PRACowniA

12 lipca 2011

In memoriam: Andrzej M. Łobaczewski

Filed under: Nauka,Polityka,Psychologia,Różne — koliber @ 10:46
Tags: , , ,

Przeglądanie polskich zasobów w poszukiwaniu aktualnych artykułów skutkuje niekiedy wyłowieniem prawdziwej perełki. Najlepszym tego przykładem jest znalezione i zamieszczone poniżej tłumaczenie, świetna robota!

SOTT Focus: In memoriam: Andrzej M. Łobaczewski

16 czerwiec 2008

SOTT.net -- Andrzej M. Łobaczewski, Listopad 2005

Redakcję sott.net niedawno poinformowano, że w listopadzie ub. roku, po długiej chorobie zmarł dr Andrzej M Łobaczewski, autor książki Political Ponerology: Science on the nature of evil adjusted for political purposes (Ponerologia polityczna: nauka o naturze zła wykorzystywanego do celów politycznych) [grecki poneros – zło – przyp. tłum.]

Urodził się w 1921 roku i dorastał w wiejskiej posiadłości w podgórskich okolicach Polski. Podczas okupacji hitlerowskiej pracował na rodzinnej farmie, był pszczelarzem, potem żołnierzem AK, członkiem podziemnej polskiej organizacji oporu. Po inwazji sowieckiej na Polskę, rodzinny majątek został skonfiskowany, a rodzina Łobaczewskich wypędzona z ich dawnego domu.

Chęć Łobaczewskiego do nauki psychologii wzrosła w latach II wojny światowej i po wojnie studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, równocześnie pracując, by się utrzymać i prowadzić badania. Sytuacja w PRL zwróciła jego uwagę na problem psychopatologii, zwłaszcza roli psychopatycznych osób w takim systemie rządowym. Z badań dowiedział się, że nie był pierwszym naukowcem idącym tą linią myślenia. Kiedy inni dowiedzieli się o jego badaniach, okazało się, że podobne prace były w trakcie realizacji, rozpoczęte przez tajne porozumienie naukowców starszego pokolenia, wśród których znalazł się Kazimierz Dąbrowski. Łobaczewski dołączył do tego zespołu, ale sieć naukowych współpracowników, oraz ich praca, wkrótce zostały zniszczone przez komunistyczną tajną policję. Łobaczewski podjął się dokończenia i napisania tej pracy.

Pracując najpierw w psychiatrycznym, potem ogólnym szpitalu i w końcu w otwartej placówce zdrowia psychicznego, Łobaczewski doskonalił swoje umiejętności w diagnostyce klinicznej i psychoterapii. Ostatecznie, podejrzewany przez władze polityczne o to, że wiedział zbyt dużo nt. patologicznego charakteru tego systemu, został zmuszony do spalenia rękopisu zebranych wyników badań, kilka minut przed rewizją dokonaną przez komunistyczną tajną policję. Po tym nieszczęściu, ponownie napisał drugą wersję rękopisu, którą poprzez turystę działającego jako kurier wysłał do Watykanu. Nigdy nie otrzymał wiadomości co do losu tego dokumentu. W 1977 roku rzymski korespondent Radia Wolna Europa, z którym Łobaczewski rozmawiał nt. tej pracy, doniósł na niego polskim władzom. Zmuszono go de emigracji, a wszystkie jego prace, książki i materiały badawcze skonfiskowano.

W USA jego wysiłki zmierzające do opublikowania wyników tych badań były hamowane przez działania komunistów w Stanach Zjednoczonych, zarówno w środowisku akademickim jak i w branży wydawniczej. Pomimo trudności, przepisał rękopis – badania w dziedzinie psychopatii i innych psychopatologii i jak one dominują systemy totalitarnych rządów – jak najlepiej mógł, z pamięci, w Nowym Jorku w 1984 roku. Wszystkie próby wydania tej książki w tym czasie nie powiodły się. Jedynym rezultatem był mały wydruk kopii dla naukowców, które szybko zniknęły z widoku. (śledztwo przeprowadzone przez SOTT ujawniło, że przynajmniej część naukowców musiała przeczytać ten materiał – czy słyszała o nim – i włączyła jego pomysły do własnej pracy. Robert Rieber z John Jay College w sprawie dla wymiaru sprawiedliwości.)
Z pogarszającym się stanem zdrowia, Łobaczewski wrócił do Polski w 1990 roku. Zdrowie uległo częściowej poprawie dzięki opiece starych znajomych lekarzy, i znów był w stanie pracować. Wkrótce opublikował inną ze swoich prac na tematy psychoterapii i psychologii społecznej i zaczął przepisywać do komputera Ponerologię Polityczną, napisaną ręcznie w 1984 r.
Pomimo okropności, których doświadczył i był świadkiem, w tym utraty większości rodziny, Łobaczewski pozostał odważnym i szlachetnym człowiekiem. W jego pracy, zarówno klinicznej jak i pisanej, jest współczucie, zrozumienie i wyraźna nadzieja dla ludzkości. Widział sytuację na świecie oraz choroby, które nękają ludzkość od tysiącleci. A jednak również widział możliwość lepszej przyszłości. Jego praca Ponerologia Polityczna jest ucieleśnieniem tej nadziei, jak pokazują następujące słowa kończące książkę. To od nas zależy, czy będziemy pamiętać jego wizję, oraz czy jego dzieło nie zostało ukończone na próżno.

Przewidziany w ten sposób system byłby lepszy od wszystkich poprzednich, ponieważ opiera się na zrozumieniu praw natury kierujących jednostkami i społeczeństwami, obiektywną wiedzą stopniowo wypierającą opinie oparte na naturalnych [emocjonalnych] reakcjach na zjawiska. System ten nazywamy „LOGOKRACJĄ”.

Ze względu na ich właściwości i zgodność z prawami natury i ewolucji, systemy logokratyczne mogłyby gwarantować długoterminowy porządek społeczny i międzynarodowy. Zgodnie z ich naturą, wtedy mogłyby przekształcać się w doskonalsze formy, niejasne i odległe, wizja których może wabić nas w teraźniejszości.

Autor przeżył wiele niebezpiecznych sytuacji i zawiódł się na wielu osobach i instytucjach. Ale w najtrudniejszych sytuacjach Wielka Opatrzność nigdy go nie zawiodła. To wystarcza, by umożliwić mu złożenie obietnicy, że opracowanie bardziej szczegółowego projektu takiego koniecznego lepszego systemu będzie również możliwe…

Co ma decydujące znaczenie, to pełne zrozumienie znaczenia nauki zwanej ponerologią, oraz tego, jak wiele zastosowań może ona mieć dla przyszłości pokoju i humanitarnej ludzkości. Ta nauka pozwala na to, by umysł człowieka mógł zrozumieć rzeczy, które przez tysiąclecia były niezrozumiałe: genezę zła. Takie rozumienie mogłoby bardzo dobrze przynieść przełom w historii cywilizacji, która, moim zdaniem, jest obecnie w punkcie samozniszczenia.

Dlatego moja prośba do ciebie jest taka: Nie bądź wstrząśnięty ogromem tego zadania! Przyjmij go jako pracę wykonywaną stopniowo oraz miej nadzieję, że wiele innych osób przyjdzie z pomocą, co zapewni postęp.

Wydaje się, że naturalnym porządkiem rzeczy osoby, które najbardziej ucierpiały przez psychopatów lub ludzi o innych anomaliach psychicznych, będą tymi, którzy są wezwani do wykonania tej pracy, by zaakceptowali ten ciężar. Panie i panowie, jeśli tak zrobicie, przyjmijcie również swój los z otwartym sercem i pokorą, i zawsze z poczuciem humoru. Pokochajcie pomoc od Uniwersalnego Umysłu i wiedzcie, że Wielkie Rzeczy często pochodzą z Wielkiego Cierpienia.

W 2005 roku Łobaczewski wysłał kopię swojego rękopisu redakcji sott. net i 19.11.2005 roku zespół redaktorów SOTT z Europy wschodniej przeprowadził z nim w Rzeszowie pierwszy wywiad. Poniżej zamieszczamy ten wywiad. Nieszczęśliwie, choć kontynuował swoją pracę do ostatniej chwili, nie mógł dokończyć książki, którą miał nadzieję napisać przed śmiercią.

Interesuje nas co skłoniło pana do rozpoczęcia badań nad złem ogólnie i jego genezą.

Geneza zła? Droga pani, liczne odkrycia, zwłaszcza w psychologii, odbywają się spontanicznie. Najlepsze eksperymenty rozpoczynają się, kiedy ktoś zauważa coś dziwnego i zaczyna nad tym pracować. Jeśli chodzi o ponerologię, jest podobnie, nigdy nie miałem szczególnego zamiaru; po prostu zdarzył się spontanicznie w bardzo trudnych czasach. Był to czas okupacji sowieckiej i było pełno zła. Osobiście doświadczyłem [zła]. Trzy razy byłem więziony. Dlatego w naszym społeczeństwie zastanawiano się, czym jest zło. Także ta nauka osiągnęła wystarczająco wysoki poziom. Podobnie, gdyby nie było Kopernika, jego odkrycie dokonane byłoby przez kogoś innego, gdyż matematyka dojrzała do takiego stanu, że możliwe było przeprowadzić takie kalkulacje. Tak więc, nigdy nie miałem takiego zamiaru.

Może mógłby nam pan powiedzieć coś o ponerologii; kto pierwszy użył tego terminu?

Ja użyłem terminu ‘ponerologia’ [by opisać przedmiot naszych badań], ale pierwszymi byli księża z Tyńca. [Ponerologia to teologiczne badanie zła, pochodzi z poneros w Greckim Nowym Testamencie, odnosi się do wrodzonego zła z korumpującym wpływem.] Czy chciałaby pani usłyszeć o historii tych badań?

Tak, kto je rozpoczął?

W tej dziedzinie mamy bardzo mało [faktycznych] informacji. Były to bardzo trudne czasy i ten rodzaj badań musiał odbywać się w całkowitej tajemnicy. Gdyby władze złapały kogoś w to zaangażowanego, nie byłoby procesu sądowego. Raczej wysłano by go prosto na tamten świat [egzekucja bez procesu], lub dano by mu lżejszy wyrok – wypędzenie z kraju. Dlatego w tej sytuacji aplikowaliśmy to, co znaliśmy z doświadczenia. Nie znam nazwisk innych i nie pytam o nie.

Inaczej mówiąc, pełna konspiracja.

Tak, gdyż nawet gdyby mnie złapano i zmuszano do mówienia, nie znałbym nazwisk.

Więc pan współpracował nie wiedząc dokładnie, z kim.

Tak. Otrzymywałem materiały zatytułowane „dzieci z wadami”, beż żadnych nazwisk. Moim kontaktem był prof. Szuman, który nie był [w owym czasie] już aktywny w tej dziedzinie, gdyż był zbyt stary. Wtedy był starym człowiekiem, ale jeszcze brał materiały od tego czy tamtego człowieka i dostarczał czy odbierał ode mnie.

Gdzie wtedy był prof. Szuman?

Wtedy był w Warszawie, już na emeryturze w Warszawie. I…

A gdzie był pan? W Rzeszowie?

Nie. Nigdy nie byłem w Warszawie – tylko przejazdem. Pracowałem wtedy w Branicach, blisko czeskiej granicy. W Branicach był największy szpital psychiatryczny w Polsce. Później przeniosłem się na Śląsk i pracowałem najpierw w szpitalu, później [jako psycholog przemysłu] w przemyśle kopalnictwa węglowego – co było korzystne, gdyż przeprowadzałem masowe badania i mogłem zebrać dane statystyczne – i później wróciłem do psychologii klinicznej. Gdziekolwiek byłem, niemożliwe było uniknąć jakichś przygód politycznych. Ciągle mieli na mnie oko.

We wczesnych latach 1960 na Węgrzech odbywał się kongres psychiatryczny. Oczywiście była dyskusja o oficjalnym przedmiocie diagnostyki schizofrenii. Nie byłem tam osobiście, ale zaprezentowano na nim pewne moje prace – część – o tym, że nie wierzę w 3 rodzaje schizofrenii – uważam je za zupełnie 3 różne choroby. Tak więc po oficjalnych obradach, przy kawie, zebrali się starzy przyjaciele sprzed wojny i rozpoczęli dyskusję o tym, co reprezentuje ten system polityczny. Nie było wtedy wątpliwości, że mieliśmy do czynienia z makrospołecznym fenomenem psychopatologicznym.

To jest to, o czym ja wiem. Wiem, że w Polsce prof. Stefan Błachowski z Poznania, który zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach, brał udział w tych badaniach. I prof. Dąbrowski, który raczej koncentrował się na badaniu podstaw teoretycznych. Kazimierz Dąbrowski.

Ale prof. Dąbrowski nie miał problemów z publikacją własnych prac…

Ja miałem… Nie… Ja miałem blokadę publikacji.

Nie, ale ja mówię o prof. Dąbrowskim.

Nie, on również nie mógł opublikować żadnych prac, nawet wspominać, o tej [specyficznej] sprawie. Jest jedna sprawa publikacji, przez jakąś kobietę, która opublikowała pracę o psychopatiach w Psychological Review (Przegląd Psychologiczny), co w jakiś cudowny sposób się ukazało. Ja również opublikowałem pracę, czysto o klinicznych technikach, po czym redaktor naczelny Psychological Review otrzymał wygawor [‚dymisja’] i więcej nie publikował moich prac. Tak to było. Żyliśmy w takich czasach.

Czy psychopatia była tematem tabu w czasach komunizmu?

To było absolutne tabu. W mojej książce poświęciłem jeden rozdział temu tematowi [rozdział VII]. Przeczytacie to, pani po polsku, pan po angielsku, tak?

Faktycznie do tego ‘klubu’ dołączyłem raczej późno. Moje rozważania zaczęły się w innej sytuacji, którą również opisuję [w rozdziale I]. Byłem wtedy w Krakowie na obowiązkowych wykładach indoktrynujących. Nasz nowy ‘profesor,’ typowy przypadek prawdziwej psychopatii, był takim wyraźnym przykładem tego, że po prostu wymógł na mnie zajęcie się tym problemem. Ktoś może uważać go za promotora badań nad psychopatią.

Inicjator…

Tak. Tak więc byłem już tak daleko w tych badaniach, że kiedy otrzymałem pierwszy kontakt [z tą grupą badaczy], chcieli bym poprowadził badania odnoszące się do rozróżnienia psychopatii. Oczywiście podjąłem się tego zadania, ale natychmiast wiedziałem, o co chodziło. Zrobiłem co mogłem, ale szpital psychiatryczny nie był dobrym miejscem do tego typu badań, gdyż można mieć pacjenta innego typu. I tam odkryłem, faktycznie, właściwą drogę [inspiracyjną rolę psychopatii], a później, kiedy miałem przed sobą masę ludzi – np. pracując w ministerstwie kopalnictwa, gdzie badałem niewiele, nawet kilka osób każdego dnia – już mogłem dokonać podsumowania statystycznego.

Jak to się stało, że przyjechał pan do Ameryki?

Jak? Obiecano mi, że albo mnie zamkną czwarty raz, albo „damy panu paszport”. Tak, że… nie wiedziałem, i nikt w Polsce nie wiedział, jaki wpływ miał „aparat bezpieczeństwa” [SB], z pomocą Żydów, na polskich emigrantów mieszkających za granicą. Nikt w ogóle nie zdawał sobie z tego sprawy.

Więc kiedy znalazłem się w USA, stałem się przedmiotem takich prześladowań, że w końcu nic nie mogłem robić i się rozchorowałem. Skończyłem w szpitalu na oddziale intensywnej terapii i to już – tak mi się wydawało – był koniec mojej działalności. Po jakimś czasie wróciłem do pracy, ale później mnie zwolniono, gdyż w moich rzeczach znaleziono książkę o historii Żydów, która w ogóle nie była antysemicka. Jej autor sympatyzował z Żydami, ale były w niej zacytowane uwagi przeciwko Żydom i te cytaty nie były przetłumaczone na polski, ale były po angielsku, francusku itd. Znaleźli te cytaty i uznali mnie za antysemitę i zwolnili. Stałem się bezrobotnym i przez 9 miesięcy otrzymywałem zasiłek, i w tym czasie mogłem pracować i pisać tę książkę.

To był rok 1980…?

Zwolnili mnie w 1983 i książkę skończyłem pod koniec 1984 roku. Wtedy miałem tylko kilka dolarów i nie wiedziałem, co się ze mną stanie. Zadzwonił telefon i wezwali mnie do pracy. Okazało się, że osoba, która zorganizowała ten cały spisek, to był komunista, i jakoś oczyszczono mnie z zarzutów. Nie dostałem tej samej pracy, ale znalazłem się w biurze zajmującym się opieką nad dziećmi. Byłem trochę bliżej psychologii i pracowałem tam do końca [mojego pobytu w USA].

We wstępie książki czytamy, że to była pana trzecia próba. Czy mógłby nam pan powiedzieć coś na ten temat?

To była trzecia próba napisania tej książki. Pierwszą napisałem w moim kraju i od zaprzyjaźnionych Ślązaków dowiedziałem się, że wkrótce będę miał…”Wkrótce twoje mieszkanie zostanie przeszukane”. Więc zebrałem wszystko co miałem, zaniosłem do kotłowni i wrzuciłem do pieca.

Który to był rok?

Przypuszczam, że 1968.

Za czasów Gomułki…

Drugą napisałem i wysłałem przez pewnego mężczyznę do Watykanu – do biskupa Deskura – którego trochę znałem. Ale nigdy tam nie doszła.

Jak to było, że pan wręczył tę książkę temu kurierowi?

Faktycznie, wręczyłem ją kurierowi w Bułgarii. Nie, to nie był kurier. Był to człowiek z Ameryki, rozumie pani, rzekomo Polak. Później, kiedy byłem w Ameryce, udało mi się dodzwonić do niego i powiedział mi coś nonsensownego, i zdałem sobie sprawę z tego, że nigdy nie przesłał mojej książki.

Czy pan myśli, że to mógł być agent, który umyślnie wziął od pana tę pracę?

Mógł być, mógł być, mógł być… Tak, ale to nie on zdradził mnie władzom. Podejrzewałem wiele osób, ale IPN odnalazł osobę, która mnie zdradziła: był to rzymski korespondent Radia Wolna Europa.

Kto by pomyślał?

Rozmawiałem z nim… Rzekomo Polak, rzekomo z Wolnej Europy. Gadałem z nim krótko – potem doniósł na mnie władzom. Dowiedziałem się o tym niedawno, nawet nie rok temu. IPN przysłał mi tę wiadomość.

Czy IPN zrobił to sam, czy pan szukał tej informacji?

Ja poprosiłem IPN o odszukanie jej w moim imieniu.

Inaczej mówiąc, można zakładać, że druga kopia znalazła się jakoś w Ameryce. Przywiózł ja do Ameryki, i ktoś… w niewyjaśnionych okolicznościach poszła dalej, zarchiwizowano ją, czy zniszczono?

Nie wiem, co się stało z tamtą kopią. Ale podejrzewam, co się z nią stało. Było to po moim okresie bezrobocia i już zarabiałem. Poszedłem do kongresu kultury polskiej w Londynie. Tam natychmiast usiedli obok mnie dwaj słynni psycholodzy, jeden z Kanady, drugi rzekomo z Afryki Południowej – jacyś naukowcy. Ale ten z Kanady nie znał różnicy czasu między Ottawą i Londynem, a tego drugiego przyłapałem na jakiejś innej sprzeczności. W końcu przestali udawać i okazało się, że obaj byli agentami bezpieczeństwa [SB] z Krakowa. Więc pożyczyłem moją książkę – nie podarowałem jej – pożyczyłem ją lokalnemu filozofowi. Wkrótce potem okazało się, że jej nie miał – oni ją mieli. Stało się tak w Londynie z polecenia polskiego rządu. Więc… i zaczęły się dziać jakieś dziwne rzeczy. Michail był… Michail Gorbaczow pojechał do Rzymu, do papieża [1.12.1989]. I faktycznie podczas tego spotkania chciał się dowiedzieć, czy papież znał tę dziedzinę nauki. Pytał o to… Jakoś ten raport opublikowano, gdyż dla większości było to niezrozumiałe, a ja otrzymałem gazetę, w której to było…

Innymi słowy oznacza to, że władze sowieckie wiedziały…

Książkę przekazano naszemu „starszemu bratu” [tzn. Związkowi Sowieckiemu] – już przetłumaczono ją na rosyjski – i odegrała tam jakąś rolę, ale jaką rolę? Nigdy się nie dowiem. We wstępie mojej książki zamieściłem pytanie, jeśli czytelnicy coś wiedzą, niech mnie o tym poinformują. Nie wiem nic więcej na ten temat. Ani czy książka rzuciła Gorbaczowem o ścianę… więc taka jest historia mojej książki. Ostatecznie chciałem opublikować ją w Ameryce. Przeczytał ją pan Zbigniew Brzeziński. Był bardzo entuzjastyczny wobec książki i jej tłumaczenia. Powiedział, że tłumacz wykonał wspaniałą robotę i że on się zajmie jej publikacją. I w swojej naiwności uwierzyłem mu.

Osobiście nie uwierzyłabym mu tak łatwo…

Na nieszczęście uwierzyłem mu. I potem zaczęły się pojawiać jakieś dziwne trudności… Zaczął udzielać mi negatywnych odpowiedzi. Coś się działo. Pisałem listy, mam całą teczkę korespondencji z nim. W końcu odpowiedziała mi tylko jego sekretarka, a później skontaktowałem się z nim i powiedział: „szkoda, że to nie wyszło”, innymi słowy…

Nie udało się.

… zadusił sprawę, zdradziecko…

Albo on, albo ktoś inny za nim.

Tak, bo on „należy do” tego całego olbrzymiego systemu. Tzn. on nie jest szefem, nie należy do „zakonu”, zaledwie „należy do”, i jest około 300. [Łobaczewski prawdopodobnie nawiązuje do „komitetu 300”, tematu książki dr Johna Colemana Conspirator’s Hierarchy (Hierarchia konspiratora)].

Kto według pana jest szefem? Co ma pan na myśli mówiąc „zakon”?

„Zakon”? Nie mogę wiedzieć, kto należy do „zakonu”.

Zastanawia się pan nad tym, więc jaka jest pana opinia?

Mam pewną opinię. Ten „zakon” to centrum [patokratycznego „braterstwa”], które mieści się w Anglii poza Londynem… Komisja Trójstronna należy do tego centrum.

A fakt że pan Brzeziński był prezydentem Komisji Trójstronnej… Ale to tylko jedna z organizacji i niekoniecznie…

… i niekoniecznie najgorsza.

szefem, tak.

Tak, ponieważ (np.) należą do niej Japończycy, którzy, powiedzmy, działają we własnych interesach, a nie kogoś innego.
W końcu stawałem się coraz bardziej chory, ledwie mogłem pracować, ledwie żyłem. Ostatecznie przeszedłem tam [w USA] na emeryturę i z nędzną emeryturą wróciłem do kraju, chory, więc nie wierzyłem, że mógłbym… nie uwierzyłbym wtedy, że będę żył następnych 15 lat. Spotkałem dawnych znajomych, lekarzy ze szpitala, w którym pracowałem. I oni postanowili się mną zaopiekować, i jakoś żyję do dzisiaj. Tak to jest, jeśli chodzi o mnie.

Więc oni zaopiekowali się panem raczej dobrze. Stare przyjaźnie nie zardzewiały.

Tak, dosyć… dobrze, one nie zardzewiały.

Pan przypisuje manifestacje zła na świecie psychopatom. Oni w większej części są winni zła, ale pytanie jest, czy pan myśli, że gdzieś jest głębsze źródło zła?

Droga pani, czynniki psychopatologiczne – różne czynniki psychopatologiczne, jest ich wiele – stale i ciągle przyczyniają się do zła. Jeśli w tym… jeśli ktoś robi syntezę chemiczną, musi mieć wszystkie składniki. Jeśli brakuje czynnika patologicznego, to synteza zła przestaje funkcjonować. Jeśli brakuje słabości ludzkiej, jeśli człowiek ściśle stoi na fundamencie sztywnej moralności, rezultat jest taki sam. Jeśli człowiek jest bardzo mądry i wiele wie na ten temat, to w ten sam sposób odpiera zło. Inaczej mówiąc, w syntezie zła czynnikiem psychopatologicznym nie jest ten główny, ale ten wieczny.

Czy według pana psychopaci sami są złem, czy jest jakiś inny czynnik?

Nie, nie można powiedzieć, że tylko psychopaci są złem. Oni są czynnikiem inicjującym. Ale nie tylko psychopaci, gdyż polska psychiatria od dawna jasno rozróżniała charakteropatię i psychopatię. Charakteropatia pokazuje, się kiedy następuje uszkodzenie tkanki mózgu. I taka osoba ma wady charakteru spowodowane faktem, że coś w mózgu nie działa tak jak powinno, albo występuje utrata tkanki, jak w przypadku Stalina (brakuje tkanki w okolicach 10A i B), a psychopatia jest dziedziczna. W narzucanej psychiatrii epoki komunistycznej, trwającej w Polsce do dnia dzisiejszego, koncepcje te są całkowicie pomieszane, nikt nie może… i niemożliwe jest właściwe wyjaśnienie czegoś na podstawie diagnozy. [Różne zaburzenia wchodzą do jednej głównej kategorii takiej jak „zaburzenia aspołeczne osobowości”.] Za psychopatię uważamy tylko taką chorobę, która ma podłoże dziedziczne. Albo alternatywnie, coś co jest wynikiem jakichś anomalii chromosomowych, ale te są bardzo rzadkie.

Więc jak odnosi się do tego przenoszenie psychopatii przez genetykę?

Oznacza to, że poszczególne formy psychopatii są przenoszone różnymi sposobami, i osobiście proponuję pewne hipotezy związane z dziedziczeniem psychopatii, ale są one bardzo ostrożne. Oznacza to, że w mojej pracy zawodowej nie spotkałem się z przypadkiem, by matka była całkowicie normalna, ojciec był psychopatą, a syn był również psychopatą.

Nie tak? To jak?

Jest dziedziczona po matce, tak jak daltonizm i hemofilia. Przekazuje ją matka. Tak jest w przypadku psychopatii ogólnej. Schizoidia jest prawdopodobnie dziedziczona autosomalnie [dominacja zmutowanego genu – przyp. tłum.], poprzez chromosomy nie płciowe, nie przez chromosomy X i Y, ale przez pewne serie chromosomów autosomalnych. Dlatego proces dziedziczenia jest inny. Wreszcie, psychiatrzy za najczęstszą uważają psychopatię asteniczną. Ogólnie jest to szeroka kategoria pełna nieco innych uwarunkowań, trudnych do odróżnienia, ponieważ są wynikiem wady płodu, dlatego może mieć charakter dziedziczny, albo nie. Tak więc dokładne badania właściwości biologicznych psychopatii, właściwości genetycznych psychopatii, są bardzo potrzebne, aby zrozumieć dokładnie ten aspekt genezy zła.

Czyli ta anomalia genetyczna musiała gdzieś powstać…

Tak, to już tylko filozofia. Co było wcześniej, kiedy powstało? Czy mutacje występują w czasach współczesnych? Z pewnością ma to miejsce obecnie, że wypada jeden gen, „wyprowadza się”, i syn słynnego psychopaty jest normalną osobą i grawituje w kierunku normalnych mężczyzn, i on, powiedzmy, buntuje się przeciwko partii, aż w końcu ląduje za kratami z innymi jak ja.

Czy ktoś może sam pokonać psychopatię, np. kiedy jest nią dotknięty?

Droga pani, czy może ją pokonać? Nie. On jest para-homo sapiens. Inaczej czuje, inaczej myśli i sam nie może sobie pomóc… Np. w przypadku charakteropatii, psychoterapia i dobra wola pacjenta mogą dużo pomóc.

Ale nie w przypadku psychopatii.

W przypadku charakteropatii, pierwsze, co robi psychoterapeuta, to uświadamia pacjentowi, że choroba ta nie jest dziedziczna. To natychmiast jakoś pomaga pacjentowi. Że jego dzieci nie odziedziczą tej choroby, że on też nie odziedziczył jej po rodzicach…

Inaczej mówiąc, jest to coś, z czym można sobie poradzić.

Tak, i to ułatwia mu radzić sobie z tą chorobą. Więc…

Inaczej mówiąc, ktoś doświadczony przez psychopatię jest istotnie w sytuacji bez wyjścia?

Tak, tu nie ma wyjścia.

I w tym przypadku, co pan myśli, jak powinno się zachowywać wobec takich psychopatów? Czy powinno się walczyć z psychopatią, czy powinno się starać o to, by uniknąć jej w swoim życiu, po prostu trzymać się z daleka od takiej osoby jak tylko możliwe?

Tak, należy raczej trzymać się z daleka od niego jeśli możliwe, gdyż psychopatia… pierwszą rzeczą, o jakiej się mówi, amerykańskie źródła twierdzą, że występuje trzy razy rzadziej wśród kobiet niż mężczyzn. Uważam, że tak nie jest. Jest dziedziczona dosyć często. Ale jest tu drugi allele [jedna z dwóch alternatywnych form genu, który może mieć ten sam locus na chromosomach homologicznych i odpowiadają za alternatywne zagrożenia – przyp. tłum.], drugi chromosom X, który w dużym stopniu ukrywa chorobę.

Inaczej mówiąc, czy jest trudniejsza do diagnozowania?

Tak, jest to tak, że choroba nie ujawnia się tak bardzo. W wyniku tego kobieta jest bardziej normalna, choć te symptomy psychopatyczne można zauważyć i wyczuć. Więc o co tutaj chodzi? Można… psychopaci mają to marzenie, że chcieliby rządzić. „My chcemy być rządem”, myślą, i to marzenie od czasu do czasu realizuje się w historii ludzkiej i jest to makabryczny czas. Tak?

Więc uważa pan, że dzieje się to jakoś spontanicznie… dążenie do władzy?

Tak, marzenie o władzy występuje u psychopatów w grupach, gdyż oni rozpoznają się w tłumie bardzo dobrze. Tworzy się grupa i w tej grupie marzenie o władzy pojawia się jako reguła, prawie.

Czy pan uważa, że psychopaci czują się np. zagrożeni w jakiś sposób, ponieważ…

Oni czują się zagrożeni. Nie tylko zagrożeni… To nie jest tylko fakt, że są zagrożeni. Są eliminowani, „uciskani” przez społeczeństwo.

To dlatego myślą, że powinni rządzić społeczeństwem…

Oni muszą albo walczyć ze społeczeństwem, albo zdobyć władzę, i tak jest, właśnie dlatego, że czują się „uciskani”. Z drugiej strony, są usuwani, gdyż jeśli chodzi o podstawową psychopatię, oni są niezdolni do pracy fizycznej. Technicznie, są niezdolni do prac technicznych. Są rozmowni, psują pracę, więc majster mówi, „wynoś się stąd, nie potrzebuję kogoś takiego jak ty”. Wszędzie są dyskryminowani przez społeczeństwo normalnych ludzi i tutaj należy szukać rozwiązania.

Czy to jest reguła, że są tak niezdolni technicznie?

W przypadku podstawowej psychopatii, tak, ale np. schizoidzi czasami mogą mieć zdolności techniczne.

Dlatego do pewnego stopnia muszą polegać na innych, by przetrwać, gdyż sami…

Oni dążą do żerowania na innych. Istnieje różnorodność podstawowych psychopatii, która przybiera nieco lżejszą formę … Osoby te są stosunkowo skromne i nieszkodliwe. Wiedzą tylko to, jak doić różne instytucje i żyć bez pracy, bo praca jest dla nich czymś uciążliwym, czymś, co daje im poczucie niższej wartości i braku zaradności.

Komentarz: Dąbrowski zwraca uwagę, że psychopata może mieć poczucie niższości, ale jest to niższość ściśle hierarchiczna. Świadomość występowania hierarchii tylko inspiruje chęć jakiegoś przewyższenia innej osoby. W przypadku pracy, psychopata może czuć zazdrość z powodu pozycji i prestiżu innej osoby, ale nie będzie pracował, by osiągnąć tę pozycję. Zamiast tego będzie brutalnie manipulował i wykorzystywał pracę innych w celu osiągnięcia dominacji. Hare i Babiak opisują to zjawisko w swojej książce „Węże w garniturach”.

Mam pytanie dotyczące zdolności psychopatów do rozpoznawania się w tłumie, że istnieje prawie jakiś rodzaj kontaktu telepatycznego między nimi.

W tłumie rozpoznają się bardzo szybko. Teraz chciałbym bliżej omówić, jak działa ten kontakt. W każdym razie, poczucie tego, że jest się innym od otaczającego ich świata, towarzyszy im od wczesnego dzieciństwa.

Ale czy czują się lepsi, czy gorsi?

Oczywiście kiedy zaakceptują się czują się lepiej, a ci normalni ludzie czują się gorzej. Ale początkowo mają poczucie odmienności, czasami niższości wobec środowiska, i w niezwykle prosty sposób rozpoznają się w tłumie. Natychmiast stają się przyjaciółmi, dwaj psychopaci.

Ale czy pan uważa, że być może istnieje między nimi jakiś rodzaj telepatii? Czy są jakieś formy kontaktu niewerbalnego, jakieś gesty, jakiś sposób patrzenia, który może sugerować… jeden sugeruje drugiemu, że …

Tak, jakoś się wyczuwają. Znam taki przykład niedaleko stąd…

Więc pan zauważył coś takiego, że mają jakąś metodę komunikacji niewerbalnej, która pozwala im rozpoznać się w tłumie.

Tak, istnieje coś takiego, tylko jest to trudne, jeśli mogę tak powiedzieć, fizycznie to uchwycić.

Ale widoczne są skutki tego, że potrafią się rozpoznać, i tworzą te struktury, które usiłują…

Psychopaci zawsze grają rolę szarej eminencji w grupie wojowników. Tak więc, jeśli istnieje grupa takich, grupa trudnej młodzieży, banda chuliganów, to potem … lider jest niekoniecznie psychopatą. Zamiast tego, on reprezentuje inne powiązania. Ale za nim jest grupa psychopatów, i ta grupa rządzi resztą osób lekko charakteropatycznych. Taka jest struktura takich grup. Myślę, że nowoczesne prawo jest ignorantem w odniesieniu do tej rzeczywistości i stąd jego niska skuteczność.

Albo można powiedzieć odwrotnie, że prawo stworzyli psychopaci…

Nie, nie, nie. Prawo stworzyli normalni ludzie, przede wszystkim tacy, którzy nie rozumieli psychopatów. To interpretuje chorobę w sposób moralizatorski, a nie biologiczny. Biologicznie jest to wada wrodzona i tu muszę podkreślić: nie ma anomalii psychologicznej, które może być uznana za „przecenienie”. Są to zawsze wady. Czegoś tu brakuje.

Czy potrafi pan oszacować skalę tego fenomenu?

Ilościowo?

Jaki jest procent psychopatii?

Drogi panie, o tym sprzeczałem się z prof. Dąbrowskim, gdyż on podawał bardzo zaniżone liczby, zaś ja pracowałem z masą osób, zwłaszcza w przemyśle górniczym i mogłem bez wysiłku ustalić ilu jest psychopatów, gdyż wszyscy należeli do komitetu partyjnego.

Komentarz: Należy zauważyć, że była to populacja robotników, więc proporcja psychopatów wśród nich była niska. W innych grupach społecznych może być dużo wyższa!

I pana własne badania potwierdzają to?

Tak.

że oni mają rzekomo naturalną tendencję do tworzenia takich dużych grup?

Tak. Więc on nie pracował w kopalniach. Ci normalni ludzie pracowali pod ziemią. Kiedy zjeżdżałem na dół, to „Dzięki Bogu! Dzięki Bogu! Pan psycholog przyjechał.” Zawsze byłem tam z nimi… sadzali mnie przy ścianie obok mułu i opowiadali mi kawały. Ci górnicy natychmiast wiedzieli, że byłem ich facetem. Więc… mój szacunek był 0.6% psychopatii. Liczba schizoidów jest nieco wyższa, gdzieś około 0.8%. Kiedy doda się wszystkie inne choroby, czy przypadki połączonych chorób psychopatycznych, gdyż Hitler na pewno tworzył taką kombinację – reprezentował nie jedną psychopatię, ale kombinację kilku anomalii –

A obecny prezydent Stanów Zjednoczonych?

Proszę pana, nie. Posuwa się pan zbyt daleko w swoich wnioskach w tej sprawie.

Dlaczego?

Ponieważ bardzo dobrze znam Amerykę i ich sposób myślenia. Byłem tam przez 11 lat. On nie jest [psychopatą]… pod względem klinicznym. Takie jest moje przekonanie. Tak postrzegam tę osobę.

Komentarz: Zauważmy, że w formułowaniu swojej opinii Łobaczewski opierał się jedynie na artykułach prasowych docierających do Polski. Długo po tym wywiadzie otrzymał dowody, że George Bush i neokoni to patologia. Sprawiło mu to wielką przykrość.

Jego prawdopodobnie nie można uznać za całkowicie normalnego…

Nie. Myśle, że on jest typowym Amerykaninem. Typowym Amerykaninem, który myśli po amerykańsku. On sam nie może… Amerykanin nie może wyobrazić sobie, że inni, inne narody myślą trochę inaczej, że są inne kultury, inne cywilizacje, że cywilizacja muzułmańska jest zupełnie inna od europejskiej i chrześcijańskiej. On, Amerykanin, nie może sobie wyobrazić tego, gdyż cały świat jest taki jak Ameryka… według ich rozumowania. I on myśli, że Arabowie reagują tak jakby byli Amerykanami. Więc to jest typowe dla Ameryki. Gdybyśmy to uważali za chorobę kliniczną, oznaczałoby to, że 80 czy 90% Amerykanów to idioci, tak?

Z drugiej strony może to być postrzegane jako pewnego rodzaju wada.

Nie, nie. Pewnego rodzaju wadą jest to, że on jest, powiedzmy, mniej inteligentny od ojca, że jest mniej wybitny. Ma dosyć przeciętny umysł, ale był wychowany w takim klimacie, że jego ojciec był prezydentem itd. Itd…

Czy pan sądzi, że jest coś co można było zrobić w przeszłości, co mogłoby zmienić bieg historii, tak by przynajmniej niektóre przypadki psychopatów zdobywających władzę nigdy nie miały miejsca?

Było coś co można było zrobić. Z pewnością można było to zrobić.

Co można było zrobić?

Na pewno można było coś zrobić. Można było zrobić coś jakieś 20 lat temu. Albo nawet wcześniej, gdyż pewien Węgier wyjechał do Ameryki przede mną, ale nie mogę nic powiedzieć o tym co wtedy się stało. Wiem tylko, że był taki ktoś, ponieważ Węgrzy powiedzieli mi o tym w Ameryce. Wtedy wyjechał tam Dąbrowski. Był on w wyjątkowo dobrej sytuacji, gdyż miał doktorat pozwalający mu na wykonywanie zawodu w Ameryce. Nie musiał się starać, nie musiał nostryfikować dyplomu. I nawet mimo to tak bardzo go prześladowali, że nie mógł nic robić i nigdy nie pozwolono mu o tym mówić kiedy rozmawiał z polskimi instytucjami. W końcu przeniósł się na północ do Kanady, do Edmonton, gdzie jest 50- stopniowy mróz. [Lekka przesada, Rzadko jest poniżej -30 stopni!] Tam był aktywny i inspirował innych. Utrzymywał również kontakt z Cleckley.

Wracając do pytania, co według pana dokładnie można było zrobić?

Proszę pana, przede wszystkim można było naukowo uzupełnić wiedzę o tych sprawach, przeprowadzić szczegółowe badania i rozpowszechnić je. Można było stworzyć jakąś instytucję, która otwarcie mówi, że ta osoba jest taka [psychopatyczna]… i ogólnie powinno być wprowadzone prawo, że rządzą tylko normalni ludzie, i takie prawo powinno być uchwalone przez ONZ, więc jest coś co można było zrobić w tym zakresie.

Koniec

Pod koniec września 2006 roku zorganizowaliśmy dr Łobaczewskiemu tygodniowy pobyt u nas we Francji. W tym czasie przeprowadziliśmy jeszcze jeden wywiad filmowy i teraz pracujemy nad jego tłumaczeniem i napisami.

W ciągu tego tygodnia każdy z nas w siedzibie QFG poznał Łobaczewskiego jako jednego z najmilszych, najdelikatniejszych osób jakie kiedykolwiek spotkaliśmy. Andrzej był bardzo wysoki – prawie olbrzym – tak bardzo lubił nasz ogród, spędził wiele przyjemnych godzin spacerując po parku w poszukiwaniu grzybów jadalnych, które przygotowywał nam na kolację. Podwiezienie go na lotnisko w drodze powrotnej do Polski było dla nas jedną z najtrudniejszych rzeczy. Rozstawał się z nami z zamiarem przyjazdu do nas na święta Bożego Narodzenia. Ale nie mógł przyjechać, gdyż wkrótce po powrocie doświadczył całej serii chorób. Długo przebywał w szpitalu. W tym czasie napisał do Laury:

Dzisiaj w niedzielę 26 listopada otrzymałem twoją wiadomość z 13 listopada, którą znalazłem pośród innych 180 wiadomości, większość których skasowałem. W tym czasie nie miałem kontaktu e-mail. Prawdopodobnie mój telefon jest również na podsłuchu.

Dziękuję za twoją troskę o moje oczy! Chwilowo moja choroba nie pozwala mi na żadną podróż. Kiedy tylko poczułem się lepiej po tej dziwnej infekcji, złapałem inną chorobę – lambliozę. Leczenie idzie dobrze, ale zawsze trwa ponad 6 tygodni. W tej chwili czuję się zbyt słaby by pójść do mojego oftalmologa. Mam nadzieję, że stopniowo będzie się polepszać i będę mógł skorzystać z jej porady. Moja sąsiadka miała tę operację zrobioną w Rzeszowie I dobrze widzi. Proszę o cierpliwość. Mam nadzieję, że znowu was wszystkich spotkam.

Proszę o potwierdzenie tej wiadomości.

Pozdrawiam z całego serca

Andrzej

Przez pozostałą część pierwszej połowy 2007 r. komunikowaliśmy się z nim głównie przez telefon i pocztę, gdyż komputer Andrzeja jakoś już nie łączył się z internetem, i tam gdzie mieszkał nikt nie mógł pomóc mu w tej sprawie.

W maju czy czerwcu 2007 r. skontaktowała się z nami Sylvia Cantori i chciała przeprowadzić z nim wywiad, ale był tak słaby, że nie mógł napisać więcej niż kilka zdań. Przedyskutowaliśmy wywiad z nim podczas kilku rozmów telefonicznych, całość w artykule The Trick of Psychopath’s Trade: Make Us Believe that Evil Comes from Others [Sztuczka psychopaty: przekonaj nas, że zło pochodzi od innych].

Rozmawialiśmy z Andrzejem przez telefon co tydzień lub dwa, prawie do końca października 2007 roku. Próbowaliśmy dzwonić do niego kilka razy w listopadzie, ale nie odpowiadał. W końcu dodzwoniliśmy się i jego telefon był rozłączony. Nasz redaktor SOTTa w Polsce rozmawiał z kontaktem mieszkającym w tym samym mieście co dr Łobaczewski, i w ten sposób dowiedzieliśmy się, że zmarł po kilkutygodniowym pobycie w szpitalu. Do samego końca myślał, że poczuje się lepiej i wróci do swoich badań, ale jego organy przestawały funkcjonować jeden po drugim. Mając 86 lat, po takim bólu i cierpieniach, być może był gotów by odejść, wiedząc, że przekazał nam swoją pochodnię. Jesteśmy pewni, że praca tego szlachetnego, niezwykle odważnego człowieka – i on sam – nie będą zapomniane.

Tłumaczenie: Ola Gordon
Źródło: www.stopsyjonizmowi.wordpress.com

In memoriam: Andrzej M. Łobaczewski – cz. 2

 

Materiały uzupełniające:


Reklamy

1 komentarz »

  1. Wspaniały człowiek, który wyszedł z „piekła” z ogromnym doświadczeniem i bezcenną wiedzą, którą z nadzieją podzielił się z nami! Bohater bez dwóch zdań! Zasłużył na odpoczynek…

    „Geniusz ludzki nie rodzi się w dobrobycie i wśród towarzyskich konwenansów, lecz przeciwnie, w stałej konfrontacji z rzeczywistością oporną i odmienną od potocznych ludzkich wyobrażeń.”
    A. Łobaczewski „Ponerologia polityczna”

    „…już wiedziałem, i przekonałem się wcześniej bez żadnych wątpliwości, dzięki własnemu wielorakiemu doświadczeniu, że choć możliwym jest osiągnąć każdy samo-narzucony cel, to może być to osiągnięte wyłącznie poprzez świadome cierpienie”
    [„…I already knew, and had been convinced before without any doubt, thanks to my own manifold experience, that although it is possible to attain any self-imposed aim it can only be done exclusively through conscious suffering.”]

    „Staniesz się rozsądny jedynie wtedy, kiedy nauczysz się rozróżniać twoje przyszłe dobro lub zło od twego obecnego”
    [„You will be reasonable only then when you will learn to distinguish your future good or evil from that of your present”]

    Oba cytaty pochodzą od G.I.Gurdżijew’a „Life Is Real Only Then, When „I Am”

    (tłumaczenie moje)

    RIP …

    Komentarz - autor: piotr — 29 lipca 2011 @ 15:44


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: