia, własne chęci, własną umiejętność oceny itp. Stawał się tym samym wyłącznym siedliskiem świadomości. W początkowej fazie doświadczenia sobowtór był ociężały i niezręczny w ruchach, ale w końcowym etapie poruszał się pewnie i przedmioty materialne nie stanowiły dla niego żadnej przeszkody. Poruszając się unosił się nad podłogą niczym napełniony powietrzem balon. Choć zwykle współpracował z eksperymentatorem i akceptował jego polecenia, zachowywał w pełni swoją autonomię psychiczną.

dr Milan Ryzl

Podobne wyniki rozpoznania tego zjawiska uzyskał biochemik dr Milan Ryzl (J. F. Kennedy University w Kalifornii), znany badacz zjawisk anomalnych, który zastosował zupełnie inną technikę badawczą, wykorzystując w tym celu fenomen telegnozji (postrzegania pozazmysłowego), testowany w ramach nowej dyscypliny naukowej – psychotroniki. Przebieg procesu eksterioryzacji relacjonowały osoby zdolne do świadomego odbioru wrażeń pozazmysłowych. Pozyskiwane w ten sposób informacje Ryzl weryfikował w sposób rygorystyczny, co jest zawsze warunkiem niezbędnym przy prowadzeniu badań naukowych [2]. Przeprowadzone tak eksperymenty wykazały niezbicie, że obok ciała biologicznego człowiek wyposażony jest także w inne, niewidzialne dla ludzkiego oka komponenty. Wiele osób, które brały udział w tych badaniach, twierdziło niezależnie od siebie, że w grę wchodzą dwa dodatkowe składniki. Pierwszy z nich (przyrównywany wizualnie do obłoku, mgły, pary) odbierany był jako element o zmieniającym się kształcie, składający się z pojedynczych cząstek. Opis ten można próbować identyfikować z wykrytym za pomocą badań konwencjonalnych układem cząstek bioplazmy, który przenika każdy żywy organizm (tworzy pole biologiczne) i ściśle jest z nim związany podczas całego procesu życiowego. Drugi składnik opisywany był jako rodzaj elastycznego balonu przybierającego kształt ciała ludzkiego (lub jako światło o kształcie ludzkiej sylwetki), bez widocznej wewnętrznej struktury. Składnik ten rozpoznawany był jako zasadnicza część ludzkiej osobowości i kwintesencja całego jej życia, a zatem może być identyfikowany z postulowaną przez naukę wielopoziomową świadomością osadzoną na nośniku materialnym znajdującym się w tzw. stanie subtelnym. Można próbować identyfikować ten składnik z religijnym pojęciem duszy.

Wykorzystanie postrzegania pozazmysłowego w badaniach umożliwia dodatkowo prowadzenie analizy pod kątem odbieranych wrażeń przez aktywną świadomość, próbowano zatem określić w ten sposób również rolę, jaką w procesie życiowym odgrywają te niewidoczne dla oka komponenty osobowości człowieka. Zdaniem osób prowadzących rozpoznanie ten pierwszy składnik za życia człowieka wyraźnie związany jest z procesami życiowymi organizmu i świadomą aktywnością umysłową. Jest też czynnikiem aktywującym mózg, unosił się w postaci pary wokół głowy przy każdej umysłowej działalności człowieka. Podczas procesu eksterioryzacji oba składniki opuszczały ciało, a pobierane przez nie informacje kierowane były wprost do mózgu. Przebieg zjawiska był wyraźnie sterowany przez ten drugi bezcielesny komponent ludzkiej osobowości.

Pierwszym naukowcem, który oszacował statystycznie przeżycia pozacielesne był Amerykanin dr Hornell Hart (1888-1967), profesor socjologii w Duke University, Durham, New Jersey. Podobne studia prowadziło też wielu innych badaczy tego zjawiska, a uzyskiwana liczba osób doświadczających stanu egzosomatycznego wahała się zwykle w granicach 20-34% osób ankietowanych. Wyniki uzyskane przez australijskiego psychologa dr. Harveya J. Irvina wykazały z kolei, że nie występują żadne grupy osób szczególnie predestynowanych do doświadczeń OBE.

Jak przebiega to doświadczenie? Człowiek w trakcie eksterioryzacji odnosi wrażenie, że opuszcza ciało biologiczne i zauważa ze zdumieniem, że nadal ma jakieś ciało. Oba ciała połączone są świecącym i pulsującym elastycznym sznurem. Zwykle ma on kształt cylindryczny, czasem ma wygląd płaskiej taśmy. Dostrzega się w nim przebiegające obok siebie jakby dwa łącza skierowane w przeciwnych kierunkach. Niekiedy opisywany jest splot łączy, przypominający skręconą linę. Jest to element nieznany nam w czasoprzestrzennej rzeczywistości. Sznur ten jest widoczny przede wszystkim dla osobowości eksterioryzowanej. Może go ujrzeć także osoba postronna, jeśli ma zdolność percepcji pozazmysłowej. Połączenie to opisywane jest w identyczny sposób przez ludzi o różnym statusie społecznym czy zawodowym, niezależnie od ich pochodzenia czy przynależności kulturowej, bez związku z wyznawanym światopoglądem czy posiadanym zasobem wiedzy [3].

W stanie pozacielesnym można bez przeszkód obserwować opuszczone ciało i dokonywać obserwacji w otaczającym świecie czasoprzestrzeni. Nie mają na to wpływu żadne receptory zmysłowe pozostawione w ciele biologicznym, gdyż ten drugi układ dysponuje własnymi możliwościami percepcji. Palcami tego drugiego ciała nie można niczego uchwycić czy przesunąć. Bez przeszkód to drugie ciało może poruszać się w czasoprzestrzeni nie napotykając żadnych barier, jakby jego naturalnym środowiskiem były inne (głębsze) wymiary rzeczywistości, przenikające naszą czasoprzestrzenną rzeczywistość.

Dlaczego zjawisko to zasługuje na szczególną uwagę wśród zjawisk anomalnych? Przede wszystkim dlatego, że fenomen ten okazał się w pełni realny. Dawał się rejestrować za pomocą środków technicznych, a zatem nie mógł być halucynacją ani snem. Zjawisko to wyraźnie sugeruje autonomiczny status świadomości i każe nam spojrzeć na jej rolę w procesach życiowych z zupełnie innej perspektywy. Tym samym anomalia (z punktu widzenia konwencjonalnej nauki) ta podważa podstawowy paradygmat naukowy, zakładający, że świadomość została wykształcona w toku ewolucji form biologicznych.

Obserwacje poczynione w stanie eksterioryzacji dają się bez trudu weryfikować, co może nas dodatkowo upewniać, że jest to zjawisko całkowicie realne. Należy podkreślić, że obserwacje w stanie OBE są wyjątkowo szczegółowe i precyzyjne, znacznie dokładniejsze niż dokonywane za pomocą zmysłu wzroku, mają też nieco inny charakter. Komunikacja w tym stanie może odbywać się na drodze telepatycznej (jeśli ciało biologiczne znajduje się w odległości wykluczającej komunikację z wykorzystaniem tegoż ciała), nieco inna jest kolorystyka anomalnie postrzeganej rzeczywistości, a substancjalne obiekty czasoprzestrzeni otoczone bywają kolorową aurą. Oglądane są one równocześnie ze wszystkich stron, jakby obserwator znajdował się wokół badanych obiektów. Także cała okolica obserwowana jest równocześnie w każdym kierunku, bez konieczności obracania się. Nie ma też żadnych barier dla postrzegania w tym stanie, gdyż „wzrok” może przenikać obiekty na wylot. Informacje te wyraźnie wskazują na nielokalny charakter zjawiska świadomości.

Badania wykazały również, że tzw. ciało duchowe nie opuszcza ciała biologicznego całkowicie podczas eksterioryzacji. Zawsze w ciele pozostaje przynajmniej taka część tego subtelnego układu, która gwarantuje utrzymanie sił witalnych i ciągłość procesów życiowych. Im większa część tego systemu opuszcza żywy organizm, tym większe zmiany fizjologiczne następują w opuszczonym ciele. Staje się ono wtedy ociężałe i senne.

W drugiej połowie XX wieku systematyczne badania poświęcone weryfikacji zjawiska OBE prowadzono w USA równolegle w Amerykańskim Stowarzyszeniu Badań Psychicznych (ang. American Society of Psychic Research) i Fundacji Badań Psychicznych (ang. Psychic Research Foundation). Prace w ASPR prowadzone były pod kierunkiem dr. Karlisa Osisa. Miały one na celu identyfikację zjawiska  poprzez zbieranie danych o ściśle określonym miejscu docelowym, do którego udawał się obiekt eksperymentu w stanie bezcielesnym. Miał on za zadanie dokładnie opisać wygląd pomieszczenia i rozmieszczenie znajdujących się tam przedmiotów, gromadzonych i ustawianych dla potrzeb kolejnych eksperymentów w sposób zmienny i trudny do przewidzenia. Osis program poprowadził szeroko gromadząc w nim wielu uczestników, a niektórzy z nich uzyskali zaskakująco dobre rezultaty. Wynik jego kilkuletniej pracy okazał się jednak niezbyt jasny, gdyż niekiedy trudno było się zorientować, czy badane przez niego zjawisko dotyczyło eksploracji pozacielesnej, czy też zdalnego postrzegania pozazmysłowego [4]. Prowadzone szeroko w innych ośrodkach naukowych (Instytut Badawczy Stanforda w Palo Alto i Wydział Wykorzystywania Systemów w Fort Meade) badania nad tym drugim zjawiskiem wykazały, że eksterioryzację od telegnozji może różnić w zasadzie jedynie stopień podziału ciała subtelnego i sposób obróbki pobieranych ze środowiska informacji. Podczas telegnozji do miejsca docelowego wysyłana jest prawdopodobnie jedynie nieznaczna część tego subtelnego układu, dokonująca wyrywkowej obserwacji. Jej wyniki przesyłane są do mózgu i tam zostają przetworzone na obrazy i wrażenia w oparciu o poznane wcześniej doświadczenia. Proces postrzegania prowadzony jest zatem etapami, a poszczególne wyniki obserwacji składane są przez eksperymentatora w jedną całość. W stanie egzosomatycznym całkowicie autonomiczna świadomość zdana jest w pełni na percepcję, zapamiętywanie i obróbkę pobieranych danych z wykorzystaniem mechanizmów, jakie umożliwia jej specyfika własnego układu.

W Fundacji Badań Psychicznych obiektem badań była tylko jedna osoba – absolwent Uniwersytetu Duke, psycholog dr Keith Harary [4]. Od dziecka doznawał spontanicznego wychodzenia z ciała, co zadecydowało o wybranym przez niego kierunku studiów i uczelni znanej z prowadzenia badań zjawisk anomalnych. Podczas eksperymentów Harary podłączony był w Centrum Medycznym Uniwersytetu Duke do aparatury kontrolno-pomiarowej monitorującej jego parametry fizjologiczne, natomiast w odległości ćwierć mili w laboratorium FBP znajdował się żywy czujnik, który miał za zadanie wykryć ewentualną obecność eksterioryzowanej zjawy. Jako czujników percepcji pozazmysłowej używano zwierząt, a doświadczenia powtarzano wielokrotnie przez wiele miesięcy pod kierunkiem dr. Roberta Morrisa, specjalisty w zakresie zachowań zwierząt. Sposób bycia gryzoni nie wykazywał jakichkolwiek zmian podczas dokonywanych eksterioryzacji, ale reakcje kota były zawsze dokładnie zsynchronizowane z czasem trwania zjawiska. Podczas „wizyt” Harary’ego kot nieruchomiał, natomiast w okresach kontrolnych był zawsze aktywny. Obecność zjawy we właściwym czasie wykrywało pozazmysłowo również kilkoro ludzi w laboratorium, choć nie byli informowani gdzie i kiedy miał pojawić się fantom. Psychofizjolog dr John Hartwell zajmując się sprzętem TV w jednym z laboratoriów zauważył też raz Harary’ego na ekranie. Czas eksperymentu i ta nietypowa obserwacja były zgodne z programem badawczym. W tym samym czasie przyrządy (detektory temperatury, zmian pola elektromagnetycznego, promieniowania widzialnego, podczerwonego i nadfioletowego) nie wykrywały żadnych zmian. Badania fizjologiczne wykryły natomiast, że stan OBE Harary’ego różni się w sposób istotny od stanu odprężenia.

Spektakularne badania przebiegu procesu eksterioryzacji z wykorzystaniem środków technicznych realizowane były natomiast przez zmarłego w 1999 r. amerykańskiego naukowca dr. George’a W. Meeka, założyciela Fundacji Metanauki (ang. Metascience Foundation), przedsięwzięcia poświęconego różnego rodzaju badaniom zjawisk anomalnych. Organizował i sam finansował zespoły badawcze, w których skład wchodzili naukowcy różnych specjalności. Prowadzone przez jego zespół badania i rejestracje zjawiska eksterioryzacji realizowane były w laboratorium badawczym oświetlonym filtrowanym światłem fluorescencyjnym spoza zakresu światła widzialnego (tzw. ciemnym światłem). Tym samym, dla obserwatora pomieszczenie to pogrążone było w ciemnościach. Przebieg procesu eksterioryzacji układu fizycznego, zwanego  umownie duchowym, filmowała kamera na błonie o czułości 400 ASA.

Na jednym z prezentowanych zdjęć wyraźnie widoczne jest świecące połączenie z ciałem biologicznym eksterioryzowanego układu świadomościowego w postaci srebrnego sznura, znanego z relacji medialnych. Specyficzne oświetlenie laboratorium i słabe promieniowanie ciała biologicznego powodowały, że ciało osoby poddającej się eksterioryzacji wydaje się na rejestrującej zjawisko taśmie miejscami przezroczyste. Na drugim zdjęciu widoczne są jedynie niewyraźne kontury siedzącej na krześle kobiety.

Należy podkreślić, że wykresy elektroencefalograficzne fal mózgowych uzyskane podczas badań stanu OBE w Instytucie Badawczym Stanforda, Instytucie Nauk Stosowanych Monroe’a i na Uniwersytecie Kalifornijskim (USA) były charakterystyczne i całkowicie odmienne nie tylko od wykresów w stanie czuwania, ale i w poszczególnych fazach snu. Zawsze obserwowane były te same fazy przechodzenia w stan OBE, te same charakterystyczne wykresy fal mózgowych, właściwe tzw. odmiennym stanom świadomości. Charakterystyczna była też intensywność i pełna świadomość odbieranych doznań oraz dokładność dokonywanych w tym stanie obserwacji. Są to dodatkowe dowody potwierdzające fakt, że stanu pozacielesnego nie można identyfikować ze snem i marzeniami sennymi.

Część II:

Doświadczenia bliskości śmierci

Postęp medycyny i przywracanie ludzi do życia ze stanu śmierci klinicznej dało możliwość stwierdzenia, że wielu ludzi doświadczało w czasie zaniku fal mózgowych niezwykłych doznań.  Relacjonowane zdarzenia wykazywały wspólne cechy, a niektóre dane podawane przez reanimowanych pacjentów dawały się weryfikować, co nakazywało wierzyć w prawdziwość ich przeżyć. Jako przykład może tu posłużyć relacja dr. Causanillasa, prowadzącego prywatną klinikę w miejscowości Monterey w Meksyku. Do kliniki przywieziono mu pacjenta, który przez nieuwagę dotknął kabla elektrycznego znajdującego się pod napięciem 380 V. Pacjent nie zdradzał oznak życia, ale lekarz pobudził serce do ponownego działania za pomocą elektrowstrząsu. Po powrocie do przytomności pacjent opowiedział mu swoje przeżycia. Przed oczami w jednej chwili przewinęły mu się sceny z minionego życia, a następnie znalazł się nagle w domu z żoną i dziećmi. Mówił do nich, ale oni ignorowali go, jakby go przy nich nie było. Bardzo go to zirytowało. W ataku złości zmiótł wszystkie talerze ze stołu, zerwał obraz ze ściany, po czym wyszedł z domu. Wrócił prosto do kliniki, znalazł się tuż obok swego ciała na szpitalnym łóżku i spoglądał na nie z przerażeniem. Potem nagle wszystko znikło. Dr Causanillas znał już takie relacje, ale prawdziwość tej postanowił sprawdzić, bowiem opisywane wypadki rozgrywały się w dostępnej mu rzeczywistości. Udał się zatem do domu pacjenta. Na ulicy przed domem zgromadził się już podniecony tłum. Lekarz dowiedział się, że w domu elektryka straszyło. Nagle spadły ze stołu talerze, choć nikt ich nie dotykał. Ze ściany spadł obraz, mimo, że gwóźdź nie wypadł, a wieszak nie był uszkodzony. Przestraszona żona pacjenta potwierdziła te informacje. Przeżycia elektryka nie były zatem fantazją. Uwiarygodniły je zaistniałe fakty.

Nie mniej interesujący przypadek opisał holenderski kardiolog Pim Van Lommel [1]. Dotyczył on chorego, którego znaleziono nieprzytomnego na trawniku i z objawami sinicy przywieziono do szpitala. Relację złożył pielęgniarz, a więc osoba będąca jedynie obserwatorem niezwykłych okoliczności związanych z tym przypadkiem. Gdy rozpoczęto wentylację pacjenta, zauważono, że ma sztuczną szczękę. Protezę zatem wyjęto i odłożono na bok. Następnie zastosowano masaż serca i defibrylację. Po przeszło godzinie pacjent miał stabilny rytm serca i dostateczne ciśnienie krwi, ale nadal był wentylowany przez rurkę intubacyjną i był nieprzytomny, zatem został przewieziony do oddziału intensywnej opieki medycznej. Tydzień później ten sam pielęgniarz rozdawał leki w oddziale kardiologicznym i został tam rozpoznany przez pacjenta przywróconego do życia. Chory przypomniał sanitariuszowi, że to właśnie on wyjął jego protezę, musi więc wiedzieć, gdzie się ona podziała. Położył ją przecież początkowo na ruchomym wózku, na którym stały różne butelki, a potem włożył do szufladki. Pielęgniarz był zdumiony, bo pacjent był wtedy nieprzytomny. Zaczął dopytywać się o szczegóły i dowiedział się, że chory oglądał spod sufitu cały przebieg reanimacji. Bezbłędnie opisał pomieszczenie, wykonywane zabiegi i wygląd obecnych wtedy osób. Bezskutecznie próbował porozumieć się wtedy z personelem szpitala. Protezę odnaleziono we wskazanym miejscu. Pacjent udowodnił tym samym, że doskonale orientował się w przebiegu zdarzeń, których zgodnie z aktualną wiedzą medyczną w żadnym wypadku nie mógł obserwować.

Inny pacjent przywrócony do życia relacjonował: „Czułem, że opuszczam ciało i unoszę się do góry. Przeniknąłem przez dach nad szpitalem i pomknąłem w ciemność między migoczące gwiazdy. W końcu znalazłem się w czymś w rodzaju klepsydry z otworem na końcu. Zauważyłem, że nie jestem sam. Obok mnie leciał do góry cały strumień przezroczystych istot, a drugi podążał w kierunku odwrotnym. Pomyślałem wtedy o reinkarnacji. Gdy przekroczyłem otwór wszystko zaczęło się zmieniać. Ogarnęło mnie intensywne uczucie spokoju, uczucie wszechogarniającej miłości. Nie potrafię tego opisać. Ujrzałem nad sobą silne światło, słyszałem muzykę i widziałem piękne kolory, jakich wcześniej nigdy nie widziałem. Wiedziałem, że znajduję się w innym wymiarze. Miałem jakby poszerzone spojrzenie na ten wymiar. Czas tam nie istniał. Tuż przed światłem zostałem zatrzymany przez coś w rodzaju zasłony.”

Młoda kobieta i imieniu Viki była niewidoma od urodzenia. Urodziła się jako wcześniak w 1951 roku, umieszczono ją w inkubatorze z dopływem czystego tlenu. Nie wiedziano jeszcze wtedy, że taka koncentracja tlenu uszkadza gałkę oczną i prowadzi do zaniku nerwu wzrokowego. W rezultacie ta część kory mózgowej, która odbiera impulsy świetlne i zamienia je w obrazy nie rozwija się. Mając 22 lata Viki w wyniku poważnego wypadku samochodowego doznała wstrząsu mózgu, złamań czaszki, pęknięcia kręgów szyjnych i piersiowych oraz złamania nogi. Widziała z góry wrak samochodu, obserwowała swoje ciało na noszach w oddziale ratunkowym szpitala, słyszała wypowiedzi personelu na temat jej stanu. Rozpoznała obrączkę ślubną, którą wcześniej znała tylko z dotyku. Gdy przemieściła się przez sufit na zewnątrz budynku widziała dach szpitala i drzewa. Słyszała dźwięki przypominające brzmienie gongu i wkrótce zobaczyła przepiękny krajobraz jakby utkany ze światła. Widziała ptaki i kilka osób. Była całkowicie oszołomiona, bo wcześniej nic nie widziała. Nie widziała też nigdy światła. W tym innym świecie spotkała osoby sobie znajome, które już nie żyły. Były piękne, zdrowe i pełne życia. Wtedy wróciła do ciała i poczuła ból trudny do wytrzymania [2].

Prof. dr Kenneth Ring

Na baczną uwagę zasługują z pewnością wizje przeszłych zdarzeń odnoszących się do innego minionego życia oraz przyszłych zdarzeń, których doznaje się podczas śmierci klinicznej. Nie znajdują one żadnego wytłumaczenia w świetle obowiązującej wiedzy, a jednak zdarzają się. Oto jedna z takich relacji: „Najpierw patrzyłem na obrazy z moich dwóch poprzednich żywotów. W pierwszym żyłem w czasach starożytnego Rzymu i poniosłem śmierć na polu walki w Anglii. Byłem dowódcą kohorty, która eskortowała więźniów do wybrzeża, ale po drodze napadli na nas tamtejsi mieszkańcy. W drugim życiu zginąłem podczas pierwszej wojny światowej. Widziałem się w myśliwcu i toczyłem walkę z niemieckim lotnikiem. Zostałem zestrzelony i rozbiłem się na ziemi. Później na zdjęciach rozpoznałem typ samolotu, który wtedy pilotowałem. Był używany przez angielskie siły powietrzne. Potem zobaczyłem sceny z mojego obecnego życia, przy czym o wielu z nich zdążyłem już zapomnieć.”

A oto przykład przeglądu w tym stanie zdarzeń, które dopiero miały nadejść: „W mgnieniu oka zobaczyłem swoją przyszłość: wychowanie dzieci, chorobę żony, sytuacje, w które się uwikłam w pracy i życiu prywatnym. Widziałem śmierć żony i śmierć matki. Widziałem żonę na łożu śmierci owiniętą białym szalem, dokładnie takim, jaki przed śmiercią dostała od przyjaciółki. Wszystko sobie zapisałem i w miarę upływu czasu skreślałem kolejne punkty.”

Relacjonowane doświadczenia z pogranicza śmierci zawsze zawierały jeden wspólny element – wrażenie przebywania poza ciałem biologicznym, co stanowi istotną cechę wspólną z doznaniami egzosomatycznymi. Były też powtarzalne i wykazywały liczne podobieństwa, niezależnie od tego, czy dotyczyły australijskiego Aborygena, Azjaty, muzułmanina, chrześcijanina czy ateisty. Nie zależały od wieku, statusu ekonomicznego człowieka czy posiadanej przez niego wiedzy. Doświadczenie to wolne było od bólu, strachu, niepokoju czy żalu, napełniało uczuciem niewypowiedzianego szczęścia i poczuciem nie ograniczonej niczym wolności. Przeżywający je ludzie niejednokrotnie nie chcieli wracać do ciała. W opisach doznań można było wyodrębnić szereg charakterystycznych etapów tego doświadczenia:

  • W fazie pierwszej ludzie unosili się nad swymi ciałami. Ogarniało ich uczucie głębokiego spokoju, nie czuli bólu. Często słyszeli, że uznano ich za zmarłych, lecz wiadomość ta ich nie poruszała. Byli całkowicie świadomi przebiegających obok zdarzeń, słyszeli co mówią ludzie obecni w miejscu ich śmierci, widzieli jak próbują im pomóc. Pewien mężczyzna zapamiętał nawet numer rejestracyjny samochodu, który go potrącił i odjechał bez zatrzymania się. Obserwowali również uważnie wypadki toczące się w szpitalu, do którego zostali przywiezieni w stanie braku przytomności, a także akcję reanimacyjną.
  • W fazie drugiej umierający poruszali się z szybkością myśli. Gdy pomyśleli o pozostawionych bliskich krewnych, nagle znajdowali się wśród nich. Odwiedzali też przyjaciół w miejscu pracy. Jeśli śmierć nastąpiła nagle i niespodziewanie, w tej właśnie fazie zaczynali orientować się, co się właściwie stało. Spotykali teraz zmarłych rodziców, dziadków, krewnych i przyjaciół. Pojawiały się też świetliste istoty, które darzyły ich miłością. Identyfikowano je z aniołami, przewodnikami duchowymi, opiekunami.
  • W fazie trzeciej umierający przechodzili przez coś w rodzaju tunelu, a następnie zatrzymywali się przed jakiegoś rodzaju granicą. Mógł to być most, strumień, murek, zasłona. Każdy umierający najwyraźniej wybierał taki symbol, który najbardziej kojarzył mu się z przekroczeniem granicy światów. Za tym przejściem witało go jasne światło, promieniujące czystą bezwarunkową miłością. Umierający odnosił wrażenie, że dotarł do prawdziwego domu. Jeśli powracało się do ciała w tym etapie, przeżycie to pozostawiało niezatarty ślad na psychice. Zyskiwano tam wiedzę o roli miłości w życiu, zrozumienie tego, co w życiu jest naprawdę ważne.
  • W kolejnej fazie umierającym wydawało się, że nawiązywali mentalny kontakt ze Źródłem wszelkiego istnienia. Niektórzy z nich nazywali go Bogiem. Twierdzili, że uzyskali dostęp do wiedzy z zakresu przeszłości, teraźniejszości i przeszłości. Dokonywali przeglądu własnego życia, analizowali je, uświadamiali sobie powody podejmowanych decyzji oraz skutki własnego postępowania w stosunku do innych istot żywych. Osiągali poczucie jedności z wszystkimi istotami żyjącymi na naszej planecie. Uzmysławiali sobie ogrom odpowiedzialności za własne działanie. Jeśli wracano do życia w trakcie tego etapu, powrót wiązał się zazwyczaj z koniecznością wypełnienia jakiegoś ważnego zadania.
  • Osoby, które przeżyły stan bliskości śmierci, były zwykle gwałtownie ściągane przez ciemny tunel do ciała biologicznego. Czasem były nakłaniane do powrotu przez swoich bliskich lub spotkaną świetlistą istotę. Zwykle powrót do ciała odczuwano jako przykrą konieczność.

W efekcie wyjścia ze stanu śmierci klinicznej i towarzyszących temu przeżyć wiele osób nabywało umiejętności, które powszechnie uznawane są za anomalne (parapsychiczne). Umiejętności te były prawdopodobnie następstwem zniesienia barier w osiąganiu tzw. odmiennych stanów świadomości, co skutkowało lepszym kontaktem aktywnej świadomości z podświadomością i nadświadomością. Opisanym wyżej etapom towarzyszyło zawsze poczucie szczęścia i zanik doznawanego wcześniej bólu. Umierający stwierdzali ze zdumieniem, że po opuszczeniu ciała nadal mają jakieś ciało, kompletne nawet wtedy, gdy za życia jakaś jego część poddana została amputacji. Osoby niewidome widziały, głuche słyszały, sparaliżowane mogły swobodnie się poruszać. Nie można było jednak nawiązać taktylnego kontaktu z materialnymi obiektami w czasoprzestrzeni, nie odczuwało się biegu czasu. Widziano piękne krajobrazy, miasta ze światła przypominające holograficzne projekcje o żywych, intensywnych kolorach, słyszano piękną muzykę. Identyfikowano ten świat z pojęciem Nieba. Wydawał się umierającym bardziej rzeczywisty niż pobyt na Ziemi. Porzucone właśnie życie odbierali często niczym spektakl, który właśnie się skończył, gdzie odgrywali jedynie jakąś rolę. Jeśli byli nakłaniani do powrotu do ciała, odczuwali to jako przykrą konieczność. Zwykle liczba przeżywanych etapów tego doświadczenia uzależniona była od głębokości wejścia umierającego w stan śmierci.

Prof. dr Elisabeth Kübler-Ross

Na zjawisko to jako pierwsza zwróciła uwagę amerykańska lekarka szwajcarskiego pochodzenia Elisabeth Kübler-Ross (1926-2004), profesor psychiatrii Chicagowskiego Uniwersytetu, wielokrotna dr honoris causa, która pracując w wielu ośrodkach medycznych poświęciła się całkowicie opiece nad umierającymi pacjentami [3]. Niemal równocześnie z nią fenomenem tym zainteresował się amerykański psycholog dr Raymond Moody, publikując zebrane przez siebie relacje osób, które przeżyły śmierć kliniczną i przywrócone zostały do życia [4]. Raymond Moody fazy procesu umierania opisał nieco inaczej, lecz w gruncie rzeczy nie różniły się one zasadniczo od ustaleń Kübler-Ross. Sprawa stała się głośna i zapoczątkowała szereg kolejnych badań, prowadzonych zwykle przez kardiologów, psychiatrów i psychologów w szpitalnych oddziałach intensywnej opieki medycznej. Przedstawione wyżej elementy składowe występujące w referowanych doznaniach potwierdzone zostały w pełnym zakresie także przez innych badaczy, choć każdy z nich nieco inaczej grupował doznania i opisywał badaną anomalię, co wynikało z ich indywidualnego podejścia do problemu [5, 6, 7]. Klasyfikacje te są w pełni spójne, opisują zatem dokładnie to samo zjawisko.

Prof. dr Raymond Moody

Czasem w stanie śmierci klinicznej spotykano osoby wcześniej nieznane, ale okazywało się potem, że spotkanie to nie było przypadkowe. Pewna dziewczyna spotkała w tym innym świecie swoją zmarłą babkę. Obok stał nieznajomy mężczyzna, który przyglądał się jej z sympatią. Wiele lat później umierająca matka wyznała jej, że jest nieślubnym dzieckiem. Jej biologicznym ojcem był Żyd, który został zamordowany podczas wojny. Gdy ujrzała jego fotografię, rozpoznała człowieka spotkanego niegdyś po tamtej stronie bytu. Inna pacjentka opowiadała, że podczas swej śmierci klinicznej otoczyli ją dziadkowie i zmarli rodzice. Wszyscy byli młodymi ludźmi. Przybył też młodzieniec, który był jej bratem. Nie znała go wcześniej, gdyż zmarł jako dziecko przed jej urodzeniem.

Prof. dr Bruce Greyson

Pewien procent ludzi przeżywających doświadczenie śmierci klinicznej zatrzymywał się w ciemnej przestrzeni i nie mógł się z niej wydostać. Ludzie ci odczuwali lęk, brak pozytywnych emocji, co często wiązało się z poczuciem winy. Przeżycie takie identyfikowane było wtedy z doświadczeniem piekła i powodowało zwykle wieloletnią traumę. Nie wiadomo dokładnie jak wielu ludzi to przeżywa, ponieważ wstydzą się o tym mówić. Niektórzy badani, którzy przeżyli stan NDE relacjonowali spotkania z istotami znajdującymi się jakby w stanie zagubienia i zobojętnienia. Podczas tych spotkań odnosili wrażenie, że istoty te nie należały ani do świata żywych, ani do świata zmarłych. Znajdowały się w trudnym do określenia międzyświecie. Być może były to subtelne ciała ludzi znajdujących się w stanie śpiączki. Możliwe też, że byli to zmarli całkowicie nieświadomi tego, co się z nimi stało, zagubieni w tej innej rzeczywistości.

Wśród licznych relacji doświadczeń bliskości śmierci szczególną uwagę naukowców zwróciły opowieści dzieci, ponieważ relacjonowane przez nie doznania przedstawiane były bez zahamowań, które powstrzymywały zwykle przed ich ujawnieniem osoby dorosłe.

Prof. dr Melvin Morse

Badania naukowe uwarunkowań dziecięcych przeżyć w stanach bliskości śmierci zorganizował prof. dr Melvin L. Morse (University of Washington School of Medicine) w szpitalu Dziecięcym w Seattle [8], kompletując tam zespół badawczy, który problem realności zjawisk doświadczanych w stanach bliskości śmierci poddał gruntownej weryfikacji. Członkami tego zespołu byli m.in. dr Don Tyler, specjalista w dziedzinie środków znieczulających i ich wpływu na mózg, dr Jerrold Mildstein (dyrektor Wydziału Neurologii Dziecięcej na Uniwersytecie Washingtona) reprezentujący m.in. wiedzę w zakresie funkcjonowania pnia mózgu i hipokampu, dr Bruce Greyson kierujący oddziałem Psychiatrii Szpitalnej na Uniwersytecie Connecticut, oraz Kim Clark, przewodnicząca jednego z oddziałów Międzynarodowego Stowarzyszenia Badań Pogranicza Śmierci (ang. IANDS, International Association for Near Death Studies).

Grupę kontrolną w Szpitalu dziecięcym w Seattle stanowiły poważnie chore dzieci, których życie zagrożone nie było, choć chorowały one przez długi czas, często traciły przytomność, a większości z nich aplikowano duże ilości leków, w tym także leki o działaniu narkotycznym. Grupę badaną z kolei tworzyły dzieci, które otarły się o śmierć, bowiem życie zawdzięczały wyłącznie interwencji medycznej. Wszystkie doznały zatrzymania akcji serca na skutek wypadku, choroby lub podczas zabiegu chirurgicznego. Nawet przy współczesnym poziomie wiedzy medycznej około 50% tego rodzaju przypadków zatrzymania akcji serca kończy się na ogół śmiercią pacjentów.

Przeprowadzone badania wykazały, że żadne z dzieci z grupy kontrolnej nie doświadczyły przeżyć z pogranicza śmierci, nawet jeśli poddawane były działaniom takich leków jak narkotyki, leki przeciwbólowe, leki antydepresyjne, uspokajające itp. Jedna z pacjentek cierpiąca na zespół Guillaina-Barre’go [9] celowo wprowadzana była za pomocą hipnozy w stan umożliwiający jej przeżycia pozacielesne, by ulżyć jej cierpieniom. Opowiadała później, że „płynęła” w powietrzu, słyszała muzykę, ale jej doznania nie przypominały przeżyć towarzyszących umieraniu. By zaistniały tego rodzaju doświadczenia, konieczny okazał się jeden warunek – bliskość śmierci. Większość dzieci z grupy eksperymentalnej wymieniała przynajmniej jeden z elementów towarzyszących umieraniu oprócz przebywania poza ciałem: otaczającą je ciemność i widok porzuconego ciała, które wydawało się rozświetlone od środka, obserwowanie czynności wykonywanych przez personel medyczny przy porzuconym ciele, podróż przez tunel w kierunku światła, spotkania ze świetlistymi istotami, przegląd dotychczasowego życia, a także podejmowanie decyzji o powrocie do ciała. Niektóre dzieci były przekonane, że powracają dla spełnienia jakiegoś ważnego zadania. Prowadzone badania ujawniły ponadto, że przeżycia w stanie NDE nie miały żadnego ujemnego wpływu na dalsze życie dzieci. Zwykle byli później bardziej dojrzali niż ich rówieśnicy, byli też na ogół lepszymi uczniami.

Dr Phyllis Atwater

Podobne wyniki badań dzieci zawdzięczamy wielu innym naukowcom, m.in. Pimowi van Lommelowi (oddział kardiologii szpitala Rijnstate Ziekenhuis w Arnhem, Holandia) [10] oraz  Phyllis M. H. Atwater (Międzynarodowe Stowarzyszenie Badań Pogranicza Śmierci – IANDS) [11]. Dowiodły one, że dzieci mogą doświadczać NDE w każdym wieku. Nawet bardzo małe dzieci potrafiły opowiedzieć je lub narysować. I w tych wypadkach zdarzało się, że po przeżyciu tego doświadczenia dzieci znacznie różniły się od swych rówieśników.

Relacji przeżyć doznawanych w stanie NDE jest wiele. Niezależnie od wieku, wyznawanego światopoglądu, przynależności kulturowej czy rasowej, przeżycia te są do siebie niezwykle podobne. Osoby umierające znalazły się nagle w świecie, który niezwykle przypominał ziemski, lecz był znacznie piękniejszy i bardziej kolorowy. Ludzie pozbawieni biologicznego ciała czuli się swobodnie i lekko. Przemieszczali się w przestrzeni aktem woli, słyszeli piękną muzykę, a przestrzeń pełna była niezwykłego blasku. Dokoła nich znajdowały się inne osoby, podobnie jak oni radosne i szczęśliwe. Życie w tamtym świecie różniło się od ziemskiego poczuciem głębokiego spokoju i harmonii oraz kompletnym brakiem zainteresowania dla ziemskich spraw materialnych. Niezwykle interesujące jest to, że w relacjach tych brak na ogół doświadczeń związanych z tradycyjnymi religijnymi pojęciami. Istoty identyfikowane początkowo z bóstwami wierzeń religijnych okazywały się doskonale znanymi im opiekunami i przewodnikami duchowymi. W przeżyciach tych brakło sądu i sędziów, którzy ocenialiby minione życie. Najwyraźniej to my sami oceniamy własne czyny, a sędzią jest nasze własne, niezwykle krytyczne wtedy sumienie.

Ludzie przywróceni do życia zgodnie przyznawali, że religia nie przygotowała ich na to, czego doświadczyli. Stwierdzali, że muszą wiele zmienić w swoim życiu zanim ponownie powrócą do tamtego świata. Wszyscy pozostawali pod głębokim wrażeniem przebytych doznań. Nie bali się już więcej śmierci i zyskiwali bardziej pozytywne nastawienie do życia. Prowadzili potem życie świadomie zrównoważone, pełne spokoju i skupienia na sprawach duchowych, tracąc zarazem zainteresowanie dla spraw materialnych, które niejednokrotnie wcześniej dominowały w ich życiu. Często też powtarzało się w relacjach przyrównanie ciała biologicznego do więzienia, z którego najistotniejsza część naszej osobowości wydostaje się w chwili śmierci na wolność.

Wszyscy po tym doświadczeniu zmieniali swój stosunek do życia, do samych siebie, do innych ludzi, zmianie ulegał też ich system wartości. Człowiek stawał się bardziej skłonny do wybaczania, bardziej tolerancyjny i mniej skłonny do osądzania innych. Nabierał też szacunku dla innych i zwykle poprawiał swoje stosunki międzyludzkie. Wzrastała empatia i opiekuńczość, a także skłonność do bezwarunkowej miłości. Człowiek przestawał też identyfikować się wyłącznie ze swoim ciałem. Sprawy materialne (pieniądze, luksusowy dom, samochód itp.) przestawały mieć znaczenie. Zwiększała się też na ogół wyraźnie religijność takich osób, ale nie przekładało się to zupełnie na uczestniczenie w religijnych rytuałach. Zakres tych zmian zależał od intensywności przeżycia i głębokości przejścia w stan śmierci [7, 10, 12].

Naukowe próby wyjaśnienia tego fenomenu

Wielu naukowców stojąc na gruncie materialistycznego światopoglądu wiązało występowanie przeżyć w stanie bliskości śmierci z działalnością mózgu, a każde inne wyjaśnienie traktowano jako zagrożenie dla obowiązujących teorii naukowych. Doświadczenie to próbowano zatem wyjaśniać na gruncie znanej już wiedzy, co prowadziło do jednostronnego ujmowania problemu i znacznie go upraszczało.

Przede wszystkim wiązano NDE z oddziaływaniem na mózg substancji chemicznych, podawanych w krytycznym momencie w celach terapeutycznych (np. ketamina jest jednocześnie środkiem przeciwbólowym i narkotykiem). Sugerowano, że substancje takie mogą wywoływać halucynacje, a więc stany podobne do NDE. Zwracano też uwagę na fakt, że organizm w stanie zagrożenia sam produkuje substancje znieczulające (endorfiny, DMT [13]), czyli związki chemiczne o działaniu narkotycznym. Pozwalało to forsować przekonanie, że czynnik psychologiczny w postaci strachu przed śmiercią może prowadzić do powstania halucynacji typu NDE na drodze reakcji fizjologicznej. Warto zatem przyjrzeć się bliżej hipotezom lansowanym przez konwencjonalną naukę.

Badania wpływu środków psychotropowych i halucynogennych na wrażenia odczuwane w trakcie stanu NDE prowadził na ochotnikach już w latach 70. psychofarmakolog prof. dr Ronald K. Siegel (Wydział Psychiatrii i Nauk Biobehewioralnych na Uniwersytecie Kalifornijskim). Jego próby wywołania na drodze farmakologicznej przeżyć typu NDE zakończyły się całkowitym niepowodzeniem, mimo, że większość środków stosowanych w doświadczeniach zwiększała podatność pacjentów na sugestię. Jedyny sukces odnotowano w zakresie wywołania uczucia przechodzenia przez tunel. Poza tym, halucynacyjne doznania wywołane za pomocą narkotyku znacznie różniły się między sobą. Nie było w nich powtarzalności oraz wyrazistości przeżyć doświadczanych w stanach NDE. Często pojawiały się dziwne i przerażające obrazy. Siegel uznał zatem, że koncepcja halucynacji o podłożu farmakologicznym jest nie do utrzymania jako wyjaśnienie doznań podczas NDE [14]. Wniosek ten potwierdziły spostrzeżenia zespołu badawczego prof. dr. Melvina L. Morse’a (Szpital Dziecięcy w Seattle) analizującego dziecięce wspomnienia NDE, którym nie podawano żadnych środków znieczulających czy uspokajających [8].  Natomiast jeśli po reanimacji podano dzieciom środki narkotyczne lub uspokajające, zapominały o doznanych wrażeniach. Spostrzeżenie to może prowadzić do podejrzenia, że być może wszyscy doświadczamy w sytuacjach kryzysowych doznań typowych dla NDE, lecz podawane leki i narkotyki powodują wymazywanie tych zdarzeń z aktywnej pamięci.

Nie tylko wyniki badań Siegela i Morse’a świadczyły przeciwko słuszności koncepcji halucynacji przy występowaniu doznań typu NDE. By mogły wystąpić halucynacje musi zostać zachowana w mózgu choćby śladowa aktywność elektryczna, tymczasem w przypadkach prowadzenia reanimacji, którym towarzyszyło zjawisko NDE, wykres encefalograficzny nie wykazywał obecności fal mózgowych. Rejestrowany był jego przebieg w postaci linii prostej. Działaniem narkotyków, endorfin czy DMT nie można także wytłumaczyć faktu, że pacjent po reanimacji jest w stanie dokładnie opisać wypadki, które miały miejsce dokładnie w tym czasie, gdy leżał pozbawiony przytomności. Tym bardziej nie jest to możliwe, gdy mózg nie wykazywał w tym czasie najmniejszej aktywności. Tym niemniej, DMT może mieć swój udział w doświadczeniach śmierci klinicznej, ponieważ może zwalniać naturalny opór przed doświadczaniem poszerzonej świadomości. W stanie aktywnego działania tego rodzaju ograniczenie jest nam niezbędne, ponieważ nadmiar odbieranych bodźców zakłócałby nam funkcjonowanie. Na udział DMT w doświadczaniu fenomenu NDE wskazywałaby natomiast konieczność udziału cynku, który niezbędny jest do jej produkcji. Wraz z wiekiem zawartość cynku w organizmie maleje, rzadziej też dają się obserwować stany NDE w sytuacjach kryzysowych.

Bazowaniu na fizjologicznych podstawach przeżyć NDE zaprzeczają też wspomniane wcześniej liczne relacje pacjentów niewidomych od urodzenia, którzy w stanie śmierci klinicznej widzieli dokładnie wypadki rozgrywające się przy ich ciele na sali szpitalnej, widzieli swoje ciało poddawane reanimacji, po raz pierwszy w swym życiu widzieli światło, ku któremu się kierowali, widzieli też spotkane świetliste istoty. Oglądaną przez siebie rzeczywistość opisywali w sposób charakterystyczny dla osób widzących, a zatem z uwzględnieniem światła i barw [15], czyli z udziałem takich wrażeń, których nigdy wcześniej nie doświadczyli. Przywróceni do życia nigdy nie zapomnieli tych wizualnych doznań, wcześniej dla nich całkowicie niedostępnych. Mózgi tych ludzi nigdy wcześniej nie doświadczyły wrażeń wzrokowych, nie mogły więc ich ani zapamiętać, ani odtworzyć w formie postulowanych przez sceptyków halucynacji. Musiały to być autentyczne przeżycia na bazie percepcji pozazmysłowej, charakterystycznej dla stanu wyjścia z ciała ludzi bliskich śmierci jakiegoś w pełni fizycznego obiektu, zdolnego do pozazmysłowego odbioru rzeczywistości.

Czynniki neurologiczne, które często wysuwane są jako możliwa przyczyna stanów NDE, też nie są zbyt przekonujące. Przykładowo, dr Michael Sabom opisał przypadek rannego podczas wojny w Wietnamie żołnierza amerykańskiego, który przyglądał się operacji dokonywanej na jego ciele. Usiłował przeszkodzić w operacji ze względu na fatalny stan ciała, ale nie mógł uchwycić rąk operujących go lekarzy. W pewnej chwili opuścił lazaret i udał się na pole walki, gdzie jego towarzysze zbierali ciała zabitych. Relacjonując po udanej operacji te zdarzenia żołnierz twierdził, że podczas NDE identyfikował się wyłącznie ze swoją świadomością przebywającą poza ciałem. Ciało było czymś obcym i nieistotnym, na podobieństwo znoszonego, porzuconego ubrania. Natomiast podczas halucynacji uwarunkowanych neurologicznie pacjent utożsamia się z ciałem biologicznym, a wizja własnej osoby postrzegana w ramach autoskopii uznawana jest za żywą odrębną istotę.

Warto w tym miejscu jeszcze dodać, że w trakcie badań neurologicznych mózgu stwierdzono, że stymulacja elektryczna pewnych jego obszarów powoduje wywołanie elementów przeżyć typowych dla NDE. Kanadyjskiemu neurochirurgowi dr. Wilderowi Penfieldowi (1891-1976) podczas prowadzenia badań mózgu z wykorzystaniem stymulacji prądem o niskim napięciu różnych jego obszarów udało się wywołać u pacjentów uczucie wychodzenia poza ciało, poruszania się w tunelu, a nawet panoramicznego przeglądu dotychczasowego życia. Obszar związany z tymi odczuciami znajdował się w prawym płacie skroniowym, a znany jest jako bruzda Sylwiusza. Wywnioskowano zatem, że odczucia NDE mogą być wywoływanym przez mózg mechanizmem obronnym, pozwalającym pogodzić się ze śmiercią. Jeśli jednak jest to jedynie mechanizm obronny, to dlaczego występuje wtedy, gdy zatrzymanie akcji serca następuje nagle, pacjent nie zdaje sobie sprawy z przebiegu wypadków i nie ma możliwości się bać? W jaki sposób pacjenci w stanie NDE mogą tak dokładnie z pozycji znajdowania się poza ciałem obserwować zdarzenia rozgrywające się wokół nich wtedy, gdy tracą przytomność? Skąd bierze się wrażenie dążenia z ciemności tunelu do światła, tak charakterystyczne dla doświadczeń w stanie NDE? W jaki sposób umierający ludzie mogą odbierać wrażenia świetlne wtedy, gdy organizm umiera, oczy nie reagują już na światło, nie przekazują obrazów, a mózg nie jest w stanie interpretować bodźców docierających do narządu wzroku? Dlaczego spotkanie z tym innym światem jest tak pełne uczucia spokoju i miłości? Dlaczego doznania te powodują naszą wewnętrzną przemianę, niemal zawsze wzbogacają naszą wiedzę i uaktywniają umiejętności anomalne? Tych faktów neurologia wyjaśnić dziś nie jest w stanie.

Dr Michael Sabom

Występowanie zjawisk NDE często tłumaczy się również działaniem czynnika zmniejszonego dopływu tlenu do mózgu na skutek spadku ciśnienia tętniczego krwi, zawału serca czy duszności i związaną z tym hipoksją (niedobór tlenu we krwi), a także hiperkapnią (nadmiar dwutlenku węgla we krwi) w sytuacji kryzysowej. Zwykle przyjmuje się, że niedotlenienie powoduje anormalne reakcje mózgu, uwalniana jest endorfina, która powoduje powstanie halucynacji oraz uczucie spokoju i szczęścia [16]. Trudno się z tym zgodzić, ponieważ w stanach NDE doświadcza się całkowicie trzeźwej, poszerzonej świadomości i doskonale funkcjonującej pamięci. Nie można też mówić o halucynacjach w wypadkach, gdy odbierana rzeczywistość jest w pełni zgodna ze stanem faktycznym. Tezie tej zaprzeczają również wyniki analizy gazometrycznej krwi pobranej u pacjentów, którzy przeżyli stan bliskości śmierci. Badania kardiologa Michaela Saboma wykazały znacznie wyższą od przeciętnej zawartość tlenu w tętnicach i znacznie niższą od przeciętnej zawartość dwutlenku węgla [17]. Stwierdzenia, jakoby hipoksja wywoływała automatycznie stan NDE, były wielokrotnie podważane także przez innych badaczy [18, 19]. Przeprowadzone badania krwi nieprzytomnych jeszcze pacjentów po przywróceniu akcji serca wykazywały zwykle wysoki poziom tlenu i bardzo niski dwutlenku węgla. Hiperkapnia z kolei prowadzi wprawdzie niekiedy do widzenia zniekształconych zjaw, ale towarzyszy temu uczucie strachu, rozpaczy a nawet agresji. W stanach NDE nie doświadcza się takich uczuć. Doznaje się uczucia spokoju, ukojenia i miłości.

Wysuwana była również hipoteza, że opis podróży przez tunel do światła jest wspomnieniem własnych narodzin. Jak jednak mogło powstać to wspomnienie, skoro mózg nie był jeszcze wtedy wystarczająco rozwinięty, by należycie zinterpretować bodźce wizualne odbierane przez narząd wzroku? Dlaczego wspomnienie takie towarzyszy również tym ludziom, którzy urodzili się w wyniku cesarskiego cięcia? Konwencjonalna nauka nie potrafi odpowiedzieć na te pytania w sposób zadowalający.

O niezwykłości doznań w stanach bliskości śmierci świadczą również długotrwałe skutki tego doświadczenia, jakie prześledzili holenderski kardiolog dr Pim van Lommel [20], amerykański kardiolog dr Bruce Greyson [21] oraz znany brytyjski badacz zjawiska świadomości dr Sam Parnia [22]. Wszyscy pacjenci, którzy doświadczyli NDE zmienili całkowicie swoje nastawienie do życia, do innych ludzi i całej przyrody. Skupili się na własnym wewnętrznym rozwoju, zaangażowaniu w życiu rodzinnym, akceptacji innych ludzi, zainteresowaniu sensem życia, przy równoczesnym zobojętnieniu w stosunku do spraw materialnych i narzuconych światopoglądowo norm. Ludzie ci mieli wrażenie, że stali się kimś innym przy zachowaniu własnej tożsamości. Przeprowadzone po kilku latach wywiady z pacjentami, którzy nie zgłosili początkowo doznań typowych dla NDE wykazały, że kilku z nich nie ujawniło swoich przeżyć. Najwyraźniej były one dla nich szokiem i nie byli jeszcze wtedy gotowi, by o tym rozmawiać. O ich zaistnieniu świadczyły jednak wyraźne pozytywne zmiany w psychice tych pacjentów.

Przeanalizujmy teraz krótko, co takiego dzieje się w mózgu, kiedy serce przestaje bić. Choć mózg stanowi zaledwie 2% wagi ciała, zużywa 15-20% energii znajdującej się w dyspozycji tegoż ciała przede wszystkim na utrzymanie różnicy potencjałów wszystkich komórek układu nerwowego i neuronów. Niedotlenienie odcina dopływ energii w całym ciele, ale neurony są wyjątkowo podatne na szkody związane z niedotlenieniem, bo źródłem energii wykorzystywanej przez mózg jest glukoza. W przeciwieństwie do mięśni nie ma w neuronach zapasowego źródła energii. Najbardziej wrażliwe na niedotlenienie są neurony kory mózgowej oraz hipokamp i wzgórze mózgowe, które stanowią ważne połączenia między pniem mózgu i korą mózgową. Niedotlenienie powoduje zanik ich współdziałania w wyniku braku możliwości komunikacji między neuronami. W oparciu o wynik rezonansu magnetycznego mózgu (MRI) uznano, że aktywność kory mózgowej, pnia mózgu oraz ich wzajemna komunikacja jest niezbędna dla zachowania świadomości. W tej sytuacji szybkie ustanie aktywności elektrycznej synaps (połączeń między neuronami) i neuronów można byłoby z powodzeniem uznać za wbudowany system ochronny, oszczędzający energię komórek nerwowych. Ustanie wszelkich funkcji mózgu umożliwia zużywanie posiadanego zasobu energii wyłącznie na podtrzymanie życia komórek nerwowych. Przy krótkim niedotlenieniu ustanie tych funkcji może być czasowe i możliwy jest powrót do poprzedniego stanu, bo neurony przez kilka minut są jeszcze zdolne do życia. Przy przedłużającym się niedotlenieniu następują trwałe uszkodzenia wielu partii mózgu, a śmierć mózgu prowadzi do śmierci ciała. Z punktu widzenia wiedzy medycznej podczas zaniku elektrycznej aktywności mózgu musi też zgasnąć świadomość. Funkcjonuje jednak nadal, a zatem najwyraźniej materialistyczny światopogląd narzucił nauce fałszywe założenia. Mimo zaniku aktywności mózgu świadomość wciąż odbiera różnego rodzaju bodźce ze środowiska, analizuje je, formułuje wrażenia, wyciąga wnioski i zapamiętuje cały proces myślowy. Nie istnieją problemy nie do rozwiązania, jeśli tylko pytania zostaną przez naukę dobrze postawione. Ograniczenia światopoglądowe też nie powinny stać się przeszkodą w dociekaniach nad genezą i naturą świadomości. Na podstawie zgromadzonych danych można już z pewnością podejrzewać, że mózg może odgrywać rolę podobną jak odbiornik telewizyjny, który wychwytuje ze środowiska fale niosące ze sobą informację, a następnie przekształca w obrazy i dźwięki, które umysł może poddać interpretacji. Byłby według tej koncepcji jedynie narzędziem wykorzystywanym przez niezależny od niego umysł.

John C. Eccles

Do takiego wniosku doszedł na podstawie prowadzonych przez wiele lat badań australijski neurofizjolog dr John Carew Eccles (1903-1997), profesor Australijskiego Uniwersy­tetu Państwowego w Canberrze i Uniwersytetu Stanowego w Buffalo (New York), laureat Nagrody Nobla w dzie­dzinie medycyny. Uznał, że świa­domość zdecydowanie powinna być traktowana jako coś autonomicznego, niezależnego od ciała i istniejącego poza centralnym układem ner­wowym [23]. Jego zdaniem to właśnie świadomość wpływa na rozwój struktur mózgowych, a nie odwrotnie. Świadomość steruje też funkcjonowaniem całego żywego organizmu.

Analizując biologiczną materię ciała ludzkiego bezpośrednio przed śmiercią i zaraz po niej, nie sposób dostrzec w jej składzie chemicznym żadnych różnic. Istnieje jednak jedna istotna różnica, bowiem ciało biologiczne opuścił koordynator procesów życiowych, czyli układ fizyczny będący nośnikiem świadomości. W poglądowym opisie człowieka jako organizmu żywego Eccles posłużył się modelem Komputer↔Programista, aby zobrazować skomplikowane związki wewnętrznej struktury tego systemu. W jego skład wchodzi ciało biologiczne wraz z bezpośrednio związanym z nim polem bioplazmatycznym (komputer) oraz świadomościowy kompleks informacyjno-energetyczny (programista), w skład którego wchodzą trójpoziomowa świadomość (świadomość, podświadomość i nadświadomość) na nośniku energetyczno-informacyjnym. Nośnik ten zgodnie z terminologią współczesnej fizyki stanowiłby jakąś formę materii (pola fizycznego), której charakterystyka określałaby zasób energetyczny kompleksu i zawierała zakodowany bank danych informacyjnych. Eccles wraz z fizykiem kwantowym, dr. Friedrichem Beckiem (Institut für Kernphysik, Technische Hochschule, Darmstadt) opracowali wspólnie hipotetyczny mechanizm oddziaływania świadomości

Część III:

Przedstawione wcześniej wyniki naukowych badań doświadczeń przebywania poza ciałem dały już odpowiedzi na cały szereg nurtujących nas wątpliwości. Dowiedzieliśmy się, że jest to zjawisko całkowicie realne, daje się rejestrować za pomocą urządzeń technicznych, biorą w nim zatem udział materialne układy fizyczne. Nie jest to złudzenie ani halucynacja pod wpływem środków psychotropowych czy halucynogennych. Uznaliśmy też, że zjawisko to poddaje w wątpliwość podstawowy dogmat ortodoksyjnej nauki, zakładający wykształcenie się świadomości w wyniku ewolucji form biologicznych, ponieważ nie gaśnie ona wraz z ustaniem działania mózgu (zanikiem fal mózgowych na elektroencefalogramie). Świadomość działa nadal zdana na własne środki poboru, przetwarzania i zapamiętywania informacji. Kolejne pytania, na które należało uzyskać odpowiedzi, były następujące:

Czy jesteśmy w stanie tym zjawiskiem sterować?

A jeśli tak, to

Czy możemy wykorzystać je w procesie poznawczym?

Wielowiekowe doświadczenia ludzkiej populacji w zakresie realizacji doznań przebywania poza ciałem sugerowały, że nad zjawiskiem tym możemy zapanować. Odcinając się mentalnie od tzw. zjawisk duchowych w ramach przyjęcia „racjonalnej” wersji materialistycznego światopoglądu pozbawiliśmy się wprawdzie tych doznań na własne żądanie, ale wiele na to wskazuje, że jesteśmy w stanie tę umiejętność reaktywować. Nasza świadomość ze swej natury jest zawsze ukierunkowana na cel.

Stymulacja doświadczeń przebywania poza ciałem

Nieświadomie doświadczamy procesu eksterioryzacji najczęściej podczas snu, natomiast świadomej realizacji tego zjawiska sprzyja stan odprężenia i medytacji. To w tym stanie możliwe jest wyćwiczenie wychodzenia świadomego układu fizycznego poza ciało biologiczne. Nie następuje to natychmiast. Konieczne jest wytrwałe praktykowanie różnych technik, które dobiera się w toku ponawianych doświadczeń i wykorzystuje te, które są najbardziej skuteczne dla eksperymenta­tora. Etapy postępowania są zazwyczaj następujące:

  • Odprężenie w miejscu spokojnym, najlepiej w pozycji leżącej,
  • Ustalenie celu wystąpienia z ciała, wizualizacja celu, ustalenie odległości celu i oczekiwań,
  • Afirmacja wyrażająca akceptację realizacji celu oraz prośbę o pomoc i ochronę podczas eksterioryzacji (ochrony udziela własna nadświadomość lub opiekun o wyższym zaawansowaniu w rozwoju),
  • Koncentracja myśli na jakimś wybranym obiekcie,

Nadzorowanie procesu oddzielania się świadomości od biologicznego ciała oraz kierowanie tym procesem aż do momentu powrotu do ciała.

Robert Monroe

Intensyfikowanie koncentracji na wybranym obiekcie automatycznie prowadzi do wibracji, które stopniowo ogarniają całe ciało. Występują też drgania błony bębenkowej i pojawiają się efekty dźwiękowe. Wibracje czasem przekształcają się w uczucie ciepła. Czynnikiem wspomagającym tego rodzaju stymulację są wizualizacje. Odwołuje się do nich na przykład tzw. metoda wiru, stożka, parowania i cały szereg innych, wymienianych w publikacjach poświęconych temu zagadnieniu [1]. Do realizacji eksterioryzacji można też wykorzystać silną wolę wyjścia poza ciało lub metodę wielokrotnie powtarzanej życzeniowej afirmacji, coraz głębiej zapadającej w podświadomość. Nie dla wszystkich metody wizualizacji, silnej woli czy afirmacji są skuteczne.

Proces eksterioryzacji można stymulować także za pomocą środków technicznych. Wykorzystywane są w tym celu techniki wprowa­dzania w stan głębokiego relaksu, a następnie wywoływania częstotliwości fal mózgowych, charakterystycznych dla stanów medytacyjnych, za pomocą odpowiednio modulowanych fal dźwiękowych kierowanych do obu uszu. By uzyskać żądany efekt, technika ta obok wywoływania pożądanego wzoru fal mózgowych prowadzi też do zsynchronizowania pracy obu półkul mózgowych. Badania mózgu wykazały, że synchronizacja półkulowa zdecydowanie podwyższa efektywność pracy mózgu. Metodykę tę (zwaną Hemi-Sync) opracowano i opatentowano w Instytucie Nauk Stosowanych w Wirginii, której fundatorem był Robert Allan Monroe. Zapoczątkował on, a następnie kontynuował wraz ze współpracownikami serie badań zarówno samego zjawiska, jak i światów równoległych z wykorzystaniem stanu egzosomatycznego.

Badania skuteczności stosowania technik synchronizacji półkulowej prowadzone były także w Polsce. Wstępne badania elektroencefalograficzne przy wykorzystywaniu takich nagrań przeprowadzono w Warszawie przy współpracy Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia pod kierunkiem prof. Krzysztofa Szlifierskiego z inspiracji Lecha E. Stefańskiego (były to nagrania serii Synchro-alfa i Synchro-teta).

Wyniki badań stanu OBE dla przypadku Roberta Monroe

Robertowi Monroe zawdzięczamy pierwsze dokładne relacje dotyczące obserwacji tego zjawiska z perspektywy egzystencji pozacielesnej [2]. Tym niemniej, niezależnie od tej niekonwencjonalnej techniki badawczej i analizy własnych doznań, Monroe poddawał się również badaniom instrumentalnym w Elektroencefalograficznym Laboratorium Uniwersyteckiej Szkoły Medycznej w Wirginii oraz na Uniwersytecie Kalifornijskim. Badania te obejmowały pomiary fal mózgowych (elektroencefalogram), obserwacje ruchów gałek ocznych pod zamkniętymi powiekami oraz pomiary rytmu serca (elektrokardiogram) przy równoczesnej kontroli postrzegania zdarzeń przebiegających w innych pomieszczeniach laboratorium podczas trwania procesu eksterioryzacji. Badaniami kierował znany badacz natury świadomości i jej odmiennych stanów dr Charles T. Tart (profesor psychologii na Uniwersytecie Kalifornijskim, pracownik badawczy Instytutu Nauk Umysłu, współpracownik Instytutu Psychologii Transpersonalnej i in.) [3, 4].

Wykres OBE

Zapis fal mózgowych w trakcie eksterioryzacji wskazywał na występowanie obok fal alfa również fal teta, przy równoczesnych gwałtownych ruchach gałek ocznych pod powiekami. Większość fal mieściła się w zakresie częstotliwości 4-5 Hz (fale teta) i nie przekraczała 10 Hz (cykli na sekundę). Podobny rytm fal mózgowych obserwuje się w stanach medytacyjnych, odpowiadających tzw. odmiennym stanom świadomości. Spostrzeżenie to wyjaśnia, dlaczego stan medytacji sprzyja doświadczaniu zjawiska eksterioryzacji. Ciśnienie krwi zwykle wykazywało nagły spadek, utrzymując się na niskim poziomie przez cały czas trwania stanu egzosomatycznego, a po powrocie do ciała równie nagle powracało do normy. Stan pozacielesny realizowany w klatce Faraday’a wykazał ponadto, że ciało duchowe otoczone polem siłowym prądu stałego nie było w stanie się z niej wydostać. Udało się to dopiero wtedy, kiedy wyłączono prąd. Przemieszczanie się tego wydzielonego układu wzdłuż ulicy ujawniło natomiast, że nieświadomie poruszał się on wzdłuż linii wysokiego napięcia. Wskazuje to wyraźnie na wzajemne oddziaływanie pól siłowych i potwierdza w pełni fizyczny charakter wydzielonego z ciała świadomego komponentu człowieka.

Początkowo Monroe prowadził baczną samoobserwację swego ciała duchowego, który nazwał drugim ciałem. To drugie ciało unosiło się swobodnie, ale wciąż dawało się odczuwać łagodne przyciąganie ziemskie (mogło to wynikać zarówno z niewielkiej masy tego ciała, jak i sugestii będącej następstwem przekonań nabytych podczas życia w czasoprzestrzeni, bowiem późniejsze badania wykazały, że to świadomość kształtuje materię). Przyciąganie było niewielkie, ale wyczuwalne. Monroe widział migocące zarysy swego drugiego ciała, które było przejrzyste jak woda. Łącząc swoje drugie dłonie wyczuwał, kiedy się zetknęły. Dotyk odbierał tak, jakby to były normalne dłonie. Także inne części drugiego ciała wydawały się całkiem naturalne i dość twarde w dotyku. W tym samym czasie od dłoni ciała biologicznego nie płynęły żadne bodźce czuciowe, nie mógł też nimi poruszyć. Nie miał także kontaktu taktylnego z żadnym z przedmiotów substancjalnych znajdujących się w pokoju. Drugie ręce przenikały przez wszystko na wylot. Zdarzało się jednak, że przenikając przez twarde powierzchnie substancjalnej rzeczywistości odczuwał dotykiem wszystkie jej warstwy. Wrażenia te mogłyby sugerować niewielką gęstość tego kompleksu, ale mogły być również wynikiem reakcji na oddziaływania silne wewnątrz substancjalnej materii. Badając duchowymi dłońmi swoje ciało biologiczne Monroe dostrzegł, że odbiera je jak lustrzane odbicie ciała duchowego. Wskazywały na to charakterystyczne, znane mu różnice, jak np. zdeformowany paznokieć palca jednej ze stóp. Prześledził też dokładnie połączenie ciała biologicznego z duchowym. Okazało się, że wychodzi ono z punktu pomiędzy łopatkami (nie z głowy), przy czym przypomina korzenie drzewa, które łączą się następnie w gruby pień. Korzenie rozchodziły się w dół do środkowej części ciała oraz w górę do ramion i szyi. Dalej poza ciałem formowały się w linę, która w dotyku była równie ciepła jak ciało i wydawała się złożona z bardzo wielu giętkich ścięgien złączonych razem.

Monroe szybko dostrzegł skłonność umysłu do interpretacji doznań w taki sposób, by dopasować je do znanych sytuacji, ale próbował analizować je możliwie obiektywnie. W stanie egzosomatycznym najważniejszym czynnikiem okazała się myśl. To ona dawała impuls do przemieszczania się w przestrzeni i ona była w stanie dostosowywać rzeczywistość do tego, czego się spodziewał. Gdy jednak wyruszał na spotkanie z nieznanym bez narzuconych oczekiwań, zaobserwowane zdarzenia najczęściej zgadzały się w najdrobniejszych szczegółach z późniejszymi relacjami żywych osób, które w nich uczestniczyły. Każdy kolejny zweryfikowany fakt upewniał go o prawdziwości przeżywanych doznań. Uzyskiwane, nieznane wcześniej informacje okazywały się zgodne z prawdą. Zauważył też, że w stanie bezcielesnym nawiązywał z widzianymi osobami telepatyczny kontakt, choć ich zachowanie nie wskazywało na to, że zdawały sobie z tego sprawę. By uzyskać wiarygodną weryfikację swego niecodziennego doświadczenia Monroe postanowił pewnego razu uszczypnąć swoją „rozmówczynię”. Natychmiast odebrała ten zamiar na drodze anomalnej i próbowała go do niego zniechęcić, twierdząc, że spotkanie z pewnością zapamięta. Mimo to zrealizował zamiar, a znajoma wyraźnie odczuła ból. Rozmowa ta wprawdzie nie zachowała się w czuwającej warstwie pamięci jego znajomej, lecz siniak na jej ciele utrzymywał się przez kilka dni. Konfrontacja zaszłych wypadków dla nich obojga była dużym zaskoczeniem.

Badania rzeczywistości niejawnych prowadzone w ramach eksploracji pozacielesnych

W trakcie eksperymentów pozacielesnych Monroe stwierdził, że eksplorowana przez niego w tym stanie rzeczywistość nie jest jednorodna, lecz dzieli się na różne obszary [5]. Obszarem I nazwał naszą czasoprzestrzenną rzeczywistość. Był to teren najbardziej wiarygodnych doświadczeń, ponieważ był on w pełni weryfikowalny. Uzyskiwane informacje i obserwowane zdarzenia zawsze można było sprawdzić. Na uwagę zasługuje tutaj fakt, że nawet w tym obszarze można było spotkać istoty „bezcielesne” i komunikować się z nimi. W obszarze tym Monroe zetknął się również z przedstawicielami innych cywilizacji, penetrującymi czasoprzestrzeń w stanie bezcielesnym, zapoznawał się z nieznanymi ziemskiej cywilizacji technologiami, odbywał podróże w czasie. Udało mu się też przeniknąć do równoległego systemu życia, przypominającego ziemski (nazwał go obszarem III). W trakcie eksploracji równoległego systemu życia w formach biologicznych automatycznie wnikał w ciało żyjącego tam mężczyzny, a kolejne fragmentaryczne „wcielenia” były  kontynuacją zdarzeń poprzednich. Zauważył też, że jego odrębne przyzwyczajenia wyniesione z ziemskiego życia wprowadzały zamieszanie w życiu przejmowanego osobnika. Obserwacje te mogą sugerować, że nasz kompleks świadomościowy może realizować cały szereg wcieleń nie tylko następczych (w ramach jednego systemu życia), ale i równoległych (także w różnych systemach). Doświadczenia te weryfikowali później następcy Roberta Monroe w ramach organizowanych przez niego pozacielesnych programów eksploratorskich [6, 7].

Obszar II Monroe uznał za środowisko niematerialne w klasycznym znaczeniu tego słowa. Był to rejon o trudnych do określenia granicach, w którym spotyka się istoty o różnym stopniu inteligencji i rozwoju, z którymi można się komunikować. Był w stanie identyfikować te istoty w oparciu o ich cechy osobowości, co sugerowało wykorzystywanie telepatycznej formy poboru informacji, bowiem wygląd identyfikowanej istoty był bez znaczenia. Świadomość w stanie egzosomatycznym okazała się witalnym, twórczym potencjałem jakiegoś fizycznego układu, organizującym jakąś formę materii. Układ ten posiadał zasób energii, wyposażony był w kanały percepcji i komunikacji, które działały całkowicie odmiennie od zmysłów ciała biologicznego. Otoczenie można było obserwować bez obracania ciała. Słyszało się słowa nie słysząc ich (odbierało się myśl, której nadawało się słowną formę). Wszystko czego dotykało się w Obszarze II dłońmi wydzielonego ciała wydawało się mieć tę samą konsystencję, co to ciało. Była to już inna rzeczywistość, całkowicie poza naszą czasoprzestrzenią. Czas taki, jaki znamy w czasoprzestrzeni, tam nie istniał. Sekwencje zdarzeń przeszłych i przyszłych nie następowały w porządku chronologicznym, lecz wzajemnie splecione rozgrywały się równocześnie obok siebie.

Ta nowa, poza czasoprzestrzenna rzeczywistość wydawała się naturalnym środowiskiem bytowania układu fizycznego wydzielonego z ciała. Jego zasady działania, percepcja i sposoby komunikacji odpowiadały dokładnie tym, jakie funkcjonowały powszechnie w tym obszarze. Powodowało to, że wiele eksperymentalnych prób eksterioryzacji kończyło się właśnie tam, niezależnie od woli eksplorującego. Na podstawie dokonywanych obserwacji w stanie pozacielesnym Monroe uznał, że układ ten w zasadzie nie należy do czasoprzestrzeni, przebywając w niej tylko czasowo podczas wykorzystywania ciała biologicznego. Odnosił też wrażenie, że podróżowanie poza ciałem do określonych punktów czasoprzestrzeni jest procesem wymuszonym. Wystarczyła chwila dekoncentracji, a nieświadomość kierowała go do nadprzestrzeni, co wydawało mu się całkowicie naturalne.

Monroe przekonał się również, że eksterioryzowany układ świadomościowy może automatycznie tworzyć tam własne holograficzne kształty myślowe przypominające obiekty czasoprzestrzeni. Spotykając tam osobowości osób zmarłych przekonał się, że można tam było tworzyć holograficzne wersje ziemskiego życia, które najbardziej odpowiadały i sprawiały twórcy najwięcej przyjemności. Tworzone mogły być także hologramy ludzi, z którymi można było to życie dzielić, prowadząc w nadprzestrzeni życie na „ziemski” sposób. Można domniemywać, że tego rodzaju myślowa symulacja ulubionych rozrywek lub znanego środowiska, do którego przywykliśmy w trakcie ziemskiego życia, pozwala zredukować wielu istotom szok doznany w momencie śmierci ciała biologicznego.

Tutaj świadomościowe kompleksy stworzyły też swoje własne projekcje zaświatów, czyli tzw. obszary systemów przekonań, odpowiadające wyobrażeniom wyznawanej religii, poglądom filozoficznym czy praktykowanym wzorcom zachowań. Zatrzymanie się zmarłego w obszarze systemów przekonań może być jednak również efektem długotrwałej choroby, której następstwem była śmierć ciała biologicznego. Istota taka może nie dołączyć do istniejących już obszarów, lecz tworzy aktem myślowym własną projekcję, identyczną ze środowiskiem, w którym przebywała podczas swojej choroby. Może to być fragment mieszkania, w którym czuła się najmniej zagubiona podczas choroby Alzhaimera, sala szpitalna, zajmowany za życia pokój, itp. Człowiek taki zaakceptował już proces umierania i przejście do świata bytów bezcielesnych uważa najczęściej za dalszy ciąg swojej choroby.

W tym granicznym obszarze (nazwanym międzystanem) Monroe napotkał też zagubione tam „cienie” własnej osobowości pozostałe po swych dawnych inkarnacjach. Wiedzę o okolicznościach śmierci w minionym życiu odbierał w postaci wizji. Spotkania te mogą sugerować, że nasz kompleks świadomościowy może dokonywać wielokrotnego podziału, a nasza osobowość może być sumą doświadczeń osobowości cząstkowych, składających się na wypadkową osobowość. Z tymi pozostałościami swych dawnych inkarnacji Monroe nawiązywał kontakt i kierował do miejsca (nazwał je centrum przyjęć) prowadzącego do tego poziomu rzeczywistości, skąd się wywodzimy, i do którego wracamy po zakończeniu ziemskiej egzystencji. Doświadczenia te stały się później impulsem do przygotowania programu odzyskiwań zagubionych w tych rejonach osobowości. Realizowano je w Instytucie Nauk Stosowanych ufundowanym przez Roberta Monroe (Instytut ten zwany jest też Instytutem Monroe’a) i kontynuuje się do dnia dzisiejszego [8].

Prof. dr Charles T. Tart

Kolejne programy badawcze, sięgające również do głębszych poziomów rzeczywistości, w tym zwłaszcza eksploracje partnerskie prowadzone równocześnie przez kilku ochotników, pozwoliły uzyskać szerszy wgląd w tę niejawną rzeczywistość [6, 9]. Inspiracją dla tego projektu badawczego stało się sensacyjne doświadczenie przeprowadzone przez dr Charlesa Tarta. W eksperymencie tym dwóch ochotników wspólnie przeżyło spotkanie w rzeczywistości alternatywnej, podczas gdy ich ciała pozostawały w stanie transu w laboratorium badawczym. Widzieli się nawzajem, mogli się porozumiewać, pływali razem w wodzie, wyczuwali piasek pod stopami i powiew wiatru na twarzach, grali tam razem w piłkę. Okolica, w której się znaleźli, wydawała im się najzupełniej rzeczywista. Przeżywali ją wspólnie, zatem była to ta sama, stworzona przez ich własną świadomość rzeczywistość alternatywna. Wynik tego zdumiewającego doświadczenia był powtarzalny, choć sceneria za każdym razem mogła ulegać zmianie. Wyniki tego rodzaju eksperymentów mogą sugerować, że i ta rzeczywistość, w której egzystujemy i uznajemy za jedynie prawdziwą, też może być wytworem świadomości. Egzystuje w niej cała ludzkość, zatem może być ona wytworem świadomości globalnej ziemskiego systemu życia (tego rodzaju sugestię rzucił swego czasu nieżyjący już brytyjski fizyk prof. dr David J. Bohm).

W Instytucie Monroe’a postanowiono sprawdzić, czy takie wspólne doświadczenia można byłoby wykorzystać przy weryfikacji informacji zdobywanych w nadprzestrzeni. Niektóre przeżycia, których doświadczano podczas samotnie przeprowadzanych eksploracji pozacielesnych, były tak niezwykłe, że mimo stale ponawianych prób wciąż powracały wątpliwości, czy nie są to aby fantazje, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Chciano uzyskać pewność, że świat poza czasoprzestrzenny jest dokładnie taki, jakim obserwuje się go w sposób pozazmysłowy.

Jedna z pierwszych prób wspólnej wyprawy w nadprzestrzeń dokonała się podczas zajęć prowadzonych przez dr Ritę Warren. Zrealizowała się spontanicznie po tragicznym trzęsieniu ziemi, które miało miejsce w Indiach. W ramach prowadzonych eksploracji planowana była wyprawa do centrum przyjęć, w którym każdy z uczestników miał przygotować sobie swoje własne miejsce, do którego bez trudu trafi w każdych warunkach.

Bruce Moen

Nieoczekiwanie wszyscy skierowali się do strefy międzystanu, który zapełnił się istotami nagle wyrwanymi z dotychczasowej egzystencji. Były to ofiary niedawnego kataklizmu, a każdy z eksperymentatorów stał się obserwatorem prowadzonej w nadprzestrzeni akcji ratowniczej.
Na użytek ofiar tragedii przygotowana tam została sceneria, która kierowała przerażonych i zdezorientowanych ludzi w kierunku obozu przypominającego ziemskie ośrodki, w jakich zwykle organizuje się w takich wypadkach tymczasową pomoc i opiekę. Obóz ten, z ustawionymi w dwuszereg namiotami i wąską uliczką między nimi, był właśnie tym, co spodziewali się ujrzeć. Unoszące się w górę dymy ognisk sugerowały możliwość otrzymania posiłku i opieki.

Był to dla nich widok znajomy i w pełni zrozumiały. Niekończący się sznur ludzi przesuwał się bezwiednie między namiotami w kierunku tunelu, za którym znajdowało się centrum przyjęć. Tam witały przybyłych osoby im znane i bliskie. Niektóre ofiary trzęsienia ziemi uwięzione zostały mentalnie pod gruzami i stertami kamieni. Część uczestników eksperymentu włączyła się zatem do akcji ratowniczej, pomagała „uwolnić się” zmarłym i kierowała ich do obozu. Akcję tę przerwało dopiero wezwanie do powrotu przekazane przez słuchawki. Ku zaskoczeniu członków tej zbiorowej eksploracji, wszystkie ich późniejsze relacje były w pełni zgodne i spójne, choć wielu z nich uczestniczyło w innych scenach składających się na ciąg doświadczanych zdarzeń. Zbieżność ta oznaczała, że obserwowane w nadprzestrzeni holograficzne obrazy mogą być całkowicie realne. Odbiór wyglądu tamtej rzeczywistości, wykonywanych czynności i wykorzystywanych środków komunikacji z napływającym tłumem osób zmarłych był dokładnie taki sam dla wszystkich uczestników eksploracji.

Prowadzone systematycznie eksploracje partnerskie w nadprzestrzeni pozwoliły wedrzeć się badaczom w wiele obszarów tej ukrytej rzeczywistości. W pełni potwierdziły się wtedy pierwsze spostrzeżenia Monroe’a, że nie jest to przestrzeń całkowicie jednorodna. Najważniejszym dla nas miejscem docelowym okazał się niewątpliwie obszar, do którego bramą wejściową jest centrum przyjęć, czyli tzw. Park. Zanim tam dotrzemy, możemy jednak zatrzymać się na pograniczu, w obszarach będących wynikiem naszych własnych wyobrażeń i projekcji. Wielokrotnie bowiem potwierdziło się spostrzeżenie, że nasza świadomość może na tym głębszym poziomie rzeczywistości wykreować dowolne otoczenie aktem myślowym. Dość często są to obszary systemów przekonań (lub preferencji), czyli takie środowiska, które odwzorowują nasze wyobrażenie o zaświatach lub też miejsca, w których możemy realizować swoje niebezpieczne dla innych popędy, preferencje czy wzorce zachowań. Obowiązuje tu zasada przyciągania się podobieństw (pola fizyczne tych osobowości wchodzą ze sobą w rezonans tworząc wspólne projekcje). Oddziałuje ona tu silniej, niż w znanej nam czasoprzestrzeni.

Istoty, które w sposób fanatyczny i bezrefleksyjny realizowały sposób życia według ściśle określonych doktryn jakiejś religii, w nadprzestrzeni dołączają do tych skupisk istot żywych, które odtwarzają tu zgodne ze swoimi wierzeniami wyobrażenia o raju. Tworzą się więc rozmaite wspólnoty religijne rygorystycznie przestrzegające pod przewodnictwem samozwańczych kapłanów wymaganych rytuałów religijnych i zasad postępowania, obowiązujących w ich społecznościach na Ziemi. Egzystujące tu byty są absolutnie przekonane, że jedynie ich wizja świata i sposób myślenia są właściwe. Tymczasem istoty bezcielesne, kontaktujące się z grupami eksploratorów, określają tego rodzaju obszar mianem pustego nieba, bowiem przebywające w nich osobowości prowadzą w nich bezczynne, całkowicie jałowe życie w niezmienionym stanie. Nie dbają o nikogo, w tym i o własny rozwój pod jakimkolwiek względem, nie są też skłonne do odczuwania lub ofiarowania czystej, bezwarunkowej miłości (CBM), która jest elementem łączącym wszystkie żyjące istoty w jedną, współpracującą ze sobą społeczność.

Obok tych zastępczych wyobrażeń raju, w ramach eksploracji partnerskich zapoznawano się też z innymi obszarami systemów przekonań (preferencji), którym śmiało można byłoby nadać miano piekieł. W takich obszarach również gromadziły się istoty podobne, realizujące takie same, właściwe sobie wzorce zachowań. Można było więc obserwować mieszkańców piekła złodziei, sadystów, morderców, itd. Każdy rodzaj dewiacji psychicznej gromadził inne przepełnione negatywnymi emocjami byty. Każda przebywająca w danym piekle istota celowo krzywdziła innych, czerpiąc z tego satysfakcję, a następnie sama wkrótce była w ten sam sposób krzywdzona. Zawiązywano tam krótkotrwałe sojusze i łamano wzajemne zobowiązania. Były to obszary niewypowiedzianych katuszy, które nieustannie próbowano sobie w ten sam niegodny sposób „rekompensować” kosztem innych. Ten tryb życia pozwalał w każdym z tego rodzaju obszarów wybijać się w czynieniu zła tym istotom, które radziły tam sobie najlepiej. Z powodzeniem można byłoby nadać im miano szatanów. Każde z piekieł miało swych własnych szatanów, każde też charakteryzowało się niemal całkowitym brakiem wyrażania i doświadczania CBM.

Zgodnie z informacjami uzyskanymi w nadprzestrzeni, przybyłe tam osobowości mogą zostać niejako uwięzione w obszarach własnych przekonań, póki nie odczują bezsensu, dojmującego smutku lub zniechęcenia na skutek tego rodzaju trwania. Czasem proces odzyskiwania zmarłych z tych obszarów ulega przyspieszeniu, gdy na Ziemi wydarzy się kataklizm pociągający za sobą wielką liczbę ofiar. W międzystanie pojawia się wtedy tak dużo zmarłych, że nie sposób tego nie dostrzec. Ci, którzy przebywają wewnątrz utworzonych przez siebie terytoriów przekonań, zauważają wtedy, że obok nich toczy się jakieś inne życie. Budzi to wątpliwości, czy rzeczywiście znajdują się w miejscu docelowym, a to z kolei ułatwia innym istotom bezcielesnym udzielenie im pomocy.

Dzięki eksploracjom pozacielesnym dowiedzieliśmy się, że Park, czyli centrum przyjęć, jest pierwszym obszarem aktywności służącym naszemu rozwojowi, z którym stykamy się po zakończeniu naszej ziemskiej egzystencji. Z punktu widzenia naszych wierzeń religijnych można go uznać za bramę wiodącą do nieba. Do tego miejsca doprowadzani są zmarli przez te istoty bezcielesne, które poświęciły się procesowi odzyskiwania istnień zagubionych w jałowych obszarach nadprzestrzeni. Tu witają ich przyjaciele i krewni, silnie związani ze zmarłymi podczas ich ziemskiej egzystencji. Na świadomych swojej biologicznej śmierci zmarłych, przerażonych i niepewnych dalszego losu na skutek zapamiętanych przewin, czekają również istoty przybierające dla nich postaci znane im z wierzeń lub praktyk religijnych. Przekonują ich o mocy miłości i wybaczenia, uspokajają i napełniają ufnością. Tu przybysze zaznają pierwszych chwil odpoczynku po trudach minionego życia, w warunkach przypominających ziemskie. Spokojna, wyważona rozmowa powoduje, że różnice między ziemskimi wierzeniami i aktualną rzeczywistością powoli ulegają zatarciu. Przybyłe istoty przystosowują się powoli do zaszłej zmiany.

Odmienny kierunek ruchu świadomych form istnienia obsługiwany jest przez istoty bezcielesne w centrum przeglądu i centrum rejsów. W centrach tych dokonuje się wyboru czasu i miejsca wcielenia, środowiska i warunków życia, potencjalnych rodziców, itp. Centrum przeglądu pozwala poznać kompleksowi świadomościowemu dotychczasowe dokonania w formach biologicznych oraz różnego rodzaju dostępne przyszłe możliwości korekty tego, co należałoby poprawić, lub też wdrożenia próby, którą warto byłoby podjąć. Po dokonanym wyborze pracownicy centrum rejsów przygotowują inkarnację biorąc pod uwagę aspekty astrologiczne, które będą wspierać pożądane cechy osobowościowe, a także poszukując jak największej liczby zdarzeń sprzyjających właściwym wyborom podczas realizacji założonego planu ziemskiego życia. Jeśli planowana jest równoczesna inkarnacja kilku istot w ramach łącznego programu działania, centrum rejsów przygotowuje dla nich dodatkowo odpowiednie krzyżujące się linie czasu-zdarzeń, które pozwolą im spotkać się i realizować razem wspólny plan. Samego wcielenia dokonuje się w sekcji ponownego wejścia w formy biologiczne. Świadomość istot przygotowywanych do wcielenia zostaje tam skompresowana, a dostęp do części świadomości zostaje zablokowany. Pozwala to lepiej skupić się na celach i zadaniach kolejnego wcielenia, a także zapobiega przeciążeniom na skutek wysokiego poziomu szumów informacyjnych, spowodowanych wielkim skupieniem żywych istot na stosunkowo niewielkim obszarze.

Kolejnym poznanym podczas wypraw obszarem aktywności związanym z centrum przyjęć jest sekcja uzdrawiania i odnowy. Trafiamy do niego zawsze po śmierci ciała biologicznego i przekroczeniu bariery międzywymiarowej. Życie w czasoprzestrzeni niesie ze sobą wiele problemów, wyczerpuje naszą energię i pozostawia po sobie zwykle uczucie dużego zmęczenia. Po jego zakończeniu przewidziany jest zatem okres rekonwalescencji, prowadzony przez specjalizujące się w tym zakresie byty bezcielesne.

W docelowym obszarze nadprzestrzeni nigdy nie żyjemy bezczynnie. Oprócz poznanych już obszarów aktywności możemy pogłębiać zakres swojego poznania korzystając z centrum kształcenia przypominającego wizualnie wielką bibliotekę. Na półkach ustawionych wzdłuż ścian znajduje się wielka liczba „książek”, które zawierają całą zgromadzoną dotychczas wiedzę. Każda z przebywających tam istot może z nich korzystać. Biblioteka ta jest również holograficzną projekcją ułatwiającą przystosowanie się do nadprzestrzennej rzeczywistości, ponadto wyposażona jest w sieć, którą można rozumieć jako odpowiednik ziemskiego Internetu. Centrum to obejmuje sekcje kształcenia wszelkich form życia. W centrum kształcenia wielkie zainteresowanie budziła nawiązana już przez ludzi żyjących w czasoprzestrzeni komunikacja instrumentalna ze światem istot bezcielesnych. Pracownicy tego centrum stwierdzili, że okazują wszelką możliwą pomoc ziemianom w jej realizacji, gdyż powszechność wzajemnych kontaktów może w sposób istotny wpłynąć na szybkość ewolucji ziemskiej cywilizacji.

Inny rodzaj kształcenia stosuje się w nadprzestrzeni w stosunku do istot opuszczających obszary przekonań. Wspomniane wcześniej przy okazji przygotowań do wcielenia centrum przeglądu wykorzystywane jest wtedy w celach edukacyjnych, a następnie przygotowawczych do podejmowanych później zadań. Mieszkańcy pustych nieb i różnego rodzaju piekieł, którym udało się opuścić ten obszar, zachęcani są do prowadzenia akcji ratowniczej w stosunku do bytów, które na skutek praktykowanych zachowań lub preferencji przyciągane są po śmierci ciała przez tego rodzaju skupiska zaburzonych osobowości. Zasila się w ten sposób centrum rehabilitacji.

Centrum planowania w nadprzestrzeni przypominało nieco eksploratorom nasze wieże kontroli lotów. Obejmowało stanowiska monitorujące, które koordynowały wszelką działalność wszystkich systemów życia ziemskiego na poziomie lokalnym (czasoprzestrzeni i poza nią). Większa część działalności tego centrum poświęcona jest operowaniu liniami czas-wydarzenie w lokalnej sieci czasu. Linię czas-wydarzenie należy rozumieć jako serię zdarzeń połączonych ze sobą w jedną następczą sekwencję, natomiast sieć czasu przypomina nieruchomy zbiór wszystkich możliwych zdarzeń. Przesuwanie się po linii czas-wydarzenie uruchamia konkretną sekwencję zdarzeń i nadaje jej bieg. Sieć czasu stanowi zatem pewien sposób opisu zasobu informacji świadomej jaźni, rozumianej w sposób zbiorczy. Centrum analizuje punkty przecięcia różnych linii zdarzeń, określa prawdopodobne ich rezultaty i łączy je ze sobą. Czasem tworzona jest całkiem nowa linia czas-wydarzenie, aby uzyskać inny wynik końcowy na skutek poszerzenia danego wyboru o nowe możliwości. Wielopoziomowa koordynacja działań obejmujących trudną do wyobrażenia liczbę linii czasu-wydarzeń wymaga skomplikowanego systemu zarządzania i wielu obsługujących go istot bezcielesnych. Rozpatrując to z inżynieryjnego punktu widzenia ziemianina, układ linii czasu-zdarzeń mógłby przypominać grubą matę, utkaną z wielu krzyżujących się we wszystkich kierunkach przewodów. Pracownicy centrum planowania nadali jej na nasz użytek nazwę gobelinu czasu. Nie jest to układ statyczny, gdyż na skutek nieustannie podejmowanych przez nas w czasoprzestrzeni wyborów, system ten musi być stale przeprogramowywany. Dla ułatwienia układ ten podzielony jest na moduły, obejmujące konkretne obszary gobelinu. Każdy z pracowników centrum planowania obsługuje jeden taki obszar. Obszary takie mogą dotyczyć zbiorowiska osób mieszkających w jednym miejscu, pracujących w jednym przedsiębiorstwie, dzielących te same zainteresowania, itp. Jest sprawą oczywistą, że obszary te muszą zachodzić na siebie i wymagają nieustającej koordynacji działań.

Planowanie zdarzeń wymaga odpowiedniego dostrojenia czasowego. Okazało się, że wykorzystywany jest w tym celu tzw. wielki zegar, który synchronizuje wydarzenia rzeczywistości nadprzestrzennej z sekwencją zdarzeń w czasoprzestrzeni, które muszą charakteryzować się określoną kolejnością. Parametry pracy tego zegara obejmują cały nasz układ słoneczny, układ gwiazd w naszej galaktyce, a nawet innych galaktyk. W opisie tym można byłoby dopatrywać się związku wspomnianego zegara z ustaleniami często wyszydzanej astrologii, bowiem według informacji istot bezcielesnych czas świata czasoprzestrzennego biegnie w kierunku określonym przez przewidywalne ruchy wielkich mas poruszających się w danym systemie.

Ziemia nie jest jedynym ośrodkiem życia we wszechświecie, zatem niezbędne jest w nadprzestrzeni centrum koordynujące, które włączone jest w system sieci i obsługiwane jest przez istoty bezcielesne. Jest punktem węzłowym w międzygwiezdnym Internecie. Przez przewody poznania (zwane też włóknami świadomości) jest połączone ze wszystkimi innymi systemami w sieci. Ziemski system życia jest tylko jednym z wielu światów, gdzie żywe istoty egzystują w cyklach wyznaczanych realizowanym systemem uczenia się. Wszechświat pełen jest takich światów, a każdy z nich posiada swoje własne formy życia i własne metody uczenia się. Centrum koordynujące wymienia się informacjami z innymi centrami sieci (gdy zauważy jakąś aktywność w pobliżu ziemskiego systemu życia), a także poszukuje obszarów zdatnych do zamieszkania i podejmuje w razie konieczności organizację akcji przesiedleńczych. Informacja pojawia się we wszystkich węzłach sieci jednocześnie, bo nie mamy tu do czynienia ze znanym nam powszechnie przesyłaniem w czasoprzestrzeni (sieć charakteryzuje nielokalność).

Jest sprawą oczywistą, że ten głęboki poziom rzeczywistości opisywany był przez eksploratorów za pomocą pojęć znanych nam z ziemskiego życia i nie należy go odbierać zbyt dosłownie. Jednakże, nawet zdając sobie z tego sprawę, opisywane wyniki badań prowadzonych w stanie pozacielesnym mogą budzić podejrzenie celowej manipulacji. Niemal we wszystkich szczegółach identyczne informacje uzyskuje się jednak w wyniku badań zasobów ludzkiej nieświadomości prowadzonych pod hipnozą. Dowodzą tego publikacje psychologów i psychiatrów stosujących podczas badań tę technikę, w tym przede wszystkim wyniki prac dr. Michaela Newtona [10]. Dane te są kompatybilne z wieloma przekazami medialnymi oraz uzyskanymi na drodze transkomunikacji. We wszystkich wymienionych wypadkach mamy do czynienia z różnymi technikami badawczymi, a jednak wyniki są powtarzalne. Oznacza to, że zasługują na uwagę.

Także wiedza z zakresu fizyki potwierdza wiele z ustaleń dokonanych w stanie egzosomatycznym. Wciąż poszukujemy uniwersalnej teorii fizycznej, która pozwoliłaby ująć w ujednoliconą formę matematyczną całość oddziaływań fizycznych. Podjęto wiele prób, a jedna z nich wydaje się szczególnie obiecująca, ponieważ fizyka klasyczna i kwantowa stanowi jej graniczne przypadki. Zawdzięczamy ją zespołowi, którego członkami są polscy naukowcy: fizyk prof. dr hab. Michał Heller i matematyk prof. dr hab. Wiesław Sasin [11]. Wykorzystano w niej stosunkowo nowe narządzie matematyczne, jakim jest geometria nieprzemienna, do opisu początkowej osobliwości w modelu kosmologicznym. Może to prowadzić do drastycznej zmiany światopoglądowej, ponieważ ta początkowa osobliwość może stanowić głęboki poziom naszej rzeczywistości, który nigdy nie minął. Jest on bowiem bezczasowy, czyli wieczny. W znanej nam geometrii przemiennej przestrzeń składa się z punktów, a czas składa się z chwil. W geometrii nieprzemiennej punkty i chwile „rozmywają się”. Oznacza to, że na poziomie fundamentalnym czas i przestrzeń mogą nie istnieć w tym sensie, w jakim dziś te pojęcia rozumiemy. Dynamiki tego poziomu rzeczywistości nie opisują zmiany w stosunku do położenia i czasu, lecz zmiany stanu układu. Zatem nie jest to układ statyczny i wciąż może ulegać zmianom na skutek świadomej ingerencji ukierunkowanej na cel. I te właśnie cechy odnajdujemy w rzeczywistości penetrowanej przez nasz wydzielony z ciała układ świadomościowy.

Do tego samego poziomu rzeczywistości odwołuje się teoria próżni zaproponowana przez rosyjskiego fizyka prof. dr. Giennadija I. Szipowa [12], której następstwem było usunięcie go z moskiewskiej uczelni. Szipow twierdzi, że egzystujemy w rzeczywistości fizycznej, której nie tylko do końca nie poznaliśmy, ale i którą nie do końca rozumiemy. Jego zdaniem jest to obszar swoisty, w którym jesteśmy zamknięci niczym w klatce, nie dostrzegając wielu form materii oraz rodzajów oddziaływań energetycznych. Uwadze naszej całkowicie umyka rodzaj promieniowania, rozchodzącego się niemal natychmiastowo, tzn. niemal w czasie zerowym. Teoria Szipowa wyszczególnia siedem poziomów organizacji (stanów skupienia) materii i częstotliwości jej wibracji. Są to:

poziom pierwszy:

próżnia pierwotna (praźródło wszystkiego)

poziom drugi:

pierwotne pola wirowania (tzw. pierwotne pola torsyjne) zwane również polami świadomości

poziom trzeci:

próżnia fizyczna

poziom czwarty:

plazma

poziom piąty:

gaz

poziom szósty:

ciecz

poziom siódmy:

ciało stałe

Poziom pierwszy stanowi według Szipowa źródło pochodzenia całego Wszechświata, tzn. złożonego układu wszechświatów równoległych. Poziom ten opisany został równaniami matematycznymi, a tworzy go swoista pierwotna świadomość, która przenika całość istnienia i stanowi plan kreacji pierwotnych pól wirowania. Z powodzeniem moglibyśmy nazwać ten poziom mianem Wielkiego Kreatora (lub Boga, jeśli ktoś tak woli). Ten poziom organizacji materii stanowić może wyjaśnienie trudnej do zrozumienia dla wielu sytuacji, wynikającej z nieoznaczoności fizyki kwantowej. Świat rzeczywisty jest bowiem taki, jaki jest, i nie grozi mu żadna kosmiczna schizofrenia. Można zatem przyjąć, że informacyjne pole próżni pierwotnej mogłoby generować plan probabilistycznych wielokierunkowych zmian możliwych do zrealizowania w cząstkowych układach o chwiejnym stanie równowagi, a składających się na globalny układ wirtualnych wszechświatów równoległych. Każdy z tych wariantów planu mógłby zostać zrealizowany, a bezpośrednimi wykonawcami poszczególnych operacji w tym modelu mogłyby być pierwotne pola świadomości, przesuwające w pożądanym kierunku stan równowagi poszczególnych układów i kreującymi tę konkretną rzeczywistość, w której egzystujemy.

Pierwotne pole świadomości (pierwotne pole wirowania) to z kolei swoiste pole informacyjne, opisane kolejnym szeregiem matematycznych równań nieliniowych. Pole to wytwarza według teorii Szipowa zagęszczenia (solitony) o pewnej organizacji, które mają zdolność do samodzielnego istnienia. Stanowią one rodzaj magazynów wszelkich pomysłów, myśli, obrazów mentalnych, które mogą być wymieniane przez różne układy materialne naszej rzeczywistości. Można to również rozumieć w ten sposób, że wszelkie układy materialne stanowią równocześnie generator i odbiornik pól torsyjnych, co oznacza, że zgodnie z teorią Szipowa wszystkie obiekty materialne, zarówno żywe jak i nieożywione, są generatorami tzw. wtórnych pól torsyjnych. Pola morfogenetyczne postulowane przez Sheldrake’a mogłyby zatem stanowić określony zespół wtórnych pól torsyjnych postulowanych przez Szipowa. Z kolei solitony wytworzone przez świadomościowe pola informacyjne znalazłyby swój odpowiednik w koncepcji energetyczno-informacyjnych kompleksów postulowanych przez Johna C. Ecclesa, nabywających w toku swej ewolucji świadomość własnej tożsamości.

Czy warto w tak różnorodny sposób pozyskane fakty i informacje ignorować w imię upartego trzymania się nigdy nie udowodnionego dogmatu ortodoksyjnej nauki?

Kometa Hyakutke obserwowana przez teleskop

Warto wspomnieć na koniec, że dysponujemy też swoistym dowodem potwierdzającym prawdziwość doznań referowanych w wyniku prowadzenia eksploracji partnerskich w nadprzestrzeni. Spotykano tam obce istoty obserwujące naszą ziemską cywilizację, dokonywano podróży przez nadprzestrzeń do ich macierzystych planet, wymieniano z nimi doświadczenia. Przekazane informacje były tak niezwykłe, że uczestnicy eksploracji partnerskich poprosili o jakiś dowód, który potwierdziłby prawdziwość odbieranych doświadczeń. Poinformowano ich zatem, że wkrótce pojawi się w pobliżu Ziemi nieznana wcześniej jej mieszkańcom kometa, której tor lotu przebiegnie po północnej stronie naszej planety, powodując częściowe zaćmienie Gwiazdy Polarnej.

Odkrywcą zapowiadanej komety stał się 30 stycznia 1996 r. japoński astronom Yuji Hyakutke. Czas jej obiegu wokół Słońca wynosi ponad 100 tys. lat. W czasie prowadzonych doświadczeń tego programu badawczego nikt nic na jej temat nie wiedział. Tym samym dostarczony został kolejny dowód na prawdziwość nawiązywanych kontaktów podczas bezcielesnych eksploracji. Czy nie warto rozpocząć szeroko zakrojonego programu badań tej niejawnej rzeczywistości? Racjonalna odpowiedź może być tylko jedna. Świadomość jest jednak w stanie badać sama siebie, choć nie sposób ustrzec się w tych badaniach pewnego subiektywizmu.

________________________________

Przypisy dla części I:

  • [1]    Hector Durville, Le Fantóme des Vivants, Paris 1909
  • [2]    Milan Ryzl, Telepatia i jasnowidzenie. Eksperymentalny dowód istnienia pozazmysłowej percepcji, Astrum, Wrocław 1993
  • Milan Ryzl, Jasnowidzenie w hipnozie, czyli eksperymentalny dowód widzenia pozazmysłowego, Astrum, Wrocław 1994
  • Milan Ryzl, Parapsychologia. Zdolności człowieka, Astrum, Wrocław 1995
  • [3]    B. J. F. Laubscher, Were Mystery Dwells, Baily Bros & Swinfen, New York 1963
  • [4]    Richard S. Broughton, Parapsychologia nauka kontrowersyjna, Agencja Benkowski, Białystok 1994
  • [5]    http://www.worlditc.org/h_07_meek_by_macy.htm (kadry rejestracji filmowych dokonanych przez zespół George’a Meeka, opublikowane w Internecie przez badacza zjawiska transkomunikacji Marka H. Macy’ego).

Przypisy dla części II:

  • [1]    P. van Lommel, R. van Wees, V. Meyers, I. Elfferich, Near-death experience in survivors of cardiac arrest: a prospective study in the Netherlands, The Lancet, 358, 2039-2045 (2001)
  • [2]    K. Ring, S. Cooper, Mind sight: Near-Death and Out-of-Body-Experiences in the Blind, Institute of Transpersonal Psychology, Palo Alto CA 1999
  • [3]    Elisabeth Kübler-Ross, Koło życia. Rozważania o życiu i umieraniu, Laurum, Warszawa 2010
  • [4]    Raymond Moody, Życie po życiu, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1979
  • [5]    Michael M. Sabom, Recollections of Death. A Medical Investigation, Harper & Row, New York 1982
  • [6]    Bruce Greyson, The near death experience scale: construction, reliability and validity, Journal of Nervous and Mental Disease, 171, 369-375 (1983)
  • [7]    Kenneth Ring, Life at Death:  A scientific Investigation of the Near-Death Experience, Coward, McCann & Geoghegan, New York 1980
  • [8]    M. Morse, P. Perry, Bliżej światła, Opal PG, Kraków 1993
  • [9]    Zespół Guillaina-Barre’go – ostre, patologiczne zapalenie nerwów obwodowych, występujące na skutek procesów autoimmunologicznych (gdy organizm niszczy własne komórki).
  • [10]  Pim van Lommel, Wieczna świadomość. Naukowa wizja „Życia po życiu”, ArtVitae, Warszawa 2010
  • [11]  Phyllis M. H. Atwater, The New Children and Near-Death Experiences, Bear &Company, USA 2003
  • [12]  G. Groth-Marnat, R. Summers, Altered beliefs, attitudes and behaviors following near-death experiences, J. Hum. Psychol., 38, 110-125 (1998)
  • [13]  DMT – dimetylotryptamina. Jest to substancja psychoaktywna, której produkcja w organizmie stymulowana jest przez hormony nadnerczy. W sytuacji dużego stresu, strachu lub przy silnym bólu uwalniane są duże ilości tych hormonów, co uaktywnia produkcję DMT.
  • [14]  Ronald K. Siegel, The psychology of life after death, American Psychologist, 35, 911-931 (1980)
  • [15]  Kenneth Ring, Sharon Cooper, Near-death and Out-of-the-Body Experiences in the Blind: A Study of Apparent Eyeless Vision, Journal of Near-Death Studies, 16 (2), 101-147 (1997)
  • [16]  S. Blackmore, Dying to live: Science and the Near-Death Experience, Grafton, London 1993
  • [17]  Michael B. Sabom, Recollections of Death:  A Medical Investigation, Harper and Row, New York 1982
  • [18]  Elisabeth Kübler-Ross, On Death and Dying, Macmillan, New York 1969
  • [19]  P. Santori, The Incidence and Phenomenology of Near-Death Experiences, Network Review (Scientific and Medical Network), 90, 23-25 (2006)
  • [20]  P. van Lommel, R. van Wees, V. Meyers, I. Elfferich, Near-death experience in survivors of cardiac arrest: a prospective study in the Netherlands, The Lancet, 358, 2039-2045 (2001)
  • [21]  B. Greyson, Incidence and correlates of near-death experiences in a cardiac care unit, General Hospital Psychiatry, 25, 269-276 (2003)
  • [22]  S. Parnia, D. G. Waller, R. Yeates, P. Fenwick, A qualitative and quantitative study of the incidence, features and aetiology of near death experiences in cardiac arrest survivors, Resuscitation, 48, 29-48 (1995)
  • [23]  John C. Eccles, How the Self Controls Its Brain, Springer-Verlag, Berlin 1994
  • [24]  Friedrich Beck, John C. Eccles, Quantum Aspects of Brain Activity and the Role of Consciousness, Proceedings of the National Academy of Sciences of the USA, 89 (Issue 23), 11357-11361 (1992)

Przypisy dla części III:

  •  [1]    Dla przykładu: Richard Webster, Podróże astralne – jak pokonać czas i przestrzeń w doświadczeniach poza ciałem, Medium, Czarnów 1999
  • [2]    Robert A. Monroe, Podróże poza ciałem, Limbus, Bydgoszcz 2006
  • [3]    Charles T. Tart, A psychophysiological study of a male subject (Robert Monroe), International J. Parapsychology, 9, 251- 258 (1967)
  • [4]    Charles T. Tart, Further Psychophysiological Study of Out-of-the-Body Experiences in a Gifted Subject, Robert A. Monroe, Proceedings of the Parapsychological Association, Nov. 6, 43-44 (1969)
  • [5]    Robert A. Monroe, Dalekie podróże, Limbus, Bydgoszcz 2006
  • Robert A. Monroe, Najdalsza podróż, Limbus, Bydgoszcz 2006
  • [6]    Bruce Moen, Podróż poza wszelkie wątpliwości, Limbus, Bydgoszcz 2005
  • [7]    Rosalind A. McKnight, Kosmiczne podróże. Moje doświadczenia poza ciałem z Robertem A. Monroe, illuminatio, Białystok 2008
  • [8]    Bruce Moen, Podróże w nieznane, Limbus, Bydgoszcz 2005 http://www.monroeinstitute.org/
  • [9]    Bruce Moen, Podróże do życia po śmierci, Limbus, Bydgoszcz 2003
  • Bruce Moen, Podróż do Ojca ciekawości, Manawa, Wrocław 2007
  • [10]  Michael Newton, Wędrówka dusz, BMG, Łódź 2003
  • Michael Newton, Przeznaczenie dusz t.1 i 2, BMG, Łódź 2003
  • [11]  Michał Heller, Początek jest wszędzie, Pruszyński i S-ka, Warszawa 2005
  • [12]  G. I. Shipov, The Theory of Physical Vacuum. Theory, Experiments, and Technologies, Nauka, Moskow 1997 http://www.shipov.com/science.html
Reklamy

6 komentarzy »

  1. wow! Im bliżej nauce (tej prawdziwej) do odkrycia w jaki sposób kreowana jest rzeczywistość tym bliżej jej do nauk Buddy, z czego jako praktykująca buddyzm osoba bardzo się cieszę. Pustka jest formą, forma jest pustką, jedno nie jest oddzielone od drugiego…stwierdził Budda Sakjamuni 2500 lat temu.

    Komentarz - autor: izabela — 9 listopada 2011 @ 17:53

  2. również i mnie cieszy, że podejście naukowe przedstawia podobne koncepcje rzeczywistości jak te o których czytałem w materiałach teozoficznych

    Komentarz - autor: V — 10 listopada 2011 @ 21:57

  3. Po lekturze wcześniej opublikowanego u Was artykułu „Halucynacje OBE a usterka w mózgu” – a zwłaszcza przebiegu dyskusji na jego temat z bardzo nieprzejednanym stanowiskiem Izy, filaru Pracowni, że OBE (i inne odmienne stany świadomości) to nic innego jak iluzja na własne życzenie albo efekt manipulacj Obcych implantujących złudzenia do ludzkiego mózgu – z niedowierzaniem przeczytałem treść tego wpisu, zastanawiając się, czy to aby nie prowokacja? Skąd taka wolta?

    Jako ten, kto temat zna nie tylko z teorii ale i z własnego doświadczenia, cieszę się, że autorka publikowanego wyżej artykułu spróbowała przedstawić stan wiedzy na temat fenomenów NDE i OBE nie zakładając z góry, że ich przyczyną są dewiacje psychiczne czy „usterki w mózgu”. Nawet jeżeli wyniki opisywanych badań nie są jednoznaczne, a kontrowersyjne tezy czy wnioski (autonomiczny status świadomości, jej nielokalny charakter i niezależne istnienie poza centralnym układem nerwowym) przeczą obowiązującym paradygmatom w nauce, to nie ośmieszanie i deprecjacja, lecz tylko bezstronna postawa wobec tych zjawisk może pomóc w ich poznaniu i zrozumieniu.
    Cieszę się też, że autorka nie potraktowała NDE i OBE jako „psychicznego Disneylandu”, takiej krainy złudzeń, iluzji czy snu, co często czynią nie tylko liczni badacze tematu, ale i nawet niektórzy spośród tych, którzy takich stanów doświadczają. Poznanie natury odmiennych stanów świadomości jest poznaniem natury umysłu, a poznawanie natury umysłu związane jest ściśle z poznawaniem natury świata i całej rzeczywistości, w której istniejemy, o czym mówi już nie tylko fizyka kwantowa, ale i inne dziedziny współczesnej nauki.

    Ciekawe jest też to, że autorka sięgnęła także po treści tych przeżyć, co w publikacjach na temat odmiennych stanów świadomości nie jest takie częste. Większość badań skupia się na funkcjonowaniu mózgu i psychiki delikwenta, a nie na tym, czego on doświadcza.
    A analiza porównawcza opisów wielu różnych doświadczeń w NDE czy OBE, niezależnie od tego jak fantastyczne by nie brzmiały, mogłaby rzucić światło np.na kwestię tego, na ile są skutkiem kreacji umysłu a na ile mają obiektywną naturę, a w związku z tym – jak może wyglądać ukryty przed nami kształt prawdopodobnie wielowymiarowej rzeczywistości.

    Kilka cytatów z artykułu:

    „W stanie pozacielesnym można bez przeszkód obserwować opuszczone ciało i dokonywac obserwacji w otaczającym świecie czasoprzestrzeni. Nie mają na to wpływu żadne receptory zmysłowe pozostawione w ciele biologicznym, gdyż ten drugi układ dysponuje własnymi możliwościami percepcji”

    „Bez przeszkód to drugie ciało może poruszać się w czasoprzestrzeni nie napotykając żadnych barier, jakby jego naturalnym środowiskiem były inne (głębsze) wymiary rzeczywistości, przenikające naszą czasoprzestrzenną rzeczywistość.”

    „Zjawisko to wyraźnie sugeruje autonomiczny status świadomości”

    „Należy podkreslić, że obserwacje w stanie OBE są wyjątkowo szczegółowe i precyzyjne, znacznie dokładniejsze niż dokonywane za pomocą zmysłu wzroku, mają też nieco inny charakter”

    „Informacje te wyraźnie wskazują na nielokalny charakter zjawiska świadomości”

    „Charakterystyczna była też intensywność i pełna świadomość odbieranych doznań oraz dokladność dokonywanych w tym stanie obserwacji. Są to dodatkowe dowody potwierdzające fakt, że stanu pozacielesnego nie można identyfikować ze snem i marzeniami sennymi.”

    „Świadomość zdecydowanie powinna być traktowana jako coś autonomicznego, niezależnego od ciała i istniejacego poza centralnym układem nerwowym”

    „Odcinając się mentalnie od tzw. zjawisk duchowych w ramach przyjęcia „racjonalnej” wersji materialistycznego światopoglądu pozbawiliśmy się wprawdzie tych doznań na własne żądanie, ale wiele na to wskazuje, że jesteśmy w stanie te umiejetność reaktywować.”

    To doskonale zgadza się z moimi osobistymi doświadczeniami OBE i przemyśleniami na ten temat.

    I jeszcze na koniec, jako pointa, cytat z tekstu „Nauka i religia” (opublikowanego w Pracowni 17 października 2011), autorstwa Pani Laury Knight-Jadczyk, niekwestionowanego, jak zauważyłem, autorytetu, na jaki często powołują się prowadzący tę stronę:

    „Prawdziwa nauka – a nie entropiczny materializm, który udaje dziś naukę, stworzony i narzucony ludzkości przez patologiczne jednostki pozbawione duszy i sumienia – istnieje potencjanie, a my rozpaczliwie potrzebujemy zacząć ją zgłębiać i praktykować. Taka nauka byłaby otwarta na odkrywanie naszego świata bez uprzedzeń, WŁĄCZNIE ZE WSZYSTKIMI ZJAWISKAMI ZWIĄZANYMI ZE ŚWIADOMOŚCIĄ (podkreślenie moje – auukaa) – czy duchem – których jesteśmy spadkobiercą.
    Camille Flammarion zauważył:
    Nie waham się powiedzieć, że ten, kto twierdzi, że zjawiska spirytystyczne są sprzeczne z nauką, nie wie, co mówi. W rzeczywistości, w przyrodzie nie ma nic nadnaturalnego. Istnieje tylko nieznane – ale to, co było nieznane wczoraj, stanie się prawdą jutra”.

    Komentarz - autor: auukaa — 11 listopada 2011 @ 23:41

  4. @ auukaa 🙂

    Po lekturze wcześniej opublikowanego u Was artykułu „Halucynacje OBE a usterka w mózgu” – a zwłaszcza przebiegu dyskusji na jego temat z bardzo nieprzejednanym stanowiskiem Izy, filaru Pracowni, że OBE (i inne odmienne stany świadomości) to nic innego jak iluzja na własne życzenie albo efekt manipulacj Obcych implantujących złudzenia do ludzkiego mózgu – z niedowierzaniem przeczytałem treść tego wpisu, zastanawiając się, czy to aby nie prowokacja?

    Możesz przytoczyć cytat na potwierdzenie tego, co wytłuszczone?

    Komentarz - autor: iza — 13 listopada 2011 @ 01:32

  5. @ iza

    Takie odniosłem wrażenie.
    Interesuje mnie przede wszystkim temat OBE, jak najdalszy jestem od osobistych wycieczek i od siłowania się z kimkolwiek o cokolwiek. To był tylko wyraz pozytywnego zaskoczenia, jeżeli Cię to dotknęło, przepraszam.
    Z pewnego punktu widzenia można to potraktować jako wyraz uznania pod Twoim adresem 🙂

    Komentarz - autor: auukaa — 18 listopada 2011 @ 00:16

  6. @auukaa

    Takie odniosłem wrażenie. Interesuje mnie przede wszystkim temat OBE, jak najdalszy jestem od osobistych wycieczek

    Jasne. OBE interesuje Cię tak bardzo, że nie zauważasz, jak zainwestowane emocje wykrzywiają Ci odbiór rzeczywistości. A bezpodstawne (och, odniosłeś takie wrażenie) stwierdzenie „bardzo nieprzejednane stanowisko Izy” nic a nic nie jest wycieczką osobistą. To ze mną jest coś nie w porządku, bo powinnam była „potraktować to jako wyraz uznania pod moim adresem”. No ale Ty jesteś też „jak najdalszy od siłowania się z kimkolwiek i o cokolwiek” (jakże chlubna postawa, nieprawdaż?), co automatycznie stawia ofiarę Twojego oszczerstwa na niechlubnej pozycji „siłowania się” w razie oczekiwania wzięcia przez Ciebie odpowiedzialności za słowa wypowiedziane na forum publicznym.

    Komentarz - autor: iza — 19 listopada 2011 @ 12:21


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: