PRACowniA

4 Czerwiec 2010

Łączenie Punktów: Syjonistyczny melodramat, krajowy terroryzm i bulle papieskie (3)

Trzecia i ostatnia część odcinka CTD z analizą wydarzeń z marca.

Sott Editors
Sott.net
05 kwietnia 2010

Ogień i lód

Seria silnych trzęsień ziemi pod koniec lutego i na początku marca utkwiła w pamięci ze względu na brak silnej aktywności sejsmicznej od tamtego czasu. Chociaż marzec zaliczył kilka wstrząsów o sile około 5 stopni, najsilniejsze dwa spośród odnotowanych od czasu opublikowania poprzedniego odcinka Łączenia Punktów miały po 6,6 stopnia, jedno wystąpiło na wyspach archipelagu Andamany, a drugie u wybrzeży Japonii. Furia żywiołów dała jednak znać o sobie w Islandii, gdzie wśród największych lodowców tego kraju wybuchł wulkan Eyjafjallajokull, trwający w stanie uśpienia od 1821 roku. Chociaż erupcja była niewielka, obserwatorzy spodziewają się, że dojdzie do kolejnej, tym razem znacznie silniejszej. Zagrożenie dla mieszkańców Islandii jest takie, że kiedy wybucha Eyjafjallajokull, w jego ślady idzie schowany pod ogromną czapą lodową wulkan Katla, co może doprowadzić do zalania przybrzeżnych równin. Co ciekawe, w mainstreamowych doniesieniach poruszany jest związek pomiędzy aktywnością wulkaniczną w przeszłości i spadkami globalnych temperatur – tak czy inaczej brak jakichkolwiek wzmianek o kosmicznej przyczynie tej łańcuchowej reakcji. Oto migawka z ognia na lodzie:

17 z 18 indonezyjskich wulkanów zostało objętych wysokim stopniem zagrożenia, ponieważ wstrząsy są już odczuwane wszędzie wokół i wewnątrz samych wulkanów. Szywiełucz na Kamczatce we wschodniej Rosji wydmuchuje wysoką na 7km chmurę dymu i zaczyna budzić swoich śpiących sąsiadów. Chilijska aktywność sejsmiczna utrzymywała się w marcu na stałym poziomie, z wartymi odnotowania wstrząsami pod szczytem Melimoyu, mogącymi zwiastować kolejną erupcję. Na poparcie tezy o wzroście podwodnej aktywności wulkanicznej pojawiła się wiadomość o największym w Europie podwodnym wulkanie, Marsili w południowych Włoszech, który może w każdej chwili zionąć ogniem.

Ponieważ nie przestają napływać doniesienia o ulewnych deszczach, powodziach, zamieciach i super-burzach gradowych, zaczynamy naprawdę dostrzegać, że intensywność opadów atmosferycznych wzrasta. Australia jest praktycznie przemoczona do suchej nitki po serii ulewnych deszczów, które doprowadziły do rozległych powodzi w jej wschodnich rejonach. Perth, leżące na zazwyczaj suchym zachodzie, przeżyło najsilniejszą od 50 lat nawałnicę, która w ciągu kilku godzin zalała miasto deszczem odpowiadajądającym miesięcznej sumie opadów i zasypała je kulami gradowymi wielkości piłki golfowej.

Pakistańskie bliźniacze miasta Rawalpindi i Islamabad przeżyły coś podobnie niezwykłego – w ciągu zaledwie jednego popołudnia superburza ściągnęła na nie chmury pyłu, burzę z piorunami, powodzie, a na koniec opady gradu. Mieszkańcy Fidżi są obeznani z cyklonami, ale już oblężeni Haitańczycy nie zdołali się schronić przed kolejną ulewą, która przemoczyła zbudowane z prowizorycznych namiotów miasta. Północno-wschodnia część Stanów Zjednoczonych nasiąkła wodą po ulewnych deszczach, które spotęgowały problem topniejącego śniegu po najbielszej od dziesięcioleci zimie. Pojawiające się wraz z burzami „niespotykane ulewy” doprowadziły do ogłoszenia stanu wyjątkowego w Massachusetts i Rhode Island, kiedy w ciągu kilku dni spadły tam dwumiesięczne sumy opadów deszczu. Rządowi prognostycy wydali ostrzeżenie, że wiele rejonów kraju stanie tej wiosny w obliczu „historycznych powodzi”, z najbardziej zagrożonymi stanami na górnym środkowym-zachodzie. Utrzymujące się do kwietnia obfite opady śniegu w paśmie Gór Skalistych to nic nadzwyczajnego, jednak pod koniec miesiąca całe południowe równiny zostały również nawiedzone przez nietypowe burze śnieżne.

Cyklon zmienił najmroźniejszą wschodniosyberyjską zimę w najsroższą zimę w nowożytnej historii Rosji

Nie zważając na obowiązujący „czas letni”, europejska najsroższa od dziesięcioleci zima przypuściła pod koniec marca kolejny atak, a potężne wiatry i mroźne temperatury sprowadziły do Zjednoczonego Królestwa i Irlandii nowe opady śniegu. Kiedy pod koniec miesiąca mroźny cyklon dorzucił kolejne partie śniegu na dalekim wschodzie Syberii, najlepsi rosyjscy meteorologowie zgodzili się co do tego, że rejon ten może doświadczyć najmroźniejszej zimoy w historii zapisów. Co najmniej 33 ofiary śmiertelne w Kazachstanie to efekt „niezwykle intensywnych opadów deszczu i topniejącego śniegu”, które zmiotły dwie zapory wodne i doprowadziły do rozległych powodzi. Z podobną historią mieliśmy do czynienia na północy Dagestanu, gdzie osuwiska wymusiły ewakuację ludności, natomiast dalej na wschód, w prowincji Xinjiang w zachodnich Chinach, śnieg padał tak intensywnie, że pod jego ciężarem zawaliło się blisko 10 tysięcy domów.

Afera klimatyczna z krowami w tle

Niewiele się w tym miesiącu zmieniło, jeśli chodzi o postępujący upadek wiodących ośrodków naukowych zajmujących się badaniem klimatu. Wraz ze zniknięciem pod falami Oceanu Indyjskiego pewnej wysepki na rzece oddzielającej Indie od Bangladeszu, zakończyły się również spory co do jej przynależności. Agencja Assiociated Press chwyciła się tego jako „ewidentnego dowodu” na wzrastanie poziomów wód w oceanach (chociaż nic takiego się nie dzieje) i trwało to aż do chwili, gdy grupa Watts Up With That wyjaśniła, że owa „skalista wyspa” była właściwie mielizną, która wynurzała się i znikała pod wodą wraz z pływami morskimi. W zeszłym miesiącu Phil Jones tłumaczył, że zapodział gdzieś surowe dane na poparcie swojej tezy o „globalnym ociepleniu z winy człowieka” i zasłaniał się swoimi mętnymi frazesami o nieprzechowywaniu dokumentów “tak jak należy”. Najwyraźniej zadowoliło to brytyjską Komisja Nauki i Technologii Izby Gmin, która po zaledwie jednym dniu przesłuchań ustaliła, że „nie znajduje żadnych dowodów na potwierdzenie zarzutów przeciwko University of East Anglia’s Climatic Research Unit (instytut badawczy zmian klimatu na Uniwersytecie Wschodniej Anglii) ani jego dyrektorowi, Philowi Jonesowi, w sprawie fałszowania danych bądź wypaczania procesu recenzowania artykułów naukowych z zamiarem wyolbrzymiania zagrożenia globalnym ociepleniem”. Przewodniczący komisji, Phil Willis powiedział, że „oczywiście chcielibyśmy poświęcić tej sprawie znacznie więcej czasu”, po czym dodał – podobno żartem – że „musieliśmy się czegoś nauczyć, żeby nas nie wylali”. Konspiracja? Zadna konspiracja, a teraz wyrównajcie kochani ze stadem! O, patrzcie, terrorysta!

Podczas gdy kłamstwa o topniejących na naszych oczach himalajskich lodowcach, nazwanych przez IPCC (Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu) „błędem w obliczeniach” (Glaciergate), a wyniki dochodzeń ujawniły istnienie sieci finansowych powiązań „naukowców” takich jak Rajendra Pachuri z programami komercyjnych systemów energetycznych, czerpiącymi korzyści z uregulowań w sprawie gazów cieplarnianych, IPCC nadal niewzruszenie trzyma się swoich oświadczeń w sprawie 40% amazońskich lasów deszczowych narażonych na zniszczenie, chociaż gołym okiem widać, że te stwierdzenia są fałszywe. Dlaczego tak jest? Otóż na topniejących lodowcach nie da się kręcić lodów, ale drzewa z amazońskich lasów to już biznes potencjalnie wart miliardy dolarów. Przekręt polega mniej więcej na tym, że każda tona dwutlenku węgla „zaoszczędzona” na obszarach chronionych (z pomocą sprzedawców „cudownego rozwiązania”, mieniących się powiernikami) staje się kredytem CO2, odsprzedawanym następnie przemysłowcom w wysoko rozwiniętych krajach, którzy z kolei spekulują tą nową, w rzeczywistości symboliczną walutą wyhodowaną na amazońskich drzewach, podkręcają jej urojoną wartość na nowym rynku kredytów CO2, po czym spieniężają ją na fali pęknięcia kolejnej oszukańczej bańki finansowej. A przez cały ten czas pożerają z kapitalistycznym apetytem całą naszą planetę i emitują dowolne ilości CO2. Tylko psychopata mógł wyobrazić sobie ratowanie planety przez potęgowanie jej zniszczenia.

© Bok - Bessy, zjedz jeszcze trochę fasolki

Bezsensowny wpis Ala Gore’a zamieszczony w dziale opinii New York Timesa, w którym zapewnia on, że „prawie wszystkie pokryte lodem rejony Ziemi topnieją”, spotkał się z powalającą ripostą dra Roberta Felixa z IceAgeNow.com, który stwierdził, że w rzeczywistości „ponad 90 procent światowych lodowców zwiększa swoje rozmiary, to samo dzieje się z potężnymi pokrywami lodowymi Grenlandii i Antarktydy”. To nie wszystko, bo jak wyjaśnia Watts Up With That również obszar pokrywy lodowej Oceanu Arktycznego gotów jest lada dzień rozszerzyć się poza swoje „normalne” granice. Przypominacie sobie może te bzdury o krowach wydzielających gazy i ich znaczącym wpływie na „wywoływane przez człowieka” globalne ocieplenie? Tak, dobrze się domyślacie: masy bydlęcych odchodów.

Coraz trudniej wytrzymać tempo narzucone przez rozkwitający przekręt z globalnym ociepleniem. Najnowszy gwałtowny zwrot w naukowej „jednomyślności” dotyczy żywego inwentarza i przemysłu mięsnego jako głównej przyczyny globalnego ocieplenia, odpowiedzialnych – według eko-wegetariańskich dziwaków – za jedną-piątą emitowanego gazu cieplarnianego. Raport naukowy dostarczony do American Chemical Society (Amerykańskie Towarzystwo Chemiczne) stwierdza jednoznacznie, że to bzdury. „Washington Times” nazwał już tę aferę mianem “Cowgate” (krowią aferą). […]

Mitloehner czyni jeszcze jedną, śmiertelnie poważną uwagę: „Zmniejszona produkcja mięsa i mleka to po prostu więcej głodnych ludzi w ubogich krajach”. Dokładnie. Demonizowanie krów i prosiąt to kolejny przykład bezdusznej obojętności globalnych ociepleniowców na śmierć głodową w rozwijających się krajach, tak jak niewyobrażalnie niemoralne i lekkomyślne jest parcie do produkcji biopaliw – przepompowywania życiodajnych zasobów krajów Trzeciego Świata do cystern zachodnich liberałów – oraz notoryczny już handel emisjami.

Cystern zachodnich liberałów? Wyżej wymieniony artykuł ukazał się w brytyjskim wydaniu „Telegraph”, prawicowej wielkoformatowej gazecie, która z podziwu godnym wdziękiem relacjonowała upadek mitu o globalnym ociepleniu, a dodatkowo zostawiła nas z dręczącym podejrzeniem, że powodem jej zielonego światła były przygotowania do poważniejszych ruchów, obejmujących wykorzystanie ludzkiej złości wywołanej tym skandalem do wzmocnienia politycznych podziałów. Zauważyliśmy, że wspiarcie Sary Palin dla sceptycyzmu zostało w tym miesiącu nagłośnione w brukowcach neokonów. Czy to znaczy, że skoro materialistyczne królestwo-Jezusa-na-ziemi, będące odłamem judeo-chrześcijaństwa, jest religią „prawicy”, to naukowy materializm „Zielonej Gai” jest religią „lewicy”?

Niektórzy naukowcy starają się jednak usłyszeć to i owo w całym tym zgiełku i podkreślają wnioski płynące bezpośrednio z danych – globalne ochłodzenie i błyskawiczny powrót do epoki lodowcowej. Chorwacki fizyk, Vladimir Paar, ostrzegał w lutym, że Europę może dzielić zaledwie 5 lat od początku nowej epoki lodowcowej: „W rzeczywistości ludzkość musi zacząć przygotowywać się do epoki lodowcowej. Jesteśmy w końcowej fazie globalnego ocieplenia. Nadciąga epoka lodowcowa”. Naukowiec z IPCC, Mojib Latif, mówi o „mini-epoce lodowcowej”, łącząc ze sobą szaloną pogodę i zmiany w prądach oceanicznych. „New Scientist” z 2005 roku zamieścił na swoich łamach wyniki badań opublikowane w „Nature”, które wykazały gwałtowną, „30% redukcję ciepłych prądów transporrtujących masy wodne Prądu Zatokowego na północ [do Europy]”. Analiza początkowych okresów minionych epok lodowcowych i gwałtowny spadek temperatur pozwala naukowcom przypuszczać, że

Ostatnie ochłodzenie, które w zachodniej Europie przyniosło spadek temperatur o 5°C do 10°C, miało miejsce prawdopodobnie pod koniec ostatniej epoki lodowcowej, 12 000 lat temu. Podczas Małej Epoki Lodowcowej mogło również dojść do spowolnienia cyrkulacji wód Atlantyku, które pojawiało się w okresie od 1300 do 1850 roku i spraowadzło tak niskie temperatury, że w Londynie zamarzła Tamiza.

Podejrzewamy, że zmiany w prądach oceanicznych, a zwłaszcza zmiany w procesie zwanym cyrkulacją termohalinową – tzw. „globalny grzejnik”, który ogrzewa obszary leżące na północ od równika – korelują ze spadkiem temperatur, ale niekoniecznie są ich przyczyną. Chcąc dotrzeć do mechanizmu przyczynowego, musimy spojrzeć w górę.

Zmiana kosmicznego klimatu

W zeszłym miesiącu dla zrozumienia zmian pogody, klimatu oraz samej planety, przedstawiliśmy następujący kosmiczny model:

„W oparciu o dotychczas zebrane dane podejrzewamy, że faktycznym zjawiskiem zachodzącym obecnie jest ochładzanie się górnej warstwy atmosfery w wyniku nagromadzenia się kometarnego pyłu, który objawia się w postaci obłoków srebrzystych i innych formacji w tej części atmosfery. Pył kometarny jest naładowany elektrycznie, co sprawia, że obrót Ziemi ulega minimalnemu spowolnieniu (proces bez wątpienia wspomagany przez czynnik ludzki, z niemałym akcentem na zapisane w historii Pentagonu bomby atomowe wybuchające w wyższych warstwach atmosfery – zostawiające obfite ilości ciężkich metali – aktywność chmur „chemitrail” i wykorzystywanie projektu HAARP do utworzenia neutralnej dziury między przewodzącymi warstwami powierzchni Ziemi i jonosferą, w którą za pośrednictwem anten dostrojonych do częstotliwości fal mózgowych, w przybliżeniu 10 cykli na sekundę, wysyłane są ogromne ilości fal elektromagnetycznych wywołujących zmiany we wzorcach zachowania). Spowolnienie to osłabia pole magnetyczne planety, narażając ją na silniejsze działanie promieniowania kosmicznego, oraz stymuluje aktywność wulkaniczną. Coraz aktywniejsze podmorskie wulkany ogrzewają wody ziemskich akwenów, a te ogrzewają dolną warstwę atmosfery, czego skutkiem jest tworzenie się tam mas wilgoci. Wilgoć następnie łączy się z chłodniejszym powietrzem z wyższych partii atmosfery, co nieuchronnie prowadzi do epoki lodowcowej, poprzedzonej krótkim okresem zwiększonej emisji gazów cieplarnianych oraz powstawaniem „gorących plam” w dolnej części atmosfery, silnymi opadami deszczu, gradu, śniegu, a także powodziami”.

© Xinhuanet

Marzec przyniósł kolejne oznaki gromadzenia się w atmosferze tej kosmicznej materii. W odstępie zaledwie kilku dni napłynęły doniesienia o żółtych i różowych opadach śniegu we wschodniej i południowej Rosji. Żółty pył, który pokrył Beijing, Seoul i Taiwan przypisano burzy piaskowej, wiejącej z dotkniętych suszą regionów Chin i Mongolii. W tych samych regionach odnotowano również “niezwykle wilgotną zimę, obfitującą w zamiecie”, więc naturalnie zastanawiamy się, czy intensywność i rozległość burzy piaskowej nie była skutkiem interakcji z warstwą drobniejszych cząstek wysoko w atmosferze.

Widzieliście ostatnio coś takiego wokół Słońca lub Księżyca? Niektórzy z miejscowych myśleli, że to „znak z nieba”, choć niekoniecznie w takim samym sensie, w jakim my to odczytujemy!

Trochę mainstreamowych potwierdzeń tego, co Sott.net powtarzał od lat, nareszcie przebija się przez blokadę informacyjną, czego przykładem może być brytyjski „Daily Mail” i jego doniesienie, że ostatnią epokę lodowcową wywołało kometarne bombardowanie. Perełkę o podobnej treści opublikowano w lutym, kiedy media “odkryły”, w jaki sposób około roku 500 n.e. rój kometarnego gruzu sprowadził nam okres „Ciemnych Wieków”. Za wysiłek włożony w pracę nad poskładaniem wielu kawałków tej układanki na uznanie zasługują tu przede wszystkim Bill Napier i Victor Clube. Natomiast Firestone, West i Warwick-Smith są autorami „Cyklu kosmicznych katastrof” – nowatorskiej książki poświęconej Kataklizmowi Młodszego Dryasu pod koniec epoki lodowcowej.

Ale oprócz starszych komet, które rozpadają się i zostawiają za sobą smugi gruzu, przez który okresowo przebija się Ziemia, niestrudzone badania prowadzone przez Laurę Knight-Jadczyk skłoniły nas do wzięcia pod uwagę cyklicznego mechanizmu, powodującego wybijanie komet z otaczającego Układ Słoneczny Obłoku Oorta głównie w kierunku wewnętrznej części naszego systemu planetarnego. Niedawny artykuł pt. „Getting WISE about Nemesis” potwierdza wyniki jej badań:

Nasz Układ Słoneczny jest otoczony szerokim pasmem lodowych ciał, zwanym Obłokiem Oorta. Gdyby Słońce było częścią układu binarnego, w którym dwie związane grawitacją gwiazdy orbitują wokół wspólnego środka masy, oddziaływanie to mogłoby powodować cykliczne zakłócenia w Obłoku Oorta i kierować w naszą stronę deszcze komet.

Żeby to zbadać, NASA skonstruowała nowy teleskop – Eksplorator do szerokokątnych przeglądów w podczerwieni (WISE – Wide-field Infrared Survey Explorer ). Jego zadaniem jest skanowanie przestrzeni kosmicznej w poszukiwaniu brązowych karłów, w tym – hipotetycznej ciemnej towarzyszki Słońca, zwanej „Nemezis” (teorię jej istnienia po raz pierwszy zaproponował w 1983 roku Richard A. Muller, fizyk z University of California w Berkley). W ciągu zaledwie sześciu tygodni pracy teleskop wykrył wykrył już w pobliżu Ziemi 16 nieznanych dotąd asteroid. Oczekuje się, że WISE odnajdzie do tysiąca obiektów bliskich Ziemi (Near Earth Objects), ale astronomowie oceniają, że liczba nieznanych obiektów o masie wystarczającej do spowodowania istotnych zniszczeń w razie zderzenia sięga dziesiątek tysięcy.

Do jak wielu wydarzeń w kosmicznym ruchu dochodzi bez naszej wiedzy? Tylko przez przypadek amator astronomii, Nick Howes, sfotografował w marcu eksplodującą kometę, wydarzenie kompletnie nie zauważone przez innych. Poniżej przedstawiamy zestawienie obserwacji bolidów z tego miesiąca, który przez Physorg.com został nazwany „okresem typowej ciszy w aktywności deszczu meteorów”; prawie wszystkie z nich pochodzą ze Stanów Zjednoczonych:

3 marca „niebieskozielony bolid spadający przez 4-5 sekund” rozświetlił wieczorne niebo nad Norwegią.

– Setki mieszkańców Hudson w stanie Wisconsin było świadkami „jasnych rozbłysków i wybuchu”, kiedy 4 marca z nieba spadał „płonący obiekt z wielobarwnym ogonem”. Początkowo bezgłośny, bolid rozbłysł na wysokości zaledwie kilkuset metrów i rozpadł się na kawałki, czemu towarzyszyły potężne uderzenia dźwiękowe:

”Kiedy wpadł w atmosferę, oświetlił wszystko wokół” – powiedział Waterhouse. „Kiedy przelatywał nad głową, można było zobaczyć, jak zaczyna się rozpadać. Powstało pięć czy sześć mieniących się kolorami ogonów – czerwonych na przedzie, a dalej niebieskawo-białych”.

– 8 marca w nocy mieszkańców Lousiany przestraszył głośny wybuch soniczny. Zrobione przez pewnego amatora astronomii nocne zdjęcia „ogromnego, stalowoniebieskiego pierścienia obłoku srebrzystego” potwierdziły, że wybuch pochodził od eksplodującego meteoru.

10 marca Argentyńczyk, naoczny świadek tej „czerwonawej, spadającej z nieba kuli, która zostawiła za sobą świecący ślad”, odnalazł jej fragmenty.

– Również 10 marca, na północ od Los Angeles meteor przemienił noc w dzień.

15 marca „spadający pod ostrym kątem jasny bolid eksplodował nad miastem Yuba w stanie Kalifornia”.

– Następnego dnia sfotografowano kolejny jasny bolid, przelatujący nad południowo-zachodnią częścią stanu Nebraska. Meteor „nie był związany z żadnym znanym deszczem meteorów”.

– 17 marca kolejny soniczny wybuch zatrząsł szybami w oknach, tym razem w Mississippi. Nie odnotowano aktywności sejsmicznej.

19 marca nad zachodnią częścią Alabamy sfilmowano przelatujący meteor. „Ten leciał wyjątkowo nisko” – powiedział Bill Cooke z Meteoroid Environment Office w NASA. „Został wykryty na wysokości 72,9 km, a spłonął na wysokości 32,5 km”.

– 23 marca nad New Jersey dostrzeżono spadający pod ostrym kątem ogromny zielony bolid.

23 marca mieszkańcy Channel Island w Wielkiej Brytanii podziwiali „bardzo szybko i nisko przelatujący” bolid.

– 28 marca meteor znalazł się ponownie na liście głównych podejrzanych o spowodowanie kolejnego głośnego sonicznego wybuchu, tym razem nad Portland w stanie Oregon.

© NASA/JPL/Donald K. Yeoman - - "Obłok Oorta" - szeroki pas komet sięgający na odległość może i 1 roku świetlnego od Słońca

Stale wzrastająca liczba widzianych bolidów oraz wyniki badań, wykazujących, że nasze środowisko jest nieustannie ma kontakt z kometarnym gruzem i kosmicznym promieniowaniem, mówią nam, że nasza Wielka Niebieska Kula lada moment stanie oko w oko z kosmiczną burzą. Tak naprawdę to jedna z tych Wielkich już jest porządnie spóźniona. Nie oczekujcie jednak, że nasi drodzy przywódcy poinformują nas o tym w najbliższym czasie. Jak Laura napisała w jednym z artykułów:

Skoro nie można zapobiec zderzeniu z asteroidą lub kometą, to czy waszym zdaniem [przywódcy] zaryzukują panikę społeczeństwa i ogłoszą nadciągającą katastrofę? Zastraszanie społeczeństwa przez Władzę Realną jest obowiązkowe, ale tylko w przypadku takich „zagrożeń”, z jakimi jest ona w stanie się uporać. Globalne ocieplenie, które rozgrywałoby się przez całe dekady, to wprost idealny problem dla zainteresowanych sprawowaniem władzy: na rękę są im nawet jeszcze poważniejsze ostrzeżenia, ponieważ użyją ich do usprawiedliwienia dodatkowych nakładów na wojsko, likwidacji swobód obywatelskich, wzmocniania władzy korporacji oraz przeprowadzenia „prewencyjnych” inwazji w poszukiwaniu uszczuplających się zasobów. Społeczeństwo nie zdaje sobie sprawy z tego, że wszystkie te zabiegi mogą być równie dobrze podejmowane w ramach przygotowań na okazję paniki wśród maluczkich w obliczu pierwszego roju komet – bo jak tu nie ulec panice nie mając do dyspozycji podziemnych baz, zmagazynowanych zapasów oraz wiedzy, jak przetrwać tego typu wydarzenie – i zapewnieniu sobie samym przetrwania i utrzymania władzy.

 

Izraelskie ‘trzęsienia ziemi’ pominięte przez USGS

W styczniu z przerażeniem odkryliśmy, że nie wszystkie raporty o trzęsieniach ziemi tworzone są jednakowo. Lokalny izraelski Instytut Sejsmologiczny odnotował niedawno kilka niewielkich trzęsień, których nie zanotowała amerykańska agencja naukowo-badawcza (USGS). Wśród najświeższych danych zamieszczonych na stronach USGS nie widać żadnej aktywności sejsmicznej w okolicach Bliskiego Wschodu. Najbliższe zarejestrowane wstrząsy wystąpiły w Turcji, Indiach i Pakistanie. Sprawdziliśmy to na stronach pokazujących dane sejsmiczne: Monitoringu Sejsmicznego, REVu, i jeszcze jednej, ale żadna z nich zawierała danych z tego obszaru.

Nie ma tam żadnych zapisów, że w tych dniach wystąpiły trzęsienia ziemi w Izraelu, Libanie czy Syrii, a jednak izraelscy sejsmolodzy zarejestrowali i zapisali ich przebieg. Może to oznaczać jedną z dwóch rzeczy: albo dane USGS i innych instytutów są niekompletne, albo z jakiegoś powodu dane nie zostały dodane do bazy USGS i dzieje się coś innego. Możliwe, że USGS zabawia się swoimi danymi. Dostajemy drogą elektroniczną uaktualnione listy trzęsień ziemi z całego świata, monitorowanych przez USGS (w czasie rzeczywistym). Często dostawaliśmy informację o jakimś trzęsieniu, odwiedzaliśmy odpowiednią stronę USGS tylko po to, żeby zobaczyć, iż go tam nie ma, następnie powracaliśmy do oryginalnego linka, który w międzyczasie został zamieniony na notkę o ‘skasowaniu’ informacji. Co jest grane?

Jedno z takich trzęsień wystąpiło w okolicy jeziora Kinneret, co jest interesującym szczegółem. Do roku 1967 jezioro Kinneret położone było na granicy izraelsko-syryjskiej. Odkąd Izrael rozpoczął okupację Wzgórz Golan położonych na wschód od jeziora, granica ta nieco się od jeziora odsunęła. Podobnie jak z innymi ‘niewyjaśnionymi’ zdarzeniami zachodzącymi w Izraelu, jak np. ciąg doniesień o wybuchach sonicznych, trudno powiedzieć, czy trzęsienia te były prawdziwe czy też nie. Jeden z czytelników Sott.net podzielił się z nami następującą informacją:

W 2006 roku wraz z przyjaciółmi widzieliśmy w Tel Avivie nad morzem wielki, długi, pomarańczowy ogon meteorytu. Nie słyszeliśmy o tym w żadnych wiadomościach. Kilka miesięcy później Ynet zamieścił zdjęcie podobnego ogona zrobione przez świadka też w Tel Avivie.

Wcześniej, w 2005 roku, nad Izraelem słychać było kilkanaście tajemniczych sonicznych wybuchów, które zawsze wyjaśniano jako „inwersję temperatury powietrza” lub jakieś inne rzadkie zjawisko meteorologiczne, albo w ogóle nic nie wyjaśniano. Tu macie linki z tym związane:

Tajemnicze ‘bumy’ trzęsą domami
IDF wyjaśnia przyczyny tajemniczych eksplozji

W latach 2006-2008 zanotowano więcej przypadków niewyjaśnionych sonicznych wybuchów, ale nie spotkały się one z poważnym zanteresowaniem, nie podano także żadnych wyjaśnień. Z drugiej jednak strony zwykli obywatele Izraela byli pewni, że to wszystko jest częścią przygotowań wojskowych do inwazji na Iran i że IDF przeprowadza podziemne/podwodne eksperymenty jądrowe, jako że wszystkie te dźwiękowe uderzenia dochodziły od strony morza lub były słyszane wzdłuż wybrzeża.

Kto wie, może tym właśnie były. Trudno powiedzieć, co się dokładnie zdarzyło.

Zastanawiamy się więc, czy izraelskie ‘trzęsienia’ są celowo nienagłaśniane, aby ułatwić Izraelowi przygotowania do unicestwienia Iranu?

Istoty Pozaziemskie (ET), Kryptoziemianie (CT) i Hiperwymiarowi Mieszkańcy* (HD)

W marcu ukazała się długo wyczekiwana książka pisarza i bloggera, Mac Tonniesa, zatytułowana „The Cryptoterrestrials. A meditation on indigenous humanoids and the aliens among us”. Tragicznym jest to, że Tonnies zmarł we śnie 28 października 2009 roku w wieku 34 lat, prowokując u wielu wątpliwości co do całkowicie naturalnej przyczyny jego śmierci. Tyko tygodnie dzieliły go od oddania manuskryptu do wydawcy i dzięki pomocy rodziny oraz przyjaciół ostateczna wersja rękopisu została wydana przez wydawnictwo Anomalist Books.

Książka nie tyle jest wyjaśnieniem jego teorii, co druzgoczącą krytyką Hipotezy Istot Pozaziemskich (ETH) oraz sztywnych poglądów głównego nurtu ufologii. Książka Tonniesa obfituje w pytania i wnikliwe spekulacje o tym, co tak naprawdę kryje się za zjawiskiem NOL (UFO). Tonnies podążył śladem Jacquesa Vallee i Johna Keela, wskazując na wiele powodów, dla których nagląco potrzebne jest nowe podejście do badań nad NOL i „obcymi”. Mimo że Sott.net niekoniecznie zgadza się ze wszystkimi wyciągniętymi przez niego wnioskami i choć momentami Tonnies jest przesadnie optymistyczny (co sam przyznaje w ostatnim rozdziale), jego książka daje wiele do myślenia na temat NOL, „obcych” i zjawisk paranormalnych. Pokazuje związki pomiędzy znanym z baśni „małym ludem” i współczenymi Szarymi, pytając, czy są jedną i tą samą „zniekształconą reprezentacją istniejącego gatunku”:

Być może wszędobylski Szary to po prostu kostium, który się sprawdza; a jeśli tak jest, to nie możemy oprzeć się pragnieniu, żeby choć zerknąć na pokaz mody na przyszłoroczny sezon. . . . Zbyt długo nazywaliśmy ich obcymi zakładając, że to my reprezentujemy to, co na naszej planecie najlepsze i najgenialniejsze. Może oni chcą, byśmy tak myśleli? (str. 26)

Tę ideę Tannies przeciwstawia koncepcji Jacque’a Vallee’a z „wszechwiedzącymi, pokojowo nastawionymi rozsiewaczami memów, którzy usiłują doprowadzić do dostosowania się naszej ewolucji do jakichś nieznanych ideałów obcych” poprzez „sztucznie narzucone psychospołeczne warunkowanie”. Przytaczając badania przeprowadzone przez Keela, wskazuje także na nieodłączną sprzeczność pomiędzy „całkowicie fizyczną” naturą zjawiska NOL i jego paranormalnymi cechami. Obserwacje NOL-i dostarczają informacji i ich „tajemniczych zniknięciach, „niemożliwych” manewrach oraz [widocznych] upodobaniach do oszukańczych sztuczek”. Innymi słowy, NOL-e zachowują się raczej jak holograficzne projekcje, a absurdalność ich wyglądu oraz zachowania ich „załogantów” skłoniło Keela do postawienia hipotezy, że są oni „kosmicznymi oszustami”.

Ale czy te przeciwstawne idee – fizyczne humanoidy versus wszechmocne memometry, fizyczność versus zjawiska paranormalne – wykluczają się nawzajem? My z Sott.net uważamy, że istnienie czwartego wymiaru przestrzennego mogłoby pogodzić te pozorne sprzeczności. Taki wymiar zmiennej fizyczności mógłby odpowiadać za „postbiologiczną osobliwość”, proponowaną przez Tonniesa. Innymi słowy, to nie tyle postbiologiczność (tzn. połączenie fizycznej technologii i biologii), co całkowicie inny rodzaj biologii, coś jak spekulacje Tonniesa dotyczące Wieloświatowej Interpretacji teorii kwantów, „w myśl której za każdym razem, gdy następuje „rozpad” funkcji falowej subatomowego zdarzenia, nasz wszechświat rozwidla się:

Czy odpowiednio „dostrojony” mózg ludzki mógłby wyprodukować zbliżone rezultaty? Zważywszy na doniesienia o istotach humanoidalnych „materializujących się” i „znikających”, kusi nas wzięcie pod uwagę możliwości, że nasi goście opanowali technologię świadomości, są w stanie manipulować swoją własną funkcją falową i przeskakiwać z szybkością myśli pomiędzy różnymi wszechświatami. Z racji braku fizycznych dowodów jest to jedno (choć przyznaję, że barwne) z możliwych wyjaśnień. „Oni” mogą czaić się zarówno w „nadprzestrzeni” jak i w znanej nam przestrzeni trójwymiarowej. Co więcej, taka forma podróżowania nie musi wymagać energochłonnej maszynerii. Jeśli doświadczenia szamanów mogą być dla nas jakąś wskazówką, to umiejętność przekraczania czasu i przestrzeni może być tematem odpowiednim raczej dla parapsychologów niż dla fizyków teoretycznych. (str. 32)

Chociaż Tonnies przyznaje, że jego hipoteza jest bardziej „z krwi i kości”, zauważa także, że obie teorie nie wykluczają się wzajemnie i że „bylibyśmy bojaźliwi unikając poruszania parapsychologicznych aspektów zjawiska NOL” (str. 33). Krytykując teorię multiversum Valleea i teorię „superspektra” Keela słusznie zauważa, że obydwie teorie wymagają „co najmniej przedefiniowania fizycznego wszechświata” (str. 37). Ma rację, a my całkowicie się z nim zgadzamy. Mimo że hipoteza Tonniesa jest interesująca i tłumaczy sporą ilość danych, uważamy jednak, że hipoteza hiperwymiarowej natury „obcych” wyjaśnia jeszcze więcej i bierze nawet pod uwagę pewną wariację hipotezy „CT”.

© Peter Rye

Richard Dolan nazwał taki scenariusz „oderwaną cywilizacją” (breakaway civilisation) – ma to być grupa ludzi lub istot humanoidalnych, żyjących najprawdopodobniej w ogromnych podziemnych bazach badanych przez Dr. Richarda Saudera, która równie dobrze może wpływać na osoby pociągające za sznurki światowej władzy. Zgodnie z hipotezą Tonniesa taka cywilizacja może istnieć już od bardzo dawna i być może mamy nawet jakiś wspólnych przodków. Jednak my uważamy, że lepiej patrzeć na tę koncepcję jak na jeszcze jedną twarz o wiele bardziej złożonej rzeczywistości, która wymaga radykalnego przedefiniowania fizycznego wrzechświata i naszego w nim miejsca.

Tonnies oferuje nam pewne niezwykle przekonujące i przerażające spekulacje, przypominające teorię Keela. Na przykład:

Zważywszy na dużą ilość sprawozdań dotyczących doświadczeń przebywania poza ciałem oraz z pogranicza śmierci, trudno jest mi odrzucić możliwość „nielokalnej” świadomości. Być może dostatecznie zaawansowana technologia jest w stanie manipulować „duszą” z taką łatwością, z jaką my dzielimy geny lub mieszamy chemikalia w probówkach. Jeśli tak jest, to spotkania z „pozaziemskimi istotami” mogą dostarczyć praktycznej wiedzy z zakresu modyfikowania i przenoszenia świadomości. (str. 53)

Jak zaobserwował Tonnies, pulsujące światła i zwodnicza figlarność „innych” wydają się być zainscenizowane. To tak, jakby oni chcieli, byśmy ich zauważali. Cóż więc w tym miesiącu wystawili nasi współmieszkańcy CT/HD? Już pierwszy tydzień marca pzyniósł raporty o pojawianiu się NOL-i w całych Stanach Zjednoczonych (włącznie z masowymi obserwacjami w Seattle, licznymi pojawieniami się w Tennessee oraz wielokrotnymi obserwacjami w Ohio) oraz na świecie, w tym w  Norwegii, Argentynie, Walii i kanadyjskim Ontario. Obiekty te pojawiały się w przeróżnych kształtach i kolorach, być może właśnie wyleciały z parkingu hiperprzestrzennego salonu statków kosmicznych. Znaleźliśmy owalne, podobne do klocków, sferyczne, w kształcie piramidy z pomarańczowo-czerwonymi światłami, w formie wielościanów o biało-zielonej i pomarańczowej kolorystyce, spodki z pomarańczowymi światłami, a także stare zwykłe pomarańczowe kule ze światła; kilka niebieskich świateł, czarne i okrągłe statki, trójkątne, okrągły pierścień, biały dysk, statek o kształcie odwróconej meduzy oraz kolejne migające pomarańczowe światła. Dodatkowo, przez resztę miesiąca zaobserwowano NOL-e w Izraelu, Rosji i Australii, jak również kilka nowych kształtów: stożek, wielościan z zielonymi kolcami, metaliczno-srebrne kule, bumerang, prostokąt, i cygaro. No i oczywiście dalsze obserwacje trójkątów i tajemniczych pomarańczowych świateł.

W stosunkowo krótkim czasie pojawiły się także różnorodne sprawozdania dotyczące „snopów światła”: pod koniec stycznia w brytyjskim Oswestry i Boothville, cztery odrębne incydenty w Kalifornii 31 stycznia, 27 lutego oraz 28 lutego. (25 marca w Nowej Szkocji jeszcze raz widziano NOL emitujący wiązki świetlne.) Obserwacji z 27 lutego towarzyszyła „czarna jaszczurowata humanoidalna postać”, do której w marcu dołączyli humanoidalny olbrzym w Argentynie, w Pensylwanii Wielka Stopa, w Kalifornii świecące zielone ptaki, w Teksasie znikające ptaki podobne do płaszczki oraz okaleczacze bydła w Kolumbii. Pośród 16 różnych pojawień się NOL-i w przeddzień trzęsienia ziemi w Chile, wielu świadków zauważyło co następuje:

Na wybrzeżu pojawił się pionowy cylindryczny obiekt, przypominający żarówkę fluorescencyjną. W tym samym czasie z morza wynurzyła się nakrętko-podobna struktura otoczona światłami. Nagle świadkowie zobaczyli stojącą niedaleko trzymetrową długoręczną humanoidalną istotę emitującą światło i idącą w kierunku autostrady.

Co mamy zrobić z tymi wszystkimi różnokształtnymi statkami i kryptydami? No i jak wyjaśnić to, że obserwacje wydają się pasować do oczekiwań obserwatorów i z czasem zmieniają swoje kształty (np.: wielkie statki powietrzne z końca XIX wieku)? Cytat z książki „The Cryptoterrestrials:

Jeśli zamierzeniem ET jest testowanie naszej reakcji na ich obecność (lub coś jeszcze dalej idącego, o czym świadczyć może wpływ tego zjawiska na naszą mitologię), zebrane na szybko z surowych danych „statki” i „obcy” umożliwiłoby takie zróżnicowanie form widzianych na niebie. Elastyczność nano-technologicznych konstrukcji pozwoliłaby inteligencji NOL na reagowanie w „czasie rzeczywistym” zgodnie z naszymi z góry przyjętymi poglądami, a tym samym na zapewnienie sobie stałej obecności w zbiorowej podświadomości, pozwalając równocześnie na zachowanie możliwości wiarygodnego zaprzeczenia …(str. 25)

Można w nieskończoność obstawać przy dosłownej pozaziemskiej interpretacji, jednak podejście holistyczne prowadzi nas do rozważenia tego, że inteligencja NOL nie tylko chce się utrwalić poprzez dramatyczne spotkania z rzekomymi ”pasażerami”, ale także zamierza zdyskredytować swoje własne machinacje: inscenizuje ekscytujące zdarzenia NOL, które zarażają zarówno środowisko badawcze jak i powszechną wyobraźnię wiedząc, że nieodłączna absurdalność tego zjawiska doprowadzi ostatecznie do dysonansu poznawczego i podkopie próby postawienia zarzutów. W ten właśnie sposób jesteśmy warunkowani do zaakceptowania ETH w jednej chwili, żeby ulec „czynnikowi chichotu” w następnej …(str. 44)

Dziwne i absurdalne trwa  nieustannie. Jeśli ET/CT/HD naprawdę chciałyby pozostać w ukryciu, to jak wyjaśnić tego typu pojawienia się, jakie sfilmowano na początku marca w Japonii?

Charles Fort najprawdopodobniej śmieje się zza grobu, gdy na naszej planecie nie przestają występować anomalie typu „fafroski” (obiekty spadające z nieba, słowo utworzone z angielskiego FAll FROm the SKIES ), które niezmiennie dowodzą, iż wielki syntezator niewyjaśnionego nie był aż tak szalony, jak malują go jego krytycy.  Pod koniec lutego w Australii dwa razy padało żywymi rybami. Do listy możemy dodać kwietniowe opady pająków w Argentynie w 2007 r. (nawiasem mówiąc, ten sam region był ostatnio nawiedzany przez świecącego małego człowieczka z pomarańczową czupryną), hiszpański deszcz żab w maju 2007 i syberyjski deszcz żab z lipca 2005. W czerwcu 2008 r. w La Sierra, Chocó, spadł czerwony deszcz, który po testach lokalnego bakteriologa okazał się krwią. Jednakże z uwagi na religijne środowisko, będące tym czym jest (większość zinterpretowała ten deszcz jako „cud” boski lub krwawe łzy Marii Dziewicy ), nie możemy wykluczyć, że do tej krwawej konkluzji doprowadziła wysoka zawartość żelaza miała inne źródło (być może pochodzenia kometarnego?).

Opór jako Duchowość

Religia nie jest czymś odrębnym od codziennego życia. To jest życie – życie każdego rodzaju, obserwowane z punktu widzenia jego sensu i celu: życie przeżyte w pełniejszej świadomości jego cech ludzkich i duchowej istoty.

– A. Powell Davies

W świetle pojawienia się Hutaree – rzekomo Chrześcijańskiej bojówki, nie różniącej się niczym od przeciętnej rzekomej islamskiej grupy terrorystycznej – oraz pedofilskich skandali Kościoła Katolickiego warto postawić pytanie, czy religia i duchowość nie powinny uwolnić się od politycznych i społecznych trosk, aby nie dać sprowadzić się do brutalnego fanatyzmu – co wyraźnie daje do zrozumienia propaganda. A może powinniśmy całkowicie zapomnieć o religii? Czy powinniśmy bezkrytycznie podążać za podtekstem najnowszych wiadomości, zamknąć się w wieży z kości słoniowej i bezpiecznie wpatrywać się w swoje pępki recytując mantrę ‘omm’? Albo jeszcze lepiej, przylepieni do telewizora spędzać życie w plastikowej bańce ‘burżuazyjnego życia’ i wybić sobie z głowy, że życie ma jakiekolwiek znaczenie i cel?

My tak nie uważamy. Ostatecznie, duchowość jest niczym innym jak oddaniem prawdzie i obiektywizmowi. Jeśli tak, to nie można być prawdziwie duchowym bez świadomego dążenia do poznania rzeczywistości, a w międzyczasie – w wyniku współpracy z innymi – poznawania własnych ograniczeń oraz nieograniczonego potencjału kreatywności.

Z tej też przyczyny jest coś bardzo egoistycznego w ‘duchowych’ praktykach, które ignorują społeczną rzeczywistość będąca rzeczywistością cierpienia ludzi takich jak my. Każdy prawdziwy i skuteczny opór stawiany niesprawiedliwości bierze się z realistycznego oszacowania prawdopodobieństwa zmiany przy uwzględnieniu nierównej sytuacji materialnej. Możemy więc zapomnieć o rewolucji pełnej przemocy i „odebraniu” państwa (które i tak zawsze istniało tylko po to, by nas gnębić).

Przeważająca część walki przeciwko patokracji odbywa się w świecie idei i komunikacji ze światem. To trudna wojna. Czy istniałyby konflikty zbrojne, gdyby każdy żołnierz na świecie był całkowicie świadomy czego się od niego żąda? Jakim byłoby społeczeństwo, gdyby każdy obywatel rozumiał, jak jest codziennie okłamywany, truty i manipulowany?

W tym miesiącu pozostawiamy was z fragmentem mocnego artykułu Chrisa Hedgesa pt. „Punkt zerowy systematycznej zapaści”, który kładzie nacisk na podobne kwestie:

[…] Narastające jawne nadużywanie siły przez elity celem utrzymania kontroli nie powinno zdławić aktów oporu. Akty oporu są aktami moralnymi. Rozpoczynają się, ponieważ ludzie posiadający sumienie rozumieją moralną konieczność rzucenia wyzwania systemom opartym na nadużyciach i despotyźmie. Akty te powinny być przeprowadzane nie dlatego, że są skuteczne, ale dlatego, że są słuszne. Prekursorów tych aktów jest zawsze niewielu i są oni zbywani przez tych, którzy swój strach skrywają za maską cynizmu. Ale opór, jakkolwiek marginalny, bezustannie afirmuje życie w świecie zalanym przez śmierć. Jest to najwyższy przejaw wiary, najwyższa forma duchowości i już tylko to pomaga utrzymać nadzieję. Ci, którzy przeprowadzali wielkie akty oporu, częstokroć poświęcali swoje bezpieczeństwo i wygodę, często przesiedzieli jakiś czas w więzieniu, a w niektórych wypadkach zostali zabici. Oni rozumieli, że aby żyć w pełnym znaczeniu tego słowa, istnieć jako wolny i niezależny człowiek, nawet w najciemniejszą nocą państwowych represji, oznacza sprzeciwić się niesprawiedliwości.

Ostatnie słowa dysydenckiego pastora luterańskiego, Dietricha Bonhoeffera, wypowiedziane przez niego w drodze ze swojej celi w nazistowskim więzieniu na szubienicę brzmiały:  „Dla mnie to koniec, ale także początek”. Bonhoeffer wiedział, że większość jego współobywateli była poprzez swoje milczenie współwinna czynów wielkiego przedsiębiorstwa śmierci. Jakkolwiek beznadziejne się to w tamtej chwili wydawało, potwierdził on to, co my wszyscy powinniśmy potwierdzać. Nie uniknął śmierci. On, jako pojedynczy osobnik, nie przeżył. Ale rozumiał, że jego opór, a nawet śmierć, były aktami miłości. Walczył i umarł za świętość życia. Nawet tym, którzy się do niego nie przyłączyli, przekazał jeszcze jedną historię, a jego opór ostatecznie napiętnował jego egzekutorów.

Musimy kontynuować opór, ale robić to z dokuczliwą świadomością, że najprawdopodobniej nie doczekamy się w ciągu naszego życia żadnych istotnych zmian. Opór staje się przez to trudniejszy – zamiast być namacalnym i natychmiastowym, jest raczej bezpostaciowy i nieokreślony. Ale zaprzestanie aktów oporu jest duchową i intelektualną śmiercią. Jest poddaniem się pozbawiającej ludzkiej godności ideologii totalitarnego kapitalizmu. Akty oporu utrzymują przy życiu inny punkt widzenia, podtrzymują naszą prawość i dodają siły innym ludziom, których nawet nie znamy, do powstania i niesienia płomienia, który im przekazaliśmy. Żaden akt oporu nie jest bezużyteczny – czy jest to odmowa płacenia podatków, walka o podatek Tobina, praca nad zmianą neoklasycznego paradygmatu ekonomicznego, anulowanie statutu korporacyjnego, przeprowadzenie światowego internetowego głosowania, czy tez użycie Twittera jako katalizatora reakcji łańcuchowej mówiącej ‘Nie’ neoliberalnemu porządkowi. Ale musimy stawiać opór i znaleźć wiarę w to, że jest on wart wysiłku, ponieważ z dnia na dzień nie zmienimy tego potwornego układu władzy. Kluczowe znaczenie dla tej długiej walki i życia w oporze będzie miała wspierająca na wszelkie sposoby społeczność.

Filozof Theodor Adorno napisał, że zainteresowanie wyłącznie problemami osobistymi i obojętność wobec cierpienia ludzi spoza grupy, z którą się identyfikujemy, było tym, co ostatecznie umożliwiło zaistnienie faszyzmu i Holokaustu: Nieumiejętność identyfikowania się z innymi była bezsprzecznie najważniejszym psychologicznym warunkiem, który pośród mniej więcej cywilizowanych i niewinnych ludzi pozwolił zaistnieć czemuś takiemu jak Auschwitz.”

Obojętność na niedolę innych oraz egocentryzm to cechy, które stara się w nas wpoić państwo korporacyjne. W celu unicestwienia ludzkiego współczucia używa strachu i hedonizmu. Będziemy musieli kontynuować walkę z mechanizmami kultury masowej choćby tylko po to, by przez drobne, nawet  najdrobniejsze czyny zachować swoje człowieczeństwo. Będziemy musieli opierać się pokusom patrzenia tylko na siebie i ignorowania okrucieństwa za naszymi drzwiami. W tych często niezauważalnych aktach buntu przetrwa nadzieja. Ten bunt, zdolność mówienia ‘nie’ jest tym, co psychopatyczne siły kontrolujące nasz system władzy na świecie starają się unicestwić. Jak długo jesteśmy w stanie opierać się tym siłom, mamy szansę, jeśli nawet nie dla siebie, to przynajmniej dla naszych potomków. Jak długo opieramy się tym siłom, pozostajemy żywi. I jak na razie jest to jedyne możliwe zwycięstwo.

Ten artykuł jest przekładem oryginału zamieszczonego w języku angielskim na stronie:

dokonanym przez polskich tłumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.
 

 

Materiał ten został opublikowany przez SOTT.NET – projekt Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala się na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz żródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

2 komentarzy »

  1. ja jak się zbuntowałem to zgrozili mi wyrzuceniem z pracy. następnego dnia dali podwyżkę.

    Komentarz - autor: cycek — 5 Czerwiec 2010 @ 14:55

  2. W 1957 r,w USA zmarł w wiezieniu ,a jego książki spalono !!!!!!!!!!!!!!
    Opublikował/a zenobiusz w dniu Czerwiec 20, 2010

    00Rate This

    Wyciek ,w Zatoce Meksykańskiej ,zagraża całej planecie.Jest pare miesiecy czasu.Budujcie Chembustery!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    http://counter108.wordpress.com/2009/11/17/wilhelm-reich-i-ufo/

    Z uwagi na powagę stytuacji , posty nie związane z tematem, są usuwane trwale.Zenobiusz.

    http://zenobiusz.wordpress.com/2010/06/20/chemiczne-opary-zagroza-zyciu-budujcie-chembustery/
    http://free.of.pl/z/zlabs/podstawy/orgon/reich/reich.htm

    Agenci federalni działali z zapałem mścicieli, kiedy otrzymali polecenie zniszczenia owoców pracy naukowca Wilhelma Reicha w jego laboratorium w Maine. W sądowym orzeczeniu z 1956 roku stwierdzono, że materiały użyte do budowy przypominającego wyglądem skrzynkę „akumulatora orgonowego” da się uratować, z wyjątkiem płyt celotexu, które agenci roztrzaskali na kawałki. Nowojorscy współpracownicy Reicha, dr Michael Silvert i dr Yictor Sobey, zostali zmuszeni do zebrania całej literatury znajdującej się w archiwum Instytutu Orgonu i załadowania jej do wielkiej ciężarówki, która pojechała stamtąd prosto do spalarni na Dolnym Manhattanie, gdzie wszystkie papiery spalono zgodnie z poleceniem Urzędu ds. Żywności i Leków (Food and Drug Administration; w skrócie FDA). Amerykański Związek Swobód Obywatelskich przystąpił do działania, gdy było już za późno. W wydanym przez siebie oświadczeniu dla prasy stwierdził, że nakaz sądu stanowił pogwałcenie wolności słowa, ponieważ zaledwie jedna spośród spalonych książek mogła być uznana za materiał promujący bądź wyjaśniający zasady działania kontrowersyjnego akumulatora orgonowego. (Orgon to nazwa nadana przez Reicha życiowej sile, która przenika i otacza wszystkie żywe organizmy, nie wyłączając Ziemi). W oświadczeniu tym można było przeczytać między innymi: „Kiedy agencja rządu wykorzystuje tak wątpliwe preteksty do tłumienia wiedzy, bez względu na to, jak bardzo jest ona ekscentryczna czy niepopularna, stanowi to poważne zagrożenie dla wolności prasy oraz zasad wolnej myśli, na jakich opiera …………………..

    Komentarz - autor: zenobiusz — 20 Czerwiec 2010 @ 11:38


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: