PRACowniA

2 Grudzień 2010

Fabrykowanie terroru

Paul Craig Roberts
Sott.net
28 listopada 2010

Dlaczego FBI organizuje fałszywe akcje terrorystyczne?

Ostatnia z nich usidliła w Portland, w stanie Oregon, Osmana Mohamuda, somalijsko-amerykańskiego nastolatka. Na Yahoo News pojawił się artykuł Williama Malla i Nedry Pickler z Associated Press (27-11-2010) pod tytułem „Urodzony w Somalii nastolatek uknuł przeprowadzenie w Oregonie zamachu z samochodem-pułapką”.

Nagłówek jest mylący, bowiem z relacji AP wynika, że była to akcja zorganizowana przez agentów federalnych. W drugim zdaniu artykułu czytamy: „Bomba była wymyślną fałszywką, dostarczoną przez agentów [FBI], i społeczeństwu nic nie groziło – powiedziały władze”.

Nastolatkowi dostarczono fałszywą bombę i fałszywy detonator.

Trzy zdania dalej dziennikarze przeczą cytowanym władzom, cytując agenta specjalnego Arthura Balizana, szefa FBI w Oregonie: „Zagrożenie było bardzo realne”.

Następnie dziennikarze zaprzeczają słowom Balizana: „Rzecznik Białego Domu, Nick Shapiro, powiedział w sobotę, że prezydent Barack Obama wiedział o operacji FBI przed piątkowym aresztowaniem. Według Shapiro, Obama został zapewniony, że FBI w pełni kontroluje operację, a obywatelom nic nie grozi”.

Następnie Shapiro przeczy sam sobie, oświadczając: „Wydarzenia z ostatnich 24 godzin podkreślają konieczność zachowania czujności wobec terroryzmu w kraju i zagranicą”.

Historia osiąga punkt kulminacyjny w iście kafkowskim stylu, kiedy prezydent Obama dziękuje FBI za rzetelność w ocaleniu nas od fałszywej akcji sfabrykowanej przez FBI.

Po niezdecydowaniu co do tego, czy relacjonują prawdziwy zamach, czy zaaranżowany, dziennikarze opowiedzieli się ostatecznie za orkiestracją. Dokumenty przedstawione przez prokuratora Dwighta Holtona „ujawniają, że działania zmierzające do przyskrzynienia ofiary rozpoczęły się w czerwcu”. Oczywiście, namierzony nastolatek z Portland nie palił się do tego. FBI musiało pracować nad nim przez sześć miesięcy. Dziennikarze przyrównują „zasadzkę w Portland” do niedawnego aresztowania w Wirginii Faroque’a Ahmeda, usidlonego podczas „akcji bombowej, która była pułapką zastawianą przez urzędników federalnych przez ostatnich sześć miesięcy”.

Pomyślcie o tym. FBI pracowało przez rok, żeby przekonać dwie osoby do udziału w fałszywych akcjach.

Jeśli niezbyt bystrego kolesia zaczepiają jacyś twardziele podający się za członków Al-Kaidy i chcą, żeby im pomógł w operacji terrorystycznej, może on bać się powiedzieć „nie”, ale może też być podekscytowany perspektywą udziału w blowbacku*, jaki dotknie amerykańskie społeczeństwo, któremu obojętna jest rzeź dokonywana przez ich rząd na ludności kraju jego pochodzenia. Niezależnie od tego, jak osaczona w ten sposób ofiara się poczuła, jest mało prawdopodobne, że gdyby FBI nie skaptowało go do akcji, człowiek ten zrobiłby kiedykolwiek coś więcej poza gadaniem. W innych przypadkach, do udziału w fałszywych akcjach FBI przyciąga ludzi pieniędzmi.

[*Blowback w języku wywiadowczym oznacza niezamierzone, ciężkie konsekwencje tajnej operacji doświadczane przez ludność cywilną agresora. Dla obywateli takie konsekwencje wydają się „przypadkowym” aktem politycznej przemocy, pozbawionym jakiejś konkretnej, bezpośredniej przyczyny, a to dlatego, że ludność – w imieniu której agencja wywiadowcza działała — jest nieświadoma owych tajnych ataków, które sprowokowały odwet. W szczególności, blowback oznacza brutalne konsekwencje — przedstawiane przez krajowe i międzynarodowe massmedia jako fakt medialny, podczas gdy sprawca, czyli agencja wywiadowcza, ukrywa swój udział i odpowiedzialność poprzez manipulację mediami. Generalnie, blowback oznacza luźno wszelkie konsekwencje dowolnego aspektu jakiejś tajnej operacji, jest więc synonimem konsekwencji — odwetu ofiar ataku na ludności cywilnej agresora, odpowiedzialni bowiem za operację polityczni i wojskowi przywódcy są poza zasięgiem ofiary. – na podstawie Wikipedii]

Przypominam sobie tylko jedną krajową „akcję terrorystyczną” od czasu 9/11, która nie była w oczywisty sposób zorganizowana przez FBI. Była to „akcja Times Square”, kiedy to Faisal Shahzad przyznał się do próby odpalenia bomby w samochodzie na Manhattanie. Ta akcja jest jednak również podejrzana. Mogłoby się wydawać, że prawdziwy terrorysta miałby raczej prawdziwą bombę, a nie dymną.

W swoim artykule, zamieszczonym 19 maja 2009 (i przypomnianym 27 listopada 2010) na stronie Sott.net, Joe Quinn zebrał część takich fałszywych akcji, których autorstwo zostało ustalone bądź to przez wymuszone torturami wyznania, bądź przez bojaźliwą i ignorancką ławę przysięgłych. Rząd USA dostarcza operację i oskarżonego, którego torturuje, aż ten się przyzna, lub też fabrykuje sprawę i przekazuje ją ławnikom, którzy wiedzą, że nie będą mogli spojrzeć w oczy sąsiadom, jeśli wypuszczą kogoś, kogo media okrzyknęły „terrorystą”.

Być może najbardziej oczywistym z tych przypadków jest „Miami siedem” [czerwiec 2006] – nieszczęsna grupa chrześcijańsko-syjonistyczno-muzułmańska, nazywająca siebie „Sea of David”, żyjąca cicho w magazynach na Florydzie i oczekująca biblijnego końca świata. Przyszło FBI podając się za al-Kaidę i zaoferowało jej 50.000 dolarów oraz ceremonię zaprzysiężenia na członków Al-Kaidy.

FBI powiedziało grupie, że trzeba wysadzić wieżowiec Sears Tower w Chicago i trochę budynków rządowych. Szczery reporter z Knight Ridder powiedział: „Departament Sprawiedliwości (sic) ujawnił aresztowania na zaaranżowanych konferencjach prasowych w dwóch miastach, jednak powaga oskarżeń w porównaniu z wyraźnie amatorskim charakterem grupy wzbudziła obawy wśród libertariańskiej ludności”, która zauważyła, że grupa nie miała „żadnej broni, żadnych materiałów wybuchowych”.

Departament Sprawiedliwości (sic) i uległe media zrobiły wielkie halo z „wojskowych butów” noszonych przez tych nieszczęsnych „spiskowców”, ale to FBI kupiło im te buty.

Najcięższym dowodem przeciwko nieszczęsnej grupie było to, że zrobiła ona zdjęcia „celów” na Florydzie, ale to rząd USA wyposażył ją w aparaty fotograficzne.

Rząd USA wypożyczył nawet dla tych naiwniaków samochody z wypożyczalni, żeby mogli pojechać w wyznaczone miejsca i porobić zdjęcia.

Okazuje się, że grupa chciała jedynie wyciągnąć tych 50.000 dolarów, ale amerykańscy ławnicy i tak ich skazali.

Kiedy rząd Stanów Zjednoczonych musi się tak starać, aby z nieszczęsnych ludzi zrobić „terrorystów”, niewiątpliwie służy to jakiemuś celowi. Co to może być za cel?

Otóż jest ich wiele. Jeden z nich to uzasadnienie agresywnych wojen, które są zbrodniami wojennymi zgodnie ze standardem norymberdzkim, wypracowanym przez sam rząd USA. Jednym ze sposobów uniknięcia oskarżeń o zbrodnie wojenne jest stworzenie aktów terroryzmu, które uzasadnią czystą agresję na „kraje terrorystyczne”.

Następnym celem jest stworzenie państwa policyjnego. Państwo policyjne może znacznie łatwiej niż demokracja, obdarzona konstytucyjnymi swobodami obywatelskimi, kontrolować ludzi, którzy sprzeciwiają się zubażaniu ich na rzecz superbogaczy.

Kolejnym celem jest wzbogacenie się. Akcje terrorystyczne, czy to prawdziwe, czy też zaaranżowane, stwarzają rynek na środki bezpieczeństwa. Michael Chertoff, były szef Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego Stanów Zjednoczonych (Homeland Security), także obywatel Izraela, jest lobbystą reprezentującym Rapiscan – producenta prześwietlających całe ciało porno-skanerów, które po historii z „bieliźnianym zamachowcem” zapełniają teraz amerykańskie lotniska. Departament Bezpieczeństwa Krajowego ogłosił, że zamierza zakupić porno-skanery, aby wyposażyć w nie pociągi, autobusy, metra, budynki sądowe, a także imprezy sportowe. Jak mogłyby im umknąć centra handlowe i drogi? Ostatnio na autostradzie Interstate 20 na zachód od Atlanty ciężarówki musiały przejeżdżać przez podobne urządzenie. Wszyscy zapomnieli, że bieliźniany zamachowiec nie miał wymaganych dokumentów, a w drodze na pokład samolotu był eskortowany przez urzędnika.

© Unknown - Węże w garniturach: były szef Bezpieczeństwa Krajowego Chertoff i były Prokurator Generalny, Gonzalez

„Wojna z terroryzmem” dostarcza kilku dobrze powiązanym osobom okazji do ogromnego wzbogacenia się. Jeśli dzięki nim Amerykanie skończą w państwie policyjnym trzeciego świata, oni będą się świetnie bawić w Gstaad.

I to pomimo faktu, że każdy człowiek na świecie wie, że to nie karmiące matki, dzieci, ludzie starsi z chodzikami i na wózkach inwalidzkich, członkowie Kongresu, członkowie armii, zakonnice, i tak dalej, są członkami Al-Kaidy spiskującymi w celu wniesienia na pokład bomby w swojej bieliźnie, butach, szamponie i kremie do twarzy.

W istocie, bomby na pokładzie samolotów trafiają się rzadko.

Czy to możliwe, że rząd USA potrzebuje ataków terrorystycznych w celu całkowitego unicestwienia konstytucji Stanów Zjednoczonych? 24 listopada National Public Radio nadało reportaż Diny Temple-Raston: „Urzędnicy administracji szukają możliwości kodyfikacji przetrzymywania ludzi bez procesu i oczekują na odpowiednie ustawodawstwo, które ma wyjść z Kongresu na początku przyszłego roku”. Oczywiście, prawo nie wyjdzie Kongresu. Będzie napisane przez Departament Bezpieczeństwa Krajowego i Sprawiedliwości (sic). Nieudolny Kongres jedynie je podpieczętuje.

Wymazanie Habeas Corpus – najpotrzebniejszego i najważniejszego aktu służącego ochronie wolności, jaki kiedykolwiek został zinstytucjonalizowany w przepisach prawa i nadrzędnej konstytucji, stało się dla rządu Stanów Zjednoczonych koniecznością, ponieważ ławnicy mogliby uniewinnić domniemanego lub pozorowanego „terrorystę”, czy wrobionego człowieka, któremu rząd USA oświadczył przed rozprawą, że będzie na zawsze zatrzymany w nieokreślonym areszcie, nawet jeżeli sąd USA go uniewinni. Prokurator generalny Stanów Zjednoczonych oświadczył, że każdy „terrorysta”, którego postawi przed sądem, a który będzie uniewinniony przez ławę przysięgłych, pozostanie w areszcie bez względu na werdykt. Takie wydarzenie ujawniłoby zupełne bezprawie amerykańskiej „sprawiedliwości”.

Stany Zjednoczone Ameryki – to „miasto na wzgórzu”, „światło na Ziemi” – stały się nazistowskimi Niemcami. W zwyczaju gestapo leżało ignorowanie wyroków sądowych i wykonywanie egzekucji lub trzymanie w nieskończoność w obozach oczyszczonych z zarzutów pozwanych. Reżim Obamy spełnia marzenie Dicka Cheneya wprowadzając ustawodawstwo legalizujące zatrzymania na czas nieokreślony. Prawo amerykańskie wpadło do lochów ciemnego średniowiecza.

Ta polityka hitlerowskiego Gestapo jest obecnie zadeklarowaną polityką amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości (sic).

Każdy, kto uważa, że Stany Zjednoczone są wolnym społeczeństwem, gdzie ludzie mają swobody, „wolność i demokrację” jest niedoinformowany.

– –

Paul Craig Roberts był zastępcą sekretarza skarbu w czasie pierwszej kadencji prezydenta Reagana. Był też redaktorem „Wall Street Journal”. Dr Roberts posiada wiele tytułów honorowych w takich instytucjach jak Hoover Institution, Stanford University, William E. Simon Chair w Center for Strategic and International Studies, Georgetown University. Został uhonorowany francuskim orderem Legii Honorowej przez prezydenta Francji Francois Mitterranda. Jest autorem kilku książek, w tym: War of the Worlds: How the Economy was Lost, Supply-Side Revolution: An Insider’s Account of Policymaking in Washington, Alienation and the Soviet Economy, Meltdown: Inside the Soviet Economy, oraz współautorem (z Lawrencem M. Strattonem) książki The Tyranny of Good Intentions: How Prosecutors and Bureaucrats Are Trampling the Constitution in the Name of Justice.
– –

Ten artykuł jest przekładem oryginału zamieszczonego w języku angielskim na stronie:

dokonanym przez polskich tłumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.

Materiał ten został opublikowany przez SOTT.NET – projekt Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala się na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz żródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

2 komentarzy »

  1. Mam pytanie poza tematem, z którego płynące wnioski dla mnie są oczywistością.
    Iza dlaczego quantumfuture.net jest tak rzadko aktualizowana?
    Już nikomu nie chce sie tłumaczyć z ang. na pol.?

    Komentarz - autor: witam — 3 Grudzień 2010 @ 21:44

  2. @Witam
    Mogę mówić za siebie – niestety, nie starcza mi czasu. Tłumaczę z doskoku kolejny rozdział Fali, ale jest baaardzo długi, a czasu tyle co nic. Jest trochę przetłumaczonego tekstu z „Secret History”, ale przekład wymaga korekty przed opublikowaniem – znowu kwestia czasu. A chętnych do pomocy – tylu „co na lekarstwo”.

    Komentarz - autor: iza — 5 Grudzień 2010 @ 23:47


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: