PRACowniA

13 Lipiec 2010

Łączenie Punktów: Zemsta Izraela, broń jądrowa i ekobójstwo w Zatoce (1)

Filed under: Różne — iza @ 13:08
Tags: , , , ,

Sott Editors
Sott.net
08 czerwca 2010 11:16 EDT

© Reuters/Luke MacGregor - Propalestyńscy demonstranci protestują 1 czerwca przed izraelską ambasadą w Kensington, w zachodnim Londynie

Samospełniające się proroctwo Izraela zbliżyło się w maju do celu, kiedy zsunęła się izraelska fasada normalności i świat zobaczył prawdziwą naturę syjonistycznego projektu na Bliskim Wschodzie. Masakra niewinnych ludzi na pokładzie „Mavi Marmara” rozogniła obywateli globalnej wioski i ich żądania ostatecznego zakończenia oblężenia Gazy. Zważywszy jednak na oficjalnie potwierdzony przez ONZ fakt, że Izrael jest po zęby uzbrojony w broń jądrową, szaleństwo tego państwa jest dużo bardziej niebezpieczne. Gotowość do skorzystania z tej broni „na drodze oszustwa” wzmacnia prawdopodobieństwo sabotażowego ataku nuklearnego, przeprowadzonego dla pomszczenia nieistniejącej wiktymizacji „Światła Narodów”.

Zanalizujemy ostatnie absurdalne przypadki „krajowego terroryzmu” w USA, które miały miejsce w Nowym Jorku w przeddzień doniosłych dyskusji na temat rozbrojenia jądrowego, a także uknucie przez Koreę Północną zatopienia południowokoreańskiego okrętu „Cheonan”. Czy w obydwa wydarzenia zaangażowany był Izrael? Histeria wywołana przez te dwa ataki oraz szczególny czas, w którym je przeprowadzono, z pewnością oznaczają, że komuś zależy na odciągnnięciu uwagi od posunięć na wiellkiej szachownicy. To nie błazeńskie wysadzenie w powietrze samochodu na Times Square było w ubiegłym miesiącu prawdziwym aktem terrorystycznym w Nowym Jorku. To finansowi terroryści trzymali rząd USA w roli zakładnika, dopóki ten nie odwołał swojej decyzji, aby ukrócić zorganizowaną przestępczość na Wall Street. Czy podobnie wymyślono kryzys związany z zadłużeniem w strefie euro?

Zniszczenia w rejonie Zatoki Meksykańskiej są większe niż po  „obamowym huraganie Katrina”. To zbrodnia przeciwko Naturze, której można było łatwo uniknąć. Ziemia będzie się wykrwawiać, cieknąc olejem dopóty, dopóki dostatecznie wielu ludzi nie obudzi się ze snu. Wybuch metanu przy platformie wiertniczej Deepwater Horizon jest kolejnym sygnałem alarmowym wskazującym na niebezpieczeństwo naszego wszechobecnego i upartego myślenia życzeniowego na temat otaczającego nas świata, naszej w nim roli i konsekwencji oddania władzy w ręce najmniej zdolnych do jej używania w odpowiedzialny sposób. Jednocześnie Natura robi swoje, planeta nie przestaje się otwierać, a pęcherzyki metanu wydostają się na powierzchnię. Mieliśmy też co najmniej trzy wybuchy wulkanów, przy których skarłowaciało nagłośnione w ubiegłym miesiącu przedstawienie w wykonaniu Eyjafjallajökull. Z kolei zachowanie wielu innych wulkanów doprowadziło do ogłoszenia dla nich stanów alarmowych.

Z ważnymi wydarzeniami o znaczeniu globalnym mamy ostatnio do czynienia niemal na codziennie. Podczas gdy niektóre z nich można uznać za „zjawiska naturalne” – co świadczy o chaotycznym stanie naszego świata – inne mają rozmyślnie prowadzić do zwiększenia chaosu i odwrócić uwagę od rozpaczliwych manewrów naszych wewnątrzgatunkowych drapieżników, mających na celu utrzymanie kontroli nad gwałtownie zmieniającym się środowiskiem. Żaden czyn nie jest dla nich zbyt odrażający, żadne kłamstwo zbyt wielkie. Naród tajlandzki być może przegrał bitwę ze swoim patokratycznym rządem, ale ich walka o sprawiedliwość prowadzona przeciwko faszystowskim siłom znajduje odbicie w fali słusznego gniewu Greków, którzy nie podporządkują się w milczeniu dyktatom pozbawionych twarzy finansowych terrorystów, a także w rozchodzącej się po całym świecie fali obrzydzenia wobec barbarzyństwa Izraela.

Połączmy punkty majowego zamieszania…

Zemsta Izraela

Statek MV „Rachel Corrie”, wysłany do Aszdodu po brutalnym przechwyceniu go przez izraelską marynarkę wojenną

Flotylla okrętów, która wyruszyła w zeszłym tygodniu (tj. ostatnim tygodniu maja – przyp.) z Grecji, Turcji oraz Irlandii, była najnowszą i największą próbą przełamania blokady Strefy Gazy oraz nagłośnienia ludobójstwa grożącego Palestyńczykom ze strony Izraela. Ostatnia taka próba w 2008 roku zakończyła się klęską, kiedy izraelskie okręty staranowały statek „Dignity” w przeddzień operacji Płynny Ołów. „Didnity” ledwo udało się dopłynąć do portu w Libanie. Na jej pokładzie znajdowała się laureatka Pokojowego Nobla, Mairead Maguire, a także kandydatka Partii Zielonych na prezydenta USA, Cynthia McKinney, wraz z członkami europarlamentu oraz wolontariuszami. Jeżeli więc Izrael bez skrupułów usiłował zamordować takich dygnitarzy na międzynarodowych wodach, jakie są szanse, że następnej wyprawie nie grozi podobny okrutny los?

Miesiące żmudnych przygotowań, by misja mogła się odbyć, są świadectwem odwagi i skrupulatności owej garstki, która postanowiła dać przykład i pomóc Palestyńczykom. Przerwanie blokady Strefy Gazy tak naprawdę na wiele sposobów odnosi się do wyzwolenia z kajdan ludzkiej świadomości. Szok i odraza bowiem, wywołane izraelską rzezią na morzu, pobudziły świat do działania, dając nam nadzieję, że nawet niewielkie, ale za to wytrwałe wysiłki odbiją się szerszym echem w niespodziewany sposób.

Jeden z redaktorów SOTT rozmawiał podczas spotkania w ratuszu miejskim z kapitanem statku należącego do konwoju, który opowiedział o wcześniejszych wyprawach flotylli do tego więzienia pod gołym niebem. To, co wtedy zobaczył, tak nim wstrząsnęło, że przysiągł powrócić tam ze statkiem pełnym materiałów budowlanych oraz podstawowego sprzętu medycznego dla bezdomnych, umierających mieszkańców Strefy Gazy.

Nasz redaktor był nastawiony sceptycznie co do szans powodzenia takiej misji. Argumentował, że nawet gdyby wolontariusze zebrali fundusze na zakup statku towarowego oraz na zapełnienie go tonami potrzebnych materiałów, Izraelczycy nie wpuszczą ich w pobliże Gazy. Kapitan i załoga doskonale to wiedzieli, zwłaszcza po doświadczeniach z okrętami „Dignity”, a potem „Spirit of Humanity”, kiedy to w czerwcu 2009 roku zostali porwani i więzieni przez izraelską marynarkę. Mimo to postanowili ponownie wyruszyć. Jeśli by nie udało się fizycznie przerwać blokady Strefy Gazy, przynajmniej zwrócą uwagę świata na dokonywane tam zbrodnie przeciwko ludzkości. Dzięki współpracy z innymi ugrupowaniami z całego świata, uzyskali potrzebne wsparcie. A dzięki małej pomocy „z góry” w postaci obniżonej ceny statku towarowego, zdobyli także środek transportu i pożądany ładunek. Zainspirowane jej wysiłkami, inne grupy z USA, Turcji, Szwecji i Grecji dołączyły do flotylli, która w kwietniu liczyła już 8 statków z ponad 700 wolontariuszami, dziennikarzami i dygnitarzami z państw od USA po Malezję i od Norwegii po Republikę Południowej Afryki i była gotowa do wspólnej misji do Gazy.

© All Voices - Izraelski premier Benjamin Netanjahu przyjmuje w Tel Awiwie Szefa Sztabu Białego Domu, Rahma Emanuela (26 maja)

Może i nie powinniśmy być zaskoczeni reakcją Izraela. W końcu grozili wysłaniem „połowy” swojej marynarki, by zatrzymać flotyllę. Wśród bohaterów z Flotylli Wolności był Amerykanin, Joe Meadors. To był drugi raz, gdy Izraelczycy zaatakowali go na morzu. 43 lata wcześniej był on członkiem załogi USS „Liberty” – okrętu armii amerykańskiej, zaatakowanego przez izraelskie myśliwce i torpedowce w czasie Wojny Sześciodniowej w 1967 roku, jednego z niezliczonych konfliktów wywołanych przez Izrael. Zginęło wtedy 34 Amerykanów, a ponad 170 zostało rannych. Jego rząd próbował zapomnieć o tym haniebnym incydencie, ale Joe nigdy nie zapomniał. Izraelska kampania dezinformacji ruszyła tydzień przed najnowszą rzezią, gdy tamtejszy minister spraw zagranicznych przekazał izraelskiej prasie, że „Izrael nie pozwoli naruszyć swojej suwerenności na morzu” i że „w Strefie Gazy nie ma żadnego kryzysu humanitarnego”, ponieważ Izraelowi, rzecz jasna, niczego tam nie brakuje. Zaraz potem, nocą 26 maja, izraelskie samoloty zbombardowały lotnisko w Gazie i całkowicie zniszczyły tamtejszy meczet. Izraelczyków zaś zalewała propaganda o tym, że więźniom w Gazie wiedzie się dobrze jak nigdy dotąd, a Turcja trzyma teraz z wrogami, którzy stoją za ową podstępną próbą „dostarczenia broni Hamasowi”. 27 maja dowódca izraelskiej marynarki uprzedził swych podwładnych o nadchodzącej operacji wojskowej, której celem będzie przechwycenie Flotylli Wolności. Przypadkowo był w tym czasie w Izraelu szef administracji Obamy Rahm Emmanuel, mając spotkać się z głównymi psychopatami, Netanjahu i Peresem. Z kolei Netanjahu w marcu był z wizytą w Białym Domu, gdzie doszło do (zainscenizowanej?) sprzeczki, spowodowanej nieustanną kolonizacją Zachodniego Brzegu przez Izrael. Możemy tylko domyślać się, że Emmanuel przybył do Izraela, aby dać zielone światło dla wydarzeń, które miały niebawem nastąpić.

Flotylla Wolności planowała zatrzymać się na Cyprze celem zabrania kolejnych pasażerów przed wyruszeniem w stronę Strefy Gazy. Jednak wkrótce kilka łodzi padło ofiarą sabotażu, w związku z czym co najmniej dwie z nich musiały przerwać podróż. Następnie władze greckiej części Cypru nie dotrzymały umowy z organizatorami misji, w ostatniej minucie zabraniając konwojowi wpłynięcia na ich wody terytorialne, zmuszając uszkodzone łodzie, by udały się na północ wyspy, gdzie tureckie władze zezwoliły na zabranie pasażerów. Patrząc wstecz, warto by zapytać, czy greckie władze na Cyprze wiedziały, że coś się szykuje? Greccy i cypryjscy członkowie konwoju byli wściekli na ewidentną zdradę ich rządów, ale być może tamtejsze władze postąpiły tak, bo wolały umyć ręce, zanim dojdzie do masakry?

Izraelska propaganda przeszła samą siebie, próbując uzasadnić bezprawne czyny Izraela brakiem pewności co do tego, czy na pokładzie statków nie będzie broni. Otóż ładunek „Mavi Marmara” został dokładnie sprawdzony przez tureckich celników: na pokładzie nie było żadnej broni palnej ani „broni przemycanej dla Hamasu”. Ramzi Kysia z ruchu Free Gaza opisał wzorowe działania wolontariuszy, mające zapewnić o ich czystych intencjach:

© Spyraal

Wszystkie statki zostały gruntownie przeszukane przez władze portowe w Grecji i Turcji, zanim ruszyły w drogę. Ponadto wynajęto prywatną firmę ochroniarską, by ponownie przeszukała statki i potwierdziła brak broni na pokładzie. Wszyscy pasażerowie przeszli szkolenie w niestosowaniu przemocy, a do tego zostali przed wejściem na pokład przeszukani. Rząd Turcji, państwa członkowskiego NATO, zbadał tożsamość wszystkich członków załogi, aby upewnić się, że nikt nie ma powiązań z ekstremistycznych ugrupowaniami. Wszystkie te zapobiegawcze środki podjęto celowo, tak by nie dać członkom izraelskiej propagandy możliwości do postawienia zarzutu Flotylli Wolności, jakoby stanowiła jakiekolwiek „ryzyko dla bezpieczeństwa” Izraela.

Dzięki przekazowi satelitarnemu z „Mavi Marmara” oraz urządzeniom GPS, każdy mógł zobaczyć na żywo dokładną lokalizację flotylli po wejściu na stronę grupy.

Gdyby wersja wydarzeń Izraelczyków była prawdziwa, nie musieliby blokować komunikacji w tamtym rejonie. Flotylla zapewniła liczne kanały komunikacji na znak otwartości i dobrej woli. Wolontariusze robili wszystko co w ich mocy, by pokazać, że nie mają nic do ukrycia. Izrael jednak woli działać w ciemnościach. Nie chcemy, by świat widział jak odwalamy brudną robotę, czyż nie? Toteż „zakryli” całą strefę, zapewniając sobie „czystą tablicę”, by później mogli głosić swoją wersję wydarzeń.

© Kalbimin Şehri Kudüs - Jeden z Turków zamordowanych przez izraelskich komandosów

Początkowo twierdzili, że to wolontariusze pierwsi otworzyli ogień. Kiedy nikt poza Stanami tego nie kupił, oznajmili, że ich komandosi byli uzbrojeni wyłącznie w „broń na pociski z farbą”, a niektórzy mieli dodatkowo pistolety, przy czym dwa z nich zabrali wolontariusze i użyli ich przeciwko izraelskim żołnierzom (którzy dopiero wtedy odpowiedzieli ogniem w  „obronie własnej”). Wyczuwając może, że świat nie kupił i tego scenariusza, porzucili kwestię „kto zaczął” i postanowili skupić się na innej „broni” znalezionej na pokładzie. Tak więc do mediów trafiły zdjęcia szklanych kulek, proc, noży, kamizelek kuloodpornych (dla efektu przyozdobionych naszywkami z flagą Turcji) oraz szlifierek kątowych. Jednak metadane zdjęć ujawniły, że zostały one zrobione na długo przed owymi wydarzeniami. Jak na razie jedyną „bronią” na pokładzie „Mavi”, potwierdzoną przez kogokolwiek, były kawałki poręczy statku, których użyli niektórzy wolontariusze do obezwładnienia komandosów po tym, jak wielu z ich towarzyszy skoszono seriami z broni automatycznej, po czym pozostawiono leżących w kałużach krwi. Jeden z wolontariuszy, Ken O’Keefe, pół-Irlandczyk, pół-Amerykanin, służący wcześniej w marines, nadal był cały we krwi po torturach zadanych mu przez izraelskich agentów trzymających go w porcie Aszdod, gdy po przybyciu na lotnisko w Stambule opowiadał prasie, że wolontariusze rzeczywiście rozbroili co najmniej trzech izraelskich komandosów:

Powiedziałem to wyraźnie izraelskim agentom, prawdopodobnie z Mossadu czy Szin Bet, i powtarzam to teraz, że w dzień ataku istotnie, brałem bezpośredni udział w rozbrajaniu dwóch izraelskich komandosów. To było siłowe przejęcie broni od tych komandosów, ponieważ zdążyli zastrzelić moich dwóch braci [tzn. członków załogi – przyp.], których ciała widziałem wcześniej tamtego dnia. Jeden z zabitych miał ślad po kuli na środku czoła, co wyglądało na egzekucję. Wiedziałem, że komandosi wtedy już kogoś zamordowali, gdy jednemu z nich zabierałem pistolet kalibru 9mm. Miałem ten pistolet w ręku i jako były marine, przeszkolony w posługiwaniu się bronią, bez najmniejszego problemu mogłem wystrzelić do komandosa, który mógł być mordercą jednego z moich braci. Ale ani ja, ani nikt inny z obrońców statku tego nie zrobił. Zamiast tego wyjąłem naboje, ostre naboje, i oddzieliłem je od pistoletu, a samą broń schowałem. Zrobiłem tak licząc, że zdołamy odeprzeć ten atak i okażemy broń jako dowód w procesie przeciwko izraelskim władzom o masowe morderstwo.

© Ali Abunimah - Turecki dziennik "Hurriyet" ujawnił zdjęcia rozbrojonych izraelskich komandosów, otrzymujących opiekę medyczną od wolontariuszy z flotylli

Odebraliśmy też od innego komandosa karabin, który jeden z braci chyba wyrzucił do morza. Ja i setki innych znamy prawdę, która robi pośmiewisko z dzielnych i moralnych żołnierzy izraelskich. Pod naszą kontrolą było trzech całkowicie rozbrojonych i bezbronnych komandosów. Ci chłopcy byli zdani na naszą łaskę, byli poza zasięgiem swoich kolegów-morderców, otoczeni przez ponad 100 mężczyzn wewnątrz statku. Patrzyłem w oczy tej trójce chłopców i mówię wam, mieli w nich strach przed Bogiem. Patrzyli na nas, jakbyśmy byli tacy jak oni, i nie mam co do tego wątpliwości, oni nie wierzyli, że przeżyją tamtego dnia. Wyglądali jak przerażone dzieci przed obliczem znęcającego się ojca.

Ale nie spotkali przeciwnika bezlitosnego jak oni. Zamiast tego kobiety udzieliły im pierwszej pomocy, a ostatecznie zostali wypuszczeni, co prawda poturbowani i z siniakami, ale żywi. W każdym razie zdatni do życia już następnego dnia. Mogli poczuć słońce nad głowami, uściskać swoich bliskich. W przeciwieństwie do tych, których zamordowali. Pomimo żalu nad stratą naszych braci i uczucia wściekłości wobec tych chłopców, puściliśmy ich wolno. Izraelskie prostytutki propagandy mogą pluć swoją obrzydliwą żółcią ile tylko chcą. To komandosi są mordercami, my jesteśmy obrońcami i podjęliśmy walkę. Walkę nie tylko o nasze życie, o nasz ładunek czy życie Palestyńczyków, lecz także walkę o sprawiedliwość i człowieczeństwo. Mieliśmy do tego wszelkie prawo.

Warto przeczytać całą relację O’Keefe’a. Także zeznania członkini Knesetu, Hanan al-Zubi, oraz dziennikarza Al Dżaziry, Jamala Elshayyala, wyraźnie kontrastują z kłamstwami Izraela: zaraz po 4 nad ranem czasu lokalnego, w poniedziałek 31 maja dwa izraelskie okręty zbliżyły się do „Mavi” przebywającego na wodach międzynarodowych, każdy z jednej strony. Wystrzeliły następnie w stronę pokładu gaz łzawiący i stalowe pociski obłożone plastikiem. Nad statkiem kążyły najpierw jeden, potem dwa helikoptery, zrzucając na pokład kombinację bomb dymnych, gazowych i błyskowych, po czym wystrzeliły ostrą amunicję z broni maszynowej, zalewając nieuzbrojonych cywilów gradem kul. Następnie z trzeciego helikoptera na pokład zaczęli opuszczać się na linach komandosi. Ktoś spośród przerażonych wolontariuszy, którzy bali się, że zostaną zamordowani na pełnym morzu bez jakichkolwiek świadków, ruszył na schodzących na pokład komandosów, rozbrajając co najmniej dwóch z nich. Po tym wolontariusze musieli kryć się przed kolejną serią z broni maszynowej i wybuchającymi bombami błyskowymi (których dźwięk niczym nie różni się od wybychającego granatu). To była dopiero pierwsza runda. Terror wcale się na tym nie skończył. Liczni pasażerowie zostali następnie zaatakowani bronią elektryczną, przykładano im do głowy pistolety, kiedy izraelscy terroryści odmówili zapewnienia opieki medycznej rannym. Pewnego Australijczyka pozostawiono, by wykrwawił się na śmierć, przeżył tylko dzięki udzieleniu mu pierwszej pomocy przez jego żonę.

© Kalbimin Şehri Kudüs

Rozbieżności między liczbą zabitych w relacjach Izraela, który podał liczbę 9 osób, oraz zeznaniach aktywistów – ci mówili o 20 ofiarach – mogły mieć przerażającą przyczynę – świadkowie widzieli, jak co najmniej czterech rannych wyrzucono za burtę, tak więc któraś z ofiar równie dobrze mogła podzielić ich los. Autopsja ciał 9 zabitych Turków ujawniła, że wszyscy zginęli od strzału z bliska, a pięciu z nich miało ślady po kulach na głowie. Dr Haluk Ince, przewodniczący tureckiej rady medycyny sądowej (ATK), powiedział: „Około 20 cm, tyle wynosiła najmniejsza odległość strzału. Tylko w jednym przypadku w ciele był pojedynczy ślad po kuli. Pozostałych osiem ciał ma wiele ran postrzałowych. [Mężczyzna zabity jednym strzałem] został trafiony w środek czoła strzałem z daleka”. Najstarszą ofiarą był 60-letni Ibrahim Bilgen, turecki polityk, inżynier i działacz, ojciec sześciorga dzieci. Jeden strzał otrzymał w prawą skroń, drugi w prawą stronę klatki piersiowej, następny w plecy, i jeszcze jeden w biodro. Najmłodszy spośród zabitych, 19-letni obywatel USA Furkan Dogan, został trafiony 4 razy w głowę i raz w klatkę piersiową, najpewniej z bliskiej odległości.

Pośród całego tego chaosu wolontariusze znaleźli listę, która musiała wypaść z kieszeni któremuś z komandosów. Zawierała nazwiska i zdjęcia osób znajdujących się na pokładzie, które miano zlikwidować. To by tłumaczyło, dlaczego tych mężczyzn zastrzelono z bliskiej odległości, niektórych gdy leżeli w łóżkach. W jakiś ponuro logiczny sposób, nabiera sensu to, że Izrael traktował swoją akcję jak misję wojskową. Przebywający na pokładzie dziennikarz Press TV powiedział, że pierwszą ofiarą śmiertelną był „człowiek, który pomagał prasie uzyskać na statku dostęp do Internetu, jego obowiązkiem była opieka nad laptopami”. Izraelski żołnierz podszedł do tego mężczyzny i wypalił mu z broni prosto między oczy. Był on pierwszy do odstrzału w ramach początkowej fazy operacji, polegającej na „zneutralizowaniu” na statku wszelkiej łączności. Wskazuje to ponownie, że komandosi mieli przygotowany plan zlikwidowania określonych członków załogi. Michel Chossudovsky silnie podejrzewa udział wspierającego pod tym względem Izraelczyków amerykańskiego wywiadu.

© Unknown - Z miłości dla Palestyny: W Stambule odbywają się olbrzymie marsze ku czci zamordowanych członków załogi "Mavi Marmara"

Izraelski „płaszcz komunikacyjny” narzucony na flotyllę okazał się jednak nie do końca szczelny. Dziennikarzowi Al-Dżaziry udało się bowiem nadać przekaz telewizyjny z „Mavi Marmara”, zaraz po brutalnym wtargnięciu komandosów na pokład. Wkrótce pojawiła się niepotwierdzona wiadomość o 20 zabitych i wielu rannych. Dlaczego wobec „Mavi Marmara” zastosowano tak drastyczne środki? Izraelski pułkownik powiedział tamtejszym mediom, że „konieczne było zajęcie statku, ponieważ był zbyt duży, by go zatrzymać”. Chociaż wśród pasażerów mniejszych łodzi nie było ofiar śmiertelnych, powracający wolontariusze mówili o użyciu granatów ogłuszających także wobec ich statków, zanim komandosi wpadli na pokład, bijąc pasażerów do nieprzytomności. Ich powieki przyklejono taśmą do brwi, na głowy nasadzono im kaptury, a ręce skuto tak mocno, że nie dochodziła do nich krew. Następnie przewieziono ich do Izraela, gdzie znowu ich bito, zmuszono do trwania w niewygodnych pozycjach w palącym słońcu, pozbawiono wszystkich rzeczy osobistych i kazano podpisać fałszywe zeznania, jeśli chcą jeszcze zobaczyć swoje rodziny. Mediom nie pozwolono odbyć rozmowy z zatrzymanymi wolontariuszami. Ich wersja wydarzeń dopiero wyłania się kawałek po kawałku wraz z ich stopniowym uwalnianiem dzięki dyplomatycznym naciskom ze strony ich krajów.

Przedstawiciele izraelskich mediów tworzą nawet powiązania flotylli z mityczną „Al-Kaidą”, w oparciu o „informacje” dostarczone przez duńskie służby, oskarżające turecką organizację humanitarną IHH o „finansowanie międzynarodowego terroryzmu”. A to już ciekawe, ponieważ duński wywiad od dawna wykonuje dla Mossadu brudną robotę w Europie. W książce „Drugie oblicze zdrady”, będącej kontynuacją autobiograficznych „Wyznań szpiega”, były agent Mossadu Viktor Ostrovsky opowiada o swoich doświadczeniach z pracy przy „duńskim biurku”.

Z tego, co znalazłem w dokumentach duńskich tajnych służb widać było, że mieliśmy w Danii „dobrego przyjaciela”, znacznie milszego i chętniejszego do współpracy z nami [Mossadem] niż izraelski Szabak. Duńczycy mieli niewielki wywiad, pragnący grać w największych ligach, jednak nie posiadali tego „know-how” ani też zaplecza finansowego. Z drugiej strony, mogli zbierać informacje w samej Danii i robić rzeczy, o których my mogliśmy tylko marzyć. Toteż w zamian za załatwianie naszych spraw, my zapewnialiśmy im poczucie ważności.

Światowe oburzenie na nikczemne występki Izraela zostało niestety osłabione, wraz z uruchomieniem wielkiej machiny PR, będącej częścią syjonistycznej propagandy, zwanej Hasbara. Dopóki ludzie nie pojmą tej prostej prawdy, że Izrael zawsze kłamie, nawet wtedy gdy mówi prawdę, jego kłamstwa znajdą jakieś miejsce, by zagnieździć się w ich umysłach. Wstrzymując ujście jakichkolwiek informacji na temat liczby zabitych i rannych, nie dopuszczając prawników ani przedstawicieli konsulatów do więźniów, cenzurując wiadomości o stanie ich zdrowia, kradnąc ich rzeczy osobiste i zasadniczo odcinając ich od świata zewnętrznego, Izrael stworzył tym sposobem próżnię informacyjną, w którą wepchnął własną wersję wydarzeń, przy pomocy kontrolowanych przez syjonistów mediów, by mieć pewność, że w krytycznych pierwszych dniach po masakrze nie pojawią się sprzeczne doniesienia. Z pomocą armii 40 000 internetowych botów, wyposażonych w spamujące oprogramowanie „Megaphone” oraz uszkadzając konto flotylli na Twitterze, Izrael mógł rozporządzać również internetowymi relacjami z owych wydarzeń. W żałosnej próbie obrzucenia aktywistów błotem „antysemityzmu”, rząd Izraela podłożył fałszywe nagrania do rozmowy radiowej między dowództwem jednego ze swoich okrętów i załogą flotylli. Wiemy, że były fałszywe, ponieważ przyznał to sam izraelski rząd! To samo nagranie trafiło do dziennikarzy kilka dni wcześniej, ale bez fragmentu: „Zamknąć się, wracać do Auschwitz”. Te dodane komentarze były tak komiczne i dziecinne, że zastanawialiśmy się, czy Izraelczycy nie stroją sobie żartów ze świata. Ich następny numer bez wątpienia jest taką drwiną. W ohydnym nagraniu wideo, stworzonym przez byłą członkinię ISO i felietonistkę „Jerusalem Post”, Caroline Glick, występuje tak zwany „Chór Flotylli”, który w arabskich strojach wyśmiewa „nadmierną reakcję” świata na masakrę, wmawiając przy tym, że wszystko, co podali aktywiści, jest kłamstwem. Słowa piosenki takie jak: „Nikt tam nie umiera, więc najlepsze, co możemy zrobić, to wymyślić największy blef” sugerują, że w Strefie Gazy nie ma żadnego kryzysu humanitarnego. Tytuł piosenki, „We Con the World” nawiązuje do przeboju z 1985 roku, „We are the World”. Biuro prasowe izraelskiego rządu nawet umieściło nagranie na swojej stronie internetowej, co równało się z ostentacyjnym wymachiwaniem środkowym palcem przed oczami świata.

W odpowiedzi na tę barbarzyńską napaść, grupy Palestyńczyków w Izraelu i na Terenach Okupowanych zwoływały demonstracje, które jednak zakończyły się w sposób łatwy do przewidzenia. Amerykańska studentka straciła oko, gdy ISO trafiły ją pojemnikiem z gazem łzawiącym w głowę podczas protestu w punkcie kontrolnym Kalandia, niedaleko leżącego na Zachodnim Brzegu miasta Ramallah. W wyniku protestów w Gazie natomiast, zastrzelono 5 Palestyńczyków. Tymczasem Izraelczycy świętowali swoje najnowsze „zwycięstwo” na własnych demonstracjach pod turecką ambasadą w Tel Awiwie.

Opóźniona izraelskim sabotażem irlandzko-malezyjska załoga „Rachel Corrie”, przy wsparciu rządu Irlandii żądającego od Izraela, by przepuścił łódź przez swoją nielegalną blokadę, odważnie wyruszyła z Malty w następny weekend. Statek był już 56 km od wybrzeży Gazy, gdy został przechwycony i przymusowo skierowany do gułagu w porcie Aszdod, jego załogę uprowadzono, a ładunek skonfiskowano. Media prezentują ten piracki napad w jak najlepszym świetle opisując, jak to sytuacja została „pokojowo rozwiązana”. Łatwo poznać, że świat stoi na głowie, kiedy zmuszanie kogoś przy użyciu pistoletu do zrobienia czegoś wbrew swojej woli nazywane jest działaniem „pokojowym”.

Protesty na całym świecie są zjednoczone w całkowitym potępieniu Izraela:

Były amerykański ambasador Edward Peck, który był na pokładzie jednej z mniejszych łodzi, przemawiał na demonstracji przed Białym Domem po swoim powrocie do Waszyngtonu, gdzie przypomniał Amerykanom o tym, że „gdy podobne rzeczy dzieją się u wybrzeży Somalii, nazywa się je piractwem”. Ale gdy już Izrael jest sprawcą, rząd USA mówi, że „ma on prawo do obrony”. Nie trzeba też zgadywać, jaki kraj zasugerował, by to Izrael pokierował śledztwem międzynarodowej grupy, które Rada Praw Człowieka ONZ zatwierdziła większością głosów, mającym wyjaśnić napaść. I tym razem przy poparciu USA, Izrael natychmiast odrzucił decyzję ONZ, wynajdując fantastyczne oskarżenie, jakoby ze statków flotylli „potajemnie uciekło 50 tureckich żołnierzy z bronią i granatami”. Mark Regev, ten durny rzecznik izraelskiego rządu, publicznie podziękował USA za ich wysiłki  „osłabienia decyzji ONZ [o wszczęciu śledztwa w sprawie ataku na konwój – przyp.]”. Czegoż innego mielibyśmy się spodziewać, skoro wiadomo, że polityczna przeszłość każdego kandydata do rządu USA jest gruntownie sprawdzana przez amerykańsko-żydowskie organa, aby mieć pewność, że nikt o choćby minimalnie niezależnych poglądach na sprawy Bliskiego Wschodu nie wejdzie w skład rządu USA ani też nie zostanie członkiem Kongresu czy Senatu. Prezenter internetowego programu The Young Turks, Cenk Uygur, trafnie spostrzega, że powyższe każe poważnie zastanowić się tym Amerykanom, którzy myślą, że ich rząd działa dla ich dobra:

[yotube=http://www.youtube.com/watch?v=LiCGD793na8&feature=player_embedded]

Jeśli Izrael myślał, że terroryzując cywilów sprawi, że nigdy więcej nie zechcą popłynąć do Gazy, krok ten spektakularnie obrócił się przeciwko niemu samemu. Pewna organizacja aktywistów już zdobyła fundusze na wysłanie kolejnych statków. Grupa niemieckich Żydów zamierza wysłać łódź do Gazy w lipcu. Niestrudzony działacz George Galloway ogłosił, że jeszcze tego lata drogą morską i lądową wyruszy konwój z pomocą dla Gazy. Również Iran podał, że jest gotowy albo wysłać własne statki z pomocą pod eskortą wojskowych okrętów, albo zapewnić ochronę przyszłemu konwojowi. Oby jednak irański reżim blefował, ponieważ taki krok najpewniej doprowadzi do wojny.

Choć pokrzepiające jest słyszeć, że niektórzy światowi przywódcy nawołują do przerwania oblężenia Strefy Gazy, większości polityków nie sposób odciągnąć od ołtarza syjonizmu. Społeczeństwo jednak jest inne. Głos ludzi daje się bowiem słyszeć poprzez ich czyny. Impetu nabrała kampania Bojkotu, Wycofania Inwestycji i Sankcji (Boycott, Divestment and Sanctions – BDS), dążąca do izolacji Izraela. Związek szwedzkich dokerów ogłosił, że na dwa tygodnie, począwszy od 15 czerwca, zablokuje izraelskie statki towarowe. [Podobną blokadę ogłosiły później także norweskie związki zawodowe – przyp.] Zespoły rockowe odwołują swoje występy w Izraelu (co Izraelczycy zapewne odbiorą jako „terroryzm kulturalny”!).

Mimo iż Turcja od dawna jest sojusznikiem Izraela w tym regionie, jej zbliżenie się do Iranu i Syrii od czasu operacji Płynny Ołów stwarza zagrożenie dla Izraela. Jako członek NATO, Turcja dysponuje kartą atutową. Jak na razie określa atak na flotyllę jako „piracką napaść”, jednak równie dobrze może zmienić taktykę i uznać go za działania wojenne. To z kolei uaktywni Artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego, stawiając USA i europejskich członków NATO w niezręcznej sytuacji, gdy zmuszone będą wybrać, czyim pozostać sojusznikiem – wszystkich państw członkowskich czy może rasistowskiej enklawy, której dążenia obracają przeciwko niej cały świat. Turecki rząd ograniczył relacje z Izraelem „do minimum”, odwołując wspólne manewry wojskowe oraz wstrzymując wszystkie wspólnie prowadzone państwowe projekty energetyczne i wodne.

Z racji tego, że owa piracka napaść na oflagowany statek miała miejsce na wodach międzynarodowych, stwarzając tym samym zgodnie z zasadami prawa wojennego ius ad bellum, reakcja Turcji jak dotąd jest godna podziwu. Wcześniej, zaledwie kilka godzin przed brutalnym zajęciem Flotylli Wolności, w ataku rakietowym na turecką bazę morską Iskenderun przy granicy z Syrią zginęło sześć osób. Do zamachu przyznało się PKK, kurdyjskie ugrupowanie terrorystyczne, ściśle powiązane z Mossadem. Dzień wcześniej doszło do równoczesnych ataków rebeliantów PKK, którzy zabili trzech tureckich żołnierzy i trzech pracowników ochrony. Kurdowie mają uzasadniony powód, by żywić urazę wobec tureckiego rządu, a jednak ich „armia” stała się wyłącznie narzędziem w zagranicznych intrygach. Któż inny, jeśli nie izraelscy sponsorzy, mógł zachęcić PKK do zadania znienacka ciosów Turcji i to w idealnym momencie, by zająć czymś turecki rząd, a premierowi Erdoganowi przypomnieć, że „możemy uderzyć w każdej chwili”. Co do samego Erdogana, zdaje się on w końcu rozumieć, że Izrael nie jest demokracją rządzoną przez ludzi, a patokracją kontrolowaną przez psychopatów, działających bez jakichkolwiek moralnych.ograniczeń. Istotne jest przy tym, by Turcja nie zareagowała po myśli Izraela. Izrael bowiem dąży do kontynuowania cyklu terroru, pragnąc zbliżyć się do nieosiągalnego przezeń celu, jakim jest globalna hegemonia. Dlatego też Erdogan przyłączył się do Ahmadineżada i paru innych przywódców, gotowych uwidocznić śmiertelne zagrożenie, jakie stanowi ten straszliwy antyspołeczny eksperyment nie-ludzi:

Pochodzący z Izraela muzyk i pisarz Gilad Atzmon podsumowuje nikczemną zbrodnię Izraela następująco:

Po raz kolejny mieliśmy druzgocący przykład tego, że Izrael nie usiłuje kryć swojego prawdziwego oblicza – nieludzkiego, morderczego kolektywu, napędzanego psychozą i paranoją. […]

To, co widzieliśmy wczoraj, nie było niefortunną tragedią. Był to czyn odgórnie zaplanowany, przyjęty przez chore społeczeństwo, które już dawno temu straciło kontakt z człowieczeństwem. […]

Teraz Izrael oficjalnie jest szalony i niebezpieczny. Państwo żydowskie nie tylko nie dba o ludzkie życie, co poświadcza kampania prasowa poprzedzająca ową rzeź, Izrael w istocie znajduje przyjemność w sprawianiu bólu i niszczeniu innych.

© Unknown - Demonstranci protestujący przed izraelską ambasadą w Waszyngtonie, poniedziałek 31 maja 2010.

Na wskroś schizoidalna „Rabiniczna Rada Judei i Samarii” wydała oświadczenie, w którym stwierdza, że światowe potępienie Izraela

[…] „umiejscawia nas na początku procesu najazdu biblijnego Goga i Magoga, kiedy to świat obraca się przeciw nam, ale ostatecznie doprowadzi to do trzeciego i ostatecznego odkupienia. […]

„Legalność istnienia naszego ludu nie pochodzi od narodów świata i ich zatrutych tradycji, ale od Tory, która naucza nas, że [Izrael] ‘to lud, który winien mieszkać samodzielnie i nie liczyć się z innymi narodami’.”

Oto zemsta Izraela. Zemsta na USA za wyjawienie izraelskiego nuklearnego sekretu. Zemsta na ONZ za nakłanianie go do podpisania Traktatu o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej. Zemsta na Palestyńczykach za opieranie się podbojowi. Wreszcie, zemsta na ludzkości za nie przyjęcie do wiadomości, że na świecie może być tylko jedna ofiara: Izrael. Widać zatem wyraźnie, że działania Izraela są ciężkim objawem oczywistej już osobowości paranoicznej.

Teraz już nikt, kto ma oczy, nie będzie mieć żadnych wątpliwości co do tego, że to sam Izrael jest głównym źródłem antysemityzmu na świecie i że to on zagraża wszystkim Żydom. Nazywając siebie „państwem żydowskim”, działając zaś jak państwo bandyckie, Izrael naraża wszystkich Żydów na ludzką odrazę i odwet ze strony świata.

Zabójstwo działaczy pokojowych jasno pokazuje, że prawdziwym celem syjonizmu nie jest bynajmniej ochrona Żydów przed antysemityzmem, lecz tworzenie go.

Celem jest uczynienie z Żydów pariasów wśród narodów.

To właśnie jest zemsta psychopatów na zdrowej psychicznie ludzkości

[cdn…]

– –

Ten artykuł jest przekładem oryginału zamieszczonego w języku angielskim na stronie:

dokonanym przez polskich tłumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.

Materiał ten został opublikowany przez SOTT.NET – projekt Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala się na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz żródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

6 komentarzy »

  1. Za tym wszystkim muszą stać globaliści. Taki właśnie, zadziorny i krwawy Izrael jest im do czegoś potrzebny. Myślę, że kiedyś, przed laty, w podobnej sytuacji, jak dzisiaj Izrael – byli Niemcy. Globaliści wtedy wykorzystali głupotę Niemców, do oddania pod panowanie komuny (również ich tworu), połowy Europy.

    Komentarz - autor: Obserwator — 15 Lipiec 2010 @ 08:19

  2. Izrael jest żandarmem na Bliskim Wschodzie
    W rejonie ropy naftowej, przez opanowanie której i nie tylko na Bliskim Wschodzie ,chcą globaliści wpływać na rozwój różnych regionów świata i tym samym na politykę populacyjną, raczej depopulacyjną, która jest prowadzona rożnymi metodami np. masowa aborcja bez żadnych ograniczeń, chemiczne opryski ludności w różnych rejonach świata, ograniczenie produkcji żywności do wybranych rejonów, niepotrzebne szczepienia od urodzenia różnymi wirusami, chemią /rtęć/, ograniczanie dostępu do witamin i zdrowej żywności /GMO/, światową politykę farmaceutyczną itp. ,itd.

    To są działania psychopatyczne wymierzone w ludzkość całego świata, a ludzkość – jest ślepa, głucha i nierozumna w swej masie, bo najważniejsze są ich działania ograniczające rozwój duchowy i umysłowy człowieka, aby człowiek nie wiedział kim jest i jaka jest jego siła i moc oddziaływania.

    Komentarz - autor: Stawol — 15 Lipiec 2010 @ 10:04

  3. Syjonistyczna propaganda w wersji miękkiej (jest jeszcze wersja twarda) robi z Izraela bezwolne popychadło w rękach bliżej nieokreślonych globalistów. To zdejmuje z Żydów odpowiedzialność i robi z nich wręcz ofiary. Widzę, ze moi przedmówcy dali się nabrać na sztuczki tej propagandy.

    Panowie! Izrael nie pomógł ani nie był potrzebny USA ani w Iraku, ani w Afganistanie. USA mają bazy wojskowe w wielu krajach arabskich, mają tam swoje reżimy i agenturę. Przez ponad 100 lat USA twardo trzymają większość kontynentu południowoamerykańskiego (dopiero teraz powstają pierwsze rysy) i obywają się bez faworyzowania tam wybranego państewka-żandarma. Imperium Rzymskie, Imperium Carów, ZSRR, Chiny (przez tysiąclecia istnienia imperium), III Rzesza – NIKT nie musiał i nie posiłkował się oddelogowanym „żandarmem”. Doprawdy nie jest potrzebny żaden mały żandarmik. Wręcz przeciwnie. Izrael ewentualnym globalistom utrudnia zadanie, bo sztucznie antagonizuje do globalistów. Oczywiście jest zasada „dziel i rządź”, ale ją się stosuje do skłócenia wrogów miedzy sobą, a nie jednoczenia wrogów przeciwko sobie – przecież związki Izraela z krajami Zachodu są oczywiste. A tylko jawne odcięcie się (i skryte popieranie) marionetki mialoby sens w zasadzie „dziel i rządź”. Po co mieć Arabów przeciw sobie? Zobaczcie jak Polacy – ci wieczni powstańcy i buntownicy – potulnie jedzą Unii Europejskiej z ręki. Tak się rządzi.

    Poza tym:

    – nie ma mowy o manipulowaniu Izraelem gdy Izrael ma setki glowic atomowych z rakietami o zasięgu ponad 5000km.

    – nie ma mowy o manipulowaniu Izraelem gdy to izraelska firma kontroluje większość bilingów w świecie zachodnim.

    – Nie ma mowy o ponadnarodowych globalistach, gdy z żydofilstwa i syjonizmu tworzy się w krajach zachodnich normę. Amerykańscy politycy muszą być ostentacyjnie proizraelscy, w Europie jest ciężkie więzienie za negowanie holokaustu. Czołowie stanowiska zajmują Żydzi, np. prezesi FED. Od Googla po Facebooka – internet zdominowany jest przez firmy założone przez Żydów. To samo tyczy się Hollywood. Ponad połowa datków na kampanie polityków w USA pochodzi od Żydów. Żydzi to 20% milionerów w USA, a Rotschildowie, ojcowie kapitalizmu i banksterki to też przecież Żydzi.

    Po co kombinować z globalistami, jakimś pokręconym spiskiem w spisku w spisku, jeśli najprostsze wytłumaczenie leży pod nosem? Po kiego grzyba globalnie działający globaliści mieliby mieć bzika na punkcie spacyfikowania Strefy Gazy. Gdy odejmie się wizje syjonistyczne, stanowi to głęboki nonsens.

    Porównanie do III Rzeszy jest o tyle błędne, że wzlot i upadek III Rzeszy został zaplanowany na mniej niż 15 lat. Natomiast Izrael trwa już od 70 lat i nic nie wskazuje, że ktoś miałby go wrobić w samobójstwo jako trybik zaplanowanej akcji. To raczej Izrael wykorzystuje np. USA do rozwalania krajów takich jak Irak. Miłość do Izraela wśród amerykańskiego pospólstwa jest zakadowana jak odruch Pawłowa. Izrael jest tam postrzegany jak Lenin w ZSRR. Czy tak się traktuje marionetkowy reżimek? Czy własnym obywatelom wpaja się do głów miłość do tego reżimu, tworzy judeochrześcijan na nowo interpretujących Stary Testament pod współczesne państwo Izrael?

    Za daleko to zaszło, by mówić o biernym narzedziu.

    Komentarz - autor: Zerohero — 15 Lipiec 2010 @ 14:43

  4. Izrael to jest bardzo dobra lokalizacja dla grupy trzymającej władzę. Są tam nietykalni z powodu szczególności miejsca i jego nietykalności.

    Komentarz - autor: ufoludek — 15 Lipiec 2010 @ 19:55

  5. @ Zerohero
    —————-

    Już dawno temu pisałem ,że i Żydzi w swojej masie są ofiarami gry prowadzonej przez „oświeconych”, nie zdając sobie z tego sprawy, że są wykorzystywani do globalnej gry i aby całe odium wszystkiego złego spadło właśnie na Żydów.
    W konsekwencji oni są w jeszcze gorszej sytuacji niż pozostałe Narody, bo ,że w takim samym stopniu podlegają działaniu globalistów, co i maja i będą mieć przeciw sobie powszechna nienawiść, której już teraz nie brakuje.

    Przepowiednia Sybilli wskazuje,że po globalnym konflikcie Żydów pozostanie tylu co pod gruszą.

    Jeżeli oni nie zrozumieją swojej roli to tak sie pewnie stanie.

    Komentarz - autor: Stawol — 16 Lipiec 2010 @ 10:46

  6. Nic dodać nic ująć. Jak zwykle świetnie napisany, rzetelny artykuł.
    Wielkie dzięki dla tłumaczy!

    A teraz do części drugiej.

    PS. Autor filmiku „Israelis Celebrate IDF Flotilla Attack”, Max Blumenthal ma wiele innych świetnych mini-reportaży w swoim dorobku. Na przykład seria „Feeling the Hate”, która pokazuje rasizm Żydów, zarówno tych mieszkających w Izraelu, jak i tych mieszkających np. w USA. Ich paranoidalne, wykrzywione spojrzenie chociażby na Obamę, którego postrzegają jako sekretnego muzułmanina i działającego na szkodą państwa Izrael. Wystarczy tylko zwyczajnie pozwolić im mówić, by stało się jasne jak bardzo skażony psychopatycznym postrzeganiem rzeczywistości jest ten naród. To naprawdę przerażające.

    Komentarz - autor: zhenqing — 25 Lipiec 2010 @ 22:30


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: