PRACowniA

21 Wrzesień 2011

Strażnicy Bramy

Strażnicy Bramy to tytuł 10. rozdziału fascynującej książki Richarda Miltona pt. „Alternative Science”, w części poświęconego napaści naukowego establishmentu na Immanuela Velikovskiego i jego dzieło – i tę część przetłumaczyliśmy i zamieszczamy poniżej.

Przypominamy, że najbardziej znana książka Velikovskiego, „Zderzenie światów” (Worlds in Collision) została przetłumaczona na j. polski i jest wciąż dostępna. Dzięki uprzejmości jej tłumacza, p. Piotra Gordona, Czytelnicy Pracowni mieli okazję zapoznać się  ze wstępem do książki, napisanym przez pana Piotra. Zajrzyjcie też do naszych lektur.

Strażnicy Bramy

Ludzie nie dostają tego, na co zasługują,
ale to, co sobą przypominają.
– Jacques Riviere

W rozdziale 5 wskazałem na schemat, który powtarza się w badaniu zjawisk niezgodnych z obecnym paradygmatem naukowym, obejmujących ośmieszenie, ostracyzm i karanie odkrywcy. Kluczową postacią w tym procesie jest aktor, który obsadza się w roli obrońcy ludzkości albo wybawiciela od machinacji szarlatanów, fałszywych proroków, czy też wszelkiego rodzaju odszczepieńców.

W XVII wieku taka postać mogłaby z powodzeniem być Pogromcą Czarownic. Dzisiaj, na całe szczęście, już nie wrzucamy ludzi w ogień, by zmniejszyć dysonans poznawczy. Jak jednak widzieliśmy w Rozdziale 4, wciąż w tymże celu palimy ich książki. I dzisiejszym podpalaczem książek okazuje się być nie kto inny, jak agent samego rządu – amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA). Wielu ludzi może pocieszać się myślą, że książki Wilhelma Reicha spalono ponad 30 lat temu, w 1960 roku – i że obecnie nie mogłoby się to zdarzyć. Niestety, duch Salem jest ciągle żywy i kiedy w 1981 roku profesor Rupert Shaldrake opublikował swoją szokującą nowymi pojęciami książkę A New Science of Life, redaktor magazynu Nature, John Maddox, zamieścił w nim artykuł wstępny, w którym napisał, że książka ta jest „najlepszym od wielu lat kandydatem do spalenia”.

Policja myśli Orwella jest aż nadto realna. Nie jeżdżą co prawda złowieszczymi czarnymi motocyklami ani nie zamykają ludzi w więzieniach (chociaż, jak widzieliśmy, nawet i takie przypadki są znane), ale ich moc karania tych, którzy wychodzą przed szereg, potrafi być bardzo namacalna. A ich wpływ na społeczność jest nie mniej poważny, ci osobnicy są bowiem często samozwańczy. To nie naszą myśl polityczną kontrolują, ale powszechnie obowiązujący paradygmat.

Dzisiaj Policja Paradygmatu pojawia się w różnych niepozornych przebraniach. Najczęściej nazywają siebie takimi czy innymi pogromcami mitów lub stróżami bram niedorzeczności – poznaliśmy ich w końcówce poprzedniego rozdziału. Niezależnie jednak od przywdzianego przebrania, Policja Paradygmatu jest niezmiennie obecna wszędzie tam, gdzie wyszydza się i atakuje innowatorów i odkrywców czegoś nowego. Ich metody, przekonania i motywacje są zatem dość istotne dla każdego, kto chce zrozumieć występowanie w nauce reakcji typu tabu.

Policja Paradygmatu bywa nieszkodliwa, ponieważ swoim porywczym zachowaniem niweluje wszelkie efekty, jakie mogłaby uzyskać. Jedną z najbardziej powszechnych cech osoby autorytarnej jest niezdolność kontroli lub powściągnięcia swojej reakcji w obliczu dysonansu poznawczego. Potrzeba zaatakowania takiego gorszącego agenta dysonansu, z użyciem wszelkich dostępnych metod, sprawia, że taki człowiek jest obezwładniająco niepohamowany i nietolerancyjny, zdradzając w ten sposób swoje machinacje. W innych jednak wypadkach skutki takiego kontrolowania mogą być bardzo destrukcyjne i dalekosiężne.

Jednego z najlepiej udokumentowanych współczesnych przykładów działań Policji Paradygmatu dostarcza nam przypadek dra Immanuela Velikovskiego, amerykańskiego psychologa, którego Zderzenie światów (1950) wywołało burzę kontrowersji w kręgach akademickich Stanów Zjednoczonych. W 1963 roku magazyn American Behavioral Scientist znalazł sposób na przeprowadzenie napaści na Velikovskiego przez społeczność naukową, na tyle zainteresowaną, że wydanie specjalne magazynu poświęcono trzem pracom naukowym na ten temat – jednej profesora Alfreda de Grazii z Uniwersytetu w Nowym Jorku i dwu innym, napisanym przez Ralpha Juergensa i Livio Stecchiniego. Prace te, wraz z dodatkowym materiałem, zostały opublikowane w postaci książki pt. The Velikovsky Affair (Sprawa Velikovskiego).

Według de Grazii, książka Velikovskiego

zapoczątkowała w kręgach naukowych i intelektualnych spór na temat teorii naukowych i socjologii nauki. Hisoryczne i kosmologiczne koncepcje dra Velikovskiego, podparte jego uznaną wiedzą, stanowiły budzącą grozę napaść na pewne ustalone teorie astronomii, geologii i biologii historycznej, oraz na bohaterów tych nauk. Kwestionowany był sam Newton i Darwin, a nawet ogólna ortodoksja uporządkowanego wszechświata.

Trzeba zaznaczyć, że naukowy estabilishment ruszył nie tylko przeciwko nowym teoriom Velikovskiego, ale przeciwko samemu człowiekowi. Dążono do zablokowania idei dra Velikovskiego, a nawet ukarania zwolenników jego badań. Zwrócono się do uniwersytetów, społeczności naukowych, wydawnictw i popularnej prasy i zastraszano je. Do kontrolowania opinii publicznej wykorzystywano naciski społeczne i sankcje zawodowe. Nie ma wątpliwości, że w społeczeństwie totalitarnym zagrożona została nie tylko reputacja dra Velikovskiego, ale też jego prawo do prowadzenia badań, a może i jego osobiste bezpieczeństwo.

Poniekąd ”establishmentowi” udało się zbudować wokół niego mur nieprzychylnych opinii: dla tysięcy uczonych nazwisko Velikovskiego obarczone jest znamieniem fantazji, fantastyki naukowej i rozgłosu.

Immanuel Velikovsky

Głównym tematem książki, która spowodowała taką wrzawę, jest teza, że między XV i XVI wiekiem p.n.e. Ziemia przeszła serię globalnych kataklizmów. Części jej powierzchni były rozgrzewane, aż uległy stopieniu, a morza zagotowały się i wyparowały. Niektóre łańcuchy górskie zniknęły, podczas gdy inne wypiętrzyły się. Kontynenty wypiętrzyły się, powodując globalne powodzie. Ten obraz ogólnoświatowych katastrof Velikovsky wspiera ogromną ilością cytatów z takich starożytnych źródeł, jak Biblia judaizmu, hinduskie Wedy, rzymska i grecka mitologia oraz mity i legendy wielu starożytnych plemion, a także fizycznymi dowodami geologicznymi i paleontologicznymi.

Powodem tych ogromnych i gwałtownych zmian, według Velikovskiego, były serie nadzwyczajnych astronomicznych wydarzeń. Podał dowody wskazujące, że w przeszłości doszło do zderzenia lub bliskiego przejścia obok siebie planet Układu Słonecznego, a sama Ziemia przeszła przez warkocz komety, która później stała się planetą Wenus. Te zdarzenia, mówi Velikovsky, były odpowiedzialne za powtarzające się zmiany w orbicie Ziemi i nachyleniu jej osi. Główną rolę w tych wydarzeniach odegrały wzajemne oddziaływania między polem magnetycznym Ziemi i innych planet.

Historię tego, co stało się po opublikowaniu książki, opisał Ralph Juergens w artykule Minds in Chaos (PDF) (Umysły ogarnięte chaosem). Najpierw, w 1946 roku, Velikovsky podpisał kontrakt na książkę na ten temat z Macmillan Company. Z początkiem 1950 roku książka była gotowa do publikacji. W styczniu 1950 Harper’s Magazine opublikował dwa streszczające książkę artykuły z nagłówkiem „The day the Sun stood still” (Dzień, w którym zatrzymało się Słońce), i sprzedano cały nakład magazynu. Gazety w Ameryce i za granicą przedrukowały te artykuły, a w Reader’s Digest i Collier’s Magazine ukazały się kolejne popularne teksty na tenże temat. W większości były to artykuły goniące za sensacją i Velikovsky zagroził, że odetnie się od nich, o ile nie zostaną stonowane.

Harlow Shapley

Kiedy te sensacyjne historie nakręciły powszechną wyobraźnię, do akcji wkroczył naukowy establishment. Tuż przed zapowiedzianym terminem wydania książki Macmillan otrzymał dwa listy od Harlowa Shapleya, profesora astronomii na Uniwersytecie Harvarda. W pierwszym Shapley opisał swoje zdziwienie faktem, że Macmillan w ogóle brał pod uwagę przedsięwzięcie z zakresu „czarnej magii” (black arts), wyraził jednak zadowolenie z tego, że ostatecznie wydawca opamiętał się i zdecydował się tego nie publikować. Kiedy wydawnictwo odpisało wyjaśniając, że Shapley padł ofiarą pogłoski i publikacja ma się pojawić zgodnie z planem, Shapley (który jeszcze nie widział rękopisu) odpowiedział: „Będzie interesujące dowiedzieć się od was za rok, czy opublikowanie Zderzenia światów zniszczyło reputację firmy Macmillan. Zakończył stwierdzeniem, że należy przyjrzeć się przeszłości Velikovskiego, jest bowiem całkiem możliwe, że książka jest „intelektualnym szalbierstwem”.

W lutym 1950 roku, w wydaniu Science News Letter, które było pod redakcją Shapleya, wydrukowano krytykę idei Velikovskiego autorstwa pięciu autorytetów z dziedziny archeologii, badań orientalistycznych, antropologii i geologii, a sam Shapley rozprawił się z tematem z punktu widzenia astronomii. Opublikowanie tego skoncentrowanego ataku zbiegło się w czasie z wydaniem książki Velikovskiego – której żaden z krytyków jeszcze nie widział.

Być może gdyby książka Velikovskiego miała czysto spekulacyjny charakter, naukowcy akademiccy po prostu odrzuciliby ją jako fantazję i nie zawracaliby sobie głowy jej treścią. Ale Velikovsky poparł swoje teorie niezwykle szczegółowymi badaniami naukowymi z wielu różnych dziedzin – historii, antropologii, geologii, astronomii i biologii, by wymienić tylko niektóre. W istocie wykazał się daleko lepszym zrozumieniem tematu niż większość jego krytyków, w konsekwencji czego – co było do przewidzenia – w ogóle nie ustosunkowali się oni do kwestii naukowych, natomiast zaatakowali go osobiście.

Przez następnych kilka miesięcy gazety w całym kraju zalane były obelżywymi recenzjami, pisanymi przez wielkie sławy ze świata nauki. Praktycznie żaden z krytyków nie poruszył kwestii naukowych – po prostu wyśmiewali Velikovskiego. Paul Hergert, dyrektor obserwatorium na Uniwersytecie w Cincinnati, skonkludował, że astronomiczne idee zawarte w książce są „niemożliwe z punktu widzenia dynamiki”, nie podał jednak żadnego przekonującego uzasadnienia swojego wniosku.

Kalifornijski fizyk H.P. Robertson napisał: “Ta niewiarygodna książka… ten jałowy esej jest zbyt absurdalny, by zasługiwał na poważne obalenie”, oszczędzając sobie w ten sposób kłopotu napisania takiej krytyki. Fizyk jądrowy Harrison Brown powiedział czytelnikom Saturday Review of Literature, że lista błędów w danych i w końcowym wniosku, zawartych w książce Velikovskiego, mogłaby zapełnić trzydzieści stron druku, nie wyszczególnił jednak ani jednego.

Pomimo (a może z powodu) tej kampanii, książka dostała się na szczyt listy bestsellerów i utrzymywała się tam przez dwadzieścia kolejnych tygodni. Jednakże w maju, gdy sprzedaż książki była najwyższa, Velikovsky został wezwany do biura Macmillana i powiedziano mu, że profesorowie z pewnych dużych uniwersytetów odmawiali spotkań ze sprzedawcami Macmillana. Stanowiło to poważne zagrożenie dla wydawnictwa, ponieważ znaczną część zysku uzyskiwało ono ze sprzedaży podręczników, w szczególności uniwersytetom. W dodatku, otrzymywano listy od naukowców domagających się, by Macmillan wstrzymał publikację książki. Macmillan powiedział Velikovskiemu, że nie mają innego wyjścia i muszą zareagować na naciski rynku oraz że dogadali się z wydawnictwem Doubleday, które przejmie publikację książki. Doubladay miał niewiele podręczników, przez co był stosunkowo niewrażliwy na akademicki szantaż.

11 czerwca 1950r. New York Times zamieścił artykuł felietonisty Leonarda Lyonsa, który obwieścił złą wiadomość.

Tamtego dnia eksplodowała największa od wielu lat bomba w światku wydawniczym… Dr Velikovsky nie skomentował zmiany. Natomiast przedstawiciel wydawnictwa przyznał prywatnie, że zalew protestów, między innymi od nauczycieli, dotkliwie ugodził wydawnictwo we wrażliwy punkt – dział podręczników. Po kilku burzliwych posiedzeniach zarządu Macmillan niechętnie uległ, przekazując swoje prawa do najbardziej dochodowego przedsięwzięcia wydawnictwa.

Lyons poszedł dalej, donosząc, że represje zostały zarządzone przez Harlowa Shapleya z Harwardu, aczkolwiek Shapley zaprzeczył temu później na łamach Newsweeka. Inni naukowcy nie byli tak ostrożni w przyznawaniu się do swojego udziału. Paul Hergert powiedział: „Jestem jednym z tych, którzy brali udział w kampanii przeciwko Macmillanowi”, a astronom Dean McLaughlin napisał, „Zderzenie światów właśnie przeszło w inne ręce… Otwarcie stwierdzam, że zmiana ta była rezultatem nacisków, jakie naukowcy i uczeni wywarli na Macmillan Company”.

Nawet po zmianie wydawcy dało się słyszeć echo ostatniej afery. James Putnam, redaktor, który przez dwadzieścia pięć lat pracował dla Macmillana i który kupił książkę Velikovskiego, został zwolniony w trybie doraźnym. A Macmillan wysłał swojego przedstawiciela na doroczny grudniowy zjazd w Cleveland,  by zjednać sobie przychylność potężnego Amerykańskiego Stowarzyszenia Popierania Rozwoju Nauki. Charles Skelley, w imieniu Macmillana, zgodnie z planem stawił się przed komisją powołaną specjalnie w celu przeanalizowania metod „oceniania nowych teorii przed ich opublikowaniem” – innymi słowy, cenzury naukowej.

Równolegle do zakulisowych nacisków na Macmillana, odbywało się też „urabianie” uznanych naukowców, którzy książkę Velikovskiego potraktowali poważnie. Według Alfreda de Grazii:

Kilku naukowców i intelektualistów, którzy usiłowali bronić Velikovskiego, zostało uciszonych albo poniosło poważne sankcje. I. Bernard Cohen, profesor historii nauki na Uniwersytecie Harvarda, wyrażał się o pracy Velikovskiego życzliwie, a nawet entuzjastycznie, w zapowiedzi swojego przemówienia, jakie miał wygłosić przed Amerykańskim Towarzystwem Filozoficznym w kwietniu 1952, ale znacząco zmienił swoje podejście w wersji przeznaczonej do opublikowania w Proceedings of the American Philosophical Society (październik 1952)

Być może profesor Cohen nawiązywał do wywartych na niego nacisków, mających skłonić go do zmiany zdania, kiedy przedstawiał swój pogląd w tym samym wydaniu Proceedings: „Wszelkie sugestie, że naukowcy tak szczerze kochają prawdę, iż w żadnym wypadku nie wahają się odrzucić swoich przekonań, są okrutnym przekręcaniem faktów„.

W czasie, gdy pisał Velikovsky, astronomowie wierzyli, że Wenus jest planetą starą, tak chłodną na powierzchni jak Ziemia, a jej atmosfera składa się w dużej mierze albo z pary wodnej, albo z dwutlenku węgla. Kiedy w 1946 roku Velikovsky ukończył rękopis swojej książki, próbował pozyskać sobie pomoc naukowców w przeprowadzeniu doświadczeń, które poddałyby jego tezy decydującej próbie. Wysunął trzy konkretne przewidywania odnoszące się do Wenus, wszystkie z zasady falsyfikowalne drogą doświadczalną. Po pierwsze, powiedział, że gdyby Wenus była stosunkowo młodą planetą, temperatura na jej powierzchni byłaby wciąż bardzo wysoka. Po drugie, że byłaby ona otoczona chmurami węglowodoru – pozostałością po węglowodorowym warkoczu komety. I po trzecie, miałaby nietypowy ruch obrotowy, z zakłóceniami utrzymującymi się po stosunkowo niedawnym osadzeniu się na orbicie.

W 1953 roku Velikovsky, zwracając się do absolwentów Uniwersytetu Princeton, zasugerował dwa kolejne, sprawdzalne doświadczalnie, zjawiska: że pole magnetyczne Ziemi rozciąga się w przestrzeń kosmiczną poza orbitę Księżyca i jest odpowiedzialne za jego libracyjne czy też kołyszące ruchy oraz że planeta Jowisz (która, według niego, dała początek komecie Wenus) wysyła promieniowanie elektromagnetyczne w zakresie częstotliwości radiowych.

Przewidywania te zostały odebrane przez naukowców lat pięćdziesiątych XX wieku jako dowód ignorancji lub szaleństwa (albo obu) Velikovskiego. Harlow Shapley odmówił udziału w jakichkolwiek badaniach doświadczalnych, mających potwierdzić idee Velikovskiego. Kiedy na przykład zasugerowano, że Shapley może skorzystać z harwardzkiego obserwatorium w poszukiwaniu dowodu na występowanie węglowodorów w atmosferze Wenus, Shapley odpowiedział, że nie jest zainteresowany „sensacyjnymi twierdzeniami” Velikovskiego, ponieważ naruszają prawa mechaniki, i jeśli dr Velikovsky ma rację, reszta z nas jest szalona”.

W ciągu mniej więcej 10 lat od publikacji wszystkie kluczowe przewidywania Velikovskiego zostały potwierdzone doświadczalnie.

W 1963 roku statek kosmiczny Mariner ustalił, że temperatura powierzchni Wenus jest rzędu 800 stopni Fahrenheita i że gruba na 25 km atmosfera planety składa się z ciężkich cząsteczek węglowodoru oraz prawdopodobnie bardziej złożonych związków organicznych.

rozciągnięty ogon magnetosfery

W kwietniu 1955 roku dr B.F. Burke i dr K.L. Franklin zawiadomili Amerykańskie Towarzystwo Astronomiczne o przypadkowym odkryciu szumu radiowego, emitowanego przez Jowisza. W 1962 roku US Naval Research Laboratory w Waszyngtonie i Goldstone Tracking Station w południowej Kalifornii ogłosiły, że obserwacje radiometryczne wykazały powolny ruch wsteczny Wenus. W tym samym roku satelita Explorer wykrył pole magnetyczne Ziemi w odległości co najmniej dwudziestu dwóch jej promieni, podczas gdy w 1965 roku odnotowano, że ogon magnetosfery rozciąga się co najmniej do Księżyca.

[Ogon magnetosfery – część pola magnetycznego po przeciwnej do Słońca stronie Ziemi, która jest wydłużona, w przeciwieństwie do „czołowej” strony, spłaszczonej przez wiatr słoneczny (link)]

Zważywszy na to, że głównym kierunkiem ataku nauki na Velikovskiego był atak na jego osobistą integralność, zachowanie większości jego najbardziej krzykliwych krytyków ze środowiska naukowego jest interesującą lekcją. W sierpniu 1963 roku Harper’s Magazine, który wcześniej zamieścił oryginalne koncepcje Velikovskiego, teraz dokonał retrospekcji, wskazując na to, że sprawdziły się wszystkie jego najważniejsze przewidywania. Autor obu artykułów, Eric Larrabee, poczynił wzmiankę, która sprowokowała grzmiącą odpowiedź Donalda Menzela, dyrektora obserwatorium astronomicznego Uniwersytetu Harvarda. Podczas największej wrzawy dziesięć lat wcześniej Menzel próbował storpedować Velikovskiego obliczając, że aby jego teoria astronomiczna była słuszna, na powierzchni Słońca musiałoby istnieć napięcie elektryczne rzędu 10 miliardów miliardów woltów. Oczywiście, powiedział Menzel, jest to niemożliwe, więc Velikovski musi się mylić. Niezwykłym trafem, w 1960 roku V.A. Bailey, emerytowany profesor fizyki Uniwersytetu w Sydney (który nic nie wiedział o kontrowersjach związanych z Velikovskim) twierdził, że odkrył, iż Słońce jest naładowane elektrycznie i jego powierzchnia ma potencjał elektryczny 10 miliardów miliardów woltów – dokładnie tyle, ile wyliczył Menzel.

Czując, że przez odkrycie Baileya wyszedł na głupka, Menzel w odpowiedzi posłał do Harper’s mocne słowa, a w liście do Baileya zażądał, by ten odwołał swoją teorię elektrycznie naładowanego Słońca, jako że wspiera to wroga.

Według Ralpha Juergensa:

Profesor Bailey nie zgodził się z pomysłem odrzucenia swojej własnej pracy, po to tylko, by wesprzeć siły przeciwne Velikovskiemu, i napisał replikę do artykułu Menzela, którą przedstawił magazynowi Harper’s do opublikowania w tym samym numerze wraz z artykułem Menzela. Bailey wykrył w obliczeniach Menzela prosty arytmetyczny błąd, który unieważnił jego argumenty [pomagając tym samym Menzelowi zachować twarz].

Równie interesujące jest, jak harwardzki astronom odniósł się do faktu, że większość przewidywań Velikovskiego znalazła potwierdzenie. Na temat emisji sygnałów radiowych z Jowisza napisał, że ponieważ większość naukowców nie akceptuje teorii Velikovskiego, to „wszelkie rzekome potwierdzenia przewidywań Velikovskiego są czystym przypadkiem”. Jeśli chodzi o wysokie temperatury na powierzchni Wenus, Menzel argumentuje, że „gorąco jest terminem względnym”. W dalszej części artykułu ponownie nawiązał do tego stwierdzenia, mówiąc: „Rozprawiłem się już z kwestią temperatury na Wenus”.

Faktycznie, w 1950 roku Menzel oszacował temperaturę Wenus na około 120 stopni Farenheita, podczas gdy w rzeczywistości jest ona bliżej 800 stopni F. Na temat zasięgu pola magnetycznego Ziemi Menzel napisał, że Velikovsky „powiedział, że sięga ono Księżyca. W rzeczywistości pole nagle urywa się w odległości kilku średnic Ziemi”. Tak naprawdę Menzel się mylił: rok wcześniej satelita Explorer wykrył, że pole to rozciąga się co najmniej na odległość dwudziestu dwóch promieni Ziemi.

Należy oddać honor tym nielicznym naukowcom, którzy wspierali Velikovskiego w owym klimacie histerii i zastraszania, między innymi profesorowi H. H. Hessowi z Princeton, który był później szefem wydziału przestrzeni kosmicznej w Amerykańskiej Akademii Nauk. W 1962 roku fizyk Valentin Bargmann z Princeton i astronom Lloyd Motz z Uniwersytetu Columbia napisali wspólny list do redaktora magazynu Science, zwracając uwagę na pierwszeństwo Velikovskiego w przewidzeniu wysokiej temperatury powierzchni Wenus, emisji radiowej Jowisza i dużego zasięgu ziemskiej magnetosfery. Ale redaktor Science, dr Philip Abelson, nie był zainteresowany Velikovskim. Zamiast tego wydrukował list od pisarza fantastyki naukowej, Paula Andersona, kpiącego sobie z Velikovskiego, bowiem – jak stwierdził – również autorzy fantastyki naukowej i oszuści tworzą fantastyczne przepowiednie, które czasami się sprawdzają. Kiedy redaktor magazynu Horizon napisał do Abelsona, protestując przeciwko pominięciu artykułu Velikovskiego, Abelson odparł:

Velikovsky jest postacią kontrowersyjną. Wiele wyrażonych przez niego idei nie znalazło akceptacji u poważnych badaczy z dziedzin nauk przyrodniczych. Ponieważ tak się składa, że moje uprzedzenia pokrywają się ze stanowiskiem większości, nagiąłem swoje poczucie fair play i przyjąłem list Bergmanna i Motza, uznając, że dzięki ripoście Andersona książki ładnie się zrównoważyły.

Scientific American pokazał, że od strony redakcyjnej nie zmienił się o jotę od czasu, kiedy 50 lat wcześniej wyśmiał braci Wright. Magazyn odmówił zamieszczenia reklamy Zderzenia światów, a w 1956 roku zamieścił mocno krytyczny artykuł fizyka, Harrisona Browna. Kiedy Velikovsky poprosił o prawo do odpowiedzi, usłyszał od redaktora Scientific American Dennisa Flanagana:

Myślę, że raz na zawsze powinien pan poznać moje stanowisko. Myślę, że pana książki wyrządziły nieobliczalną szkodę powszechnemu rozumieniu, czym jest nauka i czym zajmują się naukowcy. Nie ma żadnego niebezpieczeństwa, że pana argumenty nie będą usłyszane. Wprost przeciwnie, według naukowych standardów zatoczyły one szerokie kręgi. Dlatego też czuję, że nie mamy już w tej kwestii żadnych zobowiązań.

De Grazia podkreśla w tej wypowiedzi istotną sprawę, kiedy wskazuje, że ów redaktor wychwycił powszechnie panujące wśród naukowców błędne zrozumienie, że publiczne media mogą zastąpić media naukowe. Ta idea jest nie tylko fałszywa, ale, jak wskazuje Grazia, sami naukowcy naciskają na wyraźne oddzielenie tych dwóch rodzajów mediów.

Ogólnie rzecz biorąc, postawa nauki i naukowców podczas afery wokół Velikovskiego została najlepiej podsumowana przez Laurenca Lafleura, profesora nadzwyczajnego filozofii na Uniwersytecie Stanowym Florydy. W listopadzie 1951 roku Lafleur napisał do Scientific Monthly, proponując siedem kryteriów diagnostycznych, które umożliwiłyby każdemu odróżnienie pomyleńca od naukowca. Stwierdził, że Velikovsky jako pomyleniec spełnia „prawdopodobnie każde z nich”. Siedem kryteriów Lafleura zostanie szczegółowo przeanalizowane w następnym rozdziale, który jest poświęcony pytaniu, jak odróżnić prawdziwego szaleńca od prawdziwego innowatora. Jeśli chodzi o sprawdzenie obecnej działalności Policji Paradygmatu, ostatnie słowo powinno należeć do profesora Lafleura, niezwykle trafnie podsumowuje bowiem główne kredo „strażników” nauki:

Słuszność jest z dużym prawdopodobieństwem po stronie założenia, że każdy, kto proponuje rewolucyjną doktrynę, jest raczej świrem niż naukowcem.


Przekład: PRACowniA
Rozdział w oryginale zamieściliśmy w Naszych lekturach: Richard Milton o Velikovskim w książce „Alternative Science”

Advertisements

2 komentarzy »

  1. Każda wielka idea na początku jest bluźnierstwem.
    Nie pamiętam kto to powiedział 🙂

    Komentarz - autor: dooh — 25 Wrzesień 2011 @ 13:27

  2. I na każdą nową ideę prędzej czy później znajdzie się jakiś urząd do jej tępienia i ciemiężenia jej głosicieli. Ciągle i niezmiennie, jak długo nie odsunie się od władzy psychopatów. Kto nie widział filmu Zachariasa Kunuka „Atanarjuat: The Fast Runner”, gorąco polecam.

    Komentarz - autor: iza — 27 Wrzesień 2011 @ 00:44


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: