PRACowniA

7 Luty 2010

Łączenie punktów – cz.2: Nopenhaga

Druga część grudniowego odcinka Łączenia Punktów – a w niej o Kopenhaskiej Konferencji Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu oraz o tym, jak od samego początku rozhulała nam się zima.

SOTT Editors
Sott.net
08 stycznia 2010 13:57 EST

Nopenhaga

Jeśli żyjecie na półkuli północnej, to prawdopodobnie wychodzicie na dwór w solidnych rękawicach, a leżąc w łóżku przykrywacie się dodatkową kołdrą, czując w głębi, że Wszechświat w całej swej boskiej mądrości stroi sobie żarty z kaznodziejów globalnego ocieplenia. A raczej, to oni robią sobie żarty z nas wszystkich, co ujawniła w listopadzie afera Climategate. Ci kaznodzieje mogą przez jakiś czas „ukrywać spadek”, ale nie oszukają rzeczywistości. Czyż nie jest nadzwyczajnym ostrzeżeniem – ale i cudną ironią – że Kopenhaska Konferencja Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu, która miała na celu rozwiązanie problemu globalnego ocieplenia, rozpoczęła się z początkiem jednej z najzimniejszych zim ostatnich dziesięcioleci?

Znakiem zwiastującym, że konferencja okaże się być inna niż oczekiwano, było nagłe odwołanie przez Ala Gore’a – rycerza na krucjacie przeciw globalnemu ociepleniu – mającego odbyć się 16 grudnia wystąpienia promującego jego nową książkę „Nasz wybór”. Mimo iż nie podano żadnego konkretnego powodu, osoby koordynujące sprzedaż biletów (tak przy okazji, 1209 $ za bilet dla VIP-ów) oraz promocję wydarzenia, zasugerowały, że powodem odwołania było jego „ogromne rozdrażnienie” – oczywiste odniesienie do tego, co Gore musiał poczuć na wieść o Climategate. Równie ciekawe były komentarze innego ewangelisty ocieplenia, Jamesa Hansena, szefa NASA Goddard Institute for Space Studies w Nowym Yorku, który wolał, aby spotkanie zakończyło się klęską, ponieważ „całe to podejście jest tak gruntownie błędne, że lepiej dokonać ponownej oceny sytuacji. Jeśli porozumienie będzie podobne do tego z Kioto, ludzie przez lata będą starali się ustalić, co ono dokładnie oznacza”. Czy powiedział tak, ponieważ był świadomy, że obóz globalnego ocieplenia potrzebuje przegrupowania po przegranej bitwie? A może zarówno Gorowi, jak i Hansenowi przykazano wycofanie się z Kopenhagi?

Kolejny cios zadała konserwatywna opozycja w australijskim senacie, odrzucając rządowy projekt Laburzystów wprowadzenia planu handlu emisjami dwutlenku węgla. Nawet australijska partia Zielonych była przeciwko – i całkiem słusznie, skoro wielkie zanieczyszczające środowisko przedsiębiorstwa kosztowałoby to 30 mld $AUS odszkodowań, gdy tymczasem rząd mógłby osiągnąć zamierzony przez siebie poziom emisji dwutlenku węgla odkupując po prostu z zagranicy „pozwolenia na zanieczyszczanie” i nie robiąc nic na rzecz środowiska. Cztery tygodnie później za tym przykładem podążyła Francja, aż – na dwa dni przed wejściem nowej ustawy w życie – francuski Trybunał Konstytucyjny uznał nowy podatek od emisji CO2 za niekonstytucyjny. Nie tyle są to poważne przeszkody na drodze do szlachetnego celu, jakim jest oczyszczenie planety, co raczej utrudnienia w zarabianiu na „handlu CO2”. Geniusze stojący za kapitalizmem kataklizmowym wyliczyli sobie, że pod pretekstem ratowania planety mogą zarobić miliard lub dwa wymyślając handel emisjami CO2, który w zasadzie oznacza, że aby móc spokojnie zanieczyszczać środowisko, firmy przekraczające limit zanieczyszczeń muszą odkupić nadwyżki od tych, co limitu nie przekraczają. Zamiast być zachętą do stosowania przyjaznych środowisku przemysłowych technologii, stworzyło to niezwykle dochodowy rynek „handlu CO2”, którego obroty mają w ciągu następnych dziesięciu lat wzrosnąć do 3 bilionów rocznie – to dwukrotnie więcej niż obroty w handlu ropą.

Nic więc dziwnego, że opinia publiczna była poruszona, i przeciw korporacyjnej agendzie stojącej za ochroną środowiska zaprotestowało 100 tysięcy osób. Nieśli transparenty takie jak „Nasz klimat – nie wasz biznes” – co jest nazwą grupy szczególnie atakowanej przez policję. Odpowiedź duńskich władz nie różniła się niczym od absolutnie uwłaczających godności ludzkiej taktyk stosowanych przez oddziały policji podczas obydwu szczytów G20. Około 1000 osób aresztowano, stłoczono z rękami związanymi za plecami, a następnie zmuszono do siedzenia godzinami na mrozie, podczas gdy dziennikarzom ograniczono możliwość zdawania relacji z aresztowań.

© Sott.net

W trakcie zamieszek policja zatrzymuje ludzi na chybił trafił

© Scanpix

Następnie usadowiono ich w rzędach, z rozsuniętymi nogami i otoczono pierścieniem państwowych „osiłków”. Na długie godziny ci ludzie zostali pozbawieni wszelkich praw i potraktowani jak podrzędny gatunek.

© Thibault Camus/AP

Prośby o pomoc były ignorowane i wiele osób było zmuszonych oddać mocz tam, gdzie siedziało. „Aresztowanie” nie było niczym sprowokowane, a ze zdjęć można łatwo wywnioskować, że policja miała z góry wyznaczone zadanie przeprowadzenia tej zorganizowanej operacji bez względu na zachowanie protestujących.

© Reuters

Na miejscu znaleźli się ci sami podejrzani co zwykle: grupa 300 „anarchistów” noszących wszelkie znamiona agentów-prowokatorów przejmujących pokojowe demonstracje. Oceńcie zresztą sami.

Aby masowe aresztowania łatwiej dało się przełknąć, policja zawczasu przygotowała opinię publiczną ogłaszając, że przechwyciła tajny skład bomb z farbą, tarcz i innego uzbrojenia, które rzekomo miało zostać użyte przez „niesfornych demonstrantów”. Rzecznik policji powiedział nawet: „wiemy z doświadczenia, że pewne destrukcyjne elementy będą infiltrować demonstrację”. Kluczowym słowem jest tu „infiltrować”, ponieważ niesforni demonstranci, ubrani na czarno, zamaskowani i żądni gwałtu, są elementem całkowicie obcym przeciętnemu protestującemu, zainteresowanemu sprawami środowiska, niemniej jednak dają oni policji usprawiedliwienie do bicia po głowie.

Co do samego szczytu… cóż, jeśli słyszeliście o Climategate, słusznie domyślacie się, że szczyt zakończył się klęską. Do delegacji rozwijających się państw dotarł przeciek o projekcie porozumienia spisanym w tajemnicy przez bogate państwa z intencją narzucenia go reszcie. Zwiększyłoby to ich władzę, zmarginalizowało rolę negocjacji ONZ i unieważniło protokół z Kioto. Dokument ten – tzw. „tekst duński” – został opracowany przez grupę znaną jako „circle of commitment”, składającą się z tych samych co zwykle podejrzanych, czyli z Wielkiej Brytanii i USA, oraz dodatkowo gospodarza szczytu, Dani. Na mocy tego dokumentu miało dojść – za pośrednictwem administracji ONZ – do przesunięcia funduszy pierwotnie przeznaczonych dla państw trzeciego świata do MFW i Banku Światowego, a jakże by nie!

[„circle of commitment” – krąg zaangażowania, określenie autorów tego projektu, po raz pierwszy użyte 8 grudnia 2009 przez dziennik The Guardian – przyp.]

© Attila Kisbenedek/AFP/Getty Images - - Haitańska delegatka jest zrozpaczona, kiedy rozmowy podczas szczytu „globalnego ocieplenia” w Kopenhadze kończą się klęską.

MFW oraz Bank Światowy, jak prawdopodobnie wiecie, są zgubą dla rozwijającego się świata. Chociaż w zasadzie zadaniem tych instytucji jest wspieranie rozwijających się państw, w praktyce działają zupełnie odwrotnie, uzależniając swoją pomoc finansową od realizacji wytycznych dla gospodarki państwowej, co nie ma nic wspólnego z rozwojem jakości życia lokalnych społeczności, ułatwia za to wzbogacanie się zagranicznych inwestorów i co bogatszych państw. Jak wspomnieliśmy powyżej w naszym podsumowaniu roku 2009, globalne elity obdarzyły ostatnio MFW nowymi uprawnieniami i szybko staje się on bankowym ramieniem „Światowego Rządu”.

Co więcej, okryty niesławą tekst duński nie zezwalałby biednym państwom na emitowanie w 2050r. więcej niż 1,44 tony dwutlenku węgla na osobę, podczas gdy limit dla bogatych państw wynosiłby 2,67 ton. Ten akt jawnej niesprawiedliwości został zaplanowany pomimo faktu, że to uprzemysłowione państwa produkują większość zanieczyszczeń, przy czym za 55% emisjii odpowiadają Stany Zjednoczone, oraz pomimo że redukcja emisji przez rozwijające się państwa jeszcze bardziej upośledziłaby ich gospodarkę, spychając kolejne miliony ludzi na krawędź śmierci głodowej. (Przy okazji, czy wiecie, że największą na świecie pojedynczą instytucją zatruwającą środowisko jest Pentagon? Jest on, oczywiście, zwolniony z wszelkich międzynarodowych umów klimatycznych, co nie jest wielkim zaskoczeniem, zważywszy na to, jak lekceważy on wszelkie obszary międzynarodowego prawa, któremu podlegają państwa narodowe. Jednakże oczekiwać, żeby Pentagon był przyjazny dla środowiska, to jak prosić seryjnego mordercę o wycieranie butów za każdym razem, gdy włamuje się do domu swojej ofiary.)

Wobec tak aroganckiego neokolonialnego spisku państwa afrykańskie, wsparte przez grupę G77 rozwijających się państw, zniesmaczone opuściły szczyt. Ostatecznie delegaci 192 uczestniczących państw zdołali ocalić jedynie niewiążące porozumienie, które „uznaje” „naukowy wniosek” o ograniczenie wzrostu temperatury do maksimum 2°C, nie zawiera jednak żadnych zobowiązań do redukcji emisji. Media próbowały przedstawić kopenhaskie porozumienie w pozytywnym świetle, jednakże, jeśli śledziliście prawdziwą naukową debatę, to pewnie zgodzicie się z nami, że jest ono praktycznie bezwartościowe. (Lepiej nie wspominać o tej niewygodnej prawdzie, bo można za to zostać wyrzuconym przez ochroniarzy.)

Co ciekawe, w następstwie konferencji i pomimo nieudanego zamachu stanu planowanego przez „circle of commitment”, zachodnie media zostały poinstruowane, aby za kopenhaskie niepowodzenie winę zwalić naChiny. No tak, ktoś oczywiście musiał okazać się złym kolesiem i nie mógł przecież nim być Książę Pokoju, Obama.

Chiny wyraźnie zablokowały starania o wypracowanie prawnie wiążącego traktatu w sprawie zmian klimatycznych. Trudno je winić za opór, jeśli podstawą takiego traktatu miałby być tekst duński. Chińczycy bronili po prostu interesów swojego przemysłu i pokazali, że niezbyt interesują ich uczciwe umowy i czystsza planeta. Nasuwa się więc pytanie, czy Chiny są świadome, że globalne ocieplenie to oszustwo? I dalej, czy wszystkie państwa są tego świadome, ale mimo to grają w tę grę? Przerażającym, ale bardzo prawdopodobnym wnioskiem, wynikającym z bezwzględnego dążenia do zaklasyfikowania CO2 jako czynnika zanieczyszczającego i do zredukowania jego emisji, jest to, że patokraci (psychopaci u władzy) są w pełni świadomi, że wkroczyliśmy w okres nagłych spadów temperatur (z całkowicie naturalnych, cyklicznych przyczyn) i ich planem jest zbicie fortuny na tym naturalnym procesie oraz skazanie ludzi na karę za ogrzewanie i jedzenie. Tym sposobem wzrosłaby liczba tych, którzy w ciągu najbliższych lat umrą od zimna i niedożywienia, a patokraci uchowaliby dla siebie maksymalnie dużo zasobów naturalnych.

Czyżby epoka lodowcowa?

© NASA Earth Observatory - W grudniu śnieg przykrył ponad połowę Stanów Zjednoczonych

Żywioły pokazały nam co sądzą o konferencji na temat zmian klimatu – Kopenhaga zbielała od zamieci, kiedy ociepleniowcy zaczęli wygłaszać swoje kazania. To tylko jedno z wielu miast na całym świecie, które doświadczają najzimniejszej od wielu lat zimy. Na dobrą sprawę cała północna półkula jest w tej samej sytuacji. Pamiętajcie, że zima rozpoczyna się wraz z przesileniem pod koniec grudnia, zanim więc pogoda zacznie się poprawiać, w ciągu najbliższych trzech miesięcy możemy raczej spodziewać się pogorszenia.

Dla rozeznania, co się dzieje na północnej półkuli, krótki przegląd najistotniejszych zjawisk pogodowych w porządku chronologicznym:

  • Już w pierwszych dniach grudnia Stany Zjednoczone nawiedziła wietrzna burza, przynosząc ze sobą do kilku stanów odczuwalną temperaturę -25 stopni C
  • W okolicy 13 grudnia Edmonton stało się najzimniejszym miejscem w Kanadzie, a może i na całej planecie, z temperaturą -49 st. C, bijąc na głowę poprzedni rekord najniższej temperatury dla tego dnia, który wynosił -33 st. C (1968).
  • 17 grudnia północna Japonia miała rekordową pokrywę śniegu i rekordowo niskie jak na grudzień temperatury
  • Do 23 grudnia w Europie zmarło z zimna około stu osób. Fatalne warunki pogodowe doprowadziły do odwołań i opóźnień lotów, a linie kolejowe musiały zostać zamknięte – ta sytuacja trwa do dzisiaj.
  • © AP – W Nicei ludzie spacerują po plaży przykrytej śniegiem – pd-wsch. Francja, sobota, 19 grudnia 2009. Temperatura 3 st. C (37,2 Farenheita)

    Chiny dostały na Gwiazdkę silny dwudniowy zimny front, który w niektórych miejscach skurczył słupek rtęci do -30C.

  • W drugi dzień Świąt, ponad połowa obszaru USA przykryta była śniegiem. Dallas, które od 80 lat nie widziało burzy śnieżnej, ujrzało rekordowy opad śniegu. Tak naprawdę, dla żadnej części Teksasu, położonej na wysokości przecinającej stan autostrady Interstate 20, nigdy dotąd nie ogłoszono ostrzeżenia przed zamiecią śnieżną. Ta zamieć ta pociągnęła za sobą w środkowych USA co najmniej 23 przypadki zgonów.
  • Gdy kraj marzł przy najniższych od 50 lat temperaturach ucierpiał także chiński transport.
  • Kiedy Zjednoczone Królestwo doświadcza jednej z najsroższych zim stulecia, już na początku sezonu grzewczego Brytyjczyków straszy się niedoborem gazu, w wyniku czego jego cena hurtowa poszybowała w górę o 70 procent. Ponoć problemy z gazem spowodowane są raczej przeciążonym przesyłem, a nie potencjalnie niskimi dostawami.
  • Do 6 stycznia wskutek fali zimna w północnych Indiach zmarło 157 osób.
  • © PA/NEODAAS/University of Dundee - Brytania pokryta śniegiem jak okiem sięgnąć...

    Z początkiem stycznia mroźne wiatry na Środkowym Zachodzie USA obniżyły w temperaturę w Północnej Dakocie do -52 st.C.

  • Centralna Szwecja przeżywa najzimniejsze dni od połowy lat 80. (z temperaturami sięgającymi -40 st. C).

Aczkolwiek szokujące, wydarzenia te nie byłyby niespodzianką, gdybyśmy nie byli bombardowani kampanią propagandową, która przekonywała nas o dokładnie przeciwnym i sprzecznym z prawdą stanie rzeczy, a prawda ta znana była przynajmniej od 1974 roku. W tymże roku “Time Magazine” opublikował artykuł ujawniający, że od trzydziestu lat atmosfera się schładza, co stawia świat przed perspektywą nadejścia epoki lodowcowej. Niedawny raport stwierdza, że górna atmosfera faktycznie się ochładza w wyniku braku aktywności Słońca (czego dowodem jest brak plam słonecznych). W raporcie tym utrzymuje się jednak, że nie przeczy to teorii globalnego ocieplenia spowodowanego działalnością człowieka, bo dolne warstwy atmosfery stale się ocieplają. Sądząc po aktualnych prognozach pogody, jakoś mamy co do tego wątpliwości. Tak naprawdę, mieliśmy niezłą zabawę, czytając niektóre z komentarzy wygłaszanych w mediach przez naukowców, skręcających się przy podtrzymywaniu jedynego słusznego stanowiska i starających się nas przekonać, że fakt, iż zamarzamy, wcale nie oznacza, że nie robi się cieplej!

© Peter Brookes

Na całe szczęście nie wszyscy naukowcy stracili zdolność do krytycznego myslenia. Proponujemy wysłuchanie tego genialnego wywiadu z drem Timothym Ballem, Josephem D’Aleo i Robertem W. Felixem – badaczami, którzy uważają, że zbliżamy się do Epoki Lodowcowej. I możemy stanąć u jej progu w każdej chwili.. Dowiadujemy się od nich między innymi, że dwie trzecie naziemnych stacji dostarczających danych o temperaturach zlokalizowane są w centrach dużych miast, gdzie jest zawsze cieplej niż na obszarach pozamiejskich.

Przez 90 procent ostatniego miliona lat Ziemia była skuta lodem i był to naturalny stan klimatu. Północna półkula przechodziła cykliczne epoki lodowcowe: 90 tysięcy lat w lodzie, 10 tysięcy lat bez lodu. Okazuje się, że ostatnia epoka lodowcowa skończyła się 10 tysięcy lat temu, więc kolejna już się spóźnia. Trzeba też powiedzieć, że scenariusz ‚przeskoku’ w epokę lodowcową jest o wiele bardziej katastoficzny niż rzekomego globalnego ocieplenia. Jak na ironię, okazuje się również, że starania mające na celu przeciwdziałanie globalnemu ociepleniu poprzez zmniejszanie emisji CO2 do atmosfery mogą przyspieszyć nadejście epoki lodowcowej. Przychodzi nam zastanawiać się, czy przypadkiem nie w tym właśnie celu patokracja wymyśliła to swoje credo „CO2 to niedobry polutant i trzeba go zredukować”. Żeby było jeszcze ciekawiej, istnieją dowody na to, że zimny okres, który rozpoczął się 12800 lat temu, tak zwany młodszy dryas, mógł zacząć się bardzo nagle, a nie stopniowo – to znaczy w ciągu kilku miesięcy, a najwyżej roku lub dwóch lat. Nagle zmiany są bardziej niebezpieczne, bo żywe organizmy mają mniej czasu na adaptację  – dotyczy to również ludzi i chroniącej ich infrastruktury.

[cdn…]
– –

Ten artykuł jest przekładem oryginału w języku angielskim:
Connecting the Dots: 2009 – The Year in Review
dokonanym przez polskich tlumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.

Materiał ten został opublikowany przez SOTT.NET – projekt Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala sie na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz źródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

Advertisements

Dodaj komentarz »

Brak komentarzy.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: