PRACowniA

20 Maj 2011

Łączenie Punktów: Nadchodzą zmiany na Ziemi

Witamy ponownie po długiej przerwie w cyklu Łączenia Punktów. Jak wskazuje tytuł, ten artykuł jest o zmianach na Ziemi. Następny poświęcony jest ruchom i wydarzeniom społecznym, jednak na polski przekład musicie jeszcze troszkę poczekać. Zapraszamy do lektury.

18 kwietnia 2011
Sott Editors
Sott.net

Ci, którzy zwracają baczną uwagę na to, co dzieje się wokół, zapamiętają 2010 jako rok, w którym przekroczony został istotny próg, a drzwi się zamknęły. Skromnym zdaniem redaktorów SOTT.net kości zostały rzucone i los naszej planety jest już przesądzony.

Jakie były tego oznaki:

  • Kompletne lekceważenie przez rządy licznych praw obywateli i pasażerów linii lotniczych, wraz z nieskrywanie aroganckim narzucaniem środków orwellowskiej kontroli
  • Kontynuowanie coraz bardziej absurdalnych sztuczek z fałszywym terroryzmem, mających zastraszyć ludzi i skłonić ich do uległości
  • Coraz brutalniejsze rozładowywanie powszechnego gniewu w ulicznych akcjach, w wyniku presji gospodarczej i innych form nadużyć ze strony władzy
  • Ogromna łatwość, z jaką dzięki widowisku Wikileaks i oczywistym pominięciu Izraela w ich „przeciekach” globalne media przejęły, osłabiły i wypaczyły dążenia tych, którzy starają się dojść prawdy w polityce
  • Zbyt nieśmiały sprzeciw świata wobec zbrodni przeciwko ludzkości, takich jak ludobójstwo na pokładzie Mavi Marmara
  • Trwająca imperialistyczna kampania mocarstw zachodnich na Bliskim Wschodzie i w Azji

Szczególnie katastrofalna była reakcja łańcuchowa zapoczątkowana przez ekologiczną zbrodnię BP w Zatoce Meksykańskiej – dzięki uprzejmości korporacyjnej psychopatii i współudziałowi naszych rządów. Poprzez przerwanie prądów oceanicznych, a w konsekwencji także prądów powietrznych, ta ropiejąca rana może jeszcze znacząco przyczynić się do zmiany globalnego klimatu i sprowadzenia epoki lodowej. Zatokowy prąd pętlowy jest już przerwany, co doprowadziło do zakłóceń północnego prądu strumieniowego i sprowadzenia kolejnej ostrej zimy na znaczną część półkuli północnej.

Według powszechnej opinii obwinianie wycieku ropy w Zatoce o kilkumetrowe opady śniegu w Stanach Zjednoczonych i Europie ostatniej zimy jest czystą spekulacją. Jeśli jednak szukacie konkretnych i oczywistych konsekwencji tej katastrofy na bezprecedensową skalę, zapytajcie ludzi mieszkających nad Zatoką od Teksasu po Florydę i pracowników zatrudnionych tam przy usuwaniu skutków wycieku.

© Unknown - Latarnia morska obrasta lodem. Symbolicznie?

Ale ropa w Zatoce Meksykańskiej to tylko jeden z czynników. Jesteśmy przekonani, że oglądamy początek dramatycznego epizodu w historii ludzkości, powiązanego ze zmianą klimatu w Układzie Słonecznym. Świadczą o tym powszechnie ignorowane znaki – komety, bolidy i zmiany w atmosferze.

© REUTERS/KYODO - 11 marca 2011 potężna fala tsunami zalewająca okolice Iwanuma, w prefekturze Miyagi na północy Japonii.

Tymczasem, nieco symbolicznie, pacyficzny pierścień ognia gwałtownie dygocze, wyzwalając tyle wybuchów wulkanów i trzęsień ziemi, że straciliśmy już rachubę. Jak pokazały ostatnie wydarzenia w Japonii, zagrożenie katastrofą jest ogromne. Stworzona przez ludzi infrastruktura jest delikatna i trafienie w kluczowe obiekty – jak elektrownia jądrowa w Fukushimie – może skutecznie przekreślić perspektywy normalnego życia na dużych obszarach. W istocie, Fukushima staje się „wyciekiem ropy 2011 roku”, który aktualnie wygląda jeszcze gorzej niż ten w Zatoce Meksykańskiej.

© Kim Kyung-Hoon/Reuters - Służby w kombinezonach ochronnych szukają śladów napromieniowania u dzieci ewakuowanych z okolic elektrowni jądrowej Fukushima Daini w Koriyamie

Kiedy tak rozmyślamy nad teraźniejszością i nad tym, co nam pozostało z naszej przyszłości, cofnijmy się w czasie i podsumujmy rok 2010… Cykl Łączenia Punktów pozostawał prze jakiś czas w uśpieniu i mamy wiele do nadrobienia!

Pierwszy rok globalnego klimatu

W 2010 roku w wyniku klęsk żywiołowych zginęło ponad ćwierć miliona ludzi. Trzęsienia ziemi, fale upałów, powodzie, wybuchy wulkanów, potężne tajfuny, śnieżyce, osuwiska i susze pochłonęły w jednym roku więcej ofiar niż wszystkie akty terrorystyczne z ostatnich 40 lat. Ten mało znany fakt wystawia na pośmiewisko propagandę wojny z terrorem.

Był to najgorszy rok za życia obecnego pokolenia, jeśli chodzi o ilość ofiar klęsk żywiołowych, i nie, nie jesteśmy wyznawcami tej bezsenswnej religii globalnego ocieplenia. Miniona zima z ekstremalnymi opadami śniegu i rekordowo niskimi temperaturami opowiada nam zupełnie inną historię niż sfabrykowana rewolucja „Go Green”, prowadzona przez Ala Gore i spółkę.

Oczywiście wzrost zarówno intensywności, jak i częstotliwości trzęsień ziemi wskazuje, że musimy wyjść poza granice zwyczajowo antropogenicznego i ogólnie przyjętego sposobu rozumowania. Jednak niektórzy z wtajemniczonych zdają się orientować, co się faktycznie dzieje. Raport brytyjskiego rządu autorstwa Paddy Ashdowna, członka Izby Lordów, ostrzega, że poważne ​​kataklizmy, takie jak japońskie trzęsienie ziemi i tsunami, czy zeszłoroczne bezprecedensowe powodzie w Pakistanie, mogą zdarzać się coraz częściej i nawołuje rządy do przygotowania się na „niepewną przyszłość”.

Ashdown dodał też, że według naukowców ostatnie klęski żywiołowe nie były jakimś rzadkim zaburzeniem, ale „początkiem nowego typu przyszłości, gdzie mega-kataklizmy będą znacznie częstsze”. Nie jest zaskoczeniem, że raport lorda Ashdowna jest dość mglisty, jeśli chodzi o podanie przyczyn tego gwałtownego nasilenia się klęsk żywiołowych:

Powodów tego jest wiele. Głównym czynnikiem jest gwałtowny przyrost populacji, szczególnie na obszarach narażonych na kataklizmy, zwłaszcza w połączeniu z intensywną urbanizacją, często bezplanową i nie gwarantującą bezpieczeństwa. Zaczął się też już zmieniać poziom morza i globalne układy opadów deszczu i burz. Zmiany te przyczynią się do istotnego wzrostu nacisków na żywność i wodę w najbliższych latach.

© Mario Tama/Getty Images – 27 grudnia 2010, odkopywanie samochodu po śnieżycy, jaka nawiedziła wschodnie wybrzeże USA przynosząc 50 cm śniegu i utrudniając podróżowanie.

Aczkolwiek są w raporcie marginesowe odniesienia do globalnego ocieplenia – „zmiany poziomu mórz”- brak jest wyjaśnienia, dlaczego trzęsienia ziemi i tsunami miałyby być częstsze. Pominięcie to jest tak rażące, że czytelnik może się zastanawiać, czy coś nie zostało wycięte. Ciekawe jest również to, że fraza „globalne ocieplenie” jako taka ani razu nie pojawia się w raporcie.

Władze wyraźnie unikają teraz tego pojęcia, kiedy ludzie mieli już przedsmak lodowatego uderzenia.

Zima z przełomu lat 2009/2010 była surowa, a następna, 2010-2011, okazała się jeszcze zimniejsza i bardziej śnieżna. Wśród miejsc, które doświadczyly rekordowo – bądź niemal rekordowo – niskich temperatur, znaleźć możemy Syberię, Australię, Irlandię, Wielką Brytanię, Kalifornię, Las Vegas, Chiny, Hong Kong, Tajlandię, Kubę, Nową Zelandię i Edmonton. Wobec tej statystyki dość absurdalnie wygląda ogłoszenie 2010 roku „najcieplejszym rokiem w historii”.

Centralnym elementem niezupełnie naukowej metodologii, stojącej za umierającą teorią globalnego ocieplenia spowodowanego przez człowieka, jest eliminowanie raportów o temperaturze, otrzymywanych od stacji meteorologicznych znajdujacych się w chłodniejszych, niezurbanizowanych i wysuniętych na północ regionach. Ociepleniowi alarmiści z zadęciem przypominają nam o pewnych kurczących się lodowcach, ignorując jednocześnie te, które w rzeczywistości przyrastają, jak choćby lodowce na Mount Shasta [Kalifornia], i zapominają wspomnieć o przyroście lodu na Morzu Arktycznym o 2 miliardy metrów sześciennych.

Naszych czytelników z Ameryki Północnej nie trzeba przekonywać o rzeczywistości globalnego ochłodzenia – na własnej skórze odczuli występujące jedna po drugiej rekordowe śnieżyce.

© AFP – Obrazy z satelity Terra (NASA) unaoczniają imponującą zimową burzę, która przykryła śniegiem i lodem ponad trzecią część USA.

Poniższa ilustracja pochodzi z początku 2011 roku:

© NOAA – Nowa mapa satelitarna rządowej agencji NOAA ukazuje rozmiar pokrywy śnieżnej na ogromnym terenie od zachodniego wybrzeża Kanady po wschodnie Chiny

Śnieg na półkuli północnej padał nawet wiosną. Grecja i Turcja miały późną burzę śnieżną w marcu, Nowa Anglia doświadczyła obfitych opadów śniegu na Prima Aprilis,a 9 kwietnia 25 cm śniegu przysypało Arizonę .

W cieplejszych regionach w 2010 roku dominowały powodzie i ulewne deszcze. W kwietniu ubiegłego roku Rio de Janeiro doświadczyło największej powodzi w swojej historii. W tym samym miesiącu w ciągu dwóch kolejnych dni burze nad Tennessee przyniosły 40 cm opadów, prowadząc do gwałtownych rekordowych powodzi, zamieniając autostrady w rzeki i wymuszając masową ewakuację Nashville. Potężny cyklon we wschodnich Indiach pochłonął co najmniej 140 ofiar, a ponad 500 000 pozbawił dachu nad głową.

Jeśli chodzi o powodzie, najbardziej ucierpiał Pakistan, gdzie pod wodą znalazła się jedna trzecia terytorium kraju, a ponad cztery miliony osób zostaly dotknięte skutkami katastrofy, uznanej za największy kryzys humanitarny, z jakim ten kraj miał do czynienia.

W tym samym czasie kiedy powodzie zalewały Pakistan, Rosję objęła fala silnych upałów. Pożary w zachodniej części Rosji wymusiły wprowadzenie zakazu eksportu pszenicy. Jako że Rosja jest trzecim co do wielkości eksporterem pszenicy, zakaz ten poważnie wpłynął na światowe ceny żywności. Falę upałów dramatycznie zakończył  przetaczajacy się przez Rosję huragan. Podobno przyczyną anomalii meteorologicznych w Rosji i Pakistanie był niezwykle spowolniony prąd strumieniowy. To samo wyjaśnienie powróciło w grudniu, jako wyjaśnienie ciężkiej zimowej sytuacji na półkuli północnej.

Jaki czynnik zaburza klimat i układy pogodowe w takim stopniu, że dochodzi do „blokowania” prądu strumieniowego? Jesteśmy przekonani, że nasze ostatnie badania podsuwają kilka możliwych odpowiedzi.

Nieco perspektywy

Zauważony powyżej wzrost przypadków ekstremalnej pogody może być zrozumiały w kontekście teorii, które biorą pod uwagę czynniki kosmiczne. Jedną z nich jest teoria Jamesa McCanneya, która proponuje, że elektromagnetyczne oddziaływanie pomiędzy planetami, księżycami, kometami i Słońcem skutkuje kolosalnymi rozładowaniami energii, które bezpośrednio wpływają na nasza pogodę. W styczniu i w lutym 2011 redaktor SOTT, RyanX w następujący sposób próbował dowieść istnienia kosmicznego powiązania zmian na Ziemi:

© Geostacjonarny satelita USA - Cyklon Yasi zbliża się do Australii.

Ostatnie wydarzenia dostarczyły nam świetnego materiału do studiowania sił kosmicznych, jakie mogą przyczyniać się do powstawania potężnych nawałnic, takich jak cyklony, huragany, zamiecie śnieżne i wiele innych. Do wydarzeń, o których mówię, można zaliczyć ogromną burzę śnieżną, która przetoczyła się przez środkowozachodnie i wschodnie Stany Zjednoczone, a także cięgi, jakie na początku tygodnia zebrała wschodnia Australia od cyklonu Yasi.Obydwie burze rozrosły się do olbrzymich rozmiarów w czasie, który zbiegł się z burzą słoneczną, jaka spadła na Ziemię zaraz po nowiu. Nawet jeśli brzmi to dziwnie, to nie jest to pierwszy raz, kiedy układ ciał niebieskich w połączeniu z aktywnością Słońca pobudził tego typu zdarzenia.

Jeśli, jak podejrzewamy, istnieje korelacja pomiędzy tymi czynnikami, zmienia to większość powszechnych przekonań o pogodzie na Ziemi, a także, jak zobaczymy, o geologii.

Aby zrozumieć, jak to wszystko działa, zacznijmy od Słońca. 31 stycznia otworzyła się masywna dziura w koronie słonecznej, ciskając w kierunku Ziemi kolejny potężny pakiet naładowanych cząstek. Miał w nas uderzyć między 2 a 4 lutego. To nie wszystko, bo niedawno, 2 lutego, mieliśmy nów. Można by zapytać, dlaczego Księżyc ma tu jakiekolwiek znaczenie?

Jak wyjaśnia James McCanney w wywiadzie dla magazynu Spectrum z 2003 roku:

W czasie nowiu Księżyc przesuwa się przed Ziemię, przerywa przepływ elektryczny [pomiędzy Ziemią i Słońcem], po czym usuwa się z drogi. To daje nam olbrzymie bombardowanie przez pierwszy i drugi dzień po nowiu. To właśnie ten stan został zidentyfikowany jako jedna z głównych przyczyn wzniecających potężne huragany i burze. Oto jak to robi: Księżyc oddziałuje z polem elektrycznym Słońca. To ta ZMIANA powoduje powstawanie burz i powoduje zmiany w środowisku na Ziemi, wpływając tym samym na pogodę na Ziemi.

Zarysowuje się nam więc taki obraz: Słońce wyrzuca masywny front wiatru słonecznego w kierunku Ziemi. Gdy Księżyc w nowiu usuwa się z drogi spomiędzy Słońca i Ziemi, samo w sobie powoduje to znaczny wzrost ilości naładowanych cząstek uderzających w Ziemię. Przy jednoczesnym nadmiarze bombardujących nas naładowanych cząstek pochodzących z wiatru słonecznego, cała ta nadwyżka ładunku gromadzi się w otaczających Ziemię pasach radiacyjnych.

Następnie Ziemia znajduje sposób na rozładowanie takich zachwiań równowagi, na przykład poprzez burze, jak te dwie, które widzieliśmy. Pierwsza z nich przyjęła formę potężnej śnieżycy, zasypującej niemal połowę USA. Druga przybrała formę cyklonu Yasi, który uderzył w zalane już wschodnie wybrzeże Australii. W tym samym czasie dał się zauważyć także wzrost aktywności wulkanicznej i wzrost ilości trzęsień ziemi.

Możemy uzupełnić tę teorię o następujący hipotetyczny scenariusz. Istnieje korelacja pomiędzy aktywnością elektryczną Słońca i planet a przyrostem materii w wewnętrznej części Układu Słonecznego w postaci pyłu kometarnego i komet. Wskutek napływu tych cząstek górne warstwy atmosfery ziemskiej schładzają się, co wyjaśnia niedawno obserwowane anomalie atmosferyczne, takie jak chmury świecące w nocy i spirale tworzone przez opadające szczątki, podczas gdy wzrost aktywności wulkanicznej ogrzewa od dołu część oceanów – a wszystko razem przyczynia się do chaosu klimatycznego. Więcej na ten temat w części zatytułowanej Ogień na niebie!

Zmiana klimatu spowodowana przez psychopatów

pel

© AP Photo - Osowiały pelikan siedzi na brzegu z piórami tak oblepinymi przez ropę, że nie może latać

Co nie oznacza, oczywiście, że zwykli ludzie też nie dołożyli się do zmiany klimatu w jakimś stopniu, jakkolwiek niewielkim. Tylko że, jak zwykle, prawdziwa historia jest inna niż nam wmawiają. W modelu antropogenicznego globalnego ocieplenia to ludzie, tacy jak ty czy ja, są wgłównej mierze odpowiedzialni, bo korzystają z samochodów i samolotów.

W rzeczywistości, to nasz psychopatyczny wewnątrzgatunkowy drapieżnik i łupieżca ponosi w większości winę za chaos, będący wynikiem jego egoistycznego celu, jakim jest zagarnięcie ile się da, w jak najkrótszym czasie i jak najmniejszym kosztem.

Zbliża się rocznica wybuchu na należącej do BP platformie wiertniczej Deepwater Horizon, do którego doszło w Zatoce Meksykańskiej w kwietniu 2010 roku, kiedy to słup ognia wystrzelił w niebo pochłaniając życie 11 pracowników. Skutki wypadku, będącego głównie wynikiem zaniedbań i chciwości ludzkiej, stawały się coraz poważniejsze za sprawą milionów litrów ropy lejącej się bez kontroli do morza.

Zatroskani bardziej swoim wizerunkiem niż faktami, psychopatyczni decydenci z BP pospiesznie zrzucili toksyczny rozpraszacz ropy Corexit, spychając ropę naftową na dno oceanu zamiast ją usunnąć, tworząc w efekcie mieszankę jeszcze bardziej zabójczą od samej ropy.

Przy współudziale rządu USA, opinia publiczna została poinformowana, że w końcu udało się zapanować nad wyciekiem – stanowisko, w które trudno uwierzyć, wziąwszy pod uwagę trudność pracy na głębokości 1,5 km i wywierconą w skorupie ziemskiej dziurę na kolejnych 9 km – dziurę, która dotarła do wysokociśnieniowej kieszeni z ropą, szczególnie zważywszy na doniesienia o więcej niż jednym wycieku, w odległości kilku kilometrów od siebie.

Niemniej jednak, zdjęcia pokrytych ropą piasków i umierających pelikanów docierały do społeczeństwa coraz rzadziej. Państwo Obama wybrali się podobno na radosne pływanie w morzu, przypieczętowując oficjalne kłamstwo, że wszystko jest w najlepszym porządku. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Ludzie od PR i media zmówili się, by zakopać prawdę o wycieku ropy w Zatoce. Jest to, najzwyczajniej w świecie, zmiatanie faktów pod piasek na skalę ludobójstwa.

Obejrzyjcie te łamiące serce oświadczenie pracownika usuwającego ropę, które powinno było znaleźć się w głównych wiadomościach, ale się nie znalazło. Ta pani nie jest jedyną osobą w takiej sytuacji.

Lord Stirling miał rację podejrzewając, że tak duża ilość ropy ma wpływ na Golfsztrom, który ze swojej strony zakłócił regularny przebieg prądu strumieniowego i przyniósł nam omawiane wyżej zimowe przedstawienie. Jeśli nawet natura obdarzyła nas odroczeniem przed nastaniem na dobre Epoki Lodowcowej, faktem pozostaje, że dokładnie w tym kierunku zdążamy.

Jak długo ropa pozostaje w prądach oceanicznych, nie ma możliwości, by nie miała wpływu na ich ruch. Szczególnie ważnym był raport naukowy, przedstawiający dowody na anomalie w Prądzie Pętlowym. Florydzki prąd pętlowy łączy się z Golfsztromem. Jeśli Golfsztrom zostanie przerwany, część półkuli północnej znajdzie się w Epoce Lodowcowej.

Inwazja trzęsień ziemi

Rok 2010 to rok potężnych trzęsień ziemi. Spójrzcie na tę interesującą tabelę, zapożyczoną z tego artykułu autorstwa Holly Deyo:

© Holly Deyo - Zauważcie, że rok 2010 miał sporą ilość silnych i średnich trzęsień ziemi, porównywalną lub wyższą od średniej z ostatnich dwóch dekad. W szczególności, liczba ofiar śmiertelnych była znacznie powyżej średniej.

Rok 2010 rozpoczął się niszczycielskim trzęsieniem ziemi z 12 stycznia na Haiti. Trzęsienie to, o sile 7 stopni w skali Richtera, zabiło natychmiast ponad 150 tys. osób. Jako że tragedia często rodzi tragedię, tutaj destrukcja posłużyła jako wymówka do de facto inwazji i przejęcia kontroli nad krajem przez USA, przy użyciu floty statków wojennych, lotniskowców, helikopterów i 20 tys. żołnierzy wspieranych przez kontrahentów Pentagonu, zapewniających „uzbrojoną eskortę ładunków” i „usuwanie zagrożenia” przez zajęcie się „szabrownikami” i „niepokojami wśród pracowników”.

Obama zdecydował się wysłać Georgea W. Busha i Clintona jako „specjalnych wysłanników wsparcia”. Ciekawy wybór, jeśli naprawdę chce się nieść pomoc. Nie taki dziwny, jeśli chce się zaprowadzić okupację.

© Associated Press - Inwazja Chickenhawk. Wojska amerykańskie lądują na trawniku pałacu prezydenckiego w Port-au-Prince zburzonego przez siły Natury. Czy aby na pewno?

A tutaj mamy coś jeszcze dziwniejszego: „scenariusz pomocy w przypadku katastrofy” dla Haiti został przewidziany przez wojsko amerykańskie na dzień przed trzęsieniem. Tak się zdarzyło, że dyrektor techniczny Agencji Obronnych Systemów Informacyjnych (DISA) Pentagonu znajdował się właśnie w centrali Południowej Komendy Wojsk USA w Miami, przygotowując przetestowanie systemu w „symulacji” obejmującej dostarczenie pomocy dla Haiti w wyniku przejścia huraganu.

Dzień później nastąpiło trzęsienie ziemi, a Południowa Komenda Wojsk USA zdecydowała „pójść na żywo” ze swoim wojskowym systemem zintegrowanej reakcji, który miała podobno „testować”.

Czy czegoś wam to nie przypomina? Może operację Vigilant Guardian z 11 września? Ćwiczenia w londyńskim metrze z 7 lipca? Tak zadziwiający zbieg okoliczności stawia nas przed trudną decyzją. Albo uwierzymy, że siły zbrojne USA są w stanie dokładnie przewidywać trzęsienia ziemi z oszałamiającą precyzją, albo też mają możliwość indukowania trzęsień na życzenie. A może był to jeden na milion „szczęśliwy traf”, tak powszechny w sytuacjach, kiedy USA lub jego sojusznicy mają coś do zyskania? Sami zdecydujcie, my jedynie prosimy, byście o tym nie zapomnieli.

Następnie w nocy 27 lutego było katastroficzne trzęsienie ziemi o sile 8,8 w Chile – najsilniejsze, jakie tam odnotowano od ponad 50 lat – w którym straciło życie co najmniej 555 osób. Jak się pewnie domyślacie, wojsko chilijskie, zgodnie z kierunkiem wyznaczonym w Haiti przez amerykańskich i oenzetowskich egzekutorów, przejęło kontrolę nad dotkniętymi miastami, wprowadziło godzinę policyjną i ochronę firm, a wszystko to pod pretekstem zabezpieczenia przed „szabrownictwem”.

Wśród mniej niszczycielskich wstrząsów 2010 roku odnotować należy między innymi rekordowe serie trzęsień w Yellowstone i na linii uskoku nowomadryckiego w środkowej części USA, których kulminacją było najgorsze w tym regionie od 35 lat trzęsienie ziemi o sile 4,7 w Arkansas. Dla Christchurch w Nowej Zelandii wrześniowe trzęsienie o magnitudzie 7, z epicentrum około 30 km na południe od miasta stanowiło preludium do bezpośredniego uderzenia, jakie nastąpiło w 2011 roku. Doprowadziło ono do rozległych zniszczeń włącznie z zawaleniem się części budynków. 22 lutego 2011 roku „słabsze” trzęsienie o sile 6,3 nawiedziło śródmieście Christchurch. Prawie połowa miasta została zrównana z ziemią. Uszkodzenia budynków były porównywalne z haitańskimi w Port-au-Prince w ubiegłym roku.

Trzęsienie o sile 8,9 stopni odnotowane 11 marca 2011 roku na Pacyfiku u wybrzeży Japonii –  najsilniejsze w tym rejonie od około 1200 lat – i następnie 10 metrowe tsunami, przyniosły światu najprzejrzystsze jak dotąd przesłanie, że wobec sił Natury nasza cywilizacja jest zaledwie domkiem z kart. Japonia jest być może najbardziej rozwiniętą cywilizacją ludzkości, a jednak mimo najnowocześniejszej zintegrowanej infrastruktury (obejmującej wyrafinowany system wczesnego ostrzegania przed tsunami), ostateczną liczbę ofiar śmiertelnych szacuje się na około 25 tysięcy.

Koszt najpilniejszych napraw zniszczonej infrastruktury wyniesie 310 miliardów dolarów, ale nieskończenie ważniejszym problemem jest kryzys nuklearny, zagrażający zatruciem najpierw Japonii, a potem całej planety. I nikt nie wie, jak rozwiązać ten problem (więcej na ten temat w dalszej części artykułu).

Do tego wszystkiego musimy dodać konsekwencje dla gospodarki japońskiej i światowej. Kto będzie teraz kupował japońską żywność? To kolejny ciężar dołożony na przechylającą się szalę globalnego kryzysu żywnościowego. Jak wszystko może się nagle zmienić na gorsze, nieprawdaż? A teraz wyobraźcie sobie, że zamiast trzęsienia w niefortunnym miejscu mamy, powiedzmy, kometę eksplodującą w atmosferze, a jej fragmenty spadają na gęsto zaludnione okolice…

.

Japonia, Nowa Zelandia i Chile mają ze sobą coś wspólnego. Położone są w Pierścieniu Ognia i wokół pacyficznej płyty tektonicznej. Ostatnie silne trzęsienia ziemi zdają się tworzyć pewien wzór wokół Pierścienia Ognia i jest to jeden z powodów, dla których należy podejrzewać, że w niedalekiej przyszłości dojdzie do silnego trzęsienia w Ameryce Północnej, z Kalifornią na celowniku. Nie oznacza to bynajmniej, że Azja Wschodnia nie ma się czym martwić. Od mega  trzęsienia z 11 marca Japonia doświadczyła co najmniej dwóch wstrząsów wtórnych o magnitudzie powyżej 7 i co najmniej 70 o magnitudzie powyżej 6, i to tylko w marcu. To 50 razy więcej niż w tym samym przedziale czasu w zeszłym roku.

Również Indonezja leży w Pierścieniu Ognia. Współczesna cywilizacja po raz pierwszy zapoznała się z tsunami w 2004 roku, gdy w rezultacie pierwszego od 1967 roku trzęsienia ziemi o magnitudzie 9,0 zginęło ponad 250 tys. osób. Ta seria mega trzęsień każe się niektórym geofizykom zastanawiać, czy aby nie rozpoczęła się nowa era potężnych trzęsień ziemi.

Szczególnie od czasu potężnego japońskiego trzęsienia, planeta doświadcza co najmniej jednego sporego wstrząsu dziennie. Jeśli tak jest – a wyraźnie na to wygląda – to dlaczego tak się dzieje? I jaki ma to związek z globalnymi zmianami klimatu? To wszystko jest połączone: wydaje nam się, że patrzymy na zbieganie się naturalnych cyklów na kosmiczną skalę.

Do aktywności sejsmicznej (i wulkanicznej) musimy dodać ciekawe pojawiania się licznych zapadlisk na całym świecie. Można by powiedzieć, że kiedy ziemia się trzęsie, to się ‘otwiera’! Czy ma to jakiś związek upłynnianiem się gruntów w Christchurch i w Japonii?

Nuklearna grzanka

11 marca był olbrzymim ciosem dla mieszkańców Japonii i wielką katastrofą w pełnym tego słowa znaczeniu. Nowy aspekt kataklizmu ujawnił się chwilę później, kiedy świat obserwował kolejne awarie w elektrowni atomowej Fukushima. Trzęsienie ziemi i tsunami uszkodziły elektrownię, odcięły dopływ prądu do jej sześciu reaktorów i spowodowały awarię zapasowego systemu zasilania, co pociągnęło ze sobą także awarię systemów chłodzenia – najważniejszego elementu utrzymującego paliwo nuklearne w stanie schłodzonym i pod kontrolą.

Po kilku dniach niedziałania tych newralgicznych systemów nastąpiły eksplozje w kilku budynkach reaktorów, powodując szkody jeszcze większe od tych wywołanych trzęsieniem i tsunami i prowadząc do wycieku nieokreślonej ilości materiału radioaktywnego do środowiska.

© Air Photo Service Co. Ltd., Japan - 20 marca 2011 – na zdjęciach zrobionych przez niewielki samolot bezzałogowy widać uszkodzony reaktor nr 4 (po lewej) i nr 3, należące do elektrowni atomowej Fukushima Dai-ichi

Sytuacja staje się coraz poważniejsza. Wysiłki odzyskania kontroli nad elektrownią nie przyniosły jak dotąd rezultatu. Katastrofa osiągnęła siódmy stopień zagrożenia (na siedem), najwyższy w międzynarodowej skali ustalonej przez Międzynarodową Agencję Energii Atomowej. Skutek jest taki, że radioaktywne toksyny nieprzerwanie przedostają się do powietrza, gleby oraz Pacyfiku.

Jednocześnie panuje spore zamieszanie i brakuje istotnych wiarygodnych informacji skierowanych do Japończyków i całego świata, dotyczących ilości radioaktywnego materiału, jaka przedostała się do środowiska oraz związanego z tym niebezpieczeństwa. Do złudzenia przypomina to zeszłoroczną katastrofę platform wiertniczych BP w Zatoce Meksykańskiej. W obu przypadkach ludzie odpowiedzialni za użytkowanie technologii zdolnej wywołać wielkie zniszczenie zachowują się, jakby zdrowie i dobro milionów innych było mniej ważne niż utrzymanie dochodowego interesu.

Przy takim bezdusznym lekceważeniu innych podobieństwo między działaniem wielkich korporacji i cechami psychopatów samo się nasuwa.

Katastrofa w elektrowni Fukushima popchnęła wielu z nas do poszukiwania wiedzy na temat wpływu radioaktywnych toksyn na nasz organizm, a także dotyczących rozmieszczenia elektrowni atomowych na świecie. Według European Nuclear Society, 11 stycznia 2011 były na świecie 442 elektrownie atomowe, rozmieszczone w 30 krajach, zaś w trakcie budowy jest 65 kolejnych.

Pomimo sporego wysiłku wkładanego przez korporacje budujące i obsługujące elektrownie jądrowe w przekonanie ludzi, że są bezpieczni, wydarzenia w Fukushimie jasno pokazują, że każda z tych elektrowni stanowi potencjalnie takie samo, jeśli nie większe zagrożenie.

I chociaż to przypadek Fukushimy wrzucił kwestię promieniotwórczych substancji na pierwsze strony gazet, problem ten narastał już od 60 lat – przy czym nie chodzi tu wyłącznie o elektrownie jądrowe, ale również o ponad 2 000 kontrolowanych wybuchów nuklearnych, przeprowadzonych od 1945 roku.

Cel rozbijania atomów silnie radioaktywnego materiału w elektrowni jądrowej jest zasadniczo jeden – zagotować wodę, a uzyskana z niej para wykorzystana zostanie do napędzenia turbin i wytworzenia elektryczności. Trudno wyobrazić sobie inną technologię użytą do tak prostego zadania, która byłaby bardziej skomplikowana, kosztowna i niebezpieczna.

Ze strony Greenpeace (pdf):

…w procesach jądrowych powstają radioaktywne materiały emitujące promieniowanie, które może być bardzo szkodliwe dla ludzi i dla środowiska, stwarzające zagrożenie nie tylko na chwilę obecną, ale także na setki tysięcy następnych lat. Ponadto odkryto zależność między promieniowaniem a genetycznymi mutacjami, deformacją płodu, nowotworami, białaczką i zaburzeniami w systemach rozrodczym, odpornościowym, krwionośnym oraz dokrewnym.

Reaktory nuklearne powszechnie używają uranu jako paliwa. Jednak zanim uran będzie mógł być wykorzystany jako paliwo, proces jego przetwarzania prowadzi do poważnego skażenia środowiska. Podczas rozpadu atomu uranu wytwarzana jest nie tylko energia, ale też groźne odpady. Ruda uranu przeciętnie zawiera zaledwie 0,1% tego pierwiastka. Ogromna reszta materiału wydobywanego razem z uranem stanowi odpad, który zawiera inne niebezpieczne radioaktywne i toksyczne substancje.

Większość reaktorów wymaga użycia jednej konkretnej postaci uranu, a mianowicie izotopu U-235. Ta postać uranu stanowi jedynie 0,7% całych jego złóż. W celu zwiększenia koncentracji U-235, wydobyty ze złoża uran poddawany jest procesowi wzbogacenia, w efekcie którego otrzymuje się niewielką ilość „wzbogaconego” uranu i olbrzymią masę odpadu w postaci zubożonego uranu – radioaktywnego metalu ciężkiego.

Wzbogacony uran trafia następnie do prętów paliwowych i zostaje przetransportowany do reaktora, gdzie wytwarzana jest elektryczność. Praca elektrowni przemienia paliwo uranowe w bogaty, silnie toksyczny i niebezpieczny koktajl takich pierwiastków promieniotwórczych, jak pluton. Ten sztucznie otrzymany pierwiastek używany jest do produkcji bomb atomowych, przy czym nawet niewielka jego ilość stanowi śmiertelne zagrożenie przez około 240 tysięcy lat.

© Associated Press

Odpady radioaktywne kategoryzuje się w zależności od poziomu promieniowania oraz okresu utrzymywania się ich radioaktywności. Jak oblicza Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA), każdego roku przemysł atomowy wytwarza odpowiednik miliona baryłek (200 tys. m³) tego, co nazywa „odpadami o niskim i średnim poziomie radioaktywności” (LILW), oraz około 50 tysięcy baryłek (10 tys. m³) groźniejszych „wysokoaktywnych odpadów” (HLW).

W obliczeniach nie uwzględniono zużytego już paliwa nuklearnego, w równej mierze będącego odpadem o wysokim poziomie radioaktywności. Mniej szkodliwymi odpadami są elementy z rozbieranych elektrowni (beton, metale), jak również jednorazowa odzież ochronna, materiały plastikowe, papierowe, metalowe, żywiczne oraz filtry. Owe mniej szkodliwe odpady pozostają radioaktywne przez okres od kilku minut do tysięcy lat i wymagają odpowiednich warunków składowania.

Mimo to, każdego dnia do powietrza i wody dostają się wielkie ilości radioaktywnych odpadów.

Skrajnie niebezpieczne odpady HLW obejmują materiały zawierające silnie radioaktywne pierwiastki. Odpady o wysokim poziomie radioaktywności mogą stanowić zagrożenie przez setki tysięcy lat, emitując znaczne ilości groźnego promieniowania. Wystawienie się na zaledwie kilkuminowy kontakt z wysokoaktywnymi odpadami może z łatwością prowadzić do otrzymania śmiertelnyc dawek promieniowania. Dlatego też odpady te muszą być prawidłowo przechowywane przez setki tysięcy lat.

Spójrzmy na to z perspektywy. Ludzkość zamieszkuje Ziemię od 200 tysięcy lat, a czas potrzebny na zneutralizowanie niebezpiecznego plutonu wynosi 240 tysięcy lat. Bezpieczne składowanie niebezpiecznych odpadów musi być zapewnione w całym tym okresie, a obejmuje on wiele potencjalnych zlodowaceń. Nic dziwnego więc, że wciąż nie znaleziono rozwiązania kwestii pozbywania się nuklearnych odpadów.

Jak to zwykle bywa, kiedy zaczynamy dociekać, w jaki sposób doszło do tego, że mamy ponad 500 takich niebezpiecznych i toksycznych instalacji na naszej planecie, okazuje się, że u źródła stoją największe światowe korporacje, działające ramię w ramię z potężnymi rządami, armiami, międzynarodowymi agencjami i instytucjami finansowymi, po raz kolejny demonstrując zupełny brak zainteresowania zdrowiem i dobrem innych ludzi.

Niemal od samego początku [istnienia przemysłu atomowego] dawni członkowie tego środowiska i różni krytycy usiłowali zaznajomić opinię publiczną z niebezpieczeństwem związanym z technologią nuklearną. I jak się również często w takiej sytuacji dzieje, wszelkimi siłami starano się ich uciszyć. Katastrofa w elektrowni Fukushima stworzyła nową okazję, by kilka takich głosów zostało usłyszanych.

Dr Helen Caldicott, wieloletnia przeciwniczka energii atomowej, w wywiadzie dla CNN dwa tygodnie po trzęsieniu ziemi została zapytana o ryzyko grożące mieszkańcom terenów, położonych w bezpośrednim sąsiedztwie elektrowni:

Na razie nie można stanowczo określić zagrożenia, ponieważ nie wiadomo, ile promieniowania wydostało lub wydostaje się z reaktorów. Rozgłośnia NPR podała w zeszłym tygodniu, że u 17 robotników wykryto, jak to nazwał rząd japoński, „osady materiału radioaktywnego” na twarzach. Ponadto niektórych z pracowników elektrowni hospitalizowano w związku z ekspoyzcją na promieniowanie, co oznacza, że otrzymali oni olbrzymią dawkę promieniowania.

Kontakt z dużymi dawkami promieniowania może prowadzić do poważnej choroby popromiennej, rozpoznanej przez lekarzy po zbombardowaniu Hiroszimy i Nagasaki. Jej skutki mogą być tragiczne. Po dwóch tygodniach ofiarom zaczynają wypadać włosy. Pojawiają się podskórne krwotoki, silne nudności i biegunka, aż w końcu ofiary mogą umrzeć w wyniku krwotoku lub infekcji.

Gdyby w elektrowni doszło do stopienia prętów, wielu mieszkańców tego gęsto zaludnionego regionu może otrzymać wysoką dawkę promieniowania. (Po trzęsieniu z 11 marca japońskie władze ewakuowały ludzi mieszkających w promieniu 20 kilometrów, aby zmniejszyć ryzyko napromieniowania.)

Po takiej dawce promieniowania mężczyźni mogą zostać bezpłodni, kobiety przestać menstruować, najpewniej dojdzie też do poronień. Dzieci mogą rodzić się z małymi głowami i upośledzeniem umysłowym. U wielu osób poważnie spłyci się oddech w efekcie uszkodzenia płuc. W ciągu pięciu lat dojdzie do epidemii białaczki, a w ciągu piętnastu nowotwory zaatakują liczne narządy: płuca, piersi, tarczycę, mózg i kości.

Nawet jeśli wyciek nie jest potężny, odsetek osób z nowotworem i białaczką zwiększy się. Dzieci są 10 do 20 razy bardziej podatne na karcenogenne efekty promieniowania niż dorośli, zaś płody – tysiące razy, ponieważ ich komórki ulegają gwałtownemu podziałowi, co czyni je wrażliwymi na mutacje genetyczne. Choroby genetyczne, takie jak mukowiscydoza, cukrzyca, karłowatość i zaburzenia metabolizmu, zostaną przekazane przyszłym pokoleniom. 

Nie ma możliwości, by odpromieniować osoby, gdy zdążyły już wchłonąć z powietrzem lub pokarmem radioaktywne pierwiastki, które rozproszyły się w organizmie, docierając do różnych organów.

W kilka minut od wystąpienia awarii w elektrowni Three Mile Island na licznikach promieniowania zabrakło skali, fizycy mogli więc tylko zgadywać poziom emisji. Jednak niemal na pewno wydostały się promieniotwórcze pierwiastki: stront 90, cez 137 i tryt. Z kolei w Czarnobylu doszło do stopienia rdzenia i rozerwania obudowy reaktora, powodując skażenie 40% powierzchni Europy, obejmując także Wielką Brytanię.

W elektrowni Fukushima Dai-ichi nr 1 znajduje się sześć reaktorów i ich zbiorniki na zużyte paliwo, zawierające silnie radioaktywne pręty paliwowe, także są narażone na stopienie. W zbiornikach tych promieniowanie jest od 2 do 10 razy większe niż w rdzeniach reaktorów, które same w sobie zawierają ilość promieniowania tysiąckrotnie większą od bomby zrzuconej na Hiroszimę.

Mainstreamowe media podsunęły już wiele historyjek, w których ryzyko napromieniowania materiałem z elektrowni Fukushima porównuje się do tak powszechnych i z pozoru bezpiecznych sytuacji, jak prześwietlanie promieniami rentgenowskimi czy tomografia komputerowa, albo przypomina się o naturalnym występowaniu promieniotwórczych pierwiastków, na przykład radu. To zwykłe wciskanie kitu, typowy schemat, który obserwowaliśmy także podczas wycieku ropy w Zatoce Meksykańskiej, mający bagatelizować zagrożenie. Więcej informacji znajdzie czytelnik w artykule Perception Management: How Acceptable Levels-of Radiation are Adjusted to Make Us Think Everything is A-OK.

Hirose Takashi, autor kilku krytycznych książek o przemyśle nuklearnym, w wywiadzie z 22 marca powiedział:

Takashi: Moim zdaniem, za dezinformację wśród społeczeństwa odpowiadają media. Opowiadają bzdury, na przykład o tym, że przez całe życie jesteśmy narażeni na promieniowanie, w tym z kosmosu. Jednak są to wielkości rzędu jednego milisievierta rocznie. Rok ma 365 dni, doba ma 24 godziny; mnożąc 365 przez 24 otrzymamy 8760. Teraz pomnóżmy 400 milisieviertów przez tę liczbę, a otrzymamy dawkę 3 500 000 razy większą od normalnej. To jest bezpieczna ilość? Które media o tym wspomniały? Żadne. Przyrównują to do tomografii komputerowej, która jest chwilowym zabiegiem, nie mającym z tym nic wspólnego.

Radioaktywność można zmierzyć wtedy, kiedy istnieje wyciek materiałów radioaktywnych.

Niebezpieczeństwo pojawia się wtedy, gdy materiał ten dostanie się do organizmu, napromieniowując go od środka. Ale naukowcy-rzecznicy przemysłu atomowego pojawiają się w telewizji i co mówią? Że w miarę oddalania się, promieniowanie zmniejsza się odwrotnie proporcjonalne do kwadratu odległości. Uważam przeciwnie. Otóż wewnętrzne napromieniowanie ma miejsce wtedy, kiedy materiał radioaktywny zostaje wchłonięty przez organizm. Co się wtedy dzieje? Powiedzmy, że radioaktywna cząstka jest w odległości jednego metra od nas. Wdychamy ją z powietrzem i cząstka pozostaje w ciele. Odległość między tą cząstką a nami jest teraz na poziomie mikrona.

Metr to 1000 milimetrów, zaś mikron to jedna tysięczna milimetra. To tysiąc razy tysiąc, tysiąc do kwadratu. Oto, co naprawdę oznacza „odwrotnie proporcjonalnie do kwadratu odległości”. Ekspozycja na promieniowanie wzrosła bilion razy. Wdech choćby najmniejszej cząstki stanowi zagrożenie.

Pytanie: Tak więc porównania z rentgenem i tomografią komputerową są bezużyteczne, ponieważ jesteśmy narażeni na wdychanie radioaktywnych cząstek?

Takashi: Zgadza się. Gdy taka cząstka dostaje się do organizmu, nie wiadomo gdzie trafi. Najbardziej zagrożone są kobiety, zwłaszcza ciężarne, oraz małe dzieci. Mówi się o jodzie i cezie, ale to tylko część, nie używa się odpowiednich instrumentów pomiarowych. To, co nazywają monitorowaniem, oznacza jedynie mierzenie poziomu promieniowania w powietrzu. Ich instrumenty nie jedzą. To, co mierzą, nie ma żadnego związku z ilością radioaktywnego materiału…

© Air Photo Service Co. Ltd., Japan - Elektrownia atomowa Fukushima Dai-ichi. Od lewej: Reaktor nr 1 (częściowo widoczny), nr 2, nr 3 i nr 4

W miesiąc od rozpoczęcia się tego najnowszego horror-szoł, i mimo najszczerszych wysiłków ze strony rządów i korporacji zmierzających do ograniczenia wypływu informacji, zaczyna się zarysowywać obraz potencjalnie największej jak dotąd katastrofy wywołanej przez człowieka, której konsekwencje dla ludzkiego zdrowia mało kto na razie zaczyna brać pod uwagę. Wygląda na to, że co najmniej trzy reaktory uległy w mniejszym lub większym stopniu stopieniu, co oznacza, że silnie radioaktywne paliwo nuklearne nie znajduje się już w cyrkonowych prętach i najpewniej leży na betonowej podłodze reaktorów, w dalszym ciągu płonąc.

W otoczeniu elektrowni wykryto pluton, co wskazywałoby, że przynajmniej część zużytych prętów paliwowych z jednego lub kilku budynków elektrowni trafiła w kawałkach do atmosfery i gruntu wskutek eksplozji, jakie miały miejsce. Powstały też pęknięcia w konstrukcji zabezpieczającej i prawdopodobnie w komorach ze zużytymi prętami paliwowymi, prowadząc do wycieku radioaktywnego materiału, a nieokreślona, ale na pewno znaczna jego ilość została spuszczona do oceanu.

Radioaktywne izotopy pochodzące z Fukushimy wykrywa się już na całej półkuli północnej.

Naukowcy z grupy PSR (Physicians for Social Responsibility – Fizycy za Społeczną Odpowiedzialnością) niedawno wydali oświadczenie dotyczące zagrożenia radioaktywnym materiałem:

PSR wyraziło zaniepokojenie ostatnimi doniesieniami o obecności w japońskich produktach spożywczych radioaktywnych pierwiastków pochodzących z trwającej awarii elektrowni Fukushima. Wprawdzie cała żywność zawiera radioizotopy, pochodzące ze źródeł naturalnych, testów atomowych itp., zwiększony poziom wykryty w japońskim szpinaku i mleku stwarza powszechne zagrożenie dla zdrowia. PSR wyraziło także zaniepokojenie skalą krążących w prasowych doniesieniach mylnych informacji na temat dawek promieniowania uznawanych za „bezpieczne”.

Według Narodowej Akademii Nauk nie istnieje bezpieczna dawka promieniowania. Dziesiątki lat badań jasno wykazują, że nawet najmniejsza dawka promieniowania stwarza ryzyko nowotworu.

Nie istnieje nic takiego, jak bezpieczny poziom ekspozycji na radioizotopy, przy czym nie ma znaczenia, czy pochodzą z żywności, wody, czy innych źródeł. Koniec, kropka – powiedział dr Jeff Patterson, były prezes PSR. – Narażenie na działanie radioizotopów, takich jak jod-131 czy cez-137, zwiększa ryzyko nowotworu. Z tego względu potrzeba działań, by zminimalizować ilość radioizotopów w żywności i wodzie.

Fakt nieistnienia “bezpiecznej” dawki promieniowania stanowi poważny powód do obaw. Katastrofa w Fukuszimie jest kolejnym zagrożeniem, z którym musi poradzić sobie nasz organizm. Tym ważniejsza staje się detoksykacja, a także zapoznanie się z zaleceniami dotyczącycymi wzmocnienia systemu immunologicznego i stosowanie się do nich.

.

Cuda, dziwy i zwiastuny

„Nie potrzebujemy zagrożenia z kosmosu, żeby ukryć zimnowojenne zamiary; potrzebujemy raczej Zimnej Wojny, żeby ukryć kosmiczne zagrożenie!” ~ Victor Clube

Nie lada wyzwanie stanowi zbieranie niezliczonych doniesień o ogniu z nieba, kiedy wieloletnie próby podniesienia wśród ludzi świadomości nadciągającego niebezpieczeństwa są niezmiennie ignorowane.

Jeśli faktycznie wszystkiego, co potrzebne w życiu, dowiedzieliśmy się już w przedszkolu, przypomnijcie sobie, co wpajali wam opiekunowie na temat podstawowych środków bezpieczeństwa: nigdy nie przyjmuj słodyczy od nieznajomych, bacznie obserwuj otoczenie i nie przebywaj w pojedynkę (współpracuj). Naucz się krzyczeć „pali się!”, aby zwrócić uwagę innych, bo nic tak nie aktywuje u ludzi instynktu samozachowawczego, jak zagrożenie pożarem.

A mimo to, chociaż rok po roku krzyczymy “pali się!”, i to nie w celu zdobycia popularności, wciąż pojawiają się komentarze jak ten. Ech, czasem czujemy się jak Kasandra!

Ale tam, gdzie inni rozłożyliby ręce i skupili na ocaleniu własnej skóry, my decydujemy się wykorzystać choćby ten centymetr sześcienny okazji, jaki jeszcze pozostał, i być jak ten koliber z chińskiej przypowieści:

Pewnego dnia słoń dostrzegł kolibra leżącego na grzbiecie, trzymającego swoje małe nóżki w górze. „Co robisz?” – zapytał słoń. Koliber odrzekł: “Słyszałem, że niebo może dzisiaj spaść, dlatego jestem gotów pomóc je podtrzymać”. Słoń zaśmiał się okrutnie. „Czy naprawdę sądzisz – spytał – że takimi malutkimi nóżkami pomożesz podtrzymać niebo?” Trzymając wciąż nóżki w górze, gorliwy koliber odparł: „Nie sam. Jednak każdy musi zrobić wszystko, co w jego mocy. A mnie stać tylko na to”.

Wpatrywanie się w niebo i informowanie innych o nadchodzącym ognistym potopie jest wszystkim, co możemy zrobić. Ale pozwólcie, że zmienimy nieco układ naszego podsumowania zeszłego roku. Zamiast wyliczać doniesienia, jakie zebraliśmy, skupimy się na kilku kluczowych wydarzeniach, pełniących rolę znaków sygnalizujących błędne postrzeganie pewnych zjawisk przez ludzkość. Jeśli interesują was suche fakty, zajrzyjcie na nasz blog, gdzie znajdziecie chronologiczną listę zaobserwowanych ognistych kul, meteorytów i podniebnych wybuchów.

Niepewność towarzysząca zagadnieniu kosmicznego gruzu przecinającego naszą atmosferę bierze się z niesłusznego zaufania, jakim obdarzamy tych, którym pozostawiamy zadanie rozwiązywania problemów o skali globalnej. Trzeba przyznać, że to duża odpowiedzialność. Jednakże istnieje różnica między zwykłym błędem, wynikłym z dotarcia do granic wiedzy dostępnej w danej dziedzinie, a skorumpowaną nauką, poświęcającą prawdę dla osiągnięcia politycznych celów czy podtrzyzmania pewnych z góry przyjętych założeń, a wszystko to w imię utrzymania iluzji i kłamstwa, które wszyscy przypłacimy życiem.

Przykład:

David Morrison, długoletni naukowiec z NASA oświadczył, że zidentyfikowano 80 procent ponad kilometrowych asteroid przelatujących w pobliżu Ziemi, zapewniając uczestników konferencji, że „wcale nie skończymy jak dinozaury”. Powiedział też, że program Spaceguard nie wykrył żadnej okołoziemskiej asteroidy o rozmiarach zbliżonych do tej, która miała unicestwić dinozaury.

Morrison podkreślił, że uderzenie asteroidy to jedyne zagrożenie ze strony natury, które w zasadzie można całkowicie wyeliminować. Dzięki programowi Spaceguard ludzkość prawdopodobnie zostanie ostrzeżona o nadciągającym zderzeniu z kilkudziesięcioletnim wyprzedzeniem. Po rozpoznaniu niebezpieczeństwa można będzie użyć pocisków do zepchnięcia asteroidy z toru przecinającego Ziemię.

Znajdź na zdjęciu kosmicznego słonia

Zgodnie z definicją, przestępstwo zaniedbania to działanie bez należytej ostrożności, narażające drugą osobę na utratę zdrowia lub życia (albo brak działania w wypadku zagrożenia zdrowia lub życia).

Mamy silne wrażenie, że zapewnienia Davida Morrisona o braku zagrożenia z kosmosu, w związku z czym możemy spokojnie wieść swój przepełniony cichą desperacją żywot na planecie, gdzie ludzka tragedia i niewyobrażalne okropieństwa są na porządku dziennym, stanowią niepokojąco dobry przykład takiego zaniedbania.
Być może dlatego:

Eksperci nie są zgodni co do tego, jak bardzo powinniśmy się martwić. Teleskopy i satelity są obecnie w stanie wykryć potencjalnych “niszczycieli planety” – asteroidy lub komety o średnicy ponad 1 kilometra – na wiele lat czy nawet dekad przed uderzeniem.

Jednak według Jaya Tate’a, dyrektora ds. zasobów informacji publicznej programu Spaceguard w Zjednoczonym Królestwie, problem tkwi w tym, że nie ma opracowanych środków zapobiegawczych, a do tego mniejsze obiekty mogą się w każdej chwili „przemknąć niepostrzeżenie” i zderzyć się z Ziemią. „Chcecie państwo wiedzieć, na ile przed uderzeniem dowiemy się o nadlatującej asteroidzie zdolnej zniszczyć kraj albo miasto? – pyta Tate. – Jakieś cztery sekundy. Poważne zderzenie może z równym prawdopodobieństwem nastąpić przed zakończeniem tej rozmowy, jak i za 10 000 lat”.

Jako emerytowany oficer armii brytyjskiej i specjalista od pocisków kierowanych, Tate zainteresował się kwestią rządowych planów obrony przed meteorytami po zderzeniu komety SL9 z Jowiszem w 1994 roku i z oburzeniem odkrył, że rząd nie ma ani jednego takiego planu. Wraz z kilkoma wybitnymi naukowcami utworzył grupę operacyjną ds. Obiektów Bliskich Ziemi (Near Earth Objects, NEO), składając w 2000 roku do parlamentu liczne apele o podjęcie działania w tej sprawie. […]

”Niewiele uczyniono od tamtej pory – mówi Tate z Centrum Programu Spaceguard, mieszczącego się w dawnym walijskim Powys Observatory. – Oficjalne podejście brytyjskich władz zdaje się być takie, że nie powinniśmy się niczym martwić, ponieważ wszystkim zajmą się Amerykanie. Jeśli to jest racjonalne myślenie, to co u diabła robimy w Iraku?” 

Jak to co, pomagamy temu diabłu urządzać piekło.

Skoro nie można liczyć na to, że owi “najświatlejsi i najlepsi” z NASA rzetelnie oszacują niebezpieczeństwo z kosmosu, czyli bez kręcenia czy umyślnego ukrywania kluczowych danych (ośmielimy się nazwać to konspiracją kosmicznych rozmiarów?), po raz kolejny podejmiemy się tego zadania i przypomnimy, że z historycznego punktu widzenia,

jedyną rzeczywistością jest rzeczywistość konspiracji. Na władzę składają się tajność, bogactwo i niezależność. Kłamstwo jest kluczową bronią (narzędziem elit władzy), a kiedy liczy się wyłącznie zwycięstwo, konwencjonalna moralność zwykłych ludzi staje się przeszkodą. Potrzeba tajności wypływa z wszechobecnego i fundamentalnego składnika życia na tym świecie, jakim jest fakt, że ci u szczytu władzy zawsze zrobią wszystko, aby zachować status quo. [Dolan, UFOs and the National Security State, Vol. I]

A utrzymanie status quo w świecie nauki musi być jednym z głównych celów elity panującej. Rozbijemy więc ten porządek rzeczy przytaczając fakty, które niegdyś były znane ludzkości lub instynktownie zrozumiałe, przyswojone w bolesny sposób po wielu doświadczeniach z potwornymi katastrofami.

Oto, co ma do powiedzenia poważany astrofizyk Victor Clube:

Przyznanie, że dokonano niewłaściwej interpretacji nie tylko historii starożytnej, ale całej historii, pociąga za sobą rewolucję w naukowym paradygmacie.

Do czego zmierzam? Chodzi mi o to, że aby rozumieć niebo, nie trzeba najpierw parać się mitologią, prahistorią czy geologią, jak to było z Velikovskim. Zajmijmy się najpierw niebem dostępnym naukowcom dzisiaj, najlepiej tym z czasów ery kosmicznej, i przyjrzyjmy się ciemniejszemu gruzowi, odnosząc to następnie do okresu w historii ludzkości bardziej nam dostępnego, który możemy w pełni zrozumieć. Przy takim podejściu, z dynamiki obiektów, o których mowa, wywnioskujemy, że jakieś 20 tys. lat temu ogromna kometa musiała osiąść na orbicie Taurydów, których gęsty rój niemal na pewno spowodował ostatnią epokę lodowcową, trwającą 10 tysięcy lat.

© James E McConnell

Czego jeszcze może nauczyć nas historia poza zrozumieniem, że kometarne katastrofy nie są bynajmniej odosobnionymi zdarzeniami, lecz odgrywają nieodłączną rolę w naszej ziemskiej egzystencji, a cyklicznie zsyłane nam ogniste podarki stanowią przesłanie “cierp, i cierpieniem ucz się”?

A jeśli nasz ton stał się zbyt biblijny jak na gust drogich czytelników, to dlatego, że nawet ten najbardziej znany zbiór ksiąg jest pełen opisów podobnych katastrof:

Sodoma i Gomora mogły zostać zniszczone przez odłamki komety – sugerują zaskakujące, nowe badania archeologiczne i astronomiczne. Kolejne bombardowanie z kosmosu mogło było doprowadzić do wieków ciemnych. […]

Konferencja, poświęcona naturalnym katastrofom w okresie cywilizacji epoki brązu, zgromadzi astronomów, archeologów, geologów i innych naukowców, którzy będą próbowali znaleźć wyjaśnienie dla niemal równoczesnego upadku Starego Państwa starożytnego Egiptu, cywilizacji Sumerów w Mezopotamii i cywilizacji Harrapin z doliny Indusu. W sumie uważa się, że w serii katastrof zniknęło około 40 miast. […]

Dr Victor Clube, długoletni pracownik naukowy wydziału astrofizyki w Oksfordzie, twierdzi, że biblijne zapisy zgadzają się z podobnymi zapisami babilońskimi. Obliczył on, że pomiędzy rokiem 2200 a 2000 p.n.e. Ziemia przechodziła przez szczególnie gęstą chmurę szczątków – rój Taurydów, będący efektem rozpadu komety 40.000 lat temu.

Ponownie stało się to między 400 a 600 r. n.e. i mogło było doprowadzić do upadku Rzymu i nastania wieków ciemnych, kiedy ówcześni kronikarze opisywali spadające z nieba „pożary sprawiedliwego odwetu”.

Rój Taurydów ma nie powrócić do końca następnego [tego] tysiąclecia, ale Clube mówi, że w międzyczasie mogą nastąpić podobne bombardowania innym gruzem. „Niebo niesie zagrożenie – ostrzega – i ludzie mieliby rację, obawiając się tego”.

NIE chodzi nam o “sianie paniki i przerażenia”. Panujący w obecnej chwili powszechny niepokój ma według nas swoje główne źródło w naszych najgłębszych wspomnieniach o cyklicznych katastrofach wywołanych kometami, w takiej czy innej postaci. Jednak nawet w najgorszych i najciemniejszych czasach można odnaleźć siłę i inwencję twórczą. Gdy przezorność jest bronią, włócznia prawdy i wiedzy okaże się ostrzejsza niż sztylet kłamstwa w rękach psychopatów.

W książce Clube’a i Napiera, Cosmic Winter, czytamy:

Okres plejstocenu rozpoczął się około 2,5 miliona lat temu, wraz z nagłym napływem komet pochodzących z zaburzonego obłoku, jednakże lodowce górskie zaczęły się powiększać już wcześniej. Okres ów, podobnie jak inne w dziejach Ziemi, dzieli się na wiele nieregularnych epok lodowcowych, trwających średnio od 10 tysięcy do 100 tysięcy lat.

Przedziały te również związane są z okresowym przybywaniem i rozpadem wielkich komet, niemniej podanie dokładnych dat jest rzeczą niemożliwą.

Ostatnia epoka lodowa skończyła się przed około 10 tysiącami lat. W związku z tym żyjemy obecnie w ciepłym okresie interglacjału. Jednak takie ciepłe okresy przeplatają się z krótkimi fazami nagłego ochłodzenia, trwającymi zwykle od dziesięciu do stu lat, w trakcie których Ziemię w dramatycznym tempie opanowuje surowy arktyczny klimat.

Takie okresy ochłodzenia mogą nieść poważne konsekwencje dla ludzkości i będą obecnie  przedmiotem dyskusji. Na razie odnotujmy jedynie, że po raz pierwszy stworzone zostały naukowe podstawy do interpretacji dziejów ludzkości w kategoriach kataklizmów; zaczynamy również dostrzegać, że zagrożenie z kosmosu może mieć także zimowy aspekt.

Nadchodzące zlodowacenie jest oczywiście kolejnym czynnikiem, który doprowadzi do załamania się obecnej cywilizacji. Nie mówimy więc tylko o „śmierci przez ogień”. Jak przejmująco ujął to Robert Frost:

Jedni mówią, że świat zniszczy ogień.
Inni, że lód.
Iż poznałem pożądania srogie,
Jestem z tymi, którzy mówią: ogień.
Gdyby świat zaś dwakroć ginąć mógł,
Myślę, że wiem o nienawiści
Dość, by rzec: równie dobry lód
Jest, aby niszczyć,
I jest go w bród.

(Przekład Ludmiły Marjańskiej)

Wierszem tym nie staramy się bynajmniej przydać poetyki owemu suchemu, czy cynicznemu obrazowi zdarzeń, czekających nas w najbliższym czasie. Wystarczy powiedzieć, że jeśli kosmiczne czy inne katastrofy odzwierciedlają doświadczenia ludzkości, a nasze obserwacje są choćby z grubsza poprawne, to – sądząc po obecnych wydarzeniach na trzeciej planecie od Słońca – spóźnia się moment „przywrócenia równowagi”, kiedy to Matka Natura weźmie się za gruntowne „porządki”.

Ale wróćmy do tematu.

Trochę mainstreamowych potwierdzeń tego, co Sott.net powtarzał od lat, nareszcie przebija się przez blokadę informacyjną, czego przykładem może być brytyjski „Daily Mail” i jego doniesienie z kwietnia 2010, że ostatnią epokę lodowcową wywołało kometarne bombardowanie. Perełkę o podobnej treści opublikowano w lutym 2010, kiedy to media “odkryły”, w jaki sposób około roku 500 n.e. rój kometarnego gruzu sprowadził nam okres „Ciemnych Wieków”.

Za wysiłek włożony w pracę nad poskładaniem wielu kawałków tej układanki na uznanie zasługują tu przede wszystkim Bill Napier i Victor Clube. Natomiast Firestone, West i Warwick-Smith są autorami „Cyklu kosmicznych katastrof” – nowatorskiej książki poświęconej Kataklizmowi Młodszego Dryasu pod koniec epoki lodowcowej.

Ale oprócz starszych komet, które rozpadają się i zostawiają za sobą smugi gruzu, przez który okresowo przebija się Ziemia, niestrudzone badania prowadzone przez Laurę Knight-Jadczyk skłoniły nas do wzięcia pod uwagę cyklicznego mechanizmu, powodującego wybijanie komet z otaczającego Układ Słoneczny Obłoku Oorta, głównie w kierunku wewnętrznej części naszego systemu planetarnego. Niedawny artykuł pt. „Getting WISE about Nemesis” potwierdza wyniki jej badań:

Nasz Układ Słoneczny otoczony jest szerokim pasem lodowych ciał, zwanym Obłokiem Oorta. Gdyby Słońce było częścią układu binarnego, w którym dwie związane grawitacją gwiazdy orbitują wokół wspólnego środka masy, oddziaływanie to mogłoby powodować cykliczne zakłócenia w Obłoku Oorta i kierować komety w naszą stronę.

Mając na uwadze powyższą informację, postawmy następujące pytanie. Ile niezauważonych komet przypada na każdy przypadek wykrytej aktywności kosmicznej? Jedynie przez przypadek astronom-amator Nick Howes zarejestrował w marcu 2010 wybuch komety, zupełnie przeoczony przez innych.

Stale rosnąca liczba obserwacji bolidów, w połączeniu z rezultatami badań, wykazującymi nieustanny wpływ pyłu kometarnego i kosmicznego promieniowania na naszą planetę, mówią nam, że stoimy u progu kosmicznej zawieruchy. I tylko jakimś trafem nie spadł jeszcze na nas większy kamień. Jednak nie liczcie na to, że nasi drodzy przywódcy powiadomią nas o tym niebezpieczeństwie. Jak możemy przeczytać w tym artykule:

Skoro nie można zapobiec zderzeniu z asteroidą lub kometą, to czy waszym zdaniem [przywódcy] zaryzukują panikę społeczeństwa i zawczasu ogłoszą nadciągającą katastrofę? Zastraszanie społeczeństwa przez Władzę Realną jest obowiązkowe, ale tylko w przypadku takich „zagrożeń”, z jakimi jest ona w stanie się uporać. Globalne ocieplenie, które rozgrywałoby się przez całe dekady, to wprost idealny problem dla zainteresowanych sprawowaniem władzy: na rękę są im nawet jeszcze poważniejsze ostrzeżenia, ponieważ użyją ich do usprawiedliwienia dodatkowych nakładów na wojsko, likwidacji swobód obywatelskich, wzmocniania władzy korporacji oraz przeprowadzenia „prewencyjnych” inwazji w poszukiwaniu uszczuplających się zasobów.

Społeczeństwo nie zdaje sobie sprawy z tego, że wszystkie te zabiegi mogą być równie dobrze podejmowane w ramach przygotowań na okazję paniki wśród maluczkich w obliczu pierwszego roju komet – bo jak tu nie ulec panice nie mając do dyspozycji podziemnych baz, zmagazynowanych zapasów oraz wiedzy, jak przetrwać tego typu wydarzenie – i zapewnieniu sobie samym przetrwania i utrzymania władzy.

Zmowa milczenia

To prawda, jest wysoce nieprawdopodobne, by najwyżsi w hierarchii światowi przywódcy nie byli świadomi zagrożenia związanego z uderzeniem meteoru(ów). Zresztą wskazywaliśmy już, że tego świadomi i to od bardzo dawna. Polecamy lekturę artykułów Laury Knight-Jadczyk z serii Komety i Katastrofy.

Owa elita wie także, że nie zdoła powstrzymać zderzeń, jak to opisane w tym artykule. Marginalizują więc problem, udając brak zainteresowania, czyniąc jednocześnie przygotowania do zapewnienia sobie przetrwania.

Sporo dowodów wskazuje na to, że około roku 540 n.e. znaczną część Europy Zachodniej zniszczyło uderzenie meteorytu, zapoczątkowując tak zwane Wieki Ciemne. Kolejne dowody, uzyskane z badań nad słojami skamieniałych drzew i rdzeniami lodowymi, nie wspominając o historycznych zapisach, wskazują, że to ostatnie jak dotąd wydarzenie było elementem cyklicznego zjawiska, jakie przewijało się przez całą historię ludzkości.

Z tego co wiemy, jeszcze nikomu nie udało się ujść stąd “żywym”. Być może teraz, gdy Wszechświat – zsyłając jawne zagrożenie dla naszego przetrwania – zwraca naszą uwagę na kwestię naszej egzystencji, zastanowilibyśmy się wreszcie nad prawdziwym sensem życia, tak jednostkowego, jak i zbiorowego.

I tak dochodzimy do przeglądu znaczących na tym polu wydarzeń minionego roku (i aż do dzisiaj). Panie i Panowie, czas zapiąć pasy.

Zaczniemy od wiadomości o skonstruowaniu przez NASA kosmicznego teleskopu WISE (Wide-field Infrared Survey Explorer). Skanuje on przestrzeń kosmiczną w poszukiwaniu brązowych karłów, w tym domniemanego towarzysza Słońca, zwanego „Nemezis” (teorię Nemezis zaproponował w 1983 roku Richard A. Muller, fizyk z University of California w Berkeley). W ciągu zaledwie sześciu tygodni teleskop wykrył 16 nieznanych wcześniej asteroid przelatujących w pobliżu Ziemi.

Oczekuje się, że WISE odnajdzie do tysiąca obiektów bliskich Ziemi, jednak według szacunków  astronomów, nieznanych dotąd obiektów o masie na tyle dużej, by wyrządzić poważne zniszczenia, mogą być dziesiątki tysięcy.

Doniesienia z końca 2010 roku potwierdziły to, co podejrzewaliśmy od samego początku: liczba komet wkraczających do Układu Słonecznego ciągle rośnie:

SOHO potrzebowało dziesięć lat na odkrycie pierwszego tysiąca komet, ale znalezienie kolejnego tysiąca zajęło tylko pięć lat. Po części wynika to z szerszego udziału poszukiwaczy komet oraz dostosowywania jakości obrazu do obserwacji komet, ale także z niewyjaśnionego stopniowego wzrostu liczby komet wokół Słońca. Faktycznie, w samym tylko grudniu wykryto rekordową liczbę 37 nowych komet i jest to wystarcająca ilość, by mówić o „deszczu komet”.

Był to istotnie “deszcz komet”, a 25 z nich wleciało w Słońce w ciągu zaledwie dziesięciu dni na początku stycznia:

Komety wpadające w Słońce – tzw. „sungrazers” albo „muskające Słońce” – nie są niczym nowym. SOHO zazwyczaj co kilka dni dostrzega jedną taką kometę, jak zanurza się w Słońcu, by ulec roztopieniu. „Ale 25 komet w ciągu zaledwie 10 dni, to już jest niezwykłe”, powiedział Battams. […]

”Od czasu wystrzelenia SOHO zaobserwowano stały wzrost liczby komet Kreutza (sungrazers)” – dodaje. Dla porównania, tabela zamieszczona w pracy doktorskiej Knighta z 2008 roku pokazuje, że w roku 1997 SOHO wykrył 69 takich komet, natomiast w 2010 roku wykryto ich 200. „Wzrost jest znaczący, przy czym nie można tego przypisywać usprawnieniom SOHO czy rosnącym umiejętnościom astronomów-amatorów.”

Jakie konsekwencje to niezwykłe zdarzenie może nieść dla nas, ludzi, skoro według NASA jesteśmy bezpieczni dopóty, dopóki któraś z tych komet nie spadnie nam na głowę, a szanse na zderzenie są zdaniem agencji nikłe? A swoją drogą, jeśli mielibyśmy ocenić rzetelność informacji od naukowców z  NASA, radzilibyśmy im, aby odstawili kokainę zanim wypowiedzą się w sprawie zagrożenia z kosmosu.

Jednym z największych kłamstw wmawianych nam od  stuleci, a przy tym wywierającym wpływ na każdą dziedzinę życia, zwłaszcza naukę, jest twierdzenie, że wszystko, co dzieje się na Ziemi, ma swe źródło na tej planecie. Poza kilkoma „rzadkimi” i potencjalnie niszczycielskimi zdarzeniami, jak potężne wybuchy na Słońcu, podobno żadne mechanizmy zachodzące w Układzie Słonecznym nas nie dotyczą. Zdrowy rozsądek mówi, że wszystko jest ze sobą wzajemnie powiązane, jednak z jakiegoś dziwnego powodu zasięg tego powiązania kończy się gdzieś w górnych warstwach atmosfery. To ci dopiero nauka!

Właśnie ta fundamentalna pomyłka otwiera drogę dla akceptowania tak nonsensownych teorii, jak ta o globalnym ociepleniu. Lecz na swój sposób, nawet opowiastki Gore’a nie są tak do końca dziwaczne. Można by powiedzieć, że zawierają pół-prawdy. Jego zdaniem, światu zagraża

„niewyobrażalne niebezpieczeństwo, wymagające podjęcia środków zaradczych na wielką skalę, aby uchronić obecną cywilizację”. Jak wielkie to niebezpieczeństwo? „[Spowoduje] migracje setek milionów dotkniętych żywiołami, niepokoje społeczne, chaos i upadek rządów wielu rozwijających się krajów, ogromny nieurodzaj oraz rozprzestrzenianie się śmiertelnych chorób”.

Chmury srebrzyste

I ta część jest prawdopodobnie prawdziwa. Natomiast mija się z prawdą twierdzenie, jakoby sprawcą było globalne ocieplenie, a nie jakiś inny proces, jak chociażby nadchodząca epoka lodowcowa.

W oparciu o dotychczas zebrane dane podejrzewamy, że faktycznym zjawiskiem zachodzącym obecnie jest ochładzanie się górnej warstwy atmosfery w wyniku nagromadzenia się kometarnego pyłu, który objawia się w postaci obłoków srebrzystych i innych formacji w tej części atmosfery.

Piękne i fascynujące obłoki srebrzyste (zwane też polarnymi chmurami mezosferycznymi) uważano za rzadkie zjawisko. Teraz jednak naukowcy głowią się nad przyczyną dramatycznych zmian z ich udziałem. Chmury te bowiem stają się jaśniejsze, są widoczne coraz częściej i na coraz niższych szerokościach geograficznych, pojawiają się nawet już za dnia. Gdyby naukowcy przeprowadzili rzetelne interdyscyplinarne badania, zmiany te nie byłyby zagadką.

Wtedy też odkryliby, że pył kometarny jest elektrycznie naładowany, co powoduje minimalne spowolnienie obrotu Ziemi i w efekcie osłabia pole magnetyczne planety, narażając ją na silniejsze działanie promieniowania kosmicznego, oraz stymuluje aktywność wulkaniczną. Coraz aktywniejsze podmorskie wulkany ogrzewają wody ziemskich akwenów, a te ogrzewają dolną warstwę atmosfery, czego skutkiem jest tworzenie się tam mas wilgoci.

Wilgoć następnie łączy się z chłodniejszym powietrzem z wyższych partii atmosfery, co nieuchronnie prowadzi do epoki lodowcowej, poprzedzonej krótkim okresem zwiększonej emisji gazów cieplarnianych oraz powstawaniem „gorących plam” w dolnej części atmosfery, silnymi opadami deszczu, gradu, śniegu, a także powodziami.

Oczekujcie więc dalszego rozwoju powyższego trendu, ale nie wierzcie w “globalne ocieplenie z winy człowieka”. Jeśli nawet jakieś ocieplenie dało się zauważyć, to w rzeczywistości stanowi ono wstęp do epoki lodowcowej. Miejmy nadzieję, że wśród tego pyłu krążącego po naszym Układzie Słonecznym nie znajdzie się żaden zbyt duży kawałek komety. Niestety perspektywa dla Ziemi nie wygląda zbyt optymistycznie, jak zobaczymy dalej.

Faktycznie, niewyobrażalna katastrofa.

Pamiętacie to zdjęcie dwóch słońc, zrobione w zeszłym miesiącu w Chinach?

© CTV - Zdjęcie podwójnego Słońca

Zdaniem jednych był to przykład tzw. „słońca pobocznego” [parhelion, sundog], tworzącego się przy załamaniu światła słonecznego w kryształkach lodu i powstawaniu efektu halo. Jednak ponieważ nie jest to odosobnione ani wyłącznie zimowe zjawisko, sugerujmy raczej, że owe „dwa słońca” i inne podobne anomalie są efektem swego rodzaju mirażu, gdzie światło słoneczne odbijane jest przez zmienioną atmosferę, to znaczy kombinację nagromadzenia się pyłu kometarnego oraz zmian w poszczególnych warstwach atmosfery.

A swoją drogą, kiedy ostatni raz słyszeliście o zaobserwowaniu “dwóch słońc”? Stanowi to mocny dowód na zachodzenie poważnych zmian w atmosferze, w związku z czym nasuwa się pytanie: dlaczego?

Innymi oznakami radykalnych zmian w atmosferze są wyraźne smugi kondensacyjne, pozostawiane przez wystrzelone rakiety, jak choćby te sfilmowane w grudniu nad Kopiejskiem w południowej Rosji, przy granicy z Kazachstanem.

Bez względu na to, czy są to amerykańskie pociski międzykontynentalne, czy – co bardziej prawdopodobne, sądząc po położeniu – rosyjskie rakiety podobne do tej, która w tym samym tygodniu wytworzyła dziwny efekt spirali u wybrzeży Norwegii, tym, co czyni oba zjawiska niezwykłymi, jest oddziaływanie spalin z pyłem kometarnym w górnej atmosferze, co powoduje wolniejsze niż normalnie rozrzedzanie się smug.

Na kolejnym zdjęciu widać, jak prom kosmiczny Discovery stworzył barwne przedstawienie, nie mniej imponujące, niż obłoki srebrzyste (czyżby istniał tu jakiś związek?)

© Adam Bojanowski - Start promu kosmicznego w kwietniu 2009: Już wiemy, dlaczego nasi przodkowie opisywali komety i bolidy jako „podniebne smoki”

Obejrzyjcie też poniższe wideo z odpalenia rakiety Sojuz-2 transportującej satelitę Glonass-K, a zrozumiecie, jak podobna jest do „zwiastuna zagłady” z warkoczem.

Czy są to próby rakietowe, czy przylatujące komety – te niesamowite widowiska, jakie tworzą, mówią nam, że coś dzieje się w składzie atmosfery. Laura Knight-Jadczyk pisała niedawno o zasłonie dymnej, jaką są smugi chemiczne, które w większości przypadków zupełnie nie są smugami chemicznymi. Utrzymywanie się w atmosferze smug kondensacyjnych z samolotów jest kolejnym znakiem, że niebo się zmienia.

Staramy się być niezwykle ostrożni w stosunku do wszystkich teorii tak popularnych na alternatywnej scenie. Po gruntownej analizie i badaniu okazują się one iść w parze z kłamstwami mainstreamowych mediów, a są niczym innym jak wytworem COINTELPRO, mającym odwrocić uwagę od spraw naprawdę ważnych i tylko dodatkową mącą wodę. Tak zwane „chemtrails” to jeden z przykładow. Jak Laura Knight-Jadczyk stwierdza na końcu swojego artykułu:

Myślę, że dałam wam wystarczającą ilość materiału do przemyślenia kwestii tak zwanych „smug chemicznych”, by zasugerować, że faktycznie dzieje się coś naprawdę okropnego, ale to nie jest to, co myślicie. Tak naprawdę, jest o wiele gorzej. TAK, coś BARDZO złego dzieje się na naszym niebie – ale to nie smugi chemiczne. Zmieniły się mianowicie same smugi kondensacyjne i TO jest ogromnym znakiem ostrzegawczym, dotyczącym naszej atmosfery i klimatu, a implikacje są o wiele bardziej przerażające, niż gdyby jakieś oszołomy z Pentagonu próbowały nas otruć. Do licha, to moglibyśmy przeżyć. Natomiast większość życia na ziemi NIE przetrwa tego, co zapowiadają te smugi kondensacyjne!

Oto nasi kandydaci do gali sław w kategorii “Ogień w Przestworzach” na rok 2010:

Jak scena z Armagedonu: Kula ognia rozświetliła niebo nad Irlandią

Wiemy już, że astronomowie lubią tłumaczyć te incydenty jako „niezwykle rzadkie” czy „niezwykle powszechne”, w zależności od sytuacji; zauważmy przy tym, że jakość rejestrowania informacji pozostawia w niektórych przypadkach wiele do życzenia. Ale oto pojawił się inny ciekawy artykuł dotyczący uderzeń meteorów po drugiej stronie Atlantyku. Najwidoczniej w północnej części prowincji Alberta w Kanadzie meteory są powszechnym zjawiskiem. Czy to możliwe, że meteory spadają lub są obserwowane w pewnych miejscach częściej niż w innych? A jeśli tak, co może być tego przyczyną?

Whyte [Anthony, autor wydanej w lipcu 2009 książki „The Meteorites of Alberta” – przyp.] swego czasu odkrył, że Alberta pełna jest meteorytów, podając przykłady krateru liczącego sobie 1100 lat niedaleko Whitecourt; znalezisk w pobliżu Ferintosh, Vulcan, Kinsella, Mayerthorpe, Bruderheim; znanego na cały kraj meteorytu z Edmonton i niemal mistycznego meteoru z Iron Creek. Lista nie ma końca.

Jednak jego odkrycie nie jest niczym nowym. Łowcy meteorytów przeszukują prowincję już od przeszło stu lat, schodząc nawet w głąb jeziora Wabamun lub przedzierając się przez niezliczone kilometry kwadratowe bagien i lasów, w oparciu choćby o zwykłą pogłoskę.

Lata 60. były złotą dekadą w historii poszukiwań meteorytów w Albercie. W ciągu ośmiu lat znaleziono ich tam co najmniej siedem – to kanadyjski rekord pobity dopiero w XXI wieku.

Kolejny ogromny bolid eksplodował nad Europą Wschodnią na początku marca 2010. Zaobserwowano go w Polsce, na Węgrzech, Słowacji i w Czechach. Zgodnie z relacjami świadków światło było „jaśniejsze od księżyca w pełni”, a bolidowi towarzyszył „głośny huk nie do opisania”.

Fala uderzeniowa powstała od eksplozji zatrzęsła kamerami ochrony, które uchwyciły chwilowe przejście nocy w dzień:

Niedzielnej nocy mieszkańców słowackich Koszyc przeraziło dziwne światło na niebie i głośna eksplozja, po której nastąpił wstrząs. Zdaniem astronomów mógł to być obiekt z kosmosu, który eksplodował w atmosferze na krótko przed uderzeniem.[…]

„Około 23:30 za oknem pojawiło się światło, które powoli zaczęło się robić coraz intensywniejsze”, opisuje mieszkanka wioski Jasov niedaleko Koszyc. „Nie tak szybko jak błyskawica, tylko powoli, aż cały pokój stał się jasny jak za dnia. Zdziwiło nas wtedy, że psy nawet nie zaszczekały”.

„Gdy z powrotem zrobiło się ciemno, usłyszeliśmy huk. To było jak dudnienie, jakby przystawiono nam do uszu głośniki. Trwało to przynajmniej minutę.”

Według Chochola [astronoma ze Słowackiej Akademii Nauk – przyp.] obiekt wszedł w atmosferę, gdzie siła tarcia spowodowała jego nagrzanie i eksplozję na wysokości około 30 kilometrów nad ziemią. Wybuchowi towarzyszyło światło, które w momencie największej jasności było tysiąc razy silniejsze od światła księżyca w pełni.

Nagroda dla najbardziej spektakularnej „spadającej gwiazdy” za rok 2010 zdecydowanie należy się ogromnemu zielonemu bolidowi, który w południowym Wisconsin pozostawił za sobą szlak pożarów lasu w pasie  o szerokości półtora kilometra i widziany był przez tysiące osób w kilku północnych stanach USA. Później odnaleziono meteoryty:

I na koniec, ostatnio znalezione nagranie z wizyty bolidu, która wywołała ożywienie wśród mieszkańców RPA w listopadzie 2009. Teraz nie trudno się domyślić, dlaczego!

Wybuchy na Słońcu

Słońce wiruje podobnie jak planety, tyle że nie jako jednolita bryła – kręci się niejednorodnie, na równiku obraca się szybciej niż na biegunach. Jak już wskazywaliśmy, również wirowanie naszej planety jakaś siła kosmiczna (lub kombinacja sił) zdaje się nieznacznie spowalniać, wystarczająco jednak, aby osłabić pole magnetyczne i powodować „otwieranie się” Ziemi.

Uwalnia to ogromne ilości metanu, zwiększa aktywność wulkaniczną i wywołuje dodatkowe trzęsienia ziemi. Można by się zastanawiać, czy ta sama siła spowalnia również rotację Słońca? Wyjaśniałoby to zmiany w jego zachowaniu. Jaki to ukryty mechanizm Układu Słonecznego może w ten sposób wpływać na wirowanie ciał niebieskich, a szczególnie tak dużego ciała, jak Słońce? Something Wicked This Way Comes.

Artykuł „New Scientist” jest jednym z wielu, które powoli zmierzają w tym kierunku. Wygląda na to, że ktoś usilnie stara się przygotować ludzi na poważne zakłócenia, których źródło przypisze się Słońcu:

NASA ostrzega przed potężnymi rozbłyskami słonecznymi, które mogą spowodować poważne zniszczenia

Daily Telegraph
wtorek, 15 czerwca 2010

Wielką Brytanię mogą dotknąć długotrwałe przerwy w dostawie prądu na dużą skalę i utrata istotnych sygnałów komunikacyjnych, kiedy Ziemę dosięgnie „jedna na generację” kosmiczne burza – ostrzega Nasa …

Naukowcy z agencji kosmicznej są przekonani, że kiedy około 2013 roku Słońce przebudzi się „z głębokiego snu”, w Ziemię uderzy wyzwolona przez rozbłyski słoneczne energia magnetyczna o niespotykanie wysokim natężeniu.

W najnowszym ostrzeżeniu NASA powiedziała, że super burza uderzy jak „piorun” i jeśli nie zostaną podjęte środki zaradcze, może ona mieć katastrofalne konsekwencje dla zdrowia, służb ratowniczych i bezpieczeństwa narodowego na całym świecie. […]

Piorun? Jak zaraz zobaczymy, może to nie być jedynie metafora.

© SpaceWeather

Geomagnetyczne burze słoneczne faktycznie mogą się nasilić w najbliższych latach (tu dwa najświeższe przykłady) i spowodować chaos w systemach łączności, jednakże źródłem tych zakłóceń nie jest samo Słońce, ale czynnik kosmiczny, który powoduje takie zjawiska na Słońcu. Podobnie jak w przypadku cieni w jaskini Platona, ludzie będą skupiać uwagę na Słońcu, nie zważając na burzę nadciągającą z przestrzeni kosmicznej.

Tymczasem NASA zajęta jest przygotowaniami do strzelania laserami w śmieci kosmiczne. Czy oprócz nas ktoś jeszcze dostrzega, że coś jest nie tak z ich priorytetami?

Przemeblowanie u sąsiadów

W maju znikł z widoku południowy pas równikowy Jowisza. Zazwyczaj to przy krawędzi tego pasa znajduje się słynna Wielka Czerwona Plama Jowisza. Zniknięcie pasa przypisano pokrywie białych chmur z lodu amoniaku, która utworzyła się, kiedy ucichły suche, schodzące wiatry, normalnie nie dopuszczające do gromadzenia się wysokich chmur nad tym rejonem. W listopadzie naukowcy zauważyli, że wskutek zmian w pokrywie chmur pas ponownie się pojawił.

© Mike Wong, Franck Marchis, Christopher Go & WM Keck Observatory -- Jowisz widziany w trzech pasmach: bliskiej podczerwieni (z lewej); to samo z nałożonym zdjęciem w termicznej podczerwieni, długość fali 5 mikronów (w środku); tej samej nocy, w świetle widzialnym (mała fotka po prawej).

Potężna burza, która wybuchła na Saturnie w ostatnich tygodniach 2010 roku, jeszcze nie osłabła. Zdaniem astronoma Christophera Go, wygląda to, jakby jakaś kometa przeorała północną półkulę Saturna.

Naukowcy nazywają tę burzę „północym zakłóceniem elektrostatycznym”, ponieważ (1) jest na północnej półkuli oraz (2) obfituje w pioruny. Odbiorniki radiowe na pokładzie sondy Cassini wychwytują trzaski za każdym razem, kiedy dochodzi do rozładowania – podobnie jak elektrostatyczne trzaski w radiu w samochodzie podczas jazdy w burzy.

© Christopher Go (Cebu, Filipiny)

Patrzcie na tę świeżą ekscytację w kręgach astronomicznych środowiska naukowego, najwyraźniej bowiem trwa polowanie na gazowego giganta, być może i cztery razy masywniejszego od Jowisza, który ponoć czai się w zewnętrznym Obłoku Oorta, najbardziej odległym regionie Układu Słonecznego. Naukowcy uważają, że dowody na istnienie Tyche zostały już zebrane przez WISE – teleskop NASA – i teraz czekają na analizę.

© Ben McGee


Ale to nie dodanie nowej planety do naszego układu słonecznego po zdyskwalifikowaniu Plutona przyciągnęło naszą uwagę. W zlinkowanym powyżej artykule czytamy:

Nazwa [Tyche] została wybrana jako nawiązanie do wcześniej hipotezy, obecnie w dużej mierze zarzuconej, że Słońce może być częścią układu podwójnego i mieć ciemną gwiazdę towarzyszącą, wstępnie nazwaną Nemesis, która była odpowiedzialna za masowe wymieranie na Ziemi. W mitologii Tyche była dobrą siostrą Nemesis.

Jak się przekonamy, nie po raz pierwszy naukowcy zdecydowali się (może do tego zachęceni?) porzucić doskonale zapowiadającą się hipotezę na rzecz czegoś, co wymaga sporej gimnastyki, a i tak po latach tzw. badań wciąż niczego nie wyjaśnia. Komu potrzebne jest kometarne bombardowanie, żeby zdać sobie sprawę, że jesteśmy w Wiekach Ciemnych, jeśli chodzi o twórcze myślenie! Przeczytajcie poniższe dwa artykuły, żeby się czegoś więcej dowiedzieć o ciemnym towarzyszu naszego Słońca:

Has Nibiru/Planet X Been Sighted?
Getting WISE About Nemesis

Kosmiczna orkiestra elektrycznego światła

Budda powiedział: „Życie w odrębności można porównać do snu, złudzenia, bańki, cienia, kropli rosy, błyskawicy”. Ale w naszym przypadku błyskawica, czy też zjawiska elektryczne, to właśnie siła wiążąca, która może wyjaśnić wiele tajemnic i niespójności pogody zarówno na Ziemi, jak i w przestrzeni kosmicznej. Pamiętacie, jak „wszystko jest z gwiezdnego pyłu”? A jeśli wszystko ma również elektryczną naturę? Radykalne podejście? Nie, to tylko jedna z całkiem przyzwoitych hipotez, kiedyś odrzucona, a teraz po latach powraca z uwagi na potrzebę wyjaśnienia narastającej ilości „anomalnych” obserwacji.

Donald E. Scott mówi, że staje się jasne, iż 99% wszechświata składa się nie z „niewidzialnej materii”, ale raczej z materii w stanie plazmy.

Astrofizycy głównego nurtu są nieustannie „zaskakiwani” nowymi danymi nadsyłanymi przez sondy kosmiczne i znajdujące się na orbicie teleskopy. Powinno to być wskazówką, że coś jest nie tak. Nowe informacje zawsze zawracają astrofizyków teoretycznych „do punktu wyjścia”. Ciekawe, że mimo to są wciąż tak pewni poprawności swoich modeli. A modele te zdają się wymagać poważnego „łatania” za każdym razem, kiedy kolejna sonda przysyła nowe dane.

Skonfrontowani z obserwacjami, które podają w wątpliwość poprawność ich teorii, astrofizycy obwarowują się i wyczarowują pseudonaukowe niewidzialne byty, takie jak gwiazdy neutronowe, słabo oddziałujące masywne cząstki, dziwna energia i czarne dziury. Skonfrontowani z twardymi dowodami, takimi jak fotografie Haltona Arpa, które przeczą teorii Wielkiego Wybuchu, w odpowiedzi odmawiają mu dostępu do głównych teleskopów w USA.

A co z naszymi „brudnymi śnieżkami w kosmosie”? Jak wpasowują się w ten obraz? Wydaje się, że te ogniste zapowiedzi zagłady miały kiedyś godziwszy opis. W rzeczywistości, elektryczna natura komet, czy też elektryczna teoria komet, ma swoje korzenie w licznych XIX-wiecznych rozważaniach. Jak pisze Michael Goodspeed, w drugiej połowie XIX wieku wielu naukowców uważało, że ​​ogony komet były zasadniczo zjawiskiem elektrycznym.

Na przykład w wydaniu popularno naukowego magazynu English Mechanic and World of Science z 11 sierpnia 1882 o kometarnych ogonach napisano: „…Jak się wydaje, w środowisku fizyków zaczyna gwałtownie wzrastać poczucie, że zarówno zjawisko świecenia komet, jak i rozwijania ogonów należą do dziedziny zjawisk elektrycznych”.

Głównym katalizatorem dla niezależnego ponownego rozważenia zjawiska elektryczności i magnetyzmu w przestrzeni kosmicznej stała się publikacja w 1950 roku książki Immanuela Velikovsky’ego „Zderzenie Światów”. Ten kontrowersyjny teoretyk podsunął niezwykły pomysł. Zasugerował mianowicie, że planeta Wenus pojawiła się na niebie zaledwie kilka tysięcy lat temu jako ogromna kometa.

Teoria została odrzucona przez akademickie środowisko naukowe, ponieważ wszyscy uznani naukowcy „wiedzą”, że gazy nie mogą uciec z ciała wielkości planety i utworzyć czegoś w rodzaju „kometarnego ogona”, jak to sobie wyobrażał Velikowsky. Velikovsky nie był ignorantem w kwestii „prędkości ucieczki”, do jakiej odnosili się fizycy, jednakże przeprowadzone przez niego badania starożytnych zapisów wskazywały na to, że nasi przodkowie byli świadkami niezwykle intensywnej aktywności elektrycznej na niebie, między innymi zaobserwowali łuk elektryczny między planetami poruszającymi się po  niestabilnych torach.

Velikovsky powiedział, że jedynie poprzez uwzględnienie elektromagnetyzmu da się pogodzić dowody z obecnym stanem wiedzy naukowej.

Ale ponieważ zadaniem cyklu Łączenie Punktów jest informowanie o oznakach i ich związku z większym obrazem, skorzystamy z pracy Jamesa McCanneya i jego badań nad Planetą X, elektryczną teorią komet i elektrycznym charakterem zmian na Ziemi, w celu podsumowania możliwego wpływu elektrycznie naładowanych ciał kometarnych na naszą planetę. Nic dziwnego, że James McCanney, podobne jak Velikovsky, doświadczył losu każdego naukowca, który próbuje iść pod prąd. McCanney napisał:

Dzisiaj znajdujemy pozostałości […] po starożytnych społeczeństwach. Na teranie obecnej Ameryki Południowej istniały wielkie miasta, na długo przed tzw. Epoką Lodową czy przekroczeniem Cieśniny Beringa przez dawne plemiona łowieckie. Przekonujemy się, że historia nauczana jako „standardowa wiedza” jest całkowicie błędna. W wielu sektorach nowoczesnego społeczeństwa dokłada się ogromnych starań, by nie doszło do ujawnienia prawdy o naszej faktycznej przeszłości. Siedliska wiedzy na uniwersytetach, niektóre ośrodki religijne oraz rządy zachodnich społeczeństw robią co w ich mocy, by te informacje nie dotarły do opinii publicznej. Obawiają się, że wiedza ta uwolni ludzi spod obecnej dominacji.

Przeczytajcie książkę J. M. McCanneya pt. Planet-X, Comets and Earth Changes, będącą podsumowaniem jego pracy, która przybliży wam wiele koncepcji związanych z elektrycznym wszechświatem, takich jak model rozładowań plazmy, gwiazdowy i słoneczny kondensator, elektrycznie dipolowo indukowane przesunięcie ku czerwieni i wiele innych.

Dla nas istotne jest zrozumienie, że dla doświadczenia wpływu komety nie jest konieczne jej zderzenie się z Ziemią. Duże rozbłyski słoneczne, wywołane przez elektryczne oddziaływania z kometami, przepływający do Ziemi prąd elektryczny oraz grawitacyjne fale pływów mogą i bez tego zbierać swoje żniwo. To zjawisko „oddziaływania na odległość” może powodować ekstremalne warunki pogodowe i burze, wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi, powodzie, wypadki skażenia (np. epidemie, zarazy, „czarna śmierć”, deszcz ognia, itp.), przesunięcia biegunów, wymierania, deszcze meteorów, zjawiska górotwórcze i potężne wyładowania elektryczne pomiędzy Ziemią i przelatującą dużą kometą.

Zwrócony w stronę Słońca szpic komety Arend-Roland - wiązka wysokoenergetycznych elektronów, łącząca rozładowującą kometę i Słońce.

Poniżej znajduje się lista efektów, jakie według McCanneya mogą wystąpić na miesiące, a nawet lata przed faktycznym bliskim przejściem obiektu typu Planety X (czy też komety wielkości planety):

  • Gwałtowne burze z licznymi piorunami, wiatrem i wodą (ściąganymi z przestrzeni kosmicznej na wzór komet)
  • Degradacja lub całkowite zniszczenie infrastruktury oraz jej obiektów
  • Napływ związków chemicznych, takich jak woda, amoniak i węglowodory
  • Zanieczyszczone zbiorniki wody pitnej
  • Widoczne rozładowania elektryczne pomiędzy planetami i księżycami
  • Barwne zorze, dźwięki podobne do trąbienia i gwizdu powodowane wyładowaniami
  • Częste odwrócenie namagnetyzowania, umożliwiające radioaktywnym cząstkom wtargnięcie do naszej atmosfery, efektem czego są mutacje genetyczne i pojawianie się nowych gatunków
  • Przesłonięcie Słońca prowadzące do małej Epoki Lodowej
  • Impakty strumieni meteorów
  • “Plagi”, jako że prądy elektryczne zmuszają owady i robactwo do wychodzenia z ziemi,
  • “Słupy ognia”, kiedy Ziemia tworzy elektryczne połączenie z Planetą X, wypalające Ziemię i wywołujące ogłuszający hałas
  • Jeśli dany obiekt jest większy od Ziemi, może nastąpić utrata atmosfery i oceanów; jeśli jest mniejszy, można oczekiwać potężnych zanieczyszczeń
  • Fizyczne przebiegunowanie, przemieszczające kontynenty i powodujące błyskawiczne zamarzanie zwierząt (np. wełniste mamuty), wywołujące trzęsienia ziemi oraz wybuchy starych i powstawanie nowych wulkanów
  • Powyższe zjawiska mogą skutkować zmianą orbity, rotacji i nachylenia osi Ziemi, co wymusza dostosowanie kalendarza (McCanney podaje w książce praktyczne wskazówki w tej kwestii)
  • Zgrupowane cyklony, zburzone budynki
  • Ulewne deszcze i osuwiska, powodujące masowe powodzie
  • Silne wiatry i huragany na lądzie, rozorywujące Ziemię i życie roślinne na niej (z którego później utworzy się węgiel)
  • Niezwykła pogoda, jak np. śnieg w tropikach

Wszystkie powyższe informacje przychodzą po latach żmudnej i wytężonej pracy. Zrozumienie naszej rzeczywistości i jej mechanizmów nie jest zadaniem łatwym i często nie dla ludzi o słabym sercu, czy takich, którzy zbyt łatwo się poddają i zamiast trwać w poszukiwaniu prawdy, zadowalają się gotowymi odpowiedziami dostarczanymi przez system, który jest zawsze w pogotowiu, by przede wszystkim nie dopuścić do możliwości uzyskania choćby przelotnego wglądu w świat jakim jest. To smutny i w ostatecznym rozrachunku tragiczny stan rzeczy.

Oto przykład Nadświetlnej Komunikacji z 31 października 2001 r., który pokazuje, jak wiele czasu i nieustających badań potrzeba do prawidłowego wykorzystania tych 10% inspiracji i sprawdzenia, czy znajduje potwierdzenie w rzeczywistości. Jak się okazuje, znajduje, a nawet o wiele więcej.

P: (A) A ta zasadnicza, ta zmiana orientacji osi [Ziemi] – co byłoby podstawową siłą sprawczą, jakiego typu wydarzenie sprowokowałoby tę zmianę [nachylenia] osi?
O: Ciała kometarrne.
P: (L) Czy planety układu słonecznego pozmieniają swoje orbity i oszaleją? Czy istnieje taka możliwość?
O: Tak.
P: (A) Tylko z powodu orbit komet?
O: Tak. Także bliźniaka Słońca.
P: (A) Kiedy mowa jest o tych ciałach kometarnych, to chodzi o impakty?
O: Niektóre uderzą.
P: (A) Jaką rolę odegrają (o ile w ogóle) zdarzenia elektryczne?
O: Bliźniacze słońce uziemia przepływ prądu przez cały układ, uruchamiając „silnik”.
P: (L) Czy oznacza to, że te różne ciała w układzie słonecznym są niczym części jakiejś ogromnej maszyny i kiedy przepływa przez nie prąd elektryczny, w zależności od ich wzajemnej pozycji w momencie przepływu prądu, ma to jakiś wpływ na sposób działania tej maszyny?
O: Mniej więcej tak.

Gdzie jesteś, kometo Elenin?

Czekają nas elektryzujące czasy, a jednym z wydarzeń, na które warto zwrócić uwagę ze względu na być może katastroficzne skutki, jest zbliżanie się komety Elenin. Nazwę swą zawdzięcza ona swojemu odkrywcy, Leonidowi Eleninowi, a jej największe zbliżenie do Słońca przewidziane jest na pierwszą połowę września 2011. Z kometą tą wiąże się kilka innych kwestii, niezwykle interesujących z punktu widzenia plazmowej teorii komet Jamesa McCanneya. Póki co, zdążyliśmy już odnotować, że Elenin zaczęła zbierać swoje żniwo rozładowując słoneczny kondensator i stymulując przepływ ładunków elektrycznych.

Tuż przed koniunkcją komety Elenin z 15 marca nastąpiło trzęsienie ziemi w Chinach, bardzo silne trzęsienie w Japonii (8,9), kolejna spóźniona zimowa burza w Turcji i Grecji, oraz kolejny wybuch wulkanu w Indonezji. 9 marca odnotowaliśmy również rozbłysk słoneczny klasy X. Wszystkie te zjawiska mogą mieć związek ze zbliżaniem się komety Elenin.

Przeczytajcie wymienione poniżej trzy artykuły, żeby zapoznać się z dostępnymi informacjami na temat komety, łącznie z jej trajektorią oraz danymi dotyczącymi jej przyszłych ustawień. Zaglądajcie również na blog Laury Knight-Jadczyk w oczekiwaniu na kolejne aktualizacje.

Kometa Elenin nadchodzi!
Kometa Elenin – zwiastun czego?

Kometa Elenin – Aktualizacja!

Ujawnienie i przecieranie się zasłony

Jednym ze zjawisk, na które alternatywna społeczność zdaje się zwracać uwagę, są obiekty UFO. Powinni oni, tak jak my, znaleźć się wśród pierwszych, którzy uznają, że wszystkie dowody wskazują na obecność na naszej planecie (lub wokół niej) nie-ludzkich inteligentnych istot, od których ludzkie stado nie powinno się spodziewać miłości i prawdy. Istoty te nie tylko dysponują możliwościami technologicznymi daleko doskonalszymi od naszych, ale zdają się pochodzić nie tyle z przestrzeni kosmicznej, co z wyższego wymiaru.

Z tego też powodu lepiej określają je terminy typu „demony” lub „potwory” aniżeli „istoty pozaziemskie”. Jeżeli po raz pierwszy spotykacie się z tą wydawałoby się dziwaczną ideą, możecie mieć problem z zaakceptowaniem jej od razu w całej rozciągłości. Niestety nie dysponujemy wystarczającą ilością miejsca w tym artykule, żeby to dokładnie wyjaśnić. W zamian proponujemy wam ten świetny dokument filmowy, podsumowujący główne kwestie.

© Getty - - "Obcy są wszędzie wokół i przez cały czas nas obserwują” – powiedział pan Filipow bułgarskim mediom.

Martwi nas jednak, kiedy widzimy, jak niektórzy z najwybitniejszych ufologów (i inni) są tak bardzo przejęci ideą „zbliżającego się ujawnienia” (Disclosure). Wiecie, chodzi o pomysł, że pewnego dnia człowiek za kurtyną, który swoje biuro ma gdzieś głęboko pod Strefą 51, zdecyduje, że my, zwykli ludzie, mamy prawo wiedzieć, w związku z czym przekaże uprzejmie stosowne polecenie Obamie, a ten w odpowiedzi ujawni wszystko, co wiedzą o UFO i obcych.

Jakby ci ludzie z najwyższych i najbardziej zakonspirowanych poziomów elity czuli wyrzuty sumienia z powodu nieustannego okłamywania nas przez te wszystkie lata! Albo jakby nie byli w stanie dłużej kontrolować prawdy i musieli pozwolić, żeby wyszła na jaw.

Oczywiście dokumenty są stopniowo ujawniane, a doniesienia o obserwacjach UFO spotykają się w mediach z coraz bardziej otwartą dyskusją i nie są aż tak bardzo wyśmiewane. Ostatnio zauważyliśmy nagły wzrost zainteresowania głównych mediów tematami UFO, istot pozaziemskich i egzopolityki.

Wodą na młyn pogłosek stały się fałszywe „wydarzenia”, które wzbudziły falę histerii w prasie i telewizji. Czy Władza Realna przygotowuje ludzi na „ujawnienie”? Obejrzyjcie tę reklamę BBC, z kiepsko zamaskowanym przesłaniem od naszych „kosmicznych braci”.

W miarę zwiększania się z każdym miesiącem częstotliwości doniesień o obserwacjach UFO oraz związanego z nimi czynnika „wysokiej dziwności” [zajrzyjcie do działu Our Hanted Planet, żeby zapoznać się ze zgłoszeniami, zdjęciami i nagraniami wideo], zauważamy wyraźny wzrost liczby publikowanych przez mainstreamowe media artykułów na temat „pozaziemskich” gości. Przykładem niech będzie brytyjski Daily Telegraph”. Opublikowany przez tę gazetę artykuł, opisujący zorganizowaną przez British Royal Society (Brytyjskie Towarzystwo Królewskie) konferencję poświęconą „wykrywaniu pozaziemskich form życia”, niespodziewanie powstrzymuje się od ośmieszania milionów świadków UFO stereotypowymi historyjkami o małych zielonych ludzikach z Marsa, a zamiast tego, w sposób dosyć inteligentny zwraca uwagę na niektóre zagadnienia, cytując wyniki badań prowadzonych przez astronomów i fizyków. Popatrzcie:

Obcych powinniśmy zacząć szukać na Ziemi, a nie w kosmosie – mówi naukowiec
Obcy mogą nie być przyjaźni, ostrzega astronom
Obcy „są już na Ziemi”- twierdzą bułgarscy naukowcy
Obcy prawdopodobnie wyglądają i zachowują się tak jak my

Ale nawet przez chwilę nie wierzcie w to, że jeśli dojdzie do „rewelacji”, będzie to coś więcej niż wymieszane ze sobą półprawdy i kłamstwa. Jak zwykle. Jeśli kiedykolwiek w życiu doczekamy się „ujawnienia”, może ono wyglądać mniej więcej tak:

W artykule „Disclosure and Comets” (ujawnienie i komety) Laura Knigt-Jadczyk czyni ciekawe spostrzeżenie odnośnie ujawnienia:

Zastanawiam się, dlaczego przy całym tym hałasie wokół „ujawnienia”, ci, którzy interesują się tym tematem, zdają się nie zauważać najgorliwiej tuszowanej sprawy – kometarnych i asteroidowych niszczycieli historii…

Niektóre z najnowszych „ujawnieniowych” trendów zdają się obejmować informacje pochodzące od ludzi „z kręgów rządowych”, którzy opowiedzieli swoje historie, albo szepnęli tu i tam słówko o zdumiewającej technologii, która będzie nasza, jak tylko dojdzie do tego „nieuchronnego” wydarzenia. Przykro mi, ale uważam, że to myślenie życzeniowe. Dlaczego? Otóż interesujący dla mnie jest fakt, że przy wszystkich tych ujawnianych dokumentach rządowych, konspiracjach, itd., nikt nawet słowem nie wspomniał pośrednikom „ujawnienia”, w jakim stopniu rząd jest zainteresowany kometarnymi impaktami. […]

Podejście ludzi promujących to „ujawnienie” odzwierciedla zupełny brak wiedzy na temat rzeczywistych problemów, przed którymi stoimy, a które są daleko pilniejsze, niż obcy na naszej planecie. Jak zauważa Mike Baillie, nadal panuje ogromna ignorancja w zakresie tych zagrożeń, nawet wśród społeczności archeologów. Wciąż nie wypracowano żadnego archeologicznego lub historycznego paradygmatu, który obejmowałby historyczne impakty i ich konsekwencje.

W odniesieniu do „ujawnienia” jest to szczególnie niepokojące, ponieważ dziwne zjawiska na niebie, dziwne wydarzenia i pojawianie się dziwnych istot towarzyszyły zdarzeniom kometarnym na przestrzeni dziejów. To tak, jakby istniał pewien związany z kometami i asteroidami potencjał otwarcia się międzywymiarowego korytarza. Widzicie, ujawnienie nie tylko może nie zgadzać się z prawdą (wystarczą półprawdy), ale również może zostać wykorzystane do odwrócenia naszej uwagi od kosmicznych zagrożeń.

Zwróćcie uwagę, że w swoim komentarzu Laura Knight-Jadczyk wyjaśnia, iż dziwne istoty pojawiają się jako bonus do kometarnego pakietu. Mając to na uwadze, zerknijcie na część ostatnich wysokich niesamowitości, które zwróciły naszą uwagę:

Odwiedziny statków widmo? Oslo, Norwegia: Tajemniczy lot przyczyną zamknięcia lotniska
Wykład Johna Keela, Fortean 1992: UFO to w większości halucynacje

Kolejne UFO/kometa, tunel czasoprzestrzenny, czy ślad rakiety?
Bridgend, miasteczko samobójców, sterroryzowane przez 250 dzikich koni „porzuconych przez Cyganów, którzy nie byli w stanie ich wykarmić”
Wideo: Czy obiekty UFO mogą stać się meteorami?
USA: FEMA przygotowuje dzieci na wizytę obcych i mega trzęsienia ziemi
Ciekawa anomalia podczas protestów w Egipcie: Zielony jeździec czy odbicie płomieni?
Czwarte wideo z jerozolimskim UFO
Zjednoczone Królestwo: Bolid, kometa czy UFO?
Obiekty UFO w hrabstwie Utah
UFO i dziwny rozbłysk nad Temple Mount w Jerozolimie
Indonezja: Kręgi zbożowe na polu ryżowym Yogya
Studium: Jeżeli obcy istnieją, prawdopodobnie chcą nas zniszczyć
Ziemia musi przygotować się na bliskie spotkanie z obcymi, twierdzą naukowcy
”Sztuczne ognie” – macie mnie za idiotę?
Dziwna historia kosów z Beebe
Co się dzieje? Aktualizacja: Tępe urazy przyczyną śmierci ptaków z Arkansas?
John Keel, demonolog nadzwyczajny
Bliżej ujawnienia: Obcy z rozmiarem stopy 400 wśród obserwacji UFO w Nowej Zelandii
Raport CNN: Czy siły powietrzne Izraela zestrzeliły UFO nad elektrownią jądrową?
Wielka Brytania publikuje obserwacje UFO i zasady udostępniania dokumentów
Bliżej ujawnienia: Naukowiec NASA twierdzi, że zanalazł w meteorycie dowód istnienia obcych form życia
Naukowcy sceptyczni wobec dowodu na istnienie obcych form życia
Dziwne podniebne zjawisko nad hrabstwem Mendocino w Kaliforni
UFO w Chinach ma związek z wojskiem, twierdzą władze
Bolidy zachowujące się jak UFO

Wśród najdziwniejszych obserwacji udokumentowanych nagraniem wideo wyróżnić należy pojawienie się obiektu UFO nad Jerozolimą (z co najmniej czterema niezależnymi nagraniami wykonanymi pod różnym kątem, oraz kilkoma innymi, prawdopodobnie przerobionymi w celu zdyskredytowania wydarzenia), jak również dziwny meteor, który potrafi myśleć. Patrzcie, patrzcie.

.


.

Koniec świata w jego obecnym kształcie

SOTT jest często oskarżany o szerzenie strachu i negatywności, a redaktorzy SOTT nazywani są apostołami zagłady. Uważamy, że nasi oskarżyciele pozbawieni są elementarnej umiejętności czytania ze zrozumieniem, ponieważ w każdym artykule, bez względu na to, jak poważnym i alarmującym, przewija się wątek nadziei i umiłowania prawdy. Ten odcinek Łączenia Punktów nie jest wyjątkiem. Mamy nadzieję na coś lepszego i aktywnie pracujemy w tym kierunku – czegoś lepszego niż norma przeciętności – i szczerze pragnęlibyśmy, żeby nasze wysiłki przyniosły również korzyść naszym czytelnikom.

Poza tym, jeśli od wiary w kłamstwa mózgi nie zamieniły się wam jeszcze w rozmokłą papkę, jeżeli uważnie rozejrzycie się dookoła, stanie się dla was jasne, że nasz świat znajduje się w skrajnie dramatycznym stanie i przerwać to może jedynie kompletne przewartościowanie i aktywne kroki w kierunku czegoś przeciwnego. W tym sensie, cokolwiek nadciąga, będzie błogosławieństwiem, ponieważ tak jak w każdym innym przypadku uzależnienia, które trudno przezwyciężyć, przełamanie głęboko zakorzenionych struktur wymaga pomocy z zewnątrz i wsparcia.

To, co nas czeka, nie będzie łatwe, ale jak powiedział Charles Caleb Colton, „okres ogromnej katastrofy i chaosu był owocny dla najznakomitszych umysłów. Najczystsza ruda produkowana jest w najgorętszym piecu. Najjaśniejszy piorun uderza z najciemniejszej burzy”.

Staramy się również podchodzić do sytuacji z humorem, choć bywa czarny. Kiedy scena będzie gotowa, światła pogaszone i kurtyna podniesiona, szybko zajmijcie miejsca w pierwszym rzędzie i cieszcie się widowiskiem.

Dobrze, że to nie śnieżyca!

– –

Ten artykuł jest przekładem oryginału zamieszczonego w języku angielskim na stronie:

dokonanym przez polskich tłumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.

Materiał ten został opublikowany przez SOTT.NET – projekt Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala się na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz żródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

4 komentarzy »

  1. a co to za dodatki google ? 🙂 wszak każdy wie, bo przecież każdy to wie, że najbardziej świętym miejscem naszej cywilizacji jest kibelek 🙂

    Komentarz - autor: kibell — 25 Maj 2011 @ 01:52

  2. cytat:”Tymczasem NASA zajęta jest przygotowaniami do strzelania laserami w śmieci kosmiczne.”
    0.44 minuta

    Komentarz - autor: nihil novi — 25 Maj 2011 @ 07:03

  3. nice.
    szkoda że tak mało osób ogarnia takie rzeczy. zebrać tych ludzi do kupy w PL to znajdzie się max kilkanaście-kilkadziesiąt tyś. za mało ludzi zna języki, potrafi obsługiwać swoje narzędzia, ma zwyczajnie dostęp do internetu itd itp

    żeby rozumieć, nie być sheepem, człowiek musi spełniać dużo warunków. wystarczy że od małego był indoktrynowany przez TV, a już nigdy nie będzie miał obiektywnego spojrzenia. po prostu. nie dlatego że jest gorszy, a dlatego że dzieci są podatne na propagandę.
    większość ludzi 10, 15 20 lat temu nie była online. ludzie nie rozumieją na jakiej zasadzie działa internet. czy rynek. czy onz. nie mają czasu się tym zainteresować.

    większość jest zadłużona i zapierdala aby wyrobić się ze spłatą.

    żywność drożeje, w efekcie ludzie wchodzą w biedę. każdy to widzi na każdym kroku. jednak strach który im wtłoczono powoduje że przekonali sami siebie że „aby przetrwać, muszą robić to co się im każe”. ci ludzie nie mają podstawowych umiejętności podejmowania decyzji. im trzeba powiedzieć co mają jeść, gdzie mają iść i co mają oglądać/czytać/słuchać.
    http://www.bbc.co.uk/news/business-13086979 <- w wyniku podrożenia żywności o 36% przez ostatni rok, 44mln ludzi stało się SKRAJNIE biednymi, tzn że nie stać ich na jedzenie i jest duża szansa że umrą z głodu/braku witamin, wirusa, biedy. to nie znaczy że ci ludzie są w afryce. oni są też w polsce, w warszawie czy w LA..

    komuś bardzo zależy aby na świecie było nas mniej. strzelam że równolegle z rozwojem robotyki powszechnego użytku, proporcjonalnie wzrośnie statystyka zgonów z przyczyn biedo-pochodnch.

    w twojej informacji brakuje mi tylko faktu iż new delhi weszło do łask już jakiś czas temu. że dzisiaj dokonuje największego w historii ludzkości zakupu zbrojeniowego (coś ponad 200mld usd) oraz że 11 marca, przynajmniej 3 bardzo bogate nazwiska siedziały z różnych przyczyn w new delhi, gdzie "budowany jest" największy na świecie bunkier nuklearny. niby nic, tylko po co te nazwiska przyjechały z całymi rodzinami? dziećmi, rodzicami, wnuczkami?

    dane jest nam żyć w ciekawych czasach.

    Komentarz - autor: hl0p — 2 Czerwiec 2011 @ 09:29

  4. @hl0p

    Jako nie-sheep doskonale wiesz, że nie-sheepy nie wierzą na czyjeś słowo na słowo, tylko sprawdzają źródła, aby wyrobić sobie swoją własną opinię. Jeżeli wyrobiłeś sobie swoją własną opinię na podstawie jakichś konkretnych informacji, to domyślam się, że dysponujesz takimi źródłami, na podstawie których wyrobiłeś sobie opinie. Bo chyba nie na podstawie opowieści typu, że „3 bardzo bogate nazwiska siedziały z różnych przyczyn w new delhi”?

    Jeżeli możesz, podziel się źródłami, aby inne nie-shepy mogły wyrobić sobie samodzielnie swoje opinie 🙂

    Komentarz - autor: KAP — 2 Czerwiec 2011 @ 18:11


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: