PRACowniA

30 lipca 2010

Łączenie Punktów: Zemsta Izraela, broń jądrowa i ekobójstwo w Zatoce (3)

Trzecia i ostatnia część majowego podsumowania wydarzeń. Zapraszamy do lektury!

Sott Editors
Sott.net
08 czerwca 2010 11:16 EDT

Terroryści na parkiecie

6 maja indeks na Dow Jones spadł o 999 punktów w niecałe pół godziny i równie nagle odzyskał dwie trzecie straty, czyniąc ten dzień jednym z najburzliwszych historii amerykańskiej giełdy. Według początkowych doniesień przyczyną tego były „obawy maklerów, śledzących w telewizji protesty Greków przeciwko planowi oszczędnościowemu rządu, że problemy z zadłużeniem Grecji mogą zatrzymać proces odnawiania się gospodarki światowej”. Problem z takim wyjaśnieniem tkwi w tym, że demonstracje w Grecji nie są czymś nowym, zresztą nie trzeba być geniuszem, by domyślić się, że jej kłopoty się nie skończyły, a gospodarka na świecie nie wyszła jeszcze na prostą. Maklerzy z pewnością o tym wiedzą. I rzeczywiście, pośród wstępnych doniesień odnaleźliśmy tę spekulację na temat nagłego spadku, obwiniającą „maklera, który pomylił się w zamówieniu sprzedaży dużej liczby akcji”. Najwyraźniej spadek ceny tych akcji wystarczył, by wywołać ogólną falę sprzedaży wśród inwestorów! Ktoś w takim razie musiałby zaliczyć niezłą wpadkę.

Jednak i to wyjaśnienie nie brzmi przekonująco. Oficjalna wersja jest zasadniczo taka, że gdzieś w zawiłym łańcuchu obrotu akcjami doszło do niefortunnego zdarzenia. Ale już kilka dni później Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) stwierdziła w raporcie, że „nie znaleziono dowodów, które potwierdziłyby wersję o ‘grubych paluchach’, ataku hakerów, czy działaniach terrorystów, niemniej jednak nie można całkowicie wykluczyć żadnej z tych opcji”. Pozostaje więc oczywisty scenariusz – był to czysty przykład manipulacji rynkiem:

Tylko kto jej dokonał? Kto stał za tak zwanym tąpnięciem “flash-crash”? Aby znaleźć odpowiedź, musimy sprawdzić, co jeszcze działo się w owym czasie. I tak, administracja Obamy naciskała na Senat, by zmienił klauzulę senatora Berniego Sandersa, która unieważniłaby niemal całą treść ustawy sprzed 32 lat, chroniącej politykę monetarną Systemu Rezerwy Federalnej przed kongresowymi audytorami. Fed batalię tę wygrał, kiedy bankierzy zmusili Senat do zgody na kompromis.

Szef Fed, Ben Bernanke, napisał w liście do Kongresu, że decyzja ta (przyjęcia klauzuli Sandersa-przyp.) „poważnie zagroziłaby niezależności polityki monetarnej, zwiększyła stopy procentowe i obawy związane z inflacją, a także zachwiała stabilnością ekonomiczną i ograniczyła tworzenie miejsc pracy”. Chyba dość jasno im to wyłożył.

Jak zauważył David DeGraw, od początku kryzysu Fed wpompował prawie 4,3 biliona dolarów w akcję ratowania systemu bankowego. Niezupełnie wiadomo też, do kogo trafiły te sumy. Poprawka Sandersa doprowadziłaby do ujawnienia wszystkich szczegółów związanych z tymi operacjami Wall Street.

Jeszcze tego samego dnia Kongres odrzucił w głosowaniu poprawkę, która wymusiłaby rozbicie sześciu największych finansowych gigantów USA – włącznie z Goldman Sachs – na mniejsze banki, których ewentualny upadek nie pociągałby za sobą automatycznie katastrofy w gospodarce. Po utracie statusu „zbyt dużych, by upaść”, nie istniałaby już konieczność ratowania ich za każdym razem, kiedy wpadają w poważne tarapaty.

W tym samym tygodniu „New York Post” ujawnił tę ekskluzywną wiadomość (której zaprzeczył JPMorgan):

Jak dowiedział się „The Post”, agenci federalni wszczęli postępowanie cywilne i karne przeciwko JP Morgan Chase, w związku z jego działaniami na rynku metali szlachetnych.

Śledztwo ma ustalić, czy JP Morgan, czołowy posiadacz derywatyw na rynku metali szlachetnych, nie dopuścił się szkodliwych działań skutkujących spadkiem cen srebra.

Postępowanie cywilne wszczęła agencja kontrolująca rynki kontraktów terminowych (CFTC), zaś karne – wydział do walki z kartelami, należący do departamentu sprawiedliwości, jak podają informatorzy, pragnący zachować anonimowość ze względu na delikatny charakter informacji.

Przypomnijcie sobie historię z zeszłego miesiąca [PL] o byłym finansiście, Andrew McGuire, i jego żonie, których auto staranował niezidentyfikowany kierowca dzień po tym, kiedy McGuire trafnie przewidział manipulację na rynku metali szlachetnych, podając ją do publicznej wiadomości.

Zważywszy na groźby ustawodawców i urzędników pod adresem finansowych terrorystów, czy nie jest możliwe, że JP Morgan, Goldman Sachs lub im podobni i tym razem mogli stać za najnowszym finansowym atakiem?

Wyobraź sobie, że jesteś psychopatą, który traci grunt pod nogami – czy wysadziłbyś świat, byle tylko tego uniknąć, gdybyś miał ku temu środki? W tym wypadku, Goldman Sachs istotnie ma dostęp do czerwonego guzika. Ellen Brown wyjaśnia:

Rynkami można manipulować przy pomocy komputerów wykorzystujących programy High Frequency Trading (HFT), które obecnie opanowały 70 procent transakcji, i Goldman Sachs jest niekwestionowanym liderem w tej dziedzinie. Matt Taibbi utrzymuje, że Goldman Sachs „manipuluje rynkiem od czasu Wielkiego Kryzysu”. Gdy coś nie idzie po jego myśli, Goldman w napadzie złości zadaje rynkowi druzgocący cios. Wszystko dzięki technologiom takim jak ta stworzona przez Maxa Keisera, która – według samego jej autora – obecnie pomaga w manipulacji rynkiem.

Max Keiser podsumowuje najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie ostatniego tąpnięcia:

Załamanie z 6 maja było ewidentnym aktem finansowego terroryzmu w Ameryce. Dzień ten zostanie zapamiętany jako dzień narodowej hańby.

W celu nastraszenia ustawodawców – skądinąd właścicieli większości udziałów w tych samych bankach, które mieli regulować – przyłożono im do skroni finansową broń masowego rażenia, zmuszając ich do uległości.

Jako twórca programu do prowadzenia transakcji double-auction (numer patentowy 5950176), do którego od 1996 roku odwoływano się 132 razy w nawiązaniu do patentów programów tradingowych i HFT, mogę zapewnić, że Goldman, JP Morgan i reszta bandy wypuścili na rynek wszystkie opcje „kupna” dostępne na ich programach tradingowych, tworząc sztuczne tąpnięcie. A gdy sytuacja się uspokoiła i było wiadomo, że politycy nie zagłosują za niczym, co by zniszczyło pozycję banków jako ‘zbyt dużych by upaść’, wypuścili wszystkie swoje opcje „sprzedaży” i rynek natychmiast odrobił straty.

Jak pisze DeGraw, Stany Zjednoczone przejęła siatka finansowych terrorystów. Są oni nie tylko przyjaciółmi przestępców, sami są przestępcami.

Ale taki terroryzm nie ogranicza się do USA. Jak pewnie wiecie, Goldman był wśród grona z Wall Street, które zadecydowało o zdławieniu euro, atakując w tym celu „najsłabsze ogniwo”, czyli Grecję. Ellen Brown stwierdza dalej w swoim artykule, że postawienie Goldmana przed obliczem Senatu i SEC w kwietniu zbiegło się z kolejnym ciosem dla Grecji, wynikłym z wystawieniem jej słabej oceny przez agencję ratingową Standard & Poor. (Swoją drogą, Wall Street ma w kieszeni wszystkie agencje.) Jak pisze Brown,

Grecja zdaje się być kozłem ofiarnym Unii – tak jak Lehman Brothers był kozłem ofiarnym USA – „zakładnikiem, którego porywacze zastrzelili, aby pokazać, że mówią poważnie”.

Europa walczy

Prowadzi nas to do Europy, gdzie jak się wydaje, im więcej bankierów płaci za swoje występki, tym bardziej cierpi na tym euro. Czy i tam doszło do pomyłki przez „grube paluchy”? Wątpliwe. Otóż następnego dnia po tym, jak niemiecki nadzór finansowy (BaFin) podjął rozsądną decyzję i nałożył nowe ograniczenia na finansowych spekulantów, akcje na kontynencie masowo zniżkowały, a euro spadło do poziomu najniższego od czterech lat. Kanclerz Niemiec, Angela Merkel, wyraziła swój niepokój: „Każdy z nas może stwierdzić, że obecny kryzys euro to największe wyzwanie, z jakim musi się zmierzyć Europa od czasu podpisania Traktatu Rzymskiego”. Najwyraźniej spekulantom nie spodobał się zakaz „nagiej” krótkiej sprzedaży – sprzedaży akcji, których podmiot ani nie posiada, ani nie pożycza, ani nie zapowiada pożyczania ich w przyszłości. Tylko wyobraźcie sobie oburzenie owych spekulantów – nie móc sprzedawać czegoś, co nie należy do nich! Amerykański Sekretarz Skarbu, Tim Geithner, oraz brytyjski minister finansów, George Osborne, uznali, że to zbyt surowa kara dla biednych spekulantów, i sprzeciwili się zakazowi w imię wolnego rynku, nazywając przy tym zakaz aktem „protekcjonizmu”. Znaczenie tego słowa już dawno zostało wypaczone, a to dzięki dominacji neoliberalnej ideologii wolnego rynku, jednak pierwotnie oznaczało ochronę gospodarki przed drapieżcami. Dziś natomiast, „protekcjonizm” wyraźnie przejawia się w działaniach bankierów i spekulantów, pragnących utrzymać swój boski przywilej pasożytów żerujących na społeczeństwie.

Unia Europejska i Międzynarodowy Fundusz Walutowy zatwierdziły pakiet 1 biliona dolarów celem „udobruchania rynków”, a przez to powstrzymania rosnącego zadłużenia Grecji, zanim kryzys rozejdzie się po całej Strefie Euro. W praktyce jednak pieniądze te trafią do finansowych terrorystów, podczas gdy państwa utracą środki na działania na rzecz obywateli. Ale ukaranie samej Europy za jej bluźnierstwo nie wystarczyło, więc spekulanci uderzyli także w amerykańskie giełdy.

Wideo dostępne na SOTT.net

Podczas gdy kolejny bilion z publicznych pieniędzy rzuca się na pożarcie wilkom, zwykli ludzie tracą podwójnie, bo oprócz środków, kończy się opieka ze strony państwa. Hiszpania przyjęła plan oszczędnościowy na 15 miliardów euro. Jak podaje „El Pais”, cięcia w wydatkach publicznych może i utrzymają wypłacalność państwa, jednak przekreślają szansę na podniesienie się z kryzysu, co jeszcze zwiększy niepokój o przyszłość Hiszpanii. Podobną decyzję podjęły Włochy, wydzierając 24 miliardy euro z wydatków publicznych. Jak wyjaśnia Mark Weisbrot w powyższym wywiadzie z Amy Goodman, cięcia wynagrodzeń i tworzenie bezrobocia są celowe, gdyż mają nadwątlić europejską gospodarkę. Według oficjalnych obliczeń, stopa bezrobocia w Strefie Euro wynosi 10,1% (15,8 milionów ludzi), jednak prawdziwy odsetek najpewniej jest o wiele większy. Takie działania są zupełnie pozbawione sensu, jeśli za cel przyjąć ratowanie gospodarki i przywrócenie jej wzrostu z korzyścią dla wszystkich; są zaś w pełni racjonalne wtedy, gdy celem jest wyeliminowanie klasy średniej i złamanie powszechnego oporu przed nowym ekonomicznym porządkiem, w którym niewielka elita finansistów ma władzę nad wszystkim. A za cały ten psychopatyczny projekt płacimy my wszyscy bez wyjątku!

© Unknown - Chmury gromadzą się nad Europą: Akropol w Atenach, Grecja

Przynajmniej Islandia podjęła jakąś walkę. Przeprowadzone w kwietniu parlamentarne śledztwo największą winą za kryzys z 2008 roku obarczyło byłych szefów trzech największych banków Islandii: Kaupthing, Landsbanki i Glitnir, którzy zaciągnęli „niestosowne pożyczki” we własnych bankach. Sprawa zakończyła się policyjnymi obławami na czołowych bankierów oraz procesami miliarderów:

Glitnir Bank ogłosił, że złożył pozew do Sądu Najwyższego Stanu Nowy Jork przeciwko Jonowi Asgeirowi Johannessonowi, niegdyś jego głównemu udziałowcowi, Larusowi Weldingowi, byłemu głównemu dyrektorowi banku, Thorsteinnowi Jonssonowi, byłemu prezesowi, a także innym byłym członkom zarządu, udziałowcom i osobom trzecim związanym z Johannessonem, za nieuczciwe i bezprawne wyprowadzenie z banku ponad 2 miliardów dolarów.

Glitnir złożył pozew również przeciwko byłemu audytorowi, PricewaterhouseCoopers (PwC) za ułatwianie i pomoc w ukrywaniu nielegalnych transakcji, dokonywanych przez Johannessona i jego wspólników, które doprowadziły do upadku banku w październiku 2008 roku.

Natomiast po drugiej stronie globu, australijskim szefom Goldman Sachs może grozić proces sądowy, zarzuca się im bowiem liczne oszustwa w umowach na opcje walutowe. Również Grecja rozważa zbadanie roli amerykańskich banków inwestycyjnych w pojawieniu się kryzysu kredytowego. A przynajmniej tak mówi premier George Papandreou. Popieramy wszystkie te wysiłki, jednak mimo wszystko wątpimy, by wymierzenie sprawiedliwości grubym rybom było takie łatwe. Chroni ich bowiem zwarty system zaporowy, stworzony po to, by trzymać zwykłych ludzi z dala. Mając w kieszeni wystarczająco dużo sędziów, to oni tworzą prawa. Jest to w istocie globalny syndykat przestępczości zorganizowanej, którego członkowie biorą udział w krwawej wewnętrznej rywalizacji, jednocześnie będąc zamkniętym na intruzów z zewnątrz – czyli wszystkich zwykłych ludzi. A jak czytamy na stronie internetowej rządu amerykańskiego, od teraz każdy, kto myśli w ten sposób, uważany jest za „marksistowskiego zwolennika teorii spiskowych”, którego „wyobraźnia przekroczyła wszelkie granice”:

Rzut oka na sytuację poszczególnych stanów nie napawa optymizmem, pomimo rządowych zapewnień o „poprawie gospodarki” – ponad 60 procent bezrobotnych Amerykanów, którzy otrzymywali zasiłek od władz stanowych, obecnie wspieranych jest z funduszy władz federalnych, ponieważ więcej niż połowa stanów oficjalnie ogłosiła bankructwo. Skutkiem tego, gubernatorzy stanów Kalifornia, Nowy Jork i wielu innych przedstawili plan drastycznych cięć budżetowych na rok fiskalny 2011, rozpoczynający się 1 lipca 2010, który obejmie podstawowe sfery życia, a przez to dotknie całe społeczeństwo i to pomimo faktu, że wydatki na wojny przekroczyły kwotę biliona dolarów. Dlaczego nikt nie potępia takiego stanu rzeczy? Jak długo jeszcze ludzie będą się godzić na przymusowe poddaństwo?

Złamane, ale nie pokonane Czerwone Koszule Tajlandii

© REUTERS/Adrees Latif - Trzynastu demonstrantów z Czerwonych Koszul tworzy na drodze Rama IV płonącą barykadę, żeby zatrzymać żołnierzy. Bangkok, 15 maja 2010.

Kiedy premier Tajlandii, Abhisit Vejjajiva, ogłosił 7 kwietnia stan wyjątkowy w Bangkoku i 23 innych prowincjach, chcąc stłumić rosnący opór zwolenników opozycji, dążącej do rozwiązania parlamentu i przeprowadzenia w ciągu 15 dni nowych wyborów, w rzeczywistości przywrócił do władzy juntę wojskową. Czerwone Koszule to uboga ludność z miast i wsi, oburzona dwubiegunowym podziałem społeczeństwa na biednych i arystokratyczną elitę rojalistów, dowódców wojskowych, biurokratów i wykształconą klasę średnią. Wielu z nich pochodzi z północnej i północno-wschodniej części kraju i wspiera byłego premiera Thaksina Shinawatre, który w 2006 roku został zmuszony do dymisji po zamachu stanu narzuconym przez (wyszkolone i uzbrojone przez USA) wojsko. Rząd pod przewodnictwem Abhisita zajął wyjątkowo skrajne stanowisko względem powstania. Używając popularnej, pustej i emocjonalnej retoryki, że zachodnie rządy dążą do zdławienia różnicy poglądów, nazwał Thaksina i jego zwolenników „terrorystami”. Ale Czerwone Koszule to nie jakaś tam banda zbirów i bandytów z prowincji. W Bitwie o Bangkok uczestniczyły całe rodziny, którymi kierowała rozpaczliwa chęć wzięcia spraw w swoje ręce. Przynosząc ze sobą żywność i niezbędne zaopatrzenie, demonstranci stworzyli karnawałową atmosferę, a swoim obozowaniem na przedmieściach Bangkoku zlekceważyli godzinę policyjną i zakaz spotykania się w miejscach publicznych. Zajęli 5-gwiazdkowe hotele i luksusowe centra handlowe, czyli wszystkie te symbole dobrobytu, których nie potrzebuje zubożały kraj.

9 kwietnia odzyskali kontrolę nad stacją telewizji satelitarnej, zamkniętej przez rząd za wyemitowanie reportażu o targach „brudnych chłopów”. Tysiące Czerwonych Koszul szturmowało stację telewizji, przebijając się przez wojskowe barykady i przeskakując przez zwoje drutu kolczastego, aby ostatecznie przywrócić swoją stację na antenę. Następnego dnia armia odpowiedziała w jedyny znany sobie sposób. Doszło do masakry. Jak już widzieliśmy wcześniej na przykładzie psychopatycznych Izraelczyków, psychopatyczni Tajczycy niczym się od nich nie różnią. Zginęło co najmniej 26 osób, a tysiąc zostało rannych, kiedy rząd wysłał żołnierzy uzbrojonych w karabiny M16, ostrą amunicję i czołgi, z rozkazem rozproszenia pokojowej i zdyscyplinowanej demonstracji Czerwonych Koszul.

© Pedro Ugarte/AFP/Getty Images - Uczestnik demonstracji strzelający z procy do sił bezpieczeństwa podczas zamieszek w Bangkoku, 15 maja 2010. Chwilę później został zastrzelony przez snajpera.

Drakońską cenzurą objęto liczne strony internetowe, społeczne stacje radiowe oraz należącą do UDD stację telewizyjną People’s Channel. Mając na względzie „ochronę bezpieczeństwa narodowego”, tajskie władze zablokowały cztery publikacje związane z antyrządowym ruchem protestujących. Rząd oznajmił, że od tej chwili umieszczanie w internecie wszelkich komentarzy i nagrań video z wojskowego szturmu jest przestępstwem. Mimo to Czerwone Koszule zdołały się zorganizować. Ich kolejnym celem stał się krajowy system transportu kolejowego Skytrain, który sparaliżowali okupowaniem jego stacji. W międzyczasie, chcąc zapobiec przedzieraniu się policyjnych posiłków do centrum miasta, zorganizowali cywilne punkty kontroli. W końcu otoczeni ze wszystkich stron tysiącami policjantów i wojskowych, zdeterminowani i pogodni duchem demonstranci utknęli w długim oblężeniu. Sytuacja ta utrzymywała się do momentu, kiedy 28 kwietnia jeden z żołnierzy został postrzelony w głowę. Oczywiście rządowe wojsko natychmiast uderzyło „w odwecie” na barykady Czerwonych Koszul, ale kto tak naprawdę zabił tego żołnierza? Ojoj, po wyjściu na jaw dowodów, że żołnierz został zabity przez jednego ze swoich, rząd oznajmił, że doszło do wypadku samoostrzelania się „przyjacielskim ogniem”. Zdolność do zamordowania jednego ze swoich, w celu uzasadnienia ataku na nieuzbrojonych demonstrantów, wymownie świadczy o stanie psychicznym bezmyślnych pachołków, którzy rządzą naszym światem.

©REUTERS/Cyrille Andres - Zbuntowany tajski generał-major Seh Daeng, tuż zanim został zastrzelony podczas udzielania wywiadu tajskim i zagranicznym reporterom, Bangkok, 13 maja 2010.

10 maja Czerwone Koszule wezwały do aresztowania wicepremiera Suthepa Thausuba, odpowiedzialnego za rozpoczęcie wojskowego szturmu, w którym zginęło 25 osób. Gdyby to jedno żądanie zostało spełnione, demonstranci zgodziliby się spakować i wrócić do swoich domów. Zamiast się zgodzić, wojsko zaatakowało główny obóz protestantów i dokonało zamachu na przywódcę Czerwonych Koszul. Generał Khattiya Sawasdiphol, zbuntowany dowódca armii, znany lepiej jako Seh Daeng (Dowódca Czerwonych), dopiero co skończył swój wywiad dla Associated Press, kiedy został trafiony przez snajpera. Zabójstwo to miało być sygnałem świadczącym o rządowym zamiarze bezwzględnego rozbicia protestujących. Żołnierze otworzyli ogień do tłumu zabijając 22 osoby. Czerwone Koszule mogły odpowiedzieć jedynie fajerwerkami i kamieniami, które w połączonym wysiłku mediów zostały nazwane „prowizorycznymi rakietami”, tak by wyraźnie zniekształcić obraz środków używanych przez broniących się demonstrantów. Rząd oskarżył „terrorystów” o zapoczątkowanie aktów przemocy przy użyciu broni „skradzionej żołnierzom”. Ponownie, dokładnie ten sam zarzut psychopatyczny rząd Izraela wysunął pod adresem aktywistów z flotylli. Nie powinno jednak być żadnych wątpliwości co do tego, kto zapoczątkował przemoc, od kiedy wypłynęło to nagranie, na którym widać, jak wojskowi snajperzy strzelają do Czerwonych Koszul:

Dwumiesięczny protest Czerwonych Koszul zakończył się 19 maja, kiedy tajska armia napadła na ich obóz w centrum miasta. W krwawym ataku zginęło co najmniej sześciu cywilów, w tym włoski dziennikarz. Kiedy do zburzenia barykad demonstrantów ściągnięto czołgi, przywódcy protestu postanowili się poddać. Bez zapewnionej ochrony ze strony rządu, wybrali powstrzymanie dalszego rozlewu krwi i wezwali swoich towarzyszy do zakończenia protestu i powrotu do domów. W zamian za rozładowanie napięcia i załagodzenie sytuacji, rząd zgodził się, by większość demonstrantów opuściła swój obóz.

© Natthawat Wongrat / ZUMA

Mając już sterroryzowaną własną ludność, tajski rząd wydał nakaz aresztowania dla byłego premiera Thaksina, pod zarzutem terroryzmu. Los przetrzymywanych w areszcie przywódców Czerwonych Koszul jest nadal niepewny. Minister Abhisit z trudem przetrzymał głosowanie za votum nieufności w krajowym parlamencie. Złamani, ale nie pokonani, demonstranci poprzysięgli wrócić na ulice, ale wobec aresztowania większości swoich przywódców może minąć trochę czasu, nim się przegrupują.

Ekobójstwo w Zatoce

© AP Photo/Gerald Herbert - Ważka oczyszczająca się z ropy. Wyspa Garden Island Bay, Luizjana, 18 maja 2010r.

Kiedy zapoznacie się z przygotowaną przez nas chronologiczną listą zniszczeń, przedstawiającą skutki ekobójstwa w Zatoce Meksykańskiej, uświadomicie sobie, że wyciek ropy z dna morskiego doprowadził już do zniszczenia środków egzystencji całych społeczności w południowo-wschodniej części Stanów Zjednoczonych oraz do śmierci niezliczonej ilości ptaków i morskich stworzeń. Chociaż liczba ofiar śmiertelnych po stronie fauny i flory jest względnie niewielka, znacznie poniżej dziesiątek tysięcy stworzeń zabitych w wyniku katastrofy tankowca „Exxon Valdez” na Alasce, to jest tak wyłącznie dlatego, że platforma wiertnicza Deepwater Horizon znajduje się niemal 100 km od wybrzeża, a strefa zero jest na głębokości 1 km. Do tej pory warunki pogodowe były sprzyjające i większość ropy wypływała na otwarte morze. Ciekawe, jak to będzie wyglądało, kiedy przez Zatokę przewali się huragan.

Podczas gdy zaczynamy uświadamiać sobie, że katalizatorem tego wydarzenia był najprawdopodobniej wybuch metanu, na jaw wychodzą miażdżące dowody, wskazujące na zbrodnicze zaniedbania, jakich dopuściły się osoby odpowiedzialne za tę katastrofę. BP, wespół z administracją Obamy, próbują teraz omamić społeczeństwo swoim propagandowym spektaklem, w nadziei na udobruchanie go na tyle, żeby odwróciło uwagę od rzeczywistości. A rzeczywistość wygląda tak, że Ameryka to jedno wielkie korporacyjne boisko, gdzie warunki dyktują kryminaliści i nie jest ich w stanie powstrzymać żaden sąd. To, na co sobie pozwalają, może zostać ograniczone jedynie w wyniku nieprzerwanego nacisku ludzi, którzy zdecydują się wyrazić swoją frustrację poprzez wzajemne informowanie się o żyjących wśród nich drapieżnikach. Ale żeby to nastąpiło, Ameryka będzie musiała naprawdę się wkurzyć!

Okazuje się, że w ubiegłym roku administracja Obamy interweniowała w sprawie zmiany nakazu sądowego, mogącego doprowadzić do wstrzymania wierceń głębinowych w Zatoce Meksykańskiej. Blisko związany przez długi czas z tym przemysłem Ken Salazar, sekretarz Departamentu Spraw Wewnętrznych w gabinecie Obamy, wyraźnie wymienił operację należącej do BP platformy wiertniczej Deepwater Horizon jako jedną z tych, które powinny mieć zielone światło. Koncern BP został zasypany lawiną pozwów odszkodowawczych, zwrócił się więc (jakże by inaczej) do samego pana Halliburtona i wynajął byłą rzeczniczkę byłego wiceprezydenta Dicka Cheneya do pomocy w „oczyszczeniu wizerunku firmy”, ponieważ w odpowiedzi na wyciek ropy jego akcje zaczęły ostro spadać. Dla tego korporacyjnego molocha jest to jednak tylko kropla w morzu. 3 czerwca firma rozpoczęła wypłacanie wartych 10 miliardów dolarów dywidend swoim pozbawionym sumienia akcjonariuszom, żeby w ten sposób „złagodzić niepokoje inwestorów”. Do diabła z cierpieniem planety, biznes to biznes!

© Dave Martin / AP - Gwen Ward, z lewej, dołącza do Ricka Frye i innych demonstrantów przed stacją BP w Pensakoli na Florydzie, niedziela 6 czerwca 2010. Ropa z wycieku Deepwater Horizon zaczęła osiadać na plażach Alabamy i Florydy.

Rybacy zostali pozbawieni swojego jedynego źródła dochodów, więc teraz, podobno za udzielaną pomoc przy usuwaniu nieczystości, otrzymują od BP solidne wynagrodzenie, co w rzeczywistości oznacza jedno – kupowanie ich milczenia. Nie można tego samego powiedzieć o – w większości – czarnoskórych pracownikach zatrudnionych przy sprzątaniu plaż – zarabiają po 10 dolarów na godzinę i już wstrzymano im wypłaty. Podobnie jak zwykli sprzątający pracownicy, musieli podpisać umowy o poufności, zakazujące im udostępniania zdjęć martwych zwierząt, porozrzucanych wzdłuż wybrzeży Zatoki. Grupa dziennikarzy z „New York Daily News” była jedną z wielu, które za próbę udokumentowania miejsca zbrodni odeskortowano z rezerwatu przyrody na wyspie Elmer w stanie Luizjana. Jak widać, BP pokłada nadzieje w morzu, które w końcu zmyje z brzegów te tysiące martwych i umierających w cierpieniu zwierząt wzdłuż ponad 200-kilometrowej linii brzegowej.

2 Czerwca BP ogłosiło, że wypróbuje swoją siódmą metodę zatamowania wycieku. Metoda zwana “utnij i przykryj” polega na przecięciu rury i nałożeniu na nią nasady umożliwiającej skierowanie ropy na powierzchnię, na statek wiertniczy. Próbę tę podjęto na początku maja, ale musiała zostać zarzucona, kiedy przez nasadę zaczęła wciekać woda, powodując tworzenie się wodzianu metanu. Dla powodzenia operacji potrzebne było czyste przecięcie głowicy rury. Jednakże diamentowe ostrze piły utknęło w połowie drogi i trzeba było przeprowadzić kolejną operację, tym razem w celu oswobodzenia piły. Ostatnie doniesienia mówiły o udanym zamocowaniu nasady nad głowicą przeciwwybuchową i zebraniu części ropy na tankowiec. Jednakże ze względu na potworne ciśnienie tryskającej ropy oraz ryzyko ponownego wcieknięcia wody przez nasadę, zawory na niej pozostają otwarte, umożliwiając swobodne wydostawanie się ropy. Szef BP, Tony Hayward właśnie triumfalnie ogłosił, że odzyskano połowę wypływającej ropy, jednak jak SOTT sugerował w artykule ‚Mother of all Gushers‚, jego radość może być w mniejszym stopniu spowodowana troską o środowisko w rejonie Zatoki, a bardziej mieć związek z zabezpieczaniem wartości zniżkujących akcji BP, poprzez przesadne podkreślanie choćby najmniejszych oznak postępu. Pamiętajcie, to jest ten psychopata, który utrzymywał, że w rzeczywistości nie ma żadnych potężnych smug ropy, rozprzestrzeniających się głęboko pod falami Zatoki, zapewniając, że cała ropa wydostała się na powierzchnię.  Jeśli porównacie 10 000 baryłek ropy, jakie według szacunków BP zostały odzyskane, co – zgodnie z oszacowaniem rządu amerykańskiego – stanowi nieco ponad połowę dziennej dawki wyciekającej ropy, z szacunkami niezależnych naukowców, które mówią o wycieku dochodzącym do 70 000 baryłek dziennie, stanie się jasne, że ta najnowsza próba zatamowania wycieku jest tylko kolejnym ćwiczeniem propagandowym, mającym złagodzić słuszny gniew społeczeństw. Do tej pory [początek czerwca] do Zatoki Meksykańskiej wyciekło już jakieś 46 milionów galonów ropy. Jeśli nie powiedzie się najnowsza operacja „utnij i przykryj”, do sierpnia, na kiedy to przewiduje się zakończenie prac nad drugim, ratunkowym odwiertem, może jej w sumie wyciec ponad 138 milionów galonów. Ale tak naprawdę, nie ma tu mądrych. Bloomberg podał do wiadomości, że równie dobrze szyb może tryskać do Bożego Narodzenia. Inni mówią o latach.

Kiedy ropa zaczyna docierać na plaże Florydy, niewiele mówi się o kolejnym wycieku na Alasce, do którego doszło pod koniec maja. Nietrudno się domyślić, kto jest głównym udziałowcem rurociągu Alyeska, który zaczął przeciekać po „przerwie w dostawie prądu”. W międzyczasie opublikowano zdjęcia satelitarne, mające rzekomo pokazywać drugi wyciek w Zatoce Meksykańskiej. Zastanawiamy się, czy ma to jakiś związek z doniesieniami o innej platformie wiertniczej, która przewróciła się na początku maja.

Obama zapewnia mieszkańców wybrzeża Zatoki, że BP będzie musiało wysupłać „każdego centa, jakiego są winni”, ale sądząc po sprawie wycieku z Exxon Valdez, BP zatrudni całą armię prawników w celu ograniczenia żądań odszkodowawczych i obetnie swoje „koszty”, zanim wyjdzie na jaw, że wypłacił tylko skromny ułamek tego, co rzeczywiście należało się poszkodowanym. Ci pomyleńcy, mydlący nam w oczy co do faktycznej skali katastrofy, liczą na to, że do sierpnia o wszystkim zapomnimy.

Profesor John Kozy: Czy Ameryką rządzą psychopaci?

W sprawie Baker przeciw Exxon sąd w Anchorage zasądził odszkodowanie w wysokości 287 milionów dolarów za faktyczne szkody oraz 5 miliardów dolarów kary, ale po 19 latach toczenia się sprawy apelacyjnej, 25 czerwca 2008 Sąd Najwyższy wydał decyzję redukującą karę do 507,5 milionów dolarów, czyli mniej więcej do jednej dziesiątej pierwotnej kwoty. Co więcej, nawet ta kwota została dodatkowa zmniejszona przez 19-letnią inflację. Wiele osób, którym odszkodowanie się należało, nie dożyło końca procesu.

© AP Photo/Charlie Riedel - Pokryty olejem pelikan na plaży East Grand Terre Island, Luizjana, 3 czerwca 2010

Ludzie zaczęli od nawoływania o bojkotowanie BP, teraz wzywają rząd USA do podjęcia natychmiastowej akcji oczyszczania oraz o przejęcie aktywów BP. Słusznie. Bo jak można oczekiwać po sprawcy uczciwego ustalenia swojej winy i zatroszczenia się o miejsce przestępstwa? Postawę Obamy obnaża fakt, że od samego początku wiedział on, że eksplozja Deepwater spowoduje katastrofę o nieznanej dotąd skali. Oznacza to tym samym, że i Biały Dom wiedział o zagrożeniu środowiska na długo zanim zdecydował się zademonstrować swoją troskę o nie, wysyłając prezydenta w rejon Zatoki.

Carol Browner, szefowa rządowego OECCP – Biura ds. polityki energetycznej i zmian klimatu – powiedziała Obamie na jednej z pierwszych odpraw pod koniec kwietnia, że wybuch doprowadzi prawdopodobnie do bezprecedensowej katastrofy środowiskowej, powiedzieli The Daily Beast doradcy Białego Domu. Browner ostrzegała, że nigdy dotąd nie próbowano nakryć odwiertu na takiej głębokości i że należy spodziewać się dalszego wycieku ropy, dopóki nie zostanie ukończone wiercenie szybu ratunkowego, co przewidziane jest na sierpień.

Należy pamiętać, że ten wyciek ropy jest minimalizowany przez tych, którzy w większości pozostają w cieniu. Do delty Nigru i jej delikatnego ekosystemu wyciekło więcej ropy niż do Zatoki Meksykańskiej. Rekompensata, jaką lud Ogoni otrzymał od Shella, dotarła do nich w postaci brutalnego stłumienia protestów i zamordowania ich aktywistów.

Kiedy otrzymaliśmy ten raport o tym, jak Goldman Sachs w przeddzień zatonięcia Deepwater Horizon “zagrał wysoko na zniżkę” akcji związanych z Zatoką Meksykańską, początkowo sądziliśmy, że to poważne oskarżenie. Okazało się to jednak żartem, satyrą napisaną po to… właśnie, po co? Żeby zbagatelizować całą sytuację?  Ponieważ inne media publikowały tę nowinę jako „komedię”, zrobiliśmy to samo. Może jednak warto się nad tym ponownie zastanowić, zwłaszcza w świetle nowych informacji o tym, że psychopatyczny dyrektor generalny BP sprzedał warte 1,4 milionów funtów udziały w BP na parę tygodni przed wypadkiem, co oznacza, “uniknął straty ponad 423 tysięcy funtów, kiedy ceny akcji spadały na łeb na szyję od początku wycieku ropy sześć tygodni temu. Bez wątpienia wiedział on o zagrożeniu platformy wybuchem. To od niego wyszły naciski, by zignorować troskę techników o bezpieczeństwo i iść na skróty. Czyż nie powinien on zostać aresztowany pod zarzutem przynajmniej nieumyślnego spowodowania zabójstwa? Dlaczego ten „mały Eichmann” wciąż nadzoruje tę monumentalną zbrodnię?

Ci, którzy przeprowadzają to globalne ludobójstwo – ludzie tacy jak dyrektor generalny BP, Tony Hayward, który zapewnia nas, że „Zatoka Meksykańska to ogromny ocean. Ta ilość ropy i stosowanych przez nas środków dyspergujących jest bardzo nieznaczna w stosunku do całkowitej masy wody” – są „małymi Eichmanami”, zapożyczając określenie od Warda Churchilla. Służą Tanatosowi, siłom śmierci. Ten mroczny instynkt Zygmunt Freud zidentyfikował w ludziach, którzy popychają nas w stronę anihilacji wszystkiego, co żyje, włącznie z nami samymi. Tym zdeformowanym osobnikom brakuje zdolności do empatii. Są jednocześnie banalni i niebezpieczni. Mają oni tę szczególną zdolność organizowania potężnej i destruktywnej biurokracji, pozostając przy tym ślepi na konsekwencje takich działań.

Otwieranie się niebios

W następstwie bardzo obfitych opadów deszczu w czasie tropikalnej burzy Aghata, która przeszła nad Gwatemalą, w ziemi otworzyła się prawie doskonale okrągła dziura

Na półkulę północną dotarło w końcu lato, jednak zima wciąż nie daje spokoju niektórym częściom globu. Późne opady śniegu w kalifornijskich górach pozostawiły po sobie pokłady śniegu 2 do 4 razy większe niż zazwyczaj, co spowodowane było wiosennymi temperaturami poniżej średniej, opóźniając tym samym o ponad miesiąc sezon wegetacyjny w dolinach. Kanadyjskie równiny centralne zaskoczyły wszystkich brakiem lodowatej zimy, jednak późne majowe opady śniegu w Ontario i Albercie również opóźniły sezon wegetacyjny. W Saskatchewan niskie temperatury w połączeniu z rekordowymi ulewami mogą pozostawić w tym roku ponad milion akrów ziemi niezdatnych pod uprawy. W Europie, 11 maja Paryż marzł przy rekordowo niskiej temperaturze 7,6 st. C, a w tym samym czasie środkowa Szwecja odnotowała najdłuższy ciągły okres utrzymywania siępokrywy śnieżnej od co najmniej 60 lat, przy czym warstwa śniegu pozostawała gruba jeszcze w czerwcu. W Szkocji w maju spadło 10 cm śniegu, a stoki narciarskie są nadal otwarte. W Centralnej Azji „bezprecedensowa” burza śnieżna w Pakistanie zabiła ponad 10.000 sztuk bydła, które dołączyły do 8,2 milionów zwierząt w Mongolii – jednej piątej tamtejszego żywego inwentarza – które zginęły w czasie najdłuższej od dziesięcioleci zimy. Bardziej na wschód, w Południowej Korei, na początku czerwca zanotowano rekordowo niską temperaturę 1,7 st. C.

W maju wiele krajów dotknęła powódź, dla części z nich wyraźnie sezonowa, dla większości jednak będąca zjawiskiem bardzo rzadkim. Kenia – bardziej narażona w tym okresie na susze – została w połowie miesiąca zalana przez ulewy, które pozostawiły po sobie ponad 100 ofiar śmiertelnych. W Demokratycznej Republice Kongo osuwisko, które zeszło po stoku wulkanu Nyiragongo, zabiło co najmniej 46 osób i zmyło ponad 200 domów. Tropikalna burza Agatha, która przeszła przez środkową Amerykę, była przyczyną powodzi i osuwisk, które pozostawiły po sobie 200 zabitych, większość ofiar w Gwatemali, gdzie padało tak mocno, że ziemia upłynniła się, pozostawiając na przedmieściach dziwny lej krasowy, który połknął dom mieszkalny i trzypiętrowy budynek. Sezon cyklonów na północnym Oceanie Indyjskim rozpoczął się ogłuszająco, z 3 cyklonami w Rogu Afryki i na Półwyspie Arabskim. Cyklon Phet zabił w Omanie 12 osób, zanim przeniósł się w stronę Pakistanu, gdzie zabił kolejnych 7, zalewając Karaczi. Pod koniec maja w południowochińskim regionie Guangxi Zhuang co najmniej 51 osób zostało zabitych i około 2 milionów poszkodowanych przez osuwiska i powodzie wywołane silnymi opadami. Na początku czerwca tornada i burze przewaliły się przez Karoliny, zamieniając część amerykańskiego środkowego wschodu w „strefę wojny” i odbierając życie 5 osobom, podczas gdy na początku maja 4 osoby zginęły w czasie inwazji tornad w Oklahomie. Obejrzyjcie to wideo z potwornego gradobicia w Oklahome 16 maja:

Majowa fala upałów w północnych Indiach pozostawiła po sobie setki ofiar śmiertelnych oraz niezliczoną ilość martwych zwierząt, gdy temperatura w Gudżarat na zachodnim wybrzeżu kraju dobijała do szokujących 50 st. C. W międzyczasie na wschodzie Myanmar (Birma) podobnie palącetemperatury uśmierciły kolejne setki osób. Region ten pocił się w czasie najgorętszego lata od czasu rozpoczęcia pomiarów. Podejrzewamy, że za lokalną falą gorąca, która wyraźnie sprzeciwia się ogólnym obserwowanym trendom spadku globalnych temperatur, stoi lokalne źródło ciepła. Jednym z podejrzanych jest ogromny hydrotermalny „megapiuropusz” pochodzący z podwodnego pola wulkanicznego, odkrytego w Oceanie Indyjskim przed 5 laty. Emituje ono gazy i bogatą w minerały wodę o temperaturze dochodzącej do 400°C (760°F) i jest „conajmniej 10 – a może nawet 20 – razy większy od wszelkich poznanych do tej pory tego typu miejsc”. Bramley Murton z Brytyjskiego Państwowego Centrum Oceanograficznego powiedział, że „normalny hydrotermalny komin może wyprodukować około 500 megawatów ciepła, podczas gdy ten produkuje 100.000 megawatów. To tak, jakbyśmy mieli tam na dole bombę atomową”. Teraz skontrastujcie to z „bezprecedensową burzą śnieżną” z 1 czerwca w północno-indyjskim dystrykcie Kishtwar leżącym na terytorium spornym Jammu, której żniwo to co najmniej 25 ofiar śmiertelnych, wiele osób zaginionych oraz straty w żywym inwentarzu. Chociaż region ten jest położony o wiele wyżej niż przybrzeżne równiny Gudżaratu, to o tej porze roku normalne dla tego regionu temperatury oscylują w okolicach 30 st. C.

© EPA - Chmura szelfowa, tworząca po ulewnych deszczu i burzy gradowej obszerny pierścień w Győr, 112 km na zachód od Budapesztu.

Naukowcy z NASA byli oszołomieni obserwując, jak cyklon „Laila” lądując w Sri Lance tworzy komórkę burzową sięgającą na wysokość 11 km, a następnie zrzuca takie ilości deszczu, że pozostawia po sobie ponad pół miliona bezdomnych i zabija 20 osób. W ostatnich latach Europa środkowa kilkukrotnie doświadczyła poważnych powodzi. W maju br. dwumiesięczna suma opadów zalała Węgry i doprowadziła do przymusowej ewakuacji ludności, natomiast w Polsce Wisła osiągnęła poziom najwyższy od 40 lat, a powódź zabiła 9 osób. Mieszkańcy mieli niewiele czasu, żeby się z niej otrząsnąć, nadciągnęły bowiem kolejne intensywne opady, które zmyły autostrady, a wiele węgierskich miast zamieniły w jeziora. W Czechach burze przyniosły powodzie, które zabiły 4 osoby, a Macedonia doznała rozległych szkód pochodzących z zalań, jakich „nie widziano od 30 lat”.

Skąd biorą się te obfite opady atmosferyczne? Naszą hipotezę, że oceany podgrzewane przez podwodne wulkany wyparowują do atmosfery więcej wilgoci, wzmocniła tegomiesięczna spektakularna aktywność wulkaniczna. Przeważająca część poniższych raportów dotyczy wulkanów na lądzie, należy jednak pamiętać, że ogromna większość wulkanów znajduje się pod wodą. Naukowcy generalnie przyznają, że niewiele wiemy o tym, co dzieje się w głębiach oceanicznych. Warto się nad tym zastanowić w świetle eksplozji platformy wiertniczej Deepwater Horizon, która wybuchła wkrótce po tym, jak pracownicy „wykorzystali ciepło [wytworzone w procesie wiązania cementu] do cementacji otworu wiertniczego”. Taka kombinacja lekkomyślnej nierozwagi wobec zasad bezpieczeństwa z presją nadzoru typu  „wiercić, kochaniutki, wiercić”, oznacza brak świadomości, że w odwiercie nagromadził się metanowy lód, który w momencie doprowadzenia do wzrostu temperatury podczas uszczelniania przeszedł w stan gazowy, po czym wystrzelił do góry w postaci rosnących baniek rozprężającego się metanu, który ostatecznie wybuchł na powierzchni oceanu, wysadzając platformę. Pod powierzchnią Ziemi znajdują się znaczne ilości metanu w formie klatratów (hydrat, wodzian metanu, metanowy lód). Cały czas dostajemy raporty o wydostawaniu się tego gazu na powierzchnię. Tuż przed eksplozją Deepwater Horizon wyciek metanu w innej studni wiertniczej zmusił do ewakuacji setki ludzi w Luizjanie. Tylko w ostatnim miesiącu doszło w kopalniach do trzech śmiertelnych eksplozji wywołanych uwalnianiem się metanu.

Ulatniający się metan jest także głównym podejrzanym w eksplozjach o niewyjaśnionej dotąd przyczynie. Wydostawszy się na powierzchnię, rozpręża się i na sporym obszarze pozostawia za sobą ślad w postaci wyraźnego smrodu. Jeśli istnieje jakiś znaczący „gaz cieplarniany”, to jest nim metan. Metan jest również silnie powiązany ze zmianami klimatycznymi w przeszłości:

James Kennett, geolog z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara, który odkrył dowody na masowe wymieranie, jakie miało miejsce 55 milionów lat temu, ostrzega, że „prawdziwym mechanizmem napędzającym zmiany klimatyczne jest topnienie i uwalnianie się hydratu metanu na skalę globalną. Dzieje się to bardzo szybko z geologicznego punktu widzenia, bo w ciągu kilku dziesięcioleci. Ale fluktuacje klimatu na przestrzeni ostatnich kilku tysięcy lat są niewielkie w porównaniu z wielkimi wydarzeniami sprzed 55 milionów lat”.

Tak naprawdę to „wielkie zdarzenia” nie ograniczają się do okresu sprzed milionów lat. Katastroficzna zmiana klimatu wywołana bombardowaniem kometarnym na skalę globalną miała miejsce stosunkowo niedawno – 13000 lat temu. Do katastrofy o zasięgu regionalnym doszło zaledwie 1500 lat temu. Ci naukowcy nie zadają właściwych pytań.

A jeśli uwolnienie metanu spod dna oceanów jest częścią mechanizmu napędzającego zmiany klimatyczne, ale nie czynnikiem przyczynowym tego mechanizmu? Czytelnicy SOTT zapewne znają naszą hipotezę, że katalizatorem okresowego otwierania się powierzchni planety jest czynnik kosmiczny. W miejscach, gdzie naturalne ulatnianie się metanu nie występuje, firmy energetyczne pomagają mu się wydostać, wiercąc głębiej w poszukiwaniu ropy i gazu. Obecnie szyby naftowe i gazowe to doprawdy niebezpieczne miejsca. Następnego fatalnego w skutkach wypadku uniknięto o włos 3 czerwca w Pensylwanii, gdzie wybuch w odwiercie z wykorzystaniem metody frackingu [rozszczelinowywania z wprowadzaniem płynnych chemikaliów] spowodował wyrzucenie w powietrze gazu i płynu ‘frackingowego’ na wysokość 23 metrów. W kolejnej eksplozji metanu w Zachodniej Wirginii spłonęło 7 pracowników szybu.

Z problemem tym powiązane są ciągłe odkrycia podwodnych wulkanów i szybów hydrotermalnych. Pod koniec kwietnia podekscytowani naukowcy ogłosili odkrycie u wybrzeży Kalifornii skupiska asfaltowych wulkanów. Okazało się, że podobnego odkrycia dokonano kilkanaście lat temu w Zatoce Meksykańskiej. Jak na ironię, naukowcy buszowali w Zatoce w poszukiwaniu metanu w dnie morskim. Ci mali Eichmanni z koncernów energetycznych mają zamiar zarobić na tym niezwykle lotnym gazie. Znaleźli go całkiem sporo – wraz z wulkanami. Pojawiła się nawet sugestia, że BP wwierciło się ze swoim szybem w jeden z takich wulkanów. Naszą hipotezę o spowalniającej się rotacji Ziemi wspiera fakt, że pole magnetyczne naszej planety zanika. To niewątpliwie powiązane jest z niedawnymi obserwacjami prędkości płaszcza Ziemi, która okazuje się 20-30 razy większa, niż do tej pory uważano.

Ten islandzki wulkan o niemożliwej do wymówienia nazwie uspokoił się, jednak jego bliski sąsiad tak bardzo się trzęsie, że rząd Islandii wydał ostrzeżenie dla Europejczyków, że należy spodziewać się dalszych zakłóceń związanych z przewidywaną erupcją Katli. Przynajmniej łatwiej będzie podróżnym przeklinać ten wulkan. Nawet jeśli Eyjafjallajokull nie miał nic wspólnego z odwołanymi lotami. W rzeczywistości, aktywność sejsmiczna pod wieloma islandzkimi wulkanami wskazuje, że kilkanaście z nich jest gotowych do wybuchu. Pod koniec maja w ciągu jednego weekendu wybuchły na morzu Beringa dwa wulkany – wulkan Bezimiannyj po stronie rosyjskiej i Cleveland w łańcuchu Wysp Aleuckich. Duża chmura popiołu zakrywająca ponad 11800 km kwadratowych (podobno) zagraża podróżom powietrznym. Bardziej na południe obserwatorzy ostrzegają, że leżąca na granicy Korei Pn. i Chin góra Baekdu, będąca śpiącym wulkanem, okazuje oznaki możliwej erupcji w niedalekiej przyszłości, a w międzyczasie 26 maja doszło do kolejnego silnego wstrząsu u wybrzeża japońskiej wyspy Riukiu.

31 maja na Południowym Pacyfiku wystąpiło trzęsienie ziemi o sile 7,2 w skali Richtera, za którym jeszcze tego samego dnia przyszedł wstrząs wtórny w Vanuatu o sile 6,4 oraz kolejna erupcja wulkanu Yasur, leżącego na najdalej wysuniętej na południe wyspie tego kraju. Yasur na razie tylko dokucza, ale podniesiono mu poziom zagrożenia, ponieważ należy się spodziewać znacznie silniejszej jego aktywności. 31 maja był intensywnym dniem w tym regionie – podwodny wulkan u wybrzeży wyspy Sarigan, niedaleko Północnych Wysp Mariańskich na Pacyfiku, wyrzucił z niebo chmury popiołu i pary wodnej na ponad 12,5 km, a dwa silne trzęsienia ziemi nawiedziły wyspę Andaman i Filipiny. Nieco wcześniej inne trzęsienie o sile 7,2 odnotowano w Indonezji u wybrzeży północnej Sumatry, a po tygodniu doszło do wielokrotnych erupcji góry Baru Jari leżącej na wyspie Lombok, w pobliżu Bali, które wyrzuciły popiół i lawę na wysokość 1500-2000 metrów.

© Associated Press - Erupcja ekwadorskiego wulkanu Tungurahua

Zachodnia półkula również kołysze się i zatacza. W ciągu kolejnych dni maja doszło do dwóch olbrzymich erupcji w Ekwadorze i Gwatemali, a obydwa wybuchy poprzedzone były erupcją wulkanu Arenal na Kostaryce 24 maja, gdzie tydzień później wystąpiło silne trzęsienie ziemi. W ciągu całego miesiąca doszło do jeszcze trzech innych, godnych uwagi trzęsień – w Puerto Rico, Peru i Brazylii. Aktywność ekwadorskiego wulkanu Tungurahua narastała od 1999 roku, aż 27 maja wyrzucił on długi na 7 km pióropusz popiołu, przyprószając pobliskie miasta, co jest jak na razie największą erupcją w 2010 roku. Gwatemalski wulkan Pacaya leży tylko 15 km na południe od stolicy, więc jego erupcja 28 maja stała się powodem sporego zamętu, kiedy to 8-centymetrowe pokłady czarnego popiołu pokryły południowe dzielnice miasta i wymusiły zamknięcie międzynarodowego lotniska. Tysiące osób mieszkających w pobliżu wulkanu trzeba było ewakuować, zginęła co najmniej jedna osoba. Anibal Archila, reporter telewizyjny, zginął tragicznie przysypany płonącymi skałami, gdy podszedł za blisko wulkanu. Stał przed rzeką lawy i palących się drzew podczas kręcenia programu dla lokalnej telewizji, przekazując widzom, jak bardzo jest tam gorąco. Biorąc pod uwagę, że do jednoczesnych erupcji wulkanów doszło w tym samym regionie i tym samym czasie, a obydwie były większe niż kwietniowe wybuchy na Islandii, które na tydzień wstrzymały loty, powinniśmy się spodziewać, że podobne kroki zostaną przedsięwzięte i w Ameryce Centralnej. Nic z tego, a Associated Press miała tylko tyle do powiedzenia na ten temat: „W następstwie żadnej z tych erupcji nie oczekiwano zakłóceń na lotniskach w sąsiadujących państwach, jak miało to miejsce w Europie po wybuchu islandzkiego wulkanu Eyjafjallajokul”. Dlaczego? Ponieważ popiół z Ameryki Łacińskiej jest najwidoczniej „inny” niż popiół europejski. Oczywiście! Europejski popiół wulkaniczny jest „lżejszy”, więc rzekomo wisi sobie w powietrzu dłużej. Nonsens – europejska chmura pyłu była niewidzialna, ponieważ była całkowitą fikcją. Realna Władza najwyraźniej nie jest zainteresowana zamknięciem przestrzeni powietrznej na zachodniej półkuli.

Na przestrzeni jednego tygodnia USGS odnotowało ponad 900 trzęsień ziemi w południowo-zachodniej części USA. Większość z nich to mini-trzęsienia, ale dwa miały siłę 3,7 stopnia – jedno w hrabstwie San Diego a drugie we wschodnim Feniks w Arizonie. W USA w stosunku do 12 wulkanów, z superwulkanem Yellowstone w Wyoming włącznie, ogłoszono status zagrożenia.

Z całkowicie skompromitowanym globalnym ociepleniem wytworzonym przez człowieka (AGW), nasze serce ogrzało oświadczenie Towarzystwa Królewskiego (Royal Society), że zrewiduje ono swoje publiczne stanowisko dotyczące zmian klimatycznych. Jednakże, jak wskazuje „The Telegraph”:

Postęp ten nie oznacza oczywiście, że Królewskie Towarzystwo zostaje zwolennikiem klimatycznego sceptycyzmu. Wręcz przeciwnie, bardzo niechętnie modyfikuje ono swoje stanowisko, aby dostosować się do tych swoich Kolegów, którzy przyjmują bardzo naukowe stanowisko i uważają, że w przypadku niedowiedzionych jeszcze hipotez pewien stopień agnostycyzmu jest dobrą praktyką. Jednakże to wycofanie się z absolutnie ortodoksyjnej pozycji w kwestii globalnego ocieplenia niewątpliwie głęboko zaniepokoi lobby AGW. Przez lata nie było zacieklejszego orędownika teorii AGW niż Królewskie Towarzystwo. Lord May, jego poprzedni prezydent, notorycznie mówił: „debata na temat zmian klimatycznych jest zakończona”.

© Time Magazine - Okładka magazynu „Time” z 31 stycznia 1977 roku z artykułem zatytułowanym „Następna Epoka Lodowcowa?”

W tym miesiącu, podczas IV Międzynarodowej Konferencji Zmian Klimatycznych w Chicago, dwa znaczące głosy w sprawie zmian klimatycznych dołączyły do poparcia teorii globalnego ochłodzenia. Amerykański geolog, dr Don Easterbrook, powiedział na konferencji, że wszelkie ocieplenie klimatu, jakie miało miejsce w poprzednim dziesięcioleciu, już się skończyło i teraz spodziewamy się szybkiego ochłodzenia „przez następne 2-3 dekady, które będzie o wiele bardziej niszczące niż mogło być globalne ocieplenie”. W międzyczasie Habibullo Abdussamatow, szef badań kosmicznych w Obserwatorium Astronomicznym Pułkowo w Sankt Petersburgu, na podstawie korelacji aktywności plam słonecznych i globalnych temperatur przewidział, że następna epoka lodowcowa może rozpocząć się w 2014 roku. Nie spodziewamy się specjalnie, że ktoś poda do wiadomości publicznej to, co jest dla nas rażąco oczywiste – że to kometarne oddziaływanie z wewnętrzną częścią Układu Słonecznego jest katalizatorem obserwowanych zmian aktywności słonecznej oraz klimatu.

© Anthony Wesley - Popatrzcie na dramatyczną zmianę, jaka zaszła na planecie w ciągu niecałego roku. Południow pas równikowy (SEB) zanikł, pozostał tylko pas północny (NEB), widoczny przez niewielki teleskop.

A jak już przy tym jesteśmy, w kosmosie także szykuje się na burzę. WISE czyli szeroko-zakresowy podczerwony teleskop kosmiczny NASA – stacja monitorująca ‘kosmiczną pogodę’ – skanuje niebo ze swojej biegunowej orbity. Jego podczerwony szperacz znajduje coraz więcej asteroid i komet. Do 24 maja 2010 roku WISE wypatrzył ponad 60 000 asteroid. Zaobserwował ponad 70 komet, z czego 12 nowych, i około 200 obiektów przelatujących blisko Ziemi (NEO), w tym ponad 50 nowych. A przynajmniej takie liczby publikuje NASA. Opierając się na często otrzymywanych przez nas raportach o bolidach i meteorach, te liczby są zapewne o wiele wyższe. Wczesnym rankiem 10 maja spektakularny bolid obudził mieszkańców USA od Wisconsin po Maryland. „Jasno pomarańczowe i zielone światło przesuwało się powoli” po nieboskłonie, „gubiąc po drodze wypalające się fragmenty”. Dwa dni później dostrzeżono meteor podróżujący w przeciwnym kierunku i zostawiający na niebie smugę nad Kolumbią Brytyjską i Albertą. Świadkowie opisywali „błyskające smugi światła trwające przez pół sekundy” poprzedzające główną atrakcję – światło, które „było bardzo jasne i przesuwało się po niebie dość powoli”, zanim rozpadło się na wiele małych kawałków. „To było absolutnie fantastyczne. Coś jak z filmu Armageddon.” W nocy 16 maja „bardzo wolny” meteor, „nie związany z żadnym znanym deszczem”, został sfotografowany nad Kolorado. Dwa dni później kamery NASA, umieszczone w Centrum Lotów Kosmicznych Marshall i Centrum Nauki Hrabstwa w pobliżu Chickamauga w Georgii, śledziły wejście dużego meteoru gdzieś nad północno-wschodnią Alabamą. Pomimo braku jakichkolwiek doniesień o burzach na tamtym obszarze, 22 maja mieszkańcy Pensylwanii zgłaszali „silny huk, jak przy wybuchu”, który zatrząsł domami. Później wybuch przypisano meteorowi, który uderzył w pole kukurydzy i pozostawił spaloną ziemię. 26 maja natomiast, bardzo jasny meteor eksplodował nad El Paso w Teksasie, a tego samego dnia o zachodzie słońca obserwatorów w Kanadzie zachwycił kolejny, powoli poruszający się bolid.

Obiektywna rzeczywistość na prawo i lewo

Nasz świat umiera. Zatruliśmy powietrze, zanieczyściliśmy rzeki i wyjałowiliśmy ląd. Choć prawdą jest, że niektórzy są bardziej odpowiedzialni od innych, to jak mawiał bohater filmu „V jak Vendetta”, jeśli chcesz poznać prawdę, musisz tylko popatrzeć w lustro. Teraz, kiedy macie wiedzę o psychopatach i ich biologicznym celu, jakim jest zniszczenie całej kreacji, najprawdopodobniej zadajecie sobie pytanie: „Co mogę na to poradzić?” To nie wasza wina, że kontrolę nad planetą przejęły maszyny, nie byliście świadomi ich istnienia, choć zawsze podejrzewaliście, że coś jest nie w porządku. Urodziliśmy się niewolnikami i dorastaliśmy wierząc, że jesteśmy wolni. W pewnym sensie jesteśmy. Mamy wolność wyboru. W każdej chwili każdego dnia. Możemy chołubić iluzję rzeczywistości wprogramowaną nam przez wychowanie, edukację i rząd. Ale możemy też wybrać rozpoznanie znaków, które wzywają do zrozumienia, że nie znajdziemy nadziei niesłusznie ufając starym sposobom myślenia i postępowania. Jak na górze, tak i na dole. Niektórych tak przeraża możliwość utraty kontroli, że wolą anihilację od zmiany. Weźmy chociażby niezwykły wzrost przypadków nożownictwa z początku maja. Wiele z tych brutalnych i przedziwnych zachowań zdarzyło się ludziom, którzy poprzednio nie wykazywali skłonności do takich czynów. Jednak coś w nich domaga się snu za wszelką cenę.

Jakiś potwor tu nadchodzi. Jakimi wyłonimy się po drugiej stronie, zależy od naszej umiejętności widzenia, co się dzieje wokół. Dla tych z nas, którzy przystaną na zmianę i stawią czoła nieznanemu, nadzieja w sercach zostanie zwielokrotniona poprzez próby pomocy innym w tej ciemnej godzinie. Nasza siła leży w naszej społeczności. W pojedynkę zginiemy, ale wspólnie możemy osiągnąć wszystko.

© Frank Laumen - Krąg zbożowy w pobliżu Stonehenge w Wiltshire, zgłoszony 9 maja 2010

– –

Ten artykuł jest przekładem oryginału zamieszczonego w języku angielskim na stronie:

dokonanym przez polskich tłumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.

Materiał ten został opublikowany przez SOTT.NET – projekt Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala się na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz żródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

Advertisements

Dodaj komentarz »

Brak komentarzy.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: