PRACowniA

5 Marzec 2010

Łączenie Punktów: Masowy mord na Haiti, samolotowy szał na niebie (1)

Pierwsza część styczniowego odcinka Łączenia Punktów, a w niej:

– Haiti: Morderstwo Spółka z o.o.

– Lotniczy obłęd

– Cyberwojna z Chinami


© Associated Press - Inwazja Chickenhawk. Oddziały USA lądują na trawniku przed pałacem prezydenckim w Port-au-Prince, zdewastowanym precyzyjnie wymierzonym atakiem

Minął już rok, od kiedy Obama zdobył władzę na fali euforii ludzi, którzy wierzyli, że nadciąga on z odsieczą w tych traumatycznych czasach. Istotnie, przyniósł nadzieję nielicznym, ale nie ludzkości. Istotnie, przyniósł zmianę, niestety jest to zmiana na gorsze. Za starannie przygotowanym wizerunkiem człowieka pokoju i za cieniutkią zasłoną dobrych intencji kryją się ciemne siły, które używają amerykańskiej machiny rządowej jako Broni Masowej Zagłady.

W bieżącym odcinku Łączenia Punktów zobaczymy, jak Imperium Zła za jednym zamachem zdziesiątkowało ludność kolejnego kraju i dokonało nań inwazji. Na pierwszym froncie działań wojennych Pentagonu, dążącego do całkowitej dominacji, pojawiła się broń środowiskowa i cybernetyczna ze wsparciem bezzałogowych samolotów typu Reaper. Po Specjalnym Świątecznym Spektaklu Al Kaidy, w styczniu wystąpiła fala histerycznych wstrząsów wtórnych, których złowrogie implikacje przejawiają się na wielu płaszczyznach.

Przy mroźnej zimowej scenografii spowijającej całą północną półkulę, wieża globalnego ocieplenia sypie się w gruzy. Zmowa wielkich rządów i wielkich firm farmaceutycznych, mająca na celu zaszczepienie nas przeciwko nieistniejącej pandemii, jest jedynie maską, pod którą skrywa się prawdziwa pandemia zagrażająca ludzkości: psychopaci niosący ze sobą ukierunkowane zamachy,  wojny, tortury, toksyczne szczepionki… a następnie zrzucający na ludzkość winę za tego konsekwencje. Sumienia nie ochroni żadna szczepionka, zrobić to może jedynie świadomość obecności wśród nas drapieżców. „Świńska grypa” zdaje się ustępować, ale świnie trzymają się mocno.

Jeśli w 2010 roku wydarzenia nadal toczyć się będą w takim tempie, to ludzkość czeka ostra jazda. Trzymajcie się –  wyruszamy w podróż po styczniowych wydarzeniach.

Haiti: Morderstwo Spółka z o.o.

(kliknij na obrazek, żeby przejść na stronę z nagraniem video)

Gdy 12 stycznia trzęsienie ziemi o sile siedmiu stopni w skali Richtera zniszczyło niemal całkowicie Port-au-Prince, noworoczny nastrój Haitańczyków, zmuszonych znosić już i tak wystarczająco wiele przeciwności losu, przerodził się w rozpacz. Niedola Haiti pod butem USA i ich dominancji na swoim „podwórku” niemalże pogrążyła się w mrokach niepamięci świata, którego uwaga została odciągnięta przez medialny cyrk „wojny z terrorem”. W wyniku kataklizmu zginęło co najmniej 150 tysięcy osób, a kolejne setki tysięcy zostały bez dostępu do wody pitnej, jedzenia i opieki medycznej. W grudniu Glen Ford przedstawił raport dotyczący polityki USA wobec Haiti w erze prezydenta Bez-Zmian:

Prezydentura Baracka Obamy miała być zapowiedzią rozpoczęcia nowej ery w amerykańskiej polityce zagranicznej, w tym – w stosunkach z Ameryką Łacińską, która stanowczo opowiedziała się przeciwko pogróżkom i despotyzmowi George’a Busha oraz przygotowywanym przez jego administrację zamachom stanu. Pod rządami Obamy mamy do czynienia nie z radykalnym zwrotem w imperialistycznej polityce Stanów Zjednoczonych w stosunku do obydwu Ameryk, a jedynie z kosmetycznymi poprawkami. Prezydent Obama posługuje się o wiele mniej wojowniczym językiem niż jego poprzednik, za to używa każdej możliwej sztuczki i kłamstwa, aby utrzymać w tym regionie dominację USA. I jak wszyscy tyrani, których ręce ociekają krwią, usiłuje stworzyć atmosferę strachu na całej półkuli, biorąc na celownik mniejsze kraje.

[…]

W ubiegłym tygodniu partia prezydenta Aristida została odsunięta od udziału w wyborach do władz ustawodawczych rozpisanych na luty. Kontrolowana przez oligarchów komisja wyborcza stwierdziła, że partia nieprawidłowo wypełniła niektóre z formularzy. W czerwcu ubiegłego roku w wyborach, z których wykluczono członków partii Aristida, wzięło udział zaledwie około 10 procent obywateli.

Te dwie wyborcze farsy to prawdziwa twarz polityki prezydenta Obamy względem demokracji w obu Amerykach. Stany Zjednoczone udaremniają procesy demokratyczne wszędzie gdzie tylko mogą, a następnie uzbrajają się w cierpliwość i czekają na kolejną okazję do wbicia noża w plecy swoich sąsiadów.

© Eduardo Munoz / Reuters - - 3 lutego - Haitańczyk przygotowuje ciastka z błota, by następnie sprzedać je w Cite Soleil, dzielnicy Port-au-Prince. Nawet przed trzęsieniem ziemi ciastka robione z ziemi, soli i tłuszczu roślinnego były jedną z niewielu potraw, na które mogli sobie pozwolić najbiedniejsi.

© Eduardo Munoz / Reuters - - 3 lutego - Haitańczyk przygotowuje ciastka z błota, by następnie sprzedać je w Cite Soleil, dzielnicy Port-au-Prince. Nawet przed trzęsieniem ziemi ciastka robione z ziemi, soli i tłuszczu roślinnego były jedną z niewielu potraw, na które mogli sobie pozwolić najbiedniejsi.

Ilu z was zastanawiało się, tak jak my, nad pytaniem, cóż takiego zrobili Haitańczycy, że zasłużyli sobie na taki los? Byli bici, maltretowani, eksploatowani i lekceważeni, od kiedy Europejczycy zgładzili pierwotnych mieszkańców tych terenów i zastąpili ich uprowadzonymi Afrykanami, którzy po dziś dzień pozostali niewolnikami.

Nawet przed trzęsieniem ziemi większość Haitańczyków nie miała bieżącej wody, elektryczności ani podstawowych urządzeń sanitarnych. 75% populacji żyje za mniej niż 2 dolary dziennie, a 56% – cztery i pół miliona ludzi – za mniej niż jednego dolara. Według danych UNICEFu z 11 stycznia w dziewięciomilionowej populacji Haiti było 380 000 sierot. Kontrola Międzynarodowego Funduszu Walutowego nad gospodarką tego kraju zdziesiątkowała jego zasoby żywnościowe, uzależniając go od importowanych zbóż z USA. Konsekwencją ostatniej interwencji USA na Haiti z 2004 roku, kiedy to Bush spuścił z łańcucha hordy wyszkolonych w USA zbirów i poszczuł je na Jean-Bertranda Aristide’a za to, że ośmielił się on przeprowadzić drobne reformy mające poprawić standard życia Haitańczyków, było zastąpienie żołnierzy amerykańskich przez oenzetowskie „siły pokojowe”. W rzeczywistości, był to już drugi Bush z tą samą misją: gdy w 1991 r Aristide został obalony w zamachu stanu przeprowadzonym pod patronatem CIA, prezydentem USA był Bush Senior. Chociaż „wyczyny” ONZ były krytykowane za „przymykanie oka” na działalność Haitańskiej Policji Narodowej (kolejnych wychowanków amerykańskiej szkoły wojskowej School of Americas – wyszkolonych szwadronów śmierci, działających na rzecz haitańskiego syndykatu zbrodni), szpetna prawda przedstawia się następująco: Od zamachu stanu w 2004 roku ONZ była bezpośrednio zaangażowana w przeprowadzanie zamachów na członków partii Aristide’a – Lavalas – oraz tłumiła wiece publiczne, bezczelnie mordując demonstrantów w biały dzień.

Finian Cunningham napisał w Gulf Daily News:

Czy wyobrażacie sobie, ile istnień ludzkich można było ocalić z trzęsienia ziemi na Haiti, gdyby ułamek kwot trwonionych na bezowocne wojny przeznaczono na wsparcie ekonomicznego i społecznego rozwoju tego kraju?

Oczywiście, moralna i sensowna logika tej idei nie ma zastosowania w świecie, w którym reguły dyktuje polityka zagraniczna Waszyngtonu. Jest tak, ponieważ imperatywy i logika wdrażanego przez USA kapitalizmu wymagają, by kraje takie jak Haiti były utrzymywane w nędzy przez wzgląd na korporacyjne zyski, co z kolei wymaga podtrzymywania iluzorycznych zagrożeń, aby zamaskować amerykańską potrzebę sprawowania kontroli nad zasobami geologicznymi o znaczeniu politycznym (głównie nad źródłami energii). To jest prawdziwa twarz systemu ekonomicznego, narzucanego światu przez Waszyngton i jego sojuszników. A sytuacja na Haiti zdarła maskę z tej szkaradnej twarzy.

Zachodnie media, nie tracąc czasu, próbowały przywrócić tę maskę. Haitańczycy ciągle słaniali się w szoku, oblepieni ziemią i krwią, poszukując swoich najbliższych, podczas gdy mass media (głównie amerykańskie) wskrzesiły medialnego trupa, używanego już wcześniej przy relacjonowaniu sytuacji w Nowym Orleanie po przejściu Katariny, robiąc szum wokół nieistniejących „gangów rabusiów uzbrojonych w maczety” oraz „szabrowników” szalejących po Port-au-Prince. Świadkowie na miejscu donosili, że ludzie generalnie pomagali sobie nawzajem, usiłując ocalić tyle mienia, ile się dało, by móc jakoś przetrwać.

© AFP/Getty Images - - Siły pokojowe ONZ robią dalej to samo co przed trzęsieniem... tyle że teraz zamiast ołowianych kul używają gazu pieprzowego (a światowe media obserwują)

W samym środku tego ogromu cierpienia amerykańska firma zajmująca się organizacją rejsów wycieczkowych zorganizowała rejs, przywożąc beztroskich, pozbawionych sumienia bogatych turystów na prywatną plażę i będące własnością firmy molo, gdzie pasażerowie opalali się, oddawali całodziennym zabawom i pili koktajle o zachodzie słońca. Ileż silnej woli potrzeba, by odgrodzić się od oceanu bólu za pomocą elektrycznego ogrodzenia i uzbrojonych strażników strzegących tego prywatnego „raju”. Firma wycieczkowa Royal Caribbean, która zakupiła plażę dzięki sile perswazji Billa Clintona, nadała kurortowi nazwę „Labadee®”, nawiązującą do nazwiska francuskiego właściciela niewolników, markiza de La’Badie, który osiedlił się na Haiti w XVII wieku. Nic więc dziwnego, że ani firma, ani jej klienci nie mieli żadnych wyrzutów sumienia. Jest rzeczą naturalną, że – będąc psychopatami i współczesnymi właścicielami niewolników – identyfikują się ze swoimi przodkami.

Kubańscy lekarze rozpoczęli pracę na terenie objętym kataklizmem w ciągu jednej doby od wystąpienia wstrząsów, ubodzy mieszkańcy Strefy Gazy pomagali jak mogli, Chiny przysłały ekipy wyspecjalizowane w ratowaniu ofiar katastrof, podczas gdy najwspanialsza demokracja świata przysłała  scjentologów, biblijne audiobooki na baterie słoneczne (które mogą „głosić słowo boże wśród kreolskich Haitańczyków trzystu ludziom jednocześnie”) i karabiny. Dużo Wielkich Karabinów. Wiedzieliśmy, co się święci, gdy okazało się, że flota amerykańskich okrętów wojennych, lotniskowców i helikopterów była wyładowana bronią i amunicją, a nie jedzeniem, wodą i pilnie potrzebnymi artykułami medycznymi. Oczywiście tylko przestępczy umysł mógł do tego koszmaru dorzucić 10 000 żołnierzy. Rząd francuski podniósł larum, gdy żołnierze USA „objęli ochroną” główny port lotniczy na Haiti i zaczęli zawracać samoloty niosące pomoc. Amerykańskie Imperium ot tak po prostu najechało i zaczęło okupować kolejny kraj (nie po raz pierwszy, zresztą). Aby do szkód dołożyć zniewagę, ONZ wysłało dodatkowo 3500 żołnierzy „sił pokojowych”, aby nie dopuścić do organizowania się Haitańczyków podczas tymczasowego bezkrólewia. Pomoc utknęła w wąskim gardle lotniska Toussaint i ulic przysypanych gnijącymi ciałami i z niebezpiecznie poprzekrzywianymi budynkami, gdy potężny wstrząs wtórny o sile 6.1 stopnia jeszcze bardziej przeraził pozostałych przy życiu.

Zniszczone ulice Port-au-Prince wyciągnęły na światło dzienne owoce 100 lat rządów USA sprawowanych przez swoich pełnomocników. Dzieci dyskretnie sprzedawane bogatszym rodzinom w zamian za opłatę i zobowiązanie się do wychowania ich w bardziej komfortowym otoczeniu zwane są w miejscowym języku „restaveks” (z francuskiego „rester avec”, „zostać z”). Wszystkie bez wyjątku kończą jako niewolnicy – często dosłownie przykute łańcuchem do domostwa swojego pana, maltretowane i traktowane niewiele lepiej od zwierząt. Wedle powszechnej opinii, przed trzęsieniem ziemi oprócz 400 tysięcy sierot było na Haiti 300 tysięcy niewolników. Obecnie, gdy według szacunków UNICEF-u kolejny milion dzieci straciło rodziców, ma miejsce darmowa akcja adopcyjna dla wszystkich. Przy nieliczącym się haitańskim „rządzie”, o którym nie warto wspominać, zagraniczne rządy i międzynarodowe agencje adopcyjne uprowadzały drogą powietrzną dzieci z obozów, centrów medycznych i schronów rozsianych po całej wyspie, wywożąc je do zachodnich krajów, głównie do USA. Jest to w najwyższym stopniu niezgodne z prawem – międzynarodowe konwencje wymagają od rodziców minimum dwuletniego okresu starań o przysposobienie dzieci osieroconych w wyniku klęsk żywiołowych. Obchodzenie tego prawa daje wszelkiej maści drapieżcom sposobność do żerowania na straumatyzowanym kraju pełnym zagubionych dzieci. Wiele z nich zostanie kupionych a następnie sprzedanych za marnych 50$ i stanie się „restaveks” lub dziecięcymi prostytutkami, świadczącymi usługi głównie, ale nie wyłącznie, w rejonie Karaibów.

© Nicolas Garcia/AP - - Oenzetowskie agencje rozpoczęły na Haiti kampanię szczepień przeciwko szeregowi chorób, rzekomo w celu zapobieżenia wybuchowi epidemii...

Już teraz udało się ująć grupę 10 Amerykanów należących do organizacji New Life Children’s Refuge z siedzibą w Idaho, próbujących przeszmuglować 33 dzieci z Haiti do Republiki Dominikany, gdzie setka z nich miała być umieszczona w „kurorcie – sierocińcu”, który nie został nawet jeszcze wybudowany. Członkowie grupy twierdzili, że znaleźli porzucone dzieci, lecz te ujawniły na przesłuchaniu, iż porywacze dzwonili do domów Haitańczyków i oferowali zabranie dzieci od rodzin, które nie są w stanie ich wyżywić. O grożącym dzieciom niebezpieczeństwie najlepiej może świadczyć fakt niedawnego postawienia zarzutów Douglasowi Perlitzowi, założycielowi Project Pierre Toussaint. Perlitz został oskarżony w stanie Connecticut o zwabienie za pomocą prezentów, a następnie wykorzystanie seksualne osiemnaściorga dzieci w założonej przez niego na Haiti szkole dla osieroconych i porzuconych chłopców.

Siły USA przejęły kontrolę nad tym, co pozostało z Pałacu Prezydenckiego i trzema kolejnymi portami lotniczymi w kraju oraz nałożyły na Haiti blokadę morską, żeby zapobiec opuszczaniu wyspy łódkami. Jakby tego było mało, Obama wysłał na Haiti kolejnych 10000 żołnierzy. Skąd on ich bierze? Czy wojska USA nie są już w pełni wykorzystane w różnych amerykańskich przedsięwzięciach kolonialnych?

Nie pierwszy raz w najnowszej historii dzieje się coś takiego. Po zamachu stanu w 1991r. nastąpiły trzy lata rządów wojskowych, po czym w 1994r. „humanitarny” prezydent Clinton wysłał amerykańskie wojsko okupacyjne w sile 20 000 żołnierzy,  mające odgrywać rolę „misji pokojowej”. Jak wyjaśnia Michel Chossudovsky, „intencją interwencji wojskowej USA nie było odbudowanie demokracji. Wręcz przeciwnie, została przeprowadzona, by zapobiec ludowemu powstaniu przeciwko juncie wojskowej i jej neoliberalnym kohortom”.

Cóż za chore poczucie humoru musi mieć Obama, by wysyłać Busha Juniora oraz Clintona jako „specjalnych wysłanników niosących pomoc” do kraju leżącego w gruzach głównie w wyniku działań usankcjonowanych przez tych właśnie dwóch psychopatów w okresie, kiedy zasiadali na tronie i dzierżyli symboliczny ster imperium. Kontrahenci Pentagonu i kataklizmowi kapitaliści zgodnie poparli militarny przewrót, oferując „uzbrojoną eskortę transportu” oraz dostarczenie „rozwiązań wymagających podjęcia wysokiego ryzyka”, by uporać się z „szabrownikami” i „wszczynanymi przez robotników zamieszkami”. W tym samym czasie poważnie rozważano wysłanie na Haiti 100 000 należących do FEMA, nasączonych formaldehydem kontenerów, które służyły za mieszkania ocalałym z huraganu Katarina.

© Unknown - - Blackwater w przebraniu? Amerykańskie siły okupacyjne patrolują Port-au-Prince

A właściwie co dokładnie robią na Haiti oddziały IDF? Czy to możliwe, że faszystowskie państwo Izrael szczerze chciało pomóc ludziom w potrzebie? Izrael ufundował szpitale polowe wyposażone w wysokiej klasy sprzęt medyczny, przygotowane do przeprowadzania operacji chirurgicznych w dwukrotnie krótszym czasie, co skłoniło izraelski dziennik  „Maariv” do napawania się faktem, iż niedola Haitańczyków była „dobra dla Żydów.” Zachodnie media przyjęły tę samą linię, wychwalając hojną odpowiedź Izraela na zesłaną przez niebiosa klęskę i starannie unikając wzmianki o tym, jak IDF traktuje Palestyńczyków w Gazie i na Terytoriach Okupowanych „u siebie w domu”, gdzie sale operacyjne IDF cieszą się złą sławą ze względu na swą efektywność.

Jakby to wszystko nie było wystarczająco złowieszcze, CIA dorzuciła do strefy kataklizmu swoją wyjątkowo bezduszną formę kontroli tłumów w postaci bezzałogowych samolotów monitorujących niebo nad Haiti, podczas gdy jej siostrzana organizacja z „przyjazną twarzą”, USAID, wzięła na siebie dowodzenie dystrybucją żywności, nakazując w pewnym momencie amerykańskim żołnierzom wstrzymanie rozdzielania racji żywnościowych do czasu satysfakcjonującego wdrożenia „procedur operacyjnych”.

Jaki scenariusz realizuje tutaj struktura militarno-wywiadowcza USA? Jak się okazuje – pewien szczególny i zawczasu przygotowany scenariusz pt. „niesienie pomocy dotkniętemu klęską Haiti”, który został rozpatrzony przez siły wojskowe USA na dzień przed trzęsieniem ziemi. Tak się składa, że członkowie personelu pentagonowskiej agencji DISA (Defense Information Systems Agency) przebywali w Miami, w kwaterze głównej Południowego Dowództwa [sił zbrojnych USA], przygotowując się do przeprowadzenia „symulacji” obejmującej niesienie pomocy dotkniętemu przez huragan Haiti. Następnego dnia było trzęsienie ziemi, a Południowe Dowództwo zdecydowało „wystąpić na żywo” ze swoim zintegrowanym militarnym systemem reagowania, który podobno „przetestowała”. Czy nie przypomina wam to czegoś? Może operację Vigilant Guardian, przeprowadzoną w dzień wydarzeń 9/11? A może londyńskie ćwiczenia w metrze w dzień zamachów 7/7?

Perfekcyjnie skoordynowana i zmasowana wojskowa odpowiedź USA ma sens, skoro wystarczył jeden „pstryk”, by zmobilizować 20 000 żołnierzy, lotniskowiec, okręt więzienny, bezzałogowe samoloty CIA oraz szeroki wachlarz najnowocześniejszego sprzętu do udziału w przeprowadzeniu czegoś, co bez wątpienia było wyrafinowanym planem inwazji. Obrazu złowróżbnych implikacji „ćwiczeń” Pentagonu dopełniają inne ujawnione ostatnio fakty. Generał Ken Keen, zastępca szefa amerykańskiego Południowego Dowództwa, przyleciał do Port-au-Prince rankiem 12-tego i o godzinie 17, kiedy nastąpił pierwszy wstrząs, przebywał pod gołym niebem wraz ze wszystkimi (poza jednym) oficerami ze swojego zepsołu. Keen nadzoruje obecnie operacje wojskowe USA jako dowódca Joint Task Force Haiti. „The Times” doniósł, że zaledwie tydzień wcześniej rząd brytyjski wycofał swoje okręty z Karibów i „po raz pierwszy od XVII w. Marynarka Królewska miała znaczącą lukę w obsadzeniu Karaibów”. Maleńkie Haiti jest siedzibą czwartej co do wielkości ambasady Amerykańskiego Imperium, gargantuicznej fortecy wybudowanej po zamachu stanu w 2004 r. w miejscu oddalonym od centrum miasta i w taki sposób, by wytrzymała trzęsienia ziemi. Ta nowa „ambasada” znajduje się obecnie na obrzeżach stolicy, w dzielnicy Tabarre, w dogodnej bliskości Międzynarodowego Portu Lotniczego Toussaint Louverture.

© Daryl Cagle

Po cóż USA chciała mieć taką ambasadę? Hugo Chavez wie, po co: Haiti dostarcza Stanom Zjednoczonym idealnej strategicznej lokalizacji – bazy wypadowej do ataków przeciwko Wenezueli. Wciśnięta między amerykańskie bazy na Guantanamo i w Puerto Rico, wyspa Hispaniola zapewnia USA idealne miejsce na potrzeby realizacji ich imperialnych przedsięwzięć w Ameryce Południowej. Chavez prawdopodobnie dobrze wie, tak samo jak większość innych rządzących, że trzęsienie ziemi zostało z premedytacją wywołane na rozkaz Władzy Realnej kontrolującej Państwo Bezpieczeństwa Narodowego [National Security State], przy czym Biały Dom niekoniecznie jest w ten plan wtajemniczony. Początkowo cytowano wenezuelskiego prezydenta mówiącego, że USA użyły trzęsienia na Haiti jako pretekstu do najechania tego kraju, lecz potem cytowano jego wypowiedzi, że USA wywołały trzęsienie używając „broni tektonicznej”. Źródłem, na które się powoływał, „rzekomo” był „niezweryfikowany” raport rosyjskiej Floty Północnej stwierdzający, że jeden z przeprowadzanych przez Amerykańską Marynarkę testów ‘broni sejsmicznej’, która miała zostać później użyta przeciwko Iranowi, poszedł „fatalnie”. Ta historia pt. „test powiązany z HAARP nie udał się” jest najprawdopodobniej dezinformacją, mającą na celu zagłuszenie „białym szumem” istotnego sygnału, że ukryty głęboko wewnątrz struktur państwowych USA ośrodek władzy z pełną premedytacją zaplanował wymordowanie setek tysięcy Haitańczyków i tym samym ułatwienie sobie osiągnięcia swoich celów i uciszenie wszelkich głosów sprzeciwu.

Oto jak Agence France-Presse przedstawiła decyzję Białego Domu wysłania na Haiti pierwszych 10000 żołnierzy:

„W środę Obama zarządził podjęcie ‚szybkich, skoordynowanych i agresywnych prób ratowania życia’ po morderczym trzęsieniu na Haiti, kiedy potężna amerykańska misja pomocy ruszyła do akcji z wykorzystaniem wojska, marynarki wojennej, lotnictwa i ekip ratowniczych”.

© Felix Evens / Reuters - - Amerykańscy żołnierze nie ociągali się z "zapewnieniem ochrony prywatnej własności" przed "szabrownikami"

„Mordercze” trzęsienie ziemi? Matka natura owszem, „zabija” ludzi, ale nie wyrusza, żeby ich mordować! Czy mógł to być sposób na przekazanie przez francuski wywiad wiadomości, że to trzęsienie ziemi nie było w istocie dziełem natury? Czy samolot etiopskich linii lotniczych, który  24 stycznia spadł, objęty ogniem, zaraz po starcie z lotniska w Bejrucie, ma z tym cokolwiek wspólnego? Żona francuskiego ambasadora w Libanie była wśród francuskich urzędników zabitych w tej „katastrofie”, która według „The Times” mogła być aktem sabotażu. Trzy dni przed „katastrofą” premier Libanu, Saad Hariri, spotkał sę z ambasadorem Francji w celu omówienia „przywrócenia stabilizacji” na Bliskim Wschodzie – coś, czego niektórzy w oczywisty sposób sobie nie życzą. Co jest być może jeszcze ważniejsze, zaledwie dwa dni przed tą podejrzaną katastrofą Hariri poleciał do Pałacu Elizejskiego, aby wypracować z prezydentem Sarkozym kontrakt w sprawie broni. W międzyczasie zaczął krążyć raport „Północnej Floty Federacji Rosyjskiej” utrzymujący, że Haiti jest „testem amerykańskiej broni sejsmicznej”. Czy francuscy urzędnicy, którzy spotkali się z libańskim przywódcą, zostali zlikwidowani jako ostrzeżenie dla francuskiego wywiadu, aby nie ujawniał udziału USA w trzęsieniu ziemi? Gdy dodać do tego fakt, że francuski sekretarz stanu ds. kooperacji, Alain Joyandet, nawoływał ONZ do wszczęcia dochodzenia w sprawie inwazji USA oraz jego upomnienie skierowane do USA, że „chodzi o pomoc dla Haiti, a nie o okupację Haiti”, zastanawiamy się, jakie to szpiegowskie rozgrywki toczą się za kulisami.

Poza usunięciem z urzędu Chaveza i (ponownym) ustanowieniem w tym regionie swojej hegemonii, a tym samym uzyskaniem bezpośredniej kontroli nad rezerwami ropy naftowej w Wenezueli, USA są także zainteresowane Haiti i otaczającymi je wodami, które mogą kryć ogromne niewykorzystane rezerwy ropy naftowej, a badania poszukiwawcze pod kątem złota i miedzi też dały pozytywne rezultaty.

Izrael wybrał z pewnością interesujący moment na ogłoszenie podjęcia „badań nad powstawaniem trzęsień ziemi” wywołując jedno, a 7 lutego Pentagon ogłosił, że planuje dalsze „symulacje trzęsień”, zaczynając od Alaski wiosną tego roku.

Od 11 września 2001 obserwujemy, że rząd USA nie ma żadnych skrupułów w niszczeniu całych krajów przez „twórczą destrukcję”, pozostawiając miliony zabitych i rannych w efekcie realizowania swoich imperialnych celów i zapotrzebowania na ropę naftową. Gdyby oznaczało to wywołanie trzęsienia ziemi w konkretnych miejscach, czy krępowałby się do tego posunąć? Wielu sugeruje HAARP jako prawdopodobną przyczynę, ale ogromna ilość skoncentrowanej energii potrzebnej do spowodowania trzęsienia ziemi w określonym miejscu może wymagać bardziej precyzyjnej metody. Być może warto by w tym kontekście przyjrzeć się broni rozmieszczonej w przestrzeni kosmicznej. Program Reagana pod nazwą Inicjatywa Obrony Strategicznej „Star Wars” nie upadł razem ze Związkiem Radzieckim. W rzeczywistości, „Złe Imperium” stanowiło usprawiedliwienie dla faktycznego Imperium Zła do tworzenia technologii, które pozwolą na kontrolowanie całej planety:

„Technikami środowiskowymi w działaniach wojennych nazywa się umyślną modyfikację lub manipulację naturalną ekologią, np. klimatem i pogodą, systemami ziemi, takimi jak jonosfera, magnetosfera, system płyt tektonicznych, i / lub inicjowanie zdarzeń sejsmicznych (trzęsienia ziemi) w celu przysporzenia zamierzonych fizycznych, ekonomicznych, psychospołecznych i materialnych szkód namierzonemu geofizycznemu celowi albo zaludnionemu obszarowi, w ramach wojny strategicznej lub taktycznej. („Eco News”)

© Ulises Rodríguez / EPA - - Okrutna ironia: bus z wizerunkiem prezydenta USA, Baracka Obamy, przeprawia się przez strefę zero w centrum Port-au-Prince. "Faveur de Dieu" po francusku oznacza "z łaski Bożej".

Już w 1955 roku John von Neumann powiedział, że „interweniowanie w zjawiska atmosferyczne i klimatyczne […] będzie rozwijać się na skalę trudną do wyobrażenia w chwili obecnej […] połączy to interesy każdego narodu z interesami wszystkich innych, bardziej niż kiedykolwiek dotąd spowodowało to zagrożenie nuklearne czy jakakolwiek inna wojna. W roku 1977 narody świata były oczywiście świadome niebezpiecznych konsekwencji rozwoju „technik modyfikacji środowiska” będących w posiadaniu Pentagonu, ponieważ Zgromadzenie Ogólne ONZ ratyfikowało międzynarodową konwencję zakazującą „wojskowego lub innego wrogiego wykorzystywania jakichkolwiek technik modyfikacji środowiska naturalnego”, co jest zdefiniowane jako „wszelkie techniki zmieniania – poprzez celowe manipulowanie naturalnymi procesami – dynamiki, składu lub struktury Ziemi, wliczając w to jej faunę i florę, litosferę, hydrosferę i atmosferę, lub przestrzeni kosmicznej”.

Pentagon ogłosił oficjalnie (przynajmniej do chwili zdjęcia z Internetu jego sprawozdania) zdolność modyfikacji pogody ziemskiej i kosmicznej w ramach strategicznego arsenału:

„[Modyfikacja pogody] oferuje prowadzącym wojnę szeroki wachlarz możliwości pokonania lub zniewolenia przeciwnika… Modyfikacja pogody stanie się częścią bezpieczeństwa krajowego i międzynarodowego i może być dokonana jednostronnie … Może mieć zastosowanie zarówno obronne jak i ofensywne, a nawet może być stosowana w celu zastraszania. Zdolność generowania na ziemi opadów, mgły i burz lub zmiany pogody kosmicznej … oraz produkcji sztucznej pogody są częścią zintegrowanego zestawu [wojskowych] technologii„. (dokument Sił Zbrojnych USA pod nazwą AF 2025 Final Report)

W kwietniu 1997 roku ówczesnemu sekretarzowi obrony, Williamowi Cohenowi, odpowiadającemu na pytanie dziennikarza o pozornie niepowiązany temat z konferencji poświęconej terroryzmowi, wymsknęło się kilka ciekawych uwag o rodzaju broni dostępnej tym, którzy zawzięli się na terroryzowanie ludzi. Poniższy fragment rozmowy jest dosłownym cytatem z transkryptu opublikowanego na stronie internetowej departamentu obrony, niegdyś znalezionej tutaj:

P: Pozwoli pan, że zapytam konkretnie o zeszłotygodniową panikę tu, w Waszyngtonie, i czego mogliśmy się na tej podstawie dowiedzieć o naszym przygotowaniu do radzenia sobie z tym (niesłyszalne) w B’nai B’rith (Synowie Przymierza).

O: Cóż, wskazuje to na naturę zagrożenia. Okazało się, że w tamtych okolicznościach było to fałszywe zagrożenie. Ale jak dowiedzieliśmy się w społeczności wywiadowczej, mieliśmy tak zwaną – i mamy tu Jamesa Woolsey’a, do którego moglibyśmy nawet skierować pytanie o to – wtyczkę-widmo. Zwykły strach, że w agencji jest szpieg, może wywołać reakcję łańcuchową i polowanie na niego, a to może sparaliżować agencję na tygodnie, miesiące a nawet i lata, w wyniku poszukiwania. Tak samo jest w wypadku fałszywej paniki związanej z groźbą użycia jakiejś broni chemicznej lub biologicznej. Istnieje kilka raportów, na przykład, że pewne kraje próbują stworzyć coś podobnego do wirusa Ebola, a to byłoby, delikatnie mówiąc,  bardzo niebezpieczne zjawisko. Alvin Toeffler pisał o tym w taki sposób: jacyś naukowcy próbują w swoich laboratoriach opracować pewne typy czynników chorobotwórczych, które byłyby specyficzne etnicznie, tak aby można było po prostu wyeliminować pewne grupy etniczne i rasy, a inni projektują jakąś inżynierię, jakieś owady, które mogą zniszczyć określone uprawy. Inni angażują się nawet w rodzaj eko-terroryzmu, dzięki któremu mogą za pomocą fal elektromagnetycznych zdalnie zmienić klimat, wywołać trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów. Tak więc istnieje wiele wynalazczych umysłów, zaangażowanych w znalezienie sposobów na sianie terroru w stosunku do innych narodów.

Istotnie.

Lotniczy obłęd

© Unknown - Masz prawo do tworzenia kolejki

Słyszeliście o tym facecie, co z bombą w majtkach wsiadł na pokład samolotu? Na pewno [pl]. Niezależnie od dostarczenia nam okazji do ubawu z propagandy towarzyszącej Wojnie z Terrorem®, epizod z bieliźnianym zamachowcem zapoczątkował na całym świecie długą serię dziwnych wydarzeń związanych z lotniskami i samolotami.

Było do przewidzenia, że bieliźniana farsa pociągnie za sobą jeszcze bardziej absurdalne „środki bezpieczeństwa” i wybuchy histerii. Oczywiście najbardziej irytującym pomysłem naszych ukochanych przywódców są skanery ciała (aka cyfrowe strip-przeszukiwarki, aka perwersyjne skanery), jakby zapewnianie bezpieczeństwa na lotniskach nie było już i tak wystarczająco upokarzające. Dowiadujemy się, że te przyrządy były gotowe do użycia od dawna, ale zostały odłożone z powodu „kwestii prywatności”. Prawdziwy jednak problem, o czym niewiele się mówi, stanowi fakt, że skanery emitują fale terahercowe, które – jak wynika z badań przeprowadzonych w Los Alamos National Laboratory – mogą „… rozpleść podwójną nić DNA, tworząc w niej pęcherzyki, co może istotnie wpływać na procesy takie jak ekspresja genów i replikacja DNA”. Nie jest to jeszcze jeden kiepski żart, co moglibyśmy jakoś znieść, uzbrojeni w nasz zwyczajowy stoicyzm. Jest to bezpośredni atak na stan zdrowia ludności, a ponadto dowód, że nasze dobre samopoczucie – niezależnie od ich troski o „kwestię prywatności” lub nasze „bezpieczeństwo” – nigdy nie było przedmiotem zainteresowania rządzącej elity. Czym innym jest być traktowanym z kompletną pogardą, kiedy depcze się twoją godność, a zupełnie odrębną sprawą jest ingerowanie w DNA „dla twojego bezpieczeństwa”. Możemy nauczyć się strategicznie dostosowywać do tego pierwszego, ale od tego drugiego wkrótce nie będzie ucieczki, jeśli zechcecie gdziekolwiek polecieć.

Wszelka dyskusja na temat szkodliwych następstw stosowania urządzeń rozplatających DNA spotyka się z marginalnym zainteresowaniem kwestią wystawienia na promieniowanie i ucinana jest argumentem, że ekspozycja jest znikoma. Ta pozorna debata odwraca publiczną uwagę i kieruje ją na troskę o ochronę prywatności, co – jakkolwiek uzasadnione – blednie w porównaniu z posiadaniem rozdartego na strzępy DNA. W każdym razie, jeśli ludzie mają jakieś obawy, patokracja stara się je wyciszyć swoją absurdalną historią o tym, że „internetowe pogaduszki” na arabskich stronach internetowych wykazały, że Al-Kaida™ planuje wstawić „chirurgiczne bomby w ciała swoich terrorystów, które będą detonowane samowyzwalającym podskórnym zastrzykiem. Czy możemy zasugerować tym wyposażonym w wybujałą wyobraźnię dowódcom nieistniejącej Al-Kaidy™, żeby nie zawracali sobie głowy takimi zaawansowanymi środkami? Skanery ciała nie są w stanie wykryć nawet sproszkowanych materiałów wybuchowych.

Zauważcie również, że chociaż lotniska USA zapewniają alternatywę w postaci pełnego obszukania, Zjednoczone Królestwo kategorycznie odmówiło ludziom tego wyboru, gdyby zechcieli uniknąć terahercowego stripteasu – nawet dzieciom. Skanery są już w użyciu na lotniskach Heathrow i Manchester oraz na ponad 30 lotniskach amerykańskich, w Amsterdamie i na innych dużych lotniskach europejskich pomimo faktu, że unijne organy regulacyjne przed kwietniem nie opublikują wyników swoich badań nad skutkami biologicznymi tej złowrogiej technologii.

© Spyraal / artchemicalmatter.com - Więcej bezpieczeństwa dla twego umysłu

Wydaje się, że Władza Realna traktuje lotniska jak poletko doświadczalne do testowania modelu społeczeństwa w świecie objętym totalną kontrolą, jaką przewidują wprowadzić w każdą dziedzinę naszego życia. Dokument, który „wyciekł” od władz holenderskich, nakreśla plan wprowadzenia przenośnych rozplataczy DNA na otwarte imprezy sportowe, takie jak mecze, gdzie gromadzą się tłumy ludzi. Lotniska są koszmarem rodem z NWO w mikrokosmosie: potężne kręte centra handlowe o zimnej architekturze, gdzie totalny nadzór jest normą, każdy jest podejrzany i każdy jest przestępcą, jeśli tylko nie ma właściwych dokumentów albo nie prezentuje całkowicie konformistycznych zachowań. O ile nie jesteś jednym z dozorców, rzecz jasna. (Jeśli chcecie mieć wyobrażenie o tym, jak psychopaci i ich mniej zboczeni kuzyni będą żyć w podobnym systemie, zajrzyj do wydanego przez Urząd Bezpieczeństwa Transportu (TSA) USA podręcznika przeszukań, który „przypadkowo” został opublikowany w Internecie, a który określa szczególne zasady traktowania dyplomatów, agentów CIA, oficerów policji i rozmaitych agentów Patokracji).

Jako że podróżowanie drogą powietrzną jest coraz bardziej podporządkowane temu schematowi, musimy się zastanowić, czy przypadkiem nie planuje się stopniowego wprowadzenia całkowitego jego zakazu? Izrael właśnie zmodernizował „środki bezpieczeństwa” dla lotów międzynarodowych, wprowadając najnowszy biometryczny system kontroli, który wymaga zdejmowania odcisków palców i obrazu twarzy, oraz wypuścił „inteligentne karty” w miejsce papierowych kart pokładowych. Ci „genialni” Izraelczycy opracowują też system, wyświetlający na dużych ekranach w portach lotniczych obrazy i symbole, które rzekomo mogą być rozpoznane tylko przez „terrorystów”, którzy poprzez subtelne zmiany w zachowaniu zdradzą swoje „terrorystyczne” zamiary. Chodzi o to, że co prawda nic złego nie zrobili, mogli jednak myśleć o zrobieniu czegoś karalnego! Ale oczywiście w sytuacji, kiedy sama obecność na lotnisku powoduje, że ludzie są coraz bardziej nerwowi, technologia ta wyłapie każdego człowieka obdarzonego sumieniem, bo tylko psychopaci mogą pozostać zimni jak lód i przejść niezauważeni przez czytniki umysłu. Nawiasem mówiąc, nazwa firmy sprzedającej tę technologię to WeCU Technologies. We C UWe see you – widzimy cię. Jakże mądre. Szatańsko sprytne.

Żeby nie pozostać w tyle na polu zapobiegania przestępczości, niemieccy technokraci obwieścili opracowanie nowego systemu bezpieczeństwa w portach lotniczych, który obejmuje sieć skanerów laserowych i detektorów chemicznych do identyfikacji podejrzanych. USA odmówiły wiz osobom podejrzanym o powiązania z terroryzmem, nie zadając sobie trudu określenia, ile wiz zostało odwołanych oraz czy podejrzane „powiązania” były choć trochę silniejsze niż podejrzenie o noszenie majtek. Incydenty mgliście „związane z bezpieczeństwem” doprowadziły do histerycznych reakcji w samolotach i na lotniskach w Indiach, Zjednoczonym Królestwie i USA, gdzie w jednym przypadku, na lotnisku Newark, zapanował kompletny chaos, włącznie z uziemieniem odlotów i setkami pasażerów zmuszonymi do czekania na ponowne przeszukanie, kiedy wszyscy zostali ewakuowani z głównego terminalu… a wszystko dlatego, że jakiś człowiek przypadkowo skierował się do niewłaściwego terminalu i starał się wycofać. Widocznie zmylenie drogi i przejście pod prąd jednokierunkowym korytarzem uważa się teraz za akt „terroryzmu”.

Nie pomyślelibyście, że przy takim stopniu obsesyjnej kontroli cokolwiek niezgodnego z zasadami może się wydarzyć gdzieś w pobliżu lotniska – w każdym razie nie w USA – a jednak pewnemu bezdomnemu udało się ukraść i rozbić samolot na lotnisku w stanie Maryland, natomiast francuski obywatel kupił samolot i poleciał nim na Florydę, ale został oskarżony o kradzież i zmuszony przez samoloty wojskowe do lądowania, kiedy nie potrafił odpowiedzieć kontrolerom ruchu lotniczego w języku angielskim!

© Fred R. Conrad/The New York Times – 8-letni Michael Hicks, zuch w Clifton, New Jersey, podejrzany o terroryzm

Przykładem tego, co to niezwykłe szaleństwo wokół bezpieczeństwa może zrobić ludziom, jest przygoda nieszczęsnego ośmiolatka, Mike’a Hicksa, któremu zdarzyło się nosić to samo nazwisko, co ktoś ze słynnej listy „zakaz lotów”, i dlatego musiał znosić lotniskowe szykany, odkąd skończył 2 latka. W jeszcze innym przyprawiającym o dreszcze przykładzie tego, co strażnicy mogą nam zrobić, do gier i zabaw wytypowano lot do Dublinu i na lotnisku w Bratysławie agenci podrzucili do bagażu niczego nie spodziewajających się pasażerów osiem „przemytniczych” przedmiotów. Siedem zostało wykrytych przez służby ochrony lotniska, a ósmy – 90g RDX! (inaczej heksogen, cyklonit) – został wetknięty w bagaż mieszkającego w Dublinie słowackiego elektryka i nie został znaleziony. Dopiero po zakończeniu podróży Słowak otrzymał przyjazny telefon od dublińskiej policji, sprawdzającej, czy dotarł on z powrotem do domu. Nic więcej mu nie powiedziano aż do zmasowanego nalotu policji połączonego z ewakuacją całej ulicy w centrum miasta. Teraz wyobraźcie sobie tę podbarwioną terroryzmem historyjkę, która byłaby wam sprzedana, gdyby materiał został przypadkowo zdetonowany. Pomyślcie także o tym, co ten drobny incydent oznacza dla każdego z nas. Z jaką łatwością każdy z nas może stać się nieświadomym „samobójczym zamachowcem”, gdyby taka była wola tych, co pociągają za sznurki. Czy poprzednie ataki „terrorystyczne” były ustawione w tenże sposób? Albo może „kłopotliwe osoby” miały wetknięte w bagaż jakieś „co nieco”, wygrywając dzięki temu przedłużone wakacje w kurorcie Guantanamo Beach?

Pojawił się w styczniu również wątek o wysokiej dziwności dotyczący lotnisk i ogólnie transportu, który wiązał się z dużą ilością problemów z dostawą energii elektrycznej. Część z nich można wyjaśnić przyczynami naturalnymi, takimi jak pogoda, lecz inne pozostają tajemnicze. Choć nie mamy dla nich wyjaśnienia, zauważyliśmy w przeszłości, że podobne zdarzenia, występujące mniej więcej w tym samym czasie, ale w różnych odległych miejscach, zazwyczaj sygnalizują ciekawy rozwój wypadków.

Pamiętajcie, to tylko z ostatniego miesiąca:

Najgorszym wypadkiem transportu lotniczego w tym miesiącu była katastrofa na Morzu Śródziemnym samolotu etiopskich linii Ethiopian Airlines lot 409, lecącego z Bejrutu. Boeing 737 został opisany przez świadków jako „ogień spadający z nieba”. Wśród pasażerów na pokładzie była Marla Pietton, żona francuskiego ambasadora w Libanie. Według libańskiej armii samolot stanął w ogniu tuż po starcie, a urzędnik ministerstwa obrony dodał, że niektórzy świadkowie zgłosili, iż samolot rozpadł się na trzy części. Przy tych wszystkich interesujących informacjach ciekawe jest, że libański prezydent, Michel Suleiman, natychmiast wykluczył sabotaż – w sprzeczności z innymi doniesieniami, które bardzo szybko zasugerowały sabotaż lub „nie wykluczały go”. Może Suleiman chciał uniknąć niewygodnej i prawdopodobnej konkluzji. Zakładając na moment, że mieliśmy tu do czynienia z nieczystą grą, jeśli celem była żona ambasadora Francji, kto dawał Francji coś do zrozumienia i dlaczego?

Czarna skrzynka została znaleziona, ale raczej nie musicie wstrzymywać oddechu w oczekiwaniu na ujawnienie prawdy.

Cyberwojna z Chinami

Pod koniec 2007 roku dyrektor generalny MI5 wysłał do 300 szefów brytyjskich służb bezpieczeństwa list, w którym ostrzegał ich przed „elektronicznymi atakami chińskich hakerów sponsorowanych przez państwo”. W tym miesiącu Google Inc., po uprzedniej „konsultacji z amerykańskim Departamentem Stanu”,

rzuciły Chinom wyzwanie oświadczając, że nie zamierzają dłużej cenzurować wyników wyszukiwania tamtejszej wersji wyszukiwarki.

Ta wiodąca na rynku wyszukiwarek internetowych firma stwierdziła, że decyzja ta jest wynikiem cyber-ataku, który, jak twierdzi, miał na celu zdobycie informacji o chińskich działaczach na rzecz praw człowieka.

Zagrzewani przez amerykańskie media, komentatorzy przyklasnęli szlachetnej decyzji światowego giganta, by bronić prywatności użytkowników, kiedy ten oskarżył chiński rząd o zlecanie ataków na konta Gmail dla pozyskania danych „dziesiątków aktywistów” w Chinach, Europie i USA. Problem w tym, że zaatakowanych kont były nie „dziesiątki”, a zaledwie dwa – „najprawdopodobniej będące ofiarami phishingu lub złośliwego oprogramowania”, ograniczającego się do pozyskania podstawowych danych konta, jak data jego założenia, a nie treści wiadomości. Co więcej, do ataku doszło już w grudniu, ale Google ujawniły to dopiero 13 stycznia, tego samego dnia, kiedy ich rywal, Baidu, najpopularniejsza wyszukiwarka w Chinach, doświadczył tym razem prawdziwego ataku, który wyłączył go na 4 godziny. Strona domowa Baidu została przekierowana na adres „irańskiej cyber-armii”, która wzięła na siebie odpowiedzialność za atak.

Wygląda na to, że jego [Baidu] DNS zaatakowała „irańska Cyber-armia”, ci sami hakerzy, którzy kilka tygodni temu zablokowali Twittera. Proces, zwany zatruwaniem pamięci DNS, polega na zmianie adresu internetowego istniejącego w systemie nazw domenowych (DNS), na inny, wybrany przez hakera, w tym przypadku zgodny z wolą irańskiej Cyber-armii.

Przesłanie było do bólu oczywiste: to Iran dokonał ataku. Po przeprowadzonym śledztwie, Baidu złożyło pozew do sądu w Nowym Jorku, domagając się od dostawcy nazwy swojej domeny, Register.com Inc., odszkodowania za „bezprawną i nikczemną zmianę” oprogramowania zarządzającego domeną wskutek czego zatruto pamięć DNS, umożliwiając przejęcie systemu nazw domenowych Baidu. Co ciekawe, prezes Register.com, Larry Kutscher, pełnił niegdyś funkcję dyrektora działu usług Wealth Management w Goldman Sachs.

© Budi Putra -- Tak wyglądała strona Baidu (najpopularniejszej wyszukiwarki w Chinach) po ataku ze strony... ee, „irańskich cyber-terrorystów”

Ten szczegół oczywiście został zupełnie pominięty przez zachodnie media, wychwalające Google za reakcję sprzeciwu wobec działań chińskich cenzorów. To prawda, Chiny zakazały dostępu do Twittera swoim obywatelom, jednak czy może to dziwić w obliczu akcji CIA sabotujących Internet podczas „delikatnych rewolucji” w Mołdawii oraz Iranie? Chiny wiedzą, że pojęcie „wolności słowa” u niektórych rządów sprowadza się do cichego bombardowania wybranych krajów starannie przygotowaną propagandą, mającą na celu zasiać niezgodę wśród tamtejszych społeczeństw. To, co Google, amerykański rząd oraz zachodnie media potępiają jako „rosnącą cenzurę”, władze Chin uznają za słuszny krok, mający uchronić ich sieć przed wrogimi działaniami. Przyjrzyjmy się zatem chińskiej wersji historii:

Chiny odrzuciły w piątek oskarżenia Stanów Zjednoczonych pod adresem Pekinu, mówiące o ograniczaniu wolności przekazu informacji w Internecie przez tamtejsze władze, ostrzegając, iż podobne zarzuty szkodzą relacjom pomiędzy obydwoma krajami.

”USA skrytykowały działania Chin w kwestii zarządzania Internetem, zarzucając im ograniczanie wolności słowa w Internecie”, oznajmił rzecznik chińskiego MSZ, Ma Zhaoxu. „Internet w Chinach działa otwarcie i jest zarządzany zgodnie z prawem”.

[…]

Fu Mengzi z chińskiego Instytutu Stosunków Międzynarodowych powiedział, że suwerenne państwa są zobowiązane nadzorować treści internetowe w celu utrzymania narodowego bezpieczeństwa.

”Każde państwo ma prawo chronić swoje bezpieczeństwo, a Stany Zjednoczone nie są tu wyjątkiem”, stwierdził, dodając że chińscy użytkownicy sieci mają wystarczający dostęp do pożądanych informacji, zgodnie z obowiązującymi normami prawnymi”.

Ostatnie działania Chin miały na celu zachowanie bezpieczeństwa przepływu informacji w Internecie, oznajmił.

Niedobrze jest tworzyć fałszywą dychotomię pomiędzy wolnością w Internecie a jego zarządzaniem, dodał.

Mengzi wskazał przy tym, że Google złamały chińskie prawo, udostępniając linki do stron pornograficznych a także naruszając prawa własności intelektualnej.

© Unknown

Choć chiński rząd, podobnie jak inne ośrodki władzy, bez wątpienia uległ poneryzacji, niemniej prawie wszystkie oskarżenia pod jego adresem stanowią inspirowaną przez USA propagandę, której jednym z posłusznych narzędzi są wspomniane Google. Psychopatyczny establishment w USA zarzucając Chinom to, co sam praktykuje, wyraźnie demonstruje ten dysonans. Google oskarżyły ponadto „chińskich hakerów” o ataki na 20 innych głównych firm, jednak żadna z nich, o dziwo, nie zdobyła się na potwierdzenie tego zarzutu. Następnie „Washington Post” rozpalił histerię podając, że 34 koncerny, w tym handlujący śmiercią Northrop Grumman, padły ofiarami ataku będącego częścią szerszej kampanii chińskiego wywiadu. Oczywiście okazało się to nieprawdą, podsycaną przez „źródła z kręgów przemysłowych i Kongresu”, która, odnawiając utartą „groźbę komunizmu”, stworzyła pretekst do zadania „nieprzyjacielowi” wyczekiwanego ciosu.

Do czasu, gdy sama Hillary Clinton publicznie poparła wątpliwe oskarżenia Google, odór owej hipokryzji stał się nie do zniesienia. Amerykański aparat bezpieczeństwa i tak już rutynowo monitoruje wszystkie elektroniczne kontakty, nie tylko w USA, ale wszędzie tam, gdzie sięgają jego inwigilujące macki. My zresztą także odczuliśmy na własnej skórze cenzurę Google, kiedy odnośniki do Sott.net przez pewien czas były pomijane w wynikach wyszukiwania. A co powiedzieć o kamerach Google filmujących ulice? Otóż Google za nic ma „usuwanie cenzury”; dba wyłącznie o pozbycie się przeszkód na drodze do zdobycia pełnej kontroli informacji, jednocześnie służąc swoim panom. Oto, co prezes Google, Eric Schmidt, ten przykładny patriota, naprawdę myśli o waszej prywatności:

”Jeżeli masz coś do ukrycia i nie chcesz, aby to wyszło na jaw, może przede wszystkim nie rób tego. […] Prawda jest taka, że wszystkie wyszukiwarki, w tym Google, gromadzą te informacje na pewien czas z tej ważnej przyczyny, że wszystkich Amerykanów obowiązuje Patriot Act, w związku z czym muszą one być do dyspozycji władz, gdy zajdzie taka potrzeba.”

Batalia Google o światową dominację, dzięki braku oporu w strefie wpływów amerykańskiego imperium (czego najświeższym przykładem była poprawka przedłożona brytyjskiej Izbie Lordów, która sprawi, że Google bez przeszkód ze strony tamtejszych władz będą mogły naruszać prawa autorskie), skierowała się na chiński rynek, na którym 77 procent udziałów ma Baidu. Chiny są właśnie tym miejscem, w którym zazębiają się interesy tak Google, jak i amerykańskiego rządu.

Ostatnim razem, gdy „falę cyber-ataków” wymierzonych w amerykańskie cele przypisano Chinom, wkrótce wyszło na jaw, że ich źródłem były serwery w Zjednoczonym Królestwie. Ponadto nowa cyber-armia Pentagonu, „CyberCommand”, zaczęła funkcjonować na krótko przed atakami, co każe  wnioskować, że był to sprawdzian jej możliwości. Naszym zdaniem, afera z udziałem Google z ostatniego miesiąca [stycznia] wymierzona w chiński rząd była zasłoną dymną dla prawdziwego ataku ze strony CyberCommand, skierowanego z kolei przeciwko Baidu, wykorzystując przy tym „irańską Cyber-armię” jako kozła ofiarnego.

© scroogle.org - - NSA i Google łączą się w jedno… a może trzymali ze sobą od samego początku?

Czy była to forma zemsty ze strony USA za to, że Chiny odsunęły je na drugi plan podczas grudniowej konferencji w Kopenhadze, czy może pokaz siły w odpowiedzi na niechęć Chin wobec nałożenia sankcji na Iran? W każdym razie, reakcja Chin na nieustanną prowokację była najlepsza z możliwych – ukazała nagą prawdę:

”Za tym, co Ameryka nazywa wolnością słowa, kryją się zwykłe polityczne machinacje. W jaki mianowicie sposób doszło do zamieszek po wyborach w Iranie? […] Była to inicjatywa Ameryki,  w ramach której poprzez portale, takie jak Youtube czy Twitter, szerzono pogłoski i siano niezgodę wśród zwolenników umiarkowanych konserwatystów.”

[…]

„Obawiamy się, że w oczach amerykańskich polityków, jedyne wolne informacje, jedyne wolne doniesienia medialne, jedyna wolność słowa, to takie, które są akceptowane przez Amerykę, zaś przepływ informacji jest tylko wtedy wolny, gdy sprzyja to jej interesom.”

Dalekosiężne polityczne machloje Google w końcu zatoczyły koło wraz z wiadomością, że światowy gigant wśród wyszukiwarek ma zawiązać nieświęte przymierze z NSA, najpotężniejszą na świecie agencją wywiadu elektronicznego, w ramach zatrzymania cyber-wojny, którą sam rozpętał.


© Associated Press – Chickenhawk invasion: US troops land on the lawn of the Presidential Palace in Port-au-Prince after it was demolished with a precision strike.

Inwazja Chickenhawk. Oddziały USA lądują na (placu) trawniku przed pałacem prezydenckim w Port-au-Prince, zdewastowanym po tym jak został on (z) precyzyjnie wymierzonym atakiemstrzałem.

It’s been a year since Obama swept to power on a wave of euphoria many hoped would bring relief from these traumatic times. He has indeed brought hope to some, but not to humanity. He has indeed brought change, alas it is change for the worse. Behind the carefully groomed image of a man of peace, beneath the thinly veiled disguise of benevolent intentions, dark forces wield the US machinery of government as a Weapon of Mass Destruction.

Minął już rok, od kiedy Obama zdobył władzę na fali euforii ludzi, którzy. Wielu wierzyliło, że nadciąga on z odsieczą w tych traumatycznych czasach. Istotnie, przyniósł (on) niektórym nadzieję nielicznym, alecz nie ludzkości. Istotnie, przyniósł zmianę, niestety jest to zmiana na gorsze. Za starannie przygotowanym wizerunkiem człowieka pokoju i za cieniutkią zasłoną dobrych intencji kryją się ciemne siły, które używają amerykańskiej machiny rządowej jako Broni Masowej Zagłady.

Ten artykuł jest przekładem oryginału zamieszczonego w języku angielskim na stronie:
Connecting the Dots: Mass murder in Haiti, plane madness in the skies
dokonanym przez polskich tłumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.

Materiał ten został opublikowany przez SOTT.NET – projekt Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala się na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz żródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

Advertisements

8 komentarzy »

  1. Narzucony system ekonomiczny ,to system TEMPLARIUSZY, który w czasach średniowiecznych obierał bogatych wchodzących z templariuszami w interakcje, a obecnie jest to system globalny, który okrada wszystkie kraje Świata ze wszystkiego co mają, a mianowicie: z bogactw naturalnych, wypracowanych zysków, a dodatkowo podejmują zbrodnicze działania przeciw ludzkości w ogóle i to działania globalne.

    Do tego celu wykorzystują Naród Żydowski, który poszedł na współpracę z tym systemem i wspólnie dążą do depopulacji Świata, dla własnych celów, podobnie jak to się stało podczas kataklizmu na ATLANTYDZIE, z którego uratowała się niewielka ilość osób i znów zaczęto tworzyć podobny system jak tam obowiązujący, wykorzystując zdobycze nauki, które są ukrywane przed społeczeństwem.

    Sybilla przepowiedziała,że Żydów na Świecie pozostanie tyle co pod gruszą. Czy do tego Oni dążą ???

    Komentarz - autor: Kazek39 — 6 Marzec 2010 @ 10:56

  2. Uniwersytet w Tokyo posiada tzw .induction magnetometer ,ktory nagrywa sygnaly wysylane z HAARP, 11 stycznia 2010 (dzien przed trzesieniem ziemi na Haiti) zanotowal on nieslychana dzialalnosc HAARP:
    http://137.229.36.30/cgi-bin/scmag/disp-scmag.cgi?date=20100111&Bx=on

    Komentarz - autor: monika/illinois — 8 Marzec 2010 @ 16:55

  3. Uniwersytet w Tokyo posiada tzw .induction magnetometer ,ktory nagrywa sygnaly wysylane z HAARP

    Dzięki za info i link, faktycznie niezwykle ciekawa anomalia. Tyle że w oparciu o informacje z linkowanej przez Ciebie strony uniwersytet w Tokio nie posiada tego urządzenia, tylko dostarczył je na Alaskę, do ośrodka HAARP/ obserwatorium. I ów ‚induction magnetometer’ nie nagrywa sygnałów wysyłanych z HAARP, tylko rejestruje krótkookresowe zmiany (pulsacje) częstotliwości pola magnetycznego Ziemi indukowane prądami elektrycznymi w jonosferze, jeśli dobrze rozumiem:

    „The induction magnetometer detects temporal variation of the geomagnetic field based on Faraday’s law of magnetic induction. This instrument, which was provided by the University of Tokyo,… Magnetic field variations of interest in this program are those induced by electric currents in the ionosphere.” I dalej: „Pc1 signals [jeden ze szczególnych typów pulsacji, najskuteczniej wykrywany przez ten magnetometr] are the result of ion-cyclotron radiation generated near the equatorial plane of the outer-magnetosphere that make their way to the ionosphere guided by the magnetic lines of force. In addition, signals generated in the atmosphere that are caused by lightning discharges, the Schuman resonances, are also detected and sometimes become strong enough to mask signals from the ionosphere. ” LINK. A tutaj są pokazane różne inne ich urządzenia. Ale kto wie, może to tylko oficjalna wersja, więc jeśli masz jakieś inne informacje, chętnie poznam je dokładniej, ze źródłem włącznie, oczywiście.

    A czy taka gwałtowna i duża zmiana pulsacji, trwająca prawie dwie doby (44 godziny z zagadkową dwuipółgodzinną ciszą) pola geomagnetycznego może mieć związek z trzęsieniem ziemi na Haiti? Nie mam pojęcia. Sęk w tym, że nikt nawet nie wie, skąd się to pole bierze. Są hipotezy, teorie, ale żadna z nich nie jest zadawalająca.

    Co ciekawe, aczkolwiek niekoniecznie ma związek, ta magnetyczna anomalia z 10-12 stycznia wystąpiła w okresie, kiedy pojawiła się i bardzo szybko rosła potężna plama słoneczna (1040) i mniej więcej 13 stycznia wiatr słoneczny z niej wiejący dotarł do Ziemi. Zjawisko to (plama) trwało dłużej, bo od 8 do 18 stycznia, ze szczytem w dniach 12-14 stycznia. Możesz to prześledzić zmieniając daty na stronie spaceweather.com.

    Fascynujące to, nieprawdaż?

    Komentarz - autor: iza — 8 Marzec 2010 @ 21:52

  4. Jeszcze parę uwag na temat tego zapisu z magnetometru. Sprawdziłam jego wskazania na daty pozostałych dużych trzęsień z tego roku (Chile, Tajwan, Turcja, nawet Iran i Pakistan) – żadnych anomalii. Więc póki co mamy tylko to jedno zdarzenie – a to zdecydowanie za mało, żeby wyciągać jakiekolwiek wnioski. Ciekawe i warte może zachodu byłyby dwie rzeczy. Po pierwsze, porównać te zapisy z zapisami innych magnetometrów (jest ich trochę na świecie), zwłaszcza intrygująca jest ta dwuipółgodzinna dziura, a po drugie, znaleźć w przeszłości podobne zapisy lub wyczekać następnych i rozejrzeć się, co w tym czasie niezwyczajnego się wydarzyło.

    Zachęcam więc do szukania, sprawdzania, porównywania i – dzielenia się odkryciami. Learning is fun!

    Komentarz - autor: iza — 9 Marzec 2010 @ 17:42

  5. Wielkie podziękowania dla ekipy pracowni !
    Świetna robota, dzięki.

    Komentarz - autor: Mariusz — 10 Marzec 2010 @ 21:21

  6. Przyłączam sie do podziękowań Mariusza

    Komentarz - autor: Stawol — 11 Marzec 2010 @ 10:59

  7. Q: What is response to (inaudible)?

    A: We hope we will have access to the defector. In fact I was recently in South Korea and talked with various officials in South Korea. As soon as they complete their own interrogation of this defector, we will have access to that individual. But much of what he has said to date is reflected in the writings that he prepared last year. This is prior to his defection. One would not expect a potential defector to be writing about anything other than what the official doctrine or dogma is of the North Korean government at that time. He is saying essentially what we have known for a long, long time. Namely, that North Korea poses a very serious threat against South Korea, and potentially even Japan, by virtue of having the fourth largest army in the world, by having 600,000 or more troops poised within 100 kilometers of Seoul, of possessing many SCUD missiles, also the potential of chemically armed warheads, the attempt to acquire nuclear weapons. So we know they have this potential, and the question really is going to be what’s in their hearts and minds at this point? Do they intend to try to launch such an attack in the immediate, foreseeable future? That we can only speculate about, but that’s the reason why we are so well prepared to defend against such an attack to deter it; and to send a message that it would be absolutely an act of suicide for the North Koreans to launch an attack. They could do great damage in the short run, but they would be devastated in response. So we’re hoping we can find ways to bring them to the bargaining table — the Party of Four Talks — and see if we can’t put them on a path toward peace instead of threatening any kind of devastating attack upon the South.

    To dalszy fragment rozmowy. Mysle ze cala rozmowa powinna byc zaprezentowana. Mozna ja znalezc wpisujac William Cohen 1997 . Link podany w artykule niestsety do niej nie prowadzi.

    Komentarz - autor: Ania — 29 Październik 2012 @ 16:45

  8. @Ania
    Dzięki. A link już powinien działać. 🙂

    Komentarz - autor: iza — 29 Październik 2012 @ 21:46


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: