PRACowniA

7 grudnia 2010

WikiLeaks służy izraelskim zamiarom demonizowania Iranu

Joe Quinn
Sott.net
30 listopada 2010

Najwyraźniej musiałem przeoczyć ten doniosły moment, kiedy mass media zmieniły front na antywojenny. Nie ulega wątpliwości, że tak się stało, skoro widzimy, jak WikiLeaks i media łączą siły, aby ujawnić brzydką prawdę o inwazji USA na Irak, i Afganistan, a ostatnio i o tym, co Departament Stanu USA myśli o światowych przywódcach. Bo przecież to właśnie się dzieje, prawda?

Nieprawda.

To co się dzieje? WikiLeaks jest promowana przez media w celu sprzedaży tych samych starych kłamstw, z tą różnicą, że teraz napływają one przyprawione do smaku przez „whistleblowera”, co ma ułatwić ich trawienie. Kłamstwa same w sobie już mnie nie frustrują tak bardzo, jak kiedyś, i potrafię zrozumieć, dlaczego opinia publiczna daje się nabrać, ale muszę przyznać, że jestem rozczarowany tym, jak łatwo trucizna WikiLeaks przełykana jest przez tak wiele rzekomo alternatywnych witryn. Strony takie jak Counterpunch, Global Research, Citizens for a Legitimate Government i Information Clearing House, by wymienić tylko kilka, wszystkie rozpowszechniają historię WikiLeaks bez – jak się wydaje – nawet odrobiny krytycznego myślenia.

Od pierwszego dnia afgańskie – a potem irackie – rejestry wojenne WikiLeaks ujawniły niewiele z tego, jeśli w ogóle cokolwiek, co nie było już wcześniej opublikowane:

To, że USA wykorzystuje grupy płatnych zabójców w Iraku i Afganistanie? Stara wiadomość. Siedem lat temu „The Guardian” poinformował nas nie tylko o tym, że w Iraku działają amerykańskie „oddziałały uderzeniowe”, ale rówież i o tym, że są szkolone przez Izrael! W każdym razie, czy idea, że „grupy uderzeniowe” są wykorzystywane do polowania na złych „talibów” w Afganistanie jest bardziej bulwersująca niż fakt, oficjalnie rozdmuchiwany wzdłuż i wszerz w USA w pierwszej połowie roku, że Obama podpisał ustawę zezwalającą CIA na mordowanie amerykańskich obywateli?

Że USA płaci irackim i afgańskim mediom za przychylne publikacje jest nie tylko starą wiadomością – jest zaledwie połową prawdy! Czyżbyśmy już zapomnieli o „Lincoln Group” i utalentowanym Christianie Baileyu? W 2005 roku Lincoln Group dostała kontrakt na kwotę 100 milionów dolarów na – w asadzie – przejęcie kontroli nad całymi irakijskimi mediami [tu i tu coś na ten temat po polsku] za pośrednictwem własnych “irackich” publikacji i monopolizacji irackiego przemysłu reklamowego. O wszystkich tych szczegółach można było przeczytać w oficjalnych mediach, które jednak nie zrobiły nic, aby zatrzymać tę niekończącą się fałszywą „wojnę z terroryzmem”. Dlaczego więc zachęca się nas do oczekiwania, że dokumenty WikiLeaks, które dostarczają tych samych informacji, przyniosą lepszy rezultat? Czy dlatego, że te szczegóły zostaną wkrótce puszczone w niepamięć (znowu), podczas gdy inne, strategicznie ważniejsze, będą powtarzane do znudzenia?

Julian Assange i WikiLeaks wspierają fałszywe oszacowania ilości irackich ofiar śmiertelnych

Że Stany Zjednoczone zabiły tysiące niewinnych cywilów w Iraku i Afganistanie? Stara wiadomość. W rzeczywistości, dokumenty WikiLeaks potwierdziły znacznie zaniżone dane na temat ofiar śmiertelnych w Iraku i Afganistanie, podawane przez zdyskredytowaną organizację Irak Body Count, zamiast wykorzystać o wiele bardziej realistyczne oszacowanie w liczbie niemal 1,5 mln ofiar (w Iraku), dokonane przez Just Foreign Policy.

Ale spieranie się o liczbę zmarłych muzułmanów i tak nie jest w obecnych czasach ważne, w końcu to tylko muzułmanie, a nie prawdziwi ludzie, a poza wszystkim innym, odsłonięcie przez mass media występków USA w Iraku i Afganistanie jest samo w sobie nie taką znowu złą rzeczą. Gdyby WikiLeaks na tym poprzestała, z wielką radością przyklasnąłbym tajemniczemu panu Assange i równie tajemniczemu pochodzeniu jego dokumentów. Ale dokumenty WikiLeaks nie tylko mówią o samowolnym zabijaniu na podbojach wolennych, ale wspierają również kontynuację tych wojen i rozszerzenie ich, zwłaszcza na Iran i Pakistan.

Na przykład afgańskie „rejestry wojenne” oferowały „dowody” na to, że Pakistan pomaga talibom – tak, Pakistan, a nie, jak nas poinformowano, CIA:

Ciągle napływające informacje o zachodnich siłach w Afganistanie, używających swoich helikopterów do przerzucania talibskich bojowników, spotykające się ze zdecydowanym zaprzeczeniem ze strony wojska, podsycają nieufność w stosunku do sił, które mają wprowadzać w tym kraju porządek.

Jedna z takich opowieści pochodzi od żołnierza z 209 Korpusu Shahin Afgańskiej Armii Narodowej, walczącego z narastającą rebelią w prowincji Kunduz, w północnym Afganistanie. W ciągu kilku miesięcy wziął on udział w kilku zacętych bitwach przeciwko zbrojnej opozycji.

Gdy tylko policji i wojsku udało się otoczyć talibów w wiosce dystryktu Qala-e-Zaal, zobaczyliśmy helikoptery lądujące z grupami wsparcia”, powiedział. „Udało im się uratować swoich przyjaciół z naszego okrążenia, a nawet zadać klęskę armii afgańskiej”.

Podsumowanie rejestrów wojennych z Afganistanu, zrobione przez brytyjskiego „Guardiana”:

– Jak tajna „czarna” jednostka sił specjalnych dopada przywódców talibskich w akcji „zabij lub schwytaj” bez procesu.

Jak USA ukrywają dowody, że talibowie weszli w posiadanie śmiertelnych pocisków ziemia-powietrze.

– Jak dowódcy NATO boją się, że sąsiednie kraje, Pakistan i Iran, podsycają powstanie.

– Jak talibowie doprowadzili do nasilenia rzezi poprzez ogromną eskalację ataków z użyciem bomb przydrożnych, które zabiły dotąd ponad 2000 cywilów.

Czy takie rewelacje spowodują poważne problemy dla rządu USA? Wywołają oburzenie opinii publicznej? Czy ludzie, którym przez wiele lat wmawiano, że „talibowie” są potworami, będą wściekli, czy też sekretnie dumni, że „tajna jednostka specjalna dopada talibów” bez procesu?

Czy „rewelacja”, że talibowie mają pociski ziemia-powietrze obali, czy wzmocni zapewnienia rządu Stanów Zjednoczonych, że USA biorą udział w wojnie przeciwko groźnemu wrogowi w Afganistanie? Jakie znaczenie ma to, że koalicja ukryła ten rzekomy „fakt”?

A informacja, że talibowie „znacznie nasilili akcje z bombmi przydrożnymi, zabijając ponad 2000 cywilów” –  jest szkodliwa dla rządu USA, czy jest „dowodem” na to, że USA walczy w Afganistanie o słuszną sprawę?

Kolejna angielska gazeta, która biegła z afgańskimi „rejestrami wojennymi” to NY Times. Najważniejsze ich wiadomości generalnie mówią nam, że:

Pakistańskie służby wywiadowcze wspomagają powstańców, zapewniają raporty

Los placówki bojowej Camp Keating ilustruje wiele przyczyn fiaska wysiłków koalicji: niską liczebność wojsk, niesolidność afgańskich partnerów i narastającą rebelię.

Raporty wojska i wywiadu relacjonują na bieżąco historię wojny w Afganistanie z dogodnego stanowiska wojsk amerykańskich, które walczą i odbudowywują.

Tak więc dzięki WikiLeaks, nieprawdopodobnemu ulubieńcowi mediów, świat został poinformowany, że z „wróg” w Afganistanie jest coraz silniejszy, winni temu są Pakistan i Iran, a dzielni żołnierze amerykańscy są zaangażowani w „odbudowę”!

Ale Pakistan i talibowie nie są głównym obiektem dezinformacji w tych dokumentach. Wraz z coraz większą ilością ujawnianych dokumentów staje się jasne, że w samym środku tej tarczy jest Iran. Pierwsza seria przecieków przyniosła tę oto sensacyjną „rewelację”, opublikowaną przez brytyjski „Telegraph”:

WikiLeaks: jak Iran opracował nowe kamizelki samobójcze przeznaczone do użycia w Iraku przez Al-Kaidę

Wspierane przez Iran siły zaopatrywały powstańców atakujących wojska koalicji i opracowały nowe typy kamizelek do zamachów samobójczych dla Al-Kaidy, według ustaleń opublikowanych przez WikiLeaks.

Tylko w najśmielszych marzeniach podżegacze wojenni w Waszyngtonie i Tel Awiwie mogli życzyć sobie bardziej dla nich korzystnego wycieku „tajnych informacji”.

I tak przechodzimy do najnowszego pakietu dokumentów, ujawnionych zaledwie kilka dni temu. Kiedy czytam ich treść, powiedzenie, że jestem w szoku, byłoby rażącym wyolbrzymieniem mojej reakcji. Mogłem sam je napisać:

WikiLeaks: Iran ‘dostaje północnokoreańskie rakiety, które mogą uderzyć w Europę

Ten, muszę przyznać, jest całkowicie wiarygodny, bo w końcu każdy wie, że kilka lat temu Saddam miał te same możliwości, pamiętacie? Na dobrą sprawę, ta „rewelacja” o zdolności Iranu do zagrożenia Europie jest bardziej wiarygodna niż „ukoloryzowane” twierdzenie z akt irackich, bo przecież ta pochodzi od WikiLeaks – rzetelnej „jak Boga kocham” demaskującej organizacji, nieprawdaż? To znaczy, nie ma żadnej szansy, żeby agenci działający na rzecz rządów USA i Izraela mogli być może użyć takiej organizacji do rozpowszechniania propagandy, prawda?

Czy w społeczności alternatywnych źródeł informacji nie ma nikogo, kto dostrzega, co się tu naprawdę dzieje? Korea Północna dostarczająca rakiety do Iranu, żeby ten zaatakował Europę?! Dokładnie w czasie, kiedy USA i Izrael są zaangażowane w długotrwałe wysiłki demonizowania Iranu w oczach świata, a Stany Zjednoczone mają lotniskowiec stacjonujący przy koreańskim wybrzeżu!? Czy to wszystko miało być tak oczywiste, czy też moja lektura „operacji psychologicznych dla opornych” obdarzyła mnie tak niesamowitym wglądem w to, jak naprawdę działa propaganda polityczna?

Czy ktoś naprawdę wierzy, że fakt, iż ktoś w Departamencie Stanu USA myśli, że Sarkozy jest „nagim cesarzem”, wyrządzi jakąś rzeczywistą szkodę? Czy to miało być tajemnicą? Z pewnością nie jest to tajemnicą dla ponad 60% francuskiego społeczeństwa, które już przed laty otwarcie to stwierdziło. Podobnie „rewelacja” o Berlusconim, „nieudolnym, próżnym i nieskutecznym jako nowoczesny przywódca europejski”? A co z „niedołężnym, megalomanem, psychopatą, pedofilem”, bo to mówią Włosi i większość Europejczyków – czy Departament Stanu USA nie czyta gazet przed kompilacją „tajnych akt” na zagranicznych przywódców?

Wikileaks ujawnia bezsensowne, jawne sekrety o prezydentach i premierach

A co z dyktatorem Korei Północnej, Kim Jong-il? Według tych „niszczących raportów” jest on „sflaczałym staruszkiem”. Miało to spowodować rozdźwięk dyplomatyczny pomiędzy Koreą Północną i Waszyngtonem przed czy po tym, jak USA i ich państwo petenckie, Korea Południowa, zbombardowały Kim i kilka milionów mieszkańców Korei Północnej powróciło do epoki kamienia łupanego? A prezydent Iranu, Ahmadineżad – „Hitlerem”?? Czy ktokolwiek oczekuje, że rząd Obamy będzie chciał to wycofać albo ukryć przed społeczeństwem? A przechodząc do sedna, czy wszyscy cierpimy na zbiorową amnezję? Kto wielokrotnie przedstawiał Iran i jego demokratycznie wybranego przywódcę jako nazistowskie Niemcy i nowego Hitlera? Ktoś wie? Dobra, dostaliście podpowiedź.

Wspomniałem kilka razy o Izraelu. Dlaczego? Oto jeden z powodów, z pierwszej ręki:

Izraelski premier, Benjamin Netanjahu, powiedział, że czuje się zrehabilitowany przez  rewelacje [WikiLeaks] o skali międzynarodowych i arabskich obaw w kwestii Iranu i jego programu nuklearnego. „Izraelowi w ogóle nie zaszkodziły publikacje WikiLeaks” – powiedział Netayahu.

„Dokumenty wskazują wiele źródeł popierających oceny Izraela, w szczególności co do Iranu. Nasz region jest zakładnikiem historii, będących efektem 60 lat propagandy, które przedstawiają Izrael jako największe zagrożenie. W rzeczywistości przywódcy rozumieją, że ten pogląd się zużył. Po raz pierwszy w historii istnieje zgoda co do tego, że Iran stanowi zagrożenie„, powiedział.

Dochodzi do tego fakt, że powszecnie wiadomo, iż Izrael kieruje rozległą i bardzo dobrze zakorzenioną siatką szpiegowską w USA, z niechlubnymi izraelskimi studentami szkół artystycznych włącznie.

W 2005 r. FBI zauważyło na przykład, że Izrael prowadzi w Stanach Zjednoczonych „aktywny program mający na celu gromadzenie informacji zastrzeżonych”. Kluczową metodą Izraela, stwierdza raport FBI, są włąmania do komputerów (computer intrusion).

A co mamy zrobić z dziwnym zbiegiem okoliczności, gdzie z tego samego dnia, kiedy WikiLeaks ujawnia dokumenty, zawierające podstawowe dane na temat irańskiego programu nuklearnego, izraelski Mossad morduje w Teheranie jednego irańskiego fizyka jądrowego, a drugiego rani?

Przy określaniu pochodzenia dokumentów WikiLeaks trzeba sobie zadać jedno pytanie: w czyim interesie leży wywarcie presji na rząd USA – poprzez udostępnienie prasie dokumentów (za pośrednictwem Wikileaks) – i zmuszenie ich do częściowego zniwelowania szkód, jednocześnie przedstawienie Iranu jako największego zagrożenia dla pokoju na świecie? Taki jest bowiem w ostatecznym rozrachunku ogólny efekt dokumentów WikiLeaks. WikiLeaks tak źle wypada w „teście na nos”, że z pełnym przekonaniem sugeruję, iż dokumenty owe mogą nawet nie być oryginalne, a jeśli są, to prawdopodobnie zostały zmienione w taki sposób, by służyły izraelsko-syjonistycznym zamiarom.
– –

Ten artykuł jest przekładem oryginału zamieszczonego w języku angielskim na stronie:

dokonanym przez polskich tłumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.

Materiał ten został opublikowany przez SOTT.NET – projekt Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala się na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz żródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

Reklamy

7 komentarzy »

  1. ” Strony takie jak Counterpunch, Global Research, Citizens for a Legitimate Government i Information Clearing House, by wymienić tylko kilka, wszystkie rozpowszechniają historię WikiLeaks bez – jak się wydaje – nawet odrobiny krytycznego myślenia.”

    Większość takich stron to uśpieni agenci wpływu, są zinfiltrowane przez agentów albo prowadzą je ludzie niedorośli umysłowo.

    Komentarz - autor: Zerohero — 7 grudnia 2010 @ 15:10

  2. @Zerohero
    Myślę, że za bardzo upraszczasz. Akurat te wymienione strony są dość przyzwoite. Każdy ma swoje „ślepe plamki”, a sytuacja z WikiLeaks nie jest bynajmniej prosta.

    Komentarz - autor: iza — 7 grudnia 2010 @ 20:16

  3. Assange wyśmiewa powątpiewanie w 11/9 i deprecjonuje działanie bilderbergów, a dziś przeczytałem: „W wywiadzie dla magazynu Time w tym samym czasie, Assange chwalił Netanjahu jako bohatera przejrzystości i otwartości!”

    http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2010/12/10/wydalo-sie-wikileaks-zrobila-interes-z-izraelem/

    Dodajmy, że od dawna były sygnały, że Julian Assange trzyma wszytsko w wikileaks za buzię. Ludzie tam od niego odeszli bo tępi niezależne myślenie. Przecieki nie są super rewelacją, a czołowe media prześcigają się w chwaleniu wikilekas i robieniu z Assange męczennika.

    Przeoczenie elementarnych faktów to nie jest „ślepa plamka”, a kontrowana opozycja właśnie tak dziala: udaje porządną.

    Komentarz - autor: Zerohero — 11 grudnia 2010 @ 20:00

  4. …bo inaczej nie spełniałaby swojej roli, ludzie by się zorientowali i zbudowali własną – aytentyczną. Cofnę swoje słowa, gdy rzeczone strony chociaż zaprezentują inny punkt widzenia (nie muszą zaraz piętnować Assange, wystarczy, że zatrzymają cenzurę).

    Komentarz - autor: Zerohero — 11 grudnia 2010 @ 20:05

  5. @Zerohero
    Może tak, a może nie. Pytań w tej kwestii ciągle więcej niż odpowiedzi. Nie dość, że nie mamy pojęcia, kto tak naprawdę pociąga za sznurki i co chce osiągnąć, ale nie znamy nawet tych bardziej „przyziemnych” gier i rozgrywek.

    A pomyślałeś o takiej możliwości, że odpuszczenie 9/11 i ten „deal” a raczej – jak się domyślam – zgoda na przeżycie to cena za możliwość kontynuowania misji? Nie twierdzę, że tak jest, ale nie widze jeszcze wystarczających powodów, żeby taką możliwość odrzucić.

    Zapraszam Cię do zapoznania się z „głosem rozsądku” przedstawionym w naszym kolejnym wpisie-przekładzie.

    Pozdrawiam.

    Komentarz - autor: iza — 12 grudnia 2010 @ 00:37

  6. I jeszcze jedno: Zajrzałeś do Timesa? Primo, Times to źrodło kłamstw i rządowej propagandy, więc nie do końca wierzę, że wywiad nie został zmanipulowany. Secundo, oto co w tym opublikowanym wywiadzie Assange powiedział o Netanjahu:

    I can see that there is a tremendous rearrangement of viewings about many different countries. And so that will result in some new kind of harmonization [variant: harm minimization]. And we can see the Israeli Prime Minister [Benjamin] Netanyahu coming out with a very interesting statement that leaders should speak in public like they do in private whenever they can. He believes that the result of this publication, which makes the sentiments of many privately held beliefs public, are promising a pretty good [indecipherable] will lead to some kind of increase in the peace process in the Middle East and particularly in relation to Iran.

    i to:

    Well, I was quoting Netanyahu, who [is] certainly not a naive man.

    Chociaż może się nie podobać, że Assange wspomina Netanjahu w takim kontekście (o ile coś nie zostało wycięte), to jednak nie widzę tu jednoznacznego „chwalenia Netanjahu jako bohatera przejrzystości i otwartości!”.

    Wywiad tutaj: LINK

    Komentarz - autor: iza — 12 grudnia 2010 @ 00:55

  7. @iza: jest cienka linia pomiędzy działaniem pod wpływem takie „dealu” – kiedy jest się jeszcze na granicy autentycznosci, a kiedy nastąpiło „zeszmacenie”. Jak chociażby z Bernatowiczem i jego Nautilusem, który teraz jest strzępem tego co było kiedyś. I również temat 9/11 był dla nich i ich czytelników, że tak powiem „przełomowy”…

    Komentarz - autor: Dominik — 12 grudnia 2010 @ 19:16


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: