PRACowniA

12 Czerwiec 2008

Czy dostawcy internetu we Francji będą cenzurować internet?

Wolne Media opublikowały za Dziennikiem Internautów artykuł Marcina Maja napisany na podstawie doniesień agencji Reuters i AP:

We Francji dostawcy usług internetowych (ISP) będą blokować strony, które znajdą się na czarnej liście rządu. Ma to pomóc m. in. w walce z pedofilią. Francuska minister spraw wewnętrznych zapewnia, że rząd jej państwa nie będzie odgrywał roli „wielkiego brata”.

Zawarte we Francji porozumienie z dostawcami usług internetowych wejdzie w życie we wrześniu. Od tego czasu dostawcy będą blokować dostęp do stron, które znajdą się na czarnej liście prowadzonej przez rząd. Lista będzie na bieżąco aktualizowana w oparciu o skargi nadsyłane przez internautów. Będą się na niej znajdować strony pedofilskie, propagujące rasizm, nawołujące do terroryzmu i innych przestępstw.

Ponadto informacje o tego typu stronach działających za granicami Francji będą przekazywane przez francuskie władze to Europolu lub Interpolu.

Minister spraw wewnętrznych Michel Alliot-Marie zaznaczyła w swoim wczorajszym przemówieniu, że Francuski rząd nie chce odgrywać roli „wielkiego brata”. Jej zdaniem nie można dłużej tolerować seksualnego wykorzystywania dzieci i porozumienie z dostawcami skupia się na ich ochronie.

Zaraz, to jak w końcu powiedziała? Że rząd nie będzie, czy że rząd nie chce? Mimo że i tak nikt już chyba nie wierzy w jakiekolwiek zapewnienia rządów, to jednak ma znaczenie, jakich słów używają w swoich oświadczeniach. A o wiarygodności Pani Minister będzie poniżej.

Alliot-Marie wskazała też, że Francja nie jest pierwszym krajem sięgającym po takie środki. Obecnie stosuje je także Wielka Brytania, Szwecja, Dania, Norwegia, Kanada i Nowa Zelandia. Kilka dni temu również prokurator generalny stanu Nowy Jork zawarł porozumienie z kilkoma dużymi ISP w sprawie blokowania dostępu do grup dyskusyjnych, na których dostępne są treści pedofilskie.

Najwyraźniej władze różnych państw coraz bardziej przychylają się do kontrolowania treści dostępnych w internecie dla dobra publicznego. Nie ma w tym nic dziwnego, bo jak dotąd nie udało się zapanować nad rasizmem i pedofilią w Sieci. Z drugiej jednak strony porozumienia dostawców z rządem otwierają drogę do blokowania treści, które będą nie na rękę władzom. Z czasem różnica między wyrażaniem własnych poglądów a podburzaniem do terrozymu może okazać się niebezpiecznie płynna. Pozostaje mieć nadzieję, że taki pesymistyczny scenariusz nie ziści się.

Podobno „dla dobra publicznego” masowo morduje się ludzi w Iraku i wszystkie znaki wskazują, że niedługo będzie się mordować w Iranie. Też „dla dobra publicznego”.

Wolne Media opatrzyły artykuł swoim komentarzem:

Pornografia dziecięca, wzywanie do popełniania przestępstw, terroryzmu i propagowanie nienawiści na tle rasowej są ścigane przez prawo. Strony internetowe z ww. treściami są zamykane przez policję. Więc po co ta cenzura? Chyba, że chodzi o coś innego…

I bardzo dobrze, też nie podzielam postawy wishful thinking pana Maja.

The Inquirer na ten sam temat napisał (przekład mój):

W rzeczywistości jest jeszcze gorzej, bo każda strona internetowa jest teraz narażona na francuską blokadę, jako że rząd Sarkozy’ego zaprasza naród do przysyłania długich list stron, które mierzą w ich wrażliwość. […]

Alliot-Marie, której chodziło o usprawiedliwienie blokady na strony z dziecięcą pornografią, zauważyła: „Inne kraje demokratyczne już to zrobiły. Francja nie może dłużej czekać”. I dodała, że wszystkie francuskie ISP-y zgodziły się zastosować do nowych uregulowań, które wchodzą w życie we wrześniu.

Tymczasem Alliot-Marie kłamie! Nikt się jeszcze nie zgodził [link (fr.)]

ISP-y niczego jeszcze nie podpisały i domagają się precyzji oraz rozmów. Są mocno podejrzliwe w stosunku do tego tzw. „aktu zaufania”, który ma ich zobligować do podejmowania działań przeciwko swoim klientom albo do blokowania dostępu do ich stron bez decyzji sądu. Jest to wręcz sprzeczne z konstytucją. [patrz: komentarze do artykułu (eng.)]

Jeśli więc Pani Minister kłamie na temat ISP, dlaczego nie miałaby kłamać na temat intencji rządu?!?

46 komentarzy »

  1. Droga pracownio,
    co sądzisz o nieustannych podwyżkach cen za ropę, benzynę. W Polsce podwyżki gonią podwyżki, słyszę głosy bankructw przewoźników, strajki Tir-owców.
    O co im chodzi tam na górze, do czego oni chcą doprowadzić, tzn do czego ma doprowadzić b. wysoka cena ropy.

    ps. bardzo dobry wpis, pzdr.

    Komentarz - autor: Paweł — 13 Czerwiec 2008 @ 00:57

  2. Dzięki.

    O rosnących cenach ropy i innych wydarzeniach możesz przeczytać w nowym poście, który właśnie zamieściłam – Łączenie Punktów – maj 2008. Myślę, że zawiera odpowiedź na Twoje pytanie.

    Komentarz - autor: iza — 13 Czerwiec 2008 @ 19:07

  3. W praworządnym państwie do ścigania przestępstw dowolnego rodzaju powołana jest policja, a do ich osądzania sądy. Rządowi nic do tego, chyba, że ktoś narusza zapisy konstytucji lub godzi w bezpieczeństwo narodowe. Skoro rządy (nie tylko Francji, ale również Szwecji, w której powołano już do życia ustawę zwaną „orwellowską”) zaczynają maczać w tym palce, to znaczy, że próbują sobie otworzyć drogę do kontrolowania całego internetu.

    Skoro Sarkozy ma zamiar dobrać się do skóry autorom stron, które „mierzą we wrażliwość obywateli”, to można się domyślać, że u nas może przybrać to formę walki „z obrazą uczuć religijnych”, a to może oznaczać zamykanie takich stron i blogów, jak moje czy twoja. Do tego pojemnego worka można wrzucić dowolne treści.

    Ale to wszystko nie są nowe sprawy. Pisałam o tym na blogu w styczniu: http://astromaria.blog.pl/archiwum/index.php?nid=12295925 przy okazji omawiania filmu pokazanego w Planete „Orwell przewraca się w grobie”. Film jest bardzo ciekawy i koniecznie trzeba go obejrzeć (w tekście jest do niego link).

    Nie wiem, czy da się skutecznie kontrolować cały internet, ale na pewno korzystając z niego można wyłapać wrogów politycznych i ideowych i pozamykać ich w pudle.

    Komentarz - autor: astromaria — 30 Czerwiec 2008 @ 21:22

  4. Film chętnie obejrzę… jak dostanę go od jakiejś dobrej duszy na płytce. Limity transferu to jeden ze sposobów ograniczania dostępu do sieci. Nie żeby zaraz o mnie chodziło, dostaję przy okazji…

    Czy można kontrolować Internet? Jestem przekonana, że można. Tak jak można było obciąć telefony i wprowadzić godzinę milicyjną w stanie wojennym.

    We Francji można też strzelać do cywilów jak do kaczek. W Carcassonne w ostatni weekend na pokazach wojskowych („jak będziemy walczyć z terroryzmem”) jakimś cudem w karabinach zamiast ślepaków znalazły się ostre naboje – 17 osób ciężko rannych, 2 walczą o życie. http://tiny.pl/ks5x

    Komentarz - autor: iza — 30 Czerwiec 2008 @ 21:50

  5. A zmiana dostawcy internetu by nie pomogła? Jest jeszcze radiowy, stawiasz antenę na dachu i możesz odbierać nawet w środku lasu…

    W razie czego mogę ci wypalić na płytce co tylko zechcesz, bo mam większość „wywrotowych” filmów na dysku.

    Komentarz - autor: astromaria — 1 Lipiec 2008 @ 10:53

  6. Droga astromaria gdyby świat był taki „łatwy” było by super. Niestety nie wszędzie jest internet radiowy, pomyśl, pomedytuj nad tym dlaczego tak jest i dlaczego tak pomyślałaś 😉

    Co do kontroli internetu…o ogółach nie ma co gadać. Trzeba by było wejść w ‚szczegóły’. Poza tym kontrolują już w chinach.

    Komentarz - autor: Paweł — 1 Lipiec 2008 @ 16:14

  7. Astromaria to -> http://tiny.pl/k6xc

    Dlaczego ten konik tak mi się z nią kojarzy? Oczywiście nie chodzi tu o wygląd…

    W chinach blokują strony zachodnich serwisów informacyjnych, różnych organizacji na rzecz człowieka i środowiska, religijne i oczywiście strony tajwańskie i tybetańskie. Miej więcej takie informacje na ten temat można wyczytać z naszej wolnej sieci, albo „wolnej”, bo ta wolność to może tylko iluzja. Ciekawe ile chińczyków myśli, że żyje w demokratycznym kraju.

    Komentarz - autor: AstroMarian — 1 Lipiec 2008 @ 17:36

  8. Astromario –
    czy naprawdę myślisz, że jakbym miała wybór, to bym z niego nie skorzystała? Owszem, właśnie jest bezprzewodowy, od JEDYNEGO dostawcy i ma limity. Jak się je przekroczy to net zwalnia. Czasem zdąży sobie człowiek herbatę zrobić, zanim się strona przeładuje. Więc trzeba się strzec, to w końcu podstawowe narzędzie pracy.

    Dzięki za gotowość pomocy 🙂

    Komentarz - autor: iza — 1 Lipiec 2008 @ 18:06

  9. Wiesz Iza, ja jestem zza miedzy wiadomego miasta, więc mi się w głowie pewnie przewróciło z nadmiaru możliwości. Ale mam koleżankę za Bugiem w gęstym lesie i jakoś sobie poradziła. Za to ma problem z komórką, która odbiera tylko przy komórce (takiej szopie znaczy się, hehe).

    Inna sprawa, że ja niby teoretycznie mam szybkie łącze (radiowe), ale często herbaty zrobić nie zdążam, bo wyświetla mi się na okrągło komunikat „połączenie przerwano” lub „zresetowano” lub „nie można wyświetlić strony” albo inny równie wkurzający. Wydawałoby się, że skoro jest interes do zrobienia i można zarobić świadcząc usługi internetowe, to powinno być wielu chętnych i konkurencja na rynku. Tak mnie przynajmniej zapewniano za komuny, że jak już nastanie ten kapitalizm, to będziemy mieli tak dobrze, że po prostu oszalejemy. A tu kurde jest jak zwykle.

    Jeśli boisz się podać adres, to załóż sobie skrytkę na poczcie i będę ci mogła wysłać co zechcesz. Chyba, że nie chcesz…

    AstroMarian – piękny konik, nie wiem z czym / kim ci się kojarzy, czyżby ze mną? Jeśli tak, to strzał w dziesiątkę, bo chińskim zodiaku jestem Koniem i mój ojciec stale do mnie mówi „koniu, nie galopuj!” Ale to może też być Księżyc w ogniu i stąd to galopowanie 😉

    Komentarz - autor: astromaria — 1 Lipiec 2008 @ 22:59

  10. Wróciłam, bo pewna kwestia nie daje mi spokoju. Otóż trudno mi pojąć pewną zagadkę. Zdaje się, że wszyscy tu jesteście przekonani, że wasze problemy z łączem są związane ze spiskiem, a ja spytam, dlaczego ten spisek jest jakiś taki „wybiórczy”? Dlaczego ludzie żyjący na Mazowszu nie mają żadnych ograniczeń, jeśli chodzi o dostęp do szerokopasmowego łącza i dowolnego transferu, a reszta kraju je ma?

    Być może syty głodnego nie zrozumie i stąd nasze problemy z dogadaniem się. Bo ja każdego dnia znajduję w swojej skrzynce mailowej (w folderze „spam”) mnóstwo ofert firm, które aż się palą, żeby mi „zrobić dobrze”. Mam tu Netię, TEPSę, Sferię, IDD (te dwie ostatnie to lokalne firmy dostarczające sygnał drogą radiową) i różne inne, mniejsze i większe firmy, których teraz nie pamiętam. Do tego w mieście (czyli już nie u mnie) są kablówki TV, które również dostarczają internet za jakieś niewielkie pieniądze. U nas nawet kilka razy obniżali cenę usług, bo tak działa konkurencja. Z reguły pierwszy rok jest za darmo lub za złotówkę.

    No więc ja się pytam: czy my tu na Mazowszu jesteśmy jakimiś niegroźnymi głuptasami, których władza się nie lęka, a wy jesteście tacy groźni, że trzeba wam pozamykać buzie? A może władza popełniła błąd pozwalając tej mazowieckiej bandzie na zbyt wiele i teraz knuje, jak to ukrócić? Tak czy inaczej, ja nie czuję, żeby ktokolwiek próbował mi coś zabrać, a orwellowskie ustawy jeszcze w życie nie weszły i nie wiadomo, czy wejdą.

    Poza tym kontrolowanie internetu wcale takie łatwe nie jest, co mi ostatnio wytłumaczył mój syn informatyk. Sieć tworzono specjalnie w taki sposób, żeby ograniczyć możliwość ingerowania w jej suwerenność. Chiny, Kuba i inne reżimy to co innego, bo tam sieci nie ma i można ją zbudować od podstaw według życzenia władzy, ale nawet z Chin dochodzą wieści, które są nie po myśli władzy.

    Ta, być może w głowie mi się przewróciło i nie wiem, co gadam, ale ja na razie nie czuję oddechu władzy na karku.

    Komentarz - autor: astromaria — 2 Lipiec 2008 @ 15:25

  11. Astromario,

    w sprawie Twojej miłej oferty napisałam do Ciebie na priv. Tam też znajdziesz ciut więcej prywatnych szczegółów. Naprawdę mam do wyboru tego jednego operatora. Och, no i mam wybór – mogę przecież z niego zrezygnować 🙂

    Co do spisku – oczywiście, że jest wybiórczy. Ale żeby się takim zbyt jawnie nie wydawać, równie często strzela na boki. A czasem – rozmyślnie – nie strzela tam gdzie by chciał. Żeby ludziom jak najwięcej namieszać. Ludzie nie lubią wysiłku i wchodzenia w szczegóły, uwielbiają upraszczać, kochają czarno-biały obraz, jak na starych westernach. Dobry-zły, prawda-fałsz, z nami-przeciw nam… Więc ci, co możliwość istnienia spisku biorą pod uwagę, przeważnie myślą że jak X jest represjonowany, to mówi prawdę i jest „zły” dla „nich” czyli „dobry” dla „nas”. A jeśli X nie ma problemów, to znaczy, że jest niegroźny, czyli plecie banialuki. A tymczasem, kiedy naprawdę chce się Wiedzieć, wszystko trzeba sprawdzać – zupełnie jak z tymi Polakami i gęsiami Kochanowskiego…

    Co do pozostałych Twoich wątpliwości, zostawiam je Tobie do rozstrzygnięcia, bo masz wszystkie dane, z przenikliwym umysłem na czele, żeby sobie z nimi poradzić 🙂 Czasem jedyne, o czym zapominamy w takiej sytuacji, to cofnąć się o krok, żeby złapać szerszą perspektywę. Może tak jest i w tym przypadku, nie wiem.

    Komentarz - autor: iza — 2 Lipiec 2008 @ 16:26

  12. @paweł
    usunęłam Twój komentarz. Nie wystarczy powiedzieć „bez obrazy”, żeby zaraz potem można już było pozwalać sobie na obraźliwe wycieczki osobiste. Czuję się odpowiedzialna za psychiczne bezpieczeństwo moich gości.

    Komentarz - autor: iza — 2 Lipiec 2008 @ 22:40

  13. Wielki Brat patrzy i już drugi raz mi się zdarzyło, że mój komentarz rozpłynął się w powietrzu w czasie przesyłania. Ponowna próba wysłania go w eter kończy się komunikatem, że identyczny komentarz już został zapisany i że się powtarzam, co jest guzik prawdą, ponieważ do dziś sie na tym blogu nie ukazał.

    Ponieważ jednak jestem uparta powtórzę, co napisałam:

    Ja też napisałam ci na priv co myślę i czego nigdy nie napiszę ani na stronie ani na blogu. Znam wszystkie teorie spiskowe i nie raz o nich wspominałam. Wiem też, że „jestem obserwowana”, ale jak słusznie napisałaś mam „przenikliwy umysł” oraz wyostrzoną intuicję i wiem co jest grane, a przede wszystkim co mogę, a czego nie mogę. Ponadto niektórzy udzielający się tu blogowicze, którzy nigdy nie napisali niczego od siebie, lecz zajmują się wyłącznie kopiowaniem cudzych materiałów mogliby być moimi wnukami, a to znaczy, że przerobiłam komunę na własnej skórze i nie potrzebuję nauk tych, którzy znają życie wyłącznie z opowieści mamusi i tatusia.

    Dyskutowanie z trollami tylko podsyca ich chorą energię, więc nauczyłam się całkowicie ignorować podobne zaczepki.

    Nie musisz mnie bronić, bo przywykłam do ataków ze strony osób naprawdę groźnych, wpływowych i głęboko psychopatycznych, takich jak choćby największa gwiazda racjanalistyczno-sceptyczna w Polsce, najsławniejszy katolicki apologeta czy kilkoro ważnych „guru” astrologii klasycznej. Swego czasu dostałam nawet „pozdrowienia” od gwiazdy portalu sceptycznego z USA. Po konfrontacji z takimi personami podszczypywanie przez smarkaczy jest tylko pieszczotą.

    Komentarz - autor: astromaria — 3 Lipiec 2008 @ 10:10

  14. Twój zaginiony komentarz jest pewnie na jakimś Marsie, bo tym razem przeszukałam blogowy śmietnik – pusty.

    Nie tyle chodziło mi o obronę Ciebie (dużo by gadać), co o zachowanie pewnych reguł w sytuacji, która absolutnie nie wymaga ich złamania. Atak ad persona nie spełnia podstawowych norm, ot co.

    Komentarz - autor: iza — 3 Lipiec 2008 @ 11:26

  15. Kiedyś należałam do grupy dyskusyjnej „Gwiezdnych” (Ark też tam był). Wypisałam się stamtąd, bo poziom paranoi, prowadzącej do totalnego paraliżu duchowego i intelektualnego grubo przekraczał normy bezpieczeństwa. Powiem tylko, że kiedy tam zdarzyło się coś podobnego, jak zniknięcie maila na łączach, od razu ktoś pisał o wrednych ufolach, którzy sabotują. Już dawno chciałam coś o tej grupie napisać, ale zawsze było coś ważniejszego; być może jednak powinnam, ku przestrodze.

    Może i ufole sabotują, ale kiedyś dzięki takiemu „sabotażowi”, polegającemu na wrednym wyrwaniu mojej osobistej wtyczki w firmie dostarczającej mi net do chaty i odcięciu mnie od tegoż na prawie cały dzień napisałam jeden z najlepszych tekstów. Napisałam go z nudów. Bo nie mogąc buszować po sieci i czytać bzdetów zajęłam się czymś bardziej pożytecznym.

    I to potwierdza moją filozofię życiową, w której zresztą życie utwierdza mnie na każdym kroku, że wszystko jest lekcją, że wszystko czemuś służy i że nawet (a może przede wszystkim) to, co wydaje się nam nieszczęściem i przeszkodą w rzeczywistości wydaje najlepsze owoce. Tego również uczę moich astrologicznych klientów, gdy narzekają na swojego Saturna.

    Niech więc ufole i Rotschildowie knują przeciwko nam, a my róbmy swoje i śmiejmy im się w nos. Bo prawda jest taka, że zło jest głupie. A z głupcem da się wygrać.

    Moją filozofią jest buddyzm (taki zmodyfikowany, na moją osobistą modłę). I ja wiem, że patrząc na świat widzę nie świat, lecz swój własny umysł. Dlatego staram się nie tworzyć horroru ani nie produkować luszu, co nie znaczy, że nie zachowuję czujności. Dlatego też cieszę się każdą chwilą, w której mogę korzystać z wolności. Jak mi ją odbiorą, wtedy zakombinuję, co z tym zrobić. Dzięki doświadczeniom wyniesionym z komunizmu wiem, jak poradzić sobie nie tylko bez netu, ale nawet bez prądu, ogrzewania przy 20-stopniowym mrozie i bez wody. A na razie żyję i póki mam takie możliwości jakie mam staram się robić coś dobrego.

    Tak czy inaczej staram się nie wylewać na świat czarnej energii lęku i pesymizmu, bo wiem, że energia z czasem przekształca się w twardą materię. Po co więc karmić jakiegoś egregora czy innego inkuba?

    Czym innym jest uświadamianie owieczek i walka o wolności obywatelskie, a czym innym infekowanie świata lękami. Do tego drugiego ręki nie przyłożę.

    Komentarz - autor: astromaria — 3 Lipiec 2008 @ 14:27

  16. Jedno podstawowe pytanie, bo nie mam tu jasności. Czy mówisz, że ja tu tworzę horror, produkuję lusz czy infekuję świat lękami? Czy to tak ogólnie było powiedziane?

    Czy zło jest głupie? To zależy, jak rozumieć „głupie”. Jeśli ma to oznaczać nieudaczne, nieskuteczne działanie, to niekoniecznie się zgodzę. Zło w ludzkim wydaniu bierze się z psychopatii. Żeby z czymś walczyć, trzeba to najpierw rozpoznać, żeby rozpoznać, trzeba wcześniej posiąść wiedzę. Wiedza o naturze zła jest przygnębiająca, obala nasze najgłębsze przekonania o naturze człowieka, prowadzi na skraj rozpaczy i beznadziei, studiowanie zła to obcowanie z horrorem, ale ten horror ma źródła w naszych iluzjach, w naszych fałszywych założeniach. Czy skoro trzeba przejść przez piekło, żeby to zrozumieć, oznacza, że lepiej zamieść tę wiedzę pod dywan? Nie wygra się z psychopatą rzucając mu kwiaty pod nogi ani robiąc uniki – ani w indywidualnych zmaganiach, ani w walce na makroskalę. Jeśli po jednej stronie jest brak zdolności do odczuwania emocji i absolutny brak sumienia, po drugiej stronie musi być coś co pozwoli te przewagę znieść (zlikwidować). Nie widzę innej broni niż dogłębna i powszechna wiedza i konsekwentne obnażanie, wskazywanie palcem i nazywanie po imieniu. Chociaż z wierzchu może wyglądać podobnie, nie jest jednak tym samym co „wylewanie na świat czarnej energii lęku i pesymizmu”. Zgodzisz się?

    I tylko droga przez ten horror może prowadzić do nadziei zwycięstwa. Nadziei podpartej czymś prawdziwym i bardzo konkretnym, a nie nadziei typu że jutro nie będzie padał deszcz, bo zaplanowałam sobie wycieczkę.

    Przypominają mi się słowa Vonneguta o sensie istnienia:

    Istniejemy, „żeby być oczami, uszami i sumieniem Stwórcy Wszechświata”.

    Komentarz - autor: iza — 3 Lipiec 2008 @ 17:11

  17. Po raz trzeci próbuję wysłać ten komentarz i za każdym razem leci on na Marsa. Mam nadzieję, że mnie nie zbanowałaś 😉

    A więc kolejna próba:

    Nic ci nie zarzucam, ale czytając niektóre komentarze mam wrażenie, że piszą je jacyś czarnowidze, którzy w dodatku strasznie się wkurzają, gdy ktoś ośmieli się mieć inny, nie tak czarny, punkt widzenia. Mam też wrażenie, że niektórzy komentujący twojego bloga życzyliby sobie mnie tu nie widzieć. Dlaczego? Chciałabym wiedzieć… Ale i tak się nie zmienię, bo jestem niereformowalna. Jeśli i ty nie życzysz sobie, żebym tu zaglądała powiedz mi to wprost, a pójdę gdzie indziej.

    Szczerze nie znoszę psychopatów, choćby dlatego, że wychowałam się z jednym (a raczej jedną) w tej samej rodzinie. Psychopatia jest nieuleczalna, więc nie ma szans na terapię i resocjalizację, natomiast zgadzam się z tobą całkowicie, że jedynym sposobem poradzenia sobie z tym problemem jest konsekwentne demaskowanie psychopatów i uczenie ludzi, jak ich rozpoznać. Może się zdziwisz, ale pomoc nadchodzi czasem z zupełnie nieoczekiwanej strony, bo z kanału Discovery, który jakiś czas temu zajmował się tym problemem i wyemitował kilka naprawdę świetnych programów. Szkoda, że ich zapał chyba wygasł i nie wracają do tego.

    Ja również o tym pisuję i to dość regularnie. Pisałam o „Wrednych ludziach”, systemie patriarchalnym, psychopatach w Pentagonie i innych sprawach, wiec chyba nie działamy przeciwko sobie. Tylko wspólnymi siłami możemy coś osiągnąć.

    Co do zła: jest ono głupie, a mimo to skuteczne, bo widać jego ofiary są jeszcze głupsze. Ale co poradzisz na to, że ktoś nie chce widzieć prawdy? Sam skazuje się na zagładę. Nie miej nadziei, że sama uratujesz ludzkość. Możesz uratować siebie i jednostki, które przebudzą się na tyle, żeby stać się uważnymi i przejąć się twoimi słowami. Jednak historia zna mnóstwo przykładów, kiedy mądry i odważny człowiek wychodził cało, a nawet zwycięsko z otwartej konfrontacji najgorszym złem. I ratował innych. II wojna światowa pełna jest takich opowieści. Najczęściej ludzie sami oddają władzę złu i sami pchają się w łapy psychopatów.

    Zainspirowana tym co się tu zadziało napisałam tekst http://astromaria.blogspot.com/2008/07/czy-ludzko-skazana-jest-na-zagad.html

    Komentarz - autor: astromaria — 3 Lipiec 2008 @ 17:48

  18. Ja bym tylko chciał od siebie dodać to, że dzięki temu co napisała Astromaria (a jest tego trochę) mogłem ją lepiej zrozumieć. Teraz dopiero zrozumiałem „położenie” astromari. Jeśli uraziłem Cię w jakikolwiek sposób wyrazy uznania.

    Komentarz - autor: Paweł — 3 Lipiec 2008 @ 22:41

  19. Z góry przepraszam, że nie na temat, ale to właśnie dyskusja, jaka się tu wywiązała sprowokowała mnie do pewnych przemyśleń.

    Astromario, napisałaś:
    „Ponadto niektórzy udzielający się tu blogowicze, którzy nigdy nie napisali niczego od siebie, lecz zajmują się wyłącznie kopiowaniem cudzych materiałów […]”

    Przyznam, że te właśnie słowa zadziałały na mnie jak katalizator. Nie wiem, czy i mnie miałaś na myśli, jestem tu zresztą od niedawna i nie udzielałam się zbyt wiele, ale przemyślenie sobie twoich słów zapoczątkowało we mnie zmianę. Dotarło do mnie, że powinnam pracować jeszcze więcej i więcej, bo wciąż czuję się ignorantką w zbyt wielu tematach. Naprawdę zbyt wielu. A usprawiedliwianie się przed sobą i pójście na łatwiznę… Zdecydowanie nie tędy droga. Tak więc od siebie dołożę starań, by moje przyszłe wypowiedzi były jak najbardziej moje i ugruntowane jak największą wiedzą.
    W każdym razie dziękuję za twoje słowa.

    Napisałaś jeszcze:

    „Może i ufole sabotują, ale kiedyś dzięki takiemu “sabotażowi”, polegającemu na wrednym wyrwaniu mojej osobistej wtyczki w firmie dostarczającej mi net do chaty i odcięciu mnie od tegoż na prawie cały dzień napisałam jeden z najlepszych tekstów. Napisałam go z nudów. Bo nie mogąc buszować po sieci i czytać bzdetów zajęłam się czymś bardziej pożytecznym.

    I to potwierdza moją filozofię życiową, w której zresztą życie utwierdza mnie na każdym kroku, że wszystko jest lekcją, że wszystko czemuś służy i że nawet (a może przede wszystkim) to, co wydaje się nam nieszczęściem i przeszkodą w rzeczywistości wydaje najlepsze owoce.”

    Ja również staram się postrzegać to w ten sposób. Że nie ma sytuacji dobrych czy złych, są to zawsze lekcje, które czemuś służą.

    Na przykład miałam dzisiaj taką sytuację: pracuję w instytucji społecznej (są nas tylko trzy osoby), więc generalnie robotę mam dość spokojną i mało stresującą. Kiedy szefostwo jest poza biurem często nie mam zajęcia, więc zabieram do pracy książki, których z różnych powodów nie miałam czasu przeczytać w domu. Mimo, że miałam jedną z nich przygotowaną, zapomniałam jej zabrać i byłam z tego powodu naprawdę zła na siebie. Ale w pracy mamy internet – zamiast więc czytać to, co zaplanowałam, przez kilka godzin czytałam na temat psychopatii (wcześniej z tego zagadnienia przerobiłam tylko książkę Roberta D. Hare). Mówi się, że na wszystko istnieje odpowiedni czas. Wydaje mi się, że to był właśnie odpowiedni czas by dostrzec, na czym powinnam teraz się skupić. I pewnie nie dostrzegłabym tego, gdybym nie zapomniała swojej książki.

    Co do internetu, osobiście korzystam z ‚kablówki’ i jestem całkiem zadowolona. Mniej mam problemów z łączem, a o wiele więcej z systemem, który czasami naprawdę dziwnie się zachowuje.

    Jeśli chodzi o kontrolę Internetu – nie wiem dokładnie jak i jakich środków potencjalnie można by do tego użyć (prócz cenzurowania stron, tworzenia tzw. czarnych list itp), ale fakt, że coraz więcej się o tym słyszy jest niepokojący. Nawet jeśli dla mnie w tej chwili nie ma realnego zagrożenia, wolę przygotować się, że może nastąpić, chcę wiedzieć co się dzieje i dlaczego, i jak mogę temu przeciwdziałać, bo kiedy do tego dojdzie, może być już za późno.

    To tych kilka słów ode mnie na koniec.

    Komentarz - autor: zhenqing — 4 Lipiec 2008 @ 01:08

  20. zhenqing, nie wiem, kim jesteś, zupełnie cię nie znam i nie mam pojęcia, dlaczego mój komentarz odebrałaś w osobisty sposób. To zresztą jest charakterystyczne dla wszystkich osób, które tu komentują: cokolwiek napiszę, każdy reaguje tak, jakby osobiście został zaatakowany i przystępuje do obronnego ataku. Wchodząc tu mam wrażenie, że wita mnie kilka rzędów ostrych pazurów, ustawionych w żywopłot. Bez sensu…

    Na przykład Iza pisze tak: „Jedno podstawowe pytanie, bo nie mam tu jasności. Czy mówisz, że ja tu tworzę horror, produkuję lusz czy infekuję świat lękami? Czy to tak ogólnie było powiedziane?” a przecież ja napisałam wyraźnie od siebie i w pierwszej osobie: „Moją filozofią jest buddyzm (taki zmodyfikowany, na moją osobistą modłę). I ja wiem, że patrząc na świat widzę nie świat, lecz swój własny umysł. Dlatego staram się nie tworzyć horroru ani nie produkować luszu, co nie znaczy, że nie zachowuję czujności”. JA. Więc skąd przekonanie, że atakuję Izę?

    Podobnie z zhenqing – „“Ponadto niektórzy udzielający się tu blogowicze, którzy nigdy nie napisali niczego od siebie, lecz zajmują się wyłącznie kopiowaniem cudzych materiałów […]”

    Przyznam, że te właśnie słowa zadziałały na mnie jak katalizator. Nie wiem, czy i mnie miałaś na myśli” – skąd pomysł, że ci coś zarzucam, skoro nie wiem, kim jesteś? Gdyby twój nick prowadził do bloga lub strony, to oczywiście, mogłabym sprawdzić kim jesteś, ale on nie jest linkiem, więc nie mogę. A wszystkich komentarzy nie czytam, bo to grozi chorobą nerwową. Koncentruję się na dyskusji z Izą, bo to jej blog, a inni to tylko chór grecki. Skoro jednak poruszasz ten temat, to powiem wprost kogo miałam na myśli: chodziło mi o Pawła, który ewidentnie jest dzieckiem w szkole, a zachowuje się jak oświecony guru. Ale to nie byłoby problemem, gdyby nie jego agresja.

    Wracając do internetu: patrząc na działanie tego ustrojstwa w moim domu i po zapoznaniu się z problemami Izy widzę, że najskuteczniejszym sposobem jest blokowanie dostępu użytkownikom, czyli nie przyznawanie łącza, limity transferu i inne podobne utrudnienia. Wygląda na to, że do tego właśnie dąży władza. Najpierw zażąda, żeby właściciele skrzynek pocztowych, blogów i stron nie byli anonimowi (już tego próbowano przecież), a potem będzie ograniczać dostęp tym, którzy są po „niewłaściwej” stronie.

    Innym sposobem może być blokowanie stron tak, jak to się robi „dla bezpieczeństwa naszych dziatek niewinnych”. Napisał do mnie jeden z młodych czytelników mojej strony i z lekka wkurzony poinformował mnie, że moja strona jest zablokowana przez program cenzorski dla szkół z adnotacją… „sekta”.

    Ale na wszystko można patrzeć na dwa powszechnie znane sposoby: widzieć szklankę od połowy pustą lub do połowy pełną. Przypomnę więc, że to właśnie my obaliliśmy komunę. Przyczyniła się do tego między innymi telewizja satelitarna. Wprawdzie nie wolno było mieć talerza bez zezwolenia władzy, ale wszyscy doskonale wiedzą, że „Polak potrafi”. I władza wiedziała, że już niedługo każdy Polak będzie taki talerz miał, ukryty w garażu, szopie lub na strychu. Dokładnie to samo dzieje się dziś w Iranie. Oni mają tam teraz tak, jak my mieliśmy za komuny i tak samo kombinują. Nad miastem latają helikoptery, a mimo to na balkonach, ukryte pod przemyślnymi osłonami, stoją sobie talerze do odbioru programu satelitarnego. Wieczorami w domach odchodzą balangi suto zakrapiane alkoholem i seks pozamałżeński.

    Jaki stąd wniosek: ludzkości nie da się kontrolować. A im gorzej, tym lepiej… Bo prześladowania zawsze budzą kreatywność ludzi. Nie od dziś to wiadomo. W ciężkich czasach rozkwita kultura i sztuka i rodzi się solidarność między ludźmi. Pamiętam doskonale, co działo się w latach 80-tych, jaka była atmosfera zrozumienia i życzliwości, jakie były kabarety i programy satyryczne. Wszystko to padło zaraz po tym, jak „wróciła normalność”.

    Nie wiem, dlaczego tak się najeżacie, jakbym była przeciwko wam. Ja po prostu wyrażam swoje osobiste zdanie. Nie jesteśmy jednomyślni, ale przecież nie musimy być. Każdy patrzy ma świat po swojemu i każdy ma do tego prawo.

    Ja w każdym razie pozostanę niepoprawną optymistką, wierzącą w potęgę ludzkości jako takiej. Nie wierzę w zło, ale go nie neguję. I zawsze o tym piszę.

    Pamiętajcie, że w życiu realizuje się wam to, w co głęboko wierzycie. Ja kiedyś byłam pesymistką i nawet zaczęłam od tego chorować. A potem (dzięki hermetyzmowi, astrologii, buddyzmowi i paru innym mądrym ścieżkom rozwoju) zrozumiałam swoją głupotę i dziś jestem zdrowa, a co najważniejsze wszystkie nieszczęścia i pech poszły sobie ode mnie. Bo tak naprawdę każdy jest kowalem własnego losu i każdy odpowiada wyłącznie za siebie. Ale ludziom wychowanym w katolickim kraju, wierzącym w konieczność poświęcania się i zbawiania innych bardzo trudno jest to zrozumieć. Oni widzą to jako egoizm, a to zupełnie nie tak.

    Napiszę o tym na moim blogu 🙂

    Komentarz - autor: astromaria — 4 Lipiec 2008 @ 13:54

  21. @astromaria

    Ale ja się ani nie obrażam, ani nie najeżam. Domyślałam się, że miałaś na myśli Pawła, ale użyłaś liczby mnogiej:
    „niektórzy udzielający się tu blogowicze, którzy nigdy nie napisali niczego od siebie” i „mogliby być moimi wnukami”
    – można powiedzieć, że pasuję do tego opisu (i jestem praktycznie w wieku Pawła), ale twoje słowa dość mnie zmotywowały (pozytywnie, jeśli można mieć jeszcze jakieś wątpliwości). Dlatego ci podziękowałam. Nie jest ważne czy mnie znasz, czy nawet zauważyłaś moją cichą obecność tutaj. Chodzi o to, że z przeczytania twojego komentarza wynikło dla mnie coś pozytywnego.

    Napisałaś:
    „skąd pomysł, że ci coś zarzucam, skoro nie wiem, kim jesteś? Gdyby twój nick prowadził do bloga lub strony, to oczywiście, mogłabym sprawdzić kim jesteś, ale on nie jest linkiem, więc nie mogę. A wszystkich komentarzy nie czytam, bo to grozi chorobą nerwową.”

    Prawdę mówiąc nie wiedziałam, że mój nick to ślepa uliczka i nie prowadzi do bloga, tak więc dziękuję za informację. Nie wiedziałam też, jak to jest z twoim czytaniem komentarzy innych niż Izy, po prostu z góry założyłam, że być może to robisz. Ja robię tak w każdym razie, bo lubię wiedzieć, co myślę inni ludzie.

    No nic, wyszło na to, że swoim postem wywołałam reakcję, której zupełnie wywołać nie zamierzałam.

    Komentarz - autor: zhenqing — 4 Lipiec 2008 @ 15:32

  22. „Podobnie z zhenqing – ““Ponadto niektórzy udzielający się tu blogowicze, którzy nigdy nie napisali niczego od siebie, lecz zajmują się wyłącznie kopiowaniem cudzych materiałów […]”

    Przyznam, że te właśnie słowa zadziałały na mnie jak katalizator. Nie wiem, czy i mnie miałaś na myśli” – skąd pomysł, że ci coś zarzucam, skoro nie wiem, kim jesteś?”

    Ja osobiście Mario nie jestem w stosunku do Ciebie wrogo nastawiony. Czytam Twoje komentarze, bloga i uważam Cię za ciekawą osobę. Ale czasem uważam, że napiszesz o kilka słów za wiele…

    Uważasz, że niektórzy jedynie kopiują czyjeś teksty. Kim są Ci niektórzy? Myślę, że większość która to przeczytała pomyślała o sobie, pomyślała że to z nimi jest coś nie tak. Może rozwiejesz nasze wątpliwości i powiesz nam konkretnie o kogo Ci chodzi? Zresztą zastanawia mnie jak możesz użyć słowa „nigdy”. Czy na prawdę jesteś pewna że Ci niektórzy rzeczywiście NIGDY nie napisali niczego od siebie?

    Myślę, myślę że za tym kryje się ego. Gdyby nie ego, wcale byś nie przywiązywała uwagi do tego czy ktoś tu pisze od siebie czy kopiuje materiały innych. Może się mylę, może nie chodzi oto że tylko ty tu TWORZYSZ, a inni TO TYLKO KOPIUJĄ, ale dbasz oto aby nikt nie kradł cudzych myśli. Tak samo nie przeszkadzałoby Ci zachowanie Pawła, obojętne by Ci było czy on zachowuje się jak Mistrz czy jak dziecko w pierwszej klasie. Jak dla mnie to Paweł czy ktoś inny może nawet powiedzieć że jest Panem Świata i koło dupy mi to lata.

    Ale mogę się mylić do tego wszystkiego co tu napisałem, jestem tylko dzieckiem w szkole.

    Pozdrawiam wszystkich.
    Kamil

    Komentarz - autor: luxveris — 4 Lipiec 2008 @ 15:34

  23. zhenqing – jeśli chcesz, żeby twój podpis prowadził jako link do twojego bloga, to albo musisz w podpisie podać do niego link (tam, gdzie jest „strona www”), albo założyć swoją wizytówkę na wordpressie (ale to drugie jakoś nie chce działać, w każdym razie ja nie mogę rozgryźć o co tu chodzi, bo wszystko tu jest inaczej niż na bloggerze i mój nick codziennie przekierowuje gdzie indziej, a nie tam, gdzie ja bym chciała – jeśli ktoś wie, co jest tu grane, to proszę o radę, co z tym zrobić).

    Co do reszty – znowu przybyło „osobiście wywołanych do tablicy”, których widzę po raz pierwszy i do których nigdy się nie zwracałam. I kto tu ma rozdęte ego?

    Znam za to Pawła, ponieważ ostatnim razem posunął się tak daleko, że aż Iza poczuła się w obowiązku usunąć jego obraźliwy komentarz. To chyba nie wymaga dodatkowych komentarzy, prawda? To nie ja usunęłam ten wpis, ja go nawet nie widziałam (na całe szczęście).

    Nie czytam wszystkich komentarzy, nawet nie czytam wszystkich wpisów w blogu. Czytam tylko wtedy, jeśli mnie dany temat zainteresuje. A jeśli nie, to zajmuję się swoimi sprawami. Opinii innych nie jestem zbyt ciekawa, ponieważ siedzę w necie od początku tego tysiąclecia i zdążyłam się już dość naczytać. A nawet nadyskutować. Teraz jestem na takim etapie, że praktycznie wypisałam się ze wszystkich forów dyskusyjnych, bo mam dość gadania wciąż tego samego.

    Komentarz - autor: astromaria — 4 Lipiec 2008 @ 16:55

  24. Dla jasności…NIE znam Astromarii. Jedyne co znam to jej teksty w internecie, nigdy w życiu na oczy nie widziałem tej osoby, i nie mam pojęcia „jaka jest” itp, itd. I droga astromario pomyśl nad tym co piszesz, szczególnie o tych drugich osobach.
    ps. poczytaj o narcyzmie.

    Droga Izo jak długo zamierzasz ciągnąć wątek kłócących się „gadów”?

    Komentarz - autor: Paweł — 4 Lipiec 2008 @ 22:43

  25. Astromario – nie zbanowałam Cię, nie widzę do tego powodu. Jesteś tu mile widziana i też uważam, że nie działamy przeciwko sobie (co między innymi znaczy, że nie usiłujemy siebie nawzajem zmieniać). Co więcej, chyba powoli uczymy się nawzajem rozumieć i ‚odczytywać’, bo operujemy trochę różnymi językami i mamy różny sposób ekspresji.

    Gwoli dalszego poprawiania rozumienia się:

    Napisałaś: „Więc skąd przekonanie, że atakuję Izę?” Ktoś takie przekonanie wyraził? Jeśli o mnie chodzi – zwyczajnie zapytałam, bo nie byłam pewna, co miałaś na myśli. Nie wiem to pytam, cóż może być prostszego? Odpowiedziałaś, zrozumiałam, żadnych przekonań na wyrost, przynajmniej z mojej strony.

    Z innej beczki. Fakt, że ludzie reagują mechanicznie jest dla mnie tak oczywistą i podstawową prawdą, że już dawno przestałam się dziwić. I ja ich tego nie oduczę. Próbuję oduczyć siebie, raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem.

    Co do Twojego nowego wpisu – przeczytałam, może coś nawet dodam od siebie, jak pozwolisz, a ja znajdę wolną chwilę.

    Paweł – jeśli to Cię naprawdę z jakiegoś powodu interesuje, to musisz się uzbroić w cierpliwość, a wtedy sam zobaczysz, jak długo będę kontynuowała ten wątek. Nie potrafię Ci odpowiedzieć, nie mam co do tego założonego z góry planu.

    Komentarz - autor: iza — 4 Lipiec 2008 @ 23:32

  26. Astromario, przepraszam, że się wtrącam, pewnie niepowinienem… chciałem tylko przytoczyć pewien fragment z „Fragmentów nieznanego naucznia”

    „. Ludzie wierzą, czy też są bardzo mocno przekonani, że mówią tym samym językiem, że nawzajem się rozumieją. W rzeczywistości nie ma żadnych podstaw do takiego przekonania. Język, którym się posługują, jest dostosowany tylko do życia praktycznego. Ludzie mogą przekazywać sobie nawzajem informacje o charakterze praktycznym, ale gdy tylko przejdą do bardziej złożonej sfery, to natychmiast się gubią i przestaje siebie rozumieć, choć sami są tego nieświadomi. Ludzie wyobrażają sobie, że często, może nawet zawsze, nawzajem się rozumieją, a w każdym razie potrafią się rozumieć, gdy próbują czy też chcą tego; wyobrażają sobie, że rozumieją autorów książek, które czytają, i że inni ludzie też ich rozumieją. To także jest jedno ze złudzeń, które ludzie sami dla siebie stwarzają i pośrodku których żyją. W gruncie rzeczy nikt nikogo nie rozumie. Dwóch ludzi może z głębokim przekonaniem mówić o tej samej rzeczy, ale nazywać ją inaczej, i kłócić się bez końca, nie podejrzewając, że myślą dokładnie to samo. Albo na odwrót, dwóch ludzi może wypowiedzieć te same słowa i wyobrażać sobie, że się ze sobą zgadzają i że się rozumieją, podczas gdy w rzeczywistości mówią o zupełnie różnych rzeczach i w najmniejszym stopniu się nie rozumieją.
    Jeślibyśmy wzięli pod uwagę najprostsze słowa, których bez przerwy używamy, i zaczęli analizować nadawane im znaczenie, to od razu zobaczylibyśmy, że w każdym momencie życia każdy człowiek nadaje każdemu słowu specjalne znaczenie, którego inny człowiek nigdy by mu nie nadał ani o nie nie podejrzewał.
    Zajmijmy się słowem “człowiek” i wyobraźmy sobie rozmowę w grupie ludzi, w której często słyszy się słowo “człowiek”. Bez żadnej przesady można powiedzieć, że słowo “człowiek” będzie miało tyle znaczeń, ilu jest ludzi, którzy biorą udział w rozmowie, i że owe znaczenia nie będą miały ze sobą nic wspólnego.
    Wypowiadając słowo “człowiek”, każdy mimowolnie będzie odnosił to słowo do takiego punktu widzenia, z którego na ogół jest on przyzwyczajony spoglądać na człowieka lub z którego – z jakiegoś powodu spogląda na niego w danej chwili. Jakaś osoba może właśnie zajmować się problemem dotyczącym relacji płci. W takim wypadku słowo “człowiek” nie będzie miało dla niej ogólnego znaczenia i, słysząc to słowo, najpierw postawi pytanie: “Kto? Mężczyzna czy kobieta?”. Ktoś inny może być człowiekiem religijnym i jego pierwszym pytaniem będzie: chrześcijanin czy niechrześcijanin? Trzecia osoba może być lekarzem, dla którego pojęcie “człowiek” będzie określało “człowieka chorego” lub “człowieka zdrowego”, i to oczywiście z punktu widzenia jego własnej specjalizacji. Spirytysta będzie myślał o “człowieku” z punktu widzenia jego “ciała astralnego”, “życia po drugiej stronie”, itd. Jeśliby go zapytać, to odpowie, że ludzie dzieli się na media i nie-media. Naturalista, mówiąc o człowieku, uczyni środkiem ciężkości swoich myśli ideę człowieka jako gatunku zoologicznego, to znaczy, że mówiąc o człowieku, będzie myślał o strukturze jego zębów, jego palców, o wyglądzie jego twarzy i odległości pomiędzy oczami… Prawnik będzie widział w “człowieku” jednostkę statystyczną lub osobnika podlegającego prawu, czy też potencjalnego przestępcę lub ewentualnego klienta. Moralista, wypowiadając słowo “człowiek”, niezmiennie będzie wprowadzał ideę dobra i zła. I tak dalej, bez końca.”
    z poważaniem
    Mariusz

    Komentarz - autor: dzienia — 5 Lipiec 2008 @ 00:02

  27. W takim razie spróbuję wyjaśnić to wszystko generalnie.

    Wszyscy poczuli się osobiście przeze mnie wywołani, zaczęli się gorąco tłumaczyć, jakbym ich chciała pożreć, a ja NAPRAWDĘ NIE ZNAM NIKOGO Z WAS, moi kochani.

    NIE ZNAM WAS, bo bloga Izy subskrybuję przez kanał RSS BEZ KOMENTARZY.

    Kapujecie? Komentarze czytam baaaardzo rzadko, tylko wtedy, kiedy sama coś tu wpiszę, bo wtedy spodziewam się jakiejś reakcji. Dlatego nie robiłam żadnych cienkich aluzji do nikogo z was poza Pawłem, co dalej wyjaśniam.

    Znam oczywiście Izę i znam też (i lubię) dzienię, ale nie stąd, lecz od Arka i ode mnie. Pawła znam stąd, że już raz mnie zaatakował przy innej okazji, ale wtedy go zignorowałam, a potem przeczytałam w komentarzu Izy, że jego komentarz skasowała, a skoro to zrobiła, to musiał pograć ostro, prawda? I to naprawdę wszystko. Nie musicie się przede mną bronić, bo nie tylko nie znam waszych poglądów ani dokonań, ale wręcz nie wiedziałam o waszym istnieniu.

    Czy teraz wszystko jest jasne?

    Dla mnie mechaniczne reakcje są rzeczą dość dziwną, ale widocznie muszę do tego przywyknąć i jakoś z tym żyć.

    A co do EGO – to takie modne, ale zupełnie nie rozumiane słowo.

    Ja mam bardzo silne ego i zupełnie świadomie staram się je jeszcze wzmocnić. Jeśli uważacie ego za zło, to wam powiem, że walkę z ludzkim ego prowadzą PSYCHOPACI. To w ich interesie leży zniszczenie ego ludzi, ponieważ tym sposobem mają nadzieję zamienić ludzkość w pokorne owce. Zabijaniem ego zajmują się toksyczni guru w sektach i szkołach fałszywego rozwoju duchowego. Jak zniszczy się ego ucznia, to można go zmusić do totalnej podległości. Można postawić mu but na karku, a on uzna to za zaszczyt i będzie ten but całował. W tym momencie staje się on martwy, zastraszony i niezdolny do samodzielnego myślenia. Ego jest niszczone również (a może przede wszystkim) u wyznawców katolicyzmu. Uczy się ich pokory, poświęcenia, miłości do śmierci, bezmyślności i poddawania się cierpieniu. Upokarzanie, „zbaranianie” ludzkich istot nie byłoby możliwe, gdyby najpierw nie zniszczono ich indywidualnego ego.

    Zacytuję tu Osho, mojego ulubionego nauczyciela duchowego, który został otruty talem za to, że śmiał uczyć ludzi wolności i bronił ich prawa do posiadania ego:

    „Dobrze jest mieć ego, ponieważ inaczej nie będziesz miał w życiu kręgosłupa. Każdy cię zmiażdży. Jeśli nie będziesz miał w życiu ego, pozostaniesz nieistnieniem, będziesz wykorzystywany, gnębiony, torturowany. Każdy człowiek, każdy Adolf Hitler stanie się twoim pasterzem, a ty będziesz owcą”.

    Gdybym ja nie odbudowała mozolnie swojego ego, nie pisałabym dziś tego, co piszę na stronie i w blogach. Bo to, co piszę jest totalnie pod prąd temu, czego się ludzi uczy w religii, życiu społecznym, podczas kształtowania ich światopoglądu itp. Również w astrologii, w której nie brakuje toksycznych guru, niszczących ego uczniów i lansujących szkodliwe nauki.

    Jestem bardzo dumna ze swojego kosmicznie rozdętego ego i będę je mozolnie pompować również w przyszłości, bo tylko to pozwala mi zachować zdrowie psychicznie i wolność.

    A teraz trzymam kciuki, żeby mój komentarz został zapisany w tym blogu, a nie w burakach. (Chyba mnie ten blog jakoś nie lubi) 😦

    Komentarz - autor: astromaria — 5 Lipiec 2008 @ 11:40

  28. :)Jasno wyłożone.

    Aczkolwiek nieco ryzykownie – myślę tu o tych, którzy Twój wpis będą czytali, bo jako gospodarz tej przestrzeni czuję się trochę odpowiedzialna za to, co się tu dzieje i jakie mogą być tego konsekwencje zarówno dla tej przestrzeni jak i dla poszczególnych osób z niej korzystających.

    Więc do tych, którzy chcieliby się oburzyć, zdegustować, odwrócić na pięcie itp. mam radę – zanim zdecydujecie, jaką przyjąć wobec deklaracji Astromarii i idei zawartych w jej komentarzu postawę – przeczytajcie cytat podesłany przez Mariusza, który zwłaszcza teraz może okazać się bardzo na miejscu (przy okazji dziękuję za ten urywek!). A potem to przemyślcie. I dopiero wtedy zdecydujcie, co z tym fantem zrobić.

    Oczywiście możecie radę zignowrować.

    Komentarz - autor: iza — 5 Lipiec 2008 @ 14:10

  29. @astromaria
    „(…) a skoro to zrobiła, to musiał pograć ostro, prawda? (…)”

    Niestety to NIE prawda. Tutaj pewność siebie podparta błędnym niepotrzebnym założeniem.

    Co do ego mam wrażenie że jesteś w głębokim błędzie, ale przecież pewnie się mylę. Wydaje mi się że absolutnie źle rozumiesz książkę Fragmenty Nieznanego Nauczania jeśli chodzi o „umysł=ego=gad” TWÓJ.

    Natomiast wykazujesz cechy bardzo silnego NARCYZA. Jesteś zapatrzona w siebie, posiadasz bardzo dużą pewność siebie podpartą źle rozumianą wiedzą, i jedynie kto mógł by Ci przemówić do rozumu to…AUTORYTET, ale ten autorytet ty musisz uznać, bo tak to też nic to nie da. Napisałaś że jesteś niereformowalna co tylko jeszcze bardziej przekonuje Cię do tego aby się nie zmieniać – pod względem właśnie ego.
    Piszesz że ten blog Cię nie lubi, popatrz najpierw nie lubisz i ignorujesz tych którzy Ci wytykają pewne sprawy, tych którzy nadepnęli na odcisk twego gada(umysłu), później im więcej ludzi Ci wytyka i stara się pokazać pewne sprawy, tym więcej ludzi kwalifikujesz jako „nie lubię ich-ignor”.
    Zobacz, teraz piszesz że wszyscy z tego bloga, i w rzezy samej sam blog Cię nie lubi. O co tutaj chodzi?
    Pisałaś że się „wypisałaś” z wszelkich for itp. dlaczego? Też tam „iskrzyło”?
    Cały świat jest „dziwny”, czy Ty masz problemy ze sobą?

    Jesteś zwrócona od środka na zewnątrz, radzę popracować nad zamianą i zwrócić się ku sobie, do środka. W konsekwencji czego będzie bardziej interesowała Cię własna osoba aniżeli INNI. Musisz zdać sobie sprawę również z tego że posiadasz dużo błędnie rozumianej wiedzy np osho. Część tego co sobie przyswoiłaś musiała byś odrzucić i zacząć od nowa. Jeśli bardzo poważnie myślisz nad pracą nad sobą wg 4 drogi, czeka Cię wiele pracy, wiele wysiłku.
    Posiadasz duży potencjał, dotrwałaś po tylu latach do tej właściwej drogi, do kasjopei. Sama wiesz że to jest to. Teraz czeka Cię następny etap do pokonania, co jak widzisz nie będzie łatwe, ale to już zależy od Ciebie co ze sobą zrobisz, co zrobisz z obrazem siebie który inni Ci pokazują.

    Komentarz - autor: Paweł — 5 Lipiec 2008 @ 14:32

  30. @Kamil (i inni)
    Zastanawiam się, dlaczego akurat napomknięcie Marii o kopiowaniu cudzych materiałów tak wszystkich ruszyło, że aż zdominowało to cały wątek. Chyba do nikogo nie pasuje ta wzmianka bardziej niż do mnie i tego bloga, który składa się niemal wyłącznie z cudzych tekstów. A jednak w najmniejszym stopniu nie poczułam się „zaatakowana” czy „wytknięta palcem”.

    Może warto o tym pomyśleć?

    Komentarz - autor: iza — 5 Lipiec 2008 @ 14:50

  31. Każdemu wolno mieć swoje zdanie, więc przyjmuję do wiadomości, jakie jest zdanie Pawła. Jednocześnie przestrzegam innych przed manipulacją, której używa. Z manipulacją nie ma sensu polemizować. Ważne, żeby się nie dać zmanipulować.

    Komentarz - autor: iza — 5 Lipiec 2008 @ 14:53

  32. „A wracając do tematu cenzury – sposobów jest wiele”….

    Zdecydowałam się przenieść mój ostatni komentarz do wpisów i jest teraz tutaj.

    Komentarz - autor: iza — 5 Lipiec 2008 @ 15:38

  33. @Iza: „Zastanawiam się, dlaczego akurat napomknięcie Marii o kopiowaniu cudzych materiałów tak wszystkich ruszyło, że aż zdominowało to cały wątek. Chyba do nikogo nie pasuje ta wzmianka bardziej niż do mnie i tego bloga, który składa się niemal wyłącznie z cudzych tekstów. A jednak w najmniejszym stopniu nie poczułam się “zaatakowana” czy “wytknięta palcem”.”

    Też nie wiem o co chodzi, ale skoro to wciąż w was wzbudza taki ferment wyjaśnię sprawę do końca.

    Nie chodzi mi Iza o twój blog, bo on zawiera tłumaczenia z angielskiego, a więc nie jest to kopiowanie, lecz przekłady. Jak wiesz mój angielski jest mocno kulawy, więc wolę czytać przekłady, niż męczyć się ze słownikiem w ręku. I dzięki ci za to, że ci się chce, bo wiem, że wymaga to mnóstwa czasu i pracy. Jeszcze raz dziękuję za twoją pracę. I to wszystko o blogu Izy.

    Kolejne nożyce, które zabrzęczały, to Kamil. Teraz mnie olśniło, że Kamil jest właścicielem bloga, na którym zostawiłam komentarz do tekstu o egregorach – nie mylę się, prawda? Jeśli tak, to wyjaśniam: nie miałam pojęcia, że jest to blog jakiegoś Kamila, ponieważ brak w nim jakiejkolwiek informacji, kto jest jego autorem. Nie ma tam ani imienia, ani nawet nicku. Blog jest totalnie anonimowy (szukałam czegoś o autorze, ale nie znalazłam). Jeśli Kamil sądzi, że mimo to wiem, że to on jest jego właścicielem i że tenże Kamil udziela się tutaj, w komentarzach u Izy, to musi mieć zupełnie nieprawdopodobne ego, nawet większe od mojego.

    Jak trafiłam na tekst o egregorach? Rzecz jasna dzięki googlowi. Lubię czasem sprawdzić, czy ktoś nie spisał czegoś ode mnie i czy nie podpisał się pod tym swoim nazwiskiem. Nie raz przyłapałam plagiatorów i zmusiłam ich do podania prawdziwego autora tekstu oraz linku do mojej strony. Kamil nie zerżnął całości, a tylko dwa lub trzy zdania. Więc zostawiłam mu tylko pozdrowienie.

    Chodziło mi oczywiście o Pawła, o czym pisałam tu już tyle razy, że nie kapuję, dlaczego wciąż nie rozumiecie. Na blogu Pawła są prawie wyłącznie cudze materiały i niewiele od niego samego.

    Pawełku, po pierwsze nie będę z tobą dyskutować, dopóki nie nauczysz się czytać ze zrozumieniem. Z pomówieniami ani przeinaczeniami nie zamierzam polemizować. Poza tym cieszę się, że przeczytałeś aż 2 książki. Ja przeczytałam ich setki, jeśli nie tysiące. Poza tym przeżyłam dużo więcej lat niż ty, pozostając cały czas na ścieżce. Ani 4 droga (której kurs zaliczyłam u pewnego ruskiego nauczyciela ponad 10 lat lat temu), ani Kasjo nie są moją ścieżką i nie zamierzam nimi podążać. Do Kasjo mam bardzo dużo zastrzeżeń i z mnóstwem ich przekazów się nie zgadzam; i to właśnie jest przyczyną, że tak nerwowo na mnie reagujecie.

    Czy teraz jest jasne, o co chodzi?

    Komentarz - autor: astromaria — 5 Lipiec 2008 @ 18:00

  34. PS. Napisałam tekst o ego: http://astromaria.blogspot.com/2008/07/dobrze-jest-mie-ego.html

    Kurs 4 drogi ukończyłam ok. 1995 roku, a moim nauczycielem był były KGB-owiec, Anatoly Arlaszyn (czego oni tam w tym KGB uczyli?!), obecnie mieszkający i prowadzący szkołę rozwoju duchowego (a raczej szpiegostwa parapsychicznego) gdzieś w USA (mam starą wizytówkę, ale nie pamiętam gdzie ją wrzuciłam).

    Poza tym uczyłam się tarota, numerologii, astrologii, radiestezji, psychologii i fizyki. To tyle, na wypadek, gdyby ktoś próbował udzielać mi nauk z Gurdżijewa lub rozwoju duchowego… chyba, że sam potrzebuje korepetycji, wtedy pięknie służę. Poza Gurdżijewem poznałam nauki wielu innych mistrzów, więc mam w czym wybierać. Jestem ogólnie solidnie wykształcona „w te klocki”, drodzy panie i panowie.

    Pozdrawiam
    Maria

    Komentarz - autor: astromaria — 5 Lipiec 2008 @ 18:14

  35. PS. 2 Iza, nie strzelaj, ale to znowu ja…

    Chciałam sprostować: nie mam do Kasjo „bardzo wielu zastrzeżeń”, ale jedno, za to poważne – ZA DUŻO PESYMIZMU! Pisałam na blogu, że w życiu spotyka nas to, w co wierzymy. Jeśli uwierzymy w te horrory, którymi karmią nas niektóre sesje, to marny nasz los. Jeśli stracimy nadzieję, tym bardziej kiepska będzie nasza przyszłość. Zresztą będę jeszcze o tym pisać oraz o tym, jak się nie dać. Bo wbrew pozorom możemy więcej, niż nam się zdaje.

    I na zakończenie dwa pytania:

    czy zhenqing to może przypadkiem zu? Niestety, nie kończyłam kursu dla jasnowidzów, więc się gubię.

    I drugie pytanie: czy to jest blog Kamila http://www.goinfo.pl/2007/12/14/egregory-czyli-moc-naszych-mysli/ ?

    Komentarz - autor: astromaria — 5 Lipiec 2008 @ 20:26

  36. @ astromaria

    Nie wiem kim jest zu, ale to nie ja.
    A propos, dzięki za radę na temat tego, jak zrobić aby przekierowało kogoś na bloga, ale niestety mi nie zadziałało. Coś muszę robić źle, tylko nie wiem co. Hmm.

    Komentarz - autor: zhenqing — 5 Lipiec 2008 @ 21:34

  37. Jeszcze raz ja… A jednak zadziałało. Musiałam napisać poprzedni komentarz, żeby się dopiero o tym przekonać.

    Komentarz - autor: zhenqing — 5 Lipiec 2008 @ 21:36

  38. @zhenging
    Twój podpis jest już linkiem do Twojego bloga 🙂

    @astromaria
    Nie tylko ja pracuję nad przekładami, pomaga mi parę osób, więc i moi cisi wsółpracownicy są adresatami tych słów podziękowania!

    Komentarz - autor: iza — 5 Lipiec 2008 @ 21:54

  39. @pesymizm
    Mario, tym razem się z Tobą nie zgodzę. W przekazach nie ma pesymizmu. Jest i owszem ponury dość obraz świata i sił nim rządzących, ale nie ma pesymizmu, przynajmniej w moim rozumieniu tego słowa. Pesymizm jest postawą, a nie obrazem rzeczywistości. Czy nazwiesz pesymizmem relację z wojny w Iraku? Zdjęcia z Palestyny? Z Afryki? Książki o psychopatii, o maltretowaniu dzieci, o Inkwizycji? To fragmenty naszej rzeczywistości.

    Owszem, znam ludzi, którzy tak bardzo chronią swój kokon i swoje iluzje, że nie chcą o tym słyszeć, myśleć ani rozmawiać. Nie wydaje mi się, żebyś do nich należała.

    Pesymizm to postawa, że nic się na to wszystko nie poradzi. K’s (czymkolwiek czy kimkolwiek są) wskazują na drogę wyjścia – jest nią wiedza, praca w sieci, łączenie wysiłków w rozpoznawaniu prawdy i obnażanie jej. Co w tym z pesymizmu? Jak można poradzić sobie z psychopatą, nie rozpoznając go? Jak można nie dać sobą manipulować nie wiedząc, że ludzie manipulują i w jaki sposób? Tak samo nie można uratować siebie ani podać ręki innym szukającym ucieczki z tego matrixa nie wiedząc, że on istnieje i jak działa.

    Z drugiej strony wiem, że spośród tych, którzy deklarują dążenie do prawdy, większość dochodzi do pewnej granicy i się zatrzymuje. Każdy z nich ma tę granicę w trochę innym miejscu. Może o to tu chodzi. Ja jeszcze do swojej granicy nie doszłam. Sesje K’s nią też nie były. Czy zatrzymam się przed kolejną warstwą cebuli, nie wiem, okaże się, kiedy tam dojdę. Ale na każdym etapie jest coś do zrobienia, każdy ma swoje poletko do uprawy i w ogólnym rozrachunku liczy się to, co człowiek na tym swoim poletku robi. Tak myślę.

    Komentarz - autor: iza — 5 Lipiec 2008 @ 22:29

  40. Nie, to nie o to chodzi. Chodzi mi o to, ze oni czasem malują zbyt pesymistyczną wizję przyszłości świata jako całości. Tak, jakby zło miało zapanować totalnie nad całym światem. A to przecież jest niemożliwe. Zawsze są na świecie miejsca, gdzie dzieją się rzeczy wręcz potworne, ale są też takie, gdzie da się jakoś żyć. Oczywiście, że ci „szczęśliwcy” są w pewnym sensie winni, bo są egoistami, dbającymi wyłącznie o własne bezpieczeństwo i nie chcącymi widzieć nieprzyjemnej prawdy. Rozumiem ostrzeżenia, ale nie rozumiem straszenia.

    Ja tylko chcę powiedzieć, że w rzeczywistości każdy z nas odpowiada za siebie i ma duży wpływ na kształtowanie swojej własnej rzeczywistości – właśnie dzięki wiedzy. Oczywiście, że można to uznać za egoizm, jeśli wokół giną ludzie, a ja żyję sobie przyjemnie, ale czasem ludzie pakują się w kłopoty zupełnie niepotrzebnie. No i są tacy, którzy potrafią wejść w paszczę smoka i wyjść z niej bez szwanku, ratując innych. Tego powinniśmy się uczyć, zamiast oczekiwać wszystkiego najgorszego. Bo pesymistyczna postawa do niczego dobrego nie prowadzi. Zamiast straszyć trzeba uczyć i oświecać.

    Poza tym, jak na mój rozum, w końcu ten „gadzi eksperyment” musi się skończyć. I może to ma być właśnie teraz?

    Może jutro wyrażę się bardziej sensownie, bo teraz trochę mąci mi się w głowie z powodu późnej pory. Papa, dobranoc.

    Komentarz - autor: astromaria — 6 Lipiec 2008 @ 02:05

  41. PS. Napisałaś: „Pesymizm to postawa, że nic się na to wszystko nie poradzi”. No i właśnie trochę takie klimaty czasem łapię w tych przekazach i w postawie ludzi, którzy z nimi pracują. A już szczytem wszystkiego było to, co działo się w grupie „Świetlnych Wędrowców”. Oni byli tak beznadziejni, że do dziś (chociaż wypisałam się stamtąd parę lat temu) to we mnie siedzi i mnie dusi. Chyba tego nie odreagowałam. A więc muszę iść do jakiejś wyszalni…

    Komentarz - autor: astromaria — 6 Lipiec 2008 @ 02:10

  42. @Paweł

    Po przeanalizowaniu, uważam, że powinieneś przeprosić Marię i czytelników za swój ostatni komentarz w tym wątku i publicznie się od niego odciąć. Świadczy bowiem nie tylko o Twojej niedojrzałości i braku zważania zewnętrznego, ale i o zwykłym braku kultury. Masz więc co robić, życie nie jest nudne.

    Komentarz - autor: iza — 6 Lipiec 2008 @ 19:14

  43. Mario,
    Nie zamierzam Cie namawiać ani przekonywać do niczego, niech to będzie jasne raz na zawsze, OK? Jak już powiedziałam wcześniej, na każdej grządce znajdą się roślinki do podlania i chwasty do wyplewienia. Ale kiedy coś mi za bardzo zgrzyta, to się do tego ustosunkuję, choćby tylko dla tych, którzy będą być może kiedyś to czytali i może ich zainteresuje, jak to samo wygląda z innej strony.

    Piszesz:
    >“Pesymizm to postawa, że nic się na to wszystko nie poradzi”. No i właśnie trochę takie klimaty czasem łapię w tych przekazach i w postawie ludzi, którzy z nimi pracują.A już szczytem wszystkiego było to, co działo się w grupie “Świetlnych Wędrowców”.<

    A gdybyś była, powiedzmy, kolekcjonerem obrazów jakiegoś mistrza i trafiłabyś u pasera na kiepską podróbkę, to czy uznałabyś to za wystarczający powód, żeby wyrobić sobie zdanie o samym malarzu i wyrzucic na śmietnik wszystko, co namalował? Co do diaska mają ci ludzie wspólnego z tym, o czym rozmawiamy??? Toż to kompletni ignoranci i defraudanci, jeśli chodzi o K’s (co do reszty się nie wypowiadam, bo nie wiem).

    I wiesz co, troche tu argumentujesz podobnie jak ci, których argumentów przeciwko astrologii tak nie znosisz. Może tylko tak wyszło w Twoim komentarzu, tego nie wiem.

    A jak już przy tym jesteśmy, to jedna z maksym przyświecających naszej pracy to „Bądź przygotowany na najgorsze, miej nadzieję na najlepsze i przyjmuj to, co przychodzi”. To chyba nie jest pesymizm?

    I tak sobie myślę, że piszę to, bo wolę jak ludzie mają swoje zdanie oparte na prawdziwych danych, a nie na przesądach czy uprzedzeniach. I nie ma znaczenia, czy to zdanie jest zgodne z moim, czy przeciwne. Takie już ze mnie dziwadło.

    Komentarz - autor: iza — 6 Lipiec 2008 @ 20:48

  44. Wiesz co, trochę się pogubiłam… kiedy byłam na forum „Świetlanych” był tam też Ark, dlatego sądziłam, że mieli jego „błogosławieństwo”, jeśli można tak powiedzieć. Fakt, udzielał się rzadko, pewnie dlatego, że miał ważniejsze sprawy na głowie, ale nie zauważyłam, żeby zdecydowanie „ustawiał ich do pionu”. Nie wiem, jak się skończyła jego kariera w tej grupie, bo doszło tam do takich smrodów, że nie dało się wytrzymać i ja się wypisałam, a wraz ze mną wszyscy moi znajomi. Dlatego straciłam kontakt z tą rzeczywistością.

    Ale skoro twierdzisz, że „to kompletni ignoranci i defraudanci, jeśli chodzi o K’s” to OK, przyjmuję wyjaśnienia i bardzo przepraszam.

    Hasła “Bądź przygotowany na najgorsze, miej nadzieję na najlepsze i przyjmuj to, co przychodzi” nie znałam (czyżbym coś przegapiła?), ale mi się podoba.

    Komentarz - autor: astromaria — 6 Lipiec 2008 @ 21:04

  45. @Paweł:

    Jasne, ale niechże przeprosinami będzie ‘próba’ zrozumienia. [ciach]
    a ten kto nie może zrozumieć niech się nie martwi, przyjdzie na to czas.

    Na razie to Ty nic nie zrozumiałeś. Spróbuj jeszcze raz zrobić to, co powinieneś zrobić (napisałam to w notce powyżej). A w zrozumieniu w czym rzecz pomoże Ci postudiowanie różnicy między zważaniem zewnętrznym a wewnętrznym. W ten sposób będziesz mógł przyłożyć rękę do swojego „przyjdze na to czas”.

    Komentarz - autor: iza — 7 Lipiec 2008 @ 10:15

  46. sie niezła dyskusja zrobiła…Pozdrawiam

    Komentarz - autor: Redoctober — 26 Sierpień 2008 @ 15:15


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: