PRACowniA

1 Sierpień 2008

Łączenie Punktów: Oś Zła w Ruchu przy Wyjątkowo Kosmicznej Pogodzie (cz.1)

Przegląd wydarzeń z czerwca [źródło]

**

Wokół Osi Zła dało się zaobserwować interesującą serię następujących po sobie wydarzeń:

– Pojawiają się oznaki nasilającego się ruchu agend w wyższych eszelonach władzy: przywódcy państw latają po całym globie i naradzają się, przy akompaniamencie „przypadkowych” strzałów i tajemniczej amunicji.
– Wielki Brat przeczesuje cyberprzestrzeń – nawet SOTT został wzięty na celownik przez tajemniczych hakerów.
– Kryzys żywnościowy pogłębia się, a jednocześnie coraz więcej gatunków roślin jest zagrożonych (banany, pszenica, pomidory).
– Technika wariuje, z serią zawalających się dźwigów i tajemniczych wskrzeszeń bomb z okresu II wojny światowej.
– Mnożą się powodzie i susze.
– Słońce gubi swoje plamy i nigdzie nie można odnaleźć bolidów pochodzących z roju Taurydów.

Przez cały ten czas uwaga społeczeństwa jest, bardziej niż kiedykolwiek dotąd, rozpraszana narastającym cyrkiem medialnym wokół pojedynku Obamy z McCainem.

Rozkazy wręczane drogą służbową

Premier Izraela, Ehud Olmert, wpadł w swoim kraju w tarapaty w następstwie oskarżenia go o korupcję. Być może usiłuje zapewnić sobie pomoc z zewnątrz (albo usiłuje zapewnić społeczeństwu rozrywkę); jednak faktem jest, że kłopoty te nie są w stanie odwieść go od znacznie ważniejszych planów dotyczących syjonistycznej agendy. Udał się więc z rewizytą do Busha, który dopiero co odwiedził Izrael z okazji obchodów rocznicy istnienia państwa. Nie było właściwie tajemnicą, że rozmawiali o ataku na Iran. Nie trzeba być też geniuszem, by zauważyć, że często używana fraza „powstrzymywanie Iranu wszystkimi możliwymi sposobami” jest eufemizmem dla wojny. Jakie jeszcze szczegóły możemy odczytać z tej sytuacji, w której najwybitniejsi członkowie Osi Zła są tak zajęci spotkaniami i prywatnymi rozmowami? Możemy wyciągnąć kilka wniosków z kontekstu i kolejności wydarzeń.

W następstwie rezygnacji generała Fallona (człowieka, który dowodząc operacjami wojskowymi na Bliskim Wschodzie nie wyraziłby zgody na zaatakowanie Iranu), Siły Powietrzne USA zostały bez dowództwa. Sekretarz Obrony, Robert Gates, powołał generała Nortona Schwartza na dowódzcę Sił Powietrznych. Jak dosadnie komentuje Les Visible:

Teraz w dowództwie Sił Powietrznych umieścili członka CFR, generała Nortona Schwartza. Ponieważ jest on pierwszą od długiego już czasu osobą nie będącą pilotem myśliwca umieszczoną na tak wysokim stanowisku, może was zastanawiać panująca w wojskowych szeregach niezgoda na tle trwającej neokonserwatywnej, ogólno-światowej serii morderstw.Może przyjdzie wam przemyśleć sprawę tej zagubionej bomby jądrowej i zabójstwa Tonego Carnaby’ego przez policję z Houston. Oczywiście możecie sięgnąć pamięcią wstecz i przypomnieć sobie inne zmiany dokonane na stanowiskach wojskowych, zwłaszcza te prowadzące do generała Petraeusa.

Okazuje się, że zmiany te przyczyniły się do rozwoju planów Osi Zła, pod koniec miesiąca bowiem Szefowie Połączonych Sztabów Stanów Zjednoczonych zdecydowali się złożyć niespodziewaną wizytę w Izraelu (mamy nadzieję, że liczycie, jak wiele osób publicznych ‚zameldowało się‘ u syjonistów w ciągu ostatnich dwóch miesięcy – poniżej znajdziecie więcej przykładów!).

Jak tylko Olmert wrócił do Izraela, oznajmił, że „wahadło wychyliło się znacznie w stronę ciężkich działań wojskowch” w Gazie, i że rozważa rozpoczęcie „operacji, które mogą być tym razem o wiele trudniejsze i bardziej agresywne”. Zastanawiamy się, czy dostał błogosławieństwo od Busha, czy był to może okrężny sposób na przekazanie Bushowi do rąk własnych swoich poleceń, przed dalszą realizacją planów ludobójstwa w okolicy.

W każdym razie należało spodziewać się, że sytuacja w Palestynie będzie się zaogniać – jakby w strefie nie było jeszcze wystarczająco gorąco, kiedy zbrodnie i przemoc na okupowanej ziemi są na porządku dziennym. W kilka dni po oświadczeniu Olmerta silna eksplozja zniszczyła budynek dowództwa Hamasu. Izraelskie Siły Ofensywne zaprzeczyły swojemu udziałowi, a CNN nawet potępiło ofiary nazywając to „wypadkiem przy pracy”. Z drugiej strony Hamas zapewnił, że eksplozję wywołało zbombardowanie budynku przez Izraelskie F-16. Cokolwiek było przyczyną, faktem jest, że dwanaście osób nie żyje – łącznie z małym dzieckiem – a jedynym beneficjentem pozostaje Izrael.

Jak się to zwykle zdarza w tym konflikcie, powstało pozorne uspokojenie ­- w jakś sposób trzeba podtrzymać fantazję na temat Izraela jako demokracji zaangażowanej w kwestie pokoju. Wiele mówiono o ‚nadziei’ jaką przedstawia rozejm z Hamasem, ale niczego dobrego nie można było się spodziewać, bo w kilka dni po rozejmie Izrael zamknął granice z Gazą, utrzymując, że zrobił to w odpowiedzi na ostrzał rakietami. Ponownie, jedynym beneficjentem pozostaje Izrael.

Kontynuowano spotkania. Rice odwiedziła Tel Aviv już w tydzień po powrocie Olmerta. Rzekomo tematem dyskusji były Izraelskie osady na Zachodnim Brzegu. Możemy jednak przypuszczać, że użyto tego raczej do odciągnięcia uwagi: Rice nazwała osady „problemem” (okropnie szorstkie słowa pod adresem Izrela wypowiedziane przez Sekretarz Stanu USA), a Izrael odpowiedział przyśpieszając prace nad budową żydowskich domów na Zachodnim Brzegu. Widać wyraźnie, że ten temat dyskusji nie był ‘motywem przewodnim’ spotkania, pomimo komentarzy Rice. O czym więc naprawdę rozmawiano?

Potem przyszła kolej na wyprawę Busha do Europy i ponownie dostrzegamy, w jaki sposób, drogą służbową, wręczane są rozkazy na całym globie. Ewidentnie celem tej „pożegnalnej podróży” było sprzedanie Europie swojego stanowiska względem Iranu – i przeforsowanie go w Wielkiej Brytanii. Sądząc po ochocie, z jaką premier Gordon Brown tak bardzo chciał przypodobać się Bushowi, rząd Wielkiej Brytanii nie potrzebował specjalnej zachęty.

Kolejnym wynikiem ‚przyjacielskiej’ wizyty pożegnalnej Busha było zobowiązanie złożone przez Niemcy i Wielką Brytanię do zwiększenia liczby młodych kobiet i mężczyzn wysyłanych na śmierć do Afganistanu. Przyczyną tej deklaracji na żądanie był podejrzany wybuch w więzieniu, który umożliwił ucieczkę 700 ‘bojowników’ – zabawne, że oddziały wojskowe USA stacjonowały niedaleko na północny wschód od więzienia i zdecydowały nie interweniować, podczas gdy Afgańscy strażnicy i bojownicy toczyli ze sobą wielogodzinne walki. To wydarzenie jeszcze bardziej wciągnęło Pakistan w sidła konfliktu, poprzez położenie nacisku na jego granice i przyczyniając się do dalszego zabijania ludności cywilnej w Kandaharze z użyciem bomb ‚próżniowych’. Grube ryby paliwowego biznesu muszą czuć się bardzo zadowolone; nie dość, że dogadali się co do podziału między siebie irackiej ropy, to mają teraz dodatkowe mięso armatnie do obrony swoich nowych rurociągów naftowych. Wcale nie chodzi o ropę – naprawdę!

W międzyczasie propaganda przeciwko Iranowi nabierała jak zwykle na sile, włącznie z gadką o tym, że wojna staje się teraz „nieunikniona”. Wiadomość ta została przekazana głośno i wyraźnie, kiedy zaobserwowano Izraelskie ćwiczenia ataku na Iran. Zawzięci neokonserwatyści, John Bolton i Bill Kristol, dyskutują obecnie o tym, że Izrael zaatakuje Iran na krótko przed, lub zaraz po wyborach w Stanach Zjednoczonych. Bolton przewiduje, że atak nastąpi po listopadzie, ale jeszcze przed opuszczeniem przez Busha Białego Domu. Chociaż jak zwykle zajmują się szerzeniem propagandy, tym razem Bolton mógł rzeczywiście wyjawić plany, ponieważ sensownym jest, że będą się starali raczej nie zakłócać wyborczego przedstawienia, ale nie przepuszczą okazji jaką oferuje utrzymująca się jeszcze w tamtym momencie administracja Busha. Nie planujcie urlopu na ten okres, chociaż nigdy nie można mieć pewności co do psychopatów, którzy mogą nawet spróbować zaskoczyć nas swoją wojną przed czasem i anulować wybory. Spodziewajmy się za to zwiększenia anty-irańskiej propagandy w ciągu najbliższych miesięcy.

W tym miesiącu rozegrała się w tle seria ciekawych wydarzeń, mogących sugerować, że odbyły się próbne ataki terrorystyczne lub przygotowania doń (i wcale nie mówimy tutaj o Al Qaeda™) Miesiąc temu pilot amerykańskich linii lotniczych Continental Airlines doniósł o obserwacji „obiektu z płonącym ogonem i smugą ciągnącego się za nim dymu”, który przeleciał przed samolotem; obiekt widziały również inni ludzie. Według oficjalnego, „wiarygodnego” wyjaśnienia był to model rakiety (tzn. zabawka). Nic na to nie poradzimy, ale przychodzi nam na myśl cała ta propagandowa gadka o terrorystach usiłujących na terenie Stanów Zjednoczonych zestrzelić samolot pasażerski za pomocą ręcznej wyrzutni rakiet. Kilka dni później w pobliżu Bazy Lotniczej Anrdrew w Maryland w skradzionym samochodzie odnaleziono materiały wybuchowe – włącznie z materiałami wybuchowymi używanymi przez wojsko. Tydzień później Waszyngton nawiedziła rozległa awaria sieci elektrycznej oraz pożar w metrze, który na trzy godziny sparaliżował centrum miasta. Pożar i awaria raczej nie miały ze sobą związku; w bydwu wypadkach ucierpiały Departament Skarbu i Biały Dom. Wszystko to dzieje się w kontekście urabiania społeczeństwa stanu Denver i Waszyngton (przy współpracy Kanady w tym drugim przypadku) przy pomocy specjalnie na ich użytek przygotowanych antyterrorystycznych i wojennych ćwiczeń.

Pamiętajmy też, że w maju w Wielkiej Brytanii, udaremniono zamach bombowy w Exeter, a w tym miesiącu rząd co i rusz ‚gubił’ tajne dokumenty i laptopy, które media szczęśliwie odnajdywały, a które jakimś cudownym sposobem zawiarały informacje o terroryźmie i Iranie.

Te wycieki wydają się celowo stymulować ukazywanie się pewnych ‘wstrząsających nagłówków’ w mediach, w okresie przygotowań do wizyty Busha. Ale uciekające brytyjskie laptopy wydają się być niemal epidemią w tym kraju, jako że zaginął również jeden z informacjami o 20.000 brytyjskich pacjentach.

Jeszcze ciekawiej się zrobiło, kiedy prezydent Francji, Nicolas Sarkozy, udał się niedawno z wizytą do Izraela. Występując przed parlamentem Izraela, Knesetem, starał się jak najlepiej dać do zrozumienia, że stoi po stronie syjonistów, zobowiązując się „zablokować” Iran pod względem budowy broni jądrowej, a nawet oferując Izraelowi do pomocy francuskich żołnierzy i środki finansowe. Podczas uroczystości pożegnalnych na lotnisku w Ben Gurion od strzału w głowę zginął strażnik zabezpieczający strefę bezpieczeństwa. Oficjalna wersja podaje, że właśnie w tym miejscu i w tym czasie zdecydował się popełnić samobójstwo (być może każą nam uwierzyć, że człowiek ten nie najlepiej radził sobie z pożegnaniami…). Wydaje się to wystarczająco dziwne, aby nabrać podejrzeń, zwłaszcza że jego rodzina jest przekonana, iż nie miał on żadnych powodów do targnięcia się na swoje życie. Znajdował się wtedy na dachu, a Sarkozy, Olmert i Shimon Peres stali zaledwie 100 metrów dalej. Rzecznik policji twierdził początkowo, że sprawdzano możliwość, że człowiek ten „przypadkowo wystrzelił z broni” – nieprawdopodobny scenariusz wziąwszy pod uwagę, że został on postrzelony w głowę.

Wygląda to prawie jak nieudana próba zamachu.Oczywiście nie posiadamy na tyle danych, by potwierdzić tę hipotezę, tak jak nie możemy potwierdzić, że to sam Sarkozy był celem, skoro na płycie lotniska znajdowało się tak wiele ważnych osobistości. Być może jest to zwykły zbieg okoliczności, ale półtora dnia po ‘samobójstwie’ lotnisko Ben Gurion zostało zamknięte z powodu przeprowadzanych tam ćwiczeń mających na celu sprawdzenie gotowości pradzenia sobie z potężną katastrofą – tego typu ćwiczenia mogłyby okazać się przydatne podczas niszczenia dowodów i ukrywania śladów ewentualnych błędów.

Alternatywne wytłumaczenie jest takie, że nie była to nieudana próba, ale wiadomość mająca zastraszyć Sarkozego. Jeżeli tak to się przedstawia, przypomina to sytuację sprzed mniej więcej miesiąca, kiedy to Tony Blair dostał ostrzeżenie od izraelskich mysliwców podczas przelotu nad tym krajem.

To tyle na temat Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej, stojących po stronie syjonistycznego planu “wymazania” Iranu, używając niesławnych słów Hillary. Dla kontrastu, Rosja zacieśnia stosunki z Iranem podpisując wartą 2,5 biliona dolarów umowę na budowanie dużych samolotów pasażerskich. Ponadto minister spraw zagranicznych Rosji, Sergiej Ławrow podzielił się podczas konferencji spostrzeżeniem, że Rosja i Stany Zjednoczone miały względem siebie więcej zaufania podczas Zimnej Wojny niż teraz. Perspektywy dla światowego pokoju nie wyglądają zbyt obiecująco, nieprawdaż?

Igrzyska…

Och, ileż to czasu i energi poświęcają mainstreamowe media wyścigowi demokratycznych kandydatów w Stanach Zjednoczonych! Ile pieniędzy wydadzą teraz na te kampanie i jak bardzo będą ignorowały fakt, że wygrana Obamy niczego praktycznie nie zmieni? Co dokładnie robi ze statystycznym Amerykaninem cały ten szum wokół Baracka Obamy? Od naszego korespondenta otrzymaliśmy list, który jest trochę niepokojący w swoich implikacjach:

Pracuję z koleżanką, która jest Afroamerykanką. Mamy za sobą wiele zaciekłych dyskusji z okresu trwania pojedynku Clinton kontra Obama. Nie mogła się zdecydować co jest ważniejsze, bycie czarną, czy bycie kobietą. Ja uważałem po prostu, że głosowanie jest daremne, skoro i tak wszyscy ubiegający się o urząd prezydenta siedzą w kieszeni CFR, AIPAC i korporacyjnych lobbystów.

Zapytała mnie z entuzjazmem: „Będziesz głosował na Hilary czy na Obamę?” Odpowiedziałem, że to jest cyrk, zaprojektowany z myślą o tym, by utrzymać Amerykanów w transie i odwieść ich od prawdziwych problemów, którymi powinni się martwić. Problemów takich jak miliardy dolarów wydanych na nielegalne wojny, potentaci żywnościowi z GMO dziesiątkujący przemysł spożywczy toksycznym zbożem i biopaliwami czy ekonomiczna zapaść oraz niekontrolowana inflacja.

Nie było dla mnie zaskoczeniem, że raczej nie takiej odpowiedzi oczekiwała.

Pod sam koniec 17. miesiąca tego demokratycznego ‘wyścigu’ zaczęła myśleć, że w tym co mówiłem rzeczywiście mogło być trochę prawdy. Mogłem zaobserwować charakterystyczne symptomy świadczące o tym, że ktoś powoli budzi się ze snu – zaczyna kwestionować kłamstwa, które od urodzenia były w nas wprogramowywane przez nasze rodziny, znajomych, przywódców i przy współudziale mediów.

Kiedy ogłoszono, że Obama dostanie nominację na prezydenta, wszystkie te pytania, które chciała zadać, nagle przestały mieć znaczenie. Już nie utożsamiała się z byciem kobietą, zamiast tego poczuła jedność ze swoimi etnicznymi korzeniami. Wydawało się, że ten hipnotyczny trans ją pochłonął. Spędziła cały wieczór opowiadając swoim synom, że oni również mogą osiągnąć co tylko zechcą. Skoro czarny może ubiegać się o urząd prezydenta, oni mogą wdrapać się na każdy szczebel społecznej drabiny, jaki sobie wyznaczą.

Nie wiedziałem co powiedzieć. Prawda jest taka, że ona nie była już w stanie usłyszeć tego co mówię. Przepadła, szklanymi oczami patrzyła w niebo z nadzieją i wizją utopijnej przemiany, jaką Obama przyniesie światu.

Jej rozmarzony wzrok przypomniał mi natychmiast sytuację, kiedy spotkałem dawno nie widzianego przyjaciela. Od naszego ostatniego spotkania zerwał z narkotykami, alkoholem i imprezowaniem i został ‘nowonarodzonym’ chrześcijaninem. Kiedy byliśmy u niego w domu, puścił jakąś popularną muzykę chrześcijańską i błyskawicznie się wyłączył. Jego twarz przyjęła szklisty, beztroski wyraz, kiedy kołysząc się nucił pod nosem jakieś ‘Świeć Jezu, Świeć’. Był zahipnotyzowany swoją świeżo odnalezioną wiarą i przepadł, niczym liść dmuchnięty powiewem wiatru, dryfując w dowolnym kierunku, jaki wyznaczy mu jego ‘kościół’.

Ten sam poziom hipnozy ogarnął moją koleżankę. Zdałem sobie sprawę, że jest jedną z milionów ludzi, którzy doświadczyli podobnego oderwania od rzeczywistości. Obama zbawiciel spowoduje zmianę. Przywróci wiarę, że istnieje jakaś nadzieja po tym reżimie tyranicznych neokonserwatystów.

Biorąc pod uwagę wynik, jaki osiąga Bush w badaniach opinii publicznej, wydaje się zupełnie prawdopodobne, że dla Ameryki w chwili obecnej sytuacja ta jest bardziej regułą niż wyjątkiem. Barack Obama stał się wzorem zbawiciela, w którym zdesperowany naród ulokował swoje marzenia – i nie jest to przypadek. Po ogłoszeniu kandydatury Obamy, gazety i czasopisma na całym świecie zaczęły szybko propagować wieść o nowym prezydenckim mesjaszu. Rupert Murdoch porównał Obamę do gwiadzy rocka, która wygra prezydenturę, a tabloidy w Wielkiej Brytanii głosiły „Obama ma marzenie” – łącząc tym samym Obamę z obrońcą praw obywatelskich, Martinem Lutherem Kingiem. A później ukazała się „ta” okładka magazynu „Rolling Stone”, gdzie użyto hasła „Nowa Nadzieja” w nawiązaniu do bohatera Luka Skywalkera z filmu „Gwiezdne Wojny”:

© magazyn Rollingstone

Machina od ‘public relations’ z pewnością wykonała skutecznie swoją robotę. Zahipnotyzowana Ameryka i cały świat mają teraz przekonanie, że ten nowy prezydencki mesjasz jest wcieleniem Martina Luthera Kinga i JFK. Jednakże Obama został za kulisami odpowiednio „przygotowany” do roli, jaką Władza Realna może zezwoli mu odegrać.

Ostatnio sztab wyborczy Obamy oszukał prasę, żeby uzyskać zgodę na udział ich kandydata w „prywatnych spotkaniach”, co do których możemy jedynie spekulować, czyich interesów dotyczyły. Obama może jest przystojny i charyzmatyczny, ale równocześnie nie robi żadnej tajemnicy ze swojego oddania dla Państwa Korporacyjnego. Jak sam powiedział: „Spójrzcie. Jestem kolesiem pro-rozwojowym i wolno-rynkowym. Kocham rynek”. Nie cofnął się też przed rolą jastrzębia. Na corocznej konferencji AIPAC, z przypiętymi plakietkami z amerykańską i izraelską flagą, Obama zadeklarował niepodzielność Jerozolimy – i nie trudno dostrzec, której stronie ‘konfliktu’ (czytaj okupacji) powinien z punktu widzenia tego kandydata przypaść w udziale cały ten tort. Hillary Clinton skomentowała to dobitnie:

„Pozwólcie, że powiem to otwarcie. Wiem że senator Obama zostanie dobrym przyjacielem Izraela”.

Trzeba przyznać, że żaden z kandydatów nie miałby szans na zwycięstwo w wyborach, gdyby w pierwszej kolejności nie przeszedł tych groteskowych rytuałów zaprzedania swojej duszy (jeśli takową posiada) elitom. Struktura władzy nie dopuści do tego i właśnie dlatego najrozsądniej jest potraktować „Nadzieję Obamy” jako zwykłe myślenie życzeniowe. Jak pisze Dennis Loo:

Jeżeli wybór Obamy miałby być rozwiązaniem, dlaczego mielibyśmy oczekiwać od niego, że przebudzi się po objęciu tego urzędu, skoro przez te wszystkie lata był pogrążony we śnie zarówno pod względem moralnym jak i prawnym?

Jeżeli wybór Obamy miałby być rozwiązaniem i Obama miałby doznać takiego przebudzenia w Białym Domu, dlaczego ten sam system i te same osoby, które współpracowały przez te wszystkie lata z monstrami kierującymi naszym krajem, miałyby pozwolić Obamie na dokonanie całkowitego zwrotu w Białym Domu?[…]

Pewnie, że istnieje niewielkie prawdopodobieństwo, iż Obama mądrze rozgrywa tę grę i robi to po to, żeby dostać się do Białego Domu, w nadziei że wtedy będzie mógł coś tam zmienić, tak jak to niegdyś próbował uczynić Kennedy. Idąc dalej za tą myślą, niektórzy ludzie zaczęli intensywnie spekulować na temat scenariusza, w którym Obama zostaje potraktowany w ten sam sposób jak bracia Kennedy. Nawet Lybia Gadhafi podejrzewa, że Obama obawia się dostać kulkę od Mossadu w razie gdyby w wystarczającym stopniu nie poparł Izraela (i któż mógłby mieć o to do niego pretensje? Mossad nie uznaje zasad fair-play, jak mógł się przekonać na lotnisku w Ben Gurion Sarkozy).

Jeśli jednak na prawdę ma intencję wprowadzenia zmian, ten demokratyczny kandydat powinien uwiarygodnić się przed ludźmi, a jak dotąt nie zaobserwowaliśmy niczego takiego. Wręcz przeciwnie, nie wliczając zniechęcających deklaracji cytowanych powyżej, fakt że ludzie tacy jak Rupert Murdoch uważają go za gwiazdę rocka jest niepokojącym znakiem tego, że statusu quo nie obawia się Obamy – faktycznie, z przyjemnością go przyjmą. Tak więc, jego kampania zredukowana została do drugorzędnego przedstawienia – i wszystko jedno, czy ta gwiadza rocka jest pionkiem w rękach elit, czy może wybory mają i tak okazać się nieistotne z powodu jakiegoś wstrząsającego wydarzenia (jak atak terrorystyczny lub wojna z Iranem), które przerwie cały ten proces.

…A chleba brakuje

Wygląda na to, że fałszywa nadzieja jest jedyną rzeczą, którą ludziom przyjdzie się żywić w przyszłości. Do globalnego kryzysu żywnościowego, kryzysu ekonomicznego (odczuliście już wzrost kosztów życia? my tak!) i wymierania kluczowych gatunków zwierząt, takich jak nietoperze i pszczoły, doszły następne elementy i mamy teraz wystarczającą ilość zagrożonych gatunków warzyw i owoców, by zacząć kompletować listę:

– Banany umierają na Chorobę Panamską
Jedna czwarta światowej pszenicy jest zagrożona nową odmianą grzyba.
– W Stanach Zjednoczonych pojawiły się pomidory zarażone salmonellą. Chociaż nie wpływa to bezpośrednio na sam gatunek, fakt jest taki, że owoce są niszczone z obawy przed chorobą.

Ta lista nie uwzględnia żniw, jakie zebrały powodzie i susze (spójrzcie poniżej).

Wokół internetu zaciska się pętla

Tymczasem coraz bardziej zaciska się pętla wokół Internetu, jednego z ostatnich miejsc, gdzie ciągle zachowywane są jakieś pozory wolnego słowa. Pod pozorem ochrony praw autorskich wiele krajów na świecie bierze się ostro za użytkowników ‘nielegalnie’ ściągających pliki, z karami od ograniczenia dostępu do sieci po ciężkie kary pieniężne. Jak na ironię artyści, ci właśnie ludzie, których te orwellowskie metody miałyby chronić, spieszą z krytyką tych orwellowskich metod. W innym, bardziej ekstremalnym jesli nie najśmieszniejszym przypadku, agencja prasowa Associated Press pozywa mało znanego blogera za publikowanie fragmentów jej artykułów i reportaży. Wygląda na to, że ich kłamstwa i propaganda były tak często piętnowane przez armię blogerów, iż zdecydowali się uciec do tak rażącego zastraszania – posunięcie kłamcy chroniącego swoje kłamstwa.

Równolegle do tego zastraszania, główni dostawcy Internetu duszą użytkowników limitami transferu. Niektórzy dostawcy wynajmują nawet firmy do monitorowania i atakowania witryn odwiedzanych przez użytkowników. Wszystkie te działania służą jednemu celowi: zniechęcić użytkowników do korzystania z Internetu. Gdzie zatem będą szukać informacji, jeśli nie w sieci? W telewizji, na ‘uczciwym i rozważnym’ kanale Fox News, oczywiście!

W tle kontynuuje się wprowadzanie metod podsłuchu. Kongres Stanów Zjednoczonych zatwierdził właśnie nowy projekt ustawy o inwigilacji, który łączy w sobie najgorsze ze wszystkich alternatywnych projektów.To równocześnie zapewnia działającą wstecz nietykalność telekomunikacji oraz poszerza prawo inwigilacyjne rządu. Nawet Szwecja, kraj, który dopuścił u siebie hosting tak kontrowersyjnych witryn jak Wikileaks i The Pirate Bay, zatwierdziła projekt ustawy zezwalający na rejestrowanie całej transgranicznej komunikacji – telefonicznej i internetowej.

3 komentarzy »

  1. Boże, co za bzdury. Dawno nie czytałam tak jałowego tekstu, pomieszanie z poplątaniem, wybiórczo traktowane i interpretowane fakty mające udowodnić każdą tezę autora… Naciąganie emocjonalne, sugerowanie jednej linii myślenia – dokładnie to, co autor zarzuca swoim „wrogom”. Łowca spisków, Fox Mulder od siedmiu boleści…

    Komentarz - autor: Żaneta S. — 1 Sierpień 2008 @ 13:28

  2. A jakby tak jakieś konkrety? Własne analizy światowych wydarzeń? Znajdą się, czy poprzestaniesz na krytykowaniu?

    Komentarz - autor: iza — 1 Sierpień 2008 @ 15:50

  3. …ziarnko do ziarnka…

    Komentarz - autor: JOSHUA — 30 Sierpień 2008 @ 17:51


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: