PRACowniA

9 lutego 2010

Łączenie Punktów – cz.3: Tajna Grupa przedstawia…

Trzecia i ostatnia w tym miesiącu część grudniowego odcinka „Connecting the Dots”, a w niej:

Tajna Grupa przedstawia: Świąteczny numer w wykonaniu Al Kaidy®
Iran i Wenezuela walczą do końca
Piekielny Izrael – zupełnie jak naziści
Krygujący się Berlusconi
Witając Nowy Rok kieliszkiem „Błękitnego Złota”
Rozsupływanie zagwozdki

SOTT Editors
Sott.net
08 stycznia 2010 13:57 EST

Tajna Grupa przedstawia: Świąteczny numer w wykonaniu Al Kaidy®

W ostatnich latach mieliśmy wiele absurdalnych „spisków terrorystycznych”, jednak świąteczny numer Al-Kaidy® był chyba największą ze wszystkich kpiną Tajnej Grupy. Zachęcamy czytelników do zapoznania się z artykułem Joe Quinna The Underwear Bomber – Crushing Freedom With Phony Arab Terrorism. Ukazuje on rażące nieścisłości w niedorzecznej historyjce o Faruku Abdulmutallabie i jego wybuchowej bieliźnie. Incydent byłby świetną komedią, gdyby nie niósł ze sobą tak poważnych konsekwencji wymierzonych w zwykłych ludzi na całym świecie.

Przed Państwem wstrętni Izraelczycy

Alhaji Abdulmutallab: nigeryjski muzułmanin z imienia, bankier patokratów z natury

Młodym Farukiem niewątpliwie posłużył się zachodni wywiad. Powiązania zaczynają się od jego ojca, bajecznie bogatego bankiera, toteż przyjrzyjmy mu się bliżej. Naszą uwagę zwróciło to odkrycie dokonane przez Gordona Duffa w „Veterans Today”:

Znamy kilka faktów. Otóż jego tatuś, jeszcze gdy pełnił funkcję kierownika finansowego nigeryjskich zakładów zbrojeniowych (DICON), utrzymywał stały kontakt z Izraelem, a dokładniej – z Mossadem. W Nigerii wszystko jest pod ich kontrolą, od produkcji broni po walkę z terroryzmem. Mimo bycia muzułmaninem, Muttalab blisko współpracował z Izraelem. O tym się nie mówi. Jego kariera bankowca jest tylko przykrywką.

We wrześniu 2008 r. Mossad zaoferował przywódcom Nigerii przeszkolenie tamtejszych sił bezpieczeństwa. Czy to z czystej ignorancji na temat przeszłości Mossadu – który nierzadko szkolił obydwie strony we wszystkich konfliktach, jakie wywołał, a tym samym czerpał podwójny zysk – czy też z racji podobnego sposobu myślenia, senator Nuhu Aliyu, przewodniczący senackiej komisji ds. bezpieczeństwa narodowego i służb wywiadowczych, zapewnił swoich rodaków, że „są oni (Mossad) profesjonalistami i zamierzają pomóc nam w szkoleniu naszych agentów wywiadu. W żadnym wypadku nie uważam, aby ich obecność w kraju stwarzała jakiekolwiek zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.”

Cóż, gdyby wiedział, co się wydarzy za miesiąc w Jemenie, pewnie przemyślałby to jeszcze raz:

Jemen zatrzymał komórkę powiązaną z Izraelem

Wtorek, 7 października 2008
BBC News

Prezydent Jemenu Ali Abdullah Saleh oznajmił, że służby bezpieczeństwa schwytały grupę podszywającą się pod islamskich bojowników, a powiązaną z izraelskim wywiadem.

Saleh nie podał jednak, na jakiej podstawie powiązano grupę z Izraelem, regionalnym wrogiem Jemenu.

Według oficjalnych źródeł, aresztowania miały związek z zeszłomiesięcznym zamachem na amerykańską ambasadę w Sanie, w którym zginęło co najmniej 18 osób.

Izraelski minister spraw zagranicznych odrzucił zarzuty, nazywając je “totalną bzdurą”.

“Aresztowanej grupie zostanie wytoczony proces sądowy za jej powiązania z izraelskimi służbami wywiadowczymi”, oznajmił Saleh w czasie spotkania na Uniwersytecie Al-Mukalla w prowincji Hadramawt.

Minął zaledwie rok i Nigeria stała się jednym z największych odbiorców izraelskiej broni i „szkoleń wywiadu”, obok dwóch innych państw strategicznego Rogu Afryki – Etiopii i Kenii. Rządy obu tych państw najbardziej ze wszystkich skorzystały na wizycie izraelskiego ministra spraw zagranicznych Avigdora Liebermana we wrześniu 2009 roku. Liebermanowi towarzyszyli wtedy izraelscy przemysłowcy, potentaci firm zbrojeniowych oraz przedstawiciele finansjery i służb bezpieczeństwa, których przyjęto z honorami na konferencji ECOWAS w Nigerii, gdzie omawiano sprzedaż broni i kontrakty w zakresie bezpieczeństwa warte miliardy dolarów. Nawet izraelska prasa otwarcie pisała o nowym biznesie w Afryce:

W obszarze szczególnego zainteresowania Izraela znalazły się strategiczne państwa leżące w Rogu Afryki – Etiopia, Kenia oraz Sudan, kontrolujące szlaki handlowe biegnące do Ejlatu i położone blisko Egiptu, Jemenu i Arabii Saudyjskiej. Dało to również pretekst agentom Mossadu i oficerom Izraelskich Sił Obronnych do ingerowania w wewnętrzne sprawy afrykańskich reżimów. Jak wskazują liczne publikacje, wcześniej Izraelczycy byli zamieszani w przewroty w Ugandzie i Zanzibarze, a przynajmniej z wyprzedzeniem wiedzieli o ich nadejściu.

Smutne jest to, że poza kilkoma cywilnymi przedsiębiorstwami z branży rolnictwa, komunikacji, infrastruktury oraz wydobycia diamentów, niemal cała działalność Izraela na kontynencie afrykańskim związana jest z eksportem broni.

Przykład ”wstrętnego Izraelczyka” udającego handlarza bronią (zwykle jest nim były pracownik wywiadu lub wojska), który promuje swój towar w imieniu izraelskich firm zbrojeniowych, a do tego wspierany jest przez wojskowy establishment, przydał Izraelowi złą sławę w oczach całego świata. Izrael brał już udział w wojnach domowych (w Angoli, Liberii, Sierra Leone oraz na Wybrzeżu Kości Słoniowej), wspierał też dyktatury w Gwinei Równikowej i dwóch kongijskich republikach.

Dobrym tego przykładem jest niedawne podpisanie umowy między izraelskimi stoczniami a nigeryjskim ministerstwem obrony, dotyczącej budowy i wysłania do Nigerii dwóch łodzi patrolowych Shaldag. W księdze budżetowej nigeryjskiej marynarki widnieje kwota 25 milionów dolarów za rzeczoną umowę – choć możliwe, że cena została zawyżona. Pierwsza łódź została już dostarczona, nigeryjskie załogi przeszły szkolenie w Izraelu, a dalsze izraelskie szkolenie będzie kontynuowane już w Nigerii.

Wspomnianymi umowami Izrael wkroczył w wewnętrzne sprawy Nigerii, a przez to naraził kraj na ewentualność wojny domowej, gdyż zakupione łodzie i sprzęt z pewnością zostaną użyte przeciwko rebeliantom w rejonie Delty Nigru.

© Pius Utomi Ekpei/AFP/Getty Images - Ruch na rzecz Wyzwolenia Delty Nigru (MEND). Skąd według rządu Nigerii rebelianci zdobywają taką broń, jeśli nie za pośrednictwem wojskowo-wywiadowczej siatki USA i Izraela?

Sądząc po wzroście napięcia i wysadzanych rurociągach w Delcie Nigru w 2009 roku, wygląda na to, że Mossad rozgościł się tam na dobre. Jednak nie on jeden rości sobie prawa do wyzyskiwania Afryki, a Nigerii w szczególności. Swoją obecność na całym kontynencie silnie zaznacza też kompleks wojskowo-przemysłowy Pentagonu. Jest wysoce prawdopodobne, że znaczącą rolę w swawolach CIA i Zielonych Beretów na Półwyspie Arabskim odgrywa potężna forteca w Dżibuti, leżącym po przeciwnej stronie Morza Czerwonego. Nigeryjskie media podały szczegóły dotyczące „Unified Quest” [Wspólnej misji] – scenariusza globalnej gry wojennej, stworzonego przez Pentagon w 2008 roku:

Po raz pierwszy w scenariuszu znalazł się rejon Afryki, co ma związek z planami Pentagonu, by utworzyć na tym kontynencie nowe dowództwo wojskowe – Dowództwo Afrykańskie, inaczej AFRICOM.

[…]

Oprócz członków amerykańskiego wojska i wywiadu, “Unified Quest 2008” przyciągnął przedstawicieli Departamentu Stanu i innych agencji rządowych, społeczność naukową, dziennikarzy i oficerów zagranicznych wojsk (w tym przedstawicieli państw członkowskich NATO, oraz Australii i Izraela) oraz prywatne wojskowe firmy kontraktowe, Rand Corporation i Booz-Allen, które pomogły w prowadzeniu tych gier wojennych.

[…]

[W ramach jednych z ćwiczeń] testowano, jak AFRICOM zareagowałby na kryzys w Nigerii, podczas którego tamtejszy rząd miał chylić się ku upadkowi, a rywalizujące frakcje i rebelianci mieli walczyć o kontrolę nad polami naftowymi w Dolinie Nigru oraz o władzę w kraju, będącym szóstym na liście największych eksporterów ropy do USA.

[…]

Innym z testowanych scenariuszy była możliwość bezpośredniej interwencji wojsk amerykańskich w liczbie 20 tysięcy żołnierzy w celu “zabezpieczenia złóż ropy”; rozważano też sposoby postępowania w wypadku rozłamu w nigeryjskim rządzie. Ostatecznie obeszło się bez zbrojnej interwencji, ponieważ jedna z rywalizujących frakcji dokonała udanego przewrotu i sformowała nowy rząd, mający zaprowadzić stabilizację.

[…]

18 lutego 2008 roku, podczas swojego wystąpienia na konferencji AFRICOM-u w Fort McNair – które niedługo potem znalazło się na stronie internetowej Pentagonu – wiceadmirał Moeller oświadczył, że jedną z «wiodących zasad» AFRICOM-u jest zachowanie wolnego przepływu naturalnych zasobów z Afryki na globalny rynek, wskazując jednocześnie na „zagrożenie przerwania dostaw ropy”, „terroryzm” i „rosnące wpływy” Chin jako „wyzwania” dla amerykańskich interesów w Afryce.

Synalek bankiera

Chociaż nie znaleźliśmy bezpośrednich dowodów na to, że ojciec Faruka spotkał się z Libermanem i jego izraelskimi handlarzami śmiercią owego września, jednak fakt, że był on jednym z najbogatszych i najbardziej wpływowych ludzi w Afryce, zwłaszcza w trakcie swojej kariery kierownika działu finansów nigeryjskich firm zbrojeniowych, daje podstawy do przypuszczeń, że musiał on w jakimś stopniu brać w tym udział. Jedno jest pewne: obracał się on w najwyższych kręgach władzy.

Alhaji Abdulmutallab nie był zwykłym bankierem. Zajmował najwyższą pozycję wśród nigeryjskiej finansjery, to do niego bezpośrednio zwracały się międzynarodowe elity bankowe. W jego CV, dostępnym tutaj*, czytamy, że był on prezesem Pierwszego Banku Nigerii aż do emerytury, na którą przeszedł akurat na dwa tygodnie przed świętami.

[*redakcja Sott.net odnotowała, że powyższy adres początkowo nie działał, tj. w trakcie pisania angielskiej wersji tego odcinka, jednak awaria nie trwała długo, ponieważ strona jest już dostępna (jak dotąd) – przyp].

Oto kilka jego przykładowych dokonań zaczerpniętych z CV:

  • Alhaji Umaru Abdul Mutallab oficjalnie odszedł z funkcji prezesa zarządu Pierwszego Banku 13 grudnia 2009, zasiadając w zarządzie przez trzynaście lat.
  • Zajmował także stanowisko głównego księgowego/kierownika finansowego w Nigeryjskich Zakładach Przemysłu Zbrojeniowego (DICON) w Kadunie. Jednocześnie pełnił funkcję kontrolera finansowego spółki.
  • Otrzymał tytuł Kawalera Orderu Nigru (CON) oraz włoskie odznaczenie Kawalera Orderu Zasługi.
  • Mutallab zasiadał w zarządach takich spółek jak Arewa Textiles Limited, NEPA, NACB, NCC, Nigeria Agip Oil oraz Cement Company of Northern Nigeria [CCNN].
  • Obecnie jest prezesem kilku spółek, w tym Impresit Bakolori Plc, Incar Nigeria Plc a także Spring Waters Nigeria Limited (SWAN).

© SITE - Podróbka Bin Ladena – efekt wysiłków Search for International Terrorist Entities (SITE)

Włoskie odznaczenie najwidoczniej upoważniło jego syna do posiadania włoskiego paszportu. Wiemy to, ponieważ używając tego właśnie paszportu Faruk odbył podróż z Lagos do Amsterdamu. Żona Alhajiego i matka Bieliźnianego Zamachowca jest Jemenką. Dopóki IntelCenter czy SITE nie sprokurują jakiejś historyjki o jakiejś internetowej komunikacji, wiążącej syna czołowego nigeryjskiego bankiera z nowopowstałą (na życzenie CIA) „Al Kaidą Półwyspu Arabskiego”, jedynym elementem łączącym Faruka z Jemenem jest jego pobyt tamże na kilka dni przed świętami i była to najprawdopodobniej wizyta u matki.

Istnieje jednak o wiele bardziej interesujące powiązanie tej zamożnej nigeryjsko-jemeńskiej rodziny z Jemenem: Alhaji jest również prezesem innego banku, który zdaje się odgrywać kluczową rolę w utrzymywaniu kontroli nad surowcami naturalnymi Jemenu przez MFW oraz międzynarodowych magnatów naftowych, takich jak Ray L. Hunt – przyjaciel George’a W. Busha, mający silne powiązania z CIA. Joe Quinn uwidacznia ów interesujący „wewnętrzny handel” z okresu od rozpoczęcia operacji sił amerykańsko-saudyjsko-jemeńskich „Spalona ziemia” w sierpniu do otwartej interwencji USA w grudniu:

Zadłużenie Jemenu sięga niemal 6 milardów USD, z czego większa część należna jest IFC (czyli w zasadzie Bankowi Światowemu) oraz Klubowi Paryskiemu (to samo). Co jednak najbardziej interesujące, prawie CAŁA ta kwota pojawiła się w jemeńskich księgach w drugim półroczu 2009 roku.

Słowem, jemeński rząd sprzedał Bankowi Światowemu swoją duszę, czy ujmując to precyzyjniej, życie wielu Jemeńczyków. Co zyskał w zamian, pozostaje kwestią dyskusyjną. Zawsze gdy dochodzi do podobnych sytuacji (a zdarzało się to często, zwłaszcza w ciągu ostatnich 10 lat), zastanawiam się, czy przywódców takiego farciarskiego kraju nie przekupiono najlepszymi miejscami w „pociągu do Nieba”.

Pojawiły się także nowe szczegóły dotyczące kolejnych bankowych interesów ojca niedoszłego zamachowca. Okazuje się, że część długów Jemenu finansuje Islamski Bank Rozwoju (IDB), ten sam, który przyczynił się do założenia w 2007 roku banku Jaiz, pierwszego islamskiego banku w Nigerii. Ojciec Faruka jest prezesem zarządu banku Jaiz.

Wobec tak wyraźnych powiązań, nic dziwnego, że zaraz po bezpiecznym wylądowaniu samolotu w Detroit zachodnie media podały, że Faruk “zerwał wszelkie kontakty z rodziną”.

Oprócz codziennych kontaktów z Mossadem, w ostatnich miesiącach roku Alhaji Abdul Mutallab miał ciągłą styczność z lokalną komórką CIA w Nigerii. Spotkał się także z ambasadorem USA w Nigerii, najwyraźniej celem ostrzeżenia amerykańskich służb bezpieczeństwa o fundamentalistycznych zapatrywaniach syna. Absurdalny sposób, w jaki ten dostał się na lot 253 z lotniska Schipol do Detroit, a także stan „transu”, w jakim znajdował się w trakcie podróży, wskazują, że młodego Faruka wcześniej porwano i poddano skutecznemu praniu mózgu. Czy był on karą za jakiś zgrzyt pomiędzy Nigerią, USA i Izraelem? Pionkiem w grze o panowanie nad Rogiem Afryki i Bliskim Wschodem?

Zakładając na chwilę, że Faruk jednak wykazywał „sympatie prodżihadystyczne”, a ujawnił je poprzez wiadomości w Internecie (którym i tak nie można ufać z tej racji, że cały Internet jest przeszukiwany przez prywatne firmy usiłujące sprowokować muzułmanów do wyrażania skrywanej niechęci wobec zachodnich kolaborantów syjonistycznego Izraela), nie możemy odrzucić realnej możliwości, że był świadomie przygotowywany do roli zamachowca, nie wiedząc jednocześnie, iż jego przełożeni są agentami zachodniego wywiadu.

Globalny dżihad Obamy

© SITE - Duch przeszłości Al Kaidy: Zwolniony z Guantanamo w listopadzie 2007, Said Ali Szari jest obecnie przywódcą „Al Kaidy Półwyspu Arabskiego”. Zwróćcie uwagę na logo „SITE” widniejące na zdjęciu. Obok IntelCenter, firma ta jako pierwsza otrzymuje od agencji wywiadowczych „unikalne nagrania”, które następnie trafiają do mediów.

W listopadowym odcinku Łączenia punktów pisaliśmy o eskalacji bombardowań na północy Jemenu, dokonywanych przez siły saudyjskie, użytym tam białym fosforze oraz o spotkaniach wysokich przedstawicieli CIA, które teraz wyglądają na torowanie Stanom Zjednoczonym drogi do otwartego udziału w wojnie o kontrolę nad obszarem Zatoki Adeńskiej. W grudniu Saudyjczycy nasilili bombardowania, a na tydzień przed „Świątecznym Numerem Specjalnym” Obama zlecił zmasowany ostrzał południa Jemenu rakietami Cruise, w wyniku którego zginęło co najmniej 120 osób. Jeszcze tego samego dnia Saudyjczycy przeprowadzili co najmniej 70 dodatkowych nalotów na Jemen.

Biały Dom początkowo zaprzeczył jakiemukolwiek swojemu w tym udziałowi, po czym przyznał się do przeprowadzania ataku „w celu chrony amerykańskich dóbr”. Jakich dóbr? Czy chodzi tu o sumę 6 miliardów dolarów, które finansiści niedawno tam zainwestowali? Czy był to dowód na to, że owe grupy nie zawahają się “zabezpieczyć” swojej inwestycji przed rewoltą, która zagraża dyktaturze ich marionetki, Saleha? W każdym razie, ekipa Obamy szybko zmieniła swoją wersję, kiedy zaczęły napływać doniesienia o zabitych w Jemenie cywilach oraz gdy tysiące Jemeńczyków wyszło na ulice w akcie rozgoryczenia. I tak, oficjalną przyczyną posłania rakiet Cruise w stronę ubogich Jemeńczyków stało się teraz polowanie na duchownego urodzonego w USA, Anwara Al-Awlakiego. Jak wskazuje Scott Creighton, mordowanie kobiet i dzieci pod pretekstem ścigania muzułmańskiego duchownego, “utrzymującego kontakt” z majorem Hasanem, którego wplątano w strzelaninę w Fort Hood (nota bene operację z trzema snajperami), raczej nie przyda renomy, zwłaszcza gdy jest się świeżo upieczonym laureatem Pokojowego Nobla.

Jak dobrze więc, że Al Kaida wróciła do życia, by przyjść na ratunek rządowi USA i jego barbarzyńskiej wojnie przeciwko światu arabskiemu. I jakże interesującym jest fakt, że dwaj główni założyciele „Al Kaidy Półwyspu Arabskiego” zostali wypuszczeni z Guantanamo trzy lata temu, po uprzednim przeszkoleniu i przeprogramowaniu do nowej misji w roli Wojowników Allaha walczących z niewiernymi. A tymczasem niewinni taksówkarze i nauczyciele nadal są porywani na ulicach Kabulu czy Kandaharu, by sczeznąć w amerykańskim globalnym gułagu.

Somalijscy “piraci” w ciekawym momencie, bo 29 listopada, porwali kolejny statek na Oceanie Indyjskim. „Maran Centaurus”, grecki supertankowiec wiozący ropę do USA, został przechwycony 1300 km od wybrzeży Somalii. Wprost marzymy o poznaniu sposobu, w jaki grupki piratów grasujących na jednosilnikowych motorówkach zdolne są wypływać na takie odległości, gdzie w  dodatku pełno jest okrętów wojennych obcych państw, a amerykańskie samoloty bezzałogowe krążą w poszukiwaniu podejrzanych łodzi. Muszą mieć dobre źródło informacji, skoro potrafią omijać wszystkie te przeszkody. Tak się składa, że w maju 2009 roku „Guardian” wskazał na to źródło:

Somalijskich piratów, napadających na statki w Zatoce Adeńskiej i na Oceanie Indyjskim, nakierowuje “grupa konsultantów” z Londynu, podaje dokument europejskiego wywiadu wojskowego zdobyty przez hiszpańską stację radiową.

Dokument pozyskany przez radio Caden SER stwierdza, że owa grupa kontaktuje się z piratami za pomocą telefonu satelitarnego.

© AP/Bundeswehr - Nie wszystkie próby porwań są udane, jednak większość z nich, tak. Tych mężczyzn ujęła niemiecka fregata 5 marca. Zdjęcie zrobiła Bundeswehra na krótko przed pochwyceniem Somalijczyków.

Stwierdza się w nim dalej, że piraci mają “informatorów na odpowiednich stanowiskach” w Londynie, którzy utrzymują kontakt z centrami dowodzenia w Somalii, gdzie podejmowane są decyzje dotyczące ataku na wybrany statek. Ci londyńscy „konsultanci” pomagają piratom wybierać cele, dostarczając im informacji odnośnie ładunku i kursu danego statku.

[…]

Piracka siatka informacji rozciąga się na Jemen, Dubaj i Kanał Sueski.

[…]

”W ręce piratów trafiają informacje o statkach międzynarodowych organizacji, przepływających przez ten rejon”, Cadena SER przytacza treść raportu.

Umożliwia to zorganizowanym grupom piratów zawczasu przeanalizować wybrane statki, a nawet przećwiczyć odpowiednią taktykę porwania. Następnie doświadczeni piraci podpływają do takiego statku, który znalazł się blisko wybrzeży Somalii.

Kapitanowie zaatakowanych maszyn często twierdzili, że piraci wiedzieli o wszystkim, od planu statku po jego ojczysty port.

[…]

Według dokumentu, w każdym przypadku piraci znali zawartość ładunku, kraj pochodzenia oraz kurs statku.

Jak podaje raport, przy wyborze celu piraci biorą także pod uwagę flagę państwową widoczną na statku, unikając przy tym brytyjskich jednostek.

To jest w istocie ciekawe. Tak więc do gamy “gier i zabaw” Tajnej Grupy możemy dodać “somalijskich piratów”, mających dostarczyć uzasadnienia dla jej wzmożonej obecności w regionie. Jak dotąd to Jemen znajduje się na ich celowniku, jednak podobny los może niedługo spotkać także Somalię.

Jeśli myśleliście, że cyniczny reżim Busha był zły, posłuchajcie amerykańskiej senator, Demokratki Claire McCaskill, zagrzewającej swoich kolegów do stworzenia nowej polityki partii na nadchodzącą dekadę:

”Prezydent Obama stwierdził jasno i dobitnie, że trwająca wojna z terrorem i przemocą jest wojną z ogromną, zorganizowaną siatką. Walczymy z nią za pomocą służb wywiadowczych, a także korzystając z zasobów Somalii i Jemenu. W przeciwieństwie do krótkowzrocznej polityki skupiającej się wyłącznie na Iraku, obecna administracja zamierza przeciwdziałać terroryzmowi globalnie.

Wojna z Terrorem™ jest dla jemeńskiego reżimu opłacalnym przedsięwzięciem. Dzięki bowiem amerykańskiemu sprzętowi i „doradcom z CIA”, mógł on jeszcze bardziej umocnić swoją pozycję. Jednak teraz, w obliczu bezpośredniej interwencji USA i Zjednoczonego Królestwa, prezydenta Saleha i jego zauszników zaczęła ogarniać panika – żądają zapewnień, że gdy spadnie deszcz bomb, mimo wszystko utrzymają władzę. A na co liczy Gordon Brown i jak można by go nazwać, skoro Blair był pudelkiem Busha? Buldogiem Obamy? Jeśli nowa wojna i zastrzyk patriotyzmu wzmocnią słabnącą popularność Obamy, zapewne pomoże to i chwiejącemu się rządowi Browna. Jak to świadczy o tych dwóch państwach, które przynoszą światu jedynie wojnę? Co sądzić o tym, że cała kreatywność, jaką potrafią się wykazać ich partie polityczne w obliczu krwawej jatki, sprowadza się do wszczęcia kolejnej? Z jednej strony, nie mają innego wyboru. Ich gospodarki grzęzną w długach, a poza tym są nakierowane na prowadzenie wojny – bezrobocie i najlepsza technologia dostarczają im mięsa armatniego i dronów, potrzebnych do zdławienia oporu wobec zarządzeń międzynarodowej elity finansistów.

Misja bieliźnianego zamachowca nie musiała zakończyć się sukcesem, by osiągnąć zamierzony skutek. W rzeczywistości, możliwe że ładunek nigdy nie miał eksplodować. Wśród psychopatycznych praktyków doktryny szoku znanym zabiegiem jest dokonanie niegroźnego aktu terroru, który, gdy nastąpi w odpowiednim czasie, przyniesie pożądany efekt. Tajna Grupa podrzuciła tym samym Obamie kartę atutową, którą on wykorzystał przenosząc punkt ciężkości z „Osi Zła” (Iraku, Iranu i Korei Północnej) – stworzonej przez neokonów na użytek Busha juniora – na Oś AfPaku, Jemenu i Somalii, będącą dziełem neoliberałów. Zaledwie rok urzędowania, a już dwie nowe wojny… „Yes we can!”

Zawsze gdy z przerażeniem patrzymy na Ameryki krok ku następnej wojnie, przypomina się nam Raport z Żelaznej Góry Leonarda Lewina:

”Zasadą organizującą społeczeństwa jest konieczność wojny. Władza współczesnego państwa nad jego obywatelami opiera się na sile wojskowej.”

W podobnym tonie napisał Orwell:

”Zwycięstwo jest niemożliwe. Celem wojny nie jest jej wygranie, lecz trwanie. Społeczeństwo hierarchiczne możliwe jest tylko wtedy, gdy oparte jest na nędzy oraz ignorancji. Taka wojna nie jest nowością, była od zawsze. W zasadzie wysiłek wojenny zawsze miał na celu utrzymanie społeczeństwa na granicy śmierci głodowej. Wojnę toczy grupa panująca przeciwko własnym obywatelom, a jej celem jest nie zwycięstwo nad Eurazją czy Wschódazją, lecz zachowanie istniejącej struktury społecznej”.

A na własnym podwórku, świąteczny numer Al Kaidy poskutkował lotniskową histerią, okazją na którą kompleks instytucji wojskowych i firm ochroniarskich tylko czekał, by móc upowszechnić na lotniskach „prześwietlające wszystko” skanery ciała. Jednym z wielkich wygranych jest Michael Chertoff, były Sekretarz Bezpieczeństwa Krajowego, który cynicznie promując owe „dehumanizujące” maszyny, jednocześnie napędza zyski swojej firmie konsultingowej. Zaś Gordon Brown niezwłocznie nakazał brytyjskim lotniskom wprowadzenie skanerów ciała, pomimo faktu, że Europa uznała je za naruszające prawa człowieka. Do tego możemy spodziewać się wdrożenia innych urządzeń w stylu obezwładniających opasek na rękę, którymi patokraci chcieliby zastąpić karty pokładowe.

Być może liczą na to, że czyniąc z podróży lotniczych niemiłe przeżycie, ludziom odechce się latać. Sądząc po niektórych komentarzach, tak właśnie się stanie – wielu ludzi ograniczy swoje podróże. Poza tym lotniska są przydatnymi miejscami ćwiczeń z metod utrzymywania kontroli nad tłumem oraz z przeprogramowywania ludzkości, tak żeby biernie przyjęła totalną dominację. Mimo to pojawia się pozytywny aspekt całej sprawy. Ostatni scenariusz Tajnej Grupy, który miał przypomnieć ludziom o realności zagrożenia ze strony „muzułmańskiego terroryzmu”, był tak marnie pomyślany, że sprowokował jeszcze więcej osób do zakwestionowania propagandy i przejrzenia kłamstw stojących za Wojną z Terrorem™.

Iran i Wenezuela walczą do końca

Trio USA-Wielka Brytania-Izrael, z pomocą innych rządów zachodnich, niestrudzenie zabiega o wyczerpanie irańskiej gospodarki, narzucając nań „sankcje”, będące zresztą eufemizmem dla ekonomicznego oblężenia kraju poprzez stopniowe ograniczanie dostępu do niezbędnych dóbr z zagranicy. Lecz prawdziwa Oś Zła wie, że nie zdobędzie społecznego poparcia dla kolejnej wielkiej wojny na Bliskim Wschodzie, jeśli nie stworzy przynajmniej pozornego uzasadnienia dla zniszczenia Iranu, tak jak uczynili to w Iraku.

Irański reżim jak dotąd nie ugiął się przed groźbami. W zeszłym miesiącu podaliśmy, że reakcją Iranu na nową prowizoryczną rezolucję Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA), wzywającą go do bezwarunkowego wstrzymania wszystkich operacji nuklearnych, był komunikat o zamiarach budowy kolejnych dziesięciu reaktorów wzbogacających uran na cywilne potrzeby (dla elektrowni jądrowych i obiektów medycznych). „Prowizoryczną”, ponieważ Rosja i Chiny poparły rezolucję dopiero gdy Obama ostrzegł Chińczyków, że jeśli ci nie opowiedzą się za planem zakazania Iranowi legalnych dążeń do energii atomowej, USA będą „bezsilne” wobec izraelskiego ataku na Iran. Kilka dni po zawarciu przymierza przeciwko Iranowi, Putin wskazał na słabość prezentowanej argumentacji, jako że – jak stwierdził – Rosja nie ma dowodów na to, by Iran zamierzał wytworzyć broń nuklearną. Gdyby z kolei ONZ nie zechciał z nią współpracować, administracja Obamy ma w zanadrzu własny projekt sankcji. Pamiętacie wydarzenia bezpośrednio przed inwazją na Irak w 2003 roku? Wtedy to ONZ odrzucił argumenty Brytyjczyków i Amerykanów co do „prewencyjnego” ataku na Irak, jednak mimo to doszło do inwazji. A teraz, gdy „sankcje” są wyłożone na stole, Iran ponownie podbił stawkę ogłaszając, że będzie potrzebował jednak dwudziestu reaktorów, by zaspokoić rosnące zapotrzebowanie na energię atomową!

Warto przy tym wskazać na trwającą debatę w irańskim rządzie, dotyczącą plusów i minusów wzbogacania własnego uranu w przeciwieństwie do importowania go z zagranicy. Nie to jednak jest aż tak istotne. Każdy kraj ma prawo podejmować takie decyzje samodzielnie, a działania Iranu w tej kwestii są wręcz podręcznikowe. Owo usilne parcie Osi Zła, by ukazać zamiary Iranu jako śmiertelną groźbę dla świata, służy odwróceniu uwagi od własnego ogromnego składu broni nuklearnej, której używa do zapewnienia Izraelowi regionalnej hegemonii tak na Bliskim Wschodzie, jak i poza nim.

W grudniu doszło do kilku „wycieków” rzekomych tajnych dokumentów, mających ujawniać dwulicowe intencje Iranu. Ale wiecie co? Wszystkie one zostały sfabrykowane i miały pojawić się w komunikatach agencji wywiadowczych oraz mediów. Historyk i dziennikarz śledczy Gareth Porter śledzi i bada te dokumenty i jest niemal pewien, że są one dziełem brytyjskiego lub izraelskiego wywiadu oraz że MI6 i Mossad prowadzą szeroką kampanię propagandową mającą na celu przekonanie zachodnich mocarstw o realności irańskiego nieistniejącego „tajnego programu nuklearnego”. W połowie miesiąca londyński „Times” nagłośnił jeszcze inny dokument, sugerujący dążenia Iranu do zdobycia broni nuklearnej, niemniej były agent CIA, mający doświadczenie w zwalczaniu dezinformacji Tajnej Grupy, w imieniu amerykańskiego wywiadu oznajmił, że z miejsca zwietrzono w tym podstęp, i nazwał dokument fałszywką:

Artykuł londyńskiego „Timesa” z 14. grudnia nie podał źródła dokumentu. Wymieniał jednak  kogoś z azjatyckiego wywiadu” – co jest określeniem używanym przez niektóre media, odnoszącym się do funkcjonariuszy izraelskich tajnych służb […]

Do opublikowania fałszywych izraelskich, a czasem brytyjskich raportów, często wykorzystuje się sieć Ruperta Murdocha”, powiedział Giraldi.

[…]

W 2005 roku Giraldi zidentyfikował Michaela Ledeena, ultraprawicowego byłego konsultanta w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego i Pentagonie, jako autora podrobionego listu dowodzącego rzekomego zainteresowania Iraku kupnem uranu od Nigru. Właśnie ten list posłużył administracji George’a Busha za najsilniejszy argument w oskarżeniu Saddama Husajna o konstruowanie broni atomowej.

Giraldi także zdemaskował członków „Biura Projektów Specjalnych”, kierowanych przez Podsekretarza Obrony Douglasa Feitha, którzy mieli podrobić list przypisywany dyrektorowi wywiadu w rządzie Husajna, Tahirowi Jalail Habbush Al-Tikritiemu, skierowany do samego Husajna, w którym mowa była o operacji irackiego wywiadu, mającej na celu zorganizowanie transportu niezidentyfikowanego ładunku z Nigru.

Niewzruszony tymi zarzutami „Times” opublikował kolejny dokument, zapewniając przy tym, że jest to fotokopia irańskiego oryginału. Kiedy i tym razem wykryto niespójności, dziennikarz „Timesa” przyznał, że nie była to wcale fotokopia, lecz „przepisana wersja istotnych treści z oryginalnego dokumentu”! Jeżeli nie uda ci się za pierwszym razem, próbuj aż do skutku. Sądząc po powyższych przykładach, patokraci wyraźnie liczą, że choć część z tego błota, którym obrzucają Iran, zdoła do niego przylgnąć, a wtedy będą mieli upragniony dowód na to, że Iran produkuje broń atomową.

Tak więc lewe raporty się nie sprawdzają. Czego jeszcze mogą spróbować? Ach tak! Może tego:

Rodzina Osamy bin Ladena, poszukiwana od zamachów z 11 września, ukrywa się w Iranie

Bin Laden + Iran = 9/11. Tak oto okazuje się, że Iran stał za wrześniowymi zamachami. Proste, nie? Odłóżmy jednak sarkazm. Nie było dla nas żadnym zaskoczeniem, że irański reżim w końcu został wplątany w 9/11, podobnie jak Saddam, do którego mogli się w ten sposób dobrać Amerykanie i Brytyjczycy. Bardziej jednak palącym problemem dla rządu irańskiego są inspirowane przez CIA grupy, wszczynające niepokoje wewnątrz kraju. W ramach powtórki z brutalnych zamieszek, do jakich doszło po druzgocącym zwycięstwie Ahmadineżada w czerwcowych wyborach prezydenckich, kilka osób biorących udział w demonstracjach z końca grudnia zostało zastrzelonych przez niezidentyfikowanych sprawców. Czas dokonania tych morderstw mmiał dodatkowo znieważyć większość szyicką w Iranie. Aszura to powszechnie obchodzona rocznica męczeńskiej śmierci wnuka proroka Mahometa, imama Husajna. Siły bezpieczeństwa zarzekają się, że nikogo nie zastrzeliły – policjanci na ulicach nawet nie mieli ostrej broni.

© Unknown - CIA "soft revolution"

Zachodnie mocarstwa wykorzystały tę okazję, by skrytykować Iran za rozprawienie się z „twitterową rewolucją” oraz usunięcie Mirhosejna Musawiego z rządowego stanowiska. Gdy wziąć pod uwagę udział zachodnich mediów w tworzeniu zamieszek oraz podejrzenia samych Irańczyków co do tego, że śmierć Nedy Soltani i jej męczeństwo były zaplanowane przez obcy wywiad, nie może dziwić, że rząd Iranu oskarżył „zagraniczne siły” (Oś USA-Wlk. Brytania-Izrael) o spowodowanie ostatnich niepokojów. Co więcej, Ahmadineżad bez ogródek stwierdził, że to USA i Izrael stoją za zamieszkami:

Nazywając krwawe wydarzenia podczas święta Aszury „obrzydliwym przedstawieniem”, prezydent Ahmadineżad oznajmił, że „odbyło się ono na zamówienie jedynych zainteresowanych widzów – Amerykanów i syjonistów”.

Lepiej byśmy tego nie ujęli.

Inną osobą z zamiłowaniem do nazywania rzeczy po imieniu jest Hugo Chavez. Skutkiem zmagań ze złodziejskimi bankierami w sposób, którego pozazdrościłby mu przywódca niejednego państwa, jego rząd aresztował kilku dyrektorów za okradanie Wenezuelczyków oraz zamknął kilka prywatnych banków, zanim te wyrządziły jeszcze więcej szkód. Hugo powiedział:

”Należy pokazać społeczeństwu, kim owi bankierzy są naprawdę – są ulicznymi rabusiami, złodziejami w krawatach, pospolitymi kieszonkowcami i uporczywymi kleptomanami”.

USA pozostają największym odbiorcą wenezuelskiej ropy, jednak Chavez zamierza pozyskać nowego partnera, podpisał bowiem w grudniu umowę o współpracy z Chinami. Właśnie tego typu „socjalistyczne” zachowanie irytuje amerykański rząd i bankową elitę. Tymczasem w Kolumbii niepokojąco zwiększa się obecność sił USA. Nazywając ją „Izraelem Ameryki Południowej”, Chavez jest przekonany, że Kolumbia szykuje się do ataku pod pretekstem natarcia na rebeliantów z FARC („narkoterrorystów”, mówiąc językiem rządu USA), rzekomo kryjących się w dżunglach wzdłuż granic obu tych krajów. Aby nie pozostać w tyle za dozbrajaną przez USA Kolumbią, Wenezuela kupuje duże ilości sprzętu wojskowego u Rosjan. Gdy napięcie narasta, Tajna Grupa wie, że potrzeba już tylko drobnej iskierki:

Prezydent Wenezueli Hugo Chavez podał w niedzielę, że amerykański bezzałogowy samolot naruszył wenezuelską przestrzeń powietrzną, w związku z czym wojsko otrzymało rozkaz zestrzelenia tego typu obiektu, jeśli pojawi się ponownie.

Piekielny Izrael – zupełnie jak naziści

© Unknown

W świecie tak mocno zdominowanym przez psychopatię często trudno orzec, co jest dewiacją, wobec „norm”, ktore przyszło ludzkości zaakceptować. Jednakże raz jeszcze możemy dzięki Izraelowi wyraźnie dostrzec ów proces szerzenia się makrospołecznego zła. Sporo słychać było o tym w ostatnich latach, jednak 2009 rok, jak żaden wcześniejszy, ujawnił skalę i okropieństwo izraelskiego handlu organami. Tama puściła latem, wraz z ujawnieniem afery, w którą zamieszani byli rabini i politycy z New Jersey, a która wskazywała na udział amerykańskich szpitali w nielegalnym handlu ludzkimi narządami – zachęcanych przez izraelskie firmy ubezpieczeniowe oraz sponsorowanych przez rząd Izraela. Następnie szwedzka gazeta podała, że izraelskie siły wykradają narządy zamordowanych Palestyńczyków – praktyka powszechna od wczesnych lat 90., skupiona wokół osoby głównego patologa w Izraelu. Pomimo żywej reakcji Izraela na odnowione „średniowieczne przesądy”, zasłona milczenia bezpowrotnie opadła, a świat dowiedział się o międzynarodowej siatce Izraelczyków pozyskujących od ludzi organy, za ich zgodą lub bez niej, by zaspokoić potrzeby swojego kraju. Jej obleśne macki sięgały do USA, Mołdawii, Rumunii, Algierii, Chin, Brazylii oraz Turcji.

W grudniu do ciągle rosnącej listy dołączyła Ukraina. Przy takim obrocie spraw nazywanie procederu „nielegalnym handlem” ludzkimi narządami jest niedokładne. Widzimy tu bowiem międzynarodową konspirację, obejmującą porywanie dzieci z biednych środowisk, transportowanie ich do Izraela, gdzie (najprawdopodobniej) są zabijane, a z ich ciał pozyskuje się narządy. Na krótko przed świętami członek izraelskiego Knessetu i szef  Arabskiego Ruchu Odnowy, Ahmad Tibi, powiedział dziennikarzom, że „pewna instytucja medyczna w Izraelu [zapewne Instytut Medycyny Sądowej Abu Kabir w Tel Awiwie, w którym pracował główny patolog Izraela, Jehuda Hiss] pobierała w latach 90. narządy z ciał zabitych Palestyńczyków”. By osłabić moc jego oświadczenia, izraelska telewizja wyemitowała 20 grudnia dokument, w którym Jehuda Hiss przyznał, że takie praktyki miały miejsce od początku lat 80., po czym od razu dodał, iż „wszystko odbywało się dla dobra badań i rozwoju medycyny”. Szczegóły są wstrząsające, lecz stanowią jasny dowód na to, że Izrael nie ma sumienia:

Wracając do samego filmu, ujawniono w nim, że z pleców ciał usuwano skórę, a z oczu pozyskiwano rogówki, których później używano do leczenia izraelskich żołnierzy.

Avi Itrg oznajmił: “Usuwaliśmy skórę z pleców zmarłego, o czym jego rodzina nie mogła się dowiedzieć, ponieważ podczas pogrzebu nikt nie odwracał zwłok”.

W 1986 roku Izrael utworzył bank skór. Od początku swojego istnienia cierpiał on na brak tego narządu, jednak wkrótce Instytut Abu Kabir zapewnił mu skórę potrzebną dla rannych żołnierzy i obywateli izraelskich z oparzeniami.

Dalej w nagraniu Arieh Eldad, mieszkający w osiedlu Kefar Adummim chirurg plastyczny i główny oficer medyczny ISO w latach 1997-2000, a także członek Unii Narodowej, powiedział: „Otrzymaliśmy rozkaz, by nie powiadamiać rodzin zmarłych o usuwaniu organów z martwych ciał”.

Od razu przychodzą na myśl słynne słowa z procesów norymberskich: „Wypełnialiśmy jedynie rozkazy”.

Wściekli squattersi

© MM1

Robienie użytku z ciał Palestyńczyków nie jest czymś niezwykłym, jeśli spojrzeć na postępujący proces konsumpcji i tak już uszczuplonych ziem palestyńskich przez Izrael. W zeszłym roku na samym tylko Zachodnim Brzegu usunięto 14 000 drzew oliwnych, które odgradzały psychopatycznych osadników od izraelskich władz. Natomiast skrawki ziem, jakie pozostały w rękach Palestyńczyków – wschodnia Jerozolima i Zachodni Brzeg – otoczono 15-metrowym murem ze zbrojonego betonu i monstrualnymi wieżami, obsadzonymi żydowskimi fanatykami religijnymi z całym arsenałem do dyspozycji. Chronieni przez izraelskie wojsko i sponsorowani przez Amerykanów, osadnicy (a precyzyjniej „squattersi” lub dzicy lokatorzy) brutalnie przepędzają lokalnych mieszkańców z ich domów, po czym rozszerzają swoje osiedla, zanim tamci zdołają powrócić. Takie postępowanie tłumaczone jest przez rząd izraelski jako konsekwencja „przyrostu naturalnego”, niemniej czuć w tym smród zorganizowanych wojskowych akcji, czy też paramilitarnych szwadronów śmierci w religijnym przebraniu. Proceder ten ciągnie się już dziesiątki lat, ale dopiero agresywna polityka psychopatów Netanyahu i Liebermana jasno pokazała nawet najżarliwszym sojusznikom w USA i Europie, że Izrael nie ma najmniejszego zamiaru wstrzymać budowę nowych osiedli. Jest wręcz na odwrót, faszystowski reżim kieruje czułe słówka do swoich sponsorów tylko po to, by kupić czas na dokończenie przejmowania Zachodniego Brzegu, bezpowrotnie niszcząc nadzieje Palestyńczyków na pokojową koegzystencję. Każdy przykładny Izraelczyk zgodzi się co do jednej rzeczy: nadszedł czas, by z Arabami zagrać po biblijnemu.

W 2008 roku “apartheid” stał się modnym słowem opisującym sytuację na Zachodnim Brzegu. Jednak po tym, jak goście z RPA wyrażali się na odchodne o traktowaniu Palestyńczyków, że jest „o wiele, wiele gorsze [niż apartheid]”, oraz po demonstracji okropnej brutalności w ramach operacji „Płynny ołów”, jak i poza nią, izraelski reżim coraz częściej i otwarciej przyrównuje się do nazistowskiego. Można pójść jeszcze dalej i powiedzieć, że syjoniści są gorsi od nazistów. Może nie dopuścili się mordu na taką skalę (jak na razie), ale stopień totalitaryzmu systemu, jaki stworzyli na Zachodnim Brzegu, przede wszystkim dzięki super-nowoczesnej technologii dostarczonej przez kompleks wojskowo-przemysłowy, nieporównywalnie przewyższa wszystkie inne w historii nowożytnej. Ludziom z krajów rozwiniętych wciąż trudno pojąć, że takie barbarzyństwo pozostaje tam wszechobecne. Żeby w pełni dostrzec i uzmysłowić sobie tamtejszą rzeczywistość, musieliby sami na własnej skórze odczuć tę atmosferę terroru. Jednakże zamiast zrozumieć, że psychopaci sprowadzają na społeczeństwo widmo nazizmu, wszystkich głoszących przestrogę dla ludzkości atakuje się za „wymyślanie” niestworzonych okropności.

Unicestwianie Gazy

Zeszłoroczna rzeź Gazy była wystarczająco okrutna. Ale odcięcie zaraz potem zabitych i rannych od cywilizacji oraz utrzymanie oblężenia, uniemożliwiające ocalałym zdobycie żywności, lekarstw czy materiałów budowlanych, jest to tylko dalszą oznaką stopnia okrucieństwa niepojętego dla normalnego człowieka. Minął rok i ani jeden dom nie został odbudowany. Minął rok, a 20 000 Gazańczyków nadal mieszka w prowizorycznych chatach. Na początku grudnia, który zwiastował najsurowszą zimę od dziesięcioleci, Izrael wstrzymał jedyną dostawę gazu i ropy dla Strefy Gazy, uzasadniając to „normami bezpieczeństwa”. „Guardian” ujawnił, że ci z nielicznych pacjentów, którzy otrzymują pozwolenie na leczenie w Izraelu, są bezpodstawnie zatrzymywani w przygranicznych placówkach wojskowych, gdzie stawia się ich przed wyborem: albo zakaz przejścia przez granicę, albo kolaboracja z Izraelem.

© AP

Przez dobrą chwilę wydawało się, że Izrael upamiętni zeszłoroczną rzeź kolejną dawką rytualnego mordu. 23 grudnia izraelskie samoloty zrzuciły tysiące ulotek ostrzegających Gazańczyków przed współpracą z Hamasem i zawierających groźbę nowego ataku w rocznicę rozpoczęcia operacji „Płynny ołów”. Całość okazała się chorym żartem, jednak przez kilka dni mieszkańcy Gazy żyli wstrzymując oddech. W Boże Narodzenie zamknięto wszystkie przejścia graniczne, a Gaza została już naprawdę odcięta od świata. Następnie Izrael obwieścił powrót do polityki otwartych zabójstw, kiedy na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy zastrzelono 6 Palestyńczyków. Chociaż sama rocznica przeszła bez poważnych incydentów, w Nowy Rok izraelskie czołgi i odrzutowce dokonały krótkiego ostrzału obszaru Gazy. Dzieci w przerażeniu oczekiwały powtórki z zeszłorocznego piekła. Ostrzał ponawiano w ciągu pierwszego tygodnia 2010 roku. To tylko kwestia czasu, zanim dojdzie do operacji Płynny ołów 2.

Na rocznicę wybuchu konfliktu 27 grudnia do Gazy zmierzało 1 500 aktywistów z całego świata, a także konwój Viva Palestina z 250 ciężarówkami i karetkami wiozącymi leki oraz inne produkty pierwszej potrzeby, ofiarowane przez mieszkańców Europy i Bliskiego Wschodu. Jednak władze egipskie, mające wyraźne wytyczne z zewnątrz, zabroniły George’owi Gallowayowi i jego przyjaciołom wjazdu na niewielki teren graniczący ze Strefą Gazy – zostali zatrzymani w jordańskim porcie. W związku z tym obrali dużo dłuższą, okrężną drogę do portu Latakia w Syrii, a stamtąd do egipskiego Arisz u wybrzeży Morza Śródziemnego. Gdy w proteście przeciw egipskiemu zakazowi wjazdu Galloway zapowiedział strajk głodowy, turecki rząd zainterweniował i rozpoczął mediacje. Doszło do tego, że w strajku wzięło udział 400 członków Viva Palestina, a wśród nich 85-letni Żyd, który przeżył pobyt w hitlerowskim obozie koncentracyjnym. Egipt nie spodziewał się tak wielkiego oporu, w związku z czym kazał oprychom ze służb bezpieczeństwa zająć się nimi w jedyny znany sobie sposób.

Tak osaczeni w Kairze, aktywiści pogodzili się z faktem, że nie dotrą już do Gazy, Nowy Rok spędzając na odpieraniu ataków policji, które przerywały ich nieustanne demonstracje i zgromadzenia przed ambasadami oraz egipskimi budynkami rządowymi. Tamtejsze władze, zmęczone protestami, 6 stycznia wreszcie otworzyły przejście graniczne w Rafah. Cały epizod jasno wykazał, że nie tylko Izrael dowodzi w tym więzieniu pod gołym niebem. Egipt jest równie odpowiedzialny za zbrodnie w Strefie Gazy, a do tego jest w trakcie budowy podziemnego zbrojonego muru amerykańskiej produkcji, mającego powstrzymać Gazańczyków przed kopaniem tuneli, którymi zdobywają zaopatrzenie:

Zbrodniarze Wojenni

© Unknown - Widzieliście kogoś z tej trójki? Są poszukiwani za zbrodnie wojenne przeciwko ludzkości.

Słyszeliśmy mnóstwo dyskusji, ale nie widzieliśmy wielu działań, jeśli chodzi o wniesienie oskarżeń przeciwko ministrom i generałom odpowiedzialnym za operację „Płynny Ołów”. Niemniej jednak, robi się przynajmniej jakieś gesty, mające powstrzymać tą spuszczoną z łańcucha bestię. Brytyjski sąd wydał w grudniu nakaz aresztowania dla Tzipni Livni, na który izraelski wice premier odpowiedział z charakterystycznym dla siebie tupetem:

My wszyscy jesteśmy Tzipni Livni – powiedział. – Nadszedł czas, abyśmy z defensywnego stanowiska przeszli do ofensywy. Musimy pokazać, czym jest prawdziwa dyplomacja, i dać do zrozumienia Brytanii, Hiszpanii i wszystkim tym innym krajom, że dłużej tego nie zniesiemy.

Będący pochodzenia żydowskiego David Miliband, sekretarz spraw zagranicznych Zjednoczonego Królestwa, był „wstrząśnięty” i obiecał swoim krewniakom, że jak długo sprawuje swój urząd, do żadnego takiego aresztowania nie dojdzie. Co więcej, prawo dotyczące oskarżania zagranicznych przywódców państwa za zbrodnie wojenne zostanie „zreformowane i odnowione”. Nie trudno odgadnąć, dlaczego brytyjski rząd jest defensywny w tej kwestii. Przez cały grudzień określenie „zbrodnia wojenna” było zbyt często i z upodobaniem wykorzystywane przez brytyjską prasę, odkąd komisja pod przewodnictwem Sir Johna Chilcota, prowadząca dochodzenie w sprawie wojny w Iraku, ustaliła ostatecznie, że inwazja na Irak została zaplanowana przed 9/11 i że nie było w ogóle żadnej intencji „odbudowywania powojennego Iraku”.

Pomimo całej naszej nadziei na powstanie rozdźwięku pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Izraelem, który byłby wystarczająco duży, żeby mógł powstrzymać nieustannie sianą przez Oś Syjonistów destrukcję, Obama po raz kolejny prześcignął swojego poprzednika, zaspokajając na chwilę niepohamowany apetyt Izraela sumą następnych 2.775 miliardów dolarów na „dofinansowanie bezpieczeństwa”, wykładając tym samym kwotę podobną do tej, jaką zaserwował im w lipcu. Jednak jeszcze większe obrzydzenie wywołuje informacja o tym, że na nadchodzącą dekadę Izrael zarezerwował sobie „pomoc” w wysokości 30 miliardów dolarów.

Krygujący się Berlusconi

© Unknown - Wzgardzony patokrata

Błazeństwa włoskiego premiera Silvio Berlusconiego nigdy nie przestają bawić, ale jego zachowanie w ciągu 2009 roku ulegało zauważalnemu pogorszeniu. Dla takich jak on „pierwszorzędnych” aktorów scenicznych, seks skandale i korupcja są normą, ale jego uzależnienie od świateł reflektorów przyczyni się ostatecznie do jego upadku. Z początkiem grudnia w Rzymie odbyła się ogromna demonstracja na rzecz jego rezygnacji. Zbiorowa frustracja ludzi znalazła ujście w formie latającej katedry, która wybiła mu przednie zęby, a rzucona została przez „niezrównoważonego psychicznie” mężczyznę, kiedy Berlusconi wygłosił do swoich zwolenników przemówienie, przywodzące na myśl samego wielkiego Il Duce. No to się doigrał! Reakcja Berlusconiego wcale nie była zabawna, niemniej jednak oferuje nam ona bezcenny wgląd w mechanizm psychopatologii, która zakaża i przekształca społeczną świadomość w sytuacji, kiedy nosiciele choroby zyskują możliwość narzucenia całemu społeczeństwu swojego wypaczonego światopoglądu:

Rząd forsuje teraz projekt ustawy, która ograniczy internetową wolność poprzez nałożenie obowiązku, nawet na blogi, uzyskania rządowego zezwolenia na publikowanie w sieci komentarzy o treści politycznej.

Leżący w szpitalnym łóżku Berlusconi zareagował na ten gwałtowny zamach na niego szczerym szokiem: „Dlaczego ludzie mnie nienawidzą? Ja kocham wszystkich, jestem premierem wszystkich Włochów”.

Jak zwykł był mawiać wczesny oponent polityczny Berlusconiego (i były redaktor jednej z jego gazet), problem z Berlusconim polega na tym, że on wierzy w swoje własne fantazje. Zawsze powtarzał, że wszyscy powinni go kochać, a teraz wychodzi na to, że mówił to z pełnym przekonaniem. Najnowszy film dokumentalny „Videocracy” ukazuje, że po 10 latach z Berlusconim w roli premiera, dzięki potędze mediów będących do jego dyspozycji, Włosi żyją teraz w jego wyimaginowanym świecie. To świat bez szacunku dla kobiet, bez praworządności i odpowiedzialności finansowej, świat, w którym ceni się jedynie indywidualny sukces i pieniądze, a wizerunek jest ważniejszy od słów.

Kiedy pojedynczy człowiek sprawuje tak pełną kontrolę nad swoim krajem, ludziom o odmiennych poglądach politycznych pozostaje niewiele przestrzeni w mediach na wyrażanie swoich opinii. Jak długo przywódca ten czuje się uwielbiany przez swoich obywateli, będzie korzystał z demokratycznych metod w walce z opozycją, jednak nie powinniśmy zapominać o tym, że kiedy człowiek jest przestraszony i czuje się znieważony, może posunąć się do skorzystania z niedemokratycznego arsenału środków. To, co wydaje się być dobrą wiadomością dla oponentów Berlusconiego, może więc szybko się zmienić.

Paranoja na temat spisku na jego rządy pogłębia i tak już kiepski stan Silvio, możemy się zatem spodziewać, że niebawem udzieli się ona całemu włoskiemu społeczeństwu. Ni z tego ni z owego „Superman” ogłasza, że w ciągu trzech lat rozprawi się z Mafią. Ale oczywiście, w swojej najnowszej fantazji Silvio zapomniał uwzględnić faktu, że sam jest Mafiozem!

Witając Nowy Rok kieliszkiem „Błękitnego Złota”

”Ludzkość … odurzona poczuciem własnej władzy …wydaje się coraz bardziej zmierzać w kierunku kolejnych eksperymentów z doskonaleniem metod niszczenia siebie i własnego świata. Na tę nieszczęsną tendencję nie ma żadnego lekarstwa – żadnego panaceum”
Rachel Carson, kwiecień 1952.

Proces prywatyzacji światowych zasobów wody nie wymaga nakładów kapitałowych, jakie potrzebne są w przypadku innych form depopulacji. Żadnych bomb, żadnego białego fosforu, żadnych trujących szczepionek. Prywatyzacja wody przebiega po cichu i stopniowo – jeden kraj i jedna umowa. Jakiś kraj bankrutuje, jego rząd zawiera umowę z Bankiem Światowym i Międzynarodowym Funduszem Walutowym (MFW), te ukradkiem podłączają cały naród do wodomierzy na kartę i zanim się ktokolwiek zorientuje, ludzie, których nie stać na płacenie, dowiadują się, że skończyły się dobre czasy i woda w kranie jest zakręcona.

Parafrazując słowa Carsona:

”Psychopaci …odurzeni poczuciem własnej władzy, …wydają się coraz bardziej zmierzać w kierunku kolejnych eksperymentów z doskonaleniem metod niszczenia ludzkości i świata. Na tę nieszczęśliwą tendencję nie ma żadnego lekarstwa – żadnego panaceum”.

W sytuacji, w której kraj jest zadłużony i potrzebuje pożyczki od Banku Światowego lub od MFW, z dużą dozą prawdopodobieństwa zostanie on poproszony o zabezpieczenie swojej pożyczki, poprzez przeniesienie gospodarki swoimi zasobami naturalnymi z sektora publicznego do prywatnej korporacji. Proces ten daje olbrzymią władzę niewielkiej grupie osób, które odmawiając zasobów tym, których na to nie stać, zyskują władzę nad ich życiem. Jest to szczególnie prawdziwe w przypadku wody.

Chociaż wszystkie zasoby naturalne są cenne, woda jest najcenniejszym ze wszystkich pod kątem „możliwości inwestycyjnych”. Dla korporacji, których jedynym celem jest czerpanie zysków, woda jest zatem „błękitnym złotem”.

Podobieństwa pomiędzy psychopatami i korporacjami zostały przedstawione w filmie dokumentalnym „Korporacja” z 2002 roku. Taktyki osiągania własnych celów, wykorzystywane przez te „osoby prawne”, zostały przyrównane do Listy Kontrolnej Zaburzeń Umysłowych, zestawionej przez dra Roberta Hare’a, którego przełomowe badania w tej dziedzinie odegrały znaczącą rolę w udostępnianiu opinii publicznej informacji na temat zjawiska psychopatii:

Kryteria Zaburzenia Osobowości
Światowej Organizacji Zdrowia ICD-10
Kryteria Diagnostyczne według DSM-IV

– Niewrażliwość na uczucia innych
– Niemożność utrzymywania stałych związków
– Beztroskie lekceważenie bezpieczeństwa innych
– Kłamliwość: notoryczne kłamanie i oszukiwanie innych dla osiągania własnych korzyści.
– Brak poczucia winy.
– Niezdolność do podporządkowania się normom społecznym i brak poszanowania dla praworządnych zachowań.

W filmie dokumentalnym „Strumień Jean Luc-Tuly, były księgowy z 30 letnim stażem w korporacji Vivendi/Violia, odsłania taktyki wykorzystywane przez dyrektorów generalnych korporacji wodnych.

Musicie wiedzieć, że przedsiębiorstwa (wodne) istniały już 150 lat temu i założone zostały przez bankierów.

Te międzynarodowe korporacje nie są w żadnym wypadku organizacjami filantropijnymi, więc ich postępowy język jest doprawdy skandaliczny, bo jak sami twierdzą: „To my zlikwidujemy nędzę związaną z brakiem dostępu do wody”.

Ale jak udziałowcy Vivendi mogliby czekać 10 do 15 lat z dostawą wody dla ludzi, których na nią nie stać? To ich zupełnie nie interesuje.

© Unknown

Pierwsza dekada 21-go wieku zaznaczyła się falą powszechnych buntów przeciwko prywatyzacji wody w krajach takich jak Nikaragua, Indie, Afryka Południowa, Ghana i Boliwia, żeby wymienić tylko kilka z nich. Aby dobrze uchwycić skalę cierpienia, jakie zostało narzucone lokalnym populacjom poprzez prywatyzację wody, obejrzyjcie ten dokument.

Związek bankierów z funkcjonowaniem przedsiębiorstw wodnych daje nieograniczone możliwości w prywatyzowaniu miejskich wodociągów, ponieważ władze miast potrzebują pieniędzy na konserwację, chcąc zapewnić odpowiednią czystość dostarczanej wody. Kiedy już zaciągną dług, cena wody nieuchronnie wzrośnie, a ci, którzy nie udźwigną podwyżek, będą musieli zadowolić się brudną wodą, jako ceną za zyski akcjonariuszy.

Według badań z 2003 roku, przeprowadzonych przez organizację Center for Public Integrity:

Gwałtowny rozwój prywatnych przedsiębiorstw wodnych w ciągu ostatnich 10 lat budzi obawy, że ludzkość może tracić kontrolę nad swoim najważniejszym zasobem, oddając go garści monopolistycznych korporacji. Analitycy przewidują, że w Europie i w Ameryce Północnej w ciągu najbliższych 15 lat przedsiębiorstwa te będą kontrolowały od 65 do 75 procent publicznych sieci wodociągów.

Żeby zaczepić się na rynku każdego kontynentu, korporacje wodne nawiązują bliską współpracę z Bankiem Światowym i innymi międzynarodowymi instytucjami finansowymi. Wywierają agresywny nacisk na ustawodawstwo i prawo handlowe, tak aby zmusić władze miast do prywatyzacji wody i wdrożenia planu dyskusji dotyczącego rozwiązań problemu wzrastającego niedoboru wody na świecie.

Przedsiębiorstwa te argumentują, że są skuteczniejsze i tańsze od przedsiębiorstw publicznych. Krytycy twierdzą natomiast, że to drapieżni kapitaliści, których ostatecznym celem jest zaplanowane przejęcie kontroli nad światowymi zasobami wody i podnoszenie cen, nawet mimo rosnącej przepaści pomiędzy bogatymi i biednymi. Istnieje obawa, że zniknie wszelkie poczucie odpowiedzialności i świat utraci kontrolę nad swoim życiodajnym zasobem.

Kolejna tragedia ubogiego kraju jest dla międzynarodowych korporacji – okazją inwestycyjną:

Istnieje tu ogromny potencjał rozwojowy… “W przyszłości świat będzie toczył wojny o wodę. To ograniczony, cenny zasób, więc zawsze będzie to rynek wzrostu” – Peter Spillett, kierownik wyższego szczebla w Thames Water.

Woda to pewny interes, jeżeli spojrzeć na istniejące zapotrzebowanie… Oczyszczamy wodę i dostarczamy ją do twojego domu. Świadczymy usługę, a to kosztuje, i ktoś musi za to zapłacić„.

– Gerard Payen, zarządzał ekspansją Suez SA w krajach zamorskich.

A jeżeli jesteś biedny i nie możesz opłacić wodomierza na kartę, albo idziesz do najbliższego akwenu i napełniasz pojemnik zanieczyszczoną wodą w nadziei, że nie jest ona siedliskiem cholery czy innych wodno-pochodnych chorób, albo walczysz z korporacją”.

Poniżej zamieszczamy kilka doniesień z głównych linii frontu wojen o wodę, które wyszły na jaw w 2009 roku. Niektóre mówią o gwałtownych aktach przemocy, jakie miały miejsce z powodu niedoboru wody. Pozostałe dotyczą substancji zanieczyszczających wodę – to haczyk na zarządy miast, które mają zwrócić się do korporacji oferujących oczyszczanie – za opłatą:

Niewykorzystywane procedury wiertnicze mogłyby zredukować poziom skażenia wód, ale przedsiębiorstwa energetyczne wzbraniają się przed ich stosowaniem

Czy Salwador i inne kraje Ameryki Środkowej mają prawo do własnych ustaw o ochronie środowiska, czy też warunki dyktują ponadnarodowe korporacje?

Prawdziwa historia arszeniku w wodzie

Woda z tego kranu jest legalna, ale może być niezdrowa i zabójcza

Badania wykazały obecność setek substancji zanieczyszczających w wodzie z krajowych wodociągów

Leki w wodzie pitnej rosnącym zagrożeniem

Chiny: 100 tys. mieszkańców miasta Xiangtan w obliczu niedoboru wody pitnej

AIG zmusza ubogich do wybierania pomiędzy bieżącą wodą i jedzeniem

Nuklearne piętno: Pod pustynią w Nevadzie płynie zanieczyszczona woda

Palestyńscy rolnicy z Zachodniego Brzegu pozbawieni dostępu do wody

Czystka etniczna: Izrael odmawia Palestyńczykom dostępu do czystej wody

Czy burmistrz Chicago, Jim Daley, szuka sposobu na wydzierżawienie wodociągów?

Brak regulacji prawnych w sprawie substancji toksycznych w wodzie umożliwia przemysłowi chemicznemu, węglowemu i rolnemu bezkarne zanieczyszczanie amerykańskich ujęć

Przybrzeżne wody Kalifornii śmietniskiem wędkarskiego sprzętu

Badania ujawniają, że prywatyzacja wodociągów zwiększa bezrobocie

Pensylwania zalana ściekami w związku z gwałtowną eksploatacją złoży gazu ziemnego

Popyt na wodę zagraża kanadyjskim rzekom

Woda pitna w szkołach zawiera toksyny

Wojny o wodę w kraju wyschniętych pól

Toksyczna woda – obchodzenie ustaw o ochronie czystości wody kosztem ludzkiego cierpienia

10 tysięcy Gazańczyków pozbawionych dostępu do wody i systemu sanitarnego

Niedobór wody przyczyną kryzysu w ogarniętym suszą Meksyku

Rozsupływanie zagwozdki

Nie słyszeliśmy w te święta o pojawieniu się na niebie Świętego Mikołaja, ale i tak w górze pełno było zjawisk o wysokiej dziwności!

W tym miesiącu doliczyliśmy się 136 doniesień o UFO. Być może dlatego, że bacznie je śledziliśmy. Większość z nich pochodziła z Wielkiej Brytanii i Ameryki Północnej, z 58 obserwacjami w USA i Kanadzie oraz 62 w UK. Szczyt przypadł na dzień Bożego Narodzenia i Sylwestra. Nawet jeden z naszych redaktorów widział czerwono-pomarańczową kulę przelatującą po niebie, kiedy sylwestrowej nocy obserwował zaćmienie księżyca!

A to co takiego?

Tajemnicze spiralne niebieskie światło nad Norwegią

Dziwna spirala: Mieszkańcy północnej Norwegii byli oszołomieni świetlnym widowiskiem, jakie pojawiło się na niebie. Wyglądało niemalże jak wygenerowane komputerowo.

© Svein-Egil Haugen

Co u licha…

© Tommy Guttormsen

Członkowie naszego forum przemyśleli wszystkie tropy związane z tym wspaniałym pokazem na niebie. Biorąc pod uwagę dostępne dane, wygląda na to, że rzeczywiście był to wirujący pocisk rakietowy – zgodnie z wytłumaczeniem podsuniętym mediom. Tutaj, na tej symulacji, wyjaśniono, w jaki sposób wirujący obiekt może wytworzyć tak piękną spiralę. Możecie też zestawić i porównać inne nagrania video na Youtube, które dotyczą wydarzeń o porównywalnych cechach, przyjrzyjcie się w szczególności temu nagraniu video z Chin. Jednakże ani media, ani symulacja nie tłumaczą, dlaczego nigdy wcześniej nie widzieliśmy, żeby pociski rakietowe wykonywały coś tak spektakularnego pod względem estetyki. Skłania nas to do wysnucia wniosku, że w tym zjawisku rzeczywiście było coś nadzwyczajnego – może nie tyle w samej rakiecie, co w atmosferze? Gdyby powietrze zrobiło się gęstsze niż zazwyczaj albo zostało nasycone nietypowymi cząsteczkami, odbicie światła również byłoby inne. Pamiętacie ten artykuł z 2008 roku?

Zasięg występowania srebrzystych obłoków [chmur świecących nocą] wydaje się zwiększać, być może z powodu globalnego ocieplenia” – mówi Paul M. Bellan, profesor fizyki stosowanej z Caltech-u [California Institute of Technology – Kalifornijski Instytut Technologii].

© Mark Humpage/ swns.com - ”Srebrzyste”, czy też „świecące nocą” chmury formują się w zewnętrznych granicach górnej atmosfery i odbijają promienie słoneczne jeszcze długo po zniknięciu Słońca za horyzontem.

Dwadzieścia pięć lat temu badacze z Poker Flat na Alasce odkryli, że owe chmury odbijają fale radarów. Ta niezwykła własność przez długi czas zastanawiała naukowców. W sierpniowym numerze „Journal of Geophysical Research-Atmospheres” Bellan podaje rozwiązanie: kryształki lodu w srebrzystych obłokach pokryte są cienką warstwą metaliczną, składającą się z sodu i żelaza. Warstwa ta powoduje, że fale radarowe odbijają się od chmury, analogicznie do odbijania się promieni rentgenowskich od siatki krystalicznej.

Atomy sodu i żelaza gromadzą się w górnej atmosferze po wyrzuceniu ich przez nadlatujące mikrometeory. Atomy tych metali osadzają się w cienkiej warstwie pary wodnej znajdującej się tuż nad wysokością, na której tworzą się obłoki srebrzyste. Astronomowie ostatnio wykorzystują warstwę sodu do tworzenia przez laser sztucznego obrazu gwiazdy odniesienia dla teleskopów korzystających z optyki adaptywnej, co likwiduje zniekształcające obraz zakłócenia atmosferyczne i umożliwia uzyskanie czystszego obrazu kosmicznego nieba.

Innymi słowy, powodem zwiększenia się w ostatnim czasie częstotliwości występowania świecących chmur jest zjawisko bombardowania atmosfery mikrometeorami. Jest to niezmiernie ważna informacja, ponieważ wraz z mikrometeorami pojawią się makrometeory. Rzeczywiście, od kilku lat śledzimy bolidy i chociaż brakuje nam danych statystycznych do przedstawienia ostatecznych wniosków, z przykrością odnotowujemy wzrost ilości doniesień w światowych mediach. Oto kilka obserwacji z grudnia:

USA: Pytanie o tajemnicze grzmoty

Maryland, USA: Dziwny płonący obiekt znaleziony na plaży

Niebieskawo-zielony bolid nad północną częścią Niemiec

Hawaje: Kolorowe „ogniste kule” rozjaśniają wieczorne niebo

Ogromny bolid i niebiesko-zielone niebo od Minnesoty po Wisconsin

Bolid: Ciekawe wydarzenia w Nebrasce

Trzęsienia ziemi w Nebrasce to rzadkie zjawisko, jakie jest więc prawdopodobieństwo, że do jednego z nich dojdzie w kilka minut po przelocie meteoru zostawiającego za sobą płonący ślad?

Trzęsienie ziemi o magnitudzie 3,5 stopnia po uderzeniu bolidu z Nebraski

Chiny: Bolid w Pekinie

Zjednoczone Królestwo: Bolid widziany za dnia

Strzelające płomieniami UFO (Meteor?) w pobliżu autostrady A47 w Anglii

USA: „Iskrząca” niebieska smuga (Meteor?) na wschodniej części nieba

Kanada: Meteor przecina niebo

Domniemany upadek meteorytu przyczyną alarmu w Santiago w Chile

USA: Głośny soniczny huk słyszany przez wiele osób

Zielony meteor rozjaśnia nocne niebo nad pustynią Mojave

© Barcroft - Olbrzymi meteor uderza w Ziemię podczas corocznego deszczu meteorów z roju Geminidów. Zdjęcie zrobione na pustyni Mojave niedaleko miasta Victorville.


Zostawiamy Was z tym noworocznym pytaniem: Kim są prawdziwi terroryści?

Amerykański weteran wojenny: Powiedziano nam, że będziemy walczyć z terrorystami, ale to ja byłem prawdziwym terrorystą, a prawdziwym terroryzmem jest ta okupacja

– –

Ten artykuł jest przekładem oryginału w języku angielskim:
Connecting the Dots: 2009 – The Year in Review
dokonanym przez polskich tlumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.

Materiał ten został opublikowany przez SOTT.NET – projekt Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala sie na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz źródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

Reklamy

3 komentarze »

  1. Globalny spisek Izraela,USA, Anglii i krajów Zachodu jest faktem i trudno to skomentować.Można tylko się łączyć w calu przeciwdziałania siłom zła i elitom zła , skądkolwiek one pochodzą.

    Komentarz - autor: Kapol — 9 lutego 2010 @ 12:38

  2. Przeciwdziałanie jednemu spiskowi, powoduje że stajemy się spiskowcami. I jak wybrać, który spisek jest właściwy?

    Komentarz - autor: Muki — 9 lutego 2010 @ 16:31

  3. Dla otrzeźwienia proponuję poczytać na przykład o tym:

    „[…] podczas spotkania ministrowie powtórzyli złożone wcześniej deklaracje zwiększenia kontyngentów w Afganistanie. B. Klich przypomniał, że Polska planuje zwiększenie wiosną swojego kontyngentu z 2000 do 2600 żołnierzy na miejscu i dalszych 400 w odwodzie”.

    i może jeszcze o tym:

    Wydamy 89 milionów zł na zakup izraelskich bezzałogowców

    i o tym:

    W zamian za pomoc w szkoleniach psów Izraelczycy uczą polskich więzienników technik samoobrony.

    Komentarz - autor: Darek — 10 lutego 2010 @ 11:50


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: