PRACowniA

3 Sierpień 2008

Kosmiczne polowanie na kaczki

Cosmic Turkey Shoot

Laura Knight-Jadczyk
sott.net
08 stycznia 2008

©Julian Baum

Dziś spojrzymy na „Podsumowanie wniosków” na temat Fireballs and Meteorites [Bolidy i meteory], które Victor Clube załączył do swojego listu przewodniego adresowanego do Głównego Koordynatora Fizyki i BMD [Ballistic Missile Defense – System Obrony Antybalistycznej] Europejskiego Biura Badań i Rozwoju Przestrzeni Powietrznej w 1996 roku, na pięć lat przed 11 września 2001. Będzie też jeszcze parę innych spraw.

Często bywam oskarżana o „sianie strachu”, ponieważ wciąż powracam do tego samego tematu. Myślę nawet, że to fascynujące, że ten wielki przełom w moim eksperymencie z nadświetlną komunikacją nastąpił w dniu, w którym fragmenty komety Shoemaker-Levy zaczęły uderzać w Jowisza – dokładnie w momencie pierwszego uderzenia – i że ta komunikacja ze „mną samą w przyszłości” tak mocno skupiła uwagę na temacie rojów komet i ich fragmentów, które wielokrotnie pędziły przez Układ Słoneczny, siejąc na Ziemi spustoszenie, przynosząc śmierć i zniszczenie. Jako wynik badań sprowokowanych przez tę komunikację, napisałam 800 stronicową książkę, której treść splata się z tematem katastrof takich jak te spowodowane przez wybuchy kometarne, które wielokrotnie przewijajły się przez historię. Mówię o „Tajemnej historii świata” – „The Secret History of The World„.

W początkowej fazie publikowania wyników tego eksperymentu byłam skonsternowana z powodu tych wszystkich ataków, z którymi się zewsząd spotykałam. Oskarżano mnie o „czanelingowanie obcych” (nie prawda), o chęć „stworzenia kultu” (co ma wspólnego kult z przeprowadzaniem badań na tematy naukowe i ujawnianiem oszustw w religii) itd… Na początku tego typu sprawy naprawdę mnie bolały i zaskakiwały, teraz jednak widzę jakim były błogosławieństwem: pomogły mi nauczyć się, jakiego rodzaju ludzie władają naszym światem. Ludzie, którzy chcą zachować wszystko w tajemnicy, żeby móc utrzymać władzę, ludzie pokroju tych, którzy tworzą coś takiego jak „Wojna z terrorem”, żeby zataić przed rzeszą ludzi przyszłość, która może doprowadzić naszą cywilizację do upadku; ludzie, którzy wiedzą, że przetrwanie bombardowania komet jest możliwe, i chcą być jedynymi którzy przetrwają i do diabła z całą resztą.

Mike Bailie w swojej książce na temat Czarnej Śmierci pisze:

Coraz wyraźniej widać, że pod względem intelektualnym świat podzielony jest na dwie grupy. Są ludzie, którzy badają przeszłość na płaszczyźnie historycznej i archeologicznej i nie znajdują żadnych dowodów na to, że ludzkość kiedykolwiek została doświadczona kolizją z jakimś obiektem z kosmosu. Są również ludzie o dokładnie przeciwnym stanowisku – badają oni obiekty, które przelatywały w pobliżu naszej planety, a czasami się z nią zderzały. Niektórzy poważni członkowie tej grupy nie maja żadnych wątpliwości co do tego, że w ciągu ostatnich 5 tysiącleci musiało dojść do wielu niszczycielskich uderzeń – tj. w okresie istnienia ludzkiej cywilizacji. W pracy opublikowanej w 2005 roku David Asher i jego współpracownicy przyjrzeli się obiektom, które są znane z tego, że w ostatnim czasie zbliżyły się do Ziemi. Opierając się na rozlicznych dowodach (np. ilość meteorytów pochodzących z Księżyca, odkrytych na Ziemi) doszli do wniosku, że przeciętny okres czasu pomiędzy uderzeniami w Ziemię wynosi nie więcej niż 300 lat, prawdopodobnie nawet mniej. [Earth in the Cosmic Shooting Gallery – Ziemia w Galerii Kosmicznego Ostrzału].

Sprawdzając autorów, do których odwołuje się Ballie, na liście znajdujemy Billa Napiera. Napier był kolegą Victora Clube’a. Prowadzi nas to do kolejnego podziału. Debata toczy się na temat problemu, o którym wspominał Clube w pierwszej części cytowanego wczoraj przeze mnie listu. Clube napisał:

Podkreśla się tu, że niniejszy raport przedstawia punkt widzenia odmienny od powszechnego naukowego podejścia wpieranego obecnie przez różnego rodzaju agencje amerykańskie w następstwie głównych odkryć dokonanych pod patronatem USA (np. Luis Alvarez, Eugene Shoemaker, David Morrison etc.) Niezależnie od znaczenia tego powszechnego podejścia do tematu, tutaj [w raporcie] uznano, że ślady komet zrejestrowane na Ziemi są ogólnie silniejsze niż ślady po asteroidach. Jest tak zarówno pod względem długo jak i krótkoterminowych skutków, tj. z jednej strony wpływu na biologiczną i geologiczną ewolucję, a z drugiej – na ludzkość i cywilizację. Przyczyną, dla której nasze stanowisko jest odmienne od stanowiska mainstreamowej nauki jest udział komet, zdominowany przez obiekty większe niż 100 kilometrów i dużą skalę czasową, jednak często rozpadają się one na dużo mniejsze obiekty o średnicach poniżej 1 kilometra. W ten sposób przywiązuje się znaczenie do do rzadkich albo bardzo rzadkich impaktów komet i asteroid, w przybliżeniu co 1-10 milionów lat. Myśląc o obronie planety, koncentrowanie się na katastrofach zdarzających się jedynie w tym szczególnym, wąskim przedziale częstotliwości jest oczywiście absurdem.

[Clube’a czasem trudno zrozumieć, więc drobne wyjaśnienie, o co tu chodzi: Nauka mainstreamowa, zwłaszcza amerykańska, skupia się na dużych kometach i asteroidach i przed nimi stara sie uchronić Ziemię. Rzecz w tym, ze tego typu impakty zdarzają się bardzo rzadko, więc i zagrożenie dla Ziemi z ich strony jest stosunkowo niewielkie. Clube uważa, że prawdziwe zagrożenie dla naszej planety stanowią komety, które rozpadły się na drobne kawałki. Zderzenia z takimi fragrentami komet (mniejszymi niż 1 km) zdarzają się dużo częściej, stąd stanowią poważniejsze niebezpieczeństwo, zwłaszcza kiedy wkalkuluje się ryzyko masowego zbombardowania przez takie odłamki. Wszystko to jest dokładniej opisane poniżej – przyp.: PRACowniA]

Wzmianka Clube’a o „popularnych naukowych ideach” dotyczących komet i asteroid itp. jest jedynie wierzchołkiem góry lodowej, jeśli chodzi o tę debatę.

Tematem debaty są asteroidy kontra komety. Asteroidy są skalnymi obiektami i tych o średnicy co najmniej 1 km, których trasa krzyżuje się z orbitą Ziemi, jest około 1000. Nazywa się je asteroidami „Apollo” lub „przecinającymi Ziemię”. „Amerykańska szkoła” astronomów uważa, że to te obiekty stanowią główne zagrożenie dla Ziemi i ludzkości, i zajmuje się odnajdywaniem ich, namierzaniem i określaniem ich orbit. Szkoła ta wierzy, że jeśli wszystkie te asteroidy da się nanieść na mapę i uda się z tymi „złymi” rozprawić, Ziemia będzie bezpieczna w najbliższej przewidywalnej przyszłości. Ich obliczenia wykazują, że jesteśmy trafiani jedną z tych dziecinek co jakieś 100 000 lat.

Jak na razie amerykańska szkoła astronomów namierzyła i prześledziła tor około 700 z szacowanego tysiąca asteroid i żadna z nich raczej nie trafi w Ziemię w najbliższej przyszłości. Do końca 2008 roku spodziewają się zlokalizować 90% tych potencjalnych zagrożeń.

Oczywiście nie wspominają o obiektach mniejszych niż 1km, ponieważ uważa się, że te nie stanowią większego zagrożenia, nawet jeśli uderzyłyby w Ziemię.

Jest więc tak, że „Amerykańska Szkoła” wierzy, że z czasem i za pomocą rozwiniętej amerykańskiej technologii wszystko wokól pomierzą i będą mieli naszą przestrzeń „pod kontrolą”.

Czyli według nich, jak Baillie wnikliwie wskazuje, istnieją obiekty, które przecinają ścieżkę Ziemi, ale rzadko kiedy w nas nie uderzają (jedynie co jakichś 100 000 lat), oni mają jednak zamiar zabezpieczyć nas namierzając każdy z tych obiektów i wynajdując metody, by pozbyć się tych, które MOGŁYBY stanowić zagrożenie w przyszłości. Zakładają oczywiście, że jeżeli śledząc orbity tych ciał stwierdzą że dana asteroida stanowi zagrożenie dla Ziemi, będą mieli czas, by zadziałać.
W „świecie astronomów od asteroid” na pewno nie było żadnych poważnych kolizji w ciągu ostatnich kilku tysięcy lat i zamierzają oni dopilnować, by tak zostało!

Typowo amerykańskie! Nie martw się mała panienko, John Wayne ze swoją bandą okrążą wozy i wystrzelają tych czerwonoskórych wyrzutków!

To oczywiste, że Victor Clube nie jest członkiem Amerykańskiej Szkoły.

Szkoła „Zagrożeń Kometarnych” opiera się na Brytyjczykach, a jej członkowie myślą bardzo odmiennie od przedstawicieli „mainstreamowej” amerykańskiej szkoły asteroid.

Mówi się o kometach, że różnią się od asteroid, ponieważ składają się z zamarzniętej wody, zamrożonego gazu, materii organicznej i dodatkowo resztek skał i metali. Standardowa teoria (która może wymagać korekty, według tych, którzy bronią elektrycznej teorii wszechświata) mówi, że komety są rozgrzewane kiedy przelatują przez Układ Słoneczny, co powoduje ich odgazowanie. Widzimy je wtedy jako jasne obiekty z długimi ogonami.

Po kilku rundkach przez Układ Słoneczny, niektóre komety „odgazowują się” całkowicie, a to co po nich zostaje, to jedynie „bardzo czarne bryły” różnej wielkości, zazwyczaj o średnicy co najmniej kilku kilometrów. Swoje silne czernienie zużyta kometa prawdopodobnie zawdzięcza wielopierścieniowym węglowodorom aromatycznym, które skupione są na powierzchni komety niczym powlekająca ją smoła. Takie obiekty, w przeciwieństwie do asteroid, są bardzo trudne do wykrycia, ponieważ nie odbijają światła.

Komety zostawiają również w Układzie Słonecznym smugi pyłu i odłamków, przez które Ziemia cyklicznie przechodzi. Kiedy się to dzieje, obserwujemy deszcze meteorytów, a owe spadające gwiazdy są tak naprawdę cząsteczkami komet spalających się w atmosferze.

Komety mogą się również rozpaść na mniejsze – lecz wciąż spore – kawałki.

Teraz wyobraźcie sobie, że w ogonie pyłu kometarnego są również całkiem pokaźne odłamki czarnych, niewidocznych fragmentów komety. Jeśli nie możesz ich zobaczyć, nie możesz nic z nimi zrobić. I kiedy „uderzają”, mają tendencję do spalania się i/lub gwałtownego eksplodowania w atmosferze (np. przypadek Tunguski), nie pozostawiają więc archeologom do zbadania trwałych śladów takich jak kratery, ci nie mogą zatem takowych znaleźć i powiedzieć: „Tak, upadek tej cywilizacji nastąpił z powodu szturmu z kosmosu”. Nie, jest tylko ogień, śmierć i zniszczenie – czasami całkowite.

Wszystko to oznacza, że problem komet nie poddaje się skutecznemu rozwiązaniu.
Naukowcy ze szkoły Zagrożeń Kometarnych sugerują, że przypadek Tunguski był spowodowany przez fragment komety Encke. Naukowcy ci dysponują teraz również FAKTEM zderzenia się fragmentów komety Shoemaker-Levy z Jowiszem, z lipca 1994 roku, który ilustruje problem, wobec którego stoimy. Naukowcy od zagrożeń kometarnych uważają również, jak wspomniano powyżej, że zderzenia te występują dużo częściej niż wielu ludzi przypuszcza.


©Unknown

Podsumowując: istnieją dwie różne szkoły, które badają zagrożenia z kosmosu. Szkoła Asteroidalna twierdzi, że było bardzo niewiele zderzeń i że problem jest rozwiązywalny, natomiast Szkoła Kometarna uważa, że są dowody na istnienie sporej liczby zderzeń ze szczątkami komet, które miały głęboki wpływ na ludzką cywilizację i będą miały ponownie, prawdopodobnie bardzo niedługo.

W porządku, przyjrzyjmy się teraz podsumowaniu problemu autorstwa Victora Clube’a. Pisze on:

Uderzenia asteroid, choć ważne, nie są jednak najpoważniejszym zagrożeniem dla ludzkości czy cywilizacji w krótkiej skali czasowej.

Co około 5-10 pokoleń, na okres odpowiadający mniej więcej życiu jednego pokolenia, ludzkość podlega zwiększonemu ryzyku globalnego udaru za przyczyną innego rodzaju agencji kosmicznej.

Ta kosmiczna agencja to ogon szczątków kometarnych typu „Shoemaker-Levy”, przynosząca Ziemi ciąg spotkań z mniej niż kilometrowymi meteorytami.

Podczas gdy w efekcie tego ryzyko wynosi ok. 10 %, globalne udary przyjmują postać (a) wielokrotnych, wielo-megatonowych bombardowań, (b) psucia się klimatu w wyniku stratosferycznego osiadania pyłu, nie wyłączając jako skutku epoki lodowcowej i (c) pojawiające się w konsekwencji niekontrolowane choroby/plagi.

Niezależnie od tego, czy ludzie są świadomi nadciągającego zagrożenia, czy nie, taka sekwencja wydarzeń, wpływa osłabiająco na dotknięte nią pokolenia, ponieważ cywilizację powszechnie spotykają brutalne przejścia, takim jak rewolucje, migracja i zapaść.

Chociaż z czasem takie przejścia uważa się za bezsensowne, to zwykle są do tego stopnia kłopotliwe dla państwowych elit, że te odnoszą się ze wstrętem do wszelkich historycznych i astronomicznych dowodów zagrożenia i wytłumiają je.

Kiedy jednakże ryzyko to ożywia się, takie „oświecenie” staje się pobudką do gwałtownych przejść, pojawia się bowiem żądanie historycznych i astronomicznych dowodów.

Taka zmiana i zmiana frontu, w połączeniu z urazem, są ewidentnie nieskuteczne i rzecz wymaga procedury wyeliminowania ryzyka.

Należy zatem zbadać naszą technologiczną zdolność do odparcia (a) wielokrotnego wielo megatonowego bombardowania i (b) stratosferycznego osadzania pyłu.

Bardzo krótki czas dotarcia zwykle towarzyszący wykryciu poniżej-kilometrowych meteorytów zbliżających się ku Ziemi, wymaga procedur odparowania ataku, które różnią się od tych związanych z katalogowanymi asteroidami i kometami o średnicy większej niż kilometr.

Pytanie więc brzmi: jeśli istnieje nawet 10% szansy, że stoimy przed wydarzeniem typu Shoemaker-Levy, dlaczego nikt nic z tym nie robi?

Cóż…może robią. Może cała ta sprawa z wojną z terrorem i zdobywaniem kontroli nad surowcami, ma swoje korzenie w sposobie, w jaki psychopaci radzą sobie z zagrożeniem po to, by przetrwać. Może nie jest to „Zmierzch Psychopatów (pl)” („Twilight of the Psychopaths”), jak Kevin Barret chciałby myśleć… lecz Zmierzch Ludzkości, jeśli się nie obudzimy.


©Unknown

Advertisements

8 komentarzy »

  1. Nie dalej jak dwa dni temu dyskutowałyśmy z mamą właśnie na temat komet i psychopatii. Usłyszałam wtedy, że jeśli rządy (patokracja) rzeczywiście ukrywałyby prawdę na temat potencjalnego zagrożenia z kosmosu po to by nie wywoływać paniki i w ten sposób łatwiej kontrolować społeczeństwo (zresztą dzięki niedouczonemu, niedoinformowanemu, ‚śpiącemu’ społeczeństwu ukrywanie prawdy przychodzi znacznie łatwiej) i po to by w konsekwencji ochronić tylko i wyłącznie samych siebie, to kim rządziliby tacy ocalali psychopaci, kiedy zabrakłoby reszty ludzkości? Odpowiedziałam wtedy, że moim zdaniem do rządzenia wystarczyłoby im chociażby 10% obecnej populacji. Resztę ich zdaniem pewnie można bez problemu poświęcić…

    Komentarz - autor: zhenqing — 4 Sierpień 2008 @ 15:17

  2. Jeśli rzeczywiście z kosmosu zmierza jakieś zagrożenie, które ma zniszczyć ten świat idealnie pasuje do tego co się dzieje na ziemi. Psychopaci, którzy są znani z tego, że dążą za wszelką cenę do władzy nad innymi w pewnym momencie tak przegną pałkę, że ona się odbije i uderzy ich po głowie. Myślę, że to z kosmosu w taki czy inny sposób coś nadejdzie, co zmieni nasz świat. A psychopaci zalewający planetę ogromnymi ilościami jadu zostaną zneutralizowani taką samą ilością surowicy. Zdaje się, że przeginanie i odginanie pałki to część natury. W takim razie psychopaci i komety też.

    Komentarz - autor: luxveris — 10 Sierpień 2008 @ 22:14

  3. „Odpowiedziałam wtedy, że moim zdaniem do rządzenia wystarczyłoby im chociażby 10% obecnej populacji. Resztę ich zdaniem pewnie można bez problemu poświęcić…”

    obawiam się, że nie jet to kwetia wystarczalności ale potrzeby…
    jezeli przyjmiemy teoretyczne, że Kasjopeanie mieli racje, że strach, śmierć, ból generują pewny rodzaj negatywnwj energii, kótrą karmia sie niektóre istoty, to udeżenie koment w niczego nieswiadomą i przerażońa planete będzie dla nich niezła ucztą, na którą zlecą sie szumowiny i wszelkiej maści mendy z całego kosmosu…

    Komentarz - autor: dzienia — 10 Sierpień 2008 @ 23:15

  4. @ dzienia

    „obawiam się, że nie jet to kwetia wystarczalności ale potrzeby…”

    Wydaje mi się, że to kwestia i tego i tego. I w zasadzie jedno z drugiego wynika.

    „strach, śmierć, ból generują pewny rodzaj negatywnwj energii, kótrą karmia sie niektóre istoty”

    Tak, z tym że ja miałam na myśli naszych trzeciogęstościowych psychopatów, a nie czwartogęstościowe STS. Ci drudzy najprawdopodobniej żywią się naszą energią, więc wykończyliby głównie nas dla pożywienia, natomiast ci pierwsi są przede wszystkim głodni władzy i pieniędzy, przy czym pozbawieni uczuć i emocji, dlatego też nie mają wyrzutów sumienia wysyłając ludzi na śmierć. I to właśnie ci psychopaci są najbliżej nas.

    Komentarz - autor: zhenqing — 11 Sierpień 2008 @ 17:56

  5. Skąd wiesz że psychopaci są najbliżej nas?

    Komentarz - autor: gem — 12 Sierpień 2008 @ 08:15

  6. Nie powiesz mi chyba, że bliżej ci do istot, których nawet nie możesz zobaczyć? A psychopaci są ludźmi; może ich defekt czyni z nich jakiś inny rodzaj człowieka, ale wciąż człowieka. Poza tym stanowią bardzo realne i aktualne zagrożenie. To miałam na myśli pisząc, że są ‚najbliżej’ nas.

    Najlepiej najpierw poznać dokładnie swoje własne podwórko, zanim wyjdzie się dalej w świat.

    Z drugiej strony to nie znaczy, że uważam potencjalne istnienie „jaszczurek” za coś, czym nie należy się przejmować. Po prostu mój pierwszy komentarz odnosił się stricte do psychopatów, Dzienia natomiast nawiązał do istot karmiących się negatywną energią, „szumowin z kosmosu”.

    Komentarz - autor: zhenqing — 12 Sierpień 2008 @ 13:02

  7. „Nie powiesz mi chyba, że bliżej ci do istot, których nawet nie możesz zobaczyć?”

    Powietrza też nie widzę a oddycham nim.

    Komentarz - autor: gem — 12 Sierpień 2008 @ 13:42

  8. MOj odbior swiata sie zmienia ….kazdego dnia …. ale daleko mi do wizji destrukcyjnych …pozdrawiam

    Komentarz - autor: christof_and — 2 Kwiecień 2010 @ 02:19


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: