PRACowniA

28 Listopad 2010

Smród amerykańskiej hipokryzji

Paul Craig Roberts
Sott.net
15 listopada 2010

Dziesięć lat rządów reżimu Busha i Obamy to okres upadku rządów prawa w Stanach Zjednoczonych. Czy amerykańskie media relacjonują tę złowrogą i niezwykłą historię? Nie, amerykańskie media pochłonięte są rządami prawa w Birmie (Myanmarze).

Reżim wojskowy rządzący w Birmie zwolnił właśnie z aresztu domowego prodemokratyczną przywódczynię, Aung San Suu Kyi. Amerykańskie media skorzystały z tej okazji, by dobrać się Birmie do skóry za brak praworządności w tym państwie. Gorąco popieram tę odważną panią, ale prawdę powiedziawszy, Ameryka „wolności i demokracji” potrzebuje jej znacznie bardziej niż Birma.

Nie jestem ekspertem w sprawach Birmy, ale o ile dobrze rozumiem, rządowi wojskowemu zarzuca się, że nie jest on odpowiedzialny przed prawem. Tego typu reżim zachowuje się tak, jak mu odpowiada, i wydaje edykty wspierające jego zamiary. Rządowi Birmy można zarzucać, że nie ma tam rządów prawa, ale nie można mu zarzucać, że swoje prawo ignoruje. Może nam się nie podobać, co robi rząd Birmy, ale ściśle mówiąc, nie zachowuje się niezgodnie z prawem.

Dla kontrastu, rząd Stanów Zjednoczonych twierdzi, że jest rządem prawa – a nie ludzi – ale gdy władza wykonawcza łamie ograniczające ją przepisy, to osoby za to odpowiedzialne nie są rozliczane ze swoich działań przestępczych. Jako że odpowiedzialność jest istotą państwa prawa, brak odpowiedzialności oznacza brak rządów prawa.

Lista działań przestępczych prezydentów Busha i Obamy, wiceprezydenta Dicka Cheneya, CIA, NSA, amerykańskich sił zbrojnych i innych ramion rządu jest długa i wciąż rośnie. Na przykład, zarówno prezydent Bush, jak i wiceprezydent Dick Cheney naruszali amerykańskie i międzynarodowe przepisy przeciwko torturom. Na niedawne przyznanie się Busha do zaaprobowania tortur, Amnesty International i American Civil Liberties Union odpowiedziały wezwaniem do wszczęcia śledztwa w sprawie jego zbrodni.

W liście do Prokuratora Generalnego, Erica Holdera, ACLU przypomniało amerykańskiemu Departamentowi Sprawiedliwości (sic), że „naród oddany idei rządów prawa nie może tak po prostu zignorować dowodów na to, że najwyżsi rangą przywódcy usankcjonowali tortury”.

Rob Freer z Amnesty International powiedział, że przyznanie się Busha „do sankcjonowania aktów, które w świetle prawa międzynarodowego są torturami” i są „zbrodnią w świetle prawa międzynarodowego”, nakłada na rząd USA „obowiązek przeprowadzenia śledztwa i postawienia winnych przed sądem”.

ACLU i Amnesty International nie chcą tego przyznać, ale rząd USA zarzucił swoje zaangażowanie w rządy prawa dziesięć lat temu, kiedy na podstawie kłamstw i oszustwa USA rozpoczęły jawną napaść – zbrodnię wojenną według standardu norymberdzkiego – na Afganistan i Irak.

Pogarda rządu USA dla praworządności posunęła się o kolejny krok, kiedy prezydent Bush złamał ustawę o inwigilacji zagranicznych służb wywiadowczych (Foreign Intelligence Surveillance Act) i nakazał Agencji Bezpieczeństwa Narodowego ominąć sąd FISA* i szpiegować Amerykanów bez nakazu. New York Times domaga się należytego stosunku Birmy do praworządności, ale kiedy jakiś  patriota wyjawił “Timesowi”, że Bush narusza prawo USA, redaktorzy “Timesa” zatrzymali ten wyciek dla siebie na okres jednego roku, aż Bush został bezpiecznie wybrany na kolejną kadencję.

[* sąd FISA, Foreign Intelligence Surveillance Act Court, FISC – sąd federalny, którego nazwa pochodzi od uchwalonej w 1978 roku ustawy powołującej tę instytucję sądową.]

Holder, oczywiście, nie będzie próbował pociągnąć Busha do odpowiedzialności za przestępstwo stosowania tortur. Rzeczywiście, zastępca prokuratora John Durham właśnie zwolnił CIA z odpowiedzialności za przestępstwo zniszczenia dowodów w postaci taśm wideo z nagraniami nielegalnego stosowania przez rząd USA tortur wobec więźniów, co jest przestępstwem zgodnie z prawem USA.

W lutym Cheney powiedział w programie “This Week” stacji ABC, że jest wielkim zwolennikiem waterboardingu (podtapiania). Prawodawstwo Stanów Zjednoczonych zawsze traktowało podtapianie jako tortury. Rząd USA przeprowadził egzekucję [kilku] Japończyków za podtapianie amerykańskich jeńców wojennych w czasie II Wojny Światowej. Ale Cheney uciekł od odpowiedzialności, co oznacza brak praworządności.

Biuro wiceprezydenta Cheneya kierowało także akcją ujawnienia tajnej agentki CIA, co jest poważnym przestępstwem. Jednak Cheneyowi nic się nie stało, a podwładny, który trafił za kratki, miał złagodzony przez prezydenta Busha wyrok.

Prezydent Obama sam stał się zamieszany w zbrodnie swego poprzednika poprzez odmowę egzekwowania rządów prawa. W istocie, swojej przestępczości Obama przewyższył Busha. Bush jest prezydentem pozasądowych tortur, pozasądowego przetrzymywania, pozasądowego szpiegostwa i zamachu na prywatność, ale Obama prześcignął Busha. Obama jest prezydentem pozasądowego morderstwa.

Obama nie tylko narusza suwerenność sojusznika Ameryki, Pakistanu, wysyłając drony i oddziały sił specjalnych do mordowania pakistańskich cywilów, ale dodatkowo ma listę amerykańskich obywateli, których zamierza zamordować bez zatrzymania, przedstawienia dowodów, procesu i wyroku.

Najdonioślejszą zmianą wprowadzoną przez Obamę jest zapewnienie władzy wykonawczej prawa do zamordowania kogo tylko chcą, bez żadnej ingerencji ze strony USA i prawa międzynarodowego. Takiego kryminalnego rządu, jak rząd Obamy, świat nie widział od czasów Józefa Stalina i Hitlera.

8 listopada amerykański Departament Sprawiedliwości (sic) powiedział sędziemu federalnemu, Johnowi Batesowi, że decyzja prezydenta Obamy mordowania obywateli amerykańskich jest jednym z „najbardziej podstawowych uprawnień prezydenta”. Ponadto – oznajmił Depatament Sprawiedliwości (sic) – zabójstwo obywateli amerykańskich jest „kwestią polityczną”, która nie podlega kontroli sądowej.

Innymi słowy, sądy federalne istnieją w jednym tylko celu – aby z pogwałceniem reguł dawać organom wykonawczym przyzwolenie na działanie.

Prawdę mówiąc, więcej sprawiedliwości jest w Birmie z jej wojskowym reżimem, niż w USA. Reżim wojskowy osadził Aung San Suu Kyi w areszcie domowym w jej własnym domu.

Reżim wojskowy nie wtrącił jej do lochów, nie gwałcił i nie torturował na podstawie fałszywych zarzutów z zatrzymaniem na czas nieokreślony bez nakazu. Co więcej, wojskowi „tyrani” uwolnili ją – albo na znak dobrej woli, albo też pod naciskiem międzynarodowych organizacji praw człowieka, czy też z obydwu tych powodów.

Gdyby tak porównywalna dobra wola istniała w rządzie USA lub presja międzynarodowych ugrupowań praw człowieka była w Ameryce podobnie silna jak w Birmie…

Niestety, w Ameryce twardziele typu macho zatwierdzają wirtualne obszukiwanie swoich żon i córek za pomocą skanerów całego ciała i obmacywanie krzyczących z przerażenia trzylatków przez bandytów TSA.

W przeciwieństwie do Birmy, gdzie o prawa człowieka walcay Aung San Suu Kyi, w Ameryce ludzkie podporządkowuje się totalnej inwazji na ich prywatność i całkowitemu unicestwieniu swobód obywatelskich z tej jednej przyczyny, że obumarły im mózgi i wierzą bez żadnych dowodów, że są na łasce „terrorystów” z bardzo odległych krain, bez armii, marynarki i sił powietrznych, uzbrojonych tylko w AK-47 i improwizowane urządzenia wybuchowe.

Populacja ignorantów z „Wielkiego Amerykańskiego Supermocarstwa”, pogrzebana w strachu sianym przez Ministerstwo Prawdy, przyzwoliła na całkowite unicestwienie Konstytucji Stanów Zjednoczonych i swoich swobód obywatelskich.

Stado takie jak to nie znajdzie szacunku w żadnym miejscu na ziemi.

Część 2

Paul Craig Roberts
Sott.net
19 listopada 2010

W poprzedniej części „The Stench of American Hypocrisy” zauważyłem, że amerykańscy urzędnicy i media odnoszą się wzgardliwie do kwestii rządów prawa w Birmie, w czasie kiedy rządy prawa w Stanach Zjednoczonych niepostrzeżenie upadają. Amerykanów cieszy obwinianie innych narodów za amerykańskie grzechy. Rzeczywiście, hipokryzja stała się cechą charakterystyczną Stanów Zjednoczonych.

Hipokryzja w Ameryce tak jest teraz tak powszechna, że już się jej nie zauważa. Weźmy gwiazdę futbolu, Michaela Vicka. W ostatnim meczu Vick zdobył sześć przyłożeń, całkowicie dominując boisko. Jego występ przyniósł mu ponowną falę uwielbienia, a National Public Radio zastanawiało się, czy publiczność sportowa nie powinna zachować ostrzejszej postawy wobec oprawcy psów, który za organizowanie walk psów spędził w więzieniu 1,5 roku.

Oczywiście nie pochwalam znęcania się nad zwierzętami. Ale gdzie jest oburzenie z powodu torturowania ludzi prez rząd Stanów Zjednoczonych? Jak to możliwe, że rząd potrafi wsadzić człowieka do więzienia za torturowanie psów, ale przymyka oko na torturowanie ludzi przez członków rządu?

Zgodnie z prawem USA i prawem międzynarodowym torturowanie ludzi jest przestępstwem, ale federalny wymiar sprawiedliwości przymyka oko, a nawet zezwala na wykorzystywanie w sądach i trybunałach wojskowych fałszywych zeznań wyciągniętych za pomocą tortur do skazania torturowanych na dodatkowe lata więzienia w oparciu jedynie o wymuszone na nich przyznanie się do winy.

Porównajcie, na przykład, jak Vick traktował psy, z tym, jak obszedł się rząd Stanów Zjednoczonych z kanadyjskim nastoletnim żołnierzem, Omarem Khadrem. Khadr miał 15 lat, kiedy w 2002 r. został schwytany w Afganistanie jako jedyny ocalały ze strzelaniny i nalotu na pozycje talibów. Był bliski śmierci, z poranionymi oczami i ramieniem i dwoma postrzałami w plecy. Amerykanie oskarżyli chłopca o rzucenie granatu podczas starcia wojskowego, które doprowadziło do śmierci amerykańskiego żołnierza.

© NA - - Omara Khadra

Ponieważ nie było świadków oskarżenia, Khadra zmuszono do uległości torturami. Był bity, pozbawiano go snu, zostawiono wiszącego z ramionami skutymi nad głową, zakładano mu kaptur i szczuto psami. “National Post of Kanada” (06 listopada 2010) donosi: „Jego główny śledczy w Bagram przyznał się do powiedzenia nastolatkowi, że jeśli nie będzie współpracował, zostanie wysłany do więzienia w USA, gdzie umrze w wyniku zbiorowego gwałtu dokonanego na nim przez Murzynów”.

Pomimo tego i innych dowodów potwierdzających, że Khadr został przymuszony przez tortury do przyznania się, że zabił amerykańskiego żołnierza podczas wymiany ognia, w której Khadr niemalże zginął, amerykański sędzia wojskowy płk Patrick Parrish orzekł, że „wyznanie” zostało złożone przez Khadra z wolnej woli i może zostać wykorzystane w sądzie do skazania go.

Oskarżenia postawione Khadrowi są wymysłem. Nie wiemy, czy Khadr walczył, czy też po prostu znalazł się w miejscu, które zaatakowali  Amerykanie.

Khadr jest oskarżony o „zabójstwo z naruszeniem prawa wojennego”. Takie przestępstwo nie istnieje. Nie sądzi się żołnierzy z wrogich sobie obozów za zabijanie się nawzajem. Jako że Amerykanie wzięli „przestępstwo” Khadra z sufitu, potrzebowali oczywiście przyznania się do winy. Tuż przed „rozprawą” Amerykanie powiedzieli mu, że jeśli nie przyzna się do winy i uniknie skazania, zatrzymają go na nieokreślony czas w obozie tortur jako wrogiego bojownika.

Jest to zachowanie w stylu hitlerowskich Niemiec. Kiedy niemieckie sądy zwalniały ofiary nazizmu z fałszywych oskarżeń, oczyszczonych oskarżonych przechwytywało po opuszceniu sądu gestapo i wysyłało ich do obozów lub więzień.

W ostatniej chwili pojawiły się nowe oskarżenia, wyciągnięte z rękawa w celu przeciągnięcia nieistniejącej sprawy przeciwko Khadrowi. Został zmuszony do przyznania się do zabicia dwóch afgańskich żołnierzy i do zrzeknięcia się prawa do oskarżenia strażników więziennych o torturowanie go. Płk Parrish wielokrotnie podkreślał w sądzie, że Khadr przyznał się do winy dobrowolnie. Innymi słowy, Parrish kłamał w sądzie, przedstawiając wymuszone zeznanie jako „złożone z wolnej woli”. To typowe dla amerykańskich prokuratorów.

W mocnym artykule pt.”Stalin byłby dumny” “National Post of Canada” pisze: „Tak naprawdę był to proces pokazowy… Mogli mu kazać przyznać się, że 11 września pilotował jednocześnie wszystkie cztery porwane samoloty, a on by to zrobił”.

Następnie “National Post” mówi, że stalinowskie metody tortur, na których inspirowane są standardowe procedury operacyjne w Abu Ghraib, Bagram, Guantanamo i tajnych więzieniach CIA (ang. – black sites), nie miały za zadanie wyciągnięcia prawdy. Miały produkować fałszywe zeznania”.

Amerykanie potrzebują fałszywych zeznań w celu utrzymania strachu przed terrorystami wśród oszukanej ludności i w celu zatuszowania zbrodni rządu USA, jaką są tortury.

Jeśli jakaś sprawa może być jeszcze gorsza, to jest nią przypadek młodej, wykształconej amerykańskiej neurolog, dr Aafii Siddiqui. Przeczytajcie relację Yvonne Ridley w “Cage Prisoners” z 12 lutego 2010 roku.

Siddiqui została porwana wraz z trójką swoich dzieci. Siddiqui była torturowana i maltretowana przez Amerykanów i ich pakińskie marionetki po prostu dlatego, że Khalid Sheikh Mohammed – według Wikipedii wuj jej drugiego męża – wymienił jej nazwisko podczas jednego ze 180 podtapiań. Przypomina mi to wyznania radzieckich dysydentów, że gdy byli torturowani przez KGB, starali się podawać władzom zapamiętane z nagrobków nazwiska, a jeśli nie mogli sobie takich przypomnieć, podawali pierwsze z brzegu, jakie przyszły im do głowy.

Los dzieci Siddiqui jest wciąż nieznany. Kiedy Siddiqui była w areszcie, została postrzelona w brzuch przez amerykańskiego żołnierza, rzekomo po tym, jak udało jej się użyć jego karabinu i skierować go na niego. Ta absurdalna historia wystarczyła, by sędzia federalny Richard Berman skazał ją na 86 lat więzienia za napaść z bronią w ręku i próbę zabicia personelu USA. Oczywiście Berman wie, za co mu płacą, i tym czymś nie jest sprawiedliwość.

Uwięziliśmy Michaela Vicka, bo torturował psy. Ale urzędnicy Departamentu Sprawiedliwości (DOJ), John Yoo i Jay Bybee, w ścisłej współpracy z Białym Domem George’a W. Busha i biurem wice premiera Dicka Cheneya, sfabrykowali argument, że amerykańskie i międzynarodowe przepisy przeciwko torturom nie stosują się do prezydenta USA. Urząd odpowiedzialności zawodowej DOJ stwierdził, że Yoo i Bybee naruszyli standardy zawodowe. Jednak urzędnik DOJ, David Margolis, osłabił oskarżenie do „wykazania się słabym rozeznaniem” i to pomimo faktu, że Yoo rzeczywiście potwierdził przed dochodzeniowcami z Urzędu Odpowiedzialności Zawodowej, że uprawnienia Busha jako zwierzchnika armii zapewniły Bushowi prawo do wydania jednostronnego rozkazu dokonania masowego mordu na ludności cywilnej, bez odwoływania się do prawa.

Sprawa Vicka nie skończyła się ugodą na „słabe rozeznanie sytuacji”. Według amerykańskiego “prawa”, torturowanie psów jest większą zbrodnią niż torturowanie ludzi.

W USA, jeśli torturujesz psa, idziesz do więzienia, ale jeśli jesteś członkiem rządu, możesz dać zielone światło stosowaniu tortur, a w nagrodę zostaniesz mianowany profesorem prawa na „liberalnym” Uniwersytecie Kalifornia w Berkeley (Yoo) lub sędzią federalnym (Bybee).

Przy tak wielu znanych organom wykonawczym przestępcach przebywających na wolności, co robią przedstawiciele lobbystów, aka Kongresu USA? Ostro krytykują Charlesa Rangela, czarnego Kongresmena z Harlemu.

Co zrobił Rangel? Czyżby pozwolił sobie na jeszcze gorsze tortury, gwałty i morderstwa niż urzędnicy organów wykonawczych? Nie. Rangel pomógł szkole zdobyć fundusze, a że szkoła zamierzała nadać sobie jego imię, Rangel „skorzystał osobiście” na wykorzystaniu swego stanowiska do pomocy szkole w zebraniu pieniędzy. Rangel również dopuścił się innego ciężkiego przestępstwa. Korzystał z mieszkania w Nowym Jorku, przeznaczonego tylko na biuro kampanii. Rangel również nie zapłacił podatku dochodowego od wynajmu budynku wielomieszkaniowego w Republice Dominikany – prawdopodobnie nieznacznej kwoty, której 80-letni mężczyzna zagoniony w swojej wymagającej pracy mógł nie być świadomy.

Z uwagi na te „poważne przestępstwa” Komisja Etyki Izby Reprezentantów uznała, że Rangel ją skompromitował.

Powiedzcie sami, naprawdę, co może mieć jeszcze mniej istotne konsekwencje niż występki Rangela? Mamy Kongres, kupiony i opłacany przez lobbystów, którego każdy głos określony jest przez lobbystów poprzez składki na kampanie, przynoszące korzyści finansowe Reprezentantom i Senatorom. Ale Rangel jest winny, bo pomógł szkole zebrać pieniądze?

Mamy Kongres, który utracił prawo do wypowiadania wojny i pozostaje współwinny, a prezydent nie tylko uzurpuje sobie jego prawo, ale bezprawnie wykorzystuje władzę do popełnienia zbrodni wojennych poprzez przeprowadzenie otwartej agresji opartej na kłamstwach i oszustwach.

Mamy Kongres, który przymyka oko na przestępczą działalność prezydenta, wiceprezydenta i władzy wykonawczej, w tym na pogwałcenie amerykańskiego prawa zakazującego stosowania tortur, łamanie przepisów ustawy USA zakazującej szpiegowania Amerykanów bez nakazu oraz pogwałcenie wszelkiej ochrony prawnej zagwarantowanej w Akcie Swobód Obywatelskich, od prawa do prywatności po Habeas Corpus.

Znamieniem przerobionego systemu prawnego USA, dzięki „wojnie z terrorem”, są wymuszane samooskarżenia, aresztowania na czas nieokreślony czy też morderstwa bez postawienia zarzutów lub bez dowodów. Ameryka „Wolności i demokracji” wskrzesiła system prawny wczesnego średniowiecza.

Ale Rangel, który pomógł szkole, pozbawiony zostaje stanowiska przewodniczącego komisji Ways and Means (odpowiednik naszej komisji budżetowej) i ocenzurowany przez kupiony i opłacany Kongres. Odnosi się wrażenie, że Rangel musiał zrobić coś znacznie poważniejszego, jak skrytykowanie nielegalnych wojen albo banksterow za obdzieranie z pieniędzy amerykańskich podatników. A może mamy po prostu do czynienia z gangsterstwem białych wymierzonym przeciw czarnym?

Z nieprzyzwoicie bogatymi banksterami, zawdzięczającymi swoje miliardy swoim agentom osadzonym w Ministerstwie Finansów, agencjach regulacyjnych i Banku Rezerw Federalnych, wolnymi od nadzoru regulacyjnego, na czyją głowę spadają rozporządzenia? Na 13-latków, sprzedających ciastka w parkach.

W Westchester County, w stanie New York, radny z New Castle, Michael Wolfensohn, nasłał policję na 13-latków Andrew DeMarchisa i Kevina Graffa, bo sprzedawali babeczki, ciastka, ciasteczka i ryżowe smakołyki w parku Chappaqua. Dzieci obwiniono o sprzedawanie na terenie miasta bez licencji.

Dzieciaki zarabiały około 100 dolarów dziennie i miały kapitalistyczne marzenie o założeniu firmy. Ale prawodawstwo ostudziło ich zapał. Licencja na skromne dwie godziny kosztuje od 150 do 350 dolarów, a do tego wymagane jest ubezpieczenie na kwotę 1 miliona dolarów.

Więc banksterzy, którzy ze składek na kampanie – i kto wie, ilu łapówek – byli w stanie kupić uchylenie przepisów bankowych dotyczących depresji, wychodzą bez szwanku po ograbieniu podatników z funduszy ratunkowych i emerytur. Ale biznes ciastkowy dwóch 13-latków nie ma prawa się powieść.

Co to mówi o 300-milionowej populacji, która nie widzi w tym hipokryzji?

Czy kiedykolwiek istniała bardziej niefrasobliwa populacja?

– –

Ten artykuł jest przekładem oryginału zamieszczonego w języku angielskim na stronie:

dokonanym przez polskich tłumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.

Materiał ten został opublikowany przez SOTT.NET – projekt Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala się na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz żródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

9 komentarzy »

  1. Amerykanie, jako społeczeństwo, od dawna już nie mają wiele do powiedzenia, a rządy w tym superpaństwie można już tylko porównać, do rządów w byłym ZSRS. Nie zapominajmy, że u Lenia i Wissarionowicza panowała także demokracja, zwana socjalistyczną. Dlatego przypomnienie w artykule KGB jest jak najbardziej na miejscu. Pytanie, które mnie nurtuje od jakiegoś czasu, to: czy demokracja kiedyś wyprze rozpasany socjalizm, na rzecz zdrowszego kapitalizmu, nie tylko w USA?? I czy demokracja nie jest już na to za słabym ustrojem?? To znaczy, za słabym by cokolwiek zmienić na lepsze – dla większości (bo różnym mniejszościom, różnych przywilejów przybywa), wszak propaganda jest w rękach bogatych socjalistów (to brzmi jak jakiś absurd), a oni na to chyba nie pozwolą. Niestety, wszystko to zmierza do Orwell’owskiego „Rok 1984”, gdzie rządy sprawują zwyrodniali urzędnicy, działając na najgorszych założeniach komunistycznych.

    Komentarz - autor: Polar — 29 Listopad 2010 @ 11:43

  2. @Polar
    Ciekawa jestem, co każe Ci uważać, że kapitalizm jest zdrowszym ustrojem? I skąd wziąłeś przekonanie, że propaganda jest w rękach socjalistów – kogo konkretnie masz na myśli? Możesz podać jakieś linki, fakty na poparcie swoich twierdzeń? Mam nadzieję, że nie musimy zaczynać rozmowy od definicji socjalizmu i kapitalizmu, choć kto wie…

    Nie zapominajmy, że u Lenia i Wissarionowicza panowała także demokracja, zwana socjalistyczną.

    Dlatego, że oni tak utrzymywali? Panowała tam patokracja, a nie demokracja – z demokracją nie miało to absolutnie nic wspólnego.

    Komentarz - autor: iza — 29 Listopad 2010 @ 14:57

  3. Czegos tak wielowymiarowego jak ustrój społecznoekonomiczny państwa nie można sprowadzać do jednego hasła typu socjalizm albo kapitalizm. Samo hasło jest przez swoich zwolenników idealizowane, a przez przeciwników demonizowane. Definicja jest również nieprecyzyjna. Czym np. jest kapitalizm? Wolnym rynkiem czy dyktaturą wielkiego kapitału? A czy kapitalista nie może budować państwa socjalistycznego? W Szwecji wielka kapitalistyczna rodzina bankierów coś takiego zrobiła. Taka była jej wola, zachcianka, ideały. Zostawmy ogólne hasła i skupmy się na konkretach.

    np. panstwo gdzie szkoły mogą być prywatne, jest pewna swoboda w doborze programu (np. matematyka na pewnym poziomie, język obcy itp) ale tym ktorych nie stać na czesne, państwo oferuje dobre szkoły państowe.

    Co to jest? Socjalizm czy kapitalizm? Wolność, niewola? Z jednej strony ogranicza wolność bo zabiera podatek na szkołę bez względu czy z niej korzystamy, a z drugiej wolność daje, bo uczyć się i awansować społecznie może każdy kto chce. I nie jest tak, że dziecko nędzarza musi być nędzarzem, natomiast opodatkowany bogacz może zatrudnić więcej specjalistów, których by nie dostarczyło społeczeństwo kastowe.

    komunista będzie niezadowolony, bo te szkoły prywatne…Zniszczyć, zaorać, wylęgarnia niekontrolowanej elity! libertarianin też nie – bo przecież zmuszanie by szkoła uczyła minimum matematyki i j.obcego, to zamach na jej wolność. nie mowiac juz o podatkach.

    Komentarz - autor: Zerohero — 29 Listopad 2010 @ 16:43

  4. swoboda w doborze programu – mam na myśli minimum i ramy programowe. MOŻE być np. szkoła religijna, ale MUSI zaprezentować filozofię nowożytnej nauki. Pojęcie dowodu, tezy, hipotezy. MUSI przekazać pewne fakty, np. budowę komorki.

    Jednych razi owe MUSI a innych razi MOŻE 🙂

    Komentarz - autor: Zerohero — 29 Listopad 2010 @ 16:48

  5. Dlaczego demokracja jest czymś dobrym i pożądanym, przecież to władza głupszych nad mądrzejszymi …
    Dyktatura, Monarchia daje większe szanse – zawsze jest możliwość że miłościwie panujący zadba o swoje państwo a tym samym o interesy własnej rodziny.
    Cwaniaki wszelkiej maści najlepiej się mają w demokracji…

    Komentarz - autor: Thor — 29 Listopad 2010 @ 17:23

  6. Myślę, że nie zaszkodzi przypomnieć sobie, co na ten temat napisał Łobaczewski w „Ponerologii politycznej”:

    Dla lekarza głównym przedmiotem zainteresowania jest choroba. Systemom urojeniowym chorych psychicznie, które zniekształciły jakąś ich indywidualną rzeczywistość, poświęca on znacznie mniej uwagi. Kiedy jednak udało się wyleczyć człowieka z jego choroby, staramy się przywrócić ozdrowieńcowi jego bardziej prawdziwy świat przekonań. Wówczas psychoterapeuta stara się wydobyć z jego urojeniowo skarykaturyzowanego świata wyobrażeń treści pierwotne i uładzić je poprawnie. Stara się on przerzucić pomost ponad czasem obłędu, od dawnej jeszcze zdrowej osobowości do nowej już rehabilitowanej.

    Obecnie jesteśmy w analogicznej sytuacji, która podobnie wymaga umiejętności z dziedziny psychopatologii, zdrowego rozsądku i wiedzy z innych dziedzin, szczególnie historii. Zniekształcone przez proces ponerogenezy pierwotne ideologie, na których pasożytowała patokracja, należy poddać analizie, aby wydobyć z nich ich dawny sens i wartości. Do tego potrzebna jest znajomość tego charakterystycznego stylu, w jakim patokracja zniekształca ideologie pierwotne, a to nie jest nam już obce.

    Najpierw należałoby odseparować w świadomości społeczeństw te dwie w istocie heterogeniczne warstwy, ideologię pierwotną i jej zniekształcony odpowiednik. Takie zgodne z ich naturą selektywne ujęcie tych treści powinno przywrócić ład w świadomości narodów. Dzięki takiej dyskryminacji zjawisk, zostałaby odpowiednio usprawniona ludzka zdolność do orientowania się w zawiłościach współczesnej rzeczywistości. Brak takiej zdolności rozróżniania jest błędem, który prowadzi do chaosu pojęć i trwonienia ludzkiej dobrej woli i sił.

    Dopiero po takiej separacji zjawisk i po odrzuceniu tworzywa karykaturalnego, jak i zjawisk dwumowy, stanie się możliwa dyskusja nad wartościami i błędami różnych ideologii i ich perspektywami rozwoju. Specyficznych trudności na tej drodze dostarczy oczywiście ideologia marksistowska, bo wydaje się, że byłoby łatwiej stworzyć nowoczesną naukę w podobnej dziedzinie, niż analizować tę skażoną od początku tworzywem schizoidalnym i innymi wpływami o patologicznej genezie i korygować jej braki.

    Tylko taka analiza retrospektywna, która cofa się do czasów poprzedzających ponerogenną infekcję czynników patologicznych, która pozwala odróżnić treści pierwotne od późniejszych zniekształceń, może umożliwić przerzucenie pomostów ponad czasami „błędów i wypaczeń”. Np. przedmarksowski socjalizm, który potem został przezwany przez patokratów „utopijnym”, wyrastał niegdyś twórczo z ludzkiej rzeczywistości i był nieporównanie bardziej realny, niż jego późniejsza wersja skarżona, a rzeczywiście utopijna. Takie wyłuskane umiejętnie pierwotne wartości mogą zacząć żyć znowu i ulegać krytycznemu wzbogacaniu w świetle współczesnej lepszej wiedzy. To także przyczyni się do uczynienia społeczeństw bardziej odpornymi na penetrację patokratycznych zastałości i wpływów.

    Na drodze takiej analizy natrafiamy na trudności w znalezieniu odpowiednich przyporządkowań semantycznych, które musimy umiejętnie przezwyciężać. Patokracja bowiem, dzięki znanej już nam kreatywności w dziedzinie zmieniania znaczenia znanych nazw i tworzenia nowych, wyprodukowała sugestywną masę nazw tak spreparowanych, aby odwracały uwagę od istoty zjawisk. Kto więc pozwolił się złapać w tę patosemantyczną matnię, zatraca zdolność do logicznej analizy i posługiwania się rozsądkiem. Przed takimi skutkami należy chronić najpierw własny umysł, a potem świadomość społeczeństw.

    Komentarz - autor: iza — 29 Listopad 2010 @ 18:59

  7. I jeszcze fragment o demokracji:

    Demokracja stała się nie dość dobrze rozumianym hasłem jednoczącym społeczeństwo ludzi normalnych. Równocześnie podobna, ale nie ta sama, ideologia demokracji stała się nową maską drugiej strony, za którą kryją się dawne sprawy. Są również na świecie zorganizowane czynniki nacisku, które ogłaszają demokrację obowiązującą normą moralności społecznej i jedynym akceptowalnym ustrojem. W rzeczywistości ci sami ludzie wiedzą o tym dobrze, że jest to ustrój trudny do zrealizowania, który nader często prowadzi do chwiejności i słabości. Na narzucaniu więc „naiwnym narodom” demokracji można nieźle skorzystać ekonomicznie i politycznie.

    Demokracja, w jej współczesnym zrozumieniu, jest jedną z doktryn ustroju politycznego, jakie zrodził koniec wieku XVIII, czasy myślenia pozornie racjonalnego, emocjonalnie naładowanego, a ubogiego w poznanie psychologiczne. Z psychologicznego punktu widzenia, demokracja zawiera dobrze już znany defekt. Dopuszcza do udziału w rządzeniu krajem jednostki zbyt prymitywne umysłowo i moralnie, aby mogły działać w imię dobra powszechnego, a nawet swojego własnego. Jest więc regułą, że kierują się one nader krótkowzrocznie pojętym interesem własnym, lub inspiracjami grup ponerogennych, które umieją się nimi posługiwać. Możliwość więc wytworzenia względnie poprawnej demokracji zależy od tego, jak liczna jest ta prymitywna frakcja w danym kraju. Okazało się, że po dramatach lat minionych stała się ona w Polsce nazbyt liczna.

    Demokracja może rozwijać się prawidłowo pod trzema warunkami: kiedy naród ma dostatecznie utrwaloną tradycję samorządności sięgającą czasów przed demokratycznych; kiedy poszanowanie dla wartości moralnych i uczciwości w sprawach politycznych jest dostatecznie powszechne; oraz kiedy ta destrukcyjna frakcja jest dostatecznie mało liczna. Jeżeli te warunki nie są spełnione, demokracja przeradza się na różne odmiany rządów grup o ideologiach niejawnych, a nawet cechach totalitarnych. To zagrożenie tkwi immanentnie w ideologii demokracji. Mimo że w swoich założeniach demokracja niesie wartości poszanowania osoby ludzkiej, które należy docenić i zachować, nie jest ona ustrojem uzasadnionym w prawie naturalnym, który mógłby stanowić kryterium moralne dla różnych narodów.

    Komentarz - autor: iza — 29 Listopad 2010 @ 19:05

  8. Rozdzielenie czystego kapitalizmu (a więc utopijnego), od czystego socjalizmu (czyli również utopijnego) nie jest w teorii takie trudne. Miarą do oceny, może i powinna być wolność jako wartość nadrzędna. „Prawo”, do którego tak jesteśmy przywiązani (ciągłą tresurą), winno regulować niewiele najistotniejszych spraw, które decydują o porządku społecznym. Kapitalizm czysty, to wolność we wszystkich możliwych dziedzinach (liberalizm w dzisiejszym zdewaluowanym pojęciu to wolność-inaczej, lub wolność dla wybranych), oczywiście wszystko prywatne i niewiele tzw. „prawa”. Socjalizm, to z kolei drugi biegun tej samej rzeczywistości, a więc regulowanie wszystkiego w najdrobniejszych szczegółach tak zwanym „prawem”, czyli brak wolności, no i brak własności. W przypadku drugim, nad bezpieczeństwem całego majątku (z powodu braku właściciela), musi czuwać armia dobrze opłacanych urzędników państwowych. W najogólniejszym ujęciu, to ilość urzędników państwowych i ilość tzw. „prawa” (szczegółowość ustaw i rozporządzeń), tak naprawdę decyduje o tym, czy mamy więcej socjalizmu, czy kapitalizmu. A każdy socjalizm, jak mawia Janusz K. Mikke, wcześniej czy później kończy się bankructwem, a w końcu wojną, no bo kto ma utrzymać ciągle zwiększającą się rzeszę nierobów i darmozjadów, jaką jest administracja państwowa, czyli tzw. biurokracja?? Idąc tym tokiem rozumowania, to w porównaniu z dawną „komuną”, mamy dziś więcej socjalizmu, to tylko na pierwszy rzut oka paradoks. W „moim” Urzędzie Gminy, za komuny było 14 urzędników, a dziś po 20 latach wmawiania, że karczujemy socjalizm, jest ich ponad 70! To zwykłe lingwistyczne oszustwo w Orwell’owskiej nowomowie, bo takiego „kapitalizmu” nikt się wcześniej nie spodziewał i to jest fakt, o który Iza pytałaś. Pozdrawiam.

    Komentarz - autor: Polar — 1 Grudzień 2010 @ 10:25

  9. @Polar

    „Kapitalizm czysty, to wolność we wszystkich możliwych dziedzinach (liberalizm w dzisiejszym zdewaluowanym pojęciu to wolność-inaczej, lub wolność dla wybranych), oczywiście wszystko prywatne i niewiele tzw. „prawa”.”

    Pamiętajmy, że nie może być mowy o wolności czy to w kapitalizmie czy socjalizmie, kiedy jest on zainfekowany patogennym czynnikiem. Tak samo jak w zacytowanym przez Ize fragmencie tyczącym się demokracji. Czy system społeczno-gospodarczy czy ustrój państwa, pod wpływem jednostek patologicznych przekształca się tak bardzo, że traci to co miał najcenniejsze w swej pierwotnej formie. Jeśli chodzi o kapitalizm, to od razu na myśl przyszła mi książka Naomi Klein „doktryna szoku” i wprowadzone przez nią pojęcie kapitalizmu katastroficznego link. Świetnie opisuje jak może zostać wykorzystany taki system to własnych zysków. Polecam również wpis Arkadiusza Wizja Przyszłości – Logokracja

    P.

    Komentarz - autor: Piotr.alterego — 6 Grudzień 2010 @ 22:58


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: