PRACowniA

30 Sierpień 2009

Łączenie Punktów: Huczna rocznica znakiem naszych czasów

SOTT Editors
SOTT.net
04 sierpnia 2009 13:39 UTC

[oryg.: Connecting the Dots: A smashing anniversary for the Signs of our Times]

W 1994 roku naukowcy zapewniali nas o niezwykłej rzadkości tego zjawiska. W pewnej pracy naukowej podano swego czasu, że „okres pomiędzy uderzeniem komet o średnicy 300 metrów w powierzchnię Jowisza szacuje się na 500 lat, natomiast tych o średnicy 1,6 kilometra – na 6000 lat.” Jakim to zatem dosadnym i drwiącym gestem ze strony Wszechświata było ponowne uderzenie w Jowisza – dokładnie 15 lat później – komety o zbliżonych rozmiarach do tej z 1994 roku!

© H. Hammel (STScI) / NASA / ESA / Jupiter Impact Team -- Widoczny czarny ślad to obszar uderzenia komety

Czy jednak wszyscy byli równie zaskoczeni? Chyba nie NASA, która od wielu już dekad bada ryzyko zderzeń z kosmicznymi obiektami. W związku z obchodzoną w tym miesiącu [lipcu] 40. rocznicą lądowania na Księżycu, sięgnęliśmy po wykład Victora Clube, w którym omawia on zapomniane aspekty związane z wyprawami na srebrny glob:

„Astronauci z misji Apollo zainstalowali na Księżycu kilka sejsmometrów, głównie w celu pomiaru wstrząsów na jego powierzchni. Owe zamierzenia jednak porzucono po odkryciu zjawiska w ogóle nie branego wcześniej pod uwagę, mianowicie bombardowań. Wspomniane sejsmometry regularnie odnotowywały uderzenia w powierzchnię Księżyca dużych obiektów – jak meteoroidy, które dopiero co opisywałem. [autor badał teorię cyklicznych bombardowań nawiedzających Ziemię w ujęciu historycznym – przyp.] Dzięki temu otrzymano liczne wykresy częstotliwości upadków tychże meteoroidów, jednak po siedmiu latach NASA wyłączyła urządzenie, najwyraźniej w przypływie irytacji naukowców, którzy uznali, że badania nie przynoszą interesujących wyników.

© Unknown -- Fragmenty komety Shoemakera-Levy’ego zbliżające się do Jowisza 15 lat temu

Niemniej jednak, w ciągu tych siedmiu czy ośmiu lat udało się zgromadzić wystarczającą ilość danych, opartych na obserwacjach dzień po dniu, czego rezultatem jest widoczny tu spójny wykres. Co prawda, wygląda to jak sylwetka Oxfordu, z którego pochodzę, na tle nieba, jednak tym, co najbardziej przykuwa uwagę, jest szczytowy punkt w jego środku, wskazujący na dzień 30 czerwca. Punkt ten ponadto zbiega się z nietypową obserwacją z pewnego roku. Otóż w 1975 roku doszło do nadzwyczajnej ilości zderzeń zarówno z Księżycem jak też i z Ziemią, przy czym obiekty te najprawdopodobniej pochodziły z tego samego roju co bolid tunguski z roku 1908, który, jak pamiętamy, także nadleciał pod koniec czerwca. Rzeczony przedział czasowy, to jest koniec czerwca, jest w istocie interesujący. Wtedy to właśnie przechodzimy przez rój Taurydów lecących w jednym kierunku [chodzi tu o rój Beta Taurydów, przelatujących za dnia, stąd niewidocznych gołym okiem; ma on miejsce na przełomie czerwca i lipca – przyp.]; tymczasem, wraz z początkiem listopada, widoczny jest kolejny rój Taurydów, ale przemieszczający się już w innym kierunku [czyli Taurydy Północne i Południowe – przyp.]. Część schematu przelotu tych rojów możemy zobaczyć na wspomnianym wykresie.”

Tamta obserwacja [z 1975 roku] była czymś niespotykanym pod względem ogromnej ilości bolidów i meteoroidów, nigdy wcześniej, ani nigdy później, nie odnotowanym. Jednak wydarzyło się to naprawdę. I co ciekawe, chociaż właśnie powiedziałem, że nigdy tego nie zaobserwowaliśmy, to gdy dokładniej przejrzeć zapisy z obserwacji meteorów, istnieją przesłanki wskazujące na realność takiego zjawiska. Wiemy, że w roju Taurydów znajduje się potężna ilość materiału skalnego, poruszającego się po tak zwanym „rezonansie orbitalnym”. Oznacza to, że na orbitę roju znaczący wpływ ma Jowisz. Ten silny rezonans każe nam domniemywać, że istnieje jakieś olbrzymie źródło od tysiącleci kierujące te meteroidy w stronę Jowisza.

Zaledwie kilka dni po pojawieniu się czarnej plamy na powierzchni Jowisza zaobserwowano bardzo jasny punkt w rejonie południowego bieguna Wenus. Naukowcy twierdzą, że najprawdopodobniej była to eksplozja wulkaniczna, jednak światło pojawiło się z dala od obszaru znanych wulkanów i było przy tym wyjątkowo jasne. Czy również i Wenus mógł spotkać ten sam los co Jowisza, i czy może to być oznaką nowej ‘pogody’ w Układzie Słonecznym? Rola Jowisza w pochłanianiu kometarnych fragmentów nie stanowi jednak dużej pociechy, gdyż okazuje się, że to właśnie on sam zwiększa ryzyko zderzeń z Ziemią.

Boleści Ziemi

Nieraz zastanawiamy się, jak często nasza planeta staje się celem bezpośredniego uderzenia z kosmosu. Zostawiając na boku pogodę panującą na zewnątrz, trzęsienia ziemi z lipca (o sile powyżej 5 stopni) ukazują, jak się sprawy mają wewnątrz:

1 lipca: Silne trzęsienie na Krecie
3 lipca: Wstrząsy na zachodzie Sumatry i północy Celebes
3 lipca: Trzęsienie o sile 5 stopni nawiedziło środkową Kolumbię
3 lipca: 6-stopniowe trzęsienie ziemi w północnym Meksyku
5 lipca: Wstrząsy o sile 6 stopni w Panamie
7 lipca: Trzęsienie (5.2 stopni) w indonezyjskiej prowincji Acech
7 lipca: Pacyficzne wybrzeże Nikaragui miejscem wstrząsów o sile 5.4 stopni
9 lipca: Ponad trzystu rannych w wyniku trzęsienia (6 stopni) w Chinach
10 lipca: Trzęsienie ziemi o magnitudzie 5.1 u wybrzeży Oregonu
12 lipca: Silne wstrząsy (6.1 stopni) na południu Peru
11 lipca: Silne podmorskie wstrząsy na Tajwanie

15 lipca: Ostrzeżenie przed tsunami po trzęsieniu (7.8 stopni) u wybrzeży Nowej Zelandii: (Seismolog Ken Gledhill podał informację o tym, że trzęsienie to „zmieniło kształt południowej wyspy” i przesunęło ją o 30 centymetrów w stronę Australii.) 17 lipca: Dwa wstrząsy nawiedziły Nową Zelandię, pojawiają się wstrząsy wtórne

19 lipca: Trzęsienie ziemi w Iraku, 5.2 stopni
19 lipca: Trzęsienie o sile 5.4 stopni niedaleko wybrzeży Ekwadoru
22 lipca: Południowy Iran: trzęsienie o magnitudzie 5.5 stopni
24 lipca: Wstrząsy w Tybecie o sile 5.6 stopni
30 lipca: Trzęsienie (5.1 stopni) we wschodniej Indonezji

Niech pan to zapamięta, Treblinka była prymitywną, ale wydajną taśmą produkcyjną śmierci. Taśmą produkcyjną – śmierci. Zrozumiał pan?

— SS-unterscharfuhrer Franz Suchomel, opisujący w wywiadzie schemat działania obozu w Treblince

Uważam, że ludzkość powinna więcej myśleć o zabijaniu.

— Robert McNamara

Na początku tego miesiąca [lipca] zmarły dwie osobistości, które, choć tak różne, ucieleśniały Wielką Dziwność mającą miejsce na planecie pełnej absurdów: mowa o Robercie McNamarze i Johnie Keelu. W pewnym wywiadzie Keel powiedział :

Istnieje wiele aspektów całej tej dziwnej sprawy. Z jednej strony, mamy prawdziwe zjawiska UFO – niezwykłe światła przemierzające ziemskie niebo być może od początku czasu. Owe obce inteligencje świadome są okazjonalnych obserwacji, jakich udaje nam się dokonać, dlatego też tworzone są przeróżne eksplanacje tychże zjawisk. I tak, każde pokolenie otrzymało odmienne wyjaśnienie tego samego fenomenu.

Inteligencje te kreowały na przełomie dziejów całe wydarzenia, ażeby podeprzeć nimi te wyjaśnienia. Dajmy na to wiarę we wróżki w Europie Środkowej; mamy także opowieści o wampirach i całą masę innych legend. W 1897 roku były to tajemnicze statki powietrzne. A teraz mamy kosmiczne talerze. Jednak wsystkie te teorie są niczym innym jak przykrywką dla prawdziwego zjawiska – czymkolwiek ono jest.

Dzieją się na ziemi i w powietrzu realne zjawiska, o których nie powinniśmy nic wiedzieć, toteż w tym celu stwarza się mnóstwo fałszywych historyjek. Jednym z licznych tego przykładów jest potwierdzania danego schematu przez tak zwanych ‘ludzi w czerni’.

Być może to, co starają się ukryć, byłoby dla nas zbyt przerażające, a nawet nie do pojęcia, jednak z całą pewnością można powiedzieć, że jesteśmy w jakiś sposób wykorzystywani.

@ Unknown

Robert McNamara, Sekretarz Obrony w administracji Lyndona B. Johnsona i duch amerykańskiej machiny śmierci w Wietnamie – w tym samym okresie, kiedy doszło do jednej z największych fal obserwacji UFO w obecnych czasach, zapytany, czy sprawa UFO jest warta zbadania, odrzekł:

“Myślę, że nie. Rozmawiałem na ten temat z Sekretarzem Sił Powietrznych oraz Dyrektorem Sił Powietrznych ds. Badań i Technologii, jednak żaden z nich nie uznał doniesień, które dotąd otrzymaliśmy, za wiarygodne.”

Jakże jest łatwo, niestety, Tajnemu Oddziałowi, Ludziom w Czerni, czy komukolwiek innemu, manipulować kukłami takimi jak McNamara. Wszystkie wydarzenia kreowane są w taki sposób, by jemu podobni ludzie reagowali według narzuconego planu, jednocześnie uważając swoje decyzje za podjęte samodzielnie. To w czasach najbardziej zmasowanych obserwacji UFO oraz dziwnych obiektów na niebie i innych niecodziennych zjawisk, trzeba szczególnie ostrożnie podchodzić do zapewnień władz o tym, że to one panują nad sytuacją i że ze światem jest wszystko w porządku.

Wielka Dziwność

I tak, ku czci Keel’a za jego wysiłki w dziedzinie zjawisk niewyjaśnionych, a także McNamary za przykład niebezpiecznej arogancji, zamieszczamy lipcowe ‘nie do wiary’. Co rusz dokonuje się niezwykłych obserwacji na całym świecie, których ilość i jakość wzrasta z każdym dniem.

Anglia: Niesamowita formacja obiektów UFO [w tym artykule albo w oryginalnym CtD można obejrzeć nagranie wideo]

Amator gapienia się w niebo, Jason Goldthorpe nie mógł uwierzyć własnym oczom, gdy zobaczył lecącą w szyku i to “wyżej niż samolot” całą gromadę “UFO”. Zdumiony Jason (37 l.) zarejestrował to zjawisko na kamerze.

Powiedział: “Obiekty błyszczały jak złoto, były zbyt wysoko jak na balony, i wyglądały dokładnie tak, jak wyobrażałem sobie UFO. Działo się to około podwieczorku, niebo było czyste, a te obiekty wisiały w powietrzu chyba przez godzinę, zupełnie jakby nas obserwowały.”

Jason, mieszkający w St Helens w hrabstwie Lancashire, z zawodu dostawca, powiedział, że podobne dziwne obiekty widywał już wiele razy, jednak tym razem zdecydował się nagrać całe zdarzenie.

Ojciec dwójki dzieci dodał przy tym: “Obserwuję te obiekty od czterech lat. Zawsze pojawiają się w porze podwieczorku i tylko jednego dnia, na początku lub na końcu miesiąca. Moi znajomi też je widzieli, a ja pomyślałem, że nadszedł czas, aby świat dowiedział się, że gdzieś tam coś istnieje.”

Trójkątne, czarne i w innych kolorach:

USA: mieszkaniec Ohio sfotografował trójkątne UFO

© MUFON database -- Zdjęcie z obserwacji

Mieszkańcowi stanu Ohio udało się sfotografować pojazd w kształcie trójkąta, według informacji zgłoszonej w Mutual UFO Network (MUFON).

Świadek zdarzenia zdążył chwycić aparat w czasie, gdy obiekt bezgłośnie przemierzał niebo.

“Ten obiekt to trójkąt ze światłami umieszczonymi na każdym wierzchołku. Najjaśniejsze światło widoczne na zdjęciu znajdowało się z tyłu pojazdu.”

Następnej nocy świadek wraz z żoną zobaczył “pomarańczowo-czerwone świetliste kule na niebie”, przypominające Światła z Phoenix.

USA: Cichy i niski przelot trójkątnego obiektu UFO nad kampusem college’u w Teksasie
Anglia: Leigh, hr. Lancashire – Obserwacja dużego trójkątnego obiektu
Nisko przelatujące trójkątne UFO nad Indianą – pięć helikopterów wszczęło pościg
USA: Trójkątne UFO widziane w czterech stanach
USA: Duży trójkątny obiekt przeleciał nad domem, emitując niskie buczenie.

Pomarańczowe kule

Jeśli Ufoludki interesują się modą, pomarańczowy z pewnością musi być u nich na topie. Oto przykładowe doniesienia z lipca:

Meksyk: Ognista kula z Xochitepec – UFO czy meteor?

@Unknown

Mieszkańcy Xochitepec byli świadkami przelotu “ognistej kuli” nad Avenida Aeropuerto leżącego w dzielnicy Miguel Hidalgo. Przez pięć minut świadkowie mogli podziwiać niezwykły obiekt, który następnie rozbłysł jak błyskawica i zniknął.

Pojawienie się niezidentyfikowanego obiektu przyciągnęło uwagę licznych świadków: jedni wyciągnęli kamery, inni fotografowali „ognistą kulę”, która zdawała się bardzo powoli spadać.

Heckington, hr. Lincolnshire (Anglia): Cztery pomarańczowe światła złączyły się w jedno
Cardiff (Walia) oraz Ibiza (Hiszpania): Duże, jasne pomarańczowe światła
Exeter, Anglia: Obserwacja kilku pomarańczowych świateł
Dumbarton, Szkocja: Ponad 1,5-kilometrowa półprzezroczysta kula z pomarańczowym światłem w środku
Shrewsbury, Anglia: Bardzo jasne, pomarańczowe i obracające się światło
Stan Waszyngton, USA: 2 świadków zaobserwowało jasny, czerwono-żólty obiekt wykonujący gwałtowne zwroty
Surrey, Anglia: Obserwacja czerwono-żółtych świateł, na przemian gromadzących i rozpraszających się
Londyn, Anglia: Przelot 15 świecących pomarańczowych kul; szybsze czekały na kule pozostające w tyle
Cancun, Meksyk: Mgliste pomarańczowe światło w środku obiektu w kształcie wiatraka
Nottingham, Anglia: Formacja czterech czerwono-pomarańczowych obiektów połączyła się z piątym
Exeter, Anglia: Sześć jasno-pomarańczowych obiektów
Surrey, Anglia: Okrągły obiekt ze świecącymi pomarańczowymi promieniami wychodzącymi z jego górnej części
Południowa Karolina, USA: Czerwone UFO wypuszczające kulę w 28 sekundzie:

Iskry z nieba

W ciągu dwóch dni doszło do dwóch incydentów, które zwróciły naszą uwagę. Według doniesień, pioruny kuliste czy też kule ognia spowodowały pożar domów oraz wysadzenie elektrycznych i telefonicznych gniazdek. Relacje pochodzą z przeciwległych krańców świata, tj. z Holandii i Nowej Zelandii, lecz są niemal identyczne:

100 domów padło ofiarą pioruna kulistego
Pioruny przyczyną awarii w Invercargill

Błyski i wybuchy

USA: Co było przyczyną tajemniczych huków? Nikt nie potrafi podać rozwiązania zagadki
USA: Duży błysk rozświetlił niebo; widziano jak obiekt poruszał się w górę
Anglia: Runcorn – Obserwacja kilku dużych błysków, którym nie towarzyszyły grzmoty
Kanada: Co spadło do Ottawa River?
Południowo-wschodnia Francja: „Widziałem intensywny błysk światała”
Kolorado: Kula ognia z 13 lipca
USA: Granbury, Teksas – Ognista kula zaobserwowana za dnia
USA: Duży meteor sprawcą głośnego wybuchu nad Pensylwanią

Tajemnicze stworzenia

Obserwacja chińskiego „Nessie”
Szkocja: Policjant uchwycił na kamerze „wielkiego kota”
Australia: Rządowe tajne łowy na pantery
USA: Doniesienie o możliwej obserwacji Wielkiej Stopy w McDowell (Północna Karolina)
Namibia: Miejscowa ludność nękana przez tajemnicze bestie
Kanada: Nowa obserwacja stwora Ogopogo
USA: „Człowiek-pies” z Michigan niedawno widziany na Górnym Półwyspie

Od chrześcijańskiej rodziny Soprano. . .

Niedawno wszyscy mieliśmy okazję zajrzeć za kurtynę władzy – choć przelotne, spojrzenie to ujawniło więcej, niż moglibyśmy się spodziewać. Niektórzy mogą to zbyć jako nieistotny szczegół, nie wnoszący nic nowego do obrazu szerzącej się globalnej korupcji; dlatego też chcemy wskazać na kilka następstw kryjących się za aferą. Republikańscy senatorowie Tom Coburn i John Ensign, a także gubernator Karoliny Południowej Mark Sanford oraz były członek Izby Reprezentantów Chip Pickering, stali się głównymi postaciami najnowszych seks-skandali. To, że politycy często mają romanse nie powinno zaskakiwać nikogo, kto czyta gazety i wie, że, będąc u władzy, ludzie nie kierują się moralnością. Sott.net często pisał o jeszcze gorszych czynach dokonanych przez ‘miłościwie nam panujących’ – o wojnach opartych na kłamstwach, sabotażowych atakach terrorystycznych, skradzionych wyborach, sztucznym wywołaniu kryzysów gospodarczych czy zakrojonym na szeroką skalę zatruwaniu żywności, by podać niektóre z nich. Dlaczego więc mielibyśmy się skupiać na kilku przejawach niewierności? Przyczyną, dla której warto przyjrzeć się tej sprawie dokładniej, są bliskie relacje owych panów w ramach spotkań w waszyngtońskim „C Street House”, prowadzonym przez ewangeliczno-polityczną tajną grupę, znaną jako „Rodzina” – która, swoją drogą, lubi nazywać się „chrześcijańską mafią”. Mieszkających tam siedmiu członków Kongresu płaci znacznie zaniżony czynsz – budynek zarejestrowany jest jako kościół – co umożliwia im prowadzenie raju podatkowego dla swojej organizacji. Wygląda na to, że jej członkowie nie samą modlitwą żyją. Mieszkańcy domu wiedzieli o romansie Ensigna i byli wplątani w sprawę oferowanych przez niego łapówek dla kochanki i jej rodziny – sięgających milionów dolarów – kiedy afera to się nagłaśniała, to cichła.

videocafe

Jeff Sharlet, który o Rodzinie napisał książkę, tłumaczy:

Gdyby celem istnienia Rodziny było jedynie spełnianie seksualnych zachcianek mieszkańców C Street House, sprawa na tym by się zakończyła. Jednakże, ci ludzie przejawiają coś więcej niż hipokryzję. To zwolennicy połączenia religii z polityką, które obejmuje elitaryzm, walkę z demokracją oraz zapewnienie swoim członkom władzy, aby mogli „rozwijać Królestwo”. Mówią, że są sługami Jezusa, jednak ich Jezus to spragniony władzy zbawiciel lobbystów i polityków. Ich sprawy łóżkowe bledną w obliczu faktu, że Rodzina obecnie zachowuje się niczym najpotężniejsze lobby w Ameryce, nie będąc przy tym zarejestrowaną jako takie – dzięki temu nie jest objęta państwowym nadzorem obecnym w działalności innych potężnych organizacji jak koncerny farmaceutyczne czy firmy ubezpieczeniowe, wywierających polityczny nacisk.

Jeżeli brzmi to niepokojąco, sprawdźcie, co na temat moralności ma do powiedzenia syn przywódcy Rodziny, David Coe:

Próbując wyjaśnić, co oznacza bycie wybranym do roli przywódcy na wzór króla Dawida – lub Marka Sanforda, w jego przekonaniu – zapytał młodego mężczyznę, który, aby wstąpić do Rodziny, musiał całkowicie poddać się jej władzy: „Powiedzmy, że zgwałciłeś trzy dziewczynki. Co bym sobie wtedy pomyślał?” Mężczyzna odparł, że Coe uznałby go zapewne za potwora. „Otóż nie”, powiedział Coe. Dlaczego? Ponieważ, jako członek Rodziny, znalazł się pośród „wybranych”, jak ich określają przywódcy grupy. Jako wybrańca, normalne zasady cię nie obowiązują.

Do tych ludzi pasuje lepsze, bardziej precyzyjne określenie – psychopaci. Poniższy fragment ukazuje poglądy obecnego przywódcy grupy, Douga Coe’a, na temat lojalności:

Objaśniając znaczenie słów Jezusa, powiedział: “Pamiętacie, jak Jezus mówił o tym, że musi być ważniejszy od całej rodziny? Hitler, Lenin, Mao, oni wszyscy uczyli tego samego dzieci. Mao nawet kazał dzieciom zabijać rodziców. Jednak to nie było morderstwo. Było to budowanie nowego narodu. Nowego królestwa.”

Władza Rodziny nie ogranicza się do amerykańskiej polityki. Lobbowała na rzecz wielu dyktatorów na całym świecie. By dać przykład:

Zachwyceni indonezyjskim dyktatorem Suharto i jego zbrojną walką z komunizmem, opisali zabójstwo setek tysięcy ludzi podczas jego krucjaty po władzę jako „duchową rewolucję”, posyłając delegację kongresmenów oraz przedstawicieli koncernów naftowych do wspólnej modlitwy do Jezusa razem z muzułmańskim przywódcą. W Afryce namaścili somalijskiego zbrodniarza Siada Barre na człowieka Boga i wysłali senatora Grassleya oraz przedstawiciela firmy zbrojeniowej w roli emisariuszy. Barre, choć mówił o sobie jako „koranicznym marksiście”, zgodził się wznieść modły do Chrystusa Grassleya w zamian za amerykańską broń, dzięki której mieszkańcy Somalii doświadczyli, i nadal doświadczają, okrucieństw rodem z historii biblijnych. Bliżej obecnych czasów, Rodzina opłaciła wycieczki chrześcijańskich kongresmenów do takich ‘bastionów demokracji’ jak Serbia, Sudan, Białoruś, Albania, Macedonia czy Pakistan pod rządami Musharrafa.

Być może należałoby zrewidować naszą wiedzę o prawdziwych władcach świata? Członek Izby Reprezentantów i mieszkaniec domu przy C Street, Zack Wamp przyznał w wywiadzie, że on i jego współlokatorzy zawarli umowę, by nie wyjawiać żadnych szczegółów z życia domu, i że zamierza dotrzymać obietnicy. Powodem tego, tłumaczy, jest przekonanie nowych członków o panującej w domu dyskrecji. Jednak łatwo dostrzec, że płaszczyk tajemnicy bardziej służy samej organizacji, aniżeli jej członkom; skoro bowiem wszyscy wiedzą o wszystkich, o ich seks-skandalach i nie wiadomo jakich jeszcze aferach, łatwo to wykorzystać do szantażu, wymuszenia posłuszeństwa lub do wymierzenia kary. Prowadzi to oczywiście do pytania, dlaczego ujawniono brudy Ensigna i reszty – a z nimi całej organizacji!

Chrześcijańscy fundamentaliści mający dostęp do politycznej, a tym samym wojskowej, władzy są zagrożeniem dla wszystkich, ale w głównej mierze dla tych, którzy nie podzielają ich poglądów i nie są chętni do przyjęcia ich wizji świata. Być może to syjoniści, wraz ze swoim izraelskim lobby i neokonami, zaniepokojeni takim stanem rzeczy, stali za ujawnieniem afery, wskazując na trwający zakulisowy konflikt. Gdy wziąć pod uwagę, że chrześcijańscy fundamentaliści upodobali sobie McCaina i Palin, a syjoniści wybrali Obamę na swoje sługi, ujrzymy fragment tego konfliktu podczas ostatnich wyborów prezydenckich. Tłumaczyłoby to również ujawnienie innego skandalu po C Street House, tym razem w New Jersey, w którym pięciu rabinów aresztowano pod zarzutem handlu ludzkimi organami oraz wyprania milionów dolarów. Czyżby oko za oko?

Właścicielem domu przy C Street są Młodzi z Misją (Youth With a Mission, YWAM), jedna z największych para-kościelnych organizacji na świecie wśród fundamentalno-chrześcijańskich ugrupowań. Jej założycielka i liderka Loren Cunningham publicznie przedstawiła wizję chrześcijańskiej kontroli nad światem, ukazaną na promocyjnym filmie z 2008 roku, „Reclaiming 7 Mountains of Culture” [Odzyskiwanie 7 Wzgórz Kultury].

Idea obsadzenia najwyższych kręgów władzy członkami kultu jest zwykłym planem kontroli społeczeństwa. Okazuje się, że wśród legionu kaznodziei głoszących doktrynę “Siedmiu Wzgórz” jest pastor Sary Palin, Thomas Muthee – aczkolwiek on sam nazywa plan „siedmioma obszarami społeczeństwa”. Może pamiętacie sławny film z youtube, na którym nałożył ręce na Palin i prosił Pana, aby ją poprowadził do władzy i uchronił przed wszelkimi czarami. Palin, swoją drogą, niedawno znalazła się na pierwszych stronach gazet po ogłoszeniu rezygnacji z urzędu gubernatora Alaski. Czy to wstęp do nowego politycznego posunięcia, czy może chce odciąć się od piętrzących się brudów fundamentalistów?

. . . do Nowego Porządku Świata

Nie dość, że ujawniono całą tę sprawę z chrześcijańską mafią, również i papież ukazał swe ‘diabelskie’ oblicze. Jak bowiem inaczej nazwać apel o utworzenie Nowego Porządku Świata?

Papież Benedykt XVI wezwał we wtorek do radykalnej przemiany gospodarki globalnej, krytykując rosnący podział między bogatymi i biednymi. Skierował także apel do elit władzy o stworzenie „globalnego nadzoru politycznego” celem nadzorowania gospodarki oraz służenia “wspólnemu dobru”.

Benedykt zaapelował także o reformę ONZ, dzięki której utworzono by “globalne ciało polityczne”, dające możliwość dojścia do głosu słabszym państwom, oraz do bogatych państw o udzielenie pomocy tym biedniejszym.

Wypowiedzi papieża schodzą się z prezentacją przyszłej globalnej monety Miedwiediewa, którą, jak mówi, otrzymał na szczycie G8 we Włoszech. Tylko na jakich warunkach?

“Omawiamy zarówno użycie innych walut narodowych, jak rubel, jak też ponadnarodowych walut jako waluty rezerwowej”, powiedział rosyjski przywódca na konferencji prasowej po szczycie G8.

@RIA Novosti

Miedwiediew pokazał dziennikarzom przykładową monetę takiej ponadnarodowej waluty, którą nazwał „światową walutą wspólnej przyszłości”.

Ewangelicy, katolicy czy przywódcy polityczni wcale nie muszą stać na szczycie piramidy światowej władzy. Oto małe przypomnienie na temat międzynarodowej prywatnej finansjery i jej roli w prowadzeniu ludzkości ku nowemu wspaniałemu światu:

Wewnątrz wielkiej amerykańskiej machiny do robienia baniek: Jak Goldman Sachs manipulował wszystkimi większymi rynkami od czasów Wielkiego Kryzysu

© Victor Juhasz

Wszystkie pieniądze, które tracicie, dokądś trafiają. Tym miejscem, dosłownie i w przenośni, jest Goldman Sachs: to wielka, skomplikowana maszyna, która bogactwo społeczeństwa przeznacza na najmniej pożyteczny i najbardziej marnotrawny zarazem cel na ziemi – jeszcze większy zysk bogaczy.

Osiągają to za pomocą utartego schematu. Zasada jest prosta: Goldman wyprzedaje masę bezwartościowych inwestycji, tworząc tym samym spekulacyjną bańkę. Następnie wyciągają ogromne sumy z kieszeni niższej i średniej klasy przy pomocy skorumpowanych władz, które zmieniają prawo w zamian za kwoty wyglądające na grosze, w porównaniu z zyskiem banku. W ostatnim etapie, kiedy już wszystko runie a miliony przeciętnych obywateli będą bez pieniędzy i jedzenia, rozpoczynają proces na nowo, przychodząc nam z pomocą w postaci pożyczek – pieniędzy, które kiedyś były nasze, tworząc przy tym wokół siebie aurę grupki wolnych od zachłanności łebskich facetów, trzymających rękę na pulsie. Odgrzewają ten jeden numer już od lat 20-tych XX w., i zamierzają zrobić to ponownie, tym razem tworząc prawdopodobnie największy i najbardziej zuchwały przekręt.

Bądźcie zatem czujni.

Kontrrewolucja, którą przemilczą media

. . . a przynajmniej telewizja. Ale właśnie dlatego, drogi czytelniku, czytasz SOTT.net – dla prawdziwych informacji:

Pod koniec zeszłego miesiąca [czerwca] doszło do kolejnego coup d’etat w Ameryce Południowej. Pomimo ograniczonych relacji prasy zagranicznej na ten temat, ‘postępowe’ media w USA zademonstrowały nadzwyczajną zdolność dwójmyślenia, określając przewrót jako “pierwszy raz Obamy”, a tym samym milcząco przyznając, że reżim amerykański po cichu obalał demokratycznie wybrane rządy, które „zerwały z nim umowę”, i jednocześnie opowiadając bajkę o tym, że ‘delikatna rewolucja’ w Iranie była wydarzeniem czysto odwewnętrznym.

Z uderzającym podobieństwem do nieudanej próby obalenia Chaveza w Wenezueli w 2002 roku, starannie planowana operacja wojskowa została przeprowadzona w jeden dzień, w wyniku czego aresztowano prezydenta Manuela Zelayę i zmuszono go do opuszczenia kraju. W ciągu kilku godzin na przywódcę nowego rządu tymczasowego wybrano Roberta Michelettiego, byłego sojusznika Zelayi. Te z mediów, które nie ukazały przewrotu w pożądanym świetle, zamknięto a ich dziennikarzy pobito. Większość obywateli Hondurasu, zwłaszcza ubodzy i klasa robotnicza, mówią o Zelayi – lub ‘Melu’, jak lubią go nazywać – jako najmniejszym złu. Pomimo uprzywilejowanej pozycji, Zelaya, kiedy został wybrany cztery lata temu, zaczął obierać kurs w lewą stronę, zacieśniając znajomości z południowo-amerykańskimi przywódcami, starającymi się polepszyć sytuację obywateli ich krajów.

© Orlando Sierra/Agence France-Presse — Getty Images - - Zwolennik Manuela Zelayi wzywający mieszkańców Tegucigalpy (Honduras). Demonstracje przemieniły się w brutalne starcia, kiedy „niezidentyfikowani” snajperzy zaczęli strzelać ludziom w głowy.

Czteroletnia kadencja Zelayi miała skończyć się jeszcze w tym roku. Konstytucja Hondurasu pozwala tej samej osobie tylko na jeden urząd, jednak Zelaya chciał ogłosić referendum, którego pozytywny wynik pozwoliłby mu zmienić konstytucję, dzięki czemu miałby szansę na drugą kadencję. W obliczu silnej opozycji powstałej w jego własnych politycznych szeregach, zarządzone referendum przemienił w niewiążące badanie opinii publicznej mające na celu określić stopień poparcia dla pomysłu wydłużenia kadencji prezydenta. Honduraski konserwatywny establishment aż wzdrygnął się na myśl o Zelayi pozostającym na urzędzie na wzór Chaveza w Wenezueli (dzięki stale wzrastającemu poparciu), i podjął kroki by nie dopuścić do referendum. Przewrót miał miejsce w dniu głosowania, i zanim obywatele zdążyli wyrazić swoje zdanie, Micheletti poparł nowy stan rzeczy ogłaszając, że Honduranie nie przyjmą „Chavizmu”. Wydaje się więc, że honduraski establishment doskonale wiedział, iż mieszkańcy Hondurasu odczuli poprawę jakości życia dzięki programom stworzonym przez Zelayę, i poprą „Chavizm”.

Co zatem przeciętny Honduranin ma myśleć o twierdzeniu nowego politycznego przywódcy, utrzymującego, że chce jedynie uwolnić kraj od „Chavizmu”? Medea Benjamin przedstawia to w artykule Honduranie wychodzą na ulice domagając się powrotu Zelayi:

Zapytałam [jedną z dziewcząt przybyłych na lotnisko] dlaczego popiera Manuela Zelayę, lub “Mela”, jak go nazywają jego zwolennicy. „Rząd ogłosił, że złamał on prawo i jest winny popełnienia 18 zbrodni”, powiedziała. „Czy wie pani co to za zbrodnie?” Wyciągnęła telefon komórkowy i zaczęła czytać z listy: Podwyższył minimalne zarobki, ufundował darmowe posiłki szkolne, zapewnił mleko dla dzieci i emerytury dla starszych osób, wyposażył [państwowe placówki] w energooszczędne żarówki, obniżył koszty transportu publicznego, zwiększył ilość stypendiów dla studentów”. Nagle otoczył nas tłum i ludzie zaczęli wtrącać się do rozmowy. „Naprawił drogi”, powiedział jeden z tłumu. „Założył szkoły w odległych wiejskich rejonach”, dodał drugi. „Pozwalał każdemu wejść do pałacu prezydenckiego, zmieniając go z rezydencji elity w dom wszystkich obywateli”, powiedział ktoś inny.

“Widzi pani?”, Alejandra uśmiechnęła się. „Jest winny nawet więcej niż osiemnastu zbrodni. To dlatego elity nie chcą go tutaj. To prawdziwa walka klas.

“Jednego młodego chłopca postrzelono prosto w głowę, rozwalając mu mózg. Zmarł na miejscu…”

“Czy może pani w to uwierzyć?”, zapytała miejscowa przywódczyni Berta Caceres, a jej oczy zalały się łzami. „Teraz zabijają naszych ludzi. A co będzie dalej? Społeczność międzynarodowa musi zabrać głos i powstrzymać tych szaleńców, którzy ukradli nam kraj.”

Zważywszy na ogrom udowodnionych interwencji w sprawy południowo-amerykańskich krajów, oczy wszystkich jak zawsze zwróciły się w stronę USA – tamtejszej ostoi „demokracji”. Mając za prezydenta Demokratę Obamę – pana Jedną-Wielką-Zmianę – czy Ameryka mogła wywrzeć wpływ na spierające się partie i legalność nowo powstałej konstytucyjnej republiki Hondurasu? Oficjalna wersja amerykańskiego rządu mówi, że usiłowano (bezskutecznie) odwieść honduraskie wojsko od przewrotu. Jak wykazują Barry Grey i Rafael Azul, owa bezczynność „równa się cichemu przyzwoleniu Waszyngtonu na dokonanie przewrotu”.

Chavez słusznie określił przewrót jako jawne zagrożenie dla jego reżimu. Oskarżył USA o współudział, zarzucając działanie wywrotowe Otto Reichowi, długoletniemu agentowi mającemu liczne poparcie wśród przeciwników Castro mieszkających w Miami. Reich, będąc członkiem Departamentu Stanu w administracji Reagana, odegrał kluczową rolę w aferze Iran-Contras, w której Reagan zatwierdził potajemne finansowanie anty-Sandinistów (Contras), co było pogwałceniem ustanowionej przez Kongres poprawki Bolanda, zakazującej Stanom Zjednoczonym wspierania szwadronów śmierci w Nikaragui.

Obecnie Reich zasiada w radzie nadzorczej Western Hemisphere Institute for Security Cooperation, lepiej znanego jako School of Americas.

Administracja Obamy nauczyła się jednak czegoś z druzgocącej klęski administracji Busha w obaleniu Chaveza siedem lat temu. Teraz stara się ukryć swoje prawdziwe zamiary pod płaszczykiem sprzeciwu w stosunku do przewrotu w Hondurasie oraz obrony demokratycznych wyborów.

© Unknown - - Prawdziwi przywódcy: Raul Castro, Mel Zelaya i Hugo Chavez

Tymczasem Chavez zdaje sobie sprawę, że prezydent USA nie zawsze jest informowany o tajnych operacjach podległych mu agencji. Tak naprawdę, według drobiazgowej relacji L. Fletchetra Prouty’ego, zazwyczaj dowiaduje się o tym ostatni. Chavez publicznie zaapelował do Obamy, by ten obrał jednoznaczne stanowisko wobec przewrotu, i jednocześnie wyraził nadzieję, że hondurascy żołnierze ‚obudzą się’. Zelaya jednak może nie powtórzyć zwycięstwa Chaveza. Chavez sam był wojskowym, a do władzy powrócił dopiero kiedy wenezuelscy dowódcy odkryli spisek w prywatnych mediach. Jeśli prowodyrzy nowego zamachu stanu liczyli, że Chavez uwikła się w otwarty konflikt, siłą przywracając Zelayę do władzy, pomylili się. Gdy sytuacja tkwi w martwym punkcie już drugi miesiąc, o jej rozwoju zadecyduje stopień oporu samych Honduranów.

Podobnie jak miało to miejsce w krytycznych chwilach nieudanych operacji CIA w Wenezueli w 2002 roku, czy w Iranie wcześniej tego lata, nieznani sprawcy zaczęli we właściwym momencie strzelać w głowy niewinnych ludzi, dostarczając policji i wojsku pretekstu do represji wobec przeciwników politycznych i terroryzowania demonstrantów. To sprawdzone, stare dobre metody. Rażący kontrast między sytuacją w Iranie i w Hondurasie, prezentowany przez amerykańskie media, zdradza prawdziwe intencje imperialnego reżimu, choć zespół Obamy może temu zaprzeczać. Wyobraźmy sobie, że Ahmadineżad aresztował Musawiego i wyrzucił go z Iranu: widzimy dwa następujące po sobie wydarzenia uwidaczniające rolę mediów w odwróceniu porządku rzeczy, tak że czarne staje się białym, a zamach stanu – czymś zupełnie innym. Jak to wyjaśnia Kevin Coleman:

To pierwszy przewrót dokonany przez zjednoczoną klasę wyższą.

Przewrotu zainicjowanego przez klasę [wyższą] nie można nazwać po imieniu, ale musi być on wyrażony podług istniejących ideologii politycznych tak, by grupa przejmująca władzę była widziana jako działająca na rzecz danej sprawy, jednocześnie czyniąc odwrotnie. Toteż wszelkie media w kraju, nawołując do trzymania twardych rządów wojska, mających zastąpić uprzednie ideologie (które doprowadziły większość Honduranów do skrajnej biedy), obalenie legalnego i demokratycznego systemu usprawiedliwiły obroną demokracji.

Od siedmiu miesięcy honduraskie ultra-konserwatywne i reakcyjne media służyły elicie za pudło rezonansowe, przez które odtwarzała ona zimnowojenne slogany antykomunistyczne, aby przekonać ludność Hondurasu, że Zelaya wiódł kraj ku, cytując La Prensa, „systemowi totalitarnego socjalizmu”.

Zaostrzenie kontroli mediów po przewrocie tylko wzmocniło panujące w Hondurasie przekonanie, że obalenie prezydenta przez wojsko „nie było zamachem stanu”.

[…] Pod względem geopolitycznym, stawka jest równie wysoka. Jeżeli honduraskie prawo zostaje obalone przez wojsko, co powstrzyma prawicowców na Salwadorze od obalenia Mauricia Funesa? A jeśli społeczność międzynarodowa zaakceptuje usunięcie z urzędu demokratycznie wybranego przywódcę Hondurasu, dlaczego prawica w Nikaragui nie miałaby postąpić w ten sposób z Danielem Ortegą?

W ujęciu ponerologicznym, owa „zjednoczona klasa wyższa” składa się z różnych nosicieli dziedzicznych i nabytych patologii, którzy, mając się za zagrożonych ze strony świata normalnych relacji międzyludzkich, muszą w pewnych okresach uciekać się do reakcyjnej przemocy w celu zachowania swojej uprzywilejowanej pozycji sprawowania kontroli nad większością zwykłych pracujących ludzi.

Zawsze, gdy pojawia się wzmianka o tajnych operacjach, możemy być pewni, że maczał w nich palce Mossad. Wenezuelski parlamentarzysta podał, że „przez kilka tygodni poprzedzających zamach stanu, izraelska ambasada była sceną wzmożonej dyplomatycznej aktywności z udziałem członków opozycji, w tym Michelettiego”. Czy Honduras jest próbą generalną dla innych krajów regionu? Dziesięciodniowa wizyta ministra spraw zagranicznych Izraela Liebermana w Ameryce Południowej z końca lipca nie wróży nic dobrego dla tamtejszych ludzi. Choć wszystkie kraje w obu Amerykach potępiły przewrót, nie trudno zgadnąć, kto publicznie poparł nowego ‘tymczasowego prezydenta’ Hondurasu.

© Unknown -- Wizyta Liebermana w regionie oznacza więcej kłopotów

Według Chaveza inspirowany przez USA przewrót w Hondurasie był wymierzony w jego reżim, co znajduje poparcie w jeszcze innych wydarzeniach z tego miesiąca [lipca]. Otóż imperium amerykańskie postanowiło rozbudować i unowocześnić swoje bazy w Kolumbii, na co Brazylia i Chile zareagowały ostrzeżeniami o ewentualnej destabilizacji kontynentu. Chavez był bardziej precyzyjny i przyznał, że w bazach dostrzega oznakę tego, że ‚siły zbrojne Jankesów’ przygotowują się do inwazji na jego kraj z Kolumbii. Lieberman nie mógł się powstrzymać i poszedł za ciosem oskarżając Chaveza o antysemityzm, co, jak już wiemy dzięki oświadczeniu pewnego byłego ministra, jest strategią izraelskiego rządu mającą na celu uciszenie głosu opozycji. Lieberman dołożył do tego garść sfabrykowanych zarzutów pod adresem Wenezueli co do rzekomych związków jej wojska z bojownikami w Palestynie i Libanie. To oczywiście nieprawda, ale nawet gdyby, to czy nie byliby oni naturalnymi sprzymierzeńcami w walce z izraelskim terrorem?

Destabilizacja Chin

Podczas gdy Ameryka obchodziła karykaturalne święto Dnia ‘Niepodległości’, w Urumqi (Urumczi) – mieście dawnego Jedwabnego Szlaku – położonym w chińskiej prowincji Xinjiang (Sinkiang), doszło do fali niepokojów społecznych. Ta północno-zachodnia prowincja, której przeważającą grupą etniczną są Ujgurzy o tureckich korzeniach, w najmniejszym ze wszystkich prowincji stopniu skorzystała na gwałtownym rozwoju gospodarczym Chin. Częścią strategii chińskiego rządu, by zrównać ubogie zachodnie regiony z relatywnie prosperującymi prowincjami wschodniego wybrzeża, było nakłonienie Chińczyków Han mieszkających w zatłoczonych miastach do emigracji na zachód. Wskutek dążenia Hanów do dominacji nad ekonomicznymi i politycznymi sferami życia w regionie, którego kultura bliżej związana jest z pobliskimi republikami muzułmańsko-tureckimi, zaczęło dochodzić do konfliktów etnicznych.

Starcia wybuchły 5 lipca i w ciągu kilku dni ich trwania, zanim tysiące chińskich policjantów przywróło porządek, zginęło niemal 200 ludzi, a wielu zostało rannych w wyniku brutalnych walk z użyciem prowizorycznej broni. Do czasu, gdy władze wysłały tysiące żołnierzy i dokonały szeroko zakrojonych aresztowań, zniszczono i spalono wiele budynków użyteczności publicznej i pojazdów.

Uwaga: Wideo zawiera materiały ukazujące rzeź, jaka miała miejsce w Urumqi. Oglądanie rzeczywistości nie jest przeznaczone dla wrażliwych. [żeby obejrzeć wideo bezpośrednio na YouTube, trzeba się tam zalogować]

Jak zawsze w takich przypadkach, są dwie przeciwstawne wersje zdarzeń. Z jednej strony, Ujgurzy twierdzą, że odbywali pokojową demonstrację, by wyrazić swoją frustrację wywołaną dominującą pozycją Hanów w stolicy prowincji – punktem zapalnym było morderstwo dwóch ujgurskich pracowników fabryki – aż doszło do brutalnych akcji policji, zmieniając protest w krwawe zamieszki. Policjanci strzelali na oślep, w ciągu jednej nocy aresztowali 10 tysięcy osób i zabili niemal tysiąc demonstrantów. Z drugiej strony, chińskie władze twierdzą, że jakiś „czynnik z zewnątrz” sprowokował Ujgurów do wszczęcia zamieszek. Wskazują także na brak zainteresowania zamieszkami zachodnich mediów, pomimo wydanej zgody na swobodny pobyt w miejscu zdarzenia. Media te pokazały jedynie zamieszki z udziałem Chińczyków Han – którzy najwyraźniej bronili się przed atakami Ujgurów – kilka dni po najkrwawszej części zamieszek, będących wynikiem pierwotnych “zorganizowanych” akcji , których ofiarami w głównej mierze byli Chińczycy Han.

Nagły wyjazd chińskiego prezydenta Hu Jintao z odbywającego się we Włoszech szczytu G8 całkowicie zaskoczył uczestników, jednak podejrzenia Chin co do obecności pewnych zewnętrznych sił wkrótce okazały się uzasadnione, zmieniając to wydarzenie z jeszcze jednego zwykłego przejawu wewnętrznego protestu w tajną operację obcych krajów. Pierwszym oficjalnym głosem wyrażającym podejrzenia co do możliwości zaangażowania ‘obcych sił’ był członek regionalnej Partii, którego wykpiły zachodnie media:

Według Xinhua anonimowy chiński urzędnik powiedział, że “zamieszki były inspirowane przez Światowy Kongres Ujgurów kierowany przez Rabiye Qadir (Rebiya Kadeer)” i „była to wyrachowana i zorganizowana zbrodnia”.

Jednak ugrupowania Ujgurów na wygnaniu stanowczo odrzuciły zarzut chińskiego rządu odnośnie istnienia spisku. Ogłosiły, że zamieszki były wybuchem tłumionej złości wobec rządowej polityki oraz ekonomicznej dominacji Hanów.

“Obwiniają nas, żeby odciągnąć uwagę Ujgurów od dyskryminacji i ucisku, które były przyczyną protestów”, powiedział Dilxat Raxit, rzecznik Światowego Kongresu Ujgurów, przebywający na uchodźstwie w Szwecji.

“[Demonstracje] zaczęły się jako pokojowe zgromadzenie. Tysiące ludzi wykrzykiwało hasła wzywające do zakończenia etnicznej dyskryminacji… Ci ludzie są zmęczeni cierpieniem w milczeniu”.

Rządowe zarzuty o spisek zorganizowany przez przebywających na uchodźstwie zwolenników niezależności stanowią powtórzenie sposobu poradzenia sobie z zamieszkami w Tybecie, do jakich doszło w marcu ubiegłego roku, które Pekin również nazwał intrygą uknutą za granicą.

Czy te “zarzuty chińskiego rządu” mają jakieś podstawy? Rzut okiem na relacje z ostatnich wydarzeń lokalnych mediów potwierdza tę teorię, a to z powodu ukazanych tamże bliskich powiązań przedstawicieli Ujgurów z amerykańskimi i zachodnimi agencjami wywiadowczymi. Mimo urzędowania w Waszyngtonie, Światowy Kongres Ujgurów skupia wiele organizacji na całym świecie, będąc w stanie koordynować dowolne demonstracje oraz narzucić mediom tworzenie przychylnych jemu relacji.

Waszyngton finansuje ujgurskich „przyjaciół” w celu destabilizacji Chin

Nawet jeżeli Stany Zjednoczone nie stoją otwarcie po stronie Ujgurów, istnieje mnóstwo oznak istotnego wsparcia z ich strony. Jednym z widocznych przykładów jest działalność National Endowment for Democracy (NED), tytułującej się mianem organizacji pozarządowej, mimo że jej fundusze dotacyjne zatwierdzane są przez Kongres.

Kiedy doszło do wybuchu zamieszek, ujawniono, że NED przekazywał rocznie ponad 200 tysięcy dolarów Światowemu Kongresowi Ujgurów, któremu zarzuca się inspirowanie niedawnych wydarzeń. Organizatorką zamieszek, a zarazem adresatką hojnych darowizn, wydaje się Ujgurka Rabiye Qadir, mieszkająca na przedmieściach Waszyngtonu od kiedy przed laty przybyła do USA dzięki znacznej pomocy amerykańskiego Departamentu Stanu.

Okazuje się, że możliwości NED mogą być znacznie większe niż przyznawanie dotacji. Same tylko dotacje potrafią wywrzeć niemały wpływ. [Prezes NED] Gershman nie jest pewny, czy zaprzeczyć tej aroganckiej opinii – czy też jej przytaknąć.

Mimo wszystko upiera się przy swojej wersji. „Trzeba wspierać prawa człowieka i demokrację”, powiedział. „Trzeba wyczekać odpowiedniej chwili”. Co do Ujgurów, oznajmił „jesteśmy blisko naszych ujgurskich przyjaciół”.

© Unknown - - Rabiye Qadir, przywódczyni Światowego Kongresu Ujgurów na spotkaniu z byłym oficjalnym dobroczyńcą

Gdzie pojawią się NED i CIA, tam można być pewnym, że szykuje się ‘delikatna rewolucja’. Jednak w pałowaniu ludzi na śmierć nie ma nic delikatnego, no ale to część powtarzanego scenariusza w wykonaniu Tajnego Oddziału.

Destabilizacja Chin: Co naprawdę wydarzyło się w Urumqi 5 lipca?

Światowy Kongres Ujgurów, zamorska organizacja Wschodniego Turkiestanu z etniczną separatystką Rabiye Qadir na czele, wykorzystał incydent do rozniecenia etnicznego antagonizmu. Usiłował zainicjować zamieszki przez Internet i inne środki przekazu, wzywając do “śmiałych działań” oraz do “czegoś większego”.

Zapewniając, że “5 lipca dojdzie w Urumqi do czegoś poważnego”, Rabiye Qadir zasugerowała swoim zwolennikom, by baczyli na to, co się niedługo stanie. Godne ubolewania jest, że pewni ludzie z wyższymi aspiracjami zmówili się ze Światowym Kongresem Ujgurów i w nocy 4 lipca zaczęli umieszczać w Internecie apele. Nawoływali do zebrania się w niedzielę pod Bramą Południową oraz na Placu Renmin w Urumqi przed godz. 17, aby w odpowiedzi na apel Kongresu przeprowadzić „demonstrację”. Tego typu doniesienia dowodzą, że zamieszki były zaplanowanym i zorganizowanym zbrodniczym działaniem przeprowadzonym przez separatystów wewnątrz kraju, ale manipulowanym i zainicjowanym przez separatystów z zewnątrz.

William Engdahl wskazuje, że motorem ujgurskiego działania była jedna z 6 tysięcy organizacji podlegających pod National Endowment for Democracy:

Wszystko wskazuje, że rząd Stanów Zjednoczonych, działając przez swoją “prywatną” pozarządową organizację NED, poważnie angażuje się w wewnętrzną politykę Chin.

Allen Weinstein, który pomógł przygotować ustawę legalizującą NED, całkiem szczerze powiedział w wywiadzie z 1991 roku: “Większość tego, co robimy dzisiaj, 25 lat temu było częścią tajnych operacji CIA.”

Prezesem honorowym i założycielem UNPO (Organizacji Narodów i Ludów Niereprezentowanych) jest przebywający na uchodźstwie Ujgur Erkin Alptekin, który utworzył ją pracując w Radiu Wolna Europa/Radiu Swoboda jako szef działu ujgurskiego i zastępca szefa serwisów poszczególnych narodowości, radiu będącym oficjalną organizacją propagandową amerykańskiej US Information Agency (USIA).

W tym samym 1991 roku, nadal pracując dla USIA, Alptekin założył Unię Wschodniego Turkiestanu w Europie (ETUE). [a nie Światowy Kongresu Ujgurów, Engdahlowi musiał wkraść się chochlik, bo WUC założono w 2004 r.; jedyną org. jaką znalazłem odpowiadającą dacie była ETUE: Erkin continued to promote the Uyghur cause, and in early 1991, founded the Eastern Turkestan Union in Europe (ETUE) and became its first chairman. link -przyp.] Oficjalną misją USIA w owym czasie było „zrozumienie, informowanie oraz wpływanie na zagraniczne społeczności celem promowania interesów narodowych [USA]…” Alptekin był także założycielem i pierwszym przewodniczącym powstałego w 2004 roku Światowego Kongresu Ujgurów, oraz, według oficjalnej strony internetowej WUC, jest „bliskim przyjacielem Dalai Lamy”.

© Unknown -- Reakcja chińskiego rządu była zakrojona na ogromną skalę, ale też, jak zobaczyliśmy na wideo, uzasadniona.

W święto Dnia Niepodległości 4 lipca WUC w Waszyngtonie przekazał, że w prowincji Xinjang, gdzie był już 5 lipca, uzbrojeni żołnierze Chińczyków Han aresztowali każdego napotkanego na ulicy Ujgura, oraz że według oficjalnych doniesień chińskich mediów, na ulicach Urumqi doszło do wybuchu poważnych zamieszek i podpaleń samochodów, w wyniku których w ciągu trzech dni zginęło ponad 140 osób.

Oficjalna chińska agencja prasowa Xinhua podała, że protestująca etniczna mniejszość ujgurskich muzułmanów zaczęła atakować hańskich przechodniów, podpalając pojazdy i demolując autobusy pałkami i kamieniami. „Wyszli na ulice… trzymając w rękach noże, drewniane kije, cegłówki i kamienie”, cytowała naocznego świadka wydarzeń. Francuska AFP natomiast przytoczyła wypowiedź Alima Seytoffa, sekretarza generalnego Amerykańskiego Stowarzyszenia Ujgurów w Waszyngtonie, który w oparciu o swoje źródła powiedział, że policja zaczęła strzelać „na oślep” do tłumu protestujących.

Dwie różne wersje tego samego wydarzenia: Chiński rząd i zdjęcia z zamieszek wskazują na to, że pierwsi zaatakowali Ujgurzy. Za to doniesienia francuskich mediów obwiniają „strzelającą na oślep” chińską policję. Co godne uwagi, doniesienia AFP opierają się na informacjach finansowanego przez NED Amerykańskiego Stowarzyszenia Ujgurów, na czele którego stoi Rabiye Qadir. Niech czytelnik sam osądzi, czy relacjonowanie wydarzeń przez AFP mogło być inspirowane amerykańską geopolityczną agendą, będąc częścią ciemnych zagrywek administracji Obamy wobec gospodarczej przyszłości Chin.

W czerwcowym odcinku [ang] podkreślaliśmy rolę organizacji podobnych NED w kooptowaniu ruchów niepodległościowych i podżeganiu ich do przewrotów w imię praw człowieka oraz demokracji, które jednak, choć są szczytnymi celami, okazują się narzędziami obalania reżimów nieprzychylnych amerykańskiemu ‘interesowi narodowemu’. To właśnie pod płaszczykiem public relations prowadzone są tajne operacje, w których dostarcza się funduszy oraz sprzętu wojskowego grupom wyszkolonym w taktyce terroru. W przypadku Iranu, beneficjentami militarnego wsparcia CIA były ugrupowania Jundullah oraz Ludowi Mudżahedini Iranu, natomiast ‘kulturowe i edukacyjne więzi’ NED pogłębiła z Musawim i obywatelskimi ugrupowaniami, które czekały na ‘odpowiednią chwilę’, aby dzięki swoim wpływom nakłonić obywateli do wyjścia na ulice, doprowadzając do obalenia reżimu od środka.

Podobne działania zachodnich wywiadów widoczne są wśród separatystycznych ruchów dążących do osłabienia pozycji Chin w Azji Centralnej. Dajmy na to Tybet. Jednak zamieszki w Xinjiang ukazały inną, równoległą operację wspierania samozwańczego rządu na uchodźstwie Wschodniego Turkiestanu.

W Holandii i Niemczech doszło do ataków na chińskie ambasady, podczas gdy rząd Turcji wypowiedział mocne słowa krytyki pod adresem chińskich władz za sposób, w jaki stłumiły zamieszki w Urumqi:

Pekin we wtorek skrytykował tureckiego premiera Erdogana za jego wypowiedź z zeszłego tygodnia, w której stwierdził, że represje chińskich władz „przypominały ludobójstwo”. Groził wtedy również, że przedłoży sprawę Radzie Bezpieczeństwa ONZ.

Słowa Erdogana wywołały falę antychińskich protestów powodowanych ideą nacjonalistycznego panturkizmu, w ramach którego region Xinjiang lub inaczej Wschodni Turkiestan uznawany jest za ojczyznę Turków od ponad 1,5 tysiąca lat. 12 lipca na ulice Istambułu wyszło około 5 tysięcy ludzi niosących flagi Turcji i krótkotrwałej republiki Wschodniego Turkiestanu, która odłączyła się od Chin w latach 1930-tych. Tłum wzywał do bojkotu chińskich towarów, co w zeszłym tygodniu zaproponował turecki minister przemysłu i handlu Nihat Ergun.

© Associated Press/Ibrahim Usta Tureccy demonstranci wymachują flagami Turcji i Xinjiang, czy też Wschodniego Turkiestanu, podczas protestu potępiającego niedawne zabójstwa w chińskim regionie zamieszkałym przez Ujgurów. Istambuł (Turcja), 12 lipca

Turcja jest ważną bazą dla działających na wygnaniu ujgurskich aktywistów. Ideologia nacjonalistycznego panturkizmu odzwierciedla ambicje tureckiej burżuazji do poszerzenia politycznego i ekonomicznego wpływu w Azji Centralnej i na Kaukazie, a zwłaszcza w tureckojęzycznych państwach, takich jak Uzbekistan, Azerbejdżan, Turkmenistan i Kirgistan, powstałych po upadku Związku Sowieckiego w 1991 roku.

Chociaż rząd Chin oficjalnie nie wyraził protestu wobec Turcji, kontrolowane przez państwo media przypomniały o tureckim procederze krwawego tłumienia kurdyjskich separatystycznych ruchów, włącznie z wtargnięciem jej wojsk do północnego Iraku w 2007 roku.

China Daily zażądała we wtorek od Erdogana, by wycofał swoje uwagi o ludobójstwie, uznając je za “nieodpowiedzialne i bezpodstawne”. People’s Daily 14 lipca doniósł, że patriotyczni internauci – chińscy nacjonaliści z klasy średniej popierani przez władze – “poczuli się urażeni zachowaniem Turcji i zasugerowali, by Chiny zmieniły swoje stanowisko wobec Kurdyjskiej Partii Robotniczej, wspierając jej dążenia do niepodległości i odpłacając się w ten sposób Turcji.”

Turecki dziennik Hurriyet ostrzegał 10 lipca, że poparcie Ankary dla ujgurskich nacjonalistów oburzy nie tylko Chiny, ale też ich sojusznika, Rosję, która podziela politykę Pekinu w sprawie dławienia separatystycznych ognisk w Azji Centralnej. „Jeżeli Turcja zdecyduje się uczynić coś więcej niż respektowanie praw człowieka w regionie i będzie wspierać ujgurski separatyzm, naturalną konsekwencją będzie podobny krok ze strony Chin wobec kwestii kurdyjskiej oraz praw mniejszości w tym kraju”, zauważył Hurriyet.

Pomijając nawet niebywałą hipokryzję rządu odpowiedzialnego za brutalne czystki etniczne przeprowadzone na własnych obywatelach (bezpodstawnie oskarżając przy tym o zbrodnię inne państwo), turecki przejaw „braterstwa” wobec Ujgurów z zachodnich Chin jest kolejnym przypomnieniem tajnych operacji USA prowadzonych z zamiarem destabilizacji regionu. Choć skutecznie uciszona przez amerykański rząd, dzielna Sibel Edmonds zmyślnie obeszła nakaz sądowy nie ujawniania szczegółów afery szpiegowskiej na najwyższych szczeblach władzy, zamieszczając w Internecie galerię zdjęć ‚słynnych graczy’. Wśród obecnych i byłych polityków, wojskowych oraz szpiegów znajduje się interesująca postać, Anwar Yusuf Turani – obecny premier rządu na uchodźstwie Wschodniego Turkiestanu, znanego też jako prowincja Xinjiang, który to rząd powołano w Press Club na Capitol Hill w Waszyngtonie w 2004 roku. Obok finansowania Rabiye Qadir przez NED, a Erkina Alptekina przez CIA, wyraźnie uprzywilejowana pozycja Turaniego w USA potwierdza zeznania Edmonds dotyczące roli Turcji jako kanału przerzutowego dla USA szmuglujących przezeń broń (w tym technologię do budowy broni jądrowej), narkotyki i terrorystów do i z centralnej Azji. Mając olbrzymie wsparcie wojskowe ze strony NATO zapewnione mu przez Stany Zjednoczone, turecki establishment snuje pożądliwą wizję powrotu do świetności z czasów Imperium Osmańskiego, wiedziony podszeptami o przyszłej roli przywódcy pantureckiej federacji złożonej z narodów ciągnących się na wschód aż po prowincję Xinjiang – Wschodni Turkiestan.

Zdławienie zamieszek przez chińskie władze sprowokowało do jeszcze silniejszej reakcji ze strony algierskiego biura… to jest odłamu Al Kaidy:

Najbardziej dobitną odpowiedzią wykazała się działająca w Algierii Al Kaida Islamskiego Maghrebu (AQIM), wzywając do ataków na 50 000 chińskich pracowników przebywających w Algierii oraz w całej północno-zachodniej Afryce. Trzy tygodnie temu bojownicy urządzili zasadzkę na konwój algierskich sił bezpieczeństwa ochraniających chińskich inżynierów, zabijając 24 Algierczyków.

Po raz kolejny Al Kaida™ zademonstrowała swą nadzwyczajną zdolność wpasowywania się w aktualne interesy imperium. Jednak pomimo krótkich epizodów, z jakich są znane, wykreowane przez USA organizacje terrorystyczne mają prawdopodobnie odegrać znaczącą rolę w przyszłej destabilizacji Chin. Chińskie media nie przeoczyły i tego wątku:

Dowody wskazują, że ujgurscy separatyści, którzy 5 lipca wywołali zamieszki w stolicy autonomicznej prowincji Xinjiang, Urumqi, mają silne powiązania z afgańską Al Kaidą.

Zamieszki, w wyniku których zginęło prawdopodobnie 184 osób a setki zostały rannych, wybuchły natychmiast po rozpoczęciu w Afganistanie nowej ofensywy przez siły amerykańskie i sojusznicze. Nie są one dziełem przypadku, jako że grupy terrorystyczne w Azji centralnej zawsze miały bliskie powiązania.

Dziennikarz śledczy Eric Marolis podaje, że:

Grupa Ujgurów – chińskich muzułmanów z prowincji Xinjiang w zachodnich Chinach – była szkolona do walki z chińskimi komunistami w Xinjiang przez Bin Ladena, a wszystko odbywało się nie tylko za wiedzą, ale i z pomocą CIA, a to dlatego, że w razie ewentualnej wojny z Chinami agencja mogłaby wykorzystać ich zdobyte umiejętności.

W 2001 roku in Bin Laden osobiście… współpracował z CIA i szkolił wspomnianych antychińskich muzułmanów w 2001 roku.

© Unknown - Zbigniew Brzeziński (po lewej), ówczesny doradca ds. bezpieczeństwa narodowego w administracji Cartera, autor „Wielkiej szachownicy”, obecny ‘doradca’ prezydenta Obamy; agent CIA i szkoleniowiec sił reakcyjnych na terenie ‘sektora kryzysowego’, Tim Osman vel Osama Bin Laden (po prawej)

Afganistan nie był “jaskinią terroryzmu”; wszyscy tam byli grupami komandosów czy partyzantów, szkolonymi do określonych zadań w Azji centralnej. Ludzi tych, to jest chińskich muzułmanów z Xinjiang, opłacała CIA, a zbroiły ich Stany Zjednoczone.

CIA planowała wykorzystać ich w razie wojny z Chinami, lub w celu wywołania tam jedynie piekła. Wszystkich szkolono w Afganistanie, część z nich przy współpracy z Osamą Bin Ladenem. Amerykanie tkwili w całej tej sprawie po uszy.

Widzimy więc, jak USA okrążają Chiny poprzez wspieranie haseł ‘praw człowieka i demokracji’ separatystycznych ruchów wewnątrz kraju. Skoro ten rodzaj działalności ma miejsce niemalże na ‘oficjalnej’ płaszczyźnie, tworzenie i manipulacja fundamentalnych organizacji muzułmańskich musi mieć swe źródło w najbardziej tajnych operacjach CIA. Xinjiang to najświeższy przykład niepokojów w obrębie „sektora kryzysowego” Brzezińskiego:

Doradca prezydenta Cartera ds. bezpieczeństwa narodowego Zbigniew Brzeziński odstąpił od nazywania swojego arcyplanu „sektorem kryzysowym” i obecnie określa go mianem „rejonu niestabilności”. Idea planu polega na powstrzymaniu eurazjatyckiej integracji za pomocą manipulowania plemiennymi, etnicznymi i religijnymi hasłami, w celu zniszczenia państw narodowych, poczynając od Bliskiego Wschodu.

Engdahl wskazuje na to, jak zgrany w czasie był potajemny atak na Chiny, biorąc pod uwagę geostrategiczną rolę Xinjiang w amerykańskiej wizji swojej hegemonii w regionie:

Czy to zwykły przypadek, że zamieszki w Xinjiang wybuchły w zasadzie w kilka dni po spotkaniu państw Szanghajskiej Organizacji Współpracy, jakie odbyło się w Jekaterynburgu, a na którym obecna m.in. była Rosja jako państwo członkowskie oraz występujący w roli obserwatora Iran, reprezentowany przez prezydenta Ahmadineżada?

Część najważniejszych chińskich rurociągów transportujących ropę i gaz przebiega bezpośrednio przez prowincję Xinjiang. Rosja i Chiny omawiają kwestię zbudowania gazociągów ciągnących się od wschodniej Syberii do Chin, przebiegających właśnie przez region Xinjiang. Takie rurociągi pomiędzy Chinami i Azją centralną stanowią strategiczne połączenie krajów azjatyckich z chińską gospodarką. Owa eurazjatycka spójność istniejąca między Rosją a Chinami, wiążąca kraje Azji centralnej, jest tym, czego Waszyngton najbardziej się obawia.

Ostatecznie jednak, Waszyngton wcale nie obawia się podobnych zażyłości. Dopóki bowiem wszystko przebiega na korzyść jej składowych – ponadnarodowych korporacji, nie samej Ameryki – Władza Realna nie dba o to, kto tworzy prawo lub przez jakie wyimaginowane granice przebiega dany rurociąg. Wszystko jest przewidziane. Przedstawiciele korporacji uczestniczący w negocjacjach dotyczących budowy rurociągów reprezentują konglomerat olbrzymiego bogactwa, którego interesy są wspólne dla wielu głównych graczy. Kwestie terytorialne ich nie obchodzą, ponieważ ich władza wykracza poza granice państw. Żadnego z nich nie dotkną straty, gdyż realizują strategię współpracy opartą na teorii gier, a wszystko kosztem zwykłych obywateli. Obalanie państw narodowych, skutkujące powstaniem frakcyjnych jednostek, odzwierciedla się na wszystkich poziomach ludzkich relacji w postaci symbolicznego zaprzęgu narzuconemu ludzkości, ku totalnej władzy.

© Unknown - Plan działania: kolejne ruchy na szachownicy w wykonaniu Tajnego Oddziału

Pod osłoną tajemnicy zachłannie zagarniają wszystko dla siebie, a jednocześnie, korzystając z zamętu spowodowanego ciągłymi systemowymi wstrząsami, wdrażają totalitarne programy przybliżając patokrację do ostatecznego celu – światowej dominacji.

Ci gracze nie widzą jednak całej szachownicy. Mogą jedynie snuć pobożne życzenia, że jest inaczej. Nie wiedzą, że są narzędziem w rękach sił stojących jeszcze wyżej w hierarchii władzy. Wykonują zaprogramowane im zadania; ich reakcje są identyczne – to maszyny, których działania, gdy wziąć je jako całość, wydają się wskazywać na świadomy plan kryjący się za każdym posunięciem na szachownicy. To, jak wiele z tych posunięć jest świadomie kierowanych przez owe grupy czy inne potężne jednostki, jest ciągle kwestią dyskusyjną, częściowo z powodu traumy doświadczonej w wyniku budowania „okrucieństwa i nietolerancji potrzebnych do zapewnienia przykrywki” dla działań prawdziwych manipulatorów. „Pewien rodzaj ‘ludzi’ działa na rzecz tej przykrywki. Pewien rodzaj ludzi działa na zasadzie pionków w ‘Skrytych grach bogów’ [nawiązanie do książki Nigela Pennicka ‘Secret Games of the Gods’ – przyp.].” (s. 40, Almost Human, The Wave – Book 7, Laura Knight-Jadczyk)

[kontynuujemy…]

Oblężona Gaza

Nigdzie na świecie nie ma tak wyraźnej nietolerancji i okrucieństwa jak w Izraelu. Nie zwolnił on swego uścisku z szyi Palestyńczyków, którzy bezskutecznie błagali faszystowski reżim, by ten powstrzymał nielegalny napływ izraelskich osadników i wycofał nieludzkie oblężenie ze Strefy Gazy. Za wyjątkiem być może Iranu, żaden normalny rząd nie potrafi wywrzeć wystarczającego nacisku na Izrael, by ten okazał Gazańczykom choć odrobinę litości; tak więc jest to zadanie dla uczciwych i posiadających sumienie obywateli całego świata – podjąć walkę z Bestią i ujawniać wszem i wobec niewyobrażalne cierpienie dotykające Gazę.

© FreeGaza.org - - Woman of the people

© FreeGaza.org - - Woman of the people

Pod koniec czerwca 21 działaczy na rzecz praw człowieka, mając poparcie ludzi z całego świata oraz pomimo ciągłych przeciwności losu, wyruszyło z portu Larnaka na Cyprze w kierunku Gazy. Był to symboliczny wysiłek przekazania niewielkiej pomocy humanitarnej ludności porzuconej przez społeczność międzynarodową i skazanej na agonię po brutalnej masakrze dokonanej przez Izrael na początku roku.

Wśród działaczy była laureatka Pokojowej Nagrody Nobla, Mairead Maguire oraz była amerykańska kongresmenka Cynthia McKinney, która próbowała dostać się do Gazy już w grudniu zeszłego roku. Izraelska marynarka ostrzelała wtedy SS Dignity, niemal zatapiając łódź i jej załogę. Co zdumiewające, za tę próbę zabójstwa byłej kandydatki na prezydenta USA przebywającej na międzynarodowych wodach, Izraela nie spotkały żadne reperkusje, bowiem wkrótce po incydencie całą sprawę przyćmiły zbrodnie o poważniejszym wydźwięku – egzekucje bezbronnych mieszkańców Gazy. Gdy na pokładzie nowej łodzi, SS Spirit of Humanity, znaleźli się dziennikarze i kamerzyści z Al Jazeery, czy i tym razem Izrael byłby zdolny okazać swą bezduszną pogardę dla ludzkiego życia i sprowokować do aktów potępienia ze świata?

Okazuje się, że tym razem Izraelczycy nie próbowali zatopić łodzi, zamiast tego porwali jej załogę na międzynarodowych wodach i przewieźli zakładników do Izraela.

“To skandaliczne pogwałcenie prawa międzynarodowego. Nasza łódź nie przebywała na izraelskich wodach, a ponadto zmierzaliśmy do Strefy Gazy z misją humanitarną” –powiedziała Cynthia McKinney, była członkini Kongresu i kandydatka na prezydenta USA. „Prezydent Obama zalecił Izraelowi wpuszczanie pomocy humanitarnej oraz dostaw materiałów do odbudowy Gazy, co właśnie zamierzaliśmy uczynić. Zwracamy się do społeczności międzynarodowej, aby zażądała naszego uwolnienia, żebyśmy mogli kontynuować naszą podróż.”

Jedyną pomocą ze strony okupowanego przez syjonistów rządu Ameryki była żenująca próba powstrzymania łodzi należącej do ruchu Free Gaza od wypłynięcia z Cypru.

Płacz nad gazańskmi więźniami

W czasie gdy załogę Spirit of Humanity przetrzymywano przez kilka dni w izraelskich więzieniach, prezydent „No-Change” podesłał kilka kolejnych miliardów Izraelowi, za które ten będzie mógł unowocześnić swój program nuklearny i zwiększyć liczbę ofiar podczas przyszłej masakry.

Śródziemnomorscy piraci

Posyłamy okręty do walki z somalijskimi piratami, dlaczego nie robimy tego samego w stosunku do piratów z Izraela?

W przypadku Izraela jednak, amerykański rząd okazuje się być jego marionetką. Robi wszystko, co ten mu każe.

Amerykański Departament Sprawiedliwości (sic) stawia przed sądem amerykańskich obywateli i organizacje charytatywne za wysyłanie pomocy Palestyńczykom uzasadniając to stwierdzeniem, że Palestyńczycy, jeśli nawet nie są wszyscy terrorystami, to rządzeni są przez terrorystów.

Amerykanie myślą, że są wielką potęgą, ale w rzeczywistości są karykaturą tej potęgi, marionetką.

Istnieje znaczna ilość dowodów, przedstawionych nawet w Timesie, na to, że Izraelczycy – „naród wybrany” –  znęcają się nad aresztowanymi palestyńskimi dziećmi, a do pozostałych strzelają na ulicach.

Nie musicie wierzyć mi na słowo. Defense for Children International z siedzibą w Genewie podaje, za tygodnikiem Time, że “złe traktowanie oraz tortury więzionych palestyńskich dzieci zdają się być zjawiskiem powszechnym, częstym i zinstytucjonalizowanym, wskazując na zaangażowanie wszystkich kręgów politycznej i wojskowej władzy.

Tego samego tygodnia, kiedy „nasz” rząd w Waszyngtonie nie dał ani centa gubernatorowi Kalifornii, prezydent Barack Obama przekazał ponad 2,775 miliarda dolarów Izraelowi.

… na zakup broni jawnie przeznaczonej do mordowania palestyńskich mężczyzn, kobiet i dzieci. Gdy reszta załogi wróciła bezpiecznie do swoich krajów, Cynthia McKinney – Amerykanka, więzień sumienia, znana polityk, która ledwie kilka miesięcy temu ubiegała się o fotel prezydenta USA – jako ostatnia została na łasce porywaczy.

List Cynthii McKinney z izraelskiego więzienia

W trakcie operacji ‘Płynny Ołów’ przysłane ze Stanów Zjednoczonych F-16 zgotowały piekło ludziom uwięzionym [w Strefie Gazy]. Czystki etniczne wybuchły na pełną skalę. Dostarczone przez Amerykanów fosfor biały, zubożony uran, zdalnie sterowane samoloty, ładunki wybuchowe typu DIME (Dense Inert Metal Explosives), oraz bomby kasetowe powodowały obrażenia, których nigdy dotąd nie widzieli pracujący tam jordańscy i norwescy lekarze. Usłyszałam od lekarzy, którzy przebywali w tym czasie w Strefie Gazy, że Izrael zrobił sobie tam poligon doświadczalny, a żołnierze sprawdzali skuteczność swojej broni.

Syjonizm z pewnością pogrzebał resztki swojej prawowitości, skoro tak wygląda jego traktowanie ludzi, którzy tak bardzo wierzą w prawa człowieka, że poświęcają życie dla cudzych dzieci. Izrael jest najpełniejszym przejawem syjonizmu, ale jeżeli czuje się zagrożony ze strony gazańskich dzieci trzymających kredki, nie tylko traci ostatnie strzępy swej legalności, ale państwowość Izraela musi zostać uznana za porażkę.

Polityka Stanów Zjednoczonych musi ulec polepszeniu, a kiedy widzimy, jak prezydent Obama przekazuje 12,8 bilionów dolarów elicie amerykańskiej finansjery, staje się jasne, że jego ‘hope’, ‘change’ i ‘yes we can’ były jedynie pustymi sloganami, w które szczerze uwierzyli uciskani ludzie na całym świecie.

Okazało się to sprytną kampanią reklamową, sprzedaną światu i amerykańskim wyborcom równie przebiegle jak obecny wizerunek Izraela. Wszyscy się na to nabraliśmy.

Czy Izrael stał się miejscem, gdzie umierają marzenia?

Przynajmniej dla Palestyńczyków tak to wygląda . . .

Czerwony Krzyż: Gazańczy ‚rozpaczają’ w związku z przedłużającą się blokadą
Kolejna śmierć chorego dziecka w Gazie; liczba ofiar śmiertelnych dwuletniej okupacji wzrosła do 349
Sześć miesięcy po izraelskiej inwazji, Gaza nadal w ruinach
Izraelska armia porwała w czerwcu 380 Palestyńczyków
Izraelscy żołnierze nie wpuścili do Strefy Gazy francuskiego zespołu medycznego
Izrael odmówił prawa wyjazdu z Gazy 5-miesięcznemu dziecku z matką i siostrą

Cynthia McKinney płakała razem z pozostawionymi samym sobie etiopskimi kobietami, dogorywającymi w więzieniu Ramleh; wraz z rozpaczą dotarła do niej brutalna prawda o syjonizmie. Dramat rozgrywający się Palestynie ostatecznie czeka całą ludzkość, bowiem Strefa Gazy i Zachodni Brzeg są czymś więcej niż laboratoriami do testowania broni – są końcowym produktem patokracji, kulminacją tysięcy lat sterowania społeczeństwem metodą Pawłowa.

Unieszkodliwianie narodu

Jakkolwiek głównym aspektem konfliktu jest doskonale wszystkim znany wymiar polityczny, jest to również walka o przymusową transformację Palestyńczyków z buntowniczego i niepokornego ludu w naród, który, żeby przeżyć, musi poddać się rozkazom Izraela. Zasadniczo, z tej racji, że Palestyńczycy żyją pod rządami armii izraelskiej, to właśnie Izrael sprawuje całą i niepodzielną władzę, nie tylko w sprawach najważniejszych, ale także w każdej dziedzinie codziennego życia.

© Unknown - - Więźniowie we własnym kraju: Izraelski mur jest przyczyną udręki mieszkańców Zachodniego Brzegu, którzy każdego ranka po kilka godzin czekają w kolejce

© Unknown - - Więźniowie we własnym kraju: Izraelski mur jest przyczyną udręki mieszkańców Zachodniego Brzegu, którzy każdego ranka po kilka godzin czekają w kolejce

Weźmy na przykład przepustki do Jerozolimy lub innego miejsca na terytorium Izraela. Zdecydowana większość Palestyńczyków ubiegających się o jednodniowe przepustki to robotnicy, którzy nie mogą znaleźć pracy na terenie Palestyny lub też poszukują pracy na budowach czy innych podobnych zajęć u izraelskiego pracodawcy z powodu oferowanej tam lepszej płacy. Przepustek potrzebują również ci, których miejsce pracy wymaga przekroczenia granic wschodniej Jerozolimy. Otrzymanie przepustki to długi, żmudny i prawdziwie upokarzający proces. Najpierw trzeba ubiegać się o kartę magnetyczną, niezbędną do składania wniosków o całą gamę przepustek i zezwoleń (do pracy, na lotnisko, medyczne, związane z działalnością gospodarczą, umożliwiające zjednoczenie z rodziną, itp.)

Taka magnetyczna karta jest w zasadzie kartoteką policyjną, zawierającą zdjęcia, jakie robi się na komisariacie, i odciski palców. Każdy może ją otrzymać pod warunkiem, że posiada palestyński dowód tożsamości i wypełni odpowiedni wniosek. Haczyk tkwi właśnie we wniosku. Jeśli bowiem w policyjnych rejestrach znajdzie się jakikolwiek zapis z „czarnej listy” – jak areszt za działalność polityczną, przynależność do grup politycznych czy nawet posiadanie krewnego, który oddał się misji „walki” – wniosek jest odrzucany. Nie wspominając o tym, że kiedy już raz trafiło się do „systemu”, każdy zapis na temat takiej osoby można w dowolnej chwili bez problemu wyciągnąć za jednym przesunięciem wszechpotężnej karty magnetycznej.

Co gorsza, Izrael przyjął właśnie “prawo” obligujące wszystkich posiadaczy przepustek (i kart magnetycznych) wracających na Zachodni Brzeg do stawienia się w wyznaczonych punktach kontrolnych. Większość przepustek jest ważna od godz. 5:00 rano do godz. 19:00, który to czas ma wystarczyć takiemu robotnikowi na dotarcie do miejsca pracy gdzieś w Izraelu, wypracowanie zmiany i powrót do Palestyny. Jeśli nie zdoła na czas pokazać karty magnetycznej w punkcie kontrolnym, w momencie kolejnej próby wejścia na teren Izraela jego przepustka jest unieważniana na czas nieokreślony. Prawo to, jak twierdzi Izrael, ma na celu nie dopuścić do „nielegalnego” przedłużania pobytu Palestyńczyków na terenie Izraela.

Innymi słowy, Izrael w przebiegły sposób unieszkodliwia cały naród [Palestyńczyków], każąc im wierzyć, że jedyną drogą na przetrwanie jest poddanie się jego nakazom, stosowanie się do jego poleceń, żeby zachować pracę, nakarmić dzieci i móc mieszkać we własnych domach. Za pomocą pokrętnej logiki, Izrael usiłuje przekonać Palestyńczyków, że to on jest ich najlepszą opcją prowadzącą ku wolności.

Co najważniejsze, nawet gdy robią nam zdjęcia i pobierają odciski palców, nawet gdy sprawdzają nasze karty przy punktach kontrolnych, musimy zawsze pamiętać o tym, że Izrael może poskromić nasze działania, ale nigdy nasze umysły.

Wytrwałość McKinney odniosła skutek i w połowie lipca była kongresmenka wreszcie dotarła do Gazy, przedostając się przez Rafah leżące przy granicy z Egiptem. Towarzyszył jej niestrudzony George Galloway wraz ze swoim konwojem Viva Palestina z USA:

Arafat zamordowany?

Choć Jaser Arafat zmarł w listopadzie 2004 roku, jego cień nadal unosi się nad bliskowschodnią polityką. Jeszcze przed jego śmiercią zaczęły krążyć pogłoski na temat tajemniczej choroby, na jaką zapadł. Kontrowersje wokół tej sprawy odżyły w tym miesiącu [lipcu] po ujawnieniu przez sekretarza generalnego Fatahu Faruka Kadumiego raportu, w którym zarzuca się istnienie spisku pomiędzy przywódcą Fatahu Mahmudem Abbasem, szefem sił milicji Palestyny Muhammedem Dahlanem, izraelskim premierem Arielem Szaronem oraz CIA, mającego na celu zgładzenie Arafata a także wszystkich osób, które Izrael uznał za „problematyczne”. Dzięki temu Abbas i jego stronnicy mieli zdobyć władzę, wypełniając pustkę po śmierci Arafata.

Według tego dokumentu, którego autentyczności nie da się niezależnie zweryfikować, Szaron podczas spotkania powiedział Abbasowi i Dahlanowi, że Arafata należałoby zamordować za pomocą trucizny.

© Unknown -- Dahlan (z lewej) i Abbas (z prawej)

© Unknown -- Dahlan (z lewej) i Abbas (z prawej)

Z zapisu rozmowy widać, że Abbas protestował stwierdzając, iż zabójstwo Arafata mogłoby doprowadzić do poważnych komplikacji i utrudnień.

Transkrypt w języku arabskim ukazuje Szarona zwracającego się do Abbasa i Dahlana w następujących słowach: “Na początek, musimy zabić wszystkich wojskowych i politycznych przywódców Hamasu, Dżihadu, Brygad (Męczenników) Al-Aksy oraz Frontu Ludowego, aby zasiać chaos w ich szeregach, co ułatwi nam wykończenie ich na dobre.”

“Dokument przedstawiony przez Kaddumiego nie mówi nic na temat ostatecznego interesu Izraela i Ameryki w likwidacji Arafata i innych przywódców ruchu oporu. Można jednak bezpiecznie założyć, że celem kryjącym się za całym spiskiem było stworzenie kolaborującego reżimu palestyńskiego, którego głównym założeniem i racją bytu miało być skłonienie jego społeczeństwa do zaakceptowania „umowy” z Izraelem, dzięki której ten bez przeszkód narzuciłby swoją wolę Palestyńczykom.”

Raport jest dość przekonujący, biorąc pod uwagę działania osób tam wymienionych, i na tyle wiarygodny, aby na nowo przyjrzeć się okolicznościom śmierci Arafata. Rzekomym powodem tego nowego śledztwa jest „ukazanie Palestyńczykom nowych faktów”. Wielu jednak pyta „dlaczego teraz?”. Dlaczego Kaddumi zwlekał z ujawnieniem tych informacji pięć lat? Być może jest to początek nowej walki o przywództwo nad Fatahem. I zdaniem niektórych, to możliwa przyczyna:

“Faruk Kaddumi na konferencji prasowej oświadczył, że «Abbas musi podać się do dymisji, ponieważ jest zamieszany, wspólnie z Muhammadem Dahlanem, byłym premierem Izraela Arielem Szaronem oraz Williamem Burnsem – amerykańskim podsekretarzem stanu na Bliski Wschód, w spisek przeciwko Autonomii Palestyńskiej oraz samym Palestyńczykom. Spisek dotyczył otrucia prezydenta Jasera Arafata i zabójstwa przywódców Hamasu, Dżihadu, Fatahu oraz Brygad, co miało zdławić zbrojny opór Palestyńczyków».

Al-Kaddumi oskarżył również prezydenta Abbasa, izraelskie władze i Amerykanów o udział w zabójstwie Arafata oraz innych przywódców palestyńskich ugrupowań. Zarzucane im działania czynią ich jednocześnie współodpowiedzialnymi ludobójstwa na Palestyńczykach, ponieważ pozbawili ich realnego przywództwa.

Kaddumi oskarżył także palestyńskiego prezydenta o «tyranię» w swych «jednostronnych działaniach» a także o «przywłaszczenie tytułów» Arafata. Następnie pokazał zgromadzonym dziennikarzom dokument, który otrzymał od Arafata przed jego śmiercią.”

Otoczenie Abbasa z oburzeniem przyjęło wyemitowanie przez Al-Jazeerę programu dotyczącego raportu i zakazało stacji działalności w Ramallah, tym samym mieście, gdzie Arafata trzymano w areszcie domowym, zanim zabrano go do paryskiego szpitala.

Motywy Faruka Kaddumiego wydają się być wielorakie. Pozbycie się Abbasa i świty to jeden z nich. Kaddumi wyraził także zdecydowany głos sprzeciwu wobec Kongresu Okupowanych Ziem, mającego odbyć się po raz pierwszy od dwudziestu lat, mówiąc, że Abbas jest powszechnie znany jako marionetka izraelskiego rządu. Jednak mimo to, nie licząc niejasnego pochodzenia raportu, padają głosy wątpiące w zdrowie psychiczne Kaddumiego:

Według panujących opinii, nawet przeciwnicy Kaddumiego zgadzają się co do tego, że nie był on znany z kłamstw. Posiada wyjątkowo przejrzystą historię wykazów finansowych i pomimo swojego wieku nadal potrafi zyskiwać serca i umysły młodych Palestyńczyków, jako że, w przeciwieństwie do Abbasa, opowiada się za zbrojnym oporem wobec Izraela.

Kaddumi zasłynął z tego, że odmówił powrotu i zamieszkania w Ramallah czy na Zachodnim Brzegu dopóty, dopóki nie powstanie niepodległe państwo palestyńskie, oraz z publicznych drwin z ograniczonej państwowości nadanej Palestyńczykom w wyniku Porozumień z Oslo z 1993 roku.

Ostatnio próbował utworzyć zbrojną jednostkę złożoną z jego oddanych zwolenników celem „zapewnienia ochrony” lojalnym mu członkom Fatahu – które to posunięcie uniemożliwiły władze Autonomii.

Czy oskarżenia Kaddumiego są prawdziwe czy też nie, sprawa ta doprowadziła do bezprecedensowego kryzysu wewnątrz Fatahu, i to na krótko przed długo oczekiwanym kongresem.

Kaddumi był rozwścieczony na wieść o zwołaniu Kongresu Okupowanych Ziem przez Abbasa, argumentując, że dla ruchu wyzwoleńczego nielogiczną jest decyzja o ogłoszeniu najważniejszego zebrania na terytorium okupowanym przez Izrael.

Twierdzi on, że to Izrael, a nie Abbas czy władze Autonomii Palestyńskiej, ostatecznie zadecyduje, kto będzie mógł uczestniczyć w kongresie. Otoczenie Abbasa przekonuje natomiast, że powodem, dla którego Kaddumi próbuje zepsuć uroczystość jest to, że sam nie zamierza wziąć w niej udziału.

Niezaprzeczalnym faktem jest, że od śmierci Arafata warunki życia Palestyńczyków stale się pogarszają. Za życia ukazany przez Izrael i USA jako „przeszkoda dla pokoju”, Arafat był przykładem prawdziwego męża stanu, cierpliwego w swym działaniu:

© Unknown -- Man of the people

© Unknown -- Man of the people

Głoszone przez niego hasła były przyczyną jego usunięcia. Mówił, że Palestyńczycy stanowią jeden lud, niezależnie od tego, czy żyją pod wojskową okupacją czy w obozach dla uchodźców. Mają prawo do samostanowienia, a wolność, o którą już od pokoleń toczą tak trudną walkę, również jest ich prawem. Ponieważ próba wyjścia z okupacji drogą samej tylko dyplomacji, zwłaszcza gdy okupant zdecydowany jest za wszelką utrzymać się na okupowanej ziemi, jeszcze nigdy się nie powiodła. Wprost przeciwnie, mnóstwo jest przykładów takich negocjacji, gdzie okupant, wyraziwszy zgodę na pewien przywilej w jednym państwie, w drugim okupowanym kraju odwoływał go. Jako przykład udanej walki o niepodległość Arafat często podawał wezwanie De Gaulle’a do „la paix des braves” [pokój mężnych] z algierskim FLN w 1958 roku. Arafat reprezentował ważną ideę – że pokój może nastać tylko wtedy, gdy Palestyńczycy zdobędą wolność i ani minuty wcześniej.

Zdaniem jego psychopatycznych oponentów, jedynym sposobem na uciszenie Arafata było morderstwo.

Drogą oszustwa wiódł będziesz cyber-wojnę

W odpowiedzi na histerię mediów odnośnie cyber-przestępstw i doniesień o wielomilionowym wzroście ich liczby oraz zmasowanych atakach na strony amerykańskiego rządu i korporacji, ekipa Obamy ogłosiła zamiar utworzenia biura ds. cyber-bezpieczeństwa kierowanego z Białego Domu w celu koordynowania działaniem podobnych organów. Wobec tego nacisku kładzionego na ‘obronną’ strategię mającą odpierać zagrożenie “jakichś” cyber-przestępców zastanawiamy się, czy ma to związek z ogłoszonym pod koniec czerwca planem utworzenia przez Pentagon CYBERCOM-u (CyberCommand), którego definicja ‘strategii obronnej’ wydaje się nieco bardziej plastyczna. Jeżeli wziąć pod uwagę jego przeszłe działania, możemy spodziewać się, że Pentagon rozpocznie prewencyjną cyber-wojnę przeciw cyber-terrorystom stosując przy tym techniki… cyber-terroryzmu.

Nie chcąc pozostać w tyle za imperialnymi projektami światowej dominacji, Zjednoczone Królestwo ogłosiło swój: „zadanie to [cyber-bezpieczeństwo] leżało w zakresie obowiązków biura związanego ze służbami bezpieczeństwa, ale teraz zostanie ono poszerzone”. Innymi słowy, zaczniemy jawnie robić to, co do tej pory robiliśmy potajemnie, a to dlatego, że nastały odpowiednie warunki ku temu, abyśmy otwarcie powiedzieli wam, że was nienawidzimy i że chcemy wiedzieć o wszystkim, co zrobicie, powiecie, kupicie czy pomyślicie, ponieważ chcemy was kontrolować.

Każda cyber-wojna potrzebuje dobrych cyber-żołnierzy. Jeżeli na prawdziwej wojnie wynajmuje morderców, do tego konfliktu Pentagon musi wynająć hakerów. Zarabiające na śmierci firmy, takie jak Raytheon, już zacierają ręce i ogłaszają szeroki nabór:

“Prezydent Obama oświadczył niedawno, że cyber-bezpieczeństwo należy do czterech najbardziej naglących priorytetów związanych z bezpieczeństwem kraju”, pisze w swojej reklamie. „Raytheon odpowiada na apel zatrudniając w tym roku więcej cyber-wojowników do walki na cyfrowym froncie cyber-wojny.”

Raytheon oferuje także stanowiska kryjące się pod nazwą „specjalistów ds. czystości mediów”.

To ostatnie odnosi się pewnie do pracowników wykwalifikowanych w usuwaniu danych z dysków twardych oraz innych nośników.

Ażeby nie pozostawić żadnych wątpliwości co do ‘obronnego’ charakteru tej nowej broni masowego zakłócania, wojsko wyraziło się jasno, że zamierza ‘stanąć do otwartej walki’:

Plan Pentagonu zapowiada stworzenie ofensywnej strategii, która umożliwi prowadzenie cyber-wojny z wrogami imperium […], powołując w tym celu CYBERCOM mający funkcjonować w ramach STRATCOM-u. Ruch ten jest wyraźną oznaką agresywnej postawy [Pentagonu].

© Unknown -- NSA: Poznaj nowego szefa, jest jeszcze gorszy od poprzedniego

© Unknown -- NSA: Poznaj nowego szefa, jest jeszcze gorszy od poprzedniego

Inni spośród biurokratów są jeszcze bardziej entuzjastyczni i szczerzy, gdy przychodzi rekomendować cybernetyczną broń jako ofensywne narzędzie w wojnie. Armed Forces Journal zamieścił obszerną analizę, zasadniczo popierającą ten plan:

Świat porzucił fortecę, jaką jest ludzki umysł w realnym życiu, a którą my musimy zdobyć w cyberprzestrzeni. Ameryka potrzebuje sieci zdolnej stworzyć bazę sztucznych adresów domeny af.mil (botnet), które będą namierzały wrogie komputery i uniemożliwiały im komunikowanie się, tym samym czyniąc je bezużytecznymi kawałkami metalu i plastiku. Ameryka potrzebuje nalotów dywanowych w cyberprzestrzeni. (Płk. Charles W. Williamson III, “Carpet Bombing in Cyberspace”, Armed Forces Journal, maj 2008)

Zainfekowane komputery określa się jako “zombie” ze względu na to, że mogą być kontrolowane z dowolnego miejsca na świecie przez komputery-“władców”. Hakerzy często nabierają nieświadomych użytkowników za pomocą fałszywych e-maili z załączonymi hiperłączami zawierającymi złośliwe kody.

Podczas gdy przestępcy używają botnetów do rozsyłania spamu czy dokonywania transakcji finansowych, wykorzystując przy tym konto lub kartę kredytową ofiary, sieć botnet może również przeprowadzić atak typu DDoS (Distributed Denial of Service) na nieudolnie zabezpieczone komputery lub nawet całe sieci.

Innymi słowy, gdy polityczni władcy zażądają od “dowódcy danego teatru działań” nagłego zaciemnienia miasta czy też stworzeniu chaosu w elektrycznej infrastrukturze kraju, nic nie stanie na przeszkodzie!

Takie operacje osłabią, zmylą i pokonają każdego nieprzyjaciela. Poszerzymy nasze możliwości o przeprowadzanie ataków na systemy elektroniczne, izolację systemów elektromagnetycznych i atak na nie, atak na sieć oraz na infrastrukturę.

Słowem, Pentagon zamierza zbudować infrastrukturę, za pomocą której będzie popełniać wszelkie możliwe zbrodnie wojenne, tyle że w cyberprzestrzeni.

Najlepszym niuansem owej historii jest to, że. . . CYBERCOM znajdzie się w rękach NSA, super szpiegowskiej agencji odpowiedzialnej za śledzenie milionów amerykańskich obywateli za czasów Busha. Staje się oczywiste, że urząd szefa nowej agencji do walki z cyber-przestępstwami tak naprawdę jest przykrywką służącą umocnieniu wszystkich nielegalnych zagrywek, jakich dopuściły się media pod koniec rządów Busha.

‘Cyber-terroryści’ bez problemu zainicjowali nową strategię Pentagonu atakując strony internetowe za pomocą DDoS-u, co podobno trwać miało kilka dni. Zaatakowane adresy znajdowały się w Południowej Korei i USA, spośród których najważniejszym była strona Białego Domu, która padła ofiarą akurat 4 lipca. Mimo że rzecznik rządu amerykańskiego zapewniał, iż „podobne ataki na sieci rządowe zdarzają się każdego dnia”, nie mają one wpływu na funkcjonowanie stron rządowych oraz że jest zbyt wcześnie, by stwierdzić, kto tego dokonał, koreański wywiad z miejsca wskazał na Północną Koreę jako sprawcę.

Jak wówczas napisaliśmy,

cechą globalnych systemów IT jest to, że taki ‘cyber-atak’ można zaplanować w ten sposób, by zdawał się pochodzić z dowolnego miejsca na świecie. Sądząc po niegroźnych skutkach tego ataku, naszym zdaniem mogła być to ‘wewnętrzna’ próba możliwości operacyjnych, zwłaszcza że nastąpił zaraz po ogłoszeniu przez Biały Dom decyzji o powołaniu CYBERCOM-u, który, gdy osiągnie pełną operacyjność, wkrótce będzie mieszał się w sprawy państw – być może sąsiadów waszego kraju.

Co więcej, oskarżanie Korei Północnej o atak utwierdza nas przekonaniu, że posłużono się nią jako straszakiem, aby odciągnąć uwagę od innych państw przeprowadzających cyber-ataki na geopolityczne punkty zapalne.

© Unknown -- Kim Dzong Il jako kukiełkowy złoczyńca w filmie “Team America: World Police”

© Unknown -- Kim Dzong Il jako kukiełkowy złoczyńca w filmie “Team America: World Police”

Amerykanie w jednej kwestii mieli rację, mówiąc, że jest zbyt wcześnie, by określić źródło ataków, ponieważ po przeprowadzonym śledztwie okazało się, że tym źródłem jest Zjednoczone Królestwo:

Znaleźliśmy główny serwer znajdujący się w Zjednoczonym Królestwie, kontrolujący wszystkie 8 serwerów C&C, z których dokonano ataków w zeszłym tygodniu. Tak więc, źródło niedawnych ataków zidentyfikowano jako Zjednoczone Królestwo. O istnieniu takiego serwera głównego jak dotąd nigdzie nie wspomniano.

Do ataków wykorzystano 166 908 komputerów-zombie z 74 krajów.

A pamiętając o tym, co powiedziano wcześniej:

Zainfekowane komputery określa się jako “zombie” ze względu na to, że mogą być kontrolowane z dowolnego miejsca na świecie przez komputery-“władców”. Hakerzy często nabierają nieświadomych użytkowników za pomocą fałszywych e-maili z dołączonymi hiperłączami zawierającymi złośliwe oprogramowanie.

…wydaje się, że właśnie w ten sposób dokonano tego cybernetycznego sabotażu.

Ponieważ to południowokoreańska Narodowa Służba Wywiadu (NIS) oskarżyła Koreę Północną, warto przy tym pamiętać, że NIS

szkolona była przez CIA oraz Pentagon, a ponadto zamieszana jest w najpoważniejsze przypadki łamania praw człowieka w Azji wschodniej.

W 1980 roku siejące postrach “Czarne Berety” oraz siły KCIA [ówczesnego NIS – przyp.] otrzymały zielone światło z Waszyngtonu na zdławienie prodemokratycznego powstania w mieście Kwangju na południu kraju, w wyniku czego zmasakrowano około 2 000 studentów i robotników; setki ludzi zniknęło, zostało aresztowanych i poddanych torturom.

Cyber-wojna przyjmuje wiele postaci, począwszy od „internetowych wojskowych drużyn” będących na chodzie 24 godziny na dobę – armii opłaconych łgarzy trollujących strony internetowe, aby zapobiec jakiejkolwiek krytyce pod adresem Izraela i jego powolnego mordowania Palestyńczyków…

“W każdym swoim aspekcie, Internet jest polem dla izraelsko-palestyńskiego konfliktu, i musimy działać również na nim, bo inaczej przegramy” – powiedział Ilan Shturman, odpowiedzialny za projekt.

. . . na sabotowaniu systemów własnego kraju skończywszy, gdzie botnety czy ataki DDoS różnią się stopniem złożoności:

Pod koniec lat 1990 specjalista komputerowy z izraelskiego Szin Bet włamał się do struktury mainframe zakładów Pi Glilot w północnym Tel Awiwie. Miał to być rutynowy test zabezpieczeń strategicznych ośrodków. Jednak ta zdolność Izraelczyków infiltracji wysoko zaawansowanych systemów ujawniła przy okazji możliwość dokonania przez nich prawdziwego sabotażu.

“Kiedy już włamaliśmy się do systemu Pi Glilot, okazało się, że, poza zdobyciem tajnych danych, mogliśmy również wywołać kontrolowane wybuchy przeprogramowując trasę transportu ropy w rurociągach” – powiedział członek akcji. Tak rozpoczął się projekt cyber-wojny, który po dekadzie postrzegany jest przez niezależnych ekspertów jako nowe, czołowe narzędzie Izraela w walce o udaremnienie nuklearnych planów swego arcywroga, Iranu.

„Cyber-wojna ma tę przewagę, iż można toczyć ją w ukryciu i można też się jej wyprzeć, gdy zajdzie potrzeba” – stwierdził Scott Borg, dyrektor amerykańskiego instytutu Cyber Consequences Unit, będącego organem doradczym wielu waszyngtońskich agencji ds. cyber-bezpieczeństwa.

Zastanawiamy się tylko, czy Izrael i USA już nie dokonały „prawdziwego sabotażu” irańskich systemów. Pomyślcie o znaczącej roli mediów w potęgowaniu wrażenia, że protesty, jakie miały miejsce po wyborach prezydenckich, były „odwewnętrznym ruchem”, a także nad dwoma katastrofami samolotów w tym miesiącu [lipcu], do jakich doszło w krótkim odstępie czasu i w których zginęło 185 osób. Amerykańscy psychopaci u władzy nawet publicznie wezwali do manewru omawianego wcześniej przez oficera Szin Bet:

Były rzecznik Izby Reprezentantów i czołowy republikański jastrząb, Newt Gingrich, wezwał w niedzielę Stany Zjednoczone do „sabotowania” irańskiego przemysłu gazowego i paliwowego w celu stworzenia kryzysu ekonomicznego, który doprowadziłby do zmiany reżimu.

Chociaż korporacyjne media łagodnie wprowadzają opinię publiczną w “nowe” pojęcie cyber-wojny mówiąc, że wydaje się dopiero wykluwać, rzeczywistość jest zupełnie inna. Cyber-wojna trwa tu i teraz, oferując nieskończone możliwości dla tajnych operacji, trudnych do namierzenia i które zarazem można łatwo zaaranżować tak, by wyglądały na działanie dyktatora z odległego państwa czy ‘jakichś’ terrorystów.

James Corbett napisał świetny artykuł na temat potencjalnego, a nawet prawdopodobnego nadużycia technologii i jego kluczowej roli w dezorganizacji amerykańskiego systemu obrony podczas zamachów z 11 września – incydent znany jako „Cyber 9/11” obejmował zakłócenie radarów, wstrzymanie pracy NORAD-u oraz ogólne awarie, do jakich doszło tego pamiętnego dnia. Agentom FBI badającym tę sprawę zabroniono dalszego śledztwa:

Establishment cyber-bezpieczeństwa skrywa swoją cyber-terrorystyczną przeszłość sięgającą 15 lat wstecz, której najważniejszym momentem było 9/11. Za wszelką cenę stara się jej nie ujawnić, gdyż okazałoby się, że te same organa, które domagają się jeszcze większej władzy pod pretekstem „groźby cyber-terroryzmu”, odpowiedzialne są za nieudolne śledztwo w sprawie udokumentowanych powiązań między opłaconymi przez rząd terrorystami a firmą software’ową mającą bezpośredni dostęp do najtajniejszych systemów komputerowych w USA. Agenci FBI, którym przerwano śledztwo, powiedzieli nawet, że dalsze dochodzenie mogłoby udaremnić zamachy z 11 września.

Program “Enterprise architect” dotyczy komputerowego oprogramowania umożliwiającego użytkownikowi wgląd w dane, jakie dotychczas wytworzyła dana struktura organizacji, dzięki czemu użytkownik ma pełen obraz działalności przedsiębiorstwa i może prześledzić wszystkie transakcje, systemy, procesy a także wszystkich jego pracowników.

Przydatność takiego oprogramowania dla firm z jakiejkolwiek branży wydaje się oczywista. Nie dziwi zatem fakt, że liczne agencje rządowe i potężne korporacje odczuwały głód takowego w latach 1990.

Dwa lata przed 9/11, Ptech [firma IT będąca kontrahentem agencji DARPA w ramach korzystania z oprogramowania enterprise architecture licznych rządowych agencji] pracował nad identyfikacją potencjalnych problemów lub wad obecnych w planach FAA (Federal Aviation Administration) dotyczących reagowania na zdarzenia takie jak porwanie samolotu w obrębie amerykańskiej przestrzeni powietrznej. Ptech miał wolną rękę, jeśli chodzi o sprawdzenie każdego systemu i strategii działania FAA na wypadek zamachu na skalę tego z 11 września. Co jeszcze bardziej niewiarygodne, badaczka Indira Singh wykazuje, że Ptech w szczególności analizował możliwe braki w kooperacji FAA, NORAD-u oraz Pentagonu w przypadku zajścia nieoczekiwanego incydentu w przestrzeni powietrznej Stanów Zjednoczonych.

© CorbettReport.com

© CorbettReport.com

Przypuszczalnie Ptech posiadał też operacyjne informacje na temat systemów, których FAA, NORAD i reszta używały podczas ćwiczeń reagowania na sytuacje wyjątkowe, jak ćwiczenia ‘Vigilant Guardian’, które NORAD przeprowadzał w dzień zamachów i których scenariuszem było porwanie samolotów i skierowanie ich na Nowy Jork, gdzie miały uderzyć w budynki rządowe. Ma to ogromną wagę z racji tego, że tego typu ćwiczenia zakłóciły NORAD-u odpowiedź na prawdziwe porwania, do jakich doszło tamtego dnia.

W skrócie, oprogramowanie Ptech-u było używane w systemach reagowania na zamachy z powietrza także 11 września. Program zaprojektowano tak, by umożliwiał użytkownikom całkowity wgląd we wszystkie dane organizacji z niego korzystających. Sam ojciec „architektury”, John Zachman, wyjaśniał, że mając zainstalowane oprogramowanie, jak to z Ptech-u, na serwerze którejś agencji bezpieczeństwa „znasz wszystkie punkty dostępu, wiesz, jak wejść do systemu, znasz jego wszystkie słabe strony i wiesz, jak go zniszczyć.”

Już we wczesnych latach 1980 istniał podobny program szpiegowski, zwany PROMIS, stworzony w celu pozyskiwania danych z zarówno wrogich jak i sojuszniczych systemów, ukazując ślad współpracy CIA z Mossadem istniejącej w ramach tajnych operacji. Tutaj możecie obejrzeć trzyczęściowe wideo na temat owego prekursora dzisiejszej cyber-wojny. Jak widać, nie ma nic nowego pod słońcem. . .

Wojny na wyniszczenie

Oceania prowadziła wojnę z Eurazją; Oceania zawsze prowadziła wojnę z Eurazją.
– George Orwell, Rok 1984

Można by powiedzieć, że znakiem charakterystycznym dla lipca była otwartość – lipiec był najkrwawszym miesiącem w Afganistanie od momentu inwazji w 2001 roku. Obama, wybrany by zakończyć wojny, odpłacił się Amerykanom za ich zaufanie rozszerzeniem tych wojen na zupełnie barbarzyńską skalę. O tym, że są to wojny o surowce, po cichu już wiadomo, New York Times podaje, że „osiem spośród dziesięciu największych prywatnych koncernów paliwowych rywalizuje ze sobą o licencję do eksploatowania sześciu złóż ropy i dwóch złóż gazu” w Iraku. To te same koncerny, które popierały inwazję na Irak jeszcze przed zamachami z 11 września.

Amerykański wiceprezydent Joe Biden świętował Dzień Niepodległości razem z żołnierzami wycofanymi z Iraku w zeszłym miesiącu. No, nie do końca wycofanymi:

Biden, który przewodził ceremonii zaprzysiężenia 237 amerykańskich żołnierzy, o samej uroczystości powiedział: “Zrobiliśmy to w pałacu Saddama i nie wiem, jakie inne miejsce byłoby lepsze. Ten skurczybyk pewnie się teraz przewraca w grobie.”

© Unknown

© Unknown

Początkowo sądzono, że wszystkie amerykańskie bazy leżące w granicach miast irackich zostaną zamknięte. Przykładowo, US Army Forward Operating Base Falcon, skupiająca 3 tysiące żołnierzy, wyraźnie znajduje się w obrębie Bagdadu. Jednak amerykańskie władze wojskowe współpracujące z rządem Iraku mają wobec niej inne plany. „Razem z Irakijczykami postanowiliśmy, że ta baza nie leży w mieście” – powiedział wojskowy urzędnik dziennikarzom Christian Science Monitor. Toteż na nowo wyznaczono granice miasta tak, by odpowiadały amerykańskiemu wojsku, które może dalej prowadzić bazy “poza” irackimi miastami.

W międzyczasie rządzony przez Demokratów Kongres zezwolił na wydanie kolejnych 100 miliardów dolarów na trwające okupacje Iraku i Afganistanu, a siły wojskowe (i prywatne firmy) znajdujące się w Iraku nie tylko bez wytchnienia rozbudowują istniejące bazy, ale budują nawet nowe.

Irak wyraźnie zmierza w stronę bałkanizacji – koncepcji, której wieloletnim entuzjastą jest Biden – co doprowadzi do jego rozpadu na trzy zacofane państewka.

Więcej żołnierzy, więcej pieniędzy i więcej broni naturalnie oznacza jeszcze większą masakrę tamtejszej ludności:

Ponad 50 ofiar śmiertelnych zamachów w Iraku

Pierwsze dni nowej ofensywy USA w Afganistanie przynoszą nagły wzrost liczby zabitych po obu stronach

Afganistan: śmierć siedmiu brytyjskich żołnierzy w ciągu tygodnia
Niemal 80 Pakistańczyków zginęło podczas dwudniowych amerykańskich nalotów
Sześciu pracowników ochrony i 44 bojowników zabitych w Pakistanie
Ponad 50 osób zabitych podczas bombardowania Iraku
Wojna musi trwać! Bomby w Bagdadzie i Tal Afarze zabiły co najmniej 41 osób

Trochę długo to wszystko trwa jak na ściganie jednego faceta w jaskini:

Warto zauważyć, że pomimo eskalacji wojny, administracja Obamy praktycznie porzuciła pierwotną wymówkę użytą do uzasadnienia jej rozpoczęcia.

Co stało się z Osamą bin Ladenem?

Rezygnacja z oryginalnego pretekstu do inwazji nasuwa pytanie: jakim uzasadnieniem rząd amerykański posługuje się teraz? Żadnym. Pozostała już tylko rzeczywistość imperialnej wojny o zasoby i kontrolę.

Okupacja Afganistanu i wzrastająca przemoc w Pakistanie są kulminacją 30 lat amerykańskich intryg w Azji centralnej mających na celu zapewnienie USA strategicznej i gospodarczej dominacji nad bogatym w surowce regionem.

Mimo że Afganistan nie posiada złóż ropy, leży on w strategicznym centrum tzw. ‘Pipelineistanu’. Wiadomo także, że finansuje liczne tajne operacje CIA z racji bycia największym producentem heroiny, a dodatkowo, obecność Amerykanów w Afganistanie może służyć Izraelowi za wsparcie w okrążaniu Iranu.

Wszystkie te elementy mają znaczenie w wielkiej grze. Ale czy, nawet gdy razem wzięte, wystarczą, by zaspokoić nasz głód dociekań przyczyn, dla których wojna pozostaje najważniejszą metodą realizacji zamierzeń, skoro te ewidentnie nie przynoszą żadnego pożytku każdemu z poszczególnych protagonistów?

Spada maska „dobrej wojny” w Afganistanie

Wszystkie większe operacje, jakie przeprowadziło brytyjskie wojsko od czasu inwazji w 2001 roku, były zawsze chwytem propagandowym, usiłującym przekonać Brytyjczyków, z których dwie trzecie sprzeciwia się wojnie w Afganistanie, że wojna to manewry opierające się na spójnych, logicznych celach. Nawet prowojenny Observer napisał, że „w rzeczywistości, wojnie w Afganistanie zaczyna brakować konkretnych celów oraz spójnej strategii.

Łobaczewski zaobserwował, że “praktyczna wartość naszego naturalnego światopoglądu kończy się tam, gdzie zaczyna się psychopatologia”. Nikomu, kto – będąc ograniczonym swoim naturalnym światopoglądem – próbuje zrozumieć przyczynę rozwoju wojen, nie uda się uciec przed okrężną logiką, uniemożliwiającą dostrzeżenie całego obrazu. Pewien brytyjski żołnierz, który odmówił powrotu do Afganistanu, miał to do powiedzenia:

Glenton dodał, że Afgańczycy wykazywali wiele cech charakteru identycznych z cechami brytyjskich żołnierzy, takich jak „zapał, poczucie humoru, całkowita determinacja i niechęć do poddania się”. Dodał przy tym: „Jednak obawiam się, że te ich wspólne cechy będą prowadzić do dalszej zaciekłej walki. Przyniesie to jedynie więcej rozpaczy obydwu społeczeństwom.”

Dla większości to absurd, nijak nie dający się pogodzić z ich światopoglądem. Z ludzkiej perspektywy, nigdy nie istniał, ani nie będzie istnieć, żaden powód do napadania i mordowania milionów niewinnych ludzi. Natomiast z punktu widzenia psychopatów, dla których wojna jest celem samym w sobie, nie ma nic trudnego w znalezieniu sensu we wzajemnym wyniszczaniu się. Dla nich bowiem ludzkość zamieniona w mięso armatnie jest zamierzonym celem wojen. Oczywiście, wojny to także intratne przedsięwzięcie, jednak chęć zysku ustępuje bardziej prymitywnemu czynnikowi: wojna to przejaw intencjonalnego ludobójstwa.

Patokracja trwa dzięki poczuciu zagrożenia ze strony społeczeństwa ludzi normalnych i ze strony innych krajów, gdzie wciąż istnieją różne formy ustrojów normalnego człowieka. Pozostanie więc przy władzy jest problemem „to be or not to be”. […] Biologiczne, psychiczne i moralne niszczenie tej wiecznie zagrażającej większości jest więc dla patokratów „biologiczną” koniecznością.

Temu służą liczne środki z obozami koncentracyjnymi na czele. Służy temu także wojna z dobrze uzbrojonym nieprzyjacielem, przeciwko któremu można rzucić te siły ludzkie, które zagrażają trwaniu patokracji. […] Zginie wielu ludzi, wyczerpią się siły i zdrowie tamtych innych. […] Potem nakaże się poetom opiewać ich bohaterstwa, aby na tych motywach wychować następne pokolenie w wierności dla patokracji.

– Andrzej Łobaczewski, Ponerologia polityczna (wyd. ang. do kupienia tutaj)

Wmawiało się nam, że bin Laden ukrywa się w jaskiniach gdzieś w Afganistanie; że talibowie mają obozy szkoleniowe dla terrorystów przygotowujące ich do zamachów na miarę 9/11; że Saddam posiada broń masowego rażenia. Jeżeli ktoś nie dał się nabrać na te bajki, pozostanie mu przykry, acz do przełknięcia, obraz wiedzionych chciwością przywódców prowadzących imperialne wojny o surowce. Gdybyśmy tylko wybierali naszych przywódców mądrzej, mądrość ta jakoś odbiłaby swój ślad na światowej scenie. Pobożne życzenia. Wszystkie te zasłony dymne mają przeszkodzić nam w ujrzeniu prawdy. Jak powiedziałby George Carlin, mecz jest sprzedany, ludzie. Prawdziwi talibowie – fundamentalni muzułmanie z wypaczonym pojmowaniem Koranu połączonym z żądzą władzy – współpracują z siłami okupacyjnymi. A co do watażków na usługach Karzaja, ich związki z talibami wydają się bardziej braterskie niż wrogie. „Partyzantami” zaś są Pasztuni – lud bez państwa, otoczony przez siły prawdziwej Osi Zła. Ze swoją lichą bronią oraz długim doświadczeniem odpierania najeźdźców, Pasztuni – w kontekście teatru zwanego AfPak – stali się „dobrze uzbrojonym nieprzyjacielem, przeciwko któremu można rzucić te siły ludzkie, które zagrażają trwaniu patokracji”, ujmując sytuację słowami Łobaczewskiego. Rząd brytyjski już od ponad wieku usiłuje ich poskromić.

Tworzenie ‚Hescostanu’ w Kabulu

Ten szczególny fakt tkwi u podstaw wojny w Afganistanie: Stany Zjednoczone wspierały obie strony. W tym tygodniu administracja Obamy stwierdziła, że brak jest podstaw do wszczęcia śledztwa w sprawie pamiętnej masakry na talibańskich więźniach w 2001 roku, której miał dopuścić się generał Abdul Rashid Dostum. Krążą spekulacje, że w owym czasie Dostum był na liście płac CIA, a jego żołnierzy wspierali amerykańscy agenci. Wszystko, co dzieje się w Afganistanie, oparte jest na (1) kłamstwie, (2) iluzji lub (3) obu. Stwórzmy do tego jeszcze skrupulatnie przygotowaną masową iluzję, a ludzie będą mówić tylko to, co sami chcą usłyszeć.

”Jaki rząd nie chroni swoich obywateli?” Odpowiedź: taki, który jest przekupiony, opłacony i odpowiedzialny przed obcą władzą; taki rząd, który nie ma potrzeby ani chęci dbania o swoich obywateli.

”Nasz rząd jest marionetką zagranicznych grup. Dlatego niczego się po nim nie spodziewamy”.

@ Unknown

@ Unknown

Gdy obie strony przerywają boje, organizatorzy krwawego sportu posyłają po siły bezpieczeństwa oraz latające roboty, które, prowokując do odwetu, nakręcają nową spiralę przemocy. Celem wojny nie jest „wygrać”, ponieważ dla odpowiedzialnych za nią psychopatów ta wojna już jest „wygrana” i to od momentu jej rozpoczęcia. Zwycięstwem jest każdy zabity, bez względu na kolor munduru, o ile w ogóle nosił mundur. Ich cel to grać tak, by osiągnąć jak największą liczbę ofiar wśród obu społeczeństw.

Ażeby utrzymać stały dopływ pieniędzy i krwi, trzeba wstrzyknąć świeżą dawkę propagandy. Wraz z rosnącą liczbą zabitych musi rosnąć dawka propagandy. Jednak na obecnym etapie wystarczy już szorstko ogłosić, że żołnierze zostaną na wojnie i już. Mało tego, największa ofensywa w AfPaku rozpoczęła się w tonie nieskrywanego patriotyzmu. Podobnie jak inne pompatyczne manewry w tej wojnie, przyniosła ona jedynie więcej zniszczenia.

Brytyjski sekretarz ‚obrony’: W Afganistanie zginie więcej żołnierzy – przywyknijcie do tego

”Pozbądźmy się iluzji. Sytuacja w Afganistanie jest poważna i nadal niepewna. Dalsza walka będzie trudna i niebezpieczna. Zginie więcej żołnierzy, a nasza determinacja zostanie poddana ciężkiej próbie.”

”Koniec nie nastąpi jutro ani za kilka tygodni czy miesięcy. Jeśli mamy wygrać, potrzeba nam odwagi i wytrwałości. Nie znamy terminu zakończenia tej wojny – mamy jedynie wyznaczone cele.

Najemnik David Kicullen: Australijska pomoc w kształtowaniu nowej strategii w Afganistanie

”Mówimy o co najmniej dziesięciu kolejnych latach wojny; to najbardziej optymistyczna wersja, przy czym co najmniej połowie tego okresu towarzyszyć będą zacięte walki. Potrzebne jest tu zaangażowanie, i trzeba je zaszczepić Amerykanom i Brytyjczykom. Trzeba im uświadomić, że nie obejdzie się bez ofiar.”

Żądza krwi: Biden ostrzega przed większą liczbą ofiar w Afganistanie

Wiceprezydent USA Joseph R. Biden Jr. powiedział w czwartek w wywiadzie radiowym, że w Afganistanie może zginąć więcej żołnierzy, jednak „ta wojna warta jest naszych wysiłków i poniesionej ofiary.”

W szczęśliwszych czasach kryzys gospodarczy dawał się opanować lub uniknąć dzięki podejmowanym środkom zapobiegawczym. W przypadku patokratycznego modelu gospodarki załamanie jest pożądane, gdyż wskutek bezrobocia ludzie będą szukać stabilnych sektorów, a takimi są interesy obracające się wokół wojny.

Każda więc wojna, prowadzona przez państwo patokratyczne, jest wojną na dwóch frontach – zewnętrznym i wewnętrznym. Dla wodzów i panującej elity ten front wewnętrzny jest ważniejszy i on przesądza o podejmowanych decyzjach.

– Andrzej Łobaczewski, Ponerologia polityczna

Tylko architekci tych wyniszczających wojen wiedzą, że ostatecznym “celem” wojny nie jest bynajmniej zdobycie surowców naturalnych czy „demokratyzacja” okupowanych społeczeństw, ale całkowite podporządkowanie własnych obywateli. Wzrastająca liczba weteranów wojennych cierpiących na zespół stresu pourazowego i różne psychopatie stanowi kluczowy element gry wojennej patokratów, dotyczącej kontroli populacji:

Wojskowe doktrynerstwo każące zabijać i nękać, sięgające najgłębszych warstw psychiki żołnierzy, odcisnęło nieopisane piętno na amerykańskim społeczeństwie. Jeżeli jedna tylko wojna w Zatoce – zaledwie potyczka w porównaniu do obecnych działań – pomogła stworzyć masowego mordercę Timothy’ego McVeigha, jak wielkie spustoszenie wyrządzą obecne niekończące się wojny? Wszystkie te oficjalne kłamstwa, jaką to „wspaniałą” robotę wykonują „nasi mężczyźni i kobiety w mundurach”, i to w imieniu „amerykańskiego społeczeństwa”, nie przesłonią ohydnej i przerażającej prawdy.

Brutalna imperialistyczna wojna, z którą wiążą się represje dotykające całą populację, stwarza warunki ku temu, aby młodzi mężczyźni i kobiety posuwali się do okropnych czynów. Denver Post napisał, że „ponad połowa skazanych żołnierzy przyznała, że podczas pełnienia służby na froncie byli świadkami zbrodni wojennych z zabijaniem cywili włącznie.”

Odpowiedzialność za te zbrodnie wojenne spoczywa na najwyższym dowództwie, Białym Domu i ogólnie, na amerykańskiej elicie rządzącej. Gdyby w mass-mediach albo wśród politycznego establishmentu pojawiły się najsłabsze choćby tendencje demokratyczne, w politycznym życiu USA dominowałyby żądania wszczęcia procesów sądowych w prawach o zbrodnie przeciwko ludzkości. Jak dotąd, przeważa milczenie.

@Unknown

@Unknown

Armia “szkoli cię do tego typu zachowań. Podczas treningu z bagnetami sierżant krzyczy: „Co sprawia, że trawa rośnie?”, a my odpowiadamy: krew! krew! krew!, dźgając kukłę. Armia wbija ci do głowy zabić wszystkich, zabić wszystkich”, aż stanie się to instynktem. I robisz to. A po tym wszystkim myślą, że po powrocie do domu zwyczajnie to wyłączysz.”

”Pod koniec służby byliśmy już tym zmęczeni i sfrustrowani… Gdy ktoś podchodził za blisko, rozwalaliśmy go; gdy nie zatrzymywał się do kontroli, rozjeżdżaliśmy wóz Bradley’em.” Gazeta pisze dalej: „Kiedy żołnierze zostaną trafieni IED [improwizowanym urządzeniem wybuchowym], mierzą karabinami i granatnikami w każdą stronę i rozwalają wszystko dookoła, powiedział [jeden ze skazanych żołnierzy, Anthony] Marquez. Gdy ktoś znalazł się w pobliżu – sam był sobie winien. Kosiliśmy wszystkich.”

Miejcie na uwadze, że poniższe fragmenty artykułów to jedynie namiastka obrazu bitwy rozgrywającej się dziś w USA:

21-letni Bruce Bastien służący w Iraku jako medyk jechał samochodem razem z kolegą z wojska, Louisem Bresslerem (24 l.), kiedy na jednej z ulic Colorado Springs zobaczyli kobietę idącą do pracy.

Jak wykazało policyjne śledztwo, Bressler gwałtownie skręcił i potrącił kobietę, następnie Bastien wyskoczył z auta i wielokrotnie dźgnął ją nożem.

Był październik 2007 roku. Ich kolega, też żołnierz, Kenneth Eastridge (24 l.), obserwował zajście z siedzenia pasażera.

Choć wiadomo, że niektórym żołnierzom z pierwszej zmiany w Iraku zaczęło po powrocie odbijać, to w tamtym momencie było już jasne, że jemu odbiło znacznie bardziej – powiedział.

”Nie mam oporów przed zabijaniem” – oznajmił Eastridge, żołnierz piechoty, który odbył w Iraku dwie zmiany i zabił prawie 80 ludzi, „ale ja nie zabijam nikogo bez powodu. Zupełnie mu odbiło.”

Jedyne, co umiem, to zabijać ludzi.”

Szkolili ich do zabijania, a następnie, gdy nie mieli kogo wysłać do nowej zmiany, jeszcze raz brali tych ludzi, aż do ich załamania, po czym pozbywali się ich.”

Tym weteranom, którzy się nie “załamią”, lub którzy skutecznie maskują psychiczne urazy, nadarza się świetna okazja na zdobycie miejsca pracy w trudnych czasach kryzysu:

Wojsko szykuje się na najgorszy scenariusz (co zresztą należy do jego zadań), kiedy to wskutek wybuchu pandemii grypy zajdzie potrzeba przymusowego izolowania chorych do stref kwarantanny, a także przymusowych masowych szczepień. Wszyscy ci, którzy odmówią przyjęcia szczepionki, zostaną aresztowani (lub zatrzymani) i zaszczepieni w obecności żołnierzy z odbezpieczoną bronią, po czym powrócą do społeczeństwa.

WHO’s Flu? – Czyja ta grypa?

Bardzo jest już blisko urzeczywistnienia się tego mrocznego scenariusza. Legislacja planu przeciwdziałania grypie w USA już dawno czeka w pogotowiu:

Barbara Loe Fisher w swoim artykule ostrzega,

W niektórych stanach, jak choćby Massachusetts, lekarze zdrowia publicznego nakłonili ustawodawców do szybkiego przyjęcia uchwały o pandemii grypy, która władzom stanowym pozwoli: wkroczyć do mieszkań i zakładów pracy bez zgody właścicieli, zbadać i poddać kwarantannie osoby bez ich zgody, wyznaczyć konkretne ośrodki służby zdrowia do aplikowania szczepionek a także zakazać wolnych zgromadzeń mieszkańcom stanu.

Zakazać wolnych zgromadzeń?

Wielu ludzi nie ma pojęcia, że takie rozporządzenia istnieją. Jednak Model State Emergency Health Powers Act (MSEPHA), zatwierdzony w 2002 roku przez wiele stanów, zawiera klauzule zezwalające władzom służby zdrowia na użycie Gwardii Narodowej do:

  • Zajęcia wszystkich dróg prowadzących do i wychodzących z miast i stanów
  • Przejęcia domów, samochodów, telefonów, komputerów, żywności, paliwa, odzieży, broni palnej oraz alkoholu na użytek własny
    (nie biorąc przy tym odpowiedzialności za ewentualne uszkodzenie mienia)
  • Aresztowania, osadzenia w
    więzieniu oraz przymusowego badania, szczepienia i leczenia mieszkańców
    bez ich zgody (nie będąc przy tym odpowiedzialnymi za pojawienie się obrażeń lub zgonu)

fluvideo

Decyzja o utworzeniu grup wolnego ryzyka, nadzorujących przymusowe podawanie szczepionek, które nie dość, że ‘błyskawicznie wynalezione’, to jeszcze zawierają śmiertelnie trujące substancje, to pewna katastrofa. Programy masowych szczepień ogłoszono chociażby w Norwegii, Zjednoczonym Królestwie, Niemczech oraz Australii. Chociaż w Norwegii potwierdzono tylko 23 przypadki zarażeń grypą, jej władze zamówiły 9,4 milionów szczepionek – po dwie na każdego mieszkańca. Głos rozsądku mimo to próbuje przebić się przez histeryczną kakofonię korporacyjnych mediów:

Program masowych szczepień nadciąga wielkimi krokami. Złożono zamówienia, wyznaczono grupy największego ryzyka. Szczepionek wystarczy dla całej populacji, poczynając od pracowników NHS [National Health Service], a wszystko to, by powstrzymać rozwój wirusa i ocalić ludzi.

Podanie “eksperymentalnej” szczepionki znacznej liczbie Brytyjczyków będzie nie lada ryzykiem. Może to uratować życie wielu ludziom lub też, co bardziej prawdopodobne, uchronić zdrowe osoby dorosłe przed koniecznością wzięcia kilkudniowego urlopu. Może też wywołać poważne skutki uboczne, a nawet zgony. To ryzyko, którego groźba wirusa w obecnej chwili nie usprawiedliwia.

Ofeowanie szczepienia zagrożonym infekcją osobom, przy jednoczesnym poinformowaniu ich o braku pewności co do bezpieczeństwa i skuteczności szczepionek, ma jakieś uzasadnienie. Poddanie szczepieniom całej populacji byłoby ogromnym i ryzykanckim eksperymentem, którego sens z naukowego punktu widzenia jest niepojęty.

Dziesięć faktów o szczepionce przeciw świńskiej grypie, o których nie powinniście wiedzieć

(A przynajmniej, nie od osób z kręgów władzy…)

  1. Produkcja szczepionki odbywała się w przyspieszonym tempie, nie pozostawiając czasu na przeprowadzenie testów na ludziach. Czy chcecie posłużyć koncernom farmaceutycznym za króliki doświadczalne? Jeśli
    tak, stańcie w kolejce do szczepionki tej jesieni…
  2. Szczepionki zawierają niebezpieczne substancje dodatkowe, które powodują reakcję zapalną ciała. To dlatego podejrzewa się, że są one przyczyną autyzmu i innych neurologicznych zaburzeń.
  3. Szczepionka przeciw świńskiej grypie może zwiększyć ryzyko zgonu z powodu tejże grypy, w wyniku modyfikacji (bądź stłumienia) reakcji obronnej organizmu. Nie ma żadnych dowodów nawet na to, że szczepienia przeciw sezonowej grypie zapewniają ludziom znaczącą ochronę. Szczepionki to ‘cudowny lek’ współczesnej medycyny.
  4. Lekarze ciągle nie wiedzą, dlaczego szczepionki przeciw świńskiej grypie podane w 1976 roku wywołały paraliż u tylu ludzi. A to oznacza, że tym bardziej nie mają pojęcia o skutkach ubocznych nadchodzących szczepień. (Zresztą, nawet ich nie badają…)
  5. W wypadku czyjegoś zgonu po przyjęciu takiej szczepionki, firmy farmaceutyczne nie wezmą na siebie winy, bowiem amerykański rząd nadał im przywilej uniknięcia jakiejkolwiek odpowiedzialności za niepożądane skutki ich leków. Dzięki temu, koncerny nie mają żadnych powodów, by produkować bezpieczne szczepionki, ponieważ płaci im się za ilość, nie za jakość (zerowa odpowiedzialność).
  6. Żadna szczepionka nie zapewni takiej ochrony przed grypą, jak witamina D. To niewygodny fakt naukowy, i rząd USA, FDA i koncerny farmaceutyczne mają nadzieję, że społeczeństwo nigdy się nie dowie o tej prawdzie.
  7. Nawet jeśli ta szczepionka rzeczywiście działa, to z matematycznego punktu widzenia, gdy wszyscy wokół poddadzą się szczepieniu, my nie będziemy musieli! (To dlatego, że wirus nie będzie mógł zaatakować osób z naszego otoczenia) Tak więc, jeśli mimo wszystko ufasz szczepieniom, wystarczy zachęcić do nich przyjaciół…
  8. Firmy farmaceutyczne zarabiają miliardy dolarów na produkcji szczepionek przeciw świńskiej grypie. Za wszystko płacimy my, podatnicy – i to nawet wtedy, gdy sami ich nie przyjmiemy.
  9. Kiedy ludzie zaczną masowo umierać na świńską grypę,
    możesz być pewien, że wielu z nich podano wcześniej szczepionki. Lekarze będą to tłumaczyli zgodnie z typową logiką koncernów: „Mimo wszystko, liczba ocalonych przed wirusem o wiele przewyższa liczbę jego ofiar”. Ta liczba „ocalonych” jest rzecz jasna nieprawdziwa… zmyślona… i istnieje tylko w ich spaczonych umysłach.
  10. Wbrew pozorom, wszystkie te ośrodki szczepień, jakie wyrosną na całym świecie w najbliższych miesiącach, okażą się przydatne. W bardzo prosty sposób pomogą rozpoznać prawdziwych głupców. (Jaka szkoda, że nie da się ich pozaznaczać jakąś, dajmy na to, niebieską farbą…)

Nie powinniście także wiedzieć o tym, że wszystkie środki, które mogłyby skutecznie ochronić was przed infekcją, są – w trosce o wasze bezpieczeństwo – zakazane !

Według tyranów z FDA, jedyne leki, jakie można by sprzedawać z etykietką „H1N1”, albo nie działają, albo są dla większości ludzi niedostępne.

Gdyby ludzi informowano o leczniczych i ochronnych właściwościach ziół, nie byliby niewolnikami farmaceutycznego establishmentu. Zyski i władza by przepadły. Dlatego koncerny nigdy nie pozwolą ujawnić prawdy na temat ziół, zdrowej żywności czy suplementów diety. Co więcej, FDA będzie grozić więzieniem wszystkim tym, którzy ośmielą się ujawnić wiedzę tak pilnie strzeżoną przez agencję.

Dzieci powracające do szkół tej jesieni i kobiety w ciąży są pierwszymi w kolejce.

Króliki doświadczalne: Dzieci z Oklahomy jako pierwsze dostaną szczepionki

Zanim szczepionki będą powszechnie dostępne, szczepieniu przeciw świńskiej grypie poddana zostanie grupa dzieci z Oklahomy. Jeżeli testy kliniczne się powiodą, szczepionki będą dostępne w ograniczonej ilości do końca jesieni, mówią eksperci.

Blose powiedział, że jeżeli szczepionki okażą się mało skuteczne lub pojawią się problemy z procesem produkcyjnym, władze służby zdrowia będą musiały polegać na doraźnych środkach: zaleceniu mycia rąk, zasłaniania twarzy podczas kaszlu, unikania tłumów i pozostania w domach.

Jeżeli testy kliniczne się powiodą? Nie ma wątpliwości, że FDA już je zatwierdziła, oczywiście jeśli te próby rzeczywiście mają miejsce. Wygląda na to, że owszem, mają miejsce – wykorzystując przy tym bezbronnych ludzi. Ale dlaczego już przeprowadza się testy na obywatelach, skoro WHO oświadczyła, że szczepionki nie będą gotowe jeszce przez wiele miesięcy? Zgodnie z oficjalnymi zapewnieniami, najbardziej narażone na atak wirusa są dzieci, i dlatego to one mają być w pierwszej kolejności zaszczepione. Aczkolwiek dostępne dane sugerują, że najbardziej wrażliwe są osoby cierpiące na chroniczne stany zapalne:

Anthony Fauci, dyrektor National Institute of Allergy and Infectious Diseases w Bethseda w stanie Maryland stwierdził: “W grupie podwyższonego ryzyka mieści się około 75 procent pacjentów, wśród których otyłość jest statystycznie istotnym czynnikiem dla poważnego rozwoju choroby”.

Jak zwykle w takich sytuacjach, zamęt stanowi nieodłączną część gry. Sprzeczne informacje kilku wpływowych agencji mogą stworzyć idealne warunki wielkim koncernom dla zwiększenia sprzedaży ich ‘cudownych środków’ do gigantycznych rozmiarów:

W związku z tą sztucznie wywołaną pandemią, WHO zaleciła obowiązkowe szczepienia wszystkich obywateli 194 państw członkowskich, w oparciu o ‘rekomendacje grupy doradczej’ złożonej z dyrektorów dużych kompanii farmaceutycznych, osiągających miliardowe zyski ze sprzedaży śmiertelnych szczepionek, będących jednocześnie zwolnionymi z odpowiedzialności za wywołane spustoszenie. Stwarzając pandemię, WHO stała się nową władzą globalną.

@ Unknown

@ Unknown

Dane epidemiologiczne zostały sfałszowane i zmanipulowane przez WHO oraz CDC w celu wywołania sytuacji kryzysowej na przerażającą skalę – tak zwanej pandemii świńskiej grypy, zagrażającej wielu milionom ludzi na całym świecie.

Ilość dowodów potwirdzających tezę WHO o ogólnoświatowej pandemii jest co najmniej uboga. Nie mając zatem żadnych dowodów, WHO zapewniła, że ‘globalny wybuch epidemii spreperowanej w laboratoriach świńskiej grypy jest nieuchronny’.

Na podstawie zbadanej wydzieliny z nosa i gardła pobranej ośmiu nowojorskim uczniom, władze służby zdrowia ogłosiły, że świńską grypę mają setki dzieci, chociaż jej obecności nie potwierdziły testy laboratoryjne. Zwykła grypa natomiast jest powszechną chorobą. Każdego roku umiera na nią wiele osób, a fakt ten wykorzystała WHO. Więcej na temat celowej manipulacji danymi prowadzonej przez WHO można znaleźć w tym artykule na stronie Centre for Research on Globalization. Wygląda na to, że liczne przypadki zwykłej grypy są używane przez WHO do kreowania pandemii świńskiej grypy.

Jak napisałem wcześniej, szczepionki przeciw świńskiej grypie mogą zabić więcej osób, aniżeli sam wirus. Około 12 tysięcy amerykańskich dzieci ma podobno pełnić rolę obiektów doświadczalnych w badaniach nad eksperymentalną szczepionką zawierającą skwalen, śmiertelny związek, który podejrzewa się o wywołanie tzw. syndromu wojny w Zatoce oraz innych wyniszczających, śmiertelnych chorób.

Stworzona bioinżynieryjnie? Skoro tak, to w jakim celu? Wydaje się, że jest to raczej okrężna droga, jak na metodę szybkiego zbijania fortuny, nawet jeśli już wiemy, że psychopaci czerpią profity z uśmiercania. Stąd pytanie za 64000 dolarów: czy wdrażany jest już Globalny Program Depopulacji?

WHO jest władna wymusić na każdym obywatelu w tych 194 krajach poddanie się tej jesieni szczepieniu, nakrzucić kwarantanny i wprowadzić ograniczenia w podróżowaniu.

Istnieje wiarygodny, oczywisty i jednoznaczny dowód na to, że WHO dostarczyła żywego wirusa ptasiej grypy do oddziału Baxtera w Austrii, który w lutym został wykorzystany przez firmę Baxter do skażenia 72 kilogramów szczepionek.

Następnie Baxter wysłał ten materiał do 16 laboratoriów rozmieszczonych w czterech krajach, fałszywie określając ten zanieczyszczony produkt szczepionką, a tym samym niemalże wywołując globalną pandemię.

Ponieważ Baxter, pracując z niebezpiecznym wirusem, takim jak wirus ptasiej grypy, musi przestrzegać rygorystycznych zasad 3. poziomu bezpieczeństwa biologicznego, wyprodukowanie i rozprowadzenie tak pandemicznego materiału nie mogło być przypadkowe, ale musiało zostać dokonane przez Baxtera z zamiarem popełnienia przestępstwa.

W efekcie złożonego przeze mnie w kwietniu zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa, austriacka policja prowadzi teraz w tej sprawie dochodzenie.

Widać coraz wyraźniej, że WHO i Baxter są jedynie elementami znacznie większej organizacji przestępczej, która w zsynchronizowany i skoordynowany sposób konsekwentnie wypełnia „elitarny” program globalnej redukcji populacji, dążąc jednocześnie do ustanowienia globalnego rządu, którego jednym z ramion zbrojnych będzie WHO.

Facet, który napisał to, jest teraz Głównym Doradcą Naukowym w zespole Obamy. Czy to możliwe, żeby stworzona bioinżynieryjnie „świńska grypa” była nową metodą „odstrzeliwania ludzkiego stada”? Cathrine Austin Fitts wyjaśnia, że dla psychopatów u władzy to jedynie kwestia ekonomiczna.

Przygnębiona tym wszystkim co się działo, oszacowałam wynik końcowy. Moje proste obliczenia pozwoliły mi się domyślić, że mieliśmy osiągnąć zrównoważony wzrost gospodarczy na Ziemi, poprzez zredukowanie ludzkiej populacji z 6 miliardów obecnie do około 500 milionów ludzi. Byłam specjalistką od strategicznego zarządzania projektami i przywykłam do analizowania wyników obliczeń w możliwie szerokim kontekście. Współpracujący ze mną ludzie nie byli w stanie pojąć, jak te wszystkie różne wątki, które ja potrafiłam łączyć, mogły prowadzić do takiej konkluzji. Moim zdaniem, musimy dokonać radykalnej zmiany w zarządzaniu zasobami, albo zdecydować się na depopulację. To wynik matematycznych obliczeń.

Działania, które mają wspomóc osiągnięcie tego celu, polegają na osłabianiu systemu odpornościowego i jednoczesnym zwiększaniu poziomu toksyczności, w połączeniu z obniżaniem jakości żywności i wody oraz generowaniem silnego stresu. Zaraza może tak bardzo przerazić ludzi, że ułatwi to utrzymanie nad nimi kontroli, zaakceptują bowiem bez słowa sprzeciwu wyzbycie się wszelkich obecnych przywilejów (wraz z wynikającymi z tego implikacjami dla przewidywanej długości życia). A zaraza w połączeniu z odpowiednim planowaniem może okazać się wysoce efektywna. Bez względu na to, jak wygląda prawda o świńskiej grypie czy parciu na produkcję szczepionek bez przeprowadzenia należytych testów i recenzji, zdecydowanie jest to sposób na utrzymanie kontroli nad sytuacją, która coraz szybciej wymyka się spod kontroli.

Jest to sposób na skompensowanie inflacji kapitału przy jednoczesnym spadku wartości pracy i dochodów z niej. To mnóstwo czasu i pieniędzy zaiwestowanych w coś, co i tak nie przyczyni się do stworzenia prawdziwej gospodarki, a co podtrzymuje tylko ten powolny proces. Oto jeszcze jedno oblicze „establishmentu w walce przeciwko reszcie społeczeństwa”.

Czy nie wydaje się wam, że to zakrawa na paranoję? Powinno, ponieważ obraz wyłaniający się z tych danych jest dość przerażający. Zastanówcie się, co już wiemy o Specjalnych Broniach Etnicznych. Następnie przemyślcie treść tego nieutajnionego dokumentu CIA ze spotkania ekspertów od „nauk biologicznych” w 2003 roku:

Według ustaleń naukowców, inne klasy niekonwencjonalnych czynników chorobotwórczych, które mogą pojawić się w ciągu najbliższej dekady i później, obejmują dwuskładnikowe czynniki BB [Broni Biologicznej], efektywne tylko wtedy, kiedy te dwa komponenty zostaną ze sobą połączone (szczególnie podstępnym przykładem byłby łagodny patogen, który w połączeniu z antidotum stanie się zabójczy); czynniki BB, „zaprojektowane” z uwzględnieniem ich odporności na antybiotyki bądź zdolności do omijania systemu immunologicznego organizmu; uzbrojone wektory bakteryjne, które powodują nieodwracalne zmiany w materiale genetycznym ofiary; albo „utajony” wirus, który – zanim się uaktywni – mógłby przez dłuższy czas pozostawać w organizmie w stanie uśpienia. Jeden z dyskutantów poruszył kwestię możliwości ataku utajonego wirusa, który byłby w stanie spowodować kalectwo u sporej grupy ludzi w wieku około czterdziestu lat, wywołując u nich ostry artretyzm, a zarazem nie dając się rozpoznać jako patogen i zostawiając kraj w poważnych kłopotach zdrowotnych i gospodarczych.

Jeżeli istnieje kosmiczne powiązanie z Czarną Śmiercią [pl], to nagłe pojawienie się pod koniec miesiąca dżumy płucnej w Chinach jest najprawdziwszym znakiem czasów, a także przypomnieniem, że histeria otaczająca „Świńską Grypę” może mieć na celu odciągnięcie uwagi od czegoś, co jest znacznie bardziej prawdopodobne, że wektorem ataku nie będzie żadne indywidualne źródło.

Tysiące ludzi w Północno-Zachodnich Chinach zostało objętych kwarantanną po śmierci człowieka, u którego wykryto dżumę płucną.

Dżuma płucna to złośliwa postać tej choroby, atakująca płuca. Potrafi przenosić z się z człowieka na człowieka, albo ze zwierząt na ludzi.

Według Światowej Organizacji Zdrowia, dżuma płucna rozprzestrzenia się drogą powietrzną i może przechodzić z jednej osoby na drugą poprzez kaszel. Wywołuje ją ta sama bakteria, która występuje w zarazie morowej – Czarnej Śmierci, która podczas wieków średnich zabiła w Europie około 25 milionów ludzi. Jest ona znacznie bardziej zabójcza, ponieważ nieleczona osiąga 100 procentowy wskaźnik śmiertelności, w porównaniu z 60 procentowym wskaźnikiem dla zarazy morowej.

Podczas gdy zarazę morową – którą zazwyczaj przenoszą pchły – można leczyć antybiotykami, o ile została zdiagnozowana dostatecznie wcześnie, to dżuma płucna należy do jednych z najbardziej morderczych chorób zakaźnych. Jeśli wierzyć informacjom WHO, ludzie mogą zacząć umierać w ciągu 24 godzin od momentu zainfekowania. Zgodnie z doniesieniami prasowymi Agencji Zdrowia z prowincji Qinghai, do rejonu tego wysłano zespół ekspertów i w chwili obecnej epidemia jest pod kontrolą.

Lekcja numer 1: Zawsze spodziewaj się ataku

Lekcja numer 2: Poznaj, jak niektóre z nich przebiegają

Lekcja numer 3: Wiedz, jak im przeciwdziałać

Istnieje wiele metod uszkadzania ludzkiego DNA, poczynając od EMF (oddziaływania pól elektromagnetycznych), poprzez szczepienia, do genetycznego modyfikowania żywności. Wirusy są tworem sztucznej nanotechnologii i zostały stworzone specjalnie do tego celu:

Ponieważ równowaga istnieje we wszystkim, jest też wiele bezpiecznych, naturalnych środków w przystępnej cenie – zarówno profilaktycznych jak i leczniczych – które umożliwiają neutralizowanie skutków działania tak wirusa, jak i szczepionki. Homeopatia była już wcześniej skuteczna, więc prawdopodobnie będzie skuteczna również i teraz. Naprawdę niezłe recenzje miała Kuracja Cudownymi Minerałami (Miracle Mineral Solution), którą uznano świetną broń w walce z patogenami. Przede wszystkim jednak, najzdrowszym sposobem na uwolnienie naszego ciała od przewlekłych problemów zdrowotnych, które osłabiają nasz system odpornościowy i zostawiają go na łasce nadciągającej burzy chorób, wydaje się być długoterminowa detoksykacja organizmu, polegająca na zmianie diety, specyficznej suplementacji i regularnym korzystaniu z sauny na podczerwnień.

Bez względu na to, jaką przyjmie formę – kontaktu człowieka z człowiekiem, patogenu przenoszonego drogą powietrzną czy igłą w ramieniu – wojna przeciwko układowi odpornościowemu zmusza nas do szukania wszelkich możliwych informacji na temat profilaktycznych środków, które przeciwdziałają realnie czyhającym zagrożeniom, a następnie stosowania ich i jednoczesnego dzielenia się metodami z innymi ludźmi.

Wiedza Ochrania, Ignorancja Sprowadza Zagrożenia

© Steve Alexander - Krąg zbożowy zfotografowany w Grey Wethers w pobliżu Temple Farm, Wiltshire, Anglia. 14 czerwca 2009

© Steve Alexander - Krąg zbożowy zfotografowany w Grey Wethers w pobliżu Temple Farm, Wiltshire, Anglia. 14 czerwca 2009

6 komentarzy »

  1. […] Źródło: PRACowniA […]

    Pingback - autor: Nie szczep się « Czwarty Umysł — 5 Wrzesień 2009 @ 15:39

  2. Pani minister zdrowia Ewa Kopacz oznajmiła dzisiaj, że „co najmniej 4 miliony szczepionek przeciw grypie A/H1N1 trafi do Polski” (od kogo tego już nie dopowiedziała, a szkoda).

    Po czym „dodała, że szczepiony ma być personel medyczny oraz dzieci z chorobami przewlekłymi. Planowane jest podawanie szczepionki dwukrotnie. – Nie znamy jeszcze do końca ani skuteczności szczepionki, ani jej działań ubocznych”.

    Nie znamy jeszcze do końca…? Jakże dogodna i niewinna gra słów! Czy to oznacza, że są prowadzone jakiekolwiek badania w tym kierunku? Może przez Nazdzór Farmaceutyczny? Ani słowa na ten temat. Czy w obliczu rzekomej pandemii i sprowadzania szczepionek nasz rząd nie powinien uruchomić tych wszystkich instytucji typu Departament Nadzoru, Departament Inspekcji do Spraw Wytwarzania, Departament Prawny, hah! mamy nawet „Zespół ds. Sfałszowanych Produktów Leczniczych”. Czym oni się teraz zajmują? A co z Urzędem Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Leczniczych i Produktów Biobójczych? zaraz zerknę na ich stronę…

    o świńskiej grypie ni huhu, za to otworzyłem pierwszy lepszy link – odnośnie konferencji na temat „interakcji leków ziołowych”

    http://www.urpl.gov.pl/lek_bezpieczny/2009_09/Program.pdf

    i co czytamy na wstępie:

    „należy się spodziewać, że leki ziołowe będą dawały w skali całej populacji więcej działań niepożądanych, jak też będą powodowały więcej interakcji”.

    Czyli wszystko zgodnie z planem. Przewlekle chore dzieci czekają na swoją pierwszą dawkę trucizny, pani minister zdrowia „nie zna jeszcze do końca” a instytucja powołana do kontrolowania wprowadzanych na nasz rynek leków organizuje propagandę na temat „narastającego problemu interakcji suplementów diety”.

    Komentarz - autor: Kruk — 7 Wrzesień 2009 @ 22:58

  3. „Pani minister zdrowia Ewa Kopacz oznajmiła dzisiaj, że “co najmniej 4 miliony szczepionek przeciw grypie A/H1N1 trafi do Polski

    A źródło? 😉

    No ale mamy oficjalne dementi tutaj:

    Komunikat w sprawie listu intencyjnego dotyczącego zakupu szczepionek
    przeciw wirusowi grypy typu A/H1N1

    W związku z doniesieniami medialnymi na temat zakupu szczepionek przeciw wirusowi grypy typu A/H1N1 (tzw. „wirusowi świńskiej grypy”) wyjaśniam, że informacja jakoby „ministerstwo zamówiło 4 miliony dawek szczepionki” (opublikowana dzisiaj na stronach internetowych „Dziennika”) nie jest prawdziwa.

    Ministerstwo Zdrowia nie zamówiło szczepionek, podpisany został jedynie list intencyjny w tej sprawie do koncernów farmaceutycznych z listy Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Podpisanie listu intencyjnego zapewniło państwu polskiemu możliwość zakupu szczepionek, w razie gdyby została podjęta taka decyzja. Szczepionka znajduje się obecnie w fazie testów. Tak jak wszystkie produkty lecznicze może mieć działania uboczne, które w tym momencie są jeszcze trudne do przewidzenia. Nie zmienia to faktu, że są nią zainteresowane wszystkie kraje europejskie.

    Dzięki podpisaniu listu intencyjnego, w przypadku dopuszczenia szczepionki do obrotu na terenie Unii Europejskiej państwo polskie będzie mogło ją zakupić w razie wystąpienia takiej konieczności.

    Czyli na razie Ministerstwo zapisało się tylko na listę najemników od zabijania.

    Komentarz - autor: iza — 8 Wrzesień 2009 @ 00:27

  4. @Iza

    >A źródło? 😉

    no racja, mój błąd, już się poprawiam:

    http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article441178/Kopacz_kupila_szczepionki_jak_kota_w_worku.html

    Po wpisaniu w googlach „świńska grypa”, adres tegoż dziennika pojawia się na pierwszym miejscu (daleko szukać np. blogu grypa666… doszedłem do dziesiątej strony i nic). Postanowiłem więc troszkę poczytać na dzienniku, może i tam czegoś ciekawego się dowiem.

    Mój wzrok przykuł ten artykuł http://www.dziennik.pl/wydarzenia/spoleczenstwo/article435657/Swinska_grypa_zagrozi_uczniom_.html

    „W co czwartej szkole brakuje ciepłej wody w łazienkach, nie ma mydła, papieru toaletowego, ręczników papierowych ani suszarek do rąk. Eksperci ostrzegają, że tak złe warunki to doskonała pożywka dla świńskiej grypy”.

    Co? A może zamiast płacić z naszych kieszeni za „misje” w Afganistanie czy Iraku, nasz rząd przeznaczy te miliardy złotych (http://www.pkwirak.wp.mil.pl/pl/28.html, http://www.wp.mil.pl/pl/artykul/3174) na zakup niezbędnych środków czystości dla naszych dzieci?

    Ale co ja jeden mogę? nie to co nasz Prezydent

    „Podstawy prawne funkcjonowania V zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie:
    Postanowienie Prezydenta RP z dnia 10 kwietnia 2009r. zmieniające postanowienie o przedłużeniu okresu użycia Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Islamskiej Republice Afganistanu ”

    albo Pan Minister MON:

    „Decyzja Ministra Obrony Narodowej nr 148 z 2 kwietnia 2008r. w sprawie przygotowania, przemieszczenia i funkcjonowania kolejnych zmian Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Islamskiej Republice Afganistanu. ”

    albo szef Sztabu Generalnego:

    „Rozkaz szefa Sztabu Generalnego Z84/OPER /DOSZ z 11 lutego 2009 r. w sprawie przemieszczenia i funkcjonowania V zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Islamskiej Republice Afganistanu w składzie Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa”.

    NIE w moim imieniu Panie Prezydencie, Panie Ministrze MON i szefie Sztabu Generalnego. I skończcie panowie z tym eufemizmem „bezpieczeństwa dla rozwoju”, będącym zasłoną dymną mordowania niewinnych ludzi i okupacji tych krajów dla ropy.

    Komentarz - autor: Kruk — 8 Wrzesień 2009 @ 10:46

  5. Załóżmy, że połowa z tego o czym tu( i w poprzednich odcinkach) piszecie jest prawda. Pytanie, czy samo pisanie artykułow zmiani sytuacje na swiecie? Chyba, ze robicie to po to, zeby -kiedy juz zrobi sie naprawde zle- powiedziec: „A nie mówiłem”.

    Komentarz - autor: nazwa — 15 Wrzesień 2009 @ 23:35

  6. @nazwa
    Jaka część tego co piszemy, jest prawdą, trudno powiedzieć, ale mogę powiedzieć z całą pewnością, że piszemy zgodnie z naszym aktualnym stanem wiedzy, nie szczędząc wysiłku na tej wiedzy nieustanne pogłębianie. Pojawią się nowe dane, zmieni się wiedza. Co w tej chwili wydaje się być prawdą, po jakimś czasie może okazać się nieprawdą, albo niepełną prawdą.

    Czy pisanie zmieni sytuację na świecie? Widzisz, jednym z głównych problemów na świecie, a w zasadzie ich podstawą jest powszechna niewiedza i szerzona dezinformacja. Ten stan rzeczy staramy się zmienić. Co ludzie z tym zrobią, zależy już od nich. My swoją działkę staramy się uprawiać jak najsolidniej.

    Pytanie, co Ty robisz, żeby coś zmienić na świecie, poza podważaniem sensowności tego, co robią inni. Może to Tobie chodzi po głowie powiedzenie „A nie mówiłem, że to co robicie nic nie zmieni?” Tylko że kiedy się zrobi naprawdę źle (jakby już nie było dość źle), nie będzie komu ani do kogo adresować tych słów.

    No i z każdym takim głosem Zło tylko radośniej zaciera ręce przewidując swój szybki triumf.

    Komentarz - autor: iza — 17 Wrzesień 2009 @ 07:26


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: