PRACowniA

5 Lipiec 2008

Ego, osobowość i polowanie na czarownice

Filed under: Psychologia — iza @ 21:32
Tags: , ,

Jak długo nie wiemy, jak narzędzia używać, tak długo narzędzie używa nas. (Ark)

Mieliśmy tu ostatnio długą wymianę komentarzy, w której co i rusz pojawiał się termin „ego”, czasem zastępowany terminem „umysł drapieżnika” albo „gadzi umysł”. Dzienia zostawił w komentarzu fragment z Uspieńskiego o niemożliwości wzajemnego rozumienia się ludzi i różnych zakresach znaczeniowych słów dla różnych ludzi. Faktycznie, istna wieża Babel!

Nie mam się broń boże za żadnego nauczyciela i niech ręka broska broni wszystkich przed przyjmowaniem moich słów za prawdę ostateczną. Wydaje mi się jednak, że widzę, w czym tkwi problem i może komuś się to przyda do zrewidowania swoich przekonań, jako impuls do poczytania, pogrzebania w necie, poszukania innych materiałów i poszerzenia swojego zrozumienia. I mam tu na myśli szersze grono niż tylko ostatnio komentujących, bo z podobnym pomieszaniem pojęć spotykałam się już wcześniej i pewnie jeszcze będę się spotykać.

Najpierw uściślenie pojęć. Mamy więc coś, co Castaneda nazywa metaforycznie „umysłem drapieżnika”, Gurdżijew „organem kundabuffer”, co nazywane jest też „gadzim umysłem”, „fałszywą osobowością”, „licznymi ‚ja'”, „zderzakami” i czym tam jeszcze… Czym to jest i skąd się bierze? Tu po raz kolejny zachęcam zainteresowanych do uważnego przeczytania tego wpisu. Zwróćcie uwagę na przykład na te akapity:

Okresy szczytowej afektywnej intensywności angażują rozwijające się dziecko w intensywne doświadczenia uczenia się stosunku do samego siebie i do innych (włącznie ze światem w ogólności) i są to doświadczenia, które składają się na obciążone silnymi emocjami obwody pamięci w rozwijającym się mózgu i mogą w późniejszym życiu stać się bardzo szkodliwymi „programami” czy przejawami „Umysłu drapieżnika”.

Owe struktury obciążonej silnymi emocjami pamięci utworzone w stanach szczytowej afektywności stanowią podstawę systemu motywacyjnego danej osoby – co uważa ona za niezbędne dla przetrwania, jak zdobyć to, czego potrzebuje i jak uniknąć tego, co bolesne czy zagrażające przeżyciu.

Dziecko ma potrzeby i oczywiście usiłuje te potrzeby zaspokoić. Prosta droga rzadko prowadzi do celu, dziecko uczy się sztuczek, obchodzenia naokoło. Im staje się starsze, tym wymyślniejsze i bardziej skrystalizowane stają się jego metody. Jednocześnie wielokrotnie spotyka się z odmową zaspokojenia swoich potrzeb, w tym potrzeb emocjonalnych. Jego małe „ja” doznaje ran, nie rozumie tego, ale musi sobie z tym jakoś samo radzić. Więc gipsuje biedulina te rany. Ten gips na ranach to gurdżijewowskie bufory, w języku psychologii – prymitywne mechanizmy obronne. To sposób radzenia sobie ze światem, zdobywania tego co potrzebne czy chciane i unikania psychicznego bólu. Oczywiście wszystko dzieje się automatycznie, dziecko nie uświadamia sobie tego. Ale powoli rozwija i wzmacnia swoją fałszywą osobowość, a o innej, tej prawdziwej, nieukształtowej, malutkiej, stłamszonej, nie ma pojęcia. Im bardziej chore są układy w domu rodzinnym i najbliższym otoczeniu, tym więcej ran, więcej gipsu, tym dalej do prawdziwego Ja.

Młody człowiek dorasta i bierze siebie takim jakim się zna za coś prawdziwego, własnego i drogiego. Nie ma pojęcia o tym, że manipuluje, że daje sobą manipulować, że manipulacji wręcz szuka. Jeśli rodzice interesowali się nim tylko w negatywny sposób, czyli byli dla niego obecni tylko albo głównie po to, żeby skarcić, poniżyć, zbić – z tym będzie w przyszłości kojarzył miłość i tego będzie szukał w związkach. Niekoniecznie w dokładnie tym samym kostiumie, ale schematy będą identyczne.

Taki człowiek nie ma prawdziwego charakteru, nie kieruje swoim zachowaniem, jedynie reaguje. Jak wydaje mu się, że ktoś daje mu marchewkę – będzie się łasił, jak odbiera czyjeś zachowanie za agresywne – będzie gryzł. Jest jak chorągiewką na wietrze kierują nim impulsy, nieuświadomione emocje, wymyślone teorie. Emocje czują jedno, umysł myśli drugie, a ciało robi jeszcze coś innego. Stan taki opisuje dobrze pewnie znana przypowieść o zaprzęgu:

Obraz przedstawia cechy człowieka jako powóz. Ciało fizyczne wyobrażone jest przez sam powóz, konie reprezentują zmysły, uczucia i namiętności; woźnica to zespół możliwości intelektualnych włącznie z rozsądkiem, osoba siedząca w powozie jest mistrzem.

W swoim normalnym stanie cały system działa perfekcyjnie: woźnica mocno trzyma lejce i prowadzi konie w kierunku wskazanym przez mistrza. W przeważającej większości wypadków tak się jednak nie dzieje. Przede wszystkim nieobecny jest mistrz. Powóz musi go odnaleźć i czekać na jego dyspozycje. Wszystko jest w złym stanie: osie są nienasmarowane i skrzypią; koła są źle ustawione; dyszel niebezpiecznie wisi; konie, choć szlachetnej rasy, są brudne i niedożywione; uprząż jest zniszczona, a lejce słabe. Woźnica zasnął: ręce opuścił na kolana i z trudem trzyma lejce, które w każdej chwili mogą z nich wypaść.

Mimo to powóz wciąż jedzie, ale sposób, w jaki to robi, nie zapowiada powodzenia. Opuściwszy drogę stacza się ze zbocza tak, że powóz pcha teraz konie, które nie mogą go zatrzymać. Woźnica, pogrążony w głębokim śnie, kołysze się na siedzeniu i w każdej chwili może spaść. Taki powóz, rzecz jasna, czeka smutny los.

Obraz ten daje niezwykle trafną analogię dla stanu większości ludzi i warto go wziąć za przedmiot medytacji.

Mimo że cytat pochodzi z Murawiewa i tej samej lub podobnej alegorii używali też inni nauczyciele duchowi, to tak naprawdę nie mówimy tu o ezoteryce, IV Drodze czy innych duchowych naukach, Do nich ciągle nam daleko. Dlaczego? Bo maszyna jest zepsuta, a w najlepszym wypadku bardzo rozregulowana. Nie nauki duchowe są na tym etapie potrzebne, a porządna praca psychologiczna, może i rozsądnie wybrana psychoterapia.

Uwspółcześniając powyższą alegorię: zanim będziemy mogli myśleć o Formule I, trzeba doskonale poznać budowę i zasady działania samochodu, nauczyć się wsłuchiwć w pracę podzespołów i wychwytywać wszystkie niepokojące dźwięki no i doskonale opanować kierowanie nim. W dorosłe życie nie wchodzimy jednak z nowiutkim samochodem prosto z salonu. Wnosimy w nie samochód zepsuty, w dodatku niełatwo dojść do tego, co mu dolega. Zachowuje się nieprzewidywalnie, a nawet te części, które w przeciętnych okolicznościach wydają się działać prawidłowo, zawodzą w krytycznych momentach i często udaje się auto zatrzymać dopiero na skraju przepaści. Nie mamy wyjścia, musimy tym autem jeździć – ale powinniśmy to robić ostrożnie, nie dowierzać mu, bacznie je obserwować i notować wszystko, co uda nam się zauważyć, Po dość długim czasie obserwacji tego, jak auto się zachowuje w rozmaitych sytuacjach, możemy zacząć analizowanie i wyciąganie wniosków. W międzyczasie – na przykład leżąc w gipsie po wypadku albo czekając na odbiór samochodu z warsztatu, gdzie prowizorycznie zostało coś załatane – mieliśmy okazję trochę się poduczyć z mądrych książek o tym, jakie awarie występują najczęściej, jakie bywają ich przyczyny i  jak sobie z nimi poradzić.

Z samochodem rzecz jasna sprawa jest znacznie prostsza niż z żywym organizmem – myślącym i czującym. Praca wstępna nad własną maszyną zajmuje więc lata. Na przeszkodzie staje mnóstwo czynników. Jeśli ktoś jest dostatecznie uparty, ma szansę w końcu swoją maszynę poznać i naprawić. Zna swój samochód jak własną kieszeń i wie, jak o niego zadbać, na ile można mu zaufać, na co uważać, czego się wystrzegać, a czemu zapobiegać. Umie nim kierować, i to nie tylko na pustych i gładkich szosach, ale w dużym ruchu, na wertepach, w deszczu i na lodzie. Stał się panem swojej maszyny. Ukształtował i wzmocnił swój charakter, swoją osobowość (tak, tak, swoje ego!). Ta osobowość to dalej maszyna, narzędzie, zasadnicza różnica polega jednak na tym, że to my jej używamy, a nie ona nas. Potrafimy świadomie wykorzystywać swoje atuty, wiemy kiedy swoją osobowość (albo uczucia) otwarcie ujawniać, a kiedy coś ukryć, wybieramy sposób reagowania na zachowania innych ludzi w zależności od tego, z kim mamy do czynienia i od sytuacji, panujemy nad szalejącymi czasem hormonami, potrafimy wytknąć sobie cel i do niego dążyć nie pobłażając sobie kiedy nie czas na to, potrafimy nie manipulować innymi i nie dawać manipulować sobą.

Więc nie wylewajmy dziecka z kąpielą, nie krzyczmy, że ego jest złe, że osobowość to wróg, nie krzyczmy na innych, że są tacy czy owacy, nie rzucajmy na lewo i prawo terminami, których znaczenia dobrze nie zrozumieliśmy, kochani, spójrzmy na siebie, a innym pozwólmy robić co chcą i być jakimi chcą, o ile nie próbują wyrządzić nam czy naszym bliskim krzywdy.

8 komentarzy »

  1. Diabelos tkwi w szczegółach. Tutaj napisałaś, myślę że bardziej ogólnie. Obserwacja siebie oraz wiedza z książek i innych źródeł da pewne wyniki, ale samemu sobie nie pomożesz, choćby nie wiem jak bardzo musiałby być upartym ;/ Potrzebny jest ktoś kto Ci pomoże, może to być psychoterapeuta, lekarz, psycholog czy tam inny mechanik któremu wcześniej ktoś inny pomógł. Możliwe że nawet sprawa bardziej się utrudnia jeśli żyjesz pośród innych zepsutych samochodów i wszyscy uważają że jest ok. Żyjąc pośród innych takich ludzi nie będzie łatwo.
    Kiedy jednak pewna liczba ludzi zorganizuje się w grupę (mając na myśli wspólny cel), sprawa będzie o wiele inaczej wyglądała.

    Komentarz - autor: Paweł — 5 Lipiec 2008 @ 22:11

  2. Blog to raczej nie miejsce na szczegółowe analizy. Temu poświęcone są książki a ja z nimi nie konkuruję pod żadnym względem, raczej staram się zainspirować do poszukania i studiowania ich. A o przydatności psychoterapii napisałam, czytaj uważniej. No i zawsze możesz napisać po swojemu, z uwzględnieniem tego diabła, na swoim blogu, nie? Gorąco zachęcam, ze swojego doświadczenia wiem, że pomaga to poskładać myśli i rozeznać się w swojej wiedzy i dziurach w niej.

    Komentarz - autor: iza — 6 Lipiec 2008 @ 00:03

  3. Jestem indywidualną jednostkę mniej lub bardziej bogatą w wolę czy świadomość i mogę ze swoim życiem robić co tylko chcę. To samo się tyczy innych. Każdy z nas posiada wolną wolę i nie w moim stylu jest komuś jej ograniczać. Mam prawo do napisania jak i co widzę z mojego punktu widzenia. Nic nikomu nie zarzucam. Gdy coś piszę używam słów w stylu: „myślę, że”, „uważam, że”. Mogę napisać, że uważam, iż ktoś jest kłamcą. To jest inaczej niż napisać: On kłamie. Ja mogę tak powiedzieć co ze chcę. Mogę uważać, że kosmici istnieją. Mogę napisać: myślę, że ziemia jest kwadratowa. Myślę, że rząd kłamie. I nie interesują mnie reakcję drapieżnika… Można się ze mnie śmiać, można się na mnie obrażać, przeze mnie płakać, można mnie nienawidzić za to co myślę, można poczuć się zaatakowany. To już prywatna sprawa każdego z osobna.

    Komentarz - autor: luxveris — 6 Lipiec 2008 @ 12:48

  4. „[…]tak naprawdę nie mówimy tu o ezoteryce, IV Drodze czy innych duchowych naukach, Do nich ciągle nam daleko. Dlaczego? Bo maszyna jest zepsuta, a w najlepszym wypadku bardzo rozregulowana. Nie nauki duchowe są na tym etapie potrzebne, a porządna praca psychologiczna, może i rozsądnie wybrana psychoterapia.”

    Ten fragment naprawdę mnie uderzył i uważam, że masz rację.
    Od siebie mogę tylko powiedzieć, że chyba od zawsze chciałam zostać psychologiem (zrozumiałam dlaczego, kiedy cofnęłam się do wczesnego dzieciństwa dzięki książce Alice Miller). Często analizowałam swoje zachowanie i zachowanie innych, ale mimo, iż poczyniłam kilka niezłych spostrzeżeń i nawet zdołałam sobie trochę pomóc, w moich poczynaniach nie tylko zabrakło gruntownej wiedzy ale i prawdziwej celowości. Teraz myślę, że mam to drugie, a nad pierwszym pracuję. Rok temu kupiłam nawet dwa wielkie tomy: „psychologii poznawczej” i „teorii osobowości”, jednak nie zabrnęłam daleko w ich poznaniu, porzucając na rzecz książek łatwiejszych w odbiorze i przyjemniejszych. Aż nagle zrozumiałam, że one po prostu czekały na ten właściwy czas. Kiedy będę mogła zrobić z nich prawdziwy użytek.

    I znowu, dziękuję za ten ‚impuls’ i za motywowanie mnie do własnych poszukiwań. Robicie naprawdę świetną robotę.

    I tak mi jeszcze przyszło do głowy a propos wcześniejszej dyskusji. Jak to mówi pewne popularne porzekadło: nie ma tego ‚złego’ co by na dobre nie wyszło. Taka wymiana zdań, nawet jeśli podyktowana różnymi emocjami może w konsekwencji naprawdę dać do myślenia.

    Komentarz - autor: zhenqing — 6 Lipiec 2008 @ 13:57

  5. Komentarz luxverisa zostawiam tylko po to, żeby pokazać, czego już więcej nie będę tu wpuszczać. Zakładajcie moi mili własne blogi i tam wygłaszajcie swoje credo. Nie będę tolerować dłużej pouczania, wycieczek osobistych, skrytej albo otwartej agresji, manipulacji i pawiej parady. Jest wiele miejsc w sieci, gdzie można to robić.

    Zapraszam za to do MERYTORYCZNEGO komentowania wpisów zamieszczanych na tym blogu i dzielenia się własnymi przemyśleniami na poruszane tu tematy.

    Komentarz - autor: iza — 6 Lipiec 2008 @ 14:05

  6. Mam nadzieje, że Iza mi wybaczy to, że będe sie ślizgał troche obok tematu.Będzie ten komentarz bardziej dotyczył ostaniej wymiany pogolądów na tym blogu.
    Kiedyś cztałem (już nie pamietam gdzie, byc możę był to Uspieński) o tym czy pokój jest możliwy. Odpowiedź padłan NIE, gdyż najprawdopodobniej ta część ludzkości która che pokoju, wywoła wojnę przeciwko tym którzy tego pokoju nie chcą. Dojdzie również do wewnetrznych wojenek między ludźmi pragnacych pokoju, na tle sposobu jak do tego pokoju dojść.

    Choć nie byłem stroną tego konfliktu, postanowiłem również zabrać głos w dyskusji. (może byłem tą trzecią siłą, neutralną;) Dołączyłęm do dyskusji gdyż zauważyłem, że jej uczystnicy operują tymi samymi pojęciami, ale każdy z nich przypisywał danemu pojęciu inne znaczenie, stąd wkleiłem ten fragment z Uspieńskiego. Nie był to fragment o „niemożliwości” zrozumienia sie nawzajem, ale o tym jakie przeszkody mogą sie pojawić w dyskusji, te przeszkody są oczywiście do obejścia.
    Padały rózne zarzuty, kto jest na lepszej drodze, czy prawidłowo realizuje założenia IV drogi, kto zna wiekszą prawdę itp.
    Otóż, ani IV droga, ani żadna inna nie jest jedynie słuszną drogą. Są one tylko ukazaniem pewnych możliwości i sposobów pracy. Kazdy w życiu ma inne cele, i do nich wybiera najlepszą drogę, nie wazne jak się ona nazywa. Nie każdy też musi pracować nad danym aspektem tak samo jak inni. jedni bardziej muszą pracować nad emocjami, inni bardziej nad ciałem, a jeszcze inni nad czymś innym. Te róznice są czymś zupełnie noramlnym i nie oznaczają, że jesli ktoś skupia sie nad czymś zupełnie innym jest w błedzie.
    Są też rzeczy, które Was łaczą. Jest nia min. odkrywanie prawdy.Każdy dąży do nie na swój sposób, a że inny niż „ja” nie znaczy, że gorszy. Nie stwarzajmy sobie kolejnej iluzji, że tą prawdę już znamy. Jedynie co na razie mamy to tylko pewne poszlaki, droga do prawdy jeszt jescze długa i kręta. Wszyscy blogowicze odwalają kawał dobrej roboty, dlatego apeluje do Was abyście skupili sie na tym co Was łączy, czyli pragnieniu prawdy. Jeżeli możecie w pewnych aspektakch pracować razem, róbcie to, jeżeli w innych aspektach Wasz sposób pracy sie rózni pracujcie odzielnie, a o efektach swojej pracy informujcie się.
    ja bez ogródek powiem ze najważniejszy celem mojego życia, z wieloma wątkami pobocznym, jest odkrycie prawdy i zamirzam do tej prawdy konsekwentnie dążyć, tak mi dopomóż Bóg!
    Chciałem równiez dodać, że przez ten komentarz nikogo nie pouczam,nigy nie ośmieliłbym się tego robić. jest to kilka luźnych refleksji, a nie żadna prawda objawiona;)
    i jeszcze jedna rzecz! Zauważyłem ostantnio, że gdzieś uciekło Wam poczucie humoru… nie wiem dlaczego? rozumiem, że czasy są niepewne, a sytuacja jest napięta jak baranie jaja, ale na litość boską uśmiechajcie się!!!;)
    Z wyrazami szacunku do wszelkich postaw, dróg i poglądów
    MARiuSz.
    Ps. prosze mi wybaczyć te „baranie jaja”, to był tylko przejaw mojego koślawego poczucia humoru;)

    Komentarz - autor: dzienia — 6 Lipiec 2008 @ 19:40

  7. Rozbawiło mnie to: „…ja bez ogródek powiem ze najważniejszy celem mojego życia, z wieloma wątkami pobocznym, jest odkrycie prawdy…”

    BEZ OGRÓDEK PRAWDA NAJWAŻNIEJSZA, ale prócz tego WIELE WĄTKÓW POBOCZNYCH 😛

    W sumie to podobnie jest u mnie. Prawda najważniejsza. Ale jeszcze te wątki poboczne… Cóż, nie muszę być, takim, prawdziwym poszukiwaczem prawdy.

    Może ten komentarz jest nie na temat, ale to przez Dzienię.

    …Ale ostatnio jestem niegrzeczny. Idę postać w kącie.

    Komentarz - autor: luxveris — 14 Lipiec 2008 @ 11:22

  8. rzeciwiście ten mój cel może wydać śmieszny i do tego jeszcze jakiś taki abstrakcyjny w sumie nie wiadomo co się pod tym kryje… Dla niektóych może i nawet wyda sie to smutne,ale nic nie poradze na to, że tak mi się ubzdurało. Każdy orze tak jak może;)

    Sorry, że przeze mnie zboczyłeś z tematu. Też lepieij pójde postać w kącie!
    Pozdrawiam!

    Komentarz - autor: dzienia — 15 Lipiec 2008 @ 11:00


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: