PRACowniA

1 października 2010

Łączenie Punktów: Pogwizdywanie na cmentarzysku (2)

SOTT Editors
Sott.net
14 sierpnia 2010

Ostatnie dni Imperium

Sześć miesięcy minęło, od kiedy Haiti zostało zrównane z ziemią – jak silnie podejrzewamy, w wyniku aktu ekoterroryzmu [PL], który unicestwił 250 tys. ludzi, kolejnych 1,5 miliona pozbawił dachu nad głową – a miliardy dolarów ofiarowane przez społeczność międzynarodową do tej pory nie dotarły do potrzebujących. Większość poszkodowanych nie ma bezpiecznego schronienia, dostępu do czystej wody pitnej, prądu czy podstawowej opieki lekarskiej. Następny huragan, jaki przejdzie przez ten najbiedniejszy kraj na zachodniej półkuli, tylko dopełni aktu zniszczenia. Zachodnie media wtórują oficjalnym komunikatom podając, że akcję rekonstrukcji „spowalniają” wewnętrzne spory i dezorganizacja wśród ofiarodawców, a winą za „brak przywództwa” obarczają rząd na Haiti, który został „sparaliżowany bezczynnością”.

© Mustafa Khalili/guardian.co.uk - - Port-au-Prince nadal leży w ruinach

Szczytem obłudy jest zrzucanie winy na haitański rząd. Jak podała pewna agencja pomocowa, w rzeczywistości ma miejsce wręcz odwrotna sytuacja. Rekonstrukcja okazała się wielką klapą, ponieważ to rząd amerykański (poprzez Billa Clintona i bezkonkurencyjnego „Dubya”) postawił się na czele projektów, które bardziej nastawione są na „spełnianie woli państw-ofiarodawców – głównie USA i UE – niż na pomoc samym Haitańczykom”. Wiedzieliśmy, że tak się stanie, kiedy już w styczniu ujrzeliśmy sępy kapitalizmu krążące nad Haiti. Zgraja 12 tysięcy żołnierzy amerykańskich stacjonujących na wyspie została wycofana przed 1 czerwca, udaremniwszy wcześniej wybuch powstania przeciwko, słowami Patricka Martina, „marionetkowemu prezydentowi, René Prévalowi, oraz mikrej elicie haitańskich multimilionerów”:

Amerykański imperializm i katastrofa na Haiti sześć miesięcy po trzęsieniu
Patrick Martin
World Socialist Web Site
13 lipca 2010

Za wyjątkiem Iraku i Afganistanu, chyba żaden kraj na świecie nie został tak mocno splądrowany wskutek agresji, sabotażu i dominacji ekonomicznej Waszyngtonu, jak Haiti.

Taki stan rzeczy trwa nadal, dzięki projektowi tak zwanej odbudowy, sponsorowanej przez ONZ. Wprawdzie ustanowiona w marcu komisja, mająca nadzorować wydatek 5,3 miliardów dol. oświadczyła, że pracami rekonstrukcji współ-zarządza premier Haiti Jean-Max Bellerive, jednak prawdziwa władza spoczywa w rękach jego amerykańskiego partnera – byłego prezydenta, Billa Clintona, oraz administracji Obamy.

To Waszyngton nadzoruje wydawanie pieniędzy z funduszy pomocowych, mając za przykrywkę udział rządu Haiti. Do tego nie odbyło się żadne oficjalne spotkanie komisji aż do 17 czerwca, czyli przez ponad pięć miesięcy od trzęsienia. A do spotkania doszło tylko dlatego, że zbliżał się sezon huraganowy i trzeba było przyznać ledwie 31 milionów dol. na budowę schronienia dla małej garstki społeczeństwa.

Były prezydent Clinton wielokrotnie podkreślał, że jego celem jest przyciągnięcie na Haiti prywatnych inwestorów, dlatego też nieustannie składa korzystne oferty bankom i korporacjom ze Stanów Zjednoczonych i innych imperialistycznych potęg.

W sześć miesięcy i jeden dzień od trzęsienia młodzi Haitańczycy postanowili zaprotestować w Port-au-Prince, żądając dymisji pachołka USA, René Prévala. Tak czy inaczej, odejdzie z urzędu 28 listopada, kiedy Haitańczycy oddadzą hołd Bogowi Demokracji i wezmą udział w rytuale głosowania, a raczej jego karykatury, z racji stuletniej tradycji stałych interwencji USA. Nowe wybory nie będą niczym nowym, skoro kandydatem jest Wyclef Jean, muzyk z Nowego Jorku. To dopiero „katapultowanie propagandy”, nie? Obserwatorzy zakwestionowali jego kandydaturę ze względu na szczególny czas, kiedy Haitańczycy potrzebują silnego przywództwa, jednak to, czego rzeczywiście dziś potrzebują, to silne zdopingowanie po ujawnieniu prawdy o grabieniu i uśmiercaniu ich kraju przez USA.

© Frederic Dupoux/Getty Images - Wyclef Jean

Nieoczekiwana zmiana w australijskim rządzie z 23 czerwca, gdzie premiera Kevina Rudda zastąpiła wicepremier Julia Gillard, przejawia wszelkie oznaki jawnego politycznego przewrotu, dziejącego się na oczach bezsilnych Australijczyków. Ten zręcznie przeprowadzony manewr zabrał 15 godzin, kiedy to konspiratorzy wewnątrz Partii Pracy opowiedzieli się za elitą i ochroną jej profitów. Najwidoczniej proponowany przez Rudda 40-procentowy „podatek od dodatkowego zysku z surowców” (RSPT) nie spodobał się magnatom z branży wydobywczej, którzy zdominowali politykę ekonomiczną Australii. John Pilger pisze, że ten w istocie nie wygórowany podatek miał być nałożony na gigantów typu BHP Billiton czy Rio Tinto, co umożliwiłoby spłatę długu narodowego: „W odpowiedzi wszczęto zażartą kampanię reklamową przeciwko rządowi oraz zagrożono zamknięciem kopalń”. Tom Albanese, dyrektor korporacyjnego kolosa Rio Tinto, potępił „nacjonalizację surowców” Rudda podczas przemowy na oficjalnej kolacji niedługo po przewrocie. Ku uciesze 500 współpracowników z branży powiedział, że „[Jest to] lekcja dla tych polityków na całym świecie, którzy chcą zatkać dziurę budżetową nowymi podatkami lub mieszają się w lokalne sprawy”. Innymi słowy, każdy kto weźmie przykład z Australii i opodatkuje korporacje, skończy jak Rudd albo i gorzej. W ramach demonstrowania elicie swoich autorytarnych preferencji, Gillard ogłosiła przedterminowe wybory, mające odbyć się jeszcze w sierpniu; wyraźnie liczy, że poparcie z góry przypieczętuje jej pucz.

Słowa dyrektora wskazują napotwierdzają udział kompanii górniczych w australisjkim zamachu stanu
Nick Beams
World Socialist Web Site
15 lipca 2010

W sytuacji, gdy znaczna część społeczeństwa wyraża zaniepokojenie usunięciem Rudda, a coraz więcej świadomych politycznie obywateli jest uwrażliwionych na prawdziwe siły działające za fasadą parlamentarnej demokracji, media odgrywają krytyczną rolę – udaremniają każdą próbę śledztwa zarówno w sprawie przewrotu, jak i sił, które za nim stoją. […]

Tuszowanie sprawy przez media nasili się jeszcze bardziej w miarę zbliżania się kampanii wyborczej, tak, aby mieć pewność, że zdławiona zostanie wszelka dyskusja na temat politycznych implikacji przewrotu.

Inaczej rzecz się ma w gabinetach zarządów korporacji i na wyższych szczeblach finansowej elity, gdzie wokół australijskich wydarzeń oraz ich wpływu na pogłębiającą się niestabilność gospodarczą toczy się zażarta dyskusja.

Przewrót, który usunął Rudda, stanowił przedsmak mających dopiero nadejść politycznych wstrząsów. Ukazał on, że dominujące frakcje globalnych finansowych i korporacyjnych elit będą stopniowo pozbywać się pułapek demokracji parlamentarnej, stosując dyktatorskie metody w celu ochrony swoich interesów.

© J-wire - - Julia Gillard spotkała się z podobnymi jej osobnikami w trakcie podróży do Izraela w czerwcu 2009

Proponowany przez Rudda podatek został natychmiast odrzucony przez Gillard, nowo mianowaną premier Australii, która tym dobitniej obwieściła zwrot rządu w prawo podając, że Australia powinna zbudować „centrum zatrzymań uchodźców” w Timorze Wschodnim. Napisała także artykuł dla „The Age” oraz „Sydney Morning Herald”, gdzie zagrała kartę Wojny z Terrorem™ i zapewniła Waszyngton o lojalności Australii wobec Imperium, cofając decyzję ministra obrony w rządzie Rudda, jaka zapadła zaledwie kilka godzin przed puczem, zarządzającą wycofanie australijskich żołnierzy z Afganistanu.

Mieszkańcy Timoru Wschodniego oczywiście posinieli ze złości na pomysł obrócenia ich kraju w australijskie Gitmo. Wielu z tych uchodźców pochodzi aż z Afganistanu, kraju, który Australia pomogła zniszczyć. Jednakże posłuszne media zaraz obróciły jej propozycję w polityczny „nietakt” świeżo upieczonej premier (warto przy tym pamiętać, że ciężko zdobytą wolność Timor Wschodni okupił rzezią z rąk Indonezji, wspieranej właśnie przez Australię). W zeszłym roku Gillard udała się do Izraela (wszystkie koszty pokrył australijski żyd, magnat na rynku nieruchomości Albert Dadon, a obecnie pracodawca jej męża), gdzie przyrzekła lojalność syjonistom, zaś izraelski rząd podziękował jej za popieranie „prawa Izraela do samoobrony” podczas operacji Płynny Ołów. Czy to zwykły przypadek, że jej pucz z 24 czerwca miał miejsce dokładnie rok po wizycie w Izraelu?

© Reuters/Jo Jung-Ho/Yonhap - - 25 lipca 2010: napędzany paliwem atomowym lotniskowiec USS George Washington oraz południowokoreański okręt desantowy Dokdo, szykują się do wypłynięcia w morze, ku wściekłości Chin i Korei Północnej. Co pomyślałby o dzisiejszej Ameryce sam patron okrętu, Waszyngton - człowiek, który wyzwolił 13 kolonii spod imperialnego jarzma Anglii?

W majowym odcinku Łączenia Punktów [PL] pisaliśmy o incydencie ze „zbłąkaną torpedą”, która zatopiła południowokoreański okręt wojenny Cheonan. Zgodnie z wersją rządu USA, za zatopienie odpowiedzialna jest Korea Północna, mimo że dowody mówią co innego. Administracja Obamy wykorzystała incydent, by jeszcze bardziej nasilić kampanię przeciwko Korei, a także Chinom. Kiedy Korea Północna prowadzi manewry wojskowe na morzu, czy to Japońskim, czy Żółtym, oskarża się ją o prowokacje; natomiast jeśli to USA razem z Koreą Południową posyłają swój ciężki sprzęt na tygodniowe ćwiczenia, jak działo się w połowie lipca, a potem na początku sierpnia, wystarczy utarty zimnowojenny pretekst, że KRL-D stanowi zagrożenie dla amerykańskiego garnizonu w regionie. Rządy Rosji i Chin nie wierzą, że Korea Północna zatopiła Cheonan, postrzegając wspólne ćwiczenia USA i Korei Południowej jako szukanie zaczepki na ich podwórku.

Jedyna widoczna w tej części Pacyfiku prowokacja odbywa się ze strony amerykańskiej. Groźby Korei Północnej co do „fizycznego odzewu” poskutkowały ogłoszeniem przez Hillary Clinton nowych sankcji, wymierzonych przeciwko krajowi, który i tak cierpi z powodu ścisłej izolacji i olbrzymiego głodu. Podobnie jak jej poprzedniczka, Condoleeza Rice, tak Clinton przyniosła wichrzycielską politykę Imperium na obrady państw-członków układu ASEAN, jakie odbyły się pod koniec lipca w Wietnamie, a jej rola była wiadoma od początku szczytu: zbratanie się z Wietnamem przeciwko Chinom w sporze o pas wysp ma Morzu Południowochińskim. USA mają tupet udając „obrońcę słabszych” po tym, co zrobiły Kambodży, Laosowi i Wietnamowi. Okazuje się, że wrogim działaniem USA wobec azjatyckiego państewka w postaci sfabrykowanego incydentu na morzu, historia zatoczyła koło (zresztą nie pierwszy raz). 16 lipca bowiem „New York Times” opublikował ponad 1100 stron dotychczas tajnych zapisów rozmów z czasów wojny wietnamskiej, jasno wykazujących, że ówczesny prezydent USA Lyndon Johnson miał pełną wiedzę na temat wydarzeń w Zatoce Tonkińskiej: rzekome ostrzelanie USS Maddox przez flotę Północnego Wietnamu w rzeczywistości było oszustwem, fikcją bez wątpienia wyreżyserowaną przez Tajną Grupę – spiskowy element łączący światowe sieci wywiadowcze.

© Associated Press - Nowy prezydent Kolumbii, Juan Manuel Santos, zaprzysiężony 8 sierpnia 2010

Jak wiele wojen USA mogą prowadzić naraz? W „teatrze działań wojennych” Ameryki Łacińskiej sytuacja znowu się rozgrzewa. Podczas nadzwyczajnej sesji Organizacji Państw Amerykańskich (OPA), jaka odbyła się w lipcu w Waszyngtonie, rząd Kolumbii oskarżył Wenezuelę o udzielanie schronienia „terrorystom”, przedstawiając filmy, mapy i zdjęcia na poparcie swoich zarzutów, że kolumbijscy rebelianci z FARC i ELN mają bazy na terenie Wenezueli, stawiając następnie „30-dniowe ultimatum” rządowi Chaveza na umożliwienie międzynarodowej interwencji. Bernardo Alvarez, ambasador Wenezueli w USA, tak opisuje zagranie kolumbijskiego Colina Powella:

Kolumbia zrywa negocjacje
Venezuelanalysis.com
6 sierpnia 2010

Rzekome „dowody” Kolumbii są śmiechu warte, zupełnie jak za każdym poprzednim razem, gdy padały podobne zarzuty. [Ambasador Kolumbii przy OPA, Luis Alfonso] Hoyos przedstawił zdjęcia rebeliantów z FARC twierdząc, że przebywają oni w obozach w głębi terytorium Wenezueli. Dowody? Jedna flaga Wenezueli i butelka po wenezuelskim piwie – trudno to uznać za jednoznaczne wskazanie miejsca ich pobytu. Następnie pokazał zdjęcia z Google maps, na których rzekomo widać obozy FARC po wenezuelskiej stronie granicy. I jak poprzednio, Hoyos nie potrafił dowieść, że rebelianci z FARC czy ELN rzeczywiście są w tamtym miejscu, lub byli tam kiedykolwiek. A co najważniejsze, nie miał żadnego mocnego dowodu na to, że ich przypuszczalny pobyt tamże spotkał się z poparciem ze strony wenezuelskiego rządu.

Wściekły Hugo Chavez okrzyknął owe „dowody” fałszerstwami podkreślając, że nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek obecnością FARC na terenie Wenezueli. Zaraz potem oświadczył w wenezuelskiej telewizji, że Kolumbia nie zostawiła wyboru jego rządowi, zmuszając go do zerwania z nią stosunków dyplomatycznych. Decyzję tłumaczył tym, że (były już  – przyp.) kolumbijski prezydent Alvaro Uribe „zdolny jest nawet do zbudowania w dżunglach Wenezueli fałszywego obozu, który potem napadnie i zbombarduje, wszczynając wojnę między Kolumbią i Wenezuelą”. Brzmi to zupełnie jak modus operandi amerykańskich operacji specjalnych. Choć administracja Obamy zaprzecza, jakoby mieszała się w sprawy Wenezueli, Departament Stanu został w czerwcu przyłapany na płaceniu milionów dolarów dla „niezależnych dziennikarzy” w Ameryce Łacińskiej, w szczególności zaś w Wenezueli. Dziennikarka śledcza Eva Golinger, która wcześniej ujawniła udział CIA w finansowaniu wojny propagandowej USA przeciwko rządowi Wenezueli, 26 lipca doniosła, że Chavez otrzymał notkę od informatora z USA, ostrzegającego przed nieuniknioną akcją zbrojną Stanów w Wenezueli. Jeżeli była to manipulacja Tajnej Grupy, mająca popchnąć Chaveza do działania, chyba podziałała, ponieważ niedługo potem ten wysłał żołnierzy na granicę z Kolumbią. Mimo że został zaproszony na uroczystość zaprzysiężenia nowego prezydenta Kolumbii Juana Manuela Santosa, jego odmowa wydaje się uzasadniona, gdyż kilka dni później w Bogocie wybuchła bomba samochodowa, raniąc 9 osób. Może Tajna Grupa chciała przypomnieć, kto tu rządzi?

Fala przemocy w Meksyku nie słabnie, czego przykładem był wybuch bomby samochodowej 15 lipca w przygranicznym mieście Ciudad Juarez, który zabił funkcjonariuszy policji, dziennikarzy oraz personel medyczny, przybyłych na miejsce w celu zajęcia się rannymi po strzelaninie, do jakiej doszło tam na kilka minut przed samą eksplozją. Następnej nocy, w mieście Torreon doszło do jednego z najkrwawszych incydentów w meksykańskiej wojnie narkotykowej. 17 osób zginęło, kiedy kilku napastników wtargnęło na prywatne przyjęcie, posyłając ponad 100 nabojów do „wszystkiego co się rusza”. Jeszcze gorsze wieści przyszły pod koniec lipca, gdy dzięki cynkowi anonimowego informatora lokalna policja odnalazła ponad 50 ciał złożonych do masowego grobu niedaleko Monterrey. Odkąd prezydent Meksyku Felipe Calderon wypowiedział wojnę przeciwko kartelom narkotykowym w 2007 roku, około 25 tysięcy osób zostało zamordowanych, często w możliwie najokrutniejszy sposób.

© Warrick Page/Getty Images - Przerażony chłopiec obserwuje, jak członek irackiej jednostki specjalnej ERB (szkolonej przez amerykańskie siły specjalne) przeszukuje jego dom, w związku z wydanym nakazem aresztowania jego ojca.

Od czasu, gdy Imperator Bush Młodszy usiłował zmyć z rąk krew Irakijczyków, rzucając hasełko „misja zakończona”, świat został poddany niewyobrażalnej dawce zachodniej propagandy, mającej przekonać wszystkich, że rzeki krwi przelane w Iraku są skutkiem wojny domowej, którą zagraniczni najeźdźcy zmuszeni są spacyfikować. Podobno głównym argumentem, dzięki któremu Barack Obama zdobył władzę w 2008 roku, była jego obietnica wycofania na dobre amerykańskich żołnierzy z Iraku. Po tych dwóch latach okazuje się jednak, że nie tylko tam zostaną, ale ich liczba ma się jeszcze zwiększyć:

Na pewno koniec misji? Obama i Clinton wprowadzają paramilitarne jednostki do Iraku
Jeremy Scahill
The Nation
22 lipca 2010

Jako kandydat na prezydenta, senator Hillary Clinton opowiedziała się za zakazem korzystania z prywatnych firm ochroniarskich, których pracowników nazwała najemnikami. „Owe firmy działały nierozważnie, kompromitując naszą misję w Iraku” – powiedziała w lutym 2008 roku. – „Już dawno temu trzeba było skończyć z tą współpracą”. Clinton była jedną z dwojga senatorów, którzy poparli legislację zakazującą udziału prywatnych firm ochroniarskich [w misji w Iraku – przyp.]. Nie minęło wiele czasu, a sekretarz stanu Hillary Clinton przewodzi wysiłkom tworzenia ogromnych i prywatnych paramilitarnych sił, finansowanych przez USA, jakie w niedalekiej przyszłości działać będą w Iraku – sił tego samego typu, jakie wcześniej tak potępiała.

Irakijczycy nie mają chwili wytchnienia, nękani nowymi falami zamachów bombowych i ataków. Zdaniem USA, owe akty przemocy usprawiedliwiają kontynuację działań wojennych (choć już nie bezpośrednio) w kraju, który od niemal 30 lat jest przez nie bombardowany, oblegany, plądrowany, zniewalany i terroryzowany w taki czy inny sposób. Pytanie, które co rusz sobie zadajemy, brzmi: kto stoi naprawdę za zamachami na niewinnych cywilów? Dlaczego któryś z irackich rebeliantów miałby wysadzać w powietrze swojego sąsiada, w nadziei wykurzenia obcego okupanta? Prawda jest oczywiście taka, że wcale nie wysadzają w powietrze siebie nawzajem, to bowiem także jest robotą zagranicznych sił. Wystarczy przypomnieć sobie o izraelskich firmach szkolących kurdyjskie paramilitarne grupy w północnym Iraku, co zbiegło się z największym nasileniem masakr przed interwencją Busha, albo o członkach Mossadu, pracujących podczas nocnej zmiany w Abu Ghraib w roli śledczych; albo o członkach brytyjskiego SAS, przebranych za miejscowych, którzy ostrzelali posterunki [irackiej] policji z samochodów nafaszerowanych ładunkami wybuchowymi.

Kto naprawdę stoi za zamachami w Iraku?
Christopher King
Voltairenet.org
18 lipca 2010

Ostatnie zamachy, pośród długiego pasma słabszych, lecz wciąż zabójczych wcześniejszych ataków, nie są dziełem małej grupki. To duże, zdyscyplinowane, dobrze opłacane ugrupowanie, otrzymujące wszelkie możliwe wsparcie.

© AP Photo/Alaa al-Marjani - Irakijka całuje zakryte zwłoki czteroletniej siostrzenicy, Zainab, która zginęła w zamachu 21 czerwca 2010. Dziewczynka zginęła wraz z całą rodziną – matką, ojcem i siostrą - kiedy „zamachowcy-samobójcy” uderzyli na zatłoczoną dzielnicę Bagdadu.

Urzędnicy, często niesprecyzowanej narodowości, podają, że za zamachami stoi Al Kaida. Na dobrą sprawę, tak właśnie może być. Ale jeśli dobrze pamiętam, wielkim sukcesem generała Davida Petraeusa w Iraku była przecież eliminacja Al Kaidy. Może dokonał tego tylko dzięki opłacaniu milicji proamerykańskich szejków – oczywiście o ile Al Kaida faktycznie była w Iraku. Skoro cała inwazja na Irak była oparta na samych kłamstwach, nie ma więc powodu, by wierzyć w cokolwiek z tego, co nam podają o sytuacji panującej tam, czy w jakimkolwiek innym miejscu, gdzie zaangażowane są USA.

W rzeczywistości, nawet sami Irakijczycy zwykle nie wiedzą, co się dzieje, w efekcie czego nieustannie dochodzi do zmian sojuszy. Mówi się, że Al Kaida nie chce wyjścia Amerykanów z Iraku wiedząc, że koszty okupacji wyniszczają USA. […] Nie kupuję scenariusza Al Kaidy. To typowa historyjka na zastraszenie, do tego oklepana, podobnie jak dziesiątki gołosłownych oskarżeń rzucanych przez USA, jakoby to Iran stał za irackim ruchem oporu i dostarczał mu broni oraz technologii. Program nuklearny Saddama, jego broń masowej zagłady, współpraca z Al Kaidą, ruchome laboratoria chemiczne – wszystko to propaganda i stek bzdur, o czym zresztą już oficjalnie wiadomo.

Jedno jest pewne – amerykańska inwazja spowodowała zniszczenie Iraku na niewyobrażalną skalę, zaś przedłużająca się obecność wojsk USA stanowi prawdziwy problem dla Irakijczyków. Najprawdopodobniej Amerykanie wcale nie mają zamiaru opuszczać Iraku i właśnie dlatego organizują zamachy. A może robią to za nich Izraelczycy, wykorzystując miejscowe zorganizowane grupy. […]

Izraelczycy, CIA, armie USA czy Wlk. Brytanii, wszyscy nieustannie mordują podejrzanych milicjantów na równi z niewinnymi mężczyznami, kobietami i dziećmi. Dla nich nikt nie jest niewinny.

Jak wykazał niedawny audyt amerykańskiego Departamentu Obrony, ponad 95 procent z kwoty 9,1 miliardów dolarów uzyskanej ze sprzedaży irackiej ropy, którą to kwotę USA miały przeznaczyć na odbudowę – skądinąd przez nie same zniszczonych – szpitali, szkół, dróg, fabryk, itp. … zaginęło. Ponad 95 procent z 9 mld dol. znika, ot tak. A wyszło to na jaw na dzień przed inną rewelacją o brytyjskich tym razem audytorach, którzy – wzorem czterech ostatnich lat – odmówili w poniedziałek [26 lipca] zatwierdzenia wydatków ministerstwa obrony po tym, jak warta 6 miliardów funtów broń „zagubiła się” w Afganistanie. Akurat tamtego dnia rząd brytyjski miał inne sprawy na głowie – brytyjskie media podchwyciły mianowicie wieść, że ich prokurator generalny bada raport byłego agenta KGB, któremu ktoś z MI5 wyjaśnił, że „konkurencja”, czyli MI6, „usunęła” dra Davida Kelly’ego za jego „bezmyślne zachowanie”. Czytelników SOTT.net oczywiście nie zdziwi ta informacja, niemniej zaskakuje sam fakt opublikowania jej w prasie brytyjskiej, co może wskazywać na jakiś konflikt wewnątrz brytyjskiego establishmentu. Doprawdy, rząd koalicji Lib-Lab (liberałów i laburzystów) był wyjątkowo szczery owego tygodnia. Najpierw sekretarz obrony Liam Fox przyznał, że brytyjskie wojsko zużyło całe tony zubożonego uranu (zakazanego przez międzynarodowe prawo, uznające go za broń masowej zagłady) podczas masowego mordu na irakijskich cywilach. Następnie nowy wicepremier Nick Clegg przypomniał parlamentowi, o czym ten „chwilowo zapomniał” owego pamiętnego dnia, gdy Blair wmówił wszystkim, że Saddam lada moment ma wystrzelić atomówki – a mianowicie, że inwazja na Irak również była niezgodna z międzynarodowym prawem. Słyszeliście to, sędziowie Międzynarodowego Trybunału Karnego? Więc osądźcie Tony’ego Blaira!

Szaleństwo Izraela

© Dita Alangkara/AP

Jakże niespodziewany okazał się wynik śledztwa armii izraelskiej w sprawie dokonanego przez tę samą armię izraelską ataku na Flotyllę Wolności, płynącą do Strefy Gazy pod koniec maja: choć „pełna błędów w planowaniu, zbieraniu danych i koordynacji”, akcja była całkowicie „słuszna”. Dzień po ujawnieniu raportu izraelska marynarka dopuściła się kolejnego aktu bandytyzmu, przechwytując libijski statek z pomocą dla Gazy i zmuszając go do zawrócenia do portu Arisz w Egipcie. Tydzień szczerości rządu brytyjskiego jeszcze się nie skończył, gdy premier David Cameron nazwał Strefę Gazy więzieniem, na co prezydent Izraela Szimon Peres odparł, że Wielka Brytania jest „głęboko proarabska i antyizraelska”, a brytyjski establishment „zawsze działał przeciwko nam” – zarzuty absurdalne, jako że Izrael swoje istnienie zawdzięcza przecież Deklaracji Balfoura. Z kolei 19 lipca egipski rząd nie zezwolił na przepłynięcie przez Morze Czerwone jordańskiemu konwojowi, płynącemu z pomocą humanitarną do Strefy Gazy, a mimo to wciąż czytamy o szykowaniu kolejnych misji humanitarnych, jak tej z Libanu, w której wezmą udział same kobiety. Inna łódź, o błyskotliwej nazwie Audacity of Hope (zaczerpniętej z tytułu jednej z książek prezydenta Obamy, notabene laureata Pokojowej Nagrody Nobla), zamierza niedługo wyruszyć z USA, zaś złożona z weteranów misji z maja Koalicja Flotylli Wolności planuje wysłać kolejną flotyllę ochotników jeszcze w tym roku. Wszystkie te inicjatywy najpewniej spotkają się z jeszcze większą przemocą ze strony Izraela, jednak odwaga aktywistów natchnęła pracowników portowych na całym świecie do odmowy rozładunku izraelskich towarów. Oto siła Ludzi!

Pasmo izraelskich zbrodni z zeszłego miesiąca [lipca] bynajmniej nie odstawało od normy. W propagandowej wojnie z Prawdą psychopaci wiedzą, że najpierw trzeba mierzyć w dziennikarzy, aby zminimalizować wszelkie przecieki, czego przykładem były ataki żołnierzy ISO na dziennikarzy Associated Press, śledzących protesty Palestyńczyków na Zachodnim Brzegu. Zresztą w kraju, gdzie 18 rodzin kontroluje 60 procent udziałów wszystkich spółek, nie powinno dziwić, że nijak nie można odróżnić jednej partii politycznej od drugiej. Przy takiej koncentracji władzy, kultura owego społeczeństwa siłą rzeczy traci powoli podobieństwo do normalnej reszty ludzkości. I tak, kiedy w normalnych państwach młodzież jeździ na letnie obozy, celem nauki lub uczestnictwa w czymś konstruktywnym, w Izraelu około 70 tysięcy nastolatków zgłasza się na ochotnika do policji albo po cichu zapisuje do państwowego aparatu wojskowego. W tym kontekście „obozy letnie” oznaczają pomoc w wynoszeniu palestyńskich rzeczy z domów, które buldożery i siły policji zaraz wyburzą. Pod koniec lipca została w ten sposób zniszczona cała wioska. Zatem fakt, że 1 na 8 izraelskich nastolatków cierpi na zaburzenia psychiczne, chyba również nie będzie niespodzianką (podejrzewamy, że liczba ta jest znacznie wyższa wśród Izraelczyków płci męskiej). Tymczasem do izraelskich więzień co rusz trafiają palestyńskie dzieci, a rząd Izraela postanowił do tego wypędzić setki dzieci „nielegalnych imigrantów” (na własnej ziemi), w uzasadnieniu podając, że stanowią one „realną groźbę dla żydowskiego i demokratycznego charakteru państwa Izrael” – słowami premiera Netanjahu.

Palestyńczyk Sabbar Kashur został w lipcu skazany na 18 miesięcy więzienia za „gwałt drogą oszustwa”, przestępstwo chyba nie spotkane wcześniej w Izraelu, po wniesieniu oskarżenia przez kobietę, z którą uprawiał seks za obopólną zgodą, której to jednak nie ujawnił, że nie jest Żydem.

Sędzia Zvi Segal: “To nie był klasyczny gwałt przy użyciu siły”
Harriet Sherwood
The Observer
25 lipca 2010

„Płacę teraz za błąd, który ona popełniła” – powiedział Kushur (30 l.) w wywiadzie dla „The Observer”. – „Byłem zszokowany wyrokiem – to czysty przejaw rasizmu”. Wypowiedź sędziego, jak twierdzi, brzmiała: „zostanie pan ukarany, ponieważ jest pan Arabem i nie ujawnił pan tego”.

© Said Khatib / AFP/Getty Images - Palestyński chłopiec płacze na pogrzebie 22-latka, zabitego w izraelskim nalocie na Khan Yunis w południowej części Strefy Gazy 4 sierpnia 2010.

Temu przykładowi zadziwiającego zakłamania w niczym nie ustępuje poniższa historia o tym, jak władze Jerozolimy zezwoliły na wyburzenie 12-wiecznego cmentarza muzułmańskiego, tłumacząc że zbudowano go „nielegalnie”. Zrobiono to jedynie po to, by zająć kawałek spornej ziemi. Jego nowy właściciel, Izraelska Administracja ds. Gruntów (ILA) podaje, że chce „przywrócić miejsce do poprzedniego stanu”.

Izrael twierdzi, że starożytny cmentarz muzłmański “zbudowano nielegalnie”
Soraya Bauwens-Nuseibeh
Ma’an News Agency
6 sierpnia 2010

Na liczącym tysiąc lat cmentarzu Ma’man Allah chowano zmarłych aż do 1948 roku, kiedy Zachodnia Jerozolima stała się częścią nowopowstałego Państwa Izrael. Zgodnie z muzułmańską tradycją, jest to miejsce pochówku towarzyszy Proroka Mahometa, wojowników Saladyna, sufijskich świętych, a także sędziów, uczonych i palestyńskich dygnitarzy.

Mówiąc „do poprzedniego stanu”, ILA miała pewnie na myśli okres przed jego wybudowaniem, czyli przed XI wiekiem! Tak więc w świetle izraelskiego prawa, od tysiąca lat miejsce to jest nielegalne! Czego jednak mamy się spodziewać po kraju, który w 2009 roku rozkopał ponad 1500 muzułmańskich grobów, celem zrobienia miejsca dla „Muzeum Tolerancji”? Prawdziwy powód zbezczeszczenia tych grobów związany jest raczej z pochowanymi tam duchowymi osobistościami, o których była wcześniej mowa. Izrael przecież nie ma własnej duchowej historii, dlatego też nie może tolerować szczątków prawdziwych reprezentantów kultury i duchowości tej ziemi.

© Israeli army - Izraelska żołnierka obsługuje system „znajdź i traf”, za pomocą którego zdalnie sterowane karabiny maszynowe zabijają Palestyńczyków zbliżających się do ogrodzenia otaczającego Gazę – wystarczy nacisnąć przycisk na dżojstiku. Izrael przoduje w rozwoju tej technologii „zabijania na odległość”.

Świadkowie opisują ostatnie izraelskie ataki w Strefie Gazy jako najokrutniejsze od czasu operacji Płynny Ołów. 26 lipca izraelskie samoloty zbombardowały sieć ocalałych w Gazie tuneli, następnie 31 lipca doszło do kolejnych nalotów, w których zginął dowódca polowy Brygad Al Kassama, a 10 osób zostało rannych – ofiary te Płynny Ołów pozbawił wcześniej dachu nad głową. Tego samego dnia kolejne 3 osoby zostały ranne na przejściu granicznym Eretz na północy Gazy, po ostrzale ze zdalnie sterowanych karabinów maszynowych, umieszczonych na wieżyczkach strzelniczych. A była to reakcja słuszna, ma się rozumieć, gdyż wcześniej tego dnia Hamas posłał „pocisk rakietowy” w izraelskie miasto Aszkelon. No, poza tym, że wcale nie była to sprawka Hamasu, co potwierdził sam członek ISO (Izraelskich Sił Zbrojnych – przyp.), który powiedział serwisowi Ynet, że nie wierzy, by Hamas wystrzelił rakietę typu Grad, która nawet nie wybuchła (bo, jak zawsze w tego typu przypadkach, nie miała materiału wybuchowego). Pięć kolejnych Gradów wystrzelono w stronę portowego miasta Eilat 2 sierpnia, jednak te przestrzeliły cel i wylądowały w jordańskim mieście Akaba, zabijając taksówkarza. Wręcz absurdalny wydał się komunikat egipskich i izraelskich władz, według których pociski zostały wystrzelone przez Hamas z wybrzeży Zatoki Akaba, leżących po stronie Płw. Synaj. Nie wyjaśniono jednak, jak Hamasowi udał się taki wyczyn, skoro jego członków patrolujących choćby i przybrzeżne wody Strefy Gazy dosięgają karabiny izraelskich okrętów. Hamas natomiast podał bardziej prawdopodobną wersję wydarzeń: Za zamachami stoi Izrael, który pragnie w ten sposób ponownie nakręcić „spiralę przemocy”.

Rozbijanie Libanu

W Libanie aresztowano blisko sto osób oskarżonych o szpiegostwo na rzecz izraelskiego Mossadu oraz o sabotowanie kraju poprzez wyzysk jego mieszkańców, tak różnorodnych pod względem etnicznym i religijnym. Kilku z oskarżonych libańska prasa opisała jako „wysoko postawionych urzędników państwowych”. O niektórych wiadomo, że służyli w libańskich siłach zbrojnych, a na liście mogą figurować także członkowie parlamentu. Zdarzenie to jest wyraźnym zagrożeniem dla ładu politycznego w Libanie, skoro premier Hariri nakazał utajnić szczegóły śledztwa w tej sprawie. Teraz, gdy Syria została oczyszczona z zarzutów o udział w zabójstwie ojca Haririego, oenzetowski Specjalny Trybunał dla Libanu (STL) skierował wzrok w stronę Hezbollahu, którego co niektórzy członkowie mogą usłyszeć zarzuty jeszcze we wrześniu. Jasne jest, że Izrael i USA trzymają cały ten trybunał mocno za kark:

Zabójstwo Haririego: Udział Izraela wychodzi na jaw
Rannie Amiri
Counterpunch.org
25 lipca 2010

© Unknown - Miejsce zamachu

W wystąpieniu telewizyjnym 16 lipca sekretarz generalny Hezbollahu Sayyid Hassan Nasrallah oznajmił, że Trybunał najpewniej posłuży się informacjami z rozmów telefonicznych, które udostępnił Izraelowi operator jednej z sieci komórkowych, aby winą za morderstwo premiera obarczyć członków jego ugrupowania:

„Część oskarżeń opiera się na zeznaniach świadków, które okazały się fałszywe, oraz na nagraniach pozyskanych od operatorów telefonii komórkowej, infiltrowanych przez szpiegów, będących w stanie zmanipulować dane.

Przed wojną (w 2006 roku) szpiedzy ci przekazywali Izraelowi cenne informacje, dzięki którym mógł on kierować bombardowania na poszczególne domy, fabryki oraz instytucje. Zginęło wtedy wielu męczenników, a wielu innych zostało rannych. Szpiedzy ci są współodpowiedzialni za zabójstwa, zbrodnie, groźby i przesiedlenie.”

Nasrallah nazwał manipulację Trybunału „projektem Izraela”, mającym „wywołać chaos w Libanie”.

I rzeczywiście, izraelska manipulacja spowodowała niezłe zamieszanie w Libanie, gdzie wspierany przez Syrię i Iran Hezbollah wchodzi w skład rządu Saada Haririego, który, jak można było się domyślić, jest synem zamordowanego Rafika Haririego. Przywódcy Syrii i Arabii Saudyjskiej przybyli do Libanu 30 lipca, aby wziąć udział w nadzwyczajnym spotkaniu, celem wyjaśnienia rzekomego udziału Hezbollahu w zamachu. Była to pierwsza wizyta syryjskiego prezydenta Assada w Libanie od czasu tego zabójstwa oraz pierwsza wizyta króla Arabii Saudyjskiej, Abdullaha, od rozpoczęcia walk szyitów z sunnitami na ulicach Bejrutu przed dwoma laty. Nie wiemy, co ustalono na tym trójstronnym spotkaniu, ale Assad wyszedł z niego z kciukami uniesionymi do góry, dodając przy tym, że „było wyśmienite”. Zaraz potem, 2 sierpnia, doszło do tajemniczego ataku rakietowego na granicy między Jordanią, Izraelem i Egiptem. Następnie pojawiła się iskra, która groziła wybuchem otwartej wojny izraelsko-libańskiej: pięć osób zginęło w przygranicznej wymianie ognia między Siłami Zbrojnymi Libanu (LAF) oraz ISO, do jakiej doszło 4 sierpnia. Obie strony oczywiście prezentują różne wersje wydarzeń. Dowódcy LAF twierdzą, że wysłali strzały ostrzegawcze w niebo po tym, jak izraelscy żołnierze przekroczyli płot graniczny, aby wyciąć drzewo rosnące po libańskiej stronie, które rzekomo miało zasłaniać widok jednej z izraelskich kamer. Według Izraelczyków z kolei, strzały wymierzono w inną jednostkę ISO, stojącą 200 jardów (180m) w głębi izraelskiego terytorium, zabijając podpułkownika. Ich stosowną „reakcją”, jeśli rzeczywiście to nie oni zaczęli, była salwa rakiet z helikoptera Apache i pocisków ciężkiej artylerii, skierowana na wóz opancerzony stojący w sąsiedniej libańskiej wiosce. W ostrzale zginęło trzech libańskich żołnierzy oraz dziennikarz gazety „Al Akhbar”. Jak twierdzą libańskie siły, jeden z ich snajperów zastrzelił wtedy izraelskiego dowódcę. Sytuację opanowano w dużej mierze dzięki interwencji UNIFIL-u (Tymczasowych Sił Zbrojnych ONZ w Libanie), po czym LAF wycofały się z tamtego rejonu, być może mając w pamięci, że do rozpętania ataku odwetowego Izraelowi wystarczy choćby najbłahszy incydent.

© AFP: Mahmoud Zayat - Ewakuacja rannego libańskiego żołnierza z miejsca strzelaniny

Zwróćcie uwagę, że spór wywiązał się między ISO a libańską armią. Choć przywódca Hezbollahu Nasrallah przyznał, że oferował rządowi Libanu wsparcie ze strony organizacji na czas kryzysu, w innych przypadkach takiej współpracy nie było. Jeżeli ten incydent był izraelską prowokacją, mającą zasiać chaos wewnątrz Libanu, to przyniósł on zgoła odmienny skutek. Cały establishment Libanu zjednoczył się pod wojskowym szyldem. Celowo czy przypadkiem, tego samego dnia Nasrallah wygłosił kolejną przemowę, w której otwarcie oskarżył Izrael o zabójstwo Rafika Haririego. Następnie, 9 sierpnia, Hezbollah ujawnił nagrania z izraelskich bezzałogowych dronów (UAV), przechwycone jeszcze w 1997 roku. W iście spektakularnym odwecie (zważywszy na względnie skromne środki Hezbollahu w porównaniu z Izraelem oraz fakt, że innym organizacjom niemal nigdy nie udaje się przełamać obrony izraelskiego wywiadu), Hezbollah wyemitował na antenie swojej telewizji Al Manar przemowę Nasrallaha, na której wyszczególnił chronologiczny przebieg wydarzeń tworzących osnowę zamachu, w którym zginął Hariri oraz 22 przechodniów. Oprócz tego zaprezentowano nagrania filmowe wykonane przez drony, które Hezbollah jakimś cudem przechwycił, gdy przekazano je do izraelskiego centrum operacyjnego. Jak pokazują nagrania, izraelskie drony monitorowały miejsce, gdzie doszło do eksplozji auta Haririego, jak również trasę, którą konwój poruszał się z jego domu do Bejrutu na kilka dni przed owym dniem św. Walentego 2005 roku. Jak sam przyznał, nie są to ostateczne dowody na to, że za zamachem stoi Izrael, jednak Nasrallah stwierdził później: „Mamy dowody, że Ghassan al-Jedd, domniemany agent izraelski, który organizował grupy operacyjne, był obecny na miejscu zamachu”. Dodawszy do tego rosnącą liczbę izraelskich informatorów, potwierdzających wersję Hezbollahu, którzy zaczęli się ujawniać w Libanie od czasu objęcia władzy przez syna Haririego, manipulacja Izraela, pierwotnie wymierzona w politykę Libanu, może obrócić się przeciw niemu samemu.

Zapędy na Iran

Kiedy w lipcu Szahram Amiri, naukowiec pracujący nad cywilnym programem atomowym Iranu, wrócił do kraju z odmienną wersją przyczyn swojego zniknięcia przed rokiem, mogliśmy przekonać się, jak daleko posuną się Izrael i USA, aby wmówić nam, że Iran stanowi zagrożenie dla wszystkich wolnych ludzi. Według oficjalnej wersji Amiri miał dobrowolnie uciec z Iranu. Jednak jak się okazuje, został on uprowadzony przez amerykańskich i saudyjskich agentów w trakcie swojej pielgrzymki do Medyny w Arabii Saudyjskiej, a następnie poddany „intensywnej presji psychologicznej” (czytaj: torturom) w celu „ujawnienia fałszywych informacji na temat irańskiego programu nuklearnego”. Ponadto zaoferowano mu 50 milionów dolarów za współpracę z CIA, przyznanie się do szukania azylu politycznego w USA oraz objęcie roli medialnego rzecznika agencji, ujawniającego niegodziwe praktyki Iranu. Co dodatkowo niepokoi, Amiri ujawnił, że „w kilku przesłuchaniach brali udział agenci izraelscy i grożono mi przeniesieniem do Izraela w razie braku współpracy z Amerykanami”. I podobnie jak w aferze szpiegowskiej z czerwca, tu również okazało się, że USA zaoferowały wymianę Amiriego za trójkę amerykańskich „turystów”, zatrzymanych w Iranie za przekroczenie irackiej granicy, potwierdzając tym samym, że owa trójka była w istocie szpiegami, a nie, jak to uparcie przedstawiała propaganda amerykańskich mediów, „niewinnymi turystami”, którzy zwyczajnie zabłądzili.

© Associated Press - Szahram Amiri przywitał się z synem na lotnisku Imama Chomejniego w Teheranie

Jak tylko Amiri przyleciał na lotnisko Imama Chomeiniego w Teheranie, potężna bomba wybuchła w tłumie szyitów przed meczetem w Zahedanie (ostan Sistan-Beludżystan), przy granicy z Pakistanem. Zginęło 27 osób, a wiele zostało rannych. Wiele podobnych zamachów, do jakich doszło w regionie w ostatnich latach, jest sprawką Jundullahu, separatystycznej grupy, stale finansowanej przez CIA. Tak więc, gdy historia z „irańskim naukowcem” wzięła w łeb, podżegacze sięgnęli po sprawdzoną metodę. Irański rząd musiał zdementować zarzuty Izraela, jakoby w Iranie skazano kobietę na śmierć przez ukamienowanie, ponieważ miała dopuścić się cudzołóstwa. Dokładnie jak w przypadku Nedy Soltani, zamordowanej w tajemniczych okolicznościach podczas sztucznych zamieszek, do jakich doszło po wyborach prezydenckich w Iranie minionego lata, zdjęcie Sakiny Mohammadi Asztiani również pojawiło się wraz z artykułami o niej w massmediach na całym świecie. Jak dowiedział się SOTT.net, powyższa historia po raz pierwszy wyciekła w Radiu Farda – będącym irańskim odgałęzieniem Radia Wolna Europa/Radia Swoboda, narzędzi propagandy w rękach CIA – oraz w serwisie The Media Line – szczekaczki syjonistów. Sprawę ukamienowania podchwycił „Jerusalem Post” w tym artykule z 30 czerwca. Tymczasem brytyjskie media podały, że 4 sierpnia Ahmadineżad ledwo uniknął zamachu, kiedy ktoś rzucił granat ręczny „domowej roboty” w kolumnę prezydenckich pojazdów w mieście Hamadan, aczkolwiek irański rzecznik prasowy usilnie twierdził, że była to zwykła petarda, rzucona przez „podekscytowanego fana”. Kilka dni później Ahmaineżad przypomniał światu podczas telewizyjnej przemowy, dlaczego jest celem numer jeden syjonistów:

Jaki plan krył się za atakami z 11 września? Otóż w ciągu pięciu, sześciu dni, i za pomocą mediów, zdołali tak wpłynąć na opinię publiczną, że uznała atak na Afganistan i Irak za dopuszczalny i słuszny”.UE zdecydowała, że sankcje Rady Bezpieczeństwa ONZ z zeszłego miesiąca były niewystarczające, toteż jednogłośnie narzuciła nowe restrykcje na irański handel zagraniczny, energetykę i system bankowy. „To najistotniejszy i najdalej sięgający zestaw sankcji, jaki zatwierdziła Unia wobec Iranu, czy też jakiegokolwiek innego państwa”, powiedział pewien służalczy dyplomata UE, wyraźnie dumny z jej ostatniego wkładu w tworzenie relacji międzynarodowych XXI wieku. Następnego dnia amerykańska Izba Reprezentantów przedłożyła Kongresowi Rezolucję nr 1553, zapewniającą poparcie dla „wszelkich” działań Izraela wobec Iranu, „włącznie z użyciem siły zbrojnej”. Innymi słowy, neokoni stojący za rezolucją dają carte blanche Izraelowi, w sprawie ataku na Iran, oraz Stanom Zjednoczonym, które włączą się w celu obrony Izraela przed atakiem odwetowym.

Prawdziwy cel izraelskiej kampanii na rzecz zbombardowania Iranu
Gareth Porter
CommonDreams.org
30 lipca 2010

Izrael od dawna miał taką strategię na Iran, ponieważ nie byłby w stanie toczyć wojny z Iranem bez wsparcia USA. Izrael musi wiedzieć, że Stany Zjednoczone dokończą wojnę, którą on chce rozpocząć. […]

Zdaniem Gerechta ta sama logika obowiązuje w przypadku „irańskiego aktu terroru wobec USA, już po izraelskim uderzeniu”, przez co rozumie dowolny atak na amerykański cel na Bliskim Wschodzie. Gerecht pisze, że Obama może być „zmuszony” zagrozić odwetem [wobec Iranu] „natychmiast po niespodziewanym ataku Izraela”.

To kluczowe zdanie w tym długim wywodzie Gerechta. Obama nie będzie  „zmuszony” wesprzeć izraelskiej agresji na Iran, dopóki będzie istnieć zbyt silna presja polityczna przeciwko takiej decyzji. Dlatego też Izraelczycy dążą do sformowania silnego poparcia dla wojny w Kongresie i pozyskania opinii publicznej, co pozbawi Obamę wszelkich innych opcji. […]

Gerecht po raz pierwszy przedstawił tę fantazję Izraela i neokonów już w 2000 roku – na długo zanim w Iranie zaczęto myśleć o programie atomowym – w eseju opublikowanym w książce wydanej przez Project for New American Century. Stwierdził w nim, że jeśli Iran da się złapać na „akcie terroru”, marynarka USA powinna „zareagować z furią. […]

Komentarz: Oto definicja terroryzmu pod fałszywą flagą – obarczyć winą za zamach wybraną przez siebie ofiarę. Powyższa wizja spółki Izrael-neokoni poprzedza „irańskie zagrożenie nuklearne”, które wymyślono jako pretekst usprawiedliwiający interwencję USA, mającą „uchronić świat” w imieniu Izraela.

A gdyby ktoś ciągle nie rozumiał jego przekazu, Gerecht był jeszcze bardziej dosłowny: „To znaczy, że nie wchodzi w grę posyłanie pocisków cruise w środku nocy, aby zminimalizować liczbę ofiar. Klerykałowie niemal na pewno wyjdą z odwetem, chyba że Waszyngton użyje wcześniej przygniatającej, paraliżującej siły”.

[…] wyniki sondaży z 2010 roku pokazują, że większość Amerykanów została już zmanipulowana i popiera wojnę z Iranem – głównie dlatego, że ponad dwie trzecie ankietowanych uważało, że Iran już posiada broń nuklearną. Izraelczycy najwyraźniej liczą na wykorzystanie tej okazji. „Gdyby Izraelczycy uderzyli teraz, amerykańska opinia publiczna prawdopodobnie by ich poparła, pisze Gerecht. „Być może i zdecydowana większość”. Netanjahu pewnie napawa się myślą, że zdoła wymusić na Baracku Obamie wsparcie agresywnej wojny Izraela przeciwko Iranowi. W końcu to Netanjahu oświadczył w 2001 roku: Wiem, czym jest Ameryka. Ameryką można bardzo łatwo kierować, ustawiać w odpowiednim miejscu. I nikt [z Amerykanów] w tym nie przeszkodzi”.

© Agence France-Presse/Getty Images - Japoński tankowiec M Star przybił do portu w Fudżajrze

Bibi wie, co mówi. USA właśnie zgodziły się przyznać Izraelowi największą jak dotąd darowiznę na cele wojskowe – 2,775 miliarda dolarów na „wsparcie bezpieczeństwa, w szczególności Izraela”. I to w samym tylko 2010 roku. Och, a poza tym, Izrael otrzyma zniżkę na nowy system antyrakietowy oraz myśliwce F-35, dorzucone do umowy. Kandydat na wykonawcę ataku pod fałszywą flagą zaprezentował się pod koniec lipca, kiedy japoński tankowiec „padł ofiarą zamachu terrorystycznego”, którego dokonała „grupa rebeliantów powiązana z al Kaidą”. Jak zarzekali się „dżihadyści”, zamachowiec-samobójca wysadził się tuż przy burcie M Star, jednak po obejrzeniu rozmiarów wgniecenia śledczy odrzucili wersję o tajemniczych terrorystach stwierdzając, że bardziej wyglądało to, jakby ktoś podsunął łódkę z ładunkami wybuchowymi, co przypomina metodę ataku na USS Cole. Zabawne, jaką to krótką pamięć mają ci terroryści!

Po niespodziewanej czerwcowej decyzji nałożenia na Iran nieśmiałej dawki sankcji, rosyjski rząd już w lipcu pozbył się reszty zahamowań, gdy prezydent Miedwiediew ostrzegł, że „Iran jest coraz bliższy pozyskania potencjału, którego równie dobrze będzie można użyć do stworzenia broni nuklearnej” – co w żargonie dyplomacji oznaczałoby: „Może trzymamy się scenariusza, ale nikt nie odgadnie naszych prawdziwych motywów”. Czy zatem Rosja naprawdę rzuciła Iran na pożarcie wilkom? Raczej na to nie wygląda, skoro na początku sierpnia Irańczycy ogłosili, że otrzymali pierwszą dostawę rakiet S-300 – których wysyłkę USA ponoć miały wybić Rosji z głowy. Podobnie nie wiemy, co myśleć o jej nagłym i nieoczekiwanym potwierdzeniu pomocy w okupacji Afganistanu. Po dziewięciu latach, które kosztowały życie 110 tys. ludzi, kampania USA w Afganistanie już była przegrana, aż tu nagle z pomocą nadeszły w zeszłym miesiącu WikiLeaks i Rosja. Czy Putin i Miedwiediew podają w ten sposób Ameryce sznur, na którym miałaby dokonać żywota? A może uświadomili sobie, że gdy tylko Afganistan zapadnie się, stworzy czarną dziurę, która w równym stopniu pochłonie rosyjskie interesy?

Niech jedzą czekoladę

Po ostatnich wysiłkach elity można wnioskować, że coś się szykuje:

Zrzutka amerykańskich milionerów – chcą przekazać połowy swych fortun na szczytne cele

Andrew Clark
UK Guardian
4 sierpnia 2010

Najzamożniejsi Amerykanie ustawiają się w kolejce, żeby wspólnie dokonać wielkiego gestu hojności. W ramach filantropijnej kampanii Warrena Buffetta i Billa Gatesa, 40 amerykańskich miliarderów podpisało się pod deklaracją przekazania co najmniej połowy swych fortun na cele charytatywne.

W tym bezprecedensowym zbiorowym zobowiązaniu, najznakomitsze osobistości ze świata biznesu, w tym burmistrz Nowego Jorku Michael Bloomberg, dziedzic hotelowej fortuny Barron Hilton, założyciel CNN Ted Turner oraz twórca „Gwiezdnych Wojen” George Lucas, podpisali się w akcie „moralnej przysięgi” pod zapoczątkowaną sześć tygodni temu inicjatywą, która ma zachęcać najzamożniejsze amerykańskie rodziny do przekazywania pieniędzy na rozwiązywanie najbardziej palących problemów społecznych.

© Unknown -- Bill Gates i Warren Buffett mają niezły ubaw z całej tej nieuczciwości.

Deklaracja jest rodzajem moralnego zobowiązania i nie jest prawnie obowiązująca. Zainspirowana Fundacją Billa i Melindy Gatesów, pompującą miliardy dolarów w walkę z chorobami w rozwijających się krajach, nie realizuje żadnych konkretnych celów charytatywnych, ale działa w oparciu o zbiór zasad.[…]

Na pierwszy rzut oka zaangażowane zostały ogromne kwoty. Wśród tych, którzy zadeklarowali się przekazać pieniądze, znajduje się prezes firmy produkującej oprogramowanie biznesowe Oracle, którego majątek według czasopisma Forbes szacowany jest na 28 miliardów dolarów, bankier David Rockefeller ($2,2mld), potentat naftowy Boone Pickens ($1,1mld), oraz magnat inwestycji kapitałowych Pete Peterson ($2mld).

Na liście widnieje również związany z przemysłem medialnym Barry Diller oraz jego żona, projektantka mody Diane von Furstenberg. Nie zabrakło też założyciela bankowego konglomeratu Citigroup, Sandy Weilla, oraz jego znajomych z Wall Street, na czele z współtwórcą funduszu inwestycji kapitałowych Carlyle, Davidem Rubensteinem. […]

Niektórzy są sceptyczni w stosunku do sposobu, w jaki Gates i Buffett kompletują elitę filantropów sfery publicznej.

Pablo Eisenberg, stypendysta Georgetown Public Policy Institute na Uniwersytecie Georgetown w Waszyngtonie, powiedział, że najzamożniejsi ofiarodawcy mają skłonność do finansowania szkolnictwa wyższego, sztuki, oraz pewnych konkretnych celów w dziedzinie opieki medycznej, z relatywnie niewielką pomocą przekazywaną na redukowanie ubóstwa, przyczyn kalectwa czy upośledzone społecznie mniejszości narodowe. Miliarderzy przekazują fundusze głównie za pośrednictwem korzystnie opodatkowanych fundacji.

„Te mega-fundacje, będące rodzinnymi przedsiębiorstwami nie obciążonymi żadną odpowiedzialnością, zamierzają decydować o priorytetach polityki społecznej w tym kraju” – powiedział Eisenberg. „ Zdaje się, że lepszym niż filantropi rozwiązaniem było ściąganie podatków, które z biegiem czasu zaspokajały potrzeby najuboższych”.

Fundacja Billa i Melindy Gatesów inwestuje pieniądze w projekty Big Pharmy, produkującej szczepionki i leki, oraz w koncerny naftowe (takie jak BP), które sieją zniszczenie w krajach, którym deklarują się pomagać. Kiedy na skutek popełnianych przez nich zbrodni ludzie zaczynają chorować, Gates i spółka zjawiają się, żeby ich dobić swoimi szczepionkami i lekarstwami.

Mega-zepsuci są zainteresowani oczywiście czymś więcej, niż tylko szczepionkami i „lekami na AIDS” dla ubogiej populacji tego świata, bo jak się okazuje, nieuczciwie zdobyte środki inwestują również w „nanoszczepionki” przeznaczone dla całej reszty. Jednym z takich postrzelonych pomysłów jest program „podawania szczepionek przez pot”, stworzony w oparciu o nanocząsteczki posiadające zdolność przenikania przez ludzką skórę. Technologię tę zdefiniowano jako metodę „…podawania nanocząsteczek, które przenikają skórę przez cebulki włosowe, a wyniku kontaktu z ludzkim potem rozpadają się uwalniając szczepionki”.

To coś, co będzie można rozpylać w takich miejscach jak lotniska, centra handlowe, punkty kontrolne, szpitale, itp., tak że dostaniecie swoją „szczepionkę”, czy wam się to podoba – albo raczej – czy będziecie o tym wiedzieć, czy też nie.

Część pieniędzy wydają również na coś, co w swym wydźwięku bardzo przypomina „redukowanie populacji”. Jednym z programów finansowanych obecnie przez fundację Billa jest program sterylizacji mężczyzn, w którym wykorzystuje się silne impulsy ultradźwiękowe nakierowane na mosznę, w celu doprowadzenia do 6-miesięcznej bezpłodności (a przynajmniej takie są założenia… kto na ochotnika do przetestowania?). Lepszą nazwą w tym przypadku będzie „technologia bezoperacyjnej kastracji”.

Kiedy już pomogliśmy im splądrować nasz świat, zostaliśmy uznani za produkty jednorazowego użytku, które występują w zbędnej nadwyżce. Czy wyczuwacie delikatną woń filantropijnej życzliwości w tym wszystkim?

A teraz bajeczka na dobranoc…

Dawno, dawno temu, pewnej pod-rasie osobników zwanych psychopatami udało się nakłonić pozostałych mieszkańców planety do wiary w to, że lodowce na biegunach stopnieją, poziom mórz się podniesie, a wszystkie miasta świata znikną pod wezbranymi falami, jeżeli nie zgodzą się oni oddać mnóstwa pieniędzy psychopatom, którzy przy ich pomocy zapędzą ludzi do swojej zagrody i będą się nimi żywić.

Żeby ich przekonać do wypełnienia tego planu, psychopaci powiedzieli ludziom, że gaz, który dotąd był uważany za niezbędny dla życia na Ziemi, stał się teraz odpowiedzialny za przegrzanie planety. Powiedzieli ludziom, że wyprodukowali za dużo tego gazu, dlatego teraz będzie dla wszystkich lepiej, jeżeli część z nich po prostu zniknie. Ludzie zaczęli więc wyrzucać (delikatnie mówiąc) za burtę najbiedniejszych, a pod naporem fałszywych pretekstów zgodzili się wybudować dla siebie więzienie, przez cały ten czas wierząc, że uratuje to planetę. Ale bogaci ludzie nie rozumieli tego, że niebawem sami wylądują za burtą, ponieważ psychopaci byli bezwzględnymi pasożytami, napychającymi się w tym samym czasie, kiedy ludzkość dobrowolnie wzięła na siebie ubóstwo.

Psychopaci byli diabelsko inteligentni. Mieli pewne wyobrażenie co do prawdziwej natury nadciągającej zmiany, ale nie chcieli, żeby dowiedzieli się o niej ludzie. Przygotowali dla siebie kryjówki, a następnie zamierzali oskarżyć ludzi za zmiany klimatyczne, jak tylko rozpęta się burza! W międzyczasie zabrali się za terroryzowanie ludzi i wciąganie ich w bratobójcze wojny, przez cały ten czas pilnie przygotowując się na nadchodzące zmiany, kiedy to mieli nadzieję zagarnąć całą planetę dla siebie (być może z małą grupką ludzkich niewolników, którym udałoby się przeżyć wielkie zmiany).

Żeby plan zadziałał, ludzie za żadne skarby nie mogli odkryć ich tajemnicy. Ale odkryli. Zaczęli rozumieć, że psychopaci byli złymi przywódcami i w rzeczywistości niebezpiecznymi stworzeniami. Postanowili podzielić się tą nowo odkrytą świadomością z innymi. Psychopaci robili się coraz bardziej zdesperowani, kiedy wyczuli, że ludzie zaczynają wyślizgiwać się z ich uścisku. Chcąc nie dopuścić do tego, żeby ich ludzcy niewolnicy zwrócili przeciwko nim, psychopaci postanowili wykupić światowe zasoby czekolady, ponieważ wiedzieli, że to właśnie czekolada daje ludziom szczęście. Jednak zrobili się tak lekkomyślni w swoim postępowaniu, że ludzie w końcu zorientowali się, kim oni są naprawdę – złymi pasożytami, żerującymi na ludziach i ich planecie

© Unknown – Czekolada, opium dla mas.

Nie wiemy dokładnie, jak się ta bajka skończy, ale dostrzegamy w tym chaosie rzeczy, które dają nam nadzieję. Warto pamiętać, że tak jak w przypadku bajek, z których wyrastamy, powyższa fabuła jest opowieścią, wyobrażeniem pomagającym ludziom przetrawić nowe idee, które początkowo mogą wydawać się przerażające i prawdopodobnie na jakiś czas wywrócą ich życie do góry nogami. Ale kiedy minie najtrudniejszy okres, można będzie powrócić ze wzbogacającym życie, obiektywnym i bardziej zrównoważonym spojrzeniem na Wszechświat oraz zrozumieniem swojej w nim roli.

Prawda jest taka, że nie ma żadnego wielkiego planu, który byłby realizowany przez jakąś konkretną grupę osób. Jest za to wielu psychopatów, którzy konspirują ze sobą przeciwko ludziom, ale ze względu na własną naturę konspirują również przeciwko sobie nawzajem! Brakuje im po prostu przezorności oraz zdolności przewidywania i wyobrażenia sobie złożonych ciągów wydarzeń, jakie rozgrywają się na wielkiej scenie. Indywidualnie i – w ograniczonym zakresie – grupowo, mogą osiągać tymczasowe sukcesy w oszukiwaniu ludzi, ale nie są cudotwórcami. Och, z pewnością wierzą, że nimi są! No i chcą, żebyśmy my w to również wierzyli. Być może my chcemy w to wierzyć – że przynajmniej ktoś panuje nad sytuacją. Niestety jest to myślenie życzeniowe. Lokomotywa pędzi jak szalona, ale nie ma w niej motorniczego.

Dlatego też istnieje możliwość, że nawet garstka otwartych i pełnych dobrych chęci ludzi, przy pomocy swojej kreatywnej energii, zdoła z tego narastającego chaosu wymodelować porządek. Nie lękajcie się, nie jesteście sami.

© Matthew Williams - Krąg zbożowy na wzgórzu Białego Konia (Pewsey White Horse), w pobliżu miejscowości Pewsey, hrabstwo Wiltshire, Anglia, 8 sierpnia 2010r.

© Matthew Williams

– –

Ten artykuł jest przekładem oryginału zamieszczonego w języku angielskim na stronie:

dokonanym przez polskich tłumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.

Materiał ten został opublikowany przez SOTT.NET – projekt Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala się na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz żródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

Reklamy

1 komentarz »

  1. hej Izo! 🙂
    Co sie dzieje?
    Dlugo nie piszesz.
    Jestes na tej konferencji paleo we Francji?
    pozdrawiam serdecznie
    Aga

    Komentarz - autor: aga — 20 października 2010 @ 10:00


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: