PRACowniA

18 sierpnia 2010

Łączenie Punktów: Krew Zatoki, oblężenie Iranu i szpiegowskie zagrywki (1)

SOTT Editors
Sott.net
12 lipca 2010 10:05 EDT

© angrydesigner.com

W trzy miesiące od eksplozji platformy wiertniczej „Deepwater Horizon” i jej zatonięcia na dno Zatoki Meksykańskiej, perspektywy dla regionu i jego mieszkańców są prawdziwie apokaliptyczne. Wyraźny znak tego, że chciwe krasnoludy nie potrafią dłużej utrzymać pozorów panowania nad sytuacją, pojawił się pod koniec czerwca, kiedy BP i jego rządowe sługusy ograniczyły mediom dostęp do obszaru katastrofy. Zobaczymy poniżej, że cała Zatoka przypomina kontrolowane przez BP państewko policyjne, a także powiemy to, czego oni nie mówią o prawdziwym zagrożeniu dla ludzi i całej planety.

Gdy głowy 20 potęg gospodarczych zjeżdżają się na swoje błazenady, z rzadka tylko podejmują tam żadne ważne decyzje, za to takie sytuacje stwarzają okazję dla speców od zarządzania percepcją, by przetestować najnowsze gadżety na ulicznych dysydentach, robiąc z nich posłusznych niewolników. Relacje naocznych świadków wydarzeń na ulicach Toronto, zmienionego kosztem 1 miliarda dolarów w Strefę Okupowaną, ujawniają zaaranżowaną przemoc ze strony agentów prowokatorów, a także niezwykłą brutalność policji, działającej podobno „w odwecie”.

Udział Wall Street w eskalacji rzezi w Meksyku, jak i decyzja o wysłaniu 7 tysięcy amerykańskich marines na Kostarykę świadczą o tym, że Wojna z Narkotykami™ rządu USA niczym nie różni się od Wojny z Terrorem™. Obie wojny są przejawem tych samych imperialnych zamierzeń i obie finansowane są z narkobiznesu CIA. Obok Afganistanu, gdzie toczy się najdłuższy już konflikt Ameryki, przyjrzymy się wstrząsającym wydarzeniom w Kirgistanie, a także zastanowimy się, kto stoi za skandalem z rosyjskimi szpiegami, który wybuchł zaraz po „zresetowaniu” stosunków amerykańsko-rosyjskich.

Izrael po raz kolejny wykazał niespotykaną zdolność stawiania na swoim, gdy światowy głos potępienia za masakrę niewinnych cywilów zmienił w głos poparcia Rady Bezpieczeństwa ONZ dla narzuconych przez USA sankcji gospodarczych przeciwko Iranowi. Do tego, Izrael nie rozluźnił jeszcze śmiertelnego uścisku poprzedniego oblężenia, a już szykuje się do następnego. Czy samospełniające się proroctwo syjonizmu ostatecznie sprowadzi zagładę na całą ludzkość? Jedyna rzecz, która ocali Izrael przed samym sobą, to międzynarodowa akcja bojkotu wszystkich jego poczynań. Wszechświat nas obserwuje, więc dalej, machajmy motylimi skrzydłami i łączmy punkty!

Życie Zatoki za ropę

“Krasnoludy kopały zbyt chciwie i głęboko. Wiesz, co zbudziły w mrokach Khazad-dum… cień i płomień.”

Coraz trudniej uzyskać pełny obraz zniszczeń w Zatoce Meksykańskiej. Podziękujmy za to Rządowi Nadziei, który wydał pierwszego lipca nowe rozporządzenie, upoważniające straż przybrzeżną do nakładania grzywny w wysokości do 40 tys. dolarów oraz stawiania zarzutu przestępstwa stopnia D (do 10 lat więzienia – przyp.) dziennikarzom, fotografom i wszystkim świadkom, którzy zbliżą się na odległość 20 metrów od jakiegokolwiek płonącego miejsca, łodzi ratunkowej czy pokrytego ropą zwierzęcia. Taką zakazaną strefą, gdzie nikt nie ma wstępu bez pozwolenia, jest już jedna trzecia Zatoki.

Do kampanii walki z prawdą przyłączył się też gubernator Florydy Charlie Crist. W trosce o branżę turystyczną postanowił zignorować doniesienia o złym stanie zdrowia setek plażowiczów, amatorów pływania. Zamiast tego,

powiedział w tym tygodniu w programie CBS, Morning Show, że sam poszedł popływać przy Pensacola Beach, gdy pracownicy BP skończyli tam sprzątać. Jak oznajmił, ciągłe testy przeprowadzane przez władze wykazują, że woda jest czysta. „Nie ma tam niczego toksycznego”, powiedział gubernator Crist. „Jeśli w ogóle, to jest to drobnostka. Ale jest bezpiecznie”.

Tak więc kąpielowicze musieli sobie coś ubzdurać. Podobnie zresztą jak ci wolontariusze, którzy zebrali próbki wody z wybrzeży Grand Isle w Luizjanie do analizy laboratoryjnej. I choć okazało się, że obecność benzenu i innych wysoce toksycznych substancji była znikoma, stężenie glikolu propylenowego było w przedziale 360 do 440 cząsteczek na milion. Wiadomo, że zaledwie 25 cząstek na milion potrafi zabić większość ryb. Tymczasem glikol propylenowy jest tylko jedną z wielu substancji wchodzących w skład Corexitu. Dr Harish Seethamraju, specjalista w leczeniu chorób płuc w Methodist Hospital w Houston również musi mieć urojenia, skoro gubernator Crist mówi prawdę:

Seethamraju wymienia potencjalne problemy takie jak szmery przy oddychaniu i astma, jednak to nie wszystko. „Jeżeli ludzie będą kąpać się w tej wodzie, toksyczne chemikalia mogą wywołać zapalenie płuc i niewydolność oddechową”.

„Jeszcze nikt wcześniej nie zmierzył się z podobnym problemem”, powiedział Seethamraju. „Nigdy dotąd nie spotkaliśmy się z ekspozycją na tak wielką skalę”.

A teraz pomyślcie, co to za „drobnostka”, gdy ludzie po wyjściu z wody skarżą się na zdrowie, a oprócz tego tworzą się u nich nowotwory i neurologiczne schorzenia wskutek spożycia zanieczyszczonych owoców morza. Pojawiły się już silne podejrzenia, że za tajemniczą „chorobę”, jaka masowo dotknęła uprawne i dzikie rośliny, a także konwencjonalne pola uprawne, odpowiedzialny jest Corexit – wysoce toksyczny środek stosowany przez BP, który mógł dostać się w głąb lądu wraz z wiatrem wiejącym od oceanu. Jedną z alarmujących oznak olbrzymiego zanieczyszczenia Zatoki było pojawienie się w zeszłym miesiącu dziwnych różowych chmur w kształcie pierścieni. Ponadto, co zresztą już nie zaskakuje, na zdrowie uskarżają się osoby od Matamoros w Meksyku aż po Karolinę Południową.

Logika władz jest taka, że jeśli nie można zakryć dziury na dnie oceanu, lepiej zakryć oczy obywateli. A kiedy ludzie nie będą wiedzieć, co się dzieje, jak będą mogli czuć gniew i motywację do jakiegoś działania? British Petroleum argumentami rodem z Orwella dowodzi, że pracownicy sprzątający wyciek nie potrzebują masek tlenowych, pomimo ich wyraźnych dolegliwości. Do tego zainstalował w strefach dotkniętych katastrofą wykrywacze metali, aby ludzie nie brali ze sobą aparatów czy telefonów komórkowych. Nocą natomiast, martwe zwierzęta w tajemniczych okolicznościach znikają z plaż, byleby ludzie mogli spokojnie spać:

Nie tylko zabrania się nam oglądać wstrząsających zdjęć ptaków tonących w ropie czy rzadkich żółwi morskich spalanych żywcem, ale także zdjęć z 50 martwymi delfinami. Poza tym, nie możemy znać prawdziwej liczby członków ekip usuwających plamę, których poddano leczeniu w „federalnej mobilnej jednostce medycznej” stojącej w obrębie „terenu operacyjnego BP” w Venice w Luizjanie, ogrodzonego drutem kolczastym i pilnowanego przez policjantów oraz pracowników prywatnych firm ochroniarskich. Poniższe obrazy uchwycone z samolotu w drugiej połowie czerwca mówią same za siebie:

Po zobaczeniu plamy ropy wypalanej „wszędzie wokół, jak okiem sięgnąć”, czy myślicie, że wysłanie tam „największego na świecie skimmera” jest czymś innym, niż kolejnym pokazem speców od propagandy BP? Jak duży by nie był ten przerobiony tajwański tankowiec, ile w rzeczywistości potrzeba takich statków, by zebrać całą ropę wyciekającą w niekontrolowanym tempie i ilościach? Nawet gdyby cała ich flota zdołała zebrać ropę widoczną na powierzchni, co z jej resztą, która pokrywa dno Zatoki i z pewnością zabija o wiele więcej zwierząt, niż te wyrzucane przez fale na plaże? Pamiętacie, jak w kwietniu BP  odrzuciło ofertę rosyjskiego rządu wysłania do Zatoki mini łodzi podwodnych, które mogłyby  zabrać załogi na dno oceaniczne? Otóż teraz koncern ukorzył się przed Rosjanami, jednak tylko po to, aby pokazać, jak bardzo stara się zatamować wyciek. Wyłącznie dzięki kampanii PR potrafią się tak długo zgrywać. Bob Dudley, jeden z dyrektorów BP odpowiedzialny za sprawy wycieku, początkowo przejawiał silną wiarę w skuteczność dodatkowych wierceń. Jednak w miarę zbliżania się terminu wierceń przyznał, że „nic nie jest pewne”.

© Christopher Victorio - Protest przeciwko BP przy Aquarium of the Pacific w Long Beach (Kalifornia)

Sytuacja musi być krytyczna, skoro pogłoski z zeszłego miesiąca [czerwca] o planach zdetonowania bomby atomowej w miejscu głównego wycieku wciąż nie cichną. „Zróbmy z Matki Natury drugi Irak, tym razem atomówką!” Jednym z promotorów tej idei jest były sowiecki minister energii atomowej Wiktor Michajłow, drugi to Milo Nordyke, wchodzący w skład grupy naukowców stojącej za programem nuklearnym USA w latach 60. i 70. Jednak ich pomysł tylko pogorszyłby sytuację. Jeśli bowiem nie powiedzie się próba zatkania szybu, wybuch może go jeszcze powiększyć, zamieniając go w gigantyczną dziurę, a nawet spowodować zapadnięcie się dna oceanicznego. Nie wspominając już o skutkach, jakie wywoła opad radioaktywny na samą Zatokę, a także na bieg prądów oceanicznych. Pojawiły się też głosy, by do zatamowania wycieku użyć bardziej konwencjonalnych ładunków wybuchowych, ale propozycja spotkała się z zaciekłym atakiem ze strony BP, broniącego swojego projektu za setki milionów i zamierzającego zarobić na tej inwestycji. Ropa wyciekająca w całej Zatoce formalnie nadal należy do koncernu. W normalnym świecie, BP utraciłby już przyznaną mu koncesję na ropę, a rząd amerykański w imieniu społeczeństwa powinien był obarczyć go odpowiedzialnością i nakazać naprawę szkód. Mało tego, kontrakt powinien był zostać unieważniony, jako że BP wielokrotnie zaniedbał swoje obowiązki, jego wpływy powinny zostać przejęte i przekazane na fundusz oczyszczania Zatoki, a jego wykwalifikowanym pracownikom należałoby zaoferować płatne zatrudnienie przy oczyszczaniu wód w ramach rekompensaty za utratę pracy w koncernie. Ale to tylko marzenia. BP w końcu jest czwartą największą korporacją na świecie. Może i pozwolił massmediom opublikować co niektóre głosy krytyki, niemniej prawda jest taka, że jego właściciele mają te media w kieszeni.

© Edmund D. Fountain, St. Petersburg Times/AP - 24 czerwca 2010: Kevin Reed płacze, patrząc na pokryty ropą brzeg Pensacola Beach (Floryda). „Już nigdy nie będzie taka jak dawniej”.

Jeśli mają oni jakieś genialne pomysły, to lepiej, żeby się sprawdziły, bo zbliża się sezon huraganów. Mimo że huragan Alex ominął miejsce katastrofy, kierując się na południe, to jak przyznało samo BP, i tak zdołał przenieść ropę nad południowe wybrzeże USA, docierając nawet dalej w głąb lądu niż kiedykolwiek wcześniej. Fizyk teoretyk Michio Kaku ostrzegł, zresztą nie on jeden, że przyszły huragan może przenieść mieszankę wody i ropy na całe południe Stanów, na setki kilometrów w głąb lądu. Taki huragan najpewniej przeniesie również gazy, jak siarkowodór, benzen i chlorek metylenu, które następnie opadną w postaci toksycznego deszczu. Wspomniane substancje zdążyły już dostać się do atmosfery, gdzie roznoszone są przez wiatr. Wyniki badań próbek powietrza, przeprowadzonych przez Environmental Protection Agency, a przeanalizowanych przez Louisiana Environmental Action Network wykazują, że ilość chemikaliów w powietrzu znacznie przekracza poziom uważany za bezpieczny dla zdrowia. W Venice, 120 km na południe od Nowego Orleanu, pomiary wykazały koncentrację siarkowodoru stukrotnie przekraczającą dawkę wywołującą u ludzi fizyczne reakcje. Podobnie jest w Luizjanie, gdzie groźne substancje chemiczne także wielokrotnie przekroczyły standardy bezpieczeństwa.

To pewne, że huragany szybko rozniosą toksyczne substancje. A nawet jeśli jakimś cudem tak się nie stanie, prądy oceaniczne zrobią swoje, powoli, ale skutecznie. Firma Roffer’s Ocean Fishing Forecasting Service, Inc. śledzi przemieszczanie się plam ropy za pomocą różnych metod. 22 czerwca zaprezentowała mapkę, na której plama ropy sięgnęła archipelagu Florida Keys, wskazując też na możliwość zanieczyszczenia mieszanką ropy i wody całego wschodniego wybrzeża Florydy. Zastanawiamy się, ile czasu potrzeba, żeby pokryła całą Zatokę i z Prądem Zatokowym przedostała się na północ, do Atlantyku. Z uwagi na to, że wszystkie oceany są ze sobą połączone, nic nie stoi na przeszkodzie, by zanieczyszczenie dostało się w końcu do różnych zakątków świata, jeżeli wyciek nie zostanie wcześniej zatamowany.

Kolejnym arcyważnym i przeoczonym problemem jest olbrzymia ilość metanu – niezwykle łatwopalnego gazu – który wydostaje się wraz z ropą. Samantha Joye z University of Georgia, która od 15 lat pracuje w Zatoce, przyznała w rozmowie z „Washington Post”, że „nigdy jeszcze nie widziała tak wielkiej koncentracji metanu”. Na zdjęciach z podwodnych kamer widać czerwone, żółte i białe substancje, które niektórzy interpretują jako przejaw aktywności wulkanicznej, jednak bardziej prawdopodobne jest, że za różnorodność kolorów odpowiada rozrzedzona ropa, białą zaś substancją jest zapewne zamarznięty hydrat metanu. Uważa się, że duże ilości metanu stanowią poważne zagrożenie dla morskiej flory i fauny, w wyniku tworzenia „martwych stref”, gdzie brak tlenu uniemożliwia istnienie jakiejkolwiek formy życia. Od początku katastrofy wyciekło co najmniej 137 tys. m³ tego gazu, a być może nawet dwa razy tyle, według szacunków United States Geological Survey – co stanowi od 40 do 70 procent materiału wydostającego się do wód Zatoki (przy czym zwykle złoża ropy zawierają 5 procent metanu). Słowami oceanografa Johna Kessera z Texas A&M University, „to najsilniejsza erupcja metanu we współczesnej historii ludzkości”. W niektórych obszarach, twierdzi Kesser, poziom metanu jest „zdumiewająco wysoki” – przekraczający normy nawet milion razy.

© Unknown - Metan wydostający się z dna Zatoki

Sprawa metanu nie uciekła orwellowskiej kontroli informacji. Jak zauważa dr Joye: „Przeczytałam już raporty z NOAA (National Oceanic and Atmospheric Administration, agencji rządowej śledzącej różne zjawiska pogodowe), lecz nadal czekam na wyniki pomiarów metanu… Dane o obecności gazów to największa niewiadoma [w badaniu katastrofy].” Być może taka sytuacja wcale nie jest przypadkowa i ma na celu nie dopuszczenie do wybuchu gniewu, a może i paniki wśród społeczeństwa, zważywszy na niebezpieczeństwo, jakie stwarzają gazy takie jak metan.

Jezioro Nyos w Afryce jest czynnym jeziorem wulkanicznym, które wskutek aktywności zgromadziło w swoich głębiach duże ilości dwutlenku węgla. 21 kwietnia 1986 roku doszło do gwałtownego uwolnienia blisko 1,6 miliona ton CO2. Gaz dotarł do dwóch okolicznych wiosek, dusząc 1800 osób oraz 3500 sztuk zwierząt w promieniu 20 km od jeziora. Około 4000 mieszkańców zdołało uciec, przy czym u wielu z nich pojawiły się problemy z oddychaniem, poparzenia i paraliż, będące skutkiem działania gazu. Czy do podobnego scenariusza może dojść w znacznie większej Zatoce Meksykańskiej, gdzie nagromadziła się niespotykana dotąd ilość skrajnie łatwopalnego metanu? Program History Channel przeanalizował możliwość erupcji metanu, szczegółowo przedstawiając jej konsekwencje w poniższym filmie:

Gdy wziąć pod uwagę, że jedną z możliwych przyczyn erupcji w Jeziorze Nyos było osunięcie się ziemi, złowieszczo brzmi opinia Florida Atlantic University i innych instytucji oceanograficznych, spodziewających się zapadnięcia się dna oceanicznego w Zatoce Meksykańskiej w niedalekiej przyszłości. Analizowane są dwa możliwe scenariusze. Pierwszy zakłada całkowite zapadnięcie się dna oceanu w miejscu katastrofy i jego sąsiedztwie. To obecnie najmniej prawdopodobny scenariusz, ale zważywszy na plany użycia bomby nuklearnej, sytuacja może jeszcze ulec dramatycznej zmianie. Wtedy też zostaną natychmiast uwolnione olbrzymie ilości ropy i metanu, tworząc falę, która dosięgnie wybrzeży Zatoki. Drugi scenariusz to częściowe zapadnięcie się jednej strony odwiertu w postaci wielkiego osuwiska, z podobnym skutkiem jak powyżej, jednak słabszym, ponieważ osunięciu towarzyszyć będzie mniejsza energia. Mimo to, do wybrzeży również dotrze fala, ale już nie tak silna. Tak czy inaczej, w obu przypadkach dojdzie do groźnego rozprzestrzenienia się ropy i Corexitu, więc zgadywanie, który z nich nastąpi, nie jest bynajmniej największym problemem mieszkańców Zatoki. Najrozsądniej jest jednak spodziewać się najgorszego – w końcu cała Zatoka stała się strefą zamkniętą dla świadków, gdzie nikt nie ma „prawa wiedzieć” o niczym. BP zostało upoważnione do cenzurowania wszelkich informacji wychodzących z Zatoki – innymi słowy, opowiadanie o rzeczach w Zatoce stało się oficjalnie przestępstwem.

© Getty Images - Dziewczynka stojąca przed banerem w trakcie demonstracji w kampusie University of California, Berkeley

Wygląda na to, że mieszkańcy zagrożonego obszaru nie mają przed sobą raczej żadnej przyszłości. Choć ta pozostaje otwarta – nie jest przecież wyryta w kamieniu – to szanse uniknięcia totalnej ruiny dla dziesiątek, czy nawet setek milionów Amerykanów, kurczą się w zawrotnym tempie. Zamiast patrzeć, jak ich ukochane osoby są zatruwane i umierają powolną, przedwczesną śmiercią (jak niegdyś stało się z pracownikami sprzątającymi skutki wycieku, spowodowanego przez Exxon Valdez), nastał chyba najlepszy czas, by Amerykanie zorganizowali się i tłumnie udali do Waszyngtonu, by okupować rządowe budynki, dopóki nie wykurzą stamtąd korporacyjnej spółki psychopatów. I zapomnijcie o czekaniu do drugiego „marszu miliona mężczyzn” [masowej demonstracji Afro-Amerykanów, jaka odbyła się w Waszyngtonie 16 października 1995] w przyszłym roku, żądających rekompensaty dla ofiar. Wtedy będzie już za późno.

Może brzmi to nierealnie, ale tego typu inicjatywa musi zamanifestować się w jakiś sposób, i to szybko. Z rzeczy praktyczniejszych, ludzie przynajmniej powinni mieć gotowy plan ucieczki. Kiedy bowiem dojdzie do przymusowych ewakuacji, spowodowanych „toksycznym huraganem”, tylko ci, którzy przeszli szkolenie hazmat [prawidłowe rozpoznanie i neutralizacja materiałów niebezpiecznych] i otrzymali „karty hazmat”, będą mogli wrócić do domów po przejściu huraganu:

Okoliczni mieszkańcy obawiają się, że gdy huragan trafi na plamę o szerokości 400 km, spychając ją na plaże i przybrzeżne miasta, czekająca ich wtedy masowa ewakuacja może zmienić się w przesiedlenie bez możliwości powrotu.

Przyzwyczajeni do huraganów wiedzą, że może minąć kilka dni, a nawet tygodni, zanim po jego przejściu drogi zostaną ponownie otwarte, a władze zezwolą im powrócić na miejsce, aby mogli ocenić zniszczenia i zacząć odbudowę.

Jednak w wypadku „toksycznego huraganu” wyłącznie mieszkańcy z kartami hazmat będą mogli powrócić do domów, mówi Greve, ponieważ dla nieprzeszkolonych osób ryzyko będzie zbyt duże.

Tej jesieni BP zamierza zacząć wiercić w rejonie Arktyki, wspomagane na każdym kroku przez amerykański rząd. (Oto, w czym specjalizują się giganci naftowi. Wiercą, zabierają co mogą, i odchodzą. W samej  Zatoce jest 27 000 opuszczonych odwiertów i nikt – żaden koncern lub rząd – nie sprawdza, czy któryś z nich nie przecieka.) Jeśli myśleliście, że projekt „Deepwater Horizon” był skrajnie bezmyślny, plan wiercenia na Arktyce zakłada spuszczenie odwiertu pionowo z wyspy i poprowadzenie go następnie poziomo na długości 10-13 km, aż do pola naftowego:

Oto, co BP szykuje dla Arktyki: Najpierw koncern zrobi odwiert schodzący na trzy kilometry w głąb wysepki, którą ochrzcił nazwą „Liberty”. Potem pomysłowym manewrem poprowadzi go poziomo przez kolejnych 10-13 km, aż dotrze do złoża z około 105 milionami baryłek ropy. To będzie najdłuższy „złożony” odwiert w historii, sięgający granicy technologicznych możliwości BP. Jako najpotężniejsza „lądowa” platforma wiertnicza, Liberty będzie potrzebować do odwiertu specjalnej rury, osiągającej moment obrotowy 142 tys. niutonometrów – co daje równowartość pracy 50 silników ciężarówek Mack. „To będzie dopiero wyczyn”,  przechwalał się w 2008 roku jeden z szefów  BP. Koncern, któremu bez przerwy nakłada się rekordowe kary za nieprzestrzeganie zasad bezpieczeństwa, nazwał projekt „jednym z największych wyzwań” – którego całoroczną realizację utrudni, jak sam przyznał, lokalizacja w „jednym z obszarów o najsurowszym klimacie na Ziemi”.

© Getty Images - 4 czerwca 2010, Waszyngton: Demonstranci protestują naprzeciw biurowca naftowego giganta

Choć cała krytyka spada obecnie na brytyjskiego CEO koncernu, Tony’ego Haywarda [który kilka dni temu zrezygnował ze stanowiska, a zastąpi go znany nam już Bob Dudley – przyp.], należy pamiętać, że od chwili powstania BP, jego właścicielami zostali w równych częściach Brytyjczycy i Amerykanie. Ów gigant paliwowy narodził się w czasie, gdy brytyjskie elity usiłowały odzyskać trwającą przez dekady kontrolę nad irańską ropą, przyczyniając się do obalenia irańskiego premiera Mossadeka z rąk CIA w 1953 roku. To jasno obrazuje, prawdziwy ośrodek władzy USA oraz Wielkiej Brytanii jest jeden i ten sam. Twórca filmów dokumentalnych, Adam Curtis, odkurzył nieprzychylny dla BP, archiwalny materiał filmowy, ukazujący udział koncernu w sprawach na Bliskim Wschodzie, od wczesnych lat 50. poczynając. Otóż kiedy w 1954 roku Anglo-Iranian Oil Company stało się British Psychopaths Ltd… oj, to znaczy British Petroleum Ltd, pierwszym jego działaniem było zapewnienie szacha Iranu, że tylko brytyjski koncern jest w stanie uporać się z katastrofami, zwłaszcza takimi, jak wytryski ropy czy eksplozje szybów. Zgodnie z tą argumentacją, Irańczycy nie poradziliby sobie z tymi awariami, dlatego też Brytyjczycy powinni zostać w Iranie, ażeby pola naftowe były w dobrych rękach. W ciągu tylko trzech zeszłych lat BP wydał 195 mln dolarów na lobbowanie w Waszyngtonie. Warto także zauważyć, że amerykańska machina wojenna jest w znacznej mierze napędzana ropą BP: „Ponad 2 miliardy dolarów rocznie w kontraktach na obronę USA” czynią z BP „głównego dostawcę paliwa dla największego na świecie konsumenta ropy i gazu – Pentagonu”. W czasach, gdy Brytyjczycy byli u władzy w Imperium Patokratów, Królewska Marynarka Wojenna tankowała ropę z Iranu. Zawsze, kiedy słyszymy, jak oś USA-Wlk. Brytania-Izrael nawołuje do zrównania Iranu z ziemią, pamiętajmy o jednym: jego zbrodnią jest próba sprzeciwienia się międzynarodowej klice, która prędzej zniszczy całą planetę, niż zaprzestanie

Toronto i G20: Strefa okupowana

© Simon Hayter/Getty Images - Pomimo budżetu miliona dolarów, policja w Toronto najwyraźniej zaniemogła, gdy doszło do „konfrontacji” z demonstrantami, naprędce opuszczając dziesiątki radiowozów. Ale bez obaw, już następnego dnia odzyskali wigor i wrócili, by spałować każdego, kto się nawinął

Od dziesięciu lat możemy obserwować coraz bardziej niepokojący trend w technice infiltracji grup demonstrantów – staranne wtapianie się funkcjonariuszy w tłum oraz „przypadkowe” sytuacje, które prowokują do rozpętania chaosu i zniszczenia, a obciąża się nimi protestujących. Taki sposób działania współczesnego COINTELPRO, bo o nim mowa, realizowany był przy każdej kolejnej demonstracji i nie inaczej stało się podczas ostatnich protestów w Toronto.

Pisaliśmy w maju, że zabezpieczenie szczytu G20 było największą operacją tego typu w historii Kanady. Przy wydanym miliardzie dolarów i bodaj najściślejszej ochronie, jaką widział ten spokojny region, nie ma możliwości, aby doszło do wybuchu przemocy, którego by natychmiast nie zdławiono. Przynajmniej tak by się wydawało. Gdybyście mieli jakiekolwiek wątpliwości, czy okolicę zabezpieczono w wystarczający sposób – 6-kilometrowe ogrodzenie i tak dalej – relacja Al Dżaziry dobrze opisuje całe przygotowania. Całkowitą liczbę funkcjonariuszy służb porządkowych, obecnych w czasie demonstracji, oszacowano na blisko 20 tysięcy – według mocno cenzurowanych i stronniczych doniesień mainstreamowych mediów – zaś liczba aresztowanych przekroczyła tysiąc osób.

Przy tylu aresztowaniach nie trzeba długo szukać, by odnaleźć przejawy psychopatycznych zachowań [ze strony przedstawicieli władz]. Pojawiło się wiele szczegółowych doniesień dotyczących aresztowań, nierzadko o wątpliwych podstawach, jak ta relacja, którą SOTT zamieścił niedawno na swojej stronie. Bez przerwy padają poważne oskarżenia, głównie z ust samych poszkodowanych, o tym, że aresztowania były bezprawne i często wymierzone w przedstawicieli prasy. Pewna dziennikarka, którą przetrzymywano w prowizorycznym areszcie, opisuje wstrząsające przykłady gróźb ze strony funkcjonariuszy, jak groźba zbiorowego gwałtu, po którym „odechce się jej być dziennikarką”; twierdzi ponadto, że policjanci rozbierali zatrzymane kobiety, dokonując inwazyjnych przeszukań.

Twórcą i narratorem nagrania poniżej jest dziennikarz, który starał się w całości udokumentować poczynania „czarnego bloku” [patrz: Wikipedia – przyp.]. Wyjaśnia w nim, że przez ponad godzinę ta brutalna grupa mogła bezkarnie wyrządzać szkody, przy zupełnym braku interwencji policji. Po skończonym dziele zniszczenia, sprawcy zdjęli czarne przebrania, po czym zniknęli. Pięć minut później zjawili się uzbrojeni policjanci, bijąc, atakując gazem pieprzowym i rozganiając pozostałych na miejscu pokojowych demonstrantów, którzy oczywiście nie mieli nic wspólnego z rozbojami.

Wygląda to, jakby wszystkim 19 tysiącom funkcjonariuszy na służbie kazano pójść na lunch akurat w trakcie dokonywania bandyckich aktów – sytuacji, do której tak mocno przecież się przygotowywali. Wiele osób twierdzi, że do wybuchu przemocy doszło przynajmniej za cichym przyzwoleniem służb, dzięki czemu miliard dolarów wydany na środki bezpieczeństwa mógł zyskać uzasadnienie w oczach opinii publicznej.

Jest jeszcze inne nagranie wideo, które znacznie lepiej ukazuje wandali w akcji, jednak zostało mocno okrojone. Zwróćcie uwagę na zupełny brak reakcji policji w czasie tych incydentów. Funkcjonariusze obecni na miejscu robią jedynie zdjęcia albo obserwują sytuację. W dowolnej chwili tysiące policjantów mogły wkroczyć na miejsce i zatrzymać choć jednego czy dwóch „agresywnych demonstrantów”, jednak nie widać tam nawet próby przerwania zamieszek.

Zamiast tego, podobnie jak podczas wielu innych, podobnych akcji protestacyjnych, dzieje się rzecz zupełnie inna. Kontrolę przejmują demonstranci używający taktyki czarnego bloku, a służby porządkowe nie próbują interweniować. Co więcej, w takich sytuacjach łatwo udziela się psychologia tłumu, przez co działania anarchistów i im podobnych zdobywają poparcie także wśród innych protestujących.

Puste radiowozy celowo pozostawiono w strategicznych miejscach, aby demonstranci zdążyli obrzucić je pochodniami, pomazać sprayem i zdemolować. Płonącymi pojazdami nie zainteresowano się przez ponad godzinę. No, może nie do końca – zamiast reakcji policji, pojawiło się zaraz mnóstwo doniesień mediów o „zajęciu radiowozów i zniszczeniu ich przez demonstrantów”. Obrazy pokazywane w wiadomościach przypominały pobojowisko – poza tym szczegółem, że jedna strona w ogóle nie stanęła do bitwy.

Na tym nagraniu uczestnik demonstracji próbuje zatrzymać osobnika dokonującego aktu wandalizmu, który zdaje się działać w pojedynkę. Nie minęło pięć sekund, gdy ubrany na czarno mężczyzna zjawia się na rowerze wraz z wieloma innymi osobami i siłą odciąga sprawcę rozboju od owego mężczyzny, po czym wandal natychmiast znika. To wideo z kolei ukazuje, jak obywatelom udało się zapobiec wybuchowi przemocy.

Pierwsze wideo, które zamieściliśmy w tym rozdziale ma kilka scen, do złudzenia przypominających wydarzenia z Montebello, gdzie sfilmowano, sfotografowano i rozbrojono agentów prowokatorów, którzy następnie wrócili do szeregów policji albo zostali przez nią aresztowani, w zależności jak na to spojrzeć.

Bezpośrednie relacje lub podejrzenia co do tego typu zachowań pojawiają się niemal na każdej akcji protestacyjnej, towarzyszącej poważnym szczytom międzyrządowym od 2001 roku, kiedy to wyszło na jaw, że policjanci brali bezpośredni udział w podsycaniu przemocy podczas szczytu G8 w Genui. Wtedy też, w wyniku silnej presji ze strony opinii publicznej, biuro włoskiego prokuratora podało, że „za wywołanie przemocy na demonstracji w Genui odpowiedzialnych jest około 200 osób, z których większość stanowili albo policjanci pod przykrywką, albo prawicowi ekstremiści zatrudnieni przez policję. Prowokatorzy omówili taktykę działania z policją, przebrali się za anarchistów i zmieszali z pokojowymi demonstrantami przed dokonaniem rozbojów”.

Jak więc widzicie, motyw infiltracji i sabotażu nie jest niczym nowym – to wypróbowana sztuczka, która dzięki tworzeniu i kontrolowaniu groźnych sytuacji umożliwia panowanie nad przebiegiem demonstracji.

Wróćmy do najnowszego przykładu, gdzie zastosowano ów schemat w praktyce. Na poniższym wideo widzimy* liczną grupę osób, ewidentnie policjantów w cywilu, stojących przy linii bezpieczeństwa, między których pośpiesznie wbiega ubrany na czarno mężczyzna, obawiając się, że zostanie nakryty. Zauważcie, że większość osób na początku nagrania to właśnie policjanci, usiłujący szybciutko dostać się do strefy chronionej, podczas gdy osobę filmującą atakuje bez powodu wściekły funkcjonariusz w cywilu.

*Pierwotnie zamieszczone wideo zostało usunięte, podobne sceny można zobaczyć tutaj:

Warto też przypomnieć o tym niewiarygodnym nagraniu wideo, na którym żołnierze zabierają członka protestu do nieoznakowanego samochodu, który natychmiast odjeżdża. Ponownie sprawą dyskusji pozostaje, czy było to aresztowanie, czy też po prostu zgarnęli swojego człowieka.

Sytuacja z dziwacznej zmienia się we wręcz nierealną na wideo poniżej, gdzie 19 tysięcy funkcjonariuszy zdaje się ponownie poszło na godzinną przerwę na lunch, gdy miało miejsce kolejne podejrzane zdarzenie, które wygląda na starannie zaplanowane. Chodzi o porzucony radiowóz-przynętę – stojący samotnie w centrum protestu przez ponad godzinę. Tak jak i inne, pojazd ostatecznie staje w płomieniach. Dopiero niedawno zaczęły pojawiać się  informacje, które wyraźnie potwierdzają, że podpalenia były czystą prowokacją. Tak jak poprzednio, na miejscu zdarzenia nie widać ani jednego policjanta, a doszczętnie zniszczone pojazdy stają się wymówką do zdławienia pokojowego protestu w pobliżu. Posłuchajcie uważnie, co zaobserwowali demonstranci. Człowieka, który próbował nie dopuścić do podpalenia radiowozu, widać potem rannego i usiłującego ugasić ogień, lecz pod koniec filmu auto i tak stanęło w płomieniach. Jak później potwierdzono, numer na radiowozie nie pasował do żadnego oddziału policji w Toronto, co nadaje większej wiarygodności twierdzeniu, że wóz został celowo podstawiony.

Żadne z powyższych scen nie pojawiły się w wieczornych wiadomościach, pokazano natomiast takie zdjęcia:

© Mike Segar/Reuters

Pewien kanał lokalnej telewizji zdołał jednak pokazać wywiad z mieszkanką miasta, która sensownie wyłożyła, co myśli o minionych wydarzeniach. Otóż przyczyną, dla której pozwolono na dojście do przemocy, najzwyczajniej była potrzeba usprawiedliwienia ogromnych kosztów całej operacji. Było to przedstawienie, mające usatysfakcjonować zarówno tłum na miejscu, jak i podatników, a także nie dopuścić do ukazania protestu wyłącznie w dobrym świetle.

Wracając do bardziej oczywistych, nieporadnych i brutalnych taktyk policji, użytych przeciwko cywilom w dniach protestu, mamy historię dziennikarza z identyfikatorem na szyi, dwukrotnie uderzonego w twarz przez policjanta (do tego skradziono mu mikrofon, który jednak później zwrócono), która wydarzyła się z dala od centrum zamieszek. Oto inny przykład: John Pruyn jest 57-letnim mieszkańcem Ontario. 17 lat temu stracił lewą nogę w wypadku na farmie i od tamtego momentu używa protezy. 26 czerwca siedział razem z córką w Queen’s Park, kiedy nagle zjawili się uzbrojeni policjanci krzycząc na nich, żeby opuścili miejsce. Z oczywistych względów Pruyn nie mógł zbyt szybko się poruszać, więc gdy wstając z ławki upadł, jego córka poprosiła funkcjonariuszy, by dali mu chwilę na ogarnięcie się. Ich odpowiedź była szybka i bezlitosna:

Gdy Sarah prosiła ich, by dali jej ojcu trochę czasu na wstanie, ponieważ jest kaleką, ci zaczęli go kopać i uderzać. Jeden z policjantów przycisnął kolanem jego głowę do ziemi tak mocno, że bolała go jeszcze tydzień później – powiedział Pruyn w wywiadzie z 4 lipca dla Niagara At Large.

Zarzucając mu stawianie oporu, zabrali mu kule, związali ręce za plecami i zdjęli protezę. Następnie kazali mu wstać i podskakiwać, ale gdy odparł, że nie może tego zrobić, przeciągnęli go po chodniku, zdzierając mu skórę na łokciach, ponieważ nadal miał ręce za plecami. Zdjęto mu okulary, ponownie oskarżając o stawianie oporu i „plucie”, czego jak twierdził, nie zrobił. Zabrali go do magazynu i zamknęli w klatce ze stalowej siatki, gdzie jego koszmar trwał przez kolejnych 27 godzin.

W kolejnym z setek podobnych przypadków policjanci ubrani w pancerze, hełmy i tarcze dali nauczkę demonstrantom na przykładzie mężczyzny, który nie zastosował się do ich zaleceń (ponieważ, jak się okazało, był całkowicie głuchy). Gdy tłum w obawie o bezpieczeństwo mężczyzny zbliżył się do policjantów, ci zaczęli atakować dosłownie każdego.

Posłuchajcie uważnie początku tej konferencji prasowej i zwróćcie uwagę na ton wypowiadającego się tam oficera. Jest bardzo skory do pokazania zdjęć, rzekomo dowodzących użycia taktyki czarnego bloku w miejscu, gdzie filmy dziennikarzy nie zdołały uchwycić ani jednego członka tej formacji.

Już na kilka dni przed samym protestem pojawiły się oznaki nadchodzących zamieszek. Lokalne kanały, będące częścią wielkich stacji telewizyjnych, powtarzały wiadomości o taktyce czarnego bloku i historii przemocy z nim związanej, przygotowując mieszkańców na to, czego dokładnie mają się spodziewać za kilka dni. Policja zrobiła nalot na pewne ugrupowania polityczne w uniwersyteckim kampusie, po czym znalezione czarne ubrania obwieściła dowodem na planowanie przestępstwa. Niedawno też ukazał się artykuł, który ujawnił manewr policji, przypominający nieudaną próbę oczernienia Flotylli Wolności, gdy sfałszowano zdjęcia broni, jaką rzekomo znaleziono na pokładzie. Chociaż wiedziano, że na zdjęciach w istocie nie ma broni, policja pokazała je mediom jako absolutny dowód na to, że czarny blok szykował się do wszczęcia zamieszek.

Na wypadek, gdybyście pomyśleli sobie, że którakolwiek z tych historii jest przesadzona, choćby odrobinę, mamy też zdarzenie z prawdziwie pokojowymi demonstrantami, którzy śpiewali hymn Kanady, ani o krok nie zbliżając się do policjantów stojących po drugiej stronie ulicy. Po skończeniu hymnu wszyscy usiedli w odległości 50 metrów od linii bezpieczeństwa. Zaraz potem, w pokazie brutalnej siły, w stronę demonstrantów poleciał grad gumowych kul, po czym funkcjonariusze ruszyli do ataku z tarczami przyciśniętymi do twarzy i nawet konie policyjne przyłączyły się do brutalnego pochodu.

O raju, po takiej dawce przemocy lokalne władze z pewnością wzięły się za psychopatycznych zbirów w mundurach, którzy szaleli przez cały weekend, narażając przyzwoitych, ciężko pracujących, pokojowych mieszkańców Toronto, prawda? No, niezupełnie. Rada Miasta Toronto zagłosowała 36 do 0 za udzieleniem pochwały policji za jej „nadzwyczajną pracę”. Czy to na poziomie międzynarodowej polityki, czy też lokalnych władz, psychopaci i dewianci z zaburzeniami osobowości widać zawsze znajdą się na publicznych stanowiskach, pnąc się do samej góry jak kanalie. A tak przy okazji, przywódcy G20 postanowili obciąć o połowę deficyty budżetowe swoich państw przed 2013 rokiem. Co w przełożeniu na ludzki język oznacza, że ograniczą pomoc państwa dla swoich obywateli, sprowadzając na nas wszystkich tyle cierpienia, ile tylko zdołają.

Przesłanie z każdej kolejnej demonstracji wydaje się już dość jasne: żaden protest przeciwko międzynarodowym kartelom korporacyjnym nie obejdzie się bez konsekwencji. A za wszystko płacą podatnicy, napychając kieszenie przemysłu obronno-wojskowego, który dzięki temu ukończy budowę Globalnego Państwa Policyjnego. Co więcej, wszystko to odgrywa się dokładnie w czasie spełniającej się wizji wojny z Iranem, a z nią prawdziwego Armagedonu.


*Peaceful G20 protest at Queen and Spadina. Pełna wersja: http://www.vimeo.com/12903946

Z protestami i szczytem G20 wiąże się także kilka ciekawych zjawisk: Gdy już Toronto zmieniono w kanadyjską Zieloną Strefę, na dwa dni przed szczytem i protestami doszło do trzęsienia ziemi o sile 5 stopni przy granicy prowincji Ontario i Quebec, które zatrzęsło budynkami i zmusiło do ewakuacji mieszkańców Toronto i Ottawy. Kilka dni później w całym Toronto zabrakło prądu z powodu pożaru elektrowni. Najwidoczniej cała energia zużyta na zrobienie z miasta więzienia musiała przerwać tamy w zbiorowej psychice lokalnej społeczności!

[cdn…]

– –

Ten artykuł jest przekładem oryginału zamieszczonego w języku angielskim na stronie:

dokonanym przez polskich tłumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.

Materiał ten został opublikowany przez SOTT.NET – projekt Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala się na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz żródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

Advertisements

9 komentarzy »

  1. IZO

    Wybacz, że pytam tutaj zamiast komentować temat.

    Jest w necie dużo źródeł, opartych na channelingu i nie tylko, dotyczących tematów naszej ziemskiej egzystencji. Ja analizując, dochodze powoli do przekonania, że wszystkie mówią o tym samym w różnych ujęciach tzn. wiedza jest przekazywana dla różnych ludzi, pod względem możliwości zrozumienia.

    Źródeł o podbudowie naukowej jest mało, dlatego praca L.K.J i A.J jest jedną z niewielu, którą można traktować jako pomoc dla własnego rozwoju.

    Bardzo mnie interesuje jak jest ze sztuką, przekazaną przez WINGMAKERS ta muzyka, obrazy, poezja. Jak to wygląda, czy weryfikują takie przekazy L.K.J i A.J ?

    Mam wiele pytań dotyczących wielu różnych zjawisk i sytuacji, których nie mam komu zadać.
    Prę do wiedzy i mam wrażenie, że z każdym dniem dużo tracę. Jakby czas płyną coraz szybciej. Nawet nie wiem gdzie te pytania zadawać, żeby nie padały w próżnię.

    Pozdrawiam.

    Komentarz - autor: ufoludek — 20 sierpnia 2010 @ 10:15

  2. @ufoludek

    „Mam wiele pytań dotyczących wielu różnych zjawisk i sytuacji, których nie mam komu zadać.
    Prę do wiedzy i mam wrażenie, że z każdym dniem dużo tracę. Jakby czas płyną coraz szybciej. Nawet nie wiem gdzie te pytania zadawać, żeby nie padały w próżnię.”

    Zarejestruj się na Forum Cassiopaea (link jest po prawej stronie pracowni4 w „polecane Strony”)

    „Bardzo mnie interesuje jak jest ze sztuką, przekazaną przez WINGMAKERS ta muzyka, obrazy, poezja. Jak to wygląda, czy weryfikują takie przekazy L.K.J i A.J ?”

    Możesz sam znaleźć info na ten temat np. http://www.cassiopaea.org/cass/realitysplit1.htm

    Komentarz - autor: kam — 20 sierpnia 2010 @ 11:56

  3. kam

    dzięki serdeczne

    Komentarz - autor: ufoludek — 20 sierpnia 2010 @ 14:30

  4. Ja ostatnio znalazłem polski projekt tego typu, który w wydźwięku wydaje mi się podobny do eksperymentu kasjopejańskiego.
    _http://thelinked.pl/
    Polecam:)

    Edit: dezaktywowany link

    Komentarz - autor: Chemiczny Bogdan — 20 sierpnia 2010 @ 20:06

  5. Jaki jest stosunek thelinked do sytuacji w zatoce i wydarzeń z Torronto?

    Komentarz - autor: Darek — 21 sierpnia 2010 @ 10:59

  6. Szczerze mówiąc nie wiem – nie jestem ich rzecznikiem. Mój komentarz był właściwie odpowiedzią na komentarz ufoludka, czego zapomniałem zaznaczyć, a nie komentarzem do samego wpisu. Jeśli ktoś czuje się urażony moją impertynencją – przepraszam. Jeśli zaś kogoś interesuje odpowiedź na powyższe pytanie – proponuję np. zapytać na ichnim forum.

    Komentarz - autor: Chemiczny Bogdan — 23 sierpnia 2010 @ 07:53

  7. _http://thelinked.pl/ co to ma byc omg, masakra – hahaha – glos lacznika wymiata

    EDIT: dezaktywowany link – adm.

    Komentarz - autor: kiriki — 23 sierpnia 2010 @ 12:22

  8. Uważam, że nie czas tu i miejsce na taką dyskusję, tematem wpisu jest sytuacja w Zatoce i wydarzenia w Toronto.

    Komentarz - autor: Darek — 23 sierpnia 2010 @ 14:38

  9. @Chemiczny Bogdan
    Być może nie masz większego pojęcia o eksperymencie kasjopeańskim. Żeby z sensem porównywać ze sobą dwie rzeczy, trzeba obie bardzo dobrze poznać, w przeciwnym razie równie dobrze możesz powiedzieć, że w wydźwięku Księżyc jest podobny do cebuli.

    Cały materiał z eksperymentu kasjopeańskiego, włącznie z komentarzami i dyskusjami, jest dostępny – częściowo w Internecie, częściowo w książkach – nic więc nie stoi na przeszkodzie, żebyś uzupełnił braki. Ciekawe, jak wtedy Ci wyjdzie porównanie.

    Co do „polskiego projektu”, to jego autorzy – sądząc po tym, co sami napisali – zabawiają się kolegą, który cierpi na MPD (zaburzenia osobowości wielorakiej). Chyba że nie ma dla nich żadnego znaczenia, co piszą – to też się zdarza.

    Komentarz - autor: iza — 23 sierpnia 2010 @ 19:16


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: