PRACowniA

23 Grudzień 2010

Wesołych Świąt… A tak przy okazji, kim był Jezus?

Filed under: Różne — pracowniaiv @ 13:00
Tags: , ,

Harrison Koehli
Dot Connector Magazine Nr12
Grudzień 2010

Jezus jawi się nam jako prawdziwy społeczny krytyk i rewolucjonista, człowiek, który wskazał korupcję i spowijającą świat chorobę, oraz ujawnił nieuświadomione możliwości nowego sposobu życia – polegającego na społecznych więziach opartych na współczuciu i zrozumieniu. Jednym słowem, oferował nowe życie tym, którzy go szukali…

Na półkuli północnej grudniowe zimowe przesilenie zwiastuje nadejście zimy, kiedy to Słońce dociera do najbardziej na południe wysuniętego punktu na naszym niebie i rozpoczyna drogę powrotną na północ. W oczach starożytnych Słońce umierało i miało ponownie się odrodzić, jak robiło to każdego roku – był to symbol narodzin, odnowy i wiecznego powrotu. Zatem Sol Invictus (łac. Słońce Niezwyciężone) było źródłem kultu licznych słonecznych bogów przeszłości, włączając w to syryjskiego Elah-Gabala, Sola rzymskiego cesarza Aureliana i perskiego Mitrę.

Wcześni chrześcijańscy pogromcy, nie chcąc raczej przepuścić okazji na coś dobrego i nieco cynicznie przejmując filozofię „nie naprawiaj tego, co nie zepsute”, dostrzegli, że przesilenie będzie całkiem dobrze pasować do ich własnego, nowo narodzonego boga, Jezusa. (Nie ważne, że w Biblii nie ma żadnych wzmianek o czasie narodzin Jezusa, a wcześniejsze tradycje mówią o 6 stycznia, 28 marca, 20 maja, 20 kwietnia, itd.) Skoro w tym dniu narodziło się Słońce, to narodziło się również dziecię Jezus. Jak powiedział Jan Chryzostom, piszący w IV w., „Któż jest w rzeczywistości tak niezwyciężony jak Nasz Pan?” W istocie, ta koślawa logika, która upatrzyła sobie przyjęcie 25 grudnia za datę narodzin Jezusa, była bardziej normą niż żenującą anomalią, mit Jezusa miał bowiem wiele wspólnego w tymi wstrętnymi „obcymi” bogami. Tajemny kult Mitry oferował swym wyznawcom życie po śmierci. Ich rytualne posiłki i oczywiste podobieństwa do chrześcijańskiego dogmatu – cudowne narodziny, z martwych wstanie poprzez ofiarę, ostatnia wieczerza, oczyszczenie poprzez chrzest oraz fakt, że byli oni kumplami urodzonymi tego samego dnia, i wiele innych – doprowadziły do donoszenia na wyznawców tego kultu oraz larum, że to Mitra „imitował” Jezusa, a nie odwrotnie.

Jednakże Mitra nie był jedynym bogiem, czy też świętym człowiekiem, którego historia poprzedza czasowo historię Jezusa i cechuje się uderzającym do niej podobieństwem. Ozyrys, protagonista najwcześniejszych egipskich mitów, nie tylko został ochrzczony w Nilu, lecz zmarł i został wskrzeszony, by kontynuować swoje dobre dzieło. Kriszna, najwyższy bóg hinduizmu, zstapił, by walczyć ze złem, narodził się z dziewicy, opiekowali się nim pasterze, zwiastowali jego nadejście aniołowie oraz przeżył dziecięcą nagonkę złego króla, który bał się przepowiedni o młodym bożym dziecięciu. I oczywiście Budda, urodzony 25 grudnia przez dziewicę Maję, a jego narodzinom towarzyszyła „gwiazda zwiastująca wraz z mędrcami i aniołami śpiewającymi niebiańskie pieśni”. Chodził po wodzie, podczas postu był kuszony przez diabła, nauczał jako chłopiec, duszpasterstwo rozpoczął w wieku trzydziestu lat i w cudowny sposób nakarmił pięciuset ludzi (kto to liczył?). Och, i został odmieniony na górze, i mówiono, że jego twarz „świeciła jasnością Słońca i Księżyca. A wszystko to prawie 500 lat przed pojawieniem się Jezusa.

Co mamy z tym wszystkim zrobić? Zacznijmy od faktów. Po pierwsze, jeśli chodzi o podobieństwa z Buddą, w latach przed Chrishną (właśnie tak było pierwotnie pisane imię Jezusa!) istniały drogi handlowe pomiędzy Indiami i Bliskim Wschodem, buddyjscy misjonarze mieli więc wystarczająco dużo okazji do sprzedawania swoich duchowych towarów i wymieniania się informacjami  o „zbawcach”. W Aleksandrii, wylęgarni wczesnego chrześcijaństwa, dobrze znane były również mity Ozyrysa. Tak jak późniejsi chrześcijanie w swej misji naprawiania świata napotkali uparte wierzenia świata „pogan”, tak i wcześni chrześcijanie działali w czasie i miejscu zasiedlonym przez już istniejące mity, wierzenia i bogów.

Dla każdego prekursora nowej religii stanowi to problem. Jak wszyscy wiemy, wierzenia to podstępna rzecz. Nie tylko są najczęściej stare, ale prawdopodobnie z tego właśnie powodu niezwykle ciężko jest je przełamać. Chcecie dowodu? To dajcie ten artykuł do przeczytania jakiemuś przyjacielowi ze szczególnie silnie zakorzenionym systemem wierzeń religijnych (zwłaszcza chrześcijańskich), a zobaczycie co się stanie!

Z racji tego dziwnego fenomenu, że ludzie kurczowo trzymają się wierzeń – czy są prawdziwe czy też nie – nieunikniony jest kompromis. No bo co, jeśli pewne elementy tych starych wierzeń można z pożytkiem wykorzystać? Kiedy mit dawno już przekroczył swą datę „przydatności do użycia”, praktyka odświeżenia go może dostarczyć idealnej okazji do wstrzyknięcia pewnych dawno zapomnianych uniwersalnych wartości, omijając jednocześnie konserwatywne przekonanie, że „obce jest złe”. Innymi słowy, proces ten może prowadzić do odkrycia istoty mitu, wydobywając jego symbolizm i ukryte wartości i prezentując je na nowo ludziom, którzy ich łakną.

Z drugiej strony, wspaniała w teorii, praktyka ta jest dość często (tzn. zawsze) nadużywana przez jednostki z bardziej imperialistycznym nastawieniem i motywacjami. Weźmy za przykład historię chrześcijańskiego ucisku, mordy, działania wojenne i tortury. Mit chrześcijański nie tylko został użyty do przejęcia na siłę cudzych wierzeń, lecz również wiele wyplenił. Świątynie, manuskrypty, rytuały oraz niezliczone ilości ludzi, którzy po prostu odmówili chrześcijańskiego zwierzchnictwa, zostały zmiecione z powierzchni ziemi. I po co? Cóż, głównie ze względów politycznych. Chrześcijaństwo zyskało na znaczeniu, ponieważ zostało wybrane na oficjalną religię Imperium Rzymskiego. Jego przyjęcie miało naturę polityczną i cała reszta była tego konsekwencją. Do dziś ugrupowania chrześcijan planują przejęcie świata… dosłownie. (Zobaczcie pierwszy z serii artykułów w tym numerze, pt. „Tea Party and Dominionism” [Tea Partyi dominionizm]). Już samo to wystarczy za dowód, że mit chrześcijański dawno utracił swoją społeczną i duchową użyteczność, o ile rzeczywiście taką pierwotnie posiadał.

Prowadzi nas to do drugiego problemu – samej Biblii i tego, czego ewentualnie możemy dowiedzieć się o tym, kim naprawdę był Jezus. Opinia chrześcijańska, ewangelie i listy z „Nowego Testamentu”, nie są jednak oryginalnymi dokumentami historycznymi. Są albo kopiami kopii (tak więc zawierają nieokreśloną liczbę usunięć, wstawek i zmian), albo zostały utworzone w wiekach późniejszych, po okresie, w którym jakoby Jezus żył i chodził po ziemi (i zmarł, i zmartwychwstał). Przypuszczalnie najwcześniejsze manuskrypty pochodzą z drugiego wieku. Wszystko, co zdarzyło się przedtem, wymaga analizy najwcześniejszych tekstów. Badacz biblijny, Burton Mack, zrobił chyba wszystko, żeby w swoich książkach „Who Wrote the New Testament?” (Kto napisał Nowy Testament?) i „The Lost Gospel” (Zaginiona ewangelia) uczynić zapisy Nowego Testamentu i wierzenia wczesnego „ludu Jezusa” zrozumiałymi dla współczesnych czytelników.

Poprzez uważną analizę ewangelii i najwcześniejszych tekstów chrześcijańskich Mack i jego koledzy doszli do zaskakujących wniosków. Mówiąc w skrócie (przeczytajcie jego książki!), najwcześniejsze „warstwy” – tzn. zdania i teksty, które zostały włączone do opowieści o Jezusie – nie zawierają informacji o jego życiu i czynach. Podobnie jak w przypadku Ewangelii Tomasza, składają się na nie proste wypowiedzi – aforyzmy, dowcipne riposty do hipotetycznych prześmiewców, nasiona mądrości w formie przypowieści. Żadnych wzmianek o cudownych narodzinach, śmierci, zmartwychwstaniu, ani jakichkolwiek innych mitycznych elementów. Innymi słowy, jest bardzo prawdopodobnym, że cały mit chrześcijański został złożony z wcześniejszych idei, a mityczne archetypy, powszechne w cywilizacji helleńskiej tamtych czasów, zostały przeszczepione do tych wypowiedzi.

Hipotetyczne źródło tych wypowiedzi (nazwane przez naukowców „Q”) przedstawia Jezusa jako swego rodzaju mędrca cynika, jak Diogenes albo Krates. (Cynicy, należący do szkoły greckich filozofów, odrzucili normy kulturowe i używali dowcipu oraz humoru, by uwydatnić hipokryzję tamtych czasów.) Krótko mówiąc, Jezus jawi się nam jako prawdziwy społeczny krytyk i rewolucjonista, człowiek, który wskazał korupcję i spowijającą świat chorobę oraz ujawnił nieuświadomione możliwości nowego sposobu życia – społecznych więzi opartych na współczuciu i zrozumieniu. Jednym słowem, zaoferował nowe życie tym, którzy go szukali. To oczywiście, pociąga za sobą przede wszystkim śmierć starego życia – osobistych wzorców zachowań i współżycia, które doprowadziły do zapotrzebowania na jego nauczania.

Dość szybko jednak lud Jezusa stanął wobec problemów, o których wspomniałam powyżej, a mianowicie zakorzenionego systemu życia społecznego i wierzeń. Widoczny w dokumencie „Q” trend wskazuje, że lud Jezusowy – mając wielu żydowskich członków – znalazł się w sytuacji wymagającej uzasadnienia swego istnienia w kategoriach judaizmu. Mit bożego dziecięcia połączono zatem z mitem Mojżesza i chrześcijanie stali się „prawdziwymi” spadkobiercami żydowskiej tradycji. Co zabawne, w najwcześniejszych warstwach „Q” brak jest jakichkolwiek żydowskich komentarzy, co wskazywałoby na to, że nawet jeśli Jezus narodził się jako żyd (a tak naprawdę, nie ma na to żadnych dowodów), nie uważał się za takiego.

Co to wszystko oznacza? Z jednej strony, oznacza to, że być może większość tego, co myślimy o Jezusie i chrześcijaństwie, jest błędne. Lecz ziarna prawdy istnieją, znajdują się wśród plew zapożyczonego, skradzionego i wymyślonego kościelnego dogmatu. Wymagają tylko wnikliwego spojrzenia i śmierci długo utrzymywanych iluzji. W rzeczywistości jest to dość trudne zadanie, co prowadzi nas do drugiego kosmicznego pytania – co z tym zrobimy? Myślę, że możemy zacząć od odnalezienia istoty chrześcijaństwa. Co pozostanie, kiedy odrzucone zostaną wszystkie te kłamstwa? Co możemy odnaleźć w micie Jezusa i w mitach wszystkich religii świata?

Ponad wszystko inne, Jezus krytykował zastany stan rzeczy. Fakt, że robił to 2000 lat temu, nie oznacza wcale, że dziś sprawy mają się lepiej. Był on krytyczny nie bez powodu, a 2000 lat to czas  wystarczający, by w obrębie jakiegokolwiek nauczania nagromadziły się wszelkiego rodzaju narośla i choroby. Z pierwotnego prądu, który, jak się wydaje, był otwarty na dobre strony innych wierzeń i kultur, chrześcijaństwo uwsteczniło się do postaci więzień zupełnie skostniałych wierzeń, przeciwko którym wcześniej występowało. Krótko mówiąc, chrześcijański mit znalazł się o krok od śmierci i tylko dzięki rozpoznaniu tego faktu może wyniknąć z tego coś nowego i dobrego. Mit ponownych narodzin ma potężną moc, a to mówi nam coś o funkcji mitu jako takiego.

Na wzór zahipnotyzowanego chłopca, który nie może opuścić kręgu zakreślonego przez hipnotyzera, chrześcijanie bojaźliwie zamknęli swe umysły na prawdy, które często mogą być odnalezione jedynie poza ich systemem wierzeń. Lecz zakładanie i zaręczanie, że „pojąłem to”, blokuje wszelkie szanse dowiedzenia się, czego tak naprawdę nam brakuje. Jezus i Budda probowali pokazać ludziom, jak być „prawymi”, udzielając im praktycznych rad. Z samej natury przedmiotu rad (ludzkie zachowania, wady, wierzenia, emocje) oznacza to psychologiczne prawdy. Lecz psychologia zawsze była niebezpieczna, zakazana i wymazywana przez wszystkich przywódców, którzy obawiali się, że poprzez stosowanie wiedzy, którą ma ona do zaoferowania, poddani mogliby wyczuć ich tajne interesy i ukryte zamiary.

Świat potrzebuje nowej religii, takiej, która opiera się na zasadach o uniwersalnych wartości zakorzenionych w powszechnej możliwości empatii i zdobywania wiedzy, bez względu na kolor skóry czy wierzeń rodziców. Jeśli więc jesteś prawdziwym chrześcijaninem, buddystą czy też wyznawcą hinduizmu bądź jakiejkolwiek większej czy mniejszej religii – co powinien oznaczać dla ciebie czas Bożego Narodzenia?

Boże Narodzenie to czas na odrzucenie przestarzałych monoteistycznych religii i przyjęcia czegoś nowego – nowego w nas samych, w naszym świecie i w sposobie w jaki odnosimy się do innych. W tym roku więc świętujmy Boże Narodzenie, lecz niech będzie ono wolne od wymyślnych wyobrażeń, jakimi zostało zabarwione w przeszłości. Zamiast tego, wykożystajmy je jako okazję do zbliżenia się do naszych bliskich i może do skupienia się na tym, co znaczy odrodzić się, co znaczy walczyć ze złem i co oznacza taki świat, który jest zupełnie możliwy, kiedy żyjemy w świetle prawdy.

– –

Ten artykuł jest przekładem oryginału zamieszczonego w języku angielskim w magazynie:

dokonanym przez polskich tłumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.

Materiał ten został opublikowany przez FOTCM i jest jego własnością. Zezwala się na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz żródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

Advertisements

12 komentarzy »

  1. „Zeitgeist Duch Epoki”, pewnie dobrze znany film sprzed kilku lat http://w391.wrzuta.pl/film/aNz4rp6IVqU. Obracając się w sferze mitów, musimy tylko uważać na jedno, byśmy nie wylali przysłowiowego dziecka z kąpielą. Psychopatom rządzącym zakulisowo, próbującym wprowadzić NWO, zależy na tym najbardziej…

    Komentarz - autor: Polar — 23 Grudzień 2010 @ 13:53

  2. Absolutnie nie wolno wylewać dzieci, dzieci trzeba kochać! 🙂

    Wesołych Świąt! 🙂

    Komentarz - autor: pracowniaiv — 24 Grudzień 2010 @ 13:29

  3. Mariham zapytała Jezusa:
    Do kogo podobni są twoi uczniowie?
    Rzekł:
    Podobni są do małych dzieci
    przebywających na polu,
    które do nich nie należy.
    Gdy przyjdą właściciele pola,
    powiedzą:
    Zostawcie nam nasze pole!
    Będą stać nadzy przed nimi,
    a więc je im zostawią, oddadzą im swoje pole.

    Dlatego mówię wam:
    Gdy pan domu wie,
    ze przyjdzie złodziej,
    będzie czuwał zanim on nadejdzie
    i nie pozwoli mu wedrzeć się do środka,
    do domu swego królestwa,
    aby wyniósł jego rzeczy.
    Wy natomiast: bądźcie czujni wobec świata,
    opaszcie swoje biodra z całej siły,
    aby rozbójnicy nie znaleźli drogi, by wejść do was.
    Bowiem odnajdą oni
    korzyść którą was obdarowano.
    W waszej własnej głębi
    jest doświadczony człowiek!
    Kiedy owoc dojrzał,
    pośpieszył on do niego, z sierpem w dłoni,
    i zebrał go.
    Kto ma uszy do słuchania, niech słucha!
    [„Ewangelia Tomasza” Ruysbeek, Messing]

    Wesołych Świąt! 🙂

    Komentarz - autor: Piotr.alterego — 26 Grudzień 2010 @ 19:31

  4. „Krótko mówiąc, Jezus jawi się nam jako prawdziwy społeczny krytyk i rewolucjonista, człowiek, który wskazał korupcję i spowijającą świat chorobę…”

    Jezus rzekł:
    Może ludzie myślą,
    że przyszedłem przynieść na świat pokój,
    a nie wiedzą oni,
    że przyszedłem rzucić na ziemię niezgodę,
    ogień, miecz i wojnę.
    Gdyż pięciu będzie mieszkać w jednym domu,
    i trzech powstanie przeciw dwom,
    i dwu przeciw trzem,
    ojciec przeciw synowi
    i syn przeciw ojcu.
    I staną się Jednym.

    Jezus rzekł:
    Stanąłem pośrodku świata
    i objawiłem się im w moim ciele.
    Zastałem ich wszystkich pijanych.
    Nie znalazłem żadnego spragnionego pośród nich
    i moja dusza cierpiała z powodu synów ludzkich,
    bo są ślepi w moim sercu
    i nie widzą,
    że przyszli na świat pustymi,
    i nawet próbują pustymi opuścić świat.
    Lecz spójrzcie: teraz są pijani.
    Dopiero kiedy odłożą wino,
    ich istota się zmieni.

    Z przyjemnością się czyta takie fragmenty 🙂

    Komentarz - autor: Piotr.alterego — 26 Grudzień 2010 @ 19:44

  5. Katolicy, a nie chrześcijanie.
    To RZYMSKI-Katolicyzm powstał z wymieszania prawdziwego chrześcijaństwa z panującym tam pogaństwem w skali 1:10.

    KrK pomimo masowych mordów na chrześcijanach, którzy byli wielkim zagrożeniem dla imperium, bo byli pokojowi i nie chcieli iść do wojska, walczyć o utrzymanie imperium, nie dawali się manipulować strachem, i kłamstwami. Kiedy stanowili ok. 10% społeczeństwa w pogańskim Rzymie, by utrzymać władzę Konstantyn I (381 ROK PO CHRYSTUSIE) postanowił ujednolicić wszystko do jednej religii. Scentralizować władzę duchowieństwa, ale nie mógł tego zrobić nie narażając się ówczesnym poganom, więc tradycje KrK to tradycje POGAŃSKIE, tyle że ze zmienionymi nazwami.

    Prawdziwi chrześcijanie nie dadzą sobię wcisnąć kitu! 🙂

    Komentarz - autor: Zimny144k — 28 Grudzień 2010 @ 12:42

  6. Kogo nazywasz prawdziwymi chrześcijanami?

    Komentarz - autor: iza — 28 Grudzień 2010 @ 14:38

  7. Wiem że to już stary wpis jednak nie mogłem się powstrzymac aby skomentować. Świetny tekst, czytam tak jakbym wyprzedzał swoje myśli o krok. Aby czegoś dowieść trzeba czasu i wnikliwych poszukiwań. Ja do dzisiaj mam traumę którą zakotwiczyli mi moi rodzice. Musiałem chodzić do kościoła i basta! Wszystkie te ceremonie w których uczestniczyłem dzisiaj wspominam jako przerażające. Jako dziecko nie miałem prawa mieć własnego zdania. Dzisiaj odrzucając to wszystko staram się z tego wyleczyć i przyznam że jest mi z tym bardzo ciężko. Im bardziej, więcej odkrywam tym trudniej się pogodzić z przeszłością i kłamstwami jakimi mnie karmiono. Jak zwykle i jak we wszystkim co znam, przychodzi taki czas kiedy trzeba powiedzieć sobie dosyć! W moim przypadku było to trochę późno jednak mam nadzieję że nie za późno.

    Komentarz - autor: Rittswood — 4 Styczeń 2011 @ 00:46

  8. @Rittswood

    „Wiem że to już stary wpis jednak nie mogłem się powstrzymac aby skomentować.”

    Nie powstrzymuj się i nie zwracaj uwagi na datę.

    „Cokolwiek zamierzasz zrobić, o czymkolwiek marzysz, zacznij działać. Śmiałość zawiera w sobie geniusz, siłę i magię.”

    — Johann Wolfgang Goethe

    Jezus rzekł:
    Faryzeusze i uczeni w piśmie
    otrzymali klucze gnozy
    i schowali je.
    Nie weszli do środka,
    i tych, którzy chcieli wejść,
    nie wpuścili.
    Wy natomiast bądźcie roztropni jak węże
    i czystymi niczym gołębie.

    Życzę powodzenia w zmaganiach 🙂

    Komentarz - autor: piotr — 4 Styczeń 2011 @ 11:22

  9. Ja również dreptałem co niedziele na nabożeństwo, nie zastanawiając się głębiej nad celem. Jak również ciężko było mi później pogodzić się z tymi kłamstwami. Często pojawiały się negatywne emocje, żalu i złości, ale większość była emocjonalnymi programami – zrobili mi źle, nie lubię ich. Nie wiem czy praktykujesz, jeśli nie, to polecam tobie, jak i innym, którzy zmagają się w takiej sytuacji, Éiriú Eolas. Oczyszcza emocjonalnie. Wiele skrywanych nawiści bądź wyrządzonych w przeszłości „krzywd” nam, bądź przez nas, wypływa na powierzchnię i przynosi ulgę. Polecam!

    Domyślam się, że czytałeś, ale zawsze warto sobie odświeżyć pamięć:

    „Podczas uwalniania się tego ogromu skumulowanej winy i smutku wielu pokoleń słyszałam w tle „głos”, kojący i uspakajający, monotonnie powtarzający: „To nie twoja wina. Nie ma żadnej winy. To nie twoja wina. Nie wiedziałaś”. Zrozumiałam wtedy coś naprawdę głębokiego.

    Zrozumiałam, że nie ma „grzechu pierworodnego”. Zrozumiałam, że terror i cierpienie jakiego doświadczają ludzie żyjąc tu, na Ziemi, NIE jest rezultatem jakiejś „pomyłki” czy „błędu” czy zaburzenia. To nie jest kara. Nie jest to coś, od czego człowiek może zostać „ocalony”, zrozumiałam, że każda scena przerażającego cierpienia i rozdzierającego serce okrucieństwa była REZULTATEM NIEWIEDZY.
    Łatwiej będzie to zrozumieć, kiedy pomyślicie o czymś takim jak krucjaty czy Inkwizycja. Możecie prześledzić pokręcone rozumowanie prowadzące od idei Miłości do Boga do pomysłu narzucania tej Miłości innym „dla ich własnego dobra”. W skrajnym wypadku może się to skończyć nawet torturami i mordem, przy przekonaniu że się NAPRAWDĘ KOCHA! Zapomnijcie na chwilę o tych, którzy kłamliwie używają tego typu filozofii dla własnych celów i politycznych manipulacji. Pomyślcie przez chwilę o szczerości filozofii stojących za tymi wydarzeniami. Są one oparte na IGNORANCJI. Nawet ci, zdawałoby się żądni zysku i z manią wielkości, w rzeczywistości działali pod wpływem ignorancji – strachu i głodu duszy, którego nie da się zaspokoić. W każdym wypadku jest to ignorancja, różnice dotyczą tylko jej stopnia.
    Kiedy ten przepływ energii, obrazy i łzy w końcu zaczęły opadać, poczułam jakby spływał na mnie ciepły balsam, niemal tak lekki jak powietrze i tak słodki, że po dziś dzień pamiętam ten przenikliwie ożywczy dotyk żaru miłości do wszelkiego stworzenia. Ekstatyczne, zachwycające i błogie uczucie. Zatraciłam się w zdziwieniu i zadumie, a zarazem byłam oszołomiona tą wizją świata.

    […]

    …Bardziej istotne jest, że od momentu tego doświadczenia nie byłam już w stanie postrzegać grzechu w tym samym świetle. Kiedy czytałam o morderstwach i aktach gwałtu, wiedziałam, że były to rzeczy, w których uczestniczyłam w minionych czasach w swojej ignorancji. Kiedy ktoś mnie krzywdził, wiedziałam, że wcześniej sama krzywdziłam innych. Nie czułam już w sobie osądzania czy krytykowania czegokolwiek bądź kogokolwiek, ponieważ wiedziałam, że osądzałabym samą siebie w pewnym miejscu i czasie. Był to proces uczenia się, a ja rozwijałam się z każdym doświadczeniem. Dzięki temu uczyłam się, czego NIE robić. I naprawdę to właśnie jest powodem bólu i cierpienia. To coś w rodzaju automatycznego systemu naprowadzania, utrzymującego człowieka na ścieżce uczenia się. Sztuka polega na tym, żeby być w stanie dostrzegać różnicę w wyborze pomiędzy ścieżką dającą bezpośredni komfort fizyczny i prowadzącą dalej do ogromnego psychicznego lub duchowego bólu, a ścieżką, która może być tymczasowo fizycznie niewygodna, lecz potem prowadzi do spokoju serca.”

    Rozdział XVI

    Nie miałem szczęścia przeżyć czegoś tak wspaniałego, ale samo oczyszczanie z emocjonalnych programów daje już jakieś pojęcie o iluzji i sztywności naszego postrzegania.

    pozdrawiam 🙂

    Komentarz - autor: piotr — 4 Styczeń 2011 @ 12:26

  10. Moja zmiana i odkrywanie co rusz nowych rzeczy związanych z życiem w tym miejscu pociąga za sobą wielkie spustoszenie. Świat obrucił się o 180 stopni i jestem pod tym względem szczęśliwy bo widzę co robilem złego a co dobrego, wszystko się wyklarowało, widzę inaczej. Nazwałbym to pierwszym krokiem do przebudzenia, choć to co było kiedyś a co jest dzisiaj nie ma ze soba juz nic wspólnego, te dwie epoki dzieli niewyobrażalna bariera. Do tej pory choć dużył łukiem obchodze się z kościołem katolickim nadal nie udało mi się z niego wystapić. Moja rodzina jest na krawędzi rozpadu właśnie z tego powodu, mam bardzo dużo do stracenia jeżeli tego dokonam – a żyje mi się z tym bardzo źle. Na chwile obecną nie mam za bardzo pojęcia jak to wszystko rozegrać. Najtrudniej jest gdy ktoś z rodziny stara się mi wpajać jakieś prawdy wyssane z d. i absolutnie nie chce podjąć dyskusji skąd one pochodzą. To jakiś fanatyzm i pomyśleć że też kiedyś taki byłem – choć od małego dziecka wiedziałem że coś jest nie tak. Teraz gdy piszę ten koment. uświadomiłem sobie że zawsze gdy szukałem w Kościele otuchy i stosowałem się do rytuałów przydażały mi się tylko negatywne sytuacje, gdy ustąpywałem lub ignorowałem wszystko wracało do normy. Tak jak jakaś niesynchroniczność częstotliwości KościółJa. Człowiek jednak musi dostać po tyłku aby w końcu zrozumieć że nie tędy droga i nie pchać się w zaparte tam gdzie nie ma dla mnie drogi. W gruncie rzeczy te wszystkie negatywne rzeczy miały miejsce główne dlatego że robiłem to co nakazywał obyczaj, tradycja, nauki rodziców, dobre wychowanie, to wszystko sprowadzało się do kokonu jakiejś rzeczywistości, która nie należy do mnie i w której nie chcę się znajdować. A tu łup! Cholera przecież świat wygląda zupełnie inaczej, co ja tutaj robię? I masz. Trzeba wszystko poukładać od samego poczatku, to dobrze. Lepiej zacząć teraz niż nie robić nic.

    Komentarz - autor: Rittswood — 4 Styczeń 2011 @ 13:20

  11. Moje ostatnie czytanie fragmentów Nowego Testamentu uświadomiło mi że Jezus z Nazaretu był człowiekiem, jego korzenie mistyczne i droga rozwoju duchowego jest jasna i czytelna, jego przesłanie również, jego zasady moralne i priorytety często są dla mnie kontrowersyjne, posługuje się obowiązującymi wówczas atrybutami wędrownych nauczających rabinów- cudami, uzdrowieniami, przypowieściami, jest dla mnie autentyczne. Dogmaty dziewictwa Jego matki, Jezusa jako syna Boga i ziemianki, proroctwo narodzin Wybawcy-Mesjasza ludzkości od grzechów i poskromiciela znienawidzonej śmierci ,zmartwychwstanie po trzech dobach i dalsze funkcjonowanie w ciele astralnym to reperkusje starych mitów obecnych w wielu kulturach.Dlatego właśnie chrześcijaństwo stało się tak szybko popularną religią uniwersalną wielonarodowościowej społeczności rozpadającego się imperium rzymskiego, Watykan niewątpliwie przejął rzymskie rytuały i kostiumy, ale to nie jest już historia nawiedzonego rabina z Judei, to historia polityki, manipulacji, zachłanności, bezwzględności i hipokryzji.Przekaz Jezusa jest uniwersalny, genialnie aktualny, nie potrzebne tworzenie organizacji, potrzeba ludzi którzy będą wspólnie spożywali posiłki, pili wino i dzielili się chlebem wspominając i analizując szczątki wypowiedzi Jezusa zawarte w 9 ewangeliach i żyli według jego rad. Na marginesie: kiedy Watykan udostępni przywłaszczone i wycofane z obiegu pozostałe ewangelie, one należą do nas, ludzi poszukujących sensu istnienia być może zawartego w mowach i przypowieściach Jezusa, nie do tajnych archiwów papieskich.

    Komentarz - autor: anna — 6 Styczeń 2011 @ 22:13

  12. Gdyby to udostępili nastapiłby rozpad kościoła. Myślisz że to kiedyś zrobią? Prędzej ktoś ze strazników podejmie samobójczą misję i wydobędzie je naswiatło dzienne niż kościół udostepni je wiernym. Chciałbym tego kiedyś doczekać. W mojej rodzinie babcia w zaparte wierzy np. w dobrą misję Rydzyka, wysyłając mu po kilkaset złotych rodznie – a on się z niej śmieje kupując sobie Bentleya. Na ironię nie jestem jej w stanie wytłumaczyć że to prawda i że ten samochód kosztuje majątek – jak na człowieka duchownego lubi się otaczac materią. Nie potrafi przyjąć do wiadomości że jest oszukiwana, jak zatem mogłaby przyjąć fakt że życie i śmierć Jezusa wyglądały zupełnie inaczej? Najgorsze jest to że nikt z mojego otoczenia nie może zrozumieć mojego zachowania. Że nie potrzebuję mediatora w postaci księdza, spowiedzi i postepowania wg. przykazań. Zasadniczo dla innych jestem potepiony. Modlą się za mnie, a ja sobie tego nie życzę i tego też nie potrafią uszanować. Wg. innych świat nadal jest płaski nawet gdyby go mieli obejść pieszo w około to zawsze można znaleźć na to wytłumaczenie – bo wierzę że jest płaski.

    Komentarz - autor: Rittswood — 6 Styczeń 2011 @ 23:51


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: