PRACowniA

5 Kwiecień 2010

Łączenie punktów: Kosmiczna zmiana klimatu, finansowy terroryzm (1)

Sott Editors
Sott.net
11 marca 2010 19:41 EST

© rolyateel

W tym miesiącu raz jeszcze dominowały trzęsienia ziemi, a szereg silnych wstrząsów skłania nas do zadania pytania, cóż takiego dzieje się w Ziemi? Przerażająca jest myśl, że rząd Stanów Zjednoczonych mógł być zaangażowany w nikczemne działania, będące w stanie wywołać strategicznie umiejscowione trzęsienie ziemi na Haiti. Czy możliwe jest, że część lub wszystkie ostatnie trzęsienia były wywołane celowo? A może jesteśmy świadkami budzącej grozę riposty matki Natury na mizerny arsenał Imperium Zła? Przy okazji omawiania najsilniejszego od 50 lat trzęsienia ziemi w  Chile przeanalizujemy aktualny stan gry politycznej w tym kraju oraz odwołamy się do znanych korzeni ekonomicznej terapii szokowej patokratów, tak popularnej w dzisiejszych czasach.

Rekordowe opady śniegu pokryły grubym kocem wszystkie stany USA poza Hawajami, lodowate temperatury w Europie zamroziły w połowie rejsu statki, za to Kanada uszła z tej najsroższej zimy ciepła i sucha. Zapytalibyśmy o zdanie „klimatologów”, ale są zbyt zajęci modelowaniem alternatywnych rzeczywistości, odpowiadaniem na zarzuty o korupcję i generalnie robią wszystko, aby nie ściągać na siebie uwagi. Przedstawimy też alternatywną hipotezę Kosmicznej Zmiany Klimatu, która honoruje dane naukowe i nie wymaga kuglarstwa w celu „ukrycia spadku”.

Terroryzm finansowy w wykonaniu najlepszych bankierów z Wall Street w tym miesiącu znowu trafił w dziesiątkę, dzięki prowokacyjnemu atakowi na euro. Wojna ekonomiczna, jak każdy rodzaj działań wojennych, pozostawia za sobą szlak zniszczenia i łez w życiu niewinnych ludzi, tyle że ta prowadzona jest niejawnie, poprzez manipulację walutą i spekulacyjne ataki na wybrane gospodarki. I tak samo jak w konwencjonalnych działaniach wojennych, psychopatyczni konspiratorzy często knują swoje mordercze plany przy obiedzie i dobrym winie. Wychodząc od spotkania na Manhattanie, nakreślimy desperacki zamiar Imperium Zła utrzymania dolara na szczycie śmierdzącego stosu – waluty niewartej nawet papieru, na którym została wydrukowana.

Jeśli maleńkie państewko, jakim jest Izrael, jest w stanie zdalnie manipulować imperiami, co powstrzyma je przed wkroczeniem do domu sąsiada i zamordowaniem go? Nic, jak bezczelnie zademonstrował w styczniu Mossad. Ale jeżeli Dubai może zmusić Interpol do dostarczenia nakazu aresztowania, czego nie ośmieliłoby się zrobić żadne inne państwo, zastanawiamy się, czy międzynarodowe nagłośnienie, jakie w tym miesiącu otrzymała firma Mossad Morderstwo Spółka z o.o., naruszyło poważnie jej zasłonę ciemności? Mówimy więc, więcej światła!

Przyłączcie się do lutowego Łączenia punktów…

Zmiany na Ziemi

© Associated Press

Zapnijcie pasy, jazda zaczyna się robić bardzo interesująca! W ostatnich latach wzrastała częstotliwość trzęsień ziemi, erupcji wulkanów i niezwykle zimnej pogody, ale w lutym i na początku marca zauważyliśmy dalsze zmiany wzrostowe. Silne trzęsienia ziemi uderzyły w regiony rozsiane po całym globie, szczytem czego było dewastujące trzęsienie w Chile, które zabiło setki i dotknęło 2 miliony ludzi:

Marzec przyniósł dalsze silne wstrząsy wyspie Vanuatu na Południowym Pacyfiku i Taiwanowi, obydwa wystąpiły 4 marca i miały siłę 6,4 w skali Richtera. Kilka godzin po tajwańskim trzęsieniu cztery średnie drżenia zatrzęsły czterema różnymi częściami Filipin. Następnego dnia, 5 marca, trzęsienie ziemi o magnitudzie 6,5 uderzyło niedaleko indonezyjskiej wyspy Sumatra, w tym samym czasie zdewastowane Chile znowu się zatrzęsło od mocnych wstrząsów wtórnych o sile 6,3, terroryzując jego i tak już straumatyzowaną ludność. Dalej, 8 marca, 51 osób straciło życie w wyniku wstrząsu o magnitudzie 6,0 we wschodniej Turcji, w wyniku czego kurdyjska wioska Okcular została zrównana z ziemią; argentyńska prowincja Salta zadrżała od trzęsienia ziemi mierzącego 5,7 stopni a wstrząs o sile 4,5 zadudnił na Hawajach.

Częstotliwość silnych trzęsień ziemi wydaje się wzrastać. Przeszukaliśmy bazę danych EBSCO od 1990 roku pod kątem doniesień prasowych o „trzęsieniach ziemi” oraz „wstrząsach” i opracowaliśmy poniższą tabelę:Rycharde Manne ze strony Scientific Blogging wykorzystywał dane z amerykańskiej agencji naukow-badawczej US Geological Survey (USGS), na podstawie których stworzył poniższy graf, pokazujący historyczne światowe trzęsienia ziemi i te, które od roku 1980 miały magnitudę 5 i wyższą:

© Rycharde Manne - - Na osi y umieszczono średnią liczbę trzęsień ziemi o magnitudzie równej 6,0 stopni lub wyższej, występujących rocznie na całym globie, monitorowanych przez USGS, a wzdłuż osi x mamy lata od 1980 do 2009. Czerwona linia jest bieżącą 10-cio letnią średnią takich trzęsień ziemi.

Większa ilość wstrząsów oznacza wzrost ogrzewania się oceanów w wyniku zwiększonej aktywności procesów wulkanicznych i wzrost parowania. Jednakże, poza spowodowaniem tu i tam lokalnego cieplenia, nie doprowadziło to do wzrostu temperatur atmosferycznych, a to z powodu czynnika kosmicznego, jak się wkrótce przekonamy. W tym miesiącu doszło do erupcji karaibskiego wulkanu Montserrat, który wyrzucił popiół na wysokość 15 kilometrów, a dwa dni później wybuchły jednocześnie dwa aktywne wulkany na Kamczatce. Piątego lutego na Pacyfiku wybuchł podwodny wulkan Fukutokuokanoba, a wydarzenie sfilmowała przebywająca w okolicy japońska straż przybrzeżna:

17 lutego CNN doniosło, że Chile ogłosiło czerwony stan gotowości ze względu na utrzymującą się przez ostatnie tygodnie aktywność sejsmiczną w obszarze wulkanu Chaiten. W następstwie silnego trzęsienia ziemi 27 lutego wulkanolog z Uniwersytetu Oxfordzkiego David Pyle stwierdził, że biorąc pod uwagę przeszłe zdarzenia, w ciągu najbliższych 12 miesięcy możemy spodziewać się gwałtownego wzrostu aktywności wulkanicznej:

W szczególności odkryli, że po [wstrząsie] o magnitudzie 8,3 w 1906 i trzęsieniu ziemi o magnitudzie 9,5 w 1960 [w Chile], w ciągu następnego roku w odległości około 500 kilometrów od epicentrum było o trzy do czterech erupcji wulkanicznych więcej, niż normalnie można by się spodziewać.

© Japońska straż przybrzeżna - Smuga dymu uznosi się z podwodnego wulkanu Fukutokuokanoba.

Pyle szybko nas uspokoił, że „możemy zauważyć wzrost uwalniania się pary wodnej w wypadku wulkanów już aktywnych, ale nie spodziewamy się, aby przedstawiało to istotny wzrost zagrożenia”. Pamiętajmy jednak, że większość wulkanów znajduje się po wodą, więc ich znaczący wkład w zmiany zachodzące na Ziemi pozostaje stosunkowo niezauważalny. Jednym elementem, jakiego nie dało się nie zauważyć w tym miesiącu, był raport o wzroście koncentracji metanu w Oceanie Arktycznym, która jest „najwyższa od 400 tysięcy lat”. Zwolennicy teorii ocieplenia denerwują się więc dodatkowym CO2, który przyczyni się do dalszego ocieplania się atmosfery, ale ich alarm jest nie na miejscu – wszelkie ewentualne ocieplenie jest niczym wobec zagrożenia, jakie dla naszego środowiska stanowi ten toksyczny gaz, oraz wobec głębszego znaczenia odgazowywania się naszej planety.

Największy z ostatnich wstrząsów nawiedził Chile w środku nocy 27 lutego i zarejestrowany został jako potężne 8,8 stopnia – to najsilniejsze trzęsienie ziemi zarejestrowane w tym miejscu od ponad 50 lat. Główny wstrząs trwał około trzech minut, w tym czasie zawaliły się budynki, a wywołane wstrząsem tsunami zmiotło całe przybrzeżne chilijskie miasteczka, zabijając około 800 osób. Po obu stronach Pacyfiku ludzi ogarnęła panika, ale ostatecznie tsunami dotknęło tylko pobliskie wyspy. Alaska, Meksyk i Kalifornia zostały postawione w stan gotowości, w obawie, że chilijskie trzęsienie może doprowadzić do natychmiastowego efektu domina wzdłuż granic płyt tektonicznych w obydwu Amerykach. Poniższe wideo może dać nam pojęcie o jego intensywności i terrorze, jaki ze sobą przyniosło tym, którzy musieli przez nie przejść:

Zauważyliście na tym filmie „światła trzęsienia ziemi”? Na niebie widać było jeszcze jeden dziwny element, zanim ziemia się zatrzęsła. Niedługo po wstrząsie dziennikarka Cecilia Lagos w rozmowie z MSNBC opisała, że „widać było, jak niebo zmienia kolory, […] zupełnie jak z „Czasu Apokalipsy”.

Naukowcy z NASA stwierdzili, że chilijskie trzęsienie ziemi przesunęło oś Ziemi o „2,7 milisekund kątowych (około 8 centymetrów)” i skróciło dobę  o „1,26 mikrosekundy (milionowa część sekundy)”. Pomyślcie, tylko jedno silne trzęsienie! Ale twierdzenie to zostało skontrowane przez niemieckich naukowców jako nieweryfikowalne i absurdalne:

Profesor Rainer Kind z Niemieckiego Instytutu Geofizycznego (GFZ) w Poczdamie powiedział: „Jest wysoce wątpliwe, że obliczenia te są poprawne. Zmiany osi ziemskiej wywołane przez trzęsienie ziemi byłyby tak niewielkie, że niemożliwe do zmierzenia, a co za tym idzie – niemożliwe do wiarygodnego wykrycia.

Ekspert dodał, że istniejące obliczenia dotyczące ruchu osi Ziemi spowodowanego przeszłymi trzęsieniami są wciąż poddawane debacie.

Profesor Karl-Heinz Glassmeier z Deutschen Geophysikalischen Gesellschaft (Stowarzyszenie Geofizyków Niemieckich) również skrytykował to domniemane odkrycie: „Stukałem się w głowę, czytając o tym wczoraj”

„NASA może tym jedynie wywołać sensację, nic poza tym. Liczba ośmiu centymetrów jest całkowicie nieweryfikowalna”

Wpływ trzęsienia na wychylenie osi Ziemi byłby w każdym razie niezwykle mały, tłumaczył dr Mojib Latif z Instytutu Nauk Morskich Leibniza w Kiel.

Powiedział także, że „za wychylenie osi ziemskiej odpowiadają głównie ciała niebieskie. W szczególności, gradient dla osi Ziemi determinowany jest przez pole grawitacyjne dużych i ciężkich planet.

„Trzęsienie ziemi nie może tego zmienić, nawet tak potężne, jak to w Chile”.

Profesor Kind dodał jeszcze: ”Nie jest możliwe, by kiedykolwiek zdarzyło się tak potężne trzęsienie ziemi, żeby w zauważalny sposób przesunęło oś ziemską. Byłoby to możliwe jedynie poprzez wpływy zewnętrzne, na przykład meteor”.

„Zniszczenia byłyby jednak tak ogromne, że przesunięcie osi ziemskiej nie miałoby żadnego znaczenia”.

Tak więc silne trzęsienie ziemi może nie być wystarczające do przesunięcia osi planety, a co za tym idzie – zmiany długości dnia. Niewykluczone, że może tego dokonać zmiana w układzie „ciał niebieskich”. Poczciwy profesor nie miał pewnie tego na myśli, kiedy użył tego terminu, ale jeśli weźmiemy pod rozwagę, że komety i ich ogony z gruzu również są „ciałami niebieskimi”, wtedy możemy postrzegać trzęsienia ziemi jako możliwy symptom zewnętrznych sił kosmicznych wpływających na rotację Ziemi. Każde spowolnienie rotacji, jakkolwiek niewykrywalne, byłoby wystarczające, by wpłynąć na zmianę pola magnetycznego i wytworzenie ogromnego ciśnienia we wnętrzu planety, które przesunęłoby płyty tektoniczne, co spowodowałoby zwiększenie ilości trzęsień ziemi i wybuchów wulkanów w miarę uwalniania się tego ciśnienia.

Terapia powstrząsowa

© Leo La Valle/EPA - Żołnierze chilijscy zatrzymujący grupę wygłodzonych ludzi w zeszłym tygodniu w Talcahuano.

Czy chilijskie trzęsienie ziemi mogło być indukowane? Myślimy, że warto zadać to pytanie, biorąc pod uwagę szczególna sytuację polityczną, w jakiej znajduje się obecnie Chile, a także imperialistyczne zapędy USA w stosunku do tego regionu.

Ledwie kurz zdążył osiąść, a już wojsko chilijskie, zgodnie z obecnymi trendami ustalonymi na Haiti przez żołnierzy USA i ONZ, przejęło kontrolę nad dotkniętymi trzęsieniem miastami, wprowdzając godziny policyjne i strzegąc firmy pod pretekstem ochrony przed „szabrownikami”:

Nie obyło się bez gwarancji szybkiego aresztowania „grabieżców” i gangów czerpiących śmiertelne korzyści z nieobecności władz, ale proszę, powiedzcie mi, jaka jest różnica między całkowicie straumatyzowanymi ludźmi nagle pozbawionymi podstawowych przedmiotów codziennego użytku włamującymi się do sklepów spożywczych czy innych, aby móc wyżywić siebie i swoje rodziny a podłymi złoczyńcami, nastawionymi na jak największe zyski z anarchii, i kto pociąga za sznurki?

Popularna, odchodząca już pani prezydent Chile, Michelle Bachelet, była krytykowana za to, że nie zastosowała ostrzejszych środków kontroli i początkowo odmówiła pomocy zagranicznej. Prezes Banku Światowego, Robert B. Zoellick, powiedział: „Grupa Bankowa zaczerpnęłaby ze swojego bogatego doświadczenia w zarządzaniu pokastratoficznym i odbudowie dla wsparcia Chile w następstwie trzęsienia ziemi”. Pani prezydent była oczywiście świadoma, że cena tego typu „pomocy” jest bardzo wysoka. Jej ojciec został zabity na torturach przez armię Pinocheta za to, że był zwolennikiem Allende i odmówił udania się na wygnanie po przewrocie z 1973 roku. Bachelet i jej matka również były więzione, przesłuchiwane i torturowane przed wygnaniem do Australii. Chilijska konstytucja nie pozwala Bachelet na powtórny start w wyborach na drugą kadencję, pomimo 75% poparcia w kraju.

© Associated Press - Pinera - nowy chilijski Pinochet?

W styczniu w ścisłej rywalizacji miliarder Sebastian Pinera został wybrany przez Chilijczyków na nowego prezydenta. Piniera jest pierwszym prawicowym przywódcą Chile po dyktaturze Pinocheta trwającej do 1990 roku. Część z członków jego koalicji była w rzeczywistości członkami gabinetu Pinocheta (jego brat był ministrem pracy w rządzie Pinocheta). Przechwalał się, że „stworzy milion nowych miejsc pracy i rozprawi się z przestępczością i handlem narkotykami” i oczywiście ”sprywatyzuje część spółki miedziowej Codelco, będącej własnością skarbu państwa i największym światowym producentem miedzi”.

Osoby znające najnowszą historię Chile wiedzą, że chicagowka szkoła ekonomii prowadzona przez schizoidalną ideologię „wolnego rynku” Miltona Friedmana, po cichu współpracująca z CIA, obaliła demokratyczny rząd Chilijski i zainstalowała totalitarne rządy Pinocheta. Oto co na temat prywatyzacji Codelco ma do powiedzenia przełomowa książka Naomi Klein „Doktryna szoku: jak współczesny kapitalizm wykorzystuje klęski żywiołowe i kryzysy społeczne”:

Jedyną rzeczą, jaka uchroniła Chile przed kompletnym załamaniem ekonomicznym na początku lat 80 było to, że Pinochet nigdy nie sprywatyzował Codelco, państwowej spółki miedziowej, znacjonalizowanej przez Allende. To jedno przedsiębiorstwo generowało 85% obrotu chilijskiego eksportu, co oznacza, że kiedy bańka pękła, państwo nadal miało stałe źródło dochodów. [str. 104-105 wydania ang.]

To, czego nawet Pinochet nie ośmielił się podjąć, jest obecnie „marzeniem” Pinery i koszmarem chilijskiego społeczeństwa, doprowadzi bowiem do ruiny gospodarkę w dalszym ciągu charakteryzującą się ogromną przepaścią pomiędzy pasożytniczą elitą i zwykłymi obywatelami. Pamiętacie „hojną ofertę” Banku Światowego? Książka Naomi Klein ujawnia, w jaki sposób w czasie kryzysu Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy (IMF) zarabiają na niepewności, będącej skutkiem traumatycznych zdarzeń – naturalnych czy indukowanych. Pinera jest według brytyjskiego dziennikarza, Marka Williamsa, „człowiekiem Ameryki”:

Ojciec Pinery był w latach sześćdziesiątych informatorem CIA, a brat, Jose, jest  wysoko postawioną osobą w amerykańskim instytucie Cato – pozornie bezstronnej organizacji, a w rzeczywistości grupy ekspertów ekonomicznych, w większości siedzących w kieszeni partii republikańskiej, wyznającej politykę „samostanowienia” i „minimalnej kontroli – co w istocie oznacza brak dostępu do opieki socjalnej oraz brak opodatkowania bogatych.

© Daniel Garcia/AFP/Getty Images - Concepcion, drugie co do wielkości miasto w Chile: strefa wojenna czy obszar katastrofy? Czy kapitalizm katastroficzny to w ogóle rozróżnia?

Zanim Josemu trafiła się obecna fucha, był prawą ręką Pinocheta. Jedną z jego reform z lat 80-tych był chilijski plan emerytalny, blisko związany z interesami USA, który jest tak bezużyteczny, że opłacający go pracownicy lepiej by wyszli na wypychaniu pieniędzmi materaca – dosłownie. Opłaty administracyjne (zgodne z interesamiUSA) przewyższają poziom dochodów z odsetek, co oznacza, że wpłacane składki natychmiast wyparowują.

Sebastian Pinera zbudował swoje bogactwo będąc właścicielem największej w Chile spółki kredytowej – przedsięwzięcie to nie powiodłoby się bez poparcia ze strony największych banków  USA, jednakże dokumenty CIA ujawniają, że faktycznie Pinera był blisko związany z Pinochetem, a w szczególności z pewnym skandalem bankowym, który miał miejsce za czasów przerażających rządów Pinocheta.

To Pinera doprowadził do przejęcia Banku Telca przez rząd, tworząc (wspólnie z bratem) 80 fałszywych firm, które miały być wierzycielami banku. Ta źle zorganizowana kradzież nie powiodła się, a Amerykanie tak się zaniepokoili, że posłali CIA do „ratowania” Pinery z Chile i trzymali go z dala od dochodzenia dopóki skandal nie przycichł. Dziennikarzowi, który odkrył tę niewygodną dla CIA historię i dotarł do dokumentów, grożono od tego momentu śmiercią za ich publikację.

Zainstalowanie Pinery jako marionetkowego prezydenta Chile okazało się lepszym rozwiązaniem niż wysłanie pocisków dalekiego zasięgu typu cruise. Ale Chilijczycy powinni zacząć bardzo uważać na swoje portfele, szczególnie kiedy polityka Pinery zacznie podatkami wysysać ich pieniądze i zasilać nimi prywatne fortuny bogaczy…

Rząd stanów Zjednoczonych może być teraz spokojny, że z Pinerą wygodnie lokującym się w Palacio de La Moneda, Chile pozostanie pod ich pantoflem. Widzimy, że to, co dzieje się w następstwie haitańskiego morderczego trzęsienia ziemi, kiedy kochające „wolny rynek” pasożytnicze korporacje amerykańskie przystąpiły do odbudowy wyspiarskiej gospodarki według własnych upodobań, dzieje się również w Chile. To powracający motyw – chilijski poeta Pablo Neruda, opłakując zdradę swojego kraju w późnych latach 60-tych, nigdy nie stracił nadziei, a w swoim wierszu „The Victorious People” (Zwycięski naród) napisał:

My heart’s in this struggle.
My people will overcome.
These sorrows will be wrung like handkerchiefs
until all the tears shed on the desert’s galleries,
on graves, on the steps of human martyrdom,
are squeezed dry.
But the victorious time’s nearby.

[W naszym amatorskim przekładzie:]

Moje serce toczy tę walkę.
Mój naród to przezwycięży.
Te smutki będą wyżymane jak chusteczki
dopóki wszystkie łzy przelane na pustynnych krużgankach,
na grobach, na stopniach ludzkiego męczeństwa,
nie zostaną wyciśnięte do sucha.
Ale zwycięskie czasy są już blisko.

Dopóki nie dotrzemy do tych czasów – ponieważ dotrzemy do nich dzięki wiedzy, człowieczeństwu i jedności –  w każdym zakątku świata nadal odczuwane będą wstrząsy wtórne katastroficznego kapitalizmu…

Deszcz – Śnieg – Lód

© Reuters - - Ludzie spacerują po przykrytym śniegiem Nîmes na południu Francji, 8 marca 2010

W tym miesiącu mieliśmy na świecie dużą ilość intensywnych burz i huraganów. Dzikie burze schłostały miasta na wybrzeżu Australii ogromną ilością deszczu, a nawet przyniosły powodzie na pustynie w głębi lądu. Pod koniec miesiąca w Brytanii ogłoszono alarm powodziowy, kiedy „Ksyntia” zbombardowała dużą część Europy Zachodniej, powodując znaczne szkody i pozostawiając co najmniej 51 zabitych, w większości we Francji. 32 osoby zginęły we wściekłej burzy na portugalskiej wyspie Maderze, a kolejne 4 podczas burzy w Egipcie. W tym samym czasie ulewy spowodowały lawiny błotne w Meksyku i zdewastowały haitańskie miasto, nietknięte przez styczniowe trzęsienie ziemi (które, jeśli sobie przypominacie z ostatniego odcinka Łączenia Punktów, było – jak podejrzewamy – wywołane sztucznie, coś w rodzaju „eko-ataku terrorystycznego”, zapożyczjąc określenie od byłego amerykańskiego sekretarza obrony, Williama Cohena).

Cyklonu na południowym Pacyfiku można się było o tej porze roku spodziewać, ale w żadnym wypadku śniegu na Florydzie i w stanie Mississippi! Mroźna pogoda na Florydzie wyrzuciła na brzeg martwe żółwie i krowy morskie.

W pewnym momencie, w połowie miesiąca, cała północna półkula doświadczyła obfitych opadów śniegu, drugich co do grubości pokrywy na liście obejmującej ostatnich 50 lat, chociaż na przykład Ameryka Północna odnotowała absolutny rekord od czasu, kiedy rozpoczęto prowadzenie statystyk. Tendencja ta utrzymywała się przez cały luty, z zamiecią po zamieci, obficie przysypujących śniegiem 49 z 50 stanów USA! Kiedy Waszyngton DC dochodził do siebie po najsilniejszych opadach w historii miasta, trzecia pod rząd zamieć sparaliżowała północno-wschodnie wybrzeże USA, pozbawiając prądu 200 tysięcy domów i biurowców. Ta burza śnieżna unieruchomiła również Toronto, ale jak na ironię, był to wyjątek w tegorocznym trendzie, jako że ta zima była w Kanadzie najcieplejsza i najsuchsza od kilku pokoleń.

© AFP - Prom pasażerski próbuje przebić się przez pole lodowe u wschodnich wybrzeży Szwecji. Bałtyk podczas najzimniejszej od 50 lat zimy.

To chyba kosmicznych rozmiarów ironia, że zimowe Igrzyska Olimpijskie odbywały się w tym roku w Kanadzie! Globalni ociepleniowcy mocno czepili się tej anomalii, żeby ponownie zasilić swoje komputerowe modele, jednakże te drobne ocieplenia nie wyznaczają ogólnej tendencji, po prostu utrzymują się wśród generalnie mroźnego trendu. Nie spodziewamy się, że Kanadzie uda się  ostatecznie uniknąć Wielkiego Mrozu.

Termin ‚zimna wojna’ nabrał nowego znaczenia, kiedy Moskwa skopiowała waszyngtoński rekord opadów swoim własnym „białym armagedonem” – największym śniegiem, jaki ta stolica widziała w ciągu ostatnich 50 lat. Rzym z najobfitszym od 25 lat opadem śniegu szedł w parze z południową Francją, która do teraz (kiedy to piszemy) pozostaje przykryta białym puchem. W innych miejscach Europy, Irlandia właśnie wyszła z najchłodniejszej od 1963 roku zimy, wyprzedzona tylko przez Szkocję, która odnotowała najzimniejszą zimę od… od kiedy powstały zapisy, czyli od 100 lat! Więcej deszczu w ochładzającym się środowisku nieuchronnie oznacza więcej śniegu… co  z kolei oznacza więcej lodu – w scenie, która pasowałaby do filmu „The Day After Tomorrow„, tysiąc osób płynących do Szwecji uratował lodołamacz, kiedy ich promy utknęły w bałtyckim lodzie.

Zła nauka

© Unknown - - Nietrudno zauważyć, że stacje meteorologiczne nie są rozmieszczone na terenie Rosji równomiernie, a ich koncentracja znacząco i przewidywalnie wyższa jest w zachodniej i południowej części kraju, podczas gdy w północnej i wschodniej jest zauważalnie niższa.

Od czasu wycieku wewnętrznych e-maili i dokumentów Climate Research Unit na Uniwersytecie Wschodniej Anglii w listopadzie, ruszył potok „ujawniania prawdy”. Nie musieliśmy długo czekać, żeby zobaczyć, co będzie dalej. Pierwsi w tym miesiącu byli rosyjscy naukowcy, którym niespecjalnie podobało się, że ich pieczołowicie zgromadzone dane zostały przesiane i zmanipulowane. Moskiewski Instytut Analiz Ekonomicznych stwierdził, że Hadley Center for Climate Change wykorzystał tylko jedną czwartą danych dostarczonych przez Rosję, żeby móc nimi podeprzeć swój „ociepleniowy” trend. Jak się okazuje, HCCC wygodnie wykorzystało tylko dane zebrane przez stacje umieszczone blisko miast lub innych źródeł ciepła, takich jak lotniska, budynki lub wybetonowane nawierzchne drogowe, ignorując resztę informacji zebranych z ogromnego terenu Rosji, stanowiącego 10% całkowitej powierzchni lądów na świecie. Nie pierwszy jednak raz nasi krypto-naukowcy dokonali takich rażących pominięć. Prawdziwi naukowcy, jak Anthony Watts i Joseph D’Aleo, przez lata wskazywali na wadliwe zapisy temperatury, ale byli rutynowo ignorowani przez autorytety klimatologii i media:

To samo przydarzyło się Johnowi Christy’emu z University of Alabama, kiedy próbował przekonać IPCC do uznania nieprawidłowości satelitarnych zapisów temperatury:

Łamigłówka się komplikuje, gdy uwzględni się satelitarne zapisy temperatury, dostępne od 1979 r. Pojawia się wówczas rażąca nieprawidłowość: dane satelitarne, które przedstawiają temperatury śrokowych i wyższych warstw atmosfery, wykazują bardzo nikłe ocieplenie od 1979 roku i nie zgadzają się z pomiarami naziemnymi. Co więcej, odczyty satelitarnych pomiarów temperatury powietrza średniej i wyższej atmostfery nie wykazują żadnych wzrostów, jakie według modeli klimatycznych powinny mieć miejsce w odpowiedzi na wzrost stężenia gazów cieplarnianych. John Christy z University of Alabama, współautor rozdziału o zmianach klimatycznych powierzchni ziemi i jej atmosfery w opracowaniu Grupy I centrum IPCC, starał się przekonać IPCC do potwierdzenia tej anomalii w sprawozdaniu z 2007 r., ale został zignorowany. (Christy jest odpowiedzialny za udział w rozwijaniu systemu monitoringu satelitarnego, śledzącego temperatury na świecie od 1979 roku. Za tę pracę otrzymał medal NASA przyznawany za wyjątkowe osiągnięcia naukowe). Saldo: spodziewajcie się kilku niespodzianek, jakie pojawią się po rewizji zapisów temperatury powierzchni ziemi z najbliższych kilku lat.

Być może minęły już czasy, kiedy media przymykały oko na takie znikczemnienie nauki. Brytyjskie i światowe media, po jakimś czasie, którego potrzebowały na obudzenie się ze swojej długotrwałej hibernacji „trzymania się partyjnej linii globalnego ocieplenia”, prowadzą teraz kampanię ‚zamrożonych przesyłek’. Strony internetowe i artykuły ostrożnych dotąd środków masowego przekazu dokumentują wart miliardów dolarów przemysł „globalnego ocieplenia”, sprzymierzony z systemem handlu uprawnieniami wartym bilion dolarów.

© Artizons.com

Ewidentny i niepodważalny wniosek z tego taki, że wyrachowane „autorytety” od klimatu, z których niektórzy nie są nawet prawdziwymi naukowcami, jak choćby Rajendra Pachauri (ekonomista i były inżynier kolejowy, ściśle powiązany także z programem komercyjnych systemów energetycznych, czerpiącym korzyści z uregulowań w sprawie gazów cieplarnianych), lub Yvo de Boer, Sekretarz Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu (UNFCCC) – który zdecydował się ustąpić ze stanowiska i ukryć się w sektorze prywatnym po latach utrzymywania, że ocieplenie to „największe w historii zagrożenie dla ludzkości” – bezwstydnie wykorzystali naturalne pozytywne ludzkie cechy, takie jak współczucie i poczucie odpowiedzialności, aby dompować swoje ego oraz swoje kieszenie.

Christopher Booker pisze w “Telegraph”:

Od 1988 roku, kiedy to wybuchł największy popłoch, jaki świat widział, setki miliardów funtów zostały wlane w akademickie projekty badawcze, mające na celu nie badanie tezy wpływu CO2 na ocieplenie, ale przyjęcie jej za oczywisty fakt i wykorzystanie modeli komputerowych do przedstawienia tego wpływu w możliwie przerażający sposób. Nowy globalny rynek „handlu emisjami dwutlenku węgla” wart już 126 miliardów dolarów rocznie, wkrótce może być wart biliony. Rządy, w tym nasz własny [amerykański], wołają o dorzucenie dodatkowych setek miliardów do absurdu „węglo-oszczędnych” systemów energii, a koszt tego dofinansowania ma oczywiście być pokryty przez każdego z nas w podatkach i rosnących wydatkach na energię.

Przy całej tej potężnej armii naiwnych polityków, posłusznych urzędników, zapracowanych przedsiębiorców węglowych, ochoczych deweloperów „odnawialnych [źródeł energii]” oraz potulnych i czekających na granty nauczycieli akademickich, kandydujących do czerpania korzyści z największego wypaczenia zasad prawdziwej nauki w historii świata – kimże jesteśmy my, żeby protestować i krzyczeć, że ich cesarz jest nagi?

Jakże egoistyczne jest prowadzenie krucjaty pod hasłem „ratujmy Ziemię”, kiedy ma się tyle do ukrycia. Na przykład główny aktor tej dozwolonej od lat 18 sagi, Rajendra Pachauri, zdecydował się opublikować soft-corową powieść pornograficzną. Główny bohater jest starzejącym się ekologiem i inżynierem zajmującym się „duchową podróżą”, która obejmuje spotkanie z Shirley MacLaine i szczegółową eksplorację Kama Sutry i seksu grupowego. Myśleliście, że mieliśmy do czynienia z rażącymi nieścisłościami koncepcji „globalnego ocieplenia”, a tymczasem dla Pachauriego było to nieustanne „globalne napalanie się”!

Daliśmy się nabrać, tak jak daliśmy się nabrać w tylu innych sprawach w tej starej jak świat opowieści. Ale dopiero zaczynamy. Aby dotarła do nas świadomość, że żyliśmy w kłamstwie, trzeba pozdejmować kolejne warstwy tej szczególnie śmierdzącej cebuli.

Zaczniemy od profesora Williama Schlesingera, głównego autora piszącego dla IPCC. Podczas publicznej debaty zapytano profesora, jak wielu jego współpracowników to faktycznie eksperci w kwestii klimatu, jako że jeden z utrzymujących się mitów mówi, że przypadek globalnego ocieplenia jest obsługiwany przez „2500 najlepszych na świecie klimatologów”. Najlepsze, co udało mu się wymyślić, to że „coś rzędu 20% miało do czynienia z klimatem”.

Domyślamy się, że mówi o tych samych „ekspertach”, którzy “mieli do czynienia z klimatem” i którzy stwierdzili, że himalajskim lodowcom grozi stopnienie do 2035 roku. Jak wspomniano w zeszłomiesięcznym odcinku Łączenia Punktów [en], okazało się, że źródłem owej tezy stopnienia-do-2035r. wcale nie było poddane weryfikacji naukowej studium, ale raport grupy rzeczników, World Wildlife Fund (WWF), która z kolei zaczerpnęła dane z artykułu zamieszczonego w popularnym indyjskim tygodniku. Nota bene, autor tego artykułu wycofał się później ze swoich wymyślonych na poczekaniu spekulacji. W odpowiedzi IPCC pośpiesznie próbowało ocalić swoją skórę i wydało kilka żenujących komunikatów odwołujących tezy zawarte w swoim najnowszym sprawozdaniu za 2007 rok. Nic dziwnego, że dr Pachauri szybko zdystansował się do bezpodstawnych twierdzeń IPCC o zanikających lodowcach. Tę samą postawę „szczurów opuszczających tonący statek” przejawiło wielu naukowców i ekonomistów, którzy jeszcze nie tak dawno, z ogniem w oczach i jadem na języku, maszerowali na czele swojej słusznej parady „ocalmy planetę”. A teraz biegają jak szakale, z podwiniętymi ogonami, w żałosnej próbie ratowania swojej cennej kariery i fałszywej reputacji.

A co z twierdzeniem IPCC, że 40% amazońskich lasów deszczowych narażone jest na zniszczenie w wyniku zmian klimatycznych? Domyślacie się? I to twierdzenie okazało się być pozbawione podstaw naukowych, a źródłem ponownie było WWF. Wiele innych tez wywodziło się z niepublikowanych prac studenckich i magisterskich lub błędnych bądź przekręconych wyników badań. Na przykład według jednego z najbardziej ignoranckich i żenujących twierdzeń, nadal wykorzystywanego do celów propagandowych, 55% Holandii leży poniżej poziomu morza, a tym samym kraj ten poważnie zagrożony podnoszeniem się poziomu morza. Tak na marginesie, prawidłowy odsetek to 26%. Oczywiście holenderskich naukowców wcale to nie rozbawiło i próbowali przekonać IPCC, żeby poprawiło swój błąd przed publikacją raportu za 2007 r., jednak bez skutku.

Zabawne, jak sytuacja się obróciła, i ci, którzy w przeszłości uważali się za szczerych idealistów i Rycerzy Natury, okazali się być aroganckimi i nadętymi rozrabiakami. Ich błędy są tak rażąco żenujące, że przychodzi zastanawiać się, czy jest wśród nich choćby jeden kompetentny człowiek. Przypomina się tu studium o niekompetentnych ludziach nie zdających sobie sprawy ze swojego braku kompetencji. Tym bardziej, kiedy kluczowe dane ujawniają wyraźne oznaki patologicznego zachowania. Rajendra Pachauri, na przykład, nie zrezygnuje ani nie przeprasza za swój udział w rozpowszechnianiu wprowadzającej w błąd „wiedzy”. Według niego, występowanie z przeprosinami za rozmyślne rozpowszechnianie kłamstw jest „populistycznym posunięciem” i „nie należy oczekiwać, że będę osobiście odpowiedzialny za każde słowo z 3000 stronicowego raportu”. Racja, sami jesteście sobie winni, naiwniacy. Lepiej schować gdzieś głęboko fantazje o uczciwej nauce i może lepiej poczytać powieść soft-porno lub pooglądać Fox News.

© The Weekly Standard - - Wydało się! Kampania globalnego ocieplenia wchodzi w fazę nowej szaty cesarza.

A co z naszym noblistą, Alem Gore? Cóż, jego diagnoza jest jeszcze mniej sympatyczna. Bycie nazwanym narcyzem na łamach jednego z wiodących magazynów finansowych nie jest raczej najjaśniejszym punktem w karierze człowieka nominowanego swegu czasu na „człowieka roku”. Pisząc o nim, gazeta wymieniła takie cechy jak pompatyczne poczucie ważności, pochłonięty przez fantazje o nieograniczonych sukcesach, wymagający nadmiernego podziwu i pozbawiony empatii. Opis pasujący do większości naszych światowych przywódców, dodajmy.

Philowi Jonesowi również nie powodzi się najlepiej. Wciąż wypływają nowe doniesienia o zatajaniu przez niego niedoskonałych danych, które mogłyby podważyć jego uprzednie twierdzenia. Poproszony o surowe dane, które potwierdziłyby jego tezy, Jones zaoferował mętne frazesy, że nie przechowuje dokumentów „tak jak powinien”. Gdzie już to słyszeliśmy? Wzorując się na tych niezliczonych odwoływaniach płynących z ust autorytetów w kwestii klimatu, Jones przyznał, że w ciągu ostatnich 15 lat nie było „statystycznie znaczącego” ocieplenia, a jeżeli Średniowieczne Optimum Klimatyczne miało globalny zasięg, to nasz obecny klimat nie jest czymś wyjątkowym, a więc nauka w tym zakresie nie jest rozstrzygnięta.

Kosmiczny katalizator zmian klimatycznych

Tak oto wbijane są ostatnie gwoździe do trumny „globalnego ocieplenia”. Przyszłość zapowiada się więc w różowych barwach, a my jak dawniej będziemy cieszyć się błogim życiem, czy tak? No, nie do końca, ponieważ kto jak kto, ale my już wiemy, że prawdzie zwykle zręcznie towarzyszą doczepione kłamstwa. Strzeżcie się Republikanów, neokonów i rzeczników konserwatystów, otwarcie potępiających „antropogeniczne globalne ocieplenie”, gdy już i tak ledwie ono zipie. Zaczną wmawiać nam, że to teoria klimatycznego status quo jest tą właściwą – że ludzkości nic nie grozi, bo klimat zawsze będzie taki sam… a teraz ruszcie się i zasuwajcie na zakupy!*

[*Jedno z modnych ostatnio haseł-ironii grupy The Love Police, głoszonych przez megafon na ulicach Wlk. Brytanii – przyp.]

A teraz coś zaskakującego: opowiastki Gore’a nie są takie zupełnie dziwaczne. Okazuje się bowiem, że zawierają nieco prawdy. Otóż jego zdaniem, światu zagraża

„niewyobrażalne niebezpieczeństwo, wymagające podjęcia środków zaradczych na wielką skalę, aby uchronić obecną cywilizację”. Jak wielkie to niebezpieczeństwo? „[Spowoduje] migracje setek milionów dotkniętych żywiołami, niepokoje społeczne, chaos i upadek rządów wielu rozwijających się krajów, ogromny nieurodzaj oraz rozprzestrzenianie się śmiertelnych chorób”.

noctilucent czyli "chmury świecące nocą"

I właśnie ta część jest wyjątkowo prawdziwa. Natomiast mija się z prawdą twierdzenie, jakoby sprawcą było globalne ocieplenie, a nie jakiś inny proces, jak chociażby nadchodząca epoka lodowcowa. Co więcej, konik Gore’a jakim są „koncesje na emisję CO2” to nic innego jak kolejny manewr elit usiłujących wzbogacić się na ludzkiej tragedii oraz utrzymać w swoich rękach ster władzy, dzięki doszczętnemu ograbieniu społeczeństwa i zdławieniu go do tego stopnia, że nie będzie w stanie zapewnić swoim rodzinom środków do życia w świecie kurczących się zasobów.

W oparciu o dotychczas zebrane dane podejrzewamy, że faktycznym zjawiskiem zachodzącym obecnie jest ochładzanie się górnej warstwy atmosfery w wyniku nagromadzenia się kometarnego pyłu, który objawia się w postaci obłoków srebrzystych i innych formacji w tej części atmosfery. Pył kometarny jest naładowany elektrycznie, co sprawia, że obrót Ziemi ulega minimalnemu spowolnieniu, które z kolei osłabia pole magnetyczne planety, narażając ją na silniejsze działanie promieniowania kosmicznego, oraz stymuluje aktywność wulkaniczną. Coraz aktywniejsze podmorskie wulkany ogrzewają wody ziemskich akwenów, a te ogrzewają dolną warstwę atmosfery, czego skutkiem jest tworzenie się tam mas wilgoci. Wilgoć następnie łączy się z chłodniejszym powietrzem z wyższych partii atmosfery, co nieuchronnie prowadzi do epoki lodowcowej, poprzedzonej krótkim okresem zwiększonej emisji gazów cieplarnianych oraz powstawaniem „gorących plam” w dolnej części atmosfery, silnymi opadami deszczu, gradu, śniegu, a także powodziami.

Oczekujcie więc dalszego rozwoju powyższego trendu, ale nie wierzcie w “globalne ocieplenie z winy człowieka”. Jeśli nawet było od jakiegoś zauważalne, ocieplenie to w rzeczywistości stanowi wstęp do epoki lodowcowej. Miejmy nadzieję, że wśród tego pyłu krążącego wokół naszego Układu Słonecznego nie znajdzie się żaden zbyt duży kawałek komety. Niestety perspektywa dla Ziemi nie wygląda zbyt optymistycznie, jak zobaczymy dalej.

Komety – oto prawdziwe zagrożenie.

A gdyby ktoś nadal wątpił w to, że siedzimy po uszy w g…, sprawdźmy, co ma do powiedzenia w tej kwestii poważany astrofizyk, Victor Clube:

Przyznanie, że dokonano złej interpretacji nie tylko historii starożytnej, ale całej historii, pociąga za sobą rewolucję w naukowym paradygmacie.

Do czego zmierzam? Chodzi mi o to, że aby rozumieć niebo, nie trzeba najpierw parać się mitologią, prahistorią czy geologię, jak to było z Welikowskim. Zajmijmy się najpierw niebem dostępnym naukowcom dzisiaj, najlepiej tym z czasów ery kosmicznej, i przyjrzyjmy się ciemniejszemu gruzowi, odnosząc to następnie do okresu w historii ludzkości bardziej nam dostępnego, który możemy w pełni zrozumieć. Przy takim podejściu, z dynamiki obiektów, o których mowa, wywnioskujemy, że jakieś 20 tys. lat temu ogromna kometa musiała osiąść na orbicie Taurydów, których gęsty rój niemal na pewno spowodował ostatnią epokę lodowcową, trwającą 10 tysięcy lat.

Albo Clube i Napier w książce Cosmic Winter:

Okres plejstocenu rozpoczął się około 2,5 miliona lat temu, wraz z nagłym napływem komet pochodzących z zaburzonego obłoku, jednakże lodowce górskie zaczęły się powiększać już wcześniej. Okres ów, podobnie jak inne w dziejach Ziemi, dzieli się na wiele nieregularnych epok lodowcowych, trwających średnio od 10 tysięcy do 100 tysięcy lat. Przedziały te również związane są z okresowym przybywaniem i rozpadem wielkich komet, niemniej podanie dokładnych dat jest rzeczą niemożliwą.

Ostatnia epoka lodowa skończyła się przed około 10 tysiącami lat. W związku z tym żyjemy obecnie w ciepłym okresie interglacjału. Jednak takie ciepłe okresy przeplatają się z krótkimi fazami nagłego ochłodzenia, trwającymi zwykle od dziesięciu do stu lat, w trakcie których Ziemię w dramatycznym tempie opanowuje surowy arktyczny klimat.

Takie okresy ochłodzenia mogą nieść poważne konsekwencje dla ludzkości i będą obecnie  przedmiotem dyskusji. Na razie odnotujmy jedynie, że po raz pierwszy stworzone zostały naukowe podstawy do interpretacji dziejów ludzkości w kategoriach kataklizmów; zaczynamy również dostrzegać, że zagrożenie z kosmosu może mieć także zimowy aspekt.

Na poparcie teorii o zewnętrznym zagrożeniu – które może nadejść o wiele szybciej niż myślą naukowcy – przedstawiamy poniżej kosmiczną symfonię ognia i kamieni, jaka rozbrzmiewała w lutym. I tym razem pragniemy przypomnieć, że lista jest niekompletna, ba, nigdy nie będzie kompletna, dopóki media nie przestaną wyciszać wszystkiego, co wiąże się płonącymi przybyszami z kosmosu. Incydent z Meksyku opisany poniżej jest takim właśnie przykładem, gdzie „odpowiedzialne” władze i media podjęły nieudolne starania zatuszowania prawdziwej natury tego wydarzenia.

Warto także wspomnieć o innej przyczynie nie publikowania obserwacji meteorytów, która jest dość prozaiczna i w zasadzie zrozumiała w naszej rzeczywistości „pomieszania języków”. W wielu krajach tamtejsze media i mieszkańcy podają te informacje w swoim języku, przez co nie mają one możliwości trafić do anglojęzycznych serwisów prasowych i internetowych. A to jest wyłącznie na rękę tym, którzy chcą ukryć prawdę na ten temat.

Na szczęście mamy wielu oddanych czytelników SOTT mieszkających w różnych krajach, dlatego też czasem udaje nam się przebić przez gruby mur kłamstw i zdobyć dokładne tłumaczenia relacji. Sott.net uwielbia gromadzić informacje, mamy więc do was prośbę, drodzy czytelnicy, abyście śledzili lokalne doniesienia o meteorytach, tłumaczyli je na angielski i wysłali do nas. Wasza pomoc jest bardzo potrzebna. A co do relacji dostępnych w zeszłym miesiącu, zarejestrowaliśmy następujące przypadki:

1, 2, 3, 5, 12, 14, 18, 26 lutego: Bolidy przecinają lutowe niebo we Włoszech

3 lutego: Bolid nad Irlandią

Moore: „Doszło do silnej eksplozji nad Irlandią. Naszym zdaniem był to bolid, to znaczy kamień z kosmosu, który przed uderzeniem w powierzchnię ziemi jasnością przypominał potężną spadającą gwiazdę. Ten okaz oświetlił chyba cały kraj. Telefony w Astronomy Ireland dzwoniły jak szalone”.

Obserwacja z Irlandii jest interesująca również z innego powodu. Świadkowie mówili o różnych kolorach meteoru. Według doniesień miał on być biały, pomarańczowy, czy też jasnozielony. Czyżby jakiś kosmiczny żart z bolidem w kolorach irlandzkiej flagi? Bardziej prozaiczne wyjaśnienie można znależć w tym artykule, stwierdzającym, że owej nocy na niebie pojawiły się dwa meteory:

Według Irish Astronomical Association bilid był widziany w wielu hrabstwach, m.in. w Tyrone, Donegal i Sligo.

„Dokonano obserwacji dwóch obiektów” – powiedział rzecznik IAA. – „Pierwszy, i zapewne główny, pojawił się około 17:50, najprawdopodobniej przemknął nad hrabstwem Kerry, docierając co najmniej nad Armagh i południe Tyrone [w Irlandii Płn. – przyp.]. Ten mógł spaść na ziemię w postaci meteorytu, na razie jednak jest za wcześnie, by mieć pewność.

„Drugi meteor, już nie tak duży i jasny jak poprzedni, ale świecący przynajmniej jak Wenus, pojawił się około 19:30-19:40, czyli ponad półtorej godziny później. Zaobserwowano go z okolic wioski Moy w hrabstwie Tyrone i poruszał się w kierunku północno-wschodnim”.

[wideo można obejrzeć na sott.net]

Równie godny uwagi jest komentarz Terry’ego Moseley’a z Irish Astronomical Association:

”Dość niezwykłe jest, że taki obiekt mógł być widoczny na tak dużym obszarze i do tego być tak jasny”.

Moseley powiedział też, że istnieje „zaledwie pół tuzina” potwierdzonych obserwacji meteorytów, jakie spadły na terenie Irlandii.

„Ostatni taki przypadek miał miejsce w 1999 roku, zaś na północy ostatni meteoryt spadł w hrabstwie Derry w 1969 roku”, powiedział.

Wiemy już, że astronomowie lubią tłumaczyć te incydenty jako „niezwykle rzadkie” czy „niezwykle powszechne”, w zależności od sytuacji; zauważmy przy tym, że jakość rejestrowania informacji pozostawia w niektórych przypadkach wiele do życzenia. Ale oto pojawił się inny ciekawy artykuł dotyczący uderzeń meteorów po drugiej stronie Atlantyku. Najwidoczniej w północnej części prowincji Alberta w Kanadzie meteory są powszechnym zjawiskiem. Czy to możliwe, że meteory spadają lub są obserwowane w pewnych miejscach częściej niż w innych? A jeśli tak, co może być tego przyczyną?

Whyte [Anthony, autor wydanej w lipcu 2009 książki „The Meteorites of Alberta” – przyp.] swego czasu odkrył, że Alberta pełna jest meteorytów, podając przykłady krateru liczącego sobie 1100 lat niedaleko Whitecourt; znalezisk w pobliżu Ferintosh, Vulcan, Kinsella, Mayerthorpe, Bruderheim; znanego na cały kraj meteorytu z Edmonton i niemal mistycznego meteoru z Iron Creek. Lista nie ma końca.

Jednak jego odkrycie nie jest niczym nowym. Łowcy meteorytów przeszukują prowincję już od przeszło stu lat, schodząc nawet w głąb jeziora Wabamun lub przedzierając się przez niezliczone kilometry kwadratowe bagien i lasów, w oparciu choćby o zwykłą pogłoskę.

Lata 60. były złotą dekadą w historii poszukiwań meteorytów w Albercie. W ciągu ośmiu lat znaleziono ich tam co najmniej siedem – to kanadyjski rekord pobity dopiero w XXI wieku.

4 lutego: Bolid nad Niemcami

Poniższa relacja naocznego świadka pojawiła się niedługo po godzinie 3:06:

Witam!!! Właśnie widziałem rozjarzony bolid za oknem werandy. Mogłem go zobaczyć dzięki temu, że mam telewizor właśnie przy tym oknie. To było ekscytujące. Na początku pomyślałem, że to noworoczny fajerwerk, ale te zazwyczaj lecą do góry, a nie w dół, i nie mają ogona. Wyglądał, jakby rozpadł się na części, jak strzelająca iskrami świeca. Niestety 50 metrów dalej stoi inny dom, więc widziałem ten bolid tylko przez jakieś dwie sekundy. Musiał spaść na ziemię!

Wiem, jak wyglądają „spadające gwiazdy”, ale ta była OGROMNA (może dlatego, że była blisko). Mogę ją przyrównać do wystrzelonej racy. Musiała być bardzo szybka, niesamowite.

Ciepłe pozdrowienia z Górnej Bawarii (Bayern),

M.S.

5 lutego: Anglia: Bolid nad Northamptonshire

5 lutego: USA: Jasny niebiesko-zielony obiekt widziany nad Simi Valley w Kalifornii

6 lutego: Anglia: Świecący pomarańczowy obiekt z halo i z ogonem nad południowym Manchesterem

7 lutego: USA: Duża biała kula z długim ogonem (bolid) na nocnym niebie

9 lutego: Walia: Para widziała trzy kule ognia poruszające się tym samym torem

Relacja świadka: Staliśmy tak na podwórku, patrząc w niebo i próbując wytłumaczyć sobie, czym były te dwie kule ognia, które bezgłośnie przecięły nocne niebo. Wyglądało to dość strasznie. Pobiegłem do domu sprawdzić, czy w lokalnych wiadomościach mówią o tym zdarzeniu, jednak nie było o tym żadnej wzmianki. W tym czasie moja dziewczyna zobaczyła trzecią kulę. Wydawało się, że wszystkie leciały w równej odległości od siebie i tym samym torem. To z pewnością NIE były lampiony… może meteory?

11 lutego w Meksyku meteor grzmotnął w ziemię, zostawiając krater o średnicy 30 metrów:

Doniesienia o możliwym upadku meteoru na terenie Meksyku pojawiają się na różnych stronach internetowych. Tłumaczenie tego artykułu przesyłane przez Twittera mówi o jasnym świetle „z towarzyszącym mu hukiem, który zatrząsł budynkami i domami”, widzianym na granicy stanów Puebla i Hidalgo około 18:30 czasu miejscowego, w środę 10 lutego, i uważa się, że był to meteor. Artykuł zawiera relacje o zawaleniu mostu i 30-metrowym kraterze, co miało być przyczyną „paniki wśród tamtejszej ludności”.

Ale już następnego dnia podane pierwotnie wyjaśnienie uległo modyfikacji:

„Odnosząc się do tzw. katastrofy w Hidalgo prof. Ana Luisa Cid poinformowała nas [serwis Inexplicata – przyp.] o godzinie 15:02 (ET), że Meksykańska Agencja Kosmiczna (AEXA) podała następujące wyjaśnienie tego zdarzenia: ‚Kosmos 2421, satelita rosyjskiej marynarki umieszczony na orbicie 25 czerwca 2006, rozpadł się w lutym 2008 na 15 części, które NORAD zaklasyfikował do grupy kosmicznych odpadów. Analiza fragmentu 33006 satelity pozwoliła przewidzieć jego upadek na 10 lutego 2010.’”

Te wstrętne ruskie satelity. Gdybyśmy tak zarabiali dolara czy dwa za każde oficjalne wyjaśnienie upadku meteorytu wersją o rosyjskim satelicie, wystarczyłoby nam pieniędzy na zakup prywatnego samolotu, z którego byśmy rozrzucali ulotki odsłaniające prawdę.

Nic dziwnego, że Rosjanom nie spodobało się bycie kozłem ofiarnym, toteż wystosowali w tej sprawie oficjalne dementi. Warto też zwrócić uwagę na ten komentarz na blogu miesięcznika „Discover”:

Z ostatniej chwili: Czy w Meksyku spadł meteoryt?

Tak dla porządku przytoczę wypowiedź Nicholasa Johnsona, dyrektora Orbital Debris Program Office of the Johnson Space Center w Houston i przewodniczącego Inter-Agency Space Debris Coordination Committee:

„Powiązanie incydentu w Meksyku z fragmentem ‚Kosmosu-2421’ jest pomyłką. Żaden fragment satelity nie znajdował się w tym czasie w pobliżu miejsca eksplozji. Dla przypomnienia, Kosmos-2421 uległ co najmniej trzykrotnemu rozpadowi w 2008 roku, tworząc ponad 500 fragmentów, z których część była na tyle duża, by amerykańska Space Surveillance Network je skatalogowała. Większość z nich zdążyła już spaść na Ziemię, a ostatni taki fragment spadł co prawda bardzo niedawno, jednak było to zdecydowanie po zdarzeniu w Meksyku.

Żaden znany obiekt stworzony przez człowieka nie wszedł w ziemską atmosferę w czasie, o którym mówią te doniesienia prasowe.

14 lutego: Ibaraki, Japonia: Niebo rozświetlone przez meteor

14 lutego: Jasny kulisty obiekt nad Costa Mesa (Kalifornia)

14 lutego: Wielka kula ognia widziana za dnia nad Anglią

15 lutego: Jasne, wielokolorowe światło przecięło niebo nad Airdrie w prowincji Alberta (Kanada)

15 lutego: USA: Spadający niebiesko-zielony obiekt nad Gardena w Kalifornii

15 lutego: Jarzące się pomarańczowe światło nad szkockim Nairn

15 lutego: Szetlandy: Zorze polarne i bolid

© Pete Lawrence – 15 lutego angielski astrofotograf zrobił to zdjęcie nad Szetlandami, na wysokości 11 km, polując na zorzę polarną

20 lutego: Płonący bolid zmienia noc w dzień nad Londynem

20 lutego: Stoke-on-Trent, Anglia: Pomarańczowe kule światła nad Meir Park

23 lutego: Kolejny bolid nad południową Finlandią

25 lutego: Kanada: Bolid rozświetla niebo nad Winnipeg

26 lutego: Czy słyszeliście dziś rano wielką eksplozję w Środkowej Wirginii?

26 lutego: Nowa Zelandia: Tajemnicza eksplozja w pobliżu rzeki

26 lutego: Wirginia, USA: 8News bada tajemniczą eksplozję

Na początku marca ogromny bolid eksplodował nad Europą Wschodnią. Zaobserwowano go w Polsce, na Węgrzech, Słowacji i w Czechach. Zgodnie z relacjami świadków światło było „jaśniejsze od księżyca w pełni”, a bolidowi towarzyszył „głośny huk nie do opisania”.

Fala uderzeniowa powstała od eksplozji zatrzęsła kamerami ochrony, które uchwyciły chwilowe przejście nocy w dzień:

Niedzielnej nocy mieszkańców słowackich Koszyc przeraziło dziwne światło na niebie i głośna eksplozja, po której nastąpił wstrząs. Zdaniem astronomów mógł to być obiekt z kosmosu, który eksplodował w atmosferze na krótko przed uderzeniem.[…]

„Około 23:30 za oknem pojawiło się światło, które powoli zaczęło się robić coraz intensywniejsze”, opisuje mieszkanka wioski Jasov niedaleko Koszyc. „Nie tak szybko jak błyskawica, tylko powoli, aż cały pokój stał się jasny jak za dnia. Zdziwiło nas wtedy, że psy nawet nie zaszczekały”.

„Gdy z powrotem zrobiło się ciemno, usłyszeliśmy huk. To było jak dudnienie, jakby przystawiono nam do uszu głośniki. Trwało to przynajmniej minutę.”

Według Chochola [astronoma ze Słowackiej Akademii Nauk – przyp.] obiekt wszedł w atmosferę, gdzie siła tarcia spowodowała jego nagrzanie i eksplozję na wysokości około 30 kilometrów nad ziemią. Wybuchowi towarzyszyło światło, które w momencie największej jasności było tysiąc razy silniejsze od światła księżyca w pełni.

I na koniec, ostatnio znalezione nagranie z wizyty bolidu, która wywołała ożywienie wśród mieszkańców RPA zeszłego listopada. Teraz nie trudno się domyślić, dlaczego!

Kosmiczne sztuczki

Nasza kosmiczna opowieść nie byłaby kompletna bez wzmianki o innych niezwykłych zjawiskach i powtarzających się obserwacjach, gdyż chociaż może się to wydawać dziwne, obie jej części są ściśle ze sobą związane.

© Newsbreaker/Christine Balmer

Doniesienia o UFO, duchach, dużych kotach, deszczu ryb, Wielkiej Stopie, etc., wszystkie należą do zjawisk, których istnieniu wciąż wielu z nas zaprzecza. Jedni jak zwykle będą szukać wyjaśnień w konwencjonalnej nauce, a garstka tych, co znają prawdę, będzie czynić wszystko co w ich mocy, by wzburzać i tak już mętną wodę, a my będziemy dalej gonić w piętkę. Jak zwykł był mawiać wspaniały John Keel, „jesteśmy zdani na łaskę Kosmicznego Manipulatora”.

Jeśli tak jest w istocie, niczemu nie zaszkodzi pozwolenie sobie na trochę spekulacji i wskazanie wyraźnych i bezpośrednich powiązań pomiędzy wzrostem aktywności kosmicznych zjawisk i kwestią UFO. Wygląda na to, że aby wytłumaczyć zagadkę UFO najpierw musimy na nowo określić ich naturę. A jeśli mamy do czynienia z czymś innym niż „międzygwiezdne pojazdy” (bo raczej odmawia się im związku ze zjawiskami paranormalnymi)?

Wnikliwym badaczom nieobce są bowiem dowody na to, że zjawisko „UFO” czy „kosmitów” w dużej mierze ma charakter paranormalny, a dokładniej, że są to manifestacje hiperwymiarowego wszechświata z przenikającymi się poziomami rzeczywistości. Dlatego nigdy nie dojdzie do pełnego „ujawnienia”. Czy wyobrażacie sobie rząd potwierdzający istnienie świata paranormalnego? Coś, nad czym warto podumać.

John Keel zabiera głos w tej kwestii w Operation Trojan Horse:

Owej nocy coś spadło z nieba na teren obozu Armii Zbawienia w pobliżu Upland w Pensylwanii. Grupka chłopców obserwowała dziwne niebieskie światło opadające w stronę lasu. John Wesley Bloom jako pierwszy przybiegł na miejsce. Obiekt śmierdział jak spalona guma, miał długość około pół metra, wysokość i szerokość 30 centymetrów. Zgodnie z relacją chłopców, mały Bloom uskarżał się, że coś wpadło mu do oka oślepiając go, w związku z czym koledzy musieli pomóc mu wrócić do domu. Jego matka powiedziała później reporterom, że twarz „miał całą czerwoną a oczy spuchnięte”, obłożyła je więc zimnym kompresem. Następnego dnia na jego policzku pojawiła się purpurowa plama. Sam obiekt zaś spalił się w miejscu upadku. Znaleziono tam niewielką podobną do węgla bryłkę. Zdarzenie potwierdziło wiele innych dzieci, jak donosi obszerna relacja w „Delaware County Times” z 27 kwietnia 1966. Jednak dr I.M. Levitt, dyrektor Fels Planetarium przy Franklin Institute oświadczył: „Po prostu w to nie wierzę. Po upadku na ziemię meteoryty przestają płonąć.”

Tysiące kilometrów dalej, w odległym Taszkiencie, radziecką naukowiec Galinę Lazarenko 26 kwietnia 1966 o 5:23 zbudził niezwykły błysk. Jak powiedziała później, podwórze i pokój rozświetliło jasne światło. „Zrobiło się tak jasno, że bez trudu widziałam cały pokój”. W tym samym czasie inżynier Aleksiej Melniczuk szedł ulicą Taszkentu, gdy usłyszał głośny huk, po którym nastąpił oślepiający błysk. „Jakbym był skąpany w białym świetle, które wypełniło całą przestrzeń, jak okiem sięgnąć – wspomina. – Musiałem zakryć twarz dłońmi. Po kilku sekundach odsłoniłem oczy i światło już zniknęło”. Po chwili drżenie i odkształcenie się wielkiego uskoku pod Taszkientem spowodowało ogromne trzęsienie ziemi, w którym zginęło 10 osób a 200 000 straciło dach nad głową. Kiedy przerażeni mieszkańcy stali na zrujnowanych ulicach, ujrzeli dziwne „świetliste kule unoszące się w powietrzu niczym balony”.

Wybrzeże Atlantyku od Taszkientu dzieli różnica dziewięciu godzin. Taszkient ponadto leży na tej samej szerokości geograficznej co obszar północno-wschodnich Stanów Zjednoczonych, dokładnie po przeciwnej stronie globu. Dzieci z Pensylwanii zaobserwowały „meteor” dokładnie w tym samym czasie, kiedy niezwykły i niewytłumaczalny błysk zwiastował katastrofę w Taszkiencie. Wyraźnie widać ścisłą korelację pomiędzy obydwoma zjawiskami: „meteor” z Pensylwanii i trzęsienie ziemi w Taszkiencie pojawiły się jednocześnie na przeciwległych krańcach Ziemi!

Jak wytłumaczyć tę zbieżność?

Czy możliwe jest, aby niezidentyfikowane obiekty latające miały choć mały związek z naturalnymi katastrofami? Wiele takich kłopotliwych przypadków zdaje się potwierdzać ów związek, widoczny zwłaszcza w Europie i Ameryce Południowej. Dr Martin D. Altschuler przedłożył Colorado University ciekawą pracę na temat relacji między UFO a trzęsieniami ziemi pt. Scientific Study of Unidentified Flying Objects (Badanie nad niezidentyfikowanymi obiektami latającymi). Odniósł się w niej do przypadków z Japonii, gdzie przed, w trakcie lub po trzęsieniu ziemi pojawiały się świetliste kule, snopy silnego światła lub różnorakie kule ognia.

Wiele doniesień o UFO nad Algierią pojawiło się wkrótce po tragicznych wstrząsach z 9 i 26 września 1954 (1100 zabitych, 2000 rannych). A gdy bardzo silne trzęsienie ziemi nawiedziło jedenaście brytyjskich hrabstw 11 lutego 1957, zgłoszono obserwacje pięciu „latających kijanek” nad miastami w hrabstwach Leicestershire i Nottinghamshire. Pierwsze z tych hrabstw znalazło się w epicentrum wstrząsu.

Liczne i spektakularne obserwacje latających spodków w pobliżu uskoku San Andreas w Kalifornii odnotowywano już od 1896 roku.

Przygotowując niniejszy odcinek zamierzaliśmy włączyć do niego wszystkie znane nam doniesienia o UFO, jakie pojawiły się w lutym. Szybko jednak okazało się, że było ich tak wiele, że taka lista byłaby tak długa jak cały obecny odcinek Łączenia Punktów! Ostatecznie zwyciężył pragmatyzm, tak więc poniżej prezentujemy zaledwie próbkę stale powiększającej się bazy obserwacji:

27 stycznia: USA: Pilot dostrzegł białą kulę manewrującą nad samolotami przy Los Angeles International Airport
28 stycznia: USA: Wielki trójkątny obiekt unoszący się nad autostradą
10 lutego: USA: Astronom amator obserwuje trójkątną formację jasnych czerwonych świateł
11 lutego: USA: UFO nad Cowboys Stadium w Arlington
12 lutego: USA: Duży, kwadratowy, żółty obiekt z zielonymi i czerwonymi światłami
12 lutego: USA: Kobieta i dziecko obserwują dysk, który przybiera trójkątny kształt
14 lutego: Szkocja: 3 osoby widziały nad Glasgow owalny obiekt z czerwonym i pomarańczowym światłem
14 lutego: Anglia: Para zaobserwowała dwa mgliste koncentryczne kręgi na niebie
16 lutego: USA: Relacja kobiety o bezgłośnym pojeździe w kształcie litery V na nocnym niebie
19 lutego: USA: Mężczyzna i jego 10-letnia krewniaczka widzieli znikający w burzowych chmurach ciemny okrągły obiekt
20 lutego: Anglia: Para zgłosiła obserwację formacji świateł szybko przesuwających się po niebie
20 lutego: Anglia: Duży obiekt widziany nad ranem
20 lutego: USA: Dziwny obiekt wydający głośny dźwięk widziany trzy dni z rzędu przez tę samą osobę
20 lutego: USA: Świadkowie z dwóch Stanów widzieli UFO z naprzemiennymi światłami
21 lutego: USA: Czerwone światło z krążącymi dookoła białymi światłami widziane za dnia
22 lutego: Szkocja: Trzy osoby widziały skupisko siedmiu świateł, które następnie rozproszyły się w różnych kierunkach
22 lutego: USA: Dziwny obiekt na niebie wydający skrzeczący dźwięk
23 lutego: USA: Przezroczysty, trójkątny obiekt na niebie
24 lutego: Rosyjscy turyści filmują UFO nad Rzymem

Klikając na tytuł artykułu przejdziecie do oryginalnej strony, gdzie znajdują się komentarze dotyczące tego nagrania. Autor jednego z nich odnalazł identyczne obiekty uchwycone na filmach wideo z różnych krajów, nakręconych począwszy od 1995 roku.

Inny komentator twierdzi, że była to zdalnie sterowana zabawka. Ale czy takie zabawki były powszechnie dostępne w 1995 roku i to w tylu krajach?

25 lutego: USA: Mieszkaniec Tennessee obserwuje „prosty szyk” UFO

– –

Ten artykuł jest przekładem oryginału zamieszczonego w języku angielskim na stronie:
Connecting the Dots: Cosmic Climate Change, Financial Terrorism
dokonanym przez polskich tłumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.

Materiał ten został opublikowany przez SOTT.NET – projekt Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala się na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz żródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

Advertisements

5 komentarzy »

  1. [*] mam nadzieję, że Pracownia zlustruje dzisiejsze wydarzenia, coś mi się nie chce wierzyć, że mógłby to być czysty wypadek

    Pozdrawiam

    Komentarz - autor: fox — 10 Kwiecień 2010 @ 13:40

  2. Co budzi Twoją wątpliwość?

    Komentarz - autor: Darek — 10 Kwiecień 2010 @ 13:49

  3. Lista ofiar. Po prostu w głowie mi się to nie mieści. Boję się tylko, że ktoś to brutalnie wykorzysta.

    Komentarz - autor: fox — 10 Kwiecień 2010 @ 14:42

  4. Nie wiem, co powiedzieć, naprawdę. Tragedia ludzka, która wzbudza gniew i ogromne współczucie dla dziesiątek rodzin ofiar. Pierwsze myśli i uczucia dalekie są od polityki i spekulacji.

    Pewnie, że śmierć TYCH ludzi ma szerszy wymiar niż tylko indywidualny, bo oznacza poważny kryzys rządowy w państwie. Jak się Polacy wobec niego zachowają i na jaką przyszłość sobie swoją postawą zasłużą – czas pokaże. Mam nadzieję, że na jak najlepszą. I mam nadzieję, że będą mieli coś do powiedzenia.

    Chyba też potrzebuję czasu, żeby moja głowa to pomieściła.

    Komentarz - autor: iza — 10 Kwiecień 2010 @ 15:16

  5. Im więcej spływa „niusów”, tym więcej sprzeczności. Poza tym, że samolot się rozbił i zginęli ludzie, w tym Prezydent Polski z Żoną, NIC nie jest pewne.

    R.I.P.

    Komentarz - autor: iza — 12 Kwiecień 2010 @ 00:30


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: