PRACowniA

8 grudnia 2009

Łączenie Punktów: Zaczyna się wielkie trucie, Tajna Grupa robi swoje, a dolar chyli się ku upadkowi (2)

Część druga przeglądu wydarzeń z października, a w niej między innymi o:

– wiszącej groźbie kolejnej wojny
– śmierci Timothy Hamptona
– dolarze i gospodarce
– Pokojowej Nagrodzie Nobla
– nauce, niebezpiecznych technologiach i obserwacjach ziemi i nieba
– oraz o fascynującym wywiadzie z Richardem Dolanem

Zapraszamy!


Kolejna droga donikąd

Bomby, sztuczki i tajne operacje wcale nie oznaczają zmniejszenia otwartej presji politycznej, wręcz przeciwnie. Podczas gdy Tajny Oddział [Grupa] stosuje wobec Iranu i jego sąsiadów swoją Sztandarową Kurację Destabilizacyjną, podejmowane są stopniowo coraz to nowe kroki w kierunku kolejnej wojny. Istnieje oczywiście możliwość, że sztuczki i presja doprowadzą w końcu do zmiany reżimu na bardziej sprzyjający interesom Osi Zła USA-Izrael, sprawiając, że inwazja nie będzie konieczna – nie liczylibyśmy jednak na to. Taki scenariusz oznaczałby poważne konsekwencje dla praw i jakości życia populacji Iranu, ale przynajmniej mniej kobiet i dzieci zginęłoby pod gruzami lub zostało otrutych zubożonym uranem.

© Unknown - Eksperci sugerują przetestowanie systemów obrony rakietowej obu krajów podczas ćwiczeń wojskowych i sprawdzenie funkcjonalności technologii, mającej służyć osłonie Izraela przed potencjalnym atakiem ze strony Iranu.

Najwyraźniejszy w tym miesiącu sygnał, wskazujący, że wojna jest ciągle najbardziej prawdopodobną opcją, stanowiła amerykańsko-izraelska gra wojenna obrony przeciwrakietowej. System przeciwrakietowy jest bezużyteczny względem – powiedzmy to otwarcie, stosunkowo nieszkodliwych – rakiet krótkiego zasięgu Hamasu i Hezbollahu, a do tego Izrael z rozkoszą wykorzystuje je w swoich rozgrywkach politycznych, więc dlaczego miałby powstrzymywać te ataki? W istocie, system ten ma odpierać potencjalny atak irańskich pocisków o dalszym zasięgu. Tyle że Iran nie popełniłby takiego błędu, by zaatakować uzbrojony nuklearnie Izrael, nie mając bardzo dobrego powodu, logiczne więc, że Izrael i USA przygotowują się do przeprowadzenia bombardowania.

Ciągle nie wiemy, jak i kiedy ten następny atak nastąpi, ale jeśli by brać pod uwagę deklaracje polityków, to niewiele jest powodów do optymizmu. Francuski Minister Spraw Zagranicznych Bernard Kouchner dołączył do tych, którzy uważają, że Izrael może jako pierwszy przypuścić atak. Inni z entuzjazmem wręcz zachęcają do otwarcia tych drzwi do piekła – czołowy psychopata John Bolton doradzał nawet atak nuklearny, podczas gdy emerytowany generał USA Charles Wald, były zastępca szefa sił zbrojnych w Europie, stosując podobnie patologiczną logikę, był zdania, że jeśli „nasz wielki sprzymierzeniec Izrael” zdecydował, że „nie może już tego znieść” – ‚tego’, czyli odległej perspektywy irańskiej bomby atomowej mającej konkurować z 200-400 głowicami nuklearnymi Izraela – to „będzie rosła presja, byśmy stanęli po stronie Izraela”, więc USA powinno przyłączyć się do ataku.

Obama dokłada swoją cegiełkę, lobbując przez telefon rosyjskich i francuskich liderów i budując przeciwko Iranowi „koalicję podobnie myślących narodów” – fraza użyta przez The Wall Street Journal lub przez jedno z jego źródeł, niebezpiecznie podobna do „koalicji chętnych” Georgea W. Bush’a wymierzonej przeciwko Irakowi. Jeszcze jedna oczywista wskazówka.

Po drugiej stronie tego równania, Rosja zobowiązała się do kontynuowania współpracy wojskowej z Iranem, co obejmuje sprzedaż zaawansowanych systemów przeciwrakietowych. Podczas gdy rząd Rosji musi jeszcze wyrazić swoją ostateczną zgodę na sprzedaż rakiet systemu S-300, Iran otrzymał już dziesiątki wyprodukowanych w Rosji rakiet TOR-M1. Biorąc pod uwagę fakt, że minął już ponad miesiąc od chwili, gdy Rosja przyłączyła się do zwolenników wprowadzenia sankcji wobec Iranu, nie jest jeszcze jasne, w co grają Medwiediew i Putin. Z pewnością Rosja nie przepuści okazji do ciągnięcia jak największych zysków z cudzych problemów.

Ale oczywiście my mamy się cieszyć z możliwości pokoju, jaka płynie z oferty ONZ proponującej, żeby przetwarzany w Rosji i Francji uran był używany do produkcji gotowych prętów paliwowych do irańskich reaktorów jądrowych. Nawet Netanyahu popiera tę propozycję. Co ciekawe, parę dni wcześniej donoszono, że izraelski ekspert atomowy oraz wysoko postawiony irański przedstawiciel władzy podobno prowadzili w Kairze tajne rozmowy na tematy nuklearne, mamy więc uwierzyć, że za kulisami wszystko jest w najlepszym porządku. Jednakże Iran zaprzeczył odbyciu się takiego spotkania z Izraelem, zastanawiamy się więc, czy aby cała ta sprawa nie ma charakteru PR. Innymi słowy, znowu ten sam walczyk tańczony to w jedną, to w drugą stronę, jaki już widzieliśmy przed wojną w Iraku, a którego celem jest utrzymanie opinii publicznej w przekonaniu, że nasi dobrzy przywódcy zrobili wszystko co w ich mocy, aby powstrzymać wojnę, która na nieszczęście okazuje się nie do uniknięcia. Co więcej, nie wydaje się, by negocjacje wniosły zbyt wiele, gdyż amerykańska senacka komisja bankowa właśnie uchwaliła ustawę autoryzującą nowe sankcje przeciwko Iranowi i firmom, które prowadzą z nim interesy.

Powtórka z ‚doktora Kelly’

To właśnie w kontekście negocjacji ONZ irańska saga zmienia się w kryminał, uderzająco przypominając pewien okropny epizod wojny w Iraku. Być może pamiętacie brytyjskiego  mikrobiologa i oenzetowskiego inspektora ds. broni masowej zagłady, doktora Davida Kelly’ego – człowieka, któremu ktoś z jakiejś [nienazywanej po imieniu] agencji ewidentnie pomógł w „samobójstwie”? Szefowie dra Kelly z Brytyjskiego Ministerstwa Obrony odkryli, że nie tylko potajemnie rozmawiał on z dziennikarzami na temat braku broni masowej zagłady w Iraku, ale i przygotowywał się do napisania książki o swojej pracy. Nie potrzeba Sherlocka, by rozwiązać tę zagadkę.

To był rok 2003. Przeskoczmy do roku bieżącego. 20 października brytyjski ekspert nuklearny Timothy Hampton, który dołączył do zespołu ONZ uczestniczącego w rozmowach pomiędzy Iranem, Francją, Rosją oraz USA, zmarł w wyniku upadku z 17. piętra budynku Wiedeńskiego Centrum Międzynarodowego. Tym razem morderstwo nie zostało wykluczone przez policję. Niemniej jednak, według rzecznika prasowego ONZ, śmierci nie towarzyszyły żadne „podejrzane okoliczności”. Oczywiście, wypadnięcie [przez okno] z 17. piętra budynku ONZ, kiedy jest się w samym środku międzynarodowych negocjacji, które mogą doprowadzić do nałożenia sankcji albo do wojny, wcale nie jest podejrzane! Bóg jeden wie, co wiedział Hampton lub jakie informacje był gotowy ujawnić. Tydzień później wdowa po Hamptonie, niezadowolona z wyników wstępnej autopsji, zażądała powtórnego jej przeprowadzenia. Wynik, tym razem uzyskany przez innego lekarza, wskazywał na morderstwo.

Amerykańskie domino zaczyna się zawalać

© Rex - Pod koniec ubiegłego miesiąca Iran ogłosił, że jego rezerwy walutowe będą od teraz trzymane w euro, a nie w dolarach amerykańskich.

Wyobraźcie sobie świat bez dolara amerykańskiego jako dominującej na świecie waluty. Trudno to zrobić, ale nie jest to niemożliwe. Widać już oznaki odwracania się świata od zielonych:

– Około 20% obrotu dobrami konsumpcyjnym Turcji w handlu z Iranem i Chinami będzie odbywać się w narodowych walutach, zamiast w dolarach i euro. Zasada ta już obowiązuje w handlu z Rosją.

– Prezydent Hugo Chavez ujawnił, że kraje OPEC, między innymi Wenezuela, Iran oraz Rosja, są przekonane, że dolar amerykański jako waluta używana w handlu ropą naftową powinien zostać zastąpiony.

– Chavez brał także udział w szczycie Boliwariańskiej Alternatywy dla Ameryki (ALBA) w Boliwii. Dziewięciu lewicowych liderów Ameryki Łacińskiej uzgodniło używanie nowej, ponadregionalnej waluty handlowej, nazwanej SUCRE, w miejsce dolarów amerykańskich. Nowa waluta ma zostać wprowadzona w 2010 roku.

– Daisuke Uno, główny strateg Sumitomo Mitsui Banking Corp., przewiduje, że w przyszłym roku dolar może spaść do 50 jenów i ostatecznie utracić swoją rolę światowej waluty rezerwowej. „Gospodarka USA będzie podupadać do 2011 roku w związku z utrzymywaniem się skutków nadmiernej konsumpcji oraz pęknięciem bańki finansowej[…] Spadek wartości dolara nie zatrzyma się, dopóki nie nastąpią jakieś zmiany w światowym systemie walutowym”.

– Najwyraźniej wysiłki Obamy oraz grupy G20, by wyciągnąć USA i świat z kryzysu poprzez wydawanie pieniędzy, podkopują pozycję dolara. Jak wyjaśnił to Edmund Phelps, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii w 2006 roku:

„Dolar był mocny, gdyż USA było przystanią w czasie sztormu, ale teraz sztorm się osłabia, więc kto potrzebuje dolara?”

– Według danych zebranych przez Bloomberga, banki centralne coraz częściej lekceważą dolary, preferując euro oraz jena. Ujmując to słowami Stevena Englandera, głównego stratega waluty USA w banku Barclays w Nowym Jorku, „Globalne banki centralne zaczynają podchodzić o wiele poważniej do sprawy dywersyfikacji, podczas gdy w przeszłości jedynie o tym mówiły[…] Wygląda na to, że naprawdę wycofują się z dolara”.

– Złoto osiągnęło rekordową cenę na początku października, gdy dolar stracił na wartości po opublikowaniu planów co do wycofania go z handlu ropą przez kraje Zatoki Perskiej.

– Były makler giełdowy Max Keiser jest przekonany, że Chiny i Rosja są zainteresowane załamaniem się ekonomii Stanów Zjednoczonych w wyniku odrzucenia dolara.

W niedawno opublikowanym artykule Barry Grey pisze:

Widoczne są rosnące oznaki istotnych zmian na rynku walut światowych. Od marca stopniowo słabł dolar amerykański, tracąc 13,3 procent swej wartości w stosunku do innych ważniejszych walut. W ostatnim tygodniu ta tendencja spadkowa przyspieszyła, co napędziło cenę złota do rekordowego poziomu i skłoniło wiele azjatyckich banków centralnych do interwencji na rynku walutowym w celu spowolnienia spadku wartości dolara.

Jeśli chodzi o możliwe konsekwencje takiego stanu rzeczy dla mas, Grey komentuje:

Stany Zjednoczone staną się tanim producentem dóbr na rynku światowym. Amerykańska klasa robotnicza doświadczy takiego poziomu wyzysku, jakiego nie doznała przez ostatnich sto lat. Stopa życiowa i płace zbliżą się do tego samego poziomu, z jakim mierzą się okrutnie wyzyskiwani pracownicy z Azji.

Co jeszcze może dla społeczeństwa oznaczać koniec hegemonii dolara? Dla tych w USA oznacza on okres (hiper)inflacji. Ponieważ dolar był używany jako globalna waluta rozrachunkowa i rezerwowa, jego nadwyżki krążą po całym świecie. Jeżeli świat zdecyduje wycofać się z dolara bądź znacznie ograniczyć jego użycie, nadwyżki te ostatecznie wrócą do USA, gdzie dolar wciąż będzie wykorzystywany. Nie oznacza to jednak pomnożenia majątku, lecz po prostu większą ilość banknotów reprezentujących ten sam majątek. Z większą ilością banknotów w rękach, ludzie kupują więcej, a ceny idą w górę. Mówiąc inaczej – jeżeli wczoraj jedno jabłko kosztowało dolara, jutro będzie trzeba za nie zapłacić dziesięć dolarów. Spowoduje to zatem wzrost wartości jabłka, a dokładniej, spadek zdolności nabywczej dolara.

Wzrost kosztów utrzymania w USA doprowadzi ostatecznie do większego bezrobocia i ubóstwa. To z kolei będzie miało wpływ na światową gospodarkę. Jak to się zwykle zdarza, gdy rozwinięte kraje łapią przeziębienie, kraje trzeciego świata dostają zapalenia płuc. To tak a propos epidemii!

Okres traumatycznych zmian zgodnych z doktryną szoku bez wątpienia postawiłby nas w sytuacji, w której światowa elita finansowa, wraz ze swoją ekipą od Public Relations (tzn. ze światowymi rządami), zaproponowałaby niechętnie widziane, ale „konieczne” rozwiązanie. Być może będzie to  ekonomiczny Nowy Porządek Świata, w którym jedna globalna waluta ułatwia Zarządowi naszej planety pociąganie za sznurki?

Chyba jednak chodziło im o Oskara?

Jeśli doczytaliście do tego miejsca, możecie sobie wyobrazić nasze zdumienie, kiedy oto pewnego dnia przeglądając wiadomości dowiadujemy się, że Obama otrzymał Nagrodę Nobla – i nie był to żart! Dystopia [antyutopia] George’a Orwella zdecydowanie połączyła się z naszą rzeczywistością i wojna stała się pokojem. (Komentarz Johna Pilgera zawiera dobre podsumowanie już i tak imponującej historii Baracka Barbarzyńcy). Być może jednak to my jesteśmy w błędzie, oczekując, że Komitet Noblowski robi to, co do niego należy:

Ogłoszenie Obamy laureatem 2009 roku tylko dodatkowo obniży pozycję Norweskiego Komitetu Noblowskiego […] W swojej historii Komitet ten nagradzał osoby, które nie miały nic wspólnego z pokojem na świecie. Były sekretarz stanu i były sekretarz wojny USA, Elihu Root [jeden z pierwszych syjonistycznych podżegaczy wojny udający Amerykanina – przyp. sott.net] dostał Pokojową Nagrodę  Nobla w 1912 roku. Został nagrodzony pomimo tego, że po zakończeniu wojny amerykańsko-hiszpańskiej nadzorował politykę USA wobec Filipin. W wyniku amerykańskiej okupacji, w latach 1899-1902 zmarły setki tysięcy Filipińczyków – niektóre szacunki podają nawet liczbę 1,5 miliona ofiar.

Kolejny oczywisty znak tego, że przeszłość jest prologiem do przyszłych wydarzeń w wiecznie powtarzającym się cyklu tragedii i farsy: Obama podsumował raport Goldstone’a – oskarżający nierozłącznego sojusznika USA, jakim jest Izrael, o popełnienie zbrodni wojennych podczas ostatnich ataków na 1,5 miliona jeńców przetrzymywanych w największym na świecie więzieniu pod gołym niebem, w Gazie – jako “wadliwy”. Niestety, to sam Mahmud Abbas, kolaborancki przywódca osamotnionych Palestyńczyków, wycofał poparcie projektu rezolucji [przygotowanej] dla Rady Bezpieczeństwa ONZ, która miała przeanalizować dostarczone dane i ewentualnie przekazać sprawę do rozpatrzenia przez Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze. A co na to Kongres kierowany przez demokratów? Potępili raport, mimo tego, że sam Richard Goldstone prosił USA o wskazanie choć jednego błędu w raporcie.

© Devil’s Due Publishing

Pozwolimy sobie raz jeszcze stwierdzić oczywistość i wyraźnie powiedzieć, że prezydenci po prostu nie są u władzy. Służą światowej elicie, bardziej zainteresowanej udziałami w korporacjach i zyskiem niż wolą ludzi; elicie, która jest silnie powiązana i często zazębia się z siłami zbrojnymi i służbami specjalnymi świata. Rolą rządu jest przekonanie opinii publicznej, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Są oni uśmiechającą się twarzą ‚departamentu’ Public Relations, a nie osobami podejmującymi decyzje, co by wyjaśniało, dlaczego Obama zachowuje się podobnie jak Bush.

Gdy tylko zrozumie się ten podstawowy fakt, to czy pozostaje jakiś inny logiczny powód, dla którego Obama zdobył Pokojową Nagrodę Nobla, poza tym, że jest on częścią kampanii marketingowej na rzecz obecnych i przyszłych wojen, za przeprowadzenie których odpowiada? Jeżeli zdobywca Pokojowej Nagrody Nobla wysyła do Afganistanu dodatkowo 13 tysięcy żołnierzy do 21 tysięcy zaplanowanych już w marcu, to na pewno jest to etyczne i konieczne. Jeżeli gani Iran za nieistniejącą broń atomową, ale godzi się na izrealską, bez wątpienia jest to właściwe posunięcie. Jak ujął to Michel Chossudovsky:

Jesteśmy na progu najpoważniejszego kryzysu współczesnej historii. USA we współpracy z NATO i Izrealem rozpoczęło globalną militarną przygodę, która, w bardzo dosłownym znaczeniu, zagraża przyszłości ludzkości.

W tym krytycznym momencie naszej historii decyzja Norweskiego Komitetu Noblowskiego o przyznaniu Pokojowej Nagrody Nobla Prezydentowi i Głównodowodzącemu [amerykańskich] Sił Zbrojnych Barakowi Obamie stanowi totalne narzędzie propagandy i wypaczenie, które w pełni wspiera koncepcję “Długiej Wojny” Pentagonu: “Wojna bez granic”, w najprawdziwszym znaczeniu tego słowa, nacechowana ogólnoświatowym rozlokowaniem amerykańskiej potęgi militarnej[…] Przyznanie Pokojowej Nagrody Nobla Barakowi Obamie zapewnia legalność nielegalnym praktykom wojennym, wliczając w to zbrojną okupację obcych państw oraz bezlitosne zabijanie cywili w imię “demokracji”.

Obama został niezasłużenie wyróżniony i to pomimo faktu, że trzech z pięciu członków jury miało obiekcje, co czyni tę decyzję jeszcze bardziej zagadkową. Być może Obama skorzystał z pomocy Thorbjørna Jaglanda, byłego premiera Norwegii i prezesa Komitetu Noblowskiego, człowieka, który razem z Obamą i Madeleine Albright w ramach cyrku psyops Tajnego Oddziału [Grupy] miał odegrać rolę w destabilizacji kenijskiego procesu wyborczego w 2007 roku i pomóc ich wybranemu człowiekowi, Raili Odindze, w dostaniu się na stanowisko premiera  pod osłoną “pomarańczowej rewolucji”. Och, co za splątaną sieć oni tkają!

Mniejsza o BUUM!!!

Mówiąc o splątanej sieci półprawd, celowych przemilczeń i wykastrowanej nauki, czas spojrzeć na nasz comiesięczny kosmiczny raport pogodowy:

25 września: Efektowny bolid sfilmowany nad Kanadą
28 września: Kosmiczny szok i przerażenie: Nad Argentyną eksploduje bolid
5 października: Video: Bolid rozświetla niebo nad Islandią
8 października
: Indonezyjska asteroida eksploduje z mocą „niewielkiej bomby atomowej”
9 października
: Uchwycony przez aparat: Meteor mknie przez niebo nad Nowym Meksykiem
13 października
: Setki ludzi obserwują „eksplodujący bolid” na holenderskim i niemieckim niebie
26 października: Oszustwo? Materiał wideo z płonącym „meteorem” na Łotwie

Spodziewany jest stopniowy wzrost aktywności meteorów i powietrznych eksplozji na całym świecie. Niestety, nie możemy zalecić wam śledzenia najnowszych raportów lub prognoz astronomicznych, bo prawdopodobnie żadne się nie pojawią. Omawiając ten punkt opracowania, skoncentrujemy się na dwóch z wyżej wymienionych wydarzeń.

Pierwsze z nich to domniemany ognisty obiekt uderzający w pole w pobliżu małego miasta w północnej Łotwie, dokładnie podczas deszczu meteorów z roju Orionidów – przechodzenia  Ziemi przez pas szczątków komety Halleya. Domniemanemu upadkowi meteoru poświęcono wiele uwagi na całym świecie, ze względu na dramatyczny film wideo nakręcony przez grupę studentów szkoły filmowej, którzy twierdzą, że słyszeli uderzenie meteoru.

Jednak ta niesamowita (a dla waszych oddanych autorów, naprawdę nie zaskakująca) historia została szybko odrzucona jako oszustwo. Wersje wydarzeń proponowane przez media różnią się między sobą – jak twierdzą niektórzy, grupa studentów, o których mowa powyżej, postanowiła zrobić światu kawał, inni mówią, że w oszustwo zaangażowany był łotewski operator sieci komórkowej Tele2. Po kilku dniach internetowego szału medialne szakale ruszyły na poszukiwanie nowych żerowisk, a Tele2 pozostało zbieranie owoców swoich działań.

Koniec opowieści? Raczej nie. Przyjrzyjmy się zaleceniom raportu Komisji Robertsona, wydanego w 1953 roku, które, choć dotyczą UFO, mogą być łatwo zastosowane do wszystkich obcych i niewyjaśnionych obiektów przecinających niebo nad naszą małą planetą:

Utrzymujący się nacisk na raportowanie o tego rodzaju zjawiskach powoduje w tych niepewnych czasach zagrożenie dla prawidłowego funkcjonowania państwowych organów bezpieczeństwa.

Jako przykład możemy przytoczyć przypadki zapychania kanałów komunikacyjnych przez nieistotne doniesienia, [co grozi] zignorowaniem prawdziwego zagrożenia z powodu powtarzających się fałszywych alarmów[…]

[Możemy] wskazać na wrogie działania oraz uprawianie niezdrowej psychologii na gruncie krajowym, za pomocą których zręczna propaganda nieprzyjaciela może wywołać histerię i szkodliwą nieufność w stosunku do konstytucyjnych organów władzy […]

W celu efektywnego wzmocnienia krajowych jednostek wczesnego rozpoznania i odpowiedniego radzenia sobie z prawdziwymi doniesieniami o działaniach nieprzyjaciela, a jednocześnie zminimalizowania towarzyszących im zagrożeń wspomnianych powyżej, Komisja zaleca […], żeby cele te osiągnięto poprzez [wdrożenie] zintegrowanego programu mającego na celu zapewnienie opinii publicznej o całkowitym braku dowodów na to, że za tymi zjawiskami stoją nieprzyjazne siły, przez szkolenie personelu w umiejętności szybkiego i skutecznego rozpoznawania i odrzucania fałszywych doniesień, a także poprzez wzmocnienie stałych kanałów w celu dokonywania oceny i szybkiego reagowania na prawdziwe doniesienia o  wrogich działaniach.

Czy to oszustwo, czy szczególnie gruntowne tuszowanie sprawy (podejrzewamy, że było to prawdziwe uderzenie meteoru, któremu szybko dopisano nowy scenariusz), cokolwiek wydarzyło się na Łotwie, wyrządzi jeszcze więcej szkód poprzez przydanie podobnym wydarzeniom czynnika śmieszności – podobnie jak stało się z relacjami o UFO – w celu wyciszenia doniesień o obserwacjach lub uderzeniach meteorów. Mamy nadzieję, że nie musimy wam przypominać historyjki o „Chłopcu, który wołał o pomoc” [bajka Ezopa pod tym tytułem o pastuszku wszczynającym fałszywy alarm – przyp.], ani tłumaczyć tego, że następny meteor może uderzyć w gęsto zaludniony obszar dewastując go, a wina – w celu umocnienia globalnej agendy – zostanie zrzucona na terrorystów?

Co prowadzi nas do innego zdarzenia, które miało miejsce ósmego października nad Indonezją. Dziesięcio metrowa asteroida eksplodowała w atmosferze z energią małej bomby atomowej, to jest około 50 kiloton TNT, czyli dwa do trzech razy więcej niż siła eksplozji bomb atomowych z czasów II wojny światowej.

Ale najwyraźniej, zgodnie z doniesieniami serwisu spaceweather.com, eksplozja, która wstrząsnęła Ziemią, nie odbiła się znaczącym echem w zachodniej prasie. I nawet jeśli spaceweather.com pospiesznie uspokoił czytelników, dodając, że naukowcy zajmujący się meteorami poświęcili  sprawie należną uwagę, w następnym akapicie przyznano, że tak naprawdę, astronomowie nie wiedzieli o istnieniu asteroidy przed jej uderzeniem, a sam impakt był dla nich kompletnym zaskoczeniem. Cóż, przynajmniej wiemy, że ziemscy naukowcy zachowali jakieś resztki ciekawości. Ale materiał, który udało nam się zgromadzić w trakcie długich lat badań i pracy nad naszym projektem Watching the skies” [Obserwowanie nieba] dowodzi, że niestety,  jeśli chodzi o prawdziwą naturę kosmicznego niebezpieczeństwa, ci sami naukowcy albo są kompletnie nieświadomi, albo świadomie i ochoczo pełnią rolę narzędzi w rękach systemu kontroli, który ma na celu powstrzymanie postępów prawdziwej nauki, a w konsekwencji wystawienie całej populacji ludzkiej na śmiertelne niebezpieczeństwo.

Następnym razem, kiedy natkniecie się na informację przedstawianą przez naukowców głównego nurtu jako prawda absolutna (że Ziemi nie grozi żadne bezpośrednie zagrożenie z kosmosu) lub jako służąca waszemu własnemu dobru (obowiązkowe szczepienia), rozważcie następujące uwagi Laury Knight-Jadczyk:

„Z książki o D.D. Homie [Daniel Dunglas Home (1833-1886), jeden z najsławniejszych mediów w historii – przyp.] dowiadujemy się, że Michael Faraday, najbardziej wpływowy naukowiec swoich czasów, zgodził się (na prośbę Crooka i innych naukowców, którzy wcześniej badali Home’a i osiągnęli zadowalające wyniki) „przebadać” Home’a jedynie pod warunkiem, że ten podpisze oświadczenie stwierdzające, że jeśli jego umiejętności okażą się być prawdziwe, wyrzeknie się ich jako pochodzących od szatana! Dlaczego? Bo – widzicie – Faraday był fundamentalistą! Dokładnie tak. Wierzył w śmierć i zmartwychwstanie Jezusa… ale nie mógł przyjąć do wiadomości, że wszechwieczna świadomość będąca źródłem wszelkiego stworzenia jest częścią normalnego człowieka! Był, krótko mówiąc, zaprogramowanym narzędziem w rękach psychopatów.

Oczywiście w międzyczasie katastrofizm, jako wyjaśnienie dla wszelkich znalezisk archeologicznych, został przez XIX wiecznych dewotów odesłany do krainy fantazji….

Zdajemy sobie sprawę, że o ile filozofia jako dyscyplina akademicka może pochwalić się długą historią i obszerną literaturą w dziedzinie samokontroli, brak jest takiejże literatury – i tego rodzaju aktywności – w dziedzinie nauk ścisłych, takich jak astronomia i fizyka, ale nie tylko…

Nie mamy tu wystarczająco dużo miejsca na analizę wpływu, jaki dominująca struktura społeczna wywiera na poszczególne dziedziny nauki, w obrębie których pracują naukowcy, a jeszcze mniej na dociekanie, jak struktura ta jest w negatywny sposób używana do utrudniania innowacyjnych badań, a nawet niszczenia karier tych, którzy odważą się wyjść poza dogmatyczne paradygmaty naukowe.

W chwili obecnej istnieje jedynie kilka placówek akademickich, gdzie naukowcy mogą wyrażać swoje opinie na temat naukowego establishmentu. W niezbyt odległej przeszłości istniały czasopisma astronomiczne, na łamach których podnoszono te kwestie, ale  czasopisma te przestały istnieć pod presją naukowego establishmentu lub zostały przywołane do porządku i zamieszczają obecnie jedynie wyniki „czysto naukowych badań”.

Fizycy nie mają platformy do wyrażania swoich opinii odnośnie tego, jak ich dziedzina nauki zaspokaja potrzeby ich samych jako naukowców oraz potrzeby społeczeństwa jako adresatów ich pomysłów. Nie ma zbyt wielu możliwości wyrażania niekonwencjonalnych poglądów na temat charakteru metody naukowej czy negatywnego wpływu struktury społecznej na naukę.

Zdajemy sobie sprawę z trudności napotykanych przez wysoko wykwalifikowanych naukowców, którzy rzucają wyzwanie naukowej ortodoksji i bezprawnej, haniebnej cenzurze oraz wpisywaniu naukowców na czarną listę – procederom, które mają miejsce każdego dnia. Elity naukowe, same znajdujące się pod kontrolą elit politycznych (najczęściej patologicznych), kontrolują środowisko naukowe. Anonimowość w systemie peer-review [recenzowanie prac naukowych przez innych specjalistów z danej dziedziny – przyp.] daje duże możliwości korupcyjne i stoi na przeszkodzie obiektywnemu badaniu niezwykłych idei. Te problemy dotyczące nauki mają charakter globalny i są nawet bardziej obecne w krajach bogatych, uprzemysłowionych, gdzie nauka jest podstawą władzy i kontroli.

Problemy, z którymi mamy do czynienia w dziedzinie fizyki i astronomii, są powszechne we wszystkich dziedzinach nauki i technologii, we wszystkich obszarach badań prowadzonych przez ludzi, wśród których zawsze pierwszym kryterium jest ponerogeneza. Odrębną zupełnie kwestią jest to, czy idee, które są tłumione bądź ignorowane, są poprawne.

Uważamy, że tłumienie nowych pomysłów i wolnej, otwartej dyskusji, nie jest sposobem na oczyszczenie nauki i nie sprzyja postępowi wiedzy, jest też szkodliwe dla poszukiwania Prawdy. Zdajemy sobie sprawę, że nauka znajduje się dzisiaj w stanie śmiertelnego rozkładu i ogłaszamy nasze prawo – prawo ludzkości – do akademickiej i naukowej wolności”.

Straszne rozważania na Halloween

© AP / Joseph Kaczmarek - - Ogniste burze wzniecone przez broń termojądrową będą główną przyczyną zgonów. Spowodowane przez ogień zniszczenia obejmą obszar dwa do pięciu razy większy od obszaru zniszczeń powstałych wskutek wybuchu.

Żaden filozof nie zaprzeczy, że technologia może być zarówno źródłem poprawy warunków życia jak i jego zniszczenia. Z którą opcją mamy do czynienia? Tylko głupiec beztrosko wita wszelkie nowe technologie, nie zadając sobie tego pytania.” – – Neil Postman

5 października 2009 CBC News opublikował artykuł dotyczący zdumiewającego badania przeprowadzonego na muszkach owocowych zatytułowany  „Fałszywe wspomnienia ‘zapisane’ w mózgach muszek”.

Z pierwszego akapitu dowiadujemy się, że:

Naukowcy dali muszkom owocowym wspomnienia traumatycznych przeżyć, które nigdy się nie wydarzyły, bezpośrednio manipulując komórkami nerwowymi w mózgu.

Czytając dalej dowiadujemy się, w jakim celu ta technologia jest opracowywana:

[…] technika ta, za pomocą bezpośredniego stymulowania układów komórek nerwowych, może doprowadzić do lepszego zrozumienia funkcjonowania mózgu … badania nad mózgiem muszki owocowej mogą powiedzieć wiele na temat funkcjonowania bardziej skomplikowanych mózgów.

Innymi słowy, „zakończone sukcesem” eksperymenty na muszkach owocowych, których celem było wywołanie traumy, były tylko środkiem służącym zgłębieniu sposobów „funkcjonowania bardziej skomplikowanych mózgów”. O jakie bardziej skomplikowane mózgi tutaj chodzi? Mózgi jaszczurek? Ptaków? Ssaków? Ludzi?

Skąd to pragnienie opanowania technologii wszczepiania żywym organizmom negatywnych emocji dotyczących wydarzeń, które nigdy się nie zdarzyły? Skoro każda technologia może służyć dobrym lub złym celom, trzeba się zastanowić, do jakich celów ta technologia będzie stosowana.

Nie jest to bezzasadne pytanie, jako że w ciągu XX wieku i przez pierwsze dziewięć lat wieku XXI dokonaliśmy „postępu”, który może stać się przyczyną nie tylko zniszczenia życia, jakie znamy – lecz wszystkich jego form, koniec; kropka. Weźmy na przykład „sukces” w tworzeniu bomby atomowej. Jak pisze Daniel Ellsberg w pierwszym rozdziale swojej książki „A Hundred Holocausts: An Insider’s Window Into U.S. Nuclear Policy”:

Pewnego dnia, wiosną 1961 r., wkrótce po moich trzydziestych urodzinach, pokazano mi, jak będzie wyglądał koniec naszego świata. Nie Ziemi, nie całej ludzkości czy życia, jakimi je wtedy znałem, ale zagłada większości miast i ludzi na półkuli północnej.

W Białym Domu wręczono mi kartkę papieru z kilkoma liczbami i linijkami tekstu. Był zatytułowany „Ściśle tajne, informacje wrażliwe”, a pod spodem „Tylko do wiadomości Prezydenta”.

Sygnatura „Tylko do wiadomości” oznacza, że w zasadzie dokument ten powinien być widziany i czytany tylko przez osobę, do której został wyraźnie skierowany, w tym przypadku prezydenta. W praktyce najczęściej oznacza to, że zobaczy go jeden lub kilku sekretarzy i asystentów – garstka ludzi, czasem trochę więcej, a nie dziesiątki lub setki jak to ma zwykle miejsce w przypadku dokumentów opatrzonych sygnaturą „Ściśle tajne, informacje wrażliwe”.

Później, pracując w Pentagonie jako specjalny asystent zastępcy sekretarza obrony, często czytywałem depesze i notatki służbowe opatrzone sygnaturą „Tylko do wiadomości…”, nie przeznaczone ani dla mnie, ani dla mojego szefa. A do momentu, w którym przeczytałem ten dokument, już jako konsultant Biura Sekretarza Obrony, często zdarzało mi się czytać dokumenty „Ściśle tajne”. Ale nigdy wcześniej i nigdy potem nie widziałem dokumentu przeznaczonego „Tylko do wiadomości Prezydenta”.

Pokazał mi go zastępca prezydenckiego asystenta do spraw bezpieczeństwa narodowego, mój przyjaciel i kolega, Bob Komer. Z tekstu na tytułowej stronie dokumentu wynikało, że była to odpowiedź na pytanie, z jakim tydzień wcześniej prezydent John F. Kennedy zwrócił się do Kolegium Szefów Połączonych Sztabów [Joint Chiefs of Staff]. Komer pokazał mi go, ponieważ to ja opracowałem pytanie, które Komer wysłał w imieniu prezydenta.

Pytanie skierowane do Kolegium brzmiało: „Ilu ludzi zginie w Związku Radzieckim i Chinach, jeśli wasze plany [jądrowej] wojny totalnej zostaną wcielone w życie?”

Ich odpowiedź miała formę wykresu (patrz niżej). Oś pionowa przedstawiała  liczbę zgonów w milionach. Oś pozioma – czas mierzony w miesiącach. Wykres miał postać linii prostej, rozpoczynał się w zerowym punkcie na osi czasu, od liczby natychmiastowych zgonów spodziewanych w ciągu kilku godzin od rozpoczęcia ataku naszych wojsk, i piął się ukośnie w górę, aby osiągnąć maksimum w punkcie 6 miesięcy, co stanowiło autorytarnie ustanowiony limit czasowy wystąpienia akumulacji zgonów wskutek obrażeń i opadu radioaktywnego.

Najmniejszą liczbą, po lewej stronie wykresu, było 275 milionów zgonów. Liczba zgonów po 6 miesiącach, umieszczona z prawej strony, wynosiła 325 milionów.

Tego samego ranka, za zgodą Komera, przygotowałem kolejne zapytanie, które miało być przesłane do Kolegium z podpisem prezydenta. Dotyczyło ono generalnej analizy liczby zgonów spowodowanych naszymi atakami na całym świecie – nie tylko w państwach bloku chińsko-sowieckiego, ale we wszystkich krajach, które mogą odczuć skutki opadu radioaktywnego. Ich odpowiedź znów była natychmiastowa. Komer pokazał mi ją tydzień później, tym razem w postaci tabeli z przypisami objaśniającymi.

Przewidywano w sumie 100 milionów dodatkowych zgonów w Europie Wschodniej. Ponadto w Europie Zachodniej w wyniku opadu mogło zginąć kolejnych 100 milionów, w zależności od kierunku wiatru (w dużej mierze jest to kwestia pory roku). Niezależnie od pory roku, przewidywano co najmniej 100 milionów ofiar opadu radioaktywnego w większości państw neutralnych w sąsiedztwie bloku radzieckiego i Chin: w Finlandii, Austrii, Afganistanie, Indiach, Japonii i innych. Na przykład Finlandia zostałaby unicestwiona przez opad powstały wskutek amerykańskiego uderzenia w radzieckie okręty podwodne stacjonujące w Leningradzie. (Nie zamówiono szacunków całkowitej liczby „poszkodowanych” – rannych jak i zabitych – ani liczby ofiar sowieckich ataków odwetowych.)

Zgodnie z obliczeniami Szefów Połączonych Sztabów łączna liczba ofiar śmiertelnych, spowodowanych pierwszym uderzeniem USA, skierowanym głównie w Związek Radziecki i Chiny, wyniosłaby około 600 milionów zabitych. Sto Holokaustów.

Gdy czytamy tę przedstawioną przez Ellsberga relację, uderza nas jak bardzo przyziemna wydaje się być większość procedur prowadzących do powstania tego raportu. Mamy tu szefa, który chce uzyskać informacje, i ludzi, którym powierza badania nad tematem i każe przyjść z gotową odpowiedzią. Jeśli nie liczyć nazw pełnionych stanowisk – „prezydent”, „zastępca asystenta prezydenta do spraw bezpieczeństwa narodowego”, „specjalny asystent sekretarza obrony” – osoby pracujące nad tym raportem wydają się być zwykłymi ludźmi wykonującymi swoją pracę, tak jak robi to większość z nas.

I  właśnie to zestawienie spraw przerażających z przyziemnością przydaje temu scenariuszowi potworności. Mamy tu zestawienie liczby bezpośrednich ofiar, które zginęłyby w Związku Radzieckim i Chinach, oraz ludzi unicestwionych w wyniku opadu radioaktywnego w neutralnych krajach Europy Wschodniej i Zachodniej – Finlandii, Austrii, Indiach, Japonii – przedstawione w tak lakoniczny sposób, jakby chodziło o zwykłą działalność biznesową. W ostatecznym rozrachunku, jeżeli doszłoby do ataku, śmierć poniosłoby 100 milionów ludzi, przy czym, jak podkreśla  Ellsberg, sprawozdanie nie rozpatruje wszystkich możliwości, aczkolwiek stwierdza, że „Finlandia zostałaby unicestwiona”.

W świetle powyższego przykładu może należałoby więc powściągnąć entuzjazm w stosunku do eksperymentów podobnych do tego ze stworzonymi przez człowieka fałszywymi wspomnieniami muszek owocowych.

W takim razie może dobrze byłoby za Neilem Postmanem zapytać:

Jakiego rodzaju problemy ma rozwiązywać ta technologia?

Ponieważ faktem jest, że przed rozpoczęciem eksperymentów na tych owadach, zanim naukowcy zgromadzili odpowiedznią ilość swoich muszek i sprowadzili je do laboratoriów, zanim stanęli przed problemem bezpośredniego manipulowania komórkami nerwowymi w ich mózgach, nie istniała żadna technologia, która umożliwiałaby tworzenie urojonych urazów. Aż do momentu „pomyślnego” zakończenia tych badań, zakorzenione w mózgach muszek urazy pojawiały się u nich w efekcie bezpośredniego oddziaływania z naturalnym środowiskiem.

Można się tu zatrzymać i zastanowić nad faktem, że potrzeba stworzenia technologii implantowania fałszywych wspomnień u muszek owocowych była dla kogoś na tyle intreresująca i znacząca, że zainwestowano w nią pieniądze, przygotowano plan działania i wynajęto pracowników do przeprowadzenia takich badań.

Dlaczego?

W jaki sposób możliwość indukowania fałszywych wspomnień u muszek owocowych poprawi jakość ich, czy też naszego życia?

Czy ten, kto sfinansował badania, które dostarczyły technologii wszczepiania fałszywych wspomnień w mózgach muszek owocowych, ograniczy jej stosowanie wyłącznie do mózgów będących pierwotnym przedmiotem badań?

Wystarczy spojrzeć na ilość ostatnich technologicznych „punktów zwrotnych” w rozwiązywaniu „problemów” stawianych są przez tych, którzy dysponują odpowiednią ilością pieniędzy i wpływów, żeby móc sponsorować badania mające znajdować „rozwiązania” tychże „problemów”. Oto zastosowania, w których wykorzystano wyniki kilku pomyślnie przeprowadzonych badań:

Laser Boeinga trafia w poruszające się pojazdy
Izraelska Marynarka pracuje nad bezzałogowym statkiem
Zjednoczone Królewstwo: Domowe liczniki energii typu „smart meters” mogą paść ofiarą ‘hakerów’
Fale radiowe widzące przez ściany
Sztuczna inteligencja w nastepnej generacji gier wideo: poznaj Milo
Fartmaceutyczny Kombinat Przemysłowy: Zabójcza opowieść
Amerykańska grupa ds. kryzysu żywnościowego krytykuje Global Harvest za inicjatywę nakarmienia świata
Teraz patokracja: Policyjna „Operacja Hammer Anvil” podczas sztytu G20 w Pittsburgu

Rzut oka na te tytuły wystarczy, żeby zauważyć, że wymienione wyżej technologie charakteryzują się pewnymi wspólnymi cechami. Jedną z nich jest doskonalenie uzbrojenia i metod kontrolowania tłumu, podczas gdy kolejną jest usprawnianie metod inwigilacji. Wśród wielu innych spraw zauważyliśmy również odniesienie do kryzysu żywnościowego (czy to przypadkiem nie „Zielona Rewolucja” miała rozwiązać ten problem? A może problemem stało się znalezione rozwiązanie?).

Rzeczą oczywistą jest, że ci, którzy czerpią korzyści z takich technologii, jak te zastosowane w „Operacji Hammer Anvil” czy w „Falach radiowych widzących przez ściany”, nie postrzegają tych technologii jako problematycznych, a jako środki prowadzące do celu.

Jakież to cele mogły prowadzić do rozwoju technologii, dających swoim twórcom władzę strzelania laserem do pojazdów w ruchu albo wodowania bezzałogowego statku? Jakiż to typ świadomości mógłby w ogóle coś takiego rozważać? Żeby na to pytanie odpowiedzieć, pozwólcie że zastanowimy się przez chwilę nad potężnym naciskiem, jaki mogliby we własnym interesie wywrzeć właściciele takich technologii i ci, którzy by nimi władali. Mógłby być tak silny, że byliby oni w stanie zmienić istniejące struktury władzy, cywilizację w jej obecnym kształcie, byliby też w stanie decydować o przyszłości ludzkiej rasy.

Richard Dolan, historyk i badacz UFO, omawia te sprawy w swoim wykładzie z 2009 roku: Egzopolityka w nowym ujęciu: Tworzenie nowej strategii.

Określenie „egzopolityka” sugeruje zjawisko nie należące do sfery, którą większość ludzi uważa za „rzeczywistość”, niemniej jednak oddziaływujące na naszą infrastrukturę, systemy polityczne i technologie. Wpływ ten jest tak ogromny, że Dolan mówi nawet, iż ludzie mający z ową egzopolityką powiązania będą dysponowali środkami na rozwijanie niezwykle zaawansowanych technologii. Tak zaawansowanych, że mający do nich dostęp poznają rzeczywistość, jakiej reszta z nas nie potrafi sobie nawet wyobrazić, nie mowiąc już o zrozumieniu.

Czy muszki owocowe są świadome istnienia naukowców, którzy przeprowadzają na nich badania? Czy są one świadome tego, że laboratorium, w którym się znajdują, nie jest ich naturalnym środowiskiem, a rzeczywistość z ich pojemnika nie jest dla nich prawdziwym stanem bycia? Gdyby uwięziome muszki odwiedził przedstawiciel ich własnego gatunku, który nigdy wcześniej nie był więźniem i na którym nie przeprowadzano eksperymentów, czy byłyby one w stanie zaakceptować, albo przynajmniej wyobrazić sobie świat, z którego on przybył? Czy raczej, wzorem więźniów z platońskiej „alegorii jaskini”, (pl, pl) zwróciłyby się przeciwko przybyszowi, poniżyły go, wyśmiały, a być może nawet domagały się jego śmierci?

A zatem, tak jak owady są nieświadome poruszających się pośród nich naukowców, my jako gatunek jesteśmy zbiorowo nieświadomi obecności obcych, którzy poruszają się między nami.

Podobnie, tak jak naukowcy (których długość życia z perspektywy muszek może wydawać się całą wiecznością) przeprowadzali badania i manipulowali całymi pokoleniami owadów – tak i to zjawisko (którego długość życia względem naszego jest taka, jak tych naukowców względem muszek) bada nas od pokoleń.

Kim oni są?

Według Dolana:

  • Operują z ukrycia
  • Prawdopodobnie istnieje więcej gatunków niż tylko jeden, i mają różnorodne plany.
  • Posiadają wysoko rozwinięte zdolności telepatyczne.
  • Mają zdolność manipulowania ludzkimi umysłami i emocjami.
  • Wydają się umieć manipulować czasem i przestrzenią.

Co musimy o nich wiedzieć?

  • Czy wyglądają tak jak my?
  • Skąd pochodzą?
  • Czy chcą nami manipulować i oszukiwać nas?
  • Czy to oni nas stworzyli?

Dlaczego musimy to wiedzieć?

Nieświadomi obywatele demokracji to coś bardzo, ale to bardzo niebezpiecznego. Musimy porzucić błędne myślenie, że mamy do czynienia z naprawdę otwartym procesem – politycznym, naukowym, czy też w naszych mainstreamowych mediach. Ma to znaczenie podczas dyskutowania takich zagadnień, jak ujawnianie informacji o UFO/ET”. – Richard Dolan

Dlaczego ma to znaczenie?

Odpowiedź na to pytanie wydaje się koncentrować wokół gwałtownego rozwoju najnowocześniejszych technologii, które w ciągu ostatnich 100 lat radykalnie zmieniły nasz świat – i to wcale nie na lepsze.

W ciągu życia jednego pokolenia zobaczyliśmy odkodowanie ludzkiego genomu, stworzenie sztucznej inteligencji, zniszczenie naszych surowców naturalnych oraz bombę atomową. Nie zapominajmy również o rozpadających się infrastrukturach, przebijających zza „zasłony globalnej transformacji”.

W 1991 roku byliśmy świadkami rozpadu Związku Radzieckiego, narodzin osobistego komputera i rosnącej roli internetu, a wszystko razem wydaje się być upadkiem państwa narodowego i powstaniem Nowego Porządku Świata, kontrolowanego przez korporacje i sektor finansowy.

Skąd pochodzą pieniądze, dzięki którym możliwe są te zmiany?

Dolan wykazuje, że wiele z tych „postępów” w dziedzinie technologii jest efektem funkcjonowania czegoś, co określa mianem „Programów Specjalnego Dostępu” (Special Access Programs, SAP), które objęte są niewielkim, albo też żadnym nadzorem i są finansowane z nielegalnych pieniędzy, pochodzących z narkobiznesu i defraudacji papierów wartościowych. Agencje rządowe zostały zdominowane przez prywatny kapitał do tego stopnia, że w wielu przypadkach nie mają one zupełnie pojęcia, czego te programy dotyczą.

Skoro ci, którzy kontrolują kapitał inwestowany w programy SAP, mają w ręku technologie  rozwijane właśnie dla nich, dla nas wszystkich ma to poważne konsekwencje. Weźmy na przykład szybki postęp w pracach nad sztuczną inteligencją. Dolan szacuje, że w ciągu najbliższych 10 lat sztuczna inteligencja prześcignie naszą własną. Oznacza to, że nasze komputery staną się inteligentniejsze od nas!

Jakie jeszcze najnowocześniejsze technologie oddadzą władzę w ręce tych niewielu, którzy dzięki swoim tajnym funduszom mogą je finansować?  I kto wspomaga ich w tym przedsięwzięciu? Czy są ludźmi? Dolan uważa, że nie. Czy są dobroduszni? Spójrzcie na stan dzisiejszego świata i naszego środowiska.

Dolan argumentuje, że obfita dokumentacja nie pozostawia wątpliwości co do hiper-wymiarowej obecności w naszym świecie, i że my, jako obywatele tego świata, musimy mieć dostęp do tych informacji.

Żeby wskazać powagę tej sytuacji, Dolan zadaje takie pytanie:

Jakie ma znaczenie, czy źródłem ujawnionej tajemnicy jest demokratyczny rząd czy faszystowskie państwo?

  • Czy przybliżamy się do demokracji, czy do faszyzmu?
  • Świat niewolników i ich właścicieli?
  • Świat, od którego ludzie masowo uciekają w światy wirtualne?
  • Eugenika? Nanotechnologia? Tworzenie super rasy?
  • Eliminacja niepotrzebnych ludzi

Czy to możliwe, żeby różnica pomiędzy dwiema grupami – bogaczy i biedaków – mogła okazać się pewnego dnia aż tak ogromna, że powstaną dwie całkowicie odrębne cywilizacje?

Kiedy zastanawiamy się nad tymi pytaniami i nad konsekwencjami, które mogą nieść z sobą odpowiedzi, możemy poczuć się jak te muszki poddane eksperymentom. Jeśli rzeczywiście znależliśmy się teraz w takim punkcie czasu, w którym ważą się losy naszej cywilizacji i zastąpienia jej nową – amoralną i zaawansowaną technologicznie – otwarcie umysłu i wysłuchanie tych, którzy przebyli tę drogę przed nami jest pierwszą rzeczą, którą możemy zrobić.

Strach od zawsze był wykorzystywany do kontrolowania mas, dlatego teraz, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, niezbędne jest, abyśmy zachowali zdrowy rozsądek w obliczu tej histerii stworzonej przez szczepienia, mające zażegnać całkowicie pewną pandemię, która (jak twierdzą) niechybnie zostanie wywołana przez wirus AH1N1. Podobnie jak w przypadku technologii wpisującej fałszywą traumę w mózgi muszek, te przerażające taktyki są rozprzestrzeniane na całym świecie w celu wymuszenia na populacji zaakceptowania tej nowo tworzonej technologii.

Wiedza Ochrania – Ignorancja Naraża. Informacja jest w zasięgu i od tylko nas zależy, czy ją przyjmiemy.

Wykład Richarda Dolana: Egzopolityka w nowym ujęciu: Tworzenie nowej strategii [jest to to samo nagranie wideo, które zamieściliśmy w naszym wpisie z 13 października br.]


– –

Ten artykuł jest przekładem oryginału zamieszczonego w języku angielskim na stronie:
Connecting the Dots: The Mass Poisoning Begins, the Secret Team’s Tricks Continue and the Dollar’s Supremacy Heads for its End

dokonanym przez polskich tłumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.

Materiał ten został opublikowany przez SOTT.NET – projekt Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala się na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz żródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

Reklamy

Dodaj komentarz »

Brak komentarzy.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: