PRACowniA

5 Czerwiec 2008

Wewnętrzna dyscyplina

Filed under: Czwarta Droga,Ezoteryka,Psychologia — iza @ 16:43
Tags: , ,

Dzisiaj jest takie, jakie jest, ponieważ wczoraj było takie, jakie było. I jeśli dzisiaj jest takie jak wczoraj, to jutro będzie takie jak dzisiaj. Jeśli chcesz, żeby jutro było inne, to musisz dzisiaj uczynić inne. Jeśli dzisiaj jest po prostu konsekwencją wczoraj, to dokładnie w ten sam sposób jutro będzie konsekwencją dnia dzisiejszego. I jeśli zbadało się dokładnie, co zdarzyło się wczoraj, przedwczoraj, tydzień temu, rok czy dziesięć lat temu, to będzie można bezbłędnie powiedzieć, co się zdarzy jutro, a co nie. […] To, co się zdarzy lub może się z nami zdarzyć, zależy od jednej z trzech przyczyn: od przypadku, od przeznaczenia lub od naszej woli. Tacy, jacy jesteśmy, prawie całkowicie jesteśmy uzależnieni od przypadku. W prawdziwym znaczeniu tego słowa nie możemy mieć ani trochę więcej przeznaczenia niż woli. […] To brzmi paradoksalnie, ale mamy wszelkie prawo do tego, by powiedzieć, że znamy naszą przyszłość. Będzie ona dokładnie taka sama, jaka była nasza przeszłość. Nic się nie zmienia samo przez się.

A co usypia człowieka? Wszystko to, co nie jest konieczne, wszystko to, bez czego można się obejść. Niezbędne jest zawsze dopuszczalne. Ale zaraz za tym zaczyna się hipnoza. Przy czym musicie pamiętać, że dotyczy to tylko ludzi pracujących lub tych, którzy uważają, że pracują. A sama praca polega na dobrowolnym poddaniu się na jakiś czas cierpieniu, aby się uwolnić od wiecznego cierpienia. Tymczasem ludzie boją się cierpienia. Pragną przyjemności: teraz, natychmiast i na zawsze. Nie chcą zrozumieć, że przyjemność jest atrybutem raju i że trzeba na nią zapracować. I nie jest to konieczne z powodu jakichś arbitralnych albo wewnętrznych praw moralnych, lecz dlatego, że jeśli człowiek otrzymuje przyjemność, zanim na nią zapracuje, to nie będzie jej w stanie zachować i przyjemność ta zamieni się w cierpienie. A cała rzecz w tym, by otrzymać przyjemność i być w stanie ją zachować. Ten, kto potrafi to zrobić, nie musi się już niczego uczyć. Ale droga do tego prowadzi przez cierpienia.
[Uspieński, FNN]

„[…] najbardziej efektywną strategię wypracowali widzący z czasów konkwisty, niekwestionowani mistrzowie skradania się. Składa się ona z sześciu powiązanych ze sobą elementów. Pięć z nich nazywa się atrybutami wojownika. Są to: kontrola, dyscyplina, wytrwałość, wyczucie odpowiedniego czasu i wola. Dotyczą one świata wojownika, który wciąż zmaga się z poczuciem własnej ważności”. [C.Castaneda – „Wewnętrzny ogień”]

O woli co nieco już pisaliśmy, o wyczuciu właściwego czasu (kairos) można poczytać na blogu Układ Otwarty (kilka wpisów, m.in ten), dziś rzecz będzie o dyscyplinie.

„Życie jest trudne” – takim zdaniem Scott Peck rozpoczyna swoją książkę „Droga rzadziej wędrowana”, której pierwszy rozdział nosi tytuł „Dyscyplina”. Peck ciągnie dalej:

„Większość ludzi nie widzi w pełni tej prawdy, że życie jest trudne. Zamiast tego jęczą, bardziej lub mniej nieustannie, głośno albo po cichu, o swoich potwornych problemach, ciężarach i trudnościach, jakby życie generalnie było łatwe, jakby powinno być łatwe.[…] Życie jest ciągiem problemów. Chcemy o nich jęczeć, czy chcemy je rozwiązać?

Dyscyplina jest podstawowym zestawem narzędzi, których potrzebujemy, żeby rozwiązać swoję życiowe problemy. Bez dyscypliny nie rozwiążemy niczego.

Tym, co czyni życie trudnym, jest fakt, że proces konfrontacji z problememami i rozwiązywania ich jest bolesny. […] A jednak w tym właśnie procesie wychodzenia naprzeciw problemom i rozwiązywania ich leży sens życia. Problemy odwołują się do naszej odwagi i naszej mądrości. W rzeczywistości, one kreują naszą odwagę i mądrość. Tylko dzięki problemom wzrastamy psychicznie i duchowo. Jak powiedział Benjamin Franklin: „To, co boli, uczy”. Jest tak dlatego, że mądrzy ludzie uczą się nie bać, a rzeczywiście dopuszczają do siebie problemy i ból, który ze sobą niosą.

Większość z nas nie jest na tyle mądra. Większość z nas obawiając się bólu w większym lub mniejszym stopniu stara się unikać problemów. Odkładamy je na później, mając nadzieję, że znikną. Ignorujemy je, zapominamy o nich, udajemy, że nie istnieją.

Ta tendencja unikania problemów i nieodłącznie z nimi związanego emocjonalnego cierpienia jest główną przyczyną wszystkich ludzkich chorób psychicznych.”

Czy nie tego nas właśnie uczą rodzice pomniejszając dziecięce problemy zarówno w oczach dzieci jak i swoich i unikając stawienia im czoła? W zamian sprzedają nam garść mitów na temat świata zewnętrznego i – co gorsza – na temat nas samych. A że odbywa się to tak powszechnie i wzmacniane jest przez wszelkie możliwe środowiska ze szkołą włącznie, w efekcie mamy społeczeństwa ludzi nie znających co to odpowiedzialność za los swój i bliźnich, ludzi szukających ucieczki od drzemiących w nich pytań w rozrywce, w karierze, w pogoni za tym czy owym… byle dalej od samego siebie.
Czasem, niektórzy, uświadamiają sobie, że coś jest nie tak, ze zaprzeczają swojej własnej naturze, że „ich dzisiaj jest takie samo jak wczoraj, a jutro będzie takie takie jak dzisiaj”. Uświadamiają sobie, że nadzieja, iż problemy znikną same z siebie, jest złudna.

Jak pisze Scott Peck, problemy nie znikną. Muszą zostać przepracowane, w przeciwnym razie na zawsze będą stanowiły barierę dla wzrostu i duchowego rozwoju. Ażeby z ochotą wyjść na przeciw problemowi w jego wczesnym stadium, zanim okoliczności zmuszą nas do stawienia mu (albo konsekwencjom chowania głowy w piasek) czoła, trzeba się zdecydować na odłożenie na bok czegoś przyjemnego czy choćby mniej bolesnego i na doświadczenie czegoś bardziej bolesnego.

Innymi słowy – należy zrezygnować z nieświadomego cierpienia na rzecz cierpienia świadomego. Jest to zadanie o wiele trudniejsze, wymaga podjęcia decyzji i konsekwentnego działania wbrem utartym procedurom, wbrew własnej maszynie, własnym mechanizmom obronnym, wbrew wijącemu się w środku drapieżnikowi, który zrobi wszystko co w jego mocy, żeby ułożyć nas z powrotem do snu.

O konieczności poświęcenia własnego (nieświadomego) cierpienia pisze Uspieński:

Następną rzeczą, którą ludzie muszą poświęcić, jest ich cierpienie. Bardzo trudno jest poświęcić własne cierpienie. Człowiek odmówi sobie wszelkiej przyjemności, ale nie porzuci swojego cierpienia. Człowiek zbudowany jest w taki sposób, że nigdy nie przywiązuje się do niczego tak, jak do swojego cierpienia. A od cierpienia trzeba się uwolnić. Nikt, kto nie jest wolny od cierpienia, kto nie poświęcił swojego cierpienia, nie może pracować. Później będę miał jeszcze dużo do powiedzenia na ten temat. Bez cierpienia niczego nie da się osiągnąć, ale jednocześnie trzeba zacząć od poświęcenia cierpienia. Teraz rozszyfruj, co to oznacza.

I o konieczności podjęcia nadwysiłku:

[…] człowiek jest zbyt leniwy. Niemal wszystko robi bez wymaganej intensywności albo też nic nie robi, myśląc, że właśnie coś robi; nad czymś, co nie wymaga intensywności, będzie pracował bardzo intensywnie, a jednocześnie przegapi te momenty, gdy intensywność jest niezbędna. Poza tym się oszczędza; obawia się robić cokolwiek nieprzyjemnego. Sam nigdy nie osiągnie koniecznej intensywności pracy. Jeżeli we właściwy sposób obserwowaliście samych siebie, to się z tym zgodzicie. Gdy człowiek podejmuje się jakiegoś zadania, bardzo szybko zaczyna sobie pobłażać. Próbuje wykonać to zadanie w możliwie najłatwiejszy sposób: to nie jest praca. W pracy liczą się tylko nadwysiłki, które wykraczają poza to, co normalne, poza to, co konieczne; zwykłe wysiłki się nie liczą.

Scott Peck mówiąc o dyscyplinie wymienia zestaw narzędzi, technik podejmowania świadomego cierpienia i doświadczania bólu towarzyszącemu stawianiu czoła problemom w sposób konstruktywny. Do narzędzi tych zalicza: odwlekanie gratyfikacji, przyjęcie na siebie odpowiedzialności, oddanie Prawdzie i wypośrodkowanie.

„Problem nie leży w stopniu skomplikowania tych narzędzi, ale w woli ich użycia”.

Ci Czytelnicy, którzy znają książki Carlosa Castanedy, przypomną sobie zapewne poniższy fragment „Aktywnej strony nieskończoności” (w szerszym kontekście zacytowany tutaj):

Wspaniała sztuczka dawnych czarowników – ciągnął don Juan – polegała na obciążeniu umysłu latawca dyscypliną. Stwierdzili oni, że jeśli narzucić umysłowi latawca wewnętrzną ciszę, wówczas obca instalacja się rozprasza; daje to każdemu, kto wykonuje ten manewr, absolutną pewność zewnętrznego pochodzenia umysłu. Obca instalacja powraca, tego możesz być pewien, ale już nie tak silna, i tak oto rozpoczyna się proces, w którym rozpraszanie umyslu latawca staje się zabiegiem rutynowym; proces ten trwa tak długo, aż pewnego dnia umysł latawca rozprasza się na dobre.

Smutny to dzień, doprawdy! Od tego dnia będziesz musiał się opierać na własnej inwencji, która jest bliska zeru. Nie będzie już nikogo, kto by ci powiedział, co masz robić. Nie będzie już żadnego zewnętrznego umysłu, który mógłby ci dyktować kretyństwa, do których zostałeś przyzwyczajony.

Mój nauczyciel, nagual Julian, zawsze przestrzegał wszystkich swoich uczniów – kontynuował don Juan – że jest to najcięższy dzień w życiu czarownika, ponieważ prawdziwy umysł – ten, który należy do nas, łączna suma wszystkiego, czego doświadczyliśmy – po trwającym całe życie poddaństwie, jest nieśmiały, niepewny i nie można na nim polegać. Osobiście powiedziałbym, że dla czarownika prawdziwa bitwa rozpoczyna się dopiero w tym momencie. Cała reszta to tylko przygotowania.

Dyscyplina niesamowicie obciąża obcy umysł – odrzekł. – Tak więc, dzięki niej czarownicy przełamują obcą instalację.

[…] zaraz zafunduję umysłowi latawca, który w sobie nosisz, jeszcze jeden wstrząs. Wyjawię ci jeden z najbardziej niesamowitych sekretów magii. Opiszę ci odkrycie, którego weryfikacja i uporządkowanie zajęła czarownikom tysiące lat.

Spojrzał na mnie i uśmiechnął się złowrogo.

– Umysł latawca rozprasza się na zawsze – powiedział – kiedy czarownikowi uda się pochwycić wibrującą siłę, która utrzymuje w jednej całości skupisko naszych pól energii. Jeżeli utrzymają w tym uchwycie dostatecznie długo, umysł latawca zostaje pokonany i się rozprasza. I to właśnie zaraz zrobisz: uchwycisz się energii, która utrzymuje nas w jednej całości.

Dzisiaj naprawdę ci się udało zupełnie poplątać moje ścieżki.

– Rozdziera cię wewnętrzna walka – powiedział don Juan. – Głęboko w środku wiesz, że nie jesteś w stanie odrzucić przyzwolenia na to, by nieodłączna część ciebie, twoja lśniąca otoczka świadomości, stała się w niepojęty sposób źródłem pożywienia dla istot o niepojętej dla nas naturze. A inna część ciebie będzie się temu przeciwstawiać całą swoją mocą.

Przewrót czarowników – ciągnął – polega na tym, że odmówili oni honorowania umów, w których nie byli stroną. Nikt mnie nigdy nie pytał o to, czy nie zgodziłbym się zostać pożarty przez istoty o odmiennym rodzaju świadomości. Moi rodzice po prostu wprowadzili mnie na ten świat po to tylko, bym został czyimś pożywieniem, tak samo jak i oni – koniec, kropka.

Tak więc nie ma dróg na skróty. Jeśli ktoś nie chce stać się czyimś pożywieniem, jeśli nie chce wciąż od nowa powtarzać tego samego cyklu, musi zaprząc do pomocy dyscyplinę i robić to, czego maszyna robić nie lubi albo co jej przychodzi z trudnością. Tylko w ten sposób można sukcesywnie zacząć odwracać skutki swojego zaprogramowania i powoli stawać się swoim własnym mistrzem.

7 komentarzy »

  1. Wg. mnie samemu jest bardzo ciężko coś osiągnąć. Przytoczę fragment „budzików”:

    „(…)Można zostać obudzonym za pomocą środków mechanicznych. Człowieka może obudzić budzik. Ale kłopot polega na tym, że człowiek zbyt szybko przyzwyczaja się do budzika i przestaje go słyszeć. Potrzebnych jest wiele budzików, i to ciągle nowych. Człowiek musi dosłownie otoczyć się budzikami, które uniemożliwią mu sen. Ale tutaj znowu pojawiają się pewne trudności. Budziki muszą być nakręcane; aby je nakręcać, trzeba o nich pamiętać; aby pamiętać, trzeba się często budzić. Ale jeszcze gorsze jest to, że człowiek przyzwyczaja się do wszystkich budzików i po pewnym czasie nawet lepiej mu się przy nich śpi. Trzeba więc bez przerwy zmieniać budziki i nieustannie wymyślać nowe. Z biegiem czasu może to pomóc człowiekowi się obudzić. Ale istnieje bardzo mała szansa na to, że człowiek sam, bez żadnej pomocy z zewnątrz, będzie w stanie wykonywać całą pracę związaną z nakręcaniem, wymyślaniem i zmienianiem zegarków. Jest o wiele bardziej prawdopodobne, że po rozpoczęciu tej pracy z czasem pogrąży się we śnie i we śnie będzie śnił o wynajdywaniu budzików, o ich nakręcaniu i zmienianiu – i to wszystko spowoduje, że będzie spał coraz głębiej.
    Tak więc do tego, by się obudzić, potrzebne jest połączenie wielu wysiłków. Konieczne jest, by ktoś człowieka obudził; konieczne jest, by ktoś inny czuwał nad człowiekiem, który go budzi; konieczne jest posiadanie budzików i konieczne jest także nieustanne wmyślanie nowych budzików.
    By to wszystko osiągnąć i uzyskać jakieś wyniki, pewna liczba ludzi musi pracować razem.(…)”

    Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach.

    Komentarz - autor: Paweł — 5 Czerwiec 2008 @ 21:40

  2. Uważam, że praca nad sobą to podstawa i faktycznie, tylko poświęcając nie prowadzące do niczego przyjemności możemy osiągnąć pewien sukces. Ale też sama dyscyplina nie powinna być wymuszona. Przede wszystkim powinniśmy mieć cel – głębokie pragnienie pozbycia się umysłu drapieżnika i czuć głębokie przeświadczenie o potrzebie tych działań. Samo to, że ktoś ci powie: „hej, jesteś hodowany niczym zboże, a potem zjadany ze smakiem”, niewiele pomoże.

    Po części zgadzam się też z Pawłem. Oczywiście powinniśmy robić wszystko by się obudzić, ale w pewnym momencie nadchodzi taki moment, kiedy człowiek jako jednostka niewiele sam może zdziałać (analogia do więźnia chcącego samotnie wykopać tunel by wydostać się z więzienia).

    Komentarz - autor: zhenqing — 5 Czerwiec 2008 @ 22:58

  3. Stara dobra maksyma mówi: „Kiedy uczeń jest gotowy, znajduje się nauczyciel”.

    Są rzeczy, które można zrobić tylko samodzielnie i od nich trzeba zacząć. A jeeest co robic…

    Witaj zhenging 🙂

    Komentarz - autor: iza — 5 Czerwiec 2008 @ 23:13

  4. „Za wszelką cenę starać się obudzić” brzmi jak, za wszelką cenę starać się zarobić milion złotych intensywnie o tym myśląc. Niestety, praktyki nie uczą w szkołach, kościołach, książkach, ani internecie 😉

    Komentarz - autor: Anonim — 25 Wrzesień 2009 @ 17:25

  5. Nie wiem, co mnie tu przywiodło, ale dziękuję za ten wpis.

    Komentarz - autor: Z. — 5 Grudzień 2011 @ 01:19

  6. Ktoś już to powiedział, dyscyplina to pamiętanie, czego tak naprawdę się chce.

    Komentarz - autor: Dulcynea z Toboso — 8 Luty 2012 @ 12:50

  7. Ktoś już to powiedział, dyscyplina to pamiętanie, czego tak naprawdę się chce.

    Brzmi mądrze, nieprawdaż? Ale można pamiętać i nic nie robić. Co to ma wspólnego z dyscypliną? Chyba wszyscy ludzie naprawdę chcą być zdrowi. A ilu z nich bierze sprawę własnego zdrowia w swoje ręce?

    Pozdrawiam 🙂

    Komentarz - autor: iza — 8 Luty 2012 @ 15:56


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: