PRACowniA

30 Październik 2011

Samowspółczucie – najważniejsza umiejętność w życiu?

Filed under: Psychologia — iza @ 18:02
Tags: , ,

Robin Nixon
LiveScience
15 maja 2011

Kristin Neff ze swoim synkiem, Rowanem.

Urocze i żywe dziecko, syn Kristin Neff, Rowan, nagle zamknął się w sobie, stłumił tych kilka słów, które znał, i stał się podatny na niewytłumaczalne napady szału.

Nie można było przewidzieć, jak Kristin zareaguje na zdiagnozowanie u Rowana autyzmu w 2004 roku. Mogła zdławić swoje emocje, popaść w przygnębienie albo wyszukać pierwszego lepszego winnego dramatu jej synka.

Jednak Kristin, profesor nadzwyczajny na University of Texas w Austin, była w toku pionierskich badań nad samowspółczuciem. Jej odkrycia niespodziewanie okazały się nieocenione w jej własnym życiu. Współczując sobie i będąc wobec siebie życzliwą, Kristin mogła stawić czoło problemowi i znaleźć sposób na wychowywanie cierpiącego synka.

Neff opisała to wszystko w książce Self-Compassion, wydanej w kwietniu tego roku. Ta obiecująca dziedzina badań skłoniła psychologów do wniosku, że samowspółczucie jest być może najważniejszą umiejętnością w życiu, dodającą wigoru, odwagi, energii oraz kreatywności.

Jest to zarazem umiejętność, której wielu ludziom brakuje.

Samowspółczucie jest często mylone z pobłażliwością wobec siebie; samo to słowo zapewne wytrąciłoby z równowagi Amy Chua, autorkę Bojowej pieśni tygrysicy (wydanej w tym roku), która na nowo ożywiła debatę dotyczącą tego, jak surowi – lub pobłażliwi – powinniśmy być w stosunku do naszych dzieci i siebie samych.

Badania psychologów wskazują jednak, że żadna ze stron tej debaty nie wychodzi z niej zwycięsko.

Według Chua, budzenie w dzieciach poczucia własnej wartości powinno wynikać z ich osiągnięć, co usprawiedliwia użycie autorytarnych praktyk, wymuszających na dzieciach sukcesy, i na tej bazie budowanie samooceny. Jednak surowe kary i krytyka, obowiązkowe przy tej metodzie – Chua latami groziła córce, że nie dostanie obiadu i kolacji, jeśli nie opanuje do perfekcji utworu na fortepian „The Little White Donkey” – naukowcy wiążą z lękiem i depresją w późniejszym etapie życia.

Natomiast zgodnie z obecnymi teoriami wychowawczymi na Zachodzie, kluczem do sukcesu jest budzenie u dziecka wysokiej samooceny „za darmo”. W efekcie, rodzice chwalą małą Emmę za wszystko, co robi, i chronią ją przed frustracjami, które mogłyby nadszarpnąć jej samoocenę. Jednak niedawne badania wykazały związek między takim wychowaniem a nerwicami, emocjonalną niestabilnością i narcyzmem.

Wobec tego impasu psychologowie zrobili krok wstecz i ponownie przeanalizowali poprzednie badania, porównując je z tymi z ostatniej dekady. W efekcie część badaczy sugeruje, że nadmierne skupienie na własnej wartości odwraca naszą uwgę od znacznie ważniejszej umiejętności: samowspółczucia. Co brzmi motywująco i pocieszająco zarazem, współczucie sobie może obalić dotychczasowe paradygmaty, nadmiernie skupiające się na budowaniu wysokiej samooceny – twierdzą naukowcy.

Czym jest samowspółczucie?

To nie jest trywialny problem – powiedział Paul Gilbert, psycholog z brytyjskiego Kingsway Hospital. – Współczucie to wrażliwość na cierpienie własne i innych, oraz zaangażowanie w poprawę sytuacji.

Samowspółczucie, według definicji zaproponowanej przez Neff w literaturze naukowej, ma trzy aspekty: skupiona uwaga, poczucie wspólnoty i życzliwość.

Skupiona uwaga to panowanie nad myślami i emocjami, w przeciwieństwie do ich tłumienia lub utraty kontroli nad nimi. W przypadku Kristin Neff, gdy poznała diagnozę Rowana,  skupiona uwaga oznaczała zatrzymanie napływu zmartwień i akceptację gniewu, rozczarowania i bólu.

Poczucie wspólnoty z innymi ludźmi jest w pewnym stopniu świadomością tego, że twoje uczucia i przeżycia nie są takie wyjątkowe. Nieważne, jak mocno staramy się ich unikać czy skrywać je, wszyscy przeżywamy codzienne udręki, frustracje i rozczarowania. Uświadamiając sobie, że nie jest pierwszą matką, u której dziecka zdiagnozowano autyzm, Neff znalazła w tym oparcie.

Życzliwość wobec siebie to nie tylko dodawanie sobie otuchy w trudnym momencie, ale i konsekwentne zaangażowanie w łagodzenie – kiedy to tylko możliwe – przyszłych cierpień. Jeśli chodzi o Kristin i jej męża, współczując sobie potrafili nie tylko pogodzić się z diagnozą synka, ale też znaleźć nowatorskie sposoby na złagodzenie niektórych symptomów jego dolegliwości. Na przykład, zamiast walczyć z autyzmem, zaakceptowali go jako część ich synka. Ta otwartość pomogła im odkryć, że Rowan jest spokojniejszy i pełniejszy życia w otoczeniu koni, które od tego momentu znacząco pomogły Rowanowi radzić sobie z zaburzeniem. (Historia Neffów została opowiedziana w książce i filmie dokumentalnym The Horse Boy.)

Kłopot z wysoką samooceną

Chociaż Neff, Gilbert oraz inni badacze, zajmujący się współczuciem, wykazują błędność nad wyraz surowego podejścia Chua do wychowania, zgadzają się z nią co do krytyki zachodniej skłonności do obsypywania wszystkich komplementami za nic i rozdawania wszystkim nagród, co prowadzi do sztucznego rozdęcia poczucia własnej wartości.

Wyniki długoletnich badań, szczególnie z lat 70. i 80., sugerowały, że wysoka samoocena jest fundamentem szczęśliwego i pełnego sukcesów życia. Odtąd w poradnikach dla rodziców, w szkołach, a nawet w więzieniach jeszcze większy nacisk kładziono na budowanie wysokiej samooceny u podopiecznych.

Teraz jednak naukowcy dochodzą do wniosku, że badali nie to co trzeba, bowiem wszystkie korzyści płynące z wysokiej samooceny są również widoczne u osób współczujących sobie – twierdzi psycholog Mark Leary, naukowiec z Duke University. Do tego, gdy statystycznie spojrzeć na samo tylko samowspółczucie, negatywne aspekty wysokiej samooceny, jak choćby narcyzm, znikają.

Podczas gdy samowspółczucie jest formą kontaktu z samym sobą – zwłaszcza w trudnych chwilach – wysoka samoocena jest wskaźnikiem relacji ty-inni. W celu utrzymania wysokiej samooceny musisz przekonać samego siebie, że jesteś lepszy od innych (o ile nie najlepszy), nie dopuszczając do siebie swoich niepowodzeń i cierpień, albo też obniżając wartość innych – przy czym zwykle stosowane są obie te strategie naraz.

Jednak aż takie akcentowanie utrzymania wysokiej samooceny może być problematyczne, twierdzi Leary. Jego zdaniem, wysoka samoocena, często błędnie postrzegana jako źródło zadowolenia, powinna być raczej naszym przewodnikiem, podpowiadać, kiedy włożyć w coś więcej wysiłku, a kiedy przeprosić za coś. Powinna być niczym wskaźnik paliwa w samochodzie, tłumaczy. „Jeśli strzałka pomiarowa zatnie się, wskazując pełny bak, nie będziesz wiedział, kiedy zatankować.”

Z udziałem wysokiej samooceny, czy bez niej, większość ludzi uważa się za lepszych od przeciętnych osób w niemal każdym aspekcie badanym przez psychologów, w tym samoświadomości – wyjaśnia Neff. Według ponownej analizy kluczowych badań, przeprowadzonej w 2010 roku, której wyniki opublikowano w czasopiśmie Social Psychological and Personality Science, studenci są obecnie bardziej narcystyczni niż kiedykolwiek dotąd.

Ponadto, mogą być bardziej podatni na stres i mieć słabszą psychikę, twierdzą eksperci, tacy jak Hara Estroff Marano, autorka A Nation of Wimps. Dzieci, które na przykład wychowywane są na nieustannych komplementach typu „jesteś taki mądry”, mogą uwierzyć, że to dzięki tej „mądrości” są kochane. Tym samym, wszystko co nie potwierdza tego obrazu ich samych – trója ze sprawdzianu, negatywna opinia, czy odrzucenie podania o pracę – może skutkować przyjęciem postawy obronnej, lękami, czy, w ekstremalnych przypadkach, całkowitym załamaniem – wyjaśnia Marano.

Psychologowie nabierają coraz większego przekonania, że nie warto dalej inwestować w wysoką samoocenę. „Sekretem sukcesu jest umieć upaść”, jak to wyraził Paul Gilbert. I tu jest miejsce na samowspółczucie.

Czy współczując sobie stanę się leniwy?

Ze względu na stale nasilające się w społeczeństwach współzawodnictwo, badacze przypuszczają, że rosnąć będzie tendencja do karania się zamiast współczucia sobie. Ludzie zwykle wierzą, że karanie się jest formą samokontroli, a tym samym zapewnia poczucie bezpieczeństwa.

Niestety, samokrytyka może prowadzić do uogólnionej wrogości (wobec siebie lub innych), niepokoju i depresji. Tego typu problemy mogą przeszkodzić ludziom w osiągnięciu pełnego potencjału.

Osoby poddające się ciągłej samokrytyce uskarżają się również na niski poziom energii i często podświadomie obierają strategie samoutrudniania, jak choćby prokrastynacja (odkładanie obowiązków na później – przyp tłum.) – powiedziała Neff w rozmowie z LiveScience.

Natomiast zwrócenie się do kogoś, kto by nas pocieszył, mogłoby wskazywać na naszą słabość. Neff twierdzi, że najczęściej przyczyną niechęci do współczucia sobie jest obawa, że tym działaniem zmniejszymy swoją wydajność i staniemy się leniwi. Badacze odkryli jednak, że osoby współczujące sobie są w rzeczywistości mniej skłonne do spędzenia dnia na kanapie z paczką czekoladek w ręku.

Samowspółczucie początkowo brzmi jak folgowanie sobie, jednak wyniki badań mówią co innego. Osoby o wysokim stopniu samowspółczucia mają zwykle wyższe wymagania wobec siebie i innych, pilniej pracują i biorą większą odpowiedzialność za swoje czyny – stwierdził Leary.

Jak przypuszczają badacze, dzięki temu, że nie boją się psychicznych obciążeń, współczujący sobie ludzie mogą być bardziej świadomi swoich błędów, mieć więcej odwagi i większą motywację do wytrwałości. W świetle badania opublikowanego w Creativity Research Journal w 2010 roku, tacy ludzie mogą nawet uzyskać dostęp do wyższych poziomów kreatywnego myślenia.

Niczym dobry rodzic, system współczucia sobie dąży do tego, żeby nasze działania były rzeczywiście dla nas korzystne. Innymi słowy, w delikatny sposób odciąga nas od „dążeń” napędzanych uzależniającymi nawykami, takimi jak chciwość, niezdrowe jedzenie, czy nadużywanie różnych substancji, na rzecz lepszego zdrowia lub dla dobra własnego i innych. By dać przykład, trening samowspółczucia okazał się pomocny w leczeniu osób z anoreksją i nadwagą.

Samowspółczucie pobudza nas do działania, zapewniając przy tym koncentrację na celu oraz zdrowe, rozsądne granice. Ten kojący system, jak to określił Gilbert, nadaje kontekst naszym dążeniom.


Przekład: PRACowniA
Publikacje na temat samowspółczucia: Tutaj

Na YouTube można znaleźć kilka fimów, gdzie Kristin Neff opowiada o samowspółczuciu (ang.) To początek jednego z nich:

4 komentarzy »

  1. „Chociaż Neff, Gilbert oraz inni badacze, zajmujący się współczuciem, wykazują błędność nad wyraz surowego podejścia Chua do wychowania, zgadzają się z nią co do krytyki zachodniej skłonności do obsypywania wszystkich komplementami za nic i rozdawania wszystkim nagród, co prowadzi do sztucznego rozdęcia poczucia własnej wartości.”

    Całe szczęście, że niektórzy badacze dochodzą w końcu do „rozumu” i zdroworozsądkowego podejścia. Pomysły Chua, dołujące czyjąś samoocenę (nie mówiąc już o karach, jakie wymyślała) były jednakowo niedorzeczne jak te wzbudzające wysoką samoocenę „za friko”.

    Pojęcie „samo-współczucia” może być postrzegane jako rozleniwiające i prowadzące w konsekwencji do akceptacji stanu niepożądanego. Być może wynika to ze zbitki słownej „samo-współczucie”.

    Znam kogoś, kto będąc przez lata poddawany praktykom a’la Chou wziął w końcu rozbrat z własną rodziną by zbudować własną tożsamość w oparciu o własne (realnie widoczne) niedoskonałości. Kto odważył się „nie bać własnych obciążeń” i przeciwstawić się im w aktywny sposób. Nie wydaje mi się by nazywał to kiedykolwiek „samo-współczuciem”. Raczej było to „samo-zrozumieniem” – zrozumieniem ułomności swojej i innych (networking) oraz aktywnym poszukiwaniem dróg wyjścia. To faktycznie dało większą motywację do wytrwałości, większą odwagę w pokonywaniu ułomności i budowaniem zdrowej, opartej na rozpoznaniu faktycznych możliwości własnych, samooceny.

    Komentarz - autor: Magia — 4 Listopad 2011 @ 15:24

  2. Problem jest taki, że słowo „współczucie” w j. polskim kojarzy się niejednoznacznie. Angielskie compassion wydaje mi sie bardziej jednoznaczne jako słowo współczucie w sensie współodczuwanie, natomiast polskie słowo wspołczucie może w pewnych kontekstach znaczyć tyle, co litość. Litować się nad sobą – nie brzmi dobrze, prawda? Każdy zna chyba choć jedną taką osobę, która spędza znaczną część swego życia na litowaniu się nad sobą i usiłowaniu zdobycia litości od otoczenia. Taka osoba zawsze ma „pod górki do szkoły” itp. Nie wydaje mi się wiec, żeby dosłowne tłumaczenei self compassion na polski jako wspołczucie dla siebie było jednoznacznie kojarzone, może sie źle kojarzyć po prostu, jako takie litowanie sie nad sobą, postawa ofiary losu itp. Jak zauwazyła w swoim komentaru Magia to raczej by lepiej brzmiało samo-zrozumienie. Ja jeszcze dodam tylko, że samo budowanie wysokiego poczucia własnej wartości i to tak głupie jak wyżej opisano – na porównywaniu sie do innych – to jedynie inna forma nerwicy. Najpierw trzeba siebie poznać, później pokochać siebie i to pokochać autentycznie, a nie jakichś porównaniach z innymi, bo to nie jest miłość własna, tylko nerwica. Takie „poczucie własnej wartości” jak to opisano wyżej, to tak na prawde nie jest prawdziwe poczucie WŁASNEJ wartości, a jedynie traktowanie siebie jako jednego trybika, czy elementu w strukturze społecznej, podczas gdy człowiek posiada swoją prawdziwą wartość niezależnie od tego, jacy są inni ludzie i co robią. Więc troszkę namieszane w tym artykule moim zdaniem…

    Komentarz - autor: Ola — 5 Maj 2013 @ 15:01

  3. I uważam, że wysokie poczucie własnej wartości to powinno polegać własnie na poczuciu wartości siebie poprzez docenienie własnych zalet i zaakceptowanie wad, a nie jakieś porównania z innymi. To klasyczny przykład myślenia neurotycznego – porównywanie sie z kimś innym. Prawdzia pewnosć siebie i poczucie własnej wartości biorą się po prostu z decyzji aby siebie pokochać i zaakceptować TAKIM, JAKIM SIE JEST. A nie takim, jak kto inny nas widzi, czy jak wypadamy w porównaniach… Inaczej jesteśmy skazani na ciągłe wahanie i niepewność, bo nikt przez całe życie nie odnosi wyłącznie sukcesów, czyż nie…? Natomiast jeśli zaakceptujemy własną niepowtarzalność, przy akceptacji i docenieniu także niepowtarzalności innych ludzi, wtedy mamy podstawę dla stałego i trwałego poczucia własnej wartości (a w każdym razie na pewno bardziej trwałego, niż gdy jest ono oparte tylko na porównywaniu własnych osiągnięć z innymi ludźmi). Człowiek może nie mieć nic, nie osiągnąć nic wielkiego itp, ale może mieć dla siebie szacunek i miłość, jeśli tylko siebie umie kochać i być dla siebie dobrym, współczuc sobie – też (oczywiście w znaczeniu takim, że mieć dla siebie zrozumienie i łagodność, a nie tylko siebie krytykować). I znając swoje wady, taki człowiek dąży do ulepszania siebie, ale nie po to, by zdobyć poczucie własnej wartości, ale raczej odwrotnie- już mając je, z niego wynika, że chce on dla samego siebie dobrze, chce się rozwijać i to zupełnie inna motywacja do działań wtedy jest…

    Komentarz - autor: Ola — 5 Maj 2013 @ 15:11

  4. Samowspółczucie jest wtedy skuteczne, gdy spoglądamy na siebie z punktu widzenia trzeciej osoby. Wyobraź sobie siebie, w sytuacji, gdy coś Ci nie wychodzi, gdy wyglądasz na osobę słabą i cierpiącą. Poczuj miłość do tej osoby. skieruj do niej wyrazy szacunku i tolerancji. Możesz zobaczyć, że ta osoba jest jedną z wielu, wśród nich są Ci, którym się to czy tamto udaje oraz tacy którzy sobie nie radzą. Wyobraź sobie, że spoglądasz na tłumy ludzi, a wśród nich stoisz ty, to jacy ci wszyscy ludzie są, po prostu jest jakie jest. Spójrz o ile doskonalszą, była by ta osoba, która nie posiada odpowiednich cech, posiadłaby cechy osoby która odnosi w danej rzeczy sukcesy.

    To jak wypadamy w porównaniach i jak nas widzą inni są dla nas cennymi informacjami, dzięki którymi możemy rozwijać siebie, to nie jest napisane w tym artykule w wprost, kluczem do rozwoju i „po drodze” do opanowania sztuki samowspółczucia jest wyrażanie miłości do innych i obserwacja siebie z zewnątrz.

    Komentarz - autor: Corran Horn — 6 Maj 2013 @ 21:52


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: