PRACowniA

28 Sierpień 2010

Łączenie Punktów: Krew Zatoki, oblężenie Iranu i szpiegowskie zagrywki (2)

Wojny kokainowe

© Bernandino Hernandez/AP - Strefa wojenna: Meksykańscy żołnierze piechoty morskiej wkroczyli na ulice Acapulco po strzelaninie, do jakiej doszło 16 czerwca. Państwowa gazeta podała, że 14 czerwca, w ramach wojen narkotykowych toczonych w całym kraju, wykonano egzekucje na 96 osobach. Była to największa liczba ofiar w ciągu jednego dnia od grudnia 2006 roku, kiedy prezydent Meksyku, Felipe Calderon, ogłosił wojnę przeciwko kartelom narkotykowym.

W ciągu ostatnich czterech lat handel narkotykami na granicy USA z Meksykiem pochłonął ponad 23 tysiące ofiar, dając skalę porównywalną do formalnie wyznaczonej ‘strefy wojennej’. W ostatnich tygodniach pojawiły się doniesienia o okropnościach w Ameryce Środkowej, które przyćmiewają zbrodnie ery Reagana. Napięcie wzdłuż granicy sięgnęło zenitu, gdy amerykańscy agenci zastrzelili dwóch Meksykanów, wśród których był 15-letni chłopiec stojący po meksykańskiej stronie granicy, trafiony w głowę za to, że rzucał kamieniami w barak strażników. Psychopatyczni funkcjonariusze ochrony, strzelający do dzieci na punktach kontrolnych… wszystko nabiera sensu, bowiem za budowę ogrodzenia wzdłuż granicy USA i Meksyku odpowiada ta sama korporacja, która postawiła Mur Apartheidu przechodzący przez Palestynę. Kiedy agenci FBI przybyli na miejsce, by „pozyskać” dowody, ich meksykańscy koledzy zagrozili im śmiercią, jeśli tylko przekroczą granicę, co spowodowałodalszy wzrost napięcia pomiędzy stronami.

Masowe morderstwa są codziennością na północy Meksyku, ale zabójczy apetyt bandidos nie słabnie, sądząc po rosnących stosach ciał. 11 czerwca meksykańskie służby porządkowe odnalazły 20 zastrzelonych osób w Ciudad Madero w stanie Tamaulipas, zaś 9 czerwca na terenie ośrodka odwykowego w północnym stanie Chihuahua zabitych zostało kolejnych 19 osób, w sposób przypominający egzekucję. 15 czerwca w stanie Michoacan niezidentyfikowani sprawcy zastrzelili 10 policjantów i zranili wielu innych. Kilka godzin później, w wyniku rozruchów w więzieniu w mieście Mazatlan zginęło 28 więźniów. Niemal wszystkie te morderstwa były „ściśle związane z nielegalnym handlem narkotykami” (co oznacza, że jedynym opłacalnym źródłem utrzymania dla milionów Meksykanów, wyniszczonych imperializmem USA, jest nielegalny handel narkotykami). Wkrótce potem gazety pisały o tragicznej śmierci piosenkarza Sergio Vegi, zamordowanego w trakcie trasy koncertowej, i to kilka godzin po tym, jak zaprzeczył doniesieniom o swojej śmierci na stronie portalu rozrywkowego La Oreja. W innej wielkiej strzelaninie 19 kilometrów od granicy z Arizoną zginęło 21 osób, a 6 zostało rannych, najpewniej w ramach walki gangów o wpływy nad trasami przerzutu nielegalnych imigrantów. Zaraz potem w Ciudad Juarez, gdzie w ciągu trzech ostatnich lat zamordowano 4300 osób, zginęła prokurator stanu Chihuahua wraz z jednym ochroniarzem.

Te akty przemocy pomogły władzom stanowym Arizony uzasadnić wprowadzenie nowej ustawy, która ma ukrócić napływ nielegalnych imigrantów i zmniejszyć ilość związanych z nim przestępstw. W praktyce jednak, o czym wiedzą mieszkający w Arizonie Meksykanie, doprowadzi to do ich prześladowań i dyskryminacji ze strony tamtejszych władz. Dlatego też zaczęli tłumnie uciekać ze stanu, zanim jeszcze ustawa weszła w życie. Administracja Obamy potępiła ustawę, ale taka decyzja bardziej ma na uwadze niedopuszczenie, by inicjatywa Arizony stała się przykładem dla innych stanów, aniżeli troskę o los nielegalnych imigrantów w USA. Rząd federalny preferuje inną metodę walki z przemocą – wysłać na granicę żołnierzy i dwa drony do pomocy z powietrza. Strzelaniny w Kingston na Jamajce, które w maju przyniosły śmierć co najmniej 60 osobom, również były wynikiem rywalizacji gangów o kontrolę nad szlakami narkotykowymi na wyspie. Waszyngton zażądał ekstradycji lokalnego króla narkotykowego Christophera „Dudus” Coke’a, jego ludzie jednak odmówili, więc wysłano jamajskie siły rządowe w celu pochwycenia go, co skończyło się krwawą jatką. W tym samym miesiącu [czerwcu] znaleziono 4 odcięte głowy, leżące przed centrum handlowym i budynkami rządowymi w stolicy Gwatemali.

Gangsterski kapitalizm wiedzie prosto ku Wall Street

Mówiąc o reszcie półkuli zachodniej jako o swoim „podwórku”, politycy USA traktują to bardzo dosłownie: Wojna z Narkotykami™ pokryła kontynent żyjącymi i martwymi wrakami ludzkimi, w Stanach tymczasem setki tysięcy osób aresztuje się za posiadanie niewielkiej ilości marihuany, która ułatwia im życie pod rządami psychopatów. Producenci w Kolumbii, punkty przerzutowe na Karaibach i w innych krajach Ameryki Łacińskiej, kartele w Meksyku, siatka rozprowadzania towaru w USA… wszystko to wymaga pieniędzy, które do tego trzeba wyprać, aby przyniosły zysk z handlu. I tu pojawia się Wall Street. Niezwykły artykuł agencji Bloomberg z końca czerwca ujawnia zorganizowaną działalność przestępczą w całej jej okazałości. Jeden tylko bank, Wachovia, który został wykupiony przez Wells Fargo, sprzeniewierzył zawrotną sumę 378,4 miliardów dolarów na rzecz meksykańskich karteli handlujących narkotykami i ludźmi w latach 2004-2007 – kwota równa jednej trzeciej bieżącego PKB Meksyku. Oto, dlaczego setki ton kokainy, heroiny, marihuany i metamfetaminy docierają do Amerykanów. Ale Wachovia nie stanowi wyjątku. Wśród amerykańskich i europejskich banków, które finansują tę tragedię są Bank of America, American Express Bank, HSBC, Santander, Citigroup. Nie chodzi jednak o to, że Wall Street dorabia sobie na boku – Biuro ONZ ds. Kontroli Narkotyków i Zapobiegania Przestępczości oświadczyło, że owe pieniądze dosłownie uratowały od bankructwa pewne (dotąd nie nazwane) „zbyt duże by upaść” banki, gdy w 2008 roku wstrzymano udzielanie pożyczek, w efekcie finansowego terroryzmu Goldman Sachs.

Obama – szermierz pokoju

„Naczelnym celem społeczeństwa jest wojna. Podstawę władzy nad społeczeństwem we współczesnym państwie stanowi jego siła wojenna.”
– Raport z Żelaznej Góry

Wmawia się nam, że Kostaryka sama „zaprosiła” USA do jej okupacji w imię Wojny z Narkotykami™, drugiego frontu w Niekończącej się Globalnej Wojnie Osi Zła. Wysłano tam 7 tysięcy Marines, 46 okrętów oraz setki helikopterów, rzekomo do „walki z handlarzami”, ale w rzeczywistości siły te mają wesprzeć operacje narkotykowe w Ameryce Łacińskiej, podobnie jak wysokiej jakości heroina z Afganistanu, z której CIA finansuje amerykańskie operacje specjalne w Azji Środkowej. Podczas gdy Plan Colombia z czasów Clintona zapewnił Amerykanom bazę, skąd mogli sabotować Ekwador i Wenezuelę, operacja Joint Patrol umożliwi Obamie obalić nikaraguański rząd sandinistów prezydenta Daniela Ortegi, który niedawno zerwał stosunki z Izraelem  z powodu masakry na Flotylli Wolności. Z Kostaryki amerykańskie siły ekspedycyjne w zasadzie będą mogły ruszyć przeciwko każdemu południowoamerykańskiemu przywódcy, który odmówi działania pod dyktando Pentagonu.

W związku z ogromną liczbą żołnierzy, biorących udział w wojnach Imperium na całym świecie, laureat Pokojowego Nobla z 2009 roku ogłosił 1 lipca plan utworzenia nowych, „cywilnych sił ekspedycyjnych”, które wielkością dorównają obecnym regularnym siłom zbrojnym i będą wysyłane za granicę z „misją budowania narodów”. Prawdziwe bezrobocie w USA wynosi około 20-25 procent, tak więc Obama nie powinien mieć problemu ze znalezieniem rekrutów, którzy podwoją szeregi i tak już olbrzymiej armii amerykańskiej. Przy takim obrocie spraw, już wkrótce prześcignie on krwawy rekord Tony’ego Blaira w globalnym ludobójstwie, którego niedawno nagrodzono kwotą 100 000 dolarów oraz „Medalem Wolności”, przyznanym mu przez National Constitutional Center w Waszyngtonie. Jego osiągnięcia? „Niesienie wolności ludziom na całym świecie”. Skoro tak, dlaczego by nie przyznać mu tegorocznego Pokojowego Nobla?

© REUTERS/Denis Sinyakov - Afgańska kobieta niesie swoje dziecko w wiosce Gorgan, 25 czerwca 2010

Afganistan stał się miejscem najdłuższej wojny USA. Dlaczego więc nie ma ludzi na ulicach? Gdzie jest drugi Martin Luther King i protesty studentów? Czym różni się ta wojna od innych? Niestety, społeczeństwo amerykańskie zostało pokonane. COINTELPRO zdobyło przewagę, dzięki lekcji wyniesionej przez patokratów z ruchów lat 60., które w raporcie sporządzonym dla Komisji Trójstronnej Samuel „zderzenie cywilizacji” Huntington określił jako „kryzys demokracji” i „skutek jej nadmiaru”. Czerwiec 2010 był dla sił Imperium najkrwawszym miesiącem w całej 9-letniej wojnie, kiedy to pomimo druzgocącej przewagi technologicznej zginęło 104 żołnierzy.

Pamiętacie tegoroczną wielką ofensywę sił USA na twierdzę rebeliantów w prowincji Helmand? Okazała się zupełną klęską… bo taki był plan. „Wsparcie” Obamy wzmocniło opór Afgańczyków wobec amerykańskiej okupacji, dzięki czemu Pentagon ponownie zyskał „rynek zbytu” dla sprzętu i technologii za 3 miliardy dolarów. Dowództwo oczywiście nie liczy się z ludzkim życiem, nawet własnych żołnierzy. Chcą tylko wypróbować swoje najnowsze zabawki, takie jak te żałosne sterowce zwiadowcze.

Niesławny artykuł „Rolling Stone”, w którym dowódca sił NATO w Afganistanie Stanley McChrystal krytycznie odniósł się do administracji Białego Domu, stał się oficjalną przyczyną zwolnienia generała – zarzucał on bowiem przejęcie kontroli nad wojskiem przez cywilów. Ci ostatni jednak zawdzięczają swe pozycje kompleksowi wojskowo-przemysłowemu, musiała więc istnieć jakaś inna, ukryta przyczyna zastąpienia McChrystala Petraeusem. Otóż wojskowi wichrzyciele kazali amerykańskim mediom przekazać społeczeństwu, że gierki McChrystala z rebeliantami i bombardowania pogrzebów czy wesel przez beznamiętne drony nie przyniosły sukcesu, ponieważ generał był za miękki! Jak wyjaśnia Joe Kishore:

Tydzień po zwolnieniu gen. Stanleya McChrystala i powołaniu na jego stanowisko Petraeusa stało się jasne, że ta zmiana związana jest z decyzją zwiększenia skali zabijania i ranienia afgańskich cywilów, co ma złamać ogromne społeczne poparcie dla anty-amerykańskich rebeliantów. Seria artykułów – włącznie z tym w „Rolling Stone”, który doprowadził do dymisji McChrystala – wskazywała na restrykcje w rozkazach generała, redukujące siłę ataków wojsk USA celem zmniejszenia ofiar wśród cywilów.

Artykuł „New York Timesa”, który ukazał się w dniu dymisji McChrystala, cytował anonimowych żołnierzy, skarżących się na „związane ręce” poprzez ograniczenie użycia brutalnej siły.

Paul Craig Roberts zastanawia się, czy taki ruch zwiastuje całkowitą fuzję cywilnego i wojskowego dowództwa sił Imperium, i pyta, czy pozbywając się McChrystala, Obama postawił się na przegranej pozycji:

Kiedy w starożytnym Rzymie upadał senat (ciało ustawodawcze), cezarowie (ciało wykonawcze) stawali się marionetkami wojska. Teraz gen. Petraeus po raz kolejny wysunął się na czoło po wyrzuceniu McChrystala z Afganistanu, a do tego Obama wysunął jego kandydaturę na prezydenta z ramienia Republikanów w nadchodzących wyborach. W ten oto sposób, Obama zrzekł się władzy na rzecz człowieka, który zjednoczy wojsko i ciało wykonawcze. […]

Petraeus nie jest przeciętnym generałem. „Wygrał” w Iraku płacąc haracz sunnitom, najzacieklejszym wrogom amerykańskiej okupacji. Uświadomił sobie bowiem, że o wiele taniej i skuteczniej jest opłacić sunnitów, by zaniechali walk, i w ten właśnie sposób zakończyła się wojna sunnitów z Amerykanami. Aby utrzymać Amerykanów z dala od walk na tle religijnym, pochłaniających ofiary wśród Irakijczyków, wojsko USA zaszyło się w odległych bazach.

© Unknown - Ten po lewej ponoć wygrał Pokojowego Nobla

Czy mamy oczekiwać tej samej taktyki w Afganistanie? Czy Petraeus kupi zwycięstwo, płacąc Talibom? Z drugiej strony, Amerykanie już od dawna finansują Talibów, o czym zgodnie z tym doniesieniem, wiedzą wszyscy w Afganistanie – NATO i pracownicy USAID, członkowie międzynarodowych organizacji medialnych, organizacje pozarządowe, sami Afgańczycy, a nawet amerykańscy dyplomaci nie wtajemniczeni w tego typu operacje. Prawie dziesięć lat minęło, zanim wpadli na to, że ta „wojna” rozgrywa się na szachownicy Pentagonu, gdzie każdy pionek przesuwany jest zgodnie z dalekosiężnymi planami. Przyczynę, dlaczego wojna jest oszustwem, można streścić następująco: dominującą polityką w USA jest wydłużanie konfliktu za pomocą pieniędzy, broni, szkolenia i przerzucania Talibów z jednego końca kraju na drugi, ponieważ Władza Realna życzy sobie jak najdłuższego pobytu wojsk amerykańskich w Afganistanie. Kto kontroluje Azję, ten kontroluje świat. Decyzja, by podgrzać lub ostudzić afgański kocioł zależy od „gier i zabaw” toczących się gdzie indziej. Wojna w Afganistanie nigdy nie miała być „wygrana”, w normalnym rozumieniu tego słowa. Gordon Duff przypomina, że chaos, w jakim znalazł się Afganistan, zwyczajnie jest częścią długofalowej strategii:

Największym osiągnięciem będzie wciągnięcie na dobre ekstremistów świata islamskiego w rzeczywistość pełną broni, szkoleń i amerykańskich żołnierzy do odstrzelenia. Głównym bowiem celem było rozpętanie wojny nie na dziesięć, ale na 50 lat – Wojny z Terrorem, która zastąpi nieudaną Zimną Wojnę, wielopokoleniowy konflikt kontrolowany równie łatwo, jak ogień w kuchence. Podobnie jak Operację Northwoods – plan Departamentu Obrony, by dokonać zamachów terrorystycznych, dających pretekst dla inwazji na Kubę w 1962 roku – czy śmiałe rewelacje na temat akcji sabotażowych Izraela, ujawnione niedawno przez ambasadora Michaela Orena, i tę wojnę można podsycać i manipulować nią na tysiąc sposobów.

Gdy w zeszłym roku Obama ugiął się przed McChrystalem i zgodził na wysłanie kolejnych 30 tysięcy żołnierzy do Afganistanu, częścią umowy było rozpoczęcie wycofywania stamtąd wojsk USA w lipcu następnego roku. Ale nowy dowódca sił NATO w Afganistanie, gen. David Petraeus odwołał ten termin, ma bowiem inne plany. Tak więc przyszły rok odpada, następny też, i jeszcze następny… A w międzyczasie spodziewajcie się większego rozlewu krwi, bo zdjęto rękawiczki i ruszyła akcja „na Hitlera”, czyli zbiorowej odpowiedzialności afgańskich cywilów za stawianie oporu okupacji USA.

Oblężenie Iranu

Niebotyczny deficyt budżetowy USA to żadna przeszkoda dla machiny wojennej Pentagonu. Administracja Obamy podała, że pół miliarda dolarów pójdzie na rozbudowę Piątej Floty Marynarki Wojennej, stacjonującej w Zatoce Perskiej, zaś za drugie pół miliarda kupiła milczenie Mahmuda Abbasa w kwestii masakry na Flotylli Wolności. Sprzątanie po zbrodniach Izraela nie jest tanie. Cała entuzjazm z powodu cięgów, jakie Izrael publicznie zebrał od ONZ, ostatecznie przemienił się w świeżą dawkę sankcji nałożonych na Iran, mających skutecznie odciąć go od świata i zacisnąć gospodarczą pętlę wokół jego szyi. Ron Paul słusznie nazwał to działaniem wojennym, dlatego też Iran ma prawo odpowiedzieć zbrojnie (co może zresztą być oczekiwaną reakcją). Gdy już wydawało się, że Rada Bezpieczeństwa ONZ w końcu potępi Izrael za powolne ludobójstwo w Strefie Gazy, tej nagle zmienił się nastrój i zacieśniła oblężenie Iranu, „nakładając karę grzywny na podmioty zagraniczne, które sprzedają Iranowi rafinowaną ropę lub pomagają mu w procesie rafinacji”. Ten wojenny akt może zniszczyć gospodarkę Iranu, tak jak zrobiły to sankcje przeciwko Irakowi w latach 90. BP zalecił już swoim oddziałom, aby nie tankowały irańskich samolotów na europejskich lotniskach.

Wraz z kolejnymi relacjami świadków okropieństw na pokładach okrętów Flotylli Wolności, pojawiło się nowe nagranie wideo z Mavi Marmara. Pomimo zniszczenia, wydawało się, całego sprzętu aktywistów, kilka nagrań przetrwało. Warto porównać je z materiałem w kółko pokazywanym przez syjonistyczne media. Istnieją mocne dowody, że izraelski rząd całkowicie sfabrykował swoją wersję inwazji na Marmara, widać na przykład aktorów przechodzący przez ściany. Z kolei nagranie „w podczerwieni”, na którym aktywiści zakryci chustami okładają rurami ‘dzielnych’ izraelskich komandosów, wygląda na zrobione na pokładzie zupełnie innego statku. Tureccy lekarze sądowi potwierdzili, że większość ofiar śmiertelnych zostało wielokrotnie trafionych z bliskiej odległości, przy czym naboje zostawiły w niektórych ciałach kawałki metalu podobne do śrutu. Jeden z ocalałych aktywistów powiedział, że komandosi schowali swoją broń wśród rzeczy załogi, filmując następnie moment jej „odkrycia” na pokładzie.

Korespondentka w Białym Domu, Helen Thomas, ostatnia prawdziwa dziennikarka w USA, została zwolniona przez lobby izraelskie za nazwanie go po imieniu.

Zabójstwo amerykańskiego nastolatka na pokładzie Mavi Marmara spotkało się ze znikomym zainteresowaniem mediów w USA, za to zwolnienie przez syjonistyczne lobby 89-letniej Helen Thomas, jedynej prawdziwej dziennikarki Ameryki, za jej komentarz „get the hell out of Palestine” („wynosić się z Palestyny”), było kolejnym odwróceniem uwagi amerykańskiego społeczeństwa od ostatniej zbrodni Izraela.

Izraelczykom musi być trudno pojąć, dlaczego coraz więcej ludzi chce spróbować złamać blokadę Strefy Gazy. Psychopaci zdają się nie rozumieć, że uciekając się do barbarzyńskiej przemocy jako środka odstraszającego, zwiększają prawdopodobieństwo, że ich przeciwnicy powrócą z jeszcze większą siłą. Łódź z blisko 50 kobietami z Libanu była już gotowa wyruszyć do Gazy pod koniec czerwca, kiedy rząd libański został zmuszony do interwencji przez izraelskie groźby storpedowania statku. A wszystko dlatego, że cała załoga, złożona wyłącznie z kobiet, głównie zakonnic i członkiń religijnych organizacji charytatywnych, to oczywiście podstępnie przebrani terroryści. Jeszcze ostrzeżenie na przyszłość dla ludzi uczestniczących w konwojach z pomocą humanitarną: nie bierzcie ze sobą kart kredytowych, bo Izraelczycy ukradną je wam i zrobią z nich użytek.

Kiedy stało się jasne, że deklaracja rządu Izraela co do złagodzenia blokady Strefy Gazy miała być jedynie pożywką dla zachodniej opinii publicznej (mało tego, zaraz potem Netanjahu oświadczył, że blokada zostanie wzmocniona), Unia dokręciła śrubę Iranowi kolejnymi sankcjami, wymierzonymi w jego handel zagraniczny, finanse, transport, banki oraz kluczowe sektory energetyki. Chossudovsky pyta, czy te kroki „zrobią z Iranu łatwy cel” i czy stanowią „zielone światło dla izraelskiego ataku”. Z pewnością świadczą one o eskalacji napięcia, jednak Izrael wcale nie musi czekać na zielone światło. Zawsze strzela pierwszy, wiedząc że ma poparcie ze strony USA. Podobnym łatwym celem dla amerykańskiej Osi był Irak (ale tylko na początku, później trzeba było kupić przychylność Irakijczyków). Iran natomiast będzie czymś zupełnie innym, niezależnie od tego, czy uda mu się kupić rakiety S300 od Rosji, czy też nie. Żadna ilość przed-wojennych analiz czy teorii gier Pentagonu nie jest w stanie przewidzieć skutków inwazji. Gdy Izrael zrobi już pierwszy ruch, wszystkie możliwości będą na stole. Na pomoc Izraelowi wyszła Arabia Saudyjska, która zgodnie z umową zawartą z Departamentem Stanu USA wesprze Izrael swoim lotnictwem, gdy ten zacznie bombardowania. Przeciwnie zachowała się Turcja, zamykając swoją przestrzeń powietrzną dla izraelskich samolotów i dając Izraelowi możliwość wyboru spośród trzech opcji: „Izrael ma albo przeprosić, albo uznać międzynarodowe, bezstronne śledztwo i jego wnioski [w sprawie masakry na Flotylli Wolności]. W przeciwnym razie, zerwiemy stosunki dyplomatyczne”. W odpowiedzi Izrael usiłował zabić premiera Erdogana przy pomocy Mossadu, podejrzewanego przez rząd turecki o udział w zamachach partii PKK, do jakich doszło w Turcji tuż przed masakrą na statkach Flotylli. 19 czerwca z kolei egipski rząd zezwolił flocie 12 amerykańskich i izraelskich okrętów na przepłynięcie przez Kanał Sueski na Morze Czerwone, zmuszając tym Iran do opóźnienia na czas nieokreślony wysłania dwóch statków z pomocą dla Gazy.

© AP

Kolejny dowód na pogłębienie ucisku Gazy pojawił się pod koniec czerwca, kiedy to więzienie pod gołym niebem pogrążyło się w ciemnościach po tym, jak w ostatnim generatorze skończyło się paliwo. Ich jedyna elektrownia została zniszczona cztery lata temu, gdy izraelskie myśliwce zbombardowały ją bez powodu. Tymczasem Netanjahu udał się do Waszyngtonu na sesję zdjęciową w Gabinecie Owalnym, którą jeden z komentatorów określił jako „po mistrzowsku wyreżyserowane przedstawienie, mające przekonać wszystkich o odrodzeniu się wzajemnego szacunku”. Jednakże prawdziwym celem wizyty Bibiego było poinformowanie Baraka, jak będą wyglądać sprawy do czasu wyborów do Kongresu w listopadzie; zaś jego zły brat bliźniak, Avigdor Lieberman obwieścił (za pośrednictwem anglojęzycznego „Jerusalem Post”) Izraelskie Ostateczne Rozwiązanie Kwestii Palestyńskiej: wszystkim Palestyńczykom odebrane zostanie izraelskie obywatelstwo, po czym zostaną wysłani do obozów koncentracyjnych, zwanych Terytoriami Okupowanymi, za zbrodnie „złorzeczenia przeciwko Izraelowi, uświęcania morderstw, piętnowania Izraela na forach międzynarodowych, bojkotu izraelskich towarów i rosnących skarg na izraelskich urzędników”. Czeka to 1,3 miliona Palestyńczyków. Do jakiego stopnia Izrael wcieli w życie  maksymę „ein volk, ein reich, ein führer”? Poparcie dla tego „prawa Izraela do samoobrony” wyraziło 87 na 100 amerykańskich senatorów w liście naprędce wysłanym do Obamy.

Izraelski ambasador w USA, Michael Oren, powiedział dziennikowi „Haaretz” w czerwcu, że niesławny szpieg Jonathan Pollard, który przekazywał amerykańskie dokumenty Związkowi Radzieckiemu, nie był opłacany przez Mossad – pracował dla „pewnej zbrodniczej agencji izraelskiego wywiadu”. Czy było to nawiązanie do Tajnej Grupy? Owa zakulisowa grupa wysokich rangą agentów, pracujących na rzecz „wielkiego spisku” [High Cabal], znana jest z utworzenia odrębnej agencji wewnątrz CIA, bez wątpienia więc zrobiła to samo w Mossadzie i gdzie indziej. Umożliwiło to jej agentom przeniknięcie do globalnej sieci wszystkich wywiadów na świecie, która ostatecznie wykonuje rozkazy owej małej „super agencji”.

Pozdrowienia od Tajnej Grupy

© AP - Pogawędka Obamy i Miedwiediewa, udających się do burger-baru Ray’s Hell

Powyższe każe nam się zastanowić, do jakiego stopnia wszystkie te afery szpiegowskie są przejawami machinacji Tajnej Grupy, kiedy ta po cichu przesuwa swoje pionki pod osłoną odciągających uwagę wydarzeń. Dzień po szczycie państw G8 w Kanadzie, na którym rosyjski prezydent Miedwiediew ponownie wezwał do utworzenia globalnego systemu kontroli monetarnej – mającego na celu zastąpienie hegemonii dolara przy pomocy „waluty rezerwowej” – oraz trzy dni po „spotkaniu przy cheesburgerze”, które utwierdziło obopólną chęć prezydentów Obamy i Miedwiediewa redukcji arsenałów nuklearnych ich państw, amerykańskie media wznieciły nową histerię, związaną z zatrzymaniem 10 osób, oskarżonych o szpiegowanie w USA na rzecz Rosji. Ostatecznie postawiono im jednak nie zarzut szpiegostwa, ale „niezarejestrowanie się jako agenci obcego rządu”. A dokładniej, oskarżono ich o „usiłowanie zdobycia kontaktów i przyjaciół w kręgach polityków Stanów Zjednoczonych oraz odsyłanie raportów [do Rosji]”. Brzmi to raczej jak codzienność w stolicach na całym świecie – zwłaszcza w Waszyngtonie, gdzie decyzje polityczne są na sprzedaż i przypadają temu, kto da najwięcej, i gdzie rządem kierują zagraniczni agenci międzynarodowych korporacji (oraz Izraela).

Zarzuty wobec niektórych „szpiegów” były co najmniej podejrzane. Przykładowo, Vicky Pelaez jest Amerykanką, od ponad 20 lat pisującą do hiszpańskojęzycznej gazety „El Diario”. Czy mogła wiedzieć, że jej mąż, z którym jest od 30 lat, był rosyjskim szpiegiem? Co ciekawe, jej działalność „polityczna” obecnie czyni z niej „wroga narodu” USA:

© Diario La Republica/AP/File - Peruwiańska dziennikarka Vicky Pelaez na spotkaniu w Limie, Peru

W swojej rubryce Vicky Pelaez zajmuje się kwestiami społecznymi i uchodzi za zwolenniczkę socjalistycznych rządów w Ameryce Łacińskiej: na Kubie, w Wenezueli i Boliwii; do tego jest przeciwna wojnie USA w Iraku i Afganistanie. W swoich artykułach opowiada się także za prawami rdzennych Amerykanów oraz nielegalnych imigrantów na terenie USA, jednocześnie krytykując politykę zagraniczną Stanów wobec Ameryki Łacińskiej.

Większość przyjaciół oraz zwolenników Pelaez jest przekonana, że to przez polityczne poglądy i aktywizm padła ona ofiarą politycznej represji i że naprawdę jest niewinna.

“Dowody” przeciwko innemu “szpiegowi”, Annie Chapman – rzekomej femme fatale, której życiorys trafił do wszystkich mediów, zdają się ujawniać niewidzialną rękę stojącą za aferą:

Kolejna z aresztowanych, Anna Chapman, miała „spotkać się na nowojorskim Manhattanie z kimś podającym się za członka rosyjskiego rządu, gdzie otrzymała fałszywy paszport”, jak głosi oficjalny komunikat policji.

Chapman jednak natychmiast poszła na posterunek policji i oddała paszport.

Jak podało CNN, Chapman „nigdy nie wypełniła misji” dostarczenia fałszywego paszportu, który wręczył jej tajny agent FBI.

„Spotkała się z agentem FBI, udającym Rosjanina, który na zaaranżowanym pilnie spotkaniu poprosił ją o dostarczenie paszportu”, podała Deborah Feyerick, komentatorka CNN. „To była jej pierwsza taka misja, jednak do [dostarczenia paszportu] nigdy nie doszło.”

Dokładnie tak jak w niedawnym przypadku młodych Arabów, wrobionych przez FBI celem nadania realizmu „krajowemu terroryzmowi” w fałszywej Wojnie z Terrorem™, tak i teraz widzimy ludzi wybranych swego czasu do przyszłej roli pionków w prawdziwej grze szpiegowskiej, która swoimi sztuczkami przyciągnie uwagę mas i naciśnie co niektórych polityków do „podjęcia właściwej decyzji”. Zakodowane wiadomości zapisane niewidzialnym tuszem, nagrywanie rozmów, wymiana identycznych pomarańczowych toreb na ulicy, worki z pieniędzmi zakopane na polu… z pewnością mają dobrą zabawę, kreując wizerunek szpiega pod szeroką publikę! Ale rosyjskie media przejrzały tę szaradę:

[…] według niektórych doniesień, dwoje podejrzanych otrzymało zaszyfrowaną wiadomość z Moskwy, która najwidoczniej miała im przypomnieć, że zostali wysłani do USA na „długoterminową służbę”.

„Wasze wykształcenie, konta bankowe, auto, dom, itd. – wszystko to służy jednemu celowi: wypełnić misję główną, to znaczy wypracować kontakty w kręgach polityków USA i wysyłać raporty do dowództwa”, stwierdza się w rzekomym dokumencie.

Taka treść dokumentu jest wysoce podejrzana. Żeby agenci mający za sobą długie szkolenie potrzebowali przypomnienia celów ich misji od przełożonych, brzmi raczej jak tania powieść, niż prawdziwe szpiegowanie. Nawet przeciętny obserwator zdaje sobie sprawę z ryzyka związanego z wysłaniem listu – choćby zaszyfrowanego – który wyjawia całą istotę misji, nie wspominając o podaniu tożsamości agentów.

Rosyjski rząd natychmiast zaczął podejrzewać udział osób trzecich, a tamtejszy minister spraw zagranicznych, Siergiej Ławrow, przebywający w owym czasie – co godne uwagi – w Jerozolimie, powiedział, że „czas ujawnienia afery […] został starannie przemyślany”. Ponadto były szef FSB, Mikołaj Kowaljow stwierdził: „Myślę, że pewni technicy usiłują zainfekować niszczycielskim wirusem program prezydenta USA, resetujący (stosunki z Rosją – przyp.)”. Rzeczywiście, moment wycieku afery wyraźnie wskazuje, że Obamę i Miedwiediewa podszedł z nienacka ktoś trzeci, ktoś, kto ma silne wpływy w rządzie USA i komu nie w smak ocieplenie relacji na linii USA-Rosja. Obie administracje umniejszyły wagę afery, przystając na wszystkie zarzuty: Biały Dom oznajmił, że wiedział o szykowanej akcji FBI, zaś Kreml potwierdził później, że owe „osoby z zewnątrz” (bo nie byli to członkowie rządu ani sztabu dyplomatycznego) były obywatelami Rosji. Jak widać, obie strony chciały jak najszybciej pogrzebać tę historię. Prasa podała, że Rosja zgodziła się na wymianę szpiegów z USA, w ramach której wspomniana dziesiątka została wymieniona na czterech amerykańskich szpiegów, więzionych w Rosji. Cała ta historia jest naprawdę dziwna!

Powyższy incydent pod wieloma względami stanowi powrót do czasów zimnowojennych. Wysiłki Eisenhowera, by zjednać sobie Chruszczowa w latach 50. ubiegłego wieku, zniweczył sabotaż samolotu szpiegowskiego U2 nad ZSRR, wraz z którym upadł plan pokojowej konferencji między tymi dwoma przywódcami, dążącymi do zakończenia Zimnej Wojny. Eisenhower nie miał wyboru i wziął odpowiedzialność za akcję Tajnej Grupy z samolotem U2; Chruszczow zaś musiał potępić działanie szpiegowskie Ameryki, chociaż wiedział, że Eisenhower został wrobiony przez wywrotową komórkę wewnątrz CIA.

Wiele osób zauważyło, że najnowsza afera szpiegowska wygląda na wziętą prosto ze scenariusza filmowego – co jest niezwykle trafną analogią, zważywszy, że najprawdopodobniej została od początku do końca wymyślona i miała na celu wbicie klina pomiędzy USA i Rosję, które przygotowywały się do ratyfikowania układu o redukcji arsenału rakietowego START. Co ciekawe, w ostatnich latach było w USA wiele afer szpiegowskich, które dotyczyły prawdziwych kwestii bezpieczeństwa narodowego, ale nigdy nie zostały podchwycone przez media, a to dlatego, że ci agenci pracowali dla Izraela. Najsilniejsze przesłanie jest takie, że rosyjscy szpiedzy są be, ponieważ „infiltrują nasze społeczeństwo (amerykańskie – przyp.)”, za to agenci z Izraela są już naszymi przyjaciółmi, robiąc dokładnie to samo, a nawet więcej, przejęli bowiem władzę i teraz w pełni kontrolują amerykańskie społeczeństwo.

© Reuters - Warszawa. Mężczyzna używający nazwiska Uri Brodsky prowadzony jest przez uzbrojonych policjantów, kryjąc twarz pod kapturem.

Być może wydarzenia dziejące się na dalszym planie rzucą nieco światła na ten dziwaczny skandal. W maju na przykład, prawdziwy szpieg, Gienadij Sipaczew został w Rosji skazany na 4 lata więzienia za zdradę stanu, gdy rosyjski sąd uznał go winnym przekazywania Departamentowi Obrony USA ściśle tajnych wojskowych map. Był to pierwszy od lat taki przypadek, który został upubliczniony. Zrobiło się o nim głośno zaraz po licznych skandalach z amerykańskimi szpiegami w Rosji oraz na krótko przed przyjazdem pierwszych elementów tarczy rakietowej do Polski – która skądinąd ma bronić Polaków przed Iranem (już, bo uwierzymy!). Następnie w prasie pojawiły się informacje, że Polska zgodziła się wydalić agenta izraelskiego Mossadu do Niemiec, gdzie poszukiwany jest za udział w zabójstwie Mahmuda al-Mabhuha w Dubaju. Oba kraje są posłusznymi „przyjaciółmi” Izraela, niemniej zdjęcia, na których Uri Brodsky jest prowadzony przez uzbrojonych i zamaskowanych funkcjonariuszy w Polsce, wskazują na głęboki brak zaufania wobec Izraela oraz świadomość polskich władz, że Mossad jest zdolny nawet do szturmu na salę sądową, byleby odzyskać swojego człowieka.

Gry i zabawy w Kirgistanie

© AFP

Kurmanbek Bakijew doszedł do władzy w Kirgistanie w czasie tak zwanej Tulipanowej Rewolucji w 2005 roku, obiecując obalenie skorumpowanych rządów Askara Akajewa. Gdy okazał się taki sam jak poprzednik, społeczeństwo zmusiło jego rząd do dymisji w kwietniu bieżącego roku, zaś rządowi tymczasowemu przyznano mandat władzy do czasu wyborów w październiku. Referendum z końca czerwca nieomal się nie odbyło z powodu wybuchu aktów przemocy w rejonie Kotliny Fergana, graniczącym z Uzbekistanem i Tadżykistanem. Z kilku niepokojących doniesień szybko zrobiła się istna powódź, gdy międzynarodowe grupy praw człowieka i zachodnie media ostrzegały przed „walkami etnicznymi” między mniejszością uzbecką i Kirgizami. Trudno określić, czy liczba ofiar została zawyżona, czy też nie. Jeśli chodzi o przywódczynię rządu tymczasowego, Roza Otunbajewa jest doświadczoną polityczną personą w Biszkeku, mając na koncie pracę jako minister spraw zagranicznych, ambasador w Waszyngtonie, była też sojuszniczką Bakijewa podczas Tulipanowej Rewolucji. Ona właśnie skrytykowała zachodnie media za poświęcanie uwagi kwestii etnicznej sporu, w którym mogło zginąć dwa tysiące osób, a blisko czterysta tysięcy Uzbeków – 8 procent populacji Kirgistanu – zostało wysiedlonych z miast Osz i Dżalalabad. Uchodźcy masowo udali się na granicę z Uzbekistanem, lecz Islam Karimow, tyran rządzący tamtym krajem, zamknął przejścia, gdy pierwszych sto tysięcy osób zdołało tam uciec.

© AP/D. Dalton Bennett - Sobota, 12 czerwca 2010 – W poszukiwaniu azylu Uzbecy gromadzą się na granicy kirgisko-uzbeckiej na południu Kirgistanu

Choć pewne jest, że bezmyślnym napadom tłumów uzbrojonych w metalowe pręty i kije bejsbolowe towarzyszyły zorganizowane masowe ataki na cywilów, nie do końca wiadomo, kto je prowokuje. Kirgiscy mieszkańcy Osz obwiniają Uzbeków za wszczęcie rzezi, kiedy zaatakowali studentów i kirgiską kobietę, skutkiem czego okoliczni Kirgizi napadli w zemście na miasto. Ci z Uzbeków, którzy przeżyli, opowiadają coś zupełnie innego: rankiem 10 czerwca transportery opancerzone z setkami młodych Kirgizów w mundurach, uzbrojonych w Kałasznikowy, spustoszyły uzbeckie dzielnice, strzelając, grabiąc, i ostatecznie podpalając domy. Jedyne spójne relacje mówią o silnie uzbrojonych mężczyznach, których tożsamości pozostają nieznane. Rząd tymczasowy nazwał ich „milicją”, jednak to, że nie mógł skorzystać z pomocy wojska czy policji w ich zwalczeniu, świadczy o wewnętrznym elemencie w Kirgistanie – tajnych nacjonalistycznych siłach, jak określono je tutaj – sponsorowanych i koordynowanych z zagranicy. Tak czy inaczej, Otunbajewa była tak zaniepokojona atakami, że poprosiła Rosję o wysłanie tam żołnierzy, aby opanowali sytuację. Być może nie chcąc zaszkodzić ociepleniu stosunków z administracją Obamy, Rosjanie odmówili pomocy, tym niemniej wysłali niewielki kontyngent w ramach posiłków dla bazy wojskowej w Kant na północy kraju. Z drugiej strony, ani jednej prośby o pomoc nie skierowano do Pentagonu. Burmistrz Dżalalabadu powiedział dziennikarzom, że owe bojówki są zwolennikami Bakijewa, a atakując zarówno Uzbeków, jak i Kirgizów, chcieli doprowadzić do eskalacji przemocy na tle etnicznym i być może utorować drogę do powrotu do władzy Bakijewa. Nowe władze zarzucają Bakijewowi oraz jego synowi Maksimowi finansowanie rzezi, wnosząc o ekstradycję tego drugiego z Wlk. Brytanii, gdzie został aresztowany za korupcję, zaraz po przylocie z Łotwy. Ujawniono też nagranie audio z rozmowy z maja, na którym mężczyzna utożsamiany z Bakijewem omawia ze swoim krewnym plan wzniecenia chaosu w państwie.

Bakijewowie z pewnością mają w tym spory udział, ale należy pamiętać także o paru dodatkowych czynnikach. Podobnie jak inne byłe republiki socjalistyczne, Kirgistan w latach 90. padł ofiarą kapitalistycznych sępów, po czym jego dochód per capita spadł o połowę. Kraj ostatecznie stał się punktem tranzytu heroiny, wytwarzanej w okupowanym przez USA Afganistanie, w jej drodze do Rosji i Europy. Ze sprawnie funkcjonującego państwa Kirgistan zmienił się w sieć kanałów przerzutowych, kontrolowaną przez baronów narkotykowych i ich wielkie rodziny. Kraj ten bogaty jest także w cenne minerały i leży w strategicznym punkcie, sąsiadując z Chinami, Afganistanem i Rosją. To również jedyny kraj, gdzie stacjonują zarowno amerykańskie, jak i rosyjskie bazy wojskowe. Baza USA w Manas, na północ od Biszkeku, jest kluczowym punktem tankowania samolotów oraz wielkich transportowców, przerzucających żołnierzy wraz z zaopatrzeniem do i z Afganistanu. Bakijew i jego rodzina, zwłaszcza syn Maksim, „czerpali ogromne zyski z kontraktów zawieranych z rządem USA na korzystanie z bazy powietrznej w Manas”. W odważnym kroku, nowy rząd zagroził USA zerwaniem kontraktu na korzystanie z bazy w Manas, jeśli Obama nie nakłoni brytyjskich władz do ekstradycji Maksima.

© AP Photo/Faruk Akkan - W oczekiwaniu na przejście przez granicę uzbeccy uchodźcy gromadzą się przy wozie opancerzonym z uzbeckimi żołnierzami w mieście Osz na południu Kirgistanu

Dzień po przyjacielskim spotkaniu przy cheesburgerze prezydentów Obamy i Miedwiediewa w Waszyngtonie, rząd rosyjski wykonał swój ruch. Jego odmowa wysłania żołnierzy na południe Kirgistanu najwyraźniej była wybiegiem, pozwalającym kupić trochę czasu i uniknąć możliwej pułapki. Teraz jednak, Moskwa ogłosiła plany budowy drugiej bazy w jednym z dwóch miast sparaliżowanych walkami, Osz lub Dżalalabadzie. Sześć dni wcześniej Miedwiediew powiedział, że amerykańska baza nie powinna tam być na stałe. Po trzech dniach od tej wypowiedzi w USA wybuchł  „szpiegowski skandal”. Co ciekawe, „The Telegraph” zacytował rosyjskich analityków stwierdzających, że powodem zmiany decyzji Rosji i wysłania jednak żołnierzy do Kirgistanu – i to na stałe – było odkrycie przez rosyjski wywiad wojskowy, że wpływ Rosji w regionie „jest zagrożony ze strony pewnej «siły trzeciej»”.

Hmm, ciekawe, o kim lub o czym mowa?…

Zostawiamy was z tym komentarzem do przemyślenia (autorstwa CrazyorNot):

Niektórzy zwolennicy teorii spiskowych powiedzą, że stoją za tym Langley i cała reszta…

W końcu to chłopaki z Langley (czyli CIA – przyp.) dostarczyli polskiej „Solidarności” aparaty dwukierunkowej łączności radiowej, które miały pomóc w koordynowaniu strajków w całym kraju i wspieraniu nadciągającego upadku ZSRR. Wyczerpanie się sił Związku Radzieckiego wskutek konfliktów wewnętrznych i tłumienia społecznych rozruchów od dawna było przedmiotem zainteresowania kolesi z Wirginii. Przypomnijcie sobie, jak Brzeziński finansował Mudżahedinów, żeby wciągnąć Rosję dalej na południe Afganistanu, i zaangażować ją w bezowocny konflikt w latach 80. Podkopywanie i destabilizacja narodów, które nie wyznają podobnych wartości, jest stałym punktem programu.

To wcale nie znaczy, że zamieszki w Teheranie (na przykład) nie obeszły się bez czyjejś „pomocy”. Oczywiście, że widać tam różnice etniczne lub polityczne. Kluczem jest jednak wielkie znaczenie, jakie media nadają tym zamieszkom. Podobnie jak w grze w statki, każde „pudło” czy „trafiony, zatopiony” zostaje odnotowane, ale potem eter zalewa masa różnych wersji wydarzeń. Kiedy senatorowie przeznaczają na coś pieniądze z podatków, musi zostać oficjalnie (lub w inny sposób) odnotowane, że zostały one dobrze wydane.

Nie wierzcie mi na słowo. Wkrótce ukaże się film dokumentalny „South of the Border” Olivera Stone’a, ujawniający takie ingerencje w politykę Ameryki Łacińskiej. Wystarczy logicznie pomyśleć: 5 tysięcy świetnie przeszkolonych ludzi – w większości w zakresie wywiadzu wojskowego, szpiegostwa i operacji specjalnych przeciwko rebeliantom, generalnie w każdej dziedzinie, która przynosi korzyść USA, i nie jest „dyplomacją” – musi coś robić przez wszystkie dni w roku. Ich praca nie polega na pogawędkach przy kawie, oni aktywnie uczestniczą w rozkręcaniu imprez (cześć, chłopaki!). A zapłata za akcje, po których śladu nie znajdzie się na papierze, celowo jest w walucie bez nominału – narkotykach. Zapłać zabójcom w heroinie, a słowa nie pisną, gdy będą odsiadywać wyrok, mając do tego na karku handlarzy narkotyków.

Wszystko to staje się nieco bardziej oczywiste, kiedy przyjrzeć się motywom…

To chory świat.

[cdn…]

– –

Ten artykuł jest przekładem oryginału zamieszczonego w języku angielskim na stronie:

dokonanym przez polskich tłumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.

Materiał ten został opublikowany przez SOTT.NET – projekt Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala się na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz żródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

Dodaj komentarz »

Brak komentarzy.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: