PRACowniA

30 kwietnia 2008

UFO a stan bezpieczeństwa narodowego (1)

Filed under: Nauka,Zagrożenia dla Ziemi,Świat wokół nas — pracowniaiv @ 23:49
Tags: ,

Pierwsza część naszego przekładu wstępu do książki Richarda M. Dolana „UFOs and the National Security State”.

„Sprzeczność w logice formalnej jest sygnałem niepowodzenia. Jednak w rozwijaniu prawdziwej wiedzy oznacza ona pierwszy krok na drodze wiodącej w kierunku zwycięstwa.”

– Alfred North Whitehead

„Błędem jest uważać, że nauka składa się wyłącznie z ostatecznie dowiedzionych twierdzeń, a wymaganie, żeby tak było, jest wręcz niesprawiedliwe. Żądanie takie wysuwają jedynie ci, którzy łakną autorytetu i czują potrzebę zastąpienia religijnego katechizmu czymś innym, chociażby katechizmen naukowym”.

– Sigmund Freud

„W każdym domu jest jakiś kościotrup”. – Anonim

Problem UFO

W problem UFO przez ponad 50 lat zaangażowany był personel wojskowy na całym świecie, a sam problem owiany jest mgłą tajemnicy. Na przestrzeni lat wyszło jednak na jaw dostatecznie wiele faktów, żebyśmy mogli wyobrazić sobie, jak wygląda cały obraz. Starałem się wykorzystać te klocki do skonstruowania przejrzystej historycznej relacji skupiającej się na wymiarach narodowego bezpieczeństwa.

Jako że temat jest tak powszechnie ośmieszany, należy uwydatnić powód, dla którego jest on wart poważnego zainteresowania. Historie o dziwnych obiektach na niebie sięgają daleko w przeszłość, ale problem ten nie przyciągnął większej uwagi aż do II Wojny Światowej. W owym czasie personel wojskowy aliantów i krajów osi donosił o niecodziennych obiektach na niebie, ostatecznie znanych jako foo fightery. Z perspektywy czasu taki rozwój wypadków nie jest zaskakujący. Po pierwsze, po raz pierwszy ludzka awiacja stała się powszechna. Tysiące pilotów uzyskało nagle tę nigdy wcześniej nie posiadaną możliwość widzenia tego, co dzieje się ponad chmurami. Drugim powodem było wynalezienie radaru, który elektronicznymi środkami przedłużył zasięg ludzkiego wzroku. W czasie wojny większość badaczy zakładała, że te dziwne widywane obiekty miały związek z samą wojną, stanowiły anomalię towarzyszącą nowym metodom wykrywania albo też mogły być eksperymentalnym statkiem powietrznym wroga.

Mając to na uwadze, można by oczekiwać, że obserwacje takie znikną z rokiem 1945, po zakończeniu wojny. Zamiast tego ich ilość wzrosła. W Europie w 1946 roku i w Ameryce w roku 1947 ludzie widzieli – i zdawali z tego relacje – obiekty, których nie dawało się wyjaśnić w żaden konwencjonalny sposób. Gdziekolwiek się one pojawiały, z absolutnie niezrozumiałych powodów dochodzenie przejmowały dowództwa wojskowe. Nieznane obiekty, często pozostawiające ślady na radarach oraz obserwowane wizualnie, latały w strefach powietrznych państw, a w przypadku Stanów Zjednoczonych – nad drażliwymi urządzeniami wojskowymi. Wojna była zakończona. Co się zatem działo?

Podczas fali UFO w 1947 roku amerykańskie instytucje wojskowe i wywiadowcze prowadziły w sprawie tych obserwacji liczne równoległe dochodzenia. Chociaż oficjalnie dochodzeniami kierowało lotnictwo, to nigdy nie był to jedyny na tej arenie gracz. Zaangażowane były wszystkie służby. Przez chwilę sprawę UFO badało FBI, a od 1948 roku do gry weszło CIA i pozostawało w niej aż do czasów najnowszych.

Początkowo część Amerykanów obawiała się, że za falą „latających spodków” stać może Związek Radziecki. Taka możliwość została zbadana, po czym odrzucona. W czasach, kiedy najszybszy na świecie statek powietrzny rozwijał prędkość około 950 km na godzinę, niektóre z owych obiektów przekraczały – lub zdawały się przekraczać – 1600 km na godzinę. Co więcej, manewrowały w sposób, w jaki żaden statek powietrzny nie był w stanie manewrować – jak choćby robiąc zwroty pod kątem prostym, gwałtownie się zatrzymując i gwałtownie przyspieszając. Czy naprawdę Rosjanie mogli zbudować coś takiego? A jeśli mogli, to dlaczego latali nimi nad całą Ameryką i Europą Zachodnią? Ekspertom idea ta wydawała się w najlepszym razie mocno naciągana, a 50 lat później ich wniosek utrzymał się w mocy. Czy zatem mogły to być obiekty amerykańskie? Ta możliwość została również zbadana i odrzucona, z tego samego powodu. Amerykańskim badaczom nie wydało się wiarygodnym, że ich wojsko sekretnie odkryło ponaddźwiękową i antygrawitacyjną technologię.

Opcje szybko się zawężały. Albo było to coś realnego i obcego, albo było to coś „konwencjonalnego”, ale jak dotąd nieznanego bądź niewytłumaczonego. Co jednak mogło wyjaśnić notoryczne pojawianie się metalicznych statków robiących rzeczy niemożliwe? Do końca roku 1947 reprezentacja analityków z Centrum Technicznego Wywiadu Lotniczego – Air Technical Intelligence Center (ATIC) – przy Bazie Sił Powietrznych Wright-Patterson była przekonana, że UFO były statkami pozaziemskimi. Do lata 1948 roku zespół ten przygotował „Ocenę sytuacji” [Estimating of the Situation], przedstawiając pozaziemską tezę, która wylądowała na biurku naczelnego dowódcy Lotnictwa USA, Hoyta Vandenberga. Historia wygląda tak (nie ma żadnych oficjalnych dokumentów to potwierdzających, są jedynie oświadczenia osób wtajemniczonych), że Vandenberg odrzucił tę ocenę albo z braku dowodów, albo dlatego, że nie zawierała pożądanej przez niego konkluzji. W każdym razie jasno dał do zrozumienia, że Siły Powietrzne nie zaakceptują spekulacji na temat istot pozaziemskich jako rozwiązania problemu UFO.

Oczywiście ludzie ciągle widywali to coś i zastanawiali się, czym to coś jest. Na przykład latem 1952 roku tak często dochodziło do obserwacji UFO i wielokroć były one tak dobrze widoczne, że niektórzy ludzie z Sił Powietrznych rzeczywiście zastanawiali się, czy nie zbliża się inwazja. Z pewną pomocą skrycie sponsorowanego przez CIA tzw. Panelu Robertsona powołanego w styczniu 1953, Siły Powietrzne wzmocniły cenzurę na ten temat. Do tej pory nie została ona w pełni zdjęta. Doniesienia o UFO zaczęły zbierać i analizować organizacje cywilne. Co więcej, siły powietrzne same zapędziły się w kozi róg angażując się w monitorowanie UFO jako potencjalnego zagrożenia bezpieczeństwa narodowego. Ci, którzy krytykowali zbywające stwierdzenia sił powietrznych na temat UFO – a było takich wielu – częstokroć pytali, dlaczego, skoro spodki nie stanowią zagrożenia dla narodowego bezpieczeństwa i istnieją tylko w wyobraźni, siły powietrzne do badania doniesień powołały projekt Blue Book?

Potem nadeszła wielka fala UFO w latach 1965 i 1966, kiedy to siły powietrzne nie mogły już dłużej chować się za balonami pogodowymi i gazami z bagien, ani stawiać oporu publicznym badaniom. W rezultacie, żeby „załatwić” sprawę, ufundowały badania naukowe UFO przez Uniwersytet Colorado, znane w historii jako komitet Condona, . Po dwóch latach komitet doszedł do wniosku, że UFO nie są warte badań naukowych. Krytycy odpowiedzieli, że wniosek komitetu nie pasuje do ich własnych danych. Komitet oczywiście miał „złą krew” wśród swoich członków, co doprowadziło do usunięcia tego pro-ufologicznego kontyngentu w środku trwania projektu. Wielu osobom wydało się, że projekt od początku ustawiony był na negatywną konkluzję. Zaczął się hałas na temat sprawowania kontroli nad komitetem albo przez siły powietrzne, albo przez CIA.

Fakt, że Komitet Condona był niechlujny, umożliwił siłom powietrznym zamknąć Niebieska Księgę. W grudniu 1969 roku siły powietrzne ogłosiły, że nie będzie więcej dochodzeń w sprawie UFO. Główne cywilne organizacje badawcze szybko upadły, a ludzie, którzy widywali UFO, nie bardzo mieli się gdzie zwrócić.

Zatrzymajmy się na chwilę, żeby ocenić sytuację. Do połowy lat 40-tych XX wieku amerykański aparat wywiadowczy miał powód wierzyć, że istniały artefakty na niebie, które nie pochodziły z Ameryki, Rosji, Niemiec, ani z żadnego innego państwa. Obiekty te naruszały bardzo drażliwą wojskową przestrzeń powietrzną i nie wydawały się być zjawiskiem naturalnym. Można przypuszczać, że siły bezpieczeństwa narodowego, których to bezpośrednio dotyczyło, miały obsesję na punkcie jak najszybszego określenia natury i celu tych obiektów i możemy wnioskować, że sprawa ta została prawdopodobnie głęboko utajtniona na okres od 1946 albo 1947 roku aż do czasów najnowszych.

Niektórzy zbędą to jako jedną z wielu teorii spiskowych rozsianych po amerykańskim krajobrazie. Ta właśnie etykietka powoduje automatyczne odsunięcie od siebie problemu, jakby nikt nigdy nie działał w tajemnicy. Wysilmy się na odrobinę perspektywy i przywołajmy zdrowy rozsądek. W Stanach Zjednoczonych mieści się sporo wielkich organizacji – korporacji, biurokracji, „grup interesu” itp – które z natury są konspiracyjne. Oznacza to, że są hierarchiczne, ważne decyzje podejmowane są tajnie przez kilku decydentów i nie stronią oni od kłamania na temat swojej działalności. Taka jest natura zachowań organizacyjnych. „Konspiracja”, w tym kluczowym znaczeniu, jest sposobem życia obecnym na całej kuli ziemskiej.

Wewnątrz światowego aparatu wojskowego i wywiadowczego tendencja ta jest spotęgowana do maksimum. W latach 40-tych XX wieku, kiedy wojsko i jego naukowcy udoskonalali w całkowitej tajemnicy swoją budzącą grozę broń, wpadł im w ręce problem UFO. Czy byli zainteresowani nieznanymi obiektami węszącymi w ich zakazanej przestrzeni powietrznej? Czy chcieli ograniczyć dostęp do informacji, które posiadali? Dostępne dowody, zamieszczone w tej książce, wskazują na odpowiedź twierdzącą.

Jeśli zatem założymy istnienie konspiracji wokół tematu UFO, możemy zapytać, gdzie ona jest. Czy istnieje na przykład jakaś centralna grupa zarządzająca tym problemem? Może tak, może nie. To możliwe, a nawet wiarygodne, że nikt z trzymających dziś urząd publiczny nie wie, co się dzieje. Jest możliwe, że istniała kiedyś wewnątrz departamentu obrony albo CIA grupa kontrolująca UFO, ale nie ma żadnego bezwzględnego powodu, dla którego ta sytuacja musiałaby trwać dzisiaj. Nie tylko bowiem tajność jest w tych kołach aksjomatyczna, ale informacja jest tak dalece podzielona pomiędzy różne sekcje, że łatwo sobie wyobrazić, jak różne wątki informacji o UFO mogą przynależeć do dziesiątek wzajemnie od siebie odizolowanych dziedzin.

Oczywiście odnośnie UFO tajność pozostaje w wojsku regułą. Pomimo twierdzeń o braku zainteresowania, wojsko ciągle odpowiada na doniesienia o niezidentyfikowanych latających (i podwodnych) obiektach. Personel wojskowy byłby jednak totalnie nierozsądny, gdyby wdał się w dyskutotawanie o tym ze społeczeństwem. Wojskowa „Przysięga co do niebacznego ujawnienia poufnych danych lub informacji o bezpieczeństwie” [Oath upon Inadvertent Exposure to Classified Security Data or Information] składana jest przez cały personel mający dostęp do wszelkiego rodzaju poufnych informacji i obowiązuje do końca życia oraz niezależnie od okoliczności. Kiedy podpisujesz się pod tą przysięgą, wyrażoną słowami Dowódcy 133. Dywizjonu /pułku lotniczego/ Powietrzno-Desantowego, Jamesa Goodella:

… zrzekasz się swoich praw konstytucyjnych. Podpisujesz kawałek papieru mówiący, że jeśli naruszysz swoją umowę bezpieczeństwa… bez procesu, bez prawa apelacji idziesz na 20 lat do więzienia federalnego w Leavenworth. To naprawdę silny bodziec, żeby trzymać język za zębami.

Wojsko trzyma kwestię UFO w głębokim utajnieniu. Przez ostatnich trzydzieści lat zapytania w sprawie UFO kierowane do sił powietrznych czy innych ciał rządowych spotykały się z jedną i tą samą odpowiedzią:

Od roku 1947 do 1969 siły powietrzne badały Niezidentyfikowane Obiekty Latające w ramach Projektu Blue Book. Projekt ten, z zarządem w Bazie Sił Powietrznych Wright-Patterson w Ohio, został zakończony 17 grudnia 1969 roku. Ze wszystkich 12618 ufo-obserwacji zgłoszonych do Projektu Niebieskiej Księgi 701 pozostało „niezidentyfikowanych”.

Decyzja o przerwaniu dochodzenia w sprawie UFO oparta była na ocenie raportu przygotowanego przez Uniwersytet Colorado, zatytułowanego „Scientific Study of Unidentified Flying Objects”, recenzji raportu Uniwersytetu Colorado sporządzonej przez National Academy of Science, wcześniejszych studiach nad UFO oraz na doświadczeniu Sił Powietrznych w badaniu doniesień o UFO z lat 1940-1960.

W rezultacie przeprowadzonych dochodzeń, badań i doświadczenia zebranego z dochodzenia w sprawie doniesień o UFO od roku 1948, wnioski Projektu Blue Book były następujące: (1) ze wszystkich doniesień, dochodzeń i ocen wynika, że żaden z obiektów UFO nigdy nie wskazywał naistnienie z jego strony zagrożenia dla naszego bezpieczeństwa narodowego; (2) nie ma żadnych dowodów przedłożonych Siłom Powietrznym ani odkrytych przez nie, że obiekty sklasyfikowane jako „niezidentyfikowane” charakteryzowały się zaawansowaniem technologicznym czy wskazywały na wykorzystywanie praw wykraczających poza ramy współczesnej wiedzy naukowej; i (3) żadne dowody nie wskazywały na to, że obiekty sklasyfikowane jako „niezidentyfikowane” były statkami pozaziemskimi…

Od zamknięcia Projektu Niebieska Księga nie pojawiło się nic, co mogłoby sugerować zasadność podjęcia na nowo przez Siły Powieterzne dochodzenia w sprawie UFO…

Tak wygląda niezmienna, oficjalna prawda o UFO.

Kultura oficjalna vs. nieoficjalna

Niektóre rzeczy są prawdziwe, a niektóre są oficjalnie prawdziwe.

W roku 1937 Józef Stalin zatwierdził pierwszy dziesięcioletni Spis Ludności. W oparciu o szacowany wzrost populacji z lat 20-tych spodziewał się wyniku w okolicach 170 milionów. Niestety spis wykazał liczbę 156 milionów i Stalin nie był specjalnie zadowolony. Zamiast więc dociekać, co się stało z brakującymi 14 milionami dusz, Stalin obmyślił proste rozwiązanie: większość spisywaczy zastrzelił, a resztę zesłał do Gułagu. Dwa lata później, w roku 1939, bardziej „posłuszny” spis dał wynik 170 milionów, co zostało uznane za oficjalną liczbę ludności.

Każdy, kto żył w represyjnym społeczeństwie, wie, że oficjalna manipulacja prawdą odbywa się codziennie. Wszystkie jednak społeczeństwa mają swoich licznych i swoich niewielu. Zawsze i wszędzie rządzą właśnie ci nieliczni i ci nieliczni wywierają dominujący wpływ na to, co można by nazwać kulturą oficjalną. Podczas gdy rozwiązanie Stalina jego problemu ze spisem powszechnym było skrajne, wszystkie elity troszczą się o to, żeby zmanipulować publiczną informację w taki sposób, aby utrzymać istniejące struktury władzy. To gra stara jak świat.

Jak wszędzie, tak i w Ameryce istnieją tematy, które są zbyt drażliwe, by mogły być dyskutowane otwarcie nie trapiąc tym pewnych potężnych interesów. Sprawa UFO zawsze była takim tematem, co widać po kombinacji oficjalnych zaprzeczeń, skrajnej tajności, publicznych kpin i towarzyszących temu rozpowszechnionych popularnych przekonaniach. Oficjalnie UFO nie istnieją i dyskutuje się o nich publicznie jedynie w kontekście swego rodzaju żartu albo kiczowatego elementu kultury. A jednak wierzy w nie około trzy czwarte Amerykanów. Skąd ta rozbieżność? Poza wszystkim innym, większość Amerykanów wierzy też w Boga, i nie ma w tej sprawie żadnych oficjalnych zaprzeczeń. Czy to możliwe, że wiara w UFO jest – jakkolwiek dziwne może się to na pierwszy rzut oka wydawać – lekko wywrotowa?

Incydent z Redmond, w stanie Oregon

Jest w tej książce wiele przykładów ilustrujących ową rozbieżność pomiędzy oficjalną i nieoficjalną prawdą na temat UFO. Poniżej jeden z nich – przypadek z Redmond w Oregonie.

24 września 1959 roku, na krótko przed zachodem Słońca, oficer policji Robert Dickerson jechał samochodem ulicami Redmond, kiedy zobaczył duży jasny obiekt obniżający swój lot nad miastem, który po chwili gwałtownie się zatrzymał i zawisł na wysokości 60 metrów. Obiekt był na tyle nisko, że zajarzyły się czubki pobliskich drzew. Kilka minut później Dickerson jechał do biura Federal Aviation Administration na lotnisku w Redmond. W tym czasie obiekt gwałtownie ruszył w kierunku na północny wschód od lotniska i ponownie zawisł. Jego kolor zmienił się z świetlisto białego na pomarańczowo-czerwony. Dickerson i inni ludzie zobaczyli przez lornetkę, że obiekt jest płaski i okrągły, a z jego krawędzi wydobywały się czasami języki „płomieni”.

O 5:10 rano FAA doniosła o obiekcie do Centrum Kontroli Ruchu Powietrznego (Air Route Control Center) w Seattle, które z kolei przekazało wiadomość do bazy lotniczej Hamilton Air Port Base w Kaliforni. O godzinie 5:18 sześć myśliwców F-102 wystartowało z Portland z zadaniem przechwycenia obiektu. Świadkowie wciąż przyglądali się wiszącemu obiektowi, kiedy myśliwce zahuczły nad Redmond. Kiedy siły powietrzne zbliżyły się, obiekt zdławił swoje „języki płomieni”, wyrzucił z siebie ogniste spaliny, wystrzelił w górę z nieprawdopodobną prędkością i zniknął w chmurach na wysokości ponad czterech tysięcy metrów. Znalazł się tak blisko trasy odrzutowców, że jeden z pilotów wykonał gwałtowny zwrot, żeby uniknąć zderzenia. Inny myśliwiec, schwytany w turbulencję tych straszliwych spalin, niemal utracił kontrolę nad lotem. Jeden z pilotów kontynuował pościg korzystając z radaru z celownikiem, jednak obiekt gwałtownie zmienił kurs – sytuacja ta śledzona była na radarze w Klamath Falls Ground Control Intercept – i pilot poddał się. Przez następne dwie godziny na radarze było widoczne, jak ten nieznany obiekt z ogromną prędkością wykonuje manewry na wysokościach pomiędzy 2000 a 16000 metrów.

Piloci natychmiast otrzymali z wywiadu wezwanie na złożenie sprawozdania i polecono im nie dyskutować na ten temat nawet między sobą. Jednakże setki mieszkańców Redmond słyszały odrzutowce, niektórzy widzieli samoloty pościgowe, a kilku złożyło doniesienia o nieznanym obiekcie. Zmuszone do wyjaśnień lotnictwo oświadczyło, że lot był rutynowym zwiadem spowodowanym przez fałszywe odczyty radarów. Podekscytowani świadkowie prawdopodobnie wyobrazili sobie po prostu ten blask.

Tymczasem szybko wyciekła informacja, że FAA szukała nienormalnej radioaktywności w miejscach, gdzie świadkowie widzieli zawieszony i „odpalający” obiekt. W efekcie ludziom ciężko było przełknąć wyjaśnienie lotnictwa. Dlaczego FAA miałaby sprawdzać nienormalne promieniowanie, skoro całe wydarzenie było iluzją? Wtedy lotnictwo zmieniło rozwiązanie: obiekt, który był przez każdego widziany, był prawdopodobnie balonem meteorologicznym. Nikt nie zawracał sobie głowy wyjaśnieniem, jakim cudem balon meteorologiczny mógł zdystansować odrzutowce lecące z prędkością bliską 1000 km/h.

Podsuwając to wyjaśnienie lotnictwo nie wiedziało, że wiodąca krajowa cywilna grupa badająca UFO – The National Investigations Committee on Aerial Phenomenon – otrzymała potwierdzone kopie dzienników FAA. To był niespodziewany cios, ponieważ dzienniki FAA opisywały to UFO i jego manewry bardzo szczegółowo, włącznie z jego wymknięciem się przechwytywaczom. Dzienniki zawierały również potwierdzenie śledzenia obiektu na radarze, wypuszczenia odrzutowców z Potland oraz raport z Klamath Falls.

Kiedy informacja ta stała się publiczna, Siły Powietrzne bezzwłocznie oskarżyły FAA za wypuszczenie fałszywych informacji i podtrzymało swoją wersję z balonem. Wskutek dalszych nacisków ze strony NICAP i kilku legislatorów Siły Powietrzne podały ostatecznie „prawdziwe” wyjaśnienie: świadkowie widzieli planetę Wenus.

[część druga]

– –
Richard M. Dolan studiował na uniwersytetach Alfred i Oxford, po czym obronił tytuł naukowy z historii na uniwersytecie w Rochester, był też nominowany do prestiżowego stypendium Rhodes Scholarship. Dolan studiował amerykańską politykę Zimnej Wojny, historię i kulturę ZSRR oraz dyplomację. O „teorii spisku” napisał […]
Fragmenty tego, co Dolan na ten temat napisał, można znaleźć w końcówce Tego artykułu.

Advertisements

15 komentarzy »

  1. W prasie oraz sieci regularnie publikowane są ubolewania światłych uczonych na temat ciemnoty ludzkości, a Amerykanów w szczególności. Ci ciemni Amerykanie wierzą w UFO i odwiedziny kosmitów, astrologię, homeopatię, bioenergoterapię, różdżkarstwo i całe mnóstwo zatrważających racjonalistów przesądów. Nie dawniej, jak kilka godzin temu obejrzałam na Discovery Science utrzymany w prześmiewczo-kabaretowej konwencji program o kosmitach. Deniken robił tam za błazna, a rozsądni psychologowie oraz inni uczeni tłumaczyli, że nasze mózgi robią nam kawały i dlatego widzimy nie to, co jest, lecz to, co się nam wydaje.

    Z programu wynikał oczywisty dla jego twórców wniosek – kosmici zastąpili nam religię, bo dziś ludzie nie mają w co wierzyć, a przecież wierzyć w „coś” jest bardzo przyjemnie.

    Ciekawa jestem, kogo takie wyjaśnienia rzeczywistości satysfakcjonują. Obawiam się, że tylko tych, którzy to wymyślają. Jeden z gości stwierdził, że ludzie coraz bardziej przestają wierzyć naukowcom i oficjalnym władzom. I myślę, że władza powinna to jak najszybciej przemyśleć, bo jak tak dalej pójdzie, to zostanie wyprawiona na zieloną trawkę.

    Z kolei Noam Chomsky w wywiadzie podał informację, że ok. 75% Amerykanów deklaruje głośno niezadowolenie z władzy, a zwłaszcza z tego, na co wydawane są publiczne pieniądze. Ludzie nie chcą słuchać wojennej propagandy i nie chcą, żeby kasa szła na zbrojenia. Domagają się wydawania jej na cele społeczne i pomoc dla biednych.

    Tak więc ludzkość to wcale nie takie głąby, a propaganda wcale nie działa tak, jakby propagandyści sobie tego życzyli.

    Komentarz - autor: astromaria — 1 maja 2008 @ 23:49

  2. @astromaria
    „Nie dawniej, jak kilka godzin temu obejrzałam na Discovery Science utrzymany w prześmiewczo-kabaretowej konwencji program o kosmitach.”

    Na Discovery to standard. Kiedys jeszcze puszczali cos ciekawego ale obecnie to nie jest zaden program naukowy tylko zwyczajny program rozrywkowy i to wrecz dla dzieci. 🙂

    „Deniken robił tam za błazna, a rozsądni psychologowie oraz inni uczeni tłumaczyli, że nasze mózgi robią nam kawały i dlatego widzimy nie to, co jest, lecz to, co się nam wydaje.”

    Typowy schemat nie tylko dla kwestii kosmitow. Swoja droga ci „psychologowie” musza miec niezle poczucie humoru. 🙂

    „Ciekawa jestem, kogo takie wyjaśnienia rzeczywistości satysfakcjonują. Obawiam się, że tylko tych, którzy to wymyślają.”

    To cie zaskocze. Ja sam sklanialem sie wczesniej bardziej ku „materialistycznej” wizji wszechswiata. Nie chcialo mi sie zajmowac tymi wszystkimi „paranormalnymi zjawiskami” bo nie czulem w zwiazku z tym zadnej wartosci poznawczej. Co mi po tym ze jakis koles powiedzial ze widzial UFO? Nawet dzisiaj nie ma to dla mnie wiekszej wartosci.
    To sklanianie sie ku czemus co teraz nazywam „nauka” (w sensie nauka w cudzyslowiu :)) powodowalo ze bylem otwarty na takie manipulacje. Testy na inteligencje jakie mi kiedys przypadkiem zrobiono wykazaly ze mam ponad przecietna a jednak. Te glupie wyjasnienia zrobily ze mnie jeszcze wiekszego idiote niz bylem wlasnie z powodu braku wiedzy.

    „Jeden z gości stwierdził, że ludzie coraz bardziej przestają wierzyć naukowcom i oficjalnym władzom.”

    W to tez przyjemnie by bylo wierzyc nie? 🙂

    „I myślę, że władza powinna to jak najszybciej przemyśleć, bo jak tak dalej pójdzie, to zostanie wyprawiona na zieloną trawkę.”

    Chcesz zeby serwowali nam bardziej wyrafinowane klamstwa i zeby dzieki temu psychopaci dalej nami rzadzili?

    „Tak więc ludzkość to wcale nie takie głąby, a propaganda wcale nie działa tak, jakby propagandyści sobie tego życzyli.”

    Czy to takie glaby czy nie to nie wiem. Wiem jednak ze bez takich miejsc jak to i bez takich ludzi jak my propaganda ma duza szanse odniesc sukces. A my ciagle nie jestesmy glosem ktory dociera wszedzie.

    Komentarz - autor: gem — 2 maja 2008 @ 09:08

  3. @astromaria
    Chomsky mówi to, co mu wygodnie mówić, w telewizji mówią to głównie to, za co im się płaci. Generalnie większość „objawień” po dokładniejszym zbadaniu sprawy okazuje się służyć tej czy innej władzy. Jednym z takich wolnościowych objawień okrzyknięto Johna Perkinsa. Wytłumaczy mi ktoś, dlaczego???

    Na szczęście mamy jeszcze internet, którego losy ciągle się ważą. Nie mam wątpliwości, że w końcu się zważą (albo zwarzą).

    Daleko mi do Twojego optymizmu.

    „Ciekawa jestem, kogo takie wyjaśnienia rzeczywistości satysfakcjonują. Obawiam się, że tylko tych, którzy to wymyślają.”

    Przyłóż ucho tam, gdzie można posłuchać rozmów „zwykłych obywateli”. Ich światopogląd ciągle kształtują seriale, gazety, wiadomości telewizyjne i kościół. Łatwo o tym zapomnieć, kiedy obracamy się głównie w towarzystwie pokrewnych dusz.

    „Jeden z gości stwierdził, że ludzie coraz bardziej przestają wierzyć naukowcom i oficjalnym władzom.”

    No i co z tego, że tak powiedział? Czy to od razu znaczy, że to prawda? I co z tego ma wynikać? Którym naukowcom przestają wierzyć? Czy to na pewno dobrze? Komu zaczynają wierzyć w zamian? Jakiego nowego bożka sobie wybierają? Przestają wierzyć władzy? A kiedy wierzyli? I w ogole co tu robi wiara?

    „I myślę, że władza powinna to jak najszybciej przemyśleć, bo jak tak dalej pójdzie, to zostanie wyprawiona na zieloną trawkę.”

    A ja myślę, że władza sobie przemyślała i wyemitowała rzeczony program oraz przyzwoliła na zapłacenie honorarium temu gościowi za bzdury, które naplótł.

    „Tak więc ludzkość to wcale nie takie głąby, a propaganda wcale nie działa tak, jakby propagandyści sobie tego życzyli.”

    Bardzo chciałabym się mylić, ale mam wrażenie, że swoim komentarzem dowodzisz, że propaganda doskonale wywiązuje się ze swojej roli. Może nie był to właściwy moment na pisanie go? 😉

    Korzystając z okazji, dla poszerzenia horyzontów polecam wszystkim ostatni wpis Arka na jego Układzie Otwartym.

    Komentarz - autor: iza — 3 maja 2008 @ 02:45

  4. Mój biorytm intelektualny właśnie zjeżdża do najniższego poziomu, więc być może dlatego nie rozumiem tego stwierdzenia:

    ” “Tak więc ludzkość to wcale nie takie głąby, a propaganda wcale nie działa tak, jakby propagandyści sobie tego życzyli.”

    Bardzo chciałabym się mylić, ale mam wrażenie, że swoim komentarzem dowodzisz, że propaganda doskonale wywiązuje się ze swojej roli.”

    A jak ja tego dowodzę?

    Komentarz - autor: astromaria — 3 maja 2008 @ 23:17

  5. Może za bardzo uwierzyłam w to: http://cia.bzzz.net/chomsky_pranie_mozgu_na_wolnosci

    Komentarz - autor: astromaria — 4 maja 2008 @ 00:25

  6. Hmmm… Zaczęłam się teraz zastanawiać, czy zdanie „Tak więc ludzkość to wcale nie takie głąby, a propaganda wcale nie działa tak, jakby propagandyści sobie tego życzyli” podałaś jako swój wniosek (tak to wygląda), czy jako wizję, którą próbują narzucić media (z Chomskym włącznie).

    Jeśli był w tym przekąs, to przepraszam, źle zrozumiałam.

    Jeśli było to serio i jest to Twoje przekonanie, to po prostu nasze zdania się różnią. Ja uważam, że prawdą jest to drugie. Że mediom – a raczej tym, którzy pociągają za sznurki – zależy na tym, żeby społeczeństwu się wydawało, że nie jest tak źle, a nawet – że idzie ku lepszemu. W tym zawiera się oczywiście propaganda na temat słabości propagandy. Dlatego swoje widzenie nazwałam mniej „optymistycznym”.

    Co do wywiadu z Chomskym – w co takiego tam uwierzyłaś? Przeczytałam go trzy razy i albo zaćmiło mi umysł, albo to co on mówi zupełnie nie trzyma się kupy. Może to z powodu formy (wywiad), może przekład do kitu, może mu nie zależało, może za niska była stawka, może… W każdym razie przeważnie znacznie spójniej się wypowiada. Chyba że czegoś nie łapię.

    Komentarz - autor: iza — 4 maja 2008 @ 14:05

  7. Chyba kilku spraw nie zrozumiałaś, ponieważ straszliwie się zacietrzewiłaś, a to zawsze ogranicza obiektywizm myślenia. Twój poprzedni komentarz odebrałam jako wręcz napastliwy, dlatego postanowiłam na niego nie reagować od razu, lecz przespać się z tym do następnego dnia. Na szczęście drugi jest bardziej umiarkowany, więc możemy pogadać.

    Od razu zastrzegam, że Chomsky (ani w ogóle nikt inny) nie jest moim idolem, ponieważ od wszelkich autorytetów trzymam się tak daleko, jak to tylko możliwe. Nie miałam pojęcia, co sądzi on o 11 września, bo dla mnie nie ma to znaczenia. Dla mnie ważne jest wyłącznie to, co ja sama o tym wiem i co myślę. Nie ufam nikomu, wyłącznie sobie i zawsze, jeśli pozostaję wierna tej zasadzie, dobrze na tym wychodzę.

    Jeśli chodzi o media – wiem, jak działają, ponieważ dla własnego bezpieczeństwa codziennie oglądam wiadomości w TV i czasem (rzadko!) zerkam na „swobodne i szczere” dyskusje obywateli zaproszonych do studia.

    Nie zapominaj, że na co dzień zajmuję się dziedzinami bardzo silnie zwalczanymi przez oficjalny system. To właśnie dzięki obserwowaniu medialnych dyskusji astrologów, radiestetów i homeopatów z racjonalistami i naukowcami rozszyfrowałam sposób, w jaki się ludźmi manipuluje i jakimi cyrkowymi sztuczkami omamia się ich umysły, przedstawiając im iluzję racjonalizmu zamiast suchych faktów i nagiej prawdy.

    A teraz, wracając do Chomsky’ego… pytasz: „w co takiego tam uwierzyłaś?”

    Francuski dziennikarz zaczyna rozmowę, mówiąc: „Zacznijmy od kwestii mediów. We Francji 2005 r. większość tytułów prasowych opowiadała się za „tak” w referendum w sprawie Konstytucji Europejskiej, a mimo to 55 proc. Francuzów zagłosowało „nie”. Wydaje się więc, że manipulacyjna władza mediów nie jest absolutna. Czy ten głos obywateli był zarazem „nie” powiedzianym mediom?”

    Nie wiem, na ile wiarygodne są podane w wywiadzie dane (np. te 75%), ale nawet jeśli są zawyżone, to i tak robią wrażenie:

    „75% Amerykanów uważa, że Stany Zjednoczone powinny przystopować ze swoimi pogróżkami wojennymi i poszukiwać porozumienia drogą dyplomatyczną”;

    „Jeżeli np. chodzi o budżet federalny Stanów Zjednoczonych, większość Amerykanów życzy sobie redukcji wydatków militarnych, a w zamian za to wzrostu wydatków na cele socjalne, na kredyty udzielane Narodom Zjednoczonym, na międzynarodową pomoc humanitarną, a także anulowania obniżki podatków, którą George W. Bush wprowadził ku uciesze i zyskom najbogatszych”;

    Jeśli to prawda, to widocznie ludzie nie są aż tak głupi i nieświadomi.

    I to wszystko. Nie interesuję się statystykami na tyle, żeby mozolnie przekopywać się przez góry pomieszanych ze sobą fałszywych i prawdziwych danych, próbując oddzielić jedno od drugiego jak Kopciuszek mak od piasku. Zaufałam danym podanym przez Chomsky’ego i to wszystko. Nawet, jeśli to był błąd, to chyba nie ma potrzeby stawiać mnie z tego powodu przed plutonem egzekucyjnym.

    Komentarz - autor: astromaria — 4 maja 2008 @ 17:22

  8. Ani tym bardziej nie ma powodu, żeby robić ze mnie otumanioną przez propagandę i nieświadomą idiotkę

    Komentarz - autor: astromaria — 4 maja 2008 @ 17:25

  9. „[…] otumanioną przez propagandę i nieświadomą idiotkę”

    ktoś komuś nadepnął na odcisk…

    Kiedy komuś powiesz coś co jest mu niewygodne ten zaczyna się „szamotać”. Powiedz komuś coś co zauważyłeś u niego, np że jest kłamcą, głupkiem i zobacz jak zareaguje. Ten ktoś temu zaprzeczy, będzie bronił (się) swego ego.

    Druga sprawa która często się zdarza, to brak porozumienia. Czasem zamiary kogoś są odbierane w całkowicie inny sposób. Tłumaczymy sobie wszystko na swój sposób, rozumujemy na swój sposób. Wszystko przechodzi przez ego.

    Czy aby na pewno Iza zrobiła z Mari nieświadomą idiotkę. Pewnie nie ale Maria „widzi” to trochę inaczej…

    Komentarz - autor: Paweł — 4 maja 2008 @ 19:38

  10. @astromaria
    „Jeśli to prawda, to widocznie ludzie nie są aż tak głupi i nieświadomi.”

    Jesli to prawda ze poziom edukacji w USA jest tak koszmarny jak podaja statystyki i ze faktycznie panuje tam moda na bycie glupim to nie moge zgodzic sie z tym ze „nie sa az tak glupi”.

    Przypuszczam tez ze powod dla ktorego tak duza czesc Amerykanow (zakladajac ze te 75% to prawda) zyczy sobie takich zmian jest fakt ze odkad to sie zaczelo to gospodarka USA z jakiejs przyczyny zaczela upadac. To prawdopodobnie dotknelo ich prywatnych przestrzeni zyciowych dotad nienaruszonych w znacznym stopniu. Teraz nagle dolar poszedl w dol i zaczelo to wielu odczuwac na wlasnej skorze. Nie dziwi mnie wiec ze jest to tak duzy procent. Co wiecej… przeraza mnie to ze te 25% jest dalej gluche na to co sie dzieje. Tym samym nie moge powiedziec o nich „swiadomi”. Przypuszczam ze dla wiekszosci Amerykanow to tylko kolejna wojna ktora przynosi straty. Przypuszczam ze oni w wiekszosci moga nie miec pojecia o tym z kim maja doczynienia na szczeblach wladzy. Moga nie miec pojecia o tym jakie sa prawdziwe cele ich przywodcow.

    I to jest tylko moje zdanie. Nie mam na celu zadnego kompromitowania cie przed innymi.
    Pisze o tym poniewaz ja rowniez nie moge zgodzic sie z twoim – jak ja to odbieram – „pozytywnym odbiorem”.
    My tu nikogo nie chcemy obrazac. Przedstawiamy nasze punkty widzenia i moze nam to wychodzic roznie z roznych powodow.

    „Ani tym bardziej nie ma powodu, żeby robić ze mnie otumanioną przez propagandę i nieświadomą idiotkę”

    Mozliwe ze iza zagalopowala sie w swojej wypowiedzi. To moze zdarzyc sie kazdemu. Zdarza sie na przyklad mnie. Mozliwe ze i ja zagalopowalem sie w tej wypowiedzi i niewatpliwie w niejednej innej. Mozliwe ze to nie jest wlasciwy kairos. Brakuje mi wiedzy w tym zakresie.
    Wydaje mi sie jednak ze iza nie miala zlych intencji i podsumowywanie jej wypowiedzi takimi ostrymi slowami jest nieprzemyslanym dzialaniem.

    Komentarz - autor: gem — 4 maja 2008 @ 19:58

  11. @ gem: a co za różnica, co ja myślę i w czym problem, jeśli się mylę w ocenach? W końcu każdy ma prawo myśleć, co chce i każdy ma prawo dochodzić do swojej mądrości okrężną i daleką drogą. Ja sama świata nie zbawię ani nie pogrążę. Każdy musi zbawić się sam, osobiście. Dlatego nie ma żadnego powodu, żeby mnie ostro karcić lub nawracać, nawet jeśli zupełnie mnie zaćmiło i bez żadnego racjonalnego powodu patrzę na świat przez różowe okulary. Iza może widzieć świat na czarno, a ja na różowo i niczym nam to nie grozi. Totalna jednomyślność panuje w wiadomych instytucjach, ale chyba (mam nadzieję) nie tutaj.

    A co do sedna dyskusji: te 25% to mogą być ludzie nie tyle ślepi, co czerpiący korzyści z tego, co się dzieje. Część z nich (pewnie nie więcej niż 5%) to psychopaci, sterujący tym całym cyrkiem, a reszta to ludzie na ich usługach i inne cwaniaki.

    I teraz pomyślmy dalej: czy do przeprowadzenia pozytywnych zmian potrzeba ludzi świadomych, czy może wystarczą tylko niezadowoleni z powodu recesji + dobrze działające mechanizmy demokratyczne? Jeśli dać głos większości, to 75% to aż za dużo, żeby zmieść z powierzchni ziemi obecnie rządzącą elitę. Problem jednak w tym, że ostatnie dwie tury wyborów wykazały, że po pierwsze nie ma na kogo głosować, bo do wyboru jest tylko mniejsze i większe zło, a po drugie wygrać może ktoś, kto w rzeczywistości przegrał. U nas niestety jest podobnie. Wybór między dżumą a cholerą to żaden wybór i dlatego ja jestem aspołeczna.

    Pewnie, że byłoby pięknie i wspaniale, gdyby cała ludzkość nagle się przebudziła, ale to przecież jest nierealne. Co więc możemy zrobić? Obawiam się, że niewiele, a może nawet nic.

    Komentarz - autor: astromaria — 4 maja 2008 @ 21:12

  12. Ładne kwiatki… Napisałam odpowiedź astromarii, przy okazji pisząc o paru moich poglądach. Wcięło. Po prostu wcięło. Lekcja z tego taka, żeby przed wysłaniem, zapisać tekst w jakimś edytorze do czasu, kiedy się pojawi. Spróbuję więc go zaraz odtworzyć z pamięci. I tym razem skopiuję do edytora przed wysłaniem 🙂

    Komentarz - autor: iza — 4 maja 2008 @ 21:16

  13. @astromario,
    Zacznijmy od tego, że cenię i szanuję Twoje niezależne myślenie i to co robisz. Nie miałam ani nie mam zamiaru Cię atakować. Napisałam „chciałabym się mylić” co do wrażenia, które odebrałam (nie zwróciłaś na to uwagi?), czyli innymi słowy miałam nadzieję, że moje wrażenie jest błędne. Nota bene zauważyłam, że mamy problemy z wzajemnym rozumieniem się. Po tej deklaracji mam nadzieję, że Twoje skorpionie oko złagodnieje i przestanie postrzegać mnie jako wroga, którym nie jestem.

    Zatem ad rem.

    Co do referendum we Francji jak i wszelakich sondaży i wyborów – nie wierzę. Co więcej, mam podstawy sądzić, że w większości jest to totalna fikcja. Jeśli więc Chomsky wyciąga wnioski z czegoć, co jest mocno wątpliwe, to te wnioski z czysto logicznego punktu widzenia są niewiele warte. Francuzi są delikatnie mówiąc dziwni i bardzo przywiązani do swojej francuskości, a przyjęcie konstytucji europejskiej miało dla nich pewne niewygodne konsekwencje. Zresztą propaganda też nie była jednoznaczna, bo na wierchuszce zdania były też podzielone. Istnieje również możliwość, że Chirac przestał być odpowiednią osobą, referendum było ukartowane, a w efekcie mamy Sarkozy’ego. Czy jest to lepsze niż przyjęcie k.e.? Nie wiem. Być może jest to i tak bez znaczenia.

    Amerykanie – jak im zaczęły wysychać portfele, to przestały im się podobać wydatki na wojnę. Zwróć uwagę, że oni (mówię o tzw. większości społeczeństwa) nie podnoszą larum o nielegalną agresję, o kłamstwa na temat 9/11, o tortury, ludobójstwo. Chcą tylko, żeby psychopaci zostawili im trochę pieniędzy. Oni nie chcą, po prostu nie chcą wiedzieć, że kryzys gospodarczy i szerzący się w dramatycznym tempie głód na świecie (i całe mnóstwo innych rzeczy) to zamierzony efekt zimnych spekulacji. Pewnie dlatego, że w obliczu tej prawdy dużo trudniej byłoby po prostu siedzieć i tylko wyrażać niezadowolenie. Dlatego z własnego wyboru tak łatwo przystają na zwykłą zmianę repertuaru w kinie. Bo te niby zmiany w świadomości to tylko inny film im wyświetlany.

    Taką mniej więcej rzeczywistość widzę przez moją „dziurkę w kalejdoskopie”. Dlatego nie podzielam Twojego optymizmu co do stanu rzeczy. Może przez Twoją widać coś innego. Naprawdę wolałabym, żeby ten obrazek był inny i jeśli ktoś mnie przekona, że mój kalejdoskop przekłamuje, z radością zamienię go na inny.

    Jestem przekonana, że Prawda jest jedna. I wiem, że bardzo trudno powiększa się ten otwór, przez który możemy ją podglądać. WIERZĘ jednak, że jest to możliwe. Mało prawdopodobne, że całą prawdę uda się zobaczyć jednej osobie w pojedynkę. Jeśli nawet, to jaka może być jej siła oddziaływania? Dlatego ważne jest, żeby ci, którzy Prawdy szukają, którym leży na sercu los innych ludzi i którzy czują w sobie odpowiedzialność, szukali tej Prawdy wspólnie, bo tylko w ten sposób mogą swój cel osiągnąć.

    W międzyczasie przyszedł Twój kolejny wpis. Oczywiście, że masz święte prawo iść swoją ścieżką. Nie mam najmniejszego zamiaru Cię do niczego przekonywać ani ‚nawracać’. Chętnie z Tobą rozmawiam, bo mam wrażenie, że obie możemy się czegoś w ten sposób nauczyć (a może i ktoś jeszcze przy okazji). A kto nauczy się czego, czas pokaże.

    Co do przebudzenia się całej ludzkości – Gurdżijew mówił, że wystarczy dwieście świadomych osób. Nawet jeśli odczytywać to alegorycznie, to i tak daje cień nadziei (więc tu z kolei jakby u mnie więcej optymizmu…). A kiedy jest nadzieja, to nic lepszego nie można zrobić, niż starać się jej pomóc. To znaczy ja tak uważam.

    Komentarz - autor: iza — 4 maja 2008 @ 22:29

  14. Jezeli zakonczymy temat UFO,to proponuje kolejna rewelacje czyli ..Smok Wawelski.
    Jest takia organizacja zwana MUFON do ktorej mialem mozliwosc nalezec.Jest to jeszcze wieksza propaganda niz loty na ..Ksiezyc,W11,rysunki naskalne (Nazca),czy pognieciona trawa zwana zbozem.Poruszacie bardzo wazne i ciekawe tematy,zostawmy krasnoludki na ciekawsze czasy.

    Komentarz - autor: randolf7 — 11 października 2008 @ 01:36

  15. a ja sobie tak dumam, jak to właściwie jest z tymi smokami i co to za dziwolągi? Skąd biorą się legendy o ziejących ogniem smokach? Może ludzie, w czasach przecież nie tak odległych, obserwowali jakieś dziwne zjawiska na niebie (jak na przykład wybuchający w atmosferze odłamek komety), ale nie potrafili nadać temu właściwej nazwy. Może któryś z tych „smoków” jednym dmuchnięciem ognia zmiótł z powierzchni ziemi sąsiednią wioskę…

    W rzeczy samej ciekawy temat, zwłaszcza że historia lubi się powtarzać (brrr)

    Komentarz - autor: Kruk — 11 października 2008 @ 12:24


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: