PRACowniA

17 kwietnia 2009

Łączenie punktów: Hejże dalej! dołączcie do Nowego Porządku Świata! Wesprzyjcie plan Izraela! I nie zważajcie na światła na niebie!

SOTT editors
SOTT.net
31 marca 2009 20:48 UTC

[wersja oryginalna]

© Art Institute of Chicago / “Mars karzący Kupidyna”, obraz Bartolomeo Manfrediego

Minął już rok, od kiedy zaczęliśmy cykl Łączenie punktów [Connecting the Dots]. Staraliśmy się podtrzymywać światło naszej małej latarni, zewsząd otoczonej mrokiem. Ukazując nieprzerwanie dziejące się wydarzenia, toczymy codzienną walkę z subiektywizmem.

Rzymianie nazwali miniony miesiąc Martius na cześć boga wojny, Marsa. Zanim przyjęto kalendarz gregoriański, marzec uważano za pierwszy miesiąc roku. Wojna, chciwość, epidemie i zniszczenie zakończyły rzymski sen o potędze. Los dzisiejszego imperium wydaje się być podobnie przesądzony. Stanowiąc niejako symbol heroicznego sprzeciwu wobec dążeń nowego imperium, Iran niezmiennie obchodzi święto Nowruz („nowy dzień”) 21 marca, w dzień równonocy wiosennej.

Jak rozpętać „wojnę ze społeczeństwem” w Ameryce

Zeszłomiesięczne ostrzeżenia (a może groźby? szefa amerykańskiego wywiadu, Dennisa Blaira, oraz szefa brytyjskiej metropolitalnej policji odpowiedzialnego za porządek publiczny, Davida Hartshorna, oznaczały znaczącą ekspansję retoryki władz [ang], a tym samym wskazały, czego możemy oczekiwać od elity. Przypomnijmy, że ich obawy dotyczyły możliwości odnowienia „brutalnego ekstremizmu” z lat 20. i 30. XX w. związanego z kryzysem gospodarczym, a także zbliżającego się „letniego gniewu„.

Nawet w tym świetle szokujący jest niedawno opublikowany raport policji stanu Missouri, identyfikujący z terroryzmem taką działalność jak: jazda z naklejonymi agitkami promującymi niezrzeszonych polityków, rozmowy o konspiracjach oraz czytanie „wywrotowej” literatury. Raport wspomina również o rozmowach na temat unii północnoamerykańskiej, filmach jak America: Freedom to Fascism czy Zeitgeist jako możliwych oznakach działalności „paramilitarnej”. Dokument ten (który można ściągnąć stąd) zawiera wiele alarmujących fragmentów, takich jak ten poniżej:

[…] Takie grupy komunikują się przez fora, grupy yahoo, blogi oraz portale społecznościowe. Strony internetowe jak i programy online typu „talk show” tworzone są celem forsowania retoryki, stanowiącej zazwyczaj wypaczoną wersję wydarzeń. […] Milicja rekrutuje swoich członków i zwolenników następującymi metodami: przez pokazy broni, fora i strony internetowe, portale społecznościowe, a także poprzez prywatne sieci społeczne. Ponadto, rekrutacja może odbywać się podczas pokazów i spotkań organizowanych przez takie organizacje, które podzielają ideologię ruchów paramilitarnych.

Oskarżenie o „promowanie wypaczonej wersji wydarzeń [przez strony internetowe]” wygląda na zakaz głoszenia jakiegokolwiek punktu widzenia odmiennego od oficjalnej wersji wydarzeń. Zatem terrorystą jest każdy, kto próbuje dostrzec i publicznie wyjawić to, co naprawdę dzieje się na tej planecie.

Powyższy raport jest niezwykły również z tego powodu, że wszystkie, tak różne od siebie, grupy wrzuca do jednego worka, dodatkowo zwiększając ogólne zamieszanie. Skutkiem tego każdy staje się potencjalnym celem, ponieważ według autorów dokumentu przeciwnicy aborcji, obrońcy konstytucji i ludzie poruszający temat „Nowego Porządku Świata”, „obozów koncentracyjnych” FEMA czy syjonizmu, stoją na równi ze zwolennikami supremacji białych, neonazistami czy antysemitami. Na ironię zakrawa fakt, że według tego raportu wspomniane grupy paramilitarne czerpią natchnienie z teorii konspiracyjnych na temat faszystowskiego rządu, podczas gdy sam otwarcie pokazuje swoje faszystowskie oblicze, promując jednocześnie niesłychanie konspiracyjną teorię.

Raport wydało Missouri Information Analysis Center (MIAC), jedno z 58 „zespolonych centrów” istniejących w całym kraju, a założone przez Departament Bezpieczeństwa Krajowego (Department of Homeland Security) celem gromadzenia informacji ze swojego terenu. Sekretarz Departamentu Janet Napolitano nazwała owe jednostki „wzorem przekazu informacji o zasięgu lokalnym, stanowym, jak i krajowym” pożądanym w przyszłości. To taka wersja internetowych grup dyskusyjnych dla Elity.

Co ciekawe, na koniec marca ruch Restore the Republic („Przywróćmy republikę”) planował konferencję Kampania ku Wolności w St. Louis (Missuri). Cóż za zbieg okoliczności, biorąc pod uwagę fakt, że jego hasła pokrywają się z obrazem „terrorysty” ukazanym w raporcie MIAC. Jednak członkowie tego ruchu bynajmniej nie wyglądają na „bojówkarzy czy terrorystów”, ale nazywają siebie „pokojowymi ludźmi miłującymi wolność”. Fakt, że raport ujawniono właśnie w tym czasie, nieomal wskazuje, że komuś zależało na wznieceniu konfliktu między policją – opierającą się na „wskazówkach” zawartych w raporcie – a uczestnikami konferencji.

Mimo że kilka tygodni później Biuro ds. Bezpieczeństwa Publicznego dokument wycofało i złożyło przeprosiny – do czego zmusili je byli kandydaci na prezydenta Ron Paul, Chuck Baldwin oraz Bob Barr, wymienieni w raporcie jako ikony ruchów paramilitarnych – nadal czekamy na podobny akt Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego. Ten ostatni jest de facto odpowiedzialny za wspomniany raport, stąd nie mamy pewności, czy podobne działania nie są potajemnie inicjowane w innych stanach lub też nie mają zasięgu ogólnokrajowego. Co więcej, pomimo jego wycofania, raport zrobił swoje, pomagając w stopniowym upowszechnianiu się sytuacji, gdzie każdy jest podejrzany.

Raport MIAC jest interesujący również dlatego, że wybitnie współgra z pewną rozmową, do której doszło niedawno na Fox News. Zapewne pamiętacie zeszłomiesięczną dyskusję w programie Glenna Becka na temat ewentualności „wojny domowej” wszczętej przez grupy amerykańskich „Bubba” (tj. typowych Południowców) przeciwko „socjalistom” Obamy. Jak się okazuje, Glenn Beck znalazł się na czarnej liście MIAC w związku z wypowiedzią, w której stwierdził, że obozy FEMA są prawdziwe – następnego dnia zdołał jednak naprawić swój błąd.

Zbiegiem przypadków tygodnik „American Free Press” rozgłasza pewną pogłoskę, która wydaje się być żywcem wzięta ze scenariusza filmu „Kandydat” (The Manchurian Candidate). Niejaki Tom Fife zapewnia, że podczas pobytu w Moskwie 18 lat temu usłyszał, że to komuniści przygotowywali Obamę do objęcia urzędu prezydenta USA. Mimo że scenariusz takiego kilkuletniego szkolenia jest możliwy, Obama jak dotąd nie wykazuje żadnych oznak socjalizmu ani komunizmu. W związku z powyższym, stanowi to ewidentny rodzaj dezinformacji mającej na celu wzbudzenie nastroju wrogości wśród prawicowych grup społecznych oraz części rządu amerykańskiego – albo też stworzenie przynajmniej pozorów ewentualnego konfliktu.

Również inne znaki wskazują na trwające przygotowania do „wojny ze społeczeństwem”. Michel Chossudovsky podaje, że w styczniu Kongresowi przedłożono ustawę National Emergency Centers Establishment Act (uchwała nr 645), na podstawie której – w miejsce istniejących baz wojskowych – utworzonych ma zostać sześć krajowych centrów antykryzysowych, rozmieszczonych w głównych regionach Stanów Zjednoczonych. Ustawa głosi, że powstałe obozy będą w stanie „sprostać także innym wymaganiom określonym przez Sekretarza [Departamentu] Bezpieczeństwa Krajowego”. A przypomnijmy, że ów Departament jest tym samym, który wydał raport MIAC.

Niedawno także, podczas strzelaniny w Alabamie, doszło do ledwie zauważonego przekroczenia pewnej istotnej granicy . Otóż armia amerykańska wszczęła dochodzenie mające wyjaśnić, dlaczego  żołnierze w służbie czynnej z Fort Rucker w Alabamie zostali wysłani na ulice miasta Samson w czasie trwającej tam masakry. Użycie żołnierzy było naruszeniem prawa stanowego, jako że wojsku nie wolno angażować się w działania służb porządkowych. Czy  jest to kolejny sposób na ostateczne rozprawienie się ze społeczeństwem – omyłkowo wysyłając wojsko to tu, to tam, aż widok żołnierzy na ulicy stanie się czymś normalnym? Tylko KTO jest prawdziwym wrogiem na amerykańskiej ziemi?

Tendencja, o której stale mówimy, trwa już jakiś czas – przynajmniej od zamachów z 11 września. Jak staraliśmy się wyjaśnić w  poprzednim odcinku [ang], „wojna z terroryzmem” skierowana przeciwko Arabom i muzułmanom obecnie przybiera kurs „wojny z ludźmi”, gdzie praktycznie każdy jest podejrzany. Być może z tego względu, oraz dzięki przeświadczeniu, że Obama wymaże grzechy poprzedników, pojawia się coraz więcej rewelacji dotyczących prawdziwego oblicza „wojny z terroryzmem” prowadzonej przez neokonów, takich jak tajne rozporządzenia oraz tajny raport Czerwonego Krzyża stwierdzający, że metody traktowania więźniów dozwolone przez administrację Busha to „legalne tortury”. Dodajmy do tego dziennikarza śledczego Seymoura Hersha i jego relację o podlegającej pod Dicka Cheneya „grupie osobistych egzekutorów”, znanej również jako Joint Special Operations Command (Wspólne Dowództwo Operacji Specjalnych).

Tak się sprawy mają w Imperium. A co z resztą świata? Schemat ataku na społeczeństwo oraz wzniecania konfliktów można znaleźć wszędzie wokół – najbardziej widoczne (choć nie jedyne) przykłady to Irlandia Północna, Wielka Brytania i Pakistan.

Jak rozpętać „wojnę ze społeczeństwem” na świecie

W Irlandii Północnej zginęło dwóch brytyjskich żołnierzy oraz policjant, a oficjalna wersja obwinia za to zamachowców  z IRA. Dwa dni przed atakami, szef północnoirlandzkiej policji Hugh Orde ostrzegał, że „zagrożenie ze strony dysydenckich republikanów w Ulsterze jest najpoważniejsze od siedmiu lat”. Na dzień przed pierwszym zamachem na koszary bazy wojskowej Massereene Orde ogłosił, że do regionu została sprowadzona jednostka specjalna SRR (Special Reconnaissance Regiment, jego siostrzaną grupą jest SAS), której celem będą  operacje przeciwko dysydentom. Martin McGuinness, członek nacjonalistycznej Sinn Feinn, której rany nie zdążyły się jeszcze zagoić po dekadach brutalności, jakiej doświadczyli zarówno lojaliści jak i nacjonaliści w wyniku brudnej wojny rządu brytyjskiego, dostrzegł co się święci i skrytykował decyzję jako „głupią i nieodpowiedzialną”.

Następnego dnia zaatakowano koszary.

© Special Reconnaissance Regiment / Strzeżcie się pretorianów: naszywka SRR; czy jest to „grupa osobistych egzekutorów” pod berłem Downing Street?

© Special Reconnaissance Regiment / Strzeżcie się pretorianów: naszywka SRR; czy jest to „grupa osobistych egzekutorów” pod berłem Downing Street?

Lecz nawet McGuinness nie spodziewał się tak szybkiej reakcji „dysydentów”. Moment zajścia był iście… jak to się mówi… zaaranżowany? Sądząc po zuchwałości ataku, zabójstwa żołnierzy niezaprzeczalnie dokonali ludzie, którzy niejedną duszę mają na sumieniu. Dwaj mężczyźni zasypali gradem kul wejście do koszar, po czym spokojnie podeszli do rannych żołnierzy i zabili ich strzałem z bliska. I to wszystko miało być robotą paru samozwańczych prawicowców!

Wraz z przejęciem steru przez MI5, trzymające w rękach wywiad i niemal całe prawo, jedyne co „dysydenci” mogą uczynić bez wiedzy agencji to wygłaszać czcze pogróżki.

Dopiero po tym, gdy winą za zamach media obarczyły „dysydenckich republikanów”, anonimowa osoba w rozmowie telefonicznej z irlandzkim dziennikarzem potwierdziła, że odpowiedzialność bierze na siebie grupa Real IRA („Prawdziwa IRA”). W wyniku tego, pseudo-terroryści z „irlandzkiej Al Kaidy” (robiący za prowokatorów, informatorów oraz nieświadomych naiwniaków, których jedynym powiązaniem są akta z ich nazwiskami leżące na biurku wywiadu Jej Królewskiej Mości) zostali natychmiast oskarżeni. Miejcie na uwadze, że miano „dysydenta” stanowi używany przez siły bezpieczeństwa eufemizm, którym określa się głośnych krytyków prawdziwego oblicza „procesu pokojowego” prowadzonego przez rząd brytyjski. Warto także nadmienić, że po 11 latach badania stopnia udziału grupy Real IRA w krwawym zamachu w irlandzkim Omagh – gdzie doszło do wybuchu samochodu-pułapki, a zamach ochrzczono hasłem: „bomba, która położy kres wszystkim innym” – jedyne, co ustalono, to że MI5 doskonale wiedziało o przygotowywanym zamachu, a tym samym conajmniej udzieliło akcji cichego przyzwolenia.

Tło otaczające atak na koszary z 7 marca przywołuje na myśl zabójstwo Jeana Charles de Menezesa, do którego doszło w biały dzień 2005 roku na londyńskiej stacji metra Stockwell. A jest ku temu powód. Mianowicie, wspomniana już jednostka SRR okazała się być odpowiedzialna za przeniesienie taktyki „shoot to kill” (dosł. „strzelaj by zabić”) na większy obszar Wielkiej Brytanii, bo jak dotąd tylko Irlandia Północna zdążyła jej doświadczyć. De Menezes pracował jako elektryk dla londyńskiego metra i od zamachów z 7 lipca znalazł się pod baczną obserwacją służb. Widocznie wiedział za dużo o „nagłym wzroście mocy”, o którym informaję podano tego samego poranka, kiedy doszło do dwóch jednoczesnych wybuchów w metrze. Dlatego też ludzie z SRR otrzymali rozkaz jego ujęcia, po czym na oczach podróżnych dokonali na nim egzekucji.

Taktyka „Shoot to kill” jest od dawna znana w Irlandii Północnej jako rodzaj wymierzania „sprawiedliwości” z ręki brytyjskiego imperializmu wobec „podejrzanych z IRA”. Dzięki pretekstowi o „realnej groźbie zamachu” na porządek dzienny wracają represje, których źródło sięga wstecz do konfliktu między brytyjskim imperializmem a katolicką społecznością Irlandii Północnej – kiedy to, przykładowo, dochodziło do zatrzymań bez orzeczenia sądu, a proces odbywał się bez ławy przysięgłych. W operacji, która zakończyła się śmiercią de Menzenesa, policję metropolitalną wspierał jeden z oddziałów „niewidzialnej armii”, który według dziennika The Guardian (z 4 sierpnia 2005 roku), został utworzony w kwietniu 2005 roku celem „wspierania walki z międzynarodowym terroryzmem”. Artykuł dziennika podaje, że Special Reconnaissance Regiment (SRR) „wchłonął 14. Kompanię Wywiadowczą, jednostkę cywilną stworzoną do zbierania informacji o podejrzanych o terroryzm na terenie Irlandii Północnej”. Dowódcą jednostki został brygadier Gordon Kerr, którego akta z nazwiskiem znalazły się w rękach Dyrektora Urzędu Oskarżyciela Publicznego w związku ze śledztwem dotyczącym tajnego układu między brytyjskimi siłami bezpieczeństwa a lojalistami w sprawie zabójstw katolików, których przykładem była śmierć prawnika Pata Finucane’a w Belfaście w 1989 roku.

Innym znanym prawnikiem zamordowanym przez pseudo-terrorystów z sił bezpieczeństwa była Rosemary Nelson. Zginęła w 1999 roku po tym jak udało jej się obronić przed sądem niewinne ofiary wojskowej okupacji. Jednym z jej klientów był mężczyzna, który teraz jest oskarżony o atak na koszary Massereene. Brytyjskie władze niestrudzenie próbowały dobrać się do „dysydenta” Colina Duffy’ego; dwa razy nie udało się go wrobić. Czyżby trzecie podejście okazało się udane?

Brytyjskie zagrania w Irlandii szyte są bardzo grubymi i czarnymi nićmi. Rząd – zagrożony przez miejscowy ruch na rzecz praw człowieka, zrodzony wskutek zinstytucjonalizowanej marginalizacji społeczności katolickich Irlandczyków – rozpoczął operacje typu COINTELPRO we wczesnych latach 70., głównie dzięki psychopatycznemu geniuszowi Franka Kitsona, którego patologiczne metody przełamywania oporu okupowanej ludności były doskonalone podczas powstania Mau Mau w Kenii. Jego Siły Szybkiego Reagowania (MRF), których schedę bezpośrednio przejął SRR, w owym czasie aktywnie działały także w Adenie, gdzie „w 1967 roku przebrani za Arabów podstępnie zabijali arabskich bojowników”.

© Unknown / Pamiętacie nas? Mężczyźni na zdjęciu mogli pochodzić właśnie z SRR, a nie z SAS. Ale nieważna tu nazwa jednostki. Ci ludzie są jednymi z prawdziwych sprawców przemocy w sztucznie generowanych konfliktach, działających w imieniu swoich panów.

© Unknown / Pamiętacie nas? Mężczyźni na zdjęciu mogli pochodzić właśnie z SRR, a nie z SAS. Ale nieważna tu nazwa jednostki. Ci ludzie są jednymi z prawdziwych sprawców przemocy w sztucznie generowanych konfliktach, działających w imieniu swoich panów.

Zgadnijcie, gdzie podziewał się SRR w ciągu tych daremnych lat „procesu pokojowego” w Irlandii Północnej? Zajęci byli wcielaniem w życie lekcji wyniesionych z Eksperymentalnej Szkoły Tajnych Operacji w Ulsterze na ulicach Iraku, gdzie  przyłapano dwóch członków tajnej jednostki na tym, jak w arabskim przebraniu i uzbrojeni po zęby chcieli dokonać ataku sabotażowego, zrzucając następnie winę na irackich „partyzantów”.

Kto lub co zyska na destabilizacji nietrwałego pokoju w Irlandii Północnej? Z pewnością nie ludzie na ulicy, bowiem strach ponownie już tam zagościł. Jak to wyjaśnia Simon Davies, czas ataku dostarczył rządowi brytyjskiemu argumentu na usprawiedliwienie środków represji, jakie zgotuje on ludziom, którzy w przyszłości powstaną przeciw obecnemu plądrowaniu gospodarki:

Jest dla nas oczywiste, że rząd brytyjski stał za przynajmniej jednym, jeśli nie obydwoma zamachami w Irlandii Północnej. Patrząc na kampanię propagandową wieszczącą niestrudzenie o tym, jak pełne przemocy będzie zbliżające się lato, nowa groźba terroryzmu z Irlandii Północnej okazuje się przydatnym narzędziem dla tych, którzy posuną się do wszystkiego, ażeby tylko nie dopuścić do zgodnego i pokojowego protestu nawołującego do zmiany drapieżnego systemu, w którym tkwimy, oraz do powstrzymania zuchwałej kradzieży odbywającej się pod płaszczykiem ratowania banków.

Zmagając się z rosnącym sprzeciwem wobec lewiatana inwigilacji, który zmienił kraj w jedno wielkie więzienie, brytyjski rząd poczuł się zmuszony do wstrzyknięcia swoim obywatelom małej dawki terroru. Zastanawiamy się, czy powrót do „brzydkich zagrywek” na terenie sześciu hrabstw Irlandii Północnej nie ma związku z twardym stanowiskiem Irlandii w sprawie stworzenia nowego europejskiego Superpaństwa, a także ze słowami potępienia,  jakich dopuścił się rząd irlandzki wobec pewnej brudnej wojenki w Strefie Gazy. Czyżby był to rodzaj  szturchańca od tych na górze, żeby na drugi raz przyjąć Traktat Lizboński?

Podczas gdy całą tę atmosferę strachu i zamieszania tworzą przypadkowe ataki terrorystyczne o zasięgu lokalnym, na wielkiej szachownicy dochodzi do ważnych ruchów. Małe kraje, jak Czechy czy Irlandia, wiele ryzykują stając na drodze drapieżnej patokracji dążącej do konsolidacji władzy w Europie. Czeski rząd upadł w dzień po tym, jak premier Topolanek ostrzegał kraje członkowskie, że Unia zmierza „drogą do piekła” przyjmując amerykański model walki z kryzysem, natomiast sytuacja rządu Irlandii wisi na włosku.

Jedno jest pewne; oprócz tłumienia oporu mas, generowanie terroru okazuje się być najbardziej przydatne w rozwiązywaniu sytuacji patowych dzięki „stosowaniu przemożnego nacisku na międzynarodowych polityków” (Leon Pinsker, „ojciec-założyciel” syjonizmu w książce „Auto-Emancipation”).

Historia Johna Anthony Hilla wiąże ze sobą wiele wątków. Otóż ten angielski ekspatriant żyjący w Irlandii, otrzymał w lutym europejski nakaz aresztowania. Obecnie czeka na decyzję sądu w sprawie jego ekstradycji do Wielkiej Brytanii, gdzie zostanie oskarżony o „próbę matactwa w toku postępowania sądowego” za przekazanie kopii filmu na DVD „7/7 Ripple Effect”  przewodniczącemu ławy przysięgłych podczas pokazowego procesu dotyczącego tła zamachów z lipca 2005 roku. Jedynie psychopata mógłby oskarżyć go o takie rzeczy, bowiem Hill wyraźnie starał się ze naprawić anormalny tryb działania istnego wymiaru nie-sprawiedliwości! Nie trudno pojąć, dlaczego chcą go uciszyć. Dokument jego autorstwa jasno pokazuje, że za zamachy w Londynie z 7 lipca 2005 roku odpowiedzialne były brytyjskie siły bezpieczeństwa wespół z MOSSADEM. Film Hilla ujawnia, że czterech muzułmańskich „zamachowców-samobójców” było jedynie kilkoma naiwniakami, którzy nie mieli bladego pojęcia o szerszej konspiracji. Strategia terroryzowania ludzi wymaga działania w ciemności, dlatego też bezinteresowni „strażnicy” jak John Hill, którzy rzucają światło na prawdziwych sprawców, są za wszelką cenę zwalczani.

© Sean Mack / Jeden lud pod rządami patokracji: uliczne malowidło w Derry przypomina brytyjskim władzom, że działalność Ruchu na rzecz Praw Człowieka pozostaje słuszną sprawą.

© Sean Mack / Jeden lud pod rządami patokracji: uliczne malowidło w Derry przypomina brytyjskim władzom, że działalność Ruchu na rzecz Praw Człowieka pozostaje słuszną sprawą.

Kiedy w Zjednoczonym Królestwie zapanował stan „poważnego” zagrożenia terrorystycznego oraz gdy SRR powrócił do domu, ludzie na Downing Street zajęci są nadaniem poważniejszego tonu odnawiającemu się w Irlandii terrorowi. Nie było zaskoczeniem, kiedy dwa tygodnie później premier Gordon Brown zaprezentował nową strategię rządu dotyczącą walki z terroryzmem, która ma „przenieść wojnę z terrorem na nowy poziom”. Znając krytyczne nastawienie ogółu społeczeństwa do farsy pt. „wojna z terroryzmem”, wprowadzenie nowej strategii prawdopodobnie nie byłoby możliwe bez zaistniałych w Irlandii Północnej wydarzeń. Aby wzmocnić efekt psychologiczny, brytyjskie MSW postanowiło nastraszyć obywateli ogłaszając, że ewentualność użycia „brudnej bomby” w przyszłych zamachach „jest bardziej realistyczna niż w przeszłości”. Innymi słowy, aby dowieść prawdziwości swojej przestrogi, zdolni są użyć trzymanej w zanadrzu „niespodzianki”!

Niektóre z przykładów „środków bezpieczeństwa” podjętych na Wyspach graniczą z absurdem. Dajmy na to Londyn, gdzie policja ogłosiła de facto godzinę policyjną dla młodzieży poniżej szesnastego roku życia; albo „rewelację” policji z West Yorkshire mówiącą, że 200 uczniów na terenie Wielkiej Brytanii, część z nich w wieku 13 lat, uznano za potencjalnych terrorystów! (od 2001 roku powtarzamy, że wojna z terroryzmem jest w istocie wojną przeciw ludziom, teraz widzicie to na własne oczy!)

Również w Pakistanie każdy jest potencjalnym terrorystą. Różnica polega na tym, że to cały kraj przechodzi proces destabilizacji, dzięki uprzejmości Zachodu oraz „ukrytych” sił. Od miesięcy jesteśmy świadkami zamachów, które tylko pogarszają sytuację tego kraju. Przypomnijcie sobie zamach na hotel Marriot w Islamabadzie czy zamachy w Bombaju [ang], o które oskarżono grupy pochodzące z Pakistanu. W tym miesiącu drużyna krykieta ze Sri Lanki padła ofiarą kolejnego podejrzanego zamachu, wokół którego aż roi się od niejasności. Ciężko uzbrojeni napastnicy ostrzelali autobus wiozący graczy, po czym ulotnili się nie niepokojeni przez policję, która przybyła po 45 minutach. Ilość zamachowców waha się od trzech lub czterech do czternastu w zależności od tego, które doniesienie przeczytaliśmy. Zanim skończył się miesiąc, miasto Lahore doświadczyło jeszcze większej przemocy, kiedy to doszło do ataku „mało znanej grupy talibów” na akademię policyjną, w którym zginęło 11 kadetów i oficerów policji. Atak miało zakończyć oblężenie budynku przez policję, w wyniku którego dwóch zamachowców wysadziło się w powietrze.

Pakistanowi grozi upadek, jeżeli w ciągu najbliższych sześciu miesięcy nie zostaną podjęte natychmiastowe kroki by polepszyć sytuację, ostrzegł wysoki doradca amerykańskiego Dowództwa Centralnego. Według oficjeli amerykańskiego rządu, militarną kampanię talibów wspierają pakistańskie siły wywiadowcze. Wszystko to rzecz jasna stanowi propagandę oraz usprawiedliwienie przyszłej interwencji w Pakistanie.

Natomiast w styczniu we Francji odbyły się ćwiczenia, których scenariusz opierał się na przeciwdziałaniu bioterroryzmowi. Zorganizowano je na wypadek przyszłych ataków „terrorystów-przeciwników kapitalizmu” – iście apokaliptyczna groźba, zresztą równie fantastyczna jak islamski terroryzm.

Mamy też wierzyć, że przyczyną zbliżającego się upadku Meksyku są walczące gangi narkotykowe, które to od zawsze działały pod patronatem CIA i które zależne są wyłącznie od amerykańskich odbiorców. Takie polityczne bzdury karzą nam wierzyć, że Meksyk znajduje się w gronie państw zagrożonych destabilizacją w taki czy inny sposób, dostarczając uzasadnienia dla ekspansji globalnej kontroli społeczeństwa. Istotnie, administracja Obamy planuje wysłać więcej agentów i sprzętu na południowo-zachodnią granicę do walki z meksykańskimi kartelami narkotykowymi, oraz by nie dopuścić do „rozlania się” przemocy na teren USA. Mimo że sam Dennis Blair ostatecznie zgodził się co do tego, że meksykański rząd daleki jest od upadku, a przemoc związana z wojnami gangów wynikła z rządowych obostrzeń nałożonych kartelom (a przynajmniej niektórym z nich, dodajmy), szkody tak powstałe są nieodwołalne.

To Nowy Porządek Świata, głupi!

G20 – grupa ministrów finansów i prezesów banków centralnych z największych potęg gospodarczych świata, a zarazem jeden z najważniejszych architektów światowego systemu gospodarczego. Gdybyśmy mieli wyjaśnić, czym jest tak zwany „Nowy Porządek Świata”, określilibyśmy tym mianem globalny system skrupulatnej kontroli mas wspierany i uzupełniany przez instrumenty technologicznej i społecznej kontroli totalnej. Dlatego też możemy się spodziewać, że G20 ma ogromny wpływ na to, jak ten „porządek” się rozwija i jak jest wprowadzany, tym bardziej że światowy kryzys dostarcza im ku temu wyjątkowej okazji. Z jednej strony, gospodarka wymaga szybkiego przemodelowania, z drugiej jednak, przy takim obrocie spraw społeczeństwa całego świata powstaną w nienawiści i gniewie  (a przynajmniej tak twierdzą członkowie G20). Jakie „rozwiązanie” wynajdzie nasz łebski, gospodarny Wielki Brat?

© Toby Melville/Reuters / Demonstranci uczestniczący w marszu Put People First („ludzie na pierwszym miejscu”), przemierzający centrum Londynu. Akcja rozpoczyna kilkudniowy protest szczytu G20.

© Toby Melville/Reuters / Demonstranci uczestniczący w marszu Put People First („ludzie na pierwszym miejscu”), przemierzający centrum Londynu. Akcja rozpoczyna kilkudniowy protest szczytu G20.

Zanim rozważymy ewentualną odpowiedź na to pytanie, zauważcie, że szczyt G20 dopiero ma się zacząć w tym tygodniu w Londynie, a już policja metropolitalna skontaktowała się z wieloma grupami protestujących – co najciekawsze –  na kilka dni przed wydarzeniem, ostrzegając je, że główny dzień protestu, środa 1 kwietnia, będzie „bardzo brutalny„. Dowódcy policji upierali się, że „są chętni i zdecydowani” i że będą kłopoty. Ponadto, siły policji zamierzają skorzystać z ustawy o antyterroryzmie (jak to dobrze, że zdążyli ją wprowadzić w życie!), jednocześnie odrzucając starania protestujących o wszczęcie dialogu. W policyjnej operacji uczestniczyć będą tysiące funkcjonariuszy z sześciu jednostek uzbrojonych w Tasery.

Pomyślmy o tym przez chwilę, mając w pamięci wszystko co dotąd wiemy, włącznie z wydarzeniami sprzed kilku miesięcy. Skąd londyńska policja z góry wie, że pokojowe demonstracje przerodzą się w falę przemocy? Chcą sprowokować protestujących, mają uprzednią wiedzę o agentach prowokatorach, czy obie z tych wersji? Dwóch członków brytyjskiego parlamentu trafnie, choć nieco naiwnie, zauważyło:

[…] David Howarth, członek Liberalnych Demokratów przewodzący parlamentarnej grupie obserwatorów przyszłotygodniowych protestów, powiedział: „Coraz bardziej obawiam się, że policyjny obraz protestów okaże się samospełniającym proroctwem. Mówieniem o przemocy policjanci zniechęcą pokojowych demonstrantów i sprowokują inne grupy.

Deputowany Andrew Dismore, który przewodzi komisji na rzecz praw człowieka przy Izbie Gmin stwierdził, że słowa policji z ostatnich dni „bynajmniej nie są pomocne”.

„Ustawa o prawach człowieka (Human Rights Act) obliguje policję do ułatwienia przeprowadzenia demonstracji, a nie do prowokowania protestujących. Jeżeli siły policji działać będą w sposób konfliktowy i używać prowokującego języka, wywołają właśnie takie zachowanie, do którego nie chcą dopuścić. Oczywiście mogą pojawić się skrajne elementy dążące do rozbudzenia przemocy. Jednak nie oznacza to, że policja ma prawo osądzać w ten sposób każdego demonstranta”.

No tak! Chociaż wspomniani politycy znają podstawy psychologii, to, jak już powiedzieliśmy, ich wnioski są dość naiwne.

Wróćmy do pytania związanego z możliwym rozwiązaniem, jakie przedstawi gospodarcza elita. Nie znamy na to pełnej odpowiedzi, jednak mamy pewne wskazówki. Oto jedna z nich, i jakże znacząca: Chiny wspierają pomysł Rosji, by w miejsce dolara ustanowić nową walutę rezerwową świata. Pomijając fakt, że taki krok zburzy historyczną i systemową rolę amerykańskiej gospodarki na świecie, czy to oznacza pierwszy krok w stronę jednej światowej waluty? Jeśli tak, jaki inny cel temu przyświeca, poza łatwiejszą kontrolą gospodarczą ludności świata, i to na poziomie jednostki? Zauważcie, że na funkcję emitenta waluty rezerwowej proponuje się Międzynarodowy Fundusz Walutowy (tak, ten sam MFW!). Na Boga, nie mogli wybrać instytucji bardziej nieprzychylnej ludzkiemu dobrobytowi.

© Chris Bok/Akron Beacon Journal

© Chris Bok/Akron Beacon Journal

Nie przypadkowo Obama spotka się z chińskim prezydentem Hu Jintao oraz prezydentem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem podczas londyńskiego szczytu G20. Chociaż USA jak dotąd odrzuca pomysł nowej światowej waluty rezerwowej – ze względu na wspomnianą światową pozycję dolara, ma się rozumieć – sam fakt gotowości amerykańskiego prezydenta do takich rozmów może być istotny. Sekretarz Skarbu Timothy Geithner niedawno powiedział, że jest otwarty na rozmowy o rozszerzeniu programu działania MFW, niemniej jednak nie poparł jeszcze planu wycofania się z dolara.

Istnieją też inne oznaki gospodarczej kontroli społecznej. Simon Davies wskazuje, że Zjednoczone Królestwo, USA, Francja i Niemcy są głównymi krajami stojącymi za 40 zaleceniami Grupy Specjalnej ds. Przeciwdziałania Praniu Pieniędzy (FATF) oraz jej 9 specjalnymi zaleceniami dotyczącymi „finansowania terroryzmu”, które, oprócz pogwałcenia tajemnicy bankowej, stanowią „streszczony opis totalitarnej kontroli wszelkich pieniędzy na świecie”.

I tak, po raz kolejny mamy powód podejrzewać, że kryzys finansowy wraz z całym otaczającym go zamieszaniem to nic innego jak manewr, który umożliwi wprowadzenie nowych narzędzi kontroli wszystkich i wszystkiego. Technologia czyni to możliwym; bezgotówkowe społeczeństwo jest ostatecznym modelem owej kontroli. E-pieniądze oznaczają totalną inwigilację i władzę umożliwiającą nadzorowanie ruchu i manipulowanie transakcjami każdej osoby, która nie chce głodować. Brytyjska gazeta niepokojąco podaje:

W rzeczywistości, [społeczeństwo bezgotówkowe] dzieje się na naszych oczach. W tym tygodniu producent maszyn bankomatowych, firma NCR ogłosiła wstrzymanie produkcji w Dundee, swoją decyzję tłumacząc światową sytuacją gospodarczą.

Jednak widnieją też inne znaki mówiące, że dni papierowych pieniędzy są policzone. Wcześniej w tym miesiącu Barclaycard oraz Orange ogłosiły, że rozwijają technologię, która umożliwi kupującym płacić za towary poniżej 10 funtów zbliżając po prostu do czytnika telefon.

Takie rozwiązanie zyskało już popularność w Azji, natomiast jego pojawienie się [w Wielkiej Brytanii] spodziewane jest w przyszłym roku. […]

Wiele sklepów w Niemczech używa już systemu digiPROOF, umożliwiającego klientom zapłatę przy kasie w sposób dotychczas zarezerwowany komisariatom policji: jedyne, co muszą zrobić, to położyć palec na czytniku, który odczyta odcisk.

Czy ośmielicie się wyrazić swoje niezadowolenie w świecie, gdzie pieniądze, zamiast w portfelu, znajdują się w bazie danych jakiegoś bankiera, który śledzi wasze transakcje a tym samym wasz ruch?

Jakże zmyślny to plan, nie sądzicie?

Ale to nie wszystko. Inwigilacja jest jednym z kluczowych elementów trzymania społeczeństwa w ryzach, nawet bez konieczności likwidacji gotówki. Bezustannie staramy się wypatrywać Orwellowskich praktyk, dlatego też z niepokojem patrzymy, jak dochodzi do procesu unicestwienia prywatności tłumaczonego starymi wymówkami. By dać przykład,  administracja Obamy wraz z niektórymi europejskimi krajami mają wprowadzić nowe prawo zezwalające na przeszukiwanie komputerów, laptopów i innych podobnych urządzeń; natomiast brytyjski rząd zamierza gromadzić dane osobowe z takich stron, jak MySpace, Bebo czy Facebook, a ponadto zbierać informacje z każdej rozmowy telefonicznej, emaila i odwiedzonej strony internetowej. Fakt, że powyższa wiadomość ukazała się kilka tygodni po publicznej krytyce Facebooka za jego próbę pozyskania danych użytkownika, nawet po tym gdy ten usunął swoje konto, świadczy o zupełnej pogardzie, jaką władze darzą zwykłych ludzi.

Kwiat nocy i manewr, który ujdzie na sucho

Lobby jest niczym kwiat nocy. Kwitnie w ciemności i umiera na słońcu.”

– Steven Rosen, były członek AIPAC-u oskarżony o szpiegowanie na rzecz Izraela

© paramentis/Photobucket

© paramentis/Photobucket

Kiedy pojawiały się wspomniane wskazówki o zbliżającym się końcu pozostawionych nam dotąd obywatelskich i ekonomicznych wolności, co w tym czasie robił bohater znany ludziom jako Barack Obama? Jak to co, „płonął gniewem cały” w związku ze sprawą wynagrodzeń w AIG,  jednocześnie załatwiając jej pakiet ratunkowy, a także dał się przekonać izraelskiemu lobby!

Charles Freeman, nominowany przez Obamę na szefa Narodowej Rady Wywiadu (National Intelligence Council), wycofał się ze stanowiska po wszczętej przez proizraelskie lobby kampanii, dotyczącej jego postawy wobec Izraela.

Justin Raimondo dzieli się ważną obserwacją:

Lobby desperacko usiłowało wyrzucić Freemana z NIC, ponieważ ta agencja odpowiada za dostarczanie kluczowych danych wywiadowczych prezydentowi oraz Kongresowi. Jeśli sobie przypominacie, właśnie w ten sposób Partia Wojny wciągnęła nas w niepotrzebną wojnę w Iraku – manipulując danymi wywiadowczymi, a nawet uciekając się do fałszerstwa, byleby tylko osiągnąć cel. Z Freemanem u sterów machiny pozyskującej informacje, [neokoni] nie byliby w stanie powtórzyć takiego manewru. Gdy już go zabrakło – cóż, perspektywa wygląda lepiej. A taki manewr zamierzają wykonać w związku z Iranem, który to, jak słyszymy, gromadzi „broń masowej zagłady”. Część pracy NIC stanowi codzienne przygotowywanie sprawozdań prezydentowi, a przy takim dostępie do prezydenta, Freeman miałby dobrą okazję, by zablokować machinacje Partii Wojny.

Jest to kluczowa pozycja, kształtuje bowiem zdanie zarówno prezydenta jak i Kongresu. Lobby zdawało sobie z tego sprawę i dlatego użyło najbardziej paskudnych zagrywek, żeby usunąć z drogi kogoś, kogo nie mogło nazwać sprzymierzeńcem.

Powyższy epizod daje także wgląd w prawdziwą naturę Obamy. Stephen M. Walt – jeden z dwóch wykładowców akademickich, którzy „ośmielili się” powiedzieć prawdę na temat wpływów izraelskiego lobby – tak komentuje sprawę:

Ten incydent nie świadczy zbyt dobrze o zasadach Baracka Obamy, ani nawet o jego politycznych upodobaniach. Jedna rzecz to przymilać się rozmaitym grupom interesów w trakcie ubiegania się o fotel – każdy jest świadomy takich praktyk – jednak zgoła inną jest pozwalać kierować sobą grupie despotów, i to w pierwszych 50 dniach administracji. Ale jak zauważył Ben Smith w Politico, jest to całkowicie zgodne z większością zachowań Obamy w tej kwestii.

Decyzja o wyrzuceniu Freemana dowodzi, że lobby (oraz inne grupy) nie musi obawiać się wrogiego nastawienia Obamy w stosunku do Netanjahu, ani tego, że stanie po stronie swoich ludzi. Jakkolwiek AIPAC zaprzeczył swojemu udziałowi w tej sprawie, wysoko postawieni ludzie w Waszyngtonie powiedzieli mi, że jednak przycisnął kilku liczących się senatorów działających zza sceny a teraz przechwala się, jakim to Obama jest „popychadłem”. Wniosek: umieszczenie Freemana było grubą pomyłką, która odpłaciłaby się w trakcie destabilizowania regionu.

Z drugiej strony, Uzi Arad, którego typuje się na doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego w nowym rządzie Izraela, od przeszło dwóch lat nie uzyskał pozwolenia na wjazd do USA na podstawie przesłanek o jego możliwym szpiegostwie, z racji pojawienia się jego nazwiska w procesie przeciwko Lawrence Franklinowi. Franklin jest byłym analitykiem Pentagonu, który w 2005 roku przyznał się do przekazania tajnych danych dotyczących Iranu podczas rozmowy z dwoma członkami AIPAC-u. Arad jest byłym dyrektorem odpowiedzialnym za dostarczanie danych wywiadowczych MOSSADOWI.

Raport CIA zatytułowany Izrael upadnie w ciągu 20 lat, napisany przez Franklina Lamba przewiduje odejście od modelu dwóch państw, żydowskiego i arabskiego, na rzecz utworzenia jednego, w którym Arabowie z łatwością osiągną większość. Raport szacuje, że emigracja Izraelczyków do USA osiągnie liczbę 2 milionów osób w ciągu nadchodzących 15 lat, natomiast do Europy i Rosji uda się 1,5 miliona.

W nawiązaniu do raportu CIA interesującym wydaje się, że Amerykańskie Dowództwo Sił Połączonych (USJFCOM) wyciągnęło ostatnio na światło dzienne nuklearne możliwości Izraela: Dokument Armii Amerykańskiej nazywa Izrael „atomową potęgą”.

Wybór stron

Rosja odczuwa presję przyłączenia się do gangu. Najwyraźniej Obama zaproponował wstrzymanie budowy systemu antyrakietowego w Europie Wschodniej w zamian za zgodę Rosji, że naciśnie na Iran w sprawie zaprzestania jego fikcyjnego programu nuklearnego. Również Turcja zdaje się rozmyślać o wyborze sojuszu, jako że o miano jej największego partnera ubiegają się i USA, i Rosja.

Rosja nadal nie zrealizowała umowy z Teheranem zawartej w 2005 roku, dotyczącej sprzedaży państwu perskiemu nowoczesnych pocisków ziemia-powietrze S-300. Chociaż pojawiły się doniesienia mówiące, że Rosja zamrozi kontrakt, nadal musimy czekać na oficjalną decyzję Moskwy w tej sprawie. Wydaje się, że Rosja używa tej niepewności do podbicia ceny swojej „karty przetargowej z Waszyngtonem”. Jeżeli Rosja rzeczywiście zerwie umowę z Teheranem i nie wyśle pocisków S-300, taka decyzja spotka się z radosnym przyjęciem ze strony rządów USA oraz Izraela, bowiem pozwoli to Izraelowi na bezpieczny atak powietrzny na irańskie instalacje jądrowe. Pociski umożliwiłyby Iranowi „stworzenie obszerniejszego i pełniejszego systemu obrony przeciwpowietrznej, który znacznie utrudniłby amerykańskim i izraelskim samolotom bojowym atak na reaktor w pobliżu Bushehr oraz na inne obiekty w południowym Iranie”.

Co ciekawe, kilka dni później rosyjski „ekspert wojskowy” przemówił jakby opętany duchem neokonów. Bynajmniej nie mówił w imieniu rosyjskiego rządu, co powinniśmy uznać za część planu wywierania politycznej presji na Rosji w celu pozyskania jej do Osi Zła (co nie oznacza, że traktujemy Rosję jako jednego „z tych dobrych”; taki scenariusz jest mało prawdopodobny).

Jednak Rosja nie ugina się pod naporem Zachodu. Wręcz przeciwnie, stosuje taktykę rodem z czasów Zimnej Wojny ogłaszając, że jej  bombowce strategiczne mogą lądować na Kubie i Wenezueli podczas swoich lotów patrolowych, a także ujawniając wojskowy plan ochrony interesów na Arktyce. Więcej aluzji nam nie potrzeba.

Press TV podaje, że „przyszły premier Benjamin Netanjahu wyraża opinię, iż «ogólnopaństwowa sytuacja krytyczna», jak naprzykład duży konflikt z udziałem Izraela, pomogłaby mu w rozpaczliwych próbach stworzenia rządzącej koalicji.” Generał Yair Golan z izraelskiego Dowództwa Frontu Domowego (regionalnej komórki Izraelskich Sił Obronnych – przyp.) potwierdził, że Izrael przygotowuje się do wojny na wielu frontach, które obejmą Iran, Syrię i Liban. Szef izraelskiego wywiadu Amos Yadlin również zawtórował tej samej śpiewce o „Iranie zagrażającym nie tylko Izraelowi, ale całemu światu”.

Powyższe rewelacje ukazały się w dzień po znalezieniu bomby w samochodzie przy centrum handlowym w Hajfie. Zgodnie z przewidywaniami, media rozdmuchują informację, jakoby to „Hezbollah lub inna organizacja powiązana z Iranem” miał być odpowiedzialny za niedoszły zamach. I jak zwykle brak dowodów wspierających taki zarzut. Właśnie tego Izrael potrzebował, żeby odnowić swój nadszarpnięty wizerunek ofiary w eufemistycznie określanym „konflikcie na Bliskim Wschodzie”.

Netanjahu zawarł porozumienie z Avigdorem Liebermanem, ultra-prawicowcem i zajadłym wrogiem Arabów, by ten został ministrem spraw zagranicznych Izraela, gdzie odpowiadał będzie za strategiczny dialog z USA w kwestiach dotyczących na przykład Iranu. Lieberman, możecie pamiętać, to człowiek, który chce zgotować mieszkańcom Strefy Gazy taki sam los, jaki spotkał Japończyków z ręki Amerykanów podczas II wojny światowej.

Mamy też przyszłego ministra obrony, Moshe „Boogie” Ya’alona, który przed czterema laty odwołał lot do Londynu w obawie przed aresztowaniem za zbrodnie wojenne. Był organizatorem zamachu z lipca 2002 roku, w którym zginął Salah Shehadeh, przywódca zbrojnego skrzydła Hamasu. Wraz z nim śmierć poniosło 14 osób, w tym jego żona i dzieci.

Szef amerykańskiego wywiadu Blair – ten sam, który przepowiedział nadejście wojny przeciw ludziom – raczej nie jest skory do ataku na Iran, ale wygląda na to, że już został potraktowany „kwiatem nocy”, będąc poddanym naciskom ze strony senatorów Wickera, McCaina i Liebermana (czy te nazwiska nie brzmią znajomo?), żeby zmienił swoje stanowisko w tej sprawie.

By wesprzeć lobby, szef sztabu ISO Gabi Ashkenazi udał się do Waszyngtonu. Spotkał się z Jamesem Jonesem, nowo mianowanym przez Obamę doradcę ds. bezpieczeństwa krajowego, dalej z Mikem Mullenem, przewodniczącym Komitetu Szefów Połączonych Sztabów (Joint Chiefs of Staff), oraz z Dennisem Rossem, którego Sekretarz Stanu Hillary Clinton wyznaczyła na stanowisko specjalnego doradcy ds. regionu Zatoki Perskiej i Azji Południowo-Zachodniej. W planach miał także spotkanie z dziennikarzami oraz czołowymi członkami AIPAC-u – na pewno po to, by uzgodnić kilka szczegółów operacji co to „znowu ujdzie na sucho”.

Najwidoczniej Ashkenazi nie mógł dotrzeć do żadnej politycznie wpływowej osoby,  zainteresowanej rozmową na temat Iranu. Czy, obok incydentu z Aradem, któremu zabroniono wstępu do USA, można to odebrać jako protest administracji Obamy wobec  ewidentnego nacisku lobby w sprawie Freemana? To samo pytanie nasuwa się w związku z oficjalna wiadomością o „zaczęciu od nowa” układania wzajemnych relacji, skierowaną do Iranu przez Obamę.

Turcja od zawsze jawiła się jako ważne strategiczne miejsce w grze geopolitycznych rywali. Niedawna wizyta amerykańskiej Sekretarz Stanu Clinton została okrzykniętadobrym początkiem” dla relacji Waszyngtonu z Ankarą. Stany Zjednoczone ubiegają się o umożliwienie przerzutu wycofujących się z Iraku żołnierzy i sprzętu przez tureckie terytorium, a także proszą o wysłanie tureckich żołnierzy do Afganistanu, gdzie posłużą za mięso armatnie.

Obama ma odwiedzić Turcję w dniach 6-8 kwietnia, aby kontynuować proces polepszenia stosunków amerykańsko-tureckich. A jest co naprawiać, bowiem w 2003 roku Turcja odmówiła otwarcia przestrzeni powietrznej dla USA prowadzącego wojnę z Irakiem. Obok politycznych dyskusji, Obama najprawdopodobniej wygłosi publiczne przemówienie w stylu wspomnianego „nowego początku” zaoferowanego Iranowi.

Aby nie zostać w tyle, Rosja prowadzi stanowczą strategię zapobiegawczej polityki zagranicznej. Turcja i Rosja dokonały zbliżenia na płaszczyźnie gospodarczej oraz politycznej, a ponadto Moskwa zaprosiła tureckiego prezydenta Abdullaha Gula na czterodniową wizytę państwową, co stanowi najwyższy poziom rosyjskiego protokołu:

Rząd premiera Recep Erdogana przejawia rosnące zniecierpliwienie nie tylko wobec bliskowschodniej polityki Waszyngtonu, ale także wobec odmowy, jaką wyraziła Unia Europejska dla tureckich starań o pozycję państwa członkowskiego. W takiej sytuacji naturalnym jest, że Turcja poszukuje przeciwwagi dla wpływu trwającego od czasów Zimnej Wojny, jaki Ameryka wywiera na turecką politykę. Putin i Miedwiediew natomiast bez problemu otwierają taki dialog, co raczej jest nie w smak Waszyngtonowi.

Ciekawe, kto zwycięży w tym „przeciąganiu liny” na tureckiej ziemi.

Wyłączcie dźwięk

Niektórzy z nas wzięli owe reakcje administracji Obamy za znaki pozytywnych i istotnych zmian w stosunkach z Izraelem (zakaz wstępu Arada do USA, chłodne przyjęcie Ashkenazi, oraz wiadomość dla Iranu). Może to cyniczne z naszej strony, ale chcielibyśmy zaproponować pewną analogię celem właściwego naświetlenia tych spraw. Wyobraźmy sobie małżeństwo, będące ze sobą już od wielu lat. Bogata żona jest przez męża zdradzana, okradana, jej znajomi są dobierani przez niego, a on od czasu do czasu wysyła swoich znajomych, aby zaatakowali ją na ulicy bądź zniszczyli jej samochód – tylko po to, aby żyła w ciągłym stresie i strachu przed ludźmi. Pewnego dnia żona odkrywa, że mąż ją zdradza, postanawia się więc odegrać…  i nie odzywa się do niego przez cały dzień.

Zgadnijmy kto reprezentuje w tym przykładzie Izrael a kto USA?

Relacje z izraelskim lobby powinny służyć za przykład tego, że – jak już to wcześniej twierdziliśmy – to nie Obama ma faktyczną władzę, niezależnie od tego, czy to pojmuje i co o tym sądzi.

Dla lepszego zrozumienia, dlaczego pozostajemy sceptyczni wobec rzekomej zmiany polityki nowej administracji (nie tylko w stosunku do Izraela, ale ogólnie) spróbujmy sobie wyobrazić: wyłączamy dźwięk. Innymi słowy – obserwujemy tylko czyny administracji Obamy, nie jej piękne słowa. Przykładowo, Obama aż „krztusił się z gniewu” w kwestii 135mln $ bonusów dla AIG, a w tym samym czasie Departament Skarbu USA przekazał 183 mld $ dla AIG jako „podaj dalej” wierzycielom ubezpieczyciela. Tak, jest to kwota tysiąc razy większa – jednak to bonusy przykuły tysiąckrotnie większą uwagę, przy dużej pomocy oficjalnych mediów, rzecz jasna.

Kolejny przykład, ściśle powiązany z poprzednim rozdziałem: Obama wystosował ciepłą wiadomość do Iranu – wcześniej jednak w tym samym miesiącu przedłużył sankcje przeciw temu państwu na następny rok twierdząc, że Iran stwarza zagrożenie dla bezpieczeństwa USA.

W obliczu tych faktów zdajemy sobie oczywiście sprawę, że w polityce słowa są niezwykle ważne i niektóre przemowy pełnią w istocie rolę rzeczywistych działań ze względu na deklarowane zamiary i na to, jakie wrażenie pozostawiają. Nie wywoła to zatem naszego zdziwienia, jeśli izraelscy syjoniści i ich lobbyści w Waszyngtonie postanowią ukarać Obamę za ten mały wybuch złości. Nigdy nie zapominajmy, że Mossad nie lubi grać w czyjąkolwiek grę poza swoją własną.

Jak powtórzyć koszmar nazizmu

Przesłanki odnośnie odtworzenia koszmaru nazizmu już od jakiegoś czasu widoczne są w Izraelu, który to przejął rolę Niemiec z czasów II wojny światowej. Sytuacja może w każdej chwili doprowadzić do wybuchu regionalnego (albo światowego) konfliktu, czy też do pogłębienia holokaustu Palestyńczyków. Dojście do władzy zagorzałych nacjonalistów nie jest jedyną tego oznaką. Wskazuje na to również wiele wydarzeń „tu, na ziemi”, zarówno w samym Izraelu jak i poza nim. Zresztą oceńcie sami.

Wzór t-shirtu stworzony na życzenie snajpera z ISO (Izraelskich Sił Obronnych), ukazujący ciężarną Arabkę na celowniku; po rysunkiem widnieje napis: „jeden strzał, dwa trupy”.

Wzór podkoszulka stworzony na życzenie snajpera z ISO (Izraelskich Sił Obronnych), ukazujący ciężarną Arabkę na celowniku; po rysunkiem widnieje napis: „jeden strzał, dwa trupy”.

Wzrost antyarabskich zamieszek w Izraelu
Po oblężeniu w Gazie Izrael boryka się z międzynarodową izolacją
Przywódczyni izraelskich osadników wezwała w nowojorskiej synagodze do zabójstwa Abbasa
Nowy wiceminister obrony Izraela wzywa do ponowienia okupacji Strefy Gazy
Izraelscy wojskowi rabini rozprowadzali agitki nawołujące do przemocy wobec „nie-żydów”
Izraelski żołnierz przyznaje się do „mordowania” Gazańczyków
Napisy na ścianie
Martwe palestyńskie dzieci i zbombardowane meczety – oto styl ISO w 2009 roku
Starcia w wyniku marszu izraelskich prawicowców w arabskim mieście
Dziesiątki rannych w zamieszkach wywołanych przez protest izraelskich ekstremistów
Izraelskich żołnierzy do nadużycia siły mogła motywować religijna wiara
„Izraelskie wojsko pogwałciło etykę lekarską”
Śledztwo „Guardiana” ujawniło dowody izraelskich zbrodni wojennych w Gazie
Zbrodnie wojenne Izraela wychodzą na jaw
Krytyka Izraela wraz z narastającym gniewem wobec zbrodni wojennych
Obrońcy praw człowieka: Izrael „bezprawnie” użył białego fosforu w Gazie
Izrael celowo zalewa libańskie pola uprawne i niszczy plony

Niech powyższe służy za przypomnienie, dlaczego ważne jest śledzenie działań Izraela. Natomiast poniższy fragment niech przypomina, dlaczego USA są współodpowiedzialne za te zbrodnie:

Stany Zjednoczone ze złością zareagowały na raport ONZ, oskarżający Izrael o dopuszczenie się zbrodni wojennych podczas niedawnej 23-dniowej wojny na terenie okupowanej Strefy Gazy, wśród których znalazło się użycie dzieci jako żywych tarcz.

“Wyrażaliśmy nasze zaniepokojenie wiele razy w związku z postawą specjalnych sprawozdawców w tej kwestii, i stwierdziliśmy, że ich opinie są całkowicie niesłuszne” – powiedział rzecznik Departamentu Stanu, Robert Wood na briefingu prasowym w poniedziałek 23 marca.

“Uważamy, że te opinie są przesadzone. Daliśmy to jasno do zrozumienia”.

Oto prawdziwa siła izraelskiego lobby.

Szaleństwo marca

Kiedy niepodległe państwa, same z siebie, pod bzdurnymi i niedorzecznymi pozorami zaczynają mordować i plądrować obywateli, istnieje duże prawdopodobieństwo, że wydarzenia te przyciągną osoby o określonym profilu genetycznym. Im bardziej patologia jest akceptowana i na różne sposoby tłumaczona na świecie, tym bardziej będzie się ona rozprzestrzeniać i infekować podatne na nią umysły. W takim świecie ilość gwałtów popełnianych przez wojskowych rośnie, kapłani kradną miliony ze swoich kościołów, opiekunki do dzieci filmują swoje akty seksualne odbywane z dwumiesięcznymi niemowlętami, a matki zabijają swoich trzymiesięcznych synów w zmywarce. Niestety w marcu wzrósł poziom szaleństwa na wszystkich frontach, a morderczy trend zaznaczył swą obecność na całym świecie.

6 marca policja znalazła zastrzeloną matkę razem z czwórką jej dzieci w domu w Cleveland. Dwa dni później napastnik zabił z broni palnej pastora kościoła Baptystów w stanie Illinois, dwie następne osoby próbujące go powstrzymać zostały zranione, sam atakujący na koniec popełnił samobójstwo. 11 marca nastolatek w Niemczech urządza szaleńczą strzelaninę, w której zanim sam się zastrzelił, zabrał ze sobą 15 osób. Tego samego dnia inny napastnik powtarza to samo ze swoją rodziną w amerykańskim stanie Alabama. Dwa dni później w stanie Virginia przebrany za Jokera żołnierz zakłuł nożem swojego kolegę ze służby, po czym sam zginął od kul policji.

15 marca kolejny napastnik zabił cztery osoby podczas rodzinnego spotkania w Miami, zanim sam odebrał sobie życie. Następnego dnia w mieszkaniu w stanie Missouri znaleziono ciała czterech innych osób, dwie z nich to młodzi chłopcy. 19 marca 78-letni staruszek popełnia samobójstwo po tym, jak postrzelił 3 osoby w swoim domu, jedną z nich śmiertelnie. 29 marca zaś uzbrojony strzelec wchodzi do domu opieki w stanie Północna Karolina – zabija 8 osób, 7 pensjonariuszy i pielęgniarkę, spośród wielu innych zranionych osób dodatkowe dwie umierają w szpitalu. Nawet w trakcie pisania tych słów docierają do nas doniesienia o kolejnym zdarzeniu – sześcioro członków rodziny umiera podczas morderstwa zakończonego samobójstwem w Kalifornii.

10 marca w południowowschodniej Syberii żołnierz zastrzelił dwóch swych kolegów zanim skierował lufę karabinu na siebie. 6 dni później w północnowschodniej części Syberii czterech niespokrewnionych i nieznających się mężczyzn popełnia samobójstwo w identyczny sposób – przez powieszenie. W tym samym czasie na Ukrainie ujęto kobietę, która zabiła swego męża. Po jego śmierci poćwiartowała zwłoki łącznie z obcięciem głowy.

W połowie marca w północnej Nikaragui wybucha masowa histeria, której skutki dosięgają co najmniej 43 osób żyjących w trzech różnych osadach nad rzeką Coco. Histeria przedostaje się na drugi brzeg oceanu – prezydent Gambii, który wierzy, że jego ciotka została zabita przy użyciu magii, rozpętuje terror w wioskach swego kraju przy pomocy sił policyjnych tropiących czary w stylu przypominającym średniowiecze. Jedna z ofiar relacjonuje:

„O 5 nad ranem paramilitarne siły policyjne uzbrojone w broń palną i łopaty otoczyły naszą wioskę grożąc, że każdy, kto spróbuje ucieczki, będzie pogrzebany sześć stóp pod ziemią… Wioskę ogarnął przygniatający strach… Dzieci płakały z przerażenia. Wybrano losowo 300 osób, które pod lufami karabinów zostały załadowane na ciężarówki i odwiezione do rodzinnego miasta prezydenta.

Na miejscu kazano im się rozebrać i pić brudną wodę pełną zielsk. Kazano im się również kąpać w tej wodzie. Mnóstwo ludzi zmuszonych do picia tej wody z trującymi zielskami zareagowało momentalnie biegunką i wymiotami, i mogli tylko bezradnie leżeć. Byłem tam przetrzymywany pięć dni, podczas których doświadczyłem i byłem świadkiem przemocy i upokorzeń tak strasznych, że do tej pory nie wierzę, iż mogło to mieć miejsce w Gambii. Były to praktyki rodem ze średniowiecza.”

Oskarżenia o uprawianie magii pomagają drapieżczym pastorom w Nigerii zdobywać nowe rynki dla swych kościołów. Główną ofiarą ich nieludzkich występków są małe dzieci. Jak inaczej kościół może pokazać swoją „potęgę” niż poprzez terror i przemoc?

Trzęsąca się planeta.

© USGS

© USGS

W marcu miało miejsce wiele silnych trzęsień ziemi na świecie, na szczęście bez ofiar i bez większych szkód. Jak zwykle najbardziej aktywna była płyta pacyficzna. Nawał trzęsień ziemi, który dotknął w tym miesiącu Kalifornię, zdaje się być bacznie obserwowany i analizowany. Wstrząsy te wzbudziły obawy, że są one przygrywką do intensywnie dyskutowanego Wielkiego Trzęsienia.

Aktywność tektoniczna wzbudziła zainteresowanie naukowców, którzy pragną sprawdzić, czy małe uskoki przecinające Jezioro Soltan mogą przenosić energię do znacznie groźniejszego uskoku San Andreas, którego ostatnią aktywność odnotowano ponad 300 lat temu.

Graham Kent, geofizyk z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego, powiedział Los Angeles Times, że trzęsienie ziemi, które rozpocznie się w Bombay Beach i rozprzestrzeni się wzdłuż uskoku San Andreas może być tym Wielkim Trzęsieniem, które spustoszy Los Angeles.

Kate Hutton, sejsmolog z Caltech, twierdzi jednak, że „naukowcy wciąż nie wiedzą, czy trzęsienie ziemi tak małe może zainicjować cokolwiek groźnego w rejonie San Andreas”. Nasze przypuszczenie? Pożyjemy, zobaczymy.

Poniżej lista trzęsień o skali 4.0 lub więcej w skali Richtera:

3 marca: 5.3 – Guam.
3 marca: 5.0 – Południowa Grecja.
3 marca: 4.8 – Południowe Filipiny.
5 marca: 4.1 – Wyspa Południowa, Nowa Zelandia.

6 marca: 4.7 – Melbourne, Australia.
6 marca: 4.2 – Zachodnie tereny stanu Montana, USA.
6 marca: 6.4 – Na północ od Archipelagu Svalbard

7 marca: 4.3 – Południowowschodni Iran.
7 marca: 5.3 – Północna Japonia.
9 marca: 5.3 – Wybrzeże Gwatemali.
9 marca: 4.0 – Hawaje, USA
10 marca: 5.1 – Stan Chiapas, Meksyk.
10 marca: 5.0 – Macedonia
11 marca: 5.7 – Kostaryka.

11 marca: 4.9 – Północne Puerto Rico
12 marca: 5.0 – Centralne Chiny.
12 marca: 5.5 – Cztery regiony w Chile.

12 marca: Kolejne pięć wstrząsów w Sichuan w Chinach
13 marca: 4.3 – Wyspa Północna, Nowa Zelandia.
15 marca: 4.7 – Mindanao, Filipiny.
15 marca: 5.1 – Zachodnia Papua, Indonezja.
15 marca: 5.0 – Wybrzeże Nowej Zelandii.
16 marca: 6.4 – Wschodnia Indonezja.

18 marca: 4.6 – Południowa Australia.
19 marca: 7.9 – W pobliżu archipelagu Tonga.
24 marca: 4.7 – Jezioro Salton, Kalifornia, USA.
25 marca: 6.0 – Papua Nowa Gwinea.

26 marca: Północne Peru.
27 marca: 5.3 – Guerrero, Meksyk.
27 marca: 4.5 – W pobliżu wybrzeża Jalisco, Meksyk.
27 marca : Silne trzęsienie ziemi w Japonii.
29 marca: 6.0 – Indonezja.

Intensywna aktywność sejsmiczna zaowocowała wartymi odnotowania erupcjami wulkanów:

W Japonii
W Indonezji
Mount Redoubt (4 erupcje), oraz Mount Gareloi (zaobserwowana aktywność) – Alaska, USA.

Podwodny wulkan w pobliżu Tonga na Oceanie Spokojnym – wybuchł na oczach gapiów, którzy także sfilmowali wydarzenie. W efekcie powstałej rzeki lawy i ruchów sejsmicznych, w archipelagu powstała nowa wyspa.

Niedawna i „prawie katastrofalna” podwodna erupcja w pobliżu wybrzeża Nowej Zelandii. Co ciekawe, była ona kompletnie nie zauważona, dopiero ostatnie badania dna oceanicznego dostarczyły informacji o tym zdarzeniu, przy kompletnym braku śladów w rejestrach wstrząsów sejsmicznych.

Żyjąca planeta

Pamiętacie “martwe strefy” istniejące na oceanach? Stale się powiększają:

©Science/AAAS

©Science/AAAS -- Martwa strefa: Obszary wodne z niewielką ilością tlenu lub całkowicie go pozbawione pojawiają się u wybrzeży na całym świecie wskutek zmywania z pól sztucznych nawozów oraz spalania paliw kopalnych.

“To nie jest problem na poziomie lokalnym czy regionalnym, jak  kiedyś sądzono” – oznajmił badacz Robert Diaz. „W rzeczywistości stanowi to problem globalny”.

Martwe strefy to obszary gdzie ilość tlenu stała się na tyle mała, że praktycznie niemożliwe jest przetrwanie w nich jakichkolwiek form życia. Tworzą się one wskutek nagromadzenia składników odżywczych roślin, głównie azotu i fosforu, które przedostały się z pól uprawnych, co prowadzi do rozkwitu glonów. Kiedy ta ogromna ilość biomasy obumrze i opadnie na dno, w wyniku jej rozkładu namnożą się bakterie pochłaniające tlen. […]

Głównym czynnikiem tworzącym martwe strefy jest zmywanie nawozów wykorzystywanych w uprzemysłowionym rolnictwie oraz bogatych w azot produktów spalania paliw kopalnych.

W pierwszym tygodniu marca wznowiły się ataki rekinów u wybrzeży Australii. Wraz z rosnącą liczbą ofiar ta wyraźna agresja ze strony królestwa zwierząt szybko stała się szeroko omawianym problemem. Część plaży zamknięto, a w całym kraju podano ostrzeżenia przed pływaniem. Rekiny zaczęły atakować ludzi w dotychczas bezpiecznych rejonach, takich jak słone jeziora i zatoki.

Podczas gdy większa część planety jest bezpieczna od takich egzotycznych zagrożeń, na tym wspomniana historia się nie kończy. Również australijskie krokodyle stały się agresywniejsze. Związek z tym wydaje się mieć niedawny wzrost opadów atmosferycznych, zwłaszcza na obszarze śródlądowym.

Pewnemu nurkowi z Jaszczurzej Wyspy udało się wyjść z takiego spotkania jedynie z kilkoma zadrapaniami. 11-letnia dziewczynka pływająca w zbiorniku wodnym o głębokości 1,5 metra miała o wiele mniej szczęścia. Natomiast w zeszłym miesiącu odnaleziono ciało zaginionego 5-letniego chłopca.

Pogoda w tym regionie jest równie interesująca. Cyklony są częścią naturalnego cyklu, jednak Hamish nieco odstawał od modelu. Pojawił się niespodziewanie, osiągając 5 stopień zagrożenia, po czym nawiedził stan Queensland, zalewając go ścianą deszczu. Ów szczególny cyklon zawędrował najdalej na południe od wielu lat, wprawiając władze stanowe i mieszkańców „bardziej cywilizowanego” południowo-wschodniego Queensland w niemałe zaniepokojenie.

Wędrujący na południe Hamish dokonał spustoszenia na pewnym statku, doprowadzając do wydostania się ogromnej ilości ropy u wybrzeża Brisbane. Toksyczny – i żrący – wyciek niskogatunkowej ropy zniszczył nieopisanych rozmiarów obszary dziewiczej przyrody na Moreton Island. Także 31 ładunków z nawozami zaginęło w głębiach oceanu. Nikt nie wie, jak je odnaleźć, ani jakie zagrożenie stwarzają dla środowiska.

Idźmy dalej…

Nie dać się trafić kosmicznym kulom

Przed dwoma laty Louis Friedman, przewodniczący Planetary Society (Stowarzyszenia Planetarnego), otwarcie wypowiedział się na temat konieczności stworzenia obrony przed obiektami z kosmosu.

W minionym tygodniu gościłem na konferencji poświęconej obronie planetarnej, odbywającej się w Waszyngtonie. Jednak wbrew swojemu tematowi, nie dotyczyła ona tworzenia wojskowego planu na wypadek inwazji kosmitów.

Było to raczej spotkanie naukowców oraz inżynierów rozważających zagrożenie ze strony asteroid lub komet, których orbity przebiegają w pobliżu Ziemi – a także, co moglibyśmy zrobić w przypadku odkrycia komety o kursie kolidującym z Ziemią. (…)

Groźba NEO (Near-Earth Object, obiektów przelatujących w bliskiej odległości od Ziemi) trafiła do naukowej i publicznej świadomości w latach 80-tych wraz z odkryciem faktu, że 65 milionów lat temu uderzenie obiektu z kosmosu unicestwiło dinozaury i zmieniło przebieg ewolucji na Ziemi.

My, ludzie, których przodkowie zawdzięczają istnienie owej asteroidzie, wyglądamy planu obrony planetarnej, również mając na uwadze mniejsze obiekty, mogące poczynić ogromne szkody o zasięgu tak regionalnym, jak i lokalnym. Te ostatnie nie muszą zniszczyć cywilizacji, jednak mogą być o wiele częstszym zjawiskiem przynoszącym wiele cierpienia ludzkości.

Jego ostrzeżenia ponownie nabrały znaczenia, kiedy asteroida 2009 DD45 minęła Ziemię w odległości 41 000 mil (zaledwie 66 000 kilometrów). Było to nadzwyczaj blisko – i powinniśmy mieć się na baczności. Pewnemu Australijczykowi w Canberze udało się zrejestrować to zjawisko.

A gdy wszyscy odetchnęli z ulgą, że najgorsze już minęło, pojawiło się kolejne zagrożenie. Niewielka skała nazwana 2009 FH przeleciała w odległości 49 000 mil (niecałe 79 000 kilometrów). To razem dwa takie incydenty w ciągu jednego miesiąca, co jest dość niespotykane, jako że asteroidy tych rozmiarów przelatują obok Ziemi raz na kilka miesięcy.

Program badawczy NASA, Catalina Sky Survey, dostrzegł obiekt dopiero na dwa dni przed jego przelotem.

W międzyczasie astronauci z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej mieli bliskie spotkanie z kawałkiem kosmicznego złomu. Ledwie tydzień później NASA miała kolejny powód do zmartwień, jako że niesprawny sowiecki satelita niebezpiecznie zbliżył się do stacji. Tego rodzaju incydenty ze stacją kosmiczną zdarzyły się jak dotąd osiem razy, a ostatni siedem miesięcy temu.

W zeszłym miesiącu dowiedzieliśmy się, że dwa satelity zderzyły się nad Syberią. Kilka dni później nagranie wideo zarejestrowało kule ognia nad Teksasem. A teraz mamy dwa doniesienia o astronautach robiących uniki przed „kosmicznym złomem”, i to w ciągu jednego tygodnia. Czy były to kawałki satelitów, czy może nie jesteśmy informowani o tym, co dzieje się w przestrzeni wokółziemskiej?

(Oto jedno możliwe wyjaśnienie: NASA TV uchwyciła w kamerze UFO przelatujące obok promu kosmicznego misji STS-119, który to moment zauważył i uprzejmie umieścił na Youtube pewien użytkownik.)

Około 20 marca Australia miała własne fajerwerki, ale dopiero pod koniec miesiąca atmosfera zaczęła się naprawdę rozgrzewać. Niedzielnego wieczora, 29 marca, na całym Wschodnim Wybrzeżu USA słychać było głośne eksplozje, którym towarzyszył błysk świateł przecinających niebo. Meteorolog Sonia Mark z Narodowej Służby Pogodowej w Wakefield powiedziała, że „telefon ze zgłoszeniami nie przestawał dzwonić” (obserwacje świadków można przeczytać tutaj). Powyższemu zajściu wymyślono taką przyczynę: według oficjalnej wersji sprawcą okazała się zepsuta rosyjska rakieta wchodząca ponownie w atmosferę. Na nieszczęście dla profesjonalnych siewców dezinformacji, strona SpaceWeather pokrzyżowała im plany publikując tę krótką, choć znaczącą notę:

[…] Według danych z Amerykańskiego Dowództwa Strategicznego, rakieta ponownie pojawiła się w rejonie Tajwanu (24°N, 125°E) ponad dwie godziny po incydencie na Wybrzeżu.

Przyłapani na próbie ukrycia niewygodnego faktu, co?

Kilka dni wcześniej i bardziej na południe, w Pensacoli na Florydzie, mieszkańcy odczuli wstrząsy trwające 15 sekund. Nie było doniesień o wybuchach czy innych słyszalnych zjawiskach. Co było w tym najdziwniejsze? Otóż Don Blakeman, analityk trzęsień ziemi z National Earthquake Information Center w Kolorado, zapewniał, że w owym czasie nie doszło do żadnego wstrząsu w tej części Florydy.

Odnosimy wrażenie, że zjawiska na niebie dzieją się zbyt często, by można było spać spokojnie.

Planeta chłód

NASA zabiega o nowe badania aktualnego minimum słonecznego – problemu, który agencje medialne podsumowują w następujący sposób:

Przyczyny – emisja promieniowania słonecznego

  • Najniższa odnotowana gęstość strumienia promieniowania słonecznego (o długości fali 10,7 cm) od 1947 roku, kiedy to stworzono system pomiarowy F 10,7
  • Globalne ciśnienie wiatru słonecznego najniższe z zaobserwowanych od początku ery kosmicznej
  • Nienormalnie duży kąt nachylenia słonecznego dipola magnetycznego w okresie aktualnego minimum słonecznego
  • Pole magnetyczne wiatru słonecznego słabsze o 36 % niż w okresie minimum 22. cyklu słonecznego
  • Brak klasycznego cichego promieniowania widzialnego obecnego w pasie równikowym
  • Promieniowanie kosmiczne na niemal rekordowo wysokim poziomie
Komputerowy model słonecznego wiatru wiejącego wokół ziemskiego pola magnetycznego z 3 czerwca 2007. Kolory tła reprezentują gęstość wiatru słonecznego; kolor czerwony oznacza dużą gęstość, niebieski - niską. Ciągła czarna linia wskazuje zewnętrzne granice ziemskiego pola magnetycznego. Zwróćcie uwagę na warstwę stosunkowo gęstego materiału pod białymi strzałkami - to wiatr słoneczny wnikający w ziemskie pole magnetyczne przez widniejącą w nim wyrwę.

Komputerowy model słonecznego wiatru wiejącego wokół ziemskiego pola magnetycznego z 3 czerwca 2007. Kolory tła reprezentują gęstość wiatru słonecznego; kolor czerwony oznacza dużą gęstość, niebieski - niską. Ciągła czarna linia wskazuje zewnętrzne granice ziemskiego pola magnetycznego. Zwróćcie uwagę na warstwę stosunkowo gęstego materiału pod białymi strzałkami - to wiatr słoneczny wnikający w ziemskie pole magnetyczne przez widniejącą w nim wyrwę.

Konsekwencje

  • Pomijając rok 1934, rok 2008 odnotował więcej przypadków trzygodzinnych okresów z Kp=0, niż każdy inny od chwili stworzenia tego indeksu w 1932 roku.
  • Skurczona w wyniku schłodzenia jonosfera oraz górna atmosfera
  • Znacząco powtarzająca się aktywność geomagnetyczna.

Godne uwagi, nie? Zauważyliście, że brak aktywności Słońca zazwyczaj dziwnie zbiega się z niemal rekordowo wysokim poziomem promieniowania kosmicznego?

Ta (nie)aktywność Słońca prowadzi nas z powrotem do globalnego nie-ocieplenia.

Według najnowszych badań “globalne ocieplenie” może opóźnić się o dziesięciolecia:

Stan ziemskiego klimatu stale konfuduje naukowców. Po 30-letniej tendencji ociepleniowej, globalne temperatury zaczęły spadać od roku 2001, pomimo wzrostu produkcji gazów cieplarnianych oraz takiej nadwyżki ciepła, że powinna była przestawić wskaźnik na ziemskim termostacie.

Niczego podobnego nie zaobserwowaliśmy od roku 1950 – stwierdził Kyle Swanson z University of Wisconsin-Milwaukee. „Ochłodzenie z tamtego okresu miało swoje wyraźne przyczyny, takie jak erupcje wulkanów czy zjawisko La Nina o dużej sile. Jednak obecne ochłodzenie takowych nie posiada.

Wow! Czyli co, Ziemia wchodzi w fazę ochłodzenia i nikt nie wie, dlaczego?

Inny raport sporządzony przez firmę badawczą szacuje, że nadchodzące dwanaście lat będzie znacznie chłodniejsze w porównaniu do kilku zeszłych dekad.

Co najmniej 14 głównych stacji meteorologicznych w prowincji Alberta w Kanadzie odnotowało najniższe temperatury, jakie kiedykolwiek wystąpiły w marcu. Jednej nocy na międzynarodowym lotnisku w Edmonton zarejestrowano temperaturę -41,5°C, która tym samym pobiła poprzedni marcowy rekord z 1975 roku, wynoszący -29,4°C.

Od co najmniej pięciu lub sześciu lat globalne temperatury wykazują tendencję spadkową. Spójrzcie na wykres pod tym linkiem, stworzony przez człowieka, który zarządza siecią satelitów pogodowych podległych NASA.

Również dwa badania opublikowane przed kilkoma miesiącami – jedno pochodzące z Instytutu Nauk Morskich im. Leibniza oraz Instytutu Meteorologii im. Maxa Plancka w Niemczech, drugie przeprowadzone przez University of Wisconsin – wskazują na zwalnianie, a nawet odwrócenie procesu ocieplenia w ciągu przynajmniej najbliższych 10 lub 20 lat, a być może i dłużej.

Deszcz spadających… maszyn

Wnikliwi członkowie forum Sott stworzyli listę katastrof lotniczych z tego miesiąca:

Przymusowe lądowanie na jeziorze Rotoura w Nowej Zelandii (24 marca 2009)
Agent wywiadu, który wysadził statek Rainbow Warrior, zginął w pobliżu kurortu Saint-Sorlin-d’ Arves we Francji 24 marca 2009 r.
Katastrofa samolotu FedEx podczas lądowania w Tokio (23 marca)
Nie ma ofiar w zderzeniu samolotu na lotnisku hrabstwa Portage w Ohio z 22 marca
Awaryjne lądowanie indonezyjskiego samolotu na wyspie Batam niedaleko Singapuru (22 marca)
Upadek awionetki zabił okolicznego mieszkańca Aberdeen, w stanie Ohio (22 marca)
Katastrofa lotnicza nieopodal Butte w Montanie pochłonęła 17 ofiar (22 marca)
Ekwadorski samolot wojskowy uderzył w budynek, zabijając sześć osób (ale budynek nie zawalił się, nie to co WTC!), 20 marca
Katastrofa nowej Cessny podczas lotu próbnego nad El Dorado, Kansas (19 marca)
Mały samolot rozbił się przy starcie z lotniska w Cartersville, Georgia, 2 osoby z obrażeniami zabrano do szpitala (19 marca)
Katastrofa samolotu w Lakeville, Minnesota; nauczyciel i uczeń dochodzą do siebie (19 marca)
Pilot z Florydy awaryjnie lądował na jeziorze Arrowhead w północnej Georgii, po czym zadzwonił na 911 (18 marca)
Pilot z Houston zginął w katastrofie lotniczej w Paulden w stanie Arizona (18 marca)
Rosyjski pilot zginął podczas lotu treningowego pod Moskwą (18 marca)
Mężczyzna ranny w wypadku awionetki w pobliżu Esk w Brisbane Valley, południowo-wschodnie Queensland (18 marca)
3 osoby ranne w wypadku lotniczym w hrabstwie Waukesha, Wisconsin (17 marca)
Samolot uderzył w ogrodzenie lotniska w San Luis w hrabstwie Obispo, Kalifornia (17 marca)
Śmierć tureckiego pilota w wypadku samolotu wojskowego w centralnej Turcji (17 marca)
Odurzony Ecstasy pilot zabił nastolatka w wyniku upadku Cessny (17 marca)
Memoriał poświęcony tragicznie zmarłemu małżeństwu pilotów odbędzie się w ten weekend na lotnisku Brackett w La Verne, Kanada (14 marca)
Smuga dymu wydobywała się z samolotu, twierdzą świadkowie katastrofy lotniczej w hrabstwie Suwanee, Floryda (10 marca)
Dwie Cessny 172 rozbiły się w tej samej okolicy; jedna niedaleko Oceanside, Kalifornia (6 marca), druga następnego dnia w Camp Pendleton w Oceanside
Lider małego tureckiego ugrupowania prawicowego zginął w wypadku śmigłowca 25 marca; leciał na spotkanie związane z wyborami lokalnymi, mającymi się odbyć 29 marca

Poza konwencjonalnymi wyjaśnieniami, powyższe incydenty interesują nas z tego powodu, że mogą nieść pewne symboliczne znaczenie czegoś większego – zakładając, że nasza rzeczywistość przejawia w sobie stopień znaczącego symbolizmu, jakikolwiek byłby ku temu filozoficzny powód. W tym wypadku, kluczowym słowem dla tych wydarzeń jest „katastrofa”, natomiast przez kilka miesięcy poprzedzających kryzys gospodarczy takim słowem był „upadek”.

Chudzielcy i przyjaciele

Niektóre z obserwacji obiektów UFO odnotowane w tym miesiącu:

USA: „Dyski” UFO popularne na marcowym niebie
Wojskowe myśliwce ścigają obiekt UFO nad miastem w Arizonie
Niezwykle wyraźny obiekt UFO w pobliżu wahadłowca STS-119, nagranie video z NASA TV
Zdjęcie: Obiekt UFO/Obcy sfotografowany na kanadyjskim odludziu – oraz aktualizacja odnośnie lokalizacji
Arizona: Zdjęcie obiektów UFO/ORB oraz ich statku-matki
Chiny: Widziany przez wiele osób obiekt UFO przyprawił świadków o zawrót głowy
Start alarmowy trzech myśliwców F18 z rozkazem przejęcia obiektu UFO

Jasne światła i niezwykła aktywność na niebie były zaledwie fragmentem znacznie większego obrazu. Na ziemi również nie brakowało niecodziennych zjawisk. Porównajcie i znajdźcie podobieństwa pomiędzy tymi dwoma nagraniami video, na których zarejestrowano coś, co wyglądem przypomina małych ludzików o dziwacznej i wręcz patykowatej budowie ciała:


Powyższe nagrania przywołują na mysl pewne stare zdjęcia, o których swego czasu głośno było na internetowych forach.

Najłatwiej zidentyfikować to pierwsze, ponieważ w owym czasie przyciągnęło najwięcej uwagi. Jeden z autorów blogu opisał okoliczności powstania tego zdjęcia w ten sposób:

Pereira, będący obywatelem Niemiec, był wtedy 33-letnim absolwentem University of Conception i nim powstało to zdjęcie, od ponad roku mieszkał w okolicy Santiago de Chile. Był zapalonym fotografem i pstrykał zdjęcia dosłownie wszędzie, gdzie tylko poszedł. Miał cyfrowy aparat marki Kodak DX6490.

Był inżynierem budownictwa, a mając wolne popołudnie w poniedziałek 10 maja 2003 roku pojechał na rowerze do obszaru zwanego Parque Forstal. Zaciekawiony widokiem konnego patrolu policji (Carabinero) postanowił zrobić mu zdjęcie. Nie był ani trochę zainteresowany tematami związanymi z UFO.

Na wykonanym przez niego zdjęciu widać coś, co wydaje się być małą istotą idącą w poprzek drogi, w momencie gdy konny patrol policji przejeżdża przez most. To jest właśnie to zdjęcie, które obiegło cały świat za pośrednictwem witryn internetowych poświęconych zjawiskom paranormalnym.

W długiej debacie z reporterami Pereira powiedział, że nie widział niczego nadzwyczajnego w momencie robienia tego zdjęcia, a istotę zauważył dopiero podczas kopiowania zdjęć na komputer.

Jest osobą cieszącą się dużym szacunkiem wśród lokalnej społeczności i nie miał absolutnie żadnego powodu, żeby manipulować przy tym zdjęciu. Nie zależało mu na popularności, nie chciał pieniędzy, a wprost przeciwnie, chętnie udostępnił zdjęcie całemu światu. W mojej ocenie, jego zdjęcie otrzymuje „wysoki stopień wiarygodności”.

Czarno-białe zdjęcie nie tak łatwo zweryfikować. Nie bardzo wiadomo skąd pochodzi, kiedy je zrobiono i kto jest jego autorem – a to zmusza nas do poczynienia pewnych założeń odnośnie jego prawdziwości, mimo że to, co na nim uwieczniono, wydaje się być jeszcze ciekawsze. Tak czy inaczej odnotujcie, że ta drobna chuda istota ma chyba na sobie malutkie buciki i bieliznę.

Starym zwyczajem zachęcamy was do samodzielnego myślenia i wyciągania własnych wniosków.

– Okaleczenia zwierząt
Farmer z Trynidadu znajduje okaleczoną krowę
Makabryczne odkrycie tuzina obdartych ze skóry zwierząt w Atwater

– Dziwne stworzenia i nowe gatunki:
Australia: Znajdźcie nazwę dla tego nowego morskiego potwora
USA: Ważące 200 funtów dziwne stworzenie z Pensylwanii
USA: Widziano kryptydę w prążki
Anglia: Obserwacje wielkiego kota w północnym Norfolk – a potem jeszcze jeden taki przypadek

Patrzmy w górę, tak i na dole będzie

Cykl artykułów pod wspólnym tytułem Łączenie Punktów (Connecting the Dots) powstaje z myślą udostępnienia w ramach pojedynczego artykułu możliwie szczegółowego wglądu w znacznie szerszy obraz. Leżąca u podstaw tego przedsięwzięcia idea opiera się na założeniu, że wszystkie wydarzenia na świecie są w ten lub inny sposób ze sobą powiązane, a naszym celem jest to rozwikłać, przy jednoczesnym wyzbyciu się nawyków linearnego myślenia i potraktowaniu tego w charakterze obserwacji nieustannie zmieniającej się mozaiki.

W ten sposób walczymy ze społecznym uwarunkowywaniem, które mogłoby spowodować fragmentację naszej wiedzy, a przez to doprowadzić do zablokowania naszej kreatywności i ograniczenia naszego stale poszerzającego się rozumienia rzeczywistości. Nie pretendujemy do roli mających na wszystko odpowiedź, a to dlatego, że w naszych poszukiwaniach dokładniejszych i obiektywnych punktów widzenia jesteśmy zawsze otwarci na nowe perspektywy – nawet takie, które mogłyby się większości ludzi wydawać bardzo dziwne.

W okresie minionych dwunastu miesięcy staraliśmy się śledzić pojawiające się na niebie i ziemi wskazówki oraz odczytywać ich faktyczne i symboliczne znaczenie: w polityce, ekonomii i społeczeństwie; a także w środowisku naturalnym (pozornie) naszej planety, oraz poza nią. Ogółem, marzec dał nam bardzo wiele do myślenia. Ponieważ kłamliwość i machlojki elit stają się bardziej niż kiedykolwiek dotąd oburzające i jawne, tłumiąc kreatywność i wolną wolę mas chcących poznać i zrozumieć swoją rzeczywistość, „Matka Natura” wydaje się być coraz bardziej sfrustrowana i wściekła.

To przypomina nam o komentarzu Victora Clube, autora i eksperta od komet i kosmologii, na temat „niebiańskich wydarzeń” z lat 80-tych:

„Cynicy … powiedzieliby, że nie potrzebujemy niebiańskiego zagrożenia, by ukryć intencje Zimnej Wojny; raczej potrzebujemy Zimnej Wojny, by ukryć intencje niebiańskie!”

Dla dzisiejszych czasów wskazana byłaby pewna korekta:

„Cynicy … powiedzieliby, że nie potrzebujemy niebiańskiego zagrożenia, by ukryć intencje Wojny z Terroryzmem; raczej potrzebujemy Wojny z Terroryzmem, by ukryć intencje niebiańskie!”

Na wielu innych frontach życie na planecie Ziemia coraz częściej daje swoim mieszkańcom odczuć, że wszystko nie jest takie, na jakie wygląda – tak u góry, jak i na dole. Podejmiecie z nami to wyzwanie?

© Unknown / “Prometeusz Przynosi Ludzkości Ogień” – Heinrich Friedrich Fuger

© Unknown / “Prometeusz Przynosi Ludzkości Ogień” – Heinrich Friedrich Fuger

***

Komentarz: Odnosząc się do nocnej fotografii obiektów mogących być statkami UFO, jeden z czytelników SOTT przedstawił następującą sugestię:

Najprawdopodobniej nie są to obiekty UFO, lecz odbicia snopów światła z ziemi spowodowane właściwościami  soczewki aparatu fotograficznego.

Kliknij aby powiększyć

Zwróćcie uwagę na podobieństwo tych „obiektów UFO” do tak zwanych kaustyk (wywołanych przez sferyczne zwierciadła albo soczewki, na przykład na filiżance) z Wikipedii [eng.]:

Soczewki fotograficzne mogą być wielowarstwowe i dawać sporo możliwości zakłóceń i odbić, które z kolei mogą tworzyć efekt flary w obiektywie, optyczne artefakty itp. Patrz:

„Obiekt” tego samego rodzaju można zobaczyć na początku tego wideo z You Tube, do którego również linkuje obecny odcinek „Łączenia Punktów”.

Nie oznacza to wcale, że zjawisko UFO nie istnieje! Po prostu wygląda na to, że powyższe zdjęcie wśliznęło się do zbioru danych, co pokazuje, jak trudno jest odróżnić (rozmyślny albo niezamierzony) SZUM od RZECZYWISTEGO SYGNAŁU.

Wydaje się, że jest to zadawalające wytłumaczenie. Ale kto wie? Katalogując codzienne doniesienia o dziwnych obserwacjach i wydarzeniach, nie da się ustrzec przed przypadkami możliwymi do  wytłumaczenia przez poznane już zjawiska. Z drugiej strony, uczenie się samodzielnego rozróżniania wymaga od nas również bycia otwartym na wszystkie możliwości. Zapraszamy czytelników do przeanalizowania tych setek obserwacji obiektów, które przekraczają powszechnie przyjęte granice tego, co jest możliwe, a co nie jest.

Ile jest zajączków?

***

Dla zainteresowanych tematem kaustyk (zajączków) – kilka linków:

http://www.mimuw.edu.pl/delta/artykuly/delta1105/derfel.pdf
http://pl.wikipedia.org/wiki/Kaustyka
http://en.wikipedia.org/wiki/Caustic_(optics)
http://forum.optyczne.pl/viewtopic.php?t=5461 😉

Advertisements

8 komentarzy »

  1. Jestem pod ogromnym wrażeniem pracy, włożonej w tłumaczenie tego tekstu – i do tego charytatywnie (?) Z ciekawości przerzuciłem tekst do Worda – wyszło prawie 40 stron, 9 tys. wyrazów, 70 tys. znaków – to połowa książki! Ile godzin tłumaczy się tekst tego rozmiaru?

    Komentarz - autor: KAP — 3 maja 2009 @ 23:16

  2. Dzięki 🙂

    Uznanie należy się przede wszystkim autorom cyklu – redakcji SOTT. Każdy artykuł z tego cyklu jest pisany przez kilka osób z pomocą wielu innych, codziennie wyszukujących i publikujących artykuły na SOTT, które potem stanowią bazę do kolejnego odcinka CtD. Pisanie odcinka, ta najbardziej twórcza praca, trwa co najmniej dwa tygodnie. I jest całkowicie charytatywna. Tak jak całkowicie charytatywnie (powiedziałabym: dla własnego widzimisię) są te odcinki tłumaczone. Przeważnie tekst jest dzielony pomiędzy trzy osoby, które tłumaczą w wolnych od codziennych obowiązków chwilach. Jak możesz się zorientować po datach publikacji, zajmuje to około miesiąca. Profesjonalny tłumacz, zajmujący się tylko tym tekstem, pewnie zrobiłby to w tydzień.

    Nie uważasz jednak, że to co się naprawdę tu liczy, to nie ilość włożonej pracy w pisanie czy tłumaczenie, ale wyjątkowość tego cyklu pod względem zestawienia dostępnych informacji, wskazywania możliwych pomiędzy nimi związków i rysowania całościowego obrazu aktualnej sytuacji na świecie? Głęboki wgląd w ogólną dynamikę i rozumienie jej – to moim zdaniem zasługuje na najwyższe uznanie.

    Co nie umniejsza wcale faktu, że niezmiernie jestem wdzięczna tym, którzy mają takie widzimisię, żeby swój czas przeznaczać na tłumaczenia. Dziękuję!

    Komentarz - autor: iza — 4 maja 2009 @ 09:11

  3. Regularnie czytam Twoje tłumaczenia i chcę podziękować ci za to że jesteś i znajdujesz czas na ten cenny (przynajmniej dla mnie) materiał.

    Komentarz - autor: Rittswood — 5 maja 2009 @ 21:53

  4. Spójrzcie na relację uczestnika protestu w Londynie (tutaj):

    „Jesteśmy otaczani przez policję coraz ciaśniej i częściej
    […]
    widziałem wśród demonstrujących naprawdę niezbyt przyjazne twarze, nie mające nic wspólnego z anarchizmem. Twarze ludzi będących tam tylko po to, żeby coś zdemolować lub dla niecodziennych emocji. Było trochę i takich „demonstrantów”
    […]
    W pewnym momencie widzę, jak podnoszą jeden z nich w górę i rzucają nim przed siebie. Zaczyna się popłoch, kordon z całej siły rzuca się na demonstrantów, ale też na przyglądający się tłum, w którym stałem.
    […]
    Policja spycha nas coraz dalej od głównej manifestacji, w pewnym momencie zaczyna biec w naszym kierunku, popychając i bijąc, każdego, kogo spotyka na drodze
    […]
    wyjmując leżącą dziewczynę, po której razem z rowerem, przeszli policjanci – wyciągał ją spod ich nóg… Nie była to sytuacja wyjątkowa, gdy policja atakowała postronnych ludzi.”

    Zastanawia mnie ta taktyka Policji – otoczyć, podzielić, odseparować, stłoczyć, kontrolować… a potem bić wszystkich bez wyjątku, pod byle pretekstem [dostarczonym przez agentów prowokatorów]. Do złudzenia przypomina tą przyjętą wobec całych narodów.

    Komentarz - autor: Kruk — 6 maja 2009 @ 08:14

  5. Mnie zastanawia temat przypadków UFO, zakładam że część to odłamki lub obiekty zbudowane przez ludzi jednak na pewno nie wszystko. Pytanie jest zasadnicze… kiedy dojdzie do oficjalnego kontaktu.

    Komentarz - autor: Rittswood — 6 maja 2009 @ 10:31

  6. Wspaniale analizy!Gratuluje poziomu tlumaczenia!

    Komentarz - autor: Salman K. — 9 maja 2009 @ 15:11

  7. Przepraszam, że ośmielam się pisać na temat może nie bezpośrednio związany z postem. Chciałbym jednak uprzejmie zachęcić do refleksji nad artykułem “Czy Traktat Lizbonski legalizuje pedofilię?”, dostępnym na: http://rzeczywistoscgryzie.wordpress.com/2009/10/21/czy-traktat-lizbonski-legalizuje-pedofile/

    Komentarz - autor: rzeczywistoscgryzie — 22 października 2009 @ 00:01

  8. @rzeczywistoscgryzie
    mnie gryzą źrodła, na których oparty jest Twój artykuł, przede wszystkim pierwsze z nich. Ale oczywiście każdy ma prawo opierać się na takich źródłach, jakie mu odpowiadają, i promować je. Zwłaszcza na swoim blogu.

    Komentarz - autor: iza — 7 listopada 2009 @ 23:07


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: