PRACowniA

11 marca 2010

Łączenie Punktów: Masowy mord na Haiti, samolotowy szał na niebie (2)

Druga część styczniowego odcinka Łączenia Punktów, a w niej:

– Cel: Iran
– Barack Barbarzyńca
– Dziedzictwo Blaira
– Świńskie zamieszanie
– Climategate raz jeszcze
– Biegun Północny grozi ruszeniem na południe
– Egzopolityka trafia do mainstreamowych mediów
– Kosmiczna Pogoda
– Przebijanie zasłony

Cel: Iran

© eyeranian.net

W czasie gdy „cywilizowany świat” obrzucał Iran oszczerstwami za jego ostrą reakcję w związku z „protestami opozycji” (będącymi w rzeczywistości próbami rozjątrzenia zamieszek w Iranie), styczeń obfitował w potajemne działania podejrzanych grup terrorystycznych. Jedną taką akcję udaremnił Pakistan, aresztując kilku uzbrojonych Amerykanów w prowincji graniczącej z Iranem. Następnie, na jednej z ulic Teheranu zamordowany został fizyk biorący udział w irańskim programie atomowym. Jako dowód, że za zabójstwem miałby stać irański reżim podano, iż fizyk popierał kandydata na prezydenta, Mir Hosajna Musawiego, co jednak odrzucił nawet Haaretz stwierdzając, że w historii tego reżimu nigdy nie doszło do podobnego przypadku. USA oczywiście zaprzeczyły jakiemukolwiek udziałowi w zabójstwie, za to mieszczące się w Los Angeles ugrupowanie monarchistów, znane jako Związek Królewski Iranu, przyznało się do zamachu już kilka godzin po zajściu. Tymczasem na ulicy irańskiej prowincji (ostanu) Chorasan Razawi doszło do eksplozji „amatorskiego ładunku wybuchowego”, w której zginął przechodzień. Do walki przyłączyło się także ugrupowanie milicji z irackiego Kurdystanu, Partia Wolności Kurdystanu (PJAK), biorąc odpowiedzialność za zabójstwo irańskiego prokuratora niedaleko granicy z Turcją. Zaraz po tym incydencie doszło do potężnej eksplozji, która wstrząsnęła bazą wojskową na południu kraju.

Otaczające Iran ugrupowania o konkurujących ze sobą separastycznych ideologiach i zarazem wspólnych korzeniach, sięgających organów wojskowych i aparatu bezpieczeństwa Imperium Zła, mają za cel maksymalnie zinfiltrować Iran, równocześnie dokonując aktów terroru. I tak, Jundullah na wschodzie, Mudżahedin Chalik (MKO) na zachodzie, PJAK na północy, oraz rywalizujące frakcje rojalistów – Związek Królewski Iranu oraz Irańskie Królewskie Zgromadzenie – zaatakują wszędzie tam, gdzie im wskażą ich tajni zleceniodawcy.

Rząd Iranu, pomimo narastających rzezi oraz oblężenia ze wszystkich stron, niewzruszenie dąży do zachowania swojej pozycji. Śledztwo dotyczące zamieszek w dniu Aszury pod koniec grudnia wykazało, że w ich wywołaniu kluczową rolę odegrało irackie MKO. W uderzającym podobieństwie do Nedy Soltani – „męczenniczki za demokrację” zabitej w podejrzanych okolicznościach w czerwcu – w wyniku grudniowych zamieszek zginął siostrzeniec Musawiego,  również zastrzelony z „nietypowego pistoletu”, to znaczy nie używanego przez irańskie służby bezpieczeństwa, i tak jak Nedę, zastrzelono go z dala od głównego miejsca protestów.

Ręce precz od Iranu

Niespokojny styczeń przyniósł Iranowi kolejne wstrząsy, spotkały go bowiem katastrofa lotnicza, wykolejenie pociągu oraz trzęsienie ziemi. Z zewnątrz zaś przyszła schizoidalna reakcja laureata Pokojowego Nobla z 2009 roku, jaką była decyzja o rozmieszczeniu wokół Iranu „prewencyjnych” baterii Patriotów, które „zniechęcą Iran do uderzenia na amerykańskie cele”, gdy wejdą w życie sankcje gospodarcze. Pociski, o których mowa, mają zostać zainstalowane na arabskich włościach Ameryki wzdłuż Zatoki Perskiej. Przynajmniej pod jednym względem działania Obamy są niedwuznaczne: w przeciwieństwie do sytuacji prowadzącej do szoku i przerażenia w Iraku, tym razem nie będzie żadnych prób przekonywania ONZ, aby złamało prawo i przystało na „wyniszczające sankcje” przeciwko Iranowi.

1 lutego dyrektor CIA, Leon Panetta, poleciał do Izraela na spotkanie z Netanjahu, Barakiem i swoim izraelskim odpowiednikiem z Mossadu, Meirem Daganem. Po jego ostatnich odwiedzinach na Bliskim Wschodzie na początku grudnia, kiedy to odbył naradę z jemeńskimi oraz saudyjskimi oficjelami, USA wystrzeliły rakiety Cruise w stronę wiosek w północnym Jemenie, w odwecie za niedorzeczną akcję sabotażową nad Detroit. Możemy więc uznać ostatnią podróż Panetty za zły omen, jak zresztą każdy manewr psychopatów, którego konsekwencje zawsze są tragiczne dla ludzkości oraz całej planety:

Szefowie amerykańskich służb spodziewają się nowego 9/11 (planują go) w ciągu 6 miesięcy

Barack Barbarzyńca

Afghanistan

© John D McHugh – Podbijanie serc i umysłów w Afganistanie

Choć prezydenckie orędzie o stanie państwa było mistrzowskim popisem dwójmowy w wykonaniu Obamy, rzeczywista sytuacja w Ameryce jest zatrważająca. Wybrany na stanowisko głowy państwa na fali protestów wobec imperialnych wojen, laureat Pokojowego Nobla z 2009 roku nadzorował ekspansję i doskonalenie ludobójstwa na scenach „teatrów wojennych” Pentagonu. W Afganistanie, gdzie jedyną – i do tego kiepską – maską demokracji jest tamtejszy rząd, dziewięć lat „budowania kraju” przez USA zaowocowało powstaniem rozległej siatki tajnych baz, skąd najwięksi psychopaci CIA kierują procesem upadlania człowieka w ośrodkach tortur, przy których Guantanamo wygląda jak nadmorski kurort. Co prawda niewiele słyszymy na ten temat od Afgańczyków, jednak fakt, że w samym tylko 2009 roku więcej amerykańskich żołnierzy popełniło samobójstwo niż zginęło z rąk wroga, świadczy o tym, jakim koszmarem stał się Agfganistan.

Rok 2010 rozpoczął się od śledztwa ONZ, które potwierdziło, że pod koniec grudnia, nocą,  amerykańscy żołnierze wyciągnęli z łóżek ośmioro afgańskich dzieci, najmłodsze w wieku 11 lat, zakuli w kajdanki, po czym wszystkie zastrzelili. To wstrząsający przypadek, jednak na nieszczęście, może nie być jedynym, jako że niezliczone wtargnięcia do afgańskich wiosek odbywają się już co noc. Zanim zdążyliśmy złapać oddech, w „New York Times” pojawiła się kolejna relacja o tym, jak żołnierze z amerykańskiego konwoju rzucali czekoladę podekscytowanym dzieciakom na ulicy. Wokół konwoju zdążył już zgromadzić się tłum, kiedy jeden z żołnierzy wpadł na „zabawny” pomysł, by razem z czekoladą rzucić granat. Czworo dzieci zginęło, wiele zostało okaleczonych.

Pod rządami Cesarza Busha II najeźdźcy przynajmniej udawali, że rozumieją, iż celowe zabijanie cywili jest złe. Wszystko to uległo zmianie (o ironio! – przyp.) za Cesarza ‘No-Change’ – dziś obowiązuje rozkaz zabicia każdego w zasięgu wzroku. W jednym tylko tygodniu w połowie stycznia siły USA i NATO pacyfikowały nieuzbrojonych uczestników dwóch demonstracji, otwierając do nich ogień z „karabinów Jezusa”, a gdzie indziej dron wystrzelił pocisk w stronę „podejrzanej grupy” podczas trzeciej z kolei demonstracji. Tak więc amerykańska zemsta na talibach za 9/11 zmieniła się w zemstę na Afgańczykach za czelność stawiania oporu.

Made in Israel

Wcale nie zaskoczyło nas, że pionierem w użyciu bezdusznych dronów był Izrael, który testował je na palestyńskich uchodźcach już na początku lat 80. Obecnie Izrael szkoli w tej nowoczesnej „sztuce” specjalistów z innych krajów: najnowszymi klientami są niemieccy żołnierze, którzy po przeszkoleniu wspierać będą brytyjskich i amerykańskich kolegów w terroryzowaniu Afgańczyków.

Afgański horror jest także dziełem niewidzialnej ręki zachodnich wywiadów, przesuwającej pionki zgodnie z bieżącym trendem wielkiej geopolityki:

Helikoptery Blackwater przenoszą ‚talibańskich terrorystów’ po obszarze AfPaku

Jak wykazuje śledztwo „Daily Mail”, dwaj przywódcy milicji z listy najbardziej poszukiwanych (…), którzy mieli odnieść ciężkie rany w wyniku operacji pakistańskiej armii, (…) zostali potajemnie zabrani do Afganistanu przez pracowników Blackwater (Xe Services).
[…]
„Daily Mail” odkrył także, że rejon wysadzenia talibów wcześniej opuścili żołnierze amerykańscy w celu stworzenia bojownikom miejsca na przegrupowanie.

Pakistan

W rok od przeprowadzenia cichej inwazji na Pakistan, Barack Barbarzyńca zlecił w tym miesiącu nasilenie zabójstw na odległość, co dało rekordowy wynik 123 niewinnych ludzi wysadzonych w powietrze w co najmniej 12 atakach dronów CIA. Liczba ta może może być wielokrotnie większa, gdyż oficjalne statystyki rzadko uwzględniają zabitych uznanych za „rebeliantów”. Wraz ze zmasowanymi atakami dronów wydarzenia przybierają dla Pakistańczyków niepokojący obrót. Na przykład w jednym z takich ataków 8 maszyn wystrzeliło w ciągu kilku minut 17 rakiet. „New York Times” podał, że w efekcie tego odstrzału zginęło „10 rebeliantów”. Nie wierzymy ci, NYT. W takim tempie USA zapewne pobiją swój zeszłoroczny rekord 700 zbombardowanych cywili w co najmniej 44 atakach dronów.

Lokalni zausznicy USA (pakistański rząd) także chcą wkroczyć do akcji i żeby okazać swe „dobre chęci” i przekonać Stany do podesłania im kilku dronów, w ramach pomocy Saudyjczykom w mordowaniu jemeńskiej ludności wysłali własne myśliwce. W zastraszającym tempie rozpada się również społeczna i fizyczna infrastruktura Pakistanu, gdzie w samym środku mroźnej zimy dochodzi do ogólnokrajowych przerw w dostawie prądu, a działania tamtejszego wywiadu, według krytycznych słów sędziego Sądu Najwyższego, przypominają „terror Gestapo [które] mogło w każdej chwili wpakować się do czyjegoś domu i wyciągnąć z niego dowolną osobę”.

Po kłamstwach powtarzanych przez cały 2009 rok, rząd USA w końcu przyznał, że bandyckie armie Blackwater i Dyncorp działają na terenie Pakistanu. W ciągu ostatnich trzech miesięcy 2009 roku zastrzelono lub wysadzono ponad 600 ludzi; tempo to jeszcze wzrosło z początkiem roku, gdy pakistańskie miasta nawiedza rzeź za rzezią.

Dr Aafia Siddiqui, więziona i torturowana w gułagu Bagram

Hasło „spoglądania w przyszłość”, które Obama tak uporczywie wpaja Amerykanom, dotyczące kwestii, czy pozwać administrację Busha za usankcjonowanie tortur, albo czy zamknąć gułag Guantanamo, zyskało w tym miesiącu na wyrazistości. Rzecznik Białego Domu potwierdził bowiem, że szwadron śmierci Cheneya jest cały i zdrów, z tym że od teraz na ich celowniku są również amerykańscy obywatele. Glen Greenwald tłumaczy, że „do tajnej listy ludzi ‚do odstrzału’, których zabójstwo zatwierdza osobiście prezydent, dodano obywateli USA”.

Uderzającym przykładem tego, jak bardzo Stany Zjednoczone uległy poneryzacji, był wyrok sądu  w Nowym Jorku skazujący pakistańską neurobiolożkę na 20 lat więzienia za usiłowanie zabójstwa – w oparciu o zeznania jej oprawców z afgańskiego aresztu w Bagram. Aafię Siddiqui miały podobno aresztować afgańskie siły bezpieczeństwa w 2008 roku. W jej torbie znaleziono dokumenty zawierające schematy konstrukcji ładunków wybuchowych i broni chemicznej, a także notatki nawiązujące do „zamachów na wielką skalę” w Nowym Jorku. Oskarżono ją również o przynależność do Al Kaidy. Zarzucono jej, że podczas jednego z przesłuchań (czytaj: tortur) miała wystrzelić z broni do „amerykańskich agentów”. Ekspertyzy nie potwierdziły jednak, by oddano z tej broni strzał, mało tego, żaden z agentów nie został postrzelony z jakiejkolwiek innej broni, w przeciwieństwie do samej oskarżonej. W trakcie tego pokazowego procesu nawet nie dopuszczono jej do głosu, a był ku temu konkretny powód: dr Siddiqui była więziona i torturowana w gułagu Bagram już od 2003 roku. Po usłyszeniu wyroku, jej ostatnie słowa brzmiały: „To wyrok wydany przez Izrael, nie Amerykę”.

Irak

© Mohammed Jalil/EPA

Barack może i obiecał koniec wojny w Iraku, ale dopóki nie zrobi nic w sprawie szerzących się tam nowotworów i wciąż rosnącej śmiertelności wśród niemowląt, będzie osobiście odpowiedzialny za nieustające ludobójstwo na Irakijczykach. Rząd Iraku, choć mentalnie zdeformowany już w chwili swoich narodzin, przynajmniej zdobył się na odwagę i pozwał USA i Wlk. Brytanię za barbarzyńskie użycie bomb zawierających zubożony uran. Postanowił także rozprawić się z Blackwater, jednak sądząc po wydarzeniach z tego miesiąca [stycznia], zapewne musiał zaniechać tej decyzji. W Nadżafie, Samarze, i Karbali doszło do eksplozji bomb samochodowych, podczas gdy w Bagdadzie w jedynym tygodniu w wyniku skoordynowanych zamachów zginęło ponad 120 osób. Z racji zbliżających się marcowych wyborów należy spodziewać się kolejnych takich aktów terroru z rąk „specjalistów od walki z terroryzmem”, którzy w ten sposób mają nadzieję zwrócić sunnitów, szyitów i Kurdów przeciwko sobie nawzajem. Zaś Obama najwyraźniej już spodziewa się kłopotów: USA po raz kolejny przedłużyły termin swojego pobytu w Iraku w ramach umowy SOFA (Status of Forces Agreement), wysyłając dodatkowych 21 tys. żołnierzy celem „zapobieżenia ewentualnym napięciom między Kurdami i Arabami” w Kirkuku i Mosulu – napięciom, których jeszcze nigdy tam nie było.

Pamiętacie niesławne zdjęcie zakapturzonego więźnia, zmuszonego do stania na pudle w pozie ukrzyżowanego Jezusa, z elektrodami podłączonymi do dłoni? Na konferencji, która odbyła się w 2007 roku w Malezji, profesor Ali Shalal, bo o nim mowa, opowiedział o swoim pierwszym przesłuchaniu, kiedy w 2003 roku dostał się w ręce izraelskich i amerykańskich agentów w Abu Ghraib:

Pierwszym pytaniem, jakie mi zadali, było: „Czy jesteś sunnitą czy szyitą?”. Odparłem, że pierwszy raz w życiu słyszę takie pytanie. Byłem nim zdumiony, ponieważ w Iraku nie istnieją takie podziały czy różnice. Amerykański śledczy mimo to kazał mi odpowiedzieć konkretnie, stwierdzając, że w Iraku jest przecież podział na sunnitów, szyitów i Kurdów.

Jako że stworzenie w Iraku podziału na trzy wrogie ugrupowania od dawna jest celem syjonizmu, warto zwrócić uwagę i na to, że oprócz oskarżenia go o współpracę z rebeliantami, oprawcy Shalala  posądzili go o „zbrodnię” bycia „antysyjonistą i antysemitą”.

Dziedzictwo Blaira

Powszechnie wiadomo, że neokonserwatyści w USA już na długo przed 11 września podchwycili syjonistyczny plan wyniszczenia Iraku i dołączyli go do swojej polityki zagranicznej. Tymczasem w Wielkiej Brytanii komisja Chilcota, poza 6-godzinnym łagodnym prześwietlaniem Blaira, ujawniła, że Brytyjczycy i Amerykanie jeszcze przed 11 września wspólnie knuli plan wzniecenia rebelii przeciwko reżimowi Saddama, w zamian obiecując opozycjonistom „pomoc” (zapewne wojskową), kontrakty na kupno ropy, umorzenie długów i umowy handlowe. A wszystko po to, by pomóc Irakowi „powrócić do grona społeczności międzynarodowej”. Identyczny eufemizm używany jest obecnie w celu nakłonienia Irańczyków do przeciwstawienia się Ahmadineżadowi, co poskutkuje faktyczną izolacją Iranu na scenie międzynarodowej. Po 11 września plan obalenia Saddama siłą rzeczy stracił rację bytu. Nową misją stało się zdziesiątkowanie ludności irackiej i wyplenienie ich pamięci narodowej, pozostawiając przy życiu wątły twór państwowy, co otworzy drogę do rozgrabienia jego bogactw, a jednocześnie zniweluje zagrożenie, jakie państwo to mogłoby stanowić dla izraelskiej hegemonii w regionie.

Zadanie wspomnianej komisji sprowadzało się do zagrzebania dowodów zbrodni pod lawiną legalistycznych argumentów. W czasie kiedy Blair uczestniczył w medialnym cyrku, brytyjski rząd przesunął wskaźnik zagrożenia terrorem na „krytyczne”, a lord Hutton, który przewodził wcześniejszemu praniu państwowych brudów, po kryjomu utajnił na 70 lat wszystkie dokumenty związane ze śmiercią dra Davida Kelly’ego.

© Unknown

Nie żałuję tej decyzji” (inwazji na Irak-przyp.), wygłosił Blair na zakończenie przesłuchania. Bo niby czemu miałby żałować? W końcu to psychopata – nie wie, co to wyrzuty sumienia. Nie był on zresztą jedynym technokratą, który uraczył komisję patologicznym światopoglądem: Simon McDonald, główny doradca Gordona Browna ds. polityki zagranicznej, oznajmił, że brytyjskim koncernom „nieźle się powiodło” w przetargach na prawa do irackiej ropy oraz że Brytyjczycy mieli „uprzywilejowane dojście” do rządu premiera al-Malikiego. I nic w tym dziwnego, skoro zniszczyli suwerenność Iraku, by następnie zainstalować marionetkowy rząd, który wykona każde ich polecenie. Brytyjski rząd niezmiennie z tupetem zasłania się publicznymi komisjami badającymi legalność inwazji, by na koniec napawać się zdobyczami wydartymi w tym przypadku Irakowi za cenę milionów zabitych i wysiedlonych Irakijczyków, którym na całe pokolenia będzie towarzyszyć trauma po ciągłym widoku brytyjskich samolotów wysadzających ich bliskich, brytyjskich żołnierzy gwałcących ich kobiety i torturujących ich babki. Gojenie się tych ran zajmie chyba wieczność.

Brytyjski reżim ma wobec Irakijczyków dług, którego nigdy nie spłaci. Jego nieludzkie praktyki ciągną się od dawna, a bezduszni psychopaci, którymi jest przesiąknięty, za nic mają dobro własnych obywateli czy mieszkańców okupowanych krajów. Spośród trzech głównych ośrodków władzy składających się na Oś Zła, Zjednoczone Królestwo jest najstarsze i w dużej mierze odpowiedzialne za stworzenie dwóch pozostałych. Kraj o największym na świecie stopniu inwigilacji swoich obywateli obecnie rozszerza domową strefę wojenną – obejmującą wcześniej poligon-Irlandię – na całe wyspy, nad którymi już krążą drony, a ulice niedługo zapełnią patrole żołnierzy.

Świńskie zamieszanie

Podobnie jak inwazja na Irak i masowe ludobójstwo Irakijczyków były oparte na kłamstwach, tak i program szczepień przeciwko świńskiej grypie okazał się bezpodstawny. Zaczyna być oczywiste, że wmuszane ludziom szczepionki były bardziej niebezpieczne niż sama grypa. W USA, gdzie szczepieniom poddano 61 milionów Amerykanów, całkowita ilość osób zmarłych na świńską grypę w 2009 roku była o wiele mniejsza od ilości zgonów spowodowanych grypą sezonową. Około 20 procent z 11 tysięcy zgonów, według własnych danych Center for Disease Control, nastąpiło po otrzymaniu szczepionki. Rozmiar klęski powiększa się z dnia na dzień: pojawiają się relacje o kobietach, które poroniły po zaszczepieniu się, o nastolatce z Wielkiej Brytanii, która oślepła po dawce Tamiflu, czy o chłopcu z Chin, u którego stwierdzono ostre rozsiane zapalenie mózgu i rdzenia.

Dr Wolfgang Wodarg, przewodniczący Komitetu ds. Zdrowia w Radzie Europy, nazwał pandemię świńskiej grypy „jednym z największych medycznych skandali stulecia” i wyliczył, że europejskie kraje wydały 2 miliardy euro na samo przygotowanie do pandemii (czyli nie licząc dalszych miliardów na szczepionki), trwoniąc i tak szczupłe środki na opiekę zdrowotną tylko po to, aby zabezpieczyć się przed zagrożeniem, którego nie było:

”Rządy zawarły z producentami szczepionek umowy, w których zobowiązywały się przyjąć zamówienia oraz wziąć na siebie prawie całą odpowiedzialność. Tym sposobem wytwórcy szczepionek mieli zapewnione rynki zbytu i byli wolni od finansowego ryzyka. Tak więc tylko czekali, kiedy WHO da hasło pandemii, po czym wprowadzili te umowy w życie”.

© Spyraal / artchemicalmatter.com - "Nuclear-Free World"

Śledztwo Rady Europy oraz Parlamentu Europejskiego wykazało istnienie spisku pomiędzy koncernami farmaceutycznymi i WHO, w związku z czym niektórzy z winnych siania histerii wycofują się przyznając, że groźba świńskiej grypy została „wyolbrzymiona”. Nazywając grypę fałszywą pandemią, dr Wodarg wyjaśnił, że wiodący producenci leków umieścili „swoich ludzi” wewnątrz WHO oraz innych wpływowych organizacji. Wodarg ujawnił również, że „Novartis wytwarzał szczepionki w bioreaktorach z komórek rakowych – co jest pierwszym takim przypadkiem”. Choć ostrożne w swej krytyce skandalu, owo publiczne oskarżenie o „akcję dezinformacyjną na szeroką skalę”, czy „zorganizowaną panikę” najwidoczniej przyczyniło się do zaniechania przymusowych szczepień; rządy bowiem rezygnują z zamówień kolejnych partii szczepionek (jak na razie). Ale co zrobić z milionami niewykorzystanych szczepionek? Jak to co, sprzedać biednym krajom, rzecz jasna!

Simon Jenkins napisał w „Guardianie”, że „świńska grypa była takim samym kłamstwem jak broń masowego rażenia w Iraku; prawdziwym zagrożeniem jest syndrom szalonych naukowców”. Jest w tym pewnie więcej prawdy niż się autorowi artykułu wydaje:

Dlatego właśnie ludzie są sceptyczni wobec naukowców jak nigdy dotąd. Czemu mają wierzyć „ekspertom”, którzy popełniają tak wielkie błędy i pozostają przy tym tak bezkarni? Broń masowego rażenia, zabójcze wirusy, promieniowanie radioaktywne, globalne ocieplenie… dlaczego więc mielibyśmy wierzyć choć w jedno ich słowo? A od niewiary już niedaleko do obojętności.

Jednak prawdziwe uderzenie ma dopiero nadejść, jako że odporność wielu ludzi została poważnie i trwale osłabiona. Tymczasem nieustanna propaganda przymusowych szczepień nie zwalnia kroku. Kampania z H1N1 może i nie wypaliła, niemniej kompleks medyczno-farmaceutyczny ma w zanadrzu inną broń, między innymi możliwość decydowania, który artykuł trafi na łamy czasopism naukowych, a który nie. Ludzie nie mogą dowiedzieć się, że prawdziwe pandemie takie jak autyzm w znacznej mierze biorą się z obecności w szczepionkach thimerasolu. W połączeniu z kumulującymi się skutkami działania trucizn występujących w żywności i środowisku, następny wirus z pewnością zbierze ogromne żniwo. Do tego czasu ludzie będą wieść raczej beztroski żywot. Afera ze świńską grypą pozostawiła w stanie zawieszenia inne programy masowych szczepień, czekające na uruchomienie, gdy taka będzie wola patokratów.

Climategate raz jeszcze

Kłamstwa są jak tama zatrzymująca rzekę prawdy. Jeżeli znajdzie się w niej pękniecie lub niewielka dziura, napierająca woda wkrótce je powiększy, komplikując tym samym naprawę. Po jakimś czasie taka zapora może w końcu się zawalić.

© Alamy - Błąd mrożący krew w żyłach: Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu mylnie oszacował, że lodowce pokrywające Himalaje stopnieją przed 2035 rokiem

Identycznie rzecz ma się z opowieścią o globalnym ociepleniu. Niedługo po ujawnionych emailach, które dały początek aferze “Climategate”, pojawiły się nowe niewygodne fakty. Okazało się, że naukowcy – i to grube ryby – odpowiedzialni za raport Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu (IPCC) z 2007 roku, ostrzegający przed możliwym stopnieniem himalajskich lodowców przed 2035 rokiem, przyznali się do skopiowania danych z dokumentu organizacji WWF (World Wildlife Fund), który z kolei oparty był na artykule z czasopisma New Scientist, opublikowanym w 1999 roku. Na tym nie koniec, bowiem sam artykuł powstał w oparciu o krótką rozmowę telefoniczną ze Syedem Hasnainem, mało znanym indyjskim naukowcem, pracującym wówczas na Jawaharlal Nehru University w Delhi. Zgadnijcie co dalej? Hasnain już podczas rozmowy przyznał, że jego prognoza na temat lodowców w Himalajach była „spekulacją”; nie potwierdziły jej żadne oficjalne badania, a poza tym miał na myśli tylko niektóre partie lodowców. Takie nieporozumienie…

Raport z 2007 roku stał się nie lada problemem dla brytyjskich i amerykańskich naukowców z Climate Research Unit (CRU), którzy w celu zabezpieczenia się przed ujawnieniem kolejnych zmanipulowanych danych, drogą mailową roztrząsają między sobą ewentualność zniszczenia zapisów podobnych przypadków, jakie trafiły do IPCC. A co do „doktora Spekulacji”, Hasnaina, obecnie zajmuje się lodowcami razem z grupą badawczą w ramach indyjskiego think-tanku, kierowanego przez dra Rajendrę Pachauriego, przewodniczącego IPCC. (Oto, jak wysoko można zajść w środowisku klimatologów, kiedy wyobraźnią nadrabia się niekompetencję).

Dlaczego więc wyrzucili za okno wszelkie naukowe rygory? Jak zauważa F. William Engdahl, groźba stopnienia lodowców była kartą atutową w działaniach IPCC, ponieważ zapowiadała zalanie części Indii oraz Chin, czyli olbrzymich terenów wokół Wyżyny Tybetańskiej. I bynajmniej nie zmarnowali tej okazji! Otóż delhijskie przedsiębiorstwo Energy and Resources Institute (TERI), którego dyrektorem jest dr Pachauri, a dr Hasnain członkiem zarządu, otrzymało grant na pokaźną sumkę 500 tys. dolarów z rąk przodującej wśród amerykańskich ‘fundacji charytatywnych’, Carnegie Corporation, a do tego 3 miliony euro na badania z unijnej kasy, przyznanych głównie dzięki spekulacji dra Hasnaina na temat lodowców. Zdaje się to być jednym z te sposobów, jakimi wpływowe rządy oraz wielkie korporacje pozyskują naukowców. Pod płaszczykiem fundacji, pozarządowych organizacji, think-tanków i grup badawczych, zapewniają znaczne dotacje w zamian za badania zgodne z ich oczekiwaniami. To z kolei wyłania „pożądanych naukowców i badaczy”, którzy skłonni są prostytuować naukę w imię „stworzonego przez człowieka globalnego ocieplenia”.

Gdy rozważyć do tego zawarte w raporcie IPCC z 2007 roku poważne błędy w obliczeniach i samych danych, oczywistością stanie się dla nas, że stała za nim prywatna chęć zysku, a nie nauka. Przykładowo, jak lodowce mogą skurczyć się z 500 tys. km² do 100 tys., jeżeli w Himalajach są ich zaledwie 33 tys. km²?! Raport szczegółowo omawia lodowiec Pindari, który w ciągu 120 lat miał skurczyć się o 2840 m w rocznym tempie 135,2 m/s, podczas gdy prawdziwe tempo wynosi tylko 23,5 m/s w skali roku.

Co więcej, dr Murari Lal, nadzorujący część raportu dotyczącą Azji przyznał, że prognoza na temat lodowców została zawarta w raporcie tylko po to, by wywrzeć polityczny nacisk na światowych przywódców. Jak to sam to określił,

”Chodziło o kilka krajów w tym regionie i ich zasoby wodne. Uznaliśmy, że jeśli to uwypuklimy, wpłynie to na polityków i zachęci ich do podjęcia stanowczych kroków.

Była to kwestia istotna dla regionu, więc umieściliśmy te dane”.

Sęk w tym, że była to nieprawda, panie doktorze. Och, zapomnieliśmy – przecież was to nie obchodzi. Wracając do raportu, stwierdza on następnie, że 55 procent Holandii jest poniżej poziomu morza, gdy tymczasem dotyczy to jedynie 26 procent jej powierzchni. No i mamy też „Amazongate”!

IPCC w raporcie z 2007 roku wydało, ponownie w oparciu o dane z WWF,  jeszcze jedną poważną prognozę, według której zmiany klimatu mogą zagrażać „do 40 procent” powierzchni lasów Amazonii –  głównej ikonie ekologów, obok himalajskich lodowców i niedźwiedzi polarnych. Jak się okazało, współautorem raportu WWF był Andy Rowell, działacz znany z kampanii antynikotynowych oraz promowania zdrowej żywności, który pracował wcześniej dla WWF i Greenpeace, a także pisywał na łamach dwóch brytyjskich gazet poświęconych „skrajnie” ekologicznej tematyce. Rowell wraz z kolegą twierdzili, że oparli swoje wnioski na artykule opublikowanym w „Nature”. Jednak wskazany artykuł wcale nie mówił o globalnym ociepleniu, ale o skutkach wycinki lasów deszczowych.

Jeśli afery “Climategate” i “Glaciergate” były pierwszymi gwoździami do trumny klimatologów, oto cios w samo serce:

Programista komputerowy, E. Michael Smith, wspólnie z meteorologiem Josephem D’Aleo, ujawnili proceder manipulowania danymi, jakiego dopuszczały się NASA Goddard Science and Space Institute z nowojorskiego Columbia University oraz NOAA National Climate Data Center z Ashville w Północnej Karolinie. Odkryli oni, że spośród wszystkich stacji dokonujących przygruntowych pomiarów temperatury na całym świecie, pomijano dane pochodzące ze stacji położonych na wiejskich terenach i większych wysokościach, publikowano zaś jedynie pomiary z obszarów miejskich oraz wybrzeży; w ten sposób postąpiono z 75 procentami danych zamieszczonych przed rokiem 1990. Jak wiadomo, miasta i obszary przybrzeżne są cieplejsze, zatem tak otrzymane wyniki dają wrażenie, że ostatnie dekady przyniosły kuli ziemskiej ocieplenie, w porównaniu z okresem wcześniejszym. Smith i D’Aleo opowiadają o swoich odkryciach w poniższym wywiadzie, który trzeba koniecznie obejrzeć.

(Pełna wersja wywiadu jest tutaj. Wstęp do raportu w formacie PDF można znaleźć tu)

Zwróćcie uwagę, że główny bohater afery Climategate, Instytut Nowej Anglii, otrzymywał dane od wymienionych przez Smitha i D’Aleo agencji amerykańskich, NASA i NOAA; ich odkrycie prowadzi zatem do wniosku, że to owe agencje były epicentrum skandalu z globalnym ociepleniem. A mimo to, NASA nie przestaje zapewniać, że miniona dekada była najcieplejszą w historii!

Na marginesie wspomnijmy, że gospodarz powyższego wywiadu i zarazem założyciel Weather Channel, John Coleman, zamierza wytoczyć proces sądowy przeciwko Alowi Gore i jego bandzie za dopuszczenie się „największego w historii skandalu”, jakim jest globalne ocieplenie. Czapki z głów, John.

A teraz nieco faktów…

Biegun Północny grozi ruszeniem na południe

Nagłe grudniowe ochłodzenie przeszło w rekordowe styczniowe mrozy:

© PA - Ptaki lądują na zamarzniętym doku przed londyńskim centrum finansowym w dzielnicy Canary Wharf – kiedy temperatury spadły poniżej występujących na Antarktydzie

© Xinhua - Siły policyjne i kolejarze usuwają śnieg z torów, aby uwolnić pociąg, który 4-tego stycznia utknął w pobliżu Jining w Środkowej Mongolii. Ewakuowano ponad 1400 pasażerów

Nasi kumple z królestwa zwierząt również odczuli konsekwencje zaistniałej sytuacji (biedne stworzenia nie miały sposobności obejrzenia filmu Ala Gore’a):

© AFP - Grupa fok próbuje uwolnić się z zamarzniętego stawu w rezerwacie przyrody w Yantai w płn-wsch chińskiej prowincji Shandong; 11 stycznia 2010.

Najbardziej nas rozbawił – lecz także zaniepokoił – sposób, w jaki „ociepleniowcy” uciekają w zaprzeczanie, co oznacza, że  przyjmują tę samą postawę, którą do tej pory zwykli przypisywać ludziom nie wyznającym ich doktryny! Spadające temperatury tłumaczą obecnie „naturalną zmiennością” i argumentują, że tempo ocieplenia spowolnione zostało prawie dekadę temu nagłym i niewytłumaczalnym spadkiem ilości pary wodnej w wyższych warstwach atmosfery. W swojej  najnowszej śpiewce winą za nieprawidłowości w swoich komputerowych modelach pokazujących, jaka powinna być pogoda, obarczają wpływ La Nina.

© Unknown - Nie ma epoki lodowcowej... Nic tu nie zobaczysz... Idealne warunki do surfowania

Spójrzcie na te dziwaczne uwagi Douga Smitha, „eksperta” klimatologa w brytyjskim Met Office (Narodowym Serwisie Meteorologicznym powiązanym z Ministerstwem Obrony):

Najgorętszym rokiem, jaki odnotowaliśmy, był 1998 i niektórzy sugerowali, że jeśli rzeczywiście mamy do czynienia z globalnym ociepleniem, to od tego czasu powinniśmy zarejestrować chociaż jeden jeszcze cieplejszy rok. Nie zarejestrowaliśmy, przyznaję. I zgadzam się, że obecna pogoda jest naprawdę paskudna. Jestem natomiast pewien, że ta sytuacja się zmieni – i  nie będziemy musieli na tę zmianę długo czekać… Nasze komputerowe modele wskazują, że bieżącego roku najprawdopodobniej nie odnotuodnotujemy jako najgorętszego. Niemniej jednak, jestem pewien, że ten rekordowo ciepły pojawi się w ciągu kilku następnych lat.

Wygląda na to, że pan Smith tak bardzo pragnie globalnego ocieplenia, że nie pozostało mu już nic innego, jak tylko ucieczka w krainę fantazji. A teraz spójrzcie, jak John Hirst, „czołowy meteorolog” Zjednoczonego Królestwa, upiera się, że jego przepowiednie o cieplejszej pogodzie i łagodniejszych zimach są w zasadzie poprawne, pomimo „chłodnych” dowodów za oknem.

Wydawany w Zjednoczonym Królestwie dziennik “The Guardian” od dawna był tubą propagandową dla szaleńczej wizji globalnego ocieplenia wywołanego przez człowieka. Wraz z wyjściem na jaw każdego nowego skandalu, jego graniczące z urojeniami doniesienia stają się jeszcze bardziej niedorzeczne. Ostatnio opublikował artykuł, w którym ostrzega nas, żebyśmy „przygotowali się na podniesienie się poziomu morza o ponad 2 metry”, co ma rzekomo nastąpić w wyniku topnienia pokrywy lodowej, zupełnie ignorując fakt, że poziomy mórz nie podnoszą się, a jeżeli już coś się z nimi dzieje, to raczej opadają!

Chociaż z drugiej strony, nie wszystko jeszcze stracone dla świata nauki. Profesor Mojib Latif, członek IPCC, w opublikowanym w 2008 roku dokumencie przewidział nową tendencję postępującego ochłodzenia. Podobnie amerykańskie centrum National Snow and Ice Data Center (Narodowe Centrum Danych Na Temat Śniegu i Lodu) w Kolorado, które donosi , że od 2007 roku obszar arktycznego lodu morskiego zwiększył się o 409 tysięcy mil kwadratowych – czyli o 26 procent. „A co z niedźwiedziami polarnymi?! – wołają wniebogłosy. No tak, ich populacja nieustannie wzrasta do tego stopnia, że zaczynają być uciążliwe dla mieszkańców Kanady.

Egzopolityka trafia do mainstreamowych mediów

W miarę jak z każdym miesiącem zwiększa się częstotliwość doniesień o obserwacjach UFO oraz związanego z nimi czynnika „wysokiej dziwności” [zajrzyjcie do działu Our Hanted Planet, żeby zapoznać się ze zgłoszeniami, zdjęciami i nagraniami video], odnotowujemy zauważalny wzrost liczby publikowanych przez mainstreamowe media artykułów na temat „pozaziemskich” gości. W szczególności jedno tego rodzaju źródło wyróżnia się na tle pozostałych: brytyjski Daily Telegraph”. Opublikowany przez tę gazetę artykuł, opisujący zorganizowaną przez British Royal Society (Brytyjskie Towarzystwo Królewskie) konferencję poświęconą „wykrywaniu pozaziemskich form życia”, niespodziewanie powstrzymuje się od ośmieszania milionów świadków UFO stereotypowymi historyjkami o małych zielonych ludzikach z Marsa, a zamiast tego, w sposób dosyć inteligentny zwraca uwagę na niektóre zagadnienia, cytując wyniki badań prowadzonych przez astronomów i fizyków.

Obcych powinniśmy zacząć szukać na Ziemi, a nie w kosmosie – twierdzi naukowiec

Obcy mogą nie być przyjaźni, ostrzega astronom

Pan Marek Kukula, astronom z Królewskiego Obserwatorium w Greenwich, powiedział: „Częściowo trzymam z entuzjastami i chciałbym, żebyśmy spróbowali nawiązać aktywny kontakt z mądrzejszą, bardziej pokojowo nastawioną cywilizacją”.

Lecz jednocześnie ostrzega: „Chętnie przyjęlibyśmy, że jeżeli gdzieś tam istnieje jakaś inteligentna forma życia, to musi być ona mądra i dobrotliwa, ale oczywiście nie mamy na to żadnego dowodu”.

”Biorąc pod uwagę to, że konsekwencje nawiązania kontaktu mogą rozminąć się z naszymi nadziejami, w jakąkolwiek dyskusję na ten temat musimy zaangażować nasze rządy i ONZ”.

Poniższy artykuł został opublikowany w listopadzie. Nie mogliśmy nie zauważyć, że to samo zdjęcie wyłupiastookiego „Szaraka” stojącego przed czymś, co wydaje się być ekranem telewizora, zostało wykorzystane również w powyższym artykule, ostrzegającym, że nasi kosmiczni sąsiedzi mogą nie przybywać z pokojową misją:

© Getty - - "Obcy są wszędzie wokół i przez cały czas nas obserwują” – oznajmił Pan Filipov bułgarskim mediom.

Obcy „są już obecni na Ziemi”- twierdzą bułgarscy naukowcy

Istoty z kosmosu są już wśród nas na Ziemi – mówią pracujący dla rządu bułgarscy naukowcy, którzy utrzymują, że nawiązali kontakt z pozaziemską formą życia.

Trwa odszyfrowywanie złożonego zbioru symboli, jaki został nam przysłany – mówią naukowcy z Space Research Institute (Instututu Badania Kosmosu).

W chwili obecnej obcy udzielają odpowiedzi na 30 wysłanych do nich pytań – kontynuują.

Lachezar Filipov, zastępca dyrektora generalnego w Space Research Institute (Instytucie Badań Kosmosu) przy Bułgarskiej Akademii potwierdził, że takie badania są prowadzone.

Powiedział, że badacze Instytutu przeanalizowali 150 kręgów zbożowych z całego świata, które – jak wierzą – stanowią odpowiedzi na ich pytania.

Obcy są wszędzie wokół nas i przez cały czas nas obserwują” – powiedział Filipov bułgarskim mediom.

Hmmm, czyżby „The Telegraph” został wyselekcjonowany do przeprowadzenia kolejnej fazy kontrolowanego ujawnienia istnienia Obcych? Jeszcze tego samego dnia gazeta opublikowała kolejny artykuł:

Obcy prawdopodobnie wyglądają i zachowują się tak jak my

Pozaziemskie istoty mogą przypominać nas nie tylko fizycznie, mogą również mieć te same słabostki, takie jak chciwość czy skłonność do stosowania przemocy albo wykorzystywania innych – twierdzi profesor Conway Morris.

Mogli przybyć z pokojowymi zamiarami, ale równie dobrze mogą poszukiwać miejsca do życia czy dostępu do wody, minerałów i paliwa. Powyższe słowa profesor wypowie również podczas konferencji w siedzibie Royal Society w Londynie.

Statek obcych unoszący się nad Manhattanem w jednej ze scen przebojowego filmu „Dzień Niepodległości” z 1996 roku. [Sott.net: Zdjęcie i podpis z oryginalnego artykułu]

Nie tylko „The Telegraph” pisał o tej konferencji. Artykuł „Reutersa”, z kadrem z filmu „Dzień Niepodległości”, postawił pytanie: „Czy jesteśmy sami? Możliwe, że wkrótce się o tym przekonamy”.

”Rzeczywiście, żyjemy w bardzo ekscytujących czasach” – powiedział [astronom i prezes Royal Society, Martin Rees].

Sądząc po 250 wybitnych naukowcach, którzy przybyli do Royal Society w Londynie, żeby uczestniczyć w konferencji na temat „Wykrywania pozaziemskich form życia”, nie jest on jedynym entuzjastą.

Spotkanie, które kończy się w czwartek, jest pierwszym w 350-letniej historii Royal Society, na którym poruszono temat obcych form życia.

Kosmiczna Pogoda

Oto kilka najbardziej uderzających kontaktów kosmosu z naszą Wielką Niebieską Planetą, do jakich doszło w zeszłym miesiącu, w porządku chronologicznym:

Facet w barze wpatruje się w swojego drinka, gdy nagle

© Mark Reis, The Gazette - Robert Ward, kolekcjoner meteorytów, trzymając płytę z sufitu baru Red Rock Lounge pokazuje uszkodzenie spowodowane według niego przez meteor.

Nad Montrealem rozpada się meteor

Meteor rozświetla miasto Muldoon na Alasce

Jasnoniebieski bolid, któremu towarzyszy „trzaskający odgłos”, rozjaśnia całe niebo nad hrabstwem Orange County w Kalifornii

Bolid nad Montaną „rozświetla niebo jasnoniebieskim światłem”

Błyszczący niebieski meteor przemyka nad Maryland

© Anthony Nugnes, Silver Spring, Md. - Smoczy ogon: dymiący ślad zostawiony przez meteor z Maryland

Wielobarwny bolid przelatuje nad Pensylwanią i Delaware

Meteoryt wpada do gabinetu lekarskiego w Virginii

© Linda Welzenbach/Narodowe Muzeum Historii Naturalnej Instytutu Smithsona - - Meteoryt, który wpadł przez dach do gabinetu lekarskiego – Virginia, 18 stycznia 2010.

Zdjęcie kosmicznej meduzy na tle zorzy polarnej! Czy też jest to po prostu światło odbijające się od satelity?

© Per-Arne Mikalsen - - Pan Mikalsen powiedział, że bardzo chciał poznać przyczynę zjawiska widocznego.

Widok jakby prosto z “Armagedonu”: Na Irlandią wybucha bolid

Przebijanie zasłony

Sponerozywana władza doskonale prosperuje w ciemności. Z natury rzeczy do osiągania swoich celów potrzebuje kłamstw, sekretów i półprawd. Większość spośród ludzi mających sumienie zakłada, że wszyscy pozostali też je mają. Jak na ironię, właśnie to przekonanie uniemożliwia im dojście do logicznego wniosku – ci, którzy kierują się egoizmem i są gotowi zniszczyć każdego, żeby osiągać swoje cele, za nic mają dobrobyt ludzkości. Po owocach ich poznacie.

Inwazja na Haiti obrazuje to na większą skalę. Choć zaakceptowanie tego, że rząd Stanów Zjednoczonych może czerpać zyski z nieszczęścia Haitańczyków, może być trudne  – nie wspominając o tym, że może on stać za wywołaniem trzęsienia ziemi i doprowadzeniem do tego nieszczęścia – właśnie za tym przemawiają jego działania.

Ponieważ zakładanie, że ludzie dokonujący bezlitosnych i nieludzkich działań posiadają sumienie, nie ma sensu, jak również dlatego, że wynikiem tych działań jest tragedia i ogromne cierpienie, większość ludzi pogrąża się w apatii i poczuciu bezsilności. Jeżeli już o coś walczą, nieodmiennie kierują  energię na jałowe poczynania, podsuwane przez tych samych ludzi, którzy nas okłamują. Przyjrzyjcie się przekrętowi z globalnym ociepleniem. Ludzie dobrej woli naprawdę dali się nabrać, z tym że teraz sama Natura zagrała na pobudkę, żeby mieli szansę przejrzeć na oczy.

Jest nadzieja. Każde, nawet maleńkie przebicie zasłony przepuszcza promień światła, który zmienia obraz dostrzeganej całości. Jest to wykładniczy proces uczenia się – im więcej pojawia się prześwitów, tym bardziej poprawia się nam wzrok, a tym samym wzrastają nasze szanse kolejnego przebicia się przez zasłonę, aż wreszcie struktura kłamstw zostanie tak osłabiona, że nie uchroni się od rychłego upadku.

Droga jest otwarta – zróbmy to.

– –

Ten artykuł jest przekładem oryginału zamieszczonego w języku angielskim na stronie:
Connecting the Dots: Mass murder in Haiti, plane madness in the skies
dokonanym przez polskich tłumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.

Materiał ten został opublikowany przez SOTT.NET – projekt Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala się na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz żródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

Reklamy

2 komentarze »

  1. USA dąży do zdestabilizowania sytuacji na Bliskim Wschodzie, bo to ma zmierzać do powstania Wielkiego IZRAELA na gruzach wielu Państw tego regionu i opanowania regionu surowcowego,dla stworzenia trudności Chinom i Rosji we współpracy, niezależnie od tego co miałoby to oznaczać.

    Komentarz - autor: Stawol — 11 marca 2010 @ 11:05

  2. a tutaj mamy widok meteoru nad wegrami z 28 lutego

    szkoda ze w naszej tv bylo o tym cicho
    pozdro piotr

    Komentarz - autor: piotr — 11 marca 2010 @ 12:58


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: