PRACowniA

23 marca 2009

Polityka historii

Filed under: Nauka — pracowniaiv @ 21:37
Tags: , ,

Laura Knight-Jadczyk
Signs of the Times
29 lipca 2007 06:27 UTC

[oryg.: The Politics of History]

Bóg rzekł do Abrahama: „Zabij dla Mnie syna twojego”

Bóg rzekł do Abrahama: „Zabij dla Mnie syna twojego”

Dzisiaj chciałabym omówić przeczytaną ostatnio książkę „Mityczna przeszłość: Biblijna archeologia oraz mit Izraela” (The Mythic Past: Biblical Archaeology and the Myth of Israel). Pozwolę sobie rozpocząć od przytoczenia cytatu z innej, niedawno wydanej książki Nachmana Ben-Jehudy, izraelskiego socjologa:

„Jak postrzegamy naszą kulturę? Jak rozumiemy siebie – istoty potrzebujące sensu? Proces socjalizacji umieszcza nas w złożonych strukturach społecznych, żyjemy w określonej kulturze, z której czerpiemy istotę własnej tożsamości, a jednocześnie sami również budujemy owe kultury. Jak ten proces się odbywa? Jaka jest natura tych kulturowych procesów…?

Jednym z interesujących sposobów odkrywania kultur jest badanie niektórych z mnóstwa kontrastów, które tak znamiennie je kształtują. Kontrasty wyznaczają granice, które z kolei określają różnorodność wszechświatów symboliczno-moralnych, z których skomplikowane kultury są stworzone. Owe symboliczno-moralne wszechświaty dają z kolei początek tak indywidualnym jak i zbiorowym tożsamościom oraz wspierają je. Istnieje wiele takich kontrastów, jedne bardziej gruntowne od innych. Istnieją kontrasty fizyczne, takie jak: czarny/biały, dzień/noc, morze/ląd, góra/dolina; oraz kontrasty stworzone przez społeczeństwo i moralność, takie jak dobry/zły, słuszny/niesłuszny, sprawiedliwość/niesprawiedliwość, zaufanie/zdrada. Kontrast, na którym się skupimy w tej książce („Mityczna przeszłość: Biblijna archeologia oraz mit Izraela”), jest jednym z istotniejszych – to kontrast pomiędzy prawdą a kłamstwem. Kontrast ten przecina wiele wszechświatów symboliczno-moralnych, ponieważ dotyczy właściwości, do której przykładamy najwyższą wagę – pomiędzy tym co prawdziwe a tym co złudne.

Linia podziału pomiędzy tym, co jest prawdą, a tym, co nią nie jest, nie pojawiła się w ciągu jednej nocy, lecz powstawała stopniowo w zachodniej myśli filozoficznej na przestrzeni wielu lat. …

Jako naukowcy musimy przyznać, że istnieją wersje rzeczywistości niezgodne, a nawet sprzeczne z „faktami”. Rzeczywistości, tworzone przez fałszywe wersje, są sztuczne i zwodnicze. …

Trzymanie się społecznych realiów, które są oparte na niewłaściwych empirycznych faktach oraz na fałszywych informacjach, jest – najwyraźniej – możliwe, obciążone jest jednak wysokim kosztem jeśli chodzi o autentyczne rozumienie świata, w którym żyjemy.

Nacjonalizm wymaga opracowania prawdziwej lub wymyślonej przeszłości…

Archeologia nacjonalistyczna nie ma innego wyboru jak stać się polityczną.

…W razie omawiania przeszłości musi również posuwać się do manipulacji. Manipulowanie archeologią w celu zalegalizowania konkretnych przeszłości – prawdziwych czy wymyślonych – jest skutecznym narzędziem do wykorzystania, gdy ktoś zechce wykuć tożsamość narodową oraz stworzyć jedność poprzez wykształcenie silnego poczucia wspólnej przeszłości…”

To jest właśnie problem omawiany przez Thomasa L. Thompsona w książce „Mityczna przeszłość: Biblijna archeologia oraz mit Izraela” – tworzenie wymyślonej przeszłości, zakończone dawno temu, dla celów wykształcenia tożsamości narodowej pośród uchodźców. Jednakże, gdy wszystko było jeszcze tworzone, docelowi odbiorcy rozumieli, iż nie jest to prawdziwa „historia”, lecz raczej ideologiczny podręcznik dla przyszłych pokoleń. Prawdziwe problemy rozpoczęły się, gdy jakiś czas później inna grupa zdecydowała się użyć tych samych opowieści (powszechnie już dostępnych) w celu spełnienia swoich imperialnych ambicji i zaprezentowała tę ideologiczną literaturę jako Historię. Krótko rzecz ujmując, Thompson i inni wykazują, że „Historia Izraela” była tak naprawdę stworzona przez europejskie elity dążące do kolonizacji świata. Wiedziały one, że gra jest warta świeczki.

Przytoczmy słowa Keitha W. Whitelama, który w książce „Wynalezienie starożytnego Izraela: Tępienie palestyńskiej historii” (The Invention of Ancient Israel: The Silencing of Palestinian History) pisze:

„Istnieje więc coś, co moglibyśmy nazwać dyskursem studiów biblijnych, które są potężną współoddziaływującą siecią idei oraz twierdzeń, które to, według swoich wyznawców, można nazwać racjonalnymi wynikami obiektywnych badań, ale jednocześnie maskuje się prawdę o zaistniałych nadużyciach władzy. […]

Kult jednostki, który zdominował wszelkie formy współczesnej polityki w USA, Wielkiej Brytanii, Europie oraz wszędzie indziej na świecie przy pomocy siły telewizji, kamer oraz komunikacji satelitarnej, potwierdza tylko lęk iż przeznaczenie ludzkości kształtują wpływowi mężczyźni oraz garstka kobiet. Jakakolwiek próba badania wydarzeń oraz zjawisk leżących u podstaw tworzenia z góry określonych poglądów owych jednostek, lub próba wytłumaczenia ich „sukcesu” w przekonywaniu społeczeństwa do wspierania ich samych, spotyka się ostatecznie z odrzuceniem i określeniem jej mianem suchego materializmu lub niewyszukanej marksistowskiej interpretacji historii. […]

Stopniowe ujawnianie wzajemnych powiązań studiów biblijnych z polityką zapewni lepsze zrozumienie sił, które pomogły ukształtować wyobrażenie przeszłości, które zmonopolizowało historię regionu… Niewypowiedziane lub nie poznane stanowiska polityczne i religijne współczesnego systemu nauczania przyczyniają się do zatarcia obrazu roli starożytnej polityki w przeszłości.

Zasadniczo, Whitelam oraz Thompson i inni twierdzą, że nasza historia, która została przepojona motywem „przeniesienia historii Izraela do Europy” jest tworem myśli eurocentrycznej. Owa idea jest również tym, co zawiodło nasz świat nad krawędź zagłady w dzisiejszych czasach.

Tak więc pytania: kto jest u władzy, jak myśli oraz jaki ma to wpływ na społeczeństwo nie są błahe, żyjemy w świecie będącym tego konsekwencją.

John Henrik Clarke, autor książki „Krzysztof Kolumb i afrykański Holokaust: Niewolnictwo oraz powstanie europejskiego kapitalizmu” (Christopher Columbus and the Afrikan Holocaust: Slavery and the Rise of European Capitalism), patrzy na tę kwestię z innej perspektywy, która definiuje problem, jednak wyklucza jego przyczynę (tj. ludzie sprawujący władzę „piszący historię” ze swoich własnych imperialistycznych pobudek):

„Europejczycy nie tylko zaczęli kolonizację większości znanego świata, uzależnili od siebie także informacje o owym świecie. Podporządkowali sobie Biblię. Skolonizowali wszelkie pochlebne wizerunki nie-europejczyków. Najbardziej efektywnym przejawem kolonizacji była kolonizacja obrazu Boga. Poprzez misjonarzy, poszukiwaczy przygód, korsarzy i handlarzy niewolników rozpoczęli oni krzewienie poglądu, iż Bóg ukochał ich bardziej niż innych. Mówili, że, w istocie rzeczy, wszyscy Europejczycy są wybrańcami Boga. […]

Teraz Europejczycy mówili swoim ofiarom, że świat czekał w ciemnościach aż [Europejczycy] przyniosą mu światłość. W rzeczywistości jednak, gdziekolwiek pojawiał się Europejczyk, gasił światła kultury, duchowości oraz tradycyjne zwyczaje swoich ofiar. Nie tylko nie rozumiał ich kultury, nie miał nawet takiego zamiaru. Europejczycy wypowiadali wojnę strukturze każdego społeczeństwa, do którego wtargnęli lub w którym zostali przyjęci jako goście. […]

We wczesnych latach dziewiętnastego wieku system niewolnictwa oparty na posiadaniu mienia otworzył drogę systemowi kolonialnemu. Nie był to bynajmniej koniec rasizmu… była to jedynie radykalna zmiana w sposobie jego manifestowania. Europejczycy mogli teraz zmienić system panowania nad ludnością Afryki oraz ludźmi innych ras niż biała, i zniewalać ich będąc tysiące mil od domu. Zaczęli więzić ich na miejscu, w ich własnych krajach, wykorzystując te kraje jako rynki zbytu dla nowych dóbr wypływających z postępującej europejskiej rewolucji przemysłowej, ze swoich krajów i pracy swoich rodaków; a wszystko po to, aby zapewnić wodę na europejski młyn. U podstaw przemysłowego rozkwitu Zachodu leży forma rasizmu, który pomógł ukształtować fundamenty dzisiejszego systemu ekonomicznego, nazywanego kapitalizmem.”

Thompson pisze:

„Wczesna historia Palestyny to opowieść o rolnikach i pasterzach, o wioskach i targowiskach. Opowiada o lokalnych rządcach i ich interesantach oraz o wszystkich innych wczesnych stylach życia, które przetrwały tak długo w tym zakątku regionu śródziemnomorskiego. To historia bogatej różnorodności ludzi na przestrzeni długiego okresu czasu…

Nasze badania korzeni i początków rozwoju historii skupiają się także na ludziach, którzy napisali Biblię. W jaki sposób historyczne ludy Palestyny są powiązane z ludźmi, którzy stworzyli Izrael znany z przekazów? Nie jest to jałowa kwestia. Nowa historia ludu Palestyny oraz jego odległych początków prawie całkowicie wypływa z wyników badań archeologicznych oraz lingwistycznych prowadzonych na przestrzeni ostatnich pięćdziesięciu lat. Przedstawia obraz tak zupełnie nieznany i tak różniący się od wersji biblijnej, że twórcy Biblii zapewne by go nie rozpoznali – tak gruntownie musiało się zmienić nasze rozumienie przeszłości.

W tej historii nie ma Adama i Ewy, nie ma Noego, Abrahama i Sary. I nie ma tam dla nich miejsca. Nawet Mojżesz i Jozue nie mieszczą się w tej opowieści o ludziach, którzy wykreowali Biblię i jej świat. …

Konflikt otaczający Biblię i historię – odgrywał on istotną rolę w zachodniej myśli od czasów napoleońskiej okupacji Egiptu pod koniec XVIII w. – jest w gruncie rzeczy kontrowersją fałszywą. Pojawiła się ona z powodu naszej tendencji do wiązania pierwotnych mitów z historią współczesnego świata. To sprawiło, że traktowaliśmy biblijną perspektywę jako historyczną, dopóki nie stanęliśmy twarzą w twarz z twardymi dowodami na to, że jest inaczej. Nie powinniśmy próbować ocalić naszych mitów o pochodzeniu jako faktów historycznych. Ukrywa to przed nami ich znaczenie oraz sprawia, że ignorujemy silne antyintelektualne źródła fundamentalizmu, które leżą u podstaw tak wielu  zainteresowań biblijną archeologią na przestrzeni dziejów. […]

Uczeni tradycyjnie mówili o politycznej strukturze Palestyny w epoce brązu jako o „współdziałającym systemie miast-państw”. Taka terminologia jest równie szkodliwa co pochopna. Palestyna w owym wczesnym okresie nie miała miast, poza miastem Hazor na dalekiej północy; istniały jedynie wioski i niewielkie miasteczka. Populacja największego z nich wynosiła, w najlepszym wypadku, ledwie kilka tysięcy. … Posługiwanie się nomenklaturą „struktury państwowej” w odniesieniu do tychże osad sprawia, iż można by pomylić Palestynę epoki brązu z renesansową Italią! […] Palestyna, aż do okresu asyryjskiego, była krainą stabilnych, autonomicznych osad zarządzanych przez „książąt” i naczelników. … Czy jakiekolwiek miasto lub koalicja miast zdolne były do angażowania się w akcję polityczną celem mobilizacji i wyposażenia odpowiedniej armii [do prowadzenia potężnych bitew]? Wątpliwe. Archeologiczne dowody z wykopalisk świadczą, iż struktury polityczne i militarne wielu miast jak i regionów Palestyny dalekie były od potwierdzenia podobnych założeń. … Jest to również sprzeczne z historycznymi wyobrażeniami salomonowego imperium. […]

Gdy ktoś bada historię Palestyny niezależnie od biblijnego spojrzenia na przeszłość [zauważy wtedy, że] okres ten ujawnia niewiele dowodów pojawienia się biblijnego Izraela. […]

Nie ma żadnych dowodów na istnienie zjednoczonego królestwa [izraelskiego], brak dowodów na to, że Jerozolima była jego stolicą. Nie ma też dowodów na spójną, zjednoczoną siłę polityczną, która zdominowała zachodnią Palestynę, nie wspominając o imperium rozmiarów opisywanych w legendach. Nie posiadamy dowodów na istnienie królów o imionach Saul, Dawid lub Salomon, ani na istnienie jakiejkolwiek świątyni w Jerozolimie z wczesnego okresu. To co wiemy o Izraelu i Judei z X w. [p.n.e.] nie pozwala nam interpretować braku dowodów jako luki w naszej wiedzy i informacji o przeszłości, będącej wynikiem wyłącznie przypadkowej natury archeologii. Nie istnieje ani miejsce, ani kontekst, żaden artefakt czy archiwum, które wskazywałyby na takie historyczne realia w Palestynie z X w. Nie można mówić o historycznym państwie, kiedy brak w nim społeczeństwa. To samo dotyczy stolicy bez miasta.

Historyczne państwo Izrael powstało i utrzymywało się dzięki rozwojowi przemysłu oliwkowego, opierającego się na innowacyjnym i rozbudowanym systemie teras, stworzonego na przestrzeni IX w. p.n.e. To małe państewko było porównywalne do innych państewek Palestyny, takich jak Ammon, Moab czy Edom. Obejmowało ono osiedla na wzgórzach pomiędzy Jerozolimą i doliną Jezreel… Źródeł bezpośrednich dziejów tegoż ludu należy szukać w osiedlach przesiedlonej części populacji, która opuściła niziny na skutek suszy [jaka nawiedziła region u schyłku kultury] mykeńskiej…”

Można powiedzieć, że to właśnie owa główna przyczyna jego narodzin – rozwój przemysłu oliwkowego, który był uważany za finansową bonanzę – przywiodła wschodzące „państwo” Izrael do zguby. Perspektywa dużych pieniędzy szybko zwróciła uwagę Asyryjczyków, którzy zwyczajnie przybyli i przejęli cały przemysł oliwkowy, pokonując po kolei każdego „patrona” i królewicza. Na tym etapie możemy dowiedzieć się czegoś bardzo interesującego od Thompsona. Tiglatpilesar III, król Asyrii rozpoczął proces uzależnienia syryjskiego i palestyńskiego rolnictwa od interesów asyryjskich. Co więcej, asyryjski król rozgłaszał (istnieją na to epigraficzne dowody), iż wygnał ludność z Izraela i zamienił jego króla, Pekacha, na swojego protegowanego, Hoszeę. Będąc wasalem Asyrii oraz dzięki temu, że pochodził ze stolicy Samarii, Hoshea, pod asyryjskim patronatem zdobył kontrolę nad doliną Jezreel. Trwała ona mniej niż dekadę. Taki był zasięg „królestwa Izraela”.

Teraz dochodzimy do kluczowej kwestii: asyryjska armia wprowadziła politykę transferu ludności, która angażowała przesiedlanie ludzi w obrębie imperium asyryjskiego. Powody tych deportacji były czysto imperialistyczne. Ludzie byli przemieszczani niekoniecznie z powodu ryzyka powstań narodowościowych, lecz raczej jako środek zapobiegawczy stosowany w celu eliminacji ewentualnych rywali  do władzy. Asyryjczycy przesiedlili wiele grup ludności do swoich miast oraz innych punktów zapalnych. W ten sposób władze imperium mogły ustanowić populacyjne grupy poddanych, które były całkowicie zależne od ich wpływów.

Czasami całe wioski były deportowane z podbitych terytoriów w celu odbudowania miast w innych rejonach. Zaludniali od nowa opuszczone ziemie oraz łamali wszelką etniczną jedność, która mogłaby wzniecić opór lokalnej ludności. Od początku do końca istnienia imperium asyryjskiego była to jego standardowa strategia. Została ona zaadoptowana również przez następne imperia. Asyryjska ideologia „demokratycznej równości” w obrębie prowincji była propagowana jako główna korzyść z wcielenia do imperium. Thompson pisze:

„Więzienie władców oraz ludzi z klasy rządzącej i deportacja ich do regionów w sercu imperium było przydatne. W ten sposób karano rebeliantów i pozbywano się kłopotliwych jednostek. Umożliwiało to zarządcom nowych terytoriów tworzenie terroru poprzez branie zakładników. Komplikowało również roszczenie praw do władzy lokalnym sukcesorom. Tym samym, obowiązek administracji regionów lądował na barkach lokalnych zarządców, których przetrwanie oraz akceptacja zależały od imperium. Przesiedlenia populacji uczyniły znacznie więcej niż tylko pacyfikację nowo zagarniętych terytoriów. Podważanie pozycji lokalnych sukcesorów, mających kluczową rolę w strukturach politycznych regionu, przekształcało ich w zależnych od władzy Asyrii.

Program przesiedleń był wspierany poprzez rozległą polityczną propagandę. Władcy nowych terytoriów ukazywali kapitulację jako „wyzwolenie” oraz „wybawienie” od dawnych ciemiężców. Deportację określano jako „nagrodę” dla tych populacji, które zbuntowały się przeciwko swoim przywódcom. Ludzie byli zawsze „przywracani do ich ziemi ojczystej”. Takie powroty pociągały za sobą „wskrzeszenie” „zapomnianych” bogów, poprzedzone długimi okresami tułaczki na wygnaniu. […]

Dzięki przesiedleniom do wielkich miast lub wiosek w obcych krainach, [deportowani], których przeżycie zależało od ich przyszłego poparcia imperialnych celów, zapewnili swoją wierność imperium asyryjskiemu. Wdzięczni za wolność oraz równość społeczną w swoim nowym otoczeniu, służyli za przeciwwagę dla lokalnej opozycji…

Niektóre wczesne opracowania prezentują asyryjskiego króla jako zbawcę ludzi, który, po uwolnieniu ich spod jarzma tamtejszych władców, powrócił ich wraz z bogami do ziemi ojczystej, z której zostali wygnani. Na miejscu, przesiedleńcy byli zachęcani do myślenia o swoim położeniu w kategoriach raczej przywrócenia niż karnej deportacji. Mieli czuć się jak ludzie ocaleni z wygnania dzięki woli króla. Stali się reemigrantami do swojej ziemi ojczystej, na powrót zjednoczeni ze swoimi zapomnianymi bogami. …

Deportowani otrzymywali ziemię oraz zwrot majątku od Asyryjczyków, dostawali także ochronę przed miejscową ludnością, która postrzegała ich jako intruzów i uzurpatorów. … Ostatecznym celem było pozbycie się regionalnych i narodowych dystynkcji oraz stworzenie imperialnego społeczeństwa… […]

Pod rządami perskich władców grupy ludności były wysiedlane z Mezopotamii i kierowane do południowej Palestyny. Ustanowiono nową kolonię w Jerozolimie i okolicach. Przesiedleniom tym towarzyszyła tradycyjna polityczna propaganda”.

Mam nadzieję, że implikacja powyższego zdania nie umknie czytelnikowi. Warto się zastanowić, KTO został „powrócony” do Izraela z „babilońskiego wygnania” pod protekcją perskiego króla?

Po zapoznaniu się z historią oraz archeologią regionu, Thompson kieruje uwagę w stronę literackiego świata autorów biblii. Podtekst tego rozdziału prowadzi nas prosto do teologicznego świata biblii. Zasadniczo, Thompson śledzi ideologię. George Dumezil nazwał to „linią siły”. Po rozbiorze poszczególnych tekstów, odczytaniu z ich treści jak największej ilości pewnych informacji oraz ustaleniu wiarygodności każdego elementu, nadal pozostaje kolejne pytanie stanowiące esencję tematu: Jakie są główne trendy całości? Jakie linie siły przebiegają przez ideologiczne pole, w którym zawarte są detale?

Często w tym miejscu pojawia się subiektywna wiara, działająca jak soczewka, przez którą oglądamy naszą przeszłość i teraźniejszość, oraz skala, podług której oceniamy wartość faktów jako opozycji do wiary.

To sprowadza nas z powrotem do słów Nachmana Ben-Jehudy:

„Jako naukowcy musimy przyznać, iż istnieją wersje rzeczywistości niespójne, a nawet sprzeczne z „faktami”. Rzeczywistości tworzone przez takie fałszywe wersje są sztuczne i zwodnicze”.

Ocena Thompsona dotycząca teologicznej rzeczywistości judaizmu jest szokująca. Wprowadza w nią czytelnika na swój okrężny oraz dobrotliwy sposób budując kolejne warstwy objawień, które – gdy czytelnik się z nimi zapozna – sprawiają, że zastanawiamy się, dlaczego nie zauważyliśmy tego wcześniej! W końcu uświadamiamy sobie, że jest coś bardzo mrocznego i niepokojącego w judaizmie w jego pierwotnej formie – powstał na modłę asyryjskiego imperializmu przeobrażonego w „królestwo niebieskie”.

Narratorzy Biblii (Nowy Testament jest jedynie kontynuacją tej samej literackiej tradycji) skupili się na „wierze i lojalności” wobec patrona, imperialnego władcy. Całkowita akceptacja swojego losu jest tym, co jest uznawane za „prawe” i mądre. W tym właśnie kontekście jawi się „syn boży” – reprezentant imperialnego władcy. W Biblii występuje dobrych kilku „synów bożych”. Idąc za definicją, jest nim każdy, kto akceptuje los zesłany przez Boga i kto czyni wszytko, co Bóg mu każe, nie zważając na to, jak złe może to być w oczach jego samego bądź innych ludzi. Właściwie, jeśli ktoś jest naprawdę dobrym „synem bożym”, nic, co bóg każe mu uczynić, nie będzie wydawało się złe, niezależnie od tego czy będzie to unicestwienie każdego mężczyzny, kobiety i dziecka w przypadkowym mieście, czy też poświęcenie własnego syna. Thompson pisze:

„Fakt przytoczenia przez Marka pieśni Dawida z psalmu 22:2-3 w ostatnich chwilach Jezusa przywołuje na myśl podobieństwo scen  cierpienia Dawida i Jezusa na Wzgórzu Oliwnym. Aluzja wydaje się być celowa, na co wskazuje szerszy kontekst psalmu. Potwierdza to również obraz Jezusa stworzony przez Marka… […]

Powinniśmy również przypomnieć sobie pieśni cierpiącego sługi u Izajasza 42-53 oraz opowieść o królu Achazie tamże rozdz. 7. Obaj akceptują swe przeznaczenie, odmawiając kwestionowania Boga. Tak jak Dawid na Górze Oliwnej, Jezus nie poddaje Boga próbie. W swojej pokorze podąża ścieżką prawości. Zawierzył Bogu. Został wzgardzony przez ludzi. […]

Jezus, jako pokorny sługa tradycji, wzywa Boga aby Ten był z nim. Wraz z tym krzykiem, rozdziera się na dwoje zasłona skrywająca Najświętszy Przybytek, oddzielająca Boga od śmiertelników, po czym następuje jego śmierć – Bóg jest z nim!

Ta niemal gorzka, prześmiewcza ironia ewangelii Marka znajduje swój punkt kulminacyjny w zrozumieniu rzymskiego centuriona, który słyszy okrzyk rozpaczy i śmierci. „Zaprawdę, człowiek ten był synem bożym”. … Za słowami centuriona kryje się ukryta, ciemna strona biblijnej tradycji: Bóg porzuca swoje dzieci. To krzyk rozpaczy Jezusa sprowadza owo przekonanie poza wszelką wątpliwość. W ewangelii Marka Jezus odgrywa rolę syna Bożego. Jak Izrael swego pierworodnego, jak Samson, Samuel i Saul, jak prorocy Eliasz i Jonasz, i wreszcie jak Hiob w jego roli w tej tradycji. Rola ta pośredniczy a także świadczy o powszechnej ludzkiej ambiwalencji w stosunku do boskości w naszym życiu. Do Królestwa wstęp mają tylko zmarli.”

Następnie Thompson rozważa, co naprawdę oznacza „być z Bogiem”, oraz jak tradycja zmyślnie informuje nas, że naprawdę oznacza to śmierć i zniszczenie! Wielokrotnie w tekście, gdy przybywa „Jahwe, bóg armii”, nie ma nic oprócz zagłady – Armagedon.

„Dni Jahwe – gdy Jahwe będzie z nami – są dniami zniszczenia i należy się ich obawiać. Symbolika przywołuje obraz wojny i destrukcji jako odpowiedź boskiego sądu oraz gniewu. Rozwinięcie metafory „dnia Jahwe” jako dnia, w którym Jahwe przybędzie sądzić Izrael, bierze swą siłę bezpośrednio z wizji przeszłości, która widzi zniszczenie Jerozolimy oraz starego Izraela jako zasłużoną karą zesłaną przez Boga”.

Co interesujące, okazuje się, że Jahwe jest jedynie „synem bożym”. Można się zastanawiać, czy nie jest to kolejne imię Szatana!

W pewnym miejscu Thompson wskazuje najbardziej interesujący paradoks:

„Historycyzm ukryty w ruchu biblijnego teologizmu sprzed 50 lat jest bardziej nowoczesny niż biblijny. To, do czego zwykle odnosimy się jako do historii, jest bardziej tradycją. Nie interesuje się ona ani przeszłością, ani przyszłością. Obie są jedynie odbiciem rzeczywistości i jako takie różnią się od niej. Najbardziej dezorientującą trudnością pojawiającą się przy takich interpretacjach Biblii jest to, iż próbuja one przdstawić perspektywę rzeczywistości leżącą u podstaw biblijnych tradycji za pomocą swoistych nowoczesnych terminów. Pozwala to na refleksje o rzeczywistości, ale nie na refleksję o tym, co było rzeczywiste dla autorów Biblii. … To fundamentalne założenie (powiedziałbym nawet arogancja) teologii biblijnej u swoich podstaw ma zaszczepioną wiarę w nieadekwatność wizji świata starożytnych. Równocześnie podtrzymywane jest twierdzenie, iż ślepa wiara w religijną perspektywę tego samego prymitywnego świata może okazać się drogą do zbawienia.”

Ostatecznie musimy powrócić do pytania: „czyja to historia?”

„Pisanie jest ćwiczeniem z zakresu sztuki perswazji i wpływania na innych. Dotyczy to w równej mierze historii jak i innych form pisarstwa. … Historię kreują jej pisarze. … Jako taka, należy do swoich autorów.

Możliwość twórczej nadinterpretacji tradycji nie ogranicza się do jej treści, ani tego, jak wiernie owa treść odnosi się do dawnej tradycji. Jest ona niemal całkowicie zdeterminowana przez głosicieli tradycji. Tekst podobny do tych, jakie znajdujemy w Biblii, jest na łasce ludzi, którzy roszczą sobie prawa do tradycji i którzy ją interpretują. […]

Kiedy zapytamy o tych, którzy przez wieki przekazywali takie opowieści, jakie uważano za znaczące, trudno uniknąć konkluzji, iż historia Izraela jest w większej części europejska. Żydowska czy chrześcijańska, historia ta jest produktem mentalności Europy i jest niezbędna dla jej zrozumienia. To Europa ją wykreowała – i zrobiła to dla własnych celów. […]

Przywłaszczenie historii Palestyny wspiera europejskie intelektualne i duchowe pobudki szukające zgodności z Biblią, oraz z tym, co uznaje się za przeszłość Europy. Samoświadomość Europy jako chrześcijańskiej ma swoje korzenie w Biblii – korzenie, które sięgają aż do początków stworzenia.”

A więc stało się – historia Palestyny, Palestyńczyków została prawie kompletnie wymazana przy pomocy sztucznej, wymyślonej „historii Izraela” – tworu, który po prostu nigdy nie istniał. W ten sam sposób, w dzisiejszych czasach, historia Palestyny – tysiące lat bogatej kultury – również została wymazana. Zachód, poprzez swoją służebnicę – wymyślony Izrael – obecnie wymazuje Palestyńczyków.

Kilka słów na temat stylu: tak, Thompson pisze okrężnie, a czasami jego styl jest odrobinę za „gęsty” i pełen powtórzeń, jednak w żaden sposób nie umniejsza to wartości książki. Naukowcy nie piszą dla rozrywki, ale raczej w celu przekazania często złożonych idei, które muszą być opracowane warstwa po warstwie. Pomimo to uważam, że materiał zamieszczony w książce mógłby zostać przekazany w bardziej przyjazny dla przeciętnego czytelnika sposób, ponieważ – moim zdaniem – książka ta powinna być szeroko rozpowszechniona. Być może jakaś przedsiębiorcza dusza podejmie się napisania książki pod tytułem „Prawda o Biblii dla żółtodziobów”.

Przeczytanie i zrozumienie tej książki wymaga cierpliwości i koncentracji oraz wysiłku intelektualnego. Jest ona jednak tego warta.

Advertisements

Dodaj komentarz »

Brak komentarzy.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: