PRACowniA

30 Grudzień 2009

Łączenie punktów – cz.1: Wpadka globalnego ocieplenia

Tytuł całości:

Łączenie punktów: Wpadka globalnego ocieplenia, grypowe szaleństwo na Ukrainie, łgarstwo Mossadu

SOTT Editors
SOTT.net
03 grudnia 2009 15:04 EST

© Time Magazine -- Okładka magazynu "Time", kwiecień 1977

„Pierwsza rewolucja globalna, raport Rady Klubu Rzymskiego*” (King, Schneider 1991)

„Potrzeba posiadania wrogów wydaje się być powszechnym elementem historii. Niektóre państwa usiłowały przezwyciężyć niepowodzenia i konflikty na arenie krajowej, obwiniając wrogów z zewnątrz. Taktyka znajdowania kozła ofiarnego jest stara jak sama ludzkość – kiedy sprawy domowe zaczynają się komplikować, trzeba skierować uwagę opinii publicznej za granicę. Zjednoczyć  podzielony naród, by wspólnie stawić czoło zewnętrznemu wrogowi, czy to prawdziwemu, czy też stworzonemu specjalnie w tym celu”. (str. 71 wyd. ang.)

Wspólnym wrogiem ludzkości jest człowiek

W poszukiwaniu nowego wroga, który by nas zjednoczył, doszliśmy do wniosku, że zanieczyszczenie środowiska, zagrożenie globalnym ociepleniem, brakiem wody, głodem i tym podobne, będą dobrymi kandydatami. W swej totalności, w swym współuzależnieniu, zjawiska te stanowią powszechne zagrożenie, które wymaga współdziałania wszystkich narodów. Ale, ustanawiając te niebezpieczeństwa wrogiem, wpadliśmy w pułapkę, przed którą ostrzegaliśmy uprzednio czytelników, mianowicie w pułapkę pomylenia przyczyn ze skutkami. Wszystkie wymienione niebezpieczeństwa są powodowane ludzką ingerencją w naturalne procesy i mogą zostać przezwyciężone tylko poprzez zmianę naszych postaw i zachowania. Zatem prawdziwym wrogiem jest sama ludzkość”. (str.75)

[* wyd. w jęz. polskim: A. King, B. Schneider, „Pierwsza rewolucja globalna. Jak przetrwać? Raport Rady Klubu Rzymskiego”, Polskie Towarzystwo Współpracy z Klubem Rzymskim, Warszawa 1992 – przyp.]

„Against The Tide – A Critical Review by Scientists of How Physics and Astronomy Get Done”, W. Kundt, 2008:

Termin „Efekt Golda” został ukuty przez Raymonda Lyttletona w pracy z 1981 r., po rozmowie z [austriackim astrofizykiem] Thomasem Goldem, podczas której Gold wyjaśnił, jak zwyczajny, niczym nieuzasadniony pogląd może czasami przeistoczyć się w powszechnie obowiązującą teorię naukową – dogmat – poprzez zakrojoną na szeroką skalę akcję zatuszowywania krytycznej literatury przedmiotu, doniesień o spotkaniach planowanych przez komitety organizacji naukowych oraz przez uzależnienie dystrybucji funduszy od ‚opinii klubu’.


Danie, które najlepiej smakuje na zimno

© Cox & Forkum

W samą porę ktoś dostał się na serwer Wydziału Badań Klimatu Uniwersytetu Wschodniej Anglii (Hadley CRU) – bastionu naukowców popierających antropogeniczną teorię globalnego ocieplenia – by wykraść  tysiące plików i e-maili i opublikować je w Internecie. W samą porę, ponieważ  w dniach od 7 do 15 grudnia odbędzie się w Kopenhadze  15 Konferencja Stron Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu (UNFCCC). Rejestry Hadley CRU stanowią jedno z czterech oficjalnych źródeł danych dotyczących globalnych temperatur, z których korzysta Międzyrządowy Panel ONZ ds. Zmian Klimatu (IPCC). Z tego powodu autorzy e-maili tworzą małą grupę czołowych naukowców, którzy przez lata byli najbardziej wpływowymi wykonawcami agendy globalnego ocieplenia.

Znaczenie tych e-maili polega na tym, że ich treść sugeruje manipulowanie przez naukowców  danymi w taki sposób, aby przemawiały na korzyść ich teorii. W prywatnych uwagach przyznają oni również, że kula ziemska nie ociepla się tak, jakby tego oczekiwali. Ponadto znajdują się tam wzmianki wskazujące na to, że wspólnie wywierali presję, aby kolegów-naukowców, sceptycznych wobec globalnego ocieplenia, wykluczyć z debaty. Maile zawierają również mnóstwo wrogości wobec oponentów, ale nie jest to zaskoczeniem dla nikogo, kto widział na własne oczy, jak wielu członków społeczności naukowej kieruje się bardziej swoim ego niż sumieniem.

Bodajże najbardziej obciążający jest email napisany przez (byłego już) szefa CRU, Phila Jonesa. [zamieszczamy go w oryginale, a przekład z rozwinięciem skrótów – pod spodem]:

I’ve just completed Mike’s Nature trick of adding in the real temps to each series for the last 20 years (ie from 1981 onwards) and from 1961 for Keith’s to hide the decline. Mike’s series got the annual land and marine values while the other two got April-Sept for NH land N of 20N. The latter two are real for 1999, while the estimate for 1999 for NH combined is +0.44C wrt 61-90. The Global estimate for 1999 with data through Oct is +0.35C cf. 0.57 for 1998.

Właśnie wykonałem sztuczkę Mike’a z dodaniem danych do każdego szeregu[1] z ostatnich 20 lat (tj. począwszy od roku 1981) i od roku 1961 w badaniach Keitha, by ukryć spadek. Szereg Mike’a zawiera wartości pomiarów lądowych i morskich, podczas gdy dwa pozostałe zawierają wartości pomiarów lądowych, z okresu kwiecień-wrzesień na półkuli północnej na północ od 20 stopnia szerokości geograficznej. Dwa ostatnie zawierają prawdziwe wartości z 1999 roku, podczas gdy szacowany wzrost temperatury dla półkuli północnej dla roku 1999 wynosi 0,44 stopnia Celsjusza w stosunku do lat 1961-1990. Szacowana wartość dla całej kuli ziemskiej dla 1999 roku z danymi do października włącznie wynosi +0,35C w por. z 0,57 dla roku 1998.

Phil Jones utrzymywał, że użył słowa „sztuczka” w potocznym znaczeniu, jako „robić coś w sprytny sposób”, i że „sugerowanie, że odnosi się ono do czegokolwiek niewłaściwego, jest niedorzeczne”. Bob Ward, dyrektor ds. planowania i komunikacji w Instytucie Badawczym Granthama do badania Zmian Klimatu i Środowiska w London School of Economics, bronił Jonesa twierdząc, że „naukowcy używają słowa ‚sztuczka’ niekoniecznie w odniesieniu do oszustwa. Używają go dla nazwania sprytnego sposobu robienia czegoś – skrót może być sztuczką”.  To rozumowanie, choć być może technicznie poprawne, nie wyjaśnia, dlaczego naukowiec miałby używać  „sprytnego skrótu” aby ukryć spadek temperatur.

Inny interesujący mail brzmi następująco:

…Niedawno wraz z Philem [Jonesem] przedstawiliśmy dokument, w którym użyliśmy około tuzina zapisów z półkuli północnej [NH], które pasują do tej kategorii, a wiele z nich sięga nawet około 2 tys. lat wstecz – myślę, że nasza próba zastosowania okresu 2 tys lat, zamiast używanego zazwyczaj 1 tys., wciela w życie niegdysiejszą sugestię Pecka w odniesieniu do notatki, że dobrze byłoby spróbować „zawrzeć” domniemany „MWP” [Medieval Warming Period, Średniowieczny Okres Ciepły], nawet jeśli nie dysponujemy jeszcze środkami [technicznymi], które pozwoliłyby na rekonstrukcję danych sięgającą tak daleko wstecz…

Mówią oni tutaj o rozszerzeniu zakresu danych o kolejne 1000 lat, aby „zawrzeć” w nim Średniowieczny Okres Ciepły. Przez położenie nacisku na fakt, że MWP był ograniczony do pewnego tylko okresu czasu oraz poprzedzony okresem chłodnym, można go przedstawić jako ‚zakłócenie’ w dominującym trendzie, wspierając w ten sposób swoją argumentację, że współczesne ocieplenie jest zjawiskiem jedynym w swoim rodzaju. Jednak ich problemem było to, że dane z półkuli północnej pochodzące z okresu od ponad 1000 lat temu aż do 2000 lat temu są nieliczne, a zatem nie tak solidne jak te pochodzące z ostatniego 1000-lecia. Więc w gruncie rzeczy nie starali się oni „ukryć” MWP, niemniej jednak próbowali zbagatelizować jego znaczenie poprzez oparcie się na „tuzinie” pomiarów przedstawiających temperatury na świecie, które – tak się złożyło – były niższe niż temperatury w ciągu MWP w tamtym tysiącleciu. Rzecz jednak w tym, że były to jedyne dane, którymi ci naukowcy dysponowali. Choć dane pokrywały wymagany przedział czasu, nie pokrywały go dostatecznie gęsto  – stanowiły zaledwie dwanaście punktów [na odcinku tysiąca lat].

Szczególnie interesujący jest poniższy fragment, autorstwa Kevina Trenbertha (z amerykańskiego National Center for Atmospheric Research):

Prawda jest taka, że w obecnej chwili nie możemy wytłumaczyć braku ocieplania – i to jest farsa, że nie możemy. Dane CERES za rok 2008, opublikowane w sierpniowym dodatku do BAMS 09 [Bulletin of the American Meteorological Society] wskazują, że powinno być znacznie cieplej, ale dane te z pewnością są błędne. Mamy nieodpowiedni system obserwacji.

© Bokbluster.com

Aczkolwiek na pierwszy rzut oka wygląda to na kolejną „sztuczkę”, słowa Trenbertha – autora kilku artykułów napisanych w przeszłości, w których zastanawiał się, dlaczego planeta nie ociepla się zgodnie z przewidywaniami – mogą być po prostu wyrazami szczerego zatroskania. Mówi on, że dane pochodzące z satelity CERES (The Clouds and the Earth’s Radiant Energy System[2]) wskazują na postępujące ocieplenie, ale nie potwierdzają tego termometry umieszczone na lądzie. (CERES jest częścią programu EOS, Earth Observation System – System Obserwacji Ziemi i jest używany do „badania wymiany energetycznej pomiędzy Słońcem, powierzchnią Ziemi z jej atmosferą i chmurami oraz przestrzenią kosmiczną”). Trenberth utrzymuje, że dane zebrane przez satelitę pokazują globalny budżet energetyczny, który powinien powodować ocieplanie się planety, a w rzeczywistości tego nie robi. Następnie mówi on: „dane z pewnością są błędne”, ponieważ nie korelują z faktem, że Ziemia się ochładza, a zatem system obserwacyjny – satelitów – jest „nieodpowiedni”.

Tym, co czyni ten incydent naprawdę interesującym, jest fakt, że pokazuje on, jak elitarna grupka naukowców odpowiedzialnych za najważniejsze dane – takie jak te pochodzące z satelity –  może wpływać na to, jakie dane dotrą do całej społeczności naukowej, i nie istnieje praktycznie żaden mechanizm nadzoru, który gwaratowałby poprawność tych danych. Właściwie możemy się zastanawiać, czy tego rodzaju kluczowe informacje nie są przedmiotem międzynarodowej manipulacji ze strony grup, które nie dbają o prawdę, jeśli staje ona na przeszkodzie realizacji ich planów. Do takiej sytuacji  może niestety bardzo łatwo dojść, ponieważ establishment naukowy jest w swej strukturze podobny do korporacyjnego czy wojskowego – jest zbiurokratyzowany, zhierarchizowany, a każda dziedzina badań rozczłonkowana, co sprawia, że szczera i otwarta komunikacja pomiędzy naukowcami z różnych dziedzin jest utrudniona, a nawet niemożliwa. Korporacyjna natura współczesnych badań naukowych jedynie dopomogła w zwiększeniu władzy elity naukowców i pogłębiła panującą pomiędzy naukowcami „niższego szczebla” izolację przez promowanie ideałów współzawodnictwa, wbijania noża w plecy i nieufności:

Wybór przedmiotu badań można porównać z procesem inwestycyjnym (Bourdieu 1975, 1988). Naukowcy dysponują określonym „kapitałem’ – wiedzą, doświadczeniem, czasem i wysiłkiem – które mogą zainwestować na różne sposoby. Konsewatywna strategia inwestycyjna zakłada wprowadzanie nieznacznych innowacji, z dużym prawdopodobieństwem odniesienia sukcesu i umiarkowanym zwrotem z inwestycji. […] Ryzykowna strategia polega na wcielaniu w życie ryzykownych  pomysłów: prawdopodobieństwo odniesienia sukcesu może być niewielkie, ale, jeśli pomysł wypali, zwrot może być ogromny.[…]

Jednak gdy chodzi o cudze pomysły, w grę wchodzi inna kalkulacja inwestycyjna. Przebadanie, czy nawet popieranie wyzwania rzuconego ortodoksyjnej nauce przez kogoś innego, wymaga poświęcenia czasu i energii, a i tak zysk trafi do tego kogoś, jeśli to on zostanie uznany za autora innowacji. Jeśli idea jest obiecująca, pojawia się pokusa, aby zgarnąć uznanie dla siebie, na przykład poprzez oswojenie radykalnej idei i publikowanie w ortodoksyjnych czasopismach. Nie dziwi zatem, że wielu innowatorów obawia się, aby nie podkradziono im pomysłów. („Challenging Dominant physics paradigms” JM Campanario i B. Martin)

© Raul de la Nuez

Jest jeszcze kilka innych interesujących maili, w większości pokazują one, jak mało szczunku mają ci naukowcy dla swoich kolegów, np. gdy wyrażają pragnienie, aby „zetrzeć na miazgę” sceptyków, lub gdy nie posiadając się z radości komentują śmierć jednego z pierwszych sceptyków zmian klimatu: „Na swój sposób jest to bardzo radosna wiadomość”. Najwyraźniej słynny cytat z Maxa Plancka (1949, 33-34) jest dziś aktualny jak nigdy dotąd:

„Nowa prawda w nauce triumfuje nie dlatego, że jej oponenci zostają przekonani, lecz raczej z tego względu, że w końcu umierają, a nowe pokolenie jest z nią obeznane”.

Lub, wyrażając to w bardziej eufemistyczny sposób, „Nauka rozwija się pogrzeb po pogrzebie”.

Przeglądając dalej „wykradzione” maile, znajdujemy jednego z naukowców piszącego do magazynu „Climate Research”, aby powiadomić ich, że ‚Nie mam zamiaru mieć z tym nic wspólnego, dopóki nie pozbędą się tego uprzykrzonego redaktora’ – mowa o osobie, która publikowała artykuły sceptyczne wobec globalnego ocieplenia. Więcej takich perełek można znaleźć tutaj (wybrane maile) i tutaj (pełna lista).

Opisana wyżej metoda wykluczania naukowców o odmiennych poglądach z procesu recenzowania prac naukowych [peer rewiev], okazała się niezwykle skuteczna, w dużej mierze dzięki zastowaniu koncepcji ‚anonimowego peer review’, zaproponowanej przez ‚kogoś’ z  NSF  lub National Science Board:

W 1951 roku Kongres USA ustanowił Narodową Fundację Naukową Stanów Zjednoczonych, której zadaniem było udzielanie finansowego wsparcia badaniom naukowym po II wojnie światowej. Niedługo potem ktoś z NSF lub z Krajowej Rady Nauki [National Science Board], która pełni nadzór nad NSF, wpadł na pewien pomysł, naprawdę destrukcyjny pomysł, którego realizacja doprowadziłaby do zdeprawowania i skorumpowania nauki amerykańskiej na dziesiątki lat. Pomysł polegał na tym, że recenzenci projektów naukowych, składanych do NSF celem uzyskania pieniędzy z rządowych grantów badawczych, powinni być anonimowi. Istotę pomysłu stanowiło założenie, że anonimowość będzie zachęcać do szczerości w ocenianiu, nawet jeśli recenzenci byliby rywalami lub kierowali się swoimi własnymi interesami. W taki oto sposób narodziło się anonimowe recenzowanie.[…]

Praktyka anonimowości w obrębie NSF, NSA i innych instytucji przez dziesięciolecia korumpowała amerykańską naukę. Nieetyczni recenzenci – bezpieczni, zamaskowani i ukryci dzięki anonimowości – zbyt często wydawali nieprawdziwe i/lub negatywne opinie, aby wyeliminować swoich przeciwników po fachu. Dziś jest to wszechogarniająca, skorumpowana struktura, promująca i nagradzająca najciemniejsze elementy ludzkiej natury. („Basic Cause of Current Corruption in American Science”, Herndon, J. Marvin, 2008)

A więc wygląda na to, że nauka jest dzisiaj w stanie rozkładu i czeka na śmierć, podczas gdy wielu ludzi nieobeznanych z wewnętrznymi mechanizmami funkcjonowania środowiska naukowego nadal żywi nieco naiwne, błędne przekonanie, że nauka to ostatni bastion prawdy i obiektywizmu. Dlatego chcielibyśmy zaproponować naszym czytelnikom krótki przegląd zagadnień z zakresu historii badań naukowych, w którym zgłębimy „prawdziwy sposób funkcjonowania nauki” i zastanowimy się, czy istnieje czynnik, który sprawia, że podstawowe zasady prowadzenia badań naukowych ulegają stopniowej korupcji i są wykorzystywane w realizacji programów politycznych:

Najpowszechniejszy pogląd dotyczący funkcjonowania nauki głosi, że nowe idee są osądzane w oparciu o dowody i logikę: jeśli nowa idea wyjaśnia większą ilość danych lub pozostaje w większej zgodności z wynikami doświadczeń, przemawia to na jej korzyść.

Karl Popper twierdził, że nauka rozwija się poprzez falsyfikację (Popper 1963). Według niego, obowiązkiem naukowców jest podważać teorie, konfrontując je z danymi doświadczalnymi i odrzucając, jeśli nie tych danych nie wyjaśniają. Teorie, których nie można poddać procesowi falsyfikacji, nie są według Poppera teoriami naukowymi. Wielu naukowców wierzy w falsyfikacjonizm.

© The Minority Report

Te tradycyjne poglądy zostały zakwestionowane przez Thomasa Kuhna (w 1970r). Kuhn twierdził, że naukowcy – w szczególności fizycy, ponieważ większość podawanych przez niego historycznych przykładów dotyczyła fizyki – stosują się do paradygmatu, który jest zbiorem założeń i standardów praktycznych dotyczących prowadzenia badań. Jeżeli wyniki eksperymentu są sprzeczne z teorią, wówczas jedną z alternatyw dla odrzucenia teorii w całości jest odrzucenie eksperymentu jako niewiarygodnego i modyfikacja teorii w taki sposób, aby tłumaczyła nowe wyniki badań. (Chia 1998; Chinn i Brewer 1993)

Gdy anomalie narosną, paradygmat może wejść w fazę kryzysu i dojrzeć do tego, by zastąpił go nowy paradygmat. Ten proces rewolucji naukowej nie przebiega jedynie w oparciu o racjonalne procedury, ale obejmuje czynniki społeczne, takie jak systemy przekonań i ustalenia polityczne. […]

W każdym bądź razie, idea paradygmatu pozwala spojrzeć na kwestię nowych idei w nauce z innej strony. Zamiast rozprawiać się z rewolucyjnymi ideami za pomocą logiki i dowodów, można je z miejsca zignorować lub odrzucić tylko dlatego, że są sprzeczne z obowiązującymi modelami. W rezultacie, logika i dowody, których użyto do stworzenia paradygmatu, są uważane za ostateczne i mające niekwestionowane pierwszeństwo przed jakąkolwiek nową logiką i dowodami, które rzucają wyzwanie paradygmatowi.

Podczas okresów „normalności w nauce” idee rozwijane przez naukowców głównego nurtu wywodzą się z aktualnie obowiązującego paradygmatu: wnoszą coraz więcej elementów do standardowej układanki. Jeśli założymy, że paradygmat jest źródłem idei, nie dziwi fakt, że podawanie w wątpliwość paradygmatu – podwaliny, która pozwoliła naukowcom głównego nurtu przyczynić się do rozwoju nauki – rzadko jest witane z otwartymi ramionami. Jeśli teoria jest uważana za mało prawdopodobną, może zostać odrzucona, nawet jeśli jej przewidywania są trafne. („Challenging dominant physics paradigms”, J.M Campanario and B.Martin, 2004)

Wracając do tematu, nie sugerujemy, że wszyscy naukowcy zamieszani w aferę „Climategate” spiskują, w tym sensie że spotykają się potajemnie i mówią „stwórzmy spisek!” Jednak jasne jest, że ci ludzie zachowują się w określony sposób, o którym wiedzą, że jest z gruntu nieuczciwy; używają podświadomej selekcji i substytucji przesłanek i danych, aby uzasadnić swoją teorię we własnych umysłach. W większości ten proces odbywa się podświadomie, choć pewne jego aspekty muszą zachodzić świadomie. Niewątpliwie wiele mówi fakt, że amerykański paleoklimatolog, Michael Mann, który odgrywa znaczącą rolę w wykradzionych mailach, powiedział, że „pomijając fakt, że maile są wyrwane z kontekstu”, nie ma „absolutnie niczego w żadnym z maili, co podawałoby w wątpliwość głęboki konsensus w kwestii zmiany klimatu”. Dla Manna liczy się konsensus – nie prawda.

W 2007 roku profesor Richard Lindzen opisał na łamach „Wall Street Journal” olbrzymią presję  wywieraną na naukowców, aby dostosowali się do tego sfabrykowanego konsensusu:

Naukowcy odcinający się od alarmizmu widzieli, jak ich granty naukowe znikają, ich praca jest wyszydzana, a na nich samych rzucane są pomówienia o bycie marionetkami w rękach przemysłowców, naukowymi pismakami albo i gorzej. Co za tym idzie, kłamstwom na temat zmiany klimatu daje się wiarę nawet wtedy, gdy działają przeciw nauce, która rzekomo stanowi ich podstawę.

Aby zrozumieć głęboko zakorzenione błędne przekonania dotyczące zarówno nauki o klimacie jak i atmosfery zastraszenia, musimy pojąć niektóre ze złożonych kwestii naukowych leżących u ich podłoża. Zacznijmy od kwestii, co do których wszyscy są zgodni. Opinia publiczna, prasa i politycy ciągle słyszą, że trzy następujące kwestie cieszą się powszechnym poparciem naukowców: temperatura na świecie wzrosła od końca XIXw. o około 1 stopień, w tym samym czasie poziom CO2 wzrósł o około 30%, z kolei  CO2 powinien przyczynić się do przyszłego ocieplenia. Te twierdzenia są zgodne z prawdą. Jednak, czego opinia publiczna zdaje się nie rozumieć, nie stanowią one podstawy do alarmu ani nie nakładają na człowieka odpowiedzialności za to niewielkie ocieplenie, które obecnie obserwujemy. W rzeczywistości ci, którzy najgłośniej podnoszą nieuzasadniony alarm, dają dowód swojego sceptycyzmu wobec tej samej nauki, która – jak utrzymują – wspiera ich twierdzenia. Nie chodzi tylko o to, że naukowcy bijący na alarm głoszą wszem i wobec wyniki modelowych obliczeń, co do których mamy pewność, że są błędne. Chodzi o to, że wieszczą katastrofę, która nie mogłaby się wydarzyć nawet wtedy, gdy przyjęte przez nich modele byłyby prawidłowe i uzasadniały kosztowną politykę, mającą na celu zapobieżenie globalnemu ociepleniu.

© Michael Ramirez

Innymi słowy, ludzie tacy jak Mann i Ben Santer splamili swój honor naukowców – jeżeli go kiedykolwiek mieli – podporządkowując się obowiązującemu „stanowisku partyjnemu”. (Nota bene, Ben Santer został w 1996 oskarżony o dokonanie zmian w ósmym rozdziale podsumowującego stan wiedzy na temat zmian klimatu Raportu IPCC z 1995r., poprzez usunięcie zwrotów sugerujących, że naukowcy mają wątpliwości co do wpływu człowieka na klimat, a zrobił to, żeby dostosować treść tego rozdziału do „Podsumowania dla decydentów”, stanowiącego część  Raportu IPCC). Tak więc ludzie tacy jak Mann i Ben Santer zignorowali niewygodne fakty i przyjęli wygodną „prawdę” Ala Gore’a, z tym większą łatwością, że wiedzieli, iż zapewni im to miejsca pracy, stały napływ funduszy i prestiż. Zdecydowali się popierać określoną wizję świata, „ustaloną z góry i do diabła z danymi”. Jako trybiki w Konspiracyjnej Machinie, są oni z całą pewnością częścią The Conspiracy:

Konspiracyjne matactwo zostało otwarcie zaprezentowane przez Maurice’a Stronga – ojca chrzestnego światowego ruchu na rzecz ochrony środowiska i byłego starszego doradcę Koffiego Annana, Sekretarza Generalnego ONZ. W 1972 roku Strong był sekretarzem generalnym Konferencji Narodów Zjednoczonych na temat Środowiska Człowieka, która zainicjowała ruch na rzecz ochrony środowiska, a on sam odegrał kluczową rolę w jego globalizacji. W roku 1992 Strong był Sekretarzem Generalnym Szczytu Ziemi w Rio de Janeiro [Konferencja Narodów Zjednoczonych na temat Środowiska Naturalnego i Rozwoju], podczas którego, z jego inicjatywy, położono podwaliny pod protokół z Kioto.

W wywiadzie [udzielonym kanadyjskiemu dziennikarzowi, Danielowi Woodowi] Strong ujawnił swój sposób myślenia:

„Co by było, gdyby mała grupka światowych przywódców doszła do wniosku, że najważniejsze zagrożenie dla Ziemi stanowi działalność bogatych krajów? I jeśli świat ma przetrwać, kraje te winny podpisać umowę w sprawie redukcji swojego wpływu na środowisko. Zrobią to? Wniosek grupy jest: NIE. Bogate kraje nie zechcą tego zrobić. Nie życzą sobie zmiany. Aby więc uratować planetę, grupa decyduje: Czyż upadek krajów uprzemysłowionych nie jest jedyną nadzieją dla planety? Czyż doprowadzenie do tego nie jest naszym obowiązkiem? Grupka przywódców światowych tworzy więc tajny związek, mający doprowadzić do zapaści ekonomicznej”. („Canada West Magazine”, 1990)

Okazuje się więc, że kilku dobranych „topowych” naukowców zdaje się mieć braki w sferze sumienia – prowadzą kampanię pod hasłem „globalne ocieplenie spowodowane przez człowieka” i robili to przez co najmniej 10 ostatnich lat. Ci nieliczni poneryzują wielu innych, mniej „genialnych” naukowców, w żadnym razie jednak nie wszystkich. Wszystko to zdaje się mieć ukryte, choć zdecydowanie nie bezpośrednie powiązania z elitą polityczną (czyżby przyszedł komuś na myśl Al Gore?), ich wysoko postawionymi przyjaciółmi, forsiastymi bankierskimi rodzinami i przemysłowcami. Rozważcie uwagi Michela Chossudovsky’ego :

Handel uprawnieniami do emisji CO2 to dla finansowego establishmentu przynosząca wielomiliardowe zyski żyła złota. Stawki są niebotycznie wysokie i przeróżne grupy nacisku działające w imieniu Wall Street zajęły już odpowiednie pozycje.

Według niedawnego raportu, „Jeżeli nowa generacja wielkich graczy finansowych handlujących prawami do emisji gazów cieplarnianych za pośrednictwem Unijnego Systemu Handlu Emisjami (ETS) będzie zachowywać się tak jak do tej pory, rynek uprawnień do emisji może dwukrotnie przerosnąć rynek ropy naftowejTempo tego wzrostu będzie zależało od tego, czy szczyt w Kopenhadze da zielone światło gospodarce opartej na niskim zużyciu węgla, ale Ager mówi, że z cokolwiek się wydarzy, i tak projekty w rodzaju ETS opanują gospodarkę światową.” (Terry Macalister, Carbon trading could be worth twice that of oil in next decade |”The Guardian”, 28.11.2009r.)

Wielkie konglomeraty finansowe biorące udział w handlu derywatami, w tym JP Morgan Chase, Bank America Merrill Lynch, Barclay’s, Citi Bank, Nomura, Société Générale, Morgan Stanley i Goldman Sachs, mocno zaangażowane w handel prawami do emisji dwutlenku węgla. (FACTBOX: Investment banks in carbon trading | Reuters, 14.09.2009r.)

Być może jednak kwestia pieniędzy nie jest główną przyczyną, dla której elity udzielają wsparcia kampanii globalnego ocieplenia spowodowanego przez człowieka. W ostatecznym rozrachunku, może to być strategia „zmylenia przeciwnika”. Na początek należy odwrócić uwagę od prawdziwej natury zmian zachodzących na Ziemi i w kosmosie. Poniżej kilka przykładów z tego miesiąca, stojących w sprzeczności z oficjalną wersją zmian klimatczych:

Irlandia: jezioro w hrabstwie Clare dowodzi, że epoka lodowcowa zbliża się wielkimi krokami

Klimatolodzy zaskoczeni przerwą w globalnym ociepleniu

Cieszcie się ciepłem, póki trwa

Parę miesięcy wystarczyło, by Europę objęła mała epoka lodowcowa

Ale jest dużo więcej spraw, od których trzeba odwracać naszą uwagę. Więc zapomnijcie o globalnym ociepleniu i czytajcie dalej…

AKTUALIZACJA: Tuż przed opublikowaniem tego artykułu byliśmy świadkami kilku interesujących i ściśle ze sobą powiązanych wydarzeń. Al Gore obwieścił, że nie będzie uczestniczył w nadchodzącym szczycie w Kopenhadze, zaś jego wierny towarzysz, James Hansen, jeden z najwybitniejszych światowych klimatologów, dyrektor należącego do NASA nowojorskiego Instytutu Badań Kosmicznych Goddarda [NASA Goddard Institute for Space Studies] oznajmił, że w zasadzie chciałby, aby szczyt zakończył się fiaskiem:

Hansen stwierdził, że każde wynikłe z negocjacji porozumienie będzie tak niedoskonałe, że lepiej byłoby zacząć wszystko od zera.

„Wolałbym, żeby w ogóle do niego nie doszło, jeśli ludzie mieliby je zaakceptować jako właściwą drogę, bo jest to droga wiodąca do katastrofy” – powiedział Hansen, kierujący należącym do NASA nowojorskim Instytutem Badań Kosmicznych Goddarda.

„Całe to podejście jest więc tak gruntownie niewłaściwe, że lepiej dokonać ponownej oceny sytuacji. Jeśli porozumienie przyjmie formę podobną do tego z Kioto, ludzie przez lata będą się starali ustalić, co to dokładnie znaczy.”

Wygląda na to, że choć media utrzymują, że jest dokładnie na odwrót, wykradzione maile wprowadzają zamieszanie.

W tym kluczowym momencie, na kilka dni przed przybyciem do Kopenhagi imprezy objazdowej pod hasłem „globalne ocieplenie spowodowane przez człowieka”, musimy zadać pytanie: czy Władza Realna umyślnie doprowadziła do wycieku, wie bowiem, że i tak przetrwa „climategate”? Czy chcą umyślnie ponieść klęskę teraz, aby móc „przepchnąć” całkowicie nowy traktat, kiedy już – na co liczą – ucichą wszelkie głosy krytyki?


Przypisy:

[1] Mowa o serii danych „proxy” tj. pośrednich, czyli nie pochodzących z bezpośrednich pomiarów elementów klimatycznych
[2] Układ chmur i energii promienistej Ziemi – system służący do pomiaru strumienia energii promienistej w górnych warstwach atmosfery i do określania własności chmur, ich wysokości, grubości i wielkości cząstek składowych.

Ten artykuł jest przekładem oryginału zamieszczonego w języku angielskim na stronie:
Connecting the Dots: Global Warming Gaffe, Flukraine’s Folly, Mossad Mendacity
dokonanym przez polskich tłumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.

Materiał ten został opublikowany przez SOTT.NET – projekt Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala się na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz żródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

Advertisements

2 komentarzy »

  1. Nie są mi potrzebne, w tak prostych sprawach jak pomiar temperatury, żadne naukowe autorytety. Od stycznia 1998 roku robię osobiście odczyty z termometru za oknem rano o tej samej godzinie, a od 2001 odczyt rano, minimalna i maksymalna temperatura w ciągu doby. Z tych danych nie wynika kompletnie nic. Są to chaotyczne liczby porozrzucane w czasie. Pisałem nawet specjalne programy komputerowe, aby coś z nich wydobyć i na razie nic mi się nie udało. Każdy rok jest inny i nie widać żadnego trendu. Gdyby takowy był, to w jednym dziesięcioleciu już coś powinno być widoczne, choćby z uwagi na to, że według opinii tych pseudonaukowców dramaturgia to właśnie proces ze sprzężeniem zwrotnym szalejący w końcówce. Szkoda że słowo nauka w taki sposób dewaluują ludzie mający z duchem nauki niewiele wspólnego.
    Będę niedługo dysponował pomiarami co 15 minut w sposób ciągły. Myślę, że prawdziwa nauka dysponuje prawdziwą wiedzą na ten temat, lecz Królewski Instytut Spraw Międzynarodowych mających w swych szeregach zdeklarowanych marksistów i trockistów nie dopuści do uczciwej debaty w żadnej kwestii. Ja ubolewam nad tym, że znani ludzie tego świata szczycą się członkostwem w powyższym, a to przecie wylęgarnia tych, o których na tym blogu mówi się najczęściej. Jeden cel jaki mają obecnie to zniszczyć chrześcijaństwo jako kulturę i zastąpić ją materialistycznym satanizmem. Pozdrawiam Wszystkich czytających.

    Komentarz - autor: Peter — 31 Grudzień 2009 @ 09:19

  2. […] Tutaj możecie poczytać więcej o przekrętach z globalnym […]

    Pingback - autor: Początek kolejnej epoki lodowej? | PRACowniA — 10 Kwiecień 2013 @ 13:58


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: