PRACowniA

30 września 2010

Łączenie Punktów: Pogwizdywanie na cmentarzysku (1)

SOTT Editors
Sott.net
14 sierpnia 2010

Lipiec 2010 był miesiącem ekstremalnej pogody i wyraźnie pogłębiającej się zapaści ekosystemu naszej planety. Pomimo złowieszczych ostrzeżeń, psychopaci u władzy robią wszystko, by ukryć fakty i jak najwięcej ludzi uwikłać w konflikty oraz sprowadzić na nich cierpienie i śmierć.

© thepolarproject.com

15 lipca, trzy miesiące po wybuchu na platformie Deepwater Horizon i jej zatonięciu w Zatoce Meksykańskiej, BP ogłosiło, że udało się zatkać cieknący szyb. Wiceprezydent spółki, Kent Wells, poczuł taką ulgę, że powiedział: „Jestem niezwykle rad, że w Zatoce Meksykańskiej nie ma już ropy ”. Nie bardzo wiadomo, co myśleć o tym komentarzu, po tym, jak jego firma wlała do Zatoki 5 000 000 baryłek ropy. Być może doszedł on do wniosku, że skoro wyciek jest zatamowany, BP pozbyło się problemu i może swobodnie działać dalej, jakby nic się nie stało? Na to wygląda, sądząc po podaniu do wiadomości zaledwie kilka dni później, że lada moment zaczną wiercić na jeszcze większej głębokości, u wybrzeży Libii. A czy ostatnia próba zatamowania wycieku naprawdę się powiodła? Nie można mieć pewności, ponieważ musimy uwierzyć BP na słowo. Pamiętajcie, że w interesie BP leżało zaniżenie ilości wyciekającej ropy – im mniej jej wycieknie, tym mniej będą musieli zapłacić rządowi USA i lokalnej społeczności znad Zatoki w postaci grzywny i rekompensat. Natomiast rzeczywisty koszt dla całej planety może przekroczyć wszelkie wyobrażenia.

Zapraszamy do najlepszego w sieci podsumowania aktualnej sytuacji na naszej planecie.

Toksyczna Zatoka

Skuteczne zatkanie szybu powinno wytworzyć pod nim ogromne ciśnienie i skoro nie było widać tego oznak, stało się oczywiste, że ropa wycieka gdzie indziej. Nie ufając oświadczeniu BP, 18 lipca rząd USA wysłał w podejrzany rejon swoje własne ekipy i od razu zauważono, że ropa i metan wciąż wydobywają się z dna oceanicznego. Zanim wieść ta przedostała się do prasy, anonimowi przedstawiciele rządowi potwierdzili, że ropa „wycieka w pewnej odległości od szybu”, czyniąc prawdopodobnie aluzję do wypowiedzi dobrze zorientowanego w temacie Matta Simmonsa, który skrytykował absurdalność skupiania się na zatkanym szybie, skoro istnieje inny ogromny wyciek ropy, „mile” od Deepwater. Po raz kolejny BP zostało przyłapane na kłamaniu w żywe oczy, gdy CBS News również doniosło, że w odlgłości trzech kilometrów od zaczopowanego szybu wykryto wydobywające się na powierzchnię ropę i metan. W typowy, kłamliwy sposób, czym jesteśmy raczeni od kwietnia,  dziennik „Miami Herald” zapewnił nas, że „urządzenia wykrywające namierzyły naturalne sączenia, będące powszechnym zjawiskiem w Zatoce”. Widzicie, wszystko jest w porządku. Zatkaliśmy cieknący szyb, a wszystkie pozostałe wycieki to wina Matki Natury. Dziwnym zbiegiem okoliczności Matt Simmons nie żyje. „Utopił się w swoim domu” lub „zmarł na atak serca”, w zależności od tego, którym doniesieniom dacie wiarę.

© thepolarproject.com

Operacja „static kill” zaczęła się od wypełnienia szybu po brzegi ciężkim błotem wiertniczym, po czym planowano dołożyć do tego cement, który teoretycznie miał zatkać szyb na dobre. Próbowano tego już w maju, bez powodzenia, okazało się bowiem, że zbyt duże ciśnienie nie pozwoliło na wprowadzenie czegokolwiek do szybu. Fakt, że tym razem udało się to zrobić, wspierają raporty o pojawiających się w wielu pobliskich miejscach przeciekach. Sam szyb został najprawdopodobniej uszkodzony 20 kwietnia, podczas pierwotnej eksplozji metanu – tłumaczyłoby to niższe od spodziewanego ciśnienie. Ropa i metan próbują przedostać się przez obudowę szybu i znajdują ujście przez pęknięcia w dnie oceanu. Zważywszy na jawne kłamstwa BP o uszczelnieniu głowicy, co mamy sądzić o niedorzecznym stwierdzeniu z 4 sierpnia, że nie tylko szyb został ostatecznie i na stałe zatkany, ale i większość ropy zniknęła z Zatoki!? Tak po prostu! Biały Dom utrzymuje, że „większością ropy zajęła się Matka Natura – ropa została skonsumowana przez bakterie głębinowe, bądź też po prostu wyparowała”.

Kłamstwa, kłamstwa, przeklęte kłamstwa. Większość ropy „zniknęła”, ponieważ BP przekupywało naukowców, mediom nie wolno jej filmować, a toksyczny Corexit rozproszył ją, przemieszczając w głąb wód Zatoki. Będące na porządku dziennym deklaracje psychopatów, że rzeczywistość jest taka, jak nam wmawiają, jeszcze jej taką nie czynią. Przypomnijcie sobie tylko, jak BP zostało przyłapane na „przerabianiu za pomocą Foto Shopa” zdjęć z katastrofy, i to nie raz, lecz kilkukrotnie. Kiedy już mediom zablokowany został dostęp do strefy katastrofy, BP wzięło się teraz za kontrolowanie badań naukowych nad fuszerką koncernu. W zeszłym miesiącu na światło dzienne wypłynęła wiadomość, że firma szalała z pieniędzmi, kupując milczenie naukowców i kontrolując badania naukowe dotyczące środowiskowych i zdrowotnych skutków katastrofy. BP bezczelnie próbowało wynająć cały wydział oceanografii jednego z uniwersytetów w Alabamie, kiedy przygotowywało się do obrony prawnej w związku z wytoczonymi mu procesami, podczas gdy naukowcy z Louisiana State University, Mississippi State University i Texas A&M podpisali kontrakty z BP na określenie rozmiaru ekologicznych zniszczeń w rejonie Zatoki Meksykańskiej. Kontrakt ten „zakazuje naukowcom publikowania swoich badań, dzielenia się nimi z innymi naukowcami czy też rozmawiania o danych, które zebrali, przez co najmniej następne trzy lata”.

© thepolarproject.com

Przekonanie, że da się ograniczyć społeczną percepcję rzeczywistej sytuacji w rejonie Zatoki, jest po prostu kolejnym przykładem tego samego myślenia życzeniowego, tak charakterystycznego dla psychopatii. Intensywne używanie Corexitu dla zamaskowania wycieku oznacza, że „75%” ropy pozostaje rozproszone w morzu, a skala problemu zostaje ukryta. Lecz jest to jedynie kwestia czasu, a ludzie i tak poznają prawdę, kiedy toksyczne odpady zagrożą każdemu aspektowi ich życia. Koncentracja metanu, ponad 100 000 razy przekraczająca normalny limit dla wód Zatoki, już zmieniła złożony łańcuch pokarmowy, stanowiący fundament ekosystemu tego obszaru. „Martwa strefa” -powstała w wyniku niskiej zawartości tlenu – teraz rozciągnęła się na obszar o rozmiarach Massachusetts – na zachód od Luizjany, wzdłuż linii brzegowej Teksasu. Lokalne agencje rządowe zapewniają nas, że woda jest bezpieczna, choć test za testem na próbkach ropy i wody ujawniają niebezpieczny poziom toksyczności. Powinniśmy pamiętać, że rząd Busha również zapewniał społeczeństwo, że powietrze wokół strefy zero przy WTC jest bezpieczne. Tymczasem tysiące ratowników, wciąż cierpiących na problemy z oddychaniem, stanowi dziś świadectwo tego skandalicznego i bezdusznego rządowego kłamstwa.

Przeprowadzone ekspertyzy mające ocenić wpływ katastrofy na ludzi wykazały, że prawie połowa pracujących w rejonie Zatoki ma podrażnienia skóry i problemy z oddychaniem, nie wspominając o szkodach w ich życiu psychicznym oraz w gospodarce – w szczycie sezonu turystycznego. Podczas badań przeprowadzonych przez Center for Disease Control stwierdzono, że 10 % populacji Key West na Florydzie została zarażona wirusem gorączki tropikalnej – drobnoustrojem przenoszonym przez komary, wywołującym u ludzi symptomy bardzo podobne do skutków kontaktu z Corexitem i ropą naftową:

Epidemia gorączki tropikalnej na Florydzie zwiększa zagrożenie w i tak już zatrutym rejonie Zatoki

H.P. Albarelli Jr. & Zoe Martell
Truthout.org
21 lipca 2010

Czas, w którym wybuchła epidemia gorączki tropikalnej, uwydatnia dwa dodatkowe problemy. Symptomy gorączki tropikalnej są bardzo podobne do  pojawiających się przy kontakcie z chemikaliami, takimi jak te zawarte w ropie naftowej i rozpraszaczach używanych na skażonym obszarze Zatoki Meksykańskiej, utrudniając zdiagnozowanie źródła symptomów u chorych. Co gorsza, istnieje możliwość, że Corexit i pozostałe toksyny obecne na obszarze Zatoki mogły osłabić system odpornościowy, a tym samym przygotować podłoże dla poważniejszych postaci choroby u ludzi, którzy są, bądź byli, narażeni na kontakt z wirusem.

Sprawy przyjęły dziwny obrót, bowiem w efekcie departament Homeland Security Admninistration ogłosił „terror alert” (alarm terrorystyczny), choć nigdy nie ujawniono, dlaczego. Czy to naprawdę na ‘gorączkę tropikalną’ chorują ludzie z Florydy? Mieszkańcy znad Zatoki są wściekli na BP i ukrywanie skali tego ekobójstwa, lecz my zastanawiamy się, jak by się poczuli, gdyby dowiedzieli się, że tropikalna gorączka została rozmyślnie wprowadzona na Florydę przez CIA w latach 50. ubiegłego wieku, jako część Projektu Artichoke:

Kilka dokumentów CIA oraz odkrycia Komisji Kongresu z 1975 roku ujawniają, że trzy rejony Florydy – Key West, Panama City i Avon Park – jak również dwie inne lokalizacje na środkowej Florydzie zostały użyte do eksperymentów z gorączką tropikalną i z innymi substancjami biologicznymi roznoszonymi przez komary. […]

Eksperymenty w Avon Park, około 170 mil od Miami, były potajemnie przeprowadzone w biednej afro-amerykańskiej dzielnicy, gdzie mieściło się kilka nowo utworzonych kompleksów mieszkalnych. Dokumenty CIA związane z jej ściśle tajnym Projektem MK/NAOMI jasno wykazują, że komary użyte w Avon Park należały do gatunku Aedes aegypti. W jednym z większych eksperymentów specjalnie wyposażone jednostki powietrzne wypuściły nad tym obszarem 600 000 komarów. W jednym z eksperymentów w Avon Park około 150 000 komarów zostało zrzuconych w papierowych torbach, zaprojektowanych tak, by się otworzyły przy zderzeniu z ziemią. Każda z toreb zawierała około 1000 insektów. Poza gorączką tropikalną, niektóre z owadów przenosiły również żółtą febrę.

Kiedy na początku sierpnia dziesiątki tysięcy martwych, nabrzmiałych śledzi menhaden unosiły się na płytkich wodach Mississippi, Departament Jakości Środowiska starał się zamydlić nam oczy zapewnieniem, że te martwe ryby wydostały się przez rozdartą sieć statku rybackiego. Powiedzcie to martwym żółwiom lub martwym delfinom wyrzuconym na brzeg. W każdym razie, zaledwie kilka dni później doniesiono o kolejnym potężnym pomorze ryb w Gulfport w stanie Mississippi. „Bezprecedensowe” pomory ryb odnotowano już w czerwcu. Tuż przed publikacją tego odcinka kolejna masowa śmierć menhadenów została odkryta u wybrzeży stanu Massachusetts, choć w tym wypadku winę przypisywano nadzwyczaj ciepłej wodzie. Mieszkańcy mówią, że nigdy nie widzieli czegoś podobnego. Kolejne dziesiątki tysięcy martwych manhandenów zostały wyrzucone na brzeg zatoki Delaware w południowym New Jersey 11 sierpnia.

Powołując się na „niekompletne formularze”, BP ogłosiło 12 lipca, że drastycznie zredukuje rekompensaty dla około 40 000 mieszkańców rejonu Zatoki, bezpośrednio dotkniętych katastrofą. W następnym tygodniu BP, do spółki z rządem USA, posunęło się jeszcze dalej:

Szwindel BP wobec „małych ludzi”

Dahr Jamail
Truthout.org
21 lipca 2010

© Unknown

Rybacy z Zatoki i inni pracownicy, którzy złożyli byli pozwy przeciwko BP i którym obcięto odszkodowania, są oburzeni ogłoszeniem, że zaordynowany przez rząd fundusz roszczeniowy w wysokości 20 miliardów dolarów pomniejszy wszelkie przyszłe roszczenia przeciwko BP o wypłaty otrzymane [przez poszkodowanych] z tytułu prac przy oczyszczaniu. […]Kenneth Feinberg, który został wyznaczony przez prezydenta Obamę na niezależnego administratora specjalnej jednostki Gulf Coast Claims Facility, zajmującej się roszczeniami oraz wypłatami odszkodowań z 20-miliardowego funduszu BP w związku z katastrofą Deepwater Horizon, powiedział wczoraj, że wynagrodzenia otrzymane przez osoby pracujące dla BP przy oczyszczaniu zostaną odjęte od ich roszczeń w stosunku do firmy.

Oczywiście to właśnie robią korporacje – redukują koszty i maksymalizują zyski. Po co płacić ludziom za sprzątanie po tobie bajzlu, skoro możesz zrekrutować niewolników z amerykańskiej populacji więziennej? Więźniowie z Luizjany – stanu o najwyższym w kraju współczynniku uwięzień – oferują BP świetny sposób na zaoszczędzenie pieniędzy oraz odpisanie tych niewielkich kosztów zatrudnienia od (i tak już niskiego) podatku korporacyjnego. Sprzątający pracownicy, którzy zostali zatrudnieni standardową metodą, radzą sobie niewiele lepiej. Zarabiają grosze, morale jest niskie, a kiedy zachorują, mówi się im po prostu, „Zadzwonimy do pana”, co oznacza, że zostali zwolnieni za to, że śmieli zachorować i tym samym podważyć oficjalne stanowisko, że chemiczne środki rozpraszające są bezpieczne. Inni zostali zwolnieni za rozmawianie z mediami. Ile czasu trzeba, by historie takie jak ta stały się regularnym wydarzeniem?

Zapakowana bomba wybucha przed domem jednego z dyrektorów w Houston

Stephen C. Webster
Raw Story
11 lipca 2010

Bomba rurowa w pudełku po czekoladkach rani kobietę

Anonimowy z wyglądu podarunek, pozostawiony w ten weekend w Houston, na ganku domu należącego do kierownictwa firmy naftowej, wystraszył zamożnych mieszkańców, których zyski pochodzą z biznesu naftowego, kiedy paczka eksplodowała i poważnie raniła 62-letnią kobietę.

Sąsiedzi ofiary powiedzieli reporterom zaproszonej do Houston telewizji ABC News, że bomba była zamaskowana jako pudełko czekoladek w torbie podarunkowej, pozostawionej w czwartek na progu domu.

Zamiast słodyczy paczka zawierała – jak nazywają to specjaliści – bombę rurową wypełnioną pinezkami i gwoździami. Kiedy w piątek wieczorem, około 6:30, kobieta rozpakowała paczkę, zawartość bomby poraniła jej twarz. Według policji rany nie zagrażają jej życiu.

Zastanawiamy się naturalnie, czy BP stoi za wspólnym procesem w imieniu rybaków, mieszkańców i pracowników naftowych, który próbuje dowieść winy ratunkowych statków pożarniczych jako sprawców wycieku ropy, twierdząc, że gaszenie pożaru na płonącej platformie spowodowało jej zatonięcie, a następnie połamanie rury łączącej platformę z głowicą szybu. Pominięto oczywiście fakt, że chciwe krasnoludy z BP naciskały na pracowników, by ci ignorowali znaki ostrzegawcze i kontynuowali wiercenie, by ostatecznie zginąć w płomieniach. Następnie dowiadujemy się, że leniwi pracownicy „dezaktywowali” system alarmowy na platformie, żeby się spokojnie wyspać. Mogło to mieć znaczenie dla ocalenia większej ilości ludzi na platformie, lecz kilka sekund wcześniejsze ostrzeżenie nie pomogłoby zapobiec eksplozji ani późniejszemu wyciekowi.

© Associated Press

Co może zrobić korporacja, kiedy staje się obiektem gniewu całego kraju? Zmienić znak towarowy! Tak, BP rozważa zmianę nazwy swoich amerykańskich stacji paliwowych, prawdopodobnie powrót do „American Amoco”, od kiedy protesty, wandalizm i  spadek sprzedaży dotknęły jej dystrybutorów. Jednak aby zapobiec bankructwu firmy, potrzebne będzie coś więcej niż tylko powierzchowne zmiany. Właśnie rozpoczął się proces przeciwko BP, w którym poszkodowani domagają się 10 miliardów dolarów za straty związane z całkiem odrębnym incydentem z maja, w rafinerii w mieście Texas. 26 lipca dyrektor generalny BP, Tony–„Chciałbym odzyskać moje życie”–Hayward , został w końcu zmuszony przez firmę do zrzeczenia się stanowiska, z odprawą w wysokości ponad 18 milionów dolarów. Może i Hayward wziął na siebie oskarżenie o rażące niedbalstwo BP, lecz został zastąpiony przez amerykańskiego kierownika BP, Boba Dedleya, którego obarczono odpowiedzialnością za odpowiedź koncernu na wyciek ropy. Jednym z pierwszych zadań nowego dyrektora generalnego było poprawienie stosunków z dawnymi rosyjskimi towarzyszami przestępstwa, od których uciekł on w 2008 w związku z pogarszającym się układem BP z Rosjanami. Jego kolejnym ważnym zadaniem jest przyspieszenie sprzedaży aktywów o wartości jakichś 20 miliardów dolarów, rzekomo po to, by dofinansować fuszerkę w Zatoce, warto jednak zauważyć, że to amerykańskie aktywa firmy mają w pierwszej kolejności zostać wycofane z ksiąg. Czyżby BP, z byłym  szefem Amoco z powrotem za sterem i zmienioną nazwą w papierach, szykowało się do opuszczenia amerykańskich brzegów?

W maju i czerwcu spekulowaliśmy, że BP stara się zapobiec ujawnieniu opinii publicznej całego obrazu sytuacji, ponieważ firma zamierza czerpać zyski z tego kryzysu. W zeszłym tygodniu amerykańska komisja papierów wartościowych i giełd (SEC) potwierdziła nasze podejrzenia. Okazało się, że organ kontroli finansowej „przeprowadzał dochodzenie, czy pracownicy BP nie czerpią nielegalnych zysków z nieupublicznionych informacji  związanych z  wyciekiem ropy i katastrofą na Deepwater Horizon”. Wygląda na to, że rząd USA jest wściekły na BP za zażądanie 10 miliardów dolarów kredytu podatkowego – kwoty rzekomo równoważnej nakładom poniesionym podczas wycieku ropy. A czego się spodziewali po stworzeniu tak pobłażliwego środowiska nadzorczego, które praktycznie samo zaprasza baronów złodziei, by swobodnie rabowali zasoby kraju? Tymczasem chciwe krasnoludy z Halliburton odnotowały 83-procentowy skok zysków za drugi kwartał, głównie dzięki poziomym odwiertom na amerykańskiej ziemi, stopniowo zatruwających zasoby wód podziemnych. Największe brawa w przemyśle ropnym należą się Royal Dutch Shell, który ogłosił 34-procentowy wzrost zysków za drugi kwartał, do wysokości 4,2 miliarda dolarów, w następstwie „zaoszczędzenia kosztów” poprzez zlikwidowanie 7000 miejsc pracy. Nie martwcie się, podejrzewamy, że pewnego dnia Halliburton i Shell dostaną to, na co zasługują. Możemy jedynie podzielić zdanie Hirama Lee, piszącego dla World Social Web Site, kiedy mówi, że te pasożyty „doznają solidnego szoku. Ewidentna przestępczość ujawniona przy okazji wycieku ropy BP, w połączeniu z do cna korupcyjną i cyniczną odpowiedzią rządu, jedynie dolała oliwy do ognia narastającego oburzenia sektora publicznego w USA – oburzenia, które raczej dość szybko znajdzie odbicie w polityce. Jeśli ma do tego dojść, musi być ono oparte na uświadomieniu sobie, że żadna poważna odpowiedź na takie katastrofy jak wyciek ropy w Zatoce – i żadne poważne wysiłki prowadzące do zapobieżenia kolejnej – nie mogą pomijać problemu leżącego u podstaw, jakim jest system kapitalistyczny”. Kiedy już ludzie zrozumieją, że chciwe krasnoludy, kierujące kapitalistyczną machiną, są psychopatami, światło dla nich zgaśnie…

Zabójcza kombinacja nadużywania władzy przez korporacje oraz zmiany kosmicznego klimatu doprowadziła do następnych znaczących wycieków ropy, które pojawiły się w ostatnim miesiącu w nagłówkach gazet. Szyb naftowy o wysokości 6 metrów wyrzucił w powietrze ropę i gaz zaledwie kilka metrów od bagien Luizjany, kiedy w główny zawór uderzył holownik należący do zespołu oczyszczającego po katastrofie Deepwater. W połowie lipca klęska nawiedziła stan Michigan, kiedyzniszczony podziemny rurociąg łączący USA z Kanadą wypompował ponad milion galonów ropy do rzeki Kalamazoo, która wpada do jeziora Michigan:

Wyciek ropy na rzece Kalamazoo w Michigan powtórką katastrofy w Zatoce Meksykańskiej

Kari Lydersen i David A. Fahrenthold
Washington Post
6 sierpnia 2010

„Schemat, jaki tu widzimy, to niedopatrzenia i niewystarczający nadzór [w rządzie], oraz przemysł, który wyraźnie idzie na skróty”, jak powiedział Tim Warman z National Wildlife Federation, który pomógł napisać raport dokumentujący setki wypadków w przemyśle ropnym i gazowym  w ciągu ostatnich dziesięciu lat.[…]

„Ów schemat sugeruje, że będzie ich więcej”, powiedział Warman.

© AP Photo/Jiang He, Greenpeace - Strażak pędzi na pomoc koledze, który znalazł się w niebezpieczeństwie, próbując pod wodą naprawić pompę - Dalian, Chiny, 20 lipca 2010.

Po kilku dniach, 16 lipca, wyciek z Michigan został zdegradowany przez spektakularny incydent portowy w Dallan – mieście na północy Chin. Ogromna eksplozja i pożar rozerwały rurę łączącą zacumowany tankowiec z nabrzeżnym hangarem. Kiedy rozprzestrzeniający się ogień zagroził zadokowanym tankowcom zawierającym ropę naftową i wysoce łatwopalny związek chemiczny, dimetylobenzen, PetroChina zarządziła wypuszczenie jednego z najbliższych pełnych tankowców, zanim ten eksploduje, siejąc spustoszenie wśród 6 milionów mieszkańców miasta. Pożar szalał przez 15 godzin i wypalił ogromne ilości ropy. Około 350 000 beczek lepkiej ropy naftowej spłynęło w dół wzgórza do morza, czyniąc ten wyciek większym niż Exxon Valdez. Tamta katastrofa zniszczyła prawie 2 000 km wybrzeża Alaski,  a mimo to chińskie władze twierdzą, że kombinacja 23 ton ropożernych bakterii, armii 8000 pracowników i 800 łodzi rybackich używających słomianych mat i pończoch wypełnionych ludzkimi włosami w ciągu 9 dni przywróciła Dalian i okalające je wody to stanu sprzed wycieku. Żeby skusić wolontariuszy na narażenie się na kontakt z toksyczną mazią, zaoferowano im 44 dolary za każdą zebraną beczkę ropy, co skończyło się szaleństwem sprzątania. Natomiast kilka dni temu dwa ogromne tankowce zderzyły się u wybrzeży Indii, w efekcie czego z jednego z nich zaczął wyciekać ładunek produktów ropopochodnych, a tankowcowi groziło zatonięcie.

Czy BP doprowadziło do zmiany klimatu?

Należałoby rozważyć zupełnie odrębny aspekt ekobójstwa w Zatoce Meksykańskiej. W połowie maja na podstawie obserwacji satelitarnych zauważono, że wyciekająca ropa jest wciągana w prąd pętlowy w Zatoce Meksykańskiej. Prąd pętlowy, wchodzący w skład Prądu Zatokowego, czy też północnoatlantyckiej cyrkulacji termohalinowej, jest czymś w rodzaju maszynowni dla pasa transmisyjnego w globalnym oceanie. Ciepła woda wpływa do Zatoki Meksykańskiej z Karaibów i wytwarza pętlący się prąd, który niesie ją z powrotem do brzegów Zatoki Florydy, obwodzi wokół tego słonecznego stanu i odprowadza do północnego Atlantyku, gdzie skutecznie chroni ona Europę przed grubymi na 5 kilometrów taflami lodu. 18 maja zaobserwowano długi wąs oleju ciągnący się aż do prądu pętlowego. Tego samego dnia prąd pętlowy zaczął się rozdzielać! Mówiąc dokładniej, zaczął odłączać się od prądu wody wypływającej z Zatoki w stronę Oceanu Atlantyckiego, pozostając w Zatoce jako prawoskrętny wir, który w połowie czerwca był już całkowicie odłączony. To istotne odkrycie opublikowane zostało przez Państwowy Instytut Fizyki Jądrowej we Włoszech, a w streszczeniu autorzy pracy stwierdzili, że „wyciek ropy z odwiertu BP może nieodwracalnie zniszczyć wpływ Prądu Zatokowego na globalną termoregulację klimatu”.

Ryzyko globalnej zmiany klimatu wskutek wycieku ropy z odwiertu BP

Gianluigi Zangari
Frascati National Laboratories (LNF) – National Institute of Nuclear Physics (INFN) Frascati 00044, Via E. Fermi, 40, WŁOCHY

Korespondencja: Gianluigi Zangari, e-mail: gianluigi.zangari@lnf.infn.it

Streszczenie: Wyciek ropy z odwiertu BP w rejonie Prądu Zatokowego może spowodować nieodwracalne szkody w globalnej termoregulacji klimatu.

Znaczenie Prądu Zatokowego dla globalnego procesu termoregulacji klimatu jest dobrze znane. Najnowsze mapy satelitarne (Jason, Topex/Poseidon, Geosat
Follow-On, ERS-2, Envisat) w czasie rzeczywistym z maja-czerwca 2010, przetworzone przez CCAR1,2

(Colorado Center for Astrodynamics Research), sprawdzone w Laboratoriach Frascati za pomocą rachunku kongruentnego SHT3 i porównane z danymi z ostatnich lat, po raz pierwszy pokazują bezpośredni dowód szybkiego przerywania się Prądu Pętlowego –  ciepłego prądu oceanicznego, kluczowej części Prądu Zatokowego. Jak widać na mapach zarówno prędkości, jak i wysokości powierzchni morza, Prąd Pętlowy przerwał się po raz pierwszy około 18 maja i stworzył prawoskrętny wir, który wciąż jest aktywny (patrz rys. 1).

Rysunek 1 | Satelitarne mapy danych w czasie rzeczywistym. Mapy wysokości powierzchni morza (powyżej) i prędkości powierzchni morza (poniżej), począwszy od 22 kwietnia do 9 czerwca, przetworzone przez CCAR1, 2 i sprawdzone w LNF (Frascati) za pomocą rachunku SHT3. Gwiazdka wskazuje miejsce platformy BP Deepwater Horizon. Żółta strzałka wskazuje przełamanie się Prądu Pętlowego.

Obecnie sytuacja pogorszyła się do tego stopnia, że wir zupełnie oderwał się od głównego nurtu, całkowicie niszcząc Prąd Pętlowy, jak pokazano na rys. 2, z datą 12 czerwca 2010.

Rysunek 2: Zaktualizowane satelitarne mapy danych. Mapa wysokości powierzchni morza w czasie rzeczywistym (po lewej) i mapy prędkości powierzchni morza (po prawej), zaktualizowane 12 czerwca, przetworzone przez CCAR1,2 i sprawdzone w LNF (Frascati) za pomocą rachunku SHT 3. Gwiazdka wskazuje miejsce platformy BP Deepwater Horizon. Żółta strzałka wskazuje przerwanie się Prądu Pętlowego.

Ponieważ analiza porównawcza z danymi satelitarnymi sprzed maja 2010 r. nie wykazała istotnych nieprawidłowości, sensowne może być powiązanie przerwania się Prądu Pętlowego z biochemicznym i fizycznym wpływem wycieku ropy z odwiertu BP na Prąd Zatokowy. Uzasadnione jest przewidywanie zagrożenia, że ze względu na silną nieliniowość przerwanie się tak kluczowego ciepłego prądu jak Prąd Pętlowy może wywołać reakcję łańcuchową nieprzewidywalnych zjawisk krytycznych i niestabilności, co może przynieść poważne konsekwencje dla dynamiki procesu termoregulacji globalnego klimatu przez Prąd Zatokowy.

Odniesienia

  1. CCAR strona internetowa;
  2. Leben, RR, GH Born, BR Engebreth, 2002, Operational altimeter data processing for mesoscale monitoring. „Marine Geodesy”, 25, 3-18;
  3. G. Zangari patent SIAE-OLAF nr 9903198/1999

Innymi słowy, Prąd Zatokowy może już nie dotrzeć do Europy i wejdziemy w następną epokę lodowcową. SOTT.net od lat sugeruje możliwość zaistnienia tego scenariusza, nie braliśmy jednak pod uwagę, że istotnym czynnikiem w zmianie klimatu mogą być dewianci, będący częścią społeczeństwa. Mamy tu ciekawą sytuację, w której w trakcie zachodzących zmian klimatycznych psychopatyczna korporacja robi to, co robią psychopaci – z chciwości knoci swoją robotę, po czym zostanie obwiniona za następną siarczystą zimę. Nieważne, że i bez tego byłaby ekstremalna!

To naprawdę nie jest dobry moment, aby być psychopatą.

Ostatnim razem [PL], kiedy zauważyliśmy, że w połowie grudnia 2006 r. Prąd Zatokowy przerwał się na tydzień, na całej północnej półkuli zagościła na dwa tygodnie szalona pogoda i dziwne zjawiska naturalne, osiągając szczyt mniej więcej trzy tygodnie później, w styczniu 2007 roku. Tym razem „reakcja łańcuchowa” zabrała nas o krok dalej, na nieznany teren: prąd strumieniowy [Wiki PL] – wijący się prąd bardzo silnych wiatrów w wysokich warstwach atmosfery –  podzielił się na dwie części, co przyniosło w ubiegłym miesiącu (lipcu) lawinę ekstremalnych warunków pogodowych, jakich nigdy wcześniej nie widzieliśmy. To samo w sobie nie jest niczym niezwykłym, ale obserwatorzy są zaniepokojeni, ponieważ nigdy jeszcze nie widzieli, żeby południowa część podzielonego prądu strumieniowego dotarła tak daleko na południe. Pytanie za 64000 dolarów: Czy to chciwość BP spowodowała eksplozję na platformie Deepwater, w efekcie czego powstały gejzer pokrył Zatokę Meksykańską czarną mazią, powodując oddzielenie się Prądu Pętlowego od Zatokowego, wskutek czego rozdzielił się prąd strumieniowy, co w końcu pociągnęło za sobą ostatnie ekstremalne warunki pogodowe w Pakistanie, Rosji i Chinach? Media falę upałów w Rosji, powodzie w Pakistanie i osunięcia ziemi w Chinach przypisały podzieleniu się prądu strumieniowego. Należy jednak pamiętać, co napisali naukowcy: reakcja łańcuchowa nieprzewidywalnych zjawisk krytycznych i niestabilność ze względu na silną nieliniowość. Oznacza to, że na tym etapie rozwikłanie przyczyn i skutków staje się znacznie trudniejsze, jeśli nie niemożliwe. Trudno cokolwiek powiedzieć. Sztuczne manipulowanie prądami oceanicznymi przyniesie nieliniowe efekty w regionach, które nie są wyraźnie powiązane w zakresie ustalonych schematów pogodowych. Poza tymi istnieją i inne czynniki, które przyczyniły się do skrajnych zjawisk pogodowych, jakie występują na całym świecie, do czego jeszcze wrócimy.

Zauważalny był wzrost ilości silnych trzęsień ziemi, odnotowanych w lipcu. Wystarczy popatrzeć na listę poniżej. Zwróćcie uwagę na te dwie wyróżnione grupy:

7 lipca – Południowa Kalifornia, USA: Magnituda 5,4 i prawie 1000 wstrząsów wtórnych w okresie do 14 lipca
14 lipca – Bio-Bio, Chile: magnituda 6,5
16 lipca – Washington, DC, USA: magnituda 3,6
18 lipca – Wyspy Lisie, Aleuty, Alaska, USA: magnituda 6,7
18 lipca – Nowa Brytania, Papua Nowa Gwinea: magnituda 6,9
18 lipca – Nowa Brytania, Papua Nowa Gwinea (2): magnituda 7,3
20 lipca – Nowa Brytania, Papua New Gwinea: magnituda 6,3
21 lipca – Na północ od Halmahery, Indonezja: magnituda 6,1
22 lipca – Vanuatu: magnituda 6,2
23 lipca – Rejon Doliny St. Lawrence, Quebec, Kanada: magnituda 4,1
23 lipca – Zatoka Moro, Mindanao, Filipiny: magnituda 7,3
23 lipca – Zatoka Moro, Mindanao, Filipiny (2): magnituda 7,6
23 lipca – Zatoka Moro, Mindanao, Filipiny (3): magnituda 7,4
23 lipca – Zatoka Moro, Mindanao, Filipiny (4): magnituda 6,5

24 lipca – Tonga: magnituda 6,0
28 lipca – Wybrzeże stanu Oregon, USA: magnituda 5,3
29 lipca – Zatoka Moro, Mindanao, Filipiny: magnituda 6,6
30 lipca – Wschodnie wybrzeże Kamczatki, Rosja: magnituda 6,2
3 sierpnia – Morze Molucca, Indonezja: magnituda 6,3
4 sierpniaPapua Nowa Gwinea: magnituda 6,4
4 sierpniaNa południe od Wysp Fidżi: magnituda 6,0
4 sierpniaWyspy Andreanof, Aleuty, Alaska: magnituda 6,4
4 sierpniaUtah, USA: magnituda 5,3
4 sierpniaRejon Nowej Brytanii, Papua Nowa Gwinea: magnituda 7,0
4 sierpniaNa wschód od Wysp Kurylskich, Rosja: magnituda 6,0
4 sierpniaWyoming, USA: magnituda 4,8
10 sierpnia – Vanuatu: magnituda 7,5

© NOAA i NSF – Zdalnie sterowany robot głębinowy „Jason” rejestruje zbliżenie wytrysku magmy i wypływ lawy z wulkanu Zachodnia Mata (maj 2009).

Jim Holden, szef naukowców amerykańsko-indonezyjskiej wyprawy w głębiny morskie, przekazał, że 4 silne wstrząsy zarejestrowane 23 lipca w Zatoce Moro u wybrzeży południowych Filipin były w rzeczywistości sejsmicznym zapisem silnej podwodnej erupcji wulkanu. Kawio Barat, ogromny podwodny wulkan między Indonezją i południowymi Filipinami, który wznosi się na 3 km od poziomu dna morskiego w miejscu głębokim na 5,5 km, został odkryty zaledwie dwa tygodnie przed wybuchem. Moglibyśmy się zastanawiać nad nagromadzeniem trzęsień ziemi w tym rejonie i czy są one pochodzenia czysto tektonicznego, czy też w rzeczywistości wywołane są podwodnymi erupcjami nieznanych wulkanów. Jedno jest pewne – każda nowa wyprawa eksplorująca świat podwodny wraca zaskoczona większym niż oczekiwano poziomem aktywności wulkanicznej.

To, oczywiście, powoduje podgrzewanie się oceanów. Wielkie połacie raf koralowych pobielały w tym roku od „wysokiej temperatury wody„. Ostatnio naukowcy zauważyli, że u wybrzeży Tajlandii i Indonezji ogromne obszary „dziewiczych wcześniej raf zamieniają się w jałowe białe podwodne krajobrazy”, podczas gdy monitorujące zespoły zgłosiły masowe wybielanie się raf koralowych u wybrzeży Malezji, Wietnamu, Kambodży, Indonezji, Malediwów, Karaibów, Sri Lanki, Australii i Afryki. U wybrzeży Kambodży temperatura wody wzrosła o trzy stopnie, a pobielało 100% koralowców. Po przedłużającej się fali upałów we wschodniej Europie rozległy obszar Bałtyku o wielkości Niemiec pokrył się niebiesko-zielonymi kwitnącymi glonami (sinicami). Co gorsza, tego rodzaju algi są „toksyczne dla ludzi i mogą powodować stany zapalne skóry”. Zdarza się to każdego lata, ale w tym roku algi pokryły 90% morza. W czerwcu mieszkańcom amerykańskiego Orange County napędziło strachu pojawienie się  „jaskrawo zielonego mułu” wzdłuż kalifornijskiego wybrzeża. Najbardziej niepokojącym jest opublikowane w „Nature” odkrycie, że poziom fitoplanktonu na świecie obniżył się o 40% w stosunku do roku 1950. Ociepleniowi alarmiści próbowali naginać te dane tak, żeby pasowały do ich modeli, ale jest to kolejny wyraźny znak, że jedyne faktyczne ocieplenie przychodzi od dołu, a nie z działalności człowieka na ziemi.

© Reuters – Wojskowy helikopter zrzuca dostawy żywności w dzielnicy Rajanpur

Nie przestaje rosnąć ilość ofiar śmiertelnych w Pakistanie, gdzie deszcz pada bez przerwy od miesiąca. To prawdziwe wodne tsunami zmyło niemal 4 miliony domostw. W rzeczywistości skala tej katastrofy jest tak ogromna, że ONZ opisało ją jako najgorszą katastrofę humanitarną, z jaką kiedykolwiek miało do czynienia – jej skala przewyższa nawet skalę tsunami na Oceanie Indyjskim w 2004 r. W chwili, kiedy to piszemy, rząd pakistański uaktualnił swoje oszacowanie ilości osób pozbawionych dachu nad głową do 20 milionów, mówiąc, że jest to najgorszy kryzys w tym kraju od czasu oddzielenia się tego państwa od Indii w 1947 roku. Może wszystkie te siły wojskowe NATO w regionie zostaną z pożytkiem wykorzystane do oczyszczenia i odbudowy infrastruktury po tych potwornych zniszczeniach spowodowanych przez osuwiska i wzbierające rzeki? Nie bardzo jednak w to wierzymy. Rząd Pakistanu twierdzi, że poradzenie sobie z tą sytuacją przekracza jego możliwości. Powodzie nawiedziły również Kaszmir i północne Indie, gdzie błoto zniszczyło domy i zabiło setki ludzi.

W połowie lipca „biblijnych rozmiarów” ulewa nawiedziła drugie co do wielkości miasto w Kenii, Mombasę. Ten wybryk pogody zamienił ulice w kanały, a z parkingów pozmywał samochody. Na   Filipinach pierwszy w tym roku tajfun zabił co najmniej 80 osób, zaskakując wszystkich swoją siłą i dzikością. Chociaż  w czasie, kiedy tajfun Conson uderzył w Wietnam, zdegradowany był on już do tropikalnej burzy, zaledwie tydzień po nim nadciągnął następny tajfun Chanthu i tym razem sprowadził na Wietnam powodzie i obsunięcia ziemi.

W tym samym czasie do Chin nadciągnęły deszcze monsunowe, które spustoszyły Pakistan, a ze wschodu przyszły tajfuny. W tym najbardziej mokrym okresie, jakiego ten kraj nie widział od 1998 roku, liczne osuwiska i rozległe powodzie w całych południowo-zachodnich Chinach spowodowane dwoma tajfunami zabiły ponad 2000 osób i zdemolowały prawie 1,5 miliona domów. Zaledwie trzy miesiące temu południowo-zachodnie Chiny przeżywały najgorszą od 50 lat suszę, a obecnie 25 rzek osiągnęło najwyższy w historii poziom wód, a ponad 100 miast jest zalanych. Tymczasem północno-zachodnie Zhouqu w prowincji Gansu zostało zalane przez spektakularną lawinę błotną, która poniosła ze sobą 6-kondygnacyjne budynki.

W czasie, kiedy południowa Azja tonie, Rosja piecze się w nieustającej fali upałów, najgorętszej od co najmniej 1000 lat, jak podaje szef rosyjskiego centrum meteorologicznego. W europejskiej części Rosji termometry wskazywały rekordowe temperatury dochodzące do 45 °C. W samej Moskwie każdego dnia umiera co najmniej 700 ludzi, a kostnice przepełnione są ciałami. Dodatkowo tysiące szalejących pożarów lasów zostawiło po sobie ogromne połacie spalonych gruntów rolnych, niszcząc uprawy i produkując gęstą chmurę dymu, która w połączeniu z zanieczyszczeniami przemysłowymi zmieniła się w toksyczny smog. Pod koniec lipca zniszczona już była jedna trzecia rosyjskiego zboża, co skłoniło premiera Putina do wprowadzenia zakazu eksportu wszystkich zbóż. W chwili publikacji tego tekstu oszacowania mówią już o  o 40% zniszczonych upraw zbóż w Rosji, poważny problem może być również z siewem oziminy. Do 15 lipca utonęło 1000 osób desperacko poszukujących wody, w której mogliby się ochłodzić. Liczba zmarłych rożnie wraz ze wzrostem temperatur i najprawdopodobniej, kiedy będzie już po wszystkim i oszacuje się zniszczenia, kolejne tysiące osób zadusi się na śmierć od ognia i wiele dodatkowych tysięcy hektarów upraw pójdzie z dymem. Prognozy przewidują, że taki piekarnik ma utrzymać się przez cały sierpień. [UPDATE? Czemu nie! – Nota: Do 23 sierpnia pożary wyraźnie ustąpiły, jednak z początkiem września doszło do ich nowej fali ]. Właśnie podano do wiadomości, że niektóre kraje ewakuują swoje ambasady w Moskwie.

© NASA/Moderate Resolution Imaging Spectroradiometer

Gdzieś tam jest Moskwa… Obraz Rosji i okolic z 4 sierpnia 2010. Szczególnie intensywne pożary zaznaczono na czerwono.

© Associated Press

Walentina Kotikowa, której matka zmarła z powodu udaru, kiedy ich dom spłonął, stoi w miejscu pożaru w Peredeltsi w obrębie Riazań w Rosji, 5 sierpnia 2010.

© AP

Rekordowe upały: W przyszłym tygodniu temperatura w Rosji ma wzrosnąć do 38stC, co może doprowadzić do dalszego rozprzestrzeniania się pożarów.

Teraz media trąbią, że wszystkie te ekstremalne warunki pogodowe na półkuli północnej mają jedną przyczynę. No tak, rzeczywiście, to niewłaściwe zachowanie prądu strumieniowego, który „rozpołowił się” i spowodował „wszystkie te charakterystyczne zjawiska meteorologiczne” (prowadząc do silnych antycyklonów, jak ten w zachodniej Rosji), jest efektem… domyślacie się pewnie – zmian klimatycznych spowodowanych działalnością człowieka, rzecz jasna!

Zatrzymany prąd strumieniowy ogniwem łączącym powodzie w Pakistanie  z pożarami w Rosji

Michael Marshall
New Scientist

Wtorek, 10 sierpnia 2010

Według meteorologów monitorujących atmosferę na półkuli północnej, winą należy obarczyć nietypowe utrzymujące się zachowanie prądu strumieniowego. W rezultacie warunki pogodowe ustaliły się – temperatury skoczyły w górę i ekstremalnie nasiliły się opady deszczu.

Prąd strumieniowy, znany ze swego wpływu na europejską i azjatycką pogodę, występuje na wysokości 7 do 12 kilometrów nad ziemią. W swojej podstawowej formie jest prądem szybko przemieszczających się mas powietrza, huśtających się w kierunku północ-południe i pędzących wokół globu z zachodu na wschód. Swój falisty kształt zawdzięcza falom Rossbiego – potężnym prądom wirującego wiatru, spychającym prąd strumieniowy na przemian na północ i na południe, jak w gigantycznym bilardzie.

W ostatnich tygodniach meteorolodzy zauważyli zmianę w przebiegu prądu strumieniowego. Jego fale normalnie przesuwają się na wschód, ciągnąc ze sobą układ pogody. Jednak w połowie lipca zatrzymały się – mówi Mike Blackburn z Uniwersytetu w Reading, w Wielkiej Brytanii (patrz rysunek). Podobnie stało się w USA pod koniec czerwca.

© New Scientist

[Kliknij, żeby powiększyć]

Jakie jest więc źródło tego wszystkiego? Meteorolodzy nie mają pewności. Modele zmian klimatycznych przewidują, że wzrost stężenia gazów cieplarnianych w atmosferze pociągnie za sobą zwiększoną ilość przypadków występowania skrajnie wysokich temperatur. Nie da się określić, czy będzie to efektem związku stężenia tych gazów z charakterystycznymi zjawiskami pogodowymi, czy też jakichś zupełnie innych mechanizmów.

Zatrzymajmy się na chwilę i pomyślmy o tym, co tu powiedziano. Autor stwierdza, że modele zmian klimatycznych przewidują, iż wzrost koncentracji gazów cieplarnianych doprowadzi do zwiększenia ilości ekstremalnych upałów, ale nie wiadomo, jaki mechanizm to spowoduje.

Jest to, mówiąc kolokwialnie, kompletne robienie ludzi w konia. Komputery nie są magicznymi urządzeniami do tworzenia przepowiedni, udzielającymi trafnych odpowiedzi na dowolne pytanie. Są to urządzenia zaprogramowane do analizy danych i udzielania odpowiedzi na podstawie danych wejściowych. Innymi słowy, jeśli chcemy, żeby komputer podał nam wynik dodawania 2 + 2, musimy mu najpierw wprogramować zasady dodawania. Jeśli nasz program jest dobrze napisany, komputer da prawidłową odpowiedź: 4. Jeśli nasz program jest wadliwy, otrzymamy inne wyniki.

Oczywiście podanie do wiadomości, że modelowanie komputerowe wykazało, iż 2 + 2 = 5, zrobi wrażenie, ale pozostanie faktem, że nasze modelowanie komputerowe jest po prostu błędne.

Będziemy mieli do wyboru dwie opcje zbudowania naszego komputerowego modelu. Jedna z nich opiera się na znanych i uznanych teoriach, takich jak teoria liczb (do przykładu z dodawaniem) lub prawa fizyki. Druga będzie oparta na analizie statystycznej.

judith

© Josh

Żeby na przykład dowiedzieć się, gdzie wyląduje upuszczone z dachu piórko, moglibyśmy stworzyć model oparty na prawach fizyki i aerodynamiki, przy pomocy którego możemy próbować wyliczyć tor lotu piórka z dachu na ziemię. Tego rodzaju obliczenia wymagają znajomości temperatury powietrza do wyliczenia jego gęstości, wiedzy na temat dominującego wiatru, wielkości i kształtu pióra, itp.

Model statystyczny natomiast będzie przypuszczeniem opartym na szeregu poprzednich pomiarów. Może uwzględnić porę roku i temperaturę powietrza, a następnie skorelować to z poprzednimi pomiarami miejsca upadku w różnych porach roku. W spokojny letni dzień piórko będzie prawdopodobnie spadało prawie pionowo, a w dni zimowe będzie miało tendencję do unoszenia się w powietrzu i odpływania z powodu wiatru.

Zauważcie, że w modelu statystycznym nie można dokładnie powiedzieć, dlaczego piórko dryfowało lub w jakim kierunku zdryfuje, natomiast w modelu opartym na prawach można dokładnie odpowiedzieć na to pytanie. Zauważcie również, że model statystyczny opiera się na nieznajomości praw, które rządzą ruchem piórka, a więc jest bardzo podatny na błąd i wrażliwy na fałszywe założenia.

Tak właśnie jest w przypadku modeli klimatycznych, o których mowa w tym artykule. Są to modele statystyczne, zbudowane na bazie uprzednich pomiarów, i nie są w stanie (jak sami przyznają) odpowiedzieć na pytanie, dlaczego uzyskiwane są te konkretne wyniki. Innymi słowy, są one jedynie zaawansowaną technicznie zgadywanką.

Jak przekonała się większość ludzi na świecie ostatniej zimy, zmiany klimatu wywołane przez człowieka są bzdurą. Podejrzewamy raczej, że ktoś musiał za bardzo protestować w związku z szerokim rozpowszechnianiem wiadomości o prądzie strumieniowym. Władza Realna nie stara się ułatwić ludziom „połączenia kropek” (myślące masy społeczne nie są mile widziane, nieprawdaż?). Co więc tu mamy?

Tak się składa, że na celowniku Władzy Realnej znajduje się obecnie Pakistan. Wiemy, że Władza Realna uważa Azję za ostateczny cel megalomańskich aspiracji dominacji nad światem i że amerykańska strategia koncentruje się na „opanowaniu” Rosji i Chin. Wiemy, że rząd w obrębie rządu USA zbadał, przetestował i uruchomił technologię modyfikacji pogody. Zajrzyjcie do artykułu napisanego przez politologa dra Andrieja Areszewa, opublikowanego w czasopiśmie “Sprawy Międzynarodowe”, będącym oficjalnym organem rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, kierowanym przez ministra spraw zagranicznych Rosji, Siergieja Ławrowa. Artykuł Areszewa został następnie podchwycony przez rosyjskie środki masowego przekazu:

Broń klimatyczna: Więcej niż tylko teoria spiskowa?

Dr. Andrey Areshev
International Affaris
Wtorek, 27 lipca 2010

Zasięg występującej obecnie nienormalnie wysokiej temperatury, ograniczony wyłącznie do Rosji i sąsiadujących z nią terytoriów, aż prosi się o alternatywne wytłumaczenie.

W latach 70-tych Zbigniew Brzezinski, w swojej książce „Between Two Ages”, przywołał temat sterowania pogodą, które uważał za rodzaj szerszej kontroli społecznej. Nie ulega wątpliwości, że ta znamienita osobistość amerykańskiej myśli geopolitycznej musiała zainteresować się nie tylko bezpośrednimi społecznymi implikacjami wpływania na pogodę, ale także potencjalnymi geopolitycznymi. Nie był on jedynym autorem, zajmującym się tym zagadnieniem, ale z oczywistych względów mało jest prawdopodobne, aby informacje dotyczące postępów w sferze broni klimatycznej przedostały się, w niedalekiej przyszłości, poza barierę tajności.

Komentarz: dalej autor pisze o HAARP jako potencjalnym źródle manipulacji pogodą, ale jak wielokrotnie wskazywaliśmy na naszej stronie SOTT.net, celem działalności HARRP jest masowa modyfikacja zachowań ludzkich.

W takiej sytuacji rzeczą naturalną jest pojawianie się daleko idących hipotez. Wenezuelski przywódca, H. Chavez, został wyśmiany za przypisanie haitańskiego trzęsienia ziemi oddziaływaniom HAARP, ale podobne podejrzenia pojawiły się w 2008 roku, w następstwie trzęsienia w chińskiej prowincji Sichuan. Co więcej, istnieją dowody na to, że amerykański program wpływania na pogodę nie tylko obejmuje swoim zasięgiem wiele krajów i regionów, ale także jest częściowo zainstalowany w kosmosie. Na przykład na bezzałogowym promie kosmicznym X-37B, wystrzelonym na orbitę 22 kwietnia 2010 roku, znajduje się podobno broń laserowa nowej generacji. Według „New York Timesa”, Pentagon kategorycznie zaprzecza jakimkolwiek powiązaniom X-37B z bronią, ale przyznaje, że prom ma wspomagać działania naziemne oraz wypełniać inne zadania pomocnicze. Statek ten został zbudowany 11 lat temu jako część programu NASA, który 6 lat temu został przejęty przez amerykańskie siły powietrzne i całkowicie utajniony.

Zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i kilku innych państwach, pojawiają się głosy domagające się wyjawienia szczegółów eksperymentalnego programu prowadzonego na Alasce. Rosja nigdy nie dołączyła do chóru, ale pozostawia wrażenie, że działania mające na celu rozmyślną zamianę klimatu nie są mitem oraz że w niedalekiej przyszłości Rosja – a także reszta świata – stanie twarzą w twarz z zagrożeniami nowej generacji. Obecnie broń klimatyczna może zbliżać się do założonego progu możliwości i być wykorzystywana do wywoływania suszy, niszczenia upraw i do indukowania w pewnych państwach różnych anomalii.

Odniesienia

© Nieznany

W grudniowym odcinku Łączenia punktów (‚Haiti: Morderstwo Inc.‚) [PL] zasugerowaliśmy następujący scenariusz: trzęsienie ziemi na Haiti było zaplanowanym przez władze amerykańskie aktem morderstwa, mającym służyć ponownemu nałożeniu jarzma amerykańskiej hegemonii, oraz zwiastunem dla konkurencji, ukazującym pojawienie się nowego sposobu kontroli planety poprzez umieszczone w kosmosie zabawki, takie jak wyżej wymieniony X-37B. Czyżby rosyjski rząd dawał do zrozumienia, że broń umieszczona w kosmosie winna jest załamania w Rosji? Wiemy, że w przeszłości Putina i spółkę martwiły konsekwencje z tego wynikające:

Rosja ostrzega przed bronią rozmieszczoną w kosmosie

New York Times
Czwartek, 27 września 2007

Moskwa – Dowódca rosyjskiego programu kosmicznego powiedział w czwartek, że państwo rosyjskie będzie musiało odpłacić się tym samym, jeśli inne kraje umieszczą broń w kosmosie – surowe ostrzeżenie dla Stanów Zjednoczonych.

Choć generał armii, Władimir Popowkin, nie podał konkretnej nazwy kraju, jasno widać, że odnosił się do amerykańskich planów dotyczących umieszczenia broni w kosmosie, którym Kreml głośno się sprzeciwiał.

„Nie chcemy prowadzić wojny w kosmosie, nie chcemy uzyskać dominacji w kosmosie, ale nie pozwolimy, aby jakiś inny kraj zdominował kosmos” – powiedział Popowkin na antenie telewizji. „Jeśli jakieś państwo rozmieści broń w kosmosie, wtedy zgodnie z prawem wojennym pojawią się również środki odwetowe”.

Prezydent Władimir Putin skrytykował amerykańskie plany dla broni w kosmosie, mówiąc, że może być ona powodem nowego wyścigu zbrojeń. […]

Rosja i Chiny mocno naciskały na podpisanie międzynarodowej umowy zakazującej rozmieszczania broni w kosmosie, ale ich propozycja została zahamowana przez Stany Zjednoczone. […]

W październiku 2006 roku prezydent George W. Bush podpisał zarządzenie, którym po cichu zapewnił USA prawo do posiadania broni kosmicznej oraz sprzeciwił się pracom nad traktatami lub innymi przedsięwzięciami mającymi na celu wprowadzenie ograniczeń w tej dziedzinie.

© Nieznany - Pozasezonowa jazda na snowboardzie w ośrodku narciarskim Marmot Basin niedaleko Jasper, w kanadyjskiej Albercie... w lipcu!

Musimy pamiętać, że do tego typu akcji dochodzi w kontekście globalnej zmiany klimatu. Ekstremalne zjawiska pogodowe występują na całej planecie. Czyżby Władza Realna życzyła sobie, byśmy uwierzyli, że potrafią wpływać na klimat w takim stopniu, że mogą mierzyć w wybrane państwa? Czy jest to zręczne zarządzanie percepcją, mające przekonać ludzi, że ktoś lub jakaś grupa kontroluje to, co dzieje się na naszej planecie, sugerując tym samym, że wydarzenia nie wymknęły się spod kontroli? W chwili, kiedy ludzie budzą się do rzeczywistości, ostatnią rzeczą, jakiej chcą psychopaci u władzy, jest skojarzenie przez ludzi nadejścia epoki lodowcowej z rolą, jaką psychopaci odegrali zarówno w blokowaniu świadomości jej nadejścia, jak i – czego świadkiem byliśmy przy okazji oderwania się Prądu Pętlowego w Zatoce Meksykańskiej – w faktycznym zainicjowaniu „reakcji łańcuchowej”.

Nigdzie na świecie kontrast pogodowy nie był ostatnio aż tak widoczny jak w Kanadzie. Alberta, w połowie lipca, przeżyła ciężkie opady śniegu, Kolumbia Brytyjska płonęła ogniem ponad 400 pożarów, a dwa tygodnie później topniejący lodowiec z Góry Koziorożca uruchomił masywną lawinę! Na początku sierpnia ‚ociepleniowcy’ byli zachwyceni informacją, że kawał lodu wielkości Manhattanu oderwał się od Grenlandii, ale chyba zapomnieli o – albo byli w błogiej nieświadomości – prawdopodobieństwie, że znaczącym czynnikiem rozpoczynającym poprzednią Epokę Lodowcową było zaniknięcie północno-atlantyckiej części cyrkulacji prądu termohalinowej – Prądu Zatokowego (Golfsztromu) – czego powodem było topnienie pokrywy lodowej. Na pewno nigdy od nich nie usłyszysz o grenlandzkim lodowcu Berlingske, który w ciągu ostatniego wieku wydłużył się o 5 km. W każdym razie, antarktyczna pokrywa lodowa staje się coraz grubsza, a zasięg lodu na morzu wzrasta.

Ludzie opisują coraz większy grad towarzyszący burzom. Kiedyś grad wielkości piłeczki golfowej, jak ten, który na początku lipca obił kanadyjskie miasto Calgary, był nowością, ale kiedy z nieba zaczynają spadać pół kilogramowe lodowe kule o średnicy 12 cm, jak działo się 30 lipca w południowej Dakocie, wiesz że nadszedł czas, by zebrać manatki i uciekać gdzie pieprz rośnie.

Oczywiście, nie obeszło się w Europie bez rozległych powodzi. Lipiec był najmokrzejszym zanotowanym miesiącem dla Wielkiej Brytanii i Irlandii, gdzie odnotowano nawet pojawienie się tornada. Gwałtowne powodzie zabiły 10 osób w Polsce i Europie Środkowej, w trendzie zapoczątkowanym w kwietniu. Na początku lipca rosyjska fala upałów rozciągnęła się również na zachodnią Europę. Jeszcze jedno rzadkie tornado, tym razem na niemieckim wybrzeżu, zabiło 8 osób na małej wyspie Dune. Popatrzcie na tego potwora, przetaczającego się nad Helsinkami, w Finlandii, 9 sierpnia:

Cień Dnia niepodległości!

A jak już jesteśmy w temacie, Stany Zjednoczone powoli wchodzą w sezon huraganowy, który – jak się przewiduje – ma przynieść „6 do 8 poważnych huraganów”. Spora część USA spiekła się w lipcu, gdy na południowym wybrzeżu temperatury regularnie sięgały 40° C. Przez Środkowy Zachód przetoczyły się potężne burze, jak ta z końca lipca w Chicago, która w dwa dni wylała 19 cm wody, co normalnie jest sumą dwumiesięcznych opadów letnich. Doniesienia z innych okolic Iowy mówiły o 23 cm opadów, które doprowadziły do przelania się wody przez zaporę Lake Delhi Dam. W zeszłym miesiącu pojawiły się następne dwa leje krasowe – pierwszy, w lipcu w Milwaukee, stan Wisconsin, otworzył się w czasie rekordowych dla tego miasta opadów deszczu, ale ten drugi w Tampie na Florydzie pojawił się pogodny dzień. Oba leje nagle się zapadły i oba połknęły samochody! To tylko ostatnie z lejów, jakie pojawiły się w łańcuchu lejów krasowych oplatających cały świat od kwietnia tego roku.

© AP - Otwarta dziura: Cadillac Escalade na dnie leja krasowego w Milwaukee po zapadnięciu się części drogi w czasie wczorajszej nawałnicy.

W chwili, kiedy to piszemy, pojawiła się informacja o trzecim leju, jaki utworzył się w lipcu w USA, tym razem w Cheektowaga w okręgu Nowy Jork. Rodzina pływała sobie na zewnątrz w basenie, kiedy nagle cała woda spłynęła w dół, pozostawiając za sobą lej krasowy!

© Nieznany - W Brazylii pada śnieg, w sierpniu!

W Peru, temperatury w okolicach -25°C zabiły setki ludzi i zmusiły rząd do ogłoszenia stanu wyjątkowego. Przez ostatnie cztery lata peruwiańskie zimy stawały się coraz zimniejsze i sięgały coraz niższej położonych terenów, zabijając kolejne alpaki oraz ludzi nie posiadających odpowiedniej infrastruktury umożliwiającej przeżycie w zmienionym klimacie. W środku lipca część subtropikalnej, północnej Argentyny oprószyły rzadkie opady śniegu, a Ameryka Środkowa zaliczyła najdłuższy od 17 lat okres zimna. Kilkadziesiąt centymetrów śniegu pokryło Kordobę, a Buenos Aires przeżyło najzimniejszy dzień 16 lipca w tym dziesięcioleciu. Zanim do Chile, Brazylii, Boliwii, Urugwaju i Paragwaju dotarło głębokie zamrożenie, tysiące sztuk bydła i setki osób zmarło z zimna w subtropikalnym regionie, gdzie temperatury bardzo rzadko spadają poniżej 20°C. Był to zbyt wielki szok dla boliwijskiej rzecznej fauny i 6 milionów (liczba wciąż rośnie) ryb, aligatorów, żółwi i delfinów zdechło w kilka najmroźniejszych dni. W amazońskiej dżungli temperatury oscylujące w okolicach zera, gdzie normalnie termometry pokazują około 35°C, zbiegły się z setkami martwych pingwinów wyrzuconymi na plaże San Paulo.

Przy zdziesiątkowanych zapasach żywności w Rosji, przemoczonych zbiorach w Europie i lodowatych temperaturach w Ameryce Środkowej, w najbliższych miesiącach można spodziewać się szybkiego wzrostu cen żywności. Rolnicy z Afryki Południowej też pytali, gdzie sobie poszło globalne ocieplenie, szczególnie gdy w zeszłym miesiącu temperatury spadały na łeb na szyję, a powszechnie występujące mrozy zniszczyły uprawy.

Zauważcie, że ostatnimi najbardziej wartymi odnotowania danymi dotyczącymi trzęsień ziemi był gwałtowny wzrost liczby trzęsień z 4 sierpnia. Co wydarzyło się 4 sierpnia? No cóż, jednym z wybijająch się wydarzeń była „złożona erupcja” na Słońcu, gdzie 1 sierpnia miał miejsce koronalny wyrzut masy skierowany w naszym kierunku, a który dotarł do Ziemi 3 i 4 sierpnia:

Nowe oszałamiające zdjęcie słonecznego tsunami
Space.com
Piątek,6 sierpnia, 2010 roku

© NASA/SDO/AIA - To wielospektralne zdjęcie Słońca w skrajnym ultrafiolecie, zrobione przez Dynamiczne Obserwatorium Słoneczne NASA, przedstawia wybuch na Słońcu z 1 sierpnia, który wyrzucił naładowane cząstki w kierunku Ziemi. Rozbłysk słoneczny klasy C3 wywołał pokaz przepięknych zórz polarnych oraz burze geomagnetyczne trwające około12 godzin.

Burza słoneczna, którą NASA w piątkowym oświadczeniu nazwała „słonecznym tsunami”, miała miejsce 1 sierpnia. Był to rozbłysk słoneczny klasy C3, w czasie którego prawie cała zwrócona w stronę Ziemi część Słońca wybuchła falą burzliwej aktywności.

Cząsteczki słoneczne zaczęły bombardować pole magnetyczne Ziemi we wtorek i wznieciły potężną, 12 godzinna burzę geomagnetyczną oraz spektakularny pokaz zórz polarnych.

Spaceweather.com napisało, że uderzenie wznieciło burzę geomagnetyczną klasy G2, która trwała prawie 12 godzin, wystarczająco długo, żeby zorze rozprzestrzeniły się od Europy po Amerykę Północną. Poniższy pokaz zarejestrowano nad jeziorem Superior w stanie Michigan:

© Shawn Malone

Po niesamowitej, przewlekłej ciszy, która przedłużyła się dobrze poza minimum słoneczne, Słońce się w końcu ożywiło i olśniło obserwatorów różnorakimi okazami plam słonecznych i tak wielkimi rozbłyskami, że widać je było gołym okiem.

Strumień bardzo szybkiego wiatru słonecznego uderzył pod koniec lipca w ziemskie pole magnetyczne, powodując aktywność geomagnetyczną w pobliżu biegunów. Zoltan Kenwell z Edmonton w Albercie był świadkiem pokazu z 27 lipca:

© Zoltan Kenwell/InFocus Imagery Inc.

7 sierpnia jeszcze jeden rozbłysk słoneczny, tym razem silniejszy, bo klasy M1, cisnął w naszą stronę kolejną porcję masy koronalnej i stworzył kolejne spektakularne zorze:

© J. Dana Hrubes - Geograficzny biegun północny, 90 stopni szerokości południowej, 9 sierpnia 2010 roku

Czy burza geomagnetyczna z 3 i 4 sierpnia ma jakiś związek z nagromadzeniem się trzęsień ziemi 4 sierpnia? A może ta sama przyczyna wpływa zarówno na Słońce, jak i na Ziemię? Pole magnetyczne naszej planety połączone jest z polem Słońca poprzez FTE – „krótkotrwałą rekoneksję magnetyczną”:

Portale magnetyczne łącza Ziemię ze Słońcem
Tony Phillips
NASA
Czwartek, 30 pażdziernika 2008

 

Mniej więcej co 8 minut te dwa pola zlewają się ze sobą lub „łączą się na nowo” na krótko, formując portal, przez który mogą przemieszczać się cząsteczki. Portal przyjmuje kształt cylindra magnetycznego prawie tak szerokiego jak Ziemia.

Aktywność słoneczna nie jest jedynym czynnikiem stojącym za zmianami klimatu. Wiadomo, że górna atmosfera się ochładza, a ostatnio odkryto, że minimum słoneczne nie jest tego pierwotną przyczyną. Największa warstwa atmosfery, termosfera, rozszerza się i kurczy wraz z aktywnością słoneczną, ale podczas ostatnego skurczu w okresie minimum słonecznego z lat 2008-2009 jej górna granica przesunąła się na rekordowo niski pułap, do czego nie mogło dojść tylko z winy Słońca. Częstym zjawiskiem stały się obręcze słoneczne, takie jak ta, czego powodem może być wzrost gęstości kryształków lodu w górnej atmosferze:

© Chris Skone-Roberts - Halo wokół Słońca sfotografowane w Bournemouth Beach w Anglii, we wtorek 20 lipca 2010

Cokolwiek zmienia skład atmosfery, pozostawia za sobą subtelne ślady swojej obecności. W zeszłym miesiącu zaobserwowano sporą ilość bolidów. Mówiąc „bolidy” nie mamy na myśli „spadających gwiazd”, które są małymi smużkami światła migającymi nad głowami w czasie deszczu meteorów, takiego jak ślad kometarny Perseidów, przez który właśnie przeszła Ziemia. Bardziej interesują nas odłamki komet i asteroid, które spalają się tak silnie w atmosferze, że albo dosięgają powierzchni Ziemi, albo nad nią wybuchają, albo też tworzą spektakularne spektakle świetlne. Tu macie jeden spadający nad Chile; inny gigantyczny widziany z Cape Town w Afryce Południowej; następny, który „zamienił noc w dzień” nad amerykańskim Nowym Meksykiem; jeszcze jeden z Arizony, trzy dni później; kolejny „szeroki pas olśniewająco zielonego światła” widzianego na angielskiej wsi; i jeszcze jeden uchwycony przez kamerę nad Rosją w nocy 5 sierpnia; i podobny widok z Włoch z 8 sierpnia. A ten nagrany w stolicy Peru, Limie, początkowo wydawał się być odbiciem śladów lecącego samolotu o zachodzie słońca. W momencie gdy zostało zrobione zbliżenie na „samolot”, no cóż, okazało się że nie ma tam żadnego samolotu! Jest wiele raportów z przeszłości, które opisują tych kosmicznych przybyszy, bardzo wolno poruszających się przez atmosferę – prawie nadprzyrodzenie wolno.

Jak już jesteśmy w temacie nadnaturalnych bolidów, nasze najprawdopodobniej najdziwniejsze doniesienie z tego miesiąca pochodzi z Bośni, gdzie ostatnio meteor uderzył w ten sam dom po raz szósty z rzędu!

‚Obce’ meteoryty po raz szósty trafiły w dom Bośniaka
Poniedziałek, 19 lipca 2010
UK Telegraph

Radivoke Lajic, lat 50, powiedział, że jego dom uderzany jest przez kosmiczne kamienie z powodu pozaziemskiej urazy.

„Wyraźnie widać, że jestem na pozaziemskim celowniku” – powiedział.

© CEN - Radivoje Lajic i meteoryty, które uderzyły w jego dom

„Nie mam pojęcia, co zrobiłem, żeby ich tak zirytować, ale nie mam innego sensownego wyjaśnienia na to, co się dzieje.”

„Prawdopodobieństwo uderzenia przez meteoryt jest tak małe, że sześciokrotne trafienie musi być działaniem zamierzonym”.

Pan Lajik, mieszkaniec wsi Gornji Lajici w północnej Bośni niedaleko Prijedoru, powiedział, że atak meteorów następował zawsze w czasie deszczu.

Pierwszy meteor uderzył w jego dom w listopadzie 2007 roku.

Naukowcy z Uniwersytetu w Belgradzie potwierdzili, że wszystkie kamienie są meteorytami.

„Nie mam cienia wątpliwości, że jestem atakowany przez kosmitów”, powiedział.

„Pogrywają sobie ze mną. Nie mam pojęcia, dlaczego to robią. Kiedy pada, nie mogę spać z obawy przed następnym atakiem.”

Pan Lajic wzmocnił swój dach stalą, bojąc się następnego uderzenia meteorytu. […]

Pan Lajic po raz pierwszy trafił na pierwsze strony gazet dwa lata temu, gdy piąty meteor spadł na jego dom.

Naukowcy badają obecnie pole magnetyczne wokół nieruchomości, próbując wyjaśnić częstotliwość uderzeń.

W zeszły miesiącu w Anglii kolejny meteor trafił mężczyznę w pierś, w czasie gdy poszkodowany oglądał mecz krykieta. Jan Marszel i Richard Haynes byli bardzo zdziwieni, gdy zobaczyli mały kamyk, który spadł im niemal pod nogi, rozpadł się na dwie części i odbił w ich kierunku. 8 sierpnia z kolei inny mężczyzna z Ohio w USA usłyszał świst, po czym meteor musnął go w ramię, a następnie wylądował w jego basenie. Po wyłowieniu, kamień wciąż był ciepły.

Co przecieka?

© RedactedNews.com

Założyciel WikiLeaks, Julian Assange, udziela się w mediach przedstawiając swoją organizację jako neutralnego depozytariusza informacji, do którego każdy „whistleblower” może wysłać dokumenty i pliki, którym władze nigdy nie pozwoliłyby zobaczyć światła dziennego. Pompa i rozgłos, jakie przed miesiącem towarzyszyły przekazaniu mediom tysięcy plików armii amerykańskiej, dość wyraźnie wskazują na to, że ktoś chciał przyciągnąć uwagę ludzi do rewelacji WikiLeaks i zmobilizować ich do wystąpienia przeciwko zbrodniom wojennym popełnianym w Afganistanie przez rząd USA. Przekazane dokumenty są nieobrobionymi danymi dotyczącymi starć militarnych USA z czym się da, od rzekomych „Talibów” po afgańskie kozy, wspieranych informacjami, które w dużej mierze dostarczone zostały przez afgańskich szpiegów i płatnych informatorów. Rzecz w tym, że dokumenty te nie ujawniają nic, czego dotąd nie wiedzieliśmy o nielegalnej okupacji wojskowej USA w Afganistanie.

Dobrze podsumował to Chris Hedges, pisząc:

w sumie efektem tego wieloczęściowego materiału jest umocnienie propagowanego obrazu Amerykanów jako dzielnych, źle traktowanych  żołnierzy, wypruwających z siebie żyły, żeby wykonać swoją robotę, pomimo podłych machinacji i durnowatych, niezdarnych zachowań tych niewdzięcznych brązowych łajdaków, których staramy się ochronić przed nimi samymi.

Wiele cech Wikileaks wskazuje na to, że albo jest ona jedną z operacji Pentagonu, albo projektem pełnego dobrych intencji, ale w dużej mierze zwiedzionego Juliana Assange’a, który po prostu nie rozumie powagi obecnego globalnego koszmaru, w jakim się znajdujemy. Rzucając się w objęcia mainstreamowych mediów doprowadził do tego, że jeśli nawet WikiLeaks miała szansę czegoś dokonać, to szansę tę straciła.

Na przyszłość, gdyby ktoś przymierzał się do ujawnienia czegoś:  Assange zdaje się żywić dziwną niechęć do przyjęcia do wiadomości istnienia największego ze wszystkich spisku. Niedawno stwierdził:

„Złości mnie, że ludzie zajmują się fałszywymi spiskami, takimi jak 9/11, kiedy my przedstawiamy dowody prawdziwych konspiracji – związanych z wojną czy przekrętami finansowymi na ogromną skalę”.

Problem jednak w tym, że spiski rządowe mające uzasadnić wojny są przedmiotem zapisów historycznych. Być może Assange przeoczył ostatnie oficjalne uznanie incydentu w Zatoce Tonkińskiej za operację pod fałszywą flagą przeprowadzoną przez rząd USA?

Od czasu powstania w 2006 roku strona WikiLeaks sukcesywnie zdobywała renomę, zbierając nagrody i zyskując uznanie za rzucanie światła na przestępstwa korporacji i rządu. Portal otrzymał nagrodę tygodnika „Economist” w kategorii nowe media, przyznawaną przez Index on Censorship [brytyjska organizacja promująca wolność słowa] w 2008 oraz nagrodę Amnesty International w 2009 roku. Opublikował wewnętrzne dokumenty koncernu Trafigura, co doprowadziło do uznania tej międzynarodowej firmy handlowej winną nielegalnego wywozu toksycznych odpadów na Wybrzeże Kości Słoniowej. Jednak pierwszy „wyciek” pochodził od „bojówkarza” z Al Shabbab. Al Shabbab jest somalijską grupą oporu, którą neokonserwatyści z Pentagonu koniecznie chcieli powiązać z fikcyjną „al-Kaidą”, ale która w rzeczywistości jest legalną opozycją wobec proamerykańskego „Tymczasowego Rządu Federalnego” Somalii. Zobaczcie, jak Assange opisuje kluczową rolę WikiLeaks w wyborach krajowych w Kenii w 2007 roku. Zupełnie pominięty został fakt, że w tym samym czasie, w imieniu CIA, amerykańska organizacja rządowa National Endowment for Democracy (Narodowy Dar dla Demokracji, NED) prowokowała tam zamieszki. Robi się coraz ciekawiej. Z każdym przeciekiem opublikowanym na swojej stronie internetowej WikiLeaks – którą Assange przedstawia jako „społeczną agencję wywiadowczą” – przyciąga coraz więcej odbiorców. Nagranie wideo „Colateral Murder” pokazujące jak amerykański śmigłowiec bojowy Apache kosi niewinnych Irakijczyków, wypuszczone w kwietniu, błyskawicznie się rozpowszechniło, choć nie było tam nic niezwykłego dla zachowań amerykańskich sił zbrojnych w Iraku. WikiLeaks głosi „całkowitą przejrzystość”, ale rozważa „wprowadzenie subskrypcji, gdzie słono płacący użytkownicy mieliby wcześniejszy dostęp do przecieków. Już kiedyś próbowała przeprowadzić aukcję 7000 wewnętrznych e-maili wysłanych z konta byłego autora przemówień pisanych dla Hugo Chaveza. Hmmm… Assange przedstawiany jest jako krzyżowiec lewicy, a tymczasem staje po stronie amerykańskiego establishmentu, występując przeciw Chavezowi?

Jak ujął to Wayne Madsen, przybywanie referencji pomogło witrynie „uwiarygodnić działanie w dobrej wierze w ramach kampanii psychologicznej cyber-wojny”. Podkreśla on, że wśród doradców WikiLeaks jest Ben Laurie, okazjonalny programista i specjalista ds. bezpieczeństwa w sieci firmy Google, który niedawno podpisał umowę o współpracy z Agencją Bezpieczeństwa Narodowego USA (NSA) i został oskarżony przez Chiny o udział w amerykańskiej kampanii cyber-szpiegowskiej wymierzonej przeciwko Chinom. Wśród członków ciała doradczego WikiLeaks znajdziemy też wiodących chińskich dysydentów, w tym Wana Dana, który w 1998 roku otrzymał nagrodę National Endowment for Democracy (NED); Wanga Youcai, założyciela Chińskiej Partii Demokratycznej; Xiao Qianga, szefa China Internet Project na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, członka Rady Doradczej International Campaign for Tibet i komentatora w radiu Free Asia, powiązanym z Georgem Sorosem; oraz przebywającego na wygnaniu tybetańskiego działacza, Tashi Namgyala Khamsitsanga.

© Andrew Winning/Reuters - Mile widziane zwiększenie sprzedaży w zeszłym miesiącu gazeta zawdzięcza operacji WikiLeaks.

Co ciekawe, WikiLeaks powstrzymała się od opublikowania części udostępnionych jej akt, które dotyczyły operacji sił specjalnych USA w Afganistanie. Jeśli jest w dokumentach prawdziwy rarytas, to z pewnością tam jest pogrzebany. „New York Times” i „The Guardian” zresztą już przekazały nam drastyczne informacje o łapance i egzekucji uczniów. Jedyne, co świat musi wiedzieć, zanim możliwe będzie skończenie z rzezią Afgańczyków, to prawda o rzeczywistym obrazie amerykańskiej walki z powstańcami, na który składają się: odpalanie bomb w zatłoczonych miejscach i obwinianie o to powstańców; obwożenie „Talibów” po Afganistanie, żeby wyglądało na to, że przeciwnik jest na tyle silny, aby uzasadniało to amerykańską okupację kraju przez następnych 10 lat; oraz ogromne i wciąż rosnące zyski CIA z produkcji i sprzedaży wysokiej jakości heroiny. Chcemy zobaczyć kwity dowodzące, że to nie jest wojna, ale przemysł śmierci, dzięki któremu tych samych kilku ludzi niewiarygodnie się wzbogaca (znowu).

Ale zamiast tego, wszystko, co mamy, to te „Dzienniki wojny”, które skutecznie obdarowały USA i ich sojuszników mistrzowskimi chwytami propagandowymi, podanymi na tacy, bo przedstawiają Pakistan jako monstrum stojące za tą rzezią. Nie tylko to, Osama bin Laden też doczekał się wzmianki – raport z sierpnia 2006 umieścił go na spotkaniu w Quetta w Pakistanie, gdzie spiskował i kombinował z mułłą Omarem, jakby tu przeprowadzić ataki samobójcze w Afganistanie. Ani słowa na temat oficjela z pakistańskiego wywiadu (ISI), który na krótko przed 9/11 wręczył Mohammedowi Atcie 100 000 dolarów. Ani o tym, że wszystko, co ISI robi w Afganistanie z islamskimi bojownikami, jest wykonywane na polecenie CIA. Z innego „wyciekniętego” raportu wynika, że Korea Północna ingeruje w amerykańską „demokratyzację” Afganistanu! Iran też, oczywiście!

Natychmiast przeprowadzono historyczne porównania tego wycieku z ujawnieniem Pentagon Papers w czasie szczytowego nasilenia wojny w Wietnamie. Są one w pełni uzasadnione, ale nie z powodów wyłożonych przez massmedia. W swojej książce „The Secret Team” Fletcher Prouty wyjaśnia, w jaki sposób Pentagon Papers zostały przetasowane z korzyścią dla elity przez kogoś, kto chciał, by pracownik Pentagonu, Daniel Ellsberg podniósł alarm, jak okrutna stała się tamta wojna. Wybielało to eskalację bombardowań, jako że rząd USA podawał, że jakoby robi „wszystko, co w jego mocy”, aby zakończyć wojnę, podczas gdy w rzeczywistości robił wszystko, by usprawiedliwić potężne wydatki z budżetu wojskowego. Promocja, jaką WikiLeaks otrzymała w mainstreamowych mediach jest głównym alarmującym sygnałem. Spójrzcie na tę pierwszą stronę „Guardiana” w dwa dni po wielkiej Sensacji:

Oblicza armii afgańskiej – spotkanie z przyszłością walki z terroryzmem

29 lipca 2010

© Guardian / Kevin Frayer

Opis do zdjęć brzmi:
Afgańscy żołnierze, wyposażenie bojowe posterunków, południowy Afganistan

Zdjęcia 10 z prawie 40 żołnierzy z afgańskiej armii narodowej, którzy patrolują z amerykańskiej placówki w dolinie Arghandab, w pobliżu Kandaharu. Wojsko w dużej mierze składa się z mieszkańców północy, którzy walczyli z pochodzącymi z południa kraju talibami zdominowanymi przez Pasztunów”.

„Guardian” mógł opublikować gładkie biografie afgańskich najemników, a jednak pominął raport o wartym z 6 mld funtów sprzęcie wojskowym, który według danych z audytu rządu brytyjskiego „zaginął”. A co z 9/11? Czy to nie pod pretekstem 9/11 rozpętano tę wojnę? Z pewnością ktoś ujawnił coś, co pomoże wypełnić dziury w oficjalnej teorii spiskowej? Assange powiedział: „Złości mnie, że ludzie zajmują się fałszywymi spiskami, takimi jak 9/11, kiedy my przedstawiamy dowody prawdziwych konspiracji – związanych z wojną czy przekrętami finansowymi na ogromną skalę”.

Pakistańskie media słusznie zastanawiają się, jak WiliLeaks natknęła się na ten wysoce propagandowy materiał w czasie, kiedy USA ogląda się na Pakistan w kwestii wsparcia “uderzenia” autorstwa Obamy i Petraeusa. Nowy dowódca wojsk amerykańskich w Afganistanie to ten sam człowiek, który przeprowadził rzeź w Faludży. Generał Mattis przyznał otwarcie, że „zabijanie w Afganistanie to fajna zabawa”. Joe Quinn sugeruje, że wziąwszy pod uwagę szybującą w górę ilość ofiar śmiertelnych, czego końca nie widać, operacja WikiLeaks służy zupełnie innemu celowi niż ujawnienie „prawdy o wojnie w Afganistanie”:

Uważajcie na Juliana Assange’a i WikiLeaks – ulubieńców masmediów

Co jakiś czas ludzie, dla których priorytetem jest trzymanie ręki na pulsie nastrojów społecznych w obliczu coraz jawniejszych zbrodni urzędników, uznają za konieczne wprowadzenie sztucznego bohatera narodowego – kogoś, kto z pozoru ma odwagę i czelność „postawić się systemowi” i być głosem milczącej większości. Celem – i efektem – jest dostarczenie naczynia do zebrania całego tego ukrytego i narastającego gniewu i oburzenia, którego istnienie się przypuszcza, i rozproszenie go w podobny sposób, jak Corexit był użyty do rozproszenia bigosu narobionego w Zatoce Meksykańskiej przez przemysł naftowy. Poddaję pod rozwagę, że Assange jest właśnie takim „naczyniem”, i muszę przyznać, że zastanawiam się, czy nie celowo ten bezbarwny i lakoniczny człowiek został wybrany do reprezentowania głosu obywateli – czy Władza Realna poprawnie ocenia powagę potencjalnego zagrożenia ze strony wzburzonej ludności, czy też po prostu chcą, żebyśmy w to uwierzyli …?

Dzisiaj rząd USA demonizuje – jak ich sam nazywa – „talibów”. Ale mniej niż 30 lat temu dokładnie ci sami ludzie byli wysławiani jako Bojownicy o Wolność:

„Obserwowanie odważnych afgańskich bojowników o wolność, walczących prostą bronią ręczną przeciw współczesnemu arsenałowi, jest inspiracją dla tych, którzy kochają wolność. Ich odwaga uczy nas, że są na tym świecie sprawy warte obrony. Chcę powiedzieć narodowi afgańskiemu – i mówię to w imieniu wszystkich Amerykanów – że podziwiamy wasze bohaterstwo, wasze przywiązanie do wolności i nieustające walki z ciemiężcami.
~ Ronald Reagan, 1983

A jeśli wolicie coś bardziej aktualnego, oto obecna sekretarz stanu USA, Hilary Clinton, wyjaśniająca, jak USA tworzyły „talibów”:

Najistotniejsze tutaj jest to, że czasy się nie zmieniają, ale interesy – tak. A w międzyczasie, poniżej zamieszczamy listę artykułów, które podkreślają to, co naprawdę dzieje się w Afganistanie – i żeby przedstawić wam te informacje, nie musieliśmy zdobywać tysięcy „tajnych” dokumentów:

11 lipca: Wycofanie z Sanginu Brytyjczyków dowodem na pogłębiający się kryzys amerykańskiej interwencji w Afganistanie
13 lipca: Afgański żołnierz zabił 3 żołnierzy brytyjskich
17 lipca: Dwie identyczne eksplozje bomb w Lahore, w Pakistanie: Do zamachów nikt się nie przyznaje
17 lipca: Dwóch amerykańskich i sześciu brytyjskich żołnierzy zginęło w Afganistanie
17 lipca: ‚Pro-talibscy bojownicy’ zabili w Pakistanie 16 cywili
19 lipca: W samobójczym zamachu bombowym w Afganistanie zginęły co najmniej 3 osoby, a kilkadziesiąt jest rannych
19 lipca: Pakistan: 42 „bojowników” zabitych w Orakzai w Kurramie
19 lipca: 22 talibskich bojowników zabitych w zachodnim Afganistanie
19 lipca: Afganistan: 2 amerykańskich żołnierzy zginęło w zamachach bombowych
24 lipca: Atak amerykańskiego drona zabił 16 osób w Pakistanie
26 lipca: Afganistan: Według Karzaia w ataku NATO zginęło 52 afgańskich cywili
27 lipca: Izrael uczy niemieckich pilotów sterowania dronami w Afganistanie
13 sierpnia: W amerykańskim nalocie bombowym zginęło 8 afgańskich cywili

[cdn]
– –

Ten artykuł jest przekładem oryginału zamieszczonego w języku angielskim na stronie:

dokonanym przez polskich tłumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.
 

 

Materiał ten został opublikowany przez SOTT.NET – projekt Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala się na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz żródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

Reklamy

4 komentarze »

  1. 05.10.2010

    Wniosek do prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej o przedłużenie okresu użycia Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Islamskiej Republice Afganistanu”.

    „[…]Wniosek dotyczy przedłużenia okresu użycia polskiego kontyngentu wojskowego w Afganistanie od 14 października 2010 r. do 13 kwietnia 2011 r. (na mocy obecnego postanowienia polscy żołnierze mogliby stacjonować w tym kraju jedynie do 13 października 2010 r.)[…]

    […]W 2010 r. na wydatki związane z utrzymaniem i funkcjonowaniem kontyngentu w Afganistanie, w budżecie MON zaplanowano ok. 400.000 tys. zł. Na doposażenie kontyngentu w tegorocznym budżecie MON przeznaczono 1.351.000 tys. zł (tzw. pakiet afgański). Planowane wydatki ministerstwa związane z użyciem kontyngentu w 2011 r. wyniosą ok. 1.091.373 tys. zł.”

    Nie wiem czy dobrze rozszyfrowałem te cyferki, ale chodzi o to, że na kontyngent w Afganistanie w 2010 roku rząd wydał 400 milionów złotych, a potem 1 miliard 351 milionów złotych na doposażenie kontyngentu (m.in. na izraelskie drony), a w 2011 roku wyda 1 miliard 91 milionów 373 tysiące złotych, chyba że trzeba będzie znowu doposażać. Bez komentarza.

    Komentarz - autor: Darek — 6 października 2010 @ 17:21

  2. Kilka dni wcześniej z wizytą w USA przebywał minister Obrony Narodowej Bogdan Klich:

    Wizyta ministra Bogdana Klicha w USA

    „[…]„Jesteśmy żywotnie zainteresowani dodatkową obecnością wojsk amerykańskich w Polsce, podobnie jak innych sojuszników. To wzmacnia nasze bezpieczeństwo” – powiedział minister Bogdan Klich po spotkaniu z Sekretarzem Obrony USA.

    Minister wspomniał, że rozmowy dotyczyły m. in. – „czasowego stacjonowania załóg samolotów F-16, amerykańskich Herculesów i wzmocnienia współpracy między wojskami specjalnymi obu krajów[…]„.

    W ambasadzie RP minister uczestniczył w uryczystości udekorowania „Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Zasługi Rzeczpospolitej” zbrodniarza wojennego Colina Powella.

    blee!

    (Tak na boku, order tenże nadaje Prezydent RP)

    W tym samym czasie na naszym podwórku 7 tysięcy żołnierzy i blisko tysiąc jednostek sprzętu wojskowego uczestniczyło w operacji „Anakonda 2010″, zkończonej zresztą sukcesem:

    „Przeciwnik – atakujące siły Mondy został zatrzymany, a następnie odrzucony przez wojska Wislandii wspierane przez sojusznicze siły wzmocnienia.”

    Hmm… sojusznicze siły wzmocnienia i te (jak mi tu kaktus wyrośnie) „czasowe stacjonowanie” F-16, Herkulesów i wzmocnienie współpracy między wojskami specjalnymi… Zobaczymy na dniach, czy (i jak) Monda odniesie się do tych manewrów.

    Całości doglądał Zwierzchnik Sił Zbojnych Wislandii.

    A ja naiwny myślałem, że rząd Wislandii jest „żywotnie zainteresowany” walką z opalaczami, żeby odwrócić uwagę od Alikota. Ej, coś tu nie gra?

    Komentarz - autor: Darek — 7 października 2010 @ 00:19

  3. A może Monda wcale nie odpowie, albo odpowie z wytyczonym przez Władzę Realną planem. Zagalopowałem się i nie przeszło mi to wcześniej przez myśl. Monda, zaraz po terroryźmie, może odgrywać rolę dodatkowego straszaka na kraje europejskie, aby te zjednoczyły ostatecznie swe armie (z pomocą i pod dowództwem sił sojuszniczych wzmocnienia zza oceanu). Czy chcąc przynaglić najbardziej leniwych i przełamać opornych, Władza Realna skorzysta ze sprawdzonych już scenariuszy?

    Komentarz - autor: Darek — 7 października 2010 @ 23:02

  4. Może coś w tym jest, a może nie:

    Rosyjskie bombowce nad Bałtykiem – NATO zareagowało

    „W ramach natowskiej misji Air Policing nieba nad Litwą, Łotwą i Estonią strzegą od 1 września samoloty sił powietrznych USA”

    Siły sojusznicze wzmocnienia przeciągają strunę, a Monda traci cierpliwość. Zastanawia mnie czy rzeczywiście, czy zgodnie z planem.

    Tymczasem 13 października 2010 Prezydent Bronisław Komorowski wyraził zgodę na przedłużenie polskiej misji wojskowej w Afganistanie

    Podczas tej misji pod polskim dowództwem znajduje się 800 amerykańskich żołnierzy z Batalionowej Grupy Bojowej:

    „Po raz pierwszy w historii, na stałe dowódca Polskich Sił Zadaniowych ma pod swoją komendą tak znaczną ilość amerykańskich żołnierzy. Wraz z żołnierzami do prowincji trafił sprzęt, m.in.: wozy opancerzone, śmigłowce, samoloty bezzałogowe, zestawy przeciwminowe.
    Podporządkowanie Amerykanów polskiemu dowódcy wyszło z inicjatywy amerykańskiego dowództwa i ma ono związek ze zwiększaniem liczebności wojsk koalicji na teatrze działań”.

    Kto ich tam wie jaki sprzęt ze sobą przywieźli, jak i do czego go będą używać, albo co na prawdę planują tam robić. Niemniej, odpowiedzialność za działania tych 800 amerykańskich żołnierzy w Ghazni spoczywa teraz na polskim dowództwie.

    Komentarz - autor: Darek — 18 października 2010 @ 23:32


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: