PRACowniA

3 Maj 2008

UFO a stan bezpieczeństwa narodowego (2)

Filed under: Nauka,Polityka,Zagrożenia dla Ziemi,Świat wokół nas — iza @ 01:46
Tags: ,

Stan bezpieczeństwa narodowego

– Myślimy, że jesteśmy jak Luke Skywalker – powiedział jeden z moich przyjaciół – a tymczasem faktycznie jesteśmy jak Darth Vader. USA jest nominalnie republiką wolnych ludzi, w rzeczywistości jednak jest to oligarchiczne imperium, mgliście świadome własnego wewnętrznego i zewnętrznego ucisku. Terminu „stan bezpieczeństwa narodowego” używam do opisania amerykańskich struktur władzy – to poręczny sposób na określenie zarówno środowisk wojskowych i wywiadowczych, jak również kół, które na nich żerują, takich jak koncerny przemysłu zbrojeniowego i inne mętne, podziemne twory. Ich głównymi atrybutami są tajność, bogactwo, siła, niezależność i kłamstwo.

1. Tajność

Niemal wszystkie istotne amerykańskie przedsięwzięcia militarne i wywiadowcze z ostatniego półwiecza prowadzone były w ścisłej tajemnicy. Budowa bomby atomowej, znana jako „Projekt Manhattan”, pozostaje modelowym przykładem dla wszystkich późniejszych działań. Przez ponad dwa lata ani jeden członek Kongresu nie miał o tym pojęcia, chociaż całkowity koszt projektu przekroczył – niewiarygodną wówczas – kwotę dwóch miliardów dolarów. W czasie, i tuż po zakończeniu II Wojny Światowej inne istotne projekty, jak na przykład prace nad bronią biologiczną, pozyskiwanie hitlerowskich naukowców, eksperymenty nad kontrolą umysłu prowadzone kosztem życia poddawanych im ludzi, zakrojone na ogólnokrajową skalę przechwytywanie korespondencji i transmisji przewodowych nieświadomych niczego obywateli, infiltracja mediów i uczelni, skryte przewroty, tajne wojny, zamachy – wszystko to było prowadzone w tajemnicy nie tylko przed amerykańskim społeczeństwem, ale i przed większością członków Kongresu oraz niektórymi prezydentami. Nawet niektóre z napotężniejszych agencji wywiadowczych powołały się same, w kompletnej tajemnicy, i przez wiele lat o ich istnieniu nie wiedziało ani społeczeństwo, ani Kongres.

2. Bogactwo

Począwszy od lat 40-tych ubiegłego wieku grupa trzymająca władzę w ramach armii i wywiadu USA miała do dyspozycji więcej pieniędzy niż większość państw, a należy też pamiętać, że oprócz oficjalnych dolarów duża część tego majątku nie była udokumentowana. Od samego początku swojego istnienia CIA prowadziła najprzeróżniejsze „interesy”, które przynosiły jej pokaźne zyski. Powiązania CIA z międzynarodową przestępczością (a w szczególności z handlem narkotykami) zostały zdemaskowane i udokumentowane. Dodatkowo, CIA utrzymywała swoją prywatną flotę powietrzną, generującą pokaźne sumy nieksięgowanych nigdzie funduszy, płynących głównie z Azji. W rzeczywistości, wiele operacji wywiadowczych było też finansowanych przez bardzo zamożne i cieszące się ugruntowaną pozycją osoby i rodziny, mające konkretny, stały interes w sponsorowaniu tych działań, istotnych z kolei dla ich własnych przedsięwzięć.

3. Niezależność

Teoretycznie w USA obowiązuje cywilna kontrola nad służbami bezpieczeństwa narodowego. Zwierzchnikiem sił zbrojnych jest prezydent USA. Oficjalnie Kongres nadzoruje CIA, a FBI odpowiada przed Departamentem Sprawiedliwości. W praktyce – w okresie, który nas interesuje – było inaczej. Jeden z powodów wiąże się z utajnieniem – rozproszeniem informacji w kołach wojskowych i wywiadowczych. Usunięcie etykietki „ściśle tajne” nie oczyszcza za jednym zamachem wszystkich top-secret informacji. Wrażliwe informacje są dostępne na podstawie specjalnego zapotrzebowania. Dwóch ludzi z CIA pracujących w sąsiednich pokojach w siedzibie w Langley może być zaangażowanych w zupełnie inne działania i nie mieć pojęcia, czym zajmuje się kolega za ścianą. Takie rozproszenie wpływa dobrze nie tylko na tajność ale i na niezależność od niewłaściwego (tj. oficjalnego) nadzoru.

Mrożącym krew w żyłach przykładem takiej niezależności są lata 50 XX wieku, kiedy to Prezydent Eisenhower praktycznie utracił kontrolę nad arsenałem nuklearnym USA, przy czym sytuacja z dwóch ostatnich lat jego prezydentury była już dramatyczna. Eisenhower niejednokrotnie prosił o spotkanie z dowódcą Strategic Air Command (Strategicznego Dowództwa Sił Powietrznych), żeby dowiedzieć się, jaki jest amerykański nuklearny plan odwetowy. To, czego się w końcu dowiedział w roku 1960, ostatnim roku jego kadencji, przeraziło go – połowa północnej półkuli byłaby zmieciona z powierzchni Ziemi.

Jeśli odznaczony bohater wojenny taki jak Eisenhower nie mógł mieć wpływu na amerykański arsenał nuklearny ani nawet uzyskać od Pentagonu odpowiedzi na swoje pytania, to jakim cudem mogliby mieć dostęp do podobnych informacji Truman, Kennedy, Johnson czy Nixon?

4. Władza

Tajność, bogactwo i niezależność to władza. Przez lata szeroko rozumiane służby bezpieczeństwa narodowego uzyskały dostęp do najbardziej zaawansowanej technologii, wydzieliły spod publicznego dostępu setki tysięcy hektarów na swoje laboratoria i poligony, osiągnęły zdolność nieograniczonego podsłuchu w granicach państwa i poza nimi, prowadziły otwarte lub potajemne akcje przeciwko innym narodom i wstąpiły w stan wojny z wieloma państwami, unikając praktycznie poważniejszego zainteresowania ze strony mediów. Na swoim podwórku utzymują wpływ na amerykańskich urzędników państwowych oraz na kręgi mające nadzieję uszczknąć co nieco z tych miliardów wojskowych dolarów.

5. Obłuda

Oszustwo jest kluczowym elementem wojny. Kiedy na szali leży zwycięstwo lub klęska, konwencjonalna moralność zwykłych ludzi staje się zawadą. W jedną całość składają się zebrane razem przykłady obłudy oficjeli, z tak smakowitymi kąskami jak kryzys w roku 1948 wywołany pogłoskami o nieuniknionej wojnie, sfałszowany deficyt uzbrojenia forsowany przez siły wojsk powietrznych w latach 50-tych, starannie wykreowane wydarzenia prowadzące ostatecznie do rezolucji w sprawie Zatoki Tonkińskiej czy też, jak będzie zilustrowane na następnych stronach, owe liczne oszustwa praktykowane w odniesieniu do UFO.

Tuszowanie [cover-up] – nie ma na to właściwszego określenia – sprawy UFO jest jednym z wielu sekretów służb amerykańskiego bezpieczeństwa narodowego. Jak ze wszystkim z tej dziedziny, tak i z problemem UFO radzono sobie przy użyciu skrytych regulacji, totalnych kłamstw i wprowadzania w błąd oraz znacznych środków. Tajność bierze się z wszechobecnego i fundamentalnego elementu życia w naszym świecie: ci, którzy są na szczycie, zawsze podejmą wszelkie kroki, potrzebne do utrzymania status quo.

Czy oni rzeczywiście mogą to zatuszować?

UFO-Sceptycy często pytają: „Czy naprawdę uważasz, że rząd mógłby ukrywać coś takiego przez tak długi czas?” Już samo takie pytanie ujawnia brak wiedzy o rzeczywistości, tajność jest bowiem sposobem na życie w stanie narodowego bezpieczeństwa. Tak naprawdę jednak, odpowiedź brzmi: i tak, i nie.

Tak, bo skryte działania są standardową procedurą operacyjną i częstokroć utrzymywane są w tajemnicy przez całe dziesięciolecia, aż jakieś zrządzenie losu dołączy je do zasobów informacji publicznej. Ale jednocześnie nie, bo informacje o UFO wyciekały od samego początku. Nie da się całkowicie uszczelnić jakiejkolwiek operacji. Rozwiązanie leży w zneutralizowaniu i zdyskredytowaniu niepożądanych informacji – czasem służą temu oficjalne dementi, kiedy indziej kłamliwe, „kontrolowane” przecieki do mediów.

Surowość wojskowych zarządzeń jest rzecz jasna poważnym bodźcem do zachowania tajemnicy. Nie dość na tym, historia amerykańskich mediów pokazuje niepokojące zjawiska, takie jak choćby przenikanie doń kręgów wywiadowczych. We wczesnych latach 50-tych CIA miała przyjazne stosunki z zarządami większości głównych organów medialnych w Stanach Zjednoczonych. Do najbardziej znaczących zaliczyć można układy z New York Times, Washington Post, Christian Science Monitor, New York Herald-Tribune, Saturday Evening Post, Miami Herald, Time-Life, CBS News, Scripps-Howard Newspapers, Hearst Newspapers, the Associated Press, United Press International, the Mutual Broadcasting System i Reuters. Dodatkowo, CIA miała większościowe udziały w wielu własnościowych publikacjach w Europie, Azji i obu Amerykach. We wczesnych latach 70-tych agencja ta przyznała się do współpracy z ponad czterystoma amerykańskimi dziennikarzami. Można sobie łatwo wyobrazić, jakie możliwości daje strategiczne rozmieszczenie czterystu swoich ludzi w wiodących mediach. Istnieją dowody na trwanie tej współpracy.

Efektem takich poczynań jest skuteczne zarządzanie informacjami. Nie ulega wątpliwości, że mainstreamowe media wspierały rządową propagandę na temat UFO. Począwszy od roku 1947, w czasie kiedy siły powietrzne pracowały nad usunięciem problemu UFO z publicznej domeny, pomoc mediów polegała na wyszydzaniu zagadnienia. Wszystkie bez wyjątku wypuszczone przez siły powietrzne i CIA oświadczenia na temat UFO spotykały się z bezkrytyczną przychylnością mediów. Prawdą jest, że ostatnia dekada ubiegłego wieku przyniosła inny, nowy rodzaj otwartości mediów na kwestię UFO, zauważono bowiem, że da się na tym nieźle zarobić. W efekcie otrzymaliśmy groch z kapustą. Podczas gdy takie sieci telewizyjne jak A&E oraz Discovery prezentowały na tan temat dość poważne programy dokumentalne, to jednak UFO stały się zasadniczo po prostu dopełnieniem pop-kultury, a poważne podejście do tego tematu ze strony głównych sieci jak nie istniało, tak nie istnieje do teraz.

Kwestie naukowe

W konkluzji raportu Uniwersytetu Colorado na temat UFO fizyk, Edward U. Condon, wyraźnie rozdrażniony pytał, dlaczego obcy – jeśli rzeczywiście tu są – nie pokazali się? Cała ta kwestia, pisał, „zostałaby rozwiązana w kilka minut, gdyby jakiś latający spodek wylądował na murawie przed hotelem, w którym odbywał się zjazd American Physical Society, a jego załoganci pojawiliby się i przedłożyli zgromadzonym tam fizykom specjalny dokument…”

Jeśli są tu obcy, to nie są zainteresowani ujawnieniem się nam. Czy dowiedzenie tego jest jednak możliwe? Czy istnieją jakieś hipotezy, które można by sprawdzić? Czy „wierzący” mogą w jakiś sposób okazać dowody, których uporczywie domagają się sceptycy?

Co mogłoby stanowić dowód? Wiele osób dysponuje nagraniami wideo z UFO. Częśc z tych taśm to mistyfikacje, inne jednak wydają się być prawdziwe. Czy da się dowieść prawdziwości takiego nagrania? A co ze spójnymi, logicznymi relacjami świadków? Być może są przekonujące na sali sądowej, ale czy dadzą się udowodnić przed sądem nauki? A co z przypadkami takimi jak w Redmond w Oregonie, kiedy to UFO było obserwowane wizualnie i śledzone oraz zarejestrowane przez radar? Oczywiście dla osób, które się tam znajdowały, sprawa była ewidentna, ale… dowód?

Musimy pytać nie tylko o to, co mogłoby stanowić dowód, ale także kto miałby go za taki uznać. Rzecz jasna, uznanie obcych musiałoby przyjść od ważnego oficjalnego rzecznika – może jako wiadomość od samego prezydenta. Innymi słowy, sprawa ta może być w znacznie większym stopniu kwestią polityczną niż naukową. Dowody na istnienie UFO dostarczone przez zwykłych szarych obywateli nie przetrwają raczej nieuniknionego konfliktu z kulturą oficjalną (potwierdza to pięćdziesiąt lat niepowodzeń). Nie ma co się łudzić – potwierdzenie realności zjawiska UFO nastąpi jedynie wówczas, kiedy oficjalna kultura uzna to za opłacalne albo potrzebne.

Najprostszym wobec tego rozwiązaniem kwestii dowodów na istnienie UFO jest ignorowanie ich. Dokładnie to robi większość ludzi. Znacznie trudniej jest otwarcie stawić im czoło, niezależnie czy oznaczać to będzie konieczność ich potwierdzenia czy też obalenia. Przyjęcie do swojego światopoglądu czegoś tak „dziwnego” jak istoty pozaziemskie nie jest dla wielu ludzi łatwe, zwłaszcza kiedy ich oficjalna kultura robi sobie z tego pośmiewisko. Problem z większością sceptycznych argumentów sprzeciwiających się opcji pozaziemskich wizyt polega najzwyczajniej na nie przyglądaniu się dowodom, które początkowo wydają się całkiem wiarygodne, ale wystarczy kilka dobrych pogłosek, by się rozpadły. (Kiedy wszystko inne spala na panece, zawzięty sceptyk zawsze może chwycić się ostatniej deski ratunku – twierdząc, że wszystko zostało sfingowane.)

Najpowszechniej stosowanym teoretycznym zarzutem jest stwierdzenie:

Nawet jeśli we wszechświecie może istnieć inteligentne życie, to międzygwiezdne podróże są jednak niemożliwe. Odległości pomiędzy gwiazdami są zbyt duże.

J. Allen Hayek, wieloletni konsultant projektu Blue Book, miał na takie podejście swoją odpowiedź: „Tego nie może być, więc nie ma”. To prawda, że międzygwiezdne odległości są tak ogromne, że podróżowanie wydaje się niemożliwe. Nikt nie byłby w stanie przeżyć podróży trwającej dziesięć tysięcy lat – wziąwszy pod uwagę nasze aktualne technologie.

Najbardziej powszechna na to riposta jest taka, że może zdarzyć się przełom w technologii napędów i być może jesteśmy w stanie przekroczyć, lub obejść, barierę, jaką stanowi prędkość światła, coś jak Enterprice z jej warp eight. Fizycy drwią sobie z tej idei, jednak nie ci, którzy nad tym właśnie pracują. Czy jest przynajmniej możliwe, że ktoś posunął się z tym problemem znacznie dalej? Relacje tysięcy naocznych świadków wskazują na rewolucyjne sposoby napędu statków UFO.

Nawet pomijając przełom w technologii napędów, ostatnie osiągnięcia w choćby tych dwu dziedzinach – sztucznej inteligencji i biotechnologii – przyniosą rewolucyjne zmiany w najbliższym stuleciu. Wiele osób zajmujących się tymi sprawami jest przekonanych, że uda się stworzyć sztuczny inteligentny organizm. Być może jeśli znajdziemy gdzieś tam planetę podobną do Ziemi, to właśnie sztuczne inteligentne organizmy będą mogły odbyć tę podróż? Poza tym, po co korzystać z takich organizmów, skoro można będzie sam statek wyposażyć w sztuczną inteligencję? Zbyt wiele jest niewiadomych, by można było mieć pewność, ale nie da się też zaprzeczyć takim ewentualnościom.

Dlaczego sami się nie ujawnili?

Takie było pytanie Condona. No tak, lądowanie obcego statku na trawniku przed Białym Domem załatwiłoby sprawę. Pytanie to zakłada jednakże pewien stopień podobieństwa pomiędzy ludźmi i wszelkimi innymi istotami, które mogłyby do nas przybyć. Człowiek-naukowiec badający grupę goryli nie przedstawiłby się dominującemu w stadzie samcowi, żeby ustalić z nim stosunki dyplomatyczne (aczkolwiek mógłby wchodzić w jakieś relacje z niektórymi, albo i ze wszystkimi gorylami). Być może otwarte stosunki z obcymi nie są możliwe, albo są mniej praktyczne, niż nam mogłoby się wydawać. A może groziłyby im zbyt silnym bólem głowy? Po prostu tego nie wiemy.

Z drugiej strony, jeśli potraktować poważnie te tysiące doniesień i relacji z uprowadzeń przez obcych, to okazuje się, że obcy pozwolili zauważyć swoją obecność. Zrobili to jednak skrycie, omijając wszystkie oficjalne kanały naszej cywilizacji – jako akt skrajnej dywersji.

Czy w rzeczywistości ludzie nie obserwują po prostu eksperymentalnych bądź tajnych samolotów?

To ważne pytanie. Istnieją obiekty o oszałamiającej technologii, będące w fazie testowania w locie. Legendarny, supertajny samolot Aurora testowany w Strefie 51 w Newadzie, zdolny do niesamowitych manewrów i osiągający nadzwyczajne prędkości, wyposażony jest też w inne tajemnicze możliwości. Mówi się o nim, że wcielił jakieś rewolucyjne zasady technologii napędów. Historyk CIA, Gerald Haines, uzasadniał ostatnio tezę, że większość UFO obserwowanych w latach 50-tych i 60-tych były to tajne statki powietrzne takie jak szpiegowskie samoloty U-2 i SR-71. Nie ulega wątpliwości, że niektóre z owych doniesień o UFO dotyczyły faktycznie tych samolotów. Kiedy jednak dokładniej zbadać fakty, twierdzenie Hainesa wydaje się podejrzane. I tak na przykład U-2 nie latał aż do roku 1952. Wysokość, na którą się wznosił, wynosiła 24 kilometry, a do tego leciał prosto jak strzała. Nie przyspieszał stale, nie lądował pionowo, ani nie robił żadnej z tych rzeczy, które tysiące świadków przypisywało UFO. To samo można powiedzieć o pozostałych amerykańskich przełomowych technologiach z okresu Zimnej Wojny. Należałoby też dodać, że nawet dzisiaj eksperymentalna technologia nie wydaje się stanowić wyjaśnienia dla większości porządnych doniesień na temat UFO, ta jednak dyskusja wykracza poza ramy niniejszej książki.

Kwestia infrastruktury

Gdzie mieści się infrastruktura tej obcej cywilizacji, która potrafi wytwarzać tak niewiarygodną technologię i nadzwyczajne statki? Albo – jeśli raporty o UFO mają być potraktowane poważnie, powinniśmy już mieć tutaj tysiące, jeśli nie miliony obcych. Jak to możliwe? Z pewnością jest to dobre pytanie, ale podobnie jak wiele innych zawiera ten sam błąd – jest nim próba postawienia siebie na miejscu obcych. Tego typu pytania zakładają milcząco, że możemy myśleć głowami obcych i wyobrażać sobie, jak też może wyglądać ich cywilizacja. Te pytania są zbyt teoretyczne. Czym innym jest bowiem dyskusja na temat możliwości lub niemożliwości podróży kosmicznych, a zupełnie czym innym zbadanie i wytłumaczenie kilku porządnych sprawozdań o UFO.

[część trzecia}

2 komentarzy »

  1. Ostatnio zająłem się na poważnie badaniem mitów i ich genezy. Wszystko zaczęło się od Junga i od jego poglądów na świadomość człowieka i w pewnym momencie dotarło do mnie jak łatwo jest manipulować wiedzą całych populacji.
    Kiedyś myślałem, że sprawy takie jak UFO, inna niż dzisiaj zakładana historia człowieka i inne sprawy z tzw. pogranicza nauki to bzdury, gdyż takich rzeczy nie da się utrzymać w tajemnicy, coś zawsze by wyciekło. I tu właśnie jest pies pogrzebany. Nie da się oczywiście rzeczy znaczących utrzymywać wiecznie w tajemnicy, przecieki są nieuniknione. Znaleziono, więc inną metodę: dezinformację. Tak, aby wartościowy przekaz utonął w morzu szumu. Jakież to proste. Zamiast walczyć z przeciekiem wystarczy sprokurować kilka lub kilkadziesiąt fałszywych, bardziej lub mniej absurdalnych. Większość ludzi trafiając na fałszywy przeciek uzna cały temat za idiotyczny i później nawet natrafiając na ważne informację automatycznie nie zwróci już na nie żadnej uwagi. Nawet Ci najbardziej dociekliwi będą się błąkać we mgle, nie mogąc rozróżnić prawdziwego przecieku od tego zmanipulowanego.

    Komentarz - autor: Mortius — 5 Maj 2008 @ 15:38

  2. Dokładnie tak. Wszystkie mity, legendy, historie i przekazy istotne dla rozwoju świadomości ludzkości zostały przekręcone albo wymyślone od nowa, żeby wprowadzać w błąd. Zwykłe bajki, ktore opowiadamy dzieciom, niosły w sobie ważny przekaz, który został im zwyczajnie skradziony. Sama często łapałam się na pytaniu, o co do diaska w jakiejś bajce chodzi, bo przypomina pranie mózgu i wciskanie dzieciom kitu.

    I tak jest dosłownie ze wszystkim. Żyjemy otoczeni jakimś sztucznym tworem, utkanym tak misternie, że po prostu nie da się utrzymać tezy, że są to tylko pojedyńcze kłamstewka sprokurowane to tu to tam na uzytek tego czy owego osobnika.

    Dzięki Bogu(?) byli i są – wśród tych „najbardziej dociekliwych” – ludzie, którzy nie dają się zniechęcić i przeznaczają swoje życie na mozolne przebijanie się przez tę mgłę. Bez nich bylibyśmy bez szans.

    A w badaniu mitów i ich genezy może Ci pomóc książka Laury Knight-Jadczyk „The Secret History of the World, and how to get out Alive” – to skarbnica wiedzy na ten temat. Jeśli jej nie znasz, to zachęcam do przestudiowania.

    Komentarz - autor: iza — 5 Maj 2008 @ 19:38


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: