PRACowniA

14 marca 2009

Łączenie Punktów: Wojna przeciw ludziom, ‚no change’ Obamy i umacnianie prawicowego Izraela

Tekst oryginalny: Connecting the Dots: The War on People, Obama’s No Change and the Hardering of Right Wing Israel

SOTT editors
SOTT.net
Sat, 28 Feb 2009 14:30 UTC

© International Pub Co. 1911

© International Pub Co. 1911

Jesteśmy świadkami ważnej zmiany w retoryce mediów oraz elity w odniesieniu do światowego kryzysu gospodarczego. Ich groźby przed zamieszkami i społecznym wstrząsem wydają się sugerować, że wymagane będą ostrzejsze środki kontroli; tak oto “wojna z terroryzmem” spełniła swoje zadanie jako sprawdzian dla “wojny z ludźmi”.

Na przekór oczekiwaniom społeczeństwa, nowy rząd Stanów Zjednoczonych wcale nie odchodzi ze ścieżki obranej przez administrację Busha; wszelkie zmiany jak dotąd wpłynęły tylko na wizerunek.

Nastrój nacjonalizmu staje się także coraz wyraźniejszy w Izraelu po zwycięstwie Netanjahu. Istnieją przesłanki, że agresja Izraela skierowana na sąsiednią Palestynę lub/oraz Iran, zostanie wznowiona po przerwie związanej z tworzeniem nowego rządu.

Całe to polityczne i ekonomiczne zamieszanie dzieje się na planecie doświadczającej dziwacznych klimatycznych jak i kosmicznych zjawisk.

Czyniąc rzeczy gorszymi

Jest już powszechnie wiadomo, że światowa gospodarka – w tym Stanów Zjednoczonych – znajduje się w opłakanym stanie. Słyszymy o tym w mainstreamowych jak też alternatywnych mediach. Może czytaliście też nasze analizy ekonomiczne. Jednak różnica polega na tym, że u wielu mainstreamowych i alternatywnych źródeł jawi się więcej panikarstwa, zamieszania oraz dezinformacji, a o wiele słabiej próbuje się dokonać odpowiedzialnej i obiektywnej analizy – której staramy się tutaj sprostać. Podejrzewamy, iż złowieszczy ton doniesień w mediach jest rzeczą istotną samą w sobie, a to dlatego że:

Media nie są jedynie sprawozdawcą wydarzeń. To także potężne narzędzie manipulacji. Jest ono w istocie tak potężne, że może mieć decydującą rolę w tworzeniu objaśnień rzeczywistości, na których ludzie opierają się w ich codziennym życiu. Bezustannie wykorzystuje się media do kształtowania naszych poglądów oraz do sterowania źródłem naszego zainteresowania. Ludzie u władzy wiedzą o tym. Kiedy politycy znajdą się w opałach z powodu rewelacji nadszarpujących ich wizerunek, mogą wtedy wykreować większą aferę z niczego celem skierowania uwagi otoczenia gdzie indziej (zob. film Wag the Dog będący zabawną karykaturą owego mechanizmu). W ten sam sposób populistyczni liderzy wraz z ich poplecznikami w mediach próbują rozsiewać informacje o rządowych dokonaniach czy polityce, które nadają im wygląd szczerych, patriotycznych, silnych, bystrych czy zdolnych. Taka jest podstawowa zasada działania mediów.

© Mr. Fish

© Mr. Fish

Tym samym, jeśli pewna kwestia jest powodem do obaw a język mediów i elity zdaje się podkreślać ten zły nastrój, musimy zapytać dlaczego. Być może pytanie jest nawet większej wagi dla spraw gospodarczych biorąc pod uwagę, że nasz kapitalistyczny model w głównej mierze opiera się na wspólnym zawierzeniu konsumentów, inwestorów oraz finansowych spekulantów. To, co zostało powiedziane o gospodarce jest rzeczą doniosłą samą w sobie, nieco odbiegającą od przyziemnej ekonomicznej rzeczywistości. Gdyby ludzie u władzy zgodzili się na przywrócenie gospodarki do stanu sprzed kryzysu, stale byśmy otrzymywali zapewnienia, że nawet jeśli przez chwilę jest ciężko, to powrót do czasu prosperity jest tuż za rogiem dzięki lekarstwu, które z taką wprawą zastosowali nasi światli przywódcy.

Zasadniczo nie taką wiadomość otrzymujemy. Tak więc musimy zapytać dokąd ta alarmistyczna i pesymistyczna atmosfera nas prowadzi, i dlaczego.

Dokąd? To oczywiste, że prowadzi nas do stanu rozpaczy i chaosu, co przyspieszy ekonomiczny upadek.

Dlaczego? Z tego co widzieliśmy do tej pory, możemy mówić o dwóch przyczynach: tymczasowej, mającej na celu uzasadnienie tzw. bailoutów, które napełnią kieszenie elity; a po drugie, by wprawić w panikę globalną społeczność ewentualnością zamieszek, plądrowań, upadkiem struktury społecznej a nawet wojny domowej.

Jedynym rodzajem odpowiedzi na kryzys, jaki widzieliśmy do tej pory, są niechlubne pakiety rachunkowe (bailout), które w skrócie są przekazaniem pieniędzy w ręce tych, co są najbardziej winni całego bałaganu (banki najczęściej są beneficjentami) a nie dla ludzi desperacko ich potrzebujących. Jako przykład rozpatrzcie plan Baracka Obamy, który zakłada ratowanie właścicieli domów.

Barack Obama zwrócił dzisiaj swoją uwagę na przyczynę ekonomicznego krachu w USA oraz na całym świecie – amerykański niestabilny rynek mieszkaniowy, i ujawnił plan pomocy milionom właścicieli domów zmagającym się [z kryzysem].

Obama opisał krach na rynku mieszkaniowym jako “kryzys jakiego jeszcze nigdy nie zaznaliśmy” i wniósł propozycję wyłożenia setek miliardów dolarów celem pomocy liczbie właścicieli szacowanej na 9 milionów.

Obciąży to rząd federalny kosztami około 275 miliardów dolarów (193 miliardów funtów), ale suma ta może wzrosnąć.

Brzmi rozsądnie, czyż nie? Jednak nie chodzi tu o pomoc samym ludziom, tylko o pomoc kredytodawcom – najwyraźniej po to, by byli milsi dla klientów.

Jego propozycją rozwiązania kryzysu mieszkaniowego jest zaoferowanie dodatków oraz dotacji firmom kredytów hipotecznych, aby te wsparły właścicieli mieszkań.

Podejrzewamy, że gdyby Obama chciał przekazać pieniądze bezpośrednio milionom ludzi w potrzebie, przy jednakowym wymuszaniu na firmach kredytowych złagodzenia terminów spłat, spotkałby się z oskarżeniami o bycie ‘socjalistą’ (jak gdyby słowo to automatycznie oznaczało zło).

Owe wielomilionowe pakiety ratunkowe sięgają skandalicznego stopnia. Poza tym słyszeliśmy o nieodpowiedzialnych bankierach ‘ukaranych’ nie otrzymaniem ich tradycyjnych hojnych bonusów (biedactwa; jak oni przetrwają ten rok bez nowego jachtu?). Jednak oczywiste jest, że każdy taki przejaw sprawiedliwości to nic innego jak kosmetyka. Jak to Simon Davies i Don Hunt napisali, owe „zrytualizowane ucinanie wynagrodzeń bankierów” jest jedynie odwróceniem uwagi od prawdziwego problemu: systemowej korupcji drapieżnego ustroju kapitalistycznego. Skutkiem rządowej reakcji na kryzys jest skupienie „jeszcze większego bogactwa w obrębie jeszcze mniejszej grupy”, słowami Daviesa i Hunta.

Ale dlaczego coraz to więcej słyszymy o rozruchach i niepokojach społecznych ostatnimi czasy? Czemu oficjalna dysputa zaczyna pobrzmiewać, jakbyśmy to my, ludzie, mieli być Wrogiem?

Pasmo nieszczęśliwych wydarzeń

Przypomnijcie sobie zamieszki w Grecji sprzed kilku miesięcy. Przypomnijcie sobie, że w tym samym czasie Amerykańska Wyższa Szkoła Wojskowa (U.S. Army War College) wydała raport mówiący, iż „załamanie gospodarcze, terroryzm i utrata prawnego ładu są tymi z ewentualnych krajowych wstrząsów, które wymagać będą wojskowej interwencji na terenie Stanów Zjednoczonych”. Raport wyszedł na światło dzienne kiedy Dominique Strauss-Kahn, dyrektor zarządzający MFW, przestrzegł przed „rozruchami na tle gospodarczym oraz niepokojem na różnych rynkach globalnych” w przypadku nieadekwatnego uporania się z kryzysem finansowym.

Grudzień 2008, Grecja – Według wskazówek zegara, z góry na dół: oddziały policji stawiają czoła protestującym; policja wkracza do akcji celem opanowania buntujących się cywilów; protestujący prowokuje policję; spalone pojazdy; porzucona barykada; protestujący wycofują się w reakcji na użycie gazu łzawiącego

Grudzień 2008, Grecja – Według wskazówek zegara, z góry na dół: oddziały policji stawiają czoła protestującym; policja wkracza do akcji celem opanowania buntujących się cywilów; protestujący prowokuje policję; spalone pojazdy; porzucona barykada; protestujący wycofują się w reakcji na użycie gazu łzawiącego

W owym czasie zastanawialiśmy się [pl], czy zamieszki w Grecji nie były w jakimś stopniu zmanipulowane przez agentów prowokatorów. Pozwólcie, że ponownie poczynimy temu uwagę, jako że jesteśmy świadkami początku rewolt na Islandii, Litwie, w Korei Południowej, Grecji, Paryżu i na Gwadelupie. Nie mówimy, że wszystkie te demonstracje są sfabrykowane; ludzie istotnie mają prawdziwe powody do złości, a ich naturalna reakcja przejawia się w takiej właśnie formie. Jednak to, że elita zdaje się być tak dobrze przygotowana – a nawet skora – do takiego scenariusza, dodawszy do tego kilka osobliwych szczegółów tu i ówdzie, każe nam zastanowić się. Mówiąc ‘szczegóły’, mamy na myśli chociażby przekształcenie pokojowych demonstracji w bardziej brutalne formy protestu, co usprawiedliwia użycie ostrzejszych środków przez policję.

Prawdopodobnie najbardziej znaczącą informacją miesiąca było zeznanie przed Senacką Komisją ds. Wywiadu (Senate Intelligence Committee) nowego szefa wywiadu, emerytowanego admirała Dennisa Blaira, który ostrzegł, że kryzys ekonomiczny stworzył być może najpoważniejsze zagrożenie dla stabilności i bezpieczeństwa narodowego (fikcyjna Al-Kaida już nie jest na pierwszym miejscu list przebojów, tak dla odmiany!). Powiedział on, iż taka sytuacja może wywołać nawrót „brutalnego ekstremizmu” z lat 20. i 30. XX wieku.

Admirał Blair ostrzegł Senat, że “około piętnastu państw na świecie już zdążyło doświadczyć pewnej niestabilności takiej jak zmiany w rządzie związane z obecnym spowolnieniem”. Zauważył też, że „zalew antyrządowych demonstracji” dotknął kraje w Europie i byłym Związku Radzieckim, jednak nie oznacza to bynajmniej, aby demonstracje nie miały przenieść się na Stany Zjednoczone. Oświadczył senatorom, iż załamanie światowego systemu finansowego „może wywołać falę kryzysów ekonomicznych wschodzących gospodarek państw w przyszłym roku”. Dodał, że „gros państw Ameryki Łacińskiej, byłego Związku Radzieckiego a także Afryki subsaharyjskiej odznacza się brakiem wystarczających rezerw walutowych, dostępu do międzynarodowych pomocy i kredytów, czy też innego mechanizmu przetrwania”.

„Kiedy te stopy wzrostu pójdą w dół, coś mi mówi, że pojawią się problemy z tym związane, i tego wyczekujemy”, powiedział. Odniósł się do „modelu statystycznego” wskazującego, że „kryzys ekonomiczny zwiększa ryzyko niestabilności zagrażającej panującemu reżimowi, jeśli sytuacja utrzyma się przez okres jednego lub dwóch lat”.

Równie niepokojące są słowa szefa ds. porządku publicznego brytyjskiej policji, nadinspektora Davida Hartshorna, który powiedział dziennikowi Guardian, że trwają właśnie przygotowania do „letniego gniewu” w Zjednoczonym Królestwie, kiedy to ofiary gospodarczego załamania wyjdą na ulice by zademonstrować przeciwko instytucjom finansowym. W podobnym tonie zaprorokował Niall Ferguson, autor z Harvardu i guru kryzysu finansowego, w wywiadzie udzielonym kanadyjskim mediom:

Poleje się krew w tym sensie, że tak poważny kryzys doprowadzi do eskalacji zarówno politycznego jak i ekonomicznego [konfliktu]. Spowoduje destabilizację niektórych państw. Doprowadzi do wzniecenia wojen domowych, które tkwiły w uśpieniu. Obali rządy umiarkowane, a wyniesie do władzy te skrajne. Rzeczy te są dość przewidywalne.

Dodajmy do szerzenia histerii audycję niedawnego dziwnego programu na Fox News, w którym grupa dyskusyjna, złożona z byłego członka CIA i wojskowego oficera, omawiała możliwość „wojny domowej” między typowymi Południowcami (tzw. Bubba) a „marksistami, sympatykami terroryzmu” oraz prozasiłkowym i stojącym po stronie nielegalnej imigracji Obamą. (Nic dziwnego, że ludzie są zakłopotani!)

Ostatecznie, przynajmniej niektóre z powyższych ostrzeżeń i prognoz wydają się być samospełniającymi się proroctwami. Jak Simon Davies stwierdził niedawno:

[…] Naszym zdaniem ogromna konfuzja otaczająca kryzys gospodarczy jest kluczem do postrzegania Matriksu. Wydaje nam się, że ci, którzy władają światem, owi Zarządcy, pokładają nadzieje w całym tym zamęcie, którego celem jest obranie przez nas konkretnej drogi będącej na ich korzyść. Uważamy, że droga, na którą nas posyłają to droga niemal całkowitego zrujnowania gospodarki skutkującym załamaniem istniejącego porządku społecznego i narzuceniem jawnej wojskowej dyktatury. Taki jest oczywisty końcowy rezultat ich działań a tym samym taki jest ich zamiar.

[…] Oczywistym jest, że w Stanach jak i Zjednoczonym Królestwie ci, którzy kontrolują wojsko, policję oraz aparat wywiadowczy dążą do wszechobecnego konfliktu. Zwyczajnie przygotowują umysł zbiorowy na przemoc, którą zamierzają na nas sprowadzić. Owa przemoc posłuży za uzasadnienie wprowadzenia dyktatury, represji cywilów, masowych aresztowań i bezprawnego osadzania w więzieniu.

To intryga zgotowana społeczeństwu całego świata.

Faza Pierwsza polegała na ‘wojnie z terroryzmem’ dyskursywnie skierowanej przeciwko światom arabskiemu i muzułmańskiemu. Przysłużyła się mordu mnóstwa ludzi na Bliskim Wschodzie a także przejednaniu społeczeństw Zachodu do przyjęcia totalitarnych i drakońskich praw i metod działania.

Faza Druga rozpoczęła się wraz z globalnym załamaniem gospodarczym. Jej zamierzeniem jest dyskursywne branie za cel każdego, kto zostanie dotknięty kryzysem – czyli 99 procent światowej populacji.

Jak to dobrze, że udało im się wdrożyć owe narzędzia represji oraz inwigilacji, w samą porę by przejść do Fazy Trzeciej w przeciągu „okresu jednego lub dwóch lat”, jak to ujął Dennis Blair. Jejku, można niemal pomyśleć, że wszystko przewidzieli.

W jednej wypowiedzi możemy zaobserwować przejście od wojny z terroryzmem do wojny z ludźmi.

Zważcie, że jest to albo najbardziej niezwykła przypadkowość nieszczęśliwych wydarzeń (my sądzimy, że nie), albo wszystko zostało starannie zaplanowane przez wprawnych ludzi z najwyższych warstw elity. W przeddzień wyborów w Stanach napisaliśmy[pl]:

Nie sposób jest wystarczająco podkreślić znaczenia faktu, że Pierwsza Brygada Trzeciej Dywizji Piechoty (trzy do czterech tysięcy żołnierzy) została w październiku rozmieszczona na terenie Stanów Zjednoczonych – akurat w czasie wyborów. Tak przy okazji, jednostka ta pierwsza szturmowała Bagdad, toteż wiedzą jak opanować tłumy z racji doświadczeń ze wściekłymi Irakijczykami.

Okazało się, że rozlokowanie żołnierzy nie miało związku z wyborami. Teraz staje się jasne, że chodziło o przygotowanie do mających nadejść rozruchów. Czy to nie ciekawe, że takie posunięcie zbiegło się z oficjalnym ogłoszeniem kryzysu gospodarczego? Skoro nikt wówczas nie wiedział jak głęboko i mocno dotknie to gospodarkę, zatem skąd wiedzieli, że będą potrzebowali żołnierzy do opanowania tłumów w niedalekiej przyszłości? No tak, zapomnieliśmy. To wszystko jest (nie)szczęśliwym zbiegiem okoliczności, a kiedy wreszcie wyślą nas do obozów będzie im bardzo przykro.

Rob Kall podaje następującą informację:

Właśnie rozmawiałem ze znajomym, który zna pewną osobę usiłującą wydostać się z wojska, ponieważ przygotowują tam powracających żołnierzy do zdławienia zamieszek w celu przejęcia amerykańskich miast, w związku z czym osoba nie chce być żołnierzem zmagającym się z amerykańskimi obywatelami. Ponadto, ci powracający z Iraku weterani są wyniszczeni i „wypaleni” z powodu zespołu stresu pourazowego oraz wycieńczenia. I nie chce podnieść broni na jego własny kraj.

To samo źródło oznajmiło, że wojsko przygotowuje odrębny system komunikacji. W wojsku, zabezpieczanie lub pozbawianie łączności to jeden z pierwszych kroków. Jeśli atakujesz musisz zabrać ze sobą własny system łączności, ponieważ trzeba brać pod uwagę, że istniejący system zostanie zniszczony albo uszkodzony.

Nie mamy potwierdzenia odnośnie szczegółowych przygotowań wojska, jednak nasze informacje zebrane powyżej czynią Kalla spostrzeżenia czymś więcej niż czystą ewentualnością.

Zauważcie, że jeśli wydarzenia ostatnich ośmiu lat były zaplanowane, czy też w jakimś stopniu kierowane z góry, pokazuje nam to, że władze finansjery, banków, wojska i wywiadu zbiegają się u szczytu piramidy. To, co zwykle postrzegamy jako władzę polityczną jest wyłącznie wydziałem Public Relations, co tłumaczy dlaczego Obama łamie serca to tu, to tam – i to nie ze względu na jego urodziwość.

Przykro nam, żadnych zmian

© Mr. Fish Barack Obama tak był rad, że zatrzymał sobie mantrę “Yes we can” z kampanii

© Mr. Fish (Barack Obama tak był rad, że zatrzymał sobie mantrę “Yes we can” z kampanii)

To już miesiąc. Przykro nam mówić, że im więcej wiemy o Obamie, tym bardziej pozbywamy się złudzeń. Chociaż wydaje się martwić o swój dobry wizerunek, bliższe spojrzenie na politykę Obamy, pozostawia wiele do życzenia. Rozpatrzmy kilka kwestii.

Timothy Geithner, nowy Sekretarz Skarbu Obamy, został przez profesora nauk politycznych Davida Michaela Greena opisany jako „oszust podatkowy oraz głupiec, protegowany Henry’ego Kissingera i Roberta Rubina. Oprócz tego, że wchodził w skład zespołu ekspertów, który odrzucił decyzję ratowania Lehman Brothers, przewodził również masowemu ograbieniu zwłok skarbu federalnego przez TARP (Troubled Assets Relief Program)”. Geithner to ten pan, który pomógł Sekretarzowi Skarbu za kadencji Busha, Henry’emu ‘Hank’ Paulsonowi zmajstrować przekręt kosztujący amerykańskich podatników 700 miliardów dolarów. Geithner stoi za wynoszącym 2 biliony dolarów planem ratowania banków, w skrócie polegającym na tym, że „amerykański podatnik poniesie ciężar niemal nieobliczalnych strat wynikających z bezwartościowych aktywów, jednocześnie będąc zmuszonym do prostego życia i poświęceń – co w żadnym stopniu nie dotyczy elity – wraz z postępującym wyniszczaniem ostatnich skrawków amerykańskiej struktury społecznej”. Kapitalistyczni prawicowcy nie mają zatem powodów do obaw ze strony tego ‘socjalisty’.

Niewiele więcej można by dodać na temat planu Geithnera, jako że odznaczał się wspaniałością tylko z powodu braku szczegółów. Czy mamy to traktować jako niekompetencję, arogancję czy obie z tych rzeczy?

Ale dosyć już o gospodarce. Sprawdźmy czy Obama przysłużył się czymś dla ludzkiej sprawy.

Czy pamiętacie radość wszystkich na wieść o tym, że Obama zamierza podpisać rozporządzenie o zamknięciu więzienia w Zatoce Guantanamo? No cóż, zapomnijcie; jego administracja po cichu zezwoliła na dalsze pozbawianie praw setek innych podejrzanych o terroryzm, przetrzymywanych w prowizorycznych obozach w Afganistanie. Nieporozumienie czy może pomyłka? Żadne z nich; wojna z terroryzmem żyje i ma się dobrze:

W mało znanym twierdzącym oświadczeniu z ostatnich dni, kandydaci Obamy poparli kontynuację programu CIA dotyczącego bezprawnego transferu więźniów do obcych krajów, jak i zatrzymywania podejrzanych na czas nieokreślony bez wyroku, nawet jeżeli zostali aresztowani z dala od strefy wojennej.


Administracja również przyjęła argumenty ekipy Busha, mówiące, że procesy wszczęte przez byłych więźniów CIA powinny zostać zamknięte w oparciu o doktrynę „tajemnicy państwowej”. Pozostawiono też drogę wolną do wznowienia procesów prowadzonych przez komisje wojskowe.

Jeszcze wcześniej w tym miesiącu, kiedy brytyjski sąd, wzorem Stanów Zjednoczonych, odmówił udzielenia informacji dotyczących rzekomych tortur na więźniu przebywającym w amerykańskim więzieniu, administracja Obamy wystosowała podziękowanie dla rządu brytyjskiego „za trwałe zaangażowanie w obronie wrażliwych informacji bezpieczeństwa narodowego”.

W istocie, Departament Sprawiedliwości Obamy, stara się uchować program szpiegujący (śledzący bez nakazów, stworzony przez NSA za rządów Busha) przed sądową inspekcją, przywołując w tym celu argument Busha dotyczący tajemnicy państwowej. Ponadto Departament po cichu usiłował oddalić wyrok w sprawie zaginionych emailów Białego Domu.

Idziemy dalej. Co z obietnicą Obamy o wycofaniu wojsk z Iraku? Ogłosił on, że żołnierze amerykańscy planowo opuszczą Irak do czerwca 2010 roku. Przykro nam, ale i w tej kwestii nie ma powodów do optymizmu, biorąc pod uwagę, że jednym z zamierzeń jest zwiększenie środków do Afganistanu (patrz niżej). Wygląda na to, że administracja Obamy jedną ręką daje, a drugą zabiera. Na dodatek, pewnym niuansem jest to ,że po tak zwanym „wyjściu” z Iraku, do 50 000 żołnierzy pozostanie na miejscu, spośród których część wznowi „prowadzenie operacji militarnych”. Irak nadal będzie traktowany jako strefa wojny.

Stoi to w zgodzie z faktem, że Obama zgromadził wokół siebie stado jastrzębi do kierowania amerykańską polityką zagraniczną. Nie jest zatem niespodzianką, że wysłał on 17 500 żołnierzy do Afganistanu. Również stara się pozyskać ponad 200 miliardów dolarów na wydatki wojska (czyżby chciał teraz wdrożyć pakiet ratunkowy dla armii?).

Przygraniczne szaleństwo

Będąc dalekim od wprowadzenia zmian w doktrynie Busha, Obama jasno wyraził swoją intencję eskalacji wojny w Afganistanie wraz z nowym podejściem, które według doniesienia w New York Times „większy nacisk położy na prowadzenie wojny niż na rozwój”.

Obama zajęty jest ostatnio tworzeniem gruntu pod afgański ‘przypływ’, przynosząc więcej rozlewu krwi i zniszczenia w regionie, a także rozciągając konflikt na Pakistan – kraj, który padł ofiarą oskarżeń o ataki sabotażowe (false flag), demonizowania oraz nagonki mediów jako bezpieczna kryjówka dla terrorystów. Koła propagandy doprawdy kręciły się niestrudzenie po to, by uzasadnić decyzję Obamy w sprawie wzmocnienia sił. Ostrzegł on, że „wraz ze zmniejszeniem przemocy w Iraku, obcy bojownicy napływają do Afganistanu, aby wesprzeć talibańskich partyzantów walczących z afgańskimi jak i międzynarodowymi żołnierzami”.

Pakistańczycy wznoszący modlitwy pogrzebowe ofiarom ataku rakietowego w Miranshah z 15 lutego

Pakistańczycy wznoszący modlitwy pogrzebowe ofiarom ataku rakietowego w Miranshah z 15 lutego

Przesłanie ‘no change’ przekazano osobiście Afganistanowi, Pakistanowi i Indiom w osobie Richarda Holbrooke’a, specjalnego wysłannika Obamy do tego regionu. Jak gdyby terroryści podążali jego śladem, doszło do rzekomego zamachu Talibów w afgańskiej stolicy, co idealnie zgrało się z wizytą Holbrooke’a oraz posłużyło za przypomnienie, dlaczego te kraje potrzebują Ameryki do rozszerzenia wojny. To również nadało okazję do oczernienia Pakistanu, oskarżając go o powiązania z atakiem.

Dowód na politykę ‘no change’ jest jasny, wraz z trwającymi atakami rakietowymi, które zabiły 130 cywilów i które spotkały się z protestem ze strony rządu pakistańskiego. Co więcej, potwierdzają ją misje samolotów bezzałogowych CIA stacjonujących w Pakistanie (będące częścią politycznej propagandy), jak też prowadzone tamże przez armię amerykańską potajemne szkolenie i doradztwo. Wszystko to wydaje się być bardziej skierowane na destabilizację rządu Zardariego, wzniecenie społecznego niezadowolenia i sprowokowanie kolejnych ataków przeciwko amerykańskiej interwencji w regionie. Dlatego też, gdy rząd Pakistanu usiłuje szukać politycznego rozwiązania w podpisaniu rozejmu w dolinie Swat (na który histerycznie zareagowali urzędnicy Obamy cytowani przez Washington Post, nazywając go „kapitulacją w przebraniu rozejmu”), drużyna Obamy zajęta jest tworzeniem chaosu i niestabilności, które uzasadnią ekspansję wojny afgańskiej na Pakistan.

Jak to nowy szef CIA Leon Panetta oznajmił: “Nic nie zmieniło się w naszych wysiłkach ścigania terrorystów i nic nie zmieni tych starań. Kontynuujemy je na poziomie działania idącym w parze z wyzwaniami, przed którymi stoimy. Żadne ze starań nie osłabło, i nie osłabnie”. Czy też, inaczej mówiąc, “nic nie uległo zmianie w naszych wysiłkach fabrykowania groźby terroryzmu celem zdobycia dominacji w regionie”.

Wiedzieliśmy, że coś jest nie tak z tym Obamą, jak tylko odmówił publicznego sprzeciwu wobec rzezi w Gazie. Noam Chomsky stwierdził w wywiadzie o tym, że źródło izraelskie ujawniło mu, iż ostatnia inwazja na Strefę Gazy była w całości zamierzona (żadna niespodzianka), oraz że brak komentarza ze strony Obamy był częścią planu. Chodziło o to, żeby zadać jak najwięcej obrażeń Gazie zanim nowy prezydent obejmie urząd, tak by miał on czyste ręce. W takim razie mamy wieści dla Mr. Change. Ręce jego, już i tak splamione krwią z racji nieusprawiedliwionego milczenia, ponownie zostaną zbrukane. Czy on naprawdę sądzi, że uda mu się pozostać z dala od tych rzeczy? Spytajcie Netanjahu.

Skręt w prawo i znowu w prawo

Podstawowym błędnym założeniem odnośnie izraelskich wyborów jest to, że istniał wybór pomiędzy ‘centrum’ a ‘prawicą’. W polityce zagranicznej (która to w najwyższym stopniu świadczy o samym Izraelu, bowiem główną kwestią jest zawsze ‘my kontra oni’) Izrael od zawsze był państwem mocno prawicowym. Podczas tych wyborów Tzipi Livni, była oficer Mossadu i córka żydowskiego terrorysty, starła się z najbardziej bezpośrednim nacjonalistą jakiego widział Izrael. Zerknijcie na nasz artykuł o Netanjahu.

Stephen Lendman pisze:

Sondaż gazety Haaretz z 15 stycznia ukazał szerokie poparcie dla wojny w Gazie, natomiast mniej niż 10 procent Izraelczyków nazwało ją „klęską”. Pomimo masowych mordów, zniszczeń i ludzkiego cierpienia, 82 procent respondentów uważa, iż ISO (Izraelskie Siły Obronne) „nie posunęły się za daleko”.

Wszystko rozstrzygnęło się w lutowych wyborach, gdzie partie centrowe i ultraprawicowe odniosły zdecydowane zwycięstwo – 104 ze 120 foteli (czyli 86,6%) Knesetu. Pomimo światowego potępienia Izraelczycy idą w zaparte przy twardym militaryzmie, ich kandydaci optują za konfliktem niż pojednaniem, jednocześnie kontynuując okupację Palestyny zamiast dążenia do pokoju.

Trwają negocjacje dotyczące nowego rządu, jednak polityka jest wiadoma, niezależnie od tego kto zostanie premierem: czy będzie to Tzipi Livni, czy Benjamin Netanjahu, oblężenie Gazy będzie trwało nadal. To samo tyczy się ucisku Zachodniego Brzegu, wyboru konfliktu zamiast pokoju, potwierdzanego retoryką i polityką przywódców, których i tym razem będzie popierać społeczność międzynarodowa. Ponure czasy nie odstępują Palestyńczyków, odizolowanych i pozostawionych samym sobie po dekadach okupacji oraz ciemiężenia.

Jeżeli był rozejm z Gazą (czy raczej pseudo-rozejm z racji sporadycznych militarnych agresji oraz trwającej blokady regionu) to tylko dlatego, że izraelscy patokraci byli zajęci walką o władzę. Nowy rząd ultraprawicowego Netanjahu ma sześć tygodni na pozyskanie sojuszników i przedstawienie swojego składu, tak więc możemy spodziewać się kolejnego miesiąca względnego spokoju zanim ponownie przystąpią do swojego festiwalu krwi [pl]. Miejcie w pamięci to, że Avigdor Lieberman, któremu zaoferowano miejsce w rządzie Netanjahu, jest patologicznym jastrzębiem o morderczych aspiracjach, który chce potraktować Gazańczyków w ten sam sposób, jak tym co zrobiono Japończykom podczas drugiej wojny światowej. Nie musimy tłumaczyć co to oznacza.

© aljazeera.net

© aljazeera.net

Miejcie również świadomość tego, że Netanjahu, przemawiając niczym najeżdżający zdobywca, którym pragnie zostać, wyraził sprzeciw wobec wewnątrz-palestyńskiego pojednania. Bez wątpienia ujrzymy jak izraelski Mossad skorzysta z paru nieczystych zagrywek „drogą oszustwa”, by podtrzymać Hamas i Fatah skaczące sobie do gardeł.

Yaakov Katz, lider prawicowej Izraelskiej Unii Narodowej z radością oświadczył po spotkaniu z członkami Likudu – partii Netanjahu, że nowy rząd Izraela będzie “bardziej żydowski i bardziej syjonistyczny”. Jak widać, polityczne środowisko jest gotowe na wojnę.

Tradycyjna ofiara oprawcy

Propaganda przeciwko Iranowi znowu działa. Pojawiło się ostatnio kilka przykładów z Izraela, USA i Wielkiej Brytanii.

Były izraelski przedstawiciel przy ONZ, Dan Gillerman powiedział australijskim mediom, że Izrael gotów jest rozpocząć ofensywę przeciwko Iranowi w celu powstrzymania go przed rozwinięciem broni jądrowej. Widać było oczywistą koordynację działań izraelskich urzędników, bowiem ambasador Izraela w Australii, Yuval Rotem ‘omyłkowo’ oświadczył przed włączoną kamerą, że ofensywa w Gazie była „przedwstępem” do stawienia czoła militarnej groźbie wysuniętej przez uzbrojony w broń nuklearną Iran. Po tych słowach polecił kamerzyście wyłączyć urządzenie i dodał, że spodziewa się zgromadzenia przez Iran wystarczającej ilości uranu w ciągu następnych 14 miesięcy, a wtedy „już nie będzie odwrotu”. Kamera włączona czy nie, stało się tak, że przekazał on swoją wiadomość, przy czym wątpimy w przypadkowość tego zajścia.

Coroczny plan obronny przedstawiony ministrowi obrony Izraela Ehudowi Barakowi oraz szefowi sztabu ISO, generałowi-porucznikowi Gabiemu Ashkenazi, opisuje Iran jako „zagrożenie numer jeden, na które przygotowują się ISO”. Słowa Baraka potwierdzają to: „ucieka nam czas na odpowiedź irańskiemu zagrożeniu”.

Postawa USA jest identyczna. Sekretarz prasowy Białego Domu Robert Gibbs oznajmił, że Iran ‘nadal nie wywiązuje się’ ze swoich międzynarodowych obietnic i nazwał go „naglącym problemem, który trzeba rozwiązać”. To nieistotne, że IAEA (Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej) uznała powyższe oskarżenia za „błąd techniczny” i że Iran kontynuuje wzbogacanie uranu jedynie do poziomu potrzebnego elektrowni, mającej wkrótce zacząć działać w pełni, a nie do poziomu potrzebnego do budowy broni atomowej.

Amerykańska ambasador przy ONZ, Susan Rice oświadczyła, że jej kraj “dołoży starań by położyć kres ambicjom Iranu dotyczącym bezprawnego pozyskania potencjału nuklearnego oraz jego poparcia dla terroryzmu”. Mówi ona tak, jakby panowało powszechne przekonanie o irańskich zabronionych dążeniach i wspieraniu terroryzmu, co jest nieprawdą. Są to bezpodstawne oskarżenia, dzięki zebranym do tej pory dowodom.

Wartym uwagi jest to, że raport IAEA obszernie nadinterpretowano w alarmistycznych komentarzach zachodnich mediów. Przypomina to nam jak słowa Ahmadineżada zostały źle przetłumaczone i przekręcone kilka lat temu, tak że wszyscy myśleli, iż chciał on „zetrzeć Izrael z mapy”. Taka jest potęga mediów, że owej pomyłki do dziś nie naprawiono.

Pomimo raportu amerykańskiego wywiadu stwierdzającego, że Iran wstrzymał prace nad bronią jądrową, Obama ponownie stanął po stronie swoich mocodawców i oświadczył na konferencji prasowej, że wierzy w dążenia Teheranu do wyprodukowania bomby. W podobnym tonie generał David Petraeus oskarżył Iran o wspieranie talibańskich rebeliantów w Afganistanie. Nie podał przy tym ani jednego szczegółu – tak więc dowód to żaden. Ale nie potrzebne są dowody, kiedy ktoś pochłonięty jest tworzeniem swojej własnej rzeczywistości.

Inna część propagandy wyszła od Sir Johna Sawersa, brytyjskiego ambasadora przy ONZ, który ujawnił BBC pewną rewelację (co prawda wątpliwą, patrząc na źródło). Zapewnił widzów, że Iran zadeklarował wstrzymanie ataków na żołnierzy w Iraku, jeżeli Zachód zaniecha swojego sprzeciwu wobec programu atomowego Iranu.

W międzyczasie, Teheran i Moskwa mają opracować metody zacieśnienia współpracy militarnej. Ta drobna acz doniosła wiadomość czyni bardziej interesującymi oskarżenia Livni przeciwko Iranowi o pogwałceniu umów międzynarodowych poprzez ‘szmuglowanie broni’ do regionu.

Niechlubna agencja wywiadowcza kontratakuje

Przypomnijcie sobie nasz zeszłomiesięczny komentarz [pl], w którym wskazaliśmy, jak to pewnym krajom – Pakistanowi i Meksykowi na przykład – został przepowiedziany upadek. Wygląda na to, że Turcję także będą czekać wielkie zmiany. Zuchwałe uwagi tureckiego rządu wobec wojowniczości Izraela, mogą wróżyć Turcji „zmianę władzy”. Uprzejmy ton izraelskiej odpowiedzi wynika z jego strategicznej zależności od Turcji. Tym niemniej, umiarkowany islamistyczny rząd raczej nie jest postrzegany jako długoletni partner kraju z aspiracjami „silniejszego Izraela”.

Premier Erdogan naraził się za potępienie styczniowej masakry w Gazie, wzywanie do wyrzucenia Izraela z ONZ oraz wszczęcie śledztwa w sprawie izraelskich zbrodni wojennych…

„Jak to możliwe, że kraj, który nie przestrzega rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ, urzęduje w murach (głównej siedziby) tejże organizacji?”

…podczas gdy tureckie naczelstwo armii wpadło w furię po tym, jak generał Mizrahi z ISO (Izraelskich Sił Obronnych) zrugał Turcję za jej hipokryzję, i ostrzegło, że relacje między Jerozolimą i Ankarą mogą negatywnie wpłynąć na interesy obu krajów. Toteż Izrael wycofał się, zmuszając Mizrahiego do przeprosin, jako że kolejne dyplomatyczne spięcia nie były dlań mile widziane.

Publiczny spór z Izraelem w roli głównej nie jest rzeczą, którą syjoniści łatwo puszczają płazem. Dlaczego więc Izrael zachował się w ten sposób?

Otóż Izrael w dużym stopniu Turcji zawdzięcza dostęp do amerykańskiej broni i technologii jądrowej, oraz do państwowych tajemnic, które Turcji łatwiej jest pozyskać z racji bycia członkiem NATO. Izraelowi trudniej jest zdobyć koncesje od Stanów po kolejnych już skandalach szpiegowskich z jego udziałem.

Jedna taka afera wybuchła, gdy Sibel Edmonds wyjawiła ciemne interesy, do jakich dochodziło w American-Turkish Council, wskazując na znaczącą rolę tych krajów w przerzucaniu technologii jądrowych przez Turcję na czarny rynek. Uczestnikami transakcji okazali się neokoni i rzecznicy Izraela. A według zeznań Edmonds, „to AIPAC pomógł stworzyć American-Turkish Council – sprawdźcie członków zarządu [ATC], a potem ludzi [w AIPACu]. Ujrzycie te same osoby działające na obu frontach, ponieważ to jest jedna i ta sama operacja„.

Nie dość, że Turcja jest istnym „międzynarodowym bazarem broni„, zapewnia też strategiczne korzyści Izraelowi i USA, stanowiąc bezpieczny korytarz umożliwiający atak na Iran. Turecki dziennik Hurriyet przytoczył wypowiedź neokona Charlesa Krauthammera: „Izraelczycy nie zaatakują (Iranu) od strony Iraku. Droga wiedzie przez Turcję… Kiedy Izrael zbombardował reaktor w Syrii, obrał drogę przez Morze Śródziemne i posłużył się turecką przestrzenią powietrzną”.

Pomimo całego hałasu o Gazę, Turcja zwróciła się do Izraela z chęcią zakupu samolotów bezzałogowych, a w kolejce czekają inne zamówienia. A ponadto, co można myśleć o propozycji otwarcia szlaku morskiego pomiędzy nielegalnie zajmowanym Cyprem a Izraelem?

Podczas gdy izraelskie zabiegi o względy tureckiego rządu prezentują obraz rzetelnego przymierza, istnieją też inne sposoby na przekazanie wiadomości „przyjaciołom”:

Grupy amerykańskich Żydów ostrzegają Turcję przed „antysemityzmem”

Środowisko żydowskich organizacji w Stanach Zjednoczonych wezwało tureckiego premiera Recep Tayyip Erdogana do powstrzymania, jak to określono, wzrostu antysemityzmu spowodowanego konfliktem w Strefie Gazy

Izrael zawiesza loty do Antalya w związku z tajną informacją CIA

Izrael zawiesił loty do prowincji Antalya w odpowiedzi na zakodowaną wiadomość CIA przesłaną do władz Izraela oraz Turcji, dotyczącą przygotowań tureckich terrorystów z Al-Kaidy do krwawego zamachu na izraelskich pasażerów.

Gdy zasłona zostaje z rzadka uchylona, mamy okazję zerknąć na to, co kryje się za oficjalnymi wydarzeniami. Przykładem są znane już od miesięcy doniesienia bliskowschodnich mediów o tym, że Mossad kierował prawicowym ugrupowaniem wywiadowczym znanym jako Ergenekon, a być może i był odpowiedzialny za jego stworzenie. Organizację oskarża się o próbę obalenia demokratycznie wybranej partii Sprawiedliwość i Rozwój (AKP), z której wywodzą się premier Erdogan i prezydent Gul.

Protestujący palą prowizoryczną flagę Izraela podczas demonstracji solidarności z Gazańczykami

©AP/Murad Sezer. Protestujący palą prowizoryczną flagę Izraela podczas demonstracji solidarności z Gazańczykami

Ergenekon, która swą nazwę zaczerpnęła od mitycznej doliny czczonej przez starożytnych Turków, jest neonacjonalistyczną organizacją skupiającą członków z szerokiego środowiska tureckiego społeczeństwa. Dowody zebrane w trwającym rok śledztwie przeciw setkom jej członków ujawniają rząd cieni złożony z oficerów armii oraz policji, polityków, dziennikarzy, pisarzy, pracowników rządowych a także członków tureckiego świata biznesu.

W ubiegłym roku Jason Burke tak opisał powyższą sytuację:

Zbrodnie zarzucane Ergenekon dotyczą m.in. serii zamachów bombowych, ataku na siedzibę gazety przy użyciu granatów, morderstwo włoskiego biskupa, a także zabójstwo turecko-armeńskiego dziennikarza Hranta Dinka w zeszłym roku. Wszytsko to, według śledczych, miało na celu stworzenie nastroju terroru i chaosu sprzyjającego wojskowemu przewrotowi, który miałby obalić umiarkowany islamistyczny rząd Turcji.

Gra jest o wysoką stawkę – stabilność jednego z najważniejszych strategicznie państw. Tak obciążone polityczne realia skutkują tworzeniem podziałów w Turcji.

Korzenie tej organizacji sięgają czasów Zimnej Wojny, kiedy to podobne tureckie ugrupowania działały w ramach operacji Gladio, wspólnego przedsięwzięcia sił NATO i CIA, polegającego na tworzeniu sekretnych armii celem infiltracji lewicowych ruchów politycznych, ispirowania zamachów terrorystycznych a nawet przeprowadzania haniebnych ataków sabotażowych (tzw. false flag). Zgodnie z tym, co podaje Der Spiegel, właśnie to jest zasadniczą rolą Ergenokonu; kontynuowanie natowskiej „strategii napięcia” prowadzącej do ustanowienia ultraprawicowej dyktatury, która doskonale wie, czego oczekują od niej syjonistyczni władcy:

Tego typu ruchy odśrodkowe znane są już Turcji; figurowały jako „wewnętrzne państwo” na długo przed sprawą Ergenekon, którą zainicjowało odkrycie jej składu broni. Od zawsze istniały paramilitarne organizacje, których celem była obrona nowej Turcji przed rzekomymi wrogami tak z zewnątrz, jak i wewnątrz kraju – przed Grekami i Armeńczykami, potem przed lewicowcami, a obecnie przed islamistami.

Plan, jak sądzą śledczy, polegał na tym, że Turcja miała pogrążyć się w strachu i chaosie, po czym uratować ją miał przewrót wojskowy, zaprowadzając ład i porządek. Siły zbrojne, bądź co bądź, widzą się obrońcami narodu nadanego im przez Mustafę Kemal Ataturka, twórcę współczesnej Turcji.

Turcji zatem nieobca jest idea przejęcia władzy przez patologicznych ekstremistów.

Oczywiście śledztwo nie przyniesie oczekiwanego rezultatu, a sprawcy okażą się wadliwymi jednostkami tureckiego społeczeństwa. Psycholodzy zajmujący się tą sprawą orzekli, że główny podejrzany z Mossadu jest „prawdopodobnie socjopatą„, a tym samym jego zeznania są całkowicie pozbawione wiarygodności. Ponadto mogło się to przyczynić do wprowadzenia w błąd prowadzących śledztwo. W rezultacie padło wiele oskarżeń, część z nich niepotwierdzonych, nierzadko przedstawionych niewłaściwym osobom, pogłębiając tylko podział i histeryzację Turcji:

„Zbyt wiele tu niejasności”, stwierdza komentator telewizyjny Mehmet Ali Birand. „Zbyt wielu ludzi odsiaduje osiem czy dziewięć miesięcy, nie wiedząc, o co są oskarżeni”.

Istnieje jednak szansa, że nieefektywne śledztwo utraci wszelką wiarygodność i nie przyniesie żadnych rezultatów, dostarczając Turcji jeszcze jeden powód do wrażenia, że zaangażowane są tu jakieś mroczne siły.

Powyższe tło pomaga wyjaśnić sprzeczne zachowania Turcji z zeszłego miesiąca. Tego samego dnia, kiedy przedstawiciele tureckiego rządu poinformowali o możliwości oskarżenia Izraela o zbrodnie wojenne, wojsko wyraziło swoje zaangażowanie, by „podtrzymać umowy dwustronne” z Izraelem, zobowiązując się do wysłania marynarki na Zatokę Adeńską. Również tego samego dnia Turcja zbombardowała bazy kurdyjskiej organizacji PKK w północnym Iraku, który to teren Izrael, dzięki wsparciu chrześcijańskich syjonistów ze Stanów, upatrzył sobie za cel kolonizacji. Tak więc mamy tu wiele zbiegających się interesów. Jedno jest pewne: każda grupa „terrorystyczna” czy „ruch oporu” – o ile nie jest tworem wywiadu – może stać się celem infiltracji i oddziaływań Mossadu czy CIA.

Mając ręce i tak już pełne pracy, turecki rząd pyta społeczeństwo o być albo nie być w Unii, a także o to, czy podtrzymywać muzułmańskie dziedzictwo, czy może zarzucić je na rzecz spełniania marzenia świeckiej hegemonii w regionie. Wygląda na to, że turecki rząd próbuje naraz wielu zagrywek, jednocześnie samemu będąc ofiarą zagrywek agentów tak wewnętrznych jak i zagranicznych.

Tymczasem nad Turcją krążą sępy Międzynarodowego Funduszu Walutowego, przekazując jej rządowi coraz wyraźniejsze ostrzeżenia odnośnie stanu tureckiej chwiejącej się gospodarki.

Od miesięcy inwestorzy pokładali nadzieje w Turcji, która miała zabezpieczyć co najmniej 20 miliardów dolarów (15,6 miliardów euro, 13,6 miliardów funtów) w MFW. Dziś wielu obawia się, że premier Recep Tayyip Erdogan – który powiedział w poniedziałek, że Turcja poradzi sobie, czy to z pomocą MFW, czy też bez niej – podejmie decyzję o cięciach budżetowych.

Budżet rządu jest na skraju wyczerpania” – oświadczył Ahmet Akarli, ekonomista Goldmana Sachsa. „Ludzie nie ulegają panice, jednak wszyscy przyglądają się tej sprawie z większym niż dwa miesiące temu niepokojem„.

MFW przyznaje, że dług publiczny Turcji wzrośnie w tym roku, przewidując spadek jej PKB o 1,5 procent. Jednak Fundusz domaga się zaostrzenia regulacji finansowych oraz większej kontroli nad wydatkami samorządów, aby móc przywrócić równowagę budżetową w przyszłych latach.

Premier Erdogan, co zrozumiałe, niechętny jest ogłoszeniu w przeddzień marcowych lokalnych wyborów tak ponurego scenariusza rozwoju oraz związanego z tym nieprzyjemnego rozwiązania.

Grecy mają określenie na opis takiej sytuacji, która jest symboliczną zapowiedzią jeszcze poważniejszych zmian – to prooikonomia. A co do symbolizmu upadku Turcji, za takowy może uchodzić katastrofa samolotu tureckich linii lotniczych, który rozbił się na polu w pobliżu amsterdamskiego lotniska Schiphol, przełamując się na trzy części i zabijając dziewięć osób.

Fajerwerki i zabawa w „zderzanego”

Media doniosły o zderzeniu dwóch satelitów, amerykańskiego i rosyjskiego, nad Syberią. Mało prawdopodobne, by był to wypadek, jak podaje wersja oficjalna, biorąc pod uwagę niewielkie szanse zaistnienia tego typu kolizji.

Kilka dni później doszło do zderzenia dwóch łodzi podwodnych, brytyjskiej i francuskiej. Według nas, to również było nader wątpliwym incydentem, bowiem trudno nam sobie wyobrazić, że podwodne „autostrady” mogą być aż tak zatłoczone.

Tydzień po zdarzeniu z satelitami, Teksas został zbombardowany przez bolidy, a niektóre z nich udało się uchwycić kamerą. Początkowo sugerowano, że były to pozostałości po satelitach (wersja mało wiarygodna z racji tego, że wspomniane satelity rozbiły się nad Syberią), jednak hipotezę tę później odrzucono. W rzeczywistości, odnalezione przez astronoma-amatora miejsce eksplozji oraz szczątki meteorytu wskazały na prawdziwą przyczynę.

Inne meteoryty zaobserwowane na świecie:

Argentyna: Kolejny bolid nad Patagonią
Argentyna: Doniesienia o nowych bolidach
Meteory rozświetliły niebo nad Kentucky
Indie: Meteoryt spadł w rejonie Akhnoor
Kanada: Bolid nad jeziorem Okanagan
Anglia: Bolid nad Reading (hrabstwo Berkshire)
USA: Bolid na hawajskim niebie wprawia ludzi w osłupienie
USA: Meteor przecinający niebo nad Summerville w Południowej Karolinie
USA: Jaskrawoniebieska smuga światła nad Indianą
Mieszkańcy Maryville (Tennessee) donoszą o tajemniczej eksplozji
USA: Soniczne wybuchy straszą mieszkańców Florydy
Głośna eksplozja zatrzęsła południowa częścią Kentucky
Tajemnicze eksplozje w Australii

Tak więc, poza ewentualnym symbolizmem zderzenia światowych mocarstw, co naprawdę dzieje się w naszej atmosferze? Wyszukujemy dowodów, które potwierdziłyby naszą hipotezę cyklicznych kometarnych bombardowań, przedstawioną przez Victora Clube. Przypomnijcie sobie informację sprzed kilku miesięcy dotyczącą związku między obłokami srebrzystymi [pl] a zwiększoną liczbą mikrometeorów. Oznacza to, że coraz więcej takich bryłek lata w naszym kosmicznym sąsiedztwie.

Jeszcze jedna rzecz godna uwagi. Otóż 17 lutego kawałek żelastwa wielkości cegły przebił dach budynku w New Jersey. Po kilku godzinach najwyraźniej rozwiązano zagadkę orzekając, że owym kawałkiem metalu okazał się ząb rozdrabniarki rozmiarów przyczepy. Cóż, to byłby koniec wspomnianej historii, gdyby inny kawałek żelastwa nie przedziurawił dachu w południowo-wschodnim Oak Cliff w Teksasie, tym razem 24 lutego. Czy znowu doszło tu do błędu człowieka, czy może jest to kolejny krok przybliżający nas do momentu, kiedy władzom skończą się satelity, rakiety i rozdrabniarki wielkości przyczepy, pozwalające ciągle skrywać poważne kosmiczne zagrożenie?

A propos wypadków, naszą uwagę przyciągnęła poniższa katastrofa lotnicza, nie tylko z powodu tajemniczych oraz niepojętych okoliczności jej towarzyszących, ale też z powodu jej symbolicznego znaczenia, co każe nam podejrzewać, że dzieje się tutaj coś złowrogiego. 12 lutego samolot linii Continental 3407 rozbił się o dom w Buffalo w stanie Nowy Jork, zabijając wszystkie 49 osób na pokładzie oraz jednego domownika. Wśród pasażerów owego feralnego lotu była Beverly Eckert, wdowa po jednej z ofiar zamachów z 11 września, która na tydzień przed katastrofą samolotu, którym lecieli również inni członkowie rodzin ofiar z 11 września, spotkała się w Białym Domu z prezydentem Obamą. Opisywano ją jako osobę „zdolną podołać wszystkiemu”, która „nigdy się nie poddaje”. Takie nastawienie jest obowiązkowe w przypadku dążenia do odkrycia prawdy o 11 września i wygląda na to, że pani Eckert zrobiłaby wszystko, żeby znaleźć odpowiedzi, a osoby za to odpowiedzialne postawić przed sąd.

Ponadto, na pokładzie samolotu była jeszcze inna kobieta o takim samym zapale i determinacji jeśli chodzi o głoszenie prawdy – Alison Des Forges, czołowa ekspert w sprawie ludobójstwa w Rwandzie z 1994 roku. Des Forges

zeznawała przed trybunałem jako biegła w 11 procesach o ludobójstwo […] Napisała również kluczowe studium na temat rwandyjskiego ludobójstwa, „Leave None to Tell the Story” [Niechaj nie ocaleje nikt, kto mógłby opowiedzieć tę historię – przyp.]. Była też głównym doradcą amerykańskiego oddziału Human Rights Watch.

[…]

Alison Des Forges wracała do domu w Buffalo ze spotkania z europejskimi dyplomatami dotyczącego sytuacji w Rwandzie oraz rejonie Wielkich Jezior Afrykańskich.

A zatem, dwie kobiety toczące ciężką walkę o ujawnienie i szerzenie prawdy giną w dziwnej katastrofie lotniczej w Buffalo. Czy jest to tylko tragiczny zbieg okoliczności? Czy możemy interpretować to jako wiadomość od „Matriksa”, ostrzeżenie skierowane do żeńskiej energii, pełnej dociekliwości i miłującej prawdę? Jako uciszanie istot, które nie potrafią być obojętne wobec niesprawiedliwości?

Rozprawa o pogodzie

Ta zima była najchłodniejsza od wielu lat, a arktyczne temperatury odnotowano na całym świecie. Natomiast fakt zaniku lodu na Arktyce, często przytaczany na poparcie teorii globalnego ocieplenia, okazał się znacznie wyolbrzymiony, jak wynika z najnowszych doniesień. To zmusiło rządy, 2 340 lobbystów Gore’a oraz propagandzistów z zaprzyjaźnionych mediów do szybkiego niwelowania strat. Wszyscy oni desperacko usiłują podtrzymać iluzję, że globalne ocieplenie jest faktem, a winni mu są ludzie. W tym miesiącu byliśmy świadkami przebudzenia uznanych autorytetów, którzy publicznie ogłosili prawdę o tym, że ludzie nie są odpowiedzialni za zmiany klmiatu:

Australijski parlamentarzysta: Ludzie nie są przyczyną zmian klimatycznych
Japońscy naukowcy: Globalne ocieplenie niezależne od człowieka
Globalne ocieplenie to nie nasza wina… to natura
Były astronauta przerywa milczenie na temat globalnego ocieplenia

By podważyć te zarzuty i kontynuować dezinformację oraz polityczne cele, lobbyści i media używają nienawistnej retoryki celem dyskredytacji każdego, kto wskaże naukowe dowody ujawniające przekręt o nazwie „globalne ocieplenie”. Oto niektóre z przykładów:

Ekspert kanału pogodowego wzywa do uciszania sceptyków globalnego ocieplenia na wzór nazistów – pozbawiając ich wierzytelności
Życie jest wygodne, gdy sam definiujesz prawdę
Zgodnie z oczekiwaniami: Krytycyzm globalnego ocieplenia przyrównany do negowania Holokaustu
Prowadzący program „Global warming special” na CBS powiązał sceptycyzm w stosunku do globalnego ocieplenia z negowaniem Holokaustu
Witch Hunt: Wsadzić szefów koncernów naftowych za kratki, optuje wiodący naukowiec badający zmiany klimatyczne

Sott.net obszernie komentował to zjawisko. Dla przykładu, artykuł „The Collapse of Climate Policy and the Sustainability of Climate Science” [Upadek polityki klimatycznej oraz zrównoważonej nauki o klimacie], prezentuje typowe niedomówienia i nieznajomość prawdy. Artykuł ów opatrzyliśmy następującym komentarzem:

To jedynie polityczna machina uruchomiona w celu podjęcia próby kontrolowania szkód wyrządzanych przez nierzetelną naukę. Promowanie złej nauki przez ludzi mających możliwość wpływania na umysły odbiorców przy współudziale globalnych mediów jest bezpośrednio odpowiedzialne za histeryzację społeczeństwa oraz za upadek wszystkiego tego, co można ogólnie nazwać polityką klimatyczną.

Pierwszy problem polega na złym stanie nauki. Modele, na których opiera się teoria globalnego ocieplenia nie uwzględniają w dostatecznym stopniu zjawisk takich jak El Niño – Oscylacja Południowa, Pacyficzna Oscylacja Dekadowa, Atlantycka Oscylacja Multidekadowa, cykle promieniowania słonecznego, wulkanizm a nawet kosmiczne wpływy, które opisuje chociażby dyscyplina naukowa zajmująca się teorią impaktów (dotyczącą komet i asteroid). Dlaczego sprawy te są notorycznie ignorowane i skrywane, a preferuje się CO2, z którego zrobiono tlący się lont nadchodzącej katastrofy klimatycznej? Wspomniane czynniki prezentują dane o wiele bardziej korelujące z cyklami ocieplenia czy ochłodzenia się klimatu, a nawet z możliwą katastrofą na tym tle.

Bezustanne wysyłanie sygnału przez globalną maszynę narzucania poglądów ostatecznie odniosło skutek w postaci małej, osobistej armii faszystów, przyrównujących sceptyków do osób negujących holokaust, jeżeli nie oddają czci sygnałowi kierowanemu przez globalnych możnowładców. Faszystów nawołujących do zwolnienia z pracy oraz pozbawienia certyfikatów tych zawodowych badaczy klimatu i meteorologów, którzy nie odbierają jak należy nadawanego sygnału. Faszystów oskarżających naukowców, którzy nie przestrzegają reguł, o dopuszczenie się zbrodni przeciwko ludzkości.

Artykuł „Globalne ocieplenie to nie nasza wina… to natura” podaje, że były dyrektor zarządzający firmy Talisman (zajmującej się wydobyciem ropy i produkcją benzyny), dr Jim Buckee, który swój tytuł w dziedzinie astrofizyki uzyskał na University of Oxford, mówi, że czuje się jak heretyk. Jest prześladowany za swoje poglądy i traktowany jak wyrzutek. Jego zbrodnia? Bycie sceptykiem zmian klimatycznych. W naszym komentarzu przedstawiliśmy zasadnicze fakty, kompletnie ignorowane przez media i histeryczną brygadę ociepleniową:

Istnieje mnóstwo teorii oraz obszerna ilość dowodów wskazujących, że teoria „odpowiedzialności człowieka za globalne ocieplenie” jest zwykłą blagą. Sugestia autora, że „solarne wyjaśnienie” podziela wielu sceptyków, jest zwodnicza. A to dlatego, że na powyższą teorię również składają się badania nad zmiennością Słońca oraz nad istnieniem zależności pomiędzy brakiem plam słonecznych a globalnym ochłodzeniem (Link1) (Link2) (Link3). Nawet NASA przedstawiła teorię mówiącą, że ciche Słońce wytwarzające niskie promieniowanie ultrafioletowe wywołuje kurczenie się warstwy ozonowej, co prowadzi do ujemnych morskich oscylacji a tym samym do globalnego ochłodzenia, jak to miało miejsce podczas minimum Maundera.

Istnieją też teorie solarne nawiązujące do wulkanizmu i jego wpływu na klimat. Dodajmy tylko, że danych dotyczących zależności pomiędzy plamami słonecznymi a cyklami ochłodzenia i ocieplenia jest co niemiara (Link1) (Link2) (Link3).

Tak więc, jedynym pewnikiem jest to, że topnieniu ulega wiarygodność mediów, a nie lodowce.

„… i sapie, dyszy i dmucha
żar z rozgrzanego jej brzucha bucha…”

Mając na uwadze wszystkie te wydarzenia tak na społeczno-politycznym, jak i kosmicznym planie, trudno sie dziwić, że Matka Ziemia kontynuuje swój odzew. Pod koniec stycznia dwa doniesienia uświadomiły nam niebezpieczeństwo erupcji wulkanicznych. Agence France-Presse podała, że leżący nad Zatoką Neapolitańską Wezuwiusz w dalszym ciągu stanowi zagrożenie dla pobliskich zaludnionych rejonów, a „szansę jego wybuchu w ciągu najbliższych 100 lat ocenia się na 27 procent”. Kolejne zagrożenie stanowi wulkan Mount Redoubt na Alasce, do którego erupcji „może dojść w każdej chwili”, jak podaje CNN. Obydwa wulkany, zgodnie z relacją, są bacznie obserwowane.

Kilka dni później, 2 lutego, wybuchł wulkan Asama w środkowej Japonii, sypiąc popiół na odległość 90 mil (ok. 145 kilometrów). Tego samego dnia Mount Redoubt na Alasce „wydał złowieszczy pomruk i wypuścił parę”. 20 lutego chilijski wulkan Chaiten „wypluł potężną chmurę pyłu, gazu oraz stopionych skał” zmuszając do ewakuacji 160 osób. Następnego dnia, 21 lutego, wulkan Galeras w południowej Kolumbii wybuchł po raz drugi w ciągu niecałego tygodnia, tworząc deszcz popiołu.

W tym miesiącu mieliśmy dosłowne „zatrzęsienie” dość niezwykłych trzęsień ziemi. Do ich alarmującej ilości doszło pod Parkiem Narodowym Yellowstone w północnych Stanach i według naukowców było to jedno z największych nasileń „zarejestrowanych dotąd na tym terenie, trwało od ostatniego tygodnia 2008 roku do początku roku 2009, kiedy to w ciągu 11 dni doszło do 813 wstrząsów”. Raport dostał się do mediów i musiał zaalarmować nie tylko nas, ponieważ szybko pojawiły się zapewnienia mające położyć kres niepokojom. Także New Jersey trzykrotnie zatrzęsło się w ciągu trzech tygodni, co – mimo że wstrząsy były słabe – wprawiło w zdumienie geologów. Jeden z naukowców stwierdził, że „przyczyna tych wstrząsów jest dla nas wielką zagadką, bowiem nie pokrywa się to z geologicznym obrazem płyt tektonicznych”. W Kanadzie natomiast w ciągu ostatnich 30 dni północne Ontario nawiedzone zostało 11 małymi wstrząsami. Oto niektóre przykłady z lutego:

1 lutego: trzęsienie o sile 4.4 stopni w Kaliforni (USA)
2 lutego: trzęsienie (5.5 stopni) u wybrzeży środkowego Peru
3 lutego: wyspa Mindoro, Filipiny – 4.5 stopni; południowe Peru – 6 stopni
9 lutego: 6.1 stopni u wybrzeży północnego Peru; Mexicali, Meksyk – 3.7 stopni
10 lutego: wschodnia Indonezja – 5.4 stopni
11 lutego: wyspy Fidżi – 5.9 stopni
12 lutego: siedmiostopniowe trzęsienie w pobliżu Sulawesi w Indonezji; 5.1 stopni na granicy kolumbijsko-wenezuelskiej
15 lutego: sześciostopniowe trzęsienie w północnej Japonii; 6.2 stopni u wybrzeży północnego Peru
18 lutego: wyspy Kermadec, Południowy Pacyfik – 7 stopni; Nevada (USA) – 3.5 stopni; 2.2 stopni, Alabama (USA)
20 lutego: 5.2 stopniowe trzęsienie w północno-wschodnich Chinach, po którym nastąpiło 207 wstrząsów wtórnych
22 lutego: Manokwari, Indonezja – 5.5 stopni
23 lutego: 5.8 stopni w rejonie pomiędzy Indonezją i Filipinami
26 lutego: Oklahoma (USA) – 3.3 stopni; południowo-wschodni Oregon (USA) – 4.1 stopni; Surigado del Sur (Filipiny) – 4.8 stopni
28 lutego: 5.4 stopni, północna Japonia

Z katalogu dziwaczności

Na naszej Wielkiej Niebieskiej Kuli ponownie zaroiło się od niezwykłych i dziwnych wydarzeń (tych z kategorii „może to zignorujmy, a problem sam zniknie”). Zwiększyła się liczba obserwacji obiektów UFO na całym świecie, tym razem doniesieniom często towarzyszyły dobre jakościowo zdjęcia i nagrania wideo.

UK: Zarejestrowany przez wczasowiczów obiekt UFO nad wybrzeżem hrabstwa Somerset

Urlopowiczów z zatłoczonego pola kempingowego w Brean w hrabstwie Somerset zaskoczył widok tajemniczego unoszącego się w powietrzu walca.

Twierdzą, że niezidentyfikowany czarny, metaliczny obiekt był dobrze widoczny na jasnym niebie i można było zaobserwować, jak przez ponad 10 minut wykonywał gwałtowne manewry w górę i w dół.

Albo to nagranie wideo z Florydy, zarejestrowane w Walentynki:

Obiekt UFO zarejestrowany 14 lutego w Miami na Florydzie:

Kilka innych przykładów spośród licznych obserwacji z minionego miesiąca, o których możecie przeczytać w sekcji Our Haunted Planet:

USA: Świadkowie z sześciu stanów relacjonują obserwacje UFO
USA: Trójkątny obiekt UFO przelatuje nisko nad trzema stanami
Włochy: Dowódca sił powietrznych twierdzi, że obiekty UFO należą prawdopodobnie do istot pozaziemskich
Afryka Południowa: Obiekt UFO oślepia kierowców
Kanada: Prince Rupert, Kolumbia Brytyjska – Jasne światło wisi w powietrzu, po czym odlatuje
USA: Borough Park, część Brooklynu w Nowym Jorku – nalot różnych formacji UFO
Rosja: Ogromny obiekt UFO widziany przez wszystkich mieszkańców syberyjskiego miasta

Wysoka dziwność nie ograniczyła się jedynie do niebios. Anglia stała się ostatnio gospodarzem serii obserwacji „wielkiego kota”. Spekulacje na temat tego stworzenia (prawdopodobnie kilku) skupiają się wokół hipotezy o panterze bądź pumie wypuszczonej przez właściciela, który miał problemy z jej sprzedaniem. Ale zdjęcie odcisku łapy, wykonane przez jednego ze świadków, raczej nie pasuje do żadnego z tych zwierząt.

Odcisk łapy znaleziony na polu golfowym

© Unknown / Odcisk łapy znaleziony na polu golfowym


UK: Czy to możliwe, żeby ten odcisk łapy należał do tajemniczej pantery?
Anglia: Nowe doniesienia o obserwacjach pantery z okolic północnego Norfolk
Anglia: Mężczyzna widzi legendarną bestię – nie po raz pierwszy
Anglia: Obserwacja ‚ogromnego czarnego kota’ w Stone
Anglia: Czy stanęliśmy twarzą w twarz z nieuchwytną bestią?
Północna część hrabstwa Essex: Nie jesteście osamotnieni – my też widzieliśmy bestię z Essex

Nie tylko ssaki!

© Unknown

Długi na ponad 30 metrów wąż „Nabau”, doniesienia z Borneo

Ludzie, którzy badali kształt widoczny na zdjęciu wykonanym z lotu ptaka, odrzucili sugestie, że jest to płynąca kłoda.

Jak zauważył jeden z nich: „Kłoda nie może przecież, ot tak sobie, wić się?” Inni sugerowali, iż jest to motorówka, ale tę koncepcję również odrzucono, nie tłumaczyła bowiem w sposób zadowalający krętych śladów na wodzie.

Najczęściej stawiany zarzut podważa wiarygodność samego zdjęcia i próbuje dowieść, że zostało ono po prostu przerobione na komputerze. Na poparcie tej tezy niektórzy zarzucają zdjęciu, że kolor rzeki Baleh jest w rzeczywistości ciemnobrązowy.

Ale okoliczni wieśniacy, obstający przy istnieniu węża, uważają, że zdjęcia zrobione temu stworzeniu na różnych odcinkach rzeki, dowodzą, że on tam sobie faktycznie pływa.

A nawet (prawdopodobnie) nie z tej planety!

© Unknown

© Unknown

Wideo: Peru, Santa Rosa de Quives, złapana w kamerze istota wyglądem przypomina obcego

Ponieważ nauka zajmuje się coraz wnikliwszą analizą struktury istnienia, prawdopodobne odpowiedzi na pytania wywołane tego typu historiami mogą ostatecznie zostać odkryte:

W swojej książce Investigating the Unexplained [Badając Niewytłumaczone](Prentice-Hall, 1972), zoolog Ivan Sanderson odpowiada w przekonujący sposób na pytanie: „jak to możliwe, że one istnieją?”. Podkreśliwszy najpierw, że wiele z tzw. „niematerialnych” stworzeń przejawia całkiem „materialne” właściwości, proponuje on przyjąć hipotezę o istnieniu zupełnie nowego zespołu (lub zespołów) wymiarów, odrębnych od tego, co w naszym rozumieniu jest naszą normalną czasoprzestrzenią, ale „tak bardzo bliskich naszym wymiarom pod każdym względem, że niektóre jego fragmenty przenikają z jednego [zbioru wymiarów] do drugiego, a potem ewentualnie z powrotem…” Być może bardziej istotne jest twierdzenie wybitnych naukowców, że jesteśmy coraz bardziej otoczeni konkretnymi dowodami na to, że te inne wymiary, mające kontakt z naszymi, zamieszkiwane są przez istoty o dosyć osobliwej naturze, od „bezdennych kretynów po istoty boskie„.

Sanderson kończy swój wywód przedstawiając kilka koncepcji: że istnieją inne wszechświaty splecione z naszym, że ich liczba może być nieskończona, że na niektórych z nich inteligentne formy życia mogą być czymś powszechnym i – co ważniejsze – że niektóre z tych inteligentnych istot odkryły, w jaki sposób można robić wypady do innych wszechświatów i z powrotem.

Zdrowy rozsądek nakazywałby sądzić, że taka liczba doniesień z całego świata aż prosi się o poważne zbadanie, ale nic nie wskazuje na to, żeby w chwili obecnej prowadzono takie badania. Opinia publiczna jest w dalszym ciągu karmiona tymi co zawsze bzdetami o Wenus, gazach bagiennych i – przebój sezonu – chińskich latarniach.

Wniosek: Dezinforama

Jeżeli wszystkie powyższe wątki łączy jakiś wspólny element, to jest nim dezinformacja. To podstawowa broń patokratów, umożliwiająca im wszystkie inne manipulacje. Nieustanne bombardowanie propagandą, wzbogaconą precyzyjnie dostrojonymi technikami psychologicznej manipulacji, wykorzystywane jest do osłabiania ludzkiej zdolności samodzielnego myślenia, sterowania sposobem postrzegania rzeczywistości, oraz tym samym, do sterowania samą rzeczywistością.

Dziennikarz Ron Suskind usłyszał w 2002 roku od jednego z najbliższych doradców prezydenta Busha, że:

tacy jak ja należą do „grona ludzi zakorzenionych w rzeczywistości” (reality-based community) – czyli jego zdaniem tych, którzy „hołdują przekonaniu, że problemy rozwiązuje się przez racjonalną analizę widzialnego świata”. Przytaknąłem i wyjąkałem coś o zasadach oświeceniowych i empiryzmie. Przerwał mi w pół zdania. „Świat już nie działa w ten sposób” – kontynuował. „Teraz jesteśmy imperium, a kiedy działamy, kreujemy własną rzeczywistość… My jesteśmy sprawcami historii, a wam… wam wszystkim pozostanie tylko przyglądać się temu, co robimy”. (tłumaczenie stąd)

George Orwell w swojej klasycznej powieści „Rok 1984” zgłębia potencjał propagandy rozmieszczając wokół granic „dozwolonej” rzeczywistości ogrodzenie z drutu kolczastego. Przyglądając się poczynaniom dzisiejszej Patokracji, można z łatwością odnaleźć opisywane przez niego bliźniacze koncepcje „dwójmyślenia” i „nowomowy„. Zgodnie z powieścią, dwójmyślenie jest to:

„Umiejętność wyznawania dwóch sprzecznych poglądów i wierzenia w oba naraz… Żeby kłamać z pełną premedytacją, a jednocześnie głęboko wierzyć we własne słowa, zapominać niewygodne fakty, po czym, gdy zachodzi konieczność, przywoływać je z niebytu na tak długo, jak trzeba, negować istnienie obiektywnej rzeczywistości, a zarazem kierować się nią – to wszystko musi umieć każdy. Nawet używając terminu dwój-myślenie należy stosować rozumianą pod nim technikę. Posłużenie się tym terminem jest bowiem równoznaczne z przyznaniem się do manipulowania rzeczywistością; dzięki dwójmyślowemu zabiegowi wymazuje się tę wiedzę – i tak w kółko. Kłamstwo bezustannie o krok wyprzedza prawdę”.

Podobieństwo do aktualnie upowszechnianej propagandy jest widoczne jak na dłoni, na przykład w zupełnie sprzecznych doniesieniach na temat sytuacji na Bliskim Wschodzie.

Z Wikipedii [wersja angielska]:

Chociaż Rok 1984 jest najbardziej znany z prowadzonej przez Partię wszechobecnej inwigilacji codziennego życia, sprawowanie kontroli nad rzeczywistością polega na tym, że ludność Oceanii – wszyscy, łącznie z rządząca elitą – mogą być kontrolowani i manipulowani po prostu przez dokonywanie zmian w ich codziennym języku i myśleniu. Nowomowa jest metodą kontrolowania myślenia przez zmiany w języku, natomiast dwójmyślenie jest metodą polegającą na bezpośrednim sterowaniu myśleniem.

Nowomowa wchłonęła dwójmyślenie, ponieważ zawiera sporo słów, które wywołują pożądane skojarzenia pomiędzy przeciwstawnymi znaczeniami wyrazów, dotyczy to zwłaszcza takich najistotniejszych słów jak dobro i zło, poprawnie i źle, prawda i kłamstwo, sprawiedliwość i niesprawiedliwość.

Dwójmyślenie jest formą wyuczonej i rozmyślnej ślepoty intelektualnej na sprzeczności w systemie przekonań. Od zwykłej hypokryzji różni się tym, że osoba „dwójmyśląca” musiała rozmyślnie zapomnieć o sprzeczności pomiędzy dwoma akceptowanymi przez siebie przeciwstawnymi przekonaniami – a następnie celowo zapomnieć, że zapomniała o tej sprzeczności. Potem musiała zapomnieć o tym, że zapomniała o tym, że zapomniała, i tak dalej. Raz rozpoczęte i zamierzone zapominanie ciągnie się już bez końca. W swoim komentarzu do powieści Orwell określa to mianem „kontrolowanego szaleństwa”.

Widzimy dzisiaj wiele przykładów „nowomowy”, w których elementarne składniki naszego języka zostały zatrute, a znaczenie słów uległo korozji. Racjonalna dyskusja na najważniejsze tematy stała się niemożliwa. Podobnie dzieje się z naszym słownictwem, używanym przez nas do budowania poglądów, które jest coraz bardziej odległe od swego bogatszego znaczenia i coraz bardziej upośledzone wprowadzanymi doń sprzecznościami, dwuznacznościami, oraz plątaniną zwodniczych skojarzeń.

Zyskujące niedawno na popularności słowa, takie jak „ujęcie”, „niezamierzone ofiary” czy „przetrzymywanie”, wykorzystywane są do owijania w bawełnę tych najbardziej niepokojących faktów. Istnienie takich słów jak „wolność”, „swoboda”, „równość”, „samoobrona” jawi się natomiast jako niebezpieczne i prowadzi niemal do histerii.

Kłamstwa jednakże mogą być tylko wtedy skuteczne, kiedy się w nie wierzy, więc antidotum musi obejmować naszą własną edukację na temat rzeczywistej sytuacji, która jest ukryta za warstwą kłamstw, oraz dlaczego nasi przywódcy nas okłamują, a także na temat precyzyjnie dobranych metod, którymi tak sprawnie się oni posługują.

W swojej książce Ponerologia Polityczna [pl] Andrzej Łobaczewski opisuje naukowe podstawy procesu wystawiania populacji na te zuchwałe kłamstwa i insynuacje. Jednym z manewrów, wielokrotnie powielanym na przestrzeni wieków, jest grabież powszechnej ideologii, a następnie „dyskretne” przekształcenie jej zasadniczej treści na tyle sprytnie, żeby wykorzystać jej zwolenników do dalszej realizacji wypaczonego już programu, którego oni sami nie rozumieją:

Wielka ideologia, która fascynuje swoją wizją i swoimi wartościami, łatwo odbiera swoim wyznawcom zdolność do krytycznej samokontroli swojego postępowania. Tacy ludzie zbyt łatwo przestają zdawać sobie sprawę z tego, że o wyniku ich działalności decyduje nie tylko ich idea, ale także używane środki działania. Kiedy wciąż wierząc, że służą swojej idei, sięgają po zbyt radykalne sposoby postępowania, nie dostaje im już świadomości tego, że zmierzają już do odmiennego celu. Zasada „cel uświęca środki” otwiera drogę innego rodzaju ludziom, którym wielka idea jest pomocna do wyzwolenia się ze skrępowania zasadami dobrego obyczaju, poszanowania dla człowieka i wartości moralnych. Każda więc wielka idea niesie niebezpieczeństwo nadmiernej aktywizacji małych umysłów. Każdy wielki ruch ideologiczny może stać się pożywką, na której patokracja zakorzeni swój pasożytniczy żywot.

W użyciu jest wiele manewrów psychologicznych, żeby wymienić tylko dwa z nich, paramoralizm [pl] i blokada rewersyjna [pl].

Taka manipulacja rzeczywistością byłaby oczywiście znacznie trudniejsza, gdyby zezwolono na swobodną debatę publiczną. Dlatego też owa debata nie ma miejsca, a kompletne ograniczenie wolności słowa jest zazdrośnie skrywaną tajemnicą, co skutkuje koniecznością utrzymywania iluzji tejże wolności. Z „Protokołów Patokratów„:

Pretekstem do zamknięcia wydawnictwa będzie to, że dany organ prasy podnieca umysły bez przyczyny i podstawy. Zwróćcie uwagę na to, że między napadającymi na nas będą i przez nas stworzone organy, lecz nie będą występowały jedynie przeciw punktom, których zmianę postanowimy.

Żadna wiadomość nie przedostanie się do społeczeństwa bez kontroli naszej. Cel ten osiągamy już obecnie w ten sposób, że wszelkie nowości wydawnicze otrzymywane są przez kilka agentur, które centralizują ruch wydawniczy świata całego. Agentury te wówczas będą wyłącznymi naszymi instytucjami i będą ogłaszały tylko to, co my im wskażemy.

Ważne dla dyskusji tematy zostają zepchnięte na bardzo odległy plan, a posiadanie odmiennego zdania jest równoznaczne ze zdradą.

Nie ma już wolności. Jest ona zastąpiona czymś, co tylko powierzchownie ją przypomina; czymś co wymyślono tylko po to, żeby utrzymywać nas wszystkich w zadowoleniu, a jednocześnie zakutych w kajdany:

Wyraz „wolność”, który może być pojmowany różnorodnie, my określamy jak następuje:

Wolność jest prawem czynienia tego, na co kodeks pozwala. Podobne pojmowanie posłuży nam w chwili odpowiedniej do tego, aby cała wolność była w naszym ręku, bowiem prawa będą tworzyły lub niszczyły tylko to, co w myśl programu powyższego uznamy za właściwe [dla patokracji].

Poprzez zastosowanie takich środków, chcą oni wprawić całą populację w stan zaprzeczenia i represji, a w konsekwencji do zbiorowego załamania nerwowego – po raz kolejny wykorzystując taktyki „Szoku i Przerażenia”:

Konieczne jest, żeby z chwilą jej ogłoszenia oszołomione przez dokonanie przewrotu narody, będące jeszcze pod wpływem terroru i niepewności, zrozumiały, że jesteśmy o tyle silni, o tyle nietykalni, o tyle pełni potęgi, że w żadnym razie nie będziemy liczyć się z narodami i nie tylko nie zwrócimy uwagi na ich sąd i życzenia, lecz nawet gotowi jesteśmy i zdolni z niezwalczoną siłą zgnieść ich wyrażanie i przejawianie w każdej chwili i na każdym miejscu – że wzięliśmy od razu wszystko, co uważaliśmy za niezbędne i w żadnym razie nie będziemy dzielili się naszą władzą. Wówczas ze strachu zamkną oczy na wszystko i będą oczekiwali, co z tego wyniknie.

W swojej książce „Doktryna Szoku” Naomi Klein opisuje ze szczegółami jak te same psychologiczne taktyki inwazyjne były wielokrotnie wykorzystywane do podbijania i zniewalania narodów.

Słowami fikcyjnego kanclerza Adama Sutlera z filmu „V jak Vendetta”:

„Panie Dascombe, to, czego teraz potrzebujemy, to czytelna wiadomość dla wszystkich obywateli tego kraju. Mają o niej przeczytać w każdej gazecie, usłyszeć w każdym radiu i zobaczyć w każdej telewizji. O tej wiadomości musi być głośno w CAŁYM interlinku!!! Chcę, żeby ten kraj zrozumiał, że stoimy na krawędzi zapomnienia.

Chcę żeby każdy mężczyzna, kobieta i dziecko zrozumieli, jak bliscy jesteśmy chaosu! Chcę, żeby WSZYSCY sobie przypomnieli, dlaczego nas potrzebują!”

Reklamy

10 Komentarzy »

  1. „Laczenie punktow”jest bezsprzecznie najlepsza analiza polityczna obecnych wydarzen,dostepna w jezyku polskim.Od lat przygladam sie wydarzeniom politycznym i wyciagam takie same wnioski.Spojrzenie autorow „Laczenia punktow” jest znacznie szersze i poparte mocniejszymi argumentami niz inne zrodla.Dziekuje wam za wasza prace,niech chociaz garstka ludzi uzyska jakis stopien swiadomosci i zrozumie mechanizmy wladzy i polityki.

    Komentarz - autor: Salman K. — 14 marca 2009 @ 19:10

  2. Mam podobne odczucia i przypuszczenia. Na pewno artykuł celnie opisuje obecną sytuację geopolityczną. Dziękuję za przetłumaczenie i czekam na cd.

    Komentarz - autor: Polar — 16 marca 2009 @ 17:59

  3. Dziekuje, wykonujecie kawal ogromnej pracy, oby wasza latarnia nie zgasla.
    Celne uwagi oraz wyluskiwanie szczegolow, to duze zalety tych opracowan.

    Komentarz - autor: pierre — 16 marca 2009 @ 23:18

  4. A propos propagandy antyiranowej, link do wystąpienia „fundamentalisty” Prezydenta Iranu do społeczeństw zachodu: http://www.youtube.com/watch?v=gLiZTHxBsCI&hl=pl gdzie mówi on o Miłości Chrystusa.

    Pozdrawiam 🙂

    Komentarz - autor: KAP — 17 marca 2009 @ 11:53

  5. @KAP:
    Taaa… Prawie ładnie to wygłosił. Ja bym tylko zachęcała do pamiętania o tym: “Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach.”

    Komentarz - autor: iza — 19 marca 2009 @ 09:47

  6. @iza
    Jesli dobrze Cie odczytalem, uwazasz ze Ahmadinejad jest drapieznym wilkiem.
    Na jakiej podstawie tak sadzisz?

    Ahmadinejad to nawet w swoim pieknym kraju spokoju zaznac nie moze – http://www.youtube.com/watch?v=EgF5W9pY0Z8
    Synowie Iranu pewnie nie daja mu spac po nocach 🙂

    Komentarz - autor: kapec — 20 marca 2009 @ 00:51

  7. Żle mnie zrozumiałeś. Odniosłam się jedynie do tego, o czym mówił – przygotujmy się na nadejście proroka, ludzie nie słuchają nauk proroków itd. (sorry, przytaczam z pamięci). Po prostu taka przypomijka – lepiej być uważnym, bo nie każdemu kto za proroka się podaje lub poda, leży na sercu dobro ludzi. A co może zrobić nadzieja ludzi w połączeniu z prawami psychologii tłumu i dobrą demagogią, mieliśmy okazję się wiele razy w dziejach historii przekonać.

    Komentarz - autor: iza — 20 marca 2009 @ 02:14

  8. @IZA
    Nie znam tego człowieka i nie znam wewnętrznych spraw Iranu na tyle, aby się wypowiadać czy jest owcą czy wilkiem. Wiem natomiast, że wygłosił piękne przemówienie o pokoju a nawet o Chrystusie, a przecież główne media głoszą o rzekomej nienawiści arabów do Chrystusa. Jeszcze lepsze nagranie (profesjonalnie przygotowane) nawołujące do pokoju jest tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=OwZohtdTS48

    A co do proroków – prawdziwych czy nie, to jest to w tej chwili niemożliwe do sprawdzenia, a że „żyjemy w ciekawych czasach”, to pożyjemy-zobaczymy. Pionki na szachownicy świata się przesuwają, czasami zmieniają swoje kolory. Widzimy do czego to zmierza, a nie widzimy tego, kto za tym stoi. Kto tak naprawdę tym wszystkim gra i jaki jest jego prawdziwy cel?

    Tylko proszę, nie mów, że Iluminaci, Bilderbergowie, Masoni czy co tam jeszcze wymyślisz. Bo z tymi grupami to jest jak z ruską babą – jak otworzysz jedną, to w środku kolejna, w środku jeszcze kolejna i tak dalej. Kto wie, czy to co jest ujawniane nie stanowi pewnego wentylu bezpieczeństwa dla tego, co się dzieje.

    Komentarz - autor: KAP — 20 marca 2009 @ 07:09

  9. Raczej te, co patrzą w stronę Iranu jak na potencjalną zdobycz (jak niedawno patrzyły na Irak), a dla naszego dla ich działań poparcia, wmawiają nam jaki to on niebezpieczny – ten Iran, ten u nich atom, itp brednie. To są prawdziwe wilki i własnie w owczej skórze. Dlaczego równolegle nie wytykają posiadania broni atomowej Israelowi?? No dlaczego?

    Komentarz - autor: Polar — 31 marca 2009 @ 12:36

  10. Jak dla mnie to w tym artykule są bardzo przydatne informacje. Z całą pewnością je wykorzystam

    Komentarz - autor: kredyt mieszkaniowy gdzie najlepszy — 15 czerwca 2010 @ 12:47


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: