PRACowniA

26 Maj 2010

Łączenie Punktów: Syjonistyczny melodramat, krajowy terroryzm i bulle papieskie (2)

Sott Editors
Sott.net
05 kwietnia 2010

Podziemny ekspres i manipulacja

W przeddzień „Dnia Ziemi Palestyńskiej” oraz „Międzynarodowego Tygodnia Bojkotu Izraela” na stacjach metra w centrum Moskwy doszło nad ranem do eksplozji dwóch bomb, w efekcie czego zginęło 39 osób a 95 zostało rannych. Początkowo nikt nie przyznawał się do zamachów. Według relacji świadków ładunki mógł uruchomić mechanizm otwierający drzwi pociągów, jako że obie eksplozje miały miejsce natychmiast po wyjściu z nich pierwszych pasażerów. Jak donosi Nowaja Gazieta:

Według pracowników metra do pierwszej eksplozji doszło o 7:52 na stacji Łubianka w pociągu jadącym ze stacji Ulica Podbielskiego, w drzwiach drugiego wagonu. Kolejny wybuch nastąpił o 8:39 na stacji Park Kultury w pociągu jadącym ze stacji Południowy Zachód, w momencie otwarcia drzwi pasażerom piątego wagonu. […]

„Ze stacji Południowy Zachód pociąg jechał powoli i z częstymi przystankami. W końcu dotarliśmy do Parku Kultury. Siedziałem na samym końcu drugiego wagonu, plecami do trzeciego wagonu (gdzie miało dojść do eksplozji). O wybuchu na Łubiance nikt z nas jeszcze nie wiedział. Zaraz potem maszynista ogłosił przez megafon, że ‚z przyczyn technicznych pociąg dalej nie pojedzie’, prosząc o ‚skorzystanie z innego środka transportu’”.

„Pasażerowie podeszli do drzwi, które za chwilę miały się otworzyć. I to był ten moment. Wychodząc poczułem nacisk na tył głowy i usłyszałem huk. Na moje plecy spadło coś mokrego i miękkiego; później zobaczyłem, że byłem cały we krwi innych osób.”

Ale do diaska z relacjami świadków; po dwóch godzinach wydano oficjalny komunikat, że sprawczyniami zamachów były dwie samobójczynie, a media bez wahania wskazały na islamskich rebeliantów z Kaukazu Północnego (obejmującego Czeczenię i Inguszetię). Szef Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB, wcześniej znanej jako KGB) Aleksandr Bortnikow powiedział, że zdaniem jego śledczych ataki przeprowadziły „grupy terrorystyczne związane z Kaukazem Północnym. (…) Na miejscu zbrodni odnaleziono szczątki ciał dwóch zamachowczyń, po zbadaniu których ustalono, że kobiety pochodziły z regionu Przedkaukazia.”

Jak doszedł do tych błyskawicznych wniosków, nie podano. Zresztą to nie problem dla tych, którzy odpowiadają za informowanie społeczeństwa, ponieważ wiedzą, że kluczem do zasiania w umysłach pożądanej opinii są pierwsze godziny po traumatycznym zdarzeniu. W pełni wiedzieli także i o tym, że wskazując na „islamistki” przypomną Rosjanom o tragedii w Biesłanie z 2004 roku. Słowo-klucz podziałało natychmiast, skutkując przypadkowymi atakami na muzułmanów na stacjach metra.

Rosyjskie media zidentyfikowały tożsamości „czarnych wdów”, publikując następnie zdjęcia 17-letniej Dżennet Abdurakmanowej.

© Newsteam/AFP/Getty Images -- Dżennet Abdurakmanowa, jedna z rzekomych sprawczyń zamachów w moskiewskim metrze, na zdjęciu ze zmarłym mężem Umałatem Magomedowem.

© IntelCenter/AP -- Kadr z filmu wideo pochodzącego z jednej z pro-separatystycznych witryn, udostępniony przez agencję IntelCenter, mający przedstawiać Doku Umarowa.

Niedługo potem ukazało się także nagranie wideo o nieznanej dacie powstania, na którym to czeczeński przywódca rebeliantów, Doku Umarow, zrobiony na modłę Bin Ladena, bierze odpowiedzialność za zamachy. I nieważne, że dzień wcześniej jego rzecznik Szemsetin Bakutajew zaprzeczył jakiemukolwiek udziałowi Czeczenów w zamachach:

Nie przeprowadziliśmy zamachów w Moskwie i nie wiemy, kto tego dokonał”, powiedział w rozmowie telefonicznej z agencją Reutersa rzecznik Emiratu Kaukaskiego w Turcji, Szemsetin Batukajew.

Oznajmił dalej, że grupa planowała ataki na cele gospodarcze wewnątrz Rosji, jednak nie miały być wymierzone przeciwko cywilom.[…]

Hmm… Zamachy samobójcze islamistów w wigilię pro-palestyńskich i antyizraelskich obchodów, zwieńczone naciąganymi wyjaśnieniami i nagraniem wideo z knowaniami nikczemnego brodacza? Gdyby nie ów rzecznik czeczeńskiego Bin Ladena i jego w paradę Tajnej Grupie i spółce (CIA, Mossadowi czy innym psychopatycznym organizacjom), pewnie byśmy dali temu wiarę… no dobra, i tak byśmy tego nie kupili.

Padły też przypuszczenia, że ‚zamachy samobójcze’ mogła sprowokować niedawna masakra grupy zbieraczy czosnku w kaukaskim lesie, dokonana przez siły rządowe. Co ciekawe, dziennik Kommiersant wstępnie podał tożsamość drugiej zamachowczyni, 20-letniej Markhi Ustarkanowej* z Czeczenii, wdowy po dowódcy rebeliantów zabitym zeszłego października w trakcie przygotowywania zamachu na czeczeńskiego prezydenta Ramzana Kadyrowa, popieranego przez Kreml. Wcześniej we wrześniu Kadyrow poczynił kilka ciekawych uwag w sprawie konfliktu w Czeczenii:

[*Następnego dnia po tej informacji, tj. 5 kwietnia, podano kolejną tożsamość drugiej samobójczyni – tym razem miała być nią Mariam Szaripowa, 28-letnia nauczycielka z Dagestanu (przyp.) ]

To Zachód jest najbardziej zainteresowany odłączeniem Kaukazu od Rosji. Kaukaz jest jej strategicznym obwodem. Odebranie Rosji Kaukazu [Północnego] oznacza odcięcie jej od reszty regionu. Do tego wysyłają do nas grupy obcokrajowców; obecnie walczymy w górach z amerykańskimi i brytyjskimi oddziałami specjalnymi” –  powiedział Kadyrow w wywiadzie dla gazety „Zawtra”.

[…]”Rzeczywiście był terrorystą o nazwisku Czitigow, pracował dla CIA. Miał amerykańskie obywatelstwo. Był dowódcą brygady u Khattaba. Kiedy już usunęliśmy go – dowodziłem tamtą operacją – znaleźliśmy przy nim amerykańskie prawo jazdy oraz inne amerykańskie dokumenty”- oznajmił Kadyrow.

Innym podejrzanym elementem owej historii – choć nie tak już zaskakującym, gdy znane nam są mechanizmy akcji sabotażowych – było ewakuowanie setek ludzi z moskiewskiej stacji metra na dwa dni przed zamachami, kiedy w jednym z wagonów pojawił się dym, którego przyczyną miała być rzekomo usterka przewodu. Czy była to próba generalna, czy może wymówka, ażeby wypędzić gapiów na czas „specjalnych przygotowań”?

Ciekawe jest również to, że pierwsza bomba wybuchła na Łubiance, stacji położonej dokładnie pod główną siedzibą FSB. Gdyby za zamachami stało FSB, czy nie wybrałoby słabiej monitorowanej stacji? A jeśli rosyjskie służby nie brały w tym udziału, czy mogła być to wiadomość z zewnątrz, prowokująca tamtejszy rząd do zwiększenia aktywności w Wojnie z Terrorem™? Jakkolwiek na to patrzeć, kilka dni po atakach Putin udał się do Wenezueli, aby przypieczętować umowy handlowe (głównie na broń), a może nawet pomóc w rozpoczęciu kosmicznego i nuklearnego programu w kraju rewolucji boliwariańskiej, co można odczytać dwojako: Albo Putin wiedział o planowanych zamachach i stąd jego niewzruszona postawa, albo… jego wizyta u Chaveza była ruchem odwetowym za wydarzenia w metrze. Dużą rolę w tym odgrywają  niewątpliwie inne czynniki, niemniej sam czas owego spotkania daje wiele do myślenia.

Dwa dni po atakach w Moskwie doszło do dwóch innych „zamachów samobójczych”, tym razem w Dagestanie. Trzy dni później, także w Dagestanie, policja zdetonowała kolejną bombę. Pierwszy z ładunków najprawdopodobniej wybuchł w momencie, gdy policjanci podchodzili do samochodu-pułapki. Następnie do zgromadzonych na miejscu eksplozji policjantów i pracowników medycznych podbiegł mężczyzna w policyjnym mundurze i wysadził się w powietrze.

Ów stan histerii szybko podchwyciły kraje o orwellowskich zapatrywaniach. Mieszkańcy Nowego Jorku na przykład musieli znosić obecność policjantów z M16 na stacjach metra – na wypadek, gdyby jedna z moskiewskich terrorystek pomyliła pociąg i wysiadła na Manhattanie.

© Post photos: G.N. Miller -- Funkcjonariusze jednostki Hercules, elitarnego oddziału nowojorskiej policji, patrolujący wagon metra na Grand Central Terminal oraz stację przy 51. ulicy w reakcji na zamachy w Moskwie.

Gordon Duff [weteran wojny wietnamskiej; działacz społeczny, publicysta – przyp.] wskazał nawet, że „popularna gra komputerowa ‚Call of Duty Modern Warfare 2’ zawiera scenariusz ataku terrorystycznego – będącego operacją sabotażową – na centrum komunikacji miejskiej w Moskwie. A dziś taki scenariusz rozegrał się naprawdę”. Zadaje on następnie pytanie, które powinno towarzyszyć wszystkim na wieść o podobnym wydarzeniu: Kto zyskał na dzisiejszym zamachu w Moskwie?

Prosta reguła jest taka: jeżeli zamach przynosi terrorystom same szkody, reakcja państwa jest adekwatnie mniejsza; ale gdy zamach skutkuje uchwaleniem nowych ustaw albo ożywia pewne nastroje wśród społeczeństwa, wtedy zazwyczaj mamy do czynienia z aktem sabotażu, a nie z prawdziwym dziełem terrorystów. A już na pewno, gdy zamach – lub jego próba, jak w przypadku „bieliźnianego zamachowca” z Detroit – przynosi w konsekwencji miliony dolarów zysku osobom związanym z firmami ochroniarskimi.

Wielki Brat jest maniakiem

© Time

Codzienne doniesienia o nowych technologiach, projektach i coraz ściślejszych środkach bezpieczeństwa ukazują nam, że konglomerat nadzór-ochrona stał się niezaprzeczalną częścią naszego życia. Shane Harris, autor książki „The Watchers”, nakreśla nam obraz starań rządu amerykańskiego, by widzieć i słyszeć jeszcze więcej w reakcji na rosnące zagrożenie terroryzmem. Zwraca szczególną uwagę na projekt Total Information Awareness (TIA), zainicjowany po zamachach z 11 września, któremu przewodzi John Poindexter, niegdysiejszy doradca ds. bezpieczeństwa narodowego za Reagana:

Wkroczyliśmy w erę, gdzie inwigilacja oraz możliwości kontroli z ramienia rządu stały się rzeczywistością, i wątpię, by Kongres miał odebrać rządowi tę władzę. Będą usiłowali zacieśnić tę kontrolę jeszcze mocniej. I nie usłyszysz nikogo – a przynajmniej nie spośród wpływowych kongresmenów – kto na poważnie stwierdziłby, że tak, musimy odrzucić Patriot Act i przywrócić porządek sprzed 11 września. Nie ma mowy.

© Zap Art/Getty -- Nie ma dokąd uciec, nie ma gdzie się schować

Smutne to, lecz tak się sprawy mają. Wobec postępującego przenikania technologii inwigilacji do niemal każdej sfery naszego życia, procesu tego nie da się już powstrzymać. Technologia ta może być już tylko bardziej inwazyjna i skomplikowana. Rzut oka na stan rzeczy z marca ponownie uświadamia nam, jak dalece posunięta jest kampania „gromadzenia informacji”:

  • Departament Bepieczeństwa Krajowego (DHS) zamierza rozpowszechnić obecność dronów na amerykańskim niebie.
  • Podlegająca Departamentowi Obrony agencja DARPA rozwija system śledzenia z powietrza, umożliwiający penetrację każdego miejskiego zakątka. Wówczas zaledwie kilka bezzałogowych dronów będzie mogło wyśledzić dowolny pojazd poruszający się w danym mieście.
  • Wzrost popularności serwisów społecznościowych stworzył nowe możliwości dla pozyskiwania i gromadzenia danych. Jedną z takich praktyk jest aktywność agentów FBI na Facebooku, zaprzyjaźniających się z wybranymi osobnikami.
  • Niemałe zamieszanie wprowadzi wkrótce oprogramowanie pod nazwą „Hone” (ang. osełka, ostrzałka). Będzie analizować rozmowy prowadzone z użyciem protokołu VoIP, biometrycznie identyfikować głos lub zdjęcie, a następnie łączyć je z numerami telefonów. Za pomocą sztucznej inteligencji będzie analizować emaile, łączyć je z różnymi kontami oraz przeszukiwać miliony profili w celu namierzenia osób z tymi samymi danymi na kilku kontach – na przykład profile blogerów, których adres email istnieje na innych kontach. Program będzie mógł dokonywać statystycznych porównań poprzez zestawianie takich cech jak płeć, narodowość, wiek, adres czy miejsce pracy.
  • Rząd brytyjski ujawnił plany stworzenia dla każdego obywatela osobnej strony internetowej. To jak rządowa wersja Facebooka dla obywateli, gdzie Brytyjczycy będą płacić podatki, ubiegać się o zasiłek, paszport, dowód osobisty, itd. Oprócz tego ma to być platforma, gdzie każdy będzie mógł się skontaktować z ośrodkami zdrowia oraz z nauczycielami uczącymi jego dzieci.
  • Instrumentem scentralizowania danych osobowych, zaakceptowanym zarówno przez Wielką Brytanię, jaki i USA, jest nowa – z pozoru niewinna – wersja dowodu osobistego. Celem jednak jest stworzenie uniwersalnej bazy danych zawierającej biometryczne dane oraz kod DNA wszystkich obywateli. W USA do wprowadzenia takich dowodów Obamę nakłaniają prawicowi senatorowie. Rząd brytyjski zaś rozpoczął już program, na razie jednak wdraża go po cichu, zmuszając do legitymowania się nowymi dowodami starsze osoby jeżdżące autobusami oraz młodzież kupującą papierosy i alkohol. Niemniej jednak, zostawszy bez grosza po akcji ratowania banków, tamtejszy rząd zapewne będzie musiał wyżebrać od nich pomoc w sfinansowaniu projektu, który zresztą opłaci się bankom, gdyż uzyskają dostęp do danych osobowych, medycznych i finansowych społeczeństwa. Słowem, dodatkowa szansa na dalsze ogałacanie nas.
  • Jeśli nie wzruszają was stawki ubezpieczeń rosnące z każdą wizytą u lekarza, z podobnym brakiem reakcji może spotkać się decyzja przedsiębiorstw komunalnych, by monitorować zużycie energii, dzięki czemu będą dokładnie wiedzieć, co robicie i kiedy.
  • Obserwując was podczas zakupów, sprzedawcy będą mogli obmyślić nowe strategie skuteczniejszej sprzedaży.
  • Monitorowany i przekazywany władzom jest już nawet zwykły spacer po lesie.

A co z podróżowaniem? Amerykańska Administracja Bezpieczeństwa Transportu (TSA) szykuje się do zainstalowania na lotniskach urządzeń, które będą wykrywać wszelką elektronikę posiadaną przez pasażerów czekających na odprawę. Celem jest śledzenie cię od chwili przyjścia na lotnisko aż do wejścia na pokład samolotu – inaczej mówiąc, możliwość śledzenia na odległość każdego, kto znajdzie się w obrębie lotniska.

© SOTT.net -- Obmacujący wzrokiem ochroniarz lotniska

Udając wcześniej, że pełne skanowanie ciała było tylko opcjonalnym rozwiązaniem, TSA podała, że skanowanie na lotniskach będzie jednak obowiązkowe. W Wielkiej Brytanii tymczasem pewien pracownik lotniska „nadużył” skanera i podglądał koleżankę z pracy. Incydent oczywiście wznowił publiczne obawy o upowszechnienie się perwersyjnych praktyk. Czy zatem był to zbieg okoliczności, że zaraz następnego dnia tabloid Ruperta Murdocha, „The Sun”, wzniósł propagandę terroru na niespotykane dotąd wyżyny absurdu ujawniając, że brytyjscy szpiedzy „odkryli” nowy plan Al Kaidy dotyczący umieszczania ładunków wybuchowych w implantach piersi i pośladków? Jest to ewidentna próba zastraszenia ludzi po to, by godzili się na skanery i cokolwiek jeszcze. A do tego, powyższy artykuł ukazał się już 1 lutego na amerykańskim portalu World Net Daily, a pojawił się ponownie teraz, aby stłumić głos krytyki.

Warto również rozważyć taką hipotezę: czy wprowadzenie skanerów ma na celu  zbudowanie bazy danych „nagich” zdjęć w ramach postępującej inwigilacji społeczeństwa? Czy może jest to następny krok w stronę uwarunkowania nas do przyjęcia podskórnych chipów, odczytywanych przez skanery w naszych domach, na ulicy, wszędzie?

Po straszeniu katastroficznymi cyber-atakami i cybergeddonem, amerykański CyberCommand jest wreszcie gotowy do działania:

Gen. broni Keith Alexander, obecny szef Narodowej Agencji Bezpieczeństwa (NSA) z siedzibą w Fort Meade w stanie Maryland, został wyznaczony do kierowania CyberCom’em. Gdy już do tego dojdzie, będzie on stał na czele jednocześnie NSA oraz CyberCom’u i otrzyma stopień generała.

Objęcie dowództwa nad CyberCom’em przez szefa NSA – chyba największej i najtajniejszej agencji szpiegowskiej w USA, znanej ze śledzenia własnych obywateli – stanowi wskazówkę co do prawdziwego celu, jaki przyświeca połączeniu dwóch organów obrony elektronicznej. Co więcej, doniesienia chińskich mediów, że Google ma ścisłe powiązania z wywiadem amerykańskim, utwierdzają pogląd, że system powszechnej kontroli informacji stał się okrutną rzeczywistością. Ale przecież wiedzieliście o tym.

Przyglądając się rozwojowi brutalności Państwa Policyjnego z tego miesiąca [marca], nie sposób odróżnić w tym względzie rozhisteryzowanej Ameryki od równie rozgorączkowanego Zjednoczonego Królestwa, gdy znaczna część społeczeństw obu krajów – jeśli nie zdecydowana większość – nie jest już w stanie wskazać różnicy między propagandą a prawdziwym zagrożeniem:

  • W Nowym Orleanie mogą cię aresztować za robienie zdjęć policjantom lub nawet za samo spojrzenie w ich stronę.
  • W najnowszej próbie poniżenia, nękania i szczucia setek tysięcy nie zarejestrowanych mieszkańców Arizony, tamtejsi republikańscy mocodawcy wystąpili z projektem, który z nielegalnych imigrantów zrobi przestępców za samą ich obecność w tym stanie.
  • W Wlk. Brytanii policja z Nottingham wypowiedziała wojnę dzieciom nakazując, by każdy w wieku 13-24 lat po wyjściu z autobusu został sprawdzony wykrywaczem metali w obecności psów policyjnych, gotowych w każdej chwili rzucić się do gardła podejrzanego.
  • Czy zdarzyło się wam otworzyć podesłany filmik czy zdjęcie, którego treść okazała się odrażająca lub obraźliwa? Otóż pewnemu Brytyjczykowi grozi więzienie za posiadanie zapisanego w telefonie przesłanego mu 6-sekundowego nagrania z „ostrą pornografią”, którego zapomniał usunąć. [Nie popieramy pornografii, jednak nie trudno tu dostrzec, że skazywanie kogoś za oglądanie treści otrzymanych bez jego zgody otwiera drzwi dla bezpodstawnych aresztowań i sądów.]
  • Także w Wielkiej Brytanii, pewien muzyk został wyrzucony z pociągu za napisanie nazwy zespołu, The Killers (zabójcy), obok listy piosenek. Najwyraźniej otępiały konduktor wywnioskował z napisu, że mężczyzna sam był zabójcą.
  • Przed-zbrodnia stała się faktem: rzekomy desperat „dobrowolnie” rozbroił się i oddał  w ręce oddziału SWAT oraz grupy policjantów w wyniku zbrodni, której nie zdążył popełnić.

Chyba już wszystko gotowe do odpalenia totalitaryzmu na pełną skalę.

Techniki rządzenia współczesnym imperium

Tak, Imperium Ameryki i jej popleczników radzi sobie coraz lepiej, dziękujemy za waszą troskę. Mimo pojawiających się oznak nadziei w postaci budzących się ze snu mieszkańców niektórych państw (jak choćby Hondurasu czy Włoch), patokraci mają jeszcze wiele atutów w zanadrzu. Za sumę 322 miliardów dolarów, jaka zasili machinę wojenną Pentagonu w ciągu pięciu najbliższych lat, mogą zdziałać jeszcze wiele złego.

© The Times -- Abdul Ghafar opłakuje nad grobem członka rodziny zabitego w nocnym ataku sił NATO z 12 lutego

Widoczna dziś pełna asymilacja Iraku dokonała się w wyniku udanej operacji podbij-i-złup, rozpoczętej przed wieloma laty przez imperatora George’a H.W.Busha, na wiele lat przed 2003 rokiem, a zwieńczonej przez neokonów. W tym celu wszczęli oni kampanię propagandy opartą na rażących kłamstwach, podobną zresztą do obecnej nagonki na Iran, a jej następstwem była inwazja i okupacja Iraku. By złamać wolę Irakijczyków, posłużyli się fałszywymi terrorystami i fanatykami religijnymi, a na koniec wynieśli do władzy marionetkę CIA, Ajada Allawiego – psychopatę, który dokonał niejednej zbrodni przeciwko swoim rodakom. Mając radykalnego i dobrze uzbrojonego wroga w postaci popularnego duchownego szyickiego Muktady Sadra, Allawi może spodziewać się kontynuacji rządów terroru w Iraku w nadchodzących latach.

Inne kraje niosą podobne lub nawet gorsze jarzmo. Dowódca sił NATO w Afganistanie, gen. Stanley A. McChrystal, ma to do powiedzenia w kwestii zajęć jego żołnierzy na afgańskich polach śmierci:

Zastrzeliliśmy już ogromną liczbę ludzi, jednak z tego co mi wiadomo, żaden z nich nie stwarzał zagrożenia.

Przeczytajcie to jeszcze raz, na głos, żeby dobrze do was dotarło. Te słowa, wypowiedziane z bezceremonialną szczerością, padły z ust człowieka świadomego posiadanej władzy – wystarczającej, by uszło mu na sucho pysznienie się mordem tylu ludzi, ilu tylko mógł dopaść. To jeden z nielicznych przypadków, kiedy psychopata mówi prawdę.

Obrazując, jak prowadzi się kampanię w Afganistanie, wojsko amerykańskie niedawno zaatakowało 80-tysięczną osadę położoną w rolniczym regionie na południowym-wschodzie kraju, która miała być skupiskiem talibów. Jak zapewniali dowódcy, operacja miała przebiegać na nowych zasadach, skupiając się na ochronie cywilów, a także posłużyć za przykład w tworzeniu modelowej administracji po jej zakończeniu. Ową „osadą” okazało się kilkanaście rozrzuconych po okolicy wiosek ze wspólnym targowiskiem. Jak tylko wkroczyli na miejsce, Marines posłali serię rakiet w stronę domu, zabijając na miejscu 12 niewinnych cywilów, w tym dzieci. Ogólnie w wyniku tej akcji zginęło około 30 osób, podczas gdy samych talibów zabito lub ujęto może z kilku. Natomiast afgańscy żołnierze, którzy wkroczyli po Marines zabrali się za łupienie targowiska, grabiąc wszystko co się dało. Zaś „burmistrzem” sprowadzonym do zarządzania dopiero co „wyzwolonym” regionem Marja, okazał się zwykły morderca.

Jak zawsze, zbrodnie wojenne przesłania sieć kłamstw. Po nocnej akcji żołnierzy koalicji z 12 lutego znaleziono zwłoki dwóch ciężarnych kobiet, nastoletniej dziewczyny oraz dwóch lokalnych urzędników. Kobiety „zostały związane, zakneblowane zastrzelone”. Rzecznik NATO, kanadyjski generał brygady Eric Tremblay, odniósł się do „przestępców i terrorystów, którzy nie liczą się z życiem cywilów”. Otóż to. Zapomniał jednak dodać, że owymi terrorystami są żołnierze NATO i rządu afgańskiego. Bombardowania oraz ostrzały rakietowe dokonywane przez drony to tylko przykłady działań w Afganistanie i Pakistanie, potwierdzających psychopatyczne, ale i prawdziwe słowa McChrystala.

Cały ten koszmar przybiera coraz większe rozmiary także dzięki rosnącej ilości tajnych amerykańskich więzień, gdzie zabójstwa, zatrzymania, przesłuchania i tortury są codziennością. Więzienie w Bagram jest „ośrodkiem znanym z okrutnych praktyk”, takich jak brutalne tortury czy zabijanie z zimną krwią. Po zatrzymaniu podejrzanych – przeważnie niewinnych cywilów – armia USA posyła ich na przesłuchania, tortury i poniżanie właśnie do takich więzień, czy to na terenie Afganistanu, czy za granicą. Według raportu Rady Praw Człowieka ONZ (HRC) z 26 stycznia, CIA utrzymuje w ponad 66 państwach na świecie mnóstwo takich tajnych więzień przeznaczonych dla dysydentów i rzekomych terrorystów.  Raport nie uwzględnił więzień w Guantanamo, Iraku czy Afganistanie. Ażeby zdobyć jakieś wyobrażenie tego, czym naprawdę są owe piekielne miejsca, przeczytajcie o losie Aafii Siddiqui, wolontariuszce ze stopniem doktora neurokognitywistyki na MIT, wiodącej spokojne życie do czasu, gdy została bezpodstawnie oskarżona o terroryzm i porwana wraz z trójką swoich dzieci przez pakistański ISI, który przekazał ją władzom amerykańskim, a te umieściły ją w więzieniu Bagram na pięć lat tortur, bicia i gwałtów. Dodajcie do tego setki lub tysiące innych podobnych przypadków, a otrzymacie obraz cierpienia zadawanego na całym świecie w tajnych więzieniach państwa-wzoru demokracji.

Powinno już być jasne, że imperialne machinacje przedstawiane jako wojenki wyzwoleńcze obejmują w istocie cały świat i wcale nie są odosobnionymi przypadkami niesienia przymusowej „pomocy humanitarnej”. Jako takie, są odgórnie koordynowane przez wojsko, wywiad i polityków. Najnowszym przykładem jest Haiti, gdzie niedawne trzęsienie ziemi posłużyło Stanom Zjednoczonym za pretekst do interwencji, stając się zarazem poligonem doświadczalnym przed Afganistanem, a wszystko to, rzecz jasna, w ramach „akcji humanitarnej”.

Narkotykowe samoloty CIA: Pojawiają się i znikają

Czasami w trakcie naszego codziennego przeglądania sieci w poszukiwaniu artykułów zdarza nam się wpaść na jakąś ciekawą informację, przeważnie opublikowaną w jakimś lokalnym serwisie, która wydaje się kryć w sobie dodatkowe, szczególne znaczenie. Tak było z poniższym artykułem:

Wszczęto śledztwo w sprawie zniknięcia z radaru „tajemniczego” samolotu

Dominican Today, czwartek 11 marca 2010

Santo Domingo – Służby wywiadowcze zamierzają zbadać, jak doszło do tego, że „tajemniczy” samolot z fałszywymi numerami, którego punktem docelowym miał być Port-au-Prince, po starcie z międzynarodowego lotniska Higüero zmienił kurs na Amerykę Południową i znikł z radaru.

Cessna Centurion 210L o numerze 21059588 opuściła lotnisko Higüero w niedzielę wieczorem, podając dane innej maszyny, będącej w tym czasie w naprawie w jednym z lotniskowych hangarów.

Tajemniczy samolot z lewymi numerami, znikający z radaru po zerwaniu łączności przez pilota? Brzmi jak epizod żywcem wzięty z Jamesa Bonda, nieprawdaż? Dlatego też jak zwykle stawiamy na gości z „Tajnej Grupy” jako głównych podejrzanych. Okazuje się, że lotnisko Higüero skrywa jeszcze inne tajemnice. Pod koniec lutego z samolotu transportowego, startującego z Santo Domingo w kierunku Miami, wypadł mężczyzna. Lokalne media podały, że miał on około 30 lat i najwyraźniej ukrywał się w luku podwozia samolotu. Prawdziwych przyczyn incydentu zapewne nie poznamy, ale warto zadać pytanie, dlaczego tamto miejsce przyciąga dziwne zdarzenia.

Pod koniec 2008 roku zaginął inny samolot, tym razem nad wyspami Turks i Caicos, w okolicy Dominikany. Maszyna z 12 pasażerami, prowadzona przez pilota bez licencji, zniknęła w tajemniczych okolicznościach. Władze lotnicze podawały sprzeczne informacje na temat jej pochodzenia, celu podróży oraz miejsca, gdzie została zerwana łączność.

Plan lotu wskazuje, że samolot wystartował z Republiki Dominikany i leciał w kierunku Bahamów, oświadczył Santiago Rosa, dyrektor nawigacji powietrznej Instytutu Lotnictwa Cywilnego Dominikany.

Jednak amerykański Federalny Zarząd Lotnictwa (FAA) stwierdził, że samolot zniknął wkrótce po starcie z lotniska na wyspie Providenciales, leżącej na terytorium Turks i Caicos, na południowy wschód od Bahamów.

Rok później media doniosły o kolejnym zniknięciu samolotu i staraniach krewnych osób zaginionych, by wyjaśnić sprawę. Wtedy też amerykańska Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu (NTSB) wydała raport mówiący, że 35 minut po starcie pilot Adriano Jimenez nadał sygnał alarmowy do lotniska na wyspie Providenciales, po czym samolot znikł z radarów. Zdaniem Amerykanów maszyna spadła do oceanu w odległości około 12 mil morskich na zachód od wyspy West Caicos, jednak nigdy nie znaleziono wraku ani ciał. Ot, po prostu zniknęli.

Jakkolwiek możliwe jest, że są to nieszczęśliwe i bolesne elementy naszej codzienności, istnieje jeszcze inna, nie mniej tragiczna a być może bardziej realna ewentualność, mianowicie, że niektóre, jeśli nie wszystkie, zniknięcia samolotów mają związek z przemytem narkotyków. Otóż ulubionym modelem przemytników jest właśnie jednosilnikowa Cessna 210, posiadająca dużą ładowność oraz wysoko osadzone skrzydła, idealne do lądowania na piaszczystych drogach lub w wyschniętych korytach rzek. Przykładowo, władze Meksyku przechwyciły ponad 400 takich maszyn w samym tylko 2006 roku – to więcej od liczby samolotów wojskowych w tym kraju.

Ale nie miejcie przy tym złudzeń; mamy tu do czynienia nie z przeciętnymi królami narkotykowymi i ich lokalnymi kartelikami, ale ze znacznie grubszymi rybami. Przemyt narkotyków jest bowiem najlepszym sposobem pozyskiwania funduszy dla takich agencji jak CIA czy Mossad. Jak na ironię, władze Meksyku dziękują Stanom za ‚cenną’ pomoc w walce z przemytem, podczas gdy tak naprawdę wszyscy oni, a przynajmniej pewne amerykańskie kręgi, mają meksykańską kokainę i używają jej.

W tym kontekście warto zastanowić się nad poniższym fragmentem z książki „The Secret Team: The CIA and Its Allies in Control of the United States and the World” (Tajna Grupa: CIA i jej sojuszników kontrola Stanów Zjednoczonych i świata) L. Fletchera Prouty’ego:

CIA posiada również liczne paramilitarne i pseudobiznesowe organizacje, działające na granicy legalności, które prowadzą interesy podobnie jak ich cywilne odpowiedniczki. Owa mała sieć lotnicza, do której nawiązałem omawiając przypadek Gandii, istnieje i sprawnie funkcjonuje w Ameryce Łacińskiej. Działa ona jako legalny biznes, konkurując z innymi spółkami lotniczymi. Różnica polega jednak na tym, że rok w rok jej rozmiar pozostaje taki sam, co wprawia w zdumienie władze spółek konkurencyjnych, zwłaszcza w okresach kryzysu. Mogą one dojść do jednego tylko wniosku, tego mianowicie, że spółka musi być wplątana w jakieś nielegalne interesy, jak przemyt czy handel narkotykami, albo mieć powiązania z CIA. Zresztą obie opcje mogą być równie prawdziwe.

Ażeby pozostać użytecznymi, większość takich fałszywych spółek trzeba od czasu do czasu zamykać, po czym otwierać na nowo. Warto zauważyć, że gdy we wrześniu 1963 roku nie kto inny jak ówczesny sekretarz większości senackiej, Bobby Baker, został bezwolnie wmieszany w jedną z tych spółek, Fairways Incorporated, ujawnienie tego faktu odegrało znaczącą rolę w zniszczeniu jego kariery.

Z pewnością nie był to ostatni raz, gdy kokainowy domek z kart był bliski zawalenia, jako że co jakiś czas słyszymy o kolejnych samolotach szmuglujących narkotyki, trafiających w złe (lub w tym przypadku dobre) ręce, ujawniających ścisłe powiązania z rządem USA czy nawet z amerykańskimi korporacjami rynku biopaliw!

Gary Webb: "Samobójca"

Ale starzy gangsterzy są wprawieni w zakopywaniu prawdy, albo przynajmniej pozbywaniu się i zakopywaniu tych, którzy zadają za dużo pytań. Tak było z dziennikarzem śledczym Gary’m Webbem. Nocą 9 grudnia 2004 roku, rozbity i zdesperowany z powodu zrujnowanej kariery, Webb napisał cztery listy pożegnalne do rodziny, zaplanował termin pośmiertnej kremacji, położył pod drzwiami notkę z zaleceniem zawiadomienia policji, wyjął pistolet ojca z pudła, po czym strzelił sobie w głowę… dwa razy. To jest dopiero determinacja samobójcy. Czy możliwe jest, że ktoś mu w tym pomógł, zwłaszcza gdy pewnym grupom zależało na jego uciszeniu? Seria artykułów Webba wydanych w sierpniu 1996 roku, zatytułowana „Dark Alliance” (mroczne przymierze), odkopywała historię tego, jak w latach 80. administracja Reagana tolerowała i chroniła proceder przemytu kokainy przez jej kliencką armię Nikaraguańczyków, znaną jako contras:

Pomimo wycieku twardych dowodów o tych działaniach w połowie lat 80. (początkowo za sprawą artykułu Briana Bargera i mojego dla Associated Press z 1985 roku, później w trakcie przesłuchań komisji, prowadzonej przez senatora Johna Kerry’ego), główne media uległy presji administracji Reagana i nie potraktowały tych dowodów poważnie.

Artykuły Webba ujawniły jeszcze głębsze oblicze skandalu, wiążąc sprawę przemytu narkotyków przez contras z epidemią kokainy, jaka nawiedziła Los Angeles oraz inne amerykańskie miasta w latach 80. Z tego powodu wśród społeczności Afro-Amerykanów i ich kongresmenów narosła wtedy fala niezadowolenia. Zaraz potem do akcji oczerniania Webba dołączyły „New York Times” i „Los Angeles Times”.  W latach 1987 i 1988 największe gazety przeprowadziły własne wewnętrzne śledztwo, które zakończyło się oczyszczeniem CIA z zarzutów o udział w przemycaniu kokainy przez contras.

Afera przybrała na sile, kiedy 24 października 1996 roku inspektor generalny CIA, Frederick Hitz, przyznał przed komisją senacką, że pierwsze wewnętrzne śledztwo agencji trwało zaledwie dwanaście dni, a drugie – trzy. Obiecał następnie zbadać sprawę dogłębniej. Obrona CIA przeciwko oskarżeniom o związki z contras i kokainą zaczęła się załamywać, kiedy 29 stycznia 1998 roku agencja opublikowała pierwszy tom sprawozdania Hitza. Pomimo wysiłków prasy, by wybielić sprawę, raport nie tylko potwierdził wiele z zarzutów wysuniętych przez Webba, ale i ukazał, że skala kokainowych interesów CIA-contras była o wiele poważniejsza niż sam autor mógł przypuszczać:

Z dowodów przytoczonych przez Bromwicha [Michaela, Inspektora Generalnego Stanów Zjednoczonych – przyp.] wynika, że niemal od początku wojny domowej w Nikaragui administracja Reagana wiedziała, że przemytnicy kokainy przeniknęli w struktury contras, i nie zrobiła nic, by ujawnić lub powstrzymać przestępczą działalność.

Raport ujawnił także liczne się przypadki utrudniania śledztwa Amerykańskiej Agencji Antynarkotykowej (DEA) ze strony CIA i ambasad amerykańskich w Ameryce Łacińskiej, jak na przykład sprawa ze szlakiem kokainowym contras, przebiegającym przez lotnisko w Salwadorze.

Do serii nieszczęśliwych splotów wydarzeń dodać można historię lotu 447 linii Air France, który zniknął [pl] nad środkowym Atlantykiem.

Pośród szału mediów i spekulacji nad przyczyną katastrofy fatalnego lotu 447, przeoczona została śmierć dwóch najwybitniejszych działaczy walczących z nielegalnym handlem broni i narkotyków.

Pablo Dreyfus, 39-letni Argentyńczyk, który razem z żoną Aną Caroliną Rodrigues leciał feralnym lotem z Rio de Janeiro do Paryża, niestrudzenie współpracował z brazylijskimi władzami w celu powstrzymania napływu broni i amunicji, dzięki którym wojny narkotykowe zebrały krwawe żniwo w licznych fawelach Rio.

Tak wiele śmierci, kłamstw i fałszu. Ale nie rozpaczajcie, bowiem jak to powiedział Winston Churchill: „Prawda nie podlega dyskusji; zła wola może ją atakować, a ignorancja ośmieszać – lecz ona się obroni”.

Purpurowa siła

Mimo wszystko, na tym świecie jest jeszcze nadzieja. Widząc ludzi tu i tam budzących się ze snu, wspieramy każdy wysiłek na rzecz sprawiedliwości i empatii dla innych ludzi w cierpieniu. I tak 22 marca, gdy Nir Barkat, burmistrz Jerozolimy odpowiedzialny za nową akcję osadniczą, przybył do Londynu, Brytyjczycy i przedstawiciele organizacji żydowskich powitali go demonstracją przeciw represjonowaniu Palestyny.

© Rodrigo Abd/AP -- Zwolennicy obalonego prezydenta Manuela Zelai demonstrujący pod nosem policjantów

W Hondurasie sprawcy zeszłorocznego przewrotu dokonanego pod auspicjami USA zatrzymali władzę, a ich szwadrony śmierci nie przestały mordować. W lutym minister bezpieczeństwa Hondurasu, Oscar Alvarez, spotkał się z amerykańskim ambasadorem Hugo Llorensem w celu podpisania umowy dwustronnej, odnawiającej przepływ amerykańskich środków wojskowych dla honduraskiej armii i policji. Administracja Obamy robi co w jej mocy, by wepchnąć światu historyjkę, że listopadowe wybory przeprowadzone w warunkach niemal stanu wojennego, a także styczniowa inauguracja Porfirio „Pepe” Lobo na prezydenta   są sygnałami nadejścia „demokracji”. Ale nie wszystkich da się tak łatwo oszukać. W pełni świadomi tego, że demokracja została im odebrana siłą, sami Honduranie podejmują pokojowe protesty. Zaskarbili tym sobie nasz wielki szacunek, a jednocześnie dziękujemy im za inspirację, którą czerpiemy z ich walki o należne im prawa, i mamy nadzieję, że zdołają kontynuować mężny opór przeciw golpistas.

© European Press Agency

Podobnie Włosi; ich cierpliwość do psychopatycznego błazna na stołku premiera, Silvio Berlusconiego, tej obrzydliwej kreatury robiącej z korupcji sport, wreszcie się kończy. Jego ostatni skandal tym razem dotyczył przyznawania kontraktów na prace budowlane związane z przyszłym szczytem G8 we Włoszech. Otrzymywali je ci biznesmeni, którzy przekupili polityków seks-usługami 350 prostytutek. Prawa ręka Berlusconiego i organizator szczytu, Guido Bertolaso, doczekał się śledztwa po tym, jak nagrania z rozmów telefonicznych wykazały, że również on skorzystał z tych „usług”, eufemistycznie nazwanych „masażami”.

Teraz wygląda jednak na to, że ludzie mają go dość. Z wielką przyjemnością czytamy o dziesiątkach tysięcy Włochów, którzy, nazwawszy się Purpurowym Ludem, wychodzą na ulice w spontanicznych demonstracjach przeciwko Berlusconiemu. Ruch ten zrodził się na Facebooku i Twitterze i nie ma żadnego przywódcy. Strona ruchu ma jak dotąd 257 000 „fanów” i nie utożsamia się z jakąkolwiek partią polityczną. Sott.net oddaje im cześć za działania na rzecz budzenia narodowego sumienia.

Piechurzy patokratów

Czy powierzylibyście Berlusconiemu i jemu podobnym władzę nad waszym rządem? Wydaje się, że nadal jest wielu Włochów, którzy tego chcą. W ostatnich wyborach lokalnych konserwatywna partia Berlusconiego, Lud Wolności (PDL), wygrała w sześciu regionach (na trzynaście uczestniczących w referendum – przyp.), odbierając lewicy cztery okręgi. Ultraprawicowa Liga Północna, antyimigracyjna i antymuzułmańska partia będąca w koalicji z partią Berlusconiego, także odniosła znaczące zwycięstwo, a poparcie dla niej wzrosło w ciągu ostatnich pięciu lat dwukrotnie. Ten niepokojący trend widoczny jest również na Węgrzech, w Holandii oraz Francji, gdzie populistyczne partie zyskują coraz większą popularność.

Trudno zaakceptować fakt, że większość z naszych przywódców bynajmniej nie kieruje się dobrem ogółu. Ale jak wytłumaczyć to, że część mas pomaga elitom, przyjmując radykalne prawicowe poglądy? W swojej psychologicznej analizie osobowości tworzących patologiczne reżimy, czyli patokracja, Andrzej Łobaczewski określa schizoidów następująco:

Nosiciele tej anomalii, sami nadwrażliwi i nieufni, zbyt mało zwracają uwagi na uczucia innych. Są skłonni do przyjmowania postaw skrajnych i moralizujących i szukania odwetu za pomniejsze przewinienia. Na skutek (…) deficytu wyczucia realiów psychologicznych, są skłonni do błędnego interpretowania intencji innych ludzi. Łatwo więc angażują się w działalności pozornie tylko moralnie słuszne, które w wyniku przynoszą szkody innym ludziom i im samym. Ich zubożony światopogląd psychologiczny prowadzi do charakterystycznego pesymizmu w stosunku do natury ludzkiej. W ich wypowiedziach i pismach znajdujemy często swoisty tego wyraz. „Natura ludzka jest niedobra, tak że tylko silna władza ludzi o nadzwyczajnych racjonalnych umysłach może utrzymać ład w społeczeństwach”. Taki wyraz ich typowych przekonań nazwijmy „deklaracją schizoidalną”. [„Ponerologia polityczna”, s.82]

Łobaczewski opisuje także sylwetkę skirtoidów:

Skirtoidzi, osobnicy witalni, egotyczni i gruboskórni, bywali dobrymi żołnierzami, psychicznie odpornymi na trudy wojny. Kiedy jednak nastaje pokój, oni okazują się niezdolni do zrozumienia bardziej subtelnych spraw życia i rozważnego wychowania nowego pokolenia. Czują się dobrze w warunkach prymitywnej walki o byt, a w wygodach ulegają łatwo histeryzacji. Okazują się zatwardziałymi konserwatystami w każdej dziedzinie życia i zwolennikami rządów twardej ręki. [s. 90]

© Gili Yaari/EPA -- Syn ultraortodoksyjnych Żydów przygląda się plakatowi, na którym prezydent Obama otrzymuje medal z rąk nieznanego przywódcy arabskiego. Widnieją na nim hebrajskie napisy: „Uwaga! Agent OWP w Białym Domu!”

Wygląda na to, że obserwujemy dziś aktywację grup ludzi właśnie o tych cechach – jak gdyby w przeciwwadze dla budzących się normalnych ludzi, wspomnianych powyżej. Schizoidzi i skirtoidzi w roli piechoty elity rządzącej są niemałą pomocą w tworzeniu pożądanych konfliktów wewnątrz społeczeństwa, dzięki którym możliwe jest wprowadzenie nowej formy represji.

W faszystkowskim Izraelu grupa ultraprawicowych aktywistów wywiesiła w całym kraju setki plakatów z prezydentem USA Barackiem Obamą i napisem „agent OWP” [Organizacji Wyzwolenia Palestyny – przyp.].

W Niemczech natomiast, według oficjalnych statystyk ilość przestępstw na tle politycznym osiągnęła najwyższy poziom od 2001 roku. I chociaż liczby wskazują na to, że akty przemocy dokonane przez lewicowców nasiliły się w większym stopniu niż brutalne zachowania prawicowych ekstremistów, „lewicowcy pozostają daleko w tyle za zwolennikami ultraprawicowych grup pod względem liczby przestępstw i wandalizmów. Z 20 000 przypadków około 19.468 przypisano prawicowym ekstremistom”.

Tymczasem prawicowa i antymuzułmańska Angielska Liga Obrony (EDL) zorganizowała demonstrację w Bolton w Wlk. Brytanii. Doszło do konfrontacji z antyfaszystami oraz policją. Kilka dni potem 2 000 członków EDL starło się z policją w Dudley podczas demonstracji przeciwko planom budowy meczetu. (Tylko wyobraźcie sobie światowe oburzenie, gdyby chodziło o budowę synagogi)

O ich psychologicznych zapatrywaniach wiele mówi fakt, że schizoidzi i skirtoidzi z EDL choć nazywają się “Anglikami”, to chętnie popierają USA i Izrael, sądząc po noszonych przez nich flagach, a z drugiej strony odrzucają angielskich muzułmanów.

Zwyrodniały 2000-letni kult

Arogancja, korupcja i zmowa milczenia od zawsze towarzyszyły Kościołowi Katolickiemu, jednak skala ciemnych historii, związanych z Watykanem i systematycznym molestowaniem w środowisku duchownych, ujawnionych w tym miesiącu, przyćmiła wszystkie poprzednie. W zeszłym roku pisaliśmy [pl] o ujawnieniu przez rząd Irlandii spisku, jaki tamtejsze władze zawiązały z kościołem, aby ukryć wielopokoleniową falę molestowań i innych psychopatycznych praktyk, jakich duchowni dopuszczali się na tych samych wiernych, których niegdyś przyrzekali chronić. Władze kościelne w Irlandii zdecydowały wtedy, że najlepszym posunięciem będzie kupienie milczenia ofiar, jednak tylko opóźniło to dzień sądu.

© Vincent West/Reuters -- Czy ktoś powiedział k-k-kult? Wierzcie lub nie, ale to standardowy ubiór niektórych „chrześcijan” podczas Wielkiego Tygodnia, mającego upamiętniać mękę i tortury człowieka, którego nauk jak widać nie pamiętają

Skandal przybrał na sile w tym miesiącu [marcu] wraz z falą seks-skandali w Niemczech, Austrii i Holandii. Watykan, co niespotykane, przyznał, iż wiedział, że księża z co najmniej 23 krajów, głównie afrykańskich, molestowali zakonnice. Mimo to centrum uwagi skupiło się na kwestii, jak dużo wiedział o tym obecny papież oraz jaki miał udział w tuszowaniu procederu. Doniesienia o powszechnych przypadkach molestowań w Niemczech zwróciły oczy wszystkich w stronę „Wikariusza Jezusa Chrystusa”, Benedykta XVI, kiedy wyszło na jaw, że w czasach gdy był jeszcze kardynałem w Niemczech, wydał zgodę na wysłanie seryjnego pedofila z Górnej Bawarii w inne miejsce, zalecając „terapię” dla potwora zamiast wydać go policji. Jest to powtarzający się schemat w wielu z tych ujawnionych przypadków i polegający na archaicznym i paramoralistycznym poglądzie panującym w Kościele Katolickim, że duchowni dopuszczający się odrażających zbrodni seksualnych cierpią z powodu „kryzysu moralnego”, który stanowi wewnętrzny problem Kościoła.

Gdy pojedyncze doniesienia zmieniły się w istną powódź, w odpowiedzi Watykan zaczął kłamać w żywe oczy: „Liczba przypadków molestowań w środowisku kościoła jest niewielka”. Kłamstwa, kłamstwa, bezczelne kłamstwa. Rewelacje z Niemiec otworzyły drogę do ujawniania ciągnących się pokoleniami skandali w Austrii (jak w wiedeńskim chórze chłopięcym). W Irlandii na ustąpienie zdecydował się już trzeci biskup, a w Stanach Zjednoczonych odsunięto od kapłaństwa księdza z Wisconsin, ojca Lawrence’a Murphy’ego, którego oskarżono o molestowanie ponad 200 chłopców. I nie było już dla nas zaskoczeniem, że w 1998 roku kardynał Ratzinger zatuszował sprawę Murphy’ego, naciskany przez biskupów amerykańskich, obawiających się o własne pozycje, a zapewne kryjących również swoje mroczne sekrety. Trop ohydztw zawiódł prosto do Banku Watykanu po ujawnieniu istnienia zorganizowanej męskiej prostytucji, z którą związana była sekta „Dżentelmenów Jego Świątobliwości” – elitarna grupa mężczyzn w czarnych garniturach, pełniących role nieodpłatnych „druhów” papieża – którzy proponowali członkom watykańskiego chóru pracę w roli męskich prostytutek. Następnie na pierwszych stronach gazet znalazła się pewna szkoła dla niesłyszących chłopców we Włoszech, wynosząc na światło dzienne przerażające relacje o księżach przez dziesiątki lat gwałcących dzieci. Zaraz potem pewna diecezja w Północnych Niemczech podała, że dwudziestu jej byłych i obecnych księży poddano śledztwu w związku z molestowaniem dzieci. Podobnym doniesieniom nie było końca.

Klęska papieża to zarazem rehabilitacja irlandzkiej piosenkarki Sinéad O’Connor, która prawie dwadzieścia lat temu podczas programu Saturday Night Live podarła zdjęcie poprzedniego papieża, wzywając widzów do „walki z prawdziwym złem”, czym naraziła się opinii publicznej. We wnikliwym artykule opublikowanym w prasie amerykańskiej O’Connor skrytykowała puste przeprosiny Ratzingera skierowane do irlandzkich katolików:

Swoimi przeprosinami Benedykt XVI sprawia wrażenie, jakby dowiedział się o molestowaniu całkiem niedawno, ustawia się tym samym na pozycji współofiary: „Dzielę z  wami poczucie konsternacji i zdrady, jakich wielu z was doświadczyło na wiadomość o tych bezbożnych i zbrodniczych czynach oraz o reakcji władz duchownych w Irlandii”. Ale już niechlubny list Benedykta z 2001 roku do biskupów z całego świata nakazywał milczenie w sprawach molestowań pod groźbą ekskomuniki – będąc odnowieniem wcześniejszej niezdrowej polityki, wyrażonej w dokumencie z 1962 roku, gdzie księdza oraz jego ofiarę miało obowiązywać „zachowanie ścisłej tajemnicy” i „nieprzerwane milczenie”.

© Remo Casilli/Reuters -- Nie ma dymu bez...

Jeśli tego rodzaju bulle wychodzą od samej góry, czy powinno dziwić, że Kościół Katolicki jest usiany patologicznymi dewiantami? Z każdym ujawnionym okropieństwem Watykan ucieka się do coraz bardziej desperackiej obrony. Ostatecznie jednak Ratzingerowi nic nie może pomóc – kierował on bowiem organem, którego zadaniem było utrzymanie za szczelną kurtyną rosnącej fali grzechu w kościele, a teraz siedzi na szczycie piramidy, z którego może tylko runąć wprost do piekła, po części będącego jego własnym dziełem. A jego odpowiedź na nawoływania do jego rezygnacji? „Nie zastraszą mnie te drobne plotki”; i to pomimo faktu, że utworzona katolicka gorąca linia, mająca pokazać, że kościół robi coś wartościowego dla pokoleń ofiar pedofilii, pierwszego dnia po uruchomieniu została zamknięta, nie radząc sobie z ilością zgłoszeń, idącą w tysiące. Udało nam się zachichotać, gdy znany włoski ksiądz sprowadził wszystko do „dzieła szatana”, jednak kiedy Watykan ukazał swoje prawdziwe, psychopatyczne oblicze używając największego możliwego oszczerstwa w obronie swoich zbrodni przeciwko niewinności, zrozumieliśmy, że jego fasada runęła na dobre. Najwyraźniej hierarchowie Kościoła Katolickiego z podziwem przyglądali się rządowi Izraela, jak rzucał oskarżeniami o „antysemityzm” zawsze wtedy, gdy chciał odwrócić uwagę (świata) i zatuszować swoje zbrodnie na bezbronnych Palestyńczykach. Tak więc słysząc owo określenie użyte jako psychologiczna broń ostatniej szansy na odparcie „ataków” na Jego Nieświątobliwość Benka Szesnastego, wiemy, że to ostatni dzwon dla tej wylęgarni brudu i rozkładu.

Odarty ze swojej maski, Kościół Katolicki przejawia te same cechy, co inne masowe religie i świeckie władze dzisiejszych czasów, będąc w istocie ponerogenną unią przyciągającą bezwolne patologiczne umysły niczym ćmy do ogniska. Głębsza prawda jest taka, że hierarchiczne struktury zdobywają kontrolę zadając gwałt ich najsłabszym członkom, których potrzeba ochrony i duchowego przewodnictwa zostaje zmieniona w pogardę dla innych wyznań, ras czy warstw społecznych. Zatrważające jest również to, że ofiarami wypaczonych zbrodni tych bezdusznych mężczyzn są zawsze kobiety i dzieci. Niech światło nieprzerwanie oświetla grzechy naszych Ojców podczas tej ciemnej Wielkiej Nocy. Amen.

[cdn]

Ten artykuł jest przekładem oryginału zamieszczonego w języku angielskim na stronie:

dokonanym przez polskich tłumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.

Materiał ten został opublikowany przez SOTT.NET – projekt Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala się na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz żródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

Advertisements

Dodaj komentarz »

Brak komentarzy.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: