PRACowniA

13 Kwiecień 2010

Łączenie punktów: Kosmiczna zmiana klimatu, finansowy terroryzm (2)

Sott Editors
Sott.net
11 marca 2010 19:41 EST

Finansowi terroryści uderzają ponownie

© BBC News - Demonstranci z krajów “świń” – Portugalii, Włoch, Grecji i Hiszpanii

Wyraźniejszej ku temu przesłanki być już nie może: jak podał „Wall Street Journal”, 8 lutego na Manhattanie odbyła się zakulisowa i doniosła zarazem „kolacja”, w której uczestniczyło grono przedstawicieli funduszy hedgingowych z Wall Street, m.in. SAC Capital Advisors, Soros Fund Management, Greenlight Capital oraz Brigade Capital. W trakcie tej kolacji spekulanci mieli „przewidzieć” spadek euro aż do zrównania się z dolarem. Obecnie na euro silny wpływ ma kryzys i zadłużenie w Grecji, jak też podobne kłopoty Portugalii, Włoch, Hiszpanii oraz Irlandii (krajów PIIGS – świń, w żargonie bankierów). Dodatkowym czynnikiem osłabiającym euro były spekulacje niektórych funduszy co do złego stanu waluty, mogące przynieść im tą drogą setki milionów zysku. Innymi słowy, prognoza spadku wartości euro staje się proroctwem, którego spełnienie leży w interesie finansowej mafii. W grze „zdusić euro” wzięły również udział banki: Goldman Sachs, Bank of America-Merrill Lynch i londyński Barclays, mogące wzbogacić się na osłabieniu waluty. A wszystko to podczas jednej kolacji. Jak widać, niewiele trzeba garstce psychopatów, by sprowadzić niewypowiedziane cierpienie na miliony obywateli.

Najwyraźniej celem tego zabiegu była ochrona zagrożonego dolara, którego spadek o 40 procent względem euro w ciągu ostatniej dekady uznano za zbyt duży. Na owej kolacji zapadła decyzja także o tym, by atak na Strefę Euro rozpocząć od Grecji, posługując się w tym celu obligacjami rządowymi. Poddając je spekulacji spodziewano się wywołać kryzys, który by ujemnie wpłynął na euro – a ostatecznie na cały świat (w tym USA), który zostanie dotknięty drugą falą kryzysu gospodarczego, zapoczątkowanego na południu Europy. Rzecz jasna, masy nie mają wstępu na kolacje na Manhattanie.

Jak w greckiej tragedii – i dlaczego Goldman jest do bani

Zgodnie z wytycznymi Paktu Stabilności i Wzrostu (SGP) zawartego między członkami UE deficyt budżetowy kraju nie może przekroczyć 3 procent PKB – co dla niektórych rządów stanowi dogodne uzasadnienie cięć w wydatkach na opiekę społeczną czy instytucje publiczne. Grecji, z jej 12,5-procentowym deficytem, nakazano przeprowadzić wielkie cięcia budżetowe, zgodnie z wymogami unijnymi. Nowy socjalistyczny rząd George’a Papandreou został wybrany dzięki zapewnieniom, że nie zatwierdzi tych surowych ograniczeń, jednak mimo to zgodził się zmniejszyć płace o 10 procent. Broniąc tej wysokości stawki Papandreou oświadczył, że obligacje rządowe jego kraju stały się obiektem spekulacji – co było prawdą, jak zauważyliśmy powyżej – a to oznacza, że Grecja na zredukowanie deficytu potrzebuje dwa razy więcej środków niż np. Niemcy.

Przykładem tego, co czeka kraj usiłujący sprostać wymogom Unii, jest los Irlandii. Odpowiedzią irlandzkiego rządu na kryzys gospodarczy było stworzenie „oszczędnych” planów budżetowych. Skutkiem tego PKB skurczył się o 5 procent, bezrobocie wzrosło do 12,5 procent, a fala niewypłacalności na rynku hipotecznym pozbawiła domów tysiące rodzin. Reszta „świnek” (PIIGS) zaś ma posłusznie wziąć przykład z Irlandii.

Jak zaznaczył Joseph Stiglitz, EBC (Europejski Bank Centralny) skory jest do pożyczania pieniędzy bankom, ale już nie tak hojny względem państw członkowskich. Gdy rzecz dotyczy prywatnego sektora finansowego, na zawołanie są pakiety stymulacyjne, budżet publiczny natomiast skazany jest na brak takich zastrzyków pieniężnych. To właśnie jest sedno [polityki EBC].

To stara historia: bankierzy i spekulanci tworzą kryzys, a zwykli ludzie muszą  płacić za zdradę, jakiej ich rządy dopuściły się wobec własnych wyborców wypełniając polecenia swych panów. Spekulanci nie tylko dokonali zamachu na grecką gospodarkę, pomogli też przygotować grunt pod swój manewr. Otóż w lutym 2010 New York Times ujawnił, że Grecja od dziesięciu lat uczestniczyła w procederze ukrywania prawdziwego rozmiaru swojego deficytu budżetowego. Na przykład w ramach umowy z Goldman Sachs grecki rząd mógł ukryć przed unijną kontrolą miliardy dolarów długu. Na początku listopada zespół ludzi z Goldman Sachs, z jednym z jego dyrektorów, Garym D. Cohnem na czele, zaoferował Grecji „instrument finansowy, który by zepchnął  zadłużenie systemu opieki zdrowotnej daleko w przyszłość, do czasu, gdy zadłużeni właściciele domów zaciągną nowe kredyty hipoteczne, aby spłacić swoje karty kredytowe”. Ateny nie przyjęły wtedy tej propozycji, zrobiły to jednak w 2001 roku. Zaraz po przystąpieniu do Strefy Euro Grecja pożyczyła od Goldman Sachs kolejne miliardy, które pozostały „niezauważone z racji formy transakcji, bardziej przypominającej handel walutowy aniżeli faktyczną pożyczkę”. Niektóre z tych transakcji były tak dobrze ukryte, że nie wiedział o nich nawet Eurostat, urząd statystyczny UE. Jeden z dyrektorów Goldman Sachs, Gerald Corrigan przyznał, że bank pomógł Grecji „zająć się księgami” za cenę „zwiększonego ryzyka” grożącemu temu krajowi.

Nie był to wcale odosobniony przypadek. New York Times podaje:

Za narosłe zadłużenie Grecji, podobnie jak za kryzys na amerykańskim rynku kredytowym i zapaść American International Group, odpowiedzialne są instrumenty finansowe. Instrumenty sprzedawane przez Goldman Sachs, JP Morgan Chase oraz inne banki pozwoliły ukryć dodatkowe zadłużenie politykom z Grecji, Włoch i być może innych krajów.

W dziesiątkach przypadków umów banki z góry zapewniały środki pieniężne, które rząd miał w przyszłości zwrócić, jednak zobowiązań tych nie ujawniano w rejestrze wydatków. Grecja na przykład na kilka lat zrzekła się [na rzecz pożyczkodawców] dochodu z opłat lotniskowych i wygranych na loterii.

Greckie służby bezpieczeństwa podobno wszczęły śledztwo przeciwko spekulantom odpowiedzialnym za zniszczenie gospodarki. Nie spodziewamy się jednak, że finansowi terroryści zostaną ukarani. Wręcz przeciwnie, wygląda bowiem na to, że zyskali jeszcze większą władzę. Szef tamtejszej agencji obsługi długu publicznego, Spyros Papanicolaou, stracił posadę na rzecz Petrosa Christodoulou, który zarządzał działem instrumentów pochodnych w JP Morgan oraz piastował podobne stanowiska w Credit Suisse i Goldman Sachs! Czy pozostają jeszcze jakieś wątpliwości co do tego, kto kieruje sytuacją?

William Engdahl wyjaśnia rolę Wall Street w tych manipulacjach pozabilansowymi długami. Engdahl wskazuje, co jest warte uwagi, że Unia padła ofiarą tego ataku w czasie spodziewanego dalszego spadku dolara. Wrócimy do tej kwestii później.

Komisja ekspertów w Atenach przekazała niedawno greckiemu parlamentowi informację, że w wyniku śledztwa w sprawie manipulacji, jakich dopuszczały się instytucje finansowe, odkryła istnienie ukrytych długów w wysokości 40 miliardów euro. Grecja „winna jest obecnie światu 300 miliardów dolarów, na które ostrzą sobie zęby wielkie banki. Niespłacenie długu odbije się szerokim echem na światowej gospodarce”.

To jednak nie powód do zmartwień dla elity rządzącej, o której pełne kieszenie zadbają – choć nieświadomie – masy pracujące. Rząd podwyższy wiek emerytalny, zamrozi wysokość płac w sektorze publicznym, ograniczy nowe miejsca pracy w 2010 roku oraz wprowadzi wyższą akcyzę na paliwo, papierosy i alkohol, a być może zniesie też jeden z dwóch miesięcy dodatkowych świadczeń dla pracowników sektora publicznego i wielu prywatnych firm. W ramach nowej polityki fiskalnej znalazło się też dość dziwne rozporządzenie:

„Od 1 stycznia 2011 każda transakcja gotówkowa powyżej 1500 euro, czy to pomiędzy osobami fizycznymi i przedsiębiorstwami, czy też samymi przedsiębiorstwami, uznana będzie za nielegalną. Wszystkie transakcje będą musiały być dokonywane za pomocą kart debetowych lub kredytowych„.

Rząd Grecji zamierza skrupulatnie śledzić wszystkie większe transakcje, zapewne w celu rozprawienia się z niepłaceniem podatków, a sposobem na to jest chociażby zakazanie transakcji gotówkowych. Tym niemniej jednak, w świecie i tak już zagrożonym widmem orwellowskiego techno-totalitaryzmu taki przepis powinien być traktowany ze sporą podejrzliwością. Czy stwarza on precedens dla innych państw, będąc jednocześnie kolejnym krokiem w stronę bezgotówkowego społeczeństwa, gdzie wszystkie „pieniądze” są liczbami w bazach danych kontrolowanych przez Wielkiego Brata? Czyż to nie wspaniały przykład na potencjał kryzysu, umożliwiającego wprowadzenie wcześniej niechcianych rozwiązań, które w przyszłości położą kres naszej wolności?

W odpowiedzi na te rozporządzenia Grecy wzniecili liczne protesty, zaś sektor publiczny ogłosił ogólnonarodowy strajk. Skutkiem tego wstrzymano ruch lotniczy, zamknięto szkoły, a szpitale przyjmowały jedynie pacjentów z zagrożeniem życia. Do strajku przyłączył się również sektor prywatny oraz rolnicy, którzy od miesiąca blokują główne drogi kraju, żądając od rządu dotacji.

Zrozumiałe nastroje Greków zwięźle podsumowała pewna uczestniczka demonstracji:

„Tu chodzi o przetrwanie”, odpowiedziała jedna z protestujących, Anna Tsounara, siedząc w namiocie pełnym śpiworów i koców. „Jestem po rozwodzie, mam dwójkę dzieci. Nigdy wcześniej nie brałam udziału w demonstracjach, ale teraz domagam się odpowiedzi. Wszyscy tutaj przepracowali lata w sektorze publicznym i nagle słyszymy, że państwo nie ma pieniędzy, a rząd mówi wprost, że chce się nas pozbyć. To nie jest w porządku”.[…]

© Simela Pantzartzi/EPA - “Sprzedać nasz kraj? Wolne żarty!” Sędziwy Grek protestuje w pobliżu siedziby rządu…

Pavlos Tzimas, wiodący komentator polityczny, ujął to w inny sposób: „Ludzie są zdezorientowani. Lata 90. poświęcili przecież na zapewnienie sobie dobrobytu, a teraz słyszą, że państwo zbankrutowało. Podobnie jak poprzedni rząd konserwatystów, wielu ludzi uległo złudzeniu o nieszkodliwości pożyczek. A teraz przygniata ich ciężar długu.

© Simela Pantzartzi/EPA - - ...więc dzielni policjanci ruszają bronić władzę przed jakże groźnym terrorystą, powalając go na ziemię, zanim ten zdoła zdetonować ładunek ukryty pod ubraniem.

Podczas drugiego ogólnonarodowego strajku funkcjonariusze policji użyli gazu łzawiącego przeciwko 50 młodym demonstrantom, którzy wcześniej obrzucili ich kamieniami i farbą niedaleko budynku parlamentu w centrum Aten. W strajku wzięło udział ponad 20 tysięcy osób niosących transparenty z hasłami „opodatkować bogatych” czy „ręce precz od naszych emerytur”. „New York Times” określił ten dzień jako „spokojny”, jednak pierwsze minuty reportażu „Al-Jazeery” ukazują zupełnie odmienną historię. Przy rosnącym bezrobociu i głodzie możemy się spodziewać, że podobne sceny będą na porządku dziennym na ulicach całego świata:

Dalszych cięć budżetowych zażądała od Aten Komisja Europejska. Główny ekonomista Europejskiego Banku Centralnego, Jürgen Stark, wezwał do zmniejszenia płac w Grecji. Berlin natomiast stanowczo poparł stworzenie dla Grecji programu oszczędnościowego, który wspólnie opracują  KE, EBC i MFW, co stanowi pierwszy tego typu przypadek w historii Strefy Euro.

Początkowo spodziewano się, że Francja i Niemcy poprą plan stymulacyjny dla greckiej gospodarki na podobieństwo ratowania banków przez rząd amerykański. W końcu rządy mają pomagać obywatelom, w przeciwieństwie do banków służących elitom. Nie jest pewne, czy silniejsze kraje europejskie podejmą taką decyzję, niemniej ze strony Niemiec widać rosnącą niechęć wobec takiego rozwiązania. Głosy poparcia tymczasem pojawiają się dla MFW jako jedynego ratunku. Interwencja MFW w rzeczywistości jednak pogorszyłaby sytuację w Grecji, wiążąc się z wymogiem dalszych cięć w budżecie.

George Soros, jeden z autorów tej greckiej tragedii, ma plan:

[Soros] uważa, że dopóki Komisja Europejska nie otrzyma pełnej kontroli nad polityką fiskalną [państw członkowskich Strefy Euro – przyp.], wspólna waluta będzie stale podatna na wstrząsy na rynkach finansowych poszczególnych krajów.

„Jeśli kraje członkowskie nie podejmą kolejnych kroków, euro czeka wkrótce zapaść”, dodał.

Jakże to uprzejme z jego strony: najpierw tworzy problem, a zaraz potem podsuwa rozwiązanie! Jakkolwiek utrzymanie iluzji dolara jako wzoru bezpiecznej waluty było jasnym powodem, dla którego finansowi terroryści obmyślili plan ataku na Grecję i inne słabe ogniwa Strefy Euro. William Engdahl wyjaśnia, że pod tym wszystkim kryje się zamiar dalszego odbierania władzy niepodległym państwom na rzecz międzynarodowych organizacji. Twierdzenie, że spekulanci działali w obronie dolara, jest dobre do czasu, jako że prędzej czy później dolar i tak upadnie, a międzynarodowi oligarchowie nigdy zresztą nie służyli pojedynczej walucie czy krajowi. Ich prawdziwym celem jest utworzenie Rządu Światowego, środkiem do niego zaś jest stosowanie doktryny szoku i fal kryzysów, na które wynajdują „recepty”, będące w istocie przyznaniem jeszcze większej władzy tej samej wąskiej grupie. Andrew Gavin Marshall tłumaczy to następująco:

Kierunku reform zachodniego kapitalizmu coraz silniej szuka się w chińskim modelu kapitalizmu totalitarnego. Finansiści obawiają się jednak rewolucyjnych odruchów wśród klas średnich i niższych z całego świata. Co do Obamy, był on wytworem Wall Street w ładnym opakowaniu, sprzedanym światu z hasłami „nadziei” i „zmiany”. Jego rolą jest zdławić ewentualny opór.

[…]Trwający obecnie kryzys nie kończy się na załamaniu na amerykańskim rynku mieszkań, które jest jedynie symptomem znacznie szerszego problemu. Państwa na całym świecie zmagają się ze stale rosnącym zadłużeniem, co w końcu doprowadzi do załamania się gospodarek oraz walut, przy jednoczesnym bogaceniu się i umacnianiu banków. W wyniku tego dojdzie do przymusowego utworzenia struktury globalnego rządu. Jego rdzeniem będzie ogólnoświatowy bank centralny i jedna waluta.


Iluzji odradzającej się gospodarki dał się zwieść cały świat, ulegając pozornemu poczuciu bezpieczeństwa i samozadowolenia. Jednak iluzja pozostaje iluzją, a prawda o wyniszczonej gospodarce wyjdzie ostatecznie na jaw. Będąc ofiarami tej iluzji, społeczeństwa bezwolnie oddały władzę w ręce banków, które zagrabiły majątki ich państw, a potem kazały sobie za to płacić.

Nie powinno więc dziwić, że Komisja Europejska sprawować będzie surową kontrolę nad greckim programem oszczędnościowym. Po trzech miesiącach badania planu unijna biurokratyczna machina złożyła wniosek o nadzór nad przebiegiem jego wdrażania z regularnością kontroli do trzech miesięcy. W razie jakiegokolwiek odejścia od programu, Bruksela nałoży na Grecję dodatkowe obciążenia. Słowami szefa Komisji Jose Manuela Barroso:

Obecny kryzys przekroczył wszelkie wyobrażenia, a rosnąca współzależność gospodarcza wymaga zdecydowanej reakcji, stwarzając tym samym bodziec dla silniejszej pozycji ekonomicznej [Komisji] względem krajów członkowskich.

Dzięki Traktatowi Lizbońskiemu możemy teraz stosować odpowiedni nacisk [w kwestiach gospodarczych], co Komisja zamierza w pełni wykorzystać.

Domek z kart

Kryzys w Grecji przyniósł (jak się wydaje) lepsze nastroje w USA, gdzie Dow Jones odnotował znaczny wzrost. Zdaniem wspomnianego już Marshalla Morgan Stanley [międzynarodowa firma na rynku usług finansowych – przyp.] spodziewa się w 2010 roku powrotu dolara do świetności, wynikającego z transferu kapitału z Europy do tradycyjnego „bezpiecznego miejsca”. Na krótką metę stworzy to iluzję zdrowienia gospodarki. Jednak historyk Niall Ferguson pisze:

[…]Taki stan może potrwać kilka miesięcy, podobnie jak upadek dolara i wywołana kryzysem panika banków pod koniec 2008 roku.

© Louisa Gouliamaki/AFP/Getty Images - Solidarność: Demonstrujący policjanci popierani oklaskami demonstrujących greckich obywateli

Wystarczy jednak krótkie spojrzenie na sytuację rządu federalnego (nie wspominając poszczególnych stanów), by pojęcie „bezpiecznego miejsca” uznać za nonsensowne. Zadłużenie amerykańskiego rządu jest równie bezpieczne co przebywanie w Pearl Harbor w 1941 roku.

Nawet prognozy budżetowe Białego Domu przewidują, że amerykański dług publiczny przekroczy wartość PKB w ciągu zaledwie dwóch lat. W tym roku, podobnie jak w zeszłym, deficyt budżetowy wyniesie około 10 procent PKB. Dłuższe prognozy Biura Budżetowego Kongresu (Congressional Budget Office) wskazują, że Stany Zjednoczone już nigdy nie zdołają przywrócić równowagi budżetowej. Dokładnie tak, nigdy.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy opublikował niedawno przybliżone wielkości, jakie rozwinięte gospodarki powinny w ciągu najbliższej dekady odjąć ze swoich budżetów celem przywrócenia stabilności finansowej. W najgorszej sytuacji są Japonia i Wielka Brytania (obcięcie 13 procent PKB), następnie Irlandia, Hiszpania i Grecja (9 procent PKB). A na szóstym miejscu jest nie kto inny jak Ameryka, która będzie musiała poświęcić 8,8 procent swojego PKB, aby zadowolić Fundusz.

Także szef Rezerwy Federalnej, Ben S. Bernanke, ostrzegł Stany Zjednoczone przed możliwym kryzysem podobnym do greckiego dodając, że bank centralny nie zamierza pomagać rządowi i dodrukowywać pieniędzy na spłatę rosnącego zadłużenia.

W nie lepszej sytuacji jest Wielka Brytania, której zadłużenie ma być wyższe nawet od zadłużenia Grecji. Szkoccy inwestorzy szacują, że  gdy tylko rząd brytyjski zacznie spłacać swój dług, funt straci od 20 do 30 procent w stosunku do dolara.

Możemy podać jeszcze kilka powodów, w obliczu których przyszłość amerykańskiej i światowych gospodarek nie napawa optymizmem.

Panika inwestorów sygnałem nowego etapu kryzysu

System opieki społecznej następnym celem Wall Street

Spadek dolara w parze ze świeżym optymizmem na giełdach

System opieki społecznej niemile widziany w Ameryce

Kolejny krok Departamentu Skarbu w stronę hiperinflacji

Kraj niewolników rządzony przez oligarchów

Chris Hedges: Korporacje plądrują Amerykę w cieniu błyszczącego Obamy

Nowy amerykański rynek niewolników

Narastająca wśród Amerykanów frustracja coraz częściej przejawia się w dramatyczny sposób: desperat ukradł mały samolot pasażerski, po czym wleciał w budynek urzędu podatkowego, w którym było 190 osób. Gdzie indziej mężczyzna zburzył swój dom po wszczęciu eksmisji przez bank. Pierwszemu zdarzeniu towarzyszy wiele niejasności, w związku z czym trzeba zadać pytanie, czy obyło się ono bez udziału osób trzecich, zainteresowanych wywołaniem pożądanej reakcji społeczeństwa.

Dodajmy do tego pogłoski o tym, że Chiny zamierzają wykupić od MFW 191,3 ton złota. To ważna wiadomość dla amerykańskiej gospodarki, oznacza bowiem usamodzielnianie się Chin, które upłynniają swoje aktywa z amerykańskich holdingów. Jednym z powodów, dla których gospodarka USA dotąd nie runęła, jest zależność USA od Chin – głównego nabywcy i posiadacza amerykańskiego zadłużenia – które dotychczas wspierały taki stan rzeczy ze względu na rolę USA jako odbiorcy chińskich produktów. Ta sytuacja może się jednak już zmieniać.

Wielki Brat was (nie) kocha

W świetle finansowych problemów dotykających kraje zachodnie nawet Stany Zjednoczone zostały zmuszone do ustalenia priorytetów w swojej działalności na polu kontrolowania społeczeństwa. Tamtejszy Departament Rolnictwa ogłosił wstrzymanie prac nad kontrowersyjnym systemem identyfikacji zwierząt, zaś rząd skupił się na bardziej rentownym przedsięwzięciu, a mianowicie na śledzeniu i ogradzaniu ludzkiej trzody.

Rządy całkowicie ignorują zupełnie uzasadnione obawy o negatywny wpływ lotniskowych skanerów na zdrowie, taki jak między innymi ryzyko poronień oraz uszkodzenia DNA. Ignorują też protesty obrońców praw człowieka i prywatności, oburzonych tym w zasadzie wirtualnym rozbieraniem o wątpliwej zresztą skuteczności. Głównym tego powodem, obok zwiększonej kontroli, jest zapewnienie zysku „firmom z branży”. Trafnie przedstawia to Tom Burghart:

Podczas gdy Republikanie i Demokraci przekrzykują się w tym, kto jest „twardszy” w sprawach napadania i łupienia innych krajów (w imię „głoszonej demokracji”, ma się rozumieć), wielki przekręt pod tytułem „wojna z terrorem” szykuje co niektórym kolejną okazję do zarobienia.

Przed wami Scannergate!

W czasach i tak już wzmożonej obecności na lotniskach firmy produkujące skanery i technologie prześwietlania ciała zaczęły zbijać prawdziwy majątek dopiero po nieudanym zamachu na Lot 253 w grudniu [bieliźniane fiasko].

Podobnie jak ich dalecy krewni z Pentagonu, którzy szykują się do zgarnięcia 708 miliardów dolarów z budżetu na 2011 rok, geszefciarze z Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego (DHS) liczą na zastrzyk 56,3 miliardów, tj. o sześć miliardów więcej niż w zeszłym roku.

W miarę wdrażania niepopularnej inwazyjnej technologii aparat bezpieczeństwa postanowił wprowadzić na lotniska kilka innych środków zapobiegawczych, jak psy atakujące dzieci czy skanowanie rąk w poszukiwaniu śladów materiałów wybuchowych. Coraz bardziej widoczny jest wzrost brutalności, zaostrzenie procedur przesłuchań oraz nieludzkie traktowanie pasażerów, które w połączeniu z przesadnymi działaniami prewencyjnymi mają przypominać społeczeństwu o realności urojonej wojny z terrorem.

Na lotnisku w Detroit pewien Hindus zdołał przejść przez punkt kontroli pasażerów nie mając biletu, karty pokładowej ani bagażu. Skutek: agent FBI trafił go z tasera, obezwładnił i zakuł w kajdanki. Pasażerowie w popłochu opuścili terminal zaraz po ogłoszeniu ewakuacji, a loty wstrzymano na kilka godzin.

W Kanadzie, gdzie skanery ciała zostaną zainstalowane na 44 lotniskach (za kwotę 11 milionów dolarów), pewną 85-letnią Kanadyjkę poddano poniżającemu przeszukaniu przed wejściem na pokład samolotu linii krajowych. Kazano jej zdjąć buty i rozpiąć spodnie. Następnie funkcjonariuszka obmacała brzuch kobiety. Kanadyjski minister transportu podał następujące wyjaśnienie:

„Rzeczywistość – jak widzimy to w Iraku – jest taka, że członkowie Al-Kaidy zakładają ładunki wybuchowe na ciała starszych i kalekich osób i posyłają je na targowiska, gdzie ładunki są wysadzane.

Poprawka: Naprawdę rzeczywistość – jak widzimy to w Iraku – jest taka, że uzbrojeni po zęby członkowie brytyjskiego SAS, przebrani za Arabów, ostrzeliwali i zabijali irackich policjantów z pędzących samochodów pełnych ładunków wybuchowych.

Natomiast w Wielkiej Brytanii, pomimo zapewnień, że skanowanie ciała nie stanie się narzędziem dyskryminacji rasowej, pewna muzułmanka została pierwszą osobą, której zabroniono lotu za odmowę poddania się skanowaniu w maszynie wartej 80 tysięcy funtów.

W poprzednim Łączeniu Punktów [PL] pisaliśmy o atakach „irańskiej cyber-armii” na Chiny oraz o tym, jak Google oskarżył Chiny o ataki, których padł ofiarą. Bezpośrednio po tych wydarzeniach Google zawarł pakt z Agencją Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) celem wspólnego „przeciwdziałania” cyber-atakom:

Firma największej na świecie wyszukiwarki internetowej zawiązała współpracę w zakresie cyber-bezpieczeństwa z najpotężniejszą organizacją wywiadu elektronicznego.

W ramach nie sfinalizowanej jeszcze umowy Agencja Bezpieczeństwa Narodowego ma pomóc Google zbadać niedawny atak, który zdaniem Google pochodził z Chin i był wymierzony w sieć jego serwerów, jak twierdzą eksperci znający sprawę. Celem umowy jest lepsza ochrona Google i jego użytkowników przed przyszłymi atakami.

Obie strony odmówiły komentarza na temat umowy. Jednak źródła znające jej szczegóły podały – pod warunkiem zachowania anonimowości – że umożliwi ona wymianę kluczowych informacji bez naruszenia polityki prywatności wyszukiwarki czy też prawa chroniącego prywatność amerykańskich użytkowników sieci. Według źródeł tych przymierze nie oznacza jednak, że NSA będzie śledzić wyniki wyszukiwania i konta użytkowników, ani że Google będzie udostępniać prywatne dane.

Innymi słowy, wspomniane „anonimowe” źródła ostatecznie przyznają, że Google.gov i NSA będą mogły wymieniać się informacjami o każdym w zasadzie użytkowniku. Cała ta groźba cyber-terroryzmu została rozdmuchana po to, by stworzyć pretekst do połączenia się dwóch informacyjnych gigantów. I jak zwykle Chiny i Iran zyskały miano „tych złych”, dzięki czemu publika mogła uwierzyć w szlachetne pobudki spółki Google/NSA. Faktycznym tego skutkiem będzie zwiększenie władzy internetowych cenzorów, którzy z większą łatwością będą kontrolować i śledzić informacje oraz ograniczać ich przepływ.

Także doniesienia z innych stron potwierdzają tę obawę. FBI ogłosiło, że chce przywileju gromadzenia historii stron przeglądanych przez obywateli. Zamiast samemu ponieść tego koszty, naciska na dostawców usług internetowych, aby ci przez dwa lata przechowywali historie wyszukiwania użytkowników. I tutaj również użyto starego sloganu „to dla waszego dobra”, bowiem dzięki takim prewencyjnym zabiegom łatwiej będzie złapać pedofilów i piratów. Okazuje się to być globalną inicjatywą, na co wskazuje przeciek z powstającego porozumienia ACTA. Stany Zjednoczone, Europa oraz inne państwa, w tym Nowa Zelandia, potajemnie opracowują zbiór przepisów wymierzonych przeciwko łamaniu praw autorskich w Internecie, w ramach których dostawcy Internetu będą odpowiadać za nielegalne treści na ich serwerach. Zdaje się więc, że ta „cyberwojna” i zamieszanie wokół praw autorskich mają o wiele więcej wspólnego z planem unicestwienia wolnego Internetu, maglowanym przez byłego dyrektora wywiadu, Michaela McConnella, niż z hakerami na usługach chińskiego rządu czy żądnymi końca neutralności sieci providerami.

McConnell jest niebezpieczny nie dlatego, że nic nie wie o atakach SQL (ang. SQL injection), ale dlatego, że zna się na inżynierii społecznej. Ten z pozoru miły facet nie cofnie się przed terrorem, by owinąć sobie rządowych biurokratów wokół palca, sprawiając jednocześnie wrażenie absolutnie szczerego, o ile ktoś nie jest dobrze zorientowany w grze. […]

Ten sam McConnell wzywa teraz do przebudowy Internetu.

Musimy rozwinąć system wczesnego ostrzegania, który będzie monitorował cyberprzestrzeń, wyłapywał włamania i lokalizował źródła ataków, zapewniając przy tym dowody pozwalające na dyplomatyczną, zbrojną albo prawną odpowiedź – a wszystko to w ułamkach sekund. Mówiąc precyzyjniej, musimy przebudować Internet tak, aby możliwa była dokładniejsza analiza charakteru, geolokacji i przyczyn ataku, oraz określenie jego zakresu – kto, skąd, dlaczego i z jakim skutkiem. Odpowiednie technologie są już dostępne z publicznych i prywatnych źródeł, potrzeba tylko woli, by je rozwinąć i wbudować w nasze systemy, co ujednolici naszą współpracę z sojusznikami i partnerami handlowymi.

Przeczytaj ponownie ten fragment. [McConnell] mówi o takim przekształceniu Internetu, by każda czynność użytkownika mogła być wychwycona, a on sam zlokalizowany przez NSA, co agencja wykorzysta przeciw niemu, jeśli rządowi amerykańskiemu nie spodoba się treść e-maila, hasło wyszukiwań lub rodzaj ściąganego filmu. Drugą tego zaletą będzie możliwość przejęcia zaatakowanego komputera bez wiedzy użytkownika i użycia go w ramach sieci botnet.

© tribbleagency.com

Mariaż Google.gov z NSA (uczczony uruchomieniem „Google Buzz”, którego zaraz potem pozwano za naruszanie prywatności) znacznie ułatwi przyswajanie zasad inżynierii społecznej, o której była mowa. Ponadto ustawa o cyber-bezpieczeństwie zapewni stosowne przywileje także Obamie. Przykładowo, gdy już dojdzie do cyber-ataku, Obama (poprzez swoich pomocników) zadecyduje, w jakim zakresie należy ograniczyć dostęp do Internetu. Jedynym utrudnieniem dla rządu USA, Google.gov i Microsoft.gov jest wysoka cena tej technologii. Kto więc zapłaci za te cudowne, acz kosztowne usprawnienia?

Cóż, łatwo przewidzieć, że jeżeli przejdzie plan Microsoftu, my, przeciętni użytkownicy Internetu, zostaniemy obciążeni kolejnym podatkiem za coraz to bardziej ograniczany dostęp do sieci. Musimy niestety zaakceptować fakt, że nie ma nic za darmo i chociaż rząd USA wykazał się gestem, pozwalając nam poużywać nieco swoich zabawek, teraz będziemy musieli za to zapłacić; i nie tylko w dosłownym znaczeniu.

Innym przykładem zamachu na globalny Internet jest decyzja francuskiego rządu o stworzeniu legislacji, dzięki której będzie mógł on orzekać, jakie treści są odpowiednie dla jego obywateli, a jakie nie, swoją wybiórczość opierając na związku danych stron z rasizmem lub terroryzmem. Inna część ustawy, skierowana tym razem przeciwko dziecięcej pornografii, to następny wielki krok w stronę państwa Wielkiego Brata: zwiększy wydatki na ogólnie pojęte bezpieczeństwo, wprowadzi jeszcze surowsze kary za podrabianie kart kredytowych i czeków, poszerzy zakres stosowania kamer przemysłowych, zwiększy dostęp do policyjnej bazy DNA, a także uprawomocni konfiskatę pojazdów kierowanych bez prawa jazdy.

W sercu orwellowskiej antyutopii – w Zjednoczonym Królestwie – na mocy nowej ustawy (Digital Economy Bill) zamykane będą punkty z usługą Wi-Fi, co obejmie uniwersytety, biblioteki oraz drobne przedsiębiorstwa, takie jak kafejki internetowe, z racji tego, że wszystkie one podlegać będą tym samym regulacjom dotyczącym łamania praw autorskich, co indywidualni użytkownicy. Tak więc niedaleko nam do Chin, które domagają się danych osobowych ze zdjęciem od każdego, kto chce założyć tam stronę internetową.

Ostatnie wybryki przedstawicieli Państwa Policyjnego ilustrują, jak daleko posunięte są ograniczenia swobód obywatelskich: mieszkaniec Florydy został aresztowany za noszenie maski klauna; w Wielkiej Brytanii zabroniono ojcu zrobić zdjęcie 4-letniemu synkowi na kolejce, bo uznano go za pedofila. Szczytem jednak był nakaz „ubrania” sylwetki nagiej kobiety ulepionej ze śniegu przez pewną amerykańską rodzinę. To, co dotychczas określano jako wleczenie się w kierunku orwellowskiego koszmaru, stało się niewątpliwie szybkim marszem.

Zbrodnicza chucpa

Mossad to nie jakaś zwyczajna agencja szpiegowska, która po prostu szpieguje ludzi. Mossad specjalizuje się w ich mordowaniu.

Murray Horton, Converge.org.nz, Marzec 2005

Mahmoud al-Mabhouh wychodzi z windy na swoim piętrze w hotelu Al-Bustan Rotana w Dubaju. Kilka chwil później zostanie zamordowany przez agentów Mossadu ukrywających się w jego pokoju.

Zamordowanie w styczniu członka palestyńskiego Hamasu, Mahmouda al-Mabhouha, w dubajskim hotelu było tylko kolejnym z całej serii wymierzonych zabójstw w wykonaniu izraelskiej „agencji do zadań specjalnych i wywiadowczych”, skierowanej przeciwko „stanowiącym zagrożenie dla istnienia Izraela”. W polu rażenia ukrytej wojny Izraela na Bliskim Wschodzie znalazł się Hamas i Hezbollah oraz prawdopodobnie bezkarnie zamordowani ostatnio ludzie z Iranu i Syrii. Teheran podejrzewa, że Mossad jest odpowiedzialny za styczniowe zabójstwo fizyka matematycznego powiązanego z cywilnym programem nuklearnym Iranu, gdy w tym samym czasie pewien zgrany duet, złożony z agencji Shin Bet (izraelski ekwiwalent MI5 lub FBI) i Mossadu, odgrywał istotną rolę w aranżowaniu świątecznej farsy z bieliźnianym zamachowcem [pl]. Ta ostatnia seria zabójstw rozpoczęła się w grudniu, kiedy niedaleko Damaszku w Syrii w wybuchu bomby umieszczonej w autobusie zginęli członkowie Hamasu i wysocy urzędnicy Iranu. Z sobie znanych powodów syryjskie władze zdecydowały się zatuszować cały incydent, podając że przyczyną śmierci była „eksplodująca opona”. Gdy tylko zdano sobie sprawę z tego, że al-Mabhouh został zamordowany, a prawdopodobnym sprawcą jest Mossad, dubajskie władze zagroziły wydaniem nakazu aresztowania izraelskiego premiera Netanyahu, jeśli tylko udział Mossadu w zamachu zostanie potwierdzony, i od tamtego czasu sukcesywnie publikują dowody na to, że było to starannie zaplanowane zabójstwo. Nasz Joe Quinn napisał artykuł o wstępnym śledztwie dubajskiej policji w tej sprawie zauważając, jaki oferuje nam ono „unikalny wgląd w skalę ‚podstępu i oszustw’ stanowiących zasadę działania Mossadu”.

© Dubajska policja - - Kilku agentów podejrzanych o udział w zabójstwie Mahmouda al-Mabhouha w Dubaju

Morderstwo to bezprecedensowo skupiło uwagę międzynarodowych mediów na niegodziwej akcji Mossadu, skutkiem czego w ciągu całego miesiąca wyszły na jaw dodatkowe szczegóły. Dodatkowo, cała sprawa stanowiła cios dla dążeń do ograniczenia swobody poruszania się, kiedy okazało się, jak bezużyteczne i niezapewniające bezpieczeństwa są paszporty biometryczne, czarne listy terrorystów i osób z zakazem odbywania lotów do Stanów Zjednoczonych, dopóki prawdziwymi terrorystami są ci, którzy wymyślają te systemy, a potem dowolnie ich nadużywają. Kiedy śledztwo objęło zasięgiem również inne kraje, od Irlandii przez Australię po Stany Zjednoczone, liczba skradzionych tożsamości i sfałszowanych paszportów wzrosła z 11 do 26. Karty kredytowe użyte przez zabójców zostały wydane przez amerykańską firmę, której dyrektorem generalnym jest były komandos izraelskich sił specjalnych. Ostatnio wśród podejrzanych znalazło się dwóch Palestyńczyków wydalonych z Jordanii do Dubaju. Obydwaj pracowali w Dubaju w prywatnym przedsiębiorstwie należącym do wysoko postawionego urzędnika Fatahu – kolaborującej z Izraelem partii na Okupowanym Zachodnim Brzegu.

Później okazało się, że tuż przed operacją Mossad dał cynk swoim wspólnikom z brytyjskiego MI6, wystawiając na pośmiewisko udawane oburzenie brytyjskiego rządu wobec wykorzystywania tożsamości jego obywateli do popełnienia morderstwa. Brytyjska lojalność była widocznajak na dłoni, kiedy rzeczniczka Partii Liberalno-Demokratycznej, Jenny Tonge, najpierw została podpuszczona przez tygodnik „Jewish Chronicle”, a potem oczywiście zwolniona ze stanowiska za powiedzenie na głos tego, o czym wszyscy wiedzą na temat odrażającego zachowania Izraela, ale za bardzo się boją, żeby o tym mówić. Inne rządy były mniej pobłażliwe. Z „wielkiej trójki” Unii Europejskiej najmocniejszcze potępienie wystosowała Francja, irlandzki minister spraw zagranicznych oblężenie Gazy przez Izrael nazwał „średniowiecznym”, natomiast Australia wezwała swojego izraelskiego ambasadora do złożenia wyjaśnień i powstrzymała się od głosowania w sprawie rezolucji na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ, żądając przeprowadzenia śledztwa w sprawie zbrodni wojennych Izraela, popełnionych w ubiegłym roku podczas Festiwalu Krwi w Gazie. Oczywiście, taka ilość symbolicznych gestów pojawia się w celu złagodzenia społecznego oburzenia w tych krajach, niemniej jednak interesujące będzie obserwowanie rozwoju wydarzeń. Posługiwanie się cudzymi paszportami od dawna było jedną z głównych metod działania Mossadu, umożliwiającą jego agentom śmierci podszywanie się na przemian za obywateli Kanady, Anglii, Australii i Nowej Zelandii i tym sposobem dyskretne przemieszczanie tam i z powrotem.

© Reuters - Szef dubajskiej policji, Dahi Khalfan Tamin, przemawia podczas konferencji prasowej w Dubaju, przedstawiając podczas prezentacji video Petera Elvingera, jednego z 11 podejrzanych o udział w niedawnym zamachu na Mahmouda al-Mabhouha

Analityk z Institute for Near East and Gulf Military Analysis (Instytut Analiz Wojskowych Bliskiego Wschodu i Zatoki), Theodore Karasik uważa, że “dubajska policja wykonała świetną robotę ujawnianiając dowody”. Sądzi on, że dubajskie władze od samego początku nie miały wątpliwości, że za morderstwem stoi Mossad, ale ze względów strategicznych zdecydowały się na stopniowe ujawnianie dowodów, tak by utrzymać całe wydarzenie w świetle reflektorów i zachęcić inne kraje do wykrztuszenia informacji. Chociaż zaraz po morderstwie zabójcy rozproszyli się na cztery strony świata, prawdopodobnie wszyscy znaleźli schronienie w Izraelu. To całkiem możliwe, skoro Interpol teraz oficjalnie stara się ich aresztować. Dubaj zakazał obywatelom Izraela wjazdu do swojego kraju oraz ponownie oświadczył, że zamierza wystosować list gończy za dwoma psychopatami, Binyaminem Netanyahu i Meirem Daganem. Nie powstrzymało to jednak Netanyahu przed złożeniem wizyty w Moskwie, gdzie próbował przekonać Rosję do poparcia izraelskiej wojny przeciwko Iranowi.

Korespondent „Haaretza”, Yossi Melman, ma niewątpliwie rację sądząc, że zabójstwo al-Mabhouha stanowiło wiadomość dla Hamasu, że „możemy was dopaść bez względu na to, dokąd się udacie”. Ale ta „wiadomość” kryje w sobie jeszcze inne przesłanie. Izrael prowadzi politykę dwuznaczności względem uderzeń Mossadu, ani nie potwierdzając, ani nie zaprzeczając, że jest za nie odpowiedzialny, jak i podobnie dwuznaczny jest w kwestii istnienia swojego arsenału głowic jądrowych. Nie przyzna się do posiadania broni masowego rażenia, ale wszyscy wiedzą, że ją ma. Poprzez nie zaprzeczanie, że wykrada tożsamości obywateli „przyjaznych” krajów, i zostawianie „bez komentarza” doniesień o tym, że posiada ponad 200 głowic nuklearnych gotowych do odpalenia, utrzymuje psychologiczną przewagę w stosunkach międzynarodowych i drwi z innych sugestywnymi aluzjami, jak potwierdził to urzędnik izraelskiej ambasady, napawający się na Twitterze zabójstwem al-Mabhouha. Przy swoim globalnym zasięgu, a zwłaszcza ze swoją zdolnością sterowania międzynarodowymi mediami, swoim szpiegostwem i przymuszaniem szantażem innych narodów do swojej patologicznej pogoni za regionalną dominacją, wszystko to, czego Izrael dopuszcza się na międzynarodowej arenie, robione jest z zamiarem przekazania całemu światu, że „możemy was dopaść, gdzie tylko chcemy” – wiadomość, którą znacznie łatwiej jest transmitować, kiedy redaktorami miedzynarodowych środków przekazu są twoi agenci.

Czy zatem sfuszerowano tę operację, jak sugerują niektórzy, czy może była ona super-skuteczna? Wiemy, że w operacjach wywiadu każdego można usunąć tak, żeby wydawało się, że ofiara zmarła z przyczyn naturalnych. Wyglada na to, że z tym właśnie mamy do czynienia tutaj:

Netanyahu osobiście zatwierdził morderstwo w Dubaju

W pokoju znaleziono trochę lekarstw na nadciśnienie – podrzuconych przez Mossad, jak twierdzą źródła izraelskie – więc lekarz uznał, że śmierć Palestyńczyka nastąpiła z przyczyn naturalnych, prawdopodobnie w wyniku zawału serca. W Gazie i Damaszku rozpoczął się 40-dniowy okres żałoby.

Wygląda na to, że Mossadowi udało się uniknąć konsekwencji, mimo iż niektórzy z członków Hamasu podejrzewali, że al-Mabhouh został otruty. Dobrze pamiętają poprzednią intrygę Mossadu z 1997 roku, w której izraelski agent wdmuchnął truciznę do ucha jednemu z przywódców Hamasu podczas wizyty w Jordanii – operacji autoryzowanej przez Netanyahu za jego wcześniejszej kadencji w roli premiera rządu. Przywódca Hamasu, Khaled Mashal, przeżył tylko dlatego, że ujęto dwóch agentów i władze Jordanii zarządały dostarczenia odtrutki.

Chociaż nigdy nie odnaleziono żadnych dowodów, które by to potwierdzały, część Palestyńczyków podejrzewa, że otruty został również Yasser Arafat, ich wieloletni przywódca, który zmarł w 2004 roku.

Wyniki sekcji zwłok al-Mabhouha nie dostarczyły zdecydowanej odpowiedzi. Jedno ze źródeł podało wczoraj, że na jego ciele znaleziono ślady poparzeń, pochodzące od paralizatora, oraz ślady krwawienia z nosa świadczące o tym, że prawdopodobnie został uduszony. Tak czy inaczej, nie pojawił się żaden mocny dowód, który wykazałby, jak dokładnie zmarł al-Mabhouh – czy z przyczyn naturalnych, czy został zamordowany.

Dla Hamasu sama wątpliwość wystarczyła do zadeklarowania, że Izrael zabił ich człowieka. Policja wszczęła postępowanie, zgromadzono nagrania pochodzące z kamer bezpieczeństwa i sprawa zaczęła się wyjaśniać.

Dobrze poinformowane izraelskie źródło podało taką oto informację: “Oddziały operacyjne doskonale wiedziały o istniejącym w Dubaju systemie kamer bezpieczeństwa, jednak zaskoczyły ich umiejętności dubajskiej policji, która zdołała zrekonstruować i posklejać wszystkie obrazki w jeden kawałek”.

Wracając do sfałszowanych paszportów w Dubaju… Podczas gdy media robiły co mogły, żeby okrucieństwo Mossadu skryć za tandetną oprawą rodem z Jamesa Bonda, niejaki Abdolmalek Rigi, przywódca (prawdziwego) ugrupowania terrorystycznego Jundullah, został aresztowany podczas wyrafinowanej operacji wywiadowczej Iranu. Odbywał podróż z Dubaju do Kirgistanu, gdzie najprawdopodobniej w Wojskowej Bazie Powietrznej Manas miał się spotkać z amerykańskim „specjalnym wysłannikiem” do Afganistanu Richardem Holbrookiem, i wtedy właśnie irańskie służby bezpieczeństwa zmusiły do lądowania jego samolot, który znalazł się w przestrzeni powietrznej Iranu. W chwili zatrzymania, Rigi był w posiadaniu sfałszowanego paszportu afgańskiego uchodźcy, a niecałe 24 godziny przed schwytaniem odwiedził inną amerykańską bazę w Afganistanie. Co transportował do i z Dubaju? Jedno jest pewne, ten emirat to międzynarodowy plac zabaw dla narkobiznesu i prania brudnych pieniędzy. Wiemy również, że zachodnie militarno-wywiadowcze operacje polegają na wykorzystywaniu lukratywnego handlu heroiną do finansowania kampani destabilizowania Azji Środkowej i Południowej. Rigi wyspowiadał się przed widzami irańskiej telewizji z pewnych interesujących szczegółów na temat spotkania z oficerami CIA w Dubaju:

“Gdy Obama został wybrany, Amerykanie nawiązali z nami kontakt i spotkali się ze mną w Pakistanie. Odbyło się to około 17 marca, po starciach z moją grupą w Zahedanie (w południowo-wschodniej części miasta), i wtedy on (amerykański agent) powiedział, że Amerykanie proszą o kontakt”. […]

“Amerykanie powiedzieli, że Iran nikogo się nie słucha i powiedzieli, że naszym [USA] problemem w chwili obecnej jest Iran… nie al-Kaida i nie Talibowie, ale że głównym problemem jest Iran. Nie mamy wojskowego planu przeciwko Iranowi. Zaatakowanie go jest dla nas (USA) bardzo skomplikowane. CIA jest wami szczególnie zainteresowana i gotowa jest wspierać was we wszystkim, ponieważ nasz rząd doszedł do wniosku, że Amerykanie nie są w stanie niczego zrobić w kwestii Iranu i tylko ja mogę ich wyręczyć w wykonaniu tych operacji”.

Jeden z oficerów CIA powiedział, że militarny atak na Iran jest dla nas zbyt trudny, ale planujemy pomagać i wspierać wszystkie anty-irańskie ugrupowania, które są w stanie prowadzić z nim wojnę i stanowić problem dla irańskiego (islamskiego) systemu. Doszli do wniosku, że twoja organizacja ma potencjał tworzenia przeszkód dla Republiki Islamskiej i są gotowi szkolić was i/lub udzielić wam wszelkiej niezbędnej pomocy w zakresie bepieczeństwa komunikacji oraz procedur, a także wszelkiego innego wsparcia, Amerykanie powiedzieli, że chętnie tego dostarczą na ogromną skalę”.

© Xinhua/Ahmad Halabisaz - - Członek irańskiego ugrupowania rebeliantów Jundullah (żołnierze boga), Abdolhamid Rigi, na konferencji prasowej w Zahedanie, 25 sierpnia 2009. Brat Abdolmaleka Rigiego, przywódcy i założyciela Jundullahu, oświadczył na konferencji, że organizację w atakach na irańskie cele wspierają USA. Sąd w Iranie skazał Abdolhamida na śmierć.

Widzicie różnicę? Rigi, prawdziwy terrorysta odpowiedzialny za (pośród wielu innych okropieństw) wysadzanie irańskich meczetów, opłacany był i wspierany przez zachodnie wojsko i wywiad, a następnie został schwytany i zmuszony do złożenia zeznań. Tymczasem Al-Mabhuh, członek oficjalnego rządu Palestyny o całkowicie biernym charakterze, którego istnienie zakończył przewrót sponsorowany przez zachodnie służby, został zamordowany celem uciszenia go i zarazem ułatwienia Izraelowi dalszej rzezi Palestyńczyków, a żeby mieć wymówkę dla jego zabójstwa, pośmiertnie okrzyknięto go terrorystą.

Jakie są szersze implikacje tego zabójstwa? James Petras zauważa, że jeśli izraelska praktyka czystek politycznych zyska większe uznanie, „znajdziemy się w hobbesowskiej pierwotnej dziczy, gdzie każdy obywatel stanie się potencjalną ofiarą grup egzekutorów, nie odpowiadających przed żadnym prawem czy władzą. (…) Takie operacje szwadronów śmierci, wspieranych przez obce państwa, bezkarnie posuwających się do samowolnych zabójstw, stanowią poważną groźbę dla każdego krytyka, pisarza, przywódcy politycznego i aktywisty, który ośmieli się skrytykować Izrael”. To jednak żadna nowość w samym Izraelu, gdzie od niedawna Palestyńczykom zabrania się obchodzenia święta Al Nakba – dnia, w którym ich kraj umarł, a narodził się Izrael. Co gorsza, Mossad doszkala się w „sabotowaniu” międzynarodowej krytyki Izraela ze strony „ruchu na rzecz delegalizacji”, będącego globalną konspiracją uknutą przeciwko biednemu Izraelowi, z którą dzień w dzień musi się zmagać; tą konspiracją jest opór ludzkości wobec kłamstw, fałszu i morderstw, jakich dopuścił się Izrael. Gdy dodać do tego wolę rządu Obamy, by drony obracały w pył każde potencjalne zagrożenie, z amerykańskimi obywatelami włącznie, wygląda na to, że już znaleźliśmy się w hobbesowskiej dziczy:

Wieść o zabójstwie Mahmuda al-Mabhuha z rąk tajemniczej “grupy specjalnej” spotkała się z szerokim zainteresowaniem mainstreamowych mediów. Nigdzie jednak nie pojawiło się stanowcze potępienie okrutnego i wyrachowanego morderstwa człowieka, którego jedynymi krytykami byli sprawcy wyniszczających wojen, od dziesięcioleci toczonych przeciwko jego rodakom. Zamiast tego, w artykułach gazet – jak i komentarzach czytelników – widać wyraźną próbę gloryfikacji „sprytu”, z jakim Mossad wykonał swoje zadanie. Wyczuwalny jest swego rodzaju szacunek czy wręcz podziw dla tych psychopatów – wypaczone poczucie poważania, blisko spokrewnione z akceptacją masowych zabójstw Palestyńczyków i muzułmanów, tak powszechną wśród wielu mieszkańców Zachodu.

Gdy przyjrzeć się dziełu tych szaleńców, owej drobiazgowości, z jaką przygotowali się do zabójstwa człowieka w zaciszu hotelowego pokoju, przy wsparciu największych zachodnich rządów i w imię „wolności i demokracji”, pojawia się niepokojąca myśl, że w trakcie naszego rozwoju my, jako cywilizacja, poważnie zboczyliśmy z drogi. My, jako globalna cywilizacja, zeszliśmy tam, gdzie działania psychopatów są nie tylko normą, ale ideałem.

Podsumowanie

Zielona Agenda tak sprytnie przyodziała się w troskę o biosferę naszej planety i jej zasoby naturalne, że udaje jej się grać na empatii normalnych ludzi, jaką budzi się w nich szerzące się wokół nich zniszczenie. Można by również sądzić, że ludzie zaakceptowali swoją odpowiedzialność za „powodowanie zmian klimatycznych”, ponieważ wzmacnia to stare jak świat przekonanie, że człowiek jest centralną częścią całego stworzenia, panuje nad naturą, a w związku z tym ma kontrolę nad swoim losem. Ci, którzy wciąż kurczowo trzymają się tego przekonania, są na najlepszej drodze do doznania naprawdę głębokiego szoku, gdy Ziemia wciąż będzie kołysać się i kręcić. Postawa „klimatycznego sceptyka” – kwestionowanie „ustalonej wiedzy” o antropogenicznym globalnym ociepleniu – stała się synonimem bycia „opłacanym przez przemysł naftowy” i co za tym idzie, braku troski o matkę naturę. Jest to typowy paramoralistyczny argument. Jeśli ktoś nie zgadza się z koncepcją, że ludzkość jest całkowicie odpowiedzialna za ocieplenie się planety do tego stopnia, że zagraża to przyszłości wszystkich gatunków, to pośrednio przyczynia się do niszczenia Ziemi! L. Fletcher Prouty przytacza bardzo interesujące fakty historyczne, ukazujące jak totalnie niedorzeczny jest to pogląd.

[W filmie płk. Prouty tłumaczy, jak i dlaczego ropa naftowa została uznana za paliwo organiczne. Jak mówi, doszło do tego po to, żeby firmy wydobywające ropę mogły dyktować coraz wyższe ceny i tym samym zwiększać swoje zyski. Zarabiać na nieorganicznej ropie, to jak zarabiać na wodzie. Trzeba więc było uznać ją za substancję organiczną, a jej zasoby za wyczerpywalne, by właściciele rafinerii mogli mówić: „po wydobyciu kilku następnych baryłek prawdopodobnie będziemy musieli zamknąć to ujście”, co jest, rzecz jasna, pretekstem do podwyższenia ceny. Ropę uznano za paliwo organiczne na konferencji w Genewie w 1892r., a maczał w tym palce sam John Rockefeller, który większość swojej fortuny zbił na transporcie i sprzedaży ropy naftowej. Ropa została więc oficjalnie uznana za paliwo pochodzące z „formalnie ożywionej materii”, jednak, jak mówi Prouty, nigdy nie odkryto organicznych skamielin na głębokości większej niż 16 tys. stóp [ok. 4,9 km], podczas gdy ropę wydobywamy z głębokości ok. 30 tys. stóp [9 km]. Mówi też, że „jeśli wiesz, jakie są światowe zasoby ropy, to wiesz, że jeszcze bardzo długo nie dojdzie do jej wyczerpania. To jest druga najczęściej występująca na Ziemi substancja płynna”. Prouty wspomina też o swoim udziale w czteroletnim programie „Federal Staff Energy Seminar” (1974-78), zorganizowanym przez rząd USA w czasie tzw. „kryzysu energetycznego”, gdzie reprezentował U.S. Railroad (amerykańskie linie kolejowe). Wśród regularnych uczestników byli też Henry Kissinger i James Schlesinger. Według Proutyego, przez cztery lata trwania tego programu najważniejszym ludziom w USA wykładano linię propagandową, a Henry Kissinger nawoływał nawet do ustanowienia jednej, światowej ceny ropy, co jest zresztą ostatecznym celem (władzy realnej), podobnie jak ustanowienie możliwie najwyższych cen na wszelkie inne produkty. Zobacz też: http://www.prouty.org/, zwłaszcza: Letters of the month -> RE: Origins of Oil]

Nawet jeśli ludzie dadzą się przekonać fałszywej logice stojącej za Zieloną Agendą, w żaden sposob nie zatrzyma to kapitalistycznego pochodu śmierci. Wielki przemysł naftowy i wielki biznes zarabiają krocie dzięki sfabrykowanemu niedoborowi, narzuconemu światu przez antropogeniczne globalne ocieplenie, i mają w związku z tym wszelkie powody, aby kontynuować przeforsowywanie go przy wykorzystaniu „nauki o klimacie”, manipulując przy tym danymi statystycznymi. Ich lekkomyślne traktowanie środowiska, wraz z innymi co ważniejszymi machinacjami, korzystającymi sowicie na iluzji kończących się zasobów ropy, to oddzielna kwestia i żywotny problemem dla przeciętnego człowieka. Widzimy, że nasza piękna planeta została przemieniona w coś odrażającego, ale widzimy też, że szczere starania poprawienia sytuacji są hamowane przez ogromną pomysłowość, z jaką psychopaci u władzy wyciskają soki z Ziemi i jej mieszkańców. Jedynym, co może powstrzymać tę niszczycielską siłę, jest fundamentalna zmiana świadomości, nowa – albo ponownie odkryta – świadomość, że to nie nas, naszych przyjaciół i członków rodziny, których kochamy, a także nieznajomych, którzy dzielą nasz los, należy winić za trudną i niebezpieczną sytuację, w której się znajdujemy, ale przedstawicieli podgatunku, którzy umieścili znak dolara na wszystkim, co żyje na tej planecie… włącznie z powietrzem, którym oddychamy. Nie skończy się to, dopóki nie uświadomimy sobie istnienia tego zjawiska. Możemy przez cały dzień przycinać liście i w swojej głupocie odizolować się od rzeczywistości i dalej wieść normalne życie w tych nader nienormalnych czasach, lecz dopóki nie zajmiemy się korzeniami zła, drzewo dalej będzie gnić, a my uschniemy wraz z nim.  

© rolyateel

– –

Ten artykuł jest przekładem oryginału zamieszczonego w języku angielskim na stronie:
Connecting the Dots: Cosmic Climate Change, Financial Terrorism
dokonanym przez polskich tłumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.

Materiał ten został opublikowany przez SOTT.NET – projekt Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala się na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz żródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

Dodaj komentarz »

Brak komentarzy.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: