PRACowniA

20 Wrzesień 2008

Trzydzieści lat kultów i komet

Następny, po Wojnach, Epidemiach i Czarownicach, artykuł z tego cyklu.

Laura Knight-Jadczyk
sott.net
28 stycznia 2008


Kometa z 1532 r.

Dziś rano przekartkowywałam świeżo nadesłaną książkę Uderzenia komet/asteroid [CAI] a społeczność ludzka pod redakcją Petera T. Bobrowsky’ego i Hansa Rickmana, opublikowaną przez wybitne wydawnictwo naukowe Springer. Książka ta jest zbiorem prac naukowych zaprezentowanych na warsztatach pod patronatem Międzynarodowej Rady Nauki (ICSU: the International Council for Science). We wstępie czytamy:

Międzynarodowa Rada Nauki uznała ostatnio, że społeczne implikacje (socjalne, kulturowe, polityczne i ekonomiczne) kometarnego/asteroidalnego uderzenia w Ziemię zasługują na natychmiastowe rozpatrzenie przez wszystkie kraje na świecie.

Ładnie! Kto by pomyślał? To znaczy, że to nie tylko my, tu w SOTT (i paru innych w sieci), śledzimy powiększającą się ilość Bolidów i Meteorów, sugerującą, że przechodzimy przez dosyć groźne obszary kosmosu albo że Jakiś potwór tu nadchodzi?

Tak, na to wygląda. W rozdziale zatytułowanym „Społeczne perspektywy zagrożeń zderzenia z kometami/asteroidami (CAI) (Comet/Asteroid Impact): Technokratyczna [link] władza i geografia społecznej podatności” czytamy:

Jeszcze całkiem niedawno badania nad zagrożeniami ze strony komet i asteroid skupiały się na ustalaniu skali i zasięgu przeszłych zderzeń, rzetelnym obliczaniu czasu powrotu i na modelowaniu scenariuszy fizycznego zderzenia…zagrożenia CAI daleko wykraczają poza dziedzinę nieuzasadnionych spekulacji i apokaliptycznych wizji. Wyniki to coś więcej niż tylko nowe odkrycia. Rewolucjonizują one, lub zamierzają zrewolucjonizować, niektóre podstawowe założenia odnośnie Ziemi, jej historii, ewolucji biologicznej i przyszłości. Chociaż ludzkie życie, jak do tej pory, zajmuje malutką przestrzeń w historii, wygląda na to, że nasz los na dłuższą metę zostanie przez te siły poddany próbie i może być przez nie rozstrzygnięty.

To nie żarty.

W rozdziale zatytułowanym „Nauka społeczna a obiekty bliskie Ziemi [z ang.NEO’s- Near-Earth Objects]: Wykaz zagadnień” czytamy:

Nie tak dawno temu otwarte przyznanie się, że myślisz o asteroidach i kometach uderzających w Ziemię brzmiało śmiesznie. Takie wydarzenia mogły oznaczać koniec świata, jakim go znamy – TEOTWAWKI*, jak nazywali to milenialiści – i tego rodzaju gadanie często jest wyśmiewane. …

Problemy te rozpatrują ludzie godni szacunku. Na przykład S. Pete Worden, który jest dowódcą brygady w amerykańskich Siłach Powietrznych oraz zastępcą dyrektora generalnego w Kwaterach Dowodzenia i Kontroli w Pentagonie, uważa, że „powinniśmy zwrócić większą uwagę na obiekty „klasyTunguskiej” – obiekty mniej więcej stumetrowe, które mogą uderzyć nawet kilka razy na sto lat z siłą niszczenia broni nuklearnej”.

Zlokalizowałam komentarze generała i znajdują się one obecnie w bazie danych SOTT’u. Wygląda na to, że powyższe nie jest wszystkim, co powiedział generał. W zasadzie oświadcza on dosyć jednoznacznie:

Mogę pokazać ludziom dowody prawdziwych zderzeń, które spowodowały lokalne i regionalne szkody, a miały miejsce niecały wiek temu. Jeszcze bardziej zajmujące są częste detonacje o sile rzędu kilotony, rejestrowane w ziemskiej atmosferze przez nasze satelity wczesnego ostrzegania. …W amerykańskiej społeczności zajmującej się przestrzenią kosmiczną wzrasta troska o „świadomość kosmicznej sytuacji”.

Generał pisał to w roku 2000. „Niecały wiek temu”? Wypadałoby to na okres po roku 1900. Powiedział, że po 1900 roku nastąpiły „prawdziwe zderzenia, które spowodowały lokalne i regionalne szkody”?!

Czy coś przeoczyłam? Czy wszyscy coś przeoczyliśmy?

Wkrótce do tego wrócimy. Nie o tym dziś chciałam mówić. Dziś chciałabym zacząć od miejsca, na którym zatrzymaliśmy się ostatnim razem, czyli od zakończenia Wojny stuletniej.

W poprzednich odcinkach tej serii artykułów przyjrzeliśmy się temu, jak czasy Czarnej Śmierci były prawdopodobnie okresem bombardowań przez odłamki komet, co doprowadziło do masowych zgonów na niewyobrażalną skalę. W dzisiejszym świecie odpowiadałaby temu śmierć dwóch, a może trzech miliardów ludzi na całej planecie oraz wielu zwierząt. Już sama myśl o tym, jak ludzkość uporałaby się z tyloma ciałami, jest odpychająca, nie wspominając o rozważaniach na temat przyszłego losu społeczeństwa. Czarna Śmierć nie respektowała stanowisk – członkowie elit umierali na równi ze zwykłymi ludźmi. Ma to dosyć interesujące konsekwencje, jeśli wziąć pod uwagę, jak elity postrzegają teraz tę kwestię, ale i do tego wrócimy później, gdy już spojrzymy na dowody.

Z naszego omówienia Wojny Stuletniej dowiedzieliśmy się, że pod koniec wojny przeprowadzono wielkie tuszowanie, głównie w celu przywrócenia religijnej kontroli nad masami, ponieważ kontrola religijna zawsze była prawą ręką rządów i władców tego świata.

Jako że powszechnie wierzono, że ciągnąca się latami jałowość ziemi była wywołana przez czarownice opanowane przez złą wolę Diabła, cały kraj ruszył do tępienia wiedźm. Ruch ten wspierany był przez sprawujących rządy, którzy mieli nadzieję czerpać zyski z tego prześladowania. Tak więc przez wszystki place miast i wiosek całej diecezji pędzili specjalni oskarżyciele, inkwizytorzy, rejenci, przysięgli, sędziowie i konstable, ciągnąc na przesłuchania i tortury ludzi obu płci i paląc ich w niezliczonej liczbie. Mało kto z oskarżonych zdołał uniknąć kary. W Trier nie oszczędzono nawet osób na wysokich stanowiskach. Sędzia z dwoma burmistrzami, paru radnych i asesorów, kanonicy kościołów kolegialnych, kapłanami parafialni, wiejscy dziekani – wszyscy zostali zgładzeni. W końcu całe to szaleństwo rozsierdzonego społeczeństwa i sądów zaszło tak daleko w swojej żądzy krwi i łupów, że mało kto nie był splamiony podejrzeniami o to przestępstwo.

W międzyczasie wzbogacali się rejenci, skrybowie i oberżyści. Kat dosiadał pełnokrwistego konia jak wielmożny z sądu i chadzał odziany w złoto i srebro. Jego żona bogactwem swych strojów konkurowała z arystokratkami. Dzieci skazanych i ukaranych były zsyłane na wygnanie, a dobra konfiskowane. Brakowało parobków i winiarzy, przez co wyjałowiła się ziemia. Ani straszna zaraza, ani bezwzględny najeźdźca nie spustoszyliby terytorium Trewir tak jak owa inkwizycja i bezgraniczne prześladowania, a wiele było powodów, by wątpić w to, że naprawdę wszyscy byli winni. Prześladowanie to trwało przez kilka lat, a niektórzy z tych co przewodniczyli wymiarowi sprawiedliwości chlubili się niezliczoną ilością stosów, z których każdy pochłaniał w swych płomieniach ludzkie istnienie. W końcu, choć płomienie były wciąż nienasycone, ludzie zaczęli ubożeć, wprowadzono surowe prawa, ograniczające koszty postępowań i honoraria śledczych, i nagle, tak jak podczas wojny kończą się fundusze, tak zapał prześladowców wygasł. (Burr: Linden, Gesta Trevirorum (z jego manuskryptu w Bibliotece Miejskiej w Trewir) Łacina. Wydrukowano w Trevirensis diplomatica Hotheima (III, strona 170, nota) i w wydaniu Wyttenbacha i Mullersa Gesta Trevirorum, zobacz LINK, by sprawdzić wiele sprawozdań z pierwszej ręki z prześladowań czarownic.)

Idea, która stała za prześladowaniem czarownic, była w istocie kwestią religijną – jakim sposobem świat, stworzony przez uważnego, łaskawego i zaangażowanego Boga, mógł być tak paskudny? Doprowadziło to do wzrostu ilości ludzi i instytucji zajmujących się zabijaniem i zniszczeniem. To samo możemy zauważyć obecnie na świecie – „przemysł obronny” przeżywa okres pomyślnego rozwoju dzięki fikcyjnej „Wojnie z Terrorem.”

Reformacja podzieliła Europę na regiony protestanckie i te wierne papieżowi, przy czym protestanci traktowali zbrodnię magii nie mniej poważnie — a całkiem możliwe, że bardziej — niż katolicy. Niemcy, pełne skonflikowanych sekt, miały najwyższy w Europie wskaźnik egzekucji czarownic – wyższy niż na całej pozostałej części kontynentu razem wziętej. Francję histeria na punkcie czarownic opanowała w roku 1571, po tym jak Trois-Echelles, oskarżony przez sąd Karola IX Walezjusza o odprawianie czarów, wyznał przed sądem, że po kraju włóczy się 100.000 czarownic. Odpowiedzią na wynikłą z tego panikę było zniesienie wielu sposobów obrony, z jakich mogli korzystać inni oskarżeni. Swoją książką z 1580 r., „On the Demon-Mania of Sorcerers” [O Demon-manii czarowników], Jean Bodin otworzył drzwi dla zeznań dzieci przeciw rodzicom, podstępnych aresztowań i narzędzi tortur. (A Brief History of Witchcraft Persecutions before Salem [Krótka historia uprawiania magii przed wydarzeniem w Salem])


Papież Innocenty VIII

Problem oczywiście w tym, że osoby, będące obiektem takich prześladowań, to te same, które mówia o klęskach i wskazują, że wierzenia religijne są oczywistym błędem i być może lepiej by było spojrzeć na świat racjonalnie i naukowo. Takie jednostki muszą zostać oskarżone o bycie czarownicami albo o „kult” oraz uciszone, zagrażają bowiem głównym podstawom zachodniej cywilizacji, uniformitarianizmowi i faszystowskiej kontroli ludzkości przez takie elementy.

Wiemy o czym mówimy, sami bowiem tego doświadczamy! Spójrzcie na Zaginiony: Sott.net i Podejrzane pomijanie w Google, a potem spójrzcie na wciąż trwające zniesławianie, podejmowane przez dzisiejszych Łowców Czarownic: Kult Kasjopea Laury Knight-Jadczyk. Zastanawialiśmy sie, ile czasu zajęłoby kolesiom z PSYOPS sprokurowanie na nas ataku w stylu 9/11. Jak pisałam wczoraj, musimy nieźle przerażać tych z władzy realnej, inaczej nie włożyliby tyle wysiłku w próby uciszenia nas i represjonowanie, a kiedy to sie nie powiodło – w zniesławienie nas.

Powracając jednak do tematu (jeśli ktoś ma zostać oszkalowany, niech już będzie oszkalowany za powiedzenie CAŁEJ prawdy!), w opisowej opinii Victora Clube’a, sponsorowanej przez USAF i Oksford, kolejnym istotnym okresem katastrof kometarnych była Wojna Trzydziestoletnia. Dla lepszej orientacji spójrzmy na przegląd wydarzeń.

1337 do 1453 – Wojna Stuletnia
1347/48 – 1351 – Czarna Śmierć (wliczona w okres Wojny stuletniej)
1400 – Renesans (rozpoczyna się, kiedy dobiega końca Wojna Stuletnia)
1431 – Joanna d’Arc spalona na stosie za bycie czarownicą (wchodzi w okres Wojny stuletniej)
1484 – Papież Innocenty VIII ogłosił, że sataniści w Niemczech spotykali się z demonami, usuwali płody oraz rzucali czary, które niszczyły uprawy.
1486 – Opublikowano Malleus Maleficarum
1500 – Rozpoczyna się prześladowanie czarownic
1515 – Wybuch histerii na punkcie uprawiania czarów, początek masowych egzekucji
1591 – Król Jakub uprawomocnił torturowanie podejrzanych czarownic w Szkocji
1600 – „oficjalny” koniec Renesansu
1606 – przedstawienie „Makbeta” Szekspira
1616 – Poczatek Wojny Trzydziestoletniej
1642 – Początek Wojny Domowej w Anglii
1643 – Największe polowanie na czarownice w historii Francji. W ciagu zaledwie dwóch lat w samej Langwedocji dokonano przynajmniej 650 aresztowań. W tym samym czasie w Anglii trwało intensywne polowanie na czarownice, gdy angielska wojna domowa stworzyła, szczególnie pod wpływem Matthew Hopkinsa, atmosferę wzburzenia, która napędzała polowanie.
1648 – Kończy się Wojna Trzydziestoletnia
1651 – Koniec Wojny Domowej w Anglii
1660 – Koniec prześladowań czarownic – Europa była świadkiem 50.000 do 80.000 egzekucji osób podejrzanych o czary. Około 80% zgladzonych to kobiety. Statystki egzekucji różniły się znacznie w zależności od kraju, od około 26.000 w Niemczech, około 10.000 we Francji, 1.000 w Anglii do zaledwie czterech w Irlandii. Małą ilość ofiar śmiertelnych Anglia i Irlandia zawdzięczają po części lepszym procedurom obronnym oskarżonych. (LINK)
1682 – Anglia przeprowadza egzekucję swej ostatniej czarownicy, Temperance Lloyd, kobiety w podeszłym wieku z Bideford. Przewodniczący sądu Lord Francis North, zapalczywy krytyk procesów o czary, zbadał przypadek Lloyd i uznał go za farsę. Z wybuchem histerii w Salem w 1692 roku polowanie na czarownice przeniosło się z jednej strony Atlantyku na drugą.

Nie jestem zbyt pewna, dlaczego mówi się, że Renesans zakończył się w 1600 roku, według mnie to prawdopodobnie Wojna Trzydziestoletnia była jego końcem. Lecz mniejsza o to, taki okres został uzgodniony przez większość uczonych.

Wojna trzydziestoletnia toczyła się w latach 1618-1648, głównie na terytorium dzisiejszych Niemiec, i zaangażowała większość mocarstw europejskich. Rozpoczęła się jako rzekomy konflikt religijny pomiędzy protestantami a katolikami i stopniowo rozwinęła się w wojnę powszechną ogarniając większą część Europy, powiązaną z francusko-habsburską rywalizacją o dominację w Europie, co doprowadziło później do bezpośredniej wojny pomiędzy Francją a Hiszpanią.

Adnotacje do rozważenia: Wojna trzydziestoletnia objęła mniej więcej okres rządów Ludwika XIII we Francji (1610-1643). Galileusz żył od 1564 do 1642. Wielu zwolenników kataryzmu [link], uciekając przed papieską inkwizycją skierowaną przeciwko ich domniemanym herezjom, wyemigrowało do Niemiec i Sabaudii. Może w tym ów pierwotny religijny konflikt ma swe korzenie. Co ważniejsze, kataryzm mógł podsycać protestancką Reformację.

Wojna trzydziestoletnia na wielką skalę wykorzystywała najemne armie, a wynajętym zabójcom kazano pustoszyć całe regiony, skazując mieszkańców na szerzący się głód i choroby dziesiątkujące populację. Dotknęło to przede wszystkim landy niemieckie oraz, w mniejszym stopniu, Niderlandy i Włochy. Doprowadziło też jednocześnie do ruiny wiele zaangażowanych w wojnę rządów. Czyż nie przypomina nam to obecnej sytuacji?

Wojna domowa w Anglii, która rozpoczęła się po Wojnie trzydziestoletniej, trwała przez około 25 lat (i ciągnęła resztkami sił oraz zasobów ludzkich), składała się z serii konfliktów zbrojnych i politycznych machinacji toczących się pomiędzy parlamentarzystami (znanymi jako Okrągłe Głowy) a rojalistami (znanymi jako Kawalerowie).

Pytanie, czy znajdziemy jakiekolwiek wzmianki o kometach lub innych dziwnych zjawiskach astronomicznych w tym okresie? Jak się okazuje, tak.

David Herlicius opublikował w 1619 rozprawę na temat komety, która pojawiła się chwilę wcześniej, w 1618 roku, wyliczył klęski jej towarzyszące lub zwiastowane przez nią, czy też ogólnie przez komety:

Wysychanie upraw i nieurodzaj, epidemia, silne porywiste wiatry, ogromne powodzie, katastrofy na morzu, pokonane armie, upadki królestw…zgony wielkich potentatów i uczonych, schizmy i rozłamy w religii, etc. Znaki komet są potrójne – po części naturalne, po części polityczne i po części teologiczne. [William Whiston and the Deluge]

Siedemnasty wiek był świadkiem licznych pojawień się komet, m.in. w latach 1618, 1664, 1665 i 1677. Badania tych komet zaowocowały godną uwagi ilością prac naukowych, jak choćby Astronomiczny Opis Ostatniej Komety Samuela Danfortha (1665), De Cometis Johna Gadbury’ego czy raport dla Towarzystwa Królewskiego Roberta Hooke’a, Kometa. Te sprawozdania uzupełniły wcześniejszą pracę Brahe’a i Keplera i pomogły poszerzyć techniczne zrozumienie tego szczególnego kosmicznego zjawiska.

Kolejny materiał źródłowy: „Ten rok (1618) przyniósł trzy świetliste komety.”

Jeśli chodzi o Keplera: Jego obserwacje trzech komet z 1618 roku zostały opublikowane w De Cometis, równocześnie z Harmonic Mundi (Augsburg 1619).

Moje poszukiwanie bezpośredniego materiału źródłowego, dostarczającego dowodów niezwykłych wydarzeń z tamtych czasów, było dosyć frustrujące. Odkryłam, że jedynymi ludźmi czytającymi oryginalne dokumenty są uczeni, którzy generalnie przedstawiają opisy z tamtego okresu jako hiperbolę czy w pewnym stopniu „religijną” metaforę, frustrujące jest więc odkrycie, że te istotne fragmenty zacytowane są w oryginalnym języku – głównie niemieckim. Wysłałam ten materiał do swojego niemieckiego przyjaciela z SOTT, a on szybko odesłał mi przekład.

W czasopiśmie German Life and Letters 54:2 Geoffrey Mortimer opublikował artykuł zatytułowany „Styl i fabularyzowanie w osobistych relacjach naocznych świadków Wojny trzydziestoletniej”. Pisze on:

Osobiste relacje naocznych świadków Wojny trzydziestoletniej są interesujące nie tylko z powodu tego, co jawnie zawierają, lecz także jako przykłady tego, jak sam proces pisania może kształtować zarówno ostateczny tekst jak i dający się czytelnikowi odcyfrować sens. Techniki użyte, prawdopodobnie nieświadomie, przez autorów starających się wzmocnić i podkreślić swoje relacje, tutaj kolektywnie nazwane „fabularyzacją”, w połączeniu z dobrze znanymi problemami związanymi z zeznaniami naocznych świadków wpływają na ocenę historycznej wartości takich źródeł.

Zobaczymy wkrótce, że najwidoczniej pan Mortimer nie czytał prac Victora Clube’a! Przez parę stron tłumaczy nam, że ludzie, którzy pisali te relacje, to najczęściej zwykłe osoby bez literackich aspiracji, a same prace były czymś w rodzaju pamiętników i notatek mających krążyć w rodzinie. Oto pozycja, która według niego była napisana w celu „wywarcia pożądanego wrażenia, prawdopodobnie kosztem wiernej, obrazowej dokładności”:

Wskutek wojny, pomoru [ang. pestilence], wzrostu cen oraz głodu, naszej ludności ubyło do tego stopnia, że naszym potomkom trudno będzie w to uwierzyć.

Należy mieć na uwadze znaczenie słowa „pomór” [pestilence], omówione już w poprzedniej części. John Arrizabalaga w swym artykule zamieszczonym w Medycyna praktyczna od Salerno do Czarnej Śmierci omawia etiologię tego słowa i jak było ono rozumiane przez ówczesną ludność. Pisze on:

Studiowany tu nacisk kładziony przez różnych lekarzy na boskie pochodzenie „zarazy” przez lekarzy był różny. …W roku 1340 Augustyn z Trydentu, zakonnik eremita św. Augustyna, napisanie przez siebie medycznej i astrologicznej pracy na temat „zarazy chorób” szerzącej się w całych Włoszech usprawiedliwił ignorancją lekarzy co do pierwotnych przyczyn chorób; fakt ten został przez niego uznany za „zaraźliwą pomyłkę wielu lekarzy”, a obwiniał za nią ich „nieznajomość astronomii”. …

Prace z pozostałych obszarów geograficznych przypisały stosowniejszą rolę niebiańskim przyczynom ”zarazy” …

Jacme d’Agramont …nie powiedział nic odnośnie terminu epidemia, lecz obszernie rozwinął to, co rozumiał przez słowo zaraza (pestilencia). Nadał temu terminowi bardzo szczególną etymologię, zgodnie z wiedzą ustaloną przez Izydora z Sewilli (570-636) w jego Etymologiae, które zostało powszechnie zaakceptowane w całej Europie w okresie średniowiecznym. Podzielił on słowo pestilencia (epidemia, zaraza, pomór) na trzy sylaby, każda z nich miala określone znaczenie: pes = burza (tempesta): „burza, nawałnica”; te = „czas” („temps, time”), lencia = clardat: „jasność, światło”; stąd wywnioskował on, że pestilencia była „okresem burzowym wywołanym przez światło z gwiazd.”

Tak więc mamy teraz lepsze pojęcie na temat tego, co nasz niemiecki pamiętnikarz miał na myśli, kiedy powiedział:

Wskutek wojny, zarazy (pestilence), wzrostu cen oraz głodu, naszej ludności ubyło do tego stopnia, że naszym potomkom trudno będzie w to uwierzyć.

Na stronie 5 (101) pracy [Geoffa] Mortimera czytamy, że młody oficer w okresie rzezi w Magdeburgu w 1631 napisał w swoim pamiętniku:

Nadciągnęła potężna wichura, miasto stanęło w płomieniach we wszystkich możliwych miejscach, tak że każda, nawet drobna pomoc była cenna. …wtedy ujrzałem w zgliszczach cały Magdeburg, poza gmachem, klasztorem i Nowym Rynkiem; ogień szalał jedynie przez około 3 bądź 3,5 godziny, z czego wnioskowałem niezwykłą wszechmoc Boga i karę.

„Potężna wichura” i miasto, które stanęło „w płomieniach” we wszystkich miejscach naraz i spalone było w popiół w 3,5 godziny? Być może czytelnik zechce się cofnąć i przeczytać ponownie opis tego, jak zamanifestowała się powietrzna eksplozja kometarna, cytowany na początku poprzedniego artykułu, Wojny, epidemie i czarownice.

Zwróćcie uwagę na datę powyższego wydarzenia: 1631. Jak się okazuje, w tym samym czasie działy się na tej planecie również inne tajemnicze rzeczy. W swej książce Comets and Popular Culture and the Birth of Modern Cosmology [Komety i popkultura oraz narodziny współczesnej kosmologii] Sara J. Schechner pisze:

Wszystkie te wybuchy były powiązane z określonymi politycznymi sporami. Jednakże niektórzy pamfleciści unieśli się ponad miejscową wrzawę, by zbadać szerszą perspektywę. Myśleli, że widzą szybko nadciągający koniec świata i ich prace przybrały apokaliptyczny ton. Kometa z 1580 roku utwierdziła Francisa Shakeltona w przekonaniu, że dzień sądu ostatecznego jest na wyciągnięcie ręki…

Aczkolwiek Regiomontanus i pozostali zgodzili się, że 1588 będzie rokiem wielkich rewolucji i zmian na świecie, Jezus musiał się ponownie pojawić, kiedy William Lilly dostrzegł komety w roku 1664, 1665 i 1673 jako oznaki początku końca. W kometach takich ja ta z 1680 E. Tonge, Christopher Ness oraz inni ujrzeli wielką „gwiazdę północną”, majestatycznego zwiastuna ostatnich dni, przewidzianego przez sybillę Tiburtinę i Tycho Brahe.

Wzmagała się panika i radość z powodu wielkiej koniunkcji Jowisza i Saturna w ognistym trygonie w roku 1682, która nadeszła zaraz po pojawieniu się komet. Podczas gdy wielkie koniunkcje zdarzają się co dwadzieścia lat, ta akurat należała do serii doniosłych astrologicznie koniunkcji, które rozpoczęły się wraz z krytyczną koniunkcją pod koniec szesnastego wieku. Z definicji, kulminacyjne koniunkcje zdarzają się jedynie co osiemset lat, kiedy to wielka koniunkcja Jupitera i Saturna powraca do znaku Barana i do trygonu ognia. Obszernie donosiła o tym popolarna prasa, że Tycho Brahe, Johannes Kepler i Johann Heinrich Alsted powiązali ze sobą historyczne okresy kulminacyjnych koniunkcji i byli przekonani, że to one zapowiadały wielkie zmiany i przekształcenia…

Tycho Brahe uważał, że wszystkie nieparzyste maksymalne koniunkcje były pomyślne i nakłaniał ludzi, żeby wyczekiwali okresu sabatowego – bądź siedemnastej kulminacyjnej koniunkcji licząc od dnia stworzenie świata – który w jego przekonaniu nastąpi po koniunkcji w znaku Barana w 1583 roku. Podczas koniunkcji w znaku Lwa w październiku 1682 planety będą przypuszczalnie w tym samym ułożeniu, w jakim były na początku świata. Alsted wierzył, że może to być ostatnia koniunkcja w obecnym świecie i publicznie ogłosił, że Milenium nadejdzie w 1694r.

Już sama wielka koniunkcja w ognistym znaku była poważną sprawą, lecz jej siła została wzmocniona przez parę innych oznak. W 1682 roku do Jupitera i Saturna dołączył Mars. Nastąpiło zaćmienie Słońca. Lecz najbardziej krytyczny był fakt zapoczątkowania wielkiej koniunkcji przez komety w latach 1680 i 1682, przy czym o tej pierwszej dacie mówiono, że nie ma sobie równych na przestrzeni ośmiuset lat. Wielu myślało, że komety wróżą apokalipsę… koniec świata…

W goniącej za sensacją podrzędnej literaturze radykalni pamfleciści wykorzystali te komety… W trakcie restauracji władza królewska wprowadziła sankcje dyscyplinarne na almanachy Lilly’ego [link_pl] i pozostałych, obwiniając ich o podżeganie do powstania i bezbożność w trakcie Wojny domowej i bezkrólewia

Dalej autor omawia nałożoną w tym momencie poważną kontrolę mającą na celu uciszenie powszechnej dyskusji na temat przepowiedni, interpretacji… „znaków na niebie”. Możemy więc sobie wyobrazić, jak tuszowano sporą część faktów z tego okresu „paniki”, kiedy „rządy upadały”. Sądząc po ilości pamfletów i ostrej krytyki, musiał to być naprawdę zwariowany czas, kiedy wszyscy myśleli, że świat zmierza ku końcowi. LECZ kiedy czytamy ten opis, odkrywamy niezwykle interesującą rzecz, nawiązującą do tego, czego w trakcie upadku Magdeburga był świadkiem nasz młody oficer:

Słoneczna pogoda w czasie koronacji (Karola II) była postrzegana jako spełnienie się przepowiedni. W 1630 roku, w momencie narodzin Karola, na nieboskłonie rzekomo pojawiła się południowa gwiazda czy też konkurencyjne Słońce. … Jej znaczenie wyjaśnił Aurelin Cook w Titus Britannicus: „Ledwie się Narodził, Niebiosa go dostrzegły i skojarzyły z gwiazdą, pojawiającą się wbrew Słońcu w południe…”

Dla Cooka dodatkowe Słońce oznajmiało, że Karol panował z boskiego nadania. Co więcej, moment wjazdu Karola do Londynu w dzień jego urodzin był polityczną manipulacją mającą dopełnić to, co zostało zapowiedziane w dniu jego przyjścia na świat. Abraham Cowley, poeta, dyplomata i szpieg sądowy napisał:

No Star amongst ye all did, I beleeve,
Such Vigorous assistance give,
As that which thirty years ago,
At Charls his Birth, did in despight of the proud
Suns’ Meridian Light,
His future Glories, this Year foreshow.
[Żadna Gwiazda wśród was wszystkich, jak wierzę,
Nie dała tak Silnego wsparcia,
Jak dałą ta przed trzydziestu laty
Podczas Narodzin Karola, pomimo dumy
Zenitu Światła Słońca,
Wieszcząc tego Roku Jego przyszłą Chwałę]

Edward Matthew poświęcił całą książkę dopełnieniu się przepowiedni, deklarując, że Karolowi „przeznaczone było być najbardziej Wszechmocnym Monarchą we Wszechświecie…”

Powrót Karola widziano jako ponowne narodziny Anglii i zapisano należycie opatrując dodatkowym wpisem w zbiorze praw, głoszącym, że 29 maja jest najbardziej pamiętnym dnem Urodzin nie tylko dlatego, że to urodziny Jego Królewskiej Mości jako człowieka i Księcia zarazem, lecz ponadto narodziny prawdziwego Króla…

Tak więc „drugie słońce” było widziane około i w dniu 29 maja 1630 roku, a rok później, 20 maja 1631, upadł Magdeburg, jak opisał to nasz młody oficer.

Standardowy opis historyczny upadku Magdeburga wygląda mniej więcej tak:

Upadek Magdeburga przeraził Europę. Miasto głodowało a następnie zostało niemiłosiernie zbombardowane. Ostrzał artylerii narastał dotkliwie, miasto stanęło w płomieniach. Ponad 20.000 mieszkańców poległo podczas oblężenia oraz kataklizmu, który to zakończył. Miasto zostało doszczętnie spalone. Okrutna i bezcelowa dewastacja naznaczyła nowe prawo, akt budzący odrazę w pokoleniu dobrze zaznajomionym z okropnościami. [link]

Wojna miała trwać przez kolejnych 17 lat. Dwadzieścia czy trzydzieści lat później pojawiło się dużo nowych komet. Wcześniej myślałam, że to „drugie słońce”, widziane podczas narodzin Karola II, mogło być bliźniakiem naszego Słońca w dalekim obszarze Układu Słonecznego. Jednakże wobec naukowych danych dostarczonych przez Clube’a i Napiera et al zmieniłam swój pogląd.

W każdym razie zaczynamy rozumieć, dlaczego Clube napisał:

Kiedy powtarza się perspektywa tych globalnych katastrof, powraca również owo nerwowe napięcie obudzone w społeczeństwie, że główni przywódcy cywilizacji od długiego czasu mają w zwyczaju zatajanie, dla własnych powodów ( i prawdopodobnie) po prostu po to, aby łatwo zachować publiczny spokój i uniknąć całkowitego załamania się interesów państwowych. …

Od czasu europejskiego Renesansu kultury chrześcijańska, muzułmańska i judaistyczna, najwidoczniej nieświadome rozrastającej się nauki o katastrofach, zdecydowały się przyjąć nierozsądną antyapokaliptyczną postawę. Wygląda teraz na to, że historia się powtarza: trzeba było ery kosmicznej, żeby przywrócić do życia platoński głos rozsądku, lecz tym razem pojawia się on w ramach współczesnego anty-fundamentalizmu, anty-apokaliptycznej tradycji, nad którą rządy mogą nie być, jak wcześniej, w stanie rozciągnąć kontroli. Logiczną odpowiedzią jest być może zaangażowanie się rządu po stronie głosu rozsądku i decyzja wyeliminowania wszystkich oznak, jak również sprawców, kosmicznych katastrof, w celu uciszenia społeczności nie tak bardzo skłonnej do wściekłego uniformitarianizmu. Cynicy … powiedzieliby, że nie potrzebujemy niebiańskiego zagrożenia, by ukryć intencje Zimnej Wojny; raczej potrzebujemy Zimnej Wojny, by ukryć intencje niebiańskie!

Widzimy, że ówczesne wydarzenia zostały w dużej mierze zatuszowane i/lub zapomniane w ich kontekście historycznym.

Długo po tych zdarzeniach John Dryden zasugerował, że komety z roku 1664 i 1665 miały jakiś związek ze słońcem, które widziano w dniu narodzin Karola II. Opisał on je jako „ten jaskrawy towarzysz Słońca…”

Po tym jak Wojna trzydziestoletnia dobiegła końca, komety były kojarzone z czarownicami i tak jedne jak i drugie, jako podejrzane, zostały spisane na straty przez protestantów, którzy byli dumni z siebie wprowadzając erę naukową. Andrew C. Fix, profesor historii w LaFayette College (Pensylwania), pisze:

Blathasar Bekker był pastorem w holenderskim reformowanym kościele najpierw w Fryzji, a następnie w Holandii. Kształcił się w filozofii i teologii na holenderskich uniwersytetach w Groningen i Franeker, otrzymał tytuł doktora teologii we Franeker. Będąc pod wpływem filozofii kartezjańskiej był uznanym krytykiem wierzeń w czarostwo, co widać w jego książce De Betoverde Weerld (Zaklęty świat) (the World Bewitched), w której argumentuje przeciwko możliwości, że bezcielesne duchy mogą kontaktować się z ludźmi, wpływać na nich czy zrobić im coś złego oraz przeciwko możliwości istnienia magii. …

Po napisaniu pracy krytycznej w stosunku do ziemskiego wpływu komet, Bekker zainteresował się innymi popularnymi zabobonami dotyczącymi czarostwa i magii. Podszedł do tych tematów z punktu widzenia reformowanego duchownego, podtrzymując moc i doczesny wpływ Boga w zamian za domniemaną moc czarownic i duchów. …

W dyskusji wokół kwestii Sabatu, ziemskich wpływów komet oraz magii, Bekker po części kierował się kartezjańskim racjonalizmem, po części kalwińską ideą wszechmocy Boga i po części swoim spojrzeniem na biblijną egzegezę, włączając w to doktrynę przystosowania, ideę, według której Bóg w niektórych miejscach dostosował swój język do ograniczonego pojmowania człowieka.

W pierwszym tomie Zaklętego świata Bekker utrzymywał, że wiara w Diabła i złe duchy, jak również w takie rzeczy jak wróżenie przyszłości, magia i czarostwo, były pierwotnie pogańskimi wierzeniami, opartymi na ignorancji, uprzedzeniach i strachu, i z czasem wkradły się do katolickiego kościoła, a nawet do własnego reformowanego obrządku Bekkera.

W drugim tomie swojego dzieła Bekker użył kartezjańskiego dualizmu, by udowodnić, że świat materialny i duchowy nie mogły wzajemnie na siebie oddziaływać poza człowiekiem, a zatem bezcielesne duchy, takie jak Diabeł, nie mogły oddziaływać ani mieć wpływu na ludzi. (Andrew C. Fix: Angels, Devils, and Evil Spirits in Seventeenth-Century Thought: Balthasar Bekker and the Collegiants [Anioły, diabły i złe duchy w myśli siedemnastego wieku: Baltazar Bekker i uczeni college’u])

A więc tak to było, że zapisy na temat zjawisk z tamtych czasów jako mających wpływ na ziemskie sprawy były usprawiedliwiane, ukrywane, odrzucane oraz sprowadzane do rangi zabobonu i „kultów”.

—-
* TEOTWAKI: jest akronimem książki The End of the World (Jaki znamy) (link).

2 komentarzy »

  1. Może taktycznie pod przykrywka badawczą…
    http://wiadomosci.onet.pl/1828615,16,naukowcy_planuja_lot_na_asteroide,item.html
    …jednak badania nad tym co zbliża się do ziemi trwają i to trwają poważnie. Tylko czekać kiedy amatorsko zostanie wykryty pierwsza gromada lub rój, wówczas świat bedzie musiał puścić parę z ust.

    Komentarz - autor: Rittswood — 22 Wrzesień 2008 @ 14:40

  2. Mała wzmianka o planetoidzie, gdzieś utonęła w wirze codziennych wiadomości…
    http://wiadomosci.onet.pl/1839109,16,mala_planetoida_zderzyla_sie_z_ziemia,item.html

    Komentarz - autor: Calistea — 7 Październik 2008 @ 17:48


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: