PRACowniA

14 lutego 2010

„Taka porządna żydowska dziewczyna”

Amir Shilo
YNet News
04 lutego 2010 21:08 EST

© Associated Press - Punkt kontrolny w Hawarze. “Żołnierka z nudów zgłosiła, że obrzucano ją kamieniami”.

Kobiety żołnierze przerywają milczenie

Po sześciu latach od otrzymania pierwszego zgłoszenia organizacja Breaking the Silence wydała broszurę z wyznaniami kobiet-żołnierzy, służących na Terenach Okupowanych. Opowiadają o nieustannym poniżaniu Palestyńczyków, bezmyślnej i okrutnej przemocy, kradzieżach, zabijaniu niewinnych ludzi oraz o ukrywaniu tych faktów. Poniżej przytoczonych jest jedynie kilka z tych relacji:

”Jako żołnierz, kobieta musi wykazać się jeszcze bardziej… żołnierka, która bije innych, to dopiero wojownik… gdy tam przyjechałam, była ze mną inna kobieta, ona była tam już wcześniej… wszyscy mówili o niej z zachwytem, ponieważ bez problemu potrafiła upodlić Arabów. To był jej znak rozpoznawczy. Musicie ją zobaczyć w akcji, jak ich uderza, och, ona naprawdę trzepnęła tamtego faceta”.

Breaking the Silence opublikowało w piątek broszurę zawierającą zeznania kobiet-żołnierzy, dotyczące wielu przypadków znęcania się nad Palestyńczykami z Zachodniego Brzegu.

W ostatnich latach coraz więcej kobiet uczestniczy w walkach i operacjach polowych ISO i straży granicznej. Pośród innych zajęć, mają ciągłą styczność z ludnością palestyńską podczas blokad drogowych oraz stacjonowania w obrębie palestyńskich osiedli.

Według ujawnionych ostatnio zeznań, wiele z tych młodych kobiet nie radzi sobie z okrutną rzeczywistością, na jaką są wystawione, oraz z sytuacjami, które przeczą ich wartościom. Częstokroć przymykają na nie oko, a niektóre z nich ostatecznie same dopuszczają się czynów, które w przyszłości będą je prześladować. Podobnie jak ich koledzy, część z tych kobiet odczuwa potrzebę opowiedzenia tego, co widziały.

– Kobietom trudniej jest mówić o tych rzeczach, chociażby dlatego, że stanowią mniejszość w swoim środowisku – mówi przewodnicząca organizacji Dana Golan.

‚Każdy żołnierz musiał ich »popieścić«’

W ramach ostatniego projektu Breaking the Silence zebrało ponad 50 zeznań kobiet-żołnierzy, służących na różnych posterunkach na Terenach Okupowanych. Ynet przedstawia kilka relacji o największej wymowie.
Golan zauważa również, że kobiety żołnierze wcale nie były łagodniejsze wobec Palestyńczyków niż ich koledzy.

– Okazało się, że kobiety starają się być bardziej okrutne i brutalne od mężczyzn, żeby tylko być przez nich zaakceptowane – stwierdziła.

© Reuters - Po fotografie reporterki został wysłany 'specjalny patrol'

Pewna funkcjonariuszka straży granicznej na tzw. “linii szwu” opowiedziała o ściganiu nielegalnych przybyszy: „W pół godziny można spokojnie złapać trzydziestu ludzi”. Wtedy rodzi się pytanie, co zrobić ze złapanymi, a są wśród nich kobiety, dzieci i starcy. „Każe się im powstać i odśpiewać słynną piosenkę straży granicznej po arabsku: ‘Jeden hummus, jedna fasolka, kocham graniczną straż’, a do tego mają podskakiwać. Robią im to samo, co swoim rekrutom… tyle że dla nich są znacznie gorsi. Jeśli któryś ze złapanych zaśmieje się, albo żołnierze stwierdzą, że się zaśmiał – uderzą go. ‘Dlaczego się śmiejesz?’ – uderzenie… Może się to ciągnąć godzinami, w zależności od tego, jak bardzo są znudzeni. Zmiana trwa osiem godzin, więc trzeba jakoś zabić czas”.

Większość kobiet potwierdziła, że w trakcie ich służby coś było nie tak, jednak nic z tym nie zrobiły.

Inna relacja żołnierki służącej na posterunku w Erezie ujawnia, jak bardzo przemoc była nieodłączną częścią codziennej służby: „Był taki zwyczaj, że zanim wypuściło się Palestyńczyka z powrotem do Strefy Gazy, brało się go do namiotu i biło”.

– Taka była procedura?

– Tak, i dowódcy też brali w tym udział.

– Jak długo to trwało?

– Niedługo. Po 20 minutach byli z powrotem w bazie, chociaż gdy żołnierze wracali na posterunek napić się kawy i zapalić, ci z dowództwa nadal ich bili.

– Czy spotykało to każdego nielegalnego imigranta?

– Nie, nie działo się to aż tak często… nie było to na porządku dziennym, tylko coś jak nieobowiązkowa procedura. Nie wiem, czy działo się to w każdym przypadku… dopiero po jakimś czasie odkryłam, że kiedy wypuszczę nielegalnego imigranta na mojej zmianie, ten, przed dotarciem do Gazy, przejdzie przez istne piekło… dwie czy trzy godziny mogą minąć, zanim znajdzie się z powrotem w Strefie. W przypadku tego dzieciaka trwało to całą noc. To coś koszmarnego, bo przecież droga do Strefy to dziesięć minut marszu. Zatrzymywali ich w drodze; każdy żołnierz musiał ich ‘popieścić”, dowódcy też.

‚Złamali dziecku rękę na krześle’

Kobieta służąca w jednostce żandarmerii Sachlav wspominała palestyńskiego dzieciaka, który podczas jej służby w Hebronie nieustannie prowokował żołnierzy rzucając w nich kamieniami, czy w inny, tego typu sposób. Raz udało mu się nawet przestraszyć żołnierza, który spadł przez to z wieżyczki i złamał nogę.

Odwet był natychmiastowy: “Nie wiem, kto i jak, ale wiem, że dwóch naszych żołnierzy wsadziło go do jeepa, a dwa tygodnie później chłopiec pojawił się z obiema rękami i nogami w gipsie… w jednostce sporo się o tym mówiło – jak posadzili go na krześle, położyli jego rękę na oparciu drugiego krzesła i zwyczajnie mu ją złamali”.

Nawet małe dzieci nie uchroniły się przed samowolnymi aktami przemocy, powiedziała funkcjonariuszka straży granicznej, pełniąca służbę w pobliżu bariery bezpieczeństwa: „Zatrzymaliśmy pięcioletniego chłopca… nie pamiętam już, co zrobił… odprowadzaliśmy go chyba do strefy palestyńskiej, gdy kilku żołnierzy dało mu po twarzy i wsadziło do jeepa. Dzieciak płakał, a żołnierz siedzący obok mnie powiedział do niego ‘nie płacz’ i zaczął się z niego śmiać. W końcu chłopiec zmusił się do uśmiechu – i wtedy nagle ten żołnierz przyłożył mu w brzuch. Powód? Nie śmiej mi się w twarz – powiedział.”

– Czy dochodziło także do przemocy wobec kobiet?

– Tak – odparła. – Bicie po twarzy, tego typu rzeczy. Głównie policzkowanie.

– Czy dopuszczali się tego tylko mężczyźni?

© Agence France-Presse - 'Palestyńczyków bito przed wpuszczeniem do Strefy Gazy'

– Nie tylko. Nie było różnicy, ale przeważnie to kobiety biły zatrzymanych. Były takie dwie, które uwielbiały okładać ludzi. Mężczyźni zresztą także nie mieli oporów przed uderzeniem kobiet. Jeśli któraś krzyczała, mówili ‘zamknij się’ i poprawiali. Taka przemoc była rutyną. Byli też żołnierze, którzy nie brali w tym udziału, jednak wszyscy wiedzieli, co się dzieje.

Czasami potrzeba całego “spektaklu”, aby zadowolić żądzę przemocy.

– Przemoc jest częścią tej służby – stwierdziła policjantka z rejonu Dżeninu. – Tak, jest nudno, więc sami tworzymy jakąś akcję. Nadajemy wtedy komunikat radiowy, że obrzucano nas kamieniami, po czym kogoś aresztują i zaczynają przesłuchiwać… Jedna taka policjantka, której się nudziło, nadała zgłoszenie, że ktoś obrzucał ją kamieniami. Spytano, kto to był. ‘Nie wiem, dwóch w szarych koszulkach, nie zdążyłam im się przyjrzeć’. Sprawa załatwiona, ktoś tam oberwał. Nic się tego dnia nie wydarzyło.

Pewna podoficer straży granicznej, odpowiedzialna za edukowanie żołnierzy, zabrała swoich podwładnych na tzw. niedzielę kultury do Tel Awiwu. Po powrocie do bazy w Strefie Gazy widoczny dysonans był zatrważający – w jednej chwili żołnierze poklaskują w teatrze, by zaraz potem stać się potworami.

– Po przejściu przez punkt kontrolny, to jak inny świat… Palestyńczycy idący poboczami dróg  z koszykami, wozami, osłami… więc ci ze straży granicznej biorą ciężarówkę z resztkami jedzenia i rzucają nimi w tych przechodniów… resztkami twarogu, zgniłymi warzywami… to najgorsza rzecz, jakiej doświadczyłam będąc na Terenach Okupowanych.

Żołnierka powiedziała, że próbowała protestować, jednak uciszyli ją przełożeni z oddziału. Po nieudanej próbie doniesienia o tym wyższym oficerom, z pominięciem jej przełożonych, wpadła na pomysł zapisania się na kurs oficerski.

‚Nie wiesz, po której jesteś stronie’

Niektóre zeznania potwierdzają przypadki wandalizmu na palestyńskim mieniu, czy nawet kradzieży. Żołnierka, która mówiła o swojej służbie na posterunku w Erezie, powiedziała też: „Wiele razy żołnierze otwierali żywność niesioną przez Palestyńczyków”.

– Czy zabierali żywność?

– Tak. Żołnierze z posterunków na Terenach Okupowanych cały czas zabierają rzeczy Palestyńczykom. Nie spotkasz żołnierza bez musabahy (pasta z ciecierzycy podobna do humusu), to coś powszechnego… Palestyńczycy tak desperacko chcą przejść przez granicę, że posuwają się nawet do drobnych łapówek…

Funkcjonariuszka straży granicznej opowiada, jak wygląda spotkanie strażnika z palestyńskimi dziećmi, które przyszły do punktu kontrolnego z torbami pełnymi zabawek na sprzedaż: „’Dobra, pokażcie tę torbę. Hm, przydałyby mi się baterie’ – i biorą co chcą”.

– Co zabierali?
– Zabawki, baterie, cokolwiek… papierosy. Pewnie brali też pieniądze, ale tego nie pamiętam dokładnie.

Opowiedziała też o przypadku, kiedy proceder został sfilmowany przez kamerę telewizyjną, co doprowadziło do wybuchu afery.

– Po incydencie dowódca kompanii przywołał nas i dał reprymendę: Czy nie pomyśleliście, że ktoś mógł was zobaczyć? Nikogo jednak nie spotkała kara. Panowała tam [w jednostce] atmosfera dosłownego przyzwolenia na bicie i poniżanie.

Część z najbardziej wstrząsających historii pochodzi z Hebronu. Żołnierka z jednostki Sachlav jako hobby członków oddziału wymienia strzelanie z pistoletów-zabawek.

– Te plastikowe kulki potrafią zaboleć… mieliśmy ich całą masę… siedzisz sobie na posterunku i ‘pif’ – strzelasz do dzieciaka, a potem ‘paf’ – do następnego.

Kobieta wspomina też o incydencie ze zdjęciami, które palestyńska reporterka zrobiła żołnierzowi mierzącemu chłopcu w głowę. Opisuje dalej, jak wysłano do Hebronu „specjalny patrol”, który wrócił ze wspomnianymi zdjęciami. Żołnierka stwierdziła, że albo zapłacili reporterce za nie, albo zmusili ją do ich oddania.

Czy te zdjęcia krążyły potem wśród żołnierzy?

– Nie, zostały zniszczone tego samego dnia.

– A co na to wasz dowódca?

Powiedział, że dobrze się stało, iż nie trafiły do rzecznika ISO.

© Reuters - Dowódca daje reprymendę, jednak nikt nie zostaje ukarany

Część relacji kobiet stacjonujących w Hebronie ukazuje, w jak trudnym położeniu się wtedy znalazły – między Palestyńczykami a osadnikami, których podobno jeszcze trudniej przywieść do porządku. Niektóre żołnierki były zszokowane na widok okrucieństwa, jakiego dopuszczały się dzieci osadników na Palestyńczykach.

– Rzucały w  nich kamieniami, żydowskie dzieci – mówi żołnierka z brygady Nahal – a ich rodzice nic nie powiedzieli… w Tel Rumeida widzimy to codziennie.

– Czy nie myślałaś, że sytuacja, gdy jedno dziecko rzuca kamieniem w drugie, jest nienormalna?

– Bo to dziecko, które rzucało, było żydowskie, a to drugie to Palestyńczyk, to jakoś jeszcze jest w porządku… i oczywiście potem robił się z tego bałagan. A ty też do końca nie wiesz, po której jesteś stronie… Musiałam się wewnętrznie przestawić tak, aby nienawidzić Arabów i usprawiedliwiać Żydów.

Ta sama kobieta opowiedziała następnie, jak sfrustrowana opluła Palestyńczyka na ulicy:

– Pewnie nic nawet nie zrobił. No, ale to było fajne i tylko to mogłam zrobić, żeby… no wiesz, nie mogłam pochwalić się złapaniem terrorysty… Ale mogłam ich opluwać, poniżać i wyśmiewać.

Inna żołnierka z Sachlav opowiedziała, jak ośmioletnia córka osadników w Hebronie rzuciła kamieniem w głowę dorosłego Palestyńczyka przechodzącego obok.

– Zbliżyła się do niego i trafiła go prosto w głowę… po czym zaczęła krzyczeć: ‘Fuj, pobrudził mnie krwią’.

Kobieta powiedziała następnie, że Palestyńczyk odwrócił się w stronę dziewczynki – co jeden z żołnierzy stojących nieopodal uznał za zagrożenie i wymierzył mu cios:

– Stałam tam zupełnie wstrząśnięta… to była mała dziewczynka, w szabatowym ubranku… Arab przycisnął dłoń do rany i uciekł.

Żołnierka przypomina sobie też inny incydent z udziałem tej dziewczynki:

– Pamiętam, jak wiozła w wózku braciszka. Dawała mu kamienie, mówiąc: ‘Masz, rzuć w Araba’.

Dziewięciolatek zastrzelony na miejscu

Inne relacje wzbudzają obawy odnośnie do procedur otwierania ognia na Terenach Okupowanych, w szczególności podczas opanowywania tłumów. Funkcjonariuszka straży granicznej opisała proceder, który nazwała „zdrapywaniem gumy” – usuwanie gumy z co trzeciego naboju. Stwierdziła także, że pomimo wyraźnych rozkazów strzelania w powietrze bądź w stopy demonstrantów, żołnierze często celują w brzuch.

Inna żołnierka ze straży granicznej w Dżeninie opisała przypadek, kiedy dziewięcioletni Palestyńczyk po nieudanej próbie wdrapania się na mur zaczął uciekać – i został zastrzelony:

– Otworzyli ogień… kiedy był już po drugiej stronie i nie stwarzał zagrożenia. Kula trafiła go w brzuch, więc powiedzieli, że jechał na rowerze, dlatego też nie mogli trafić go w nogi.

Jednak kobietą najbardziej wstrząsnęła reakcja obecnych tam czterech żołnierzy:

Natychmiast zmienili wersję wydarzeń… Wszczęto śledztwo, i początkowo stwierdzono, że zabójstwo było nieuzasadnione… Ostatecznie przyjęto wersję, że chłopiec sprawdzał drogi ucieczki dla terrorystów, czy jakoś tak… i sprawę zamknięto.

W innej relacji, kobieta z jednostki wywiadowczej pełniąca służbę w rejonie Etzion wspomina o przypadku, kiedy snajperzy zastrzelili chłopca podejrzanego o rzucenie koktajlem Mołotowa. Owi żołnierze następnie ustalili między sobą zeznania, jednak kobietę najbardziej zszokowała lekka atmosfera towarzysząca zajściu:

– W ocenie zdarzenia napisali, że od teraz będzie spokój… że była to najlepsza forma zastraszenia.

‚Oni nie potrafią zaakceptować kobiet’

Kobiety żołnierze bez przerwy wspominają o trudnościach wynikających z bycia odmiennej płci, kiedy z jednej strony muszą udowodnić swoją “wojowniczość” mężczyznom z jednostki, a z drugiej – palestyńskim mężczyznom, wyraźnie zakłopotanym widokiem kobiety w mundurze. Najlepiej obrazuje to poniższa historia pewnej funkcjonariuszki straży granicznej.

Zapytana przez osobę przeprowadzającą z nią wywiad zapytała, czy Palestyńczycy “doświadczali więcej cierpień ze strony kobiet ze straży granicznej”, odpowiedziała:

– Tak, ponieważ oni nie wiedzą, jak się z tym pogodzić. Kiedy któryś dostanie po twarzy od żołnierki, czuje się tak upokorzony, że nie wie, co ze sobą zrobić… Jestem silną i dobrze zbudowaną dziewczyną, a to żenuje ich jeszcze bardziej. Więc jednym ze sposobów poradzenia z tym sobie jest śmiech. Zaczynają więc mnie wyśmiewać. Wtedy dowódca patrzy na mnie i mowi: ‘Że co? Zamierzasz puścić to płazem? Patrz, jak on się z ciebie śmieje’.

– A ty, żeby uratować swoją reputację… Kazałam im usiąść, a temu jednemu podejść… Powiedziałam, żeby zbliżył się do mnie, sama podchodząc, jakbym miała go pocałować. Mówiłam: ‘No chodź, czego się boisz? Chodź do mnie!’ – i walnęłam go w jaja. Zapytałam: ‘Dlaczego teraz się nie śmiejesz?’. Był w szoku, ale za chwilę dotarło do niego, żeby… nie śmiać się. Nie powinno było do tego dojść.

– Uderzyłaś go kolanem?

– Przyłożyłam mu swoim wojskowym butem w jaja. Nie wiem, czy ktoś cię kiedyś tam trafił, ale wygląda na to, że to potrafi zaboleć. I po tym, jak go kopnęłam, przestał się ze mnie śmiać, bo go bolało. Zabraliśmy go na posterunek, i wtedy pomyślałam sobie, ‚Oho, no to będę miała teraz kłopoty’. Mógłby przecież złożyć na mnie skargę, a wtedy dobraliby się do mnie ci z dochodzeniówki.

– Ale nic nie powiedział. Bałam się, że to zrobi. Bałam się o siebie, nie o niego. A on nie powiedział ani słowa. Co miałby powiedzieć, że walnęła go dziewczyna? Dzięki bogu, minęły już trzy lata i nikt się o tym nie dowiedział.”

– Co czułaś w tamtej chwili?

– Władzę i siłę, których nie powinnam była zdobywać w ten sposób. Ale w końcu nie chwaliłam się tym. Dlatego przecież wzięłam go na stronę. Kazałam im usiąść z boku wiedząc, że on nie patrzy. Pomyślałam sobie, że to bez sensu – jako dziewczyna jestem więcej warta niż niektórzy faceci – żeby mieli śmiać się ze mnie tylko dlatego, że jestem dziewczyną. Bo ktoś myśli, że nie potrafię tego zrobić…

– A dziś, z perspektywy tych trzech lat, jak byś postąpiła?

– Najpierw zmieniłabym system. Jest cały zepsuty.”

– To znaczy?

– Ten system ma poważne wady. Cała ta administracja, jej funkcjonowanie, wszystko jest nie w porządku. Nie wiem, w jaki sposób mogłabym… Nie postąpiłam dobrze w tamtej sytuacji, jednak musiałam tak się zachować. To nie do uniknięcia w takich okolicznościach.”

– Twierdzisz więc, że problemem nie są pojedynczy żołnierze, ale ogólna atmosfera tam panująca?

– Tak, problemem jest cała ta sytuacja.

W odpowiedzi na tę publikację biuro rzecznika Izraelskich Sił Obronnych oznajmiło:

Jako że relacje są anonimowe i nie podają czasu ani miejsca opisywanych zdarzeń, nie można zweryfikować ich wiarygodności. ISO jest organem państwowym, który wyciąga wnioski z popełnionych błędów oraz współpracuje z każdym poważnym partnerem na rzecz wyczerpującego zbadania wszystkich niejasności, gdy takie dochodzenie jest zarządzone.

Siły Centralnego Dowództwa toczą codzienną walkę z organizacjami terrorystycznymi. Żołnierze przechodzą profesjonalne szkolenie, obejmujące w szczególności kontakty z ludnością palestyńską, przygotowanie psychiczne pod okiem profesjonalistów, szkolenie praktyczne prowadzone przez ich dowódców, a wszystko jest ściśle kontrolowane.

Innym aspektem nadzoru nad działaniami ISO jest dbałość o zachowanie legalnego charakteru działań. W ramach ISO funkcjonują różne jednostki, których celem jest badanie wszelkich przypadków podejrzeń o przekroczeniu zakresu uprawnień [przez ISO]. Zawiadomienie takiej jednostki leży wręcz w obowiązku każdego żołnierza czy dowódcy, który podejrzewa popełnienie czynu niezgodnego z przepisami. Kobiety – zarowno żołnierze jak i dowódcy – przechodzą dokładnie takie samo szkolenie.

Komentarz SOTT: Brakuje słów.


Źrodło:
„Such a Nice Jewish Girl”
na SOTT.net
przekład: PRACowniA

Advertisements

5 komentarzy »

  1. Chora sytuacja generuje chore zachowania. Każdy konflikt zbrojny jest chorym rozwiązaniem, nie ma więc szans by w wyniku jego zaistnienia można było „normalnie” rozwiązać problem. Wydaje się to być oczywiste, a jednak nic z tego nie wynika.
    Czytając ten reportaż można by go umieścić w dowolnych ramach czasowych, czy to w latach 40-ych w czasie II-giej wojny, czy to w latach 70-ych w Wietnamie, czy w 90-ych w Jugosławi. Ten opis ludzkich zachowań pasuje do każdej epoki i każdej strony konfliktu. Wstrząsając jest to, że pomimo upływu lat i teoretycznie coraz większym doświadczeniu życiowym ludzkości nic się nie zmienia. Mamy powszechną edukację, dostęp do niemal natychmiastowej informacji z całego świata i wciąż jako całość populacji prezentujemy ten sam bardzo mizerny poziom rozwoju naszej osobowości. Wciąż jako gatunek jesteśmy raczej egoistyczni, tchórzliwi, agresywni, brutalni, zachłanni, zakłamani, niemoralni, obojętni, krótkowzroczni, nadęci i pompatyczni.
    Zdaje się, że to Laura, w którejś ze swoich publikacji (nie pamiętam czy było to jej własne stwierdzenie, czy cytat czyjejś myśli), bardzo trafnie tę sytuację spuentowała pisząc, że (to nie cytat tylko oddanie sensu wypowiedzi z pamięci): Jeśli roboczo przyjmiemy tezę, że wszyscy ludzie pragną żyć w spokoju, dostatku i zdrowiu w zgodzie ze swoimi przekonaniami religijnymi (nie ważne wg jakiej religii) i czynili po temu rzeczywiste starania, to ze zwykłego rachunku prawdopodobieństwa co najmniej połowie naszej populacji winno się to w większym lub mniejszym stopniu powieść. Jeśli dodać do tego, że staramy się już choćby przez okres „znanego” wycinek naszej historii, powiedzmy ostatnie 10 000lat, odsetek ten powinien być odpowiednio większy. Tym czasem jest zupełnie inaczej! Dla czego ?

    Komentarz - autor: PMD — 15 lutego 2010 @ 19:24

  2. „Chora sytuacja generuje chore zachowania. Każdy konflikt zbrojny jest chorym rozwiązaniem, nie ma więc szans by w wyniku jego zaistnienia można było „normalnie” rozwiązać problem. Wydaje się to być oczywiste, a jednak nic z tego nie wynika.”

    Zacznijmy od tego, że konflikty zbrojne NIE SŁUŻĄ rozwiązywaniu problemów. Mówią nam tak w tv tylko po to, by uzasadniać zbrodnie przeciw ludzkości dziejące się na naszych oczach.

    „Wstrząsając jest to, że pomimo upływu lat i teoretycznie coraz większym doświadczeniu życiowym ludzkości nic się nie zmienia. Mamy powszechną edukację, dostęp do niemal natychmiastowej informacji z całego świata i wciąż jako całość populacji prezentujemy ten sam bardzo mizerny poziom rozwoju naszej osobowości.”

    Doświadczeniu życiowym ludzkości? O czym Ty mówisz? O tych dezinformacjach które serwują nam w podręcznikach historii? W końcu ludzie nie żyją tysiące lat.
    Edukację? Mówisz o tym prężnie działającym systemie prania mózgów?
    Skoro mamy dostęp do informacji, to co w takim razie jest powodem tego, że nic się nie zmienia na „lepsze”? Przypuszczam że będzie to od razu odpowiedź na pytanie „dlaczego?”

    Komentarz - autor: gem — 16 lutego 2010 @ 20:49

  3. gem,

    Mam wrażenie, że nie zrozumiałeś mojej wypowiedzi. Być może byłem za mało precyzyjny, za bardzo ogólny.

    Chodziło mi właśnie o to, że jak sam zauważyłeś konflikty zbornej nie rozwiązują problemów, przeciwnie one generują problemy, eskalują istniejące. Po mimo tego, że konflikt o którym mowa w artykule nie jest jedynym na świecie ani pierwszym (byśmy mogli argumentować, że nie wiemy, czy to złe rozwiązanie, czy dobre bo robimy to po raz pierwszy), wciąż jako społeczeństwo działamy tak samo – stosujemy rozwiązanie siłowe (wiedząc z dotychczasowej historii, w dodatku nie tak odległej w czasie i przestrzeni – vide wojna domowa w Rosji, Hiszpanii, II wojna światowa, wojna domowa w Jugosławii, wojny domowe w krajach Afryki, rewolty w Ameryce Południowej, nieustające konflikty na bliskim wschodzie – jak od podszewki wyglądają konflikty zbrojne, co ze sobą niosą, jak są w istocie bezsensowne i niszczycielskie). Pisząc społeczeństwo mam na myśli ogół ludzi w danym kraju, które w swojej masie (w istotnej większości) nie protestuje ani w żaden inny sposób nie wywiera presji na swój rząd, zabraniając udziału w konflikcie zbrojnym bądź żądając wycofania się toczonego konfliktu i rozwiązania problemu.

    Społeczeństwo, które dziś z pewnością jest lepiej wykształcone niż te z przed 200lat, nie mówiąc o tym z przed 500lat albo o tym z przed 1000 lat. Pisząc o wykształceniu/edukacji, mam na myśl POWSZECHNY OBOWIĄZKOWY dostęp do edukacji (przynajmniej w tak zwanych krajach rozwiniętych), z którym wiąże się nauka pisania, czytania, liczenia, geografii – dzięki której wiemy że ziemia nie jest płaska a my nie żyjemy na wyspie na której po za nami i naszymi wrogami (tą przeciwną stroną) nie ma nikogo, historii – która jak bardzo była by zakłamana, uświadamia nam że przed nami ktoś gdzieś był i coś robił np.: prowadził wojnę, wojnę prowadził pradziadek i dziadek i ojciec itd. ; która uświadamia nam że człowiek był co najmniej od 1000, 10 000, 100 000lat i skądś się wziął – , fizyki, chemii, mechaniki, medycyny itd.

    Niewątpliwie przeciętny współczesny pszczelarz z okolic Gniezna (który jest przeciętnym członkiem naszego współczesnego społeczeństwa) ma lepsze wykształcenie od przeciętnego bartnika żyjącego w tym miejscu jakieś 1000 lat temu. Ma też większy dostęp do informacji i wie nie tylko o tym co się dzieje w jego osadzie, ale też co się dzieje w miejscach niewyobrażalnie odległych – dla jego 1000-letniego odpowiednika. Z tej bardziej, czy mniej zakłamanej historii wie też więcej o nieszczęsnych wojnach, których dotyka artykuł, o ich okrucieństwie i bezsensowności.

    Doświadczenie ludzkości to jej cała dostępna historia, malowana rysunkami w jaskiniach, ryta w tabliczkach, pisana na ścianach, skórach, papirusach, papierze, przekazywana pod postacią budowli, przekazywana ustnie. Im więcej pokoleń żyje, tym więcej śladów, przekazów pozostaje dla następców. Powinniśmy być mądrzy doświadczeniem minionych pokoleń, tak jak rodzice są mądrzy swoim dotychczasowym doświadczeniem życiowym, które przekazują dorastającym dzieciom. Im więcej z nas (pojedynczych osób) korzysta z tego doświadczenia, uczy się, myśli samodzielnie, zachowuje się moralnie, tym doskonalsze jest społeczeństwo (które stanowi sumę nas wszystkich).

    Niestety patrząc na to co się dzieje, wracając do artykułu, jako społeczeństwo (w tym przypadku mowa o Izraelu, lecz nie tylko jego to niestety dotyczy) zachowujemy się jak gdybyśmy nadal niczego się nie nauczyli i niczego nie przeżyli. Co to znaczy? Znaczy to, że jeśli ktoś się czegoś nauczył, ktoś się obudził, ktoś się rozwija to wciąż są jest to wyraźna mniejszość z pośród całej masy społeczeństwa i to jest właśnie wstrząsające. Dla czego po mimo powszechnej edukacji, łatwego dostępu do informacji, możliwości szerokiej wymiany poglądów, tylu bodźców do poszukiwania odpowiedzi na rozmaite pytania (w związku z naszą jak dotąd dramatyczną przeszłością) zdecydowana większość z nas tego nie robi, pozostaje obojętna, poddając się syndromowi owczego pędu – ja biegnę za tym z przodu, ten z tyłu za mną itd.).

    Dla czego tak rzadko zadajemy sobie pytanie „dla czego”, które w dzieciństwie zadawaliśmy bardzo często? Dla czego rzadko kiedy i mało kto zadaje sobie pytania natury egzystencjonalnej typu „po co tu jestem” i „dokąd zmierzam”, dla czego w ogóle rozmowy na ten temat budzą najczęściej powszechną niechęć, pobłażliwe uśmiechy, czy wręcz drwinę?

    To z mojej strony w tym miejscu pytania retoryczne. Pytanie, którego celem jest właśnie zastanowienie się i krytyczne spojrzenie na poruszone problemy.

    Mniej więcej to chciałem oddać w poprzedniej wypowiedzi, ale w krótszej formie. Widzę jednak po twoim wpisie, że nie zostałem zrozumiany.

    Komentarz - autor: PMD — 16 lutego 2010 @ 23:07

  4. __Społeczeństwo, które dziś z pewnością jest lepiej wykształcone niż te z przed 200lat, nie mówiąc o tym z przed 500lat albo o tym z przed 1000 lat. Pisząc o wykształceniu/edukacji, mam na myśl POWSZECHNY OBOWIĄZKOWY dostęp do edukacji__

    Społeczeństwo w dniu dzisiejszym ma mniejsze pojęcie o świecie, prawach natury, astronomii i wielu naukowych dziedzinach niż powszechnie nam się wydaje. Najgorszym jednak punktem jest powszechny obowiązek nauki. Opiekuńczość rządów nad własnymi obywatelami jest tak wielka, że coraz częściej rządy zdolne są do zaopiekowania nas na śmierć. Toż to szczyt sadyzmu opakowany w ładne słowa. To co obecnie obserwujemy nie jest nauką, lecz indoktrynacją, tresurą i wychowaniem politycznym. Wiedza (ta właściwa) dostępna jest dopiero w chwili gdy staje się zbędną instytucjom mającym na celu niszczenie ludzkiego zdrowia i życia, oraz wolności.

    Komentarz - autor: Rajmund — 17 lutego 2010 @ 23:15

  5. Spróbujcie spojrzeć na to „z lotu ptaka”. Poza technologią nie zmienia się na świecie nic (poza przyrastającą, jak się wydaje, populacją psychopatów). Świadomość człowieka pozostaje w tym samym, uśpionym stanie. Edukacja, jaką znamy, nic tu nie pomoże.

    Z Gurdżijewa:

    Dzisiaj jest takie, jakie jest, ponieważ wczoraj było takie, jakie było. I jeśli dzisiaj jest takie jak wczoraj, to jutro będzie takie jak dzisiaj. Jeśli chcesz, żeby jutro było inne, to musisz dzisiaj uczynić inne. Jeśli dzisiaj jest po prostu konsekwencją wczoraj, to dokładnie w ten sam sposób jutro będzie konsekwencją dnia dzisiejszego. I jeśli zbadało się dokładnie, co zdarzyło się wczoraj, przedwczoraj, tydzień temu, rok czy dziesięć lat temu, to będzie można bezbłędnie powiedzieć, co się zdarzy jutro, a co nie.

    Człowiek chce zmieniać świat, ale za skarby świata nie zgodzi się zmienić SIEBIE. W ten sposób mamy miliony ludzi chcących zmienić innych i tylko innych. I każdy z nich ma w sobie ten sam opór przed zmianą siebie. Nie wspominając o tym, że nieliczni tylko mają pojęcie o mechanizmach psychologicznych całkowicie nimi rządzących.

    To czynnik, powiedzmy, psychologiczny.

    Jest też czynnik gęstościowo-hiperwymiarowy. Jak bakterie w kropli wody nie mają pojęcia o istnieniu świata poza tą kroplą, tak ludzie nie wiedzą i nie chcą wiedzieć, że powszechnie postrzegana 3-wymiarowa rzeczywistość (plus liniowy czas jako czwarty wymiar) to tylko skromny wycinek istniejącej rzeczywistości. Miotamy się więc w swoich kropelkach, soczewkę mikroskopu, przez który może nas oglądać jakiś wielowymiarowy badacz, bierzemy za boga albo snujemy jakieś nieposkładane teorie na jej temat.

    W efekcie wysiłków zmieniania świata i bezładnej miotaniny mamy masę wydatkowanej na próżno energii, która nie prowadzi do żadnej zmiany, zasila za to w najlepsze „energożerców”.

    I jeszcze raz Gurdżijew:

    Wcześniej zostało wyraźnie powiedziane, że każdy człowiek może widzieć tylko z poziomu swojego własnego bycia. Ale dwustu świadomych ludzi, gdyby tacy istnieli i gdyby uważali to za konieczne i słuszne, mogłoby zmienić w całości życie na Ziemi. Jednakże albo nie jest ich wystarczająco dużo, albo tego nie chcą, albo być może nie nadszedł jeszcze czas , albo też inni ludzie śpią zbyt mocno.

    Dochodzimy tutaj zatem do zagadnień ezoteryzmu.

    Pozdrawiam 🙂

    Komentarz - autor: iza — 18 lutego 2010 @ 02:14


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: